To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
ND Forum - Dzień dobry POLSKO!
Ludzie z sercem i głową

Media - Tygodnik (Obłudnik ?) Powszechny

Coltrane - 1 Lipiec 2011, 14:06
Temat postu: Tygodnik (Obłudnik ?) Powszechny
Tygodnik Powszechny mający w nazwie słowo "katolicki" promuje pedalstwo czyli zboczenie.
Nie dziwota że wielu nazywa go Obłudnikiem.

Kopia artykułu :

Pedalstwo pod błogosławieństwem „Tygodnika Powszechnego”
Posted by Marucha w dniu 2011-06-28 (wtorek)

Ostatnio „Tygodnik Powszechny” przyniósł informację, że polscy „chrześcijanie homoseksualiści” żądają w liście do Papieża „wystąpienia przeciwko homofobicznym aktom przemocy na świecie”.

Jeśli tak dalej pójdzie, to już niedługo z pretensjami do Papieża o „dyskryminację” wystąpią także „chrześcijańscy cudzołożnicy„, „chrześcijańscy złodzieje” czy „chrześcijańscy pijacy”.

Redaktor Artur Sporniak w obszernym tekście w „Tygodniku” rozważa za i przeciw dotyczące tych żądań „chrześcijańskich homoseksualistów”. Zdaniem Sporniaka, wprawdzie „nierealistyczne” jest oczekiwać zmiany doktryny Kościoła katolickiego w sprawie homoseksualizmu, to jednak zawarte są w tej inicjatywie homoseksualistów także „najbardziej słuszne postulaty”, a wśród nich ten, że „niewiele albo zgoła nic nie mówi się w Kościele o zawartej w Biblii „mowie nienawiści” wobec homoseksualistów”. Według red. Sporniaka, Biblia zatem posługuje się „mową nienawiści„. Czyżby redaktor katolickiego tygodnika wzywał do palenia lub wycinania fragmentów Pisma Świętego? W każdym razie jestem w dobrym towarzystwie, jeśliby nawet natchnieni autorzy Ksiąg Starego i Nowego Testamentu mieli się posługiwać „mową nienawiści”. A może to raczej język miłości dbającej o prawdę?

„Tygodnik Powszechny” po prostu wbija w głowy czytelników homoideologię, nawet nie stara się o pozory rzeczowej argumentacji. Przykładem jest zamieszczona wypowiedź redaktora „Więzi”, zdaniem którego „nie można bezwzględnie potępiać związków jednopłciowych”, ponieważ „bezinteresowna przyjaźń (…) jest możliwa między dwoma lesbijkami czy gejami”. Redaktor Cezary Gawryś opowiada się z tego powodu nawet „za ustawą o związkach partnerskich”. Zamiast jednak argumentów mamy tutaj próbę zablokowania dyskursu rzekomymi faktami, że jakoby „są takie pary jednopłciowe, które z oddaniem wspierają się aż do śmierci”. Ponieważ przeciwko faktom niemożliwa jest jakakolwiek argumentacja, w ten oto sposób – daniem słowa honoru, że homoseksualiści prowadzić mogą święte życie, wedle najwyższych chrześcijańskich wymagań – dalsza dyskusja zostaje wykluczona. Pozostawia nam się tylko posłuszne wykonywanie odgórnych rozkazów, a dla pytających, dyskutujących, wątpiących w homoideologię – lub ideał „dorzynania watahy” – pozostawia się tylko kaganiec, donosy i dokładanie zza węgła, czyli metody rodem nie tylko z piaskownicy, ale także ze swojskiego pejzażu PRL.

Fragment artykułu „Dorzynanie watahy?” Marka Czachorowskiego.
http://www.naszdziennik.pl

http://marucha.wordpress....a-powszechnego/

longinus9 - 1 Lipiec 2011, 17:20

Tygodnik Powszechny mający w nazwie słowo "katolicki" promuje pedalstwo czyli zboczenie.
Nie dziwota że wielu nazywa go Obłudnikiem.

Jak widać dla Tygodnika Powszechnego bliższa jest belzebuba sugestia jak nauka Jezusa jasna, zrozumiała i jednoznaczna. Jeśli oko jest przyczyna złego postępowania to je wyłup.. , jeśli ręka to ją obetnij..i tak dalej, co jest zawarte w Piśmie Świętym i się nie zdewaluowało przez wieki. Nie można kaleczyć związku naturalnego mężczyzny i kobiety. Ba i nowinki dewiacyjne zatwierdzać ustawą. Mieliśmy już "księży patriotów" wyświęcanych przez towarzyszy.. Mieli oni tworzyć nowy "kościół" spolegliwy Bierutowi, Gomułce i innym komunistycznym ciurom i zbrodniarzom. Dziś globalizm ogłupił cały świat. W samych Stanach Zjednoczonych pojawił się prezydent Obama, który lansuje głupoty, dewiacje i aborcje podcinając gałąź morale swojego narodu. Polska nie może w tę kloakę wchodzić. Tygodnik Powszechny jak widać jest taką odmianą Szechterowskiego pismadła..

Wierzący - 12 Styczeń 2012, 06:27

Homoseksualizm jest orientacją seksualną,a homofobia przez WHO została w 1991 roku uznana za schorzenie psychiczne,a dokładniej zespół urojeń paranoidalnych.Oj dziadziuś ales sobie przebibał w łódzkiej palestrze.Fajne te twoje posty. :-D :-D :-D :-D :-D
Coltrane - 12 Styczeń 2012, 22:31

Wierzący napisał/a:
Homoseksualizm jest orientacją seksualną,a homofobia przez WHO została w 1991 roku uznana za schorzenie psychiczne,a dokładniej zespół urojeń paranoidalnych.Oj dziadziuś ales sobie przebibał w łódzkiej palestrze.Fajne te twoje posty. :-D :-D :-D :-D :-D


WHO promuje i popiera wszelakie zboczeństwa, a zdroworozsądkowe myślenie traktuje jak schorzenie psychiczne. Nie spodziewam się niczego dobrego po WHO.

Przykładowo WHO popiera aborcję, czyli mordowanie nienarodzonych.

Oto przykład znaleziony w necie :

W krajach rozwijających się „pigułki aborcyjne” może przepisać jedynie lekarz. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) ubolewa, że przez ten utrudniony dostęp tzw. „medyczna aborcja” jest tam praktycznie niestosowana.

Dr Warriner z WHO przekonuje, że ten proceder nie wymaga wykwalifikowanego personelu medycznego i proponuje, by mogły ją rozpowszechniać także pielęgniarki i położne. - Sprawdzaliśmy, czy tzw. aborcja medyczna świadczona w pierwszym trymestrze ciąży przez personel medyczny średniego stopnia (dyplomowane pielęgniarki i położne) była równie bezpieczna i skuteczna, jak aborcja wykonywana przez lekarzy w Nepalu – napisał Warriner w jednym z medycznych pism. Jego zdaniem, personel medyczny średniego stopnia może zapewnić bezpieczną, niewymagającą skomplikowanych zabiegów aborcję dla kobiet, bez konieczności udziału lekarzy.

Coltrane - 30 Styczeń 2015, 23:21

„Tygodnika Powszechnego” pakt ze światem



Świat prezentowany przez „TP” to nie jest Kościół Chrystusa, ale Kościół dobrotliwych naiwniaków, wchodzących w rolę dobrego bożka – tatuśka rozgrzeszającego zło tego świata bez cienia aktu skruchy ze strony złych i grzesznych ludzi. A to prowadzi ich w konsekwencji do samozagłady.

Nie czytam „Tygodnika Powszechnego”. Nie tylko z powodu zawyżonej ceny (siedem złotych!). Numer sprzed tygodnia (4/2015) sprezentował mi znajomy dziennikarz, na moją wyraźną prośbę i odpowiedzialność. On miał już za sobą ubaw, więc nie chciał mnie go pozbawiać. Owszem, dzieje się na tych łamach dużo, ale do śmiechu mi nie jest. Zagłębiłem się w lekturę kolejnych artykułów „TP” i muszę przyznać, że właściwie od czasu, gdy przestałem mieć jakikolwiek kontakt z tym liberalno-lewicowym organem proplatformerskim, nic się właściwie tutaj nie zmieniło. Ten sam trujący lukier zdobiący fasadę tak zwanego Kościoła otwartego, ta sama fałszywa śpiewka. Nawet nazwiska autorów mówią same za siebie. Oto numer otwiera ks. Adam Boniecki, idol „Gazety Wyborczej”, Owsiaka i Nergala. Ponadto w numerze dosłownie wysyp elity liberałów, prezentacja proislamskich poglądów, promocja wykwitów modernistów-bluźnierców (tych od prymitywnych spektakli teatralnych w Krakowie), groteskowe, acz znamienne wcielanie się dziennikarza w rolę diabłów, podejrzane niedomówienia znanego jezuity, który nie zdobył się jeszcze na to, by wprost wyartykułować: „możecie się rozwodzić, Kościół jest dla was!”. Reklamowanie postmodernistycznych produktów „kulturalnych” (w dziale „Tygodnik Kultura”), i wreszcie… słowo od biskupa. Wszystko to razem zanurzone w niedopowiedzeniach, relatywistycznych naukach nowoczesnych teologów, którzy odpłynąwszy od Kościoła bratają się ze światem i podpisują z nim pakt.

Tendencja do ulegania modernistycznym herezjom jest doprawdy fatalną zdradą nauczania Kościoła Świętego. Jaka piękna katastrofa, chciałoby się dodać! Nie dziwi zatem notoryczny odpływ czytelników i zanikanie na rynku tego pseudointelektualnego organu propagandy lewej strony sceny politycznej.

Jednak w ostatnim numerze najbardziej żenująca była promocja Platformy Obywatelskiej. Nagłówek na stronie głównej mówi sam za siebie: „Grzegorz Schetyna ostro o Rosji, terroryzmie i przywództwie Ewy Kopacz”. Jawna, bez znieczulenia, propagandowa wrzutka partii forsującej coraz agresywniej kolejne postulaty skrajnej lewicy. Rozmowa liberała Pawła Reszki z liberałem Grzegorzem Schetyną ma jednak swoje uroki. Skompromitowany rozmówca tygodnika wciela się ostatnio nieudolnie w rolę ministra spraw zagranicznych. Szef dyplomacji, Grzegorz Schetyna (wiem, wiem jak to brzmi!) olśniewającym białym uśmiechem mami, tumani, przestrasza. Cztery pytania końcowe to pokaz agitacji politycznej:

- Pani premier radzi sobie z tym problemem? (Tak, podjęła heroiczny trud – boki zrywać, panie Grzegorzu);

- Ewa Kopacz to dobry lider? (Bardzo dobry – śmiech przez łzy komentującego);

- Jest w stanie wygrać wybory dla PO? (oczywiście! Nie dla Polaków, ale dla PO, tu pełna zgoda);

Wreszcie przepiękne, (że użyję tu porównania bliskiego peowskiej klasie politycznej) „wystawienie piłki”: Pytanie: - Gdy PO przegra, Ewa Kopacz powinna ustąpić? Odpowiedź: - PO nie przegra tych wyborów.

Koniec wywiadu. Czytelnik zostaje z propagandowym hasłem: „PO nie przegra tych wyborów”.

Liberalne złudzenia o islamie

Pomijając jawną agitację prorządową, oczywiście ani Reszka (nie łudzę się), ani Schetyna (tym bardziej) nie wspomnieli choćby słowem o bezwzględnej konieczności stworzenia mechanizmów politycznych poprawiających bezpieczeństwo prześladowanym chrześcijanom w świecie islamu. Tak jak w całym numerze, tak i w tej rozmowie prezentowana teza nie odzwierciedla prawdy. „Tygodnik Powszechny”, jak przystało na socjalliberalne medium, wyraźnie oddziela terroryzm islamski od islamu jako takiego. Muzułmanie krzyczący „Allahu Akbar” z islamem nie mają nic wspólnego, są oni wyłącznie islamistycznymi terrorystami. W tym kontekście przypominam słowa egipskiego jezuity, ks. Samira Khalila Samira, który w rozmowie z red. Beatą Zajączkowską stwierdził niedawno: „Po wydarzeniach w Paryżu słyszeliśmy wielokrotnie: to nie jest islam. A przecież napastnicy swe akcje zaczynają okrzykiem: ‘Allah jest wielki!’. To formuła używana przez muzułmanów, kiedy przystępują do wojny. W tych słowach zawarte jest też przeświadczenie, że Allah da im zwycięstwo. Każde z ugrupowań przed dokonaniem ataku musi udać się do imama, aby ten zezwolił na atak, uznał go za słuszny. Wydając takie orzeczenie, zezwala na zabicie w obronie honoru Boga i religii islamskiej. Także w przypadku „Charlie Hebdo” ekstremiści nie działali w imię obrony wartości kultury, sprawiedliwości czy wolności słowa, ale dlatego, że obrażono islam. I wielu muzułmanów ich poparło, mówiąc, że dobrze zrobili. Przemoc jest więc wpisana w islam. O tym trzeba mówić”.

Festiwal herezji pod katolickim szyldem

„TP” jest jednak pewny swego, czyli tego, co wysmaży centrum propagandy mainstreamu i poda na tacy europejskim ignorantom. Z punktu widzenia znaków czasu nie dziwi nadprodukcja destrukcyjnych ideologii jakie żerują na umysłach Polaków. Można, moim zdaniem znaleźć tego dobre strony: dekadentyzm i postmodernizm demolują wprawdzie wartości katolickie, ale są jednocześnie wyzwaniem rzuconym samoświadomym katolikom, dzięki czemu dochodzi do mobilizacji zaangażowanych uczestników w ruch kontrrewolucyjny. Ale smutek ogarnia mnie w sytuacji, gdy pod płaszczykiem słowa „katolicki” ukazuje się taki ideologiczny i propagandowy bełkot, który z katolicyzmem i Kościołem niewiele ma wspólnego, niezależnie od tego, ilu jezuitów, ilu biskupów zostanie zaprzęgniętych do promocji owego bełkotu. Świat jaki prezentuje „TP” to nie jest Kościół Chrystusa, ale Kościół dobrotliwych naiwniaków, wchodzących w rolę dobrego bożka - tatuśka rozgrzeszającego zło tego świata bez cienia aktu skruchy ze strony złych i grzesznych ludzi, co prowadzi ich w konsekwencji do samozagłady.

Nie chcę pozostawiać Czytelników PCh24.pl z poczuciem absmaku. Na herezję jest odtrutka! Na truciznę, która wlewana jest podstępnie w zdrową tkankę Kościoła Świętego pod płaszczykiem wolności i tolerancji („róbta co chceta, bo Bóg jest miłosierny i wybaczający”) antidotum stanowi powrót do źródła. Dlatego chcę zakończyć pierwszym zdaniem encykliki św. Piusa X. Czytajmy, kontemplujmy Tradycję, jest jak skała, o którą roztrzaskują się legiony modernistów. Także wrogów wewnętrznych Kościoła.

„Urząd pasania owczarni Pańskiej zlecony Nam przez Boga, mieści w sobie przede wszystkim ten obowiązek, wskazany przez samego Chrystusa, abyśmy jak najczujniej strzegli przekazanego Kościołowi depozytu wiary, odrzucając niezbożne nowości słów oraz zarzuty rzekomej nauki”.

Św. Pius X, Encyklika „Pascendi dominici gregis”

Tomasz M. Korczyński

http://www.pch24.pl/tygod...b-,33619,i.html

sonia - 1 Luty 2015, 16:09

jaki tygodnik tacy jego współpracownicy...pierwszy z brzegu przykład..Paweł Spiewak...od niedawna proferor Spiewak jest dyrektorem Zydowskiego Instytutu Historycznego,/za Wikipedią ulubioną wiedzą lemingów/
Coltrane - 27 Marzec 2015, 12:22

Skutki czytania ,,Tygodnika Powszechnego”

Słowa jakie państwo przeczytają o ,,Tygodniku Powszechnym” mogą niektórych oburzyć, zdziwić lub zmieszać, ale ze strony swej skromnej osoby, chcę zapewnić, że pisząc ten tekst, nie kierowałem się żadnymi chorymi ambicjami, złośliwością czy też rewanżyzmem lecz szczerą troską i miłością. Artykuł ten jest analizą mającą na celu napiętnowanie obłudy i niebezpiecznej manipulacji jakiej dopuszczają się redaktorzy ,,Tygodnika”. Uważam, że ten artykuł jest tym ważniejszą przestrogą, że manipulacja dotyka samych katolików i doprowadziła do podziałów w Kościele.

Jakie są skutki czytania ,,Tygodnika Powszechnego?

1.Odejścia od wiary (ateizm lub deizm)

BO:

- jeżeli ,,wiara katolicka nie jest jedyną prawdziwą” a ,,zbawić się można w każdej religii” (jak głosi ,,Tygodnik”), to co mnie właściwie trzyma przy Kościele? Tradycja przodków? To jeszcze nie jest wystarczający powód, aby całe życie poświęcić Chrystusowi i oprzeć na Nauce Kościoła. Co mnie trzyma przy Kościele i wierze katolickiej skoro my katolicy ,,nie mamy prawa pretendować uznania katolicyzmu jako jedynej słusznej religii” a ,,zbawić mogę się również w innych religiach”? Czyżby nic??? Oto jakie sidła moralne przygotowali na nas ideolodzy ,,Tygodnika Powszechnego”!!!

PRZYKŁADY:

a) – apostazja (odstępstwo od Kościoła) wielu osób duchownych publikujących w ,,Tygodniku Powszechnym” i z nim współpracujących: Stanisław Obirek (b. jezuita), Tomasz Bartoś (b. dominikanin) i Tomasz Węcławski (b. ks.)

Jesienią 2005 r. Stanisław Obirek ogłosił, że występuje z zakonu i rezygnuje z kapłaństwa. Zawarł cywilny związek małżeński z Żydówką (byłą żoną izraelskiego dyplomaty pracującego w Polsce) i wyjechał z nią do Izraela. Również Tomasz Bartoś (b. dominikanin) i Tomasz Węcławski (b. ks.) podobnie jak S. Obirek, porzucili i zdradzili Kościół przez co podlegli ekskomunice.

b) nawet sam ks. Józef Tischner kiedyś próbował dowieść, że ,,Bóg nie jest człowiekowi potrzebny do życia”, zarówno na KUL jak i w wywiadzie-rzece opublikowanym w postaci książki. Twierdził: ,,Człowiek może obejść się bez Boga i Bóg może obejść się bez człowieka. I między nimi powstaje miłość”. (Przekonać Pana Boga – Kraków 1999 r., str. 26 i 31-32)

2.Herezje i demoralizacja

BO:

- jeśli (tak jak w 1. punkcie) ,,wiara katolicka nie jest jedyną PRAWDĄ prowadzącą do zbawienia” a ,,zbawić się można nie tylko w naszej religii” to ja pytam się powtórnie: co mnie właściwie trzyma przy Chrystusie i Jego Kościele? Czyż autorytety ,,TP” nie skłaniają nas do myślenia, że poza Chrystusem zbawić nas może również Mahomet, Budda, Zaratusztra czy Sai Baba? Jeśli rzeczywiście by tak było, to co nas tu trzyma ,,księże” Boniecki?

- jeśli ,,Tygodnik” nie tylko staje w obronie heretyków i ich herezji (Anthony de Mello, Eugen Drewermann) wbrew decyzji papieża o ekskomunice, ale również przeprowadza z nimi wywiady i ustanawia ich komentatorami i sędziami Kościoła katolickiego, to należy się spodziewać, że wielu katolików weźmie ich słowa za dobrą monetę i zacznie brać z nich przykład.

- jeśli regularnie porcjowane i sączone są błędy teologiczne i wypaczenia moralne (kwestionowanie homoseksualizmu jako choroby i zboczenia, krytyka zakazu eutanazji, kwestionowanie wieczności kar piekielnych, chwalenie antykoncepcji), to ludzie po wielu latach zaczną traktować je jako prawdę, Naukę Kościoła traktować z większym dystansem a czasem nawet krytykować papieża z powodu rzekomego ,,zacofania” i ,,krępowania wolności człowieka sztywnymi dogmatami” tak jak wspomniani Anthony de Mello, Stanisław Obirek czy Józef Tischner.

PRZYKŁADY:

a) cytat heretyka promowanego w ,,Tygodniku Powszechnym” Anthony de Mello:

,, Księgi te [m.in. Pismo św.] przeszkadzają, aby ludzie szli za własnym zdrowym rozsądkiem i czynią ich ograniczonymi i agresywnymi. Religie, włącznie z chrześcijańską, są jedną z podstawowych przeszkód w odkryciu prawdy. (…) Myśleć, że Bóg własnej religii jest jedynym, to znaczy poddać się fanatyzmowi. (,,Tygodnik Powszechny”, 6.09.1998 r.)

b) cytaty obrońców herezji Anthony’ego de Mello w ,,TP”:

- Artur Sporniak:

,,Na razie więc próby religijnego zbliżenia Europy i Azji zdają się być nieudane (…) Kościół i teologowie wciąż nie potrafią przetłumaczyć praw zawartych w dogmatach na język filozofii i religii Azji, nie zniekształcając przy tym depozytu wiary. Dopóki się to nie uda, Kongregacji Nauki Wiary nie pozostanie nic innego, jak orzekać w coraz to nowych przypadkach <<niezgodność z wiarą katolicką>> i ostrzegać wiernych przed <<poważnymi szkodami>> (,,Tygodnik Powszechny”, 6.09.1998 r.).

- Stanisława Grabska:

,,(…) trudno jest widzieć w jego książkach sprzeczności z treścią chrześcijańskiej doktryny czy z dogmatami (…). Kardynał Ratzinger z racji swej funkcji stróża doktryny musi się interesować głównie wiarą, <<w którą wierzymy>>. Ufam, że prędzej czy później zmieni on sąd o de Mello”. (,,Tygodnik Powszechny”, 27.09.1998 r.)

c) niektóre błędy teologiczne i moralne:

- ks. prof. Wacław Hryniewicz o wieczności kar piekielnych:

,,Rosyjski filozof religijny Mikołaj Bierdiajew pisał przed laty, iż problem zbawienia, wiecznej zatraty i wiecznego piekła jest <<najbardziej dręczącym spośród problemów, które mogą powstać w ludzkiej świadomości>>. (…) Nie ma wieczności negatywnej i złej. Wieczność może być tylko boska. Element sadyzmu zajmuje, zdaniem Bierdiajewa, dużo miejsca w dziejach religii. Chrześcijaństwo nie jest w tym względzie wyjątkiem (wystarczy sięgnąć do pism św. Augustyna, Lutra czy Kalwina)”. (,,Trzecia droga nadziei” – ,,Tygodnik Powszechny”, 25.01.2004 r.)

- Tadeusz Jagodziński o eutanazji:

,, Postawy religijnej uznającej, że człowiekowi nie wolno niszczyć życia darowanego przez Boga, nie da się pogodzić z tymi nurtami filozofii wolności i autonomii jednostki, które zakładają prawo człowieka do nieskrępowanej swobody decydowania o własnym losie. Jedyną płaszczyzną porozumienia może być tolerancja oraz wzajemny szacunek przy równoczesnym dyplomatycznym założeniu, że obie strony są zgodne co do tego, że się nie zgadzają. Błędem byłoby jednak wyciągnięcie z tego wniosku o bezsensie dialogu na temat eutanazji”. (,,Śmierć na życzenie?” – ,,Tygodnik Powszechny”, 21.03.1993 r.)

- ks. Jacek Prusak o homoseksualizmie, antykoncepcji i edukacji seksualnej:

,,Nikomu z nas nie wolno orzekać, że wszyscy ludzie o skłonnościach homoseksualnych <<mają problem>> – są chorzy, <<poranieni>> czy zboczeni. (…) Można jednak zasadnie pytać, czy budowa trwałego partnerskiego związku zgodnego z orientacją homoseksualną nie tylko może być wyrazem prawdziwej miłości, ale również być społecznie użyteczna?” (,,Inni inaczej” – ,,Tygodnik Powszechny”, nr 25 [2919], 19.06.2005 r.)

,,W związku ze sprawą 14-letniej Agaty, którą żyje teraz cała Polska, w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” („Szkoła musi uczyć o antykoncepcji”, „GW” z 14-15 czerwca 2008) stwierdziłem, że jednym ze sposobów przeciwdziałania niechcianym ciążom i nieodpowiedzialnej inicjacji seksualnej wśród nastolatków jest wprowadzenie do szkół edukacji seksualnej uwzględniającej również wiedzę o metodach antykoncepcji. (,,Czas na edukację seksualną”- ,,Tygodnik Powszechny”, nr 25 [3076], 22.06.2008 r.)

- bp Tadeusz Pieronek o homoseksualizmie:

,,Czasami, jeżeli zachodzą szczególne okoliczności, odpowiedzialność za czyny homoseksualne może być nawet całkowicie zniesiona, jeżeli natomiast są to skłonności, które człowiek poprzez modlitwę i przy pomocy Bożej Łaski może opanować, wtedy dla takiej osoby nie ma usprawiedliwienia” (,,Pani domu”, 14.06.1995 r.)

d) przykład z życia wzięty:

Pewna młoda kobieta, od kilku lat jest w bardzo trudnej sytuacji moralnej. Kilka lat temu, kiedy zaszła w ciążę z kolegą a on nie chciał z nią się pobrać ani uznać dziecka, lecz po prostu jak najgorszy tchórz uciekł od odpowiedzialności, była bardzo załamana. Obciążenie moralne i psychiczne było bardzo duże. Grzech (zerwanie łączności z Bogiem), trud wychowawczy w samotności i zraniona dusza. Ale mimo to nie poddawała się i postanowiła walczyć o przyszłość dla siebie i swojego dziecka. Zakochała się w nieco starszym od siebie mężczyźnie i postanowiła już więcej nie szukać, ale z jego pomocą, zbudować normalną rodzinę. Postawiła wszystko na jedną kartę, mocno zaangażowała się uczuciowo i zaplanowała już swoją przyszłość właśnie z nim. Tylko, że trochę się pospieszyła, bo niedługo potem okazało się, że jej wybranek ma żonę (w świetle prawa jest rozwodnikiem). I w tym momencie rozpoczęła się wielka walka duchowa i wewnętrzne rozdarcie.

- Jestem przecież katoliczką i nie chcę łamać przykazań Bożych. Bardzo mi zależy na żywej komunii z Bogiem i zbawieniu. Ale czy to znaczy, że moje plany i marzenia, wielkie nadzieje na pełną rodzinę dla dziecka, wszystko co tak misternie budowałam i szukałam ma legnąć w gruzach??? Co mam wybrać? Boże pomóż mi!

I szatan korzystając ze sposobności zasiał w jej niespokojne serce, ziarno zamętu i buntu przeciw Kościołowi. Ludzie tak bardzo często chcieliby nie płacić żadnej ceny za błędy i grzechy swojej młodości, nie ponosić żadnych przykrych konsekwencji, ale tak się nie da. Tak bardzo chcieliby cofnąć czas, ale jest to niemożliwe. Ból, smutek, kłopoty i cierpienie często zaślepiają rozum i każą szukać winnych tego kryzysu (oprócz siebie!). I właśnie wtedy, gdy zamiast z grzechami iść do spowiedzi św. (i przyjąć pełne konsekwencje potrzebne do zbawienia!), zaklepuje się je kolejnym, całą winę często zwala się na Pana Boga. A jeśli nie na Boga to na Kościół.

W zasadzie walka duchowa w niej trwała kilka lat. I chociaż wmawiała sobie, że Kościół jest w błędzie a ona wstępując w niesakramentalny związek z żonatym mężczyzną, nie łamie przykazań, nie potrafiła odnaleźć prawdziwego spokoju sumienia. Zaczęła więc studiować Pismo św., aby – jak twierdziła – odnaleźć prawdę. Ale kiedy katolicka interpretacja Pisma św. nie dała jej tego czego szukała, tzn. akceptacji rozwodów z powodu cudzołóstwa (jej rozwiedziony wybranek twierdził, że był zdradzany przez swoją żonę), postanowiła zajrzeć do interpretacji… zielonoświątkowców, którzy akceptują rozwody w wyniku wszeteczeństwa (cudzołóstwa). Trzeba przyznać, że przez długi czas naprawdę szczerze szukała prawdy i była naprawdę dobrą katoliczką. A teraz wszystkie te prawdy wiary które szczerze wyznawała przez całe swoje życie (Eucharystia jako prawdziwe CIAŁO i KREW Chrystusa, Maryja jako Matka Boża i Królowa Nieba i Ziemi, nierozerwalność małżeństwa), odważyła się zakwestionować, by tylko w Kościele Zielonoświątkowym jej partner otrzymał rzekomo ,,kościelny” rozwód, co otwarło by drogę do zawarcia małżeństwa zielonoświątkowego.

To na co chciałbym zwrócić uwagę to jej argumentacja takiego postępowania. Powołując się na swoje autorytety ,,moralne” – księdza Adama Bonieckiego (,,TP”) i Adama Michnika (,,GW”) – stwierdziła, że zbawić może się również w innych religiach. To właśnie ,,Tygodnik Powszechny” ugruntowywał w niej postawę oportunizmu moralnego, tzn. że to nie człowiek ma podporządkować się i dostosować do PRAWDY, lecz prawda ma dostosować się do człowieka, szczególnie gdy stoi ona mu na przeszkodzie do realizacji osobistych planów. Dokładnie taką taktyką kierował się Henryk VIII, król Anglii, i tak w 1534 r. powstał anglikanizm. To tak jakby uznać, że PRAWDA nie pochodzi od jednego jedynego Boga, lecz jest wiele ,,prawd” wymyślonych przez ludzi. Innymi słowy prawda miałaby być abstrakcyjną, bliżej nieokreśloną, mityczną i fantastyczną krainą. Redaktorzy ,,TP” chcieliby abyśmy uwierzyli, że my także możemy tworzyć prawdę i być jej ,,sędziami”, do czego bez przerwy prowokują i zachęcają swoimi postawami, o czym szerzej w 7. punkcie.

Takie subiektywne podejście do prawdy, do jakiego skłaniają nas ideolodzy ,,Tygodnika Powszechnego” niesie ze sobą wiele gorzkich konsekwencji. Jak już wcześniej dowiodłem prowadzi (i prowadziło) do schizm, herezji, apostazji, deizmu a w konsekwencji do moralnego upadku człowieka na Ziemi.

3.Marginalizacja i usuwanie katolików z życia społecznego.

BO:

- jeśli ,,narodowość, wyznanie, stosunek do Kościoła i Polski oraz wartości moralne kandydata do sprawowania władzy, nie są ważne a jedynie specjalizacja, wykształcenie i interesujący program gospodarczy”, to kto zapewni państwu, oprócz uczciwej polityki gospodarczej, prawdziwy rozwój moralny, politykę prorodzinną, edukację patriotyczną i właściwą tożsamość narodu? Czy żeby uczciwie rządzić krajem, nie potrzeba żyć żadnymi wyższymi wartościami? Czy decyzje ministerialne, prezydenckie czy poselskie, nie są pokierowane żadnymi przekonaniami, nawykami i wartościami? Czyż od tych poglądów, idei i wartości nie są uzależnione konsekwencje tychże działań? Jeśli wartości chrześcijańskie nie są najważniejsze w kierowaniu gałęziami gospodarki, edukacją, systemem, zdrowotnym czy prawodawstwie – jak twierdzą redaktorzy ,,Tygodnika Powszechnego” – to jakimi można je zastąpić? Ekonomiczno-materialistycznymi? Czyż nam katolikom nie zależy na królowaniu Chrystusa w całym naszym narodzie i w sercach jego obywateli? A jeśli zależy, to czy mamy prawo uważać, że wiara rządzących jest sprawą obojętną? A jeśli jest obojętną to czy w ten sposób podchodząc do powołania politycznego i oddając głos do urny wyborczej nie dokonujemy świadomego wyeliminowania katolików (ludzi sumienia) z życia publicznego, a co za tym idzie, wyeliminowania wartości chrześcijańskich w państwie? Taki jest długofalowy efekt ,,samobójczej” kampanii ,,Tygodnika”!

Zaklasyfikować do tego punktu można również komunistyczny mit ,,mieszania się Kościoła do polityki”, który też miał być skutecznym sposobem na wyeliminowanie katolików z życia społecznego a moralności z polityki.

PRZYKŁADY:

a) cytat arcybiskupa Józefa Michalika:

,,Źle by było, gdyby katolicki naród ponownie się znalazł w sytuacji, że ma być rządzony przez parlament niechrześcijański. (…) Nieraz mówię i będę nadal powtarzał: katolik ma obowiązek głosować na katolika, chrześcijanin na chrześcijanina, muzułmanin na muzułmana, Żyd na Żyda, mason na masona, komunista na komunistę, każdy niech głosuje na tego, którego sumienie mu podpowiada”. (1991 r., podczas Mszy św. z udziałem liderów ZChN, cyt za: ,,Bogu co cesarskie” – ,,Newsweek”, 10.06.2007 r.; por.: ,,<<Newsweek>> w awangardzie walki z Kościołem” – ,,Nasz Dziennik”, 8.09.2007 r.;)

Każdy katolik, który w wyborach samorządowych, prezydenckich czy parlamentarnych, nie opowiada się za życiem i nie wybiera wartości chrześcijańskich (które jasno, wyraźnie i konsekwentnie reprezentuje partia), niewątpliwie popełnia grzech ciężki, bo to ludzie władzy odpowiadają za losy narodu i decydują o tym co jest legalne a co nie! Głosując na konkretnych kandydatów, tak naprawdę nie wybieramy tylko człowieka, lecz przede wszystkim ideę i postawę którą reprezentuje i będzie chciała realizować jego partia. Zdarza się, że pewien polityk lub kandydat buduje o sobie opinię obrońcy życia i wartości chrześcijańskich a więc konserwatysty, mimo iż jest członkiem partii liberalnej, która nie opowiada się jasno i wyraźnie za obroną życia – od poczęcia do naturalnej śmierci (nie ma tego w statusie). Musi być on zatem kłamcą, oportunistą lub naiwniakiem. Bo cóż z tego, że w wyborach (n.p. parlamentarnych) zagłosuję na tego kandydata, opowiadając się tym samym za życiem, skoro on przecież wcześniej wstępując do tej partii świadomie zdecydował o wyborze tej a nie innej – liberalnej ideologii, nie sprzyjającej cywilizacji życia? Nie ma kandydatów ,,bezbarwnych” (neutralnych) – choć niektórzy za takich próbują uchodzić. Każdy reprezentuje jakieś wartości i ideologię (w sposób jawny lub ukryty), bo działanie polityków zawsze niesie ze sobą jakieś konsekwencje. Dlatego też instrukcja ks. abpa Józefa Michalika jest jak najbardziej na miejscu i na czasie, a dowodem jej słuszności jest nawrócenie Ugandy. Nikt tak nie zadba o interesy mojej rodziny jak członek rodziny. I nikt tak nie zadba o wartości, losy i interesy polskie i katolickie jak właśnie prawdziwy Polak i prawdziwy katolik. Czyż ta reguła nie jest prosta do zrozumienia jak budowa cepa?

Żeby zobrazować jak bardzo by się to wrogom polskości nie podobało, posłużę się tutaj cytatem lewicowej publicystki Krystyny Kofty:

,,Czasami wydaje mi się, że nie ma nic gorszego niż PPK, czyli Prawdziwy Polak Katolik” (,,Przegląd”, 5.09.2004 r.)

b) Niejednokrotnie można usłyszeć, że władza i ustawodawstwo nie ma żadnego wpływu na moralność i sumienie społeczeństwa, bo to sami ludzie – a nie władza – decydują jaką drogę i jakie wartości w życiu wybrać. Każdy jest kowalem swego losu – mówią. Nie jest to do końca prawdą, ponieważ historia wyraźnie pokazuje wiele przykładów totalitaryzmu który deprawował i łamał sumienia całych jednostek, społeczeństw i narodów. Zmiana ustroju i metod rządzenia, nie zmieniają w państwie właściwie nic, jeśli ludzie i ich totalitaryzm zostają. Tak samo jak wstąpienie w stan małżeński czy kapłański nie uwalnia człowieka od nałogów i złych nawyków, ani nie czyni go dojrzałym. Totalitaryzm może przybierać różne postacie: jednym razem może przybierać formę krwawego reżimu wojskowego, innym razem totalnego luzu, ,,wolności”, równouprawnienia, samowolki i tzw. owsiakowego ,,róbta co chceta”. Papież Jan Paweł II wyraźnie ostrzega nas przed ślepą wiarą w demokrację:

,,Historia uczy, że demokracja bez wartości łatwo się przemienia w jawny lub zakamuflowany totalitaryzm”. (encyklika Centesimus Annus , nr 46)

Taki ,,szok termiczny” po zmianie ustroju, nie jednego już ogłupił. A przecież poznaje się po owocach! Papież Jan Paweł II na przykładzie aborcji, wskazuje też wyraźnie, że władza jest budującym lub niszczącym silnikiem narodu:

,,Dziękuję za inicjatywy parlamentarne zmierzające do zabezpieczenia życia ludzkiego od chwili poczęcia w łonie matki. Jasne stanowisko prawne jest nieodzowne, aby mógł dokonywać się również gruntowny proces nawrócenia. Trudno bowiem o właściwą działalność wychowawczą czy duszpasterską, gdy prawo temu przeszkadza. To co <<legalne>>, zostaje niestety bardzo łatwo przyjęte jako <<moralnie dozwolone>>”. (Warszawa, 9.06.1991 r.)

Jak widzimy Ojciec święty w sposób wyraźny obala mit libertyński, głoszony przede wszystkim przez postkomunistyczną ,,Gazetę Wyborczą” i katolewicowy ,,Tygodnik Powszechny”, mówiący, że wszelkie zakazy prawne dotyczące moralności i obyczajów zwiększają popyt i reklamę takiego czynu. Jak głosi mit – to co zakazane kusi jeszcze bardziej. W rzeczywistości jest to manipulacja, którą papież demaskuje, bo wszędzie tam gdzie zezwolono na stosowanie antykoncepcji, narkotyków, alkoholu czy prostytucji, liczba aborcji, użytych pigułek wczesnoporonnych, nałogów rozbitych rodzin i chorób psychicznych wcale nie spadła jak zakładano, ale wielokrotnie wzrosła i rośnie coraz szybciej. Podobnie jest w przypadku dopuszczenia aborcji (nawet w wyjątkowych sytuacjach tak jak w Polsce). Z liberalnym prawem państwowym jest zawsze tak, że gdy dopuści się stosowanie czegoś niemoralnego, to ewentualne niepokoje społeczne nie tylko nie ustają, ale państwo traci nad tym zupełną kontrolę. Bo to co legalne kusi jeszcze bardziej a nie na odwrót!

Nie jestem zwolennikiem ideologii prezentowanej przez ,,Gwiezdne Wojny”, ale to właśnie w tym filmie najpełniej zobrazowano skutki ślepej wiary w demokrację. To właśnie tam, w wygodnych fotelach parlamentu Republiki, w urzekających szatach demokracji, tolerancji i równouprawnienia, rodził się podstępny i okrutny totalitaryzm. Zobrazowana w filmie sytuacja, instytucja oraz jej siedziba, niezwykle łudząco przypomina dzisiejszą Unię Europejską z europarlamentem w Strasburgu i jej wieloletnią ewolucję w lewą stronę!

4.Stygnięcie żaru wiary, wzrost pasywności katolików i lęku przed ewangelizacją.

BO:

- jeśli ,,religia to prywatna sprawa człowieka”, to takie założenie poważnie koliduje z nakazem Chrystusa, aby ,,głosić Ewangelię wszelkiemu stworzeniu; prawdą dotyczącą tzw. grzechów cudzych (6. Milczeć gdy ktoś grzeszy) oraz uczynkami miłosiernymi co do duszy (1. Grzeszących upominać, 2. Nieumiejętnych pouczać, 3. Wątpiącym dobrze radzić). Jeszcze nikomu w historii nie udało się w swoim życiu Ewangelii pogodzić z mitem ,,prywatności religii”. Ci którym wydaje się, że mogą, najwidoczniej nie rozumieją do czego zobowiązuje nas wiara, a o czym czytamy w Małym Katechizmie. Brak zgody między Ewangelią a mitem ,,prywatności religii” staje się przyczyną zagubienia wewnętrznego i chaosu sumienia, co owocuje postawą wycofania, pasywności i lęku wobec ewangelicznych wyzwań do których zostaliśmy powołani. Mit ,,prywatności religii” został rozpowszechniony przez tzw. ,,ruchy oświeceniowe” oraz komunistów, którym bardzo zależało na maksymalnym ograniczeniu wpływu katolików na życie społeczne i publiczne w narodzie, bowiem jest ono niezbędne w dziele ewangelizacji. ,,Idźcie na cały świat i głoście ewangelię wszelkiemu stworzeniu!” (Mk 16,15) Widać więc, że Chrystus w ten sposób wyraźnie wzywa do ewangelicznego wpływu chrześcijan na życie społeczne i publiczne nie tylko narodu ale i całego świata! Nakaz Chrystusa, zgodnie z marksistowskim mitem, można by sparafrazować tak: ,,Nie idźcie na cały świat z ewangelią do ludzi, bo oni nie lubią jak ktoś ich poucza, krytykuje i psuje mrzonki w sferze moralnej. Można w ten sposób nie tylko ich urazić, co byłoby <<grzechem>>, ale samemu narazić się na prześladowanie. Dlatego jeśli ktoś będzie chciał poznać ewangelię, to sam do was przyjdzie, bo to jego prywatna sprawa!”

PRZYKŁADY:

a) cytaty Jana Pawła II:

,,Wiara i szukanie świętości jest sprawą prywatną tylko w tym sensie, że nikt nie zastąpi człowieka w jego osobistym spotkaniu z Bogiem, że nie da się szukać i znajdować Boga inaczej niż w prawdziwej wewnętrznej wolności” (Lubaczów, 3.06.1991 r.)

,,Bierność, która zawsze była postawą nie do przyjęcia, dziś bardziej jeszcze staje się winą. Nikomu nie godzi się trwać w bezczynności”. (Christifideles Laici, nr 3)

b) przykład praktyczny:

Najsmutniejsze jest to, że wielu katolików trwających w tym przeświadczeniu ,,prywatności religii”, swoje błędne myślenie i postępowanie przenosi i realizuje w powołaniu kapłańskim lub małżeńskim, szczególnie zaś w swojej rodzinie. Mała motywacja do podejmowania nowych inicjatyw i wyzwań ewangelizacyjnych, będąca jego skutkiem, niesie za sobą gorzkie owoce. To rodzice mają największy wpływ na formację katolicką swojego dziecka i jego poglądy. I to właśnie na swoich dzieciach najbardziej urzeczywistniają takie poglądy. Może przyjść taki moment, że syn lub córka – na przykład w okresie dojrzewania – będąc pod wpływem zdemoralizowanego środowiska w którym żyje, zacznie się buntować przeciwko moralnym pogadankom o Bogu i uczciwym życiu. Oznajmi wtedy rodzicom:

- Proszę więcej nie prawić takich kazań, bo mnie to w ogóle nie interesuje, mam prawo do swoich poglądów a poza tym religia to jest prywatna sprawa człowieka. Czyż tego właśnie was nie uczono?

I co w takiej sytuacji mają zrobić rodzice? Skoro religia jest sprawą prywatną, to nam nie pozostaje nic innego jak w akcie kapitulacji podnieść ręce do góry, ustąpić pola demonom i pozwolić aby nasze dziecko poszło ścieżką zatracenia! O tempora, o mores! Ile rodzin w ten sposób straciło wiarę? A jeśli rodzin, to też narodów. Nie twierdzę, że to musi stać się w ciągu jednego pokolenia. Na początku żar wiary może być nawet bardzo duży, ale z biegiem dziesięcioleci zaczyna on stygnąć. Już nie ma w nas tyle ognia wewnętrznego, który płonął w sercach dziadków i skłaniał ich do największych poświęceń oraz nie pozwalał na żadne ustępstwa – nawet najdrobniejsze – w realizacji Nauki Kościoła Katolickiego. Dzięki dobremu świadectwu życia dawanemu przez rodziców swoim dzieciom, w wielu przypadkach proces stygnięcia wiary może być powolny. Ale same świadectwo to też nie wszystko.

Przesiąkniecie takim poglądem i życie pod jego dużym wpływem powoduje, nawet jeśli rodzice starają się utwierdzić w wierze swoje dzieci (i nie braknie im dobrych chęci), to jednak dużą rolę będzie tu miało pasywne, przesadnie ostrożne, zbyt nieśmiałe i nie do końca konsekwentne podejście do ewangelizacji. To czego najbardziej może tu zabraknąć, to dynamizm wiary, duch walki, duch gorliwości i ogień radykalizmu chrześcijańskiego. Należy nadmienić, że duch walki, gorliwości i radykalizmu musi być następstwem i owocem Ducha Miłości i łagodności a nie ducha nachalności i gwałtowności.

5.Spadek autorytetu i szacunku wobec osób duchownych.

BO:

- jeśli przez całe dziesięciolecia swoją niesprawiedliwą postawą uczy się większego szacunku, wyrozumiałości, tolerancji, zaufania i ugodowości wobec ateistów, agnostyków, deistów, ludzi którzy współtworzyli system komunistyczny (lecz wyrazili fałszywą skruchę i żal za grzechy przeszłości); w jakże skrajnym przeciwieństwie do swoich współbraci w wierze mających inny punkt widzenia; to nie dziwmy się, że zmasowane medialne nagonki i napaści na osoby duchowne (bez możliwości, obrony, dialogu i riposty), uchodzą w Polsce płazem i to nawet przy biernym współudziale niektórych zdezorientowanych katolików.

- jeśli w czasach masowych nagonek i braku poszanowania dla godności kapłańskiej ,,Tygodnik Powszechny” milczy lub lekceważy ten stan, dając przykład obojętności lub przyzwolenia, a nawet osobiście przyłącza się do wymierzania niesprawiedliwych wyroków na duchowieństwo, to nie dziwmy się, że oprócz ateistów już nawet wśród katolików spada autorytet osób duchownych oraz odruch solidarnej miłości.

PRZYKŁADY:

a) cytat Michała Jagiełły (taternika, publicysty przychylnego ,,Tygodnikowi”):

,,Często na przykład powtarza się, że ludzie <<Tygodnika>> w zadziwiający sposób potrafili wyzwolić w sobie ogromne pokłady tolerancji wobec niewierzących, błądzących, nawet tych, którzy instalowali stalinizm w Polsce, a potem przejrzeli na oczy, natomiast zachowali przesadny krytycyzm wobec narodowego nurtu w polskim katolicyzmie”. (,,Rzeczpospolita”, 11.05.2002r.)

Należy tutaj dodać, że prawdziwy katolik jest jednocześnie patriotą. Dlatego też nie można mówić o nienarodowym nurcie w katolicyzmie.

b) cytat Jana Pawła II:

,, Rok 1989 przyniósł Polsce głębokie zmiany związane z upadkiem systemu komunistycznego. Odzyskanie wolności zbiegło się paradoksalnie ze wzmożonym atakiem sił lewicy laickiej i ugrupowań liberalnych na Kościół, na Episkopat, a także na papieża. Wyczułem to zwłaszcza w kontekście moich ostatnich odwiedzin w Polsce w roku 1991. Chodziło o to, ażeby zatrzeć w pamięci społeczeństwa to, czym Kościół był w życiu Narodu na przestrzeni minionych lat. Mnożyły się oskarżenia czy pomówienia o klerykalizm, o rzekomą chęć rządzenia ze strony Kościoła czy też o hamowania emancypacji politycznej polskiego społeczeństwa. Pan daruje, jeżeli powiem, iż oddziaływanie tych wpływów odczuwało się jakoś także w <<Tygodniku Powszechnym>>. W tym trudnym momencie, Kościół w <<Tygodniku>> nie znalazł niestety, takiego wsparcia i obrony, jakiego miał poniekąd oczekiwać: <<nie czuł się dość miłowany>>- jak kiedyś powiedziałem. Dzisiaj piszę o tym z bólem…” (fragment listu papieża Jana Pawła II do Jerzego Turowicza z okazji jubileuszu 50-lecia istnienia ,,Tygodnika Powszechnego”- 5.04.1995 r., źródło: ,,Tygodnik Powszechny”, nr 20, 14.05.1995 r.; oraz: ,,Słowo Dziennik Katolicki” 11.05.1995 r.)

6.Niezgoda w Kościele

BO:

- jeśli wewnętrzne problemy Kościoła (lub swoje wynurzenia) są załatwiane lub nagłaśniane na publiczne arenie medialnej (w duchu ostatecznych osądów, rozrachunku, rewanżyzmu i napiętnowania), zamiast w gronie Rodziny Kościoła (w duchu dialogu, miłości i niefałszywej troski o jedność), to nie dziwmy się, że wytykają nas palcami, nie potrafią uszanować kapłanów i wszelkie duchowieństwo a jedność Kościoła jest poważnie zagrożona a niekiedy już jej nie ma. (,,Krytykuj przyjaciela w cztery oczy, a chwal przy świadkach” – Leonardo da Vinci)

Wolno w sytuacjach wyjątkowych publicznie krytykować ludzi uznawanych za katolików, ale krytyka ta musi być wyraźnie podyktowana i przepełniona miłością i szczerą troską o jedność i dobro Kościoła św. Muszą być przy tym spełnione dwa podstawowe warunki: wyraźnie szkodliwa działalność osób lub organów krytykowanych (demoralizacja, herezje), niemożność rozwiązania problemu i podjęcia konsekwentnego dialogu wewnątrz Kościoła. Nie można krytykować bez użycia wyczerpującej ilości wiarygodnych dowodów, świadectw i cytatów.

W zasadzie do niezgody i niespójności w Kościele przyczyniają się wszelkie przejawy działalności ,,TP”, ,,Znaku” i ,,Więzi”, które podręcznikowym językiem opisuję w tych skromnych 10 – ciu punktach. Każdy z tych dziesięciu problemów jest poważnym ciosem i przeszkodą do autentycznej, bratniej katolickiej jedności. A to dlatego, że jedność i miłość wśród katolików może być budowana tylko na PRAWDZIE a nie na ustępstwach i kompromisach moralnych.

PRZYKŁADY:

a) Pierwotną przyczyną tego rozłamu są zróżnicowane poglądy dotyczące takich kwestii jak:

- stosunek do religii (sprawa prywatna czy społeczna)

- sekularyzacja

- wolny rynek i prywatyzacja

- polityka

- Radio Maryja

- patriotyzm

- antysemityzm (czy wolno krytykować Żydów)

- interpretacja Nauki Kościoła

I te różnice poglądowe można jeszcze jakoś względnie zrozumieć i przetrawić. Natomiast nie można zrozumieć ani pogodzić się z postawą słusznie napiętnowaną przez prof. Jerzego Roberta Nowaka:

,,Przypomnijmy tu, że Tygodnik Powszechny, tak wyrozumiały wobec ateistów i <<agnostyków>>, b. stalinowców i byłych ubeków z niezwykłą zajadłością niejednokrotnie atakował duchownych <<myślących inaczej>> niż red. Turowicz i ks. Boniecki. W polemikach wobec nich nie było widać krzty tygodnikowej tolerancji”. (,,Niedziela” – ,,Pro – contra: Skąd ta zajadłość”, 1.12.2002r.)

b) cytat papieża Jana Pawła II:

,,Boli nas, gdy w orientacji pisma wyczuwamy co innego, gdy Kościół w Polsce czuje się raczej nieobecnym na szpaltach Tygodnika, nie interesującym i przemilczanym. Boli nas, gdy czołowy organ katolicki traktuje Kościół w Polsce i sprawy, którymi on żyje, marginesowo. Tę swoistą <<ucieczkę>> od tego, co stanowi rzeczywistość Kościoła w Polsce, dostrzegł kilkakrotnie – i wyraził sobie właściwym językiem Stefan Kisielewski, gdy felietony jego mogły jeszcze pojawiać się w Waszym piśmie. (…) Musimy postawić sobie pytanie: czy istnieje właściwa proporcja pomiędzy inicjacją soborową, która jest koniecznym warunkiem odnowy, a krytyką Kościoła, którą mu wymierzcie za to, że nie jest dość <<soborowy>>? (…) jest różnica pomiędzy tym postępem w Kościele, którego wyrazem i sprawdzianem stało się Vaticanum II, a tzw. postępowością (progresizmem). Ta druga wyraża się dążnością do zmian poniekąd dla nich samych, a wszystko ocenia wyłącznie pod kątem nowości (…). Niestety, muszę stwierdzić ze strony Waszego środowiska pewną rezerwę w stosunku do niezbędnego tutaj dialogu, do szukania konsultacji w sprawach zasadniczych, jak sprawy tu poruszone”. (fragment listu kard. Karola Wojtyły z 7.03.1969 r., cyt. za: ,,W trosce o linię <<Tygodnika Powszechnego>>”- ,,Christianitas”, nr 23- 24 lub

http://tygodnik2003-2007....66,4,dzial.html )

c) cytat Stefana Kisielewskiego:

,,Bardzo mnie zmierził <<Tygodnik>>, a raczej jego wodzowie: Jerzy [Turowicz – przyp.], ksiądz Andrzej [Bardecki – przyp.] i Żychiewicz, czyli ojciec Malachiasz. Mają w głowie tylko… walkę z prymasem o reformę Kościoła, przy czym są tak rozżarci, że mówią o prymasie dosłownie ostatnimi słowami (…). Ci idioci uważają się niemal za książąt Kościoła (…)”. (Dzienniki , 12.01.1969 r.)

d) reakcje ,,Tygodnika Powszechnego” na działania papieża Benedykta XVI na rzecz jedności Kościoła:

- Józef Majewski o decyzji papieża Benedykta XVI w sprawie przywracania do wszystkich parafii Mszy Trydenckiej:

,,Benedykt XVI przejdzie do historii jako papież liturgicznego remanentu, a może wręcz rewolucji. Nie jest to droga Jana Pawła II. (…) Determinacja Benedykta XVI, by uwolnić liturgię trydencką, doprowadziła go do nieznanej wcześniej formy papieskiej ingerencji w historię liturgii. A jest to również ingerencja, która dokonała się bez odwołania do zasady kolegialności biskupów, tj. do zasady ich wspólnego, na czele z biskupem Rzymu, kierowania Kościołem. Trudno zharmonizować to z poglądem kard. Ratzingera, że podstawą i źródłem teologii kolegialności biskupów jest eklezjologia eucharystyczna, tj. że kolegialność wyrasta z liturgii. Problem w tym, że wielu biskupów krytycznie odnosiło się i odnosi do powrotu Mszy trydenckiej”. (,,Piotrowa łódź zmienia kierunek” – ,,Tygodnik Powszechny”, 15.04.2008 r.)

Komentarz do listu papieża Benedykta XVI wyjaśniającego decyzję o zniesieniu ekskomuniki z biskupów Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X:

,,Z listu Benedykta XVI zdaje się wynikać, że w Kościele utworzyły się dwa obozy: tych, którzy zaakceptowali papieski krok, i tych, którzy go zaatakowali z <<otwartą wrogością>>. Problem w tym, że duża część tych, którzy do papieskiego aktu łaski odnieśli się bardziej lub mniej krytycznie, nie mieści się w tej drugiej kategorii. Byli wśród nich biskupi Niemiec i Szwajcarii, wydziały teologiczne w Niemczech (Eichstätt, Bamberg, Bochum, Fryburg, Münster, Tybinga, Würzburg), znani i cenieni teologowie, jak Josef Imbach, Peter Hünermann, Heinz-Günther Schöttler, Burkard Porzelt, Sabine Demel; jak też władze Europejskiego Stowarzyszenia Teologii Katolickiej (ponad 1,1 tys.), których przedstawicieli doprawdy trudno zaliczyć do teologicznych radykałów czy progresistów. Petycję do Papieża, która wyraża obawy o losy Soboru Watykańskiego II, podpisało ponad 26 tys. duchownych i świeckich z różnych części świata, a ich liczba wciąż rośnie. W wypowiedziach ich wszystkich znajdziemy krytykę, ale nie wrogość”. (,,Żal Benedykta XVI” – ,,Tygodnik Powszechny”, 17.03.2009 r.)

- Jarosław Makowski prowadząc rozmowę z Sandro Magister:

JAROSŁAW MAKOWSKI: ,,A czy to nie sam Papież podejmuje niezrozumiałe decyzje? Przykładem zdjęcie ekskomuniki z biskupów Bractwa św. Piusa X. Benedykt nie powiedział, co chce osiągnąć, i co ta decyzja oznacza dla Kościoła”.

SANDRO MAGISTER: ,,Zgoda, że zdjęcie ekskomuniki było jego osobistą decyzją i że poprzedziły je inne gesty, np. przywrócenie możliwości celebracji Mszy w starym rycie. Benedykt i tym razem nie zażądał od lefebrystów niczego w zamian: wszystkie akty otwarcia z jego strony były jednostronne”.

JAROSŁAW MAKOWSKI: ,,I teraz lefebryści tryumfują, że to oni mieli rację, odrzucając Sobór Watykański II”.

(,,Uczony papież prostaczków” – ,,Tygodnik Powszechny”, 24.02.2009 r.)

Jedność w Kościele musi być oparta na PRAWDZIE i papież doskonale to rozumie wykazując się wielką odpowiedzialnością i wyobraźnią. Ciekawe, że chociaż ,,Tygodnik” zachwala idee ekumenizmu mającego zjednoczyć chrześcijan w PRAWDZIE (,,Tygodnik” interpretuje to jednak jako wymieszanie religii), to z drugiej strony przejawia swój sceptycyzm i niewiarę w sukces działań papieża Benedykta XVI na rzecz jedności w samym Kościele. Jak my katolicy możemy iść z Ewangelią na cały świat i podejmować inicjatywy ekumeniczne, skoro sami nie świecimy przykładem jedności Kościoła? To tak jakby budowę domu nie zaczynać od budowy solidnych fundamentów, lecz dachu. Podstawowym warunkiem do pełnej jedności są dogmaty (podstawowe prawdy wiary – fundamenty silne jak skała). Należy zauważyć, że Bractwo św. Piusa X zawsze było wierne wszystkim dogmatom i Nauczaniu Kościoła! Różnica była jedynie w kwestii liturgii. To niezrozumiałe, że ludziom łatwiej jest podać rękę wyznawcom obcych religii (a nawet ateistom) niż własnemu bratu w wierze! Problem polega na tym, że dla ,,TP” dogmaty są małoistotne i nie grają większej roli na drodze do jedności chrześcijan (bez niepodważalnych dogmatów nie ma mowy o jedności opartej na PRAWDZIE). Ideą ,,Tygodnika” jest stworzenie jednej światowej religii ,,na która zgadzali by się wszyscy ludzie”.

7.Niestałość i selektywność w uznawaniu autorytetu Papieża i Nauki Kościoła.

…czyli również przede wszystkim Ewangelii, na której to nauczanie się opiera.

BO:

- jeśli ideolodzy ,,TP” niejednokrotnie krytykują, podważają, wydziwiają i osądzają nauczanie Papieża (i Kościoła) oraz jego decyzje (nie pasujące do linii programowej ,,Tygodnika”), to nie dziwmy się, że czytelnikom wydawać się może, iż też (tak jak publicyści ,,TP”) mogą czuć się ekspertami i sędziami papieskiego nauczania, ale też, że hierarchia wartości, autorytetów i kompetencji oraz prymat (dogmat) nieomylności Papieża w sprawach wiary i moralności (we wszystkich dziedzinach życia), nic nie znaczy!

Zagrożenie polega na wielkiej pokusie selektywnego traktowania Nauki Kościoła i wybierania tego co wygodne, tego co mi pasuje w tej chwili, na dostosowywaniu prawdy do siebie, a nie siebie do Prawdy. To jest nic innego jak ośmielanie ludzi do zejścia na łatwiznę i płynięcia z prądem. Pokusa dystansu do hierarchii, nauczycieli, pasterzy, przewodników i ufania tylko sobie, jest stale podsycanym elementem ,,tygodnikowej” ideologii. Owocować ona może zachwianiem moralnym u ludzi, problemami z wiernością jakąkolwiek (o czym wspominałem w 1.,2. i 4. punkcie), niską odpornością na przeciwności, trud i pokusy.

PRZYKŁADY:

a) cytaty publicystów ,,Tygodnika Powszechnego”:

-Roman Graczyk:

,,Skoro Jan Paweł II tak dotkliwie myli się w ocenie polskich realiów, stanowi to zielone światło dla najbardziej fanatycznych opinii w katolickich mediach i na ambonie” (,,Znak sprzeciwu, znak przymusu” – ,,Gazeta Wyborcza”,

1-2.02.1995 r.)

- Artur Sporniak w obronie heretyka Anthony’ego de Mello:

,,Na razie więc próby religijnego zbliżenia Europy i Azji zdają się być nieudane (…) Kościół i teologowie wciąż nie potrafią przetłumaczyć praw zawartych w dogmatach na język filozofii i religii Azji, nie zniekształcając przy tym depozytu wiary. Dopóki się to nie uda, Kongregacji Nauki Wiary nie pozostanie nic innego, jak orzekać w coraz to nowych przypadkach <<niezgodność z wiarą katolicką>> i ostrzegać wiernych przed <<poważnymi szkodami>>”. (,,Tygodnik Powszechny”, 6.09.1998 r.).

- Stanisław Obirek:

,,(…) doprowadził do uwstecznienia Kościoła katolickiego, a w ogóle to miał być proboszczem świata, ale zachowywał się trochę jak proboszcz wiejskiej parafii (…) groził palcem swym teologom. (…) Wydaje się, że Jan Paweł II, zwłaszcza pod koniec pontyfikatu, ustawił swój Kościół w opozycji do współczesnego społeczeństwa (…) był paradoksalny (…) jego nauczanie pełne było elementów irytujących (…) myślę tu o <<społeczeństwie bez Boga>> czy o <<cywilizacji śmierci>>. (…) Pozostawił wizerunek katolicyzmu egzotycznego, myśląc w kategoriach współczesnej kultury, która wywodzi się z Oświecenia (…) fantazmy – majaczenia Karola Wojtyły związane były z doświadczeniem przez niego dwóch totalitaryzmów (…)”. (,,Le Soir”, 4.04.2005 r., cyt. za A. Rozborski, czyli Z. Żmigrodzki, ,,Jezuita faryzeusz” – ,,Nasza Polska”, 19.04.2005 r.).

- ks. Jacek Prusak SJ o decyzji zdjęcia ekskomuniki z biskupów lefebrystów przez papieża Benedykta XVI:

,,Czy taka była strategia postępowania Watykanu? Czy w drodze do jedności nie popełniono błędów?” (,,Dlaczego Papież zdjął ekskomunikę z lefebrystów” – ,,Tygodnik Powszechny” nr 6, 06.02.2009 r.)

- Jarosław Makowski prowadząc rozmowę z Sandro Magister na temat zdjęcia ekskomuniki z lefebrystów:

,,A czy to nie sam Papież podejmuje niezrozumiałe decyzje? Przykładem zdjęcie ekskomuniki z biskupów Bractwa św. Piusa X. Benedykt nie powiedział, co chce osiągnąć, i co ta decyzja oznacza dla Kościoła”. (,,Uczony papież prostaczków” – ,,Tygodnik Powszechny”, 24.02.2009 r.)

b) nauczanie papieża Benedykta XVI:

,,Usiłuje się stworzyć wrażenie, że wszystko jest względne, że również prawdy wiary zależą od sytuacji historycznej i od ludzkiej oceny. (…) Nie możemy ulec pokusie relatywizmu czy subiektywnego i selektywnego interpretowania Pisma św. Tylko cała prawda pozwoli przylgnąć do Chrystusa, który umarł i zmartwychwstał dla naszego zbawienia”. (Homilia Ojca Św. Benedykta XVI na Placu Piłsudskiego, Warszawa, 26.05.2006r.)

8.Ugodowość i kompromisy moralne.

…które prędzej czy później przyczyniają się do rozkładu wiary katolickiej i Kościoła.

BO:

- jeśli w ,,TP” w ramach rzekomej nauki ,,przebaczania i pojednania chrześcijańskiego”, zatrudnia się, nawiązuje ścisłą współpracę i usprawiedliwia do samego końca nawet największych szkodników PRL-u wśród księży, to nie dziwmy się, że coraz więcej ludzi utwierdza się w przekonaniu, iż kompromis moralny (zdrada i oportunizm) popłaca.

PRZYKŁAD:

Przykładem jest tutaj osoba ks. Michała Czajkowskiego stałego współpracownika i publicysty ,,TP”, przez 24 lata (!) zdradzającego Kościół i ojczyznę, współpracującego aktywnie z UB i SB. Według ustaleń historyków Instytutu Pamięci Narodowej, donosił pułkownikowi Adamowi Pietruszce na ks. Jerzego Popiełuszkę, którego SB-ecy 19 października 1984 r. brutalnie zamordowali. Krew ks. Jerzego jest więc również na jego rękach!!! Ks. Michał Czajkowski w lipcu 2006 r. niespodziewanie przyznał się do współpracy z SB. Mówił wtedy:

,,Trudno to 24-letnie uwikłanie tłumaczyć tylko epoką, naiwnością, lękiem, zbytnią swobodą wypowiedzi. Dałem dowód słabości charakteru. To, co się dzieje od kilku tygodni wokół mojej osoby, także interpretacje niesprawiedliwe i obraźliwe, traktuję jako zasłużoną pokutę”. (,,Dziennik Polska Europa Świat”, 11.07.2006 r.)

A co na to ideolodzy ,,TP”? Zamiast już dawno potępić zdradę (ks. ?) Michała Czajkowskiego i odciąć się od współpracy z nim, nadal gorliwie go wybielają i nie wyciągają żadnych wniosków.

Podobnie redakcja ,,Tygodnika” jest gotowa do wybielania każdego agenta ze swojego środowiska (np. ks. Mieczysław Maliński – wg ks. Tadeusza Isakiewicza-Zaleskiego, Księża wobec bezpieki, 2007 r.). Owszem: przebaczenie przebaczeniem, ale poprzez kontynuację współpracy w redakcji dokonuje się nie tylko ponownego potwierdzenia go jako autorytetu, który jednak przez swoja współpracę z SB sam się zdyskredytował i zdyskwalifikował, daje się też przyzwolenie i usprawiedliwienie dla zdrady, dając w ten sposób czytelnikom przykład nieodpowiedzialności i niekonsekwentności. Należy nadmienić, że redakcja ,,TP” nic nie robi sobie z tego iż ustalenia o agenturze są dokonywane przez kompetentnych, wykwalifikowanych, fachowych historyków IPN. W przeciwieństwie zaś do zwykłych niekompetentnych gazecisk, które już zdążyły osądzić nieuczciwie wielu niewygodnych duchownych (bp Stanisław Wielgus, o. Konrad Hejmo), a na które do dzisiaj w swoich nieobiektywnych sądach powołują się redaktorzy ,,TP” w swych nagonkach na tych duchownych.

W świetle tego co napisałem wyżej, nie powinna dziwić wieloletnia antylustracyjna kampania ,,Tygodnika”.

Do kompromisów moralnych można zaliczyć wiele wcześniej wymienionych rzeczy.

9.Narażanie na niebezpieczeństwa narodowe.

BO:

- jeśli ,,Tygodnik Powszechny” stawia za czołowy autorytet Adama Michnika – człowieka który wielokrotnie stawał w obronie gen. Czesława Kiszczaka i gen. Wojciecha Jaruzelskiego (komunistycznych zbrodniarzy odpowiedzialnych za pacyfikację kopalni ,,Wujek” i liczne represje), to nie dziwmy się, że coraz więcej młodych katolików będzie podchodziło do najnowszej historii Polski w sposób lekceważący i lekkomyślny, gdyż zostanie zamortyzowane poczucie dramatu jaki przeżywali ludzie represjonowani i nie będą wyciągali wniosków na przyszłość. Będą kojarzyli historię komunizmu z pewną bajką o totalitaryzmie która im już nie może zagrażać. A to dlatego, że oswaja się w czasopiśmie katolickim czytelników z komunistami i antyklerykałami takimi jak Michnik, który współtwórców totalitaryzmu komunistycznego (Jaruzelski, Kiszczak, Kwaśniewski, Miller) traktuje jak przyjaciół a przynajmniej jak autorytetów.

- jeśli świadomie przemilcza się zagrożenia dla Polski wynikające z członkostwa w Unii Europejskiej, takie jak np. utrata suwerenności (władza, ustawodawstwo, konstytucja, waluta, wolny rynek) i pomimo realizowanej wizji totalitarnego superpaństwa europejskiego w którym ,,legalnie” coraz mocniej dyskryminuje się katolików, wartości chrześcijańskie (m.in. zakaz powieszania krzyża na ścianach), demoralizuje i niszczy życie ludzkie już od poczęcia, ,,Tygodnik Powszechny”, nadal nad wyraz ślepo-bezkrytycznie i beztrosko promuje dalsze pogłębianie procesu ,,integracji europejskiej”, to wyrządza się wielką szkodę Polsce poprzez ogłupianie jej obywateli. Kochani, zrozumcie, że Unia Europejska to jest samo centrum cywilizacji śmierci! Nadrzędność konstytucji i ustawodawstwa europejskiego oznacza niemożliwość obrony rządów państwowych przed szkodliwymi ustawami: legalizacja aborcji, eutanazji, związków homoseksualnych, zapłodnienia in vitro, klonowania zwierząt i ludzi, produkcji organizmów modyfikowanych genetycznie, itd.

- jeśli długotrwale promuje się liberalną wizję kapitalizmu i wolnego rynku oraz jej politycznych architektów (liberałów) z AWS, PO i UW, to nie dziwmy się, że również Polska stała się ofiarą wielkiego kryzysu finansowego u którego podstaw stała właśnie liberalna polityka bankowa, gdzie wg tzw. ,,fachowców”, niewidzialna ręka wolnego rynku wszystko miała załatwić. U nas w Polsce już załatwiła: 3 olbrzymie stocznie zostały doprowadzone do ruiny a tysiące zakładów pracy zostało sprzedanych za bezcen i to pomimo dużej rentowności! Trzeba przyznać, że ,,TP” też miał w tym jakiś udział, bo ludzie idąc do urn wyborczych, są pod wpływem mediów.

PRZYKŁADY:

a) relacja prof. Jerzego Roberta Nowaka:

,,W maju 1995 roku doszło do otwartego, bezpośredniego starcia Adama Michnika z przedstawicielami śląskich górników. Michnik przybył wówczas, by zeznawać w obronie byłego szefa MSW – gen. Czesława Kiszczaka, oskarżonego o przyczynienie się do śmierci 9 górników z kopalni <<Wujek>> i zranienie 25 górników z kopalni <<Manifest Lipcowy>>. Widząc Michnika przyjacielsko witającego się z Kiszczakiem, związkowcy śląskiej <<Solidarności>> zapytali go jak może podawać rękę mordercy górników z <<Wujka>>? Górników, którzy strajkowali po to, by wypuszczono internowanych w stanie wojennym, takich jak Michnik. I dodali: Mamy prawo sądzić, że jest pan kupiony. Półtora roku później w Gazecie Wyborczej z 17 XII 1996 r. Michnik gwałtownie zaatakował oświadczenie Komisji Krajowej <<Solidarności>>, domagającej się, by wreszcie stało się zadość tak długo oczekiwanej sprawiedliwości w sprawie zamordowania górników z kopalni <<Wujek>>. Dla Michnika żądanie Nadzwyczajnego Trybunału rozliczenia stanu wojennego jest czymś wyjątkowo niegodziwym, jest drwieniem z cierpień tych, którzy zginęli. Za to nie jest dla niego drwieniem dotychczasowa parodia wymiaru sprawiedliwości i bezkarność zbrodniarzy, odpowiedzialnych za śmierć górników z <<Wujka> i jakże wiele innych PRL-owskich zbrodni. Jak zrozumieć ten tak nikczemny komentarz człowieka, który kiedyś był jednym z idoli dla wielu osób ze środowisk <<Solidarności>>?” (Jerzy Robert Nowak: Czarny Leksykon , wyd. MaRoN)

b) cytaty Adama Michnika:

,,Odpieprzcie się od generała!”

(O gen. Wojciechu Jaruzelskim do dziennikarzy którzy go oblegali przed wystąpieniem telewizyjnym. Słowa wypowiedziane 13 kwietnia 1992 r. we francuskiej telewizji podczas promocji książki Jaruzelskiego we Francji)

ROZMÓWCA: ,,Czy gen. Kiszczak jest dla pana człowiekiem honoru?”

ADAM MICHNIK: ,,Tak. Jest człowiekiem honoru. Gen. Kiszczak dotrzymał wszystkich zobowiązań, jakie podjął przy Okrągłym Stole. To były najważniejsze dni w jego życiu. Szef bezpieki negocjował ze swoimi więźniami. Przyjął zobowiązania i dotrzymał słowa aż do bólu. Po 1989 r. nigdy nie zawiódł zaufania”.

ROZMÓWCA: ,,Gen. Jaruzelski też?”

ADAM MICHNIK: ,,Też”.

(źródło: ,,Pożegnanie z bronią”, z gen. Czesławem Kiszczakiem i Adamem Michnikiem rozmawiała Agnieszka Kublik i Monika Olejnik, – ,,Gazeta Wyborcza”, 3–4.02.2001 r.)

,,Moje doświadczenie historyczne, osobiste i zawodowe, mówi mi, że skuteczne są tylko takie zmiany, nawet rewolucyjne, które potrafią się zatrzymać. Jeżeli rewolucja wkracza w fazę bezwzględnej walki o władzę, to zawsze idą w ruch chwyty nieczyste. (…)W Polsce, dzięki temu, że był kompromis i po drugiej stronie tego kompromisu stali generałowie Jaruzelski i Kiszczak, nic takiego nie miało miejsca. Jestem im za to wdzięczny. I teraz nagle, po 20 latach, pod jakimiś sztucznie skonstruowanymi zarzutami, ahistorycznymi, tych ludzi się nęka, ciąga po sądach, obwinia… Z punktu widzenia interesów Polski to jest działanie antypolskie, antynarodowe”. (,,Chcecie bronić republiki?” – z A. Michnikiem rozmawiają Jan Ordyński i Robert Walenciak – ,,Przegląd” nr 10 (480), 15.03.2009 r.)

,,I do dziś uważam, że najlepszym prezydentem Polski w XX w. był Aleksander Kwaśniewski. Oczywiście po tych słowach początkowo różni moi koledzy się zjeżyli. Ale po chwili zastanowienia… No kto był lepszy? Bierut był lepszy? Wałęsa? Mościcki? No, może Narutowicz – ale był tylko jeden dzień”. (,,Chcecie bronić republiki?” – ,,Przegląd” nr 10 (480), 15.03.2009 r.)

,,Z tego punktu widzenia uważam, że ocena roli generałów Jaruzelskiego i Kiszczaka, a z drugiej strony rola ówczesnej czołówki SLD – Kwaśniewskiego, Cimoszewicza, Millera itd. – jest zdecydowanie pozytywna. Dlatego że ci ludzie przeciągnęli środowiska postkomunistyczne do wolnej Polski. Oni przeszli przez to Morze Czerwone. Dzięki temu Polska zwyciężyła w referendum europejskim”. (,,Chcecie bronić republiki?” – ,,Przegląd” nr 10 (480), 15.03.2009 r.)

c) Warto w tym miejscu przypomnieć jakie wartości promuje ,,Gazeta Wyborcza” z Adamem Michnikiem na czele: tzw. ewangelia Judasza, rozwiązłość, homoseksualizm, zapłodnienie in vitro, aborcja (wraz z podżeganiem do jej wykonania 14-letniej Agaty z Lublina), eutanazja, feminizm, antypolonizmy, krytyka nauczania papieskiego jako mało postępowego. I właśnie ktoś taki jak Michnik, otrzymuje w 2003 r., przyznawany przez ,,Tygodnik Powszechny”, Medal św. Jerzego ,,za zmagania ze złem i uparte budowanie dobra w życiu społecznym ludziom, którzy wykazują szczególną wrażliwość na biedę, krzywdę, niesprawiedliwość i wrażliwość tę wyrażają czynem” (sic!). Może to się wydawać nieprawdopodobne, ale wielu z czytelników ,,TP” (katolików) do dnia dzisiejszego uznaje Adama Michnika za autorytet moralny! I co tu dużo gadać…

d) jeśli chodzi zaś o stosunek ,,Tygodnika” wobec integracji z Unią Europejską, to warto zacytować tutaj komiczną wypowiedź bpa Tadeusza Pieronka:

,,Z punktu widzenia teologicznego czy duszpasterskiego negowanie integracji z Unią Europejką jest brakiem chrześcijańskiej odpowiedzialności”. (,,Gazeta Wyborcza”, l6.01.2002 r.)

10.Przedkładanie emocji, powierzchowności i subiektywizmu nad argumenty (udokumentowane fakty, świadectwa, dowody) w dialogu spornym.

Gruby dystans, nieufność i oziębłość wobec faktów (dowodów, cytatów, argumentów) mogących podważyć dotychczasowe myślenie i wyznawaną ideologię. Niezdolność do uczestniczenia w tzw. ,,burzy mózgów” czy dyskusji (debacie) podczas której następuje wymiana nie tylko zdań, ale przede wszystkim faktów, argumentów i cytatów w oparciu o źródło.

Wszelki brak kultury w rozmowie, brak analitycznego odniesienia do argumentów rozmówcy, sprzeczanie się, próba obrony lub zarzutu bez użycia jasnych argumentów (najlepiej w oparciu o dowód) oraz emocjonalność i nerwy, mogą być uznane za brak dojrzałości i zdyskwalifikować taką osobę. Nie znaczy to, że ,,burza mózgów” jest dla twardzieli – ludzi o żelaznych nerwach. Znaczy to tylko tyle, że jest ona dla ludzi nie mających nic do ukrycia i szanujących innych ludzi – tzn. umiejących słuchać, analizować i wyciągać wnioski! Tak naprawdę ,,burza mózgów” jest kwestią HONORU! Jeśli ktoś rzuca mi rękawicę – wyzwanie do rozmowy na trudny (sporny) temat to moim obowiązkiem jest ją podjąć! Oczywiście do rozmowy nie musi dojść natychmiast – można przecież sobie dać czas na przygotowanie argumentów i dowodów. Dzisiaj niestety sprawa HONORU sprowadzana jest na dalszy plan a konstruktywną argumentację i faktografię zastępuje się domysłami, zasłyszanymi plotkami, niedostatecznie uargumentowanymi tezami i subiektywnymi komentarzami.

Niestety z przykrością muszę stwierdzić, że tak właśnie jest w ,,Tygodniku Powszechnym”. Powie ktoś: jakim prawem tak uważam?! Ano takim, że jak sami państwo widzą (i uważnie słuchają, bądź czytają obie strony polemiki) w czasie wielu publicznych wydarzeń spornych, kontrowersyjnych lub głośnych dostrzec można pewne zjawisko. Podczas gdy felietoniści ,,Radia Maryja” i publicyści ,,Naszego Dziennika”, dwoją się i troją, aby swe tezy, obrony i zarzuty oprzeć o jak największą liczbę wiarygodnych argumentów, cytatów i świadectw (w oparciu o wiarygodne źródła i autorytety), oni – publicyści ,,Tygodnika Powszechnego” (czyli również ,,Gazety Wyborczej”, ,,Wprost”, ,,Rzeczpospolitej”, itp.), nie muszą szczególnie się wysilać (przynajmniej w obiektywnej argumentacji). Wystarczy wypowiedzieć ,,magiczne zaklęcie” w stylu: ,,to jest antysemityzm”, ,,mamy do czynienia z oszołomstwem” lub ,,odbieram to jako brak szacunku dla mojej wrażliwości religijnej” albo ,,takie jest stanowisko Kościoła” i sprawa załatwiona! Po co się wysilać i posługiwać argumentami, skoro media i tak są po naszej stronie? Oczywiście jakieś ,,argumenty” czasem padają, ale bez pokrycia i oparcia o dowody! Jeśli użyją jakieś cytaty to tylko te które są dla nich wygodne, a niekiedy wyjęte z kontekstu.

Ludzie którzy czytają ,,Tygodnik Powszechny” z ufnością, przejmują nie zawsze w pełni świadomie, zachowania, reakcje i kulturę dialogu używaną przez jego publicystów. Również ich uniki i subiektywizm w codziennym życiu. Ludziom czytającym ,,TP” od wielu lat, jest po prostu trudniej w dialogu spornym. Dialog sporny, czyli taki, gdzie mamy do czynienia z równoramiennym podziałem na rzeczywiste (przeciwstawne) strony polemiki. Zachowanie redaktorów ,,TP” uczy nieufności i lęku przed odmiennymi argumentami i ustosunkowywaniem się do nich. Dlatego też ludzie ,,Tygodnika”, ,,Więzi” czy ,,Znaku” są skłonni i bardzo otwarci na inny rodzaj dialogu (bardzo mocno zresztą promowanego). Dialogu gdzie stwarza się pozory realnej polemiki i pozory odmiennych poglądów. W rzeczywistości są to najczęściej ludzie podstawieni przez redaktora w dodatku z tego samego środowiska. Mnogość tytułów prasy, rozgłośni i stacji telewizyjnych (których reprezentantami są uczestnicy debaty) stwarza złudne wrażenie mnogości poglądów i odmiennych perspektyw. W takim ,,dialogu” nie musisz się obawiać, że ktoś cię ,,uderzy” argumentem, ,,zastrzeli” cytatem czy ,,dobije” świadkami. ,,Kruk krukowi oka nie wykole”.

Takie paniczne, subiektywne i schematyczne zachowania redaktorów ,,TP” ugruntowują w podświadomości ufnych czytelników, paradoksalne nawyki. PRAWDA nie jest po to, aby u ludzi budzić niepokój, lęk, aby kompromitować i upokarzać. Prawda wreszcie nie jest też narzędziem do zwalczania ludzi i ich unicestwiania. PRAWDA jest zawsze źródłem radości, szczęścia, satysfakcji, dumy i siły. PRAWDA jest po to, aby ją odkrywać, poznawać i dzielić się. Ciekawość, pragnienie i radość z odkrywania PRAWDY jest czymś wspaniałym, wielkim i nieporównywalnym. A redaktorzy ,,TP” tą radość z odkrywania nam po prostu kradną! Doświadczenia naszego życia uczą nas, że ta tendencyjność którą opisałem w punkcie 10. cechuje ludzi którzy mają coś do ukrycia, ludzi fałszywych i dwulicowych. Nie znaczy to, że wy drodzy czytelnicy ,,TP” jesteście ludźmi fałszywymi i nieuczciwymi, lecz oznacza to, że wyuczone zachowania i reakcje odwzorowywane od redaktorów i ,,autorytetów” ze środowiska ,,TP” (itp. mediów), są efektem ich win i kłamstw. To oni wmówili wam, że takie zachowania są oznaką dojrzałej otwartości inteligencji katolickiej. Nie można zamykania się na argumenty nazywać oznaką ,,Kościoła otwartego”. Ale z drugiej strony, przecież zazwyczaj czytelnicy ,,TP” są ludźmi myślącymi – manipulacja gazety sięga tylko pewnych granic, poza którymi jest jeszcze miejsce na samodzielne myślenie.

Zakończenie

Żeby do takiego stanu rzeczy doprowadzić, ideolodzy ,,TP” muszą swoich czytelników uwikłać w takie błędne myślenie i postępowanie a więc uwikłać w grzech. Trzeba odwoływać się do ambicji katolików i stale ją podsycać. Wtedy mogą mieć większą pewność ogólnej zmowy milczenia wobec najbardziej perfidnych wybryków redakcji. Dlatego też w tejże jakże trudnej dla czytelników sytuacji rozdarcia wewnętrznego opór wobec niewygodnych faktów będzie stale wzrastał. Szczególnie będzie wzrastał z biegiem czasu i zaangażowania publicznego w głoszenie tychże w/w błędów. Bo jeżeli nowe argumenty mogą postawić w złym świetle mojego mentora (autorytet), to stawia również i mnie, bo ja też jestem w tą ideologię zaangażowany. Na tym właśnie polega pułapka moralna!

Teofil

9.06.2009 r.

http://jednoczmysie.pl/ar...hnego%E2%80%9D/

Coltrane - 28 Grudzień 2015, 11:03

Przewidywania „Tygodnika Powszechnego” na rok 2016?
Abdykacja Franciszka i teoria ewolucji w seminariach




Wraz ze zbliżającym się Nowym Rokiem redakcje tygodników postanowiły zabawić się w przewidywanie przyszłości. Do rozrywki przystąpili również redaktorzy „Tygodnika Powszechnego”, z księdzem Adamem Bonieckim na czele. Redaktor-senior zapowiada… abdykację papieża. Jak argumentuje swoją wizję?

W specjalnej, noworocznej rubryce „Obraz roku 2016” notki na temat zbliżającego się roku opublikowało kilku autorów krakowskiego periodyku. Czytamy teksty napisane mniej lub bardziej serio, między innymi o wprowadzeniu do rządu Krystyny Pawłowicz i przejęciu przez Antoniego Macierewicza ministerstwa spraw zagranicznych i spadku notowań rządu do dziewięciu punktów procentowych. Publicyści piszą też o utworzeniu nowej komisji ds. wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej i sukcesie polskich piłkarzy na euro.

Najciekawsze są jednak przewidywania „TP” dotyczące Kościoła. Ksiądz Adam Boniecki w tekście pt. „Dwóch papieży emerytów” prognozuje abdykację papieża Franciszka. Materiał utrzymany jest w konwencji informacji prasowej: „Jeśli kardynałowie po osiemdziesiątym roku życia nie biorą udziału w konklawe, to nie wypada, by urząd biskupa Rzymu pełnił ktoś, kto przekroczył osiemdziesiątkę. Ja – powiedział papież – za niespełna miesiąc przekroczę tę granicę. W duchu prawdy, z pokorą musze wyznać, że to , czego się oczekuje od biskupa Rzymu, przekracza możliwości starego człowieka” – pisze ksiądz Boniecki. Redaktor-senior sugeruje, że watykaniści wśród kandydatów na następcę Franciszka wskazują kardynała Dziwisza, jako kontynuatora myśli Jana Pawła II.

W „Tygodniku” prognozuje się także reformę formacji kleryków – mieliby uczyć się nowych przedmiotów, wprowadzenia do teorii ewolucji i wprowadzenie do kosmologii. Przewiduje się także wydarzenia związane z Kościołem we Francji – a dokładnie masową wyprzedaż tamtejszych świątyń (niegdyś katolickich) wspólnotom muzułmańskim.

W poważniejszym już tonie Piotr Sikora przewiduje natomiast, co by się stało, gdyby posynodalna adhortacja papieża Franciszka „zatwierdzała” udzielanie Komunii Świętej rozwodnikom żyjącym w nowych związkach. Sikora twierdzi, że gdyby tak się stało, w Polsce nie ukazałby się jej przekład…

kra

http://www.pch24.pl/przew...ch,40235,i.html

Coltrane - 5 Lipiec 2017, 13:19
Temat postu: Re: Tygodnik (Obłudnik ?) Powszechny
Oto do czego doprowadził Synod o rodzinie, i adhortacja Amoris Laetitia (owoc Synodu).
Teraz Obłudnik Powszechny bezczelnie zachęca polskich biskupów, aby przyłączyli się do biskupów niemieckich, belgijskich, argentyńskich, i zgodzili się na udzielanie Komunii Świętej rozwodnikom żyjącym w nowych związkach.
Czy to są dobre owoce Synodu i adhortacji Amoris Laetitia ? Przyznacie sami, że chyba nie ...



Małżeństwo. Wzorem Chrystus czy Hollywood?



„Tygodnik Powszechny” próbuje skłonić polskich biskupów do dołączenia do niemieckich, argentyńskich, maltańskich i belgijskich hierarchów, którzy uznali, że rozwodnikom żyjącym w nowych związkach należy się Komunia Święta, a katolicką doktrynę można zmieniać, jeśli tylko uzna się, że „przyszedł na to czas”. Polscy „katolicy otwarci” wykorzystują do promocji takich decyzji niebywały chaos w Kościele i wynikający z niego tekst watykańskiego kardynała.

W „Tygodniku Powszechnym” datowanym na 18 czerwca ukazał się tekst Artura Sporniaka pod wielce wymownym tytułem: „Doktryna ruszyła”. Artykuł stanowi autorskie omówienie publikacji kardynała Francesco Coccopalmerio, który postanowił „wyjaśnić” katolikom niejasności dotyczące papieskiej adhortacji Amoris laetitia.

Zarówno z tekstu kardynała, jak i (choć w większej mierze) z tekstu Sporniaka wynika, że katolicką doktrynę dotyczącą małżeństwa i sakramentów świętych można zmienić. Wskazuje na to nie tylko tytuł tekstu z „TP”, ale także liczne inne użyte w tekście frazy, takie jak „reforma doktryny”, „papież zmienia dotychczasowe nauczanie”, czy „papież poszerza rewolucję doktrynalną”. To uwaga o tyle ważna, że dotychczas promotorzy zmian w nauce o nierozerwalności małżeństwa, a także ich pomysłodawcy z kardynałem Walterem Kasperem na czele, zawsze mówili o niezmiennej doktrynie, ale o zmiennej „praktyce duszpasterskiej”. Ta swoista schizofrenia teologiczna (jak nazwał takie podejście kardynał Robert Sarah) wydaje się właśnie kończyć – nie ma już bowiem mowy o „zmianie podejścia”, ale o zmianie, reformie czy „ruszeniu” doktryny.

„Nie cudzołóż” zawieszone

Czym jest wspomniany tekst kardynała Coccopalmerio, który wbrew Sporniakowi pisze, że „doktryna została zachowana” (s.27)? Otóż wydana przezeń broszura „Radość miłości” to jego interpretacja niejasności zawartych w Amoris laetitia. Skrajnie różne opinie o papieskiej adhortacji sprawiły bowiem, że kapłani i wierni na całym świecie dostrzegają olbrzymie zamieszanie w arcyważnej sprawie – nauki o małżeństwie. Chociaż papież był proszony o wyjaśnienie tych wątpliwości i choć proszono o to również Kongregację Nauki Wiary, nadal żadnej formalnej odpowiedzi nie otrzymaliśmy. To intrygujące, bowiem to właśnie Kongregacja Nauki Wiary powołana jest do publikowania interpretacji papieskich dokumentów dotyczących wiary i moralności. A autor broszury reklamowanej w „TP”, kardynał Coccopalmerio, jest przewodniczącym zupełnie innej dykasterii - Papieskiej Rady ds. Tekstów Prawnych.

Artur Sporniak, co ciekawe, dostrzega że papież napisał swą adhortacje „w niejasny sposób, co wywołało gorący spór wokół interpretacji”. Wyraźnie cieszy się zatem, że znalazł się ważny watykański hierarcha, który tekst „wyjaśnia”. Publicysta „TP” jest zarazem zachwycony tekstem kardynała, nazywa broszurę „watykańskim bestsellerem”, przypomina, że jej cały nakład rozszedł się w kilka dni. Sugeruje w związku z tym, że skoro „się sprzedaje” to jest znakomita! Nie wyciąga jednak innych wniosków, które nasuwają się same – skoro taka broszura tak szybko się rozeszła, oznacza to przecież ni mniej ni więcej, że chaos wywołany różnymi interpretacjami słów papieża jest doprawdy ogromny i wierni potrzebują pilnych wyjaśnień. Nie może zatem zaskakiwać, że sięgają po jedyny do tej pory wydany przez Watykan dokument, który się do zamieszania odnosi.

Niestety, dokument ten – o którym pisze w promocyjnym zapale Artur Sporniak jako o „przejrzystym, precyzyjnym, konkluzywnym i przekonującym” – stanowi autorską interpretację zgodną z linią progresistów. Nic więc dziwnego, że „Tygodnik” postanowił wydać broszurę po polsku i dołączyć ją do jednego ze swych wydań.

I tak oto kardynał, a za nim „TP”, przekonuje, że skoro rozwodnik żyjący w nowym związku „nie zawsze znajduje się w stanie obiektywnego grzechu ciężkiego” (tak głosi Amoris laetitia) to nie powinno być problemu z dopuszczeniem ich do Komunii Świętej. Autor dostrzega jednak, że owo „niepozostawanie w stanie grzechu” to już nie tylko rozpoczęcie ze względu na dobro dzieci „wspólnego życia jak brat i siostra”, do którego dopuszczał Jan Paweł II, ale także inne sytuacje. Sporniak nazywa to „poszerzeniem rewolucji doktrynalnej”.

To rzeczywiście rewolucja, bo kardynał Coccopalmerio w kontekście nowych, niesakramentalnych związków cytuje – za Franciszkiem – uwagę z soborowej konstytucji Gaudium et spes, według której: gdzie zrywa się intymne pożycie małżeńskie, tam nierzadko wierność może być nastawiona na próbę a dobro potomstwa zagrożone. Wtedy bowiem grozi niebezpieczeństwo zarówno wychowaniu dzieci, jak i zdecydowanej woli przyjęcia dalszego potomstwa. Tak więc, do związków niesakramentalnych od teraz ma się odnosić nauka dotycząca… małżeństw!!! Oczywiście, cały czas podkreśla się, że „w niektórych przypadkach” – na przykład w takim, w którym ktoś cierpi z powodu urazów psychicznych po pozostawieniu go przez prawowitego małżonka.

Spróbujmy przełożyć te zapisy na język codzienności. Mężczyzna, którego małżeństwo sakramentalne wciąż trwa, żyje z inną kobietą. Ma z nią dzieci. Nie powinien próbować wracać do prawowitej żony i do dzieci ze związku z nią, ale może dla dobra tych nowych dzieci i nowej partnerki trwać w związku z nią. Co więcej, jeśli brak mu „intymnego pożycia” może je praktykować (bo tego potrzebuje, gdyż brak intymności mógłby sprawić, że jego psychiczne cierpienie się powiększy), by „nie wystawiać na próbę wierności”. Ale wierności komu? Żonie? Nie, nowej konkubinie! A jeśli jest to jego druga, czy trzecia konkubina, to której ma pozostać „wiernym”? I co to w ogóle w tym kontekście oznacza „wierność”? Tylko i wyłącznie nieutrzymywanie „intymnych relacji” z kimś innym? Do tego sprowadzamy 2000 lat nauczania Kościoła o wierności?

Kościół już nie uniwersalny?

Zarówno z tekstu kardynała jak i publicysty „TP” wynika, że nie obowiązują nas już odwieczne zasady, potwierdzane wielokrotnie w dokumentach papieży, w tym Jana Pawła II. W Veritatis splendor pisał on: W określonych sytuacjach przestrzeganie prawa Bożego może być trudne, nawet bardzo trudne, nigdy jednak nie jest niemożliwe (…) Wreszcie, jest zawsze możliwe, że przymus lub inne okoliczności mogą przeszkodzić człowiekowi w doprowadzeniu do końca określonych dobrych działań; nie sposób natomiast odebrać mu możliwość powstrzymania się od zła, zwłaszcza jeżeli on sam gotów jest raczej umrzeć niż dopuścić się zła. Te słowa zdają się już nie być aktualne. Sporniak pisze bowiem bazując na tekście kardynała Coccopalmerio, niejako w kontrze do powyższych słów Jana Pawła II, że w „ontologii człowieka” trzeba wyróżnić dwie warstwy: tę która zawiera cechy łączące wszystkich ludzi (ontologia uniwersalna) oraz ontologię indywidualną, zawierającą cechy szczególne, w tym słabości charakterystyczne dla danego człowieka. „Można powiedzieć, że normy ogólne biorą pod uwagę właśnie ten uniwersalny rys człowieka. Miłosierdzie zaś ma na uwadze rys drugi – indywidualny” – pisze Sporniak. A kardynał Coccopalmerio wyjaśnia: „Jeśli mamy wrażenie, że Kościół w różnym czasie podkreślał wagę pierwszego typu ontologii, to dziś jest sytuacja wręcz przeciwna – więcej uwagi wydaje się poświęcać temu drugiemu”.

Zatrzymajmy się na chwilę i zastanówmy wspólnie, co właśnie przeczytaliśmy? Otóż pogląd wyrażony przez hierarchę sugeruje, że istnieje jakiś typ idealny człowieka (obowiązuje go rzeczona ontologia uniwersalna) i typ nieidealny (do którego stosujemy ontologię indywidualną). Czy typ idealny jest w którymkolwiek z nas? Nie! Dlatego ogólne normy nie obowiązują w rzeczywistości nikogo – każdy ma bowiem swoje przypadłości! Czy tak? Czy zatem każdy z nas powinien mieć indywidualny dekalog? Credo? Prawdy wiary?

Indywidualne podejście do każdego człowieka jest przecież oczywistością – Kościół praktykuje to od momentu, w którym apostołowie wzięli sobie do serca słowa Chrystusa: Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane (J 20,19-23). Od momentu wynalezienia spowiedzi świętej Kościół podchodzi do każdego grzesznika indywidualnie (inaczej niż czynią to choćby protestanci), w konfesjonale, kapłan rozmawia z nim, radzi mu, wysłuchuje go, stosując normę ogólną w tej indywidualnej sprawie. Nie oczekuje od grzesznika bycia ideałem ale jednak prowadzi go w tym kierunku. Nie potrzeba było do tego produkcji indywidualnych przepisów dotyczących każdego przypadku – mądrość Kościoła nigdy tego nie wymagała.

Jakie konsekwencje może przynieść aplikacja do nauczania Kościoła rozwiązań promowanych przez „Tygodnik Powszechny”? O teologicznych aspektach tej zdumiewającej sprawy można by napisać całe tomy – miejmy nadzieję, że uczynią to wykształceni w tej materii teologowie. Zastanówmy się, co nowa sytuacja przyniesie konkretnemu człowiekowi. Czy nie stanie się tak, że za kilka lat małżonkowie heroicznie trwający mimo ogromnych kłopotów w małżeństwie, stwierdzą, że są zwykłymi frajerami? Że skoro inni mogą się rozwieźć, to dlaczego nie oni? Że skoro sąsiad ma żonę ale z jakichś przyczyn żyje z kimś innym tak jak żyje się z żoną, i udzielana jest mu Komunia Święta, to i on może sobie pozwolić najpierw na zdradę a potem na opuszczenie rodziny? Czy ludzie sugerujący swą bliskość względem „zwykłych ludzi” doprawdy nie dostrzegają tego zagrożenia? Czy naprawdę oczami swej niewątpliwie bogatej wyobraźni nie widzą Kościoła za 10-20 lat, w którym co trzeci katolik żyje w związku niesakramentalnym, bo tak jest łatwiej, bo nie stawia się mu już wymagań, ponieważ są one „zbyt ogólne”?

Warto postawić sobie w tym kontekście jeszcze jedno pytanie – po co w ogóle Kościołowi małżeństwo? Skoro można żyć w konkubinacie i przystępować do Komunii Świętej, to po co jest sakrament, który tylko krępuje i sprawia kłopoty w „dochowaniu wierności” któremuś z kolejnych partnerów życiowych?

Czy doprawdy nikt w środowiskach postępowych nie widzi, że robimy dziś z Kościoła poletko do zagospodarowania raczej przez Hollywood niż przez Chrystusa? Że na naszych oczach zmieniamy się we wspólnotę, która traktuje związek kobiety i mężczyzny jak reżyserzy amerykańskich komedii romantycznych, w których ważne jest, by być z kimkolwiek, teraz, a jutro z kimś innym, byle w danej chwili móc współżyć? A przecież małżeństwo jako katolicki sakrament polega na czymś zupełnie innym! Sakrament nie ma nic wspólnego z rozplenioną dziś dzięki popkulturze ckliwością czy romantyzmem, bo pochodzi od Boga, który był w tych sprawach niezwykle surowy, kategorycznie zakazując oddalenia żony i sugerując, że lepiej wyłupać sobie oko, niż pożądliwie spojrzeć na obcą kobietę (Mt 5, 27—28).

Ale żeby zdawać sobie z tego sprawę, trzeba wierzyć w Boga i w to, że oczekuje on od nas wewnętrznej walki z grzechem i własnymi słabościami, a nie poddawania się im licząc po prostu na Jego miłosierdzie. Wszak „grzeszyć zuchwale w nadziei Miłosierdzia Bożego” to pierwszy spośród grzechów przeciwko Duchowi Świętemu!

Pułapka na biskupów

„Tygodnik Powszechny” z całą pewnością opublikował „watykański bestseller” kardynała Coccopalmiero by wpłynąć na polskich biskupów. Ale nie będzie to działanie skuteczne. Nasi hierarchowie pozostaną wierni nauczaniu Jana Pawła II. To on ich wychował i ukształtował. Co więcej, wśród odpowiedzialnych za wytyczne duszpasterskie po Amoris laetitia jest arcybiskup Hoser, który podczas obrad synodów poprzedzających wydanie tej adhortacji powiedział, że „Kościół zdradził Jana Pawła II, nie poszedł za głosem papieża, a nawet nie zapoznał się z jego nauczaniem”.

Polscy biskupi zapowiedzieli, że dokument powstanie we wrześniu. Kościół jest instytucją hierarchiczną, trudno więc dziwić się duchownym, że czują się w obowiązku udzielenia jakiejś odpowiedzi na wezwanie papieża do wdrożenia jego zaleceń w każdym kraju.

Ale nie mogą to być rozwiązania pisane pod dyktando „Tygodnika Powszechnego”, nie mogą być to rozwiązania sprzeczne z nauką Głowy Kościoła. Nauką, której w żaden sposób nie da się zmienić z powodu mody czy zmian w kulturze, ani za tego pontyfikatu, ani za poprzednich, ani za żadnych kolejnych.

Krystian Kratiuk

https://www.pch24.pl/malz...--,52800,i.html



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group