ND Forum - Dzień dobry POLSKO! Strona Główna ND Forum - Dzień dobry POLSKO!
Ludzie z sercem i głową

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
Znalezionych wyników: 15775
ND Forum - Dzień dobry POLSKO! Strona Główna
Autor Wiadomość
  Temat: Papież Franciszek
Coltrane

Odpowiedzi: 62
Wyświetleń: 46918

PostForum: Religia   Wysłany: Dzisiaj 10:45   Temat: Papież Franciszek
Franciszkowe owoce są po prostu tragiczne ...


Franciszkowa prostytucja „miedzy-wyznaniowa”

Guru, Rabbi, Mufti, „Papież” Franciszek: włączają się do kampanii o „Przyjaźni wszech-religijnej ” (pan-religious).



Tak zwany Miedzy-Wyznaniowy Instytut Elijah rozpoczął kampanię, aby razem zebrać ludzi z różnych religii, w celu przezwyciężenia „negatywności i podziałów społecznych”. Ten wysiłek otrzymał oficjalne poparcie i zachętę wybitnych liderów z wielu religii, i oczywiście objął też szefa – apostatę sekty Watykan- 2, czyli „papieża” Franciszka.
„Najbardziej znani przywódcy religijni na całym świecie wezwali wszystkich do nawiązywania przyjazni z ludzmi ze wszystkich religii.. „
Taki jest nagłówek aktualnie wyświetlany na stronie internetowej owego w/w Instytutu, po którym następuje podsumowanie tej „Kampami o przyjaźni międzyreligijnej”: „14 czerwca 2017 roku, wielu wybitnych przywódców religijnych na świecie przedstawiło wspólne oświadczenie, zachęcające ludzi do tworzenia przyjaźni z ludźmi z różnych religii. Przyjaźń i poznawanie się nawzajem są odtrutkami na negatywność i podziały w społeczeństwie, zwiększającymi zrozumienie i jedność.
Zapraszamy do pobrania z internetu (dowloading) naszych narzędzi do przyjaźni i nauki.
Modlimy się, aby to przesłanie i przykład jedności, pokazany przez tych przywódców, przyczyniły się do budowania pomostów ponad podziałami, aby inspirowały Ciebie i twoich przyjaciół do rozpoczęcia nowych rozmów z osobami o różnym wyznaniu.
Postępuj zgodnie z tym przykładem, rozpowszechnij te wiadomość.”
(Strona główna miedzy-wyznaniowego Instytutu Elijah,, ukazana 16 czerwca 2017 r.).

Kampania owego Instytutu ma wyraźne poparcie 22 przywódców religijnych, z których każdy mówi w odrębnym filmie o przyjaźni międzyreligijnej.

Jedynym wyjątkiem jest Franciszek, który wspólnie zagrał w video ze swoim długoletnim kumplem, bluźnierczym, anty-chrzescijanskim rabinem Abrahamem Skorką. Tutaj można uzyskać 21 indywidualnych filmów ze świadectwami owych liderów. Ci rożni liderzy reprezentują sekty anglikańskie, luterańskie, prawosławne i Novus Ordo (pseudo- katolicka); oni reprezentują apostacki judaizm, islam i sunnicki islam, reprezentują hinduizm, sikhizm i buddyzm.

Krótko mówiąc: każda z głównych, fałszywych religii jest reprezentowana.

http://www.youtube.com/watch?v=CGMQsJ0VzAk

Na podstawie : http://novusordowatch.org/wire/Tłum RenataP.S. Apostata-Franciszek kończy to ponizsze video, gloryfikujace jego dlugoterninowa „przyjazn” z rabinem Skorka, dummnym stwierdzeniem, że „żaden z nas nie usiłował nawracać jeden drugiego.”

Czemu jeszcze ludzie wierzą, że ten jawny, notoryczny, bezwstydny heretyk i apostata jest ich Papieżem ???

Mam nadzieje, że Pan Bóg przykładnie UKARZE tych wszystkich, którzy bezmyślnie ochoczo idą za nim i jego bezbożną, anty-katollicką sektą Watykan- 2. .

http://www.mostholyfamily...-catholic-faith

http://wolna-polska.pl/wi...naniowa-2017-06
  Temat: forumdlazycia? czy dezorientacji?
Coltrane

Odpowiedzi: 4
Wyświetleń: 2152

PostForum: Religia   Wysłany: Dzisiaj 10:43   Temat: forumdlazycia? czy dezorientacji?
Amid napisał/a:
Na forum dezorientacji zamieściła blogerka szumny wpis pt.

Watykan pracuje nad „Ekumenicznym Obrzędem Mszy”…?


Tutaj z kolei blogerka na końcu postawiła znak zapytania. Czyli że prawdopodobnie nie popiera tegoż, a jedynie sygnalizuje że taka sytuacja może mieć miejsce.

A co do "Ekumenicznego Obrzędu Mszy" to ten fałszywy prorok czyli Franciszek już nic gorszego wymyślić nie mógł. Nie dość że SVII zniszczył Mszę Wszechczasów, to ten idzie jeszcze dalej. Wspólna msza z luteranami to już przegięcie. To nadużycie. Tym bardziej gorszące, że tego nadużycia dokonuje głowa KK !! Oj, biada Franciszkowi ...

Franciszek już wsławił się tym, że oddał hołd Lutrowi. Zresztą jak wielu z nas już wie, w Watykanie stoi pomnik bluźniercy Lutra. No i o czym my mówimy ?

Oj Franciszku, proś Boga o przebaczenie ...
  Temat: forumdlazycia? czy dezorientacji?
Coltrane

Odpowiedzi: 4
Wyświetleń: 2152

PostForum: Religia   Wysłany: Dzisiaj 10:33   Temat: forumdlazycia? czy dezorientacji?
Amid napisał/a:
"Grupa Luteran przyjęła w Watykanie Komunię Świętą po wspólnej Mszy Świętej z „papieżem” Franciszkiem."


Przyjęcie Komunii Świętej świętokradczo jest o wiele gorsze od nieprzyjęcia Jej wcale.
Biada tym, którzy dają na to przyzwolenie. Franciszek niech lepiej zastanowi się nad tym co wyprawia. To co robi jest ze wszech miar karygodne i woła o pomstę do Nieba. Jako głowa KK może ponieść straszliwą karę. Bo to właśnie on odpowiada za to co się dzieje w Kościele Katolickim. Zamęt jaki sieje w Kościele jeszcze nigdy w historii Kościoła nie miał takich rozmiarów. To co robi Franciszek jest typowe dla fałszywych proroków. I może wskazywać na to, że oto mamy do czynienia z czasami ostatecznymi.
  Temat: 50 lat po Soborze Watykańskim II
Coltrane

Odpowiedzi: 19
Wyświetleń: 14590

PostForum: Religia   Wysłany: 25 Czerwiec 2017, 12:49   Temat: 50 lat po Soborze Watykańskim II
Biskup Schneider: winny kryzysu Kościoła jest kler. Ale możemy odnowić wiarę



Życie kościelne w wielu krajach jest w głębokim kryzysie. To kryzys spowodowany słabnięciem wiary, przede wszystkim wiary duchowieństwa. Ale możemy odnowić wiarę, opierając się na trzech filarach - mówi kazachski biskup Athanasius Schneider.

Bp Schneider udzielił wywiadu austriackiemu profesorowi filozofii Thomasowi Starkowi dla telewizji Gloria.tv. Jego zdaniem współczesny łatwo dostrzegalny kryzys życia kościelnego jest kryzysem wiary, ale nie tyle świeckich, co przede wszystkim kapłanów – w tym biskupów.

- Przyczyną kryzysu [życia kościelnego] jest bez wątpienia kryzys wiary. Wiara - wiara ponadnaturalna, jak mówimy w Kościele: fides divina, a więc boska wiara, będąca darem od Boga, która objawiła nam boską prawdę, Boże objawienie, a którą to prawdę Kościół w stanie niezmienionym przedłożył nam i wyjaśnił w niezmiennym Urzędzie Nauczycielskim - ta wiara jest fundamentem – powiedział hierarcha.

- Gdy fundament jest niepewny albo osłabiony, wówczas budowla powoli się skrzywia albo staje się poważnie naruszona. W ten sposób mógłbym opisać sytuację duchową wielu ludzi, życie chrześcijańskie w wielu krajach. Ten poważny kryzys wiary jest w pierwszej mierze spowodowany przez kryzys wśród duchowieństwa, nie wśród ludu. Wśród duchowieństwa. Lud Boży zaraził się jego słaba wiarą. Taka jest rzeczywistość i zawsze tak było w czasach kryzysu. Można powiedzieć, że Lud Boży ma często głębszą i mocniejszą wiarę od przedstawicieli kleru, zwłaszcza dzisiaj. Dlatego musimy prawdziwą wiarę odnowić, wzmocnić, rozjaśnić – i iść dalej – kontynuował biskup Schneider.

Hierarcha pytany o środki uzdrowienia duchowieństwa wskazał na trzy konieczne kroki w formacji przyszłych księży: powszechny powrót do nauczania świętego Tomasza z Akwinu, wpojenie zdrowego podejścia do liturgii oraz naukę życia prawdziwie duchowego.

Biskup przypomniał, że nie tylko przedsoborowe Magisterium Kościoła poleca świętego Tomasza jako podstawę dla formacji teologicznej seminarzystów; robi to także II Sobór Watykański. Te zalecenia „zorientowania się na nauce św. Tomasza” są dziś jednak „bardzo rzadko wcielane w życie, jedynie w niewielu placówkach edukacyjnych”.

- Tymczasem, jak myślę, musimy powrócić do zdrowej nauki Kościoła w kształceniu księży, przede wszystkim do św. Tomasza z Akwinu. Następnie [trzeba] jeszcze lepiej i głębiej wyjaśnić [seminarzystom] nieomylny i niezmienny Urząd Nauczycielski – wskazał hierarcha. Jego zdaniem musi przynieść to owoce w oczyszczonym, zdrowszym podejściu do liturgii. – Lex credendi lex orandi. Prawdziwa, czysta i przykładna wiara oraz teologia muszą znaleźć odzwierciedlenie w godnej liturgii – powiedział.

Temu musi towarzyszyć zmiana lex vivendi, sposobu życia przyszłych kapłanów. – Trzeba zaoferować kandydatom do kapłaństwa prowadzenie prawdziwe duchowego życia […]. W ten sposób otrzymamy dobrych kapłanów, których wiara będzie o wiele mocniej oddziaływać w Ludzie Bożym. Wzmocnimy też dzięki temu życie rodzinne, a z dobrych rodzin katolickich otrzymamy powołania. To pozwoli na odnowę – mówił bp Schneider.

Prof. Stark pytał kazachskiego biskupa o ocenę postaw optymistów w Kościele, którzy wierzą święcie, że wszystko „będzie dobrze” i nie ma się czym przejmować. Według Schneidera to wyjątkowo naiwna i nieodpowiedzialna postawa. – Nie możemy zamykać oczu na rzeczywistość albo chować głowy w piasek i mówić, że wszystko jest w porządku. Nie jest. Widzimy to, nie potrzeba na to już wielkich dowodów. Byłoby nieodpowiedzialne, gdybyśmy mówili, że wszystko jest w porządku albo że nie jest tak źle. Jest źle. Jeżeli stwierdzamy istnienie oczywistego zła w życiu Kościoła to nie oznacza to zarazem, że jesteśmy pesymistami. To realizm. To troska o wiarę, o Kościół. Jeżeli jakiś ojciec powiedziałby wobec wielkich trudności w rodzinie: Nie jest tak źle, nie musimy się przejmować, jakoś to będzie - to byłoby to nieodpowiedzialne. Gdy jest poważny kryzys, ojciec musi szukać jakiejś pomocy i rozwiązań. Tak jest teraz w Kościele.

Biskup mówił też o problemie ludzi na najwyższych szczeblach hierarchii kościelnej, którzy zdaj się niekiedy nie posiadać w pełni skarbu wiary katolickiej. – To na przykład kardynałowie. Po papieżu to najwyższy urząd kościelny. Tymczasem w ciągu ostatnich dwóch lat widzieliśmy, że nawet z ich ust padały słowa przeciwne wierze katolickiej. To bardzo smutne – wskazywał bp Schneider. Zacytował następnie kard. Frajno Šepera, poprzednika kard. Józefa Ratzingera na urzędzie prefekta Kongregacji Nauki Wiary, który powiedział: "Kryzys Kościoła jest kryzysem biskupów".

Prof. Stark pytał z kolei o właściwe podejście do dwuznacznych dokumentów Kościoła katolickiego. – Dwuznaczność nigdy nie jest czymś pozytywnym – ocenił bp Schneider. Dodał, że byłoby nierozsądne mówić, iż wszystkie dokumenty po II Soborze Watykańskim były dwuznaczne, bo to nieprawda; dwuznaczne jednak także się zdarzały. Te na szczęście nie roszczą sobie prawa do nieomylności i należy postrzegać je w kategoriach duszpasterskich. – W pewnej mierze uprawniona jest możliwość uzupełnienia takich dokumentów jaśniejszymi wypowiedziami […]. W ważnych sprawach, które dotyczą zbawienia i od których zbawienie zależy, Kościół musi przedstawiać jasne zalecenia – mówił biskup.

Wymienił tu między innymi wyraźnie i jednoznacznie potwierdzony ostatnio przez Jana Pawła II i Benedykta XVI zakaz dopuszczenia do Stołu Pańskiego rozwodników w nowych związkach, którzy nie żyją w czystości, a którego to zakazu żadne „nowe” nauczanie nie może zmienić. Biskup wskazał jednak na szereg innych kwestionowanych dziś prawd wiary katolickiej, o których Urząd Nauczycielski musi wypowiadać się z niedwuznaczną jasnością:

- Dotyczy to jedyności zbawczej Jezusa Chrystusa, jedynej drogi także dla współczesnych żydów, [Chrystusa], który jest jedynym zbawcą wszystkich […]. [Dotyczy to] tego, że nie ma innego Kościoła, jak Kościół rzymski i katolicki z papieżem, który zawiera w sobie różne ryty – ryty wschodnie, także będące katolickimi; to jest jedyny Kościół i poza nim nie ma zbawienia, nie ma zbawienia poza Chrystusem. [Dotyczy to] tego, że Chrystus jest królem nad wszystkim, co stworzone, nie wyłączając ludzkiego społeczeństwa – wymieniał hierarcha.

- W tych rzeczach, które są dziś zakłamywane albo które odczytuje się fałszywie, Kościół powinien dać całkowicie jasne wyjaśnienie, jako pomoc i orientację dla ludzi w tym pomieszaniu by [mogli] iść za Bogiem i osiągnąć życie wieczne – dodał.

Austriacki filozof skierował następnie rozmowę na adhortację posynodalną papieża Franciszka Amoris laetitia, pytając, co stanie się, jeżeli zabraknie wyjaśnień Kościoła odnośnie rozdziału ósmego, zawierającego zdaniem samego bp. Schneidera dwuznaczności. Według biskupa jeżeli Stolica Apostolska nie sprecyzuje, jak interpretować te passusy, „rozprzestrzeniać będzie się niepewność, dwuznaczność i fałszywe stosowanie” adhortacji. – To wielkie niebezpieczeństwo, bo w niektórych Kościołach lokalnych już od lat praktykuje się skrycie dopuszczenie rozwodników w nowych związkach do Komunii. Poprzez Amoris laetitia taka praktyka jest umacniana i to wielkie zagrożenie. […] Konieczne jest, by Urząd Nauczycielski możliwie szybko przedstawił autentyczne wskazania co do odczytania i zastosowania 8. rozdziału Amoris laetitia – dodał biskup pomocniczy Astany.

Hierarcha dopytywany, jak reagować mają zwykli księża w sytuacji takich dwuznaczności, także w obliczu możliwej presji ze strony przełożonych, odparł, że konieczna jest gotowość do pełnej wierności Bogu, a nie ludziom. Kapłani muszą być przygotowani nawet do porzucenia swojego urzędu po to, by nie sprzeniewierzyli się temu, co powierzył im Chrystus.

Pach

Źródło: gloria.tv

http://www.pch24.pl/bisku...l#ixzz4CIt83EBe
  Temat: Rosja
Coltrane

Odpowiedzi: 201
Wyświetleń: 71317

PostForum: Świat   Wysłany: 25 Czerwiec 2017, 09:45   Temat: Rosja
Rosja będzie katolicka



„Rosja będzie katolicka” oto inskrypcja na grobie ojca Grigorija Augustyna Marii Szuwałowa, pogrzebanego na cmentarzu Montparnasse w Paryżu. Rosyjski barnabita poświęcił swe życie tej właśnie sprawie.

Hrabia Szuwałow urodził się w Petersburgu 25 października 1804 roku w starej i szlachetnej rodzinie. Jeden z jego wujków, generał armii, odpowiadał za „towarzyszenie” pokonanemu Napoleonowi na Elbie. Inny z jego przodków założył Uniwersytet Moskiewski. Studiował w jezuickim kolegium w Petersburgu od 1808 do 1817 roku, do czasu aż zgromadzenie zostało wygnane z Rosji. Kontynuował następnie studia, najpierw w Szwajcarii, potem w Pizie, gdzie opanował język włoski. Wpływ na niego wywarł wpływowy materializm i nihilizm liberalnych kół, z jakimi był wówczas związany.

Nominowany przez cara Aleksandra I oficer Gwardii Huzarskiej w wieku lat 20, w 1824 roku poślubił Zofię Sałtykową, kobietę głęboko religijną, prawosławną, ale „katolicką w sercu i duszy”. Ta zmarła w Wenecji w 1841 roku. Razem mieli dwójkę dzieci: Piotra i Helenę.

Śmierć Zofii zachęciła Szuwałowa do studiowania zagadnień religijnych. Pewnego dnia przechodził obok egzemplarza „Wyznań” świętego Augustyna. Książka okazała się dlań jak objawienie. „Czytałbym ją non stop, kopiował całe strony i długie fragmenty. Jego filozofia napełniła mnie dobrymi pragnieniami i miłością. Jakie pokłady zadowolenia znalazłem w tym wielkim człowieku; sentymenty i myśli uśpione do tej pory w mojej duszy i obudzone przez tę lekturę”, wspominał.

Od nawrócenia do święceń

Po przenosinach do Paryża hrabia Szuwałow uczęszczał na spotkania grupy rosyjskich arystokratów nawróconych na katolicyzm, za sprawą hrabiego Josepha de Maistre’a. Ten ostatni w latach 1802 do 1817 pełnił funkcję ambasadora króla Sardynii w Petersburgu.

Wśród tych arystokratów znaleźli się także Zofia Swieczina (1782-1857), książę Iwan Gagarin (1814-1882) i książę Teodor Golicyn (1805-1848). Ten ostatni zdając sobie sprawę z głębokiego kryzysu duchowego swojego przyjaciela, pomógł mu ponownie odnaleźć prawdę, sugerując lekturę i medytację nad książką „Du Pape” („O Papieżu”) Josepha de Maistre’a. Przez studiowanie pracy hrabiego Szuwałow zrozumiał, że pierwotnym znamieniem Kościoła jest jedność i że ta wymaga istnienia najwyższego autorytetu. Tym zaś nie może okazać się nikt inny, jak biskup Rzymu.

„Panie, powiedziałeś, Mój Kościół, a nie Moje Kościoły. Ponadto Kościół musi zachowywać prawdę: ale ta jest tylko jedna; więc Kościół może być tylko jeden. Gdy zdałem sobie sprawę, że może być tylko jeden prawdziwy Kościół, zrozumiałem, że ten Kościół musi być powszechny, a więc katolicki”, pisał.

Szuwałow co wieczór udawał się do katedry Notre Dame, by słuchać kazań Franciszka Ksawerego de Rawignana (1795-1858), uczonego jezuity, który został jego przewodnikiem duchowym. 6 stycznia 1843 roku w święto Epifanii, Szuwałow porzucił prawosławie i złożył wyznanie katolickiej wiary w kaplicy w Oiseaux. Szukał jednak głębszego zaangażowania w sprawę katolicką. Dzięki włoskiemu liberałowi Emilio Dandolo, spotkanemu przypadkiem w pociągu, został przedstawiony ojcu Aleksandrowi Piantoniemu, rektorowi Kolegium Barnabitów w Mediolanie. Ten w 1856 roku przyjął go do nowicjatu barnabitów w Monza. Szuwałow przybrał imię Augustyn Maria.

W zakonie założonym przez świętego Antoniego Marię Zaccarię (1502-1539), odnalazł on atmosferę głębokiej duchowości. Napisał do ojca Rawignana „tu jest jak w niebie. Moi ojcowie wszyscy są święci, a nowicjusze to prawdziwi aniołowie”. Wśród jego nowych konfratrów znalazł się Cesare Tondrini de Quarenghi (1839 – 1907). Bardziej, niż ktokolwiek przejął on w przyszłości jego duchowe dziedzictwo. 19 września 1857 Augustyn Szuwałow został wyświęcony w Mediolanie przez prałata Angelo Ramazzottiego, przyszłego patriarchę Wenecji.

W dniu święceń, podczas podniesienia, Szuwałow wzniósł swe prośby do Boga: „mój Boże uczyń mnie godnym dania mojego ciała i krwi w jedności z Twoimi dla wysławiania Błogosławionej Niepokalanej Dziewicy w nawróceniu Rosji”. To stanowiło marzenie jego życia, powierzone Niepokalanej i proklamowane jako dogmat przez Piusa IX 8 grudnia 1858 roku.

Życie ofiarowane za nawrócenie Rosji

Podczas audiencji u papieża, ojciec Szuwałow powiedział mu, że chciałby poświęcić swoje życie sprawie powrotu schizmatyków do Kościoła rzymskiego. Podczas pamiętnego spotkania „Pius IX mówił do mnie o Rosji z wiarą, nadzieją i przekonaniem opartym na słowach Jezusa oraz płonącym miłosierdziem poruszającym go podczas myślenia o pozostawionych dzieciach: biednych, potrzebujących sierotach. Te słowa sprawiły, że zagorzało mi serce”.

Ojciec Szuwałow zadeklarował chęć poświęcenia życia na rzecz nawrócenia Rosji. „A zatem, powiedział papież, powtarzaj to zapewnienie trzy razy dziennie naprzeciwko krzyża, możesz być pewny, że twoje pragnienie zostanie zrealizowane”.

Przestrzenią jego apostolatu i umartwienia okazał się Paryż. Tam czynił, co mógł, niestrudzenie zdobywając kolejne dusze i dając życie „Stowarzyszeniu Modlitw na Rzecz Triumfu Niepokalanej Dziewicy w nawróceniu Wschodnich Schizmatyków, zwłaszcza Rosjan do wiary katolickiej” (powszechnie zwanemu „dziełem ojca Szuwałowa”). Pius IX zaaprobował je swoim brewe w 1862 roku, a ojciec Cezary Tondini stał się jego niezłomnym propagatorem.

Ojciec Szuwałow umarł 2 kwietnia 1859 roku. Przed śmiercią zdołał ukończyć swoją autobiografię („Moje nawrócenie i moje powołanie”, Paryż 1859). Książka była tłumaczona i wydawana w innych językach jeszcze w XIX wieku. Współcześnie została zaprezentowana w nowym włoskim wydaniu przez ojców Henryka M. Sironiego i Franciszka M. Ghilardottiego („Moje nawrócenie i moje powołanie”, Bolonia 2004 ).

Ojciec Ghilardotti uczynił ponadto co w jego mocy, by sprowadzić szczątki ojca Szuwałowa do Włoch. Obecnie spoczywają one w kościele San Paolo Maggiore w Bolonii, zbudowanym w 1611 roku przez ojców barnabitów. Ojciec Szuwałow oczekuje na zmartwychwstanie ciała u stóp ołtarza zwieńczonego kopią „Najświętszej Trójcy” Andrzeja Rublowa, największego rosyjskiego twórcy ikon.

W swojej autobiografii rosyjski barnabita pisze, że „gdy zagraża herezja, gdy wiara słabnie, gdy zwyczaje ulegają zepsuciu, a narody zasypiają na skraju przepaści, Bóg który urządził wszystko według miary, liczby i wagi, otwiera skarbiec Swych łask, by je na nowo obudzić; On porusza serce nieznanego świętego w jakiejś opuszczonej wiosce, świętego, którego modlitwa wstrzymuje Jego Ramię gotowe do wymierzenia kary; On teraz tworzy chwalebne światło na firmamencie wszechświata: Mojżesza, Grzegorza VII, Bernarda; On inspiruje myśl o pielgrzymce czy innej pobożnej praktyce, niewykluczone, że nowej pod względem formy, lecz zawsze starożytnej w swej istocie; praktyce jednocześnie chwytającej za serce i zdrowej. Takie były początki kultu Najświętszego Serca Jezusowego, zrodzonego wśród tysięcznych sporów i sprzeczności w małym klasztorze w Paray-le-Monial”.

Takie również, jak możemy dodać, są początki nabożeństwa do Niepokalanego Serca Maryi. Matka Boża nakazała je szerzyć sto lat temu w małej portugalskiej wiosce. W Fatimie ogłosiła zatem realizację wielkiego ideału ojca Szuwałowa: nawrócenia Rosji na wiarę katolicką. Nadzwyczajne wydarzenie, należące do przyszłości, pozwoli tajemniczym słowom Pisma rozbrzmiewać po świecie: Surge qui dormis, surge a mortuis et iluminabit te Christus („Dlatego się mówi: Zbudź się, o śpiący, i powstań z martwych, a zajaśnieje ci Chrystus”) (Ef 5, 14).

Książę Gagarin i pierwsze soboty

„Rosja będzie katolicka”. Marzenie wielu nawróconych Rosjan XIX stulecia, takich jak ojciec Szuwałow, to równocześnie tytuł książki wzbudzającej swego czasu sensację (tytuł w oryginale: „La Russie sera-t-elle catholique?”, Paryż 1856), autorstwa ojca Iwana Gagarina.

Iwan Siergiejewicz Gagarin urodził się w Moskwie 20 czerwca 1814 roku, w znakomitym książęcym rodzie potomków księcia Kijowa. Pełnił służbę jako oficer Poselstwa Rosyjskiego w Monachium, a następnie w Paryskiej Ambasadzie, gdzie stał się członkiem francuskiej inteligencji, uczęszczającym na spotkania „salonów” Zofii Swiecziny. Pod wpływem zarówno jej, jak i autorów takich jak Piotr Jakowlewicz Czaadajew (1794-1856) dojrzewała jego konwersja na katolicyzm. 7 kwietnia 1842 porzucił on prawosławie i przyjął wiarę katolicką pod opieką ojca Franciszka Ksawerego de Rawignana (1795-1858). Ten wcześniej przyjął nawrócenie hrabiego Szuwałowa. Ivan Gagarin w wieku lat 28 wyrzekł się nie tylko wspaniałej kariery politycznej i dyplomatycznej, ale także nadziei na powrót do własnego kraju.

W carskiej Rosji konwersja na katolicyzm stanowiła de facto przestępstwo porównywalne do dezercji lub zamordowania rodziców. Wyrzeczenie się prawosławia na rzecz innej religii, choćby chrześcijańskiej, karano konfiskatą dóbr materialnych, praw obywatelskich, tytułów szlacheckich i zamknięciem w klasztorze lub wygnaniem na Syberię.

Rok później Iwan, a teraz Jan Ksawery Gagarin, poprosił o przyjęcie do Towarzystwa Jezusowego i trafił do nowicjatu w Saint Acheul. Tym samym rozpoczął długi okres studiów, zakończony święceniami kapłańskimi i złożeniem ślubów w zakonie świętego Ignacego Loyoli. W ojcu Gagarinie zjednoczyły się płonący żar, wybitna inteligencja i arystokratyczne wychowanie. Rozpoczęło się nowe życie.

Podczas Wojny Krymskiej współpracował on ze słynnym matematykiem Augustinem Cauchy (1789-1857). Wspólnie założyli stowarzyszenie Ecole d’Orient. Przed końcem 1856 roku założył kwartalnik „Studia teologiczne, filozoficzne i historyczne” („Etudes de theologie, de philosophie et d’histoire”) później znany i ceniony pod nazwą „Etudes”. Jednak w 1862 roku publikacja została przejęta przez francuskich jezuitów i przeszła radykalną transformację. Podczas otwarcia Soboru Watykańskiego I redakcja „Etudes”, w przeciwieństwie do swojej włoskiej „siostry” „La Civilta Cattolica”, zajęła pro-liberalne stanowisko, utrzymane w kolejnym stuleciu.

Rosyjski rząd pragnący wykorzenić katolicyzm z zachodnich prowincji Carstwa ogłosił księcia Gagarina wrogiem i nakazał pozbycie się go. Został on oskarżony o pisanie obraźliwych anonimowych listów do poety Aleksandra Puszkina (1799-1837). Te jakoby doprowadziły do pojedynku i śmierci poety. Jak wykazała niedawno polska historyk Wiktoria Śliwowska była to kampania oszczerstw zorganizowana przez Trzecią Sekcję Kancelarii Jego Wysokości. Sprawę opisała na łamach książki („Sprawa Gagarina”, Rzym 2014, s. 31-72).

Praca ojca Gagarina „Czy Rosja będzie katolicka?” pojawiła się w 1856 roku. Duchowny odniósł się w niej do uroczystej bulli Allatae sunt wydanej przez Benedykta XIV 26 czerwca 1755 roku. Stolica Apostolska zamanifestowała w niej „dobrą wolę wobec wschodnich katolików zgadzając się na praktykowanie przez nich starożytnych rytów niekłócących się z katolicką religią ani z moralnością. Kościół nie wymaga od schizmatyków, by wyrzekali się swoich rytów po powrocie do jedności z Kościołem, a jedynie wyrzeczenia się i wstrętu wobec herezji. Jego wielkie pragnienie obejmuje zachowanie, a nie destrukcję różnych ludów – chodzi w skrócie o to, by wszyscy zostali katolikami, a nie łacinnikami”.

W celu zaprowadzenia ludów słowiańskich do jedności - komentuje ojciec Gagarin - potrzebujemy szanować wszystkie wschodnie ryty, prosić o wyrzeczenie się błędów sprzecznych z wiarą katolicką, ale przede wszystkim zwalczać polityczno-religijne koncepcje prawosławia. Dla rosyjskiego jezuity, schizma prawosławna to przede wszystkim rezultat bizantynizmu. Ten wyrażał odmienne od zachodniego podejście do relacji Kościoła i państwa. Dla Bizancjum nie istnieje rozróżnienie między dwoma władzami. Kościół został podporządkowany cesarzowi, uznawanemu za jego głowę, jako delegata Boga w sferach kościelnej i świeckiej. Rosyjscy autokraci i bizantyjscy cesarze widzą w Kościele i religii środki do użycia w celu zapewnienia i zwiększenia władzy politycznej.

Ów pożałowania godny system zbudowany został na trzech filarach: religii prawosławnej, autokracji i zasadzie narodowościowej. To pod ich sztandarem idee Hegla i niemieckich filozofów spenetrowały Rosję. To, co zostało ukryte pod pompatycznymi słowami prawosławia, autokracji i narodowości „nie stanowi niczego innego, niż orientalnej formy XIX wiecznej idei rewolucyjnej”. Gagarin dostrzegał okrucieństwo, z jakim idee rewolucyjne miały zostać zaaplikowane w jego kraju. W jego oczach, strony Proudhona i Mazziniego jawiły się jako dobroduszne i odważne w porównaniu z przemocą rosyjskich agitatorów. To kontrast mogący posłużyć zmierzeniu różnicy rozumienia zasady rewolucyjnej w Europie i tego, jak zostanie ona wdrażana w Rosji.

Kościół kontra Rewolucja

Na kartach książki ojciec Gagarin trafnie ocenia „im kto głębiej wniknie w tej kwestie, tym bardziej zostanie doprowadzony do konkluzji, że jedyną prawdziwą walką jest ta między katolicyzmem i Rewolucją. W 1848 roku, gdy rewolucyjny wulkan terroryzował świat ze swoim wyciem i wprawił społeczeństwo w przerażenie, wykorzeniając jego fundamenty, partia oddana obronie porządku społecznego i walce z Rewolucją nie omieszkała napisać na swojej fladze Religia, Własność, Rodzina i nie zawahała się przed wysłaniem armii, by przywrócić tron Wikariuszowi Chrystusa, wygnanemu przez Rewolucję.

Ten miał pełną rację; istnieją jedynie dwie zasady walczące ze sobą: zasada rewolucyjna, z istoty swej antykatolicka i zasada katolika, z istoty anty-rewolucyjna. Pomimo, że wydaje się inaczej, istnieją tylko dwie partie i dwie flagi. Po jednej stronie Kościół katolicki wznosi sztandar Krzyża, prowadzący do prawdziwego postępu, prawdziwej cywilizacji, prawdziwej wolności; z drugiej zaś strony wznosi się sztandar rewolucyjny, a wokół niego gromadzi się koalicja wszystkich wrogów Kościoła.

Teraz zapytajmy, co czyni Rosja? Z jednej strony zwalcza Rewolucję, z drugiej zwalcza Kościół katolicki. Zarówno zewnętrznie, jak i wewnętrznie dostrzec można tę samą sprzeczność. Nie zawaham się powiedzieć, że tym, co daje Jej honor i siłę to niezachwiany sprzeciw wobec zasady rewolucyjnej. Natomiast winne jej słabości jest zwalczanie katolicyzmu. Jeśli chce Ona stać się spójna, jeśli naprawdę pragnie zwalczać Rewolucję, musi podjąć jedyny trafny wybór: stanąć pod sztandarem katolickim i pojednać ze Stolicą Apostolską”. („La Russie sera-t-elle catholique?”, Paryż 1856, s. 63-65).

Rosja odrzuciła ten apel i Rewolucja Bolszewicka, po eksterminacji Romanowów rozszerzyła swe błędy po świecie. Aborcjonistyczna i homoseksualna mentalność, prowadząca obecnie Zachód ku śmierci posiada korzenie w filozofii marskowsko-heglowskiej została ustanowiona w Rosji w 1917 roku. Pokonanie rewolucyjnych błędów nie może zostać doprowadzone do końca ani w Rosji ani gdziekolwiek indziej na świecie pod innym, niż katolicki sztandarem.

Idee ojca Gagarina wywarły wrażenie na niemieckim baronie Auguście von Haxthausenie (1792-1866). Dzięki wsparciu biskupów diecezji Munster i Paderborn ustanowił on Ligę Modlitwy nazwaną Petrusverein: Unia świętego Piotra na rzecz nawrócenia Rosji. Podobne stowarzyszenie, pod wpływem barnabitów ojców Szuwałowa i Tondiniego powołano do życia we Włoszech i Francji. Ich członkom polecano modlitwę na rzecz nawrócenia Rosji we wszystkie pierwsze soboty miesiąca. 30 kwietnia 1872 roku Pius IX w swoim brewe udzielił odpustu zupełnego wszystkim, którzy wyspowiadają się i przyjmą Komunię podczas Mszy świętej w pierwszą sobotę miesiąca w intencji powrotu greko-rosyjskiego Kościoła do jedności katolickiej.

Praktyka ta niewątpliwie okazała się bliska Sercu Matki Bożej, skoro w 1917 roku w Fatimie zaleciła Ona praktykę wynagradzającą pięciu pierwszych sobót miesiąca jako narzędzie ustanowienia Jej Królestwa w Rosji i na całym świecie.

Źródło: Roberto de Mattei, Corrispondenza Romana 31.05-07.06 2017 / wersja angielska: rorate-caeli.blogspot.com (tłumaczenie na angielski: Francesca Romana).
Przekład z wersji angielskiej na polski i śródtytuły: Marcin Jendrzejczak

https://www.pch24.pl/rosj...ka,52499,i.html
  Temat: Szczepienia
Coltrane

Odpowiedzi: 1
Wyświetleń: 187

PostForum: Zdrowie i rodzina   Wysłany: 20 Czerwiec 2017, 08:41   Temat: Re: Szczepienia
Farmaceutyczny Jugendamt. Mamy obowiązek się sprzeciwić!



W poprzednim wydaniu „Warszawskiej Gazety” pisałam o historii rodziny z Gniewkowa i próbie ograniczenia władzy rodzicielskiej za odmowę szczepień u noworodka. Biorąc pod uwagę fakt, że rodzice złożyli skargi na lekarza, który zignorował ciężkie powikłania poszczepienne u ich dziecka, trudno nie postawić tezy, że podanie rodziców do sądu rodzinnego było aktem zemsty ze strony przychodni.

O tym nie usłyszeli jednak odbiorcy telewizyjnej papki medialnej, przerywanej reklamami farmaceutyków. Zadziwia i szokuje postawa Rzecznika Praw Dziecka, który pochwala kierowanie spraw do sądu. Kto stanie w obronie tej i innych rodzin?

Wiceminister Sprawiedliwości Patryk Jaki stoi na stanowisku, że (…) abstrahując od oceny etycznej tak głębokiej ingerencji w autonomię życia rodzinnego, należy uznać za nadużycie składanie przez państwowych inspektorów sanitarnych wniosków do sądu opiekuńczego o ograniczenie, a tym bardziej pozbawienie władzy rodzicielskiej w przypadku kiedy rodzice odmawiają dokonywania szczepień obowiązkowych dzieci. Takie stanowisko zajął w piśmie skierowanym do Głównego Inspektora Sanitarnego rok temu.

Rzecznik Praw Dziecka (RDP) ma jednak inne zdanie i powołuje się na art. 109 § 1 i 2 Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego w stanowisku z 23 maja 2017 r., opublikowanym na jego stronie internetowej: – Powiatowa Stacja Epidemiologiczno-Sanitarna może zawiadomić sąd opiekuńczy właściwy według miejsca zamieszkania dziecka o fakcie uchylania się przez przedstawicieli ustawowych – rodziców, od poddania obowiązkowym szczepieniom ich małoletnich dzieci. Sąd w celu sprawdzenia sytuacji opiekuńczo-wychowawczej małoletniego wszczyna postępowanie w przedmiocie ograniczenia władzy rodzicielskiej. (…) Przesłanką zastosowania art. 109 kro jest zagrożenie dobra dziecka, nawet jeżeli nie będzie miało miejsce naruszenie jego dobra. (…) Należy wskazać, iż ratio legis poddania władzy rodzicielskiej ograniczeniom z art. 109 kro tkwi nie w „karaniu” rodziców ani nie stanowi środka represji w stosunku do rodziców, lecz jest środkiem ochrony zagrożonego dobra dziecka. To jednak kara dla dziecka za troskliwych i niepokornych rodziców.

Gdzie był Marek Michalak i urząd, który reprezentuje, gdy STOP NOP wnioskowało o interwencję w sprawie narażania dobra i zdrowia dzieci na uszczerbek poprzez ignorowanie niepożądanych odczynów poszczepiennych przez lekarzy i urzędy w 2014 r.? W odpowiedzi wnioskujący przeczytali, że RPD uważa, że działania mające na celu rozstrzygniecie, czy rejestracja odczynów poszczepiennych u dzieci, w tym ocena skali zjawiska jako problemu epidemiologicznego, powinna być prowadzona przez instytucje odpowiedzialne za bezpieczeństwo epidemiologiczne kraju. Rzecznik nie podejmuje się koniecznego badania, czy dobro dziecka jest zagrożone przez działania niepożądane przymusowo podawanych szczepionek. Ten temat dla niego nie istnieje.

W obronie rodziców stanął natomiast poseł Paweł Skutecki, inicjator powstania Parlamentarnego Zespołu ds. Bezpieczeństwa Programu Szczepień Ochronnych Dzieci i Dorosłych. Napisał do Rzecznika Praw Obywatelskich wniosek o przystąpienie do postępowania sądowego i objęcie go nadzorem. Opisał w nim fakty pominięte w publicznej debacie: zaszczepienie dziecka po serii chorób, niezgłoszenie NOP, szereg zaniedbań ze strony lekarza oraz wyrzucenie dziecka z przychodni.

Również Wojciech Cejrowski nie pozostał obojętny, popierając protest przeciw przymusowi szczepień: – Jestem za wolnością, każdy obywatel powinien sam rozsądzić. Ja zajmuję się każdą przestrzenią zniewolenia. Państwo jest na służbie obywatela, a nie na odwrót – mówił w jednym z wywiadów.

W ostatnich latach miały miejsce sporadyczne próby ingerencji we władzę rodzicielską za odmowę szczepień i rodzicom udało się wybronić swoje dzieci. Sygnatury kilku takich spraw z ostatnich trzech lat to: IX Nsm 56/13, III Nsm 245/13, I 1Ca 220/13 oraz III Nmo 134/14. Stowarzyszenie STOP NOP wspiera i organizuje opiekę prawną dla każdej rodziny, którą zgłoszono do sądu rodzinnego. Sam fakt zakwestionowania kompetencji rodzicielskich wiąże się z olbrzymim stresem. Wiedząc o tym, społeczność stopnopowców deklaruje obecność pod sądem w Inowrocławiu 14 czerwca.

I tak trudną sytuację rodzin doświadczonych przez powikłania poszczepienne pogorszyła inicjatywa ministra Konstantego Radziwłła, który zainaugurował swoją ministerialną karierę od podpisania Rozporządzenia z dnia 16 września 2015 r. w sprawie standardów postępowania medycznego przy udzielaniu świadczeń zdrowotnych z zakresu opieki okołoporodowej. Minister zdrowia, nie przejmując się Konstytucją RP, wydał rozporządzenie, zgodnie z którym lekarze i pielęgniarki mają przymuszać pacjentów do czynienia tego, czego prawo im nie nakazuje. I grozić sankcjami za niewykonanie „koniecznych” czynności. Jak dotąd w Polsce korzystanie przez obywateli z usług lekarza Podstawowej Opieki Zdrowotnej oraz z usług pielęgniarki czy położnej było prawem, przywilejem, a nie obowiązkiem ustawowym. Minister zdrowia uznał jednak, że każdy zdrowy obywatel Rzeczypospolitej Polskiej już od urodzenia (a właściwie jeszcze przed) ma obowiązek korzystać z tych usług. Lekarze mają w ramach obowiązków zawodowych przymuszać rodziców zdrowego noworodka, aby jeszcze przed opuszczeniem szpitala wybrali lekarza podstawowej opieki zdrowotnej oraz położną, która będzie dla nich wykonywała usługi. Co będzie, jeśli nie ulegną presji? Szpital ma poinformować powiatowe centrum pomocy rodzinie o sytuacji braku współpracy matki lub opiekunów prawnych noworodka w ustaleniu położnej podstawowej opieki zdrowotnej.

Według ministra zdrowy obywatel Rzeczypospolitej Polskiej musi poddać się „konieczności” kontroli lekarskiej w POZ. Już od urodzenia, jeszcze przed wypisem noworodka ze szpitala. Nieważne, jak bardzo rodzice dbają o swoje dzieci, o zdrowie rodziny, o prawidłowe wychowanie, wykształcenie, odżywianie, higienę, warunki mieszkaniowe. Wystarczy nie wybrać usług lekarza i położnej POZ, aby stać się rodzicem niewydolnym, pod nadzorem opieki społecznej. Wielki Brat? Nie. Big Pharma nie śpi…

Rodzice boją się państwowych przychodni ze względu na presję i grzywny. Paradoksalnie ci z Gniewkowa chcieli zapisać noworodka do przychodni, jednak im tego odmówiono, wyrzucając też starsze dziecko świadomych swoich praw rodziców.

Totalitaryzm medyczny to problem, który dotyczy każdego obywatela naszego kraju. Już nie możemy stać z boku! Mamy obowiązek sprzeciwić się temu, co narzuca nam rząd i przemysł farmaceutyczny! Mamy obowiązek wziąć udział w Międzynarodowym proteście przeciw przymusowi szczepień, który odbędzie się 3 czerwca w Warszawie (start spod siedziby Ministerstwa Zdrowia przy ul. Miodowej 15 od godz. 12:00).

Jest ryzyko, musi być wybór!

https://warszawskagazeta.pl/felietony/justyna-socha/item/4885-farmaceutyczny-jugendamt-mamy-obowiazek-sie-sprzeciwic
  Temat: Europa na skraju bankructwa
Coltrane

Odpowiedzi: 287
Wyświetleń: 78445

PostForum: Świat   Wysłany: 20 Czerwiec 2017, 08:37   Temat: Europa na skraju bankructwa
Pod rządami socjalistów aż 84 miliony obywateli UE żyje poniżej progu ubóstwa



Żyjemy obecnie w dziwnym świecie, w którym całkowicie już kapitalistyczne Chiny nazywane są komunistycznymi, a coraz bardziej upodabniające się do komunizmu system z centralnym planowaniem, funkcjonujący w Europie uznawany jest za kapitalistyczny. Jak się okazuje semantyki nie da się oszukać, bo Chińczycy się bogacą a Europejczycy biednieją na potęgę. :!: :!: :!:

Od kilku lat Europa przeżywa głęboki kryzys społeczno gospodarczy, który chciałoby się powiedzieć jest po prostu rezultatem rządów tej samej od wielu lat grupy ludzi podejrzanie ciągnących kraje członkowskie w kierunku kontynentalnej dyktatury. Podbój Europy odbywa się jednak w inny sposób, ekonomiczny. Są kraje, które radzą sobie całkiem nieźle, jak Niemcy czy Wielka Brytania i jest cała reszta, która jest na różnym poziomie upadku powodowanego głównie bankructwem w wyniku księżycowej ekonomii i próbie utopijnej redystrybucji dochodu do potrzebujących.

Jak wynika z danych Eurostatu redystrybucja jest nieskuteczna, bo stale rośnie liczba biednych. Obecnie według oficjalnych statystyk 84 miliony osób w Unii Europejskiej żyje poniżej progu ubóstwa. Jak podaje Komisja Europejska 26 milionów osób pozostaje bezrobotnymi w UE.

Rośnie też rozwarstwienie społeczne i według statystyk z organizacji Oxfarm 10% najbogatszych w Unii Europejskiej jest w posiadaniu 24 procent całego majątku z kolei najbiedniejszych 10% jest w posiadaniu 3% majątku ogółu. Ci, którzy pamiętają jeszcze PRL wiedzą, że to już było, a to, co obserwujemy na poziomie europejskim jest niczym więcej jak nową próbą wprowadzenia realnego socjalizmu.

Ludzie mogliby się wydobywać ze swojej biedy pracą, ale jak to uczynić skoro jest ona opodatkowana niczym dobro luksusowe i gdy tylko ktoś zarabia od razu pojawia się haracz w postaci podatku dochodowego a po takim gangsterskim złodziejstwie pazerne państwo zabiera na VATy i rozmaite inne ukryte parapodatki. Skutek jest taki, że na powierzchni pływa znacznie mniej osób niż mogłoby w normalnym kraju i tym sposobem państwo produkuje biedę.

Trudno się zresztą dziwić, bo przecież wiele osób wierzy w to, że państwo ma tworzyć miejsca pracy, no to tworzy, likwidując je w normalnej gospodarce transferuje się pracowników do sfery publicznej, która rośnie w zastraszającym tempie. Rozmaite urzędy zatrudniają ogromne ilości pracowników biurowych będących beneficjentami naszych podatków. To nie przypadek, że w naszym państwie rośnie wciąż ilość urzędników i ich średnia pensja.

Pauperyzujące się społeczeństwa europejskie poprzez rozbudowane państwo opiekuńcze oduczają się pracy i trudno się dziwić, że człowiek, który może dostać z rządu zasiłek czy pomoc społeczną w określonej wielkości woli nic nie robić i na przykład pić piwo pod sklepem. Wiedza, że mu się należy jest dla niektórych obezwładniająca. Zresztą przez fakt nadmiernego opodatkowania pracy nie zarobiłby na rynku więcej niż dostaje od państwa i koło się zamyka a bieda się utrwala na lata.

Z drugiej jednak strony mamy obecnie erę robotyzacji i automatyki przemysłowej, która powoduje, że pracy będzie raczej coraz mniej i trzeba być może wymyślić jakiś nowy model gospodarczy. Niektórzy proponują obligatoryjny dla każdego dochód podstawowy bez względu na to czy się pracuje czy nie, jeśli ktoś chce więcej podejmuje pracę. Problem z takimi pomysłami polega jednak na tym, że trzeba komuś zabrać żeby dać innemu, a jak się za dużo zabiera to się zniechęca do inicjatywy i dane społeczeństwo się nie bogaci tak jak mogłoby w normalnym systemie gospodarczym. Skutkiem tego jest pogłębiająca się bieda, która prędzej czy później może doprowadzić do powstawania rewolucyjnych nastrojów.

http://zmianynaziemi.pl/w...j-progu-ubostwa
  Temat: Szczepienia
Coltrane

Odpowiedzi: 1
Wyświetleń: 187

PostForum: Zdrowie i rodzina   Wysłany: 19 Czerwiec 2017, 12:13   Temat: Szczepienia
Szczepionki niosą śmierć, czyli ostatnia „Misja” Roberta de Niro



The Rocky Broad River to górska rzeka w Chimney Rock w Północnej Karolinie. Krystalicznie czysta woda, tocząca się po kamienistym dnie, oraz wybujała latem roślinność, dająca cień i tłumiąca odległe odgłosy miasta, czynią ten teren rajem dla turystów, zwłaszcza tych, którzy przyjechali, aby oddać się jednej z ulubionych przez Amerykanów „rozrywek” – łapaniu pstrągów. Słowo „rozrywka” biorę w cudzysłów, bo do wędkowania mam taki sam stosunek, jak kaznodzieja do grzechu – jestem przeciw.

Mężczyzna, który pewnego lipcowego dnia 2015 r. zarzucił wędkę w bystry nurt The Rocky Broad River nie spodziewał się, że zamiast ryby wyłowi zwłoki człowieka. Przybyła na miejsce policja szybko je zidentyfikowała. Wyłowiony denat to James Jeffrey Bradstreet z Braselton w stanie Georgia. Bradstreet miał rany postrzałowe klatki piersiowej. Z rzeki wyłowiono też pistolet, z którego oddał samobójcze strzały. Tyle oficjalny raport policji.

James Jeffrey Bradstreet – lekarz tragiczny

Dr Bradstreet prowadził prywatną praktykę w Buford, stan Georgia, koncentrując się na leczeniu dzieci z autyzmem. Miał ku temu również osobiste powody – jego dziecko cierpiało na tę chorobę. Według Bradstreeta przyczyną autyzmu były rutynowo podawane szczepionki, a ściślej mówiąc, zawarte w nich metale ciężkie, takie jak rtęć.

Jak możemy przeczytać w artykule Jake’a Crosby’ego, zamieszczonym w „ Epoch Times” wraz z informacją o tragicznej śmierci dr. Bradstreeta, na jednej z konferencji lekarz stwierdził: autyzm nauczył mnie więcej o medycynie niż uczelnia medyczna. To właśnie Bradstreet walnie przyczynił się do przedstawienia wpływu szczepionek na rozwój autyzmu, jako problemu naukowego. W swych publikacjach sugerował, że w organizmach dzieci chorujących na autyzm znajduje się większa ilość rtęci, niż w ciałach ich rówieśników. Szczególnie niebezpieczne według tych badań mają być szczepionki przeciw odrze, śwince i różyczce. Oprócz tego Bradstreet oferował swoją ekspercką pomoc rodzinom dzieci − ofiar szczepień oraz był fundatorem i szefem Międzynarodowego Centrum Rozwoju Talentów Dzieci.

Okoliczności śmierci lekarza są niejasne. Są tacy, którzy nie wierzą w samobójstwo doktora, zwracając uwagę, że niedługo przed śmiercią agenci rządowi dokonali „nalotu” na biuro Bradstreeta. O wydarzeniu tym informował lokalny „Gwinnett Daily Post”, pisząc, że wielu funkcjonariusz organów ścigania potwierdziło, iż federalna Administracja Żywności i Leków (FDA) przeprowadziła przeszukania w biurach Bradstreeta.

Mimo że rodzina tragicznie zmarłego prosiła, aby powstrzymać się od spekulacji na temat przyczyn śmierci, w komentarzach na stronach internetowych pojawiły się opinie zdecydowanie odrzucające samobójstwo, jako powód zgonu: Dlaczego lekarz, który miał dostęp do tylu farmaceutyków, pozwalających bezboleśnie wyprawić się na tamten świat, użył pistoletu, jako narzędzia samobójstwa? − zastanawiali się na forach dyskutanci. Odpowiedź była jedna: Został porwany, uciszony, zastrzelony przez tych, przeciwko którym mówił i działał, chodziło oczywiście o BigFarm, przemysł farmaceutyczny, który widział w lekarzu zaciekłego wroga.

Donald Trump jak Mahatma Gandhi

W listopadzie 2015 r. Donald Trump, kandydat na prezydenta z ramienia Partii Republikańskiej, publicznie stwierdził, że wierzy w to, iż szczepionki powodują autyzm. Uznając, że temat jest skomplikowany, stwierdził jednak: Nie obchodzi mnie to. Widziałem ludzi, których zdrowe dziecko, po przejściu serii szczepień, przestało być zdrowe. Trump podkreślił, że jest to zjawisko, którego wcześniej nie było, a które pojawiło się niedawno i od dziesięciu lat ciągle narasta: Ważące pięć, sześć kilogramów dziecko jest faszerowane w gabinecie lekarskim kilkoma szczepionkami. Nie jestem przeciwnikiem szczepień, ale sądzę, że jeśli po podaniu wszystkich tych szczepionek naraz, po dwóch miesiącach z dzieckiem dzieje się coś niedobrego, to jest to poważny powód do zastanowienia się nad przyczynami. Wcześniej, bo w marcu 2014 r. na swoim Twitterze napisał: Jeśli zostałbym prezydentem, nie pozwoliłbym na to, aby dziecko otrzymywało całą serię szczepionek w jednym czasie, bo może to spowodować autyzm.

Nie tylko amerykański polityk mówił o szkodliwości szczepionek. Jak można przeczytać na stronie humansarefree.com, o chorobotwórczej roli szczepień mówił już 90 lat temu… Mahatma Gandhi. Walczący pokojowo o wolność swoich rodaków polityk i myśliciel przeciwstawiał się filozofii i nauce dotyczącym szczepionek, na długo zanim współczesna medycyna zaczęła głosić pogląd, że im więcej szczepień, tym lepiej dla zdrowia pacjenta. Jego obawy sprzed wielu dziesiątków lat są aktualne i dziś. Gandhi uważał, że poddawanie się serii szczepień jest motywowane strachem. Natomiast medyczny establishment naciska na stosowanie szczepionek, bowiem przynosi to dochody oraz pomaga w karierze. Zamiast walczyć, za pomocą szczepień, z lękiem o stan swojego zdrowia, Gandhi zaleca stosowanie właściwych metod walki z chorobami: higienę, świeże powietrze i wodę oraz niezanieczyszczoną żywność. Szczepienia to praktyka barbarzyńska i jest jedną z najbardziej zgubnych i śmiercionośnych iluzji naszych czasów – uważał hinduski guru.

Trumpa i Gandhiego wspierają opinie wielu lekarzy, bo nie tylko dr Bradstreet należał do grona medyków, dostrzegających związek między szczepieniami a autyzmem. W artykule na stronie naturalnews.com można przeczytać, że: Szczepionki powodują autyzm, a federalne Centrum Kontroli i Zapobiegania Chorobom (CDC) od wielu lat kłamie na ten temat [..] Jak się okazuje, CDC sfałszowała w 2003 r. niektóre dane dotyczące efektów szczepień, aby ukryć 340-procentowy wzrost ryzyka zachorowania na autyzm u murzyńskich („African American”) niemowląt płci męskiej. Agencja rządowa zmniejszyła wielkość prób dokonanych podczas badań, by ukryć ewentualną korelację pomiędzy szczepionką MMR (przeciw odrze, śwince, różczce) a autyzmem, co doprowadziło do sfałszowania danych, które teraz są wykorzystywane jako „dowód”, że szczepionki nie powodują autyzmu.

Na tej samej stronie możemy przeczytać wydane w sierpniu 2014 r. oświadczenie dr. Williama Thompsona: „Jestem naukowcem z CDC, gdzie pracuję od 1998. Jako współautor badań żałuję, że w artykule w „Pediatrics” opublikowanym w 2004 r., przedstawiającym wyniki naszych prac, pominęliśmy statystycznie istotne informacje, które sugerują związek między szczepieniami a autyzmem. W innym miejscu dr Thompson powiedział, że artykuł celowo mętnie przedstawił dane, które wyraźnie pokazywały związek między szczepionką MMR a wzrostem ryzyka zachorowań na autyzm u dzieci. Zwłaszcza gdy szczepi się je przed upływem trzeciego roku życia. W największej grupie ryzyka są chłopcy z rodzin murzyńskich.

Zupełnie niedawno, bo 8 maja 2016 r. na stronie www.collective-evolution.com pojawił się artykuł Arjuna Walii, który przypomina, że chociaż rtęć została usunięta z większości szczepionek, to jednak związki tego metalu nadal znajdują w niektórych szczepionkach podawanych dzieciom i osobom starszym […]. Istnieje ponad 150 wyników badań na temat rtęci używanej w szczepionkach jako środek konserwujący i w kilkunastu przypadkach wykazano związek między szczepieniami a ich konsekwencjami w postaci zgonu, późniejszych zniekształceń organów, reakcji autoimmunologicznych, zaburzeń rozwoju układu nerwowego i innych tego typu schorzeń. Ważne wydają się też słowa dr. Jose G. Doresa, profesora Wydziału Nauk o Żywności na Uniwersytecie Brazylii, który w piśmie „International Journal of Environmental Research and Public Health” dzieli się takim oto spostrzeżeniem: Mimo wieloletniego stosowania pewnych substancji jako czynników aktywnych wchodzących w skład leków i środków grzybobójczych poziom ich bezpieczeństwa nigdy nie został rozpoznany i określony. I to zarówno dla zwierząt, jak ludzi dorosłych; tym bardziej nie wiadomo, jakie niosą one skutki dla ludzkiego płodu, noworodków, niemowląt i dzieci.

BigFarm – BigFake

Czy możliwe jest fałszowanie wyników badań, „ustawianie” ich zgodnie z interesem firm farmaceutycznych? Co do tego nie ma wątpliwości Richard Horton – redaktor naczelny jednego z najbardziej cenionych i prestiżowych pism medycznych na świecie „The Lancet”. W numerze 385 (z kwietnia 2015) dr Horton stwierdził wprost: Wiele z ustaleń zawartych w literaturze medycznej, być może nawet połowa, może być po prostu nieprawdziwa. Są one bowiem oparte na zbyt małej ilości prób, zbyt wąskim materiale badawczym, zbyt niejednoznacznych wynikach […] co w połączeniu z obsesją badaczy podążania za nowymi trendami o wątpliwym znaczeniu sprawia, że nauka zaczyna podążać w przepaść.

Coraz częściej mówi się o tym, że na drodze do prawdy stają interesy wielkich korporacji farmaceutycznych, z którymi współpracują, za bardzo duże wynagrodzenie, zespoły naukowo-badawcze, prowadząc swoje studia tak, aby udowodnić niezbędność sięgnięcia przez chorych po taki, a nie inny zestaw medykamentów. Arnold Seymour Relman (1923-2014), profesor medycyny z Uniwersytetu Harvarda i były redaktor naczelny „New England Medical Journal”, pytany o wzajemne związki między BigFarm a medycyną, powiedział: Medycyna została kupiona przez przemysł farmaceutyczny. I chodzi tu nie tylko o medycynę praktyczną, lecz również o wykładowców nauk medycznych oraz badaczy. Instytucje akademickie są w swych badaniach uzależnione od pieniędzy wypłacanych przez przemysł farmaceutyczny. Jest to skandal.

Jak już wiemy, nie tylko akademickie instytuty badawcze tańczą, jak zagra im Wielka Orkiestra Finansowej Pomocy – BigFarm. Usłużność wobec interesów wielkiego biznesu przejawiają też agencje rządowe. To w końcu federalna Administracja Żywności i Leków (FDA) zrobiła nalot na biura dr. Bradstreeta. To w ramach prac zleconych przez CDC, zespół, w którym pracował dr William Thompson, fałszował wyniki badań. To CDC oskarżana jest o to, że swoje opinie o nieszkodliwości rtęci oparła na mniej niż 10 wynikach prac badawczych, które zresztą sama sponsorowała, a ignoruje setki innych badań, które od dziesiątków lat ostrzegają przed groźnymi skutkami, jakie niesie dla zdrowia obecność rtęci w szczepionkach.

Jesienią zeszłego roku na stronie www.truthwiki.org pojawił się tekst, w którym czytamy, że CDC miała związki z wielkim biznesem przez dekady, a być może już od czasu swego powstania. Warto zwrócić uwagę, czytamy dalej w tekście, że CDC powstała zaraz po wojnie, w czasie gdy amerykański koncern Big Pharma przejął I.G. Farben, firmę chemiczną prosperującą w hitlerowskich Niemczech. CDC była częścią federalnego Urzędu Zdrowia Publicznego i początkowo zajmował się zwalczaniem malarii, będącej po wojnie chorobą endemiczną w stanach południowych USA. W tym czasie ponad połowa personelu zaangażowana była w poszukiwanie sposobów redukcji ilości komarów oraz kontroli ich siedlisk, co miało ułatwić zwalczanie przenoszonej przez te owady malarii.

Wtedy też ponad sześć milionów gospodarstw domowych zostało zdezynfekowanych środkiem DDT. Był on produkowany przez Big Pharma. Czy CDC nie zdawała sobie sprawy z tego, że ten owadobójczy środek jest rakotwórczy, dlaczego przed użyciem DDT nie przeprowadziła badań, mających na celu wykrycie ewentualnych niebezpieczeństw dla ludzkiego zdrowia? W końcu zasadniczym celem działań CDC jest troska o zdrowie obywateli i przeciwdziałanie wszelkim jego zagrożeniom – czytamy na stronie www.truthwiki.org. W kolejnych latach, zamiast zająć się zapobieganiem chorobom przewlekłym, CDC wolała angażować się w ich leczenie, bowiem to, jak wolno się domyślać, przynosiło zyski firmom produkującym leki i szczepionki, np. przeciwko ospie.

Rola życia Roberta de Niro

Swoje autodafe William Thompson, lekarz ujawniający prawdę o fałszowaniu wyników badań wskazujących na istnienie związków między szczepieniami a autyzmem, tłumaczył poczuciem winy, jakie wzbudził w nim widok chorych dzieci. Jak pamiętamy, dr James Jeffrey Bradstreet miał autystyczne dziecko. Takie samo nieszczęście dotknęło znanego aktora Roberta de Niro, którego syn zapadł na autyzm. Zdobywca Oskara za główną rolę w „Ojcu chrzestnym II” oraz w obrazie filmowym „Wściekły byk”, znany też z takich filmów jak „Taksówkarz” czy „Misja”, postanowił zwrócić uwagę na zagrożenia, jakie wynikają bądź wynikać mogą z nieprzemyślanego stosowania szczepień.

Robert de Niro powołuje się na autorytety kolejnych lekarzy. Jednym z nich jest dr Joseph Mercola, lekarz, badacz, autor trzech bestsellerowych książek na temat zdrowia. Mercola niedawno stwierdził, że w ciągu ostatnich dziesięcioleci liczba osób z autyzmem zwiększyła się w sposób zatrważający. Od kilku dekad badacze i urzędnicy instytucji zdrowia publicznego spierają się o przyczyny i nadal nie potrafią wyjaśnić, dlaczego trzy dekady temu autyzm dotyczył 1 dziecka na 10000. Dziś szacuje się, że choroba dotyka 1 dziecko na 50. Joseph Mercola przypomniał też, że rozwijające się badania sugerują związki, jakie mogą mieć szczepienia, z występowaniem innych chorób: z zaburzeniami procesów uczenia się i rozwoju osobowego, chorobami umysłowymi, alergią, astmą, celiakią et caetera.

Czy szczepionki mogą być przyczyną autyzmu? Takie pytanie stawia film „Vaxxed”, który pierwotnie planowano pokazać na Tribeca Film Festival. Jednak Robert de Niro, który jest współzałożycielem festiwalu, oświadczył wieczorem 26 marca 2016 r., że film nie wejdzie na ekrany. Stało się tak na skutek konsultacji z innymi przedstawicielami festiwalu oraz członkami społeczności naukowców, które doprowadziły go do wniosku, że obecnie zaprezentowanie filmu nie przyczyni się do merytorycznej dyskusji na temat poruszony w obrazie, a może nawet jej przeszkodzi.

Na stronie humansarefree.com można znaleźć opinię, że Robert de Niro oraz inni organizatorzy festiwalu zmuszeni byli do rezygnacji z filmu z powodu olbrzymiej presji, jaką wywierały media związane kapitałowo z przemysłem farmaceutycznym oraz „powiązana z nazistami Sloan Foundation”. Mimo to, jak czytamy na wzmiankowanej stronie, aktor podkreśla, że „Vaxxed” to film, który ludzie muszą zobaczyć, bowiem istnieje wiele niejasności odnośnie do tego, w jaki sposób CDC ocenia i kontroluje bezpieczeństwo szczepionek dopuszczanych później do użycia. W szeroko cytowanym wywiadzie dla „Today Show”, De Niro wykrzyknął, że nadszedł czas, aby dowiedzieć się prawdy, po prostu dowiedzieć się prawdy [o związkach szczepień z autyzmem].

Robert de Niro został przez opinię publiczną okrzyknięty bohaterem za to, że odważył się pokazać film, w którym dr William Thompson otwarcie mówi o fałszowaniu przez CDC niewygodnych dla koncernów farmaceutycznych wyników badań nad przyczynami autyzmu. Uważa się jednak, że głównym powodem, dla którego zablokowano projekcję filmu, był dr Andrew Wakefield, reżyser film, wielce zasłużony w walce o prawdę na temat szkodliwości szczepień (Jerzy Jaśkowski, Dr Andrew Wakefield ma rację – autyzm!!!, prisonplanet.pl).

Opłacane przez firmy farmaceutyczne „trolle prasowe” podważają wiarygodność dr. Wakefielda. Dr Paul Offit poddaje w wątpliwość jego kwalifikacje i znajomość rzeczy. Z drugiej strony, obrońcy reżysera podkreślają, że dr Offit nie raz dał dowody tego, że potrafi mijać się z faktami i dość oszczędnie gospodaruje prawdą.

W każdym razie społeczna organizacja OCA, zajmująca się pilotowaniem poziomu bezpieczeństwa produktów przeznaczonych do konsumpcji, wystosowała petycję do Roberta de Niro, apelując w niej o to, aby kontynuował poszukiwania prawdy o szczepionkach.

Czy misja Roberta de Niro zakończy się sukcesem, czy jak Rodrigo Mendoza, którego grał w filmie „Misja”, w swej niezłomnej walce ze złem będzie musiał zapłacić bardzo wysoką cenę?

https://warszawskagazeta.pl/teoria-spisku/item/4507-szczepionki-niosa-smierc-czyli-ostatnia-misja-roberta-de-niro
  Temat: 50 lat po Soborze Watykańskim II
Coltrane

Odpowiedzi: 19
Wyświetleń: 14590

PostForum: Religia   Wysłany: 18 Czerwiec 2017, 23:19   Temat: 50 lat po Soborze Watykańskim II
Zamach na „Humanae Vitae”. Rewanż po pół wieku?



Czy Kościół chce zmienić nauczanie dotyczące antykoncepcji? Takie informacje coraz częściej podają akredytowani przy Watykanie dziennikarze. Czy można im wierzyć? Z pewnością wierzą im progresiści, którzy z niecierpliwością oczekują pięćdziesiątej rocznicy ogłoszenia encykliki „Humanae Vitae”.

Jeden z najlepiej poinformowanych w sprawach Kościoła watykanistów, Marco Tosatti, opublikował kilka tygodni temu informację o powstającej w Watykanie „tajnej komisji”, której zadaniem ma być opracowanie dokumentu podważającego tezy zawarte w encyklice Pawła VI Humanae Vitae. Tydzień później rewelacje te, traktowane początkowo jak nieprzyjemny żart czy plotkę, potwierdziła u swoich źródeł w Watykanie niemiecka publicystka Maike Hickson. Żaden z autorów nie podaje nazwisk osób, które miałyby w tym nowym ciele zasiadać, oboje nie poddają jednak w wątpliwość, że komisja powstała z inicjatywy samego papieża Franciszka.

Dziennikarze oczywiście zapytali rzecznika Stolicy Apostolskiej, czy te rewelacje są prawdziwe. Watykan „nie potwierdził i nie zaprzeczył” tym informacjom, co ostatnimi czasy jest ulubionym sposobem komunikowania się z opinią publiczną tamtejszego biura prasowego.

Informacja – w formie plotki, ale szeroko rozpowszechnionej – poszła więc w świat, a w głowach wielu katolików tylko spotęgował się okrutny chaos.

Duch soboru nie dostał się do encykliki

Katolicka etyka seksualna od wieków wzbudza wściekłość świata zewnętrznego. Najlepszym tego przykładem była reakcja na opublikowanie przez papieża Pawła VI w 1968 roku wspomnianej encykliki Humanae Vitae. Liderzy rewolucji seksualnej, której duch przesiąknął również i do Kościoła, rwali sobie włosy z głowy czytając słowa papieża, którego niejeden z nich postrzegał jako „swojego”. O ile bowiem wielu krytyków Pawła VI nie myli się opisując jego często niezrozumiałe decyzje o „otwarciu Kościoła na świat”, o tyle przyznać trzeba, że jego dokument dotyczący stosunku katolików do płodności stanowi po prostu ortodoksyjne powtórzenie dotychczasowej nauki Kościoła. I za to trzeba być Pawłowi VI wdzięcznym.

Ale nie wszyscy oczywiście tę wdzięczność podzielali. Wraz z mitycznym „duchem soboru”, który w sercach niektórych wpływowych katolików zastąpił Ducha Świętego, do Kościoła wdarł się powiew nowoczesności i liberalizmu. Liczni duchowni z wielu miejsc na świecie głośno protestowali przeciwko tezom zawartym w encyklice, a więc przeciwko powtórzeniu całkowitego zakazu aborcji, antykoncepcji i innych nienaturalnych metod unikania potomstwa. Naraz podniósł się nieznośny klangor środowisk postępowych zarówno w Kościele jak i poza nim. Ich przedstawiciele mówili dokładnie tym samym językiem: o nieludzkiej i niedzisiejszej nauce, o bezduszności papieża i konieczności pójścia z duchem czasu. Biskupi z Niemiec, Holandii, Francji, Wielkiej Brytanii, USA i Kanady zaczęli wprowadzać własne nauczanie, wprost informując Watykan i opinię publiczną, że nie przyjmują katolickich prawd za obowiązujące wiernych, którzy zostali im powierzeni.

Paweł VI pisząc encyklikę doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jak wpływowe są – w trzy lata po zakończeniu soboru – środowiska postępowe wewnątrz Chrystusowej Owczarni. Dlatego też prosił w Humanae Vitae, o przyjęcie nauczania stanowiącego Magisterium Kościoła wszystkich bez wyjątku, cytując świętego Pawła: „Zaklinam was, Bracia, na imię Pana naszego Jezusa Chrystusa, odzywajcie się wszyscy w tym samym Duchu! Niech nie będzie wśród was rozdwojenia! Żyjcie w harmonii, w jednym duchu i w jednej myśli”.

Z papieskiego zaklinania biskupów niewiele jednak wynikło. Najgłośniejszym echem odbił się sprzeciw episkopatu Kanady, zawarty w tak zwanym „Oświadczeniu z Winnipeg”. To tam po raz pierwszy w dokumencie stworzonym przez tak wysoko postawione kościelne grono padły słowa, które do dziś wykorzystywane są w dyskusji o antykoncepcji: jeśli po dogłębnym rozeznaniu i zgodnie z własnym sumieniem małżonkowie dojdą do konkluzji, iż antykoncepcja może być przez nich stosowana, to jest to moralnie godziwy wybór. „Sumienie i rozeznanie” – znamy to z debat toczonych pięćdziesiąt lat po Humanae Vitae, czyż nie?

Warto dodać przy okazji, że wśród prominentnych przeciwników encykliki prym wiódł przez wiele lat (włącznie z kształtowaniem ostatecznego kształtu dokumentu z Winnipeg) Gregory Baum, który po latach ujawnił, że w czasie gdy pracował nad dokumentami soborowymi oraz zabierał głos przeciwko Pawłowi VI wielokrotnie łamał celibat, związawszy się najpierw z zakonnicą a potem, już po porzuceniu kapłaństwa, również z mężczyznami…

Stanowisko mniej jasne niż dotychczas

Krytyka katolickiej moralności nie skończyła się oczywiście wraz ze śmiercią Pawła VI. Jego następcy – tak Jan Paweł II jak i Benedykt XVI, byli równie ostro krytykowani za to, że… nie zanegowali słów swego poprzednika. Krytyka ta rozwinęła się jednak i weszła na trochę inne tory – do promocji antykoncepcji wśród katolików zaczęto bowiem wykorzystywać epidemię AIDS w Afryce, a także… nadmierną dzietność w części krajów na świecie. Tymi „argumentami moralnymi” próbowano przekonać papieży, że lepiej, by dopuszczono stosowanie prezerwatywy niż trwano przy dotychczasowym nauczaniu. Nie chodziło więc już tylko o antykoncepcję (choć argumenty o konieczności depopulacji ziemi zaczęły się już wówczas przebijać) ale również o rozprzestrzenianie się chorób drogą płciową. W konsekwencji w 2008 roku, w czterdziestą rocznicę opublikowania encykliki Pawła VI, sześciuset księży z Niemiec podpisało list domagający się odwołania tez zawartych w dokumencie.

Za czasów obecnego pontyfikatu presja na papieża nie zmalała – wręcz przeciwnie. Wraz z wieloma sygnałami płynącymi z Watykanu środowiska progresywne ponowiły swe postulaty. Jakie to sygnały? Chociażby wypowiedzi papieża Franciszka, według których „katolicy nie muszą być jak króliki” i posiadać licznego potomstwa. Ojciec święty niejednoznacznie odpowiedział też na pytanie o stosowanie prezerwatyw w kontekście zagrożenia wirusem Zika, co później musiał wyjaśniać rzecznik Lombardi. W końcu do Watykanu zaproszono wielkiego orędownika ograniczenia liczby ludzi na świecie – Paula Ehrlicha, który wziął udział w organizowanej przez watykańską agendę konferencji na temat „zrównoważonego rozwoju”. To nie koniec – w listopadzie ubiegłego roku Franciszek określił też mianem „człowieka, który pomógł rozkwitnąć teologii moralnej” Bernarda Häringa – najbardziej zaciekłego krytyka Humanae vitae.

Wszystko to nie mogło umknąć uwadze zwolenników zmian w nauczaniu moralnym Kościoła. Zapewne dlatego pod koniec 2016 roku do Watykanu wpłynęła petycja do Ojca Świętego. Trzy wpływowe oenzetowskie agencje popierały w niej projekt dokumentu żądającego zmiany „stanowiska Kościoła katolickiego” odnośnie homoseksualizmu, masturbacji, zapłodnienia pozaustrojowego (in vitro) i antykoncepcji. Dokument przygotowany został przez byłego księdza – Johna Wijngaardsa – a podpisało się pod nim ponad stu naukowców określających siebie samych mianem katolickich. W odpowiedzi na to pismo bardzo szybko powstał list podpisany przez pięciuset naukowców wiernych nauczaniu Kościoła, oczywiście w obronie encykliki Pawła VI.

Pro-liferzy niemile widziani?

Współczesny świat promuje rozwiązłość seksualną i wszelkie związane z nią „zabezpieczenia”. Nie może więc dziwić ogromna radość, która zagościła w sercach i na ustach wielu komentatorów liberalnych mediów, po ogłoszeniu przez Tossatiego swych rewelacji. Symptomatyczny dla polskich mediów był komentarz Adama Szostkiewicza, który nazywa papieża Franciszka „papieżem w stylu Jana XXIII: konserwatywnym, ale dialogowym” i twierdzi, że „nie odrzuciłby wniosków komisji, którą powołał”.

Obserwatorzy spoza Kościoła z uwagą patrzą także na politykę Kościoła względem organizacji pro-life, podnoszących przecież nie tylko postulat zakazu aborcji, ale także promujących wielodzietność. Amerykańskie media przed tegorocznym Marszem dla Życia w Waszyngtonie przypomniały, że takie marsze odbywają się także w Rzymie, ale Watykan nie udziela im patronatu a wśród maszerujących we Włoszech nie ma bliskich współpracowników papieża.

Nie umknęła im również informacja o działaniach nowego szefa Papieskiej Akademii Życia – arcybiskupa Vincenzo Paglii. Zwolnił on 172 osoby należące do Akademii i anulował wymóg, by nowi członkowie podpisywali oświadczenie o woli ochrony życia według… Magisterium Kościoła! Sam przewodniczący Akademii też zresztą stał się niedawno przedmiotem zainteresowania światowych mediów, za sprawą muralu w katedrze w Umbrii, którego wykonanie zlecił homoseksualiście. Ten, w ramach wdzięczności, umieścił wizerunek arcybiskupa na malowidle przedstawiającym, pisząc oględnie, treści homoseksualne i transgenderowe.

Co dalej?

Mimo, iż od powstania Humanae Vitae minie w przyszłym roku równo pół wieku, jej ocena wciąż dzieli biskupów. Zmieniło się jedynie to, że do niedawna w watykańskich dykasteriach zasiadali duchowni zgadzający się z Pawłem VI i tradycyjnym Magisterium, a poglądów duchownych kierujących tymi instytucjami dziś, nie można już tak jednoznacznie ocenić.

Polakom jak zwykle w ostatnich latach z pomocą przychodzą argumenty ad Wojtylam. Jan Paweł II stał bowiem na straży katolickiej moralności, i można spodziewać się, że jego poglądy przytaczać będą w ewentualnej dyskusji wychowani na jego pismach biskupi z naszego kraju. Linia podziału może jednak wyglądać podobnie jak na synodzie ds. rodziny – Zachodnia Europa, Ameryka Północna i część Ameryki Łacińskiej zechce zapewne iść z „duchem czasu”, co czyni przecież już i tak, bez formalnej zgody Rzymu. Czy biskupi z Europy Wschodniej, Azji Centralnej i Afryki będą w sprawie antykoncepcji równie konserwatywni jak w sprawie nierozerwalności małżeństwa? Doprawdy ciężko prognozować.

W lipcu przyszłego roku minie dokładnie pięćdziesiąt lat od ogłoszenia Humanae Vitae. Z pewnością debata nabierze wówczas rumieńców i przestanie być kwestią jedynie kuluarowych plotek.

Pewne jest jedno – katolikom rzeczywiście przydałaby się nowa encyklika dotycząca sfery seksualnej. Ale nie taka, która zaprzeczy Humanae Vitae, ale pomoże nam funkcjonować w nowych okolicznościach. W ciągu pięćdziesięciu lat pojawiło się bowiem wiele kolejnych zagrożeń, chociażby wynikających z nowoczesnych technik antykoncepcyjnych. Pragnęlibyśmy encykliki o czystości i o tym, jak żyć w świecie, w którym na każdym kroku promowana jest rozpusta. Potrzebna jest też encyklika dająca odpowiedź nie tylko na pytanie o moralną ocenę seksualności bez prokreacji, ale również na pytanie o ocenę prokreacji bez seksualności, bo i takie możliwości oferuje przecież dzisiejszy świat w postaci zabiegów in-vitro czy tzw. surogatek. Czyż nie tak powinien wyglądać dialog Kościoła ze współczesnością? Nie potrzeba by do tego żadnej tajnej komisji.

Krystian Kratiuk

http://www.pch24.pl/zamac...u-,52329,i.html
  Temat: NWO czyli Nowy Porządek Świata
Coltrane

Odpowiedzi: 45
Wyświetleń: 44710

PostForum: Świat   Wysłany: 12 Czerwiec 2017, 10:37   Temat: NWO czyli Nowy Porządek Świata
Rozkwit Rosji i „koniec świata”

Joe Quinn
Sott.net

„Czego ciemność posiąść nie może, usiłuje zniszczyć”


Główny członek wczesnej bankowej elity Stanów Zjednoczonych John D. Rockefeller (trafnie) sportretowany na rysunku satyrycznym z początku XX wieku

Z pewnością słyszeliście o różnych teoriach, próbujących wyjaśnić przyczyny „nowej zimnej wojny”, której właśnie doświadczamy. Począwszy od żenująco uproszczonej w stylu „Putin to Hitler”, upowszechnianej przez zachodnią prasę, a skończywszy na bardziej złożonej, mówiącej o „wojnie energetycznej” na linii Stany Zjednoczone-Europa-Rosja. Powód, dla którego znajdujemy się obecnie właśnie w takich, a nie innych okolicznościach, jako gatunek ludzki, jest w gruncie rzeczy dziecinnie prosty. Aby jednak go zrozumieć, będziecie musieli porzucić koncepcję „nowej zimnej wojny” izastąpić ją ideą „120-letniej wojny, która nigdy się nie skończyła”.
Jeśli lubicie historię w pigułce, nawiązującą w istotny sposób do bieżących wydarzeń, czytajcie dalej.
Ponad 100 lat temu, w 1904 roku, jeden z twórców geopolityki i jej dziedziny, geostrategii, absolwent Oxfordu oraz założyciel London School of Economics, sir Halford Mackinder, przedstawił teorię, która przenosiła analizę geopolityczną z lokalnego lub regionalnego poziomu na poziom globalny. Geopolityka jest nauką (ludzi u władzy), badającą wpływ czynników geograficznych (ludzkich i fizycznych) na politykę międzynarodową i takowe stosunki. W języku laika, jest to nauka o tym, co należy zrobić, by przejąć kontrolę nad możliwie największą częścią świata – jego zasobami, naturalnymi i ludzkimi. Jeśli myślicie o świecie podobnie jak ja, widzicie duży, złożony obszar z miliardami ludzi. Gdy rozmyśla o nim „elita”, dostrzega globus lub mapę z zaznaczonymi krajami, które, według nich, można, a nawet trzeba, kształtować i zmieniać en masse.
Mackinder podzielił świat na kilka części:

„Wyspę Świata”, tj. wszystkie przyległe lądy Europy, Azji i Afryki.
Wyspy zewnętrzne, tj. Wyspy Brytyjskie i Japonia
Wyspy odległe, tj. Ameryka Północna, Ameryka Południowa i Australia

Zdecydowanie najważniejszą z nich jest “Wyspa Świata”, a w szczególności tzw. Serce Lądu („Heartland”), co zasadniczo oznacza Rosję. Mackinder powiedział, że kto panuje nad Sercem Lądu (Rosją), rządzi „Wyspą Świata” (Eurazją i Afryką), a kto rządzi „Wyspą Świata”, ten panuje nad światem. Analiza nad wyraz oczywista, gdyż większość światowej populacji i zasobów znajduje się na kontynencie euroazjatyckim. Posiadanie olbrzymiego północnego lądu, chronionego od tyłu przez nieprzekraczalny, skuty lodem ocean, daje pierwszorzędny punkt obserwacyjny lub, jak kto woli, „wyżej położone tereny”.


Geostrategiczna mapa świata wg Mackindera

Mackinder doszedł do takiego wniosku prawdopodobnie w oparciu o imperialne doświadczenia Wielkiej Brytanii. Brytyjczycy mieli w posiadaniu kolonialne imperium, gdzie „nigdy nie zachodzi Słońce” (i nigdy nie zastyga krew). Podczas gdy elity brytyjskie zarobiły mnóstwo pieniędzy i spowodowały ogrom cierpienia, przywłaszczając sobie zasoby należące do innych narodów, to w gruncie rzeczy nigdy nie udało im się „zapanować nad światem”, gdyż „serce lądu” (Rosja) ani razu nie zostało podbite i podporządkowane siłom Zachodu. Głównie ze względu na jej rozległy obszar oraz dlatego, że Rosja sama w sobie była już od dawna mocarstwem.
W 1904 roku koncepcje Mackindera (podzielane przez mu współczesnych) były już powszechnie znane członkom anglo-amerykańskiej elity, którzy próbowali zdominować świat, zapobiegając pojawieniu się jakiegokolwiek przeciwwagi dla Stanów Zjednoczonych. Rosja była naturalnym potencjalnym konkurentem ze względu na je rozmiar, zasoby i imperialną historię. A zatem już w XIX wieku elita Stanów Zjednoczonych, w porozumieniu z jej ideologicznym odpowiednikiem w Wielkiej Brytanii, była zajęta obmyślaniem sposobu na „zneutralizowanie” Rosji, gdyż stanowiła ona zagrożenie dla planów globalnej hegemonii Zachodu. W chwili gdy Mackinder publikował swoje przemyślenia, polityczno-przemysłowo-bankowe siły Stanów i Wielkiej Brytanii rozpoczynały już wdrażanie procesu „zmiany reżimu” w Rosji, przy pomocy „zewnętrznej wyspy” świata – Japonii.

I Wojna Światowa, a potem Rewolucja Październikowa

W 1898 Rosja wydzierżawiła od Chin Port Artura. W tamtym czasie był to jedyny port rosyjski z dostępem do ciepłych wód Pacyfiku (miał on podobne strategiczne znaczenie jak współcześnie Krym). I Brytyjczycy, i Amerykanie byli zaniepokojeni zbyt bliskimi relacjami pomiędzy Rosją i Niemcami (car Mikołaj II i cesarz Wilhelm II byli kuzynami) oraz możliwością dołączenia do nich Francji i utworzenia antybrytyjskiego sojuszu trzech państw. Taka sytuacja była w ich mniemaniu wyraźnym „zagrożeniem dla międzynarodowego porządku”1. By udaremnić rosyjskie plany w Azji, w 1902 roku Wielka Brytania i Japonia podpisały traktat, który przewidywał, że w razie zbrojnej napaści więcej niż jednego wroga, udzielą sobie wzajemnej pomocy wojskowej. Ergo, Wielka Brytania dała Japonii zielone światło dla zaangażowania się w wojnę z Rosją, gdyby zaistniała taka potrzeba, zakładając, że ani Francja, ani Niemcy (sojusznicy Rosji) nie interweniowałyby i nie ryzykowałyby wojny z Wielką Brytanią. To właściwie od tego momentu Japonia zaczęła odgrywać rolę strażnika brytyjskich interesów we Azji Wschodniej.


Rosyjska propaganda z 1905 roku – rosyjscy żołnierze odpalają japońskie pociski dostarczone im przez „Johna Bulla” (Anglię) pod okiem Stanów Zjednoczonych

Od 8 lutego 1904 do 5 września 1905 roku toczyła się pierwsza „wielka wojna” XX wieku, pomiędzy Japonią i carską Rosją, w przeważającej mierze o dostęp do Portu Artura. Rząd brytyjski zaopatrzył flotę japońską w okręty wojenne, a w czasie trwania wojny przekazywał Japończykom depesze wywiadowcze. Najważniejszą pomocą, jaką otrzymał rząd japoński, były prawdopodobnie kredyty, udzielone przez brytyjskie i amerykańskie banki oraz instytucje finansowe, o ówczesnej wartości 5 miliardów dolarów, w tym 200 milionów dolarów „pożyczki” od prominentnego bankiera z Wall Street – Jacoba Schiffa2. W trakcie I Wojny Światowej Schiff i inni bankierzy z Wall Street dawali kredyty państwom centralnym (przeciwnikom Ententy), pomimo faktu, że oficjalnie były one wrogami ich przybranej ojczyzny – Stanów Zjednoczonych.
Rosja wystawiła ponad milion żołnierzy i marynarzy przeciwko 500 tysiącom Japończyków; mimo tego przegrała tę wojnę, głównie dzięki pomocy, jakiej udzieliły Japonii i Brytyjczycy, i Amerykanie. Rozstrzygająca bitwa została stoczona 27 i 28 maja 1905 roku, kiedy to floty rosyjska i japońska spotkały się w Cieśninie Cuszimskiej. Rosja straciła 2/3 swojej floty. Porażkę Rosji przypieczętowano podpisaniem w Portsmouth traktatu pokojowego, który utwierdził pozycję Japonii jako nowej, dominującej siły w Azji Wschodniej, natomiast Rosję zmusił do porzucenia planów rozbudowy obszarów Syberii od strony Pacyfiku oraz wytyczenia tras handlowych na Daleki Wschód. Japonia stała się szóstą co do wielkości flotą morską, natomiast koszty wojenne Rosji odbiły się negatywnie na jej gospodarce.


Obraz katastrofalnej w skutkach (dla Rosji) bitwy w Cieśninie Cuszimskiej w 1905 roku, podczas której Rosja straciła 2/3 swojej floty

Jeszcze przed oficjalnym zakończeniem wojny zła sytuacja finansowa Rosji, przegrana w Cieśninie Cuszimskiej oraz presja ze strony Brytyjczyków zmusiły cara Mikołaja II do ostatecznego wycofania się z Traktatu z Bjorko, podpisanego 24 lipca 1905 roku z cesarzem Wilhelmem II (oraz w konsekwencji z Francją). Kiedy rząd brytyjski i jego anglofilska siatka w Rosji dowiedziały się o podpisaniu tajnego traktatu dyplomatycznego na jachcie cesarza niemieckiego na Morzu Bałtyckim – który zagroziłby „światowemu porządkowi” wskutek sojuszu pomiędzy Rosją i Niemcami – postraszono Rosję obcięciem funduszy oraz ustawieniem rosyjskiej prasy – nad którą rząd brytyjski miał już najwyraźniej kontrolę – w celu rozpoczęcia antyniemieckiej kampanii propagandowej.Cesarz Wilhelm napisał w liście do cara Mikołaja: „Cała wasza wpływowa prasa jest od dwóch tygodni zawzięcie antyniemiecka, a jednocześnie probrytyjska. Częściowo została przekupiona przez okrągłe brytyjskie sumy; co do tego nie ma wątpliwości”3.
Wraz z odizolowaniem i ekonomicznym osłabieniem Rosji zostało zażegnane „zagrożenie” euroazjatyckiej integracji. Następnym logicznym krokiem było pozbycie się cara i przekształcenie Rosji w kontrolowany, niedorozwinięty, „trzymany na uwięzi” rynek dla zachodnich finansistów. Aby osiągnąć ten cel, w pierwszej kolejności należało definitywnie zająć się cesarzem Niemiec Wilhelmem, a to oznaczało wojnę. W celu przygotowania gruntu pod konflikt zbrojny, w 1904 roku Wielka Brytania podpisała porozumienie z Francją (tzw. ententę cordiale), a w 1907 roku z Rosją, co doprowadziło do powstania tzw. Trójporozumienia (Potrójnej Ententy) – sojuszu największych militarnych potęg sprzymierzonych przeciwko Niemcom.
W latach 1903-1914 brytyjska opinia publiczna była stopniowo podburzana przeciwko Niemcom poprzez niezliczone artykuły prasowe, książki i pamflety, w których (fałszywie) oskarżano niemieckie władze o zakrojoną na szeroką skalę remilitaryzację oraz plany najazdu na Wielką Brytanię i przejęcia całego świata. Ówczesny brytyjski magnat prasowy Alfred Harmsworth, misternie powiązany z brytyjską elitą polityczno-bankową, wywierał przeogromny wpływ na Brytyjczyków, wykorzystując w tym celu dziennikarskie pióro. W wywiadzie, jakiego udzielił francuskiej gazecie Le Matin, powiedział: „Niemcy napawają wstrętem całą Europę. Nie pozwolę, by w mojej gazecie ukazał się tekst, w jakikolwiek sposób uderzający w uczucia Francuzów, a jednocześnie nie chciałbym, by wydrukowano cokolwiek przychylnego na temat Niemców”3.
Punktem kulminacyjnym antyniemieckiej histerii było przyjęcie przez parlament brytyjski w 1911 roku ustawy o tajemnicy państwowej, co zasadniczo było pierwszym krokiem w procesie utworzenia brytyjskich służb specjalnych MI5 i MI6. To dosyć wymowne, że te agencje, zajmujące się obecnie fabrykowaniem zagrożeń terrorystycznych, by utrzymywać brytyjską – i globalną – opinię publiczną w okowach strachu i dzięki temu pozyskać jej wsparcie dla idei wojny, powstały w odpowiedzi na wyssane z palca zagrożenie ze strony Niemiec.
Na „punkt zapalny” anglo-amerykańskiej wojny, wywołanej w celu zniszczenia Niemiec, osłabienia Europy i podporządkowania jej interesom zachodnich banków, wybrano Bałkany. W listopadzie 1912 roku rosyjski ambasador w Bułgarii w telegramie nadanym do rosyjskiego ministra spraw zagranicznych Aleksandra Izwolskiego przekazał, że pewien dziennikarz brytyjskiej gazety The Times twierdzi, że „wiele osób w Anglii podejmuje działania, mające na celu zaognienie skomplikowanej sytuacji na Bałkanach, co ma doprowadzić do wojny, a w efekcie do zniszczenia niemieckiej floty i handlu”4.
Owym brytyjskim dziennikarzem był najprawdopodobniej James David Bourchier, członek angielskiej arystokracji, głęboko zaangażowany w działalność Ligii Bałkańskiej, tajnej organizacji założonej w 1912 roku przez rosyjskiego ambasadora w Belgradzie Mikołaja Hartwiga, zrzeszającej Serbię, Czarnogórę, Bułgarię i Grecję, lobbującej na rzecz uzyskania niepodległości państw bałkańskich, tj. uniezależnienia się od Cesarstwa Otomańskiego i Austro-Węgier. Hartwig był agentem angielskiego monarchy Edwarda VII, a tym samym, brytyjskiej elity5. Idea niepodległości państw bałkańskich była w pełni zgodna z celem brytyjskiej elity, tj. pozbyciem się konkurencyjnych mocarstw.
Zamach w Sarajewie na arcyksięcia Franciszka Ferdynanda w 1914 roku uznawany jest za bezpośrednią przyczynę wybuchu I Wojny Światowej. Ale to zwyczajne przeinaczenie faktów. Jak już wspomniano, brytyjskie plany wojenne przeciwko Niemcom były gotowe w owym czasie od przynajmniej 10 lat. W każdym razie zamachy na członków królewskiej lub arystokratycznej elity europejskiej nie były wówczas czymś nadzwyczajnym, a zatem śmierć Ferdynanda również nie musiała siłą rzeczy doprowadzić do wojny. Austro-Węgry były z pewnością zainteresowane wyłącznie uciszeniem Serbów, a Niemcy, jako ich sojusznik, zdecydowanie opowiadały się przeciwko wymknięciu się tego kryzysu spod kontroli.


Dwa kozły ofiarne zachodniej elity: arcyksiążę Ferdynand i jego zabójca Gavrilo Princip

Po zabójstwie Ferdynanda rząd brytyjski zwodniczo zakomunikował władzom Austro-Węgier i Niemcom, że popiera prawo Austro-Węgier do otrzymania rekompensaty od Serbii. W dniu 23 lipca Austria dostarczyła Serbomultimatum, zawierające serię warunków do spełnienia – z których część już z założenia była nie do zaakceptowana – licząc na to, że stanie się to pretekstem do wywołania lokalnej wojny. Tymczasem w Rosji rosyjski minister spraw zagranicznych Siergiej Sazonow (kolejny brytyjski agent)6 28 lipca postawił w stan mobilizacji rosyjskie siły zbrojne,wbrew woli cara. Również Brytyjczycy potajemnie przygotowywali swoich żołnierzy, w oczekiwaniu na wystąpienie Niemców przeciwko Belgii, do którego doszło 4 sierpnia.
Ani Niemcy, ani Austro-Węgry nie zdawały sobie sprawy z faktu, że zabójstwo arcyksięcia – casus belli – było zaaranżowane przez Serbów, zachęcanych do tego czynu przez brytyjskich agentów w rosyjskim rządzie. W 1917 roku przed austriackim sądem, w trakcie procesu w sprawie zabicia Ferdynanda, serbski pułkownik Dragutin Dimitrijević zeznał, że to on zatrudnił zabójców arcyksięcia oraz że morderstwo zostało zaplanowane za wiedzą i zgodą rosyjskiego ambasadora w Belgradzie, Mikołaja Hartwiga, oraz rosyjskiego attaché wojskowego w Belgradzie, Wiktora Artamonowa. W rzeczywistości obydwaj byli przekupieni przez brytyjski rząd. Jeśli w ówczesnym czasie rozniosłoby się, że w zabójstwo Ferdynanda byli zaangażowani bezpośrednio Rosjanie, to rząd brytyjski nie mógłby w żaden sposób uzasadnić przed brytyjską opinią publiczną przystąpienia do wojny z Niemcami. Brytyjczycy byli silnie antycarscy w efekcie systematycznej antyrosyjskiej propagandy, upowszechnianej w trakcie „Wielkiej Gry” XIX wieku, tj. walki pomiędzy Wielką Brytanią i Rosją o dominację w Azji Środkowej. Jeśli już, to społeczeństwo wezwałoby do wojny z Rosją.


Cesarz Wilhelm II (po lewej) oraz car Mikołaj II w mundurach wojskowych

W dniu 1 lipca, gdy rosyjska i niemiecka armia opuszczały koszary, car i cesarz nadal wymieniali między sobą telegramy, na próżno usiłując zapobiec katastrofie. Z depeszy, napisanej przez cesarza pod koniec dnia, dowiadujemy się, że ostatecznie zrozumiał głębię brytyjskiej perfidii:

„Nie mam co do tego wątpliwości: Anglia, Rosja i Francja uzgodniły pomiędzy sobą, że konflikt austro-serbski stanie się pretekstem do wypowiedzenia nam wojny, do pozbycia się nas […] Głupota i niekompetencja naszego sojusznika stały się dla nas pułapką […] Znienacka zarzucono nam na głowę sieć, a Anglia z szyderczym uśmieszkiem zgarnia kapitalne korzyści z prowadzenia konsekwentnej, czysto antyniemieckiej polityki światowej, wobec której okazaliśmy się być bezsilni. Zostaliśmy wciągnięci w sytuację, która dostarczyła Anglii pożądanego pretekstu, by nas unicestwić pod pozorem sprawiedliwości”7.

Nie powinno nikogo zaskoczyć, że podczas tej „wielkiej” wojny (The Great War), prowadzonej w celu ochrony wolnego świata, brytyjscy i amerykański producenci broni – wielu z nich powiązanych z bankami z londyńskiego City oraz z bankami z Wall Street – zbroili wszystkie strony konfliktu. Dla przykładu, brytyjska firma Armstrong-Pozzuoli Company, z centralą w Zatoce Neapolitańskiej, zatrudniająca 4000 osób, była głównym dostawcą sprzętu marynarki wojennej dla wroga Wielkiej Brytanii, Włoch, a jej dyrektorem był wysoko postawiony oficer floty brytyjskiej, wiceadmirał Ottley!8W trakcie wojny członek brytyjskiego parlamentu z Partii Pracy Philip Snowden ze złością mówił w Izbie Gmin, że „łodzie podwodne i wszystkie torpedy, wykorzystywane przez austriacką flotę, pochodzą z zakładów Whitehead Torpedo na Węgrzech […] Produkują torpedy za brytyjską gotówkę, by niszczyć brytyjskie okręty”9. Te same torpedy odpalane z niemieckich U-Bootów zatapiały też brytyjskie, a później amerykańskie, okręty.

Rewolucja Październikowa

Opłakane konsekwencje wojny rosyjsko-japońskiej dla Rosji – konfliktu zainspirowanego przez Brytyjczyków – doprowadziły w latach 1905-1907 do wybuchu rosyjskiej „rewolucji”. Przetarła ona ścieżkę dla obalenia cara i dojścia do władzy nihilistycznie usposobionych bolszewików podczas Rewolucji Październikowej w 1917 roku. To wydarzenie zdeterminowało historię Rosji na kolejne 70 lat. Fakt, iż Rosja carska była sojusznikiem Brytyjczyków w szczycie I Wojny Światowej, nie był w owym czasie żadną przeszkodą dla brytyjskiego i amerykańskiego rządu, a wręcz przeciwnie, był świetną sposobnością, by znienacka wbić sztylet w plecy cara – czego ten się w ogóle nie spodziewał. Jak w przypadku I Wojny Światowej, plany obalenia cara i doprowadzenia w Rosji do rewolucji były przygotowywane już od lat. Najwyraźniej wojna rosyjsko-japońska z 1905 roku była wykorzystana, przez wspomnianego już Jacoba Shiffa i spółkę, do zasiania ziarna Rewolucji Październikowej już 12 lat wcześniej. W książce pt. „Jacob H. Schiff: Studium amerykańsko-żydowskiego przywództwa” (Jacob H. Schiff: A Study in American Jewish Leadership) Naomi Wiener Cohen – pisarka żydowsko-amerykańskiego pochodzenia, autorka wielu publikacji, napisała:

“Wojna rosyjsko-japońska sprzymierzyła Schiffa z George’em Kennanem w śmiałym przedsięwzięciu siania rewolucyjnej propagandy wśród rosyjskich jeńców wojennych przetrzymywanych przez Japończyków (Kennan miał do nich dostęp). Operacja ta była trzymana w ścisłej tajemnicy aż do marca 1917 roku, kiedy to Kennan ujawnił ją publicznie. Opowiedział o tym, jak za pozwoleniem i pod ochroną Japończyków odwiedzał obozy, oraz o tym, że więźniowie prosili go o coś do czytania. Aranżując drogą morską dla „Przyjaciół Rosyjskiej Wolności” transport ponad tony rewolucyjnej bibuły, zabezpieczył tym samym finansowe wsparcie, jakiego udzielił Schiff. Zdaniem Kennana 50 tysięcy oficerów i cywilów wróciło do Rosji jako żarliwi rewolucjoniści. Stali się 50-tysięcznym „zarzewiem idei wolności” w stuosobowych pułkach i przyczynili się do obalenia cara”.

Schiff był ostrym przeciwnikiem cara w związku ze sposobem, w jaki traktował on rosyjskich żydów. Niemniej jednak trudno powiedzieć, czy głównym bodźcem dla sfinansowania rewolucji bolszewickiej przez Shiffa oraz innych bankierów i przemysłowców z Wall Street była rzeczywiście sympatia dla ich współwyznawców w Rosji, bo jak by nie było, wszyscy oni na rewolucji sporo zarobili.


Rysunek Roberta Minora z 1911 roku, opublikowany w gazecie St. Louis Post-Dispatch. Karol Marks w otoczeniu pełnej wdzięczności świty finansistów z Wall Street: Johna D. Rockefellera, J. P. Morgana, Johna D. Ryana z National City Bank oraz partnera biznesowego Morgana – George’a W. Perkinsa. Tuż za Karolem Marksem stoi Teddy Roosevelt, przywódca Partii Demokratycznej

Generał rosyjski Arsen de Gulewicz, który był naocznym świadkiem rewolucji bolszewickiej, powiedział: „Głównymi ‘sponsorami’ rewolucji nie byli ani szaleni rosyjscy milionerzy, ani uzbrojeni bandyci Lenina. ‘Prawdziwe’ pieniądze nadeszły z pewnych brytyjskich i amerykańskich kręgów, które od dawna wspierały ideę rewolucji w Rosji […] Powiedziano mi, że lord Alfred Milner zainwestował w rosyjską rewolucję ponad 21 milionów rubli10. Milner był prawdopodobnie pierwszorzędnym agentem Imperium Brytyjskiego w owych czasach. Jako Najwyższy Komisarz ds. Afryki Południowej, urodzony w Niemczech Milner był pionierem w organizowaniu obozów koncentracyjnych i czystek etnicznych w trakcie wojen burskich w Afryce, mających na celu umocnienie brytyjskiej kontroli nad tym kontynentem. Był również głównym autorem Deklaracji Balfoura, mimo tego, że oficjalnie opatrzono ją nazwiskiem brytyjskiego ministra spraw zagranicznych. Edward Crankshaw, w książce o Milnerze, w taki oto sposób podsumował wyznawaną przez niego „ideologię”:

“Z niektórych fragmentów [książek Milnera] na temat przemysłu i społeczeństwa […] nie byłby dumny żaden socjalista, jeśli byłby ich autorem. Nie napisał ich jednak socjalista, lecz ‘człowiek, który wymyślił wojny burskie’. Niektóre teksty o imperializmie oraz o ciężarze białego człowieka można by przypisać twardogłowemu torysowi, napisał je jednak student Karola Marksa”11.

Ideologiczna dwupartyjność Milnera – i całkowita obojętność w stosunku do jego niemieckich korzeni – stanowi odzwierciedlenie ideologii bankierów z Wall Street. Otto H. Kahn – partner biznesowy Jacoba Schiffa i Felixa Warburga w spółce Kuhn, Loeb & Co. oraz dyrektor American International Corporation – przemawiając 30 grudnia 1924 roku w Nowym Jorku do członkówLigii na Rzecz Demokracji Przemysłowej, powiedział: „to, co różni was radykałów i nas, którzy mamy odmienne zdanie, to nie tyle cel, lecz środki; nie tyle, co należy zrobić, lecz jak trzeba i można to uczynić”.


Lord Alfred Milner: arcyimperialista i miłośnik “kolorowych rewolucji”

De Gulewicz cytuje też relacje lokalnych obserwatorów i dziennikarzy, obecnych w Petersburgu w 1917 roku, na temat brytyjskich i amerykańskich agentów wręczających 25-rublowe banknoty żołnierzom pułku piechoty Pawłowskiego, tuż przed zorganizowaniem przez nich rebelii i przyłączeniem się do rewolucji5. Mówi też o sir George’u Buchananie, ówczesnym brytyjskim ambasadorze w Rosji, jako o jednym z głównych rozgrywających w finansowaniu tego, co można w istocie nazwać pierwszą „kolorową rewolucją” w Rosji. Jak napisałJennings C. Wise: „Historykom nigdy nie wolno zapomnieć, że to Woodrow Wilson […] umożliwił Leninowi i Trockiemu wjazd do Rosji z amerykańskim paszportem” 12.
Wraz z odejściem cara i dojściem do władzy popieranych przez Zachód bolszewików, rządom Stanów Zjednoczonych i innych zachodnich państw, a także korporacjom, udało się zniszczyć nie tylko rosyjską gospodarkę i przemysł, ale również pozbawić Rosję części jej obszaru. Przykładem nieudolności bolszewików było podpisanie Traktatu Brzeskiego, w którym Rosja przystała na wycofanie się z wojny, oraz zrzeczenie się części swojego terytorium na rzecz Niemiec i Austro-Węgier. Pierwsza runda negocjacji utknęła w martwym punkcie, gdyż fanatyczni rewolucjoniści myśleli, że także Niemcy i Austro-Węgry stoją u progu rewolucji. Kiedy Lenin i cała reszta w końcu się otrząsnęli, okazało się, że muszą podpisać porozumienie z państwami centralnymi na jeszcze gorszych warunkach niż poprzednio. Rosja odzyskała większość utraconych ziem po II Wojnie Światowej, aby po 1991 roku ponownie je utracić. W gruncie rzeczy zachodnia granica Rosji po 1991 roku z grubsza przebiega według ustaleń poczynionych w Brześciu Litewskim.
„Rewolucja” bolszewicka pod rządami Lenina i Trockiego skutecznie doprowadziła do zniszczenia rosyjskiej gospodarki i przemysłu, co pozwoliło na wkroczenie zachodnich banków, które miały to wszystko „odbudować”.Rozważcie słowa amerykańskiego dziennikarza, organizatora związków pracowniczych i publicysty, Alberta Rhysa Williamsa, a jednocześnie świadka i uczestnika Rewolucji Październikowej. W trakcie składania przez niego zeznań przed specjalną senacką komisją śledczą, badającą propagandową, probolszewicką działalność w Stanach Zjednoczonych, zanotowano:

Pan Williams: […] pod rządami Sowietów przemysł będzie rozwijał się prawdopodobnie znacznie wolniej niż w ramach klasycznego systemu kapitalistycznego. A zatem, dlaczego tak wielki przemysłowy kraj, jakim są Stany, pragnie, by powstał drugi olbrzymi, przemysłowy kraj – rywal i konkurent? Czy powolne tempo rozwoju Rosji Sowieckiej, jakie sama sobie narzuca, nie jest w tym przypadku w interesie Ameryki?
Senator Wolcott: Argument, jaki pan tu prezentuje, może, pana zdaniem, przypodobać się Amerykanom, tzn. że jeśli zaakceptujemy sowiecki rząd w obecnej formie, to tym samym uznamy, że będzie on gwarancją tego, że Rosja nie stanie się dla nas konkurentem w sferze przemysłu przez wiele, wiele lat?
Pan Williams: Takie są fakty.
Senator Wolott: Czyli pana zdaniem Rosja pod rządami Sowietów nie będzie w stanie przez wiele, wiele lat nawet zbliżyć się do amerykańskiego poziomu rozwoju przemysłu?
Pan Williams: Zdecydowanie.

Gdy bolszewicy w 1922 roku założyli swój pierwszy bank – Ruskombank, jednym z jego dyrektorów został Max May z Guaranty Trust, spółki należącej do J. P. Morgana. Dołączając do Ruskombanku, May powiedział:

„Stany Zjednoczone, jako bogaty kraj z dobrze rozwiniętym przemysłem, nie muszą niczego importować, ale […] są niezwykle zainteresowane eksportowaniem własnych produktów, a rynek rosyjski jest w tym względzie najbardziej odpowiedni, biorąc pod uwagę olbrzymie gospodarcze potrzeby Rosji”13.

Guaranty Trust – spółka J. P. Morgana udzielała pożyczek wojennych Niemcom, finansując jednocześnie Brytyjczyków i Francuzów – którzy z nimi walczyli. Kredytowała też Rosjan, gdy u władzy był car, walczący z Niemcami, a także bolszewików, opowiadających się przeciwko carowi i za „rewolucją”14.


Dwie wojny światowe dzięki „uprzejmości” angloamerykańskiej elity

Za pośrednictwem bankierów z Wall Street, amerykański rząd za czasów Woodrowa Wilsona po I Wojnie Światowej wyłamał się z międzynarodowych konwenansów, tj. nie zgodził się na umorzenie długów, jakie powstały w efekcie pożyczek, udzielonych na masową skalę sojusznikom, głównie Wielkiej Brytanii i Francji15. W jeszcze gorszej sytuacji znalazły się Niemcy, wskutek nałożonych na nie dotkliwych reparacji wojennych, zgodnie z ustaleniami Traktatu Wersalskiego. Żaden z tych krajów nie był w stanie spłacić zaciągniętego długu. W związku z tym opracowano plan Dawesa. Zgodnie z nim rząd Stanów Zjednoczonych miał udzielać Niemcom pożyczek na spłatę reparacji wojennych dla Francji i Wielkiej Brytanii, które z kolei miały zwrócić te pieniądze Stanom Zjednoczonym w formie spłaty długu wojennego. Właśnie w tak „zabawny” sposób pracuje pieniądz. I Wojna Światowa była dla Stanów istnym dobrodziejstwem. W 1914 roku zobowiązania z tytułu zadłużenia zagranicznego Stanów wynosiły 4.5 miliarda dolarów, a już 1928 roku ich wierzytelności kształtowały się na poziomie 25 miliardów dolarów, wliczając w to wojenne długi Europy. W efekcie większość europejskiego złota trafiła do skarbca w Fort Knox. Profesor ekonomii Michael Hudson jest zdania, że nadmierne żądania finansowe amerykańskiego rządu w stosunku do Europy miały raczej podtekst polityczny niż czysto ekonomiczny.
Niemcy ostatnią transzę długu wobec rządu Stanów spłaciły w 2010 roku. Wielka Brytania nadal go spłaca. Podstawową przyczyną upadku niemieckiej gospodarki we wczesnych latach 30-tych były długi wojenne wobec Amerykanów i ich sojuszników, co ułatwiło dojście do władzy Hitlerowi i nazistom, którzy również…byli finansowani przez tę samą klikę bankierów z Wall Street16.

Nowy wspaniały świat

W 1925 roku europejski teoretyk imperializmu Gerhart Von Schulze-Gaevernitz zasugerował, że historia pokaże, iż najważniejszym rezultatem I Wojny Światowej nie było „zniszczenie królewskich rodów, sprawujących władzę w Niemczech, Rosji, Austrii i Włoszech”, lecz „przesunięcie światowego środka ciężkości z Europy, gdzie istniał od czasów Maratonu, w stronę Ameryki”. Jego zdaniem twa nowa era „superimperializmu” postawiła tradycyjny imperializm na głowie, gdyż obecnie „pośrednikiem władzy politycznej w skali międzynarodowej jest kapitał finansowy, w celu monopolistycznego nadzorowania zasobów naturalnych, surowców i siły roboczej oraz czerpania z tego zysków, zmierzając ku autarkii [samowystarczalności], dzięki sprawowaniu kontroli nad wszystkimi obszarami i surowcami całego świata”17.


Rosyjski pisarz i krytyk sowieckiego totalitaryzmu Aleksander Sołżenicyn oszacował, że za czasów sowieckiego reżimu, narzuconego przez Zachód, zginęło 66 milionów osób.

W latach 20. XX wieku rosyjski przemysł został de facto odbudowany przez amerykańskie korporacje, dzięki kilku 5-letnim planom Lenina, sfinansowanym przez banki z Wall Street. Służyło to przygotowaniu Rosji do II Wojny Światowej, w której w istocie odniosła ona zwycięstwo, walcząc za aliantów, ale została ponownie dotkliwie zniszczona i, tak jak inne władze europejskie, zaciągnęła olbrzymie długi u bankierów z Londynu i Wall Street. Antony Sutton ujawnił, że przykładem zasięgu wpływu i kontroli Zachodu w Rosji Sowieckiej, jest fakt, iż w trakcie wojny w Wietnamie pojazdy militarne, wykorzystywane przez żołnierzy z Korei Północnej do walki z Amerykanami, pochodziły z sowieckich zakładów produkcyjnych The Kama River Truck Plant, których właścicielem była amerykański koncern Forda.
Doprowadzając do rewolucji bolszewickiej, Wall Street zabezpieczył Stany Zjednoczone przed konkurencją ze strony Rosji. Przez kolejne 70 lat „menedżerowie świata” w Stanach i w Zachodniej Europie rozszerzali globalną dominację, wykorzystując do tego celu fałszywą ideę „komunistycznego zagrożenia” (której byli autorami). W późnych latach 80. bankowa elita Zachodu doszła do wniosku, że ich globalna władza pozwala na to, by odsłonić „żelazną kurtynę” i ponownie nawiązać bliższe kontakty z Rosją – tym razem oferując jej trochę „wolnego rynku”, tj. neoliberalnej grabieży w ramach „otwartego społeczeństwa”. Wszystko przebiegało zgodnie z planem do czasu, gdy na scenie pojawił się Władimir Putin i popsuł zabawę zachodnich elit o nazwie „to my rządzimy światem”.
A zatem, jaki jest cel tej krótkiej lekcji historii? Mam nadzieję, że udało mi się zwrócić uwagę na dwie kwestie. Po pierwsze, że ponad 100 lat temu zachodnia bankowo-korporacyjno-polityczna elita – ludzie, którzy myślą i mówią jak Cecil Rhodes [brytyjski polityk i przedsiębiorca. Twórca idei „od Kapsztadu do Kairu”, czyli kolonizacji przez Wielką Brytanię pasa ziem afrykańskich ciągnących się od Kraju Przylądkowego do Egipt]:

„Pomyśl o tych gwiazdach, które widać nocą nad głowami, o tych rozległych światach, których nigdy nie zdobędziemy. Gdybym tylko mógł, zaanektowałbym te planety; często o tym myślę. Smuci mnie to, że widzę je tak wyraźne, a mimo to są tak odległe”.
„Cieszę się, że jesteśmy pierwszą rasą na świece i że im więcej świata zamieszkujemy, tym lepiej dla rasy ludzkiej”.


…dogłębnie pojęła, że jedynym sposobem na zdominowanie świata jest zagwarantowanie, że Rosja nigdy nie stanie się konkurentem dla biznesowych ośrodków operacyjnych w Londynie, a potem w Stanach. W praktyce, by to osiągnąć, zamierzali nieustannie marginalizować obecność Rosji na kontynencie euroazjatyckim oraz nie dopuścić do tego, aby narody Europy, a w szczególności Europy Zachodniej, zawarły z Rosją jakiś poważny sojusz. Plan ten zaczęto wdrażać w życie w późnych latach 90. XIX wieku, a jego realizacja trwa do dziś, niestety zaczyna się sypać…

Indyk myślał o niedzieli…



Z chwilą dojścia do władzy Putin poczynił kroki, by Rosja znalazła się w pozycji – bardzo nie na rękę bankowym elitom Zachodu i od ponad 100 lat próbują temu zapobiec – silnego,niezależnego kraju, wolnego (w najszerszym możliwym zakresie) od toksycznego wpływu zachodnich bankierów. Co więcej, plany Putina zdają się nie ograniczać wyłącznie do uwolnienia Rosji, lecz zawierają również koncepcjęwykorzystania wpływu Rosji do ustanowienia „nowego światowego porządku”, opartego nie na hegemonii kilku „wybrańców”, lecz na idei wielobiegunowości (multipolarności, równowadze sił), prawdziwej narodowej suwerenności, wzajemnym szacunku i istnieniu autentycznego wolnego handlu między narodami. Putin, będąc u sterów władzy od zaledwie 15 lat, i jego przyjaciele zrobili wiele w kierunku osiągnięcia tych celów. Z zainteresowaniem obserwuję odpowiedź Zachodu na działania Putina. Począwszy od poczynań sił NATO, które usiłują otoczyć Rosję od strony wschodniej Europy, poprzez nałożenie sankcji ekonomicznych na podstawie wyssanych z palca oskarżeń, sabotowanie stosunków gospodarczych pomiędzy UE i Rosją, zorganizowanie zamachu stanu na Ukrainie w 2014 roku, manipulowanie cenami ropy naftowej, a skończywszy na mordowaniu „opozycjonistów” rosyjskich w Rosji i poza jej granicami. Angloamerykańska elita ucieka się do coraz bardziej desperackich, podszytych histerią metod, by utrzymać globalną nierównowagę sił, na którą tak ciężko pracowali. Ale zdaje się, że ich działania nie wzruszają Rosji, która nie zbacza z obranej ścieżki.
A zatem, czego jeszcze możemy spodziewać się po elitach Zachodu? Poza wojną nuklearną z Rosją (która nigdy, tak naprawdę, nie była brana pod uwagę, w przeciwieństwie do zimnowojennej propagandy), jakie inne, oparte na obłudzie i fałszu, posunięcia mają w zanadrzu? Z pewnością nie za wiele. Być może jedyna broń, jaka pozostała im w arsenale, to wszechmocny amerykański dolar – dzięki któremu panują nad światem już tak długo – jako światowa waluta rezerwowa oraz „petrodolar”.
Przez dziesiątki lat te dwa „instrumenty” finansowe zmuszają wszystkie inne kraje do utrzymywania dużych rezerw amerykańskiej waluty, co oznacza, że fundują gospodarce Stanów Zjednoczonych „wolną jazdę” i chronią jej pozycję największego światowego rynku. Jeśli z jakiś przyczyn nastąpiłoby załamanie dolara, na rynkach światowych zapanowałaby masowa panika, a w rezultacie doszłoby prawdopodobnie do upadku wielu rządów na całym globie. Niewykluczone, że to właśnie z tego powodu Rosja i Chiny nie marnują czasu i robią wszystko, by stworzyć podstawy nowego ekonomicznego porządku nie opartego na dolarze. Jeśli ta inicjatywa posunie się wystarczająco daleko, to kto wie, może w najbliższym czasie da się bezpiecznie „pozbyć się” dolara i zastąpić go inną walutą rezerwową, bądź ich koszykiem. I dzięki temu uniknąć lub złagodzić systemowe zagrożenie dla globalnej gospodarki (jeśli nie da się nic zrobić z gospodarką Stanów) w związku z załamaniem się dolara, a w efekcie zmusić zachodnie elity, prowadzące swą działalność w Stanach, do przyjęcia bardziej pokornej i wyrównanej postawy pośród narodów.


Czy czas karmienia grubych ryb dobiega końca?

Każdy, kto badał i pojął naturę owych „elit”, o których piszę, wie, że nie należą one do tych, co, ot tak, godzą się z porażką, nawet jeśli stoją z nią twarzą w twarz. Są niczym nadmiernie narcystyczni szachiści, którzy widząc, że „szach mat” jest już blisko, prędzej zmiotą figury z planszy (albo je spalą… nawet z całym pomieszczeniem), niż zgodzą się na upokorzenie w związku ze sromotną klęską. A po wszystkim powiedzą: „Widzisz, nie wygrałeś, musimy zacząć od nowa”. Analogia do gry w szachy jest tu jak najbardziej właściwa, zwłaszcza biorąc pod uwagę to, co napisał w swojej książce pt. „Wielka szachownica” (The Grand Chessboard) jeden z największych propagatorów teorii euroazjatyckiej strategii Mackindera, Zbigniew Brzeziński: „to rzecz wielkiej wagi, by nie pojawił się żaden euroazjatycki rywal, będący w stanie zdominować Eurazję, a w konsekwencji stawić wyzwanie Ameryce”.
W chwili obecnej dług Stanów Zjednoczonych kształtuje się na poziomie 104% PKB (i wciąż rośnie). Nie ma sposobu, tudzież chęci na to, by go zredukować lub zwiększyć PKB. A zatem Stany Zjednoczone są w gruncie rzeczy krajem niewypłacalnym, niewydolnym finansowo, po prostu „bankrutem”. Jedyną rzeczą, która jak na razie chroni przed upadkiem ich gospodarkę jest zależność sytuacji ekonomicznej tak wielu innych państw od pozycji dolara. Czy w obliczu niemalże pewnej utraty panowania nad światem psycho-elity Zachodu sięgną po „nuklearną opcję finansową” a la Enron i pozwolą na upadek dolara w ostatecznej, szaleńczej, daremnej próbie odsunięcia od siebie porażki, tj. czy zburzą doszczętnie domek z kart… by potem „odbudować” go od zera?
W myśl cytatu, który otwiera ten artykuł: „Czego ciemność posiąść nie może, usiłuje zniszczyć”.

Referencje
1 Chapman, John W. M. Russia, Germany and the Anglo-Japanese Intelligence Collaboration2 Schiff organised the purchase by US investors of $200 million in Japanese bonds
3 Farrer, England Under Edward VII p. 143
4 Stieve, Isvolsky and the First World War p. 116
5 Durham, Twenty years of Balkan Tangle ch 19 pp 2-3 and Docherty and Macgregor, Hidden History: The secret origins of the First World war Ch.18
6 See; Docherty and Macgregor, Hidden History: The secret origins of the First World war Ch.16
7 Barnes, Genesis of the World War, pp. 268-9
8 Perris, The War Traders: an Exposure
9 Murray, Krupps and the International Armaments Ring: the scandal of modern civilization p.3
10 De Goulevitch,: Czarism and Revolution, Omni Publications, California, pp. 224, 230
11 Crankshaw, The Forsaken Idea: A Study of Viscount Milner (London: Longmans Green, 1952), p. 269.
12 Wise, Woodrow Wilson: Disciple of Revolution (New York: Paisley Press, 1938), p.45
13 Sutton, A. Wall Street and the Bolsheviks Ch. 4
14 ibid15 Hudson, M. Super Imperialism: The Origin and Fundamentals of U.S. World Dominance p. 50
16 Sutton, A. Wall Street and the Rise of Hitler17 ibid
Komentarz SOTT: Więcej informacji na temat możliwości rychłego kryzysu na skalę globalną (a raczej znacznego pogłębienia się kryzysu, którego już doświadczamy), a także o tym, jak może on przebiegać oraz co można zrobić, by być gotowym na jego konsekwencje, w wątku tutaj.
Tłumaczenie: PRACowniA
https://pracownia4.wordpress.com/
Opublikowano 1st April 2015, autor: adept

http://kochanezdrowie.blo...i-i-koniec.html
  Temat: Sobór Watykański II
Coltrane

Odpowiedzi: 16
Wyświetleń: 9964

PostForum: Religia   Wysłany: 5 Czerwiec 2017, 10:33   Temat: NOM
Bugnini - architekt NOM (Novus Ordo Missae)


Arcybiskup Bugnini – wielki architekt rewolucji – Michael Davies


„Zaprawdę, gdyby któremuś z diabłów książki C.S. Lewisa Listy starego diabła do młodego powierzone zostało zadanie zrujnowania liturgii, nie mógłby zrobić tego lepiej”

Dietrich von Hildebrand, The Devastated Vineyard



Abp Bugnini urodził się w Civitella de Lego we Włoszech w roku 1912. W roku 1928 rozpoczął studia teologiczne w Zgromadzeniu Księży Misjonarzy św. Wincentego a Paulo, w którym wyświęcony został na kapłana w roku 1936. Przez dziesięć lat pracował w parafii na przedmieściach Rzymu, a następnie, w latach 1947-1957 zaangażował się w działalność publicystyczną i wydawniczą swego instytutu. W roku 1947 zaczął również angażować się w specjalistyczne studia liturgiczne, gdy rozpoczął trwający 21 lat okres jako dyrektor Ephemerides liturgicae, jednego z najbardziej znanych włoskich publikacji liturgicznych. Wniósł wkład do wielu publikacji naukowych, pisał artykuły na temat liturgii dla wielu encyklopedii i słowników i opublikował wiele książek zarówno naukowych jak i popularnych.

W roku 1948 ks. Bugnini mianowany został Sekretarzem powołanej przez Piusa XII Komisji ds. Reformy Liturgicznej. W roku 1949 mianowany został wykładowcą liturgiki na uniwersytecie papieskim Propaganda Fide, w 1955 objął takie samo stanowisko w Papieskim Instytucie Muzyki Sakralnej, w 1956 mianowany został doradcą Kongregacji Rytów a w dwa lata później wykładowcą liturgiki na Uniwersytecie Laterańskim.

Następnie, w roku 1960 objął stanowisko, które umożliwiło mu wywarcie ważnego, jeśli nie decydującego wpływu na historię Kościoła, mianowany został Sekretarzem Liturgicznej Komisji Przygotowawczej przed II Soborem Watykańskim[1]. Był on głównym inspiratorem schematu przygotowawczego, dokumentu, który miał zostać przedstawiony do dyskusji ojcom soborowym. Carlo Falconi, były ksiądz, który porzucił Kosciół, pozostaje jednak w bliskim kontakcie ze swymi przyjaciółmi w watykanie, nazywał schemat przygotowawczy „szkicem Bugniniego”[2]. Jest to niezwykle ważne świadectwo w obliczu faktu, ze, jak podkreślano we własnym biuletynie msgr Bugniniego „Notitiae”, Konstytucja o liturgii, którą ojcowie ostatecznie przyjęli, była zasadniczo identyczna ze schematem przygotowawczym, opracowanym przez Komisję Przygotowawczą[3].

Według o. P.M. Gy OP, francuskiego liturgisty, który był konsultantem przedsoborowej Komisji Liturgicznej, ks. Bugnini:

„(…) jako Sekretarz był doskonałym wyborem. Był on sekretarzem komisji ds. reformy powołanej przez Piusa XII. Był utalentowanym organizatorem, obdarzonym otwartym, duszpasterskim duchem. Wielu ludzi zauważyło jak, z kard. Cicognani, był on w stanie nasycać dyskusję wolnością ducha, zalecaną przez Jana XXIII”[4].

Ks. Bugnini napisał długi artykuł opisujący pracę Komisji, opublikowany w L’Osservatore Romano 1 kwietnia 1962 roku.

Schematowi Bugniniego nadany został ostateczny kształt i zaakceptowany on został na sesji plenarnej Liturgicznej Komisji Przygotowawczej w głosowaniu przeprowadzonym 13 stycznia 1962. Jednak już na tym etapie, Przewodniczący Komisji osiemdziesięcioletni kardynał Gaetano Cicognani potrafił przewidzieć niebezpieczeństwa tkwiące w pewnych jego ustępach. O. Gy pisze: „Program reformy był tak rozległy, że Przewodniczący, kard. Gaetano Cicognani, wahał się”[5]. Gdyby kardynał nie został przekonany do podpisania schematu, zostałby on zablokowany. Jego podpis był konieczny, nawet w przypadku aprobaty większości członków Komisji. Ks. Bugnini musiał działać. Uzyskał natychmiast dostęp do Jana XXIII, który zgodził się interweniować. Wezwał kard. Amleto Ciognaniego, swego Sekretarza Stanu i młodszego brata Przewodniczącego Komisji Liturgicznej i polecił mu odwiedzić brata i nie wracać, zanim schemat zostanie podpisany. Kardynał spełnił to polecenie.

„Później peritus Liturgicznej Komisji Przygotowawczej powiedział, że kardynał niemal płakał gdy machał dokumentem w powietrzu i mówił: ‘Chcą, żebym to podpisał, nie wiem jednak, czy ja tego chcę’. Potem położył dokument na biurku, wziął pióro i podpisał go. Cztery dni później zmarł”[6].

Schemat Bugniniego został uratowany – w samą porę. Za zgodą Jana XXIII ks. Bugnini zwolniony został ze swych obowiązków na Uniwersytecie Laterańskim i usunięty ze stanowiska Sekretarza Liturgicznej Komisji Przygotowawczej[7]. Powody, które skłoniły papieża do podjęcia tego kroku nie zostały wyjawione, musiały być jednak najpoważniejszej natury, by skłonić tego tolerancyjnego papieża do działania publicznie w tak drastyczny sposób wobec księdza zajmującego tak wpływowe stanowisko w przygotowaniu Soboru. W książce Pope John and his Council, dzienniku z okresu pierwszych sesji Vaticanum II, Carlo falconi potępia usunięcie ks. Bugniniego jako krok wstecz, dodaje jednak:

„jak by nie było, Bugniniemu udało się przepchnąć swój schemat aż do soboru i ciekawe będzie zobaczyć, czy zostanie on zatwierdzony, a bardziej jeszcze czy schemat wygnanego Sekretarza Komisji Liturgicznej otworzy drogę do sukcesu innym schematom o progresywnym charakterze”[8].

Usunięcie ks. Bugniniego porównać można do zamknięcia drzwi stajni, gdy konie już uciekły. Korzystne byłoby, gdyby ks. Bugnini mianowany został Sekretarzem Komisji Soborowej (stanowisko to przypadło ks. Ferdinandowi Antonelliemu OFM), mógłby wówczas przepchnąć swój schemat na soborze – ale nie to miało zasadnicze znaczenie. Ważny był sam schemat i obawy Falconiego były bezpodstawne. Dla ojców soborowych przygotowane zostały 72 schematy przygotowawcze, owoc najbardziej drobiazgowego i metodycznego przygotowania na sobór w całej historii Kościoła[9]. Jednak schematy te były tak ortodoksyjne, że liberałowie nie mogli ich zaakceptować – nawet jako punktu wyjściowego do dyskusji. Za namową o. Edwarda Schillebeeckxa OP, urodzonego w Belgii wykładowcy dogmatyki na Uniwersytecie Katolickim w Nijmegen, zostały one odrzucone za jednym wyjątkiem, jaki stanowił schemat Bugniniego. Schemat ten Schilleebeckx uznał za „godny podziwu”[10].

„Notitiae” przypomniały o tym z nieskrywaną satysfakcją w roku 1972, podkreślając, że schemat przygotowawczy Bugniniego był jedynym, który został przegłosowany bez wprowadzenia do niego istotnych zmian[11].

Wiltgen komentuje:

„(…) spora liczba biskupów i peristi z krajów reńskich mianowana została przez Jana XXIII do liturgicznej komisji przygotowawczej. W rezultacie udało im się zaszczepić swe idee w schemat i zyskują aprobatę dla tego, co uważali za bardzo pożądany dokument”[12].

Odnośnie do innych schematów, msgr Lefebvre pisze:

„Wiecie co zdarzyło się na soborze. W dwa tygodnie po jego otwarciu nie pozostał ani jeden schemat przygotowawczy, ani jeden! Wszystkie zostały odrzucone i wrzucone do kosza na śmieci. Nie pozostało z nich nic, ani jedno zdanie. Wszystkie zostały wyrzucone”[13].

Konstytucję o liturgii omówiłem szczegółowo w rozdziale XVI mojej książki Pope John’s Council. W niniejszym rozdziale pragnę zwrócić uwagę na liczne bomby zegarowe, dwuznaczne sformułowania, które mogły być później wykorzystane przez liberałów po soborze w sposób, którego nigdy nie przewidzieli ojcowie soborowi, gdy głosowali nad tą konstytucją. Sojusz Reński naciskał na powołanie posoborowych komisji, które posiadałyby władzę interpretowania soboru, gdyż „obawiał się, że postępowe środki przyjęte przez sobór mogłyby zostać zablokowane przez siły konserwatywne otaczające papieża, skoro tylko ojcowie soborowi powrócą do swych domów”[14].

Kard. Heenan przestrzegał przed niebezpieczeństwem udzielenia soborowym periti władzy interpretowania soboru światu. „Niech Bóg broni, by tak się stało”, powiedział ojcom[15]. A jednak tak się właśnie stało. Członkowie tych komisji zostali „wybrani z aprobatą papieża, w większości przypadków, spośród soborowych periti. Zadaniem komisji jest wcielenie w życie dekretów soborowych (…) i, gdy to konieczne, tłumaczenie konstytucji, dekretów i deklaracji soborowych”[16].

5 marca 1964 L’Osservatore Romano zapowiedziało powołanie Komisji ds. Wdrażania Konstytucji o liturgii, która stała się znana pod nazwą Consislium. Początkowo członkami jej byli w przeważającej mierze członkowie Komisji, którzy pracowali nad schematem przygotowawczym. Ks. Bugnini mianowany został jej Sekretarzem 29 lutego 1964 roku.

W teorii, Consilium było organem doradczym i reformy, jakie obmyśliła, miały być wdrażane przez Kongregację Dyscypliny Sakramentów czy Kongregację Rytów. Kongregacje te ustanowione zostały jako część reformy Kurii Rzymskiej przedsięwziętej przez Pawła VI i promulgowanej jego Konstytucją Apostolską Regimini Ecclesiae Universae z 15 sierpnia 1967 roku. Wpływy ks. Bugniniego wzrosły, gdy mianowany został Podsekretarzem Kongregacji Rytów[17]. Jednak Paweł VI promulgował inną jeszcze Konstytucję Apostolską, Sacra Rituum Congregatio ( z 8 maja 1969), która podzieliła Kongregację Rytów na Kongregację Kultu Bożego oraz Kongregację ds. Świętych[18]. Krok ten miał miejsce niemal natychmiast po promulgowaniu Novus Ordo Missae 3 kwietnia 1969 roku Konstytucją Apostolską Missale Romanum. Konstytucja Sacra Rituum Congregatio kładła również kres istnieniu Consilium jako odrębnego ciała. Zostało ono wcielone do Kongregacji Kultu Bożego jako specjalna komisja, która zachowała swych członków i doradców i miała istnieć aż do zakończenia dzieła reformy liturgicznej[19]. „Notitiae”, oficjalny biuletyn Consilium, stał się organem nowej Kongregacji[20]. Ks. Annibale Bugnini mianowany został Sekretarzem nowej Kongregacji i stał się bardziej wpływowy, niż kiedykolwiek. Wcale nie będzie przesadą twierdzenie, że tak naprawdę to Consilium, czyli ks. Bugnini, przejął kontrolę nad Kongregacją Kultu Bożego. „Notitiae” z kwiecień-czerwiec zapowiadały nominację ks. Gugniniego i stwierdzały:

„Ten numer Notitiae pojawia się pod koerownictwem nowej Kongregacji Kultu Bożego. Papież Paweł VI, pod koniec Konsystorza 28 kwietnia, ogłosił i nadał temu oficjalny charakter Konstytucją Apostolską ‘Święta Kongregacja Rytów’ z 8 maja. Nowa Kongregacja będzie kontynuowała, na silniejszym fundamencie prawnym, z większą efektywnością i odnowionym zaangażowaniem, dzieło dokonane przez Consilium podczas ostatnich 5 lat, łącząc się z soborem, jego komisją przygotowawczą i całym ruchem liturgicznym (…) Consilium kontynuuje [swe prace] jako konkretna komisja Kongregacji aż do ukończenia dzieła reformy”.

Ks. Bugnini znajdował się teraz na najbardziej wpływowym stanowisku, umożliwiającym mu skonsolidowanie i rozszerzenie rewolucji, której był inspiratorem i zasadą ciągłości. Nominalni zwierzchnicy komisji, kongregacji i Consilium przychodzili odchodzili – kard. Lercaro, kard. Gut, kard. Tabera, kard. Knox – jednak ks. Bugnini zawsze pozostawał. Jego zasługi nagradzane były poprzez wyniesienie go na stanowisko tytularnego arcybiskupa Diocklentiany, co zostało ogłoszone 7 stycznia 1972. Około roku 1974 był on już w stanie chwalić się, że jego reforma liturgiczna „poważnym zwycięstwem Kościoła katolickiego”[21]. Jak wyjaśnił, reforma ta podzielona była na cztery etapy – po pierwsze, przejście od łaciny do języków narodowych, po drugie, reformę ksiąg liturgicznych, po trzecie, tłumaczenie ksiąg liturgicznych, i po czwarte „adaptacja lub ‘wcielenie’ rzymskiej formy liturgii w zwyczaje czy mentalność każdego indywidualnego Kościoła”[22]. Proces ten (który oznaczałby całkowite wyeliminowanie wszelkich pozostałości po rycie rzymskim) już się rozpoczął, jak stwierdził, i będzie „kontynuowany z rosnącą troską i przygotowaniem”[23].

Następnie, w chwili, gdy jego władza osiągnęła zenit, abp Bugnini został w trybie natychmiastowym zdymisjonowany, ku konsternacji liberalnych katolików na całym świecie, cała jego Kongregacja została rozwiązana i połączona z Kongregacją ds. Sakramentów na mocy Konstytucji Apostolskiej Pawła VI Constans nobis, opublikowanej w L’Osservatore Romano (wersja angielska) 31 lipca 1975. Nowa Kongregacja miała nosić nazwę Kongregacja Sakramentów i Kultu Bożego. Prefektem jest został kard. Knox, msgr Innocenti Sekretarzem, a msgr Mognoni Podsekretarzem sd sakramentów, z kolej msgr Noe Podsekretarzem ds. Kultu Bożego. Nazwisko Bugniniego nie pojawiło się na liście nominacji. Liberałowie na całym świecie byli przerażeni. Angielski „The Tablet” i jego ekstremalnie liberalny amerykański odpowiednik National catholic Register, zamieściły pełen oburzenia artykuł D. O’Grady’ego:

„Abp Bugnini, który jako Sekretarz rozwiązanej Kongregacji Kultu Bożego był kluczową postacią w reformie liturgicznej Kościoła, nie jest członkiem nowej Kongregacji. Podczas planowania jej nie zaciągnięto również jego rady, pomimo jego wieloletniego doświadczenia. Dowiedział się o jej utworzeniu podczas wakacji w Fiuggi (…) Nagły sposób, w jaki zostało to przeprowadzone, nie wróży dobrze linii reprezentowanej przez Bugniniego wsparcia dla reformy we współpracy z lokalnymi hierarchiami. (…) Mgsr Bugnini postrzegał kolejne dziesięć lat reformy jako dotyczące zasadniczo inkorporowaniu lokalnych zwyczajów do liturgii (…) Uosabiał ciągłość posoborowej reformy liturgicznej”[24].

„L’Osservatore Romano” zamieściła następujące ogłoszenie w swej edycji anglojęzycznej z 15 stycznia 1976: „5 stycznia: Ojciec Święty mianował Nuncjuszem Apostolskim w Iranie Jego Ekscelencję Najczcigodniejszego Annibale Bugniniego CM, tytularnego arcybiskupa Dioclentiany”. Było w sposób oczywisty fikcyjne stanowisko, które miało zamaskować fakt, iż Bugnini został wypędzony.

W swej książce The Devastated Vineyard, opublikowanej w roku 1973, Dietrich von Hildebrad słusznie zauważył, że: „Zaprawdę, gdyby któremuś z diabłów książki C.S. Lewisa Listy starego diabła do młodego powierzone zostało zadanie zrujnowania liturgii, nie mógłby zrobić tego lepiej”[25].

Jest to stwierdzenie oparte na obiektywnej ocenie samej reformy. Jest rzeczą bezdyskusyjną, że niezależnie od tego, czy ryt rzymski zniszczony został celowo czy też nie, jego zniszczenie pozostaje faktem. Jeśli rezultat ten jest po prostu wynikiem błędnych decyzji mających dobre intencje ludzi, obiektywny fakt pozostaje nie zmieniony, nie mogły one zniszczyć rytu rzymskiego skuteczniej, gdyby uczynili to rozmyślnie. Jednak gruntowność zniszczenia skłoniła wielu do wątpienia, czy rzeczywiście mógł to być jedynie wynik błędnych decyzji podjętych przez ludzi o dobrych intencjach. Nie było wielką niespodzianką gdy, w kwietniu 1976 roku, Tito Casini, jeden z czołowych włoskich publicystów katolickich, publicznie oskarżył msgr Bugniniego o przynależność do masonerii[26]. 8 października 1976 „Le Figaro” opublikowała raport stwierdzający, iż msgr Bugnini zaprzeczył, by kiedykolwiek miał związki z masonerią.

Przeprowadziłem własne dochodzenie w tej sprawie i mogę ręczyć za autentyczność następujących faktów.

Pewien bardzo szanowany rzymski kapłan wszedł w posiadanie dowodu, który dowodził według niego przynależności msgr Bugniniego do masonerii. Złożył te informacje w ręce Pawła VI wraz z ostrzeżeniem, że jeśli nie zostaną podjęte żadne kroki, będzie się on czuł związany w sumieniu upublicznić całą sprawę. Wkrótce potem msgr Bugnii został zwolniony a cała jego kongregacja rozwiązana. Aby zweryfikować te informacje nawiązałem kontakt z owym księdzem przez naszego wspólnego znajomego, włoskojęzycznego kapłana, który jest uczonym o międzynarodowej renomie. Zapytałem go, czy byłoby możliwe opublikować szczegóły dowodu przesłanego papieżowi – i otrzymałem następującą odpowiedź:

„Żałuję, że nie jestem w stanie spełnić Pana prośby. Tajemnica, która musi otaczać oskarżenie (w konsekwencji którego msgr Bugnini zmuszony został do odejścia) jest ‘ściśle tajna’ i taką musi pozostać. Z wielu powodów. ‘Fakt”, że wspomniany Monsinore został natychmiast usunięty ze swego stanowiska wystarcza. Oznacza to, ze ‘argumenty’ były bardziej niż przekonujące”[27].

Fakty, które zdołałem ustalić, nie stanowią dowodu, że abp Bugnini był masonem. Udało mi ustalić, że dokumentacja dowodząca jego przynależności do masonerii złożona została w ręce Pawła VI, który wkrótce zdymisjonował Arcybiskupa i wygnał go do Iranu. Jest teoretycznie możliwe, że Paweł VI podjął już decyzję o zdymisjonowaniu Arcybiskupa i rozwiązaniu jego kongregacji z jakichś powodów całkowicie nie związanych z dyskutowanym tu dowodem. Jednakże mamy tu do czynienia z nieco zbyt rażącym zbiegiem okoliczności i należy zbadać wszystkie alternatywne wyjaśnienia.

Osobiste zaprzeczenie przez msgr Bugniniego przynależności do masonerii musi być postrzegane w świetle jego zaprzeczenia, że protestanci odegrali jakąkolwiek rolę przy tworzeniu Novus Ordo Missae:

„Jaką rolę w Consilium odgrywali ‘Obserwatorzy’? Nie czynili nic więcej, poza obserwowaniem. Przede wszystkim uczestniczyli oni jedynie w spotkaniach studyjnych. Po drugie, zachowywali się z nieskazitelną dyskrecją. Nigdy nie włączali się do dyskusji i nigdy nie prosili o głos”[28].

Zadałem sobie trud napisania bezpośrednio do jednego z owych obserwatorów, który zapewnił mnie, że odgrywali oni bardzo aktywną rolę podczas spotkań studyjnych, które były całkowicie dla wszystkich i podczas których można było bardzo szczerze wymieniać poglądy. Kompletną dokumentację odnośnie do roli obserwatorów zamieściłem w Dodatku III.

Podobny incydent wydarzył się odnośnie do niesławnego artykułu 7 Wprowadzenia Ogólnego do Mszału Rzymskiego. Następujące świadectwo, przedstawione przez nie żyjącego już kard. Journeta, opublikowane zostało w „La Pensee Catholique”:

„Bugnini zaniósł proponowany tekst Ordo Missae oraz Wprowadzenia Ogólnego Ojcu Świętemu. Papież powiedział, że ograniczy się do zbadania samego tekstu Ordo Missae i polecił Bugniniemu przedłożyć Wprowadzenie Ogólne Kongregacji Nauki Wiary. Jednakże, w akcie bezprecedensowego[29] nieposłuszeństwa, Bugnini wydrukował tekst Wprowadzenia nie przedstawiwszy go Kongregacji.

Gdy papież dowiedział się w tym samym czasie o pierwszych pełnych zgorszenia reakcjach pewnych kardynałów Kurii, płakał nad nim z żalu, wstydu i gniewu. Kardynał widział to na własne oczy. Zdecydował opublikować nową wersję, ale inna została już wydana i trafiła do obiegu. Gdy wyraziłem zdziwienie, że papież nie ogłosił publicznie potępienia (Wprowadzenia Ogólnego), kardynał podniósł jedynie ręce i odpowiedział: ‘Alas!’”[30][31].

Amerykański kapłan, o. Milan Mikulich OFM zaświadcza, że odkrył błąd o poważnych implikacjach doktrynalnych w oficjalnej angielskiej wersji Ordo MIssae i przedłożył go kard. Franjo Seperowi, Prefektowi Kongregacji Nauki Wiary (obaj byli Chorwatami). Kard. Seper zgodził się, że błąd był poważny i że powinien zostać natychmiast poprawiony. O. Mikulich uzyskał osobistą audiencję u abpa Bugniniego, który obiecał, że dokonana zostanie stosowna poprawka. O. Mikulich pisze: „Powstaje więc pytanie: czy rzeczywiście zażądał on wprowadzenia tej poprawki, czy też został zignorowany przez biuro ICEL. Tylko on może udzielić na nie odpowiedzi”[32].

W książce Pope John’s Council zauważyłem, że moje krytyczne stanowisko wobec reformy liturgicznej nie opiera się w żadnej mierze na twierdzeniu, że abp Bugnini był masonem[33]. Stanowisko moje oparte jest wyłącznie na samej reformie oraz skutkach, jakie wywarła ona na życiu Kościoła. Nawet gdyby można było dowieść, że – nie będąc masonem – Arcybiskup jest w istocie jednym z najbardziej szczerych i oddanych katolików w obecnym wieku, moje stanowisko wobec Novus Ordo MIsaae nie zmieniłoby się w niczym. To, że abp Bugnini zniszczył ryt rzymski jest łatwo weryfikowalnym faktem historycznym. Jak zauważył dr von Hildebrand, nawet sam diabeł nie potrafiłby zrobić tego lepiej. To, czy przy tym dziele zniszczenia kierował się dobrymi czy złymi intencjami jest bez wątpienia interesujące, stąd niniejszy rozdział, nie ma jednak wpływu na obiektywny stan rzeczy. Oczywistą analogią jest ofiara wypadku samochodowego. Policja może oskarżyć kierowcę który go zabił o prowadzenie pod wpływem alkoholu. Kierowca może zostać uniewinniony lub uznany za winnego, w żadnym jednak przypadku nie zmieni to faktu, że jego ofiara jest martwa. W tym przypadku, jak zaświadcza ultraliberalny liturgista ks. Gelineau: „Ryt rzymski, taki jaki znaliśmy, już nie istnieje. Został zniszczony”[34].

Kościół soborowy w oczywisty sposób przywiązuje wielkie znaczenie do przekonania ogółu wiernych że w żadnym momencie swej kariery abpa Bugniniego nie podejrzewano w najmniejszym nawet stopniu o nic ani nie padł on ofiarą żadnych sankcji. Jego własny periodyk, „Notitiae”, stwierdził w numerze z lutego 1972, jako wyraz uznania po udzieleniu mu sakry biskupiej, że został on mianowany wykładowcą liturgiki duszpasterskiej Na Uniwersytecie Laterańskim w roku 1957[35]. Jak pokazałem w tym rozdziale, został on zwolniony z tych obowiązków w roku 1962, za zgodą Jana XXIII. Katolicki świecki był w stanie obejść cenzurę narzuconą katolickim mediom oskarżając abpa o powiązania z Masonerią w liście do (londyńskiego) „Daily Telegraph” z 1 grudnia 1975 roku. Następnego dnia pojawiła się odpowiedź z msgr George’a L. Leonarda, głównego oficera informacyjnego katolickiego Biura Informacyjnego. Stwierdzało się w nim, że świecki ów był „zmanipulowany i niedoinformowany”. Uzasadnienie podane przez msgr Leonarda brzmiało jak następuje:

„Papieski Uniwersytet laterański posiada swój własny personel. Abp Bugnini nigdy nie był tam wykładowcą a w konsekwencji nigdy nie został odwołany jak sugeruje wasz korespondent. Jest on traktowany przez wszystkie szanowane władze jako ekspert liturgiczny o najwyższych kwalifikacjach. Pisze on o kulcie Bożym w oficjalnych publikacjach Watykanu”.

Tak więc mówi Kościół soborowy.

Podczas gdy abpa Bugniniego uznać należy za odpowiedzialnego za reformę liturgiczną w tym sensie, że był on niejako jej siłą napędową, nie może to zmienić faktu, że Paweł VI musi przyjąć odpowiedzialność za Novus Ordo Missae. Papież musi zaakceptować to, co nazywa się ‘wyłączną odpowiedzialnością’ za wszystkie oficjalne zmiany. Niezależnie od tego, czy mu się one podobały czy też nie, autoryzował je, i nie potępiał ani odrzucał. Jednak w odniesieniu do jego wyłącznej odpowiedzialności jasne jest, że papież nie tylko zatwierdzał oficjalne zmiany, ale był ich entuzjastą. Wychwalał je, bronił ich i potępiał tradycjonalistów, którzy ich nie przyjmowali. Opatrznościowo, nie posunął się do zaangażowania w pełni swego papieskiego autorytetu by zakazać celebracji Mszy Trydenckiej w sposób, który byłby prawnie (jeśli nie moralnie) wiążący. Stąd błędem byłoby wyciąganie wniosku z tego rozdziału, że Paweł VI zatwierdził nową Mszę raczej ze słabości niż z przekonania. Zostało to potwierdzone przez ks. Gottardo Pasqualetti, który był sekretarzem abpa Bugniniego w latach 1964-1975, był więc w stanie śledzić, krok po kroku, wdrażanie reformy liturgicznej. W wywiadzie opublikowanym 3 kwietnia 1980 roku we włoskim periodyku „Il Settimanale” zadano mu pytanie: „W jakim stopniu Paweł VI uczestniczył w reformie liturgicznej?”. Ks. Pasqualetti odpowiedział:

„Myślę, że ma wątpliwości, ze reforma liturgiczna jest wielkim dziełem Pawła VI. Korzystał on z pracy i opinii kardynałów, biskupów oraz doradców Consilium, które sam powołał dla wdrażania Konstytucji o liturgii. Poza tym konsultował się z biskupami przy okazji Synodu w roku 1967, również w kwestii Liturgii Godzin chciał poznać zdanie każdego biskupa. Tak samo postąpił w przypadku innych ważnych aktów, jak w kwestii wprowadzenia praktyki kładzenia konsekrowanego chleba na dłoni komunikowanego. Podczas tworzenia schematu przygotowawczego jak również w ostatnich etapach pracy, Paweł VI osobiście studiował kwestie i proponował rozwiązania. W archiwach znajdują się niezaprzeczalne dowody jego uwag, obserwacji, uwag pisanych jego własną ręką wyrażających jego wolę lub jego aprobatę. Ponadto śledził on wdrażanie reformy z duszpasterską wrażliwością i zrozumieniem; odprawiał nową liturgię i gdy to było konieczne, interweniował odważnymi i historycznymi decyzjami, jak rozszerzenia zakresu używania języków narodowych na całą liturgię i w zatwierdzeniu nowych Modlitw Eucharystycznych”.

Tak więc, choć słusznie nazwać można abpa Bugniniego Wielkim Architektem Rewolucji Liturgicznej, która zniszczyła ryt rzymski, sprawiedliwość wymaga by odpowiedzialność za tę rewolucję spoczywa bezpośrednio na barkach Pawła VI, co usprawiedliwia i wyjaśnia tytuł niniejszej książki „Nowa Msza Pawła VI”.

Uzupełnienie

Już po złożeniu niniejszego rozdziału w „Homiletic and pastoral Review” z maja 1980 ukazał się ostry atak na moją osobę autorstwa abpa Bugniniego. Stwierdził on, że jestem kłamcą i że mam znajomych, którzy są „zawodowymi kłamcami”. Zaprzeczył, jakoby „w reformie liturgicznej znajdowało się choć jedno zdanie, które podawałoby w wątpliwość wiarę w Eucharystię”. Nigdy nie twierdziłem, że oficjalny łaciński tekst Novus Ordo MIssae zawiera formalną herezję. Twierdzę natomiast, ze wiara w ofiarnych charakter Mszy został poważnie rozmyta poprzez pominięcia i mętną frazeologię, co wyjaśnimy w następnym rozdziale niniejszej książki. Jeśli Wprowadzenie Ogólne postrzegane jest jako część reformy liturgicznej, z pewnością podaje ona w wątpliwość katolickie nauczanie eucharystyczne.

W swym liście abp Bugnini powtórzył swe zaprzeczenie z roku 1976, jakoby kiedykolwiek był członkiem masonerii, zaprzeczenie, na które zwracałem uwagę w tym rozdziale. Chciałbym podkreślić, iż nigdy nie twierdziłem, że potrafię udowodnić przynależność Arcybiskupa do masonerii, a jedynie że został on zwolniony przez Pawła VI, ponieważ papież uważał go za masona. Arcybiskup uznał ten fakt osobiście w swych wydanych pośmiertnie wspomnieniach z reformy liturgicznej, opublikowanych po włosku w roku 1983 a po angielsku w 1990. Na stronie 93 wspomina on o swym liście do „Homiletic” potępiającym mnie jako oszczercę, jednak na stronach 90 i 91 stwierdza dokładnie to samo, o czym ja pisałem. Odnosząc się do swego zwolnienia i rozwiązania Kongregacji Kultu Bożego, napisał:

„Jakie powody popchnęły papieża do tak drastycznej decyzji, której nikt nie oczekiwał i która ma tak poważne konsekwencje dla Kościoła? Napisałem we Wstępie do tej książki, że ja sam nigdy nie poznałem tych powodów z całkowitą pewnością, choć, co zrozumiałe w tej przykrej sytuacji, pukałem do wielu drzwi na wszystkich szczeblach (…) Pod koniec lata kardynał, który zazwyczaj nie był nastawiony entuzjastycznie do reformy liturgicznej powiedział mi o istnieniu ‘dossier’, które miał on widzieć (a może przynieść) na biurku papieża, które dowodziło, że abp Bugnini był masonem”[36].

Michael Davies

tłum. Scriptor

Biografię abpa Bugniniego znaleźć można w nrze 70 „Notitiae” z lutego 1970 roku, ss. 33-34.

http://www.bibula.com/?p=92591
  Temat: PIEKŁO
Coltrane

Odpowiedzi: 0
Wyświetleń: 124

PostForum: Religia   Wysłany: 5 Czerwiec 2017, 09:55   Temat: PIEKŁO
Romano Amerio: możliwość wiecznego potępienia wynika z godności człowieka



Prawda o piekle nie cieszy się estymą „nowoczesnych” teologów. Niektórzy posunęli się wręcz do jego negacji. Nie pasowało do ich liberalnych poglądów. Nie pasowało do kultu człowieka. Jeśli człowiek uznaje się za pępek wszechświata, to istotnie wieczne potępienie postrzega jako błąd Pana Boga. Nauka Kościoła jednak sprzeciwia się tej szalonej pysze.

„Ludzie nie słuchają już kazań na temat piekła”, ubolewał w 1971 roku Paweł VI. Zdaniem niektórych do tego stanu rzeczy przyczyniło się przemilczenie ryzyka wiecznego potępienia w nauce Soboru Watykańskiego II. W jego dokumentach jedynie raz pada określenie „ogień wieczny”. Nie oznacza to bynajmniej, że Sobór zanegował tradycyjną naukę o wiecznym potępieniu. Nic takiego tam nie nastąpiło. Niektórzy jednak, tak jak Karl Rahner, twierdzili inaczej. Dziwne poglądy zaczęły przenikać nawet do umysłów biskupów. Francuski Episkopat w latach 70-tych XX wieku stwierdził, że piekło to tylko obraz skierowany do ludzi na „niskim stadium religijnego rozwoju”.

Tego typu twierdzenia są oczywiście nie do przyjęcia dla katolickiego teologa czy filozofa. Ten musi wprawdzie usuwać błędne, literackie czy nadmiernie przerażające wizje piekła. To nie oznacza bowiem największego możliwego cierpienia. Nie jest też obozem koncentracyjnym. Tym niemniej stanowi miejsce smutku z powodu wiecznej utraty najwyższego Dobra: Boga.

Jednak teolog musi głosić prawdę o istnieniu wiecznego potępienia. „Jest prawdą Bożą i artykułem wiary katolickiej, że istnieje piekło – a zatem są też potępieni. Wynika to ze słów Chrystusa, który nazwał Judasza synem zatracenia, z przypowieści o kąkolu, a wreszcie z jednoznacznych stwierdzeń Boskiego Nauczyciela na temat Sądu Ostatecznego”.

Antropocentryzm źródłem negacji piekła

Zaprzeczanie istnieniu piekła to przejaw antropocentryzmu. Zaprawionego mdłym, humanitarnym sosem. „Miłość własna nie uważa się za niewspółmierną wiecznej szczęśliwości, natomiast napawa ją odrazą myśl o wiecznej karze. Czymże jest to spowodowane, jeśli nie tym, że chcąc się łudzić, sama siebie zwodzi”, twierdzi cytowany w „Iota Unum” myśliciel Jacques Abbadie w „Traktacie o prawdzie chrześcijańskiej”.

W takim poglądzie zwolenników zbawienia wszystkich ludzi jest jakaś logika, ale tylko pod warunkiem, że uznamy człowieka za cel ostateczny. To zaś nieprawda, przekonuje Romano Amerio. Ponieważ zaś pojedyncza istota ludzka, za wyjątkiem Chrystusa nie stanowi ostatecznego celu Stwórcy, to jego porażka nie oznacza porażki Boga.

„Można byłoby mówić o porażce i o absurdzie – czyli o jakiejś wyrwie w rozumnej myśli – gdyby piekło było przypadkowe i gdyby naruszało zamysł Boży”, zauważa szwajcarski filozof. „Jednak jest ono częścią wszechświata, który, jako wszechświat właśnie, jest dobry. Na jego dobroć składają się rozmaite części, które brane pojedynczo są jedne dla drugich miłe lub przykre, ale które łącznie tworzą dobrą lub doskonałą całość, której Bóg chce Swym chceniem doskonałym i dobrym”.

Potępieni chcą kary

Piekło nie stanowi zatem czystego zła. Dzieje się tak, ponieważ przywraca ono sprawiedliwość. Kara piekielna nie jest środkiem poprawczym ani sposobem ochrony społeczeństwa. Nadal jednak pełni swą główną rolę. Naprawia naruszony przez grzech ład moralny.

Autor „Iota Unum” przytacza słowa Dantego Alighieri. „Co rychlej”, pisał autor „Boskiej komedii” „wszyscy rzekę przebyć skorzy, bo tak ich boska sprawiedliwość bodzie, że zmniejsza lęku, a pragnienie mnoży”. Zdaniem Romano Amerio to nie tylko poetycki obraz. Zawiera się w nim wiele prawdy. Dlaczego? Ponieważ dzięki poddaniu się karze, przywrócony zostaje przynajmniej zewnętrzny ład. Podobnie twierdziła z resztą święta Katarzyna z Genui. „Gdyby nie widziała w tym dusza porządku pochodzącego z Bożej sprawiedliwości, wpadłaby w jeszcze głębszą otchłań, będąc poza tym porządkiem”, pisała.

Ograniczoność grzechu i nieograniczoność kary?

Czy jednak, pytają niektórzy, grzech, choćby ciężki, zasługuje na wieczną karę. Wszak dokonał się w ograniczonym czasie. Czyż nie zachodzi tu brak proporcji? Nie, odpowiada Romano Amerio, ponieważ grzech świadczy o stosunku człowieka względem ładu moralnego. Do Dobra i Zła. Dlatego też „w tym sensie choćby najbardziej przelotny akt woli, o ile był on faktycznie aktem woli, zawiera oprócz swej doraźnej wartości nadwartość aksjologiczną ukazującą stosunek do wiecznych archetypów. Właśnie na tym stosunku zasadza się w katolicyzmie wybitna godność człowieka i to ona stanowi o moralnej powadze ludzkiego istnienia”.

Ponadto gdyby prawdziwa okazała się teoria apokatastazy głoszona przez Orygenesa, a w XX wieku przez Karla Rahnera i Jacquesa Maritaina, to de facto zniesiona zostałaby różnica między dobrem i złem. Wszak nawet tymczasowa kara zmarłego w grzechu ciężkim złoczyńcy, bladłaby wobec perspektywy wiecznego szczęścia. Szczęścia zażywanego na równi ze świętym. Nie chodzi tu tylko o motywację do świętego życia, lecz o zachowanie powagi rozróżnienia między dobrem i złem. Gdyby teza o powszechnym zbawieniu okazała się prawdziwa, to „dziewictwo i nierząd byłyby jedną i tą samą rzeczą, a przeszłość zostałaby właściwie wymazana – skoro nie liczy się to, czym byliśmy, lecz to, czym będziemy w wieczności”. Różnica między katem, a ofiarą także uległaby de facto zamazaniu.

Tak jednak nie jest „Żyd z Auschwitz po wieczne czasy pozostanie Żydem z Auschwitz, a kat Eichmann będzie po wieki Eichmannem. Piekło jest tym, co czyni różnicę między Eichmannem, a ofiarą Auchwitz: chodzi tu zatem o zachowanie istoty rzeczy”. Wprawdzie Bóg może udzielić za życia przebaczenia win. Jednak wymagana jest skrucha. Bez niej człowiek sam skazuje się na potępienie, przypomina Romano Amerio.

Źródło: Romano Amerio „Iota Unum”

Marcin Jendrzejczak

Książkę Romano Amerio pt. „Iota Unum” można zamówić w Wydawnictwie ANTYK, 05-806 Komorów, Klonowa 10a, tel. 227580359, antyk@wolfnet.pl

https://www.pch24.pl/roma...ka,51956,i.html
  Temat: Ku odzyskaniu myślenia katolickiego
Coltrane

Odpowiedzi: 89
Wyświetleń: 17089

PostForum: Religia   Wysłany: 5 Czerwiec 2017, 09:53   Temat: Ku odzyskaniu myślenia katolickiego
Spokojnie budować na Panu Bogu

Zdarza się tak. Młoda dusza dojrzewa. Odkrywa skarby Bożej prawdy, odkrywa Objawienie Boże zawarte w Piśmie Świętym i Tradycji – rozumianej tak, jak ją przez wieki rozumiał Kościół Katolicki. Podejmuje istotne decyzje. Wchodzi w środowisko deklarujące wierność Tradycji. Ale tam, gdzie są ludzie, tam są ograniczenia i słabości, i grzechy, i błędy. Widząc je, może się młoda dusza zniechęcić, bo spodziewała się tam większej doskonałości.

Apostoł Narodów z troską nalega: „Jak więc przejęliście naukę o Chrystusie Jezusie jako Panu, tak w Nim postępujcie: zapuśćcie w Niego korzenie i na Nim dalej się budujcie, i umacniajcie się w wierze, jak was nauczono, pełni wdzięczności” (Kol 2, 6-7). Młody Jarogniew Wojciechowski, przed zgilotynowaniem w niemieckim więzieniu w 1942 roku, pisał w liście do swojej siostry: „Ludzi nie przeceniaj zbyt w dobrym ani w złym”.

Trzeba budować na Panu Bogu, Jemu ufać, Jemu wierzyć, Jego kochać ponad wszystko i wszystkich. Tradycja to Boża sprawa! Wtedy młodej duszy, odkrywającej skarby Tradycji, na widok ludzkich braków, ograniczeń i błędów, rozczarowanie i zniechęcenie nie grozi. Młoda dusza prostolinijna rozumie i nie zniechęci się.

https://verbumcatholicum.com/2017/06/03/spokojnie-budowac-na-panu-bogu/
  Temat: Ku odzyskaniu myślenia katolickiego
Coltrane

Odpowiedzi: 89
Wyświetleń: 17089

PostForum: Religia   Wysłany: 1 Czerwiec 2017, 09:29   Temat: Ku odzyskaniu myślenia katolickiego
Słowo Kapłana do Czcigodnych Konfratrów w katolickim kapłaństwie

Katolicka autonomia kapłana



Noli timere, sed loquere et ne taceas.
„Przestań się lękać, a przemawiaj i nie milcz” (Dz 18, 9).


Groteskowe są współczesne nurty dyrygujące kapłaństwem – jawnie i z ukrycia. To Kościół Katolicki od początku naucza tego, co należy do kapłana i jak ma on wykonywać swoją służbę. Należy do niej m.in. obowiązek nauczania Objawionej prawdy, zawartej w Piśmie Świętym i Tradycji – rozumianej tak, jak ją rozumiał przez wieki Kościół Katolicki. Objawiona prawda dotyczy rzeczywistości nadprzyrodzonych oraz doczesności – całej rzeczywistości – ujętej sub specie aeternitatis (pod kątem wieczności).

Niech nam więc nie bredzą ci, którzy głos kapłana chcieliby odmierzać kroplomierzem i wpisywać w tory poprawności różnych – zarówno jeśli chodzi o czas i przestrzenie obecności, jak i zakres merytoryczny kapłańskich wypowiedzi.

Współczesny proceder zaprzęgnięcia szerokich warstw kleru do globalnego instalowania neoreligii oraz problem przytłamszenia wolnego katolickiego głosu kapłańskiego przez czynniki niekatolickie (obecne w Kościele i poza Kościołem) wołają o przezwyciężenie. Punktem odniesienia jest stała katolicka doktryna o kapłaństwie oraz przepiękne figury świętych papieży, biskupów i kapłanów, którzy słowem jasnym i decyzją konsekwentną prezentowali pasterzowanie katolickie par excellence. Trzeba czytać, poznawać żywoty świętych pasterzy! Kapłan katolicki kształci się chętnie.

Św. Grzegorz VII, św. Atanazy, św. Ambroży i wielu niech będą wyrzutem sumienia dla duchowieństwa grzęznącego w doktrynalnych błędach, rozstrajaniu kultu, w potulności wobec zarządców poprawnościowych, w ignorancji i grzechach osobistych.

Czas powstać! Pięknie jest być kapłanem katolickim, wiernym!

Wtedy Pan Bóg jest godnie w majestacie uczczony, Kościół Katolicki w autorytecie podwyższony, dusze odnoszą pożytek a kapłan – święty. Perspektywy – z łaską Bożą – dosiężne!

– – –

Wyborną częścią Biblioteki ’58 są żywoty świętych pasterzy – papieży, biskupów i kapłanów.

Biblioteka ’58 otwarta całą dobę przez wszystkie dni tygodnia.

https://verbumcatholicum.com/2017/06/01/katolicka-autonomia-kaplana/
  Temat: HUMOR
Coltrane

Odpowiedzi: 466
Wyświetleń: 122332

PostForum: Gadu Gadu   Wysłany: 1 Czerwiec 2017, 08:36   Temat: HUMOR
 
Strona 1 z 1052
Skocz do:  
Informacje | TV Trwam | Radio Maryja na żywo |
Polecamy:informacje ktorych potrzebujesz Fundacja Skierniewice i Szkola Skierniewice
Korzystanie z forum oznacza pełną akceptację otrzymywania plików cookies.

phpBB by przemo  
Strona wygenerowana w 1,647 sekundy. Zapytań do SQL: 15