Jak historyczna rusofobia zapędziła nas donikąd

Luźne pogaduchy
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Endek
Posty:2948
Rejestracja:24 listopada 2008, 20:37
Lokalizacja:Nieporęcki Las
Jak historyczna rusofobia zapędziła nas donikąd

Post autor: Endek » 29 stycznia 2013, 18:30

Jak historyczna rusofobia zapędziła nas donikąd

Posted by Marucha w dniu 2013-01-29 (wtorek)

W dzienniku „Rzeczpospolita” (16.01.2013) Wiesław Walendziak i Rafał Kasprów w artykule „Gdzie leży Polska?” pytają: „Mieliśmy szansę być państwem bogatszym i silniejszym, ale na własne życzenie wyznaczyliśmy sobie rolę nieistotną. Czy taką samą drogę wybraliby Dmowski lub Piłsudski, gdyby przyszło im żyć we współczesnym państwie?”.
Obrazek

Prezentują jakże inne spojrzenie na sprawy polskie niż cały tabun dziennikarzy, także tych „niepokornych”, których wyróżnikiem jest histeria i powtarzanie oklepanych smoleńskich i antykomunistycznych sloganów.

Sam dziennik „Rzeczpospolita” od razu zastrzegł, że opinie wyrażone w tym artykule są wyłącznie „prywatnymi poglądami autorów”. Wiadomo, że są, nigdy się tak nie pisze, ale polityczna poprawność i obawa przez naruszeniem obowiązującego tabu – skłoniła redakcję do jasnego „odcięcia” się od głoszonych przez autorów tez.

Cóż takiego przestraszyło redakcję? Ano poczytajmy:

„Polacy uwielbiają historię. Politycy i publicyści posługują się często do opisu współczesnego świata ideami z okresu I i II Rzeczpospolitej. Tak jakby konkretne zdarzenia i sytuacje historyczne miały być uniwersalnymi wzorcami dla losów współczesnej Polski.

Warto zacząć od tego, że Polska jaka narodziła się po roku 1989 jest całkowicie nowym państwem, nie mającym żadnego sensownego odniesienia w poprzednich formach państwowości. Najbardziej fundamentalne mechanizmy kształtujące współczesność takie jak położenie geograficzne, struktura etniczna ludności, poziom integracji z Europą Zachodnią, ryzyko konfrontacji międzypaństwowej są tak odległe od jakichkolwiek analogii historycznych, że de facto wymagają myślenia o Polsce jak o nowym europejskim państwie.

W 1989 powstało państwo położone na obszarze Centralnej Europy w granicach w jakich administracyjnie i kulturowo nigdy nie znajdowało się tak daleko na Zachodzie i nigdy nie było tak dramatycznie nieobecne na Wschodzie. Jednak odzyskanie niepodległości w 1989 roku nie tyle zaskoczyło elity polityczne, ile nastręczyło im zaskakująco poważnych kłopotów przy formułowaniu nowoczesnej wizji państwowości”.

I zaraz konkretyzują, o co im chodzi – o bezrozumną, nacechowaną fobiami i kompleksami politykę wschodnią. Czytamy:

„Dobrym przykładem jest to, że żadna siła polityczna w Polsce nie próbowała sformułować programu, w którym wynikające z „nowego” położenia geograficznego obszary takie jak np. „polityka tranzytowa” przyniosłyby wymierną korzyść państwu. Przeciwnie, w rezultacie im więcej mówiono o bezpieczeństwie energetycznym państwa i o niebezpieczeństwie utraty podmiotowości na tym polu, tym łatwiej doprowadzono do sytuacji, w której praktycznym wyrazem dywersyfikacji jest to czy kupować gaz bezpośrednio od Rosjan, czy kupować ten sam rosyjski gaz od Niemców.

Wciąż prowadzona na tym polu i mimo upływu lat zyskująca nowe formy polityka i publicystyka inspirowana często ideami czy to Dmowskiego czy Piłsudskiego na poziomie konkretnych rezultatów przyniosła efekty dokładnie odwrotne od tych propagandowo deklarowanych”.

I dalej:

„Polska, płaski jak stół kwadrat pośrodku Europy miała szansę stać się obszarem tranzytu surowców energetycznych oraz towarów w obszarze życia 500 mln ludzi. Korzyść jest łatwo policzalna. Wydajemy na zakup 10 mld m3 rosyjskiego gazu rocznie około 15 mld złotych i uznajemy to za polityczny dramat, równocześnie tracąc porównywalne kwoty na tym, że sami wyeliminowaliśmy się z systemu tranzytu surowców z Rosji do Zachodniej Europy.

Mamy do czynienia z ewenementem, po 23 latach tranzytowe rurociągi omijają nas szerokim łukiem. Nie chcieliśmy dokończyć projektu Jamał II, możliwość uczestniczenia w Nord Stream odrzuciliśmy a teraz przeglądamy się jak przyjaciel Polski, Victor Orban podjął zupełnie słuszną, z własnego punktu widzenia, decyzję o przystąpieniu do projektu South Stream.

W rezultacie gazociąg Jamalski stanie się wkrótce praktycznie niepotrzebny do celów innych niż zaopatrzenie Polski, podobnie z rurociągiem Przyjaźń, który bez większych strat dla Rosji może zostać w każdej chwili wyłączony ponieważ dostawy ropy znalazły omijające Polskę szlaki transportu (…) Na własne życzenie wyznaczyliśmy sobie rolę nieistotną strategicznie i ekonomicznie. Czy taką samą drogę wybrałby Dmowski lub Piłsudski gdyby przyszło im żyć we współczesnym państwie pośrodku Europy, między potrzebującym gazu i ropy Zachodem i gwałtownie bogacącym się Wschodem?”

Wyśmiewają reakcję elit i mediów na „sukces”, jakim było obniżenie cen gazu przez rosyjski Gazprom i polski straszak „uzależnienia energetycznego od Rosji”:

„Ogłaszając sukces negocjacji z Gazpromem wpisaliśmy się w taki sam krótkoterminowy model jakim przez lata było straszenie katastrofą energetyczną wynikającą z „zakręcenia kurka” z rosyjskim gazem w kraju, w którym cała energia elektryczna produkowana jest z węgla a większość gazu wykorzystują zakłady chemiczne.

Rosyjski gaz w bilansie energetycznym polski był i pozostaje czynnikiem strategicznie mniej istotnym niż naszych zachodnich sąsiadów. Zużywamy go ok. 14 mld m3, czyli siedmiokrotnie mniej niż Niemcy, a energię elektryczną produkujemy nieomal w całości z zakopanego w polskiej ziemi węgla. Rzekome poważne zagrożenie dla kraju brakiem dostaw było tak samo fikcyjne jak dzisiejsze sukcesy obecnej ekipy związane z pokonaniem Gazpromu w negocjacjach”.

I podkreślają:

“Wypowiadane przez polskich polityków słowa, w tym wypadku opisywały wszystko, tylko nie stan faktyczny. Bo stan faktyczny to konkretny rezultat – utraciliśmy szansę na utrzymanie pozycji kraju tranzytowego – i to w sytuacji, w której Rosja bardzo chciała swój gaz eksportować, a Zachód bardzo chciał ten gaz kupować.

Lekcję realnej polityki odrobili za to inni, czasem mniejsi sąsiedzi z UE. A przypomnijmy – startowaliśmy w sytuacji, w której ziemia pod Jamał II była już w Polsce wykupiona i budowano pierwsze przepompownie na potrzeby drugiej nitki tego gazociągu”.

Głosimy od lat jako pismo te same poglądy na ten temat. Można o nich powiedzieć, że są one uznawane przez większość jako „kontrowersyjne”. Tymczasem głoszenie ewidentnie szkodliwych bzdur uznawane jest za „polską rację stanu”.

Na tym polega dramat „wolnej Polski”, która fałszywe, wypływające z historycznych kompleksów i obcych podpowiedzi fobie, podlane solidną porcją rusofobii – uznała za paradygmat polityki zagranicznej i gospodarczej.

opr. (je)
http://sol.myslpolska.pl

Share this:
Email
Ten wpis został dodany w 2013-01-29 (wtorek) @ 07:16:01 i znajduje się w kategorii Gospodarka, Polityka. Możesz śledzić odpowiedzi do tego wpisu poprzez RSS 2.0 kanał. możesz napisz odpowiedź, lub trackback z Twojej własnej witryny.
Odpowiedzi: 26 to “Jak historyczna rusofobia zapędziła nas donikąd”




Lopek powiedział/a

2013-01-29 (wtorek) @ 09:52:17
Jeżeli omija się Polskę z rzeczonymi rurami czy magistralami kolejowymi – to daje to do myślenia, że na terenie Polski może być planowana jakaś wojenka zainicjowana przez obcych w sobie tylko wiadomym celu.


Fran SA powiedział/a

2013-01-29 (wtorek) @ 10:38:48
No wreszcie ktos nazwal rzeczy po imieniu. Przeciez ta awantura byla z daleka widoczna. Polacy sie osmieszyli ta anty-rosyjska agitacja. Popieralismy slepo takich samych idiotow na Ukrainie i nie dopuszczalismy zadnej analizy logicznej tego awanturnictwa. Czy nam myszy Popiela rozum zjadly??

A w to miejsce budowalismy bardzo kosztowne wiezienia dla CIA.
Nikt nam nie nakazal lojalnosci wobec Moskwy, ale priorytetem dla kazdego nawet najwiekszego przyglupa w Polsce powinien byc interes Polakow.
Czy Polacy tak oslepli z milosci do CIA a nienawisci i do Rosjan, ze nie zauwazyli, ze aktualnie idzie wielka bitwa o kontrole nad zrodlami energii?. I przydaloby sie siasc i troszke pomyslec jak sie zachowac, zeby nas w tej bitwie nie uszczkneli.
Jak ten baca, co siedzial na drzewie i pilowal galaz na ktorej siedzial, i to od strony pnia.

Miodzio powiedział/a

2013-01-29 (wtorek) @ 10:43:52
Lub, co wg mnie bardziej prawdopodobne, że jest to planowy “pokojowy” sposób pacyfikowania miejscowej ludności za pomocą odcięcia źródeł energetycznych i zaopatrzenia.
Wilki nie zmieniły się w owieczki i baranki.
Nie należy mieć co do tego złudzeń.
Artykuł ma jedno ,za to bardzo istotne, fałszywe założenie / przesłanie.
Tym przesłaniem jest przekonanie, że od Polaków cokolwiek zależy.
Że są podmiotem ,od którego woli i myśli zależy czy stosunki np.z Rosją będą dobre czy złe.
Otóż wg mnie jest to właśnie przykład tak krytykowanego przez autorów myślenia życzeniowego.
Nadmienię, że jest to bardzo łaskawe założenie.
O tym jakie będą stosunki z Rosją decyduje Rosja, a nie Polacy.
I to bez względu na umizgi czy ich brak.
To tyle jak idzie o ocenę “realizmu politycznego” tak często tu przywoływanego.


Fran SA powiedział/a

2013-01-29 (wtorek) @ 11:21:52
Ad. 4
Miodzio
Czy Lecha Kaczynskiego Rosjanie namawiali do tych wyglupow w Gruzji???
L.K. Skompromitowal caly narod Polski swoimi ‘wystapieniami’ w Gruzji, Izraelu i Lizbonie)
Czy Rosjanie namawiali Polakow na popieranie pomaranczowej rewolucji na Ukrainie?
Czy Rosjanie namawiali Polakow na bardzo drogie, ale zupelnie nieskuteczne tarcze rakietowe skierowane przeciwko Rosji??
(rozumiem, zeby byly tansze i SPRAWNE) ale zlom??
Czy Rosjanie namawiali nas na wiezienia CIA, w ktorych pozwolilismy torturowac zupelnie niewinnych obywateli obcych panstw wbrew polskiemu i miedzynarodowemu prawu? Te wiezienia kosztowaly nas krocie i beda nas jeszcze kosztowac bo nas chca zaskarzyc do trybunalu miedzynarodowego.
Czy Rosjanie namwiali nas do awantury wojennej w Iraku, Serbii, Libii, Afganistanie? Awantura w samym Afganistanie kosztuje nas miliardy zlotych. A mamy za to coraz drozsza benzyne i w ramach oszczednosci bedziemy mordowac staruszkow.
Czy Rosjanie nas namawiali, zeby popierac Ukraine w awanturze o cene gazu???
Rosjan mozna oskarzac o wiele rzeczy. Nalezy jednak trzymac sie faktow, a nie zydowskiej propagandy.

Czy Polakom juz mozg wysechl??


Miodzio powiedział/a

2013-01-29 (wtorek) @ 11:41:38
To Pan używa propagandy i to bardzo prymitywnej.
Ja stwierdziłem tylko, co jest obiektywną prawdą, że to Rosja decyduje o tym jakie będą stosunki z Polską (Gruzją,Łotwą, Litwą etc.).
Twierdzę też ,że żadne umizgi tego nie zmienią.
Dowodem jest, że Putin rozmawia z Michnikiem, a nie z przedstawicielami narodowców jak najbardziej prorosyjskich i aż za bardzo “realistycznych”.
To jest dowodem realizmu Putina, bliskiego powinowactwa i korzeni rozmówców ,jest też dowodem na zupełny brak realizmu “narodowców”, których Putin ma …w dupie.
Jak i całą ich polityczną koncepcję.
Szalenie realistyczną, niezależną i patriotyczną oczywiście.
Rosja to imperium. Zawsze było, jest i będzie.
I swoje stosunki z Polską będzie kształtować tak jak zechce.
Mając na względzie wyłącznie swoje interesy.
Kto twierdzi inaczej jest idiotą lub agentem wpływu.
Tak samo postępują inne państwa poważne (USA,Niemcy,Chiny).
To jest właśnie realizm.


Tralala powiedział/a

2013-01-29 (wtorek) @ 11:54:31
ad 6
“O tym jakie będą stosunki z Rosją decyduje Rosja, a nie Polacy.
I to bez względu na umizgi czy ich brak.”

Otoz to!


Griszka powiedział/a

2013-01-29 (wtorek) @ 11:58:01
@6
Nie przesadzajmy z tym Michnikiem, owszem Adam słodzi tak stronie rosyjskiej, że aż robi się człowiekowi momentami niedobrze, ale przecież zasłynął tym, że wkurzył Putina głupimi pytaniami o Chodorkowskiego na jednej z konferencji w ramach klubu Wałdajskiego. Jeśli już z kimś gada osobiście to na pewno nie z burkiem Michnikiem, który jest tylko tam traktowany jako dziennikarska papuga. Chyba, że Pan dysponujesz jakimiś nowymi faktami w tej sprawie.
-
“Tak samo postępują inne państwa poważne (USA,Niemcy,Chiny).”
-
Dwa pierwsze państwa są na pasku Izraela. Ciężko nazwać takie państwo poważnym, gdyz są one zupełnie zależne od lichwiarskiej międzynarodówki, której muszą się potem wysługiwać


Joe powiedział/a

2013-01-29 (wtorek) @ 12:25:40
Rodzina Szechterow juz niedlugo bedzie celebrowac 100-lat dzialania na szkode Polakow….A Polacy co????
Zamiast olac GW i tak jak ja nie wydac w zyciu 1-centa na to swinstwo….nadal placa i wspieraja tego dziada
ktoty jedzie do Rosji po propagande a nie wsparcie Putina ktory ma go gleboko…
Rosjanie robili i robia to co do nich nalezy…a szechterowka czy to w wykonaniu…stolcmanowym czy kaczorkowym…ma sie dobrze.


Rysio powiedział/a

2013-01-29 (wtorek) @ 12:26:16
re 3. “…….Polacy sie osmieszyli ta anty-rosyjska agitacja……”

To nie Polacy się ośmieszyli tylko twoi pobratymcy – Fran SA – parchy przy korycie.

Polacy nie mieli i nadal nie mają nic do gadania.

Wszystkie decyzje podejmują za nich miłościwie im panujący, starsi bracia w wierze.

Jan powiedział/a

2013-01-29 (wtorek) @ 12:28:54
@ Miodzio.
Rosja jest w stosunku do Polski w miarę niezależnym mocarstwem i dlatego warto zapamiętać radę A.Fredry – “znaj proporcje mocium Panie”. Słabszy winien liczyć się z silniejszym sąsiadem a nie sikać pod wiatr. Mimo różnic należy z rozwagą wykorzystywać sposobności do optymalnego ułożenia stosunków, dla dobra własnego narodu a nie podżegaczy, znając swoją słabość i mizerię. A nie uznawać że od nas nic nie zależy i bez obawy o konsekwencje czynić dalej głupoty polityczne. Historia dowiodła, że robiło się powstańcze awantury na polecenia masońskie a potem lamentowało na “złego Moskala”. Wiele razy słyszałem w radiu ojca Tadeusza wychwalanie Kaczyńskiego za to, że nie dał się uzależnić Rosji i nie dopuścił do budowy gazociągu przez nasz kraj. Minęło trochę czasu i ci sami zaczęli jak stado wyjców lamentować o zamachu na nas poprzez budowę Nord Stream. Coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że tylko we współpracy z Rosją cośkolwiek możemy.
Daj Pan wreszcie spokój z tymi poważnymi państwami. Radziłbym najpierw dokonać analizy bilansu krzywd korzyści doznanych od nich w historii, nie zapominając przy tym możliwych przyszłych scenariuszy.
Napuszczeni i napuszeni na Rosję a zwróceni do poważnego państwa niemieckiego zapominamy, że tym dajemy złe świadectwo o sobie. Alians z niedawnym wrogiem a pogarda i niechęć dla wyzwolicieli. Na koniec proszę sobie wyobrazić stan naszej Ojczyzny gdyby armia sowiecka pozostała na linii Bugu.


Jan powiedział/a

2013-01-29 (wtorek) @ 12:43:50
Ad.5. “Czy Polakom już mózg wysechł??”
Wygląda na to, że przynajmniej bardzo wielu. A może zatrzymali się w rozwoju z okresu lat 80-ych . Wolna Europa, propaganda KOR-owska, Tygodnik Powszechny, Gaz..Wyb i przepełnione miłością homilie soborowców zaprogramowały na trwałe łepetyny na jedynego wroga – komunę. Kto nie pasuje oświeconym albo uczonym i umnym inaczej dostaje odlew po ślepiach – komuch. Nie zrozumieją chyba nigdy szkodliwości zaprogramowanej i podsycanej destrukcyjnej polaryzacji.
Liberał to fanatyk na rzecz niezależności, który wychwala ją w każdej dziedzinie, aż do granic absurdu(abp, Marceli Lefebvre)

Syriusz
Posty:4297
Rejestracja:3 października 2008, 14:56

Post autor: Syriusz » 29 stycznia 2013, 18:58

NEOKOMUNIZM. WIDMO TERAŹNIEJSZOŚCI (I)


Widmo przyszłości prześladuje mnie i dręczy, we dnie i w nocy. I nie jest to sugestia strachu, ani wytwór rozgorączkowanej, chorej wyobraźni. Nie, widmo, o którym mówię, wyrasta z rzeczywistości, z tego, na co patrzymy własnymi oczami.
Marian Zdziechowski, Widmo przyszłości

Przypadająca w tym roku 150. rocznica wybuchu powstania styczniowego jest obchodzona hucznie przez środowiska patriotyczne, odwołujące się do tradycji walki czynnej. Zwłaszcza, że, jak przekonują patrioci, w obecnej sytuacji Polska narażona jest na utratę świeżo odzyskanej niepodległości i potrzebny jest nam przykład naszych odważnych przodków, aby postawić tamę zakusom dzisiejszych wrogów wolnej Polski.
A najważniejszym i najgroźniejszym wrogiem tejże jest nadal „Rosja”, kontynuująca nieprzerwanie swój imperialny marsz. Zastanówmy się zatem czy patrioci mają rację? Czy wrogiem naszej wolności i niepodległości jest rzeczywiście „putinowska Rosja”? I z kim dzisiaj powinni toczyć boje Ci, którzy wzorem bohaterów styczniowych roku 1863 poszliby do lasu w 2013 r?

Publicystyka polityczna mediów wszystkich nurtów, zarówno wysokonakładowych jak i „manufakturowych” (odwołujących się do wartości „prawicowo – konserwatywnych”) obraca się wokół tej samej, narzuconej nam na początku lat 90. narracji. Do najważniejszych punktów konstruujących ów polityczny zabobon należą przesądy głoszące, że: komunizm upadł, Związek Sowiecki się rozpadł, Polska odzyskała niepodległość, a obecna zła sytuacja społeczno – gospodarcza naszego kraju jest wynikiem rządów sprawowanych przez nieodpowiednich ludzi. Gdyby tylko w akcie demokratycznego wyboru Polacy wybrali tych odpowiednich, sytuacja nasza ulegnie radykalnej poprawie. Dali nam przykład bracia Węgrzy, że można tego dokonać, więc nie zwlekajmy. Czy podawany nam do wierzenia przekaz jest prawdziwy? Zacznijmy od przesądu pierwszego.

Profesor Marek Jan Chodakiewicz, autor orientujący się w sprawach międzynarodowych jak mało kto, stwierdził w jednym ze swoich artykułów, że: „rozróżniamy kilka faz komunizmu: komunizm w drodze do władzy, komunizm u władzy i komunizm po utracie władzy”. I w tym właśnie ostatnim sformułowaniu popełnia błąd, który nieobcy jest niestety reszcie prawicowych publicystów. Czy komunizm, który zdobędzie już władzę na jakimś obszarze jest w ogóle w stanie ją bezkrwawo i bezboleśnie utracić? Czy może sobie na to pozwolić? Kiedy sięgniemy do encyklopedii i słowników w celu odnalezienia hasła „komunizm” i zapoznania się z jego treścią, odszukamy sążnistą definicję, której mozolna lektura może nas zniechęcić do zastanowienia się czym w istocie ów wymysł XIX wiecznych intelektualistów jest. Tymczasem sprawa z komunizmem jest prosta i zawierać się powinna w krótkim hasełku: jest to metoda zdobycia i utrzymania totalitarnej władzy nad ludźmi. Dodajmy – władzy nie tylko nad życiem, zdrowiem i mieniem obywateli, ale także, a może nawet przede wszystkim, nad ich umysłem i emocjami. Celem komunistów jest więc władza, a najważniejszym środkiem prowadzącym do tego celu, sowietyzacja podbitej ludności, czyli mówiąc ich językiem: wykucie nowego człowieka. Nowej odmiany niewolnika.

Nic nowego pod słońcem – powie czytelnik powyższych słów. Wszak każda władza chce kontrolować swoich poddanych a niewolnictwo znane jest od starożytności. Jest jednak jakościowa różnica pomiędzy niewolnictwem starego typu, znanym nam z czasów grecko – rzymskich, a niewolnictwem sowieckim, na którą zwrócił uwagę m.in. ś.p. Piotr Skórzyński. Niewolnik w czasach starożytnych doskonale zdawał sobie sprawę ze swojego stanu, czyli z tego, że nie dysponuje w sposób swobodny swoją osobą, tylko jest własnością innego człowieka. Nikt nie wymagał też od niego, aby ze swojego niewolnictwa był zadowolony i okazywał to przy każdej nadarzającej się okazji. Marzeniem niewolnika było zmienić swój status i dołączyć do grona wolnych. Człowiek sowiecki wykuty przez rewolucję, w kolejnych pokoleniach ze swojego niewolnictwa nie zdaje już sobie sprawy. Mało tego, jest zadowolony i reaguje agresją na tych, którzy mu o jego marnym statusie mówią. Przy każdej nadarzającej się okazji dziękuje swoim panom za los jaki mu zgotowali, którego oczywiście zmienić nie chce.

Jak zauważył o. Józef Maria Bocheński: „komunizm jest na wskroś totalitarny. Obejmuje bezwzględnie wszystko, bez wyjątku. Partia wierzy, że posiadła prawdę absolutną, toteż nie może się mylić w niczym. Ponieważ tym samym jest wcieleniem absolutu, nikomu nie wolno ani wątpić w partię, ani jej się sprzeciwiać; należy jej okazywać ślepe posłuszeństwo, wszelkie nieposłuszeństwo jest zbrodnią. Celem partii jest rządzenie wszystkim. Należy to rozumieć najpierw w sensie geograficznym: partia musi w końcu sprawować rządy we wszystkich krajach bez wyjątku; musi zapanować nad światem. Trzeba to jednak rozumieć także w sensie głębszym. Rządy partii rozciągają się na wszystko - problemy polityczne, prawo, narodowość, gospodarkę, życie umysłowe, sztuki i nauki, religię. Wszystkie, nawet najbardziej osobiste sprawy człowieka muszą podlegać partii i być tym samym dostosowane do nauki komunistycznej. Ponadto, zgodnie z zasadą monizmu, wszystkie te działania uważane są jedynie za narzędzia służące osiągnięciu celów komunizmu”.

Utrzymanie władzy jest zatem immanentną cechą komunizmu. „Władzy raz zdobytej nie oddamy nigdy” – powiedział swego czasu towarzysz Władysław Gomułka i doskonale oddał w tym zdaniu istotę rzeczy, której wielu nie chce przyjąć do wiadomości. Władza komunistów nie zostanie zagrożona jeśli proces sowietyzacji podbitego społeczeństwa przebiegnie pomyślnie. Oznacza to, że kontrola umysłów obywateli oraz skuteczne zarządzanie ich emocjami odbywać się będą bez zakłóceń. Wtedy będzie można z nimi zrobić dosłownie wszystko. Na przykład wmówić im, że system, w którym żyli przez dziesięciolecia stał się nagle niewydolny i… upadł. A potem w akcie wyborczym podsunąć starego komunistycznego aparatczyka, który w „nowej” rzeczywistości postanowił zostać kobietą i został wybrany posłem (posłanką) na sejm „odrodzonej Rzeczpospolitej”. To działa…

Utrzymanie „raz zdobytej władzy” przez komunistów oznacza nie tylko brutalne rozprawienie się z tradycyjnymi elitami danego społeczeństwa, ale także, po wymordowaniu prawdziwych antykomunistów, zezwolenie na powstanie opozycji, którą będzie można użyć w procesie dezinformacji. Taka opozycja z „przystrzyżonymi pazurami” nie zagrozi realnej władzy komunistów, ale stanie się łatwym obiektem ataków ze strony rządzących, którzy będą mogli zrzucić na nią winę za nieuniknione kryzysy, a z drugiej strony zmusić
do legitymizowania przed światem swojej władzy. Skoro bolszewicy tolerują na swoim terenie opozycję to znaczy, że nie są tak krwawi jak głoszą „zoologiczni antykomuniści”. Poza tym przychodzi moment kiedy to opozycję zaprosi się do… współudziału w rządzeniu. Lecz dopuszczenie przez komunistów opozycji do wspólnego zarządzania zdobytym dawno krajem nie oznacza utraty władzy…

http://naszeblogi.pl/35947-neokomunizm- ... ejszosci-i

Awatar użytkownika
Endek
Posty:2948
Rejestracja:24 listopada 2008, 20:37
Lokalizacja:Nieporęcki Las

Post autor: Endek » 29 stycznia 2013, 19:23

Syriusz pisze:w obecnej sytuacji Polska narażona jest na utratę świeżo odzyskanej niepodległości
Ależ bełkot. Polska jest z woli PO PIS SLD i PSL krajem podleglym spedalonej unii.
Liberał to fanatyk na rzecz niezależności, który wychwala ją w każdej dziedzinie, aż do granic absurdu(abp, Marceli Lefebvre)

Syriusz
Posty:4297
Rejestracja:3 października 2008, 14:56

Post autor: Syriusz » 29 stycznia 2013, 19:57

NEOKOMUNIZM. WIDMO TERAŹNIEJSZOŚCI (II).

Związek Sowiecki podobnie jak komunizm upadł w 1991 r. Pustą przestrzeń po nim wypełniła m.in. Rosja, powracająca na stare, wypróbowane tory polityki imperialnej. Ta właśnie „Rosja” jest dziś naszym zagrożeniem. Wyciąga ku nam swoje macki pragnąc uczynić nasz kraj swoim dominium, a docelowo podjąć być może nawet kolejną próbę rusyfikacji. To dominująca narracja środowisk patriotycznych. Przeciw takiej właśnie „polityce rosyjskiej” zagrzewają nas do boju Ci, dla których niepodległa Polska stanowi nadal ogromną wartość. Czy mają rację? Czy naszym wschodnim, niebezpiecznym dla nas sąsiadem jest właśnie „ imperialna Rosja”?

robin
Posty:186
Rejestracja:12 sierpnia 2012, 20:45
Lokalizacja:dolnośląskie

Post autor: robin » 29 stycznia 2013, 19:59

Jeśli wierzyć rewelacjom portalu "WikiLeaks", to przed rozpoczęciem budowy Gazociągu Północnego Rosjanie bali się nie tego, że ich "polscy przyjaciele" nie zgodzą się na budowę drugiej nitki Gazociągu Jamalskiego, tylko ręcz przeciwnie - że wyrażą na to zgodę, a wtedy trudniej będzie znaleźć pretekst do ominięcia Polski w dostawach gazu na Zachód.
W stosunkach z Rosją należy moim zdaniem, stosować zasadę: "kochajmy się jak bracia, a rozliczajmy jak Żydzi" oraz "co nasze to nasze, a o waszym to możemy pogadać. Głupotą jest uznawanie Rosjan za "azjatycką dzicz" (taki błąd popełnił Rząd Narodowy, ujmując to określenie w odezwie do narodu rosyjskiego, wydanej na początku powstania styczniowego) i stawanie im okoniem we wszystkich aspektach życia politycznego i gospodarczego, ale głupotą jest też podlizywanie się im. Zresztą - nie tylko Rosjanom. W tej kwestii należy brać przykład z księcia Adama Czartoryskiego, który jeszcze w trakcie wyprawy Napoleona na Rosję utrzymywał poufne kontakty z carem Rosji, które zaowocowały później tym, że podczas obrad Kongresu Wiedeńskiego, niemożliwy okazał się już w kontekście ziem polskich powrót, do stanu sprzed roku 1806 - czyli całkowite unicestwienie państwowości polskiej. Jak wiadomo, powstała wtedy namiastka owej państwowości, zwana Królestwem Polskim (popularna Kongresówka), posiadająca własną administrację, armię i policję. Książę Czartoryski nie poparł puczu podchorążych w słynną noc listopadową, ale po wybuchu wojny z Rosją zerwał kontakty z carem, za co zapłacił dożywotnią banicją z kraju. Czyli nie przekroczył owej granicy lizusostwa, za którą stoi już tylko kolaboracja z wrogiem.
Wracając do dostaw gazu - zaryzykuję twierdzenie, że gdyby rządził nami właśnie ktoś pokroju księcia Czartoryskiego, to już od dwóch lat Państwo Polskie miałoby podpisaną umowę o wydobyciu gazu łupkowego, np. z takim "Shellem", przy jednoczesnym zapewnieniu sobie udziałów w przedsięwzięciu Nord Stream. Lecz niestety - nasze obecne elity mają, jak to pisał Rafał Ziemkiewicz - pochodzenie postkolonialne, które warunkuje wśród nich czołobitne zachowania wobec "metropolii"; obojętne, czy będzie to Moskwa, Berlin, Bruksela, czy Waszyngton. Bez zgody owych "metropolii' nasi decydenci nie zrobią kroku, a co najwyżej poustawiają na polskich drogach jeszcze więcej fotoradarów, rekompensując sobie czołobitność wobec owych "wielkich", jeszcze większą pogardą dla rodzimych maluczkich.

Awatar użytkownika
Endek
Posty:2948
Rejestracja:24 listopada 2008, 20:37
Lokalizacja:Nieporęcki Las

Post autor: Endek » 29 stycznia 2013, 21:43

robin pisze:Jeśli wierzyć rewelacjom portalu "WikiLeaks"
Może bym i wierzył, ale nie ma ku temu przesłanek.
Po co Rosja wycofała wojska z Polski, skoro ponoć chce tu wrócić?
Jezeli chce dokonać zaboru Polski, to po co ma się dzielic z Niemcami i żydostwem, skoro bez trudu moglaby mieć całą naszą Ojczyznę i palcem w bucie nikt by w naszej sprawie nie ruszył?
W Polskim interesie narodowym jest nie draznienie Rosji tak jak to ma w zwyczaju partia PiS, działajaca zresztą na polecenie syjonu. Można się tylko domysleć, że zostalismy wyznaczeni do tej roli, by uzasadnić obecność obcych wojsk na naszym terenie. Nie zdziwil bym się, jak za jakiś czas do Amerykanów dokwateruja wojska izraelskie, pod pozorem ochrony żydowskiej mniejszosci w Polsce.
Liberał to fanatyk na rzecz niezależności, który wychwala ją w każdej dziedzinie, aż do granic absurdu(abp, Marceli Lefebvre)

Awatar użytkownika
Coltrane
Posty:17740
Rejestracja:31 marca 2008, 23:47
Lokalizacja:Polska

Re: Jak historyczna rusofobia zapędziła nas donikąd

Post autor: Coltrane » 29 stycznia 2013, 21:57

Endek pisze:Jak historyczna rusofobia zapędziła nas donikąd...
A ja zapytam tak : a dokąd nas zapędziło historyczne rusofilstwo Targowiczan, z księciem Poniatowskim na czele ?

Przypomnijmy sobie jak to było ?

Po uchwaleniu przez Sejm Czteroletni 3 maja 1791 pierwszej konstytucji ustrojowej, część wpływowej magnaterii nie zamierzała poddać się prawom ustanowionym przez tę konstytucję i 14 maja 1792 zawiązała w niewielkim miasteczku Targowicy na kresach konfederację w celu jej obalenia. W rzeczywistości spisek został zawiązany 27 kwietnia 1792 w Petersburgu, pod patronatem cesarzowej Katarzyny II, która od 1768 r. występowała jako gwarantka ustroju Rzeczypospolitej. Sam tekst aktu konfederacji zredagował generał rosyjski Wasilij Stiepanowicz Popow, szef kancelarii księcia Grigorija Potiomkina.

Czymże to było jak nie rusofilstwem ?

Sorry, ale ja na takie rusofilstwo się nie zgadzam.

A czymże zakończyło się rusofilstwo bandy z Bieruten na czele ? 45-letnim okresem komunizmu w Polsce. Oto są skutki RUSOFILSTWA. Wystarczą te dwa przykłady, aby mięc obrzydzenie do czegoś co nazywa się rusofilstwem.

Awatar użytkownika
Coltrane
Posty:17740
Rejestracja:31 marca 2008, 23:47
Lokalizacja:Polska

Post autor: Coltrane » 29 stycznia 2013, 22:03

Endek pisze:W Polskim interesie narodowym jest nie draznienie Rosji tak jak to ma w zwyczaju partia PiS, działajaca zresztą na polecenie syjonu.
Endek, twoja płyta niemiłosiernie trzeszczy. Zmień ją na inną, bo ta melodia zaczyna irytować.

Co do gazociągu, to o ile mi wiadomo, Lech Kaczyński jako prezydent, sprzeciwiał się budowie gazociągu północnego. Może właśnie dlatego musiał zginąć...

ODPOWIEDZ