Codziennik

Luźne pogaduchy
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
AnnaE
Posty: 2197
Rejestracja: 2 lutego 2007, 22:09
Lokalizacja: Śląsk

TV Republika - interesujące

Post autor: AnnaE » 10 maja 2013, 18:31

Lansowanie konkurencji?

“Zrobią wszystko, by nie wpuścić Trwam na multipleks”

Może ktoś powiedzieć -€“ jest jedno miejsce ma multipleksie na stację społeczno-religijną, jest jedna poważna oferta, właśnie TV Trwam i potężne wsparcie społeczne. Władza nie może tego zlekceważyć.

O nie! O nie! To jest tak jak z komunistami. W domu nauczono mnie, by nie wierzyć im z zasady, cokolwiek by nie mówili, nie obiecywali. Trzeba wątpić metodycznie, bo zrobią wszystko, by Trwam nie znalazła się na multipleksie. Mogą zrobić prowokację, manipulować. Nie widzę dobrej woli, ale pragnienie, by wszystkimi mediami rządzili ci, którzy i dziś są wielcy. Polsat i TVN – €“ ileż oni mają już miejsc na multipleksie, nawet po kilkanaście.

Powstają jednak nowe inicjatywy – choćby satelitarna TV Republika. Jak ojciec dyrektor patrzy na to przedsięwzięcie?

Zawsze wychodzę z założenia, że tak jak wóz powinno ciągnąć wiele koni, tak sprawy Polskie musimy ciągnąć wspólnie. Ważne, by było czynione dobro. Rozmawiałem z dwojgiem ludzi z tej telewizji, którzy poprosili o spotkanie. Tak im powiedziałem.

Ale też nie możemy brać samych deklaracji za dobrą monetę. Musimy też patrzeć na korzenie i owoce. I tu mam kilka pytań. Po pierwsze, niepokoją mnie takie sygnały jak ten, że podczas ostatniego marszu w obronie TV Trwam w Gdańsku podeszły do uczestników dwie osoby przedstawiające się jako przedstawiciele Klubu „Gazety Polskiej” i zaczęły wołać, że teraz już mają TV Republikę i nie potrzebują Trwam. Nie wiem, czy naprawdę byli z tych klubów, tak mówili, ale to niedobre zachowanie. Wątpliwości budzą też bardzo bliskie związki tej stacji z Polsatem i jego właścicielem, panem Zygmuntem Solorzem. Polsat dał tej stacji miejsce na platformie cyfrowej, dał im nadajniki satelitarne. I to -€“ jak podkreślają autorzy tej inicjatywy – za darmo.

Może chce pomóc nowej stacji?

Proszę państwa, nikt nie daje takich rzeczy za darmo, a już na pewno nie pan Solorz. Zresztą proszę zauważyć, że pan Tomasz Sakiewicz, wiceprezes do spraw marketingu w tej stacji, nie napisał w swojej książce o panu Solorzu ani słowa. Ciekawe, prawda? Chociaż na szczypanie Radia Maryja znalazł miejsce. Ostatnio też poinformowano mnie, że pan Sakiewicz udzielił wywiadu serwisowi internetowemu Tomasza Lisa w ramach promocji tej telewizji. Budzi to największe zdziwienie, gdyż wszyscy wiemy, jaką postawę wobec Kościoła, polskiej tradycji, polskości, prezentuje pan Lis. To obrzucanie błotem, a już podejście do pana Jarosława Kaczyńskiego jest wręcz nieludzkie. I chyba nie należy z przedstawicielami takiego medium rozmawiać. W każdym razie nie powinni tego robić przedstawiciele mediów prezentujących się jako prawicowe. Tak sądzę.

W TV Republika są ludzie zasłużeni i ze wspaniałymi życiorysami, jak choćby Bronisław Wildstein. A jednak ma ojciec obawy dotyczące tej nowej inicjatywy?

Są tam bardzo różni ludzie. Tak, obawiam się, że za nimi, być może bez ich wiedzy, może stać układ biznesowy założony w celu przejęcia kontroli nad patriotyczną częścią Polaków. Nie chciałbym, by tak było, ale są w obozie władzy ludzie hołdujący zasadzie Lenina, który mawiał, że jak gdzieś rośnie opozycja, to zakładaj kolejne takie grupy. Żeby podłożyć własny przekaz. Mieliśmy w Polsce wiele przykładów wyprowadzenia ludzi w pole. Tak skanalizowano patriotów, kiedy stworzyli „Solidarność”, gdy ich głosami wybierano Wałęsę na prezydenta, gdy tworzyli AWS, a potem Ligę Polskich Rodzin. Wiemy, co z tego wyszło. Musimy być mądrzy.
Więcej: http://www.radiomaryja.pl/informacje/zr ... ultipleks/

Awatar użytkownika
Coltrane
Posty: 17740
Rejestracja: 31 marca 2008, 23:47
Lokalizacja: Polska

Re: TV Republika - interesujące

Post autor: Coltrane » 12 maja 2013, 20:35

W obronie Adama Słomki - maj 2013

Dziś Sąd Okręgowy w Warszawie znowu aresztował Adama Słomkę. Tym razem za obronę prawa do jawności rozpraw

Powszechnie znana jest spolegliwość Sądu Okręgowego w Warszawie wobec zbrodniarzy komunistycznych, z których środowiska się wywodzi. Kilka tygodni temu sąd ten uniewnnił „krwawego Kociołka”, zbrodniarza-ludobójcę odpowiedzialnego za masakrę w Grudniu 1970. Sąd ten niestety rozpatruje sprawę więzionego i torturowanego w stanie wojennym wówczas ucznia, następnie i dziś opozycjonisty - Tomasza Sokolewicza. 8 maja 2013 r. zeznania mieli złożyć funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa, którzy torturowali T. Sokolewicza, a najprawdopodobniej także zamordowali jego przyjaciela Emila Barchańskiego i kilku innych uczniów - bardzo młodych uczestników niepodległościowego Podziemia[1]. Na rozprawę przybył Adam Słomka, który - reprezentując pismo „Wolny Czyn” KPN Obszaru V, działając w interesie publicznym i broniąc prawa narodu polskiego do informacji (Art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka)- złożył wniosek o nagrywanie rozprawy na podstawie m.in. art. 357 i 358 kpk. Oba artykuły zapewniają prawo do nagrywania różniąc się w szczegółach. W pewnym uproszczeniu, art. 357 kpk mówi, że dziennikarze mogą nagrywać rozprawy gdy przemawia za tym interes społeczny. Z kolei art. 358 kpk daje stronie prawo do nagrywania dźwięku i nie mówi o prawie do nagrywania obrazu.

Jednak Sąd Okręgowy w Warszawie uznał, że za nagraniem zeznań jego chronionych przezeń wspólników-zbrodniarzy z SB „nie przemawia interes społeczny” (art. 357 kpk) a co do art. 358 kpk uznał, że artykuł ten dotyczy prawa do nagrywania dźwięku, a o czym prawo nie mówi, to jest zakazane.

A. Słomka odrzucił tę wymówki. Argumentował, że zbrodnie władzy, w tym tortury, mordy, karalna protekcja zbrodniarzy komunistycznych w wykonaniu sędziów budzą zainteresowanie społeczne („interes społeczny”) wręcz powszechne. Z kolei interpretując art. 358 kpk sędzia nie może gwałcić zasady Lege non prohibitum, licitum est („co nie jest zakazane, jest dozwolone”), od ponad 2 tysięcy lat jednej z podstaw prawa rzymskiego i cywilizacji Zachodu. Za taką interpretacją opowiedziały się uprzednio Ministerstwo Sprawiedliwości (zob. odpowiedź na interpelację poselską nr 23134 tutaj: http://orka2.sejm.gov.pl/IZ6.nsf/main/383CAD80 ) a w sprawach karnych liczne sądy rejonowe; relacje z kilku przykładowych rozpraw zobaczyć można tu:

http://www.youtube.com/watch?v=cznP9djRmWA

http://www.youtube.com/watch?v=9i8CnxvNTBI

http://www.youtube.com/watch?v=7krwXXSfb9o

Trzeba przyznać, że praktyka sądów nie jest jednolita – znane są również relacje z rozpraw sądów odmawiających prawa do nagrywania.

Prawo do jawności rozpraw sądowych i prawo do informacji tak czy owak jednoznacznie (z pewnymi ograniczeniami) gwarantują traktaty międzynarodowe obowiązujące w Polsce; zwłaszcza Art. 6 i Art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka i Podstawowych Wolności. Prawo międzynarodowe jest nadrzędne względem przepisów wewnętrznych poszczególnych państw-sygnatariuszy Konwencji (art. 27 Wiedeńskiej Konwencji o Prawie Traktatów z 1969 r.) Ponadto sędziowie nie mogą uzurpować sobie uprawnień, których ustawa (art. 358 kpk) nie przewiduje; zwłaszcza nie mogą konstruować dla siebie nieistniejących uprawnień w celu osiągnięcia korzyści osobistej i na szkodę interesu publicznego i z pogwałceniem ustaw, praw konstytucyjnych i konwencyjnych oraz działając w ramach i na rzecz zorganizowanej grupy przestępczej; czyn taki zapewne uznać można bowiem za przestępstwo (art. 231 § 2 kk w zw. z art. 258 kk) zagrożone karą do 10 lat pozbawienia wolności.

Argumenty te nie przekonały sędziów i polecili oni A. Słomce wyłączyć kamerę. Dziennikarz grzecznie ale stanowczo odmówił powtarzając, że jego zdaniem polecenie to jest bezprawne i zapewne nielegalne.

Za odmowę realizacji swego polecenia Sąd Okręgowy w Warszawie ukarał A. Słomkę karą pozbawienia wolności. Kara ta w Europie jest bezprawna; zgodnie z treścią orzeczenia Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu (zob. orzeczenie w sprawie Kyprianou przeciw Cyprowi), kary porządkowej nie może nałożyć sędzia, który jednocześnie jest oskarżycielem, świadkiem, lub poszkodowanym w tej sprawie.

Dość bezprawia. Żądamy:

- natychmiastowego uwolnienia Adama Słomki,

- pociągnięcia do odpowiedzialności dyscyplinarnej i karnej sędziów Sądu Okręgowego w Warszawie, ukrywających zbrodnie swych wspólników z SB, któzy 8 maja 2013 r. w sprawie Sokolewicza-Barchańskiego winni są nadto łamania prawa do jawności rozpraw i prawa do informacji.

http://www.petycjeonline.com/w_obronie_ ... -_maj_2013

Awatar użytkownika
AnnaE
Posty: 2197
Rejestracja: 2 lutego 2007, 22:09
Lokalizacja: Śląsk

Będziemy latać nie LOTem, ale Lufthansą

Post autor: AnnaE » 12 maja 2013, 22:14

Rozmowa z Cezarym Mechem, ekonomistą, byłym wiceministrem finansów, prezesem Agencji Ratingu Społecznego.
Stefczyk.info: Sejm zgodził się na zniesienie ograniczeń dotyczących prywatyzacji LOT. Dzięki temu rząd będzie mógł sprzedać cały pakiet akcji. Dziś ma ich jeszcze prawie 68 proc. Po wejściu w życie nowej ustawy państwo już nie musi dysponować większością spółki. Rząd uznaje, że dzięki temu będzie można łatwiej znaleźć inwestora. Czy w Pana ocenie zmiany w ustawie są korzystne?

Cezary Mech: W tej sprawie należy zacząć od tego, że przez wiele lat LOT był bardzo źle zarządzany. Spółka ponosiła olbrzymie straty. Jedynie dzięki wysiłkom państwa i państwowym gwarancjom kredytowania udawało się tej firmie funkcjonować. Jest dla mnie oczywiste, że sytuacja, w której państwo decyduje się wyzbyć strategicznej spółki, jest bardzo niepokojąca. To świadczy o spadku znaczenia naszego kraju, ranga Polski spada. Charakterystyczne jest, że w momencie rozkwitu linii tureckich, które przeżywają boom, my jako kraj wyzbywamy się kluczowych aktywów narodowego przewoźnika. I to w sposób nieoptymalny.

Dlaczego Pan tak uważa?

Jesteśmy bowiem członkami Unii Europejskiej. A członkostwo w UE powoduje, że mamy ograniczone możliwości zyskownej sprzedaży naszych aktywów. Zgodnie z analizami różnych ekspertów najbardziej opłacalna byłaby sprzedaż polskich linii inwestorom z Turcji, połączenie linii polskich i tureckich. Tymczasem najbardziej prawdopodobny scenariusz jest taki, że będziemy sprzedawać linie lotnicze partnerom europejskim. W praktyce może się zakończyć tym, że będziemy latać nie LOTem, ale Lufthansą.

W Pana ocenie rzeczywiście rząd będzie chciał sprzedaż LOT? Może ustawa ma być tylko na wszelki wypadek...

Wydaje się, że przeprowadza się taką ustawę po to, by doprowadzić do ewentualnej sprzedaży LOTu. Przecież gdyby tego rząd nie chciał zrobić, to zostawiłby regulacje prawne w takiej wersji, jaka była. Dotychczasowe prawo gwarantowało udział państwa w tej instytucji.

Mówił Pan, że LOT był źle zarządzany. Obecnie rząd mówi o sprzedaży. Możliwe, że złe zarządzanie spółką było celowe?

W tej sprawie mogę powiedzieć jedynie tyle, że o ile we wcześniejszych prywatyzacja Polska prowadziła błędną politykę dotyczącą podmiotów sprzedawanych, nie dbała o ich wartość, to sytuacja LOTu ukazuje z jednej strony fatalne zarządzanie w tej spółce, a z drugiej strony spadek rangi naszego kraju.

Rozmawiał TK

Awatar użytkownika
AnnaE
Posty: 2197
Rejestracja: 2 lutego 2007, 22:09
Lokalizacja: Śląsk

13 maja w Fatimie

Post autor: AnnaE » 13 maja 2013, 11:04

Pontyfikat papieża Franciszka zostanie poświęcony Matce Bożej Fatimskiej


13 maja w Fatimie – uroczystość, na którą zaproszony jest cały lud Boży

W odpowiedzi na prośbę papieża skierowaną do patriarchy Lizbony kardynała José Policarpo, aby ten poświęcił jego pontyfikat matce Boskiej Fatimskiej, biskupi portugalscy zdecydowali, że poświęcenie to odbędzie się 13 maja b.r.


Poświęcenie to zostanie umieszczone w programie pielgrzymki międzynarodowej odbywającej się w dniach 12 i 13 maja (dokładny program zostanie podany w późniejszym terminie).

Pielgrzymce międzynarodowej w maju, w 96. rocznicę pierwszego objawienia Matki Boskiej widzącym Łucji, Franciszkowi i Hiacyncie, będzie przewodniczył arcybiskup Rio de Janeiro, bp Orani Tempesta.

Przypominamy, że kard. José Policarpo w przemówieniu otwierającym 181. plenarne posiedzenie Konferencji Episkopatu Portugalii, ujawnił, że papież Franciszek dwukrotnie prosił o poświęcenie jego posługi piotrowej Matce Boskiej Fatimskiej.

Ogłaszając to kard. José Policarpo powiedział, że prośbę tę mógłby spełnić sam „w cichej modlitwie”, ale „byłoby pięknie, gdyby w jej realizację włączył się cały Episkopat”.


Obrazek


Papież Franciszek dwukrotnie zwraca się z prośbą o poświęcenie jego pontyfikatu Matce Bożej Fatimskiej.

„Ten papież jest znakiem nadziei”, czytamy w biuletynie informacyjnym Sanktuarium w Fatimie. Słowa te odnoszą się prośby Papieża Franciszka skierowanej do D. José Policarpo da Cruz, Kardynała Patriarchy Lizbony, Przewodniczącego Konferencji Episkopatu Portugalii, aby poświęcił jego posługę Piotrową Matce Bożej z Fatimy. Z taką prośbą Ojciec Święty zwrócił się dwukrotnie, o czym poinformował Patriarcha Lizbony na otwarciu zebrania Episkopatu Portugalii 8 kwietnia w Fatimie.



Z taką prośbą Ojciec Święty zwrócił się dwukrotnie, o czym poinformował Patriarcha Lizbony na otwarciu zebrania Episkopatu Portugalii 8 kwietnia w Fatimie.
Papież Franciszek rozpoczynając swój pontyfikat staje niewątpliwie wobec różnych wyzwań, problemów i trudów. „Trwa cierpienie Kościoła i trwa zagrożenie człowieka”, ale również – jak przypominał Benedykt XVI w 2011 r. – „tym samym nie ustaje szukanie odpowiedzi; dlatego wciąż aktualna pozostaje wskazówka, którą dała nam Maryja. Także w obecnym utrapieniu, gdy siła zła w najprzeróżniejszych formach grozi zdeptaniem wiary. Także teraz koniecznie potrzebujemy tej odpowiedzi, której Matka Boża udzieliła dzieciom [w Fatimie]”. Matka Boża w 1917 r. zapowiedziała czas pokoju dla świata i triumf Jej Niepokalanego Serca nad złem, które doświadcza każdego człowieka. Jak bardzo dziś świat potrzebuje wypełnienia się tych obietnic. Przykład Ojca Świętego staje się prawdziwie znakiem nadziei, przypomina, iż nie należy bać się zła, lecz pokładać nadzieję w Bogu i pozwolić się prowadzić Matce Bożej, tzn. poświęcić się Jej. Naśladujmy Piotra naszych czasów, spójrzmy na Niepokalane Serce Maryi ukazane w Fatimie, oddajmy się Jej Niepokalanemu Sercu, a w nas również odrodzi się nadzieja.
Obrazek

Awatar użytkownika
AnnaE
Posty: 2197
Rejestracja: 2 lutego 2007, 22:09
Lokalizacja: Śląsk

Re: TV Republika - interesujące

Post autor: AnnaE » 13 maja 2013, 15:24

Coltrane pisze:W obronie Adama Słomki - maj 2013

Dziś Sąd Okręgowy w Warszawie znowu aresztował Adama Słomkę. Tym razem za obronę prawa do jawności rozpraw.
(...)

Dość bezprawia. Żądamy:

- natychmiastowego uwolnienia Adama Słomki,

- pociągnięcia do odpowiedzialności dyscyplinarnej i karnej sędziów Sądu Okręgowego w Warszawie, ukrywających zbrodnie swych wspólników z SB, którzy 8 maja 2013 r. w sprawie Sokolewicza-Barchańskiego winni są nadto łamania prawa do jawności rozpraw i prawa do informacji.

http://www.petycjeonline.com/w_obronie_ ... -_maj_2013
No i posłuchali:
Opozycyjny działacz Adam Słomka został zwolniony z Zakładu Karnego w Warszawie – Białołęce, w którym przebywał od zeszłego tygodnia, za odmowę realizacji polecenia sędziego, który zakazał nagrywania przebiegu rozprawy.

Słomka zamierza złożyć zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa za przetrzymanie ponad czas w areszcie oraz nielegalną decyzję Sądu Okręgowego w Warszawie, który jego zdaniem bezprawie pozbawił go wolności.

Po godzinie 9-tej odbyła się improwizowana konferencja prasowa Adama Słomki z udziałem osób internowanych w Stanie Wojennym. Konferencja miała miejsce pod tablicą upamiętniającą więźniów politycznych PRL osadzonych w Zakładzie Karnym w Warszawie – Białołęce.

Zdaniem Słomki, został on osadzony w skandalicznych warunkach, które przypominały warunki w jednostce penitencjarnej w czasie, gdy był w niej osadzony m.in. prezydent Bronisław Komorowski.
(...)
Przypomnijmy:

Sąd w składzie: SSO Piotr Gąciarek, Grzegorz Miśkiewicz i Małgorzata Radowińska polecił A. Słomce wyłączyć kamerę. Ten grzecznie – ale stanowczo – odmówił powtarzając, że jego zdaniem polecenie to jest bezprawne i zapewne nielegalne.

Za odmowę realizacji polecenia, Sąd Okręgowy w Warszawie ukarał go karą pozbawienia wolności.

lz
http://www.stefczyk.info/wiadomosci/pol ... 7460882224

Awatar użytkownika
AnnaE
Posty: 2197
Rejestracja: 2 lutego 2007, 22:09
Lokalizacja: Śląsk

Kierujemy do braci z Polski prośbę o wybaczenie!

Post autor: AnnaE » 13 maja 2013, 16:47

Jestem przekonany, że jako chrześcijanie, jako przedstawiciele naszych Kościołów mamy do odegrania bardzo ważną rolę w kontynuowaniu ukraińsko-polskiego pojednania – mówi zwierzchnik Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego abp Światosław Szewczuk.

„A jeśli kierujemy do braci z Polski prośbę o wybaczenie, oznacza to, że czujemy się winni” – dodaje z okazji zbliżającej się 70-rocznicy rzezi wołyńskiej abp Światosław Szewczuk, arcybiskup większy kijowsko-halicki.

Od kilkunastu lat obserwujemy znamienny proces pojednania i współpracy między Polską a Ukrainą. W przezwyciężeniu trudnej przeszłości niemała jest rola naszych Kościołów: UKGK i Kościoła katolickiego w Polsce. Jak Ksiądz Arcybiskup postrzega ten proces?

Ma on już swoją historię, dokładnie 25-letnią. Rozpoczął się w okresie tysiąclecia chrztu Rusi – Ukrainy. Pierwsze spotkania biskupów greckokatolickich i polskich biskupów rzymskokatolickich miały miejsce w Watykanie w 1987 r. W tym roku, dokładnie w październiku, przypada 25-lecie obchodów millennium chrztu Ukrainy na Jasnej Górze. Przy tej okazji doszło do pamiętnej liturgii z udziałem kard. Józefa Glempa oraz kierującego kościołem greckokatolickim kard. Myrosława Lubacziwskiego i biskupów greckokatolickich z całego świata. Następnym wielkim etapem na drodze wzajemnego porozumienia i pojednania była Msza św. odprawiona przez Jana Pawła II w 2001 r. we Lwowie, podczas której kard. Lubomir Huzar wypowiedział jakże ważną refleksję o polsko-ukraińskim pojednaniu. Padło wówczas słowo „przepraszam”, wynikające z potrzeby wzajemnego przebaczenia win. Wreszcie mieliśmy ogłoszenie wspólnego listu Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego i polskiego Episkopatu w Warszawie i we Lwowie. Są to bardzo ważne wyznaczniki wspólnej drogi, jaka została podjęta przez moich poprzedników. Jest to też testament przekazany nam wszystkim przez błogosławionego papieża Jana Pawła II. Był on wielkim patronem Kościoła greckokatolickiego i bardzo zależało mu na pojednaniu polsko-ukraińskim.

Jakie wyzwania na tym polu stoją przed nami dziś?

Jako Ukraińcy i Polacy jesteśmy bratnimi narodami, synami jednego Kościoła katolickiego. Mieliśmy ciężką historię, której nie możemy zmienić. Ale razem możemy budować przyszłość. Musimy budować współpracę zarówno pomiędzy naszymi Kościołami, jak i narodem ukraińskim i polskim. Musimy też szukać sposobów na uzdrowienie pamięci narodowej.

Jestem przekonany, że jako chrześcijanie, jako przedstawiciele naszych Kościołów mamy do odegrania bardzo ważną rolę w kontynuowaniu ukraińsko-polskiego pojednania. Proces ten ma swoją historię, ale nie został jeszcze zakończony. Jeśli zbliża się kolejna rocznica jakiejś tragedii, w tym roku tego, co wydarzyło się na Wołyniu, to wraca ból. Powracają wspomnienia ludzi, którzy doświadczyli tych zbrodni. One wciąż są żywe. Stanowi to wyzwanie na dziś. Pojednanie zadeklarowane przez Kościoły musi dotrzeć do świadomości, sumienia i do serca każdego Ukraińca i każdego Polaka. Trzeba nad tym pracować.

Mówi o tym ogłoszone w marcu br. przesłanie z okazji rocznicy zbrodni wołyńskiej ogłoszone przez Synod Ukraińskiego Kościoła Grecko­katolickiego. W Polsce jednak w wielu środowiskach spowodowało ono pewien niedosyt, gdyż nie wyjaśnia dostatecznie wzajemnej historii, nie mówi, kto był ofiarą, a kto katem.

Przesłanie to zostało skierowane do wiernych Kościoła greckokatolickiego i mam nadzieję, że odegra ważną rolę. Odczytano je w naszych kościołach na początku Wielkiego Postu, w niedzielę, która nosi nazwę Niedzieli Wybaczenia. Przypomina ono, że w okresie postu nie możemy prosić Boga o wybaczenie naszych grzechów, jeśli nie jesteśmy w stanie prosić bliźnich o wybaczenie grzechów czy win, jakich wobec nich dokonaliśmy. Nie można zacząć duchowej drogi Wielkiego Postu, jeśli nie chcemy być wolni od win, których dokonaliśmy wobec naszych bliźnich. Mam nadzieję, że orędzie Synodu Kościoła greckokatolickiego było krokiem w tym kierunku. Chodzi o to, aby te podstawowe zasady moralne – które także stanowią podstawę polsko-ukraińskiego pojednania – dotarły do świadomości i do serc ukraińskich greko­katolików.

Mam nadzieję, że w stosunkach pomiędzy naszym Kościołem a Konferencją Episkopatu Polski będziemy kontynuować ten proces.

Jednak w obliczu zbliżającej się rocznicy zbrodni wołyńskiej było zapowiadane wspólne przesłanie Kościoła greckokatolickiego i Kościoła rzymskokatolickiego. Dlaczego do tego nie doszło?

To bardzo ważne pytanie. Wspólną decyzję o potrzebie przygotowania przesłania podjęliśmy jesienią ub.r. Decyzja taka zapadła na corocznym spotkaniu pomiędzy Episkopatem Kościoła rzymskokatolickiego a naszym Synodem. Niedługo potem przygotowaliśmy propozycję przesłania. Zapadła decyzja, aby dopracować ten tekst, gdyż nie wszystkim on się podobał.

Zaczęła się więc praca nad uzgodnieniem ostatecznego tekstu. Z naszej strony do tej pracy wyznaczony został biskup z Łucka na Wołyniu bp Jozafat Howera, a ze strony Episkopatu rzymskokatolickiego administrator diecezji wołyńskiej bp Stanisław Szyrokoradiuk. Oni taki tekst przygotowali na początku tego roku. Przez większość naszych biskupów został uznany za dobry, choć wymagający dopracowania. A kiedy został poprawiony przez dwóch wołyńskich biskupów, zaistniała potrzeba ostatecznego doszlifowania go pomiędzy mną a metropolitą lwowskim abp. Mieczysławem Mokrzyckim.

I tu zaistniał problem. Z naszej strony została zaproponowana formuła: „Wybaczamy i prosimy o wybaczenie”. Jednak abp Mokrzycki nie zgodził się na to i zaproponował sformułowanie: „Przepraszamy i prosimy o wybaczenie”. Skutkiem tego byłoby jednostronne przeproszenie ze strony Ukraińców, pomijając to, że Polacy też mają pewne winy wobec nas. Na takie ujęcie strona ukraińska nigdy się nie zgodzi. Poza tym zaproponowana przez nas formuła bynajmniej nie była naszego autorstwa, tylko cytatem z listu biskupów polskich do niemieckich z 1965 r. Ponadto została powtórzona we wspólnym liście Kościoła greckokatolickiego z Ukrainy i rzymskokatolickiego z Polski z 2005 r. Proponowana przez abp. Mokrzyckiego zmiana przekraczała moje kompetencje. W lutym mieliśmy spotkanie Synodu, gdzie przedstawiłem jego prośbę, ale nie uzyskała ona akceptacji.

Osobiście jestem przekonany, że jako przedstawiciele Kościołów tylko w ten sposób możemy mówić o tragicznych wydarzeniach, a historycy powinni dokładnie zająć się szczegółami, w tym liczeniem ofiar po każdej stronie. Nie jest to zadanie biskupów, lecz historyków.

Mam świadomość, że w Polsce badania historyczne na temat zbrodni wołyńskiej są bardzo zaawansowane. Po stronie ukraińskiej niestety nie. Prezydent Juszczenko powołał co prawda nasz Instytut Pamięci Narodowej, ale w ostatnich latach instytucja ta została zamieniona – jak mówimy – na „Instytut Amnezji Narodowej”. Obiektywnych badań ze strony ukraińskiej na ten temat nie ma. Jest olbrzymia dysproporcja pomiędzy stopniem zaawansowania badań polskich i ukraińskich. W tej sytuacji nam biskupom trudno jest zajmować jakieś konkretne stanowisko nadające interpretację faktów historycznych, których tutejsi historycy jeszcze nie przebadali. Możemy historyków do tego zachęcać, ale wykonanie szczegółowych badań źródłowych musimy im pozostawić. Na obecnym etapie możemy dokonać oceny tych wydarzeń tylko z punktu widzenia chrześcijańskiego, a nie historycznego.

Ale w ocenie chrześcijańskiej, jeśli jakieś zło zostało dokonane, to można powiedzieć przepraszam?

Naturalnie. Dlatego napisaliśmy w liście Kościoła greckokatolickiego, że jeśli ktokolwiek uczynił zbrodnię, jest zbrodniarzem. Trzeba to wyraźnie powiedzieć, gdyż jest to łamanie przykazania: „Nie zabijaj”. Jedynym sposobem uzdrowienia pamięci jest przebaczenie. Dlatego w liście przytoczyliśmy słynną, historyczną formułę: „Przebaczamy i prosimy o przebaczenie”. A jeśli kierujemy do braci z Polski prośbę o wybaczenie, oznacza to, że czujemy się winni.

Zgadza się Ksiądz Arcybiskup, że na Wołyniu w 1943 r. nastąpiła czystka etniczna wobec Polaków?

Tak. I zostało to powiedziane w naszym liście. Rzecz nazywamy po imieniu. Bardzo mi jest przykro, że nie doszło do ogłoszenia wspólnego listu.

Ksiądz Arcybiskup jest zwierzchnikiem Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego, który jest jedną z najbardziej dynamicznych wspólnot kościelnych w Europie. A jest to Kościół, który na Ukrainie 20 lat temu wyszedł z podziemia, skazany wcześniej za zagładę. Jak ta zmiana była możliwa w tak krótkim czasie?

Nie da się tego łatwo wytłumaczyć, kierując się ludzką logiką. Dlaczego Bóg zdecydował, aby nasz Kościół zmartwychwstał? Tertulian powiedział, że „krew męczenników jest nasieniem Kościoła”. W kontekście tych słów widziałbym nowożytną historię naszego Kościoła, który dawał świadectwo Chrystusa w najstraszniejszych czasach komunizmu. Dawali świadectwo biskupi, księża, zakonnicy, zakonnice i świeccy. Stali się oni błogosławionymi męczennikami XX stulecia, byli tym „chrześcijańskim nasieniem”. Ja jako kapłan i biskup jestem owocem ich krwi. Miałem zaszczyt spotkać tych ludzi w Kościele podziemnym. Do Kościoła grecko­katolickiego przyciąga i działa w nim siła Chrystusa Ukrzyżowanego i Zmartwychwstałego w naszej wspólnocie. Ponadto w Związku Sowieckim – olbrzymiej maszynie niszczenia ludzkiej godności – nasz Kościół był największą grupą społecznego oporu. Nie zdołali go zniszczyć ani Stalin, ani jego następcy. Siłę tym ludziom dawał na pewno Duch Święty.

A jak to wyglądało w rodzinie Księdza Arcybiskupa?

Mój dziadek od 1938 r. służył w Wojsku Polskim, był u Niemców jeńcem wojennym jako polski żołnierz. Po wojnie spotkał swoją przyszłą żonę, a moją babcię we Wrocławiu i razem udali się w swoje rodzinne strony, na zachodnią Ukrainę. W 1991 r. dziadek za swoje zasługi otrzymał medal od wolnej Polski za obronę Ojczyzny. Tak wyglądała tożsamość wielu grekokatolików pochodzących z byłej Galicji. Wiarę zaszczepiła mi moja rodzina, gdyż to ona trzymała ich przy życiu.

Jak w czasach komunistycznych praktykowaliście wiarę?

W ukryciu. Moja rodzina była bardzo wierząca, ale niestety nie mogła swojej wiary oficjalnie manifestować. Gdy było można, to liturgię greckokatolicką odprawiano w domach prywatnych. Z kolei w niedzielę chodziliśmy do kościoła rzymskokatolickiego w Stryju. Gdy mnie pytają, gdzie uczyłem się języka polskiego, to odpowiadam, że w kościele, uczestnicząc we Mszy św.

Kościół greckokatolicki był jedną z tych sił, która potrafiła zachwiać Związkiem Sowieckim. Muszę jeszcze raz podkreślić, że mimo prześladowań i cierpień Kościół nasz potrafił zachować swoją tożsamość. Nigdy nie poszedł na współpracę z komunistami i gdy wyszedł z podziemia, stał się bardzo atrakcyjny. Dla nas młodych reprezentował autentyczne wartości. Teraz nasz Kościół jest bardzo młody. Średnia wieku naszych kapłanów to 35 lat. Po upadku komunizmu i odzyskaniu przez Ukrainę niepodległości w latach 90. dzięki swojemu autentyzmowi potrafił przyciągnąć młode pokolenie. Wtedy też odkryłem w sobie powołanie do kapłaństwa.

Czy w czasach komunistycznych stykał się Ksiądz Arcybiskup z greckokatolickimi kapłanami?

Po raz pierwszy spotkałem grecko­katolickiego kapłana na pogrzebie mojego pradziadka, gdy miałem 13 lat. W wieku 15 lat (w 1985 r.) znalazłem się w grupie chłopców uczęszczających do greckokatolickiego seminarium podziemnego.

Czy ksiądz rzymskokatolicki, na którego Msze św. chodziliście, miał świadomość, że jesteście greko­katolikami?

Myślę, że wiedział. Niektórzy księża rzymskokatoliccy pozwalali w swoich świątyniach na to, aby kapłani greckokatoliccy mogli spowiadać, zwłaszcza w lwowskiej katedrze łacińskiej. Mimo wielkiego ryzyka nasza współpraca w czasach komunistycznych – gdy nasz Kościół był prześladowany – była bardzo dobra. Mamy na to wiele przykładów.

Przed jakimi głównymi zadaniami staje dziś Ukraiński Kościół Greckokatolicki?

Myślę, że czas euforii i dynamicznego rozwoju naszego Kościoła jeszcze nie minął. Nadal rozwijamy się nie tylko w Europie, lecz także w obu Amerykach, Australii. Przez dwa lata byłem biskupem w Argentynie i widziałem, jak nasz Kościół rośnie. Odrodzenie Kościoła, które zaczęło się na Ukrainie, teraz ogarnia całą naszą diasporę. Ponadto mamy dużą nową emigrację także w krajach, w których dotychczas nas nie było, np. we Włoszech, w Hiszpanii, Portugalii, Grecji, Izraelu. Wierni tam żyjący proszą o opiekę duszpasterską i my wysyłamy do nich księży. Ten entuzjazm cały czas trwa. Nawet na Ukrainie dotkniętej kryzysem politycznym i ekonomicznym młodzież szuka w naszym Kościele punktów orientacyjnych dla swojego życia, trwałych fundamentów. Staliśmy się dla młodych ważnym autorytetem moralnym. Nie tylko my, lecz także inne Kościoły chrześcijańskie skupione we Wszechukraińskej Radzie Kościołów i Organizacji Religijnych. Reprezentuje ona 75 proc. społeczeństwa Ukrainy. I cieszy się prawdziwym autorytetem moralnym.

Jak wygląda sprawa powołań kapłańskich?

Dzięki Bogu mamy ich wiele. Nie uwzględniając Zakarpacia, obecnie przygotowuje się do kapłaństwa 800 seminarzystów w pięciu seminariach. W porównaniu z latami 90., gdy przeżywaliśmy boom powołaniowy, ich liczba się zmniejsza, co oznacza, że wracamy do normalności. Nasze struktury kościelne okrzepły. Działamy nie tylko na zachodzie kraju, lecz także na terenie całej Ukrainy. Trzy lata temu otworzyliśmy seminarium w Kijowie, w którym studiuje 24 seminarzystów. Mamy problem, gdyż ze względu na brak miejsca nie możemy przyjąć więcej chętnych.

Na czym ma polegać Strategia 2020 przyjęta przez UKGK, której celem jest odnowa życia religijnego wszystkich diecezji?

Była ona przygotowywana przez biskupów przez pięć ostatnich lat. Uczestniczyłem w tym jako biskup w Buenos Aires. Synod Biskupów był świadomy, że kiedyś nasz boom się skończy, ale Kościół w innych już warunkach będzie się dalej musiał rozwijać. Ustaliliśmy strategię na najbliższe 10 lat, starając się odpowiedzieć na pytanie: „Jaki Kościół chcemy mieć po tym czasie?”. Ujednolicenie marzeń naszych biskupów z całego świata nie było łatwe. Po wielu dyskusjach doszliśmy do wniosku, że pragniemy przede wszystkim żywej parafii, gdyż to ona stanowi centrum życia Kościoła. Bez względu na to, czy parafia jest na Ukrainie, czy w innym kraju, czy jest mała, czy duża, musi być żywą wspólnotą, w której można doświadczyć obecności żywego Chrystusa. Dlatego naszą strategię nazwaliśmy: „Żywa parafia jako miejsce spotkania z żywym Chrystusem”. Kiedy przedstawiłem nasz program papieżowi Benedyktowi XVI, to powiedział: „Przecież to jest nowa ewangelizacja”. Nasz program przedstawiłem także na ostatnim Synodzie Biskupów w Rzymie. Pokazałem, że to parafia jest pierwszym miejscem nowej ewangelizacji. Jeden z biskupów włoskich zwrócił mi uwagę, że parafia w Kościele katolickim w wielu przypadkach jest olbrzymem, który śpi i musimy go zbudzić. Tylko wtedy nowa ewangelizacja nam się uda.

Jaką rolę odgrywają w UKGK nowe ruchy ewangelizacyjne?

Mamy nie tylko ruchy przychodzące z zewnątrz, ale sporo swoich własnych, zrodzonych we wspólnotach parafialnych. Należy zaznaczyć, że ruchy z zewnątrz muszą respektować naszą tożsamość kościelną. Własnych ruchów mamy ok. 20, np. Drogę młodych małżeństw. Tworzą ją małżonkowie, których wcześniej przygotowywaliśmy do zawarcia związku. Sami ten ruch założyli i teraz rozwija się on na całej Ukrainie. Inna dynamiczna wspólnota to ruch „Matek w modlitwie”. Jest bardzo popularny wśród kobiet pragnących modlić się za swoje dzieci.

Jakie miejsce zajmuje UKGK w Kościele powszechnym? Wiemy, że od lat żywe jest pragnienie posiadania własnego patriarchatu. Co by to oznaczało i kiedy możemy się tego spodziewać?

Dla nas patriarchat nie jest jakąś zewnętrzną kościelną ozdobą. Jest to dla nas modus vivendi – sposób istnienia Kościoła Wschodniego, który się rozwija. W ramach tradycji Kościołów Wschodnich, każdy Kościół sui iuris dąży do formy istnienia jako Kościół patriarchalny.

Historia i zmartwychwstanie naszego Kościoła jest historią dążenia do formy życia Kościoła patriarchalnego. Jako zwierzchnik UKGK mam zgodnie z prawem kanonicznym wszelkie prawa do bycia patriarchą. Jak na razie nie mam tylko tego tytułu.

Jestem zwierzchnikiem Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego nie tylko na Ukrainie, lecz także na całym świecie. Życie naszych metropolii za granicą i u nas w kraju jest regulowane według zasad życia Kościoła patriarchalnego. A są Kościoły patriarchalne, które nie mają tak rozbudowanej jak my struktury. Tytuł ten jest też ważny dla międzynarodowego uznania godności naszego Kościoła, nie tylko dla nas samych, lecz także dla rozwijania naszych relacji w ramach Kościoła powszechnego.

Jakie miejsce UKGK zajmuje w ruchu ekumenicznym?

Mówiliśmy, jak ważne jest dla naszego Kościoła świadectwo męczenników. Jego wyjątkowość polega na tym, że byli to męczennicy za jedność Kościoła. Byli na siłę przymuszani, aby zerwać jedność z Kościołem katolickim i stać się prawosławnymi. Doświadczyli męczeństwa za to, że byli rzecznikami jedności Kościoła: umierali i byli skazywani na łagry. Obecnie nasz Kościół jest solą w oku dla tych wszystkich, którzy nie dążą do autentycznej jedności. Mój poprzednik kard. Lubomyr Huzar powiedział, że największą przeszkodą do jedności Kościoła jest to, że nie wszyscy jej chcą. We współczesnych czasach jedność nie jest cenioną wartością. Ceni się różnorodność i tolerancję. My zaś wychodzimy z założenia, że nie może być dobrze, gdy jesteśmy podzieleni zarówno wewnątrz Kościoła katolickiego, jak i w stosunkach z prawosławnymi. Przypominanie o wezwaniu do jedności jest naszą misją.

Niektórzy – przede wszystkim Rosyjski Kościół Prawosławny – mówią, że jesteście przeszkodą do pojednania...

Dlatego że podświadomie zaprzeczają jedności Kościoła. Przewodniczący Wydziału Zewnętrznych Kontaktów Kościelnych Patriarchatu Moskiewskiego metropolita wołokołamski Hilarion powiedział, że Kościół prawosławny jest bardzo zainteresowany stworzeniem strategicznego sojuszu z Kościołem katolickim, aby wspólnie świadczyć w świecie o tradycyjnych wartościach moralnych. Nie chce jednak jedności. Zdaniem metropolity Hilariona powinniśmy tolerować jeden drugiego, współpracować, ale się nie jednoczyć.

Zatem my, grekokatolicy, musimy poważnie zastanowić się, jak spełnić wolę Jezusa Chrystusa, aby wszyscy byli jedno. Kościół greckokatolicki chce być promotorem jedności w autentycznym sensie. Byłem niedawno w Stambule, gdzie spotkałem się z patriarchą ekumenicznym Konstantynopola Bartłomiejem. Byłem zaskoczony jego otwartością oraz wolą dążenia do jedności naszych Kościołów. Nie przyjmował nas jako uniatów, którzy przeszkadzają w dialogu katolicko-prawosławnym. Widać było wielkie zaangażowanie patriarchy i jego Kościoła w poszukiwanie jedności. W żadnym wypadku nie dawano nam odczuć, że nie mamy prawa do istnienia jako Kościół katolicki obrządku wschodniego.

Jak zatem wyglądają obecnie relacje z Ukraińskim Kościołem Prawosławnym Patriarchatu Moskiewskiego?

Przede wszystkim musimy nawiązać wzajemne relacje. Jak na razie utrzymujemy jedynie stosunki nieoficjalne. Ponadto uważamy, że jesteśmy spadkobiercami tej samej tradycji Kościoła kijowskiego zrodzonego z chrztu Rusi, którego 1025. rocznica przypada w tym roku.

W dzisiejszych czasach, jeśli chcemy trzymać się swoich korzeni i świadczyć o Chrystusie w sposób autentyczny, to musimy dążyć do porozumienia i pojednania w tym i z prawosławnymi. Musi być dla nas przykładem historyczny początek procesu pojednania zainicjowany podpisaniem wspólnego orędzia Konferencji Episkopatu Polski z Rosyjskim Kościołem Prawosławnym w sierpniu ubiegłego roku. Powtarzałem to już wiele razy, że my jako grekokatolicy musimy podążać w tym samym kierunku.

Ponadto pojednanie między naszymi Kościołami pomoże w procesie pojednania między narodem ukraińskim i rosyjskim. Jak to między sąsiadami bywa, mamy wiele wzajemnych problemów historycznych – ale nie możemy budować przyszłości bez chrześcijańskich sposobów komunikacji. Nie jest mi łatwo mówić o tym na Ukrainie. Nie wszyscy mnie rozumieją. Proces pojednania pomoże też w przezwyciężeniu ukrainofobii w Rosji i pomoże zatrzymać proces rusyfikacji Ukrainy. Bardzo odczuwamy wpływ rosyjskiej kultury w naszym kraju. Jest on chyba większy niż w czasach Związku Sowieckiego. Dlatego takie porozumienie jest nieuniknione i musimy do niego dążyć. Jako Kościół katolicki jesteśmy gotowi do tego i oczekujemy tego samego ze strony Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego. Nie jesteśmy związani ani z władzą, ani nie krępuje nas jakiś projekt geopolityczny. Na Ukrainie jesteśmy tylko Kościołem Chrystusowym i nic więcej. Daje nam to poczucie wolności w dążeniu do tego, co jest prawdziwie chrześcijańskie.

Często UKGK wypowiada się krytycznie wobec sytuacji społeczno-politycznej na Ukrainie. Czy z tego powodu nie macie problemów z obecną władzą?

Czasem mamy problemy, ale i też nie mamy żadnych korzyści, jakie na ogół przynoszą dobre kontakty z władzą. Taka sytuacja pomaga nam w uniknięciu konkubinatu z władzą, jakakolwiek by ona była.

Jak Ksiądz Arcybiskup postrzega rolę Kościoła rzymskokatolickiego na Ukrainie?

Na Ukrainie żyje bardzo dużo katolików obrządku łacińskiego. Są naszymi braćmi, z którymi – w trudnych sowieckich czasach – razem chodziliśmy do jednego kościoła. Zmartwychwstanie Kościoła rzymskokatolickiego na Ukrainie było wolą Bożą. Nie był to żaden projekt polityczny. Przede wszystkim jest to obecnie Kościół ukraiński, zwłaszcza w centrum i na wschodzie kraju. Na zachodzie, w dawnej Galicji, dominują Polacy. Kościół rzymskokatolicki na Ukrainie jest zatem wieloetniczny i używa języka ukraińskiego, polskiego i rosyjskiego.

Z Kościołem rzymskokatolickim zawsze szukamy sposobów na wzajemne wspieranie się. Jest to potrzebne zwłaszcza na Ukrainie, bo żyjemy w kraju z większością prawosławnych mieszkańców.

Ale są i problemy. Często słyszymy zarzuty, że grekokatolicy są przeciwni zwrotowi świątyń katolikom, zwłaszcza we Lwowie czy na Ukrainie zachodniej. We Lwowie chodzi o kościół Matki Bożej Gromnicznej bądź o dawną kaplicę seminaryjną. Czy nie da się tego rozwiązać?

Potrzeby Kościoła rzymskokatolickiego są uzasadnione i my je popieramy. Nie są to problemy pomiędzy Kościołem greckokatolickim a rzymskokatolickim. Na Ukrainie zachodniej faktycznie niektóre dawne kościoły rzymskokatolickie w latach 90. rząd ukraiński oddał do dyspozycji grekokatolikom. Tak się stało, gdyż w tym czasie mieliśmy trudności z prawosławnymi, którzy nie chcieli oddać naszych dawnych świątyń.

Na skutek tych procesów w niektórych miejscach na Ukrainie zachodniej istnieją świątynie rzymskokatolickie, które obecnie są w posiadaniu greko­katolików, a wspólnoty rzymskokatolickie ich potrzebują. Zgadzam się, że te kościoły powinny być oddane i popieram to. Ale nie zawsze jest to łatwe. Trudno jest dyskutować z miejscową parafią greckokatolicką, która użytkuje taką świątynię.

Nie może Ksiądz Arcybiskup powiedzieć: oddajcie ten kościół, bo rzymskokatolicy go potrzebują, a my mamy już wiele świątyń i sobie poradzimy?

Robimy to, ale nie zawsze nas słuchają. Coś podobnego w 1991 r. wydarzyło się w Polsce, w Przemyślu. Papież prosił, aby oddać grekokatolikom dawną katedrę, a niektórzy katolicy to uniemożliwili.

Ale grekokatolicy w Przemyślu otrzymali w zamian za to inną świątynię...

Jako Kościół greckokatolicki na Ukrainie jesteśmy świadomi potrzeb rzymskich katolików, popieramy ich prośby i tam, gdzie można, szukamy i szukać będziemy rozwiązania. Potrzeby Kościoła rzymskokatolickiego popieramy także w sferze relacji z państwem. Teraz na Ukrainie dyskutowana jest sprawa restytucji Kościołom ich dawnych dóbr zabranych przez władze komunistyczne.

Czy jest szansa, by państwo ukraińskie oddało to, co zrabowano Kościołom?

Jest. Obecnie w rozmowach z władzami dyskutujemy o mechanizmach, jakie miałyby to umożliwić. Istnieją duże problemy natury prawnej, ale dyskutujemy o tym. Problem polega na tym, że żaden z Kościołów na Ukrainie jako Kościół nie ma osobowości prawnej. Osobowość prawną mają poszczególne parafie, ale Kościoły jako takie jej nie mają. To inaczej niż w Polsce, gdzie sprawy te rozwiązano w konkordacie ze Stolicą Apostolską, a w przypadku innych Kościołów w odrębnych ustawach. Odczuwamy pewne otwarcie wobec tego tematu ze strony państwa ukraińskiego, ale nie ma jeszcze wypracowanego rozwiązania.

Jak Ksiądz Arcybiskup widzi dalszą współpracę naszych Kościołów: rzymskokatolickiego z Polski z greckokatolickiego z Ukrainy?

Jest bardzo dużo do zrobienia. Najpierw chciałbym zadeklarować, że pragnę kontynuować to, co zrobił mój poprzednik kard. Lubomir Huzar. Jestem spadkobiercą tego wszystkiego, a poza tym w jakiś sposób już w tym procesie uczestniczyłem. Przez lata byłem jego sekretarzem. Jestem przekonany, że to jedyna droga ku przyszłości. Trzeba nią podążać, tym bardziej że widzę, iż z obu stron jest dobra wola.

A konkretnie, w jaki sposób podążać?

Z jednej strony musimy tworzyć i popierać różne wspólne inicjatywy. Na przykład istnieje Kapituła Polsko-Ukraińskiego Pojednania, której przewodniczy kard. Lubomir Huzar. W tym roku nastąpi kolejna edycja wręczenia nagród. Zależy nam, aby ktoś z hierarchów Kościoła rzymskokatolickiego z Polski dołączył do kapituły. Kard. Dziwisz już wyraził zgodę.

Ważną rolę mogą odegrać wspólne pielgrzymki, zwłaszcza młodzieży. W tym roku młodzież ukraińska – 700 osób wraz z biskupem greckokatolickim ze Stryja uczestniczyła w piątek przed Niedzielą Palmową we wspólnej drodze krzyżowej na terenie obozu w Majdanku. Jestem przekonany, że przyszłość należy do młodzieży. Jeśli idea polsko-ukraińskiego pojednania zostanie przez nią przyjęta, to będzie kontynuowana w przyszłości.

Istotne też byłyby wspólne, bardziej systematyczne spotkania między naszym Synodem a Episkopatem Polski. Potrzebne są nie tylko wspólne nabożeństwa, lecz także wspólne deklaracje. Przecież dzieło polsko-ukraińskiego pojednania wciąż trzeba odnawiać w pamięci naszych wiernych i naszych społeczeństw.

Ważna jest tegoroczna idea Dni Wspólnej Modlitwy (11 lipca) zrodzona podczas rozmów z Kościołem łacińskim na Ukrainie. Nie wiem, czy w tym roku dojdzie do jej realizacji, ale jestem głęboko przekonany, że taki dzień wspólnej modlitwy za ofiary trzeba by organizować.

Niedawno odwiedziłem Wołyń i było mi bardzo przykro, że nie znalazłem tam żadnego pomnika pomordowanych Polaków. Potrzebne jest miejsce modlitwy za ofiary tej zbrodni, miejsce służące do godnego oddania szacunku. Powinny być tam upamiętnione również ofiary strony ukraińskiej. Jeśli razem będziemy się modlić, będzie to ważne świadectwo.

Jak Ksiądz Arcybiskup widzi przyszłość Ukrainy i jej miejsce w europejskiej przestrzeni?

Ukraina i Ukraińcy mają przyszłość tylko w Unii Europejskiej. W lutym br. przedstawiciele Wszechukraińskiej Rady Kościołów odbyli wspólną podróż do Strasburga. Razem dawaliśmy świadectwo, że społeczeństwo ukraińskie swoją przyszłość widzi właśnie w Unii. Nie oznacza to, że wszystko nam się tam podoba, ale nasza przyszłość jest tam. A droga Ukrainy do Unii Europejskiej idzie przez polsko-ukraińskie pojednanie i porozumienie. Prosimy więc, aby bracia z Polski nam w tym pomagali.

To macie zagwarantowane.

Wiemy i jesteśmy za to Polakom bardzo wdzięczni.

Jak Ksiądz Arcybiskup czuje się jako następca wielkich hierarchów grecko­katolickich – metropolity Andrzeja Szeptyckiego i kardynała Josyfa Slipyja?

Dla mnie to wielki zaszczyt i zaskoczenie oraz wielkie wyzwanie, aby starać się ich naśladować, a także kontynuować ich linię działania. Z drugiej strony czuję, że jestem pod ich opieką. Metropolita Andrzej Szeptycki był moim patronem, gdy po upadku Związku Sowieckiego jako pierwszy grekokatolik wyjechałem na studia do Rzymu i wróciłem stamtąd z doktoratem.

Jak to rozumieć?

Uważam go za swojego patrona. Gdy kard. Myrosław Lubacziwśkyj zakomunikował mi, że chce mnie wysłać na studia do Rzymu, poszedłem do krypty w soborze św. Jura, gdzie jest pochowany metropolita Szeptycki, aby prosić go o błogosławieństwo i wstawiennictwo. I on nigdy mnie nie opuścił. Czułem, że ręka tego świętego człowieka była nade mną. A kiedy byłem rektorem seminarium we Lwowie, w sposób szczególny, poprzez modlitwę, czułem kontakt duchowy z kard. Slipyjem, który też był młodym rektorem tego seminarium. Czasem bywają takie sytuacje, kiedy nie można z nikim porozmawiać, poradzić się, a trzeba podjąć decyzję. Wtedy wzywałem pomocy kard. Slipyja. I jakoś zawsze wychodziło na dobre.

Otrzymałem jeszcze inny wielki dar – to, że mój poprzednik kard. Huzar żyje. Jest ze mną i mi pomaga. Jest dziś moim mistrzem, ojcem duchowym i doradcą.

Jak widzi Ksiądz Arcybiskup początki pontyfikatu papieża Franciszka i jakie wiąże z nim nadzieje – dla Kościoła powszechnego oraz dla Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego?

Bardzo się cieszę z jego wyboru i widzę, że jest to szansa na nowy powiew Ducha Świętego w Kościele.

W latach 2009–2011 był Ksiądz biskupem pomocniczym greckokatolickiej eparchii Opieki Matki Bożej w Buenos Aires. Oznaczało to bliską współpracę z ówczesnym prymasem Argentyny kard. Bergoglio. Jak układała się ta współpraca? Na czym polegała. Prosimy o wspomnienia.

Kiedy rozpocząłem posługę biskupa w Argentynie, miałem zaledwie 38 lat. Prosiłem Boga, aby ktoś stał się moim przewodnikiem. Bóg dał mi kard. Jorge Bergoglio. Był dla mnie człowiekiem posłanym od Boga, który wziął mnie za rękę i pomagał stawiać pierwsze kroki na ziemi argentyńskiej. Uczyłem się od niego, co znaczy być biskupem.

Kard. Bergoglio był bardzo skromnym człowiekiem, prostym w stosunkach z innymi, ale i bardzo głębokim. Jestem przekonany, że autentyczność i skromność będzą tym skarbem, który da Kościołowi powszechnemu. A czeka nas dużo niespodzianek z jego strony. Jakich, to zobaczymy.

Przed kilkoma dniami dostałem od niego list, w którym napisał: „Miło wspominam nasze spotkania w Bue­nos Aires i gorliwość Księdza Biskupa wobec powierzonej mu ukraińskiej owczarni”. Papież pamięta o naszym Kościele, to dobry znak na przyszłość.

Kard. Bergoglio zawdzięcza też chyba wiele greckokatolickiemu kapłanowi, z którym był związany w młodości?

Kiedy po raz pierwszy spotkałem kard. Bergoglio w Argentynie, przywitał mnie po ukraińsku: „Sława Isusu Chrystu!”. Wyjaśnił, że kiedy był uczniem w szkole prowadzonej przez salezjanów, spotkał ukraińskiego salezjanina ks. Stepana Czmila. Pomagał mu, służąc do wschodniej liturgii. Prosiłem go, aby napisał swoje świadectwo do procesu beatyfikacyjnego tego kapłana, jaki się rozpoczął niedawno. Obiecał to zrobić.

Być może postawa tego ukraińskiego księdza wpłynęła na osobowość i wybór kapłaństwa przez obecnego papieża.

Rozmawiali: Marcin Przeciszewski i Krzysztof Tomasik

KAI, lz

oxygen
Posty: 215
Rejestracja: 12 czerwca 2009, 15:16
Lokalizacja: europa

Re: Kierujemy do braci z Polski prośbę o wybaczenie!

Post autor: oxygen » 13 maja 2013, 19:42

AnnaE pisze: (...)

Kard. Bergoglio zawdzięcza też chyba wiele greckokatolickiemu kapłanowi, z którym był związany w młodości?

Kiedy po raz pierwszy spotkałem kard. Bergoglio w Argentynie, przywitał mnie po ukraińsku: „Sława Isusu Chrystu!”. Wyjaśnił, że kiedy był uczniem w szkole prowadzonej przez salezjanów, spotkał ukraińskiego salezjanina ks. Stepana Czmila. Pomagał mu, służąc do wschodniej liturgii. Prosiłem go, aby napisał swoje świadectwo do procesu beatyfikacyjnego tego kapłana, jaki się rozpoczął niedawno. Obiecał to zrobić.

Być może postawa tego ukraińskiego księdza wpłynęła na osobowość i wybór kapłaństwa przez obecnego papieża.
Istotnie, kiedy został wybrany przez kolegium kardynalskie następcą św. Piotra do przybyłych na tę chwilę tłumów wiernych z całego świata wypowiedział iście chrześcijańskie pozdrowienie:
"Buongiorno"

Awatar użytkownika
AnnaE
Posty: 2197
Rejestracja: 2 lutego 2007, 22:09
Lokalizacja: Śląsk

Re: Kierujemy do braci z Polski prośbę o wybaczenie!

Post autor: AnnaE » 13 maja 2013, 19:48

oxygen pisze:
AnnaE pisze: (...)

Istotnie, kiedy został wybrany przez kolegium kardynalskie następcą św. Piotra do przybyłych na tę chwilę tłumów wiernych z całego świata wypowiedział iście chrześcijańskie pozdrowienie:
"Buongiorno"
Co w nim niechrześcijańskiego? To nie po chrześcijańsku dobrze życzyć bliźniemu?

oxygen
Posty: 215
Rejestracja: 12 czerwca 2009, 15:16
Lokalizacja: europa

Re: Kierujemy do braci z Polski prośbę o wybaczenie!

Post autor: oxygen » 13 maja 2013, 21:43

AnnaE pisze: Co w nim niechrześcijańskiego? To nie po chrześcijańsku dobrze życzyć bliźniemu?
Masz rację, "szalom" też jest "chrześcijańskie" z judaistycznym przytupem. :mrgreen:

Kiedy do śląskich kopalń zjeżdżał komunistyczny dygnitarz z nadzoru, nie mógł wydobyć z siebie słowa "Szczęść Boże" -wybełkotał jedynie pierwszy człon pozdrowienia' "Szczęść"- tzn. wg Twoich kryteriów ton ciepły i nienaganny. Drugi człon podrowienia "Boże" dokończyli za bezbożnika pracujący górnicy :-/

Awatar użytkownika
AnnaE
Posty: 2197
Rejestracja: 2 lutego 2007, 22:09
Lokalizacja: Śląsk

Re: Kierujemy do braci z Polski prośbę o wybaczenie!

Post autor: AnnaE » 13 maja 2013, 22:21

oxygen pisze:
AnnaE pisze: Co w nim niechrześcijańskiego? To nie po chrześcijańsku dobrze życzyć bliźniemu?
Masz rację, "szalom" też jest "chrześcijańskie" z judaistycznym przytupem. :mrgreen:

Kiedy do śląskich kopalń zjeżdżał komunistyczny dygnitarz z nadzoru, nie mógł wydobyć z siebie słowa "Szczęść Boże" -wybełkotał jedynie pierwszy człon pozdrowienia' "Szczęść"- tzn. wg Twoich kryteriów ton ciepły i nienaganny. Drugi człon podrowienia "Boże" dokończyli za bezbożnika pracujący górnicy :-/
Jeśli tak Waści zależy, niech dokończy za papieża i już.

Awatar użytkownika
AnnaE
Posty: 2197
Rejestracja: 2 lutego 2007, 22:09
Lokalizacja: Śląsk

Grupa NINIWA Team zatrzymana przez rosyjską policję

Post autor: AnnaE » 14 maja 2013, 19:05


Grupa NINIWA Team, która w intencji Ojczyzny wyruszyła w rowerową pielgrzymkę na Syberię, została wczoraj zatrzymana przez rosyjską policję i nadal nie może wyruszyć w dalszą drogę.

- Niestety dalej stoimy. Sytuacja jest niezrozumiała, ponieważ posiadamy wszystkie konieczne dokumenty, wszyscy mamy wizy. Konsul RP w Smoleńsku bardzo zaangażowała się w naszą sprawę, by nam pomóc, jednakże nadal nie wiadomo, kiedy będziemy mogli ruszyć – poinformował NaszDziennik.pl o. Tomasz Maniura OMI, główny organizator i uczestnik rajdu „Wyprawa 2013. Polska – Syberia”.

Wczesnym rankiem, po przejechanych około 45 km grupę młodych pielgrzymów zatrzymała policja, która po sprawdzeniu formalności stwierdziła, że grupa nie może dalej jechać, ponieważ nie posiada eskorty. 24-osobowa grupa rowerzystów została zakwalifikowana przez policję jako bardzo duża, co jednocześnie wymaga eskorty. Mimo iż w sprawę zaangażował się już wczoraj polski konsul w Smoleńsku Michał Greczyło, do tej pory nie udało się jej rozwiązać.

- Liczymy się oczywiście z możliwością lub koniecznością wysłania z Polski samochodu, który będzie eksportować naszą grupę, jednakże nie chcemy jeszcze przed zakończeniem sprawy takiej sytuacji zakładać. Przede wszystkim najważniejsze jest to, że na pewno nie przerwiemy z tego powodu wyprawy – poinformował w rozmowie z NaszymDziennikiem.pl Krzysztof Zieliński, rzecznik prasowy wyprawy rowerowej NINIWA Team Syberia 2013.

Jak dodał rzecznik, na początku wyprawy, ponieważ mamy dopiero 11. dzień, strata dwóch dni w perspektywie pięciu tygodni jazdy nie jest znacząca i wszystko można jeszcze nadrobić.

– Przypomnijmy, że w zeszłym roku wyprawa, która zmierzała na Nordkapp, dotarła na miejsce tydzień wcześniej. Zawsze w naszych planach uwzględniamy możliwość wystąpienia jakichś problemów, stąd zakładany czas jest dłuższy – dodał Zieliński.

Uczestnicy wyprawy na Syberię przejechali dotąd 1402 km i znajdują się we wsi Kamionka w obwodzie smoleńskim.

Marta Milczarska
http://www.radiomaryja.pl/kosciol/brak- ... zd-niniwy/


Rosja ma jakiś kompleks smoleński?

Awatar użytkownika
Coltrane
Posty: 17740
Rejestracja: 31 marca 2008, 23:47
Lokalizacja: Polska

Re: Grupa NINIWA Team zatrzymana przez rosyjską policję

Post autor: Coltrane » 14 maja 2013, 20:46

AnnaE pisze:Rosja ma jakiś kompleks smoleński?
Pewnie sumienie ich gryzie po dokonanym zamachu, i teraz spać nie mogą.

Awatar użytkownika
AnnaE
Posty: 2197
Rejestracja: 2 lutego 2007, 22:09
Lokalizacja: Śląsk

Post autor: AnnaE » 14 maja 2013, 21:48

O. Tomasz Maniura OMI przed wyjazdem w trasę gościł w mojej parafii. Opowiadał o uprzednich wyprawach i tej też.
Nie mają za wiele zapasów, by pozwolić sobie na dłuższe postoje.
Schudnąć też za bardzo nie ma z czego.

Niech Maryja otoczy ich płaszczem swej opieki
+++



Obrazek

Awatar użytkownika
AnnaE
Posty: 2197
Rejestracja: 2 lutego 2007, 22:09
Lokalizacja: Śląsk

Geopolityka gazowa Rosji

Post autor: AnnaE » 15 maja 2013, 16:13

Długi tekst, ale ważny i wiele wyjaśnia.
Warto poświęcić chwilę i przeczytać.
Od kilku tygodni polska opinia publiczna zbulwersowana jest sprawą budowy przez Polskę kolejnego gazociągu transportującego rosyjski gaz ziemny. Chyba nietrafnie został on pierwotnie określony jako Jamał II, podobnie jak jego cel: ominąć Ukrainę, aby dotrzeć do Słowacji. Z późniejszych informacji wynika jednak, że sens i cel odnogi od gazociągu jamalskiego (pieremyczki) rysuje się nieco inaczej.

Miałaby ona pełnić głównie funkcję sieci przesyłowej do Puław i Tarnowa, które znalazły się na celowniku powiązanej z Gazpromem rosyjskiej firmy Acron. Celem strategicznym jest zatem przejęcie tamtejszych zakładów azotowych przy wydatnej pomocy byłego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. W efekcie polski przemysł chemiczny zostałby przywiązany do rosyjskiego gazu i ewentualna przyszła próba uwolnienia się od tej zależności byłaby mocno ograniczona.

Upadek międzynarodowego znaczenia Polski

Wspomniane memorandum nasuwa jednak wiele refleksji na temat sytuacji, w jakiej znajduje się obecnie nasz kraj. Rządy Donalda Tuska charakteryzuje gwałtowny spadek międzynarodowego znaczenia Polski. Jest to poniekąd związane ze stylem uprawiania przez niego polityki (osławiona podatność na słupki poparcia w sondażach) oraz celem, jaki mu osobiście przyświeca (uzyskanie intratnej posady we władzach UE, co niemal półoficjalnie mu obiecano).

Te dwie okoliczności (pomińmy tu miałkość programową formacji, której przewodzi) powodują, że Tusk jest politycznie słaby, co wytrawni gracze na arenie międzynarodowej bez skrupułów wykorzystują, obnażając i tę jego słabość, a przede wszystkim lekceważąc żywotne interesy Polski.

Przykładem niech będzie fakt, że o tak fundamentalnej sprawie jak kwestia i data wejścia Polski do strefy euro oznajmił światu polityk niemiecki Martin Schultz. Z kolei o tym, że przez terytorium Polski przebiegać będzie ważny strategicznie gazociąg, poinformował świat, w tym także polskiego premiera, prezydent Federacji Rosyjskiej.

Anarchizacja życia wewnętrznego

Trudno też pominąć wewnątrzpolityczny kontekst gazowego memorandum. W tym drugim przypadku możemy zaobserwować zjawisko, które można określić jako anarchizacja życia wewnętrznego. Oto za memorandum zapowiadającym zbudowanie rurociągowej odnogi stoją prezesi dwóch wielkich powiązanych ze sobą spółek: PGNiG oraz EuRoPolGaz, przy czym ta pierwsza jest spółką Skarbu Państwa, posiadającą w tej drugiej 48 proc. akcji.

Nie zadbano nawet o to (chociażby!), żeby poinformować o zamierzonym kroku władze państwowe. Przypomina to niechlubne karty naszych dziejów, kiedy to I Rzeczpospolita pogrążała się w anarchii, a kresowi magnaci na własną rękę uprawiali politykę zagraniczną, nie oglądając się na władzę królewską. Trudno też nie żywić wątpliwości, czy kroki podjęte przez premiera w postaci dymisji ministra skarbu są adekwatne do zaistniałej sytuacji.

Wielka GRA o EURAZJĘ

Memorandum gazowe posiada także ważny aspekt międzynarodowy. Gaz ziemny i ropa naftowa traktowane są jako podstawowe instrumenty w polityce zagranicznej Rosji zmierzającej do odbudowy jej imperialnej pozycji. Nieukrywanym zamiarem jest osiągnięcie tego celu w oparciu o dyktat energetyczny. Rosyjscy autorzy Aleksander Arbatow i Maria Biełowa stwierdzają: „Mentalnie rosyjska elita nie pogodziła się z utratą dawnego statusu supermocarstwa i nadal szuka sposobów odzyskania go, przy czym duża jest pokusa, by zrobić to za pomocą surowców energetycznych”.

Dokonało się przy tym znamienne przesunięcie w tejże elicie. Surowcowych oligarchów z epoki Jelcyna, tzw. surowików (exemplum Chodorkowski), zastąpiła związana z obecnym prezydentem i oczywiście z resortami siłowymi (zwłaszcza z KGB) grupa tzw. siłowików. Mentalność tejże elity i nieodparta pokusa imperialna znalazły swój wyraz w haśle „Rosja – energetyczne supermocarstwo”, stanowiącym integralną część założeń programowych proputinowskiej partii Jedinaja Rossija.

Program ten uzasadniany jest i wypływa z wizji polityki międzynarodowej, jaką roztaczają niektórzy moskiewscy politolodzy. Według nich, po zakończeniu zimnej wojny świat wszedł w okres nowej konfrontacji, zainicjowanej, ich zdaniem, przez Stany Zjednoczone. Aleksander Panarin ogłosił swego czasu, że nastąpiła oto nowa wojna stuletnia rozpoczęta i prowadzona już przez Waszyngton, której celem jest zawładnięcie surowcami całej planety.

Ten schemat zastąpił zimnowojenny podział na świat kapitalistyczny i świat socjalistyczny, natomiast nieodmiennie w charakterze wroga, któremu przypisuje się złe zamiary, występuje Ameryka. Program ten w jakimś sensie korespondował z wizją, jaką przed swoimi rodakami i przed światem roztaczał dyktator Wenezueli Hugo Chavez. W wywiadzie dla arabskiej telewizji Al-Dżazira w lipcu 2006 roku oświadczył on, że USA chcą zmienić mapę Bliskiego Wschodu, aby „zagwarantować sobie kontrolę nad największymi w świecie zasobami ropy naftowej i innych nośników energii”. W 2004 roku posłużył się natomiast aluzją, że „pewna mniejszość, potomkowie tych, którzy ukrzyżowali Chrystusa, zawładnęła bogactwami całego świata” (zob. Travis Pantin, Hugo Chavez’s Jewish Problem, Commentary, 13.06.2008).

Dla czołowego rosyjskiego geopolityka Aleksandra Dugina szczególną rolę w zwalczaniu imperium amerykańskiego ma do odegrania gaz ziemny. Wypływa to z faktu, że o ile można mówić o rynku ropy naftowej, o tyle w przypadku gazu ziemnego handel jest wysoce zmonopolizowany. Ponadto największe zasoby gazu zalegają na obszarze Eurazji, której zjednoczenie jest stałym motywem geopolityki rosyjskiej, paradoksalnie posiłkującej się w tym względzie starą maksymą Anglika Halforda Johna Mackindera, który ogłosił 100 lat temu, że kto panuje nad Eurazją, ten może zapanować nad całym światem.

Zjednoczenie Eurazji może zatem zostać dokonane przy pomocy rosyjskiego gazu, którego głównymi odbiorcami są Europa i Chiny. Sieć połączeń rurociągowych będzie stanowić infrastrukturę materialną pod zjednoczenie polityczne. Wielka Gra XXI wieku będzie polegała na tym, że główne podmioty działające w obszarze Eurazji: Rosja, Europa Zachodnia, Chiny oraz świat islamski, utworzą ogromny blok strategiczny, który skutecznie pozbawi Amerykanów przodującej pozycji w świecie.

W oparciu o surowce energetyczne (głównie jednak gaz) geopolitycy rosyjscy szkicują trójstopniowy model akcji strategicznej:

1. Integracja czy też reintegracja obszaru postsowieckiego. Będzie się ona dokonywała w oparciu o infrastrukturę energetyczną tworzoną zresztą z myślą o scentralizowaniu byłego ZSRS wokół rosyjskiego centrum.

2. Odbudowanie dawnej sowieckiej strefy wpływów, na którą składały się kraje dawnego obozu socjalistycznego z Polską na czele; na taki zamysł zwracał uwagę Keith Smith (były ambasador USA na Litwie).

3. Budowa wielkiej eurazjatyckiej konstelacji geopolitycznej, która sięgnie po hegemonię globalną, spychając w cień USA.

Podsumowując swoje wywody, Dugin stwierdzał, że należy:

– Nadać dostawom rosyjskiego gazu status najważniejszego instrumentu geopolitycznego w ręku Rosji. Dlatego Gazprom nie może być traktowany jako instytucja o charakterze ekonomicznym lub handlowym, lecz jako najważniejsza instytucja polityczna i geopolityczna pozostająca do dyspozycji rosyjskiego rządu.

– Znaleźć w krajach eurazjatyckich (w Europie Zachodniej, Chinach, krajach islamskich, Japonii i Indiach) właściwych partnerów doceniających centralną rolę gazu w eurazjatyckiej strategii.

– Stworzyć system eurazjatyckich gazowych konsorcjów dla poszukiwania nowych złóż i ich wydobywania.

– Wytyczyć nowe trasy gazociągów, niezależnie od ekonomicznych kosztów takiego przedsięwzięcia, w celu ustanowienia bezpośredniej gazowej komunikacji między geopolitycznymi ośrodkami siły na obszarze Eurazji. Podkreśla szczególnie konieczność omijania Ukrainy, bo tranzyt przez jej terytorium byłby „geopolityczną pułapką”.

– Powołać do życia gazowy OPEC w składzie: Rosja, Iran, Arabia Saudyjska, Turkmenistan, Kazachstan, Azerbejdżan i in.

SchrÖderyzacja elit

Energopolityka rosyjska zakłada zatem poszukiwanie „właściwych partnerów”, czyli tworzenie prorosyjskich lobbies m.in. za pieniądze uzyskane ze sprzedaży gazu. Operację taką określono już jako schröderyzacja elit krajów leżących w polu zainteresowania Moskwy. Były kanclerz Niemiec Gerhard Schröder jest bowiem żywą ilustracją takiej polityki. Po utworzeniu spółki zarządzającej gazociągiem Nord Stream, w której 51 proc. akcji należy do Gazpromu, a po 24,5 proc. akcji posiadają niemieckie giganty gazowe: E.ON i BASF – stanął na jej czele. Natomiast dyrektorem wykonawczym spółki został mianowany Matthias Warnig. Obydwie te nominacje miały swoisty posmak polityczny. Schröder został nagrodzony tak lukratywną posadą za konsekwentnie prorosyjską i proputinowską politykę.

Jeszcze ściślejsze i bardziej osobliwe związki łączą ze stroną rosyjską Matthiasa Warniga. To były oficer wschodnioniemieckiej Stasi, a równocześnie konsultant i oficer werbunkowy KGB. W połowie lat osiemdziesiątych XX wieku los i służba w Stasi zetknęły go z młodym oficerem KGB działającym na terenie dawnej NRD, a mianowicie Władimirem Putinem. To właśnie na polecenie Putina werbował on agentów dla KGB.

Byłoby naiwnością sądzić, że Polska nie została objęta programem „schröderyzacji elit”. Przy okazji akcji przejmowania przez rosyjski Acron zakładów azotowych w Tarnowie i Puławach pojawiło się nazwisko byłego prezydenta III Rzeczypospolitej. Nie po raz pierwszy pada ono w takim kontekście.

Po zakończeniu prac tzw. komisji orlenowskiej jeden z jej członków Antoni Macierewicz opublikował własne „Zdanie odrębne”. Ujawnił w nim, że obradująca pod przewodnictwem prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego Rada Gabinetowa 23 lutego 2002 roku podjęła decyzję o sprzedaży polskiego sektora naftowego Rosjanom: „Było to stanowisko zgodne prezydenta (Aleksandra Kwaśniewskiego), premiera (Leszka Millera), ministra spraw zagranicznych (Włodzimierza Cimoszewicza) i ministra skarbu (Wiesława Kaczmarka). Nie padło ani jedno słowo sprzeciwu, choć wyrażano zaniepokojenie, czy plan ten nie zostanie utrudniony na skutek antyrosyjskiej histerii prawicy”.

W efekcie tych ustaleń powstał tzw. plan Cioska (doradcy prezydenta, b. ambasadora w Moskwie), który zakładał sprzedaż Rosji całego sektora petrochemicznego. Partnerem po stronie rosyjskiej miała być firma Łukoil, która dodatkowo kontrolowałaby również dostawy gazu dla Polski. Kluczową jednak kwestią był zamiar sprzedaży Rosjanom rafinerii gdańskiej wraz z naftoportem, który umożliwia dostawy do Polski ropy naftowej drogą morską. Utrata tej placówki oznaczałaby całkowitą utratę suwerenności energetycznej kraju.

Rewolucja łupkowa

Ambitnym planom rosyjskim mającym na celu odbudowanie imperium w oparciu o dyktat energetyczny może stanąć na przeszkodzie prawdziwa rewolucja w dziedzinie gazowej, jaka rozpoczęła się w Stanach Zjednoczonych za sprawą wydobycia na masową skalę gazu łupkowego. Gazu jest dużo i jest on niesłychanie tani. Na Kremlu natomiast dobrze pamiętają fiasko gorbaczowowskiej pierestrojki, która według pierwotnych zamierzeń miała się ograniczyć do przebudowy wewnętrznej sowieckiego imperium przy zachowaniu przez nie nienaruszonej w najmniejszym stopniu strefy wpływów. Jak się ocenia, do przeprowadzenia tego planu Gorbaczowowi zabrakło 50 mld dolarów. Zabrakło ich zaś z tej przyczyny, że Amerykanie w porozumieniu z Saudyjczykami doprowadzili do dużej obniżki cen ropy naftowej. A właśnie wpływy z eksportu sowieckiej ropy naftowej miały finansować przebudowę, a nie rozwiązanie imperium.

Czy więc sytuacja może się powtórzyć? Istnieją takie szanse. Świadomość tego posiadają także koła rosyjskie i stąd biorą się z ich strony niemal błagalne supliki, żeby Amerykanie podnieśli cenę swojego gazu chociażby do poziomu 250-280 dolarów za 1 tys. m3 (przed kilkoma miesiącami cena gazu na giełdzie za oceanem wynosiła 70-80 dolarów za 1 tys. m3). Obserwujemy też zastanawiające manewry w różnych krajach związane z kwestią wydobycia gazu łupkowego. Dotyczy to także Polski, a przejawia się w zaskakująco dużych rozbieżnościach, jeśli chodzi o szacunki naszych zasobów. Rozbieżności te pojawiają się także w obliczeniach dokonywanych przez Amerykanów. Ale to może być świadectwem tego, że słynny reset prezydenta Obamy w stosunkach z Rosją może objąć nie tylko tarczę antyrakietową, ale także gaz łupkowy.

Polski bilans

Z punktu widzenia polskiego interesu narodowego wskazane jest, abyśmy posiadali tanią energię i w dostatecznej ilości – to bowiem wpływa na możliwości rozwoju gospodarczego i na poziom życia obywateli. Jak wygląda nasz bilans w tym zakresie? Czy rację mają ci, którzy głoszą, że problemem Polski jest nie brak energii, ale jej nadmiar?

Jak wiadomo, posiadamy najbogatsze w Europie, a może i w świecie zasoby węgla brunatnego, a co za tym idzie – możliwość produkowania taniej energii elektrycznej. Posiadamy bogate zasoby węgla kamiennego i możliwość produkowania na jego bazie paliw płynnych, a także podziemnej gazyfikacji tego surowca. Możliwości pełnego wykorzystania naszego węglowego bogactwa są jednak i będą hamowane drogą akcji politycznej – bo polityczną decyzją jest osławiony unijny pakiet klimatyczny podpisany przez premiera Tuska.

Jak oceniają eksperci, oprócz masowego bezrobocia wdrażanie pakietu klimatycznego w 2015 roku będzie kosztowało nas 5 mld zł, po czym kwota ta będzie systematycznie wzrastać, żeby osiągnąć w roku 2030 wysokość 13 mld złotych.

Polska posiada bogate zasoby energii tkwiące w wodach geotermalnych. Pozyskanie jej jest jednak hamowane przez obecne władze. Przeszkody stawiane geotermii toruńskiej są dobitnym tego przykładem, a przecież eksploatacja wód geotermalnych mieści się w zasadach zalecanych przez pakiet klimatyczny. Wreszcie, według opinii wielu ekspertów, oprócz złóż gazu łupkowego Polska posiada także znaczne zasoby konwencjonalnego gazu ziemnego oraz ropy naftowej.

Czegóż więc brakuje nam, aby wejść na drogę szybkiego wzrostu gospodarczego i podnoszenia stopy życiowej obywateli? W świetle tego, o czym była mowa powyżej, odpowiedź jest prosta: brakuje nam elity politycznej, która kierowałaby się polskim interesem narodowym i działałaby zgodnie z nim.

Prof. Tadeusz Marczak

Awatar użytkownika
AnnaE
Posty: 2197
Rejestracja: 2 lutego 2007, 22:09
Lokalizacja: Śląsk

Post autor: AnnaE » 16 maja 2013, 22:51

Senat uczcił Grzegorza Przemyka

Sejm tego nie zrobił. Senatorom się udało. W Izbie Wyższej przyjęto uchwałę, w której oddano hołd Grzegorzowi Przemykowi w 30. rocznicę jego śmierci. Senatorowie potępili w uchwale "sprawców oraz inicjatorów tego politycznego mordu" i zaapelowali o ponowienie próby osądzenia winnych.

Za przyjęciem uchwały głosowało 77 senatorów; nikt nie był przeciw i się nie wstrzymał. W uchwale, której projekt przygotowali senatorowie PiS przypomniano, że:

12 maja 1983 r., funkcjonariusze MO zatrzymali na Starym Mieście w Warszawie maturzystę, młodego poetę Grzegorza Przemyka i że następnie "został on skatowany przez milicjantów i zomowców" w komisariacie przy ul. Jezuickiej oraz że zmarł 14 maja w szpitalu.

"Na polecenie najwyższych władz partyjnych i państwowych PRL fabrykowano dowody mające obciążyć winą za śmierć Grzegorza Przemyka sanitariuszy pogotowia ratunkowego, ukrywając te, które wskazywały na popełnienie zbrodni przez milicjantów. Konsekwencją tuszowania zbrodni było uwięzienie sanitariuszy oraz prześladowanie rodziny Grzegorza Przemyka i Jego przyjaciół" - głosi uchwała.

"Sprawcy zabójstwa Grzegorza Przemyka uniknęli odpowiedzialności. Także po odzyskaniu niepodległości nie udało się ich osądzić i ukarać" - podkreślono w uchwale.

"Senat Rzeczypospolitej Polskiej potępia bezpośrednich sprawców oraz inicjatorów tego politycznego mordu. Apelujemy do organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości, by ponowiły próbę osądzenia winnych" - głosi uchwała.

"Po 30 latach od tragicznej śmierci Grzegorz Przemyk zajmuje należne Mu miejsce w historii zmagań o wolną i niepodległą Polskę. Jego ofiara nie poszła na marne. Senat Rzeczypospolitej Polskiej oddaje Mu hołd" - czytamy.

Przedstawiciel wnioskodawców uchwały senator PiS Jan Maria Jackowski w czasie debaty przed przyjęciem uchwały podziękował senatorom za to, "że stanęli na wysokości zadania" i umożliwili prace nad nią w trybie ekspresowym. Podkreślił, że zabicie Przemyka wstrząsnęło opinią publiczną nie tylko ze względu na okrucieństwo sprawców. "Mieliśmy do czynienia z obrzydliwym spektaklem tuszowania zbrodni politycznej przy zaangażowaniu najwyższych ówczesnych czynników partyjnych, rządowych i służb specjalnych" - powiedział.

Senator PO Bogdan Klich powiedział, że Senat ma szansę naprawić błąd Sejmu, któremu nie udało się przyjąć uchwały w 30. rocznicę śmierci Przemyka. Zaznaczył, że tekst senackiego projektu "czyta się o wiele lepiej" niż projekt sejmowy, który - jego zdaniem - wymagał pewnego dopracowania. Dodał, że przypomnienie śmierci Grzegorza Przemyka powinno przeciwdziałać częstemu ostatnio "pokazywaniu PRL jako lat szczęśliwości". Mówił, że "wybiela się gen. Jaruzelskiego, zmywając z jego rąk krew, jak również stawia się pomnik Edwardowi Gierkowi".

Senator PO Łukasz Abgarowicz przekonywał, że jest to jedna z najważniejszych uchwał w tej kadencji Senatu. "Nie tylko ze względu na tekst uchwały (..) ale również dlatego, że zgłaszamy pretensję do wymiaru sprawiedliwości, który nie potrafił w dość jasnej sprawie tamtego mataczenia wyprostować i skazać winnych" - podkreślił.
"To hańba wymiaru sprawiedliwości III RP, chcę by to wybrzmiało, że to nie tylko nasza dezaprobata, ale żeby wymiar sprawiedliwości zrozumiał, że rośnie w nas gniew" - dodał.

We wtorek uchwałę ws. 30. rocznicy śmierci Przemyka miał przyjąć Sejm. Projekt, zaakceptowany przez komisję kultury nie trafił jednak pod obrady ze względu na sprzeciw SLD. W tej sytuacji posłowie na początku wtorkowego posiedzenie Sejmu uczcili rocznicę jedynie minutą ciszy. Marszałek Sejmu Ewa Kopacz zapowiedziała, że komisja kultury zajmie się projektem jeszcze raz oraz że zająć się nim może również Prezydium Sejmu.

Podczas posiedzenia sejmowej komisji kultury poseł SLD Tadeusz Iwiński zaprotestował przeciwko fragmentowi projektu mówiącego, że "Na polecenie najwyższych władz partyjnych i państwowych fabrykowano dowody mające obciążać winą za śmierć Grzegorza Przemyka sanitariuszy pogotowia ratunkowego, zaś ukrywano te, które wskazywały na milicjantów, jako winnych śmierci maturzysty".

Iwiński domagał się usunięcia z tego zdania początkowego fragmentu: "Na polecenie najwyższych władz partyjnych i państwowych". Posłowie nie zgodzili się jednak na proponowaną przez Iwińskiego zmianę.

Ostatecznie SLD przygotował własny projekt uchwały. Projekt, autorstwa Iwińskiego, głosi: "W 30.rocznicę śmierci Grzegorza Przemyka Sejm Rzeczypospolitej Polskiej oddaje hołd Jego pamięci. Śmierć młodego poety w wyniku pobicia w komisariacie Milicji Obywatelskiej była jednym z najtragiczniejszych wydarzeń okresu stanu wojennego. Wyrażamy ubolewanie, że organy wymiaru sprawiedliwości do tej pory nie ustaliły odpowiedzialnych za tę zbrodnię, którą jednoznacznie potępiamy".

W czwartek Iwiński został jednak na mocy decyzji lidera Sojuszu Leszka Millera odsunięty od prac nad uchwałą Sejmu. Jak zapewnił PAP rzecznik SLD Dariusz Joński, Sojusz będzie dążyć do porozumienia ws. uchwały.

30 lat temu milicjanci na warszawskiej Starówce śmiertelnie pobili 19-letniego maturzystę Grzegorza Przemyka. Była to jedna z najgłośniejszych zbrodni aparatu władzy PRL lat 80. - do dziś nie do końca wyjaśniona. Ojciec Przemyka, przyjaciel zmarłego maturzysty oraz adwokat mec. Maciej Bednarkiewicz nadal walczą przed stołecznym sądem o wznowienie umorzonego w 2012 r. przez IPN śledztwa w sprawie utrudniania przez władze z lat 80. wyjaśnienia tej zbrodni.

ansa/PAP

ODPOWIEDZ