Codziennik

Luźne pogaduchy
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
AnnaE
Posty: 2197
Rejestracja: 2 lutego 2007, 22:09
Lokalizacja: Śląsk

Coraz więcej Polaków nie ma pracy

Post autor: AnnaE » 18 maja 2013, 20:45

Obecna władza prezentuje „postawę całkowitej bierności” wobec problemu bezrobocia – powiedział prezes PiS Jarosław Kaczyński. W Szczecinie w sobotę odbyła się konferencja “Więcej pracy”.

Początkowo miała zostać przeprowadzona w historycznej stołówce stoczni jednak ostatecznie przeniesiono ją przed bramę Stoczni Szczecińskiej. Umowę na wynajęcie tej sali zerwało należące do Skarbu Państwa Towarzystwo Finansowe Silesia. Powodem decyzji była rzekoma awaria instalacji elektrycznej – powiedział poseł Jacek Sasin, wiceprezes Ruchu Społecznego im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, współorganizator konferencji. WIĘCEJ

Na spotkanie przybyli między innymi szefowie solidarności kilku regionów, w tym parlamentarzyści Prawa i Sprawiedliwości. Zaproszeni byli także przedsiębiorcy i środowiska naukowe.

Zgromadzeni rozmawiali o rynku pracy w Polsce oraz sposobach walki z bezrobociem. Poseł Prawa i Sprawiedliwości Stanisław Szwed powiedział, że partia przygotowała narodowy program zatrudnienia jako odpowiedź na rosnące bezrobocie szczególnie wśród ludzi młodych. Czytanie projektu ma się odbyć na najbliższym posiedzeniu Sejmu.

Związkowcy i parlamentarzyści podkreślali, że upadek Stoczni Szczecińskiej przyczynił się do degradacji tamtejszego regionu. Drastycznie wzrosło bezrobocie.

„Specjaliści, którzy budowali statki dziś pracują w innych krajach, bo w Polsce nie ma pracy. Oznacza to, że Polska traci siły, a nasza przyszłość jest zagrożona” – mówił prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński.

- Mamy do czynienia z sytuacją bardzo specyficzną. Otóż ta władza jakby się bezrobociem, ucieczką ludzi z Polski nie przejmuje. Fundusze na walkę z bezrobociem są ograniczane. Mamy do czynienia z innego rodzaju atakami na pracę – podwyższenie wieku emerytalnego, w tej chwili projekt, żeby godziny pracy rozliczać w skali roku – to można powiedzieć atakowanie pracowników, atakowanie tych ludzi, którzy są w dalszym ciągu także w ustroju rynkowym podstawą – bo to oni tworzą wartości – powiedział Jarosław Kaczyński.

Eurodeputowany Marek Gróbarczyk mówił o integralnym z polską gospodarką programie rozwoju gospodarki morskiej, przygotowanym przez parlamentarzystów Prawa i Sprawiedliwości opierającego się także na programach unijnych.

- To Narodowy Program Rozwoju Gospodarki Morskiej Lider Ship Polska 2020. Zaznaczamy pięć obszarów. Pierwszy obszar to program odbudowy przemysłu okrętowego, modernizacja i budowa Polskiej Marynarki Wojennej. Drugi – modernizacja Polskiej Floty Rybackiej. Trzeci – budowa nowoczesnej floty handlowej dla polskich armatorów i zagranicznych. Czwarty element to budowa Żeglugi Śródlądowej, nowy element, który powinien być również oparciem dla rozwoju przemysłu okrętowego. Kolejny element to kompleksowy program wspierania żeglugi morskiej – powiedział Marek Gróbarczyk.

RIRM

Awatar użytkownika
AnnaE
Posty: 2197
Rejestracja: 2 lutego 2007, 22:09
Lokalizacja: Śląsk

Jak leczą się Polscy imigranci?

Post autor: AnnaE » 18 maja 2013, 21:54

Polscy imigranci rzadko korzystają z usług brytyjskiej służby zdrowia (NHS, bowiem nie mają o niej zbyt dobrego zdania, na ogół są młodzi i zdrowi, a wielu z nich nie założyło rodzin - pisze sobotni "Guardian".

Rząd brytyjski ma w planach ograniczenie dostępu imigrantów do publicznej służby zdrowia. Propozycja ta zawarta jest w przygotowywanej nowelizacji ustawy imigracyjnej, zapowiedzianej w programie rządu na najbliższy rok.

Rząd chce też ograniczyć tzw. turystykę medyczną, wychodząc z założenia, że budżet obciążają koszty świadczenia usług osobom, które specjalnie przyjeżdżają z zagranicy, by z nich skorzystać. Publicystka "Guardiana" Zoe Williams w swoim artykule rozprawia się z mitem, "że ludzie celowo przyjeżdżają do Wielkiej Brytanii po to, by leczyć się tu na koszt państwa". Według niej ponoszone przez NHS koszty leczenia imigrantów są proporcjonalnie o wiele mniejsze niż leczenia Brytyjczyków. Imigranci są od nich generalnie młodsi, zdrowsi, a co więcej - wylicza - "usługa nie jest również na tyle dobra, jak w Polsce".

W artykule pt. "NHS: Polacy, paracetamol i mit o turystyce medycznej" wskazuje, że połączony koszt świadczenia usług medycznych dla imigrantów z UE i spoza UE to ledwie 7 mln funtów rocznie, a więc niewspółmiernie mało w stosunku do ich liczby (ok. 7,5 mln mieszkańców Wysp, blisko 13 proc. ogółu ludności to osoby urodzone za granicą - wynika ze spisu ludności na koniec 2011 roku).

Brytyjska publicystka polemizuje też z rozpowszechnionym w Wielkiej Brytanii przeświadczeniem, że NHS jest rodzajem niedoścignionego wzoru, a służba zdrowia w Polsce to w rzeczywistości standard kraju trzeciego świata. Gdyby tak było, to nowo powstałe na Wyspach polskie przychodnie lekarskie nie miałyby racji bytu, a tymczasem radzą sobie dobrze.

Wskazuje, że polscy imigranci zadają sobie wiele trudu, by uniknąć NHS-u, nawet jeśli oznacza to, że za usługi medyczne będą płacić z własnej kieszeni w sytuacji, gdy im się nie przelewa (korzystanie z NHS jest darmowe, ale niektóre wyspecjalizowane usługi jak np. fizjoterapia są trudno dostępne, a inne, np. stomatologiczne, płatne).

Oprócz bariery językowej Polaków zniechęca do NHS-u procedura ubiegania się o wizytę u specjalisty, wymagająca skierowania od lekarza domowego, tzw. GP, a tym samym oczekiwanie na wizytę u niego, a następnie u specjalisty. Wśród Polaków utrzymuje się też stereotyp, że lekarz domowy NHS na każdą dolegliwość zaleca paracetamol.

"W Polsce rentgen w przypadku złamanego żebra jest rutynowy dla ustalenia, czy złamanie nie zagraża płucom. Tutaj lekarz polecił mi paracetamol" - cytuje gazeta 29-letnią Polkę Wiki. Menedżer polskiej przychodni w dzielnicy Ealing w zachodnim Londynie wskazuje, że różnice między służbą zdrowia w Polsce a NHS widoczne są zwłaszcza w przypadku opieki prenatalnej. "W Wielkiej Brytanii nie robi się skanu ultrasonograficznego we wczesnym etapie ciąży, w Polsce robi się niemal od samego początku" - mówi.

55-letnia polska pielęgniarka z polskiej przychodni w dzielnicy Tooting w południowo-zachodnim Londynie jest przekonana, że pacjenci przychodzą do niej, ponieważ wiedzą, że ma doświadczenie. Studia pielęgniarskie w Polsce trwają 5 lat, a praktyka zawodowa dalsze 3-4. W Wielkiej Brytanii kurs na dyplomowaną pielęgniarkę zajmuje 3 lata.

A 28-letnia recepcjonistka dodaje: "Angielscy pacjenci też tu przychodzą, kiedy się o nas już dowiedzą".

"Osobiście nie krytykowałabym NHS za to, że pokłada wiarę w paracetamolu, odstrasza od wizyty u specjalisty, nie przepisuje antybiotyku, skąpi na rentgen. Czyni to ją oszczędną i stoicką. Jeśli jednak wydaje się nam, że ludzie celowo przyjeżdżają do Wielkiej Brytanii po to, by leczyć się tu na koszt państwa, to żyjemy w świecie marzycielskiej fikcji" - napisała Williams w konkluzji.

PAP, lz

http://www.stefczyk.info/wiadomosci/swi ... 7505746482

Awatar użytkownika
AnnaE
Posty: 2197
Rejestracja: 2 lutego 2007, 22:09
Lokalizacja: Śląsk

Elity w miejsce „elyt”

Post autor: AnnaE » 19 maja 2013, 16:44

W naszym kraju potrzeba tworzyć prawdziwe elity, których nie należy jednak mylić z obecnymi „elytami” - mówił o. Tadeusz Rydzyk.
W Polsce, która „idzie w kierunku masy upadłościowej”, panuje patologia medialno-polityczno-biznesowa - podkreślał dyrektor Radia Maryja przemawiając na Placu Zamkowym w Warszawie. Pod hasłem „Obudźcie się, Polacy!” odbyła się tam manifestacja w obronie TV Trwam.

Centralnym miejscem manifestacji była scena koncertowa z biało-czerwoną flagą z orłem i logiem Radia Maryja w tle. Wokół rozstawione zostały wozy transmisyjne TV Trwam. Relację na żywo przeprowadzało także Radio Maryja.

W przerwie między koncertami prowadzący zachęcał do skandowania: „Nie oddamy wam Telewizji Trwam”. Podkreślano też, że na Placu Zamkowym bije „serce wolnej, suwerennej Polski”.

Tuż przed południem przypomniano ze sceny, że spotkanie na Placu Zamkowym to manifestacja w obronie TV Trwam i w obronie mediów, ale także rodzinna majówka i świętowanie uroczystości Zesłania Ducha Świętego.

Z każdą minutą przybywało sympatyków Rodziny Radia Maryja i odbiorców TV Trwam. Wyposażeni w biało-czerwone flagi rozsiedli się przede wszystkim wokół Kolumny Zygmunta. Na fasadzie Zamku Królewskiego rozwieszono transparenty krytykujące koalicję PO-PSL, „sprzedajnych tzw. dziennikarzy” i polityków takich jak Stefan Niesiołowski i Janusz Palikot. Widać było także bannery z napisami „Sprzedawczyki” oraz podobiznami premiera Donalda Tuska i prezydenta Bronisława Komorowskiego, a także: „Katolicy obudźcie się! Tusk nie chce dać koncesji dla TV Trwam, by zabić Boga i Prawdę”.

Z głośników płynęły piosenki patriotyczno-romantyczne w języku polskim, niemieckim i włoskim. Przy schodach prowadzących na Plac Zamkowy „Służba patriotyczna PiS” rozdawała sobotnio-niedzielne wydanie „Naszego Dziennika”. Po Placu krążyli ojcowie redemptoryści, zachęcając do złożenia podpisu pod protestem w sprawie nieprzyznania TV Trwam miejsca na cyfrowym multipleksie.

Manifestacja rozpoczęła się modlitwą „Regina Caeli”, którą poprowadził redemptorysta o. Marek Kordecki. Po niej głos zabrał prof. Janusz Kawecki, przewodniczący Zespołu Wspierania Radia Maryja w służbie Bogu, Kościołowi, Ojczyźnie i Narodowi Polskiemu.

Skrytykował on „ liberalno-lewicowy układ zamknięty”, który – jak przekonywał – dąży do tego, by uniemożliwić milionom katolików w Polsce korzystanie ze społecznego, niezależnego medium, jakim jest TV Trwam. Polacy zaprotestowali przeciwko takim działaniom, czego dowodem jest prawie 2,5 mln imiennych podpisów pod apelem skierowanym do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji.

Protest ten stosownymi uchwałami poparły ponadto władze samorządowe w całym kraju. Odbyło się także ponad 160 marszów i manifestacji w obronie TV Trwam – nadawcy, który, jak zaznaczał prof. Kawecki "wspomaga formację religijną i patriotyczną" oraz "stanowi pomoc w odczytywaniu rzeczywistości religijnej, społecznej i informacyjnej naszej ojczyzny".

Mówca zarzucił KRRiT, że wypowiedzi jej członków na temat procedury koncesyjnej w sprawie przyznania miejsca na cyfrowym multipleksie m.in. podczas posiedzeń parlamentarnych komisji, „nie tylko nie rozwijają wątpliwości, ale wręcz utwierdzają nas w przekonaniu, że im na podaniu prawdy po prostu nie zależy”. – Oni policzyli, że układ liberalno-lewicowy, który przejął władzę (...) może zawsze głosami członków tych organów (...) zapewnić brak transparentności procesów koncesyjnych – mówił Janusz Kawecki.

Na zakończenie podkreślił, że „miejsce TV Trwam na multipleksie to nie przywilej, ale obowiązek państwa wobec katolików” oraz, że „nie ma wolności bez obecności TV Trwam na multipleksie”.

W podobnym tonie wypowiadali się posłowie Beata Kempa (Solidarna Polska) i Andrzej Jaworski (PiS), który zarzucił Platformie Obywatelskiej „politykę dyskryminacji” katolików. – Tej polityce musieliśmy i musimy się nadal przeciwstawiać – podkreślił, przypominając, że ten cel przyświecał także inicjatywie powołania w maju ub. roku w Sejmie Parlamentarnego Zespołu ds. Przeciwdziałania Ateizacji Kraju.

Głównym punktem manifestacji było wystąpienie o. Tadeusza Rydzyka. Dyrektor Radia Maryja zaapelował, by toruńskich mediów nie nazywać imperium medialnym, ale imperium duchowym, gdyż powołali je ludzie, którzy odpowiedzieli na natchnienie Ducha Świętego. - Polacy się zeszli i rzekli, i powstało takie dzieło, ludzie wcielili to w życie – dodał.

O. Rydzyk stwierdził, że „Polska idzie w kierunku masy upadłościowej” i „staje się krajem kolonialnym” pozbawionym zakładów pracy. Podkreślił, że w Polsce potrzeba tworzyć prawdziwe elity, których nie należy jednak mylić z obecnymi „elytami”. – W Polsce jest patologia medialno-polityczno-biznesowa – powiedział dyrektor Radia Maryja.

Skrytykował następnie lewicę, „która się ubrała w szatki liberalne” i stwierdził, że „teraz przychodzi nowa lewica”, a jej celem jest m.in. wprowadzenie w szkołach programu edukacji seksualnej dla dzieci. - Czy to jest normalne? W Europie to jest zorganizowane i przychodzi do Polski. Jak zniszczyć ludzi? Zdemoralizować ich. Kiedyś to ludzie się wstydzili, a teraz chcą się obnosić i mają elyty do tego. One mówią kto jest Polakiem, kto jest normalny. Jak nie jesteś homoseksualistą to nie jesteś normalny, jak rodzina to jest nienormalna – mówił redemptorysta.

Na zakończenie podziękował wszystkim, którzy „stworzyli fenomen obrony TV Trwam” – „robotnikom, rolnikom, dzieciom i młodzieży, chorym, osobom zakonnym, kapłanom, całemu Episkopatowi Polski” oraz politykom i władzom samorządowym.

KAI/JKUB
http://www.stefczyk.info/wiadomosci/pol ... 7514239123

Awatar użytkownika
AnnaE
Posty: 2197
Rejestracja: 2 lutego 2007, 22:09
Lokalizacja: Śląsk

69 rocznica bitwy pod Monte Cassino

Post autor: AnnaE » 19 maja 2013, 17:06

W niedzielę zakończyły się we Włoszech dwudniowe polskie uroczystości upamiętniające 69 rocznicę bitwy pod Monte Cassino. W ceremoniach w środkowej części kraju uczestniczyli przedstawiciele Polonii oraz lokalnych włoskich władz.

Uroczystości, zorganizowane przez Wydział Konsularny Ambasady RP w Rzymie i środowiska polonijne, rozpoczęły się w sobotę w miejscowości San Vittore del Lazio koło Frosinone, gdzie znajdowało się pierwsze miejsce pochówku polskich żołnierzy II Korpusu.

Przy upamiętniającym ich krzyżu odbyła się modlitwa za poległych. Kolejnym etapem obchodów rocznicy bitwy było złożenie wieńców pod pomnikiem żołnierzy II Korpusu w pobliskiej miejscowości Acquafondata. Za poległych uczestnicy uroczystości modlili się następnie przy pomniku polskich żołnierzy w Piedimonte San Germano.

W niedzielę na cmentarzu wojennym na Monte Cassino odprawiona została msza, w której uczestniczyli przedstawiciele polskiej dyplomacji, Polonii z Rzymu, Turynu i Neapolu oraz władz Cassino i okolicznych miejscowości, gdzie odbyły się rocznicowe ceremonie. Była też grupa harcerzy z Polski.

PAP

Awatar użytkownika
AnnaE
Posty: 2197
Rejestracja: 2 lutego 2007, 22:09
Lokalizacja: Śląsk

Walczyłem o Monte Cassino

Post autor: AnnaE » 19 maja 2013, 17:17

Ze Stefanem Mączką, uczestnikiem bitwy o Monte Cassino, prezesem Związku Karpatczyków 3. Dywizji Strzelców Karpackich w Londynie, rozmawia Bogusław Rąpała

W bitwie o Monte Cassino, która otworzyła aliantom drogę na Rzym, uczestniczył Pan jako artylerzysta.


– Byłem bombardierem i służyłem w artylerii przeciwlotniczej. 22 kwietnia 1944 r. zajęliśmy pozycje na zboczach Monte Cassino. Byliśmy ukryci w ogrodzie oliwnym pod siatkami do kamuflażu. Jeszcze przed bitwą wszystkie nasze działa ostrzeliwały stanowiska nieprzyjaciela. W tym czasie mały niemiecki samolot zrzucał ulotki wzywające Polaków do poddania się i informujące o tym, że nie mamy o co walczyć, bo nie ma wolnej Polski.

To niestety okazało się prawdą. Na konferencji w Teheranie, pod koniec 1943 r., przesądzono, że Polska znajdzie się w strefie wpływów sowieckich.

– Wtedy jednak nie wierzyliśmy Niemcom. Tym bardziej że również lotnictwo angielskie zrzucało ulotki adresowane do służących w armii niemieckiej Polaków, aby przyłączyli się do nas. 11 maja 3. Dywizja Karpacka zaczęła szturmować Monte Cassino. Artyleria strzelała bez przerwy. Lufy były tak rozgrzane, że musieliśmy je owijać mokrymi kocami, aby je schłodzić. Niemcy do pocisków przywiązywali druty, dlatego po każdym ich wystrzale rozlegał się przeraźliwy ryk. My zresztą robiliśmy to samo.

Walka toczyła się w terenie górzystym. Czy ciężko było trafić w obrane cele?

– Mieliśmy obserwatora, który szedł razem z piechotą i przez radio wydawał rozkazy, gdzie mamy strzelać. W domu rolnika, położonym około 50 metrów poniżej wzgórza 593, które było celem naszego ataku, znajdował się punkt sanitarny oraz nasz punkt obserwacyjny. Poniżej były dwie studnie. Chcąc zaczerpnąć z nich wody, nasi żołnierze okręcali wiadra kocami, żeby nie usłyszeli ich Niemcy. Wzgórze usiane było ciałami zabitych żołnierzy, które można było zebrać dopiero po zwycięstwie.

Jak z Pańskiej pozycji wyglądało wzgórze klasztorne?

– Natarcie odbywało się w nocy. Wymiana ognia była tak intensywna, że czasem robiło się widno jak w dzień. Niemcy, wiedząc o wylądowaniu aliantów na Sycylii, uczynili z Monte Cassino fortecę. Na jego zboczach pobudowali zakamuflowane bunkry, których załogi wspierały się wzajemnie w odpieraniu ataków. Jedynym sposobem na ich unieszkodliwienie było wrzucenie do bunkra od góry granatu. Oczywiście zbocze było również zaminowane i nasi saperzy musieli je oczyścić. Nasza praca była lekka w porównaniu z pracą saperów, piechoty i sanitariuszy. Oczywiście my również ponosiliśmy straty w ludziach, jednak były one bez porównania mniejsze niż w przypadku piechoty.

W tej bitwie Polacy wykazali się niespotykaną odwagą. W czym tkwiło jej źródło?

– Byliśmy wściekli na Niemców za to, że napadli na Polskę. Do walki szliśmy jak wariaci. Anglicy pytali nawet, czy nie byliśmy pod wpływem alkoholu. Zdarzały się sytuacje, że ranni, którzy zostali opatrzeni na dole, natychmiast wracali, aby brać udział w walce. Była to również nasza odpowiedź na kłamliwą propagandę sowiecką, rozsiewaną nawet wtedy, gdy już braliśmy udział w ćwiczeniach wojskowych w Persji. Według tej propagandy Polacy nie chcieli walczyć. Inne, niemieckie kłamstwo mówiło, iż nie bierzemy jeńców. W klasztorze znajdowało się około 12 rannych Niemców, wszyscy zostali wyprowadzeni i opatrzeni.

Wierzył Pan w zwycięstwo?

– Przed nami Monte Cassino szturmowali Amerykanie. Ponieśli ogromne straty. Potem Nowozelandczycy – również nie wyszło. Następnie w marcu atak ponowili Anglicy i też nie udało im się osiągnąć celu. Ale dzięki temu my mogliśmy skorzystać z pozycji, które oni już zdobyli, nie musieliśmy zaczynać od samego dołu. Zostawili nam również zaopatrzenie i amunicję. Naszym celem było zdobycie w tym samym czasie wszystkich czterech wzgórz kontrolujących wzgórze klasztoru.

Co Pan czuł 18 maja, gdy na Monte Cassino załopotała polska flaga?

– Najpierw wybuchła wielka euforia. To właśnie wtedy powstała piosenka „Czerwone maki na Monte Cassino”, której słuchaliśmy wieczorem w dniu zwycięstwa. Przez cały czas, dopóki nie opuściliśmy naszych pozycji, trębacz ze wzgórza grał nam hejnał mariacki. Ale gdy dowiedzieliśmy się, że zwycięstwo zostało okupione ciężkimi stratami w ludziach, ogarnął nas smutek. W bitwie o Monte Cassino zginęło 1024 polskich żołnierzy. Niektóre kompanie prawie przestały istnieć.

W jakich okolicznościach znalazł się Pan w utworzonej na terenie ZSRS polskiej armii pod dowództwem gen. Władysława Andersa?

– Mój ojciec był osadnikiem wojskowym zamieszkującym okolice Równego na Wołyniu. Po wejściu Sowietów do Polski 17 września 1939 r. Stalin wydał rozkaz, aby wszystkich tamtejszych osadników wywieźć na Syberię. 10 lutego 1940 r. moja rodzina została wywieziona do obozu w Monastyrok w rejonie Kotłasu. Miałem wtedy 17 lat. Przez dwie zimy pracowałem w lesie przy wycince drzew, a następnie w tartaku przy rozładunku wagonów przywożących drzewo. Z sowieckiej gazety dowiedziałem się o ataku Niemców na Związek Sowiecki oraz o umowie 30 lipca 1941 r. pomiędzy sowieckim ambasadorem w Wielkiej Brytanii Majskim i gen. Sikorskim o tzw. amnestii dla Polaków i formowaniu Wojska Polskiego pod dowództwem gen. Andersa do walki przeciw Niemcom. NKWD kontrolowało wszystkie łagry i obozy pracy, a ponieważ miejscowi Rosjanie zostali powołani do Armii Czerwonej i brakowało robotników, z obozów zwalniano tylko ludzi starszych. Był już listopad 1941 roku. Ja i moi koledzy martwiliśmy się tym bardzo, dlatego postanowiliśmy pójść na zwiady. Udaliśmy się we dwóch do oddalonego o ok. 15 kilometrów Kotłasu, gdzie znajdowała się duża stacja kolejowa. Odjeżdżały z niej pociągi do Archangielska i do Krasnowodzka. Tam znaleźliśmy pociąg z bydlęcymi wagonami dla Polaków, który stał przez dwa dni. Jeszcze tego samego wieczoru po powrocie do Monastyrok zdecydowaliśmy, że następnego dnia uciekniemy.

Skąd ta determinacja?

– Było w nas pragnienie walki, chcieliśmy za wszelką cenę dołączyć do wojska. Było nas siedmiu. Do małych plecaków zapakowaliśmy trochę prowiantu oraz bieliznę. Na drugi dzień o godz. 8.00 zgłosiliśmy się jak zwykle do pracy w tartaku. Gdy o godz. 12.00 rozległ się gwizdek obwieszczający godzinną przerwę obiadową, wyszliśmy z obozu i udaliśmy się do Kotłasu. Odnaleźliśmy nasz pociąg i wsiedliśmy do wagonu. Już cieszyliśmy się z udanej ucieczki, gdy na zewnątrz usłyszeliśmy głos szukającego nas komendanta NKWD z naszego obozu. Wymieniał nasze nazwiska. Schowaliśmy się pod dolną pryczę i czekaliśmy. Na szczęście komendant choć zobaczył, że znajdujemy się w pociągu, udał, że nas nie widzi i powiedział: „Tutaj ich nie ma”. Za pół godziny nasz pociąg odjechał. Podróż do Guzaru zajęła nam dwa miesiące. Uciekliśmy 14 listopada, a na miejsce dojechaliśmy 5 stycznia 1942 roku. Przez ten czas wymieniliśmy wszystko na jedzenie, następnie NKWD odesłało nas do kołchozu, tłumacząc, że wojsko polskie zacznie przyjmować rekrutów dopiero 5 lutego 1942 roku. Tam z głodu kradliśmy mąkę, a raz udało nam się nawet zdobyć owcę. Tak przetrwaliśmy miesiąc, a następnie 5 lutego w Guzarze wstąpiliśmy do wojska.

Sytuacja polskiej armii na „nieludzkiej ziemi” była straszna. Oddziały dziesiątkował głód i choroby.

Jak Panu udało się przetrwać?

– Wielu z nas umierało tam z braku żywności i lekarstw. Co dzień widziałem ciężarówki z trupami jak sardynki obwiniętych w białe prześcieradła. Wkrótce i ja zachorowałem na tyfus. Nie wiem, jak długo leżałem nieprzytomny na podłodze meczetu w Guzarze. W końcu lutego odnalazł mnie mój ojciec zwolniony w grudniu z matką, siostrą i bratem. Ojciec mnie odkarmił i pomógł wrócić do zdrowia. W końcu marca gen. Anders dostał zgodę od Stalina, aby wyprowadzić wojsko przez Morze Kaspijskie do Persji. Tam, w Pahlewi, nas umyli, ogolili i podkarmili. Dostaliśmy czystą bieliznę i tropikalne mundury. Stamtąd przewieziono nas ciężarówkami do Teheranu, a następnie wysłano do Zatoki Perskiej. 2 maja połączyliśmy się w Palestynie z Samodzielną Brygadą Karpacką, która już wróciła z walk w Tobruku, i stworzyliśmy 3. Dywizję Strzelców Karpackich. Kolejnym punktem na naszej trasie był Irak, gdzie najpierw pilnowaliśmy instalacji benzynowych, a potem we wrześniu w Mosulu otrzymaliśmy zimowe mundury i pełne wyposażenie. Tak minęła zima. W kwietniu 1943 r. w Habaniji przeszliśmy ćwiczenia artyleryjskie. Potem we wrześniu przez iracką pustynię jechaliśmy z naszymi działami do Jordanii, a z Jordanii do Palestyny. W grudniu 1943 r. zostaliśmy przeniesieni do Egiptu, a następnie okrętem popłynęliśmy do Tarentu we Włoszech. Pamiętam, jak 24 grudnia, spacerując ulicami tego miasta, widziałem przygotowania Włochów do Wigilii Bożego Narodzenia. Był to dla mnie bardzo smutny czas…

Jak potoczyły się Pana losy po wojnie?

– Nie mając dokąd wrócić, zostaliśmy w Anglii, władze PRL. nakłaniały nas, żeby wracać do Polski. Jednak wracali przeważnie tylko ci, którzy nic nie wiedzieli o Rosji. Ci, którzy przeszli przez sowieckie obozy i łagry, nie zrobili tego.

Generał Anders wymusił na rządzie angielskim utworzenie dwuletniego korpusu przysposobienia, ażeby dać żołnierzom czas na ukończenie nauki lub znalezienie pracy. Znajdując się wtedy pod dowództwem wojskowym, a nie politycznym, otrzymaliśmy mundur i te same przywileje, co żołnierze na służbie. Wielu zdało maturę i rozpoczęło studia. Ci z wykształceniem podstawowym szli do pracy w kopalniach lub w innych zakładach pracy.

Za ofiarną postawę w walce z niemieckim najeźdźcą po wojnie polskich bohaterów czekały kolejne upokorzenia. Nie dość, że nie mogli wrócić do kraju, to jeszcze musieli wykonywać takie prace, jak zmywanie talerzy w restauracjach, gen. Stanisław Maczek został barmanem, a gen. Stanisław Sosabowski magazynierem. Jaki los spotkał Pana?

– Miałem maturę, mówiłem płynnie po francusku, włosku oraz hiszpańsku, ale nie znałem języka angielskiego, dlatego najpierw pracowałem w hotelu. Myłem okna, sprzątałem łazienki. Trwało to przez dwa lata, przy czym przez cały czas uczyłem się angielskiego oraz księgowości. Kolejna moja praca polegała na wypłacaniu pensji kolejarzom. Potem pracowałem w urzędzie skarbowym. Następnie w firmie budowlanej, gdzie byłem tam jedynym Polakiem i po jakimś czasie udało mi się dojść do najwyższego stanowiska.

Jak powstał Związek Karpatczyków 3. DSK?

– Związek powstał w 1948 r., trzy lata po działaniach wojennych na froncie włoskim i w rok po przybyciu żołnierzy na Wyspy Brytyjskie. Celem i zadaniem Związku powołanego do życia z inicjatywy generała Władysława Andersa, szefa sztabu Naczelnego Wodza gen. Stanisława Kopańskiego oraz dowódcy 3. Dywizji Strzelców Karpackich gen. Bronisława Ducha było m.in. utrzymanie postawy ideowo-niepodległościowej, koleżeństwa, tradycji i historii dywizji oraz przekazywanie jej młodszym pokoleniom. Od tej chwili żołnierze 3. Dywizji Strzelców Karpackich byli znów złączeni jednym duchem, jedną tradycją, wspólnymi ideałami, które przyświecały im na bitewnych polach. Żołnierze, choć w cywilu, nigdy nie zostali zwolnieni z przysięgi wierności oraz służby Ojczyźnie. Dzięki Zarządowi Głównemu w Londynie powołano do życia 18 kół okręgowych w różnych częściach Wielkiej Brytanii, a także w Kanadzie, Ameryce, Australii i Nowej Zelandii. Związek wydaje również swoje własne pismo pt. „Goniec Karpacki”. Zajmuje się również organizacją światowych zjazdów oraz uroczystości bitwy o Monte Cassino.

Ilu uczestników bitwy pod Monte Cassino jeszcze żyje?

– Przez moją dywizję przewinęło się 28 tysięcy żołnierzy. Teraz spośród żołnierzy 3. DSK w Anglii mieszka nas 31, a w innych krajach 17. Zostało nas już bardzo mało.

Dziękuję za rozmowę.
http://www.radiomaryja.pl/polecamy/walc ... e-cassino/

Awatar użytkownika
AnnaE
Posty: 2197
Rejestracja: 2 lutego 2007, 22:09
Lokalizacja: Śląsk

Post autor: AnnaE » 20 maja 2013, 09:06

Przeciwko próbie wyprowadzenia zawodów twórczych z telewizji publicznej protestuje Związek Zawodowy Pracowników Twórczych TVP S.A. „WIZJA. Na dziś związkowcy planowali nadzwyczajne posiedzenie.


Chcieli się dowiedzieć, jakie są bezpośrednie powody decyzji zarządu TVP o przeniesieniu dziennikarzy, montażystów, charakteryzatorów i grafików do firmy zewnętrznej. Na posiedzenie zaprosili prezesa TVP Juliusza Brauna oraz Dyrektor Biura Zarządzania Zasobami Ludzkimi Ewę Ger.

Pełnomocnik ds. kontaktów z organizacjami związkowymi i Radą Pracowników Karol Pękul w piśmie odmownym wskazał związkowi strajk ostrzegawczy, jako właściwą drogę do upominania się o prawa pracownicze.

Pracownicy twórczy TVP są zaniepokojeni decyzją zarządu telewizji. Na stronie internetowej zbierają podpisy pod protestem przeciwko takiemu rozwiązaniu, które – jak napisali – jest kolejnym krokiem do likwidacji telewizji publicznej.

Tymczasem jak poinformował portal wPolityce TVP prowadziła rozmowy z firmą Work Service byłego senatora PO Tomasza Misiaka nt. przejęcia dziennikarzy i innych pracowników telewizji. Przypomnijmy, że Misiak zdobył wcześniej kontrakt na obsługę zwalnianych stoczniowców, po tym jak sam pracował nad ustawą o likwidacji stoczni.
- Była kiedyś komedia kryminalna zatytułowana: „Bierz forsę i w nogi”. Kojarzy mi się ona nieodparcie z tym, co wyprawia PO z mediami publicznymi i TV Trwam. Myślę, że obecnie rządzący przewidują – w najbliższym czasie – utratę władzy. Niszczenie TVP, zastraszanie pracowników, doprowadzenie do tego, że będą zatrudniani w zewnętrznej firmie powoduje że dodatkowo podporządkowuje się treści przekazywane w mediach publicznych w czasie ważnym, bo zbliżających się kolejnych wyborów i osłabiania się władzy PO – powiedziała Barbara Bubula.

Poseł Barbara Bubula z sejmowej komisji kultury i środków przekazu dodała, że to TVP próbuje się zlikwidować taka samo jak wcześniej stocznie a ostatnio PLL LOT.
- Skojarzenie z tą ostatnią firmą, z utratą przez nas narodowego przewoźnika też jest bardzo mocne. Dowiedzieliśmy się, że tam również zaczęto od wyprowadzania fachowych pracowników poza firmę. To że Telewizja Polska w formie dużego, narodowego nadawcy musi istnieć to jest moim zdaniem bezdyskusyjne. Nawet jeśli chcemy, aby istniała mocna katolicka telewizja, żeby były media niezależne to istnienie silnego narodowego nadawcy jest jedną z oznak suwerenności kraju we współczesnym świecie – dodała Barbara Bubula.



RIRM

Awatar użytkownika
AnnaE
Posty: 2197
Rejestracja: 2 lutego 2007, 22:09
Lokalizacja: Śląsk

Prof. Zybertowicz: Wolność ma swoją cenę

Post autor: AnnaE » 20 maja 2013, 12:54

Gdy ojciec [Tadeusz Rydzyk - red.] zwraca się do mnie z prośbą o komentarz, to zawsze mówię, że uśmiecham się do słuchaczy Radia Maryja. Wolność ma swoją cenę, jest to cena stała, ale zależy od tego, na ilu z nas się rozkłada. Dzisiaj przyjeżdżamy z Polski, płacimy za bilet PKS lub kolejowy i wnosimy swój wkład w wolność swojego kraju! Jeśli dzisiaj Wy i Wasze dzieci poskąpicie swojego czasu i kilku złotych na obronę Telewizji Trwam, to potem Wasze dzieci będą musiały płacić cenę znacznie wyższą! Dzisiaj wolność nie jest bardzo droga i stać na nią każdego. (...)

Dlaczego nie potraficie się podzielić Polską z Waszymi dziećmi i wnukami? Za dużo tu osób w moim wieku. Kto porywa nam dzieci i wnuki, że odwracają się od Polski? Spytajcie się swoich dzieci i wnuków, czy jest potrzebna naszej wolności czy nie. Jeśli nie nauczymy się dzielić Polską i troską o Polskę z naszymi dziećmi i wnukami, to później nie będziemy mieli "Naszego Dziennika", by podzielić się z tymi, którzy się prażą w słońcu.

Uśmiecham się do wszystkich, którzy tu nie przyjechali i czekam na Was w obronie Telewizji Trwam.


not. lw
http://www.stefczyk.info/publicystyka/o ... 7513666298

Awatar użytkownika
AnnaE
Posty: 2197
Rejestracja: 2 lutego 2007, 22:09
Lokalizacja: Śląsk

Władza ogranicza nasze prawa

Post autor: AnnaE » 20 maja 2013, 14:51

W demokracji niezbywalnym prawem jest kwestia dostępu do rzetelnych informacji powiedział poseł Marek Suski. Polityk tłumaczy, że wszędzie gdzie jest podejmowane jakieś działanie w Parlamencie to tłumaczy się obywatelom jakie przyniesie to skutki.

W Polsce brakuje takiej debaty, a obywatele dowiadują się, że coś im zabrano, nie wiedząc kiedy to nastąpiło. Jak stwierdził poseł, jest to celowe działanie.
- Łatwiej jest komuś zabrać, jeżeli ten ktoś nie zdaje sobie z tego sprawy, albo nie dać, bo jeżeli ktoś jest nieprzyzwyczajony do tego, że coś posiadał, to nie odczuwa tak wielkiego bólu. To jest m.in. przykład niewpuszczenia na multipleks Telewizji Trwam, no bo jak ludzie nie mieli tej telewizji, a mieli ją poprzez satelitę albo kablówkę, to część ludzi, która nie ma dostępu do tej telewizji, nie wie co traci, więc to jest działanie celowe ze 100% premedytacją. To pokazuje jak ta władza ogranicza nasze prawa – powiedział poseł Marek Suski.

Zabieganie o to, żeby TV Trwam znalazła się na multipleksie, jest jak najbardziej zasadne, bo są miliony ludzi, którzy sobie tego życzą.
- Jeżeli władza zamyka na to oczy, to znaczy, że jest głucha na bardzo poważną potrzebę i bardzo poważny problem i tu dotykamy wolności słowa, dyskryminacji – stwierdziła posłanka Beata Kempa.

Przeciwko dyskryminacji jedynej katolickiej stacji w Polsce wczoraj odbyła się w Warszawie manifestacja. Majówka odbyła się pod hasłem „Obudźcie się Polacy”. Eurodeputowany Mirosław Piotrowski, który przybył na spotkanie, zwrócił uwagę, że nasz kraj od wieków w Europie i na świecie kojarzony był z tolerancja religijną. Dziś zmienia się to i dostrzegają to w Europie.

- Tak dalej być nie może! Polska musi być wierna swojej tożsamości, także w Europie, w Parlamencie Europejskim. Za oceanem dostrzegają, że katolicy w Polsce są dyskryminowani, a czytelnym przykładem tej dyskryminacji jest blokada TV Trwam. Temu mówimy nie!
Zarówno w Polsce, jak i w Brukseli i Strasburgu nie ma zgody na tę dyskryminację, ale postępujemy zgodnie z tym, co powiedział błogosławiony ksiądz Jerzy Popiełuszko: „Zło dobrem zwyciężaj” i my zwyciężymy – powiedział eurodeputowany Mirosław Piotrowski.

RIRM

Awatar użytkownika
AnnaE
Posty: 2197
Rejestracja: 2 lutego 2007, 22:09
Lokalizacja: Śląsk

Elektrowni atomowej nie ma i nie będzie ale afery już są

Post autor: AnnaE » 21 maja 2013, 09:50

Szef CBA Paweł Wojtunik zawiadomił w poprzednim tygodniu Prokuraturę Apelacyjną w Warszawie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez zarząd spółki celowej PGE Energia Jądrowa 1 powołanej w 2010 roku do budowy dwóch elektrowni atomowych w Polsce.

Kontrolę w tej spółce, szef CBA zapowiedział w grudniu 2012 roku w jednym z telewizyjnych programów publicystycznych, teraz jej rezultaty zostały zawarte we wniosku skierowanym do prokuratury.
Chodzi o podejrzenie popełnienia przestępstwa przez były już zarząd spółki PGE EJ1, polegającego na przekazaniu kwoty 11 mln zł do klubu sportowego siatkarek Trefl Sopot w ramach zakupu usługi, która w dokumentach spółki została opisana w sposób następujący „budowanie i propagowanie pozytywnych emocji związanych ze strategicznymi inwestycjami na obszarze Pomorza w szczególności związanymi z energetyką jądrową”.
Decyzje o przekazaniu tak ogromnych środków do klubu sportowego podejmowali ludzie mocno związani z Platformą, prezes PGE (i jednocześnie spółek PGE EJ i PGE EJ 1) w latach 2008-2011 Tomasz Zadroga i wiceprezes w latach 2010-2012 Witold Dróżdż (wcześniej wiceminister w resorcie spraw wewnętrznych i administracji).
Prokuratura Apelacyjna przekazała kilkunastostronicowy wniosek CBA do Prokuratury Okręgowej w Płocku, a ta ma 30 dni na decyzję czy wszcząć w tej sprawie śledztwo, choć jak twierdzi rzecznik CBA, dowody w tej sprawie są bardzo mocne.
2. Afera dotyczy okresu 2010-2012 ale w tym miejscu należy przypomnieć, że następny zarząd spółek PGE EJ i PGE EJ 1, zaczął także od skandalu związanego z wysokością wynagrodzeń.
W czerwcu 2012 roku poseł Aleksander Grad (przez poprzednie 4 lata minister skarbu w rządzie Donalda Tuska), zrezygnował z mandatu poselskiego, a już na początku lipca rada nadzorcza PGE powołała go na prezesa spółek PGE EJ i PGE EJ 1.
Obydwie spółki miały przygotować i realizować budowę pierwszej elektrowni atomowej w Polsce, a prezes Grad, otrzymał wynagrodzenie w wysokości 55 tys. zł miesięcznie. Podobne wynagrodzenia otrzymało jeszcze dwoje wiceprezesów obydwu spółek.
Ale to nie wszystko prezesi mają prawo do rocznych nagród (w podobnej wysokości jak zagraniczne wynagrodzenia) a także inne przywileje, które sumarycznie określa się mianem tzw. złotych spadochronów.
Oczywiście obydwie spółki zatrudniają już licznych pracowników z wysokimi wynagrodzeniami, a przygotowanie budowy elektrowni i wszelkie analizy z tym związane będą kosztować przynajmniej 1,5 mld zł.
3. Parę miesięcy później, podczas sejmowej debaty w październiku 2012 roku nad informacją bieżącą, dotyczącą zaniechania przez gdańską Energę budowy bloku energetycznego o mocy 1000 MW w Ostrołęce, ówczesny minister Skarbu Mikołaj Budzanowski, dosyć niespodziewanie oświadczył, ”że priorytetem dla Polski jest poszukiwanie i zwiększenie wydobycia węglowodorów, zaś na decyzję w sprawie programu jądrowego trzeba poczekać przynajmniej do przełomu roku 2014/2015”.
W tym samym mniej więcej czasie prezes Polskiego Koncernu Energetycznego (PGE), zresztą bliski kolega premiera Tuska z czasów Kongresu Liberalno- Demokratycznego, Krzysztof Kilian posunął się jeszcze dalej stwierdzając „PGE uczestniczy w budowie bezpieczeństwa energetycznego Polski choćby przez energetykę jądrową, czy gaz łupkowy. I tu mała dygresja-te dwa programy nie mogą się zakończyć sukcesem. Jeden wyklucza drugi. Nie można mieć ruchu lewostronnego i prawostronnego na jednej ulicy, bo grozi to poważnymi konsekwencjami”.
4. Wygląda więc na to, że za jakiś czas po kolejnej kontroli dokonanej przez CBA w spółkach PGE EJ i PGE EJ 1, dowiemy się, że w związku zaniechaniem budowy elektrowni atomowej w Polsce, zmarnotrawiono setki milionów złotych związanych z przygotowaniami do realizacji tej inwestycji.

Skoro bowiem naszego kraju nie stać na jednoczesne finansowanie poszukiwań gazu łupkowego i budowy elektrowni atomowej, a spółki skarbu państwa od wielu miesięcy jednak finansują poszukiwania gazu łupkowego w Polsce, to już od wielu miesięcy powinno być jasne, że z budowy elektrowni atomowej w Polsce, nic jednak nie będzie. Pieniądze na przygotowania do tej inwestycji, wyrzucane są więc w błoto.

Zbigniew Kuźmiuk
http://www.stefczyk.info/publicystyka/o ... 7529164812

Awatar użytkownika
AnnaE
Posty: 2197
Rejestracja: 2 lutego 2007, 22:09
Lokalizacja: Śląsk

"Lechu, jak można tak łgać?!"

Post autor: AnnaE » 21 maja 2013, 14:25

To walka o miejsce w historii.
Tylko kto przeprowadzi korektę?


"Po 33 latach wspierania Wałęsy i stania za nim murem - dziś, po insynuacjach, jakie rzucił pod adresem Borusewicza, zamykam nad nim wieko. Dosyć kitu, kłamstw, przekręcania, odzierania z godności, k... ich mać wszystkich. Są granice obszczekiwania innych w obronie własnego ego. Podłość" - napisał na Twitterze słynny muzyk Zbigniew Hołdys.

Tak emocjonalne słowa byłego lidera zespołu Perfect to efekt kolejnej kontrowersyjnej wypowiedzi byłego prezydenta. "On mi wiele złego narobił. (...) Należy wyjaśnić, jaka była rola Borusewicza. Prowokator? Agent czyjś? Czy po prostu nie znający się na rzeczy?" - powiedział Wałęsa w rozmowie z dziennikarzem "Faktów" TVN.

Legendarny lider "Solidarności" odniósł się w ten sposób do wypowiedzi Andrzeja Kołodzieja i Henryki Krzywonos dla "Wprost". Oboje mówili, że to Borusewicz dowodził strajkiem w Stoczni Gdańskiej. Wałęsa przyznał, że Bogdan Borusewicz był wprawdzie pomysłodawcą strajku i autorem pierwszych postulatów, ale z drugiej strony zasugerował, że jego pomysły mogły być skierowane przeciwko strajkującym.

Hołdys zachęca wszystkich do obejrzenia słynnego już filmudokumentalnego "Robotnicy '80". Jego zdaniem, to "lektura obowiązkowa na dziś", która pokazuje, kto był kim podczas strajku w Stoczni Gdańskiej w sierpniu 1980 roku.

"Widać rolę Wałęsy, wspaniałą rolę Andrzeja Gwiazdy, Bogdana Borusewicza, widać napięcie, jak wyglądały negocjacje. Zero kitu, nagi zapis z tamtego czasu. Film w 1981/82 zdjęty przez cenzurę, powinien być lekturą obowiązkową w szkołach na lekcjach historii" - przekonuje.

"Lechu, jak można tak łgać?! Jak może łgać Gwiazda!? Jak może łgać Kołodziej?! Co się z nimi porobiło? STRASZNE TO JEST, UWIERZCIE MI" - pisze dalej muzyk.

Trzy dni temu Lech Wałęsa w rozmowie z Onetem powiedział, że ma żal do Borusewicza, że milczeniem daje przyzwolenie, by to aktualnemu marszałkowi Senatu przypisywano przywództwo strajku, podczas, gdy to Wałęsa czuje się jego liderem.

Były prezydent Polski przyznał za to, że to Borusewicz wybrał datę rozpoczęcia strajku i "pracował na zapleczu technicznym".

- Prowadzenie strajku było działaniem zespołowym. Każdy miał w tym udział - miał udział Lech Wałęsa, miał Bogdan Borusewicz. Perspektywa tego, kto co robił, zawsze jest kwestią indywidualnej oceny. Nie sądzę, żebym kogokolwiek musiał przepraszać. A Lecha Wałęsę pozdrawiam - mówił z kolei Onetowi Bogdan Borusewicz.

JW/Onet- RZ

Awatar użytkownika
AnnaE
Posty: 2197
Rejestracja: 2 lutego 2007, 22:09
Lokalizacja: Śląsk

Rezolucja PE kolejnym argumentem w batalii o TV Trwam

Post autor: AnnaE » 22 maja 2013, 08:17

Zyskaliśmy kolejne, tym razem europejskie argumenty w batalii o miejsce na multipleksie dla TV Trwam – mówi europoseł Janusz Wojciechowski. Odnosi się on do rezolucji, w której zawarty jest apel o ochronę wolności i pluralizmu mediów w UE.

Dokument poparł wczoraj Parlament Europejski, który popiera też promowanie etycznego dziennikarstwa oraz dbanie o niezależność organów regulacyjnych mediów, które zawsze powinny być niezależne i tworzone przez same media.

- Zyskaliśmy pewne europejskie argumenty w postaci tej rezolucji PE. Na pewno trzeba będzie do tego dokumentu się odwoływać. Oprócz wszystkich zarzutów wobec Krajowej Rady i wobec polityki obecnych władz – która nie zapewnia pełnej wolności mediów, nie zapewnia pluralizmu w tej sprawie – obok zarzutów natury konstytucyjnej czy zarzutów natury politycznej w sensie krajowym, możemy dołożyć te argumenty europejskie – one też są istotne – powiedział europoseł Janusz Wojciechowski.

Europoseł wyjaśnia, że istotne znaczenie dla sytuacji katolików w Polsce, którzy są dyskryminowani przez KRRiT ma m.in. to, że Parlament Europejski mocno opowiedział się za wolnością mediów i pluralizmem w mediach.

- Jest odwołanie się do tego, co jest obowiązkiem państw członkowskich – zapewnienie pełnej wolności mediów, pełnego pluralizmu, zapewnienie obywatelom możliwości dostępu do różnych źródeł informacji. Jest mowa również o tym, że państwa członkowskie będą obowiązane do sprawozdań o tym, jak jest realizowana wolność mediów w poszczególnych krajach. Myślę, że to wszystko ma istotne znaczenie w dalszych bataliach o należne prawa dla TV Trwam – powiedział europoseł Janusz Wojciechowski.

TV Trwam ubiega się o miejsce na multipleksie w ramach drugiego konkursu. Konkurs ma być rozstrzygnięty w czerwcu.

RIRM
http://www.radiomaryja.pl/informacje/re ... -tv-trwam/

Awatar użytkownika
AnnaE
Posty: 2197
Rejestracja: 2 lutego 2007, 22:09
Lokalizacja: Śląsk

Post autor: AnnaE » 22 maja 2013, 09:48

Kongres PiS w Sejmie Śląskim? Nic z tego

Kongres PiS w Sejmie Śląskim? Jednak PiS nie zainauguruje kongresu w Sali Sejmu Śląskiego. Posłowie PiS apelują do władz województwa

Nici z planów PiS - inauguracja kongresu krajowego partii Jarosława Kaczyńskiego, przewidziana na 28 czerwca, nie odbędzie się w Sali Sejmu Śląskiego. W tym dniu salę tę zajmuje Kurator Oświaty, który organizuje tam swoje spotkanie. PiS chciał w Sejmie Śląskim zorganizować kongresową debatę poświęconą śląskim sprawom. Zanim jednak oficjalną drogą działacze PiS zaczęli załatwiać udostępnienie sali postanowili podszyć się pod nieistniejące Stowarzyszenia Dobroczynność.

I okazało się, że dla stowarzyszenie sala jest, a dla PiS już nie bardzo.

Poseł PiS Grzegorz Tobiszowski dzwonił w tej sprawie do marszałka Mirosława Sekuły, a ten zapomniał oddzwonić. Wydawało się jednak, że PiS uda się przeprowadzić plan.
- Właścicielem gmachu urzędu jest jednak Skarb Państwa, a wraz z nim wojewoda, co oznacza, że pierwszeństwo do sali mają państwowi urzędnicy - słyszymy w Śląskim Urzędzie Wojewódzkim.
- Z tego, co wiem kurator miał zajmować salę tylko do 11. Nie chcę podejrzewać celowych działań, ale to dziwne. To pewnie wynika ze strachu Platformy przed porażką z PiS. Tylko nie są to godne metody - mówi posłanka PiS Izabela Kloc i dodaje:
- PO mogła sobie tam organizować swoje spotkania i RAŚ też, a dlaczego my nie możemy? To skandal - mówi Kloc.

Wczoraj posłowie PiS zaapelowali do władz województwa o zmianę zdania w sprawie wynajęcia sali Sejmu Śląskiego.
- Mam nadzieję, że decyzja zostanie zmieniona - mówi Wojciech Szarama, szef PiS w regionie.
http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/ ... ,id,t.html

Awatar użytkownika
AnnaE
Posty: 2197
Rejestracja: 2 lutego 2007, 22:09
Lokalizacja: Śląsk

Sejm przyjął przez aklamację uchwałę ws. Przemyka

Post autor: AnnaE » 22 maja 2013, 12:25

Sejm uczcił w przyjętej w środę przez aklamację uchwale pamięć Grzegorza Przemyka w 30. rocznicę jego śmierci. W uchwale potępiono bezpośrednich sprawców oraz inicjatorów politycznego mordu na Przemyku; zaapelowano też do wymiaru sprawiedliwości by ponowił próbę osądzenia winnych.

W uchwale przypomniano, że 30 lat temu, 12 maja 1983 roku, funkcjonariusze Milicji Obywatelskiej zatrzymali na Starym Mieście w Warszawie maturzystę, młodego poetę Grzegorza Przemyka. “W komisariacie przy ul. Jezuickiej został on skatowany przez milicjantów i zomowców. 14 maja zmarł w szpitalu” – podkreślono.

- Na polecenie najwyższych władz partyjnych i państwowych PRL fabrykowano dowody mające obciążyć winą za śmierć Grzegorza Przemyka sanitariuszy pogotowia ratunkowego, ukrywając te, które wskazywały na popełnienie zbrodni przez milicjantów” – czytamy w uchwale. “Konsekwencją tuszowania zbrodni było uwięzienie sanitariuszy oraz prześladowanie rodziny Grzegorza Przemyka i jego przyjaciół - głosi uchwała.

Jak stwierdzono, “sprawcy zabójstwa Grzegorza Przemyka uniknęli odpowiedzialności”. “Także po odzyskaniu niepodległości nie udało się ich osądzić i ukarać” – czytamy.

Jednocześnie w uchwale Sejm potępił “bezpośrednich sprawców oraz inicjatorów tego politycznego mordu” i zaapelował “do organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości, by ponowiły próbę osądzenia winnych”. “Po 30 latach od tragicznej śmierci Grzegorz Przemyk zajmuje należne mu miejsce w historii zmagań o wolną i niepodległą Polskę. Jego ofiara nie poszła na marne” – podkreślono.

PAP/RIRM

No, lepiej całkiem za późno niż kopaczystowsko.

Awatar użytkownika
AnnaE
Posty: 2197
Rejestracja: 2 lutego 2007, 22:09
Lokalizacja: Śląsk

Kłamali w obronie Nergala Radio Maryja

Post autor: AnnaE » 22 maja 2013, 14:42

Członkowie zespołu „Behemoth” złożyli fałszywe zeznania podczas toczącej się rozprawy sądowej przeciwko Adamowi Darskiemu (ps. Nergal) o podarcie Biblii przed gdyńskim sądem w 2011 roku.

Ogólnopolski Komitet Obrony przed Sektami złożył w tej sprawie zawiadomienie do prokuratury rejonowej w Gdyni o popełnieniu przestępstwa z wnioskiem o wszczęcie postępowania karnego.

Przewodniczący Komitetu Ryszard Nowak tłumaczy, że mężczyźni jako świadkowie podczas przewodu sądowego zeznali fałszywie, że Nergal niszczył wielokrotnie Biblię podczas koncertów, ale odbywało się to poza granicami Polski. Na pytanie oskarżyciela posiłkowego Ryszarda Nowaka zaprzeczyli jakoby Adam Darski darł Biblię również podczas koncertów w kraju.

W październiku 2012 roku ukazała się książka, „Adam Darski – Spowiedź Heretyka”, w której opowiada on o niszczeniu Pisma Świętego.

Piotr Weltrowski (autor książki): Ile egzemplarzy Pisma Świętego zniszczyłeś?
Adam Darski: Około 20. Nasi fani to rozumieją. Dlatego na trasie promującej „Apostasy” mieli świadomość co nastąpi przed pierwszymi taktami tych utworów. Chcieli tego.
P. Weltrowski: Niszczysz egzemplarz Biblii za egzemplarzem, a Koranu nie drzesz. „Nie ma ten Nergal jaj” – tak mówią.
A. Darski: Walczę z tym, co znam.
- Z powyższego wynika, że członkowie zespołu Behemoth kłamali podczas przesłuchania pod przysięgą przed Sądem Rejonowym w Gdyni - komentuje Ryszard Nowak

Z nieoficjalnych informacji jakie docierają do przedstawicieli Ogólnopolskiego Komitetu obrony przed Sektami obecnie tocząca się sprawa o podarcie Biblii w gdyńskim klubie „Uho” przez zadeklarowanego satanistę zostanie najprawdopodobniej umorzona.

RIRM


Doskonale wiedzą, że tu nie zostaną ukarani.

Awatar użytkownika
AnnaE
Posty: 2197
Rejestracja: 2 lutego 2007, 22:09
Lokalizacja: Śląsk

Dlaczego mamy pretensje do Rosjan?

Post autor: AnnaE » 23 maja 2013, 10:35

Zrobili co mogli, by polskim ekspertom i śledczym maksymalnie zaoszczędzić wysiłku i trudu – pisze europoseł Janusz Wojciechowski.

Wrak zaraz po katastrofie starannie umyli, żeby garniturów polskich ekspertów nie ubrudził, gdy się nad nim pochylą.

Statecznik przenieśli kilkadziesiąt metrów i ułożyli bliżej szczątków, żeby nie trzeba było do niego daleko chodzić, w dodatku przez drogę, co jest niebezpieczne. Spotkało się to zresztą z pełnym zrozumieniem doktora Laska.

Zepsute reflektory lotniska niezwłocznie po katastrofie naprawili. Teren katastrofy przebadali sami, żeby się polscy eksperci na podmokłym gruncie nie trudzili. Sami przeprowadzili sekcje zwłok, nie absorbując do tej przykrej czynności polskich lekarzy. Sami zabezpieczyli, odsłuchali i skopiowali czarne skrzynki, polscy eksperci przyjechali na gotowe. Ścięli brzozę, żeby łatwiej ją po trzech latach zbadać.

Gdyby Rosjanie w czymkolwiek zawinili, nie pomagaliby przecież aż tak ochoczo i nie wyręczali niemal we wszystkim polskich ekspertów i śledczych.

Zresztą Rosjanie okazywali życzliwość już przed katastrofą. Nie zamknęli lotniska mimo mgły, wzmocnili wieżę pułkownikiem Krasnokutskim i zapewnili łaczność z Moskwą, nie zważając na drobne odchylenia konsekwentnie zapewniali pilotów, że są na kursie i na ścieżce.

W obliczu tak jednoznacznych faktów i okoliczności, odpaść muszą wszelkie podejrzenia.

Janusz Wojciechowski
http://www.stefczyk.info/publicystyka/o ... 7539179548

Polacy, jesteście niewdzięcznikami.

ODPOWIEDZ