Kalejdoskop

Tematy z forum niezaakceptowane, poniżej krytyki, stare i nieaktualne
Zablokowany
Awatar użytkownika
Endek
Posty: 2948
Rejestracja: 24 listopada 2008, 20:37
Lokalizacja: Nieporęcki Las

Post autor: Endek » 9 grudnia 2012, 12:49

Coltrane pisze:
Generała Władysława Sikorskiego zamordowali czy to był wypadek ?
A co mi tu bohatera narodowego stawiasz obok judaizatora RP?
Miej szacunek dla Generała Sikorskiego. To nie ta półka.
Liberał to fanatyk na rzecz niezależności, który wychwala ją w każdej dziedzinie, aż do granic absurdu(abp, Marceli Lefebvre)

Awatar użytkownika
Coltrane
Posty: 17740
Rejestracja: 31 marca 2008, 23:47
Lokalizacja: Polska

Post autor: Coltrane » 9 grudnia 2012, 13:44

Endek pisze:
Coltrane pisze:
Generała Władysława Sikorskiego zamordowali czy to był wypadek ?
A co mi tu bohatera narodowego stawiasz obok judaizatora RP?
Miej szacunek dla Generała Sikorskiego. To nie ta półka.
Pytam o katastrofę w Gibraltarze. Pewnie powiesz, że go tam zamordowano. No to ja Cię zapytam : a masz na to dowody ? Oczywiście takich dowodów nie przedstawisz, bo ich po prostu nie masz, Ale wiesz że to był zamach. Tak samo w Smoleńsku. Też Ci odpowiem że to był zamach, chociaż dowodów nie jestem w stanie Ci przedstawić, tak jak Ty nie jesteś w stanie przedstawić dowodów na zamordowanie gen. Sikorskiego.

Także nie pytaj mnie bezczelnie o dowody.

gimnastyczka22
Posty: 68
Rejestracja: 16 listopada 2012, 22:48
Lokalizacja: Katowice

Post autor: gimnastyczka22 » 9 grudnia 2012, 23:20

http://m.polskatimes.pl/p1ugt/artykul.html?synd=718299

Tak na zmianę tematu.
Lud chce rządzić prawami gospodarki. Bo mu się coś wydaje...

Syriusz
Posty: 4297
Rejestracja: 3 października 2008, 14:56

Post autor: Syriusz » 10 grudnia 2012, 00:56

Inwigilacja dziennikarzy - kto decyduje o niej?.

Ostatni, 16 rozdział nowej książki Leszka Szymowskiego "Media wobec bezpieki" /omawiałam ją /TUTAJ// traktuje o inwigilacji dziennikarzy. Szczególnie interesujące są podane tam informacje o trzech wielkich akcjach ABW o kryptonimach "Cmentarze", "Menora" i "Spacer". Ta pierwsza trwała od początku września 2011 do późnej wiosny 2012.

Jej celem miało być jakoby zabezpieczenie cmentarzy żołnierzy Armii Czerwonej. W rzeczywistości śledzono członków Stowarzyszenia Solidarni 2010, część rodzin ofiar Smoleńska oraz dziennikarzy i publicystów. W ich gronie znalazł się sam Szymowski, Jan Pospieszalski, Ewa Stankiewicz, Jan Pietrzak, co najmniej sześciu innych publicystów oraz szefowie Klubów Gazety Polskiej.

"Menora" zaczęła się w kwietniu 2012 i poświęcona była rozpracowaniu "osób podejrzewanych o działalność antysemicką". Tym razem miano zabezpieczać cmentarze żydowskie. Śledzono m. in Stanisława Michalkiewicza, prof. Jerzego Roberta Nowaka i Waldemara Łysiaka.

W obu przypadkach ABW uznała brak jakichkolwiek ekscesów antyrosyjskich i antysemickich za swój sukces i wypłaciła swym funkcjonariuszom wysokie nagrody pieniężne.

Akcja "Spacer" zakładała rozpracowanie środowiska Radia Maryja i Telewizji Trwam w związku protestami przeciwko nieprzyznaniu tej ostatniej miejsca na multipleksie cyfrowym. Objęto inwigilacją osoby z tych środowisk oraz z fundacji Lux Veritatis. Planowano naciski na sponsorów tej fundacji, wywoływanie incydentów podczas manifestacji, a także skompromitowanie niektórych duchownych. Nic z tego jednak nie wyszło. Nie wiadomo, czy sprawa "Spacer zakończyła się już. Trwała ona od stycznia 2012.

Leszek Szymowski pisze:

"Największy problem polega jednak na tym, że ujawnienie tej sprawy [akcji "Cmentarze"] nie wywołało żadnych interwencji choćby w postaci interpelacji posłów opozycji. Oznaczało to nieformalne przyzwolenie dla ABW do inwigilowania własnych obywateli na podstawie sobie tylko znanych przesłanek. Czyli według własnego widzimisię.".

Również media milczą o tych działaniach ABW, i to nie tylko t. zw. "mainstream", ale i opozycja. Dla kontrastu przypomnę sprawę z 2010, kiedy to ujawniono, że w latach 2005-2007 ABW i CBA podsłuchiwały ponad dziesięciu dziennikarzy, m.in Monikę Olejnik, Cezarego Gmyza , Piotra Pytlakowskiego i Andrzeja Stankiewicza. Cały "mainstream" podniósł wtedy wrzask /patrz n.p. - /TUTAJ//.

Ważniejsze jest jednak co innego. Dobrze byłoby się dowiedzieć, kto właściwie inicjuje takie akcje? Czy jest to otoczenie premiera, szef ABW Bondaryk, a może ludzie Komorowskiego? Wiadomo skądinąd o napięciu między ABW, a Tuskiem. Ten ostatni chciałby ograniczyć uprawnienia ABW. Efektem tego była groteskowa sprawa rzekomego zamachu Brunona K. Jak się okazało, przygotowywali go funkcjonariusze ABW. Niedawno usunięto zastępców Bondaryka i zmniejszono ich ilość do dwóch.

Przypomnę teraz słowa blogerki Aspiryny sprzed kilku dni /TUTAJ/:

"Żeby realnie zmienić taki układ polityczny trzeba wyjść od przyjęcia do wiadomości z kim naprawdę trzeba się zmierzyć.

Otóż nie z Tuskiem, który jest tylko czyimś wykonawcą sztucznie wykreowanym w ciągu dwu wakacyjnych miesięcy z zaplecza kadrowego przy pomocy sondażowni i mediów. Oraz ustanowionym mocą hucpy zwanej wyborami.
Następnie trzeba mieć wiedzę jak wygląda ten prawdziwy ośrodek władzy. Z kogo się składa, kto jest w jego centrum, kto na poboczu, jakie są tam wzajemne relacje. Kogo można traktować poważnie, kogo należy wykluczyć.
Ta wiedza ogółowi jest właściwie niedostępna, ale ludzie od dziesięcioleci siedzący w polityce na pewno mają już dobrą orientację.
To tam trzeba zrobić przewrót. Trzeba zaproponować części tych możnowładców coś naprawdę atrakcyjnego by zechcieli się przyłączyć do nas ze swoimi wpływami, znaczeniem i siłą.".

I oto właśnie chodzi. Trzeba próbować ustalić, kto naprawdę podejmuje decyzje. Ciekawe, że do pewnego stopnia udało się to zrobić w Rosji. Pisałam o tym w notce "Kontrola strukturalna Putina nad Rosją" /TUTAJ/. W Polsce jakoś nie.
Auyor: elig

Awatar użytkownika
Endek
Posty: 2948
Rejestracja: 24 listopada 2008, 20:37
Lokalizacja: Nieporęcki Las

Post autor: Endek » 10 grudnia 2012, 10:55

gimnastyczka22 pisze:http://m.polskatimes.pl/p1ugt/artykul.html?synd=718299

Tak na zmianę tematu.
Lud chce rządzić prawami gospodarki. Bo mu się coś wydaje...
Dobrze wiemy, ze nie lud rządzi gospodarką a ''niewidzialna ręka rynku''.
Swoja drogą, jak żałowac kogoś, kto wbrew zdrowemu rozsadkowi od lat wybierał tych, którzy zgotowali mu ten los?
Liberał to fanatyk na rzecz niezależności, który wychwala ją w każdej dziedzinie, aż do granic absurdu(abp, Marceli Lefebvre)

Awatar użytkownika
Coltrane
Posty: 17740
Rejestracja: 31 marca 2008, 23:47
Lokalizacja: Polska

Post autor: Coltrane » 10 grudnia 2012, 11:13

Endek pisze:Swoja drogą, jak żałowac kogoś, kto wbrew zdrowemu rozsadkowi od lat wybierał tych, którzy zgotowali mu ten los?
Ręce i cycki opadają ...

Syriusz
Posty: 4297
Rejestracja: 3 października 2008, 14:56

Post autor: Syriusz » 10 grudnia 2012, 11:13

Hołd Moskiewski.

Pogrywanie losem Polaków na Wschodzie, marnowanie ich potencjału lub po prostu wpychanie polskich mediów w rosyjską orbitę wpływów – oto jak w praktyce wyglądają efekty pracy ministerstwa pod wodzą Radosława Sikorskiego. Przypomnijmy, iż miesiące temu szef MSZ doprowadził do zniszczenia dotychczasowego systemu finansowania przedsięwzięć – choćby medialnych – Polaków mieszkających za naszą wschodnią granicą. Wydawało się wówczas, że gorzej być już nie może. Polskie media znalazły się na granicy bankructwa, dziennikarze niekiedy własnym majątkiem ratowali je przed upadkiem. Dziś jest już jasne, że siły destrukcyjne drzemiące w resorcie Sikorskiego zdają się być wprost niewyczerpane. Polacy na Wschodzie mogą być pewni jedynie tego, iż dzisiejsze władze RP traktują ich przedmiotowo – najczęściej jak ciążący balast – i nie są zainteresowane wzmacnianiem ich potencjału. Silne polskie media na Ukrainie, Białorusi czy Litwie to coś znacznie większego niż sentymentalny kontakt naszych rodaków z macierzą. To przede wszystkim szansa na polski głos w debatach publicznych tych krajów, a w przypadku Białorusi, jakakolwiek debata publiczna. Pozbawiając nas tych możliwości, minister Sikorski musi mieć świadomość, że toruje drogę rosyjskiej dyplomacji. To nie przepowiednie, lecz fakty. Gdy głuchy na wszelkie argumenty i błagania MSZ dobijał wstrzymywaniem dofinansowania najpoważniejszy polski tytuł prasowy na Ukrainie „Kurier Galicyjski”, do drzwi jego redakcji zapukali rosyjscy biznesmeni. Zaoferowali pieniądze, gwarantowali nawet polski charakter pisma, stawiali tylko jeden warunek – kontrola nad linią polityczną gazety. To nie tajne informacje. Groźba przejęcia „Kuriera” przez Rosjan była tematem rozmowy na posiedzeniu sejmowej komisji łączności z Polakami. „Kurier Galicyjski” jest sprzedawany w kioskach całej Zachodniej Ukrainy, ma portal internetowy i ogólnoukraińską sieć korespondentów. Nie ma wątpliwości, że w rękach rosyjskiego MSZ mógłby być bardzo skutecznym narzędziem manipulowania Polakami na Ukrainie. Zresztą „Kurier” nie był jedyną gazetą, którą Moskwa chciała pozyskać. Podobną propozycję otrzymała redakcja „Monitora Wołyńskiego”, jedynej polskiej gazety w tej części Ukrainy, obejmującej zasięgiem Łuck, Równe i Krzemieniec. Trudno doprawdy wytłumaczyć wpychanie polskich mediów na Wschodzie w orbitę rosyjskich wpływów jedynie wyjątkową krótkowzrocznością dzisiejszego włodarza polskiej dyplomacji. Ten aspekt jego aktywności dziwnym trafem idealnie współgra zarówno z przedsmoleńską współpracą z Moskwą, jak i z koncepcjami wypracowywanymi dziś w kancelarii Bronisława Komorowskiego. Hołdy składane Moskwie, choć czasami mniej w Polsce dostrzegalne od tych berlińskich, mają już dziś ogromną cenę. Polacy na Wschodzie zaczęli już ją płacić.
Autor: Katarzyna Gójska-Hejke
Żródło: Gazeta Polska

Awatar użytkownika
Michaś
Posty: 1295
Rejestracja: 3 listopada 2007, 21:39
Lokalizacja: Kawowa GĂłra
Kontakt:

Post autor: Michaś » 10 grudnia 2012, 15:00

[center]Polacy, Slowianie i Patrioci! [/center]

Pamiętajcie i przypominajcie swym bliskim tę prawdę:
Ten film, ponizej, dotyczy terenu Meksyku, - Cristeros ( 1917 1929).

Wandea i Francja, Wołyń, Ormianie, cała Rosja objęta bolszewizmem, później Hiszpania. Trwa to do dzisiaj w większym i mniejszym stopniu. W tym nie ma większej lub mniejszej zbrodni. Jest jedna wielka zbrodnią na wyznawcach Chrystusa, na wszystkich terenach gdzie Talmud jest religią.
[center]
(Film trwa 2:25:24 i ma polskie napisy)
[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=uGz6KDjv ... e=youtu.be[/youtube][/center]
Kształtuj swoje życie (jak)by było arcydziełem!
„Ceterum censeo Pactum esse delendum”

Awatar użytkownika
Endek
Posty: 2948
Rejestracja: 24 listopada 2008, 20:37
Lokalizacja: Nieporęcki Las

Post autor: Endek » 10 grudnia 2012, 15:55

Coltrane pisze:
Ręce i cycki opadają ...
Kup sobie ''triumfy''
Liberał to fanatyk na rzecz niezależności, który wychwala ją w każdej dziedzinie, aż do granic absurdu(abp, Marceli Lefebvre)

gimnastyczka22
Posty: 68
Rejestracja: 16 listopada 2012, 22:48
Lokalizacja: Katowice

Post autor: gimnastyczka22 » 10 grudnia 2012, 16:28

Endek pisze:
gimnastyczka22 pisze:http://m.polskatimes.pl/p1ugt/artykul.html?synd=718299

Tak na zmianę tematu.
Lud chce rządzić prawami gospodarki. Bo mu się coś wydaje...
Dobrze wiemy, ze nie lud rządzi gospodarką a ''niewidzialna ręka rynku''.
Swoja drogą, jak żałowac kogoś, kto wbrew zdrowemu rozsadkowi od lat wybierał tych, którzy zgotowali mu ten los?
Ja to widzę z trochę drugiej strony.
Pewna kobiecina ze związków powiedziała "uważam że nie powinno być zwolnionych tyle osób, za dużo osób zwalniają" :shock: :shock:
Jakby mnie tak pracownik powiedział, to już dawno dostałby papierki do ręki.
Niech sobie założy spółkę, zatrudni setkę, a potem utrzyma w dobie kryzysu. Zobaczy jak jest wesoło.

Jak słyszę o związkach pracowniczych to mi się nóż w kieszeni otwiera.

Awatar użytkownika
Endek
Posty: 2948
Rejestracja: 24 listopada 2008, 20:37
Lokalizacja: Nieporęcki Las

Post autor: Endek » 10 grudnia 2012, 21:27

gimnastyczka22 pisze: Jak słyszę o związkach pracowniczych to mi się nóż w kieszeni otwiera.
Jeżeli pracownicy się Tobie nie podobają ze swoimi organizacjami, to pracuj sobie sama.
Liberał to fanatyk na rzecz niezależności, który wychwala ją w każdej dziedzinie, aż do granic absurdu(abp, Marceli Lefebvre)

Awatar użytkownika
Michaś
Posty: 1295
Rejestracja: 3 listopada 2007, 21:39
Lokalizacja: Kawowa GĂłra
Kontakt:

Post autor: Michaś » 12 grudnia 2012, 11:51

[center]GLOBALIZM

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=kVyLF3l_Ggo[/youtube][/center]

[center]w szerszym aspekcie

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=2TJAQXaLJX8[/youtube][/center]
Kształtuj swoje życie (jak)by było arcydziełem!
„Ceterum censeo Pactum esse delendum”

Awatar użytkownika
Michaś
Posty: 1295
Rejestracja: 3 listopada 2007, 21:39
Lokalizacja: Kawowa GĂłra
Kontakt:

Post autor: Michaś » 13 grudnia 2012, 10:55

[center]POLACY, SŁOWIANIE i PATRIOCI! [/center]

Zaordynujmy Colcikowi chwilkę wspomnień:

[center]Niedoszły sojusz Macierewicz – Jaruzelski [/center]

13 grudnia 2012
Konrad Rękas
Szczególnie dzisiaj warto przypomnieć znany wprawdzie, ale rzadko cytowany fragment pochodzącej z 1983 r. deklaracji programowej środowiska „Głosu”, czyli Antoniego Macierewicza i jego współpracowników.

Obecny poseł PiS, znany m.in. z akcji „dekomunizacyjnej” wymierzonej w odziedziczone po PRL wojskowe służby specjalne, przed 29 laty głosił tezy zgoła odmienne, niż sam to dzisiaj pamięta. W sytuacji dość oczywistego załamania podziemnych struktur „Solidarności”, Macierewicz z towarzyszami sformułował program doprowadzenia do porozumienia części opozycji (posługującej się jednak nadal mitem „S”) i... Ludowego Wojska Polskiego kierowanego przez generała Wojciecha Jaruzelskiego, a wszystko przy czynnym udziale i z błogosławieństwem Kościoła katolickiego. Byłby to więc powrót do formuły, jakiej domyślano się w kontekście słynnego spotkania Glemp-Jaruzelski-Wałęsa 4 listopada 1981 r., tyle, że już (rzecz jasna) w węższej formule, nie z udziałem całej opozycji, ale tej jej części, która po 13 grudnia '81 uświadomiła sobie patriotyczny i państwowotwórczy charakter armii.

Niestety, nie wiadomo, czy deklaracja „Głosu” była inicjatywą własną lidera tej grupy, czy też prowadził on w jej sprawie jakieś konsultacje w kręgach wojskowo-rządowych. Być może zresztą właśnie w niepodjęciu oferty kolaboracji z władzą – można się dopatrywać genezy przyszłego urazu Macierewicza do rządzących w PRL, a zwłaszcza do wojskowych. Ostatecznie nic tak chyba nie boli ambitnego polityka (w dodatku skaczącego przez wyimaginowane wcześniej „moralne bariery”) - niż niedocenienie jego roli, zlekceważenie propozycji i pominięcie „moralnego sprostytuowania”, dokonanego poprzez sformułowanie tego typu projektu.

Sam pomysł żył jednak przez jakiś czas własnym życiem, stając się przedmiotem polemik między środowiskami opozycyjnymi. Z krytyką planu Macierewicza wystąpili m.in. publicyści Ruchu Młodej Polski, sami nie obcy wizji ułożenia jakiegoś modus operandi z władzą. Redakcja „Polityki Polskiej”1 nazwała pomysły Macierewicza nierealnymi, przy czym krytykowano tak sam wybór adresata oferty ugody, jak i stanowiące znaczną część deklaracji „Głosu” wywody geopolityczne, sprowadzające się do dość skomplikowanych łamańców, nazywanych formułą wprawdzie „anty-moskiewską”, ale jednak „pro-radziecką”.

Skądinąd jednak warto zauważyć, że wszystkie rozważania na temat ewentualnego kompromisu z ekipą gen. Jaruzelskiego były od razu z pozycji pryncypialnych zwalczane przez kręgi „lewicy laickiej”, czyli post-KOR-owców w rodzaju Adama Michnika czy Jana Lityńskiego. Nie trzeba chyba dodawać, że była to ta sama grupa, która odstraszywszy innych groźbą narodowej anatemy – sama ochoczo taki układ z rządzącymi zawarła. I to może być kolejny powód tak wzajemnych niechęci w środowiskach post-solidarnościowych, jak i asumpt do wybuchłego po 1989 nagłego antykomunizmu niektórych. Po prostu wynikał on ze złości na samych siebie, że tacy jak Macierewicz nie wytrwali w swym dążeniu do kolaboracji i przed samą metą dali się wyprzedzić wcześniejszym krytykom.

Zamieszczony niżej tekst jest więc nie tylko przyczynkiem do historii politycznej Polski w latach 80-tych dwudziestego wieku, ale może też stanowić podstawę do rozważań na temat decyzji i wyborów jego autorów już w okresie III RP, praktycznie do dnia dzisiejszego. Można też dodać, że ze wszystkich pomysłów Antoniego Macierewicza ten – choć równie mało realny, jak pozostałe – wydaje się w sumie najsympatyczniejszy. Jak wiemy jednak – do sojuszu generała Jaruzelskiego ze znanym miłośnikiem latynoskiej guerilli miejskiej w końcu nie doszło, dziś więc ten drugi może z czystym sumieniem manifestować przeciw Stanowi Wojennemu, którego autora tak uroczo niegdyś zachęcał do współpracy.

Konrad Rękas

„PRL jest swoistym fenomenem. Polakom obeznanym przez ponad 250 lat (co najmniej od końca Wielkiej Wojny Północnej) z różnymi formami dominacji rosyjskiej, a później radzieckiej nad ich krajem, najbardziej powinna przypominać Królestwo Kongresowe (…) Wbrew formule Weinbergera o rosyjskim generale w polskim mundurze, jest dla nas jako dla narodu istotne, że nie rządzą nami bezpośrednio Rosjanie. (…) Wiele wskazuje na to, że zamysł państwowotwórczy da się w deklaracjach i działaniach WRON-y odczytać. Koncepcja polityczno-ustrojowa ekipy Jaruzelskiego ma co najmniej dwa źródła: „bourbońskie” i komunistyczno-oficerskie; stara się połączyć doświadczenie reżimów restauracyjnych i dyskutowane przed powołaniem PRL projekty oparcia władzy komunistycznej nie o partię lecz o kadrę wojskową. (…) Co pozostaje? co jest trwałe? Na czym można budować jeśliby się chciało? (…) Najtrwalszą polską instytucją jest Kościół katolicki. (…) Czy po stronie władzy istnieją jakiekolwiek elementy trwałe, niezbędne społecznie, zakorzenione w życiu narodowym (…)? Natomiast gwarantem niepodległości, instytucją najwyższej narodowej konieczności może być tylko wojsko służące narodowi i broniące go. (…) PZPR, WRON-ę, PRON-cie, SB można w sprzyjających okolicznościach w taki czy inny sposób zlikwidować. (…) Natomiast wojska działaniem społecznikowskim ani konspiracyjnym stworzyć się nie da. Przywoływany już Józef Piłsudski organizował Legiony i POW. Znaczyły one jako atut w rozgrywkach politycznych, POW ma swoje olbrzymie zasługi jako czynnik zbrojny umożliwiający rozpoczęcie walki lub zorganizowanie czasowej obrony. Militarnie natomiast rozstrzygała armia tworzona albo na emigracji, albo w kraju przez Polaków, liniowych i sztabowych oficerów armii zaborczych.

Także w przyszłej, niepodległej Polsce – a wszyscy wierzymy, że jej dzień kiedyś nadejdzie – walczące o nią i broniące jej wojsko polskie będzie, bo inaczej być nie może, bezpośrednią kontynuacją, także personalna, obecnej armii.

Czy Wojsko Polskie może stać się polskie?

Trudno sobie wyobrazić odzyskanie niepodległości przez Polskę czy też zmniejszenie zakresu jej podległości bez udziału wojska. (…) Ale przecież dziś właśnie to wojsko stanowi podstawę aparatu rządzenia i główne wsparcie ekipy rządzącej (…) Nadzieje na wsparcie buntu społeczeństwa żywiołową rewoltą „mas żołnierskich” świadczą o całkowitym niezrozumieniu mechanizmów nie tylko współczesnej armii, ale wojska w ogóle. (…) Naród nie jest w stanie wygrać z wojskiem bez wojny domowej prowadzącej albo do otwartej interwencji, albo do „libanizacji” Polski. (…) Nie można zatem dopuścić do tego, by konflikt naród – władza, czy też Polacy WRONa stał się równoznaczny z konfliktem naród - armia. Większość dorosłego i aktywnego polskiego społeczeństwa to przecież, podobnie jak Lech Wałęsa, kaprale, szeregowcy, oficerowie rezerwy. (…) Czy możliwe jest aby wojsko wystąpiło jako samodzielna siła polityczna, nie wspierająca tej czy innej frakcji partyjnej, lecz współdziałająca i współgrająca z dążeniami narodu? (…) W pewnym sensie jesteśmy zmuszeni do gry na najkorzystniejszą, ale mało prawdopodobną szansę. Szansa to niewielka i jej wygranie nie tylko od nas zależy, konieczna będzie też inicjatywa ze strony jednego z partnerów narodowego porozumienia – wojska. Aby inicjatywa taka pojawiła się po tamtej stronie barykady, należy ją niejako suflować i przygotowywać polityczny grunt pod jej pozytywne po naszej stronie przyjęcie. Można to robić przez niezależną publicystykę polityczną, można inaczej, jak Lech Wałęsa, gdy podpisał list do generała Jaruzelskiego swoim stopniem wojskowym. Oburzyło to niektórych intelektualistów, ale naród zrozumiał. (…) Są to oczywiście tylko najbardziej ogólne dyrektywy walki i przygotowania gruntu pod porozumienie z armią. Taktyki szczegółowej opisać się nie da: zależy ona od bieżących wydarzeń, zmian w układach sił i jest zadaniem praktycznej sztuki gry politycznej, a nie publicystyki. Chociaż od tej ostatniej także niemało zależy – przede wszystkim uświadomienie, na jaki cel ma być ukierunkowany olbrzymi potencjał polskiej energii narodowej, by nie rozproszyć jej i nie marnować na mrzonki i miraże. Celem takim jest odbudowa autentycznie polskiego państwa; drogą do celu odbudowa „Solidarności” i porozumienie narodowe z Kościołem i z armią”

Zespół „GŁOSU”

„Głos” V-VI 1983, nr 2/43, „Odbudowa państwa”, str. 8-24
Kształtuj swoje życie (jak)by było arcydziełem!
„Ceterum censeo Pactum esse delendum”

Awatar użytkownika
Michaś
Posty: 1295
Rejestracja: 3 listopada 2007, 21:39
Lokalizacja: Kawowa GĂłra
Kontakt:

Post autor: Michaś » 13 grudnia 2012, 11:04

[center]POLACY, SŁOWIANIE i PATRIOCI! [/center]

Zobaczmy kto rechocze na widok Colcika, jego PiSiaczkow i przebierańców pod domem generała.

[center]Stan wojenny a polski interes narodowy[/center]

13 grudnia 2012
Bartłomiej Gajos

Trockiści dziś się śmieją, że osoby mające się za konserwatystów i narodowców chcą wsadzać za kraty gen. Jaruzelskiego, który stanem wojennym zadał cios trockistowskiej rewolucji.

Nie było mi dane żyć w okresie PRL, więc ktoś mógłby mi uczynić zarzut, że nie mam prawa głosu w sprawie wprowadzenia stanu wojennego, bo nie doświadczyłem represji, aresztowań, podsłuchów i donosów. Nie spałowało mnie ZOMO, ani nie wyrzucono mnie z uczelni. Ale jednak wszystko to pozwala mi spojrzeć na decyzje o wprowadzeniu stanu wojennego bez emocji.

Jest jesień roku 1981. Minął ponad rok od porozumień sierpniowych i wybuchu solidarnościowej euforii. Przez cały rok strajki i wrzenia. Trwa walka o władzę w państwie. Solidarność już przejęło środowisko trockistowskie spod znaku KORu. Tak w swojej broszurze „Aktualizacja marksizmu przez trockizm” z 1983 roku opisywał tę sytuację ksiądz prof. Michał Poradowski, wybitny znawca komunizmu i trockizmu: „Wspaniały, zdrowy, głęboko narodowy i szczerze chrześcijański ruch „Solidarności" jest zagrożony nadal przez wpływy skrajnej lewicy laickiej, czyli trockistów, gdyż to oni usiłują ruch ten utrzymać pod wpływami starego trupa marksizmu, tj. walki klas, nienawiści, zawiści, egoizmu grupowego, a przede wszystkim materializmu.

Ich bezczelność idzie tak daleko, iż nawet usiłują wpływać na postawę polskiej hierarchii kościelnej. Książka Adama Michnika (Szechtera), L’Eglise et la gauche, Seuil 1979, jest tego najlepszym dowodem. To on chce być mentorem nie tylko przywódców "Solidarności", lecz także biskupów polskich, a nawet i Księdza Prymasa. To nie przypadek, że większość książek (prawie wszystkie), wydanych poza Polską o „Solidarności" została napisana przez trockistów. Czasopismo skrajnej lewicy laickiej (trockistów) we Francji, założone przez krypto-stalinowca Jean Paul Sartre (miał on do końca życia swe konto w Banku Sowieckim w Paryżu). Les temps Modernes od dwóch lat, prawie we wszystkich numerach w kontrowersyjnych artykułach analizuje drobiazgowo sytuację w Polsce i ruch "Solidarności", prowadząc zajadłą dyskusję na temat, do jakiego stopnia „Solidarność" jest ruchem postępowym skrajnej lewicy laickiej (czyli trockistów), a w jakim stopniu jest „faszystowską reakcją". To trockiści, poprzez KOR (Komitet Obrony Robotnika) usiłowali manewrować „Solidarnością" i ten zdrowy ruch chrześcijański wygrywać dla swych nikczemnych celów.” Jasnym jest, że trockiści w osobach różnych Kuroniów, Szechterów i im podobnym prawdziwych komunistów, czyli trockistów, przejęli stery opozycji i parli do jak największej konfrontacji z władzą, którą uważali za zdradzającą cele prawdziwej marksistowskiej rewolucji. Ci dysydenci okresu lat 60 – tych widzieli w PZPR siłę konserwującą, oskarżając ją o nacjonalizm czy nawet klerykalizm. To rozgoryczenie pchnęło ich do wystąpienia z PZPR. Dlatego też postanowili dokonać rewolucji przy użyciu innej siły, a taką stała się „Solidarność” przez nich stopniowo opanowywana. Ksiądz Michał Poradowski doskonale rozumiał tę taktykę. We wspomnianej już broszurze pisał: „A jakie są to cele? Można się domyślać, że chodzi tu tak o cele strategiczne, jak i taktyczne. Dla trockistów celem strategicznym jest zaprowadzenie na całym świecie Międzynarodowej Federacji Państw Komunistycznych (trockistowskich), przez światową rewolucję komunistyczną. Konkretnie i praktycznie droga do tego ma prowadzić przez rozciąganie na wszystkie kraje bolszewickiej rewolucji, der Weltoktober, gdyż trockiści uważają, że jest ona pierwszą realizacją historyczną marksistowskiej rewolucji światowej, die Weltrevolution, tak jak to robili Lenin i Trocki. Wszystko ma służyć temu najwyższemu celowi; każdy ferment, każdy nowy proces zmian społecznych powinien być kanalizowany w taki sposób, aby służył temu celowi.” Zaś realizacja tego pierwszego celu miała być realizowana przez cele doraźne. Ksiądz Poradowski pisze dalej: „Natomiast cele taktyczne zależą od okoliczności. Cele te są liczne, a wśród nich jednym z najważniejszych jest dla trockistów odzyskanie władzy w Rosji. Drogi do tego mogą być rozmaite, ale przede wszystkim muszą być wygrywane wewnętrzne przemiany socjologiczne w samej Rosji sowieckiej i w krajach satelickich. Ruch „Solidarności" ma tutaj wyjątkowe znaczenie, gdyż łatwo można go rozciągnąć na inne skraje satelickie, a nawet na samą Rosję sowiecką, ale pod warunkiem, że będzie on kontrolowany i odpowiednio kanalizowany, to jest, że będzie on ruchem skrajnej lewicy laickiej.”

Trockiści, pragnący tej autentycznej czerwonej rewolucji zdecydowanie dążyli do starcia z władzą podsycając nastroje w prasie, zakładach pracy czy kręgach towarzyskich. Pamiętajmy, że komunizm to nie gospodarka planowa, i czerwona gwiazda na sztandarze. Komunizm autentyczny, czyli trockizm to stan permanentnego wrzenia społecznego, stan nieustannych przewrotów, które mają zostać podporządkowane interesom trockistów, a nie dobru wspólnemu narodu. Stąd te ciągłe strajki, podsycane przez KOR, znajdujące podatny grunt wśród rozentuzjazmowanych robotników, a także i intelektualistów, którzy tej subtelności nie byli i nie są do dziś w stanie zrozumieć.

Geopolityka. Jakby się to komuś podobało czy nie podobało, jakiego nie miałby do tego stosunku to PRL znajdowała się w strategicznym sojuszu w państwami Układu Warszawskiego i na tym opierała swoją doktrynę obronną. Znajdując się jednak na skraju bloku sowieckiego, stała się areną działań głównie amerykańskich szpiegów, dbających o amerykańskie, a nie polskie interesy polityczne. Głównym celem polityki zagranicznej Stanów Zjednoczonych, była przecież konfrontacja polityczno – ekonomiczno – militarna, mniej lub bardziej otwarta z Związkiem Sowieckim. Stąd USA przychylnie patrzyły i zazwyczaj wspierała wszelkie polityczne zadymy w bloku wschodnim, podobnie jak ZSRR wspierała je za żelazną kurtyną. Nie jest tajemnicą, że z USA płynęły spore sumy na działalność „Solidarności”, ale naiwnym jest wiara w to, że USA robiły to z pobudek filantropijnych czy innych im podobnych. Robiły to, bo opłacało się im to politycznie. Im większa zadyma, tym bardziej można było wykazać nieudolność drugiej strony. Stąd to wsparcie finansowe dla „Solidarności” i podsycanie nastrojów rewolucyjnych, paraliżujących kraj. Jasnym stało się zatem to, że Moskwa zacznie wymagać poradzenia sobie z sytuacją albo będzie musiała załatwić sprawę po swojemu. Mało dziś przypominanym faktem jest to, że NRD w zamian za interwencję na terenie Polski miała otrzymać obszar w pasie od Szczecina po GOP. Wydaje się to być świadomie przemilczana sprawa, bowiem nie pasuje do całej układanki naszym rodzimym „zaciekłym antykomunistom”, którzy podnoszą, że interwencja radziecka byłaby niemożliwa, bo w tym czasie trwała wojna w Afganistanie i sowieci by sobie nie poradzili. To oczywista bzdura, bowiem jeśli nawet sowieci by sobie nie poradzili, zrobiłyby to pozostałe wojska Układu Warszawskiego, zwłaszcza wspomniane już NRD.

Pominę temat legalności wprowadzenia stanu wojennego, bowiem to osobna kwestia do rozstrzygnięcia dla prawników. Ponadto uważam, że dobro ogółu, bezpieczeństwo i porządek w razie sytuacji wyjątkowych stoją powyżej porządku prawnego. Z resztą tutaj nasi rodzimi „antykomuniści” również plączą się w swoich zeznaniach, bowiem częstokroć zarzucają bezprawność samemu bytowi zwanemu PRL, po czym po kilku chwilach przystępują do rozstrzygania legalności stanu wojennego w oparciu o peerelowskie akty prawne.
W świetle tych oczywistych, ale nie wygodnych faktów należy decyzję o stanie wojennym uznać za dobrą z punktu widzenia polskiego interesu narodowego. Przede wszystkim dlatego, że decyzja ta zapobiegła totalnemu demontażowi państwa i zupełnym już upadku gospodarka, co z resztą było celem trockistów z KOR i innych lewaków. Wyobrażacie sobie Państwo sytuację gdy wszystkie najważniejsze, strategiczne dla państwa polskiego zakłady przemysłowe, kolej, poczta, szpitale, szkoły, uczelnie, sklepy miałby stanąć przed świętami? Czy wolelibyście nie mieć na święta prądu, gazu, żywności, ciepła zamiast godziny policyjnej? Chcielibyście, aby w takich warunkach wkroczyły tu wojska enerdowskie zajmując obszar ¼ kraju i odłączając go od Polski? O żadnej wolności w ’81 roku nie może być mowy, bowiem sytuacja geopolityczna była taka, a nie inna. Gen. Jaruzelskiemu za tę decyzję akurat należy się uznanie, bowiem volens nolens zadbał o obiektywny interes polski, niezależnie od tego jakie miałby intencje. Naprawdę nie widzę powodu, żeby go atakować za zatrzymanie powrotu autentycznego komunizmu jakim jest trockizm. Nie rozpaczam z powodu przymknięcia Michnika, Kuronia i innych antypolskich szkodników. To właśnie oni i ich środowisko ponoszą moralną odpowiedzialność za niepotrzebne śmierci strajkujących robotników w tamtym okresi. Bo to oni podpuszczali ich do strajków, podczas gdy Kościół do nich nie namawiał, a nawet odradzał. Nie jestem miłośnikiem gen. Jaruzelskiego, całokształt jego działalności oceniam negatywnie. Przede wszystkim uważam, że wyrok należy mu się nie za wprowadzenie stanu wojennego, a masakrę na Wybrzeżu w roku 1970. To, że później dogadał się z lewacką częścią opozycji to też osobna historia i nie można jej łączyć z wprowadzeniem stanu wojennego. Ostra krytyka należy mu się za to, że mając państwo pod kontrolą nie pchnął go ku racjonalnej gospodarce rynkowej. Trockiści dziś się śmieją, że osoby mające się za konserwatystów i narodowców chcą wsadzać za kraty gen. Jaruzelskiego, który stanem wojennym zadał cios trockistowskiej rewolucji.
Kształtuj swoje życie (jak)by było arcydziełem!
„Ceterum censeo Pactum esse delendum”

Awatar użytkownika
Michaś
Posty: 1295
Rejestracja: 3 listopada 2007, 21:39
Lokalizacja: Kawowa GĂłra
Kontakt:

Post autor: Michaś » 13 grudnia 2012, 17:09

[center]POLACY, SŁOWIANIE i PATRIOCI!

Nie stawiajcie świeczki w oknie! [/center]

Stawianie świeczki w oknie to zwyczaj szabasowy i nie ma nic wspólnego z polską kulturą czy tradycją. Zwyczaje takie jako żydowska tradycja znane są Polakom, którzy przed wojną mieszkali w pobliżu skupisk żydowskich.

W szabes żyd zapala świeczkę i daje tym znak drugiemu żydowi, że tu jest żyd i ma święto.

Jest to także opisane u Konecznego, czy Jędrzeja Giertycha w książce pod tytułem „Polska miedzy wojnami”.

Kiedy w Polsce ogłoszono stan wojenny, Reagan został poproszony o wykonanie jakiegoś gestu solidarności z Polską, wówczas zapytał on o to, co takiego polskiego mógłby zrobić? Doradcy Solidarności w Waszyngtonie odpowiedzieli mu, że zapalona świeczka i ustawiona w oknie byłby takim polskim symbolem. Doradcy byli żydami i kierowali się prawem talmudycznym, z którego wynika prawo zwyczajowe mówiące, że wszytko w Polsce musi być żydowskie, bo Jahwe dał żydowi cały świat i jeżeli goj coś posiada, to jest to nielegalne, sprzeczne z prawem, stąd i ta „tradycja”.

Ta „tradycja” więc to nic innego jak zwykła forma agresji żydowskiej, która w tym wypadku – potocznie – nazywa się zażydzeniem.

Polacy utracili kontrolę nad „Solidarnością”, a to z powodu ogromnego zażydzenia jej struktur, co do dziś skutkuje postępującym niszczeniem Polski, a „tradycje żydowskie” są tego jednym z głównych narzędzi. Pierwszymi beneficjentami tego niszczenia są żydzi.

Jest niewątpliwe, że kultywowanie tradycji żydowskich w Polsce jest przestępstwem przeciw POLSKOŚCI, a nawet zagraża elementarnemu porządkowi prawnemu.

Bóg żydów nie jest Panem Bogiem chrześcijan.

Ktoś, kto pali żydowskie świeczki w Polsce jest żydem, szkodnikiem albo głupcem.
Kształtuj swoje życie (jak)by było arcydziełem!
„Ceterum censeo Pactum esse delendum”

Zablokowany