In vitro

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
KASIA
Posty: 6624
Rejestracja: 16 kwietnia 2007, 09:03
Lokalizacja: Alaska

Post autor: KASIA » 4 grudnia 2012, 13:28

Takie ograniczenia są niezdrowe i okaleczeją dobrych ludzi. I masz rację, trzeba się zastanowić nad swoim sumieniem i osadzeniem innych.
Osądzaniem zajmie się Bóg ,ale niektórzy już sami siebie osądzili i przekreślili . To się nazywa brak łaski ,wiary i nadziei. Tego przez rozum nie wytłumaczysz ,tylko modląc się na kolanach o przymnożenie wiary.

zet

Post autor: zet » 4 grudnia 2012, 13:56

Coltrane pisze:
zet pisze:Rynek ani nie powstaje ani nie powstał w sposób sztuczny. Tu rządzą naturalne mechanizmy rynkowe wynikające z podaży i popytu.
No to już z tego zdania wynika, że in vitro to biznes. Tylko tam istnieje podaż i popyt. Człowiek traktowany jest jak towar, i nikt nie zaprzeczy, że tak nie jest. Wielokrotnie pisałem dlaczego. Ale co ja będę się powtarzał. Mam wrażenie, że niektórzy pierwszy raz spotykają się z pojęciem in vitro, i już wiedzą wszystko najlepiej.

A najgorsze, że nie podoba im się katolicki punkt widzenia na kwestię in vitro, że głos kościoła mają najnormalniej w świecie gdzieś. Ważne być cool i trendy. Reszta się nie liczy.
Każdy to bierze pieniądze za towar lub usługę prowadzi biznes, który podlega prawom ekonomii. Bez względu na to czy dziecko urodzi się w wyniku stosowania procedur in vitro czy też procedur naprotechnologii z punktu widzenia ekonomii jest towarem za uzyskanie którego ktoś zapłacił. Cena najczęściej jest ceną rynkową. Z punktu widzenia ekonomii wszystko ma swoją cenę, człowiek również. Ale na tym polega ekonomia – ktoś płaci aby coś uzyskać. Po co więc ten szum, że in vitro jest za pieniądze. Naprotechnologia też jest za pieniądze. No chyba że się mylę i że jest za darmo. Z punktu widzenia ekonomii naprotechnologia tak samo produkuje ludzi jak in vitro – nie ma żadnej różnicy. Technologia pozyskania produktu nie ma żadnego wpływu na to, żeby produktu nie nazywać produktem. I tyle o ekonomii. Powinieneś być konsekwentny w stosowaniu słownika ekonomicznego w całym zakresie tematu bezpłodności a nie wybiórczo. Przecież to z daleka pachnie manipulacją:)

Awatar użytkownika
Coltrane
Posty: 17740
Rejestracja: 31 marca 2008, 23:47
Lokalizacja: Polska

Post autor: Coltrane » 4 grudnia 2012, 14:16

zet pisze:Każdy to bierze pieniądze za towar lub usługę prowadzi biznes, który podlega prawom ekonomii. Bez względu na to czy dziecko urodzi się w wyniku stosowania procedur in vitro czy też procedur naprotechnologii z punktu widzenia ekonomii jest towarem za uzyskanie którego ktoś zapłacił. Cena najczęściej jest ceną rynkową. Z punktu widzenia ekonomii wszystko ma swoją cenę, człowiek również. Ale na tym polega ekonomia – ktoś płaci aby coś uzyskać. Po co więc ten szum, że in vitro jest za pieniądze. Naprotechnologia też jest za pieniądze. No chyba że się mylę i że jest za darmo. Z punktu widzenia ekonomii naprotechnologia tak samo produkuje ludzi jak in vitro – nie ma żadnej różnicy. Technologia pozyskania produktu nie ma żadnego wpływu na to, żeby produktu nie nazywać produktem. I tyle o ekonomii. Powinieneś być konsekwentny w stosowaniu słownika ekonomicznego w całym zakresie tematu bezpłodności a nie wybiórczo. Przecież to z daleka pachnie manipulacją:)
Jesteś katolikiem szanującym Prawa Boże, czy liberałem który ma gdzieś co się wyprawia w procesie in vitro, i patrzy na wszystko z punktu widzenia ekonomii ? Bo widzę że to drugie.

A propo płacenia za usługę. Jak idziesz prywatnie do lekarza, to też mu płacisz za wizyty. Lekarz z tego żyje. Jednak nie traktuje Cię jako towaru, tylko jako pacjenta. In vitro zaś to niecna produkcja ludzi. Jak pokazuje dotychczasowa praktyka, to mechanizm in vitro wygląda w ten sposób : wyprodukują za jednym zamachem 10 ludzików, potem w wyniku selekcji (oni to nazywają selekcją naturalną :roll: ) przy życiu pozostaje jeden, ewentualnie kilka, które potem się zamraża, czy coś innego mu się robi, np. wrzuca do szamba. Tego nie wiemy i się nie dowiemy. Dr Wasilewski potwierdza, że gdy pracował w programie in vitro, to jedne embriony produkował, a inne niszczył. Zakładam więc że tak robili (i nadal robią) wszyscy lekarze-producenci embrionów, pracujący w programie in vitro.

czy może katolik coś takiego zaakceptować ?

zet

Post autor: zet » 4 grudnia 2012, 14:37

Prawa ekonomii są bezideowe i bezpartyjne. Jeżeli już posługujesz się językiem ekonomii to rób to konsekwentnie. Naprotechnologia z punktu widzenia ekonomii jest taką samą produkcją jak in vitro a człowiek, który się rodzi jest z punktu widzenia ekonomii produktem, towarem. I nie ma znaczenia czy ekonomista jest liberałem, konserwatystą czy komunistą. Są definicje i reguły które obowiązują – mieszasz w tym samym temacie pojęcia stosowane przez ekonomistów z pojęciami stosowanymi przez etyków. Wychodzi z tego potworek słowny, którego nie można rozważać ani z punktu widzenia ekonomii ani z punktu widzenia etyki bowiem jest pozbawiony logicznego sensu. I na tym właśnie polega manipulacja.

Awatar użytkownika
Coltrane
Posty: 17740
Rejestracja: 31 marca 2008, 23:47
Lokalizacja: Polska

Post autor: Coltrane » 4 grudnia 2012, 14:48

zet pisze:Prawa ekonomii są bezideowe i bezpartyjne. Jeżeli już posługujesz się językiem ekonomii to rób to konsekwentnie. Naprotechnologia z punktu widzenia ekonomii jest taką samą produkcją jak in vitro a człowiek, który się rodzi jest z punktu widzenia ekonomii produktem, towarem. I nie ma znaczenia czy ekonomista jest liberałem, konserwatystą czy komunistą. Są definicje i reguły które obowiązują – mieszasz w tym samym temacie pojęcia stosowane przez ekonomistów z pojęciami stosowanymi przez etyków. Wychodzi z tego potworek słowny, którego nie można rozważać ani z punktu widzenia ekonomii ani z punktu widzenia etyki bowiem jest pozbawiony logicznego sensu. I na tym właśnie polega manipulacja.
Nie kolego. NAPROtechnologia to nie produkcja ludzików. Lekarz nie bierze komórek jajowych i nie zapładnia w szkle. Więc to Ty skończ z manipulacją.

I tak na koniec, bo nie mam ochoty dyskutować z kimś kto gardzi Prawami Bożymi, powiem Ci tak : nie jestem liberałem, i mnie nie interesuje tylko ekonomia. Mnie interesują przede wszystkim moralne skutki in vitro. Interesuje mnie, czy w in vitro szanowany jest człowiek. Niestety, ale w in vitro człowiek traktowany jest jak towar, jak rzecz. I to nie tylko w sensie brania za to pieniędzy. Producenci embrionów mają gdzieś życie człowieka, skoro przy okazji niszczy 9 innych istnień.

KATOLIK TEGO POPIERAĆ NIE MOŻE.

Dlatego mówimy STOP dla in vitro.

zet

Post autor: zet » 4 grudnia 2012, 15:04

Z punktu widzenia ekonomii sposób zastosowanej technologii nie decyduje o tym, żeby proces nazywać lub nie nazywać produkcją. W obu przypadkach surowcami użytymi do produkcji są gamety i w obu przypadkach są stosowane procedury pomagające tym gametom scalić się w zarodek. Miejsce, w którym dochodzi do połączenia wynika z technologii zastosowanej w procesie. W obu przypadkach produktem jest zarodek. Taka jest prawda. Możesz się nie zgadzać – możesz napisać własny podręcznik ekonomii – ale nikt nie będzie chciał tego czytać

gimnastyczka22
Posty: 68
Rejestracja: 16 listopada 2012, 22:48
Lokalizacja: Katowice

Post autor: gimnastyczka22 » 4 grudnia 2012, 18:26

KASIA pisze:
Mam rozumieć że wszyscy Indianie sprzed czasu odkrycia przez Kolumba Ameryki i nawracania ich na Chrześcijaństwo smażą się teraz w ogniu piekielnym, tylko dlatego bo nie było im dane zaprzyjaźnić się z Królem? :)
W piekle nie ma ognia ,tylko pali brak Boga .Do piekła idą Ci którzy chcą tam iść .Czyli ci co nie znoszą Boga. A tym Indianom to Bóg sam się udzielał i ręczę że ich nie skrzywdził, . Za to Bóg pysznych strąca do niebytu.
Jak dobrze że wytłumaczyłaś koledze Coltrane, że nie jest istotne jakiej wiary jest człowiek. Ważne że Bóg mu się udziela w sercu i w życiu. Mam nadzieję że kolega zrozumiał teraz co miałam na myśli.

>>Gimnastyczko, Ty nie przejmuj się Indianami. Lepiej zajmij się sobą

A ja się o ludzi dobrej woli nie martwię, bo wiem że mają swoje miejsce u Boga.
Nie rozmawiamy o mnie. Osobiście uważam że mam dużo szczęścia rodząc się w sferach gdzie panuje chrześcijaństwo. Nie potępiam (w odróżnieniu od was) ludzi którzy nie mieli takiego przywileju. Wam się wydaje ze jesteście najwspanialsi i tylko wam katolikom Bóg pozwoli być szczęśliwym po śmierci. Największa bzdura jaką może wykreować sobie fanatyk.

zet

Post autor: zet » 4 grudnia 2012, 21:33

gimnastyczka22 pisze:
Wam się wydaje ze jesteście najwspanialsi i tylko wam katolikom Bóg pozwoli być szczęśliwym po śmierci. Największa bzdura jaką może wykreować sobie fanatyk.
A teraz sobie wyobraź, że mamy państwo wyznaniowe a ci ludzie są przy władzy; to byłby koniec cywilizacji, powtórka z średniowiecznych krucjat we współczesnym wydaniu. Dlatego jedynym ratunkiem dla cywilizacji jest państwo świeckie i demokracja.

gimnastyczka22
Posty: 68
Rejestracja: 16 listopada 2012, 22:48
Lokalizacja: Katowice

Post autor: gimnastyczka22 » 4 grudnia 2012, 21:52

zet pisze:
gimnastyczka22 pisze:
Wam się wydaje ze jesteście najwspanialsi i tylko wam katolikom Bóg pozwoli być szczęśliwym po śmierci. Największa bzdura jaką może wykreować sobie fanatyk.
A teraz sobie wyobraź, że mamy państwo wyznaniowe a ci ludzie są przy władzy; to byłby koniec cywilizacji, powtórka z średniowiecznych krucjat we współczesnym wydaniu.
Zet nawet nie mów takich rzeczy. Już sama nagonka słowna jest przejmująca.
Zaślepienie i ograniczenie jest nie do przejścia. Wpojenie tolerancji jakby nieosiągalnym celem.

zet

Post autor: zet » 5 grudnia 2012, 11:20

gimnastyczka22 pisze: Zet nawet nie mów takich rzeczy. Już sama nagonka słowna jest przejmująca.
Zaślepienie i ograniczenie jest nie do przejścia. Wpojenie tolerancji jakby nieosiągalnym celem.
Każdy ma prawo twierdzić, że jego sposób na życie jest optymalnym i jedynym rozwiązaniem. Nikt jednak nie ma prawa narzucać swojego światopoglądu innym.

Awatar użytkownika
Coltrane
Posty: 17740
Rejestracja: 31 marca 2008, 23:47
Lokalizacja: Polska

Post autor: Coltrane » 5 grudnia 2012, 11:54

zet pisze:Każdy ma prawo twierdzić, że jego sposób na życie jest optymalnym i jedynym rozwiązaniem. Nikt jednak nie ma prawa narzucać swojego światopoglądu innym.
Oczywiście, oczywiście. Róbta co chceta, żyjta jak chceta, wg swego widzimita.

Co tam prawda, no nie kolego Zet. Każdy sobie żyje wg swego światopoglądu i git, no nie. :mrgreen: Tylko dodaj, że każdy też poniesie konsekwencje swoich wyborów. O tym nie zapomnij dodać. Dobrze kolego ?

Żyjąc wg swego widzimisię, szczęścia nie osiągniemy. Tylko prawda może nas wyzwolić, i dać pełnię szczęścia. Prawdziwa radość jest w Bogu. Reszta to ochłapy. Często człowiek żyjąc wg swego widzimisię (to dla niego oczywista OPTYMALNE i JEDYNE rozwiązanie) idzie drogą prowadzącą donikąd. Ale co tam. Ważne że ma się ten swój SPOSÓB NA ŻYCIE.

zet

Post autor: zet » 5 grudnia 2012, 13:39

Coltrane pisze: Oczywiście, oczywiście. Róbta co chceta, żyjta jak chceta, wg swego widzimita.
Nie jest to prawdą, obowiązuje Konstytucja, dyrektywy, ustawy – nie można robić tego co się chce wg własnego widzimisię. Obowiązuje prawo i należy żyć zgodnie z tym prawem. Jeżeli ktoś chce nałożyć na siebie dodatkowe obowiązki wynikające z religii, którą wyznaje to może sobie je nałożyć. Może chodzić w niedzielę i święta do kościoła, może zrezygnować z transfuzji krwi i nie jeść mięsa w piątek. Może zrezygnować z in vitro i przeszczepów. Każdy wg potrzeb. I gdzie tu widzisz zezwolenie na „rób ta co chce ta, żyjta jak chceta?” Ja w naszym systemie prawnym takiego zezwolenia nie widzę. I nie strasz sądami, nie ty będziesz sądził.

Awatar użytkownika
Coltrane
Posty: 17740
Rejestracja: 31 marca 2008, 23:47
Lokalizacja: Polska

Post autor: Coltrane » 5 grudnia 2012, 13:48

zet pisze:
Coltrane pisze: Oczywiście, oczywiście. Róbta co chceta, żyjta jak chceta, wg swego widzimita.
Nie jest to prawdą, obowiązuje Konstytucja, dyrektywy, ustawy – nie można robić tego co się chce wg własnego widzimisię. Obowiązuje prawo i należy żyć zgodnie z tym prawem. Jeżeli ktoś chce nałożyć na siebie dodatkowe obowiązki wynikające z religii, którą wyznaje to może sobie je nałożyć. Może chodzić w niedzielę i święta do kościoła, może zrezygnować z transfuzji krwi i nie jeść mięsa w piątek. Może zrezygnować z in vitro i przeszczepów. Każdy wg potrzeb. I gdzie tu widzisz zezwolenie na „rób ta co chce ta, żyjta jak chceta?” Ja w naszym systemie prawnym takiego zezwolenia nie widzę. I nie strasz sądami, nie ty będziesz sądził.
Oczywista, oczywista. Żyj sobie wg tej swojej konstytucji. Powodzenia. Ale jeśli myślisz że za przekroczenie Praw Bożych nie ominie Cię kara, to się grubo mylisz. Oczywista, że ja Cię nie straszę, i nie ja będę Cię sądził, nie zamierzam też skarżyć Cię nie wiadomo przed kim. To jest wyłącznie twój wybór, i to Ty poniesiesz konsekwencje tych wyborów.

Niech każdy sam osądzi w swoim sercu, co dla niego jest ważniejsze : Konstytucja czy Prawa Boże.

Chyba wszystko powiedziałem.

Awatar użytkownika
KASIA
Posty: 6624
Rejestracja: 16 kwietnia 2007, 09:03
Lokalizacja: Alaska

Post autor: KASIA » 10 grudnia 2012, 21:51

Nienarodzone dziecko Williama i Kate „królewskim płodem”?

Dlaczego o nienarodzonym dziecku księcia Williama i księżnej Kate, będącym trzecim w kolejce do brytyjskiego tronu, w odróżnieniu od innych dzieci czekających na urodzenie, nie mówi się „płód” a określa się go „królewskim dzieckiem”? – zastanawia się na swoim blogu internetowym, Danny Burke, biblista z Boyce College, uczelni należącej do Seminarium Teologicznego Południowych Baptystów w Louisville w stanie Kentucky w USA.

Prof. Burke zwraca uwagę, że nawet takie tytuły medialne jak „NY Times”, „Washington Post”, „ABC News”, „CNN”, które na codzień pilnują, by o dziecku nienarodzonym mówić „płód”, w przypadku książęcej pary odchodzą od tej reguły, mimo że dziecko Kate jest dopiero w 12. tygodniu życia. Według naukowca, jedyną różnicą między dzieckiem, o którym obecnie mówią media na całej planecie, a dzieckiem nienarodzonym z poczekalni kliniki aborcyjnej jest to, że to pierwsze jest chciane, a to drugie nie. Dlatego to pierwsze otrzymuje status dziecka drugie zaś jest zaledwie płodem, blastocystą czy zlepkiem komórek.

„Widać jasno, że świat zgodził się nazywać nienarodzone dziecko Kate Middleton ‘dzieckiem’. Dlaczego mielibyśmy tego samego nie zrobić w stosunku do innych nienarodzonych dzieci? Czy to możliwe, że taki termin sugerowałby moralną potworność, której nie mamy ochoty stawiać czoła?” – pyta retorycznie publicysta.

rk (KAI/DennyBurke.com) / Louisville

zet

Post autor: zet » 10 grudnia 2012, 23:14

Nazwa płód jest stosowana od momentu, kiedy można rozpoznać cechy morfologiczne dla danego gatunku. U ludzi zarodek stadium płodu osiąga w 8 tygodniu ciąży. Co to komu przeszkadza, że media stosują albo nie stosują nomenklaturę medyczną. Jestem za tym, żeby właściwie nazywać zjawiska, procesy, przedmioty czy ludzi. Mylenie i mieszanie określeń właściwych dla różnych nauk powoduje bałagan i nieporozumienia. A to, że zrobiono wyjątek dla przyszłego króla – no cóż nie codziennie rodzi się król. Podział na dzieci chciane i niechciane nie wynika z procesu, w którym dziecko zostało spłodzone. Coś się baptyście Danny Burke pomieszało. Czy nie ma już większych autorytetów moralnych niż jakiś biblista z Kentucky?

ODPOWIEDZ