In vitro

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Coltrane
Posty: 17740
Rejestracja: 31 marca 2008, 23:47
Lokalizacja: Polska

Post autor: Coltrane » 7 stycznia 2013, 09:31

Frost pisze:Cały czas masz kłopoty z podstawowymi definicjami; człowiek nie jest w stanie niczego stworzyć. Stwarzanie – czyli czynienie bytów materialnych i niematerialnych bez konieczności wykorzystywania już istniejących bytów jest możliwe tylko dla Stwórcy – czyli Boga.
Człowiek nigdy niczego nie stworzył i niczego nie stworzy, chyba że wg Ciebie człowiek ma takie same możliwości jak Stwórca. Człowiek już raz został stworzony przez Stwórcę i żaden człowiek nie stworzy następnego człowieka – to chyba oczywiste i nie trzeba tego uzasadniać. Proces in vitro nie jest stwarzaniem nowego życia – nie istnieje taka możliwość.
Człowieku, dlaczego tory dyskusji przestawiasz na to, co nie ma związku z tematem. Tak jakby to nie temat in vitro najbardziej cię interesował, tylko chęć dokopania przeciwnika.

Oczywiste że powienienem słowo "stwarzać" wziąć w CUDZYSŁÓW, wtedy nie było by żadnego problemu, i byś tak się nie czepiał. No ale przeciwnicy prawdy mają specyficzny sposób dyskutowania, przechodząc z tematu głównego na tematy zastępcze, które mają przykryć ten podstawowy. Czyli tak zalawirować, aby omijąć szerokim łukiem istotny dla nas dylemat.

Awatar użytkownika
Coltrane
Posty: 17740
Rejestracja: 31 marca 2008, 23:47
Lokalizacja: Polska

Post autor: Coltrane » 8 stycznia 2013, 00:03

Frost pisze:Proces in vitro nie jest stwarzaniem nowego życia – nie istnieje taka możliwość.
W miejsce "stwarzanie nowego życia" należałoby wpisać "powoływanie nowego życia".
I wówczas już możemy spokojnie dyskutować o in vitro, a nie czepiać się drobiazgów.

Awatar użytkownika
Coltrane
Posty: 17740
Rejestracja: 31 marca 2008, 23:47
Lokalizacja: Polska

Post autor: Coltrane » 8 stycznia 2013, 11:07

Większej bzdury wypowiedzianej przez Tuska jeszcze nie słyszałem. Żeby nazywać wsparcie sztucznego zapłodnienia elementem polityki prorodzinnej ?!?!? Toż to ABSURD !


Urodzenia pod kontrolą

Gdy premier Donald Tusk zadeklaruje coś niedorzecznego, zastanawiam się, czy powiedział to od siebie, czy wypowiedź podsunął mu sztab PR na zlecenie odpowiednich grup interesu.

Tym razem według premiera elementem polityki prorodzinnej w roku 2013 ma być wsparcie sztucznego zapłodnienia, jak zapowiedział na konferencji prasowej 3 stycznia br. Niewątpliwie u źródeł tej absurdalnej wypowiedzi leży wyrachowanie i chęć usłużnego, ideologicznego przypodobania się „lokalnym” i międzynarodowym środowiskom lewicy, także w dalszej perspektywie starań o utrzymanie się przy władzy.

Przy tym konformizm kogoś, kto za wygodę płynięcia na fali liberalnego mainstreamu sprzedaje własną godność – nie powiem o odpowiedzialności, gdyż to pojęcie jest jemu zapewne obce. Czym w istocie, jeśli nie cynicznym kłamstwem, jest rzucona deklaracja oparta na ostatnio nośnym sloganie lobbystów, właścicieli klinik in vitro (przypadkiem doradców rządowych)?

Wsparcie in vitro, i to za cudze pieniądze podatników, to jednak nie „wsparcie polityki prorodzinnej”, ale kluczowy element inżynierii reprodukcyjnej zgodnie z klasyczną wizją heroldów kontroli urodzeń. Według niej, rozwój populacji (preferencyjnie poza małżeństwem) zależeć ma od woli i potrzeb totalitarnego państwa. Promowanie przez rząd sztucznej reprodukcji opartej na eugenice i oderwaniu prokreacji od małżeństwa, obok prowadzonej równocześnie polityki antynatalistycznej w postaci refundacji środków antykoncepcyjnych i wczesnoporonnych przez Narodowy Fundusz Zdrowia, spójnie reprezentują te nie nowe utopie. Manipulacje ludzką prokreacją poprzez procedurę in vitro, która leczeniem nie jest, tylko hodowlą, z samej definicji trudno zaliczyć do działań prorodzinnych. Metody sztucznej reprodukcji z założenia uderzają w godność małżeństwa i godność poczętych osób, co samo przez się uderza w godność rodziny. To abstrakcja dla zajmujących się hodowlą ludzi in vitro, ale czy działania z gruntu złe mogą stanowić element polityki prorodzinnej?

Do kogo przy tym mają iść pieniądze „na dofinansowanie zabiegów” in vitro z naszych podatków? Gdyby nawet założyć, że in vitro to „procedura lecznicza”, czy pieniądze te pójdą na „wsparcie” – zabrzmi to sarkastycznie – dla biednych i potrzebujących rodzin? Czy biedne i często wielodzietne rodziny, które wolałyby otrzymać realne ulgi podatkowe na wychowanie dzieci, skorzystają z takich „dobrodziejstw”? Czy też nagradzane mają być „pary” (pomijam przypadki niezawinione), które kultywowały hedonistyczny egoizm, a teraz ponoszą konsekwencje stosowania antykoncepcji? W rzeczywistości chodzi o wsparcie finansowe dla niegodziwego biznesu i promowanie struktury zła.

Trudno po raz kolejny nie pytać, czy poza rzucaniem deklaracji ideologicznych Tusk pomyślał o realnych potrzebach, których zapewnienia wymagają dzieci poczęte z in vitro, jak chociażby o konieczności specjalistycznej opieki w okresie pre- i postnatalnym z racji bardziej problematycznych ciąż i zwiększonej częstości wad wrodzonych? Czy dalsze losy tych dzieci w ogólne interesują premiera Tuska, czy można je dalej nawet „zabortować”, jeśli okażą się chore? Ustawa nadal na to zezwala, do czego przyczynił się właśnie premier. Wątpię, aby Tusk zastanawiał się nad uczciwością „swoich” deklaracji, gdyż w to miejsce zapewne wolałby pokopać piłkę. Wystarczy, że jest PR, istnieje wpływowe lobby in vitro i do tego może zrobić na złość Kościołowi. Motywacja małych ludzi nie prowadzi do wielkich celów, chociaż takimi posługują się wrogowie.

Dr hab. Andrzej Lewandowicz

http://www.naszdziennik.pl/mysl/20274,u ... trola.html

Awatar użytkownika
Coltrane
Posty: 17740
Rejestracja: 31 marca 2008, 23:47
Lokalizacja: Polska

Post autor: Coltrane » 10 stycznia 2013, 10:20

Czytelnicy Gazety Wyborczej przeciwko in vitro
Chłodny Żółw, 9 stycznia, 2013 - 19:15 gazeta wyborczaBlog

No proszę... Czytelnicy Gazety Wyborczej to nie tylko bezmyślni, nie potrafiący zliczyć do trzech intelektualiści...


--------------------------------------------------------------------------------


--------------------------------------------------------------------------------


--------------------------------------------------------------------------------

Co sądzisz o programie rządu ws. in vitro, zakładającym refundację przez państwo 3 cykli dla 15 tys. par oraz dostęp dla osób, które udowodnią, że przez rok leczyły niepłodność? [GŁOSUJ]


* Tak, ten program całkowicie rozwiązuje problem in vitro w Polsce. Nareszcie mamy cywilizowane regulacje, a nie wolną amerykankę jak do tej pory
7%
4904

* Program jest dobry, ale będzie trwał tylko 3 lata. Lepsza byłaby ustawa, bo ta jest bezterminowa
21%
15453

* Zabiegi in vitro są niedopuszczalne z punktu widzenia moralnego, dlatego nie akceptuję tego programu
58%
42215

* Refundacja in vitro to ważny problem. Jednak są poważniejsze kwestie w służbie zdrowia, które rozwiązałyby pieniądze przeznaczone na ten program
14%

10129

http://niepoprawni.pl/blog/94/czytelnic ... iwko-vitro

Awatar użytkownika
Coltrane
Posty: 17740
Rejestracja: 31 marca 2008, 23:47
Lokalizacja: Polska

Post autor: Coltrane » 12 stycznia 2013, 08:30

Finansowanie in vitro to skandaliczny transfer środków publicznych do prywatnych klinik.
Dla CZD pieniędzy nie było.


W świadomości zbiorowej zamachy na życie tracą stopniowo charakter "przestępstwa" i w paradoksalny sposób zyskują status "prawa"

- pisał Jan Paweł II w encyklice Evangelium vitae. W 34 rocznicę inauguracji jego pontyfikatu premier demokratycznego kraju, pomijając parlament, wprowadza finansowanie in vitro z budżetu państwa.

W chwili, gdy Centrum Zdrowia Dziecka odsyła pacjentów i w pocie czoła szuka 200 mln zł, które pomogą uratować placówkę, gdy tysiące pielęgniarek rozbija białe miasteczko w proteście wobec niedofinansowania ich pracy, gdy szpitale są niewydolne i prywatyzowane ze szkodą dla pacjentów, gdy lekarze rozważają w akcie bezsilności odejście od łóżek chorych, Donald Tusk postanawia wydać 250 mln złotych na finansowanie in vitro. Uzasadnia to jak zwykle (przy ACTA, przy Konwencji ws. Przemocy wobec Kobiet, przy podwyższeniu wieku emerytalnego) swoim uległym tchórzostwem wobec UE. Co ciekawe, finansowanie in vitro wprowadza nie - jak wcześniej zapowiadał - na mocy rozporządzenia, lecz przemyca je w ministerialnym programie zdrowotnym. Paradoksalnie, w programie tym nie znalazło się miejsce dla prawdziwej metody leczenia niepłodności, jaką jest naprotechnologia. Wszystkie środki przeznaczono na sztuczną produkcję ludzkiego życia na szkle.

CZYTAJ WIĘCEJ: Tonący in vitro się chwyta. Tusk sięga po sprawdzone metody. Czy in vitro powstrzyma wielką wodę zalewającą rząd? http://wpolityce.pl/wydarzenia/39016-to ... ajaca-rzad

Oglądając konferencję prasową premiera można było odnieść wrażenie, że nie ma pojęcia o czym mówi. W bełkotliwym wywodzie mylili mu się dawcy z biorcami, a swoją niewiedzę próbował przykryć techniczną terminologią, jak implementacja i optymalizacja. "Bezpieczeństwem zarodków" określił ich mrożenie. Stwierdził też, że kwestia zabiegów in vitro musi zostać opisana jak procedura medyczna, ponieważ obecnie nie jest opisana prawnie:

W programie zastrzeglibyśmy finansowanie zabiegów wyłącznie w sytuacji, gdy byłaby gwarancja bezpieczeństwa także dla zarodka.

Aż trudno posądzać Donalda Tuska o tak daleko posuniętą niewiedzę. Cała dyskusja toczy się przecież wokół tego, że procedura in vitro nie tylko nie gwarantuje bezpieczeństwa zarodkom, ale zakłada ich śmierć.

W programie in vitro występują dwie płaszczyzny: płaszczyzna walki o życie i płaszczyzna śmierci. Chcąc doprowadzić do skutecznego programu in vitro, trzeba powołać do życia kilka lub kilkanaście istnień ludzkich, z których część, na skutek naszego działania, będzie musiała umrzeć. Definicja życia jest jedna. Nauka o embriologii człowieka mówi wyraźnie: życie zaczyna się z chwilą połączenia komórki jajowej z plemnikiem. Nie ma innej definicji

– mówi dr Tadeusz Wasilewski, który przez 15 lat pracował w programie in vitro, kierując jednym z największych ośrodków w Polsce. Kilka lat temu oddał się wyłącznie naprotechnolgii, zgodnie z przekonaniem, że jako lekarz nie może działać na szkodę swojego pacjenta.

Najbardziej negatywne aspekty metody in vitro sprowadzają się do czterech kwestii:

1. Eugenika - dopuszczenie do życia lepszych zarodków, a zabicie gorszych. Wybranie spośród 6-8 powołanych do życia, dwóch najlepszych pod względem tempa rozwoju i liczby.

2. Kriokonserwacja, której poddane zostają niewykorzystane zarodki. Procedura zakłada, że gdy matka chce z nich skorzystać, wystarczy je odmrozić i w odpowiedniej fazie cyklu umieścić w jamie macicy. Dr Wasilewski twierdzi, że skuteczność jest dużo mniejsza niż w przypadku procedury „świeżej”.

Znam ośrodki, które przez kilkanaście lat nie mogą się pochwalić, że otrzymały telefon zwrotny o dodatnim teście ciążowym po transferze mrożonych zarodków.

3. Diagnostyka przedimplantacyjna, polegająca na sprawdzeniu stanu zdrowia zarodka przed jego podaniem. Nie ma chyba najmniejszych wątpliwości gdzie trafia chory zarodek, mający np. zespół Downa.

4. Embrioredukcja - najbardziej przerażający element. Zdarza się, że w celu zwiększenia prawdopodobieństwa zaistnienia ciąży, podaje się do jamy macicy kilka zarodków. Można założyć, że wszystkie, np. cztery, zagnieździły się i dobrze się rozwijają. Lekarz zdaje sobie sprawę, że prawdopodobieństwo donoszenia ciąży czworaczej do terminu porodu jest nikłe. Istnieje zagrożenie, że ciąża może się zakończyć poronieniem. Zdecydowanie bezpieczniejsza jest ciąża bliźniacza. Zagrożenie eliminuje się więc za pomocą tzw. embrioredukcji, czyli zabicia dwóch płodów w jamie macicy i pozostawienia tylko dwóch pęcherzyków ciążowych. Dr Wasilewski wyjaśnia, że metody embrioredukcji opisane są dokładnie w literaturze medycznej. Nie mówi się o tym głośno, bo to niechlubna karta medycyny. Sposób przeprowadzania embrioredukcji jest przerażający. Do pęcherzyka ciążowego podaje się roztwór hipertoniczny po którym dziecko ginie, ulega wchłonięciu, martwicy.


Nie dowiemy się tego wszystkiego z folderów reklamowych klinik, ani z artykułów sponsorowanych w kolorowych pismach. (Wszyscy zapłacimy jednak za to ze swoich podatków). Nie przeczytamy tam też historii małżeństw, które mamione obietnicami lekarzy, sprzedały cały majątek, by ziścić wreszcie pragnienie posiadania dziecka.

Skuteczność metody in vitro, przy odpowiednio dużej liczbie zarodków, których część tak czy inaczej ulegnie późniejszemu zniszczeniu, to ok. 25 proc. Dr Wasilewski przekonuje, że cierpliwe i wnikliwe leczenie naprotechnologiczne, uważne obserwowanie cyklu i kompleksowa kontrola całego organizmu obu małżonków, pozwala na osiągnięcie w ciągu 2 lat, 65-procentowej szansy na odzyskanie płodności. Wszystko odbywa się przy całkowitym poszanowaniu życia i nie budzi żadnych kontrowersji bioetycznych. Dodatkowo, przy całościowej diagnostyce organizmu, udaje się często wykryć choroby, które przebiegały dotąd bezobjawowo. Wiele kobiet podkreśla, że mimo iż nie zdołały jeszcze zajść w ciążę, po kilku miesiącach leczenia czują się znacznie lepiej, ponieważ zaczęły prowadzić zdrowszy tryb życia, a gruntowne badania wykryły najdrobniejsze nieprawidłowości.

Koszty leczenia naprotoechnologicznego są kilkanaście razy mniejsze niż koszty procedury in vitro. Samo podejście do zabiegu to wydatek rzędu 7-15 tysięcy zł. W ciągu dwóch lat takich podejść przewiduje się cztery. Kwota ok. 40 tys. zł to nie obejmuje jednak kosztów diagnostycznych, które generują sumę kolejnych tysięcy.

CZYTAJ WIĘCEJ: Populizm, lobbing czy polityczne gwiazdorstwo? Co stoi za decyzją władz Częstochowy o dofinansowaniu in vitro? http://wpolityce.pl/dzienniki/dziennik- ... u-in-vitro

In vitro to potężny biotechnologiczny biznes. Inkubatory, mikroskopy, narzędzia, płytki grzewcze - cała masa specjalistycznego sprzętu obsługuje koło zamachowe "szklanego" interesu. Jeszcze kilka lat temu nowe kliniki powstawały jak grzyby po deszczu. Nie mogą pozwolić, by kryzys gospodarczy doprowadził je do zapaści. Lobbing zakrojono więc na skalę masową. Wmówiono nam, że to ostatnia szansa dla zrozpaczonych małżeństw, pragnących dziecka. Ktokolwiek sprzeciwia się niesieniu im pomocy ze wspólnej kasy państwa nazywany jest bezdusznym egoistą. Lobbing poszedł jak widać jeszcze dalej. Sprytnie wymyślona wolta lewicowego prezydenta Częstochowy Krzysztofa Matyjaszczyka, który głosami radnych wprowadził finansowanie in vitro z kasy miasta, przyspieszyła działania premiera. Za obiema decyzjami stoją ci sami doradcy: były minister zdrowia w rządzie Leszka Milera dr Marek Balicki i Stowarzyszenie "Nasz Bocian". Widać komuś bardzo zależało na stworzeniu systemu, w którym pieniądze publiczne nie tylko zostają przekazane w ręce prywatnych klinik, ale przyczyniają się do pozyskania pacjentów, mających pozostawić w klinikach po kilkadziesiąt tysięcy złotych. Wszystko odbywa się niby w świetle prawa, które wprowadziła samowładnie wąska grupka zainteresowanych. Dlaczego jednak, w tym kolejnym skoku na kasę, mają brać udział wszyscy podatnicy? Czas na kolejny protest i podpisywanie kolejnych list przeciw polityce rządu.

P.S.
Pragnienie rodzicielstwa jest pewnie jednym z najpiękniejszych pragnień ludzkich. Niemożność jego zrealizowania niesie ze sobą ogromne cierpienie. Człowieka pogrążonego w bólu łatwo wbić w stan egoistycznej chęci posiadania za wszelką cenę. Wystarczyłoby jednak na sprawę spojrzeć nieco głębiej, by zrozumieć, że to pragnienie miłości można zrealizować na zupełnie innej drodze. Być matką to coś znacznie więcej, niż mieć dziecko. Domy dziecka wciąż są przepełnione.

http://wpolityce.pl/dzienniki/dziennik- ... y-nie-bylo

Awatar użytkownika
Coltrane
Posty: 17740
Rejestracja: 31 marca 2008, 23:47
Lokalizacja: Polska

Post autor: Coltrane » 16 stycznia 2013, 10:15

Coltrane pisze:Finansowanie in vitro to skandaliczny transfer środków publicznych do prywatnych klinik.

Dla CZD pieniędzy nie było.
Powtórzmy : pieniądze z dofinansowania in vitro trafią do prywatnych klinik.

I powiedzmy sobie szczerze, będzie to brzmiało brutalnie, ale tak to wygląda :

Po pierwsze : finansowanie in vitro to wspieranie mordowania dzieci w stanie embrionalnym, po drugie : brak pieniędzy dla CZD (Centrum Zdrowia Dziecka) to mordowanie dzieci już urodzonych poprzez odmowę leczenia.

Brutalne, ale prawdziwe.

Awatar użytkownika
Michaś
Posty: 1295
Rejestracja: 3 listopada 2007, 21:39
Lokalizacja: Kawowa GĂłra
Kontakt:

Post autor: Michaś » 16 stycznia 2013, 17:14

[center]SENAT
- filia knesetu na wyjazdowych obradach bundestagu
[/center]

16 stycznia 2013, godz. 14:57
[center]Petycja ws. zakazu „in vitro” trafiła do kosza[/center]

Radio Maryja

W senacie przepadła dziś petycja o podjęcie inicjatywy ustawodawczej dotyczącej wprowadzenia zakazu stosowania procedury „in vitro” oraz wsparcia upowszechnienia naprotechnologii.
Kształtuj swoje życie (jak)by było arcydziełem!
„Ceterum censeo Pactum esse delendum”

Awatar użytkownika
Coltrane
Posty: 17740
Rejestracja: 31 marca 2008, 23:47
Lokalizacja: Polska

Post autor: Coltrane » 25 stycznia 2013, 11:32

http://pelo-yea.blogspot.com/2011/11/ma ... iostr.html

Mamooo, jestem wart śmierci mych sióstr i braci?
10 listopada 2011

Obrazek

Marek "ermak" Jasiura

Dzisiaj wracam do podstaw, elementarza spraw, które każdy powinien mieć w głowie uporządkowane i co nieco wiedzieć na ich temat. Do tej pory w serii tej poruszyłem tematy aborcji, eutanazji, homoseksualizmu i istoty Kościoła w średniowieczu. Przyszedł i czas na zapłodnienie in-vitro. Temat tym ważniejszy, że nasz ukochany wybawca Donald Tusk swego czasu obiecał (jak wiele innych rzeczy) dofinansowanie tej metody. Jest to jedna z tych obietnic, z których niespełnienia winniśmy się cieszyć. W końcu otrzymujemy upragnione chleb i igrzyska! Wyborcy PO i RPP jednak coraz częściej upominają się o realizację tego przyrzeczenia, dlatego teraz, w dość, wydaje mi się, jasny i przekonywujący sposób postaram się zripostować ich jedyny, błahy argument.

Zwolennicy tej metody mówią, że jest to dla ludzi dotkniętych - swoją drogą dość szeroko pojętą - niepłodnością dar, którego nie sposób nie przyjąć. Jest to chyba jedyne „za”, które różni ludzie ubierają w różne słowa. Trzeba przyznać rację, bo rzeczywiście jest to dar od współczesnej technologii. Jednakże dar, za który zarówno na odbiorcę, jak i na „dobroczyńcę” spada wielka odpowiedzialność i ewentualna wina za śmierć tysięcy/milionów ludzkich istnień, bo dla katolików i nie tylko, zarodek powstający po zapłodnieniu jest już człowiekiem.

Jaka jest skala zbrodni tego typu? „Liczba przeprowadzanych procedur in vitro u pojedynczej kobiety jest indywidualna. Przyjmuje się, że 3 do 6 zabiegów to liczba najbardziej odpowiednia...”*. Przyjmijmy więc 4 zarodki na jedną kobietę. W 2008 roku na świat dzięki tej metodzie przyszło 300 tys. dzieci. 300 tys. x 3 = 900 tys. martwych. Te 900 tys. jest niby zamrażanych itd., lecz finalnie i tak są niepotrzebne i... giną (może w międzyczasie jakiś "eksperymencik" się na nich dokona). „Około połowa par, które zdecydowały się na tę technikę wspomaganego rozrodu, nie doczekuje się potomka.”* Czy warto jest poświęcić tyle istnień ludzkich, tylko dlatego, że osoby żyjące w związku chcą mieć syna/córkę? Mało jest nieszczęśliwców w domach dziecka? Mało jest tych najbardziej umiłowanych, którzy będą nam wdzięczni do końca życia za to, że wzięliśmy ich do siebie, dając ciepło rodzinne i prawdziwy dom? Żadnym wytłumaczeniem jest „Chcemy mieć własne dziecko”, gdy kosztem tego nie jest wyłącznie opłata w wysokości 10 tysięcy złotych, ale także śmierć - mówiąc delikatnie - "embrionów".

Chcąc przekonać tych, dla których człowiek jest człowiekiem dopiero na którymś kolejnym etapie rozwoju, wypada się odnieść do szkód, które dotykają dzieci już narodzone, ale także ich rodziców. Zespół hiper-stymulacji jajników, torbiele jajnika, poronienie, wewnętrzne obumarcie płodu, łożysko przodujące, ciąża pozamaciczna, mózgowe porażenie dziecięce... Część z tych powikłań, chorób czy jak to inaczej nazwać, występuje także podczas naturalnych poczęć, ale przy in-vitro ryzyko zdecydowanie się zwiększa. Badania są prowadzone w krótkim terminie na niewielkich grupach kobiet/dzieci. Tymczasem wymagane są badania długoterminowe i na większą skale, aby faktycznie rozpoznać rzeczywisty zakres zagrożeń, które mogą zrodzić się (jakkolwiek brzmi to w tym kontekście) w czasie zabiegu "in-vitro". Poza tym wszystkim, co napisałem wyżej, występują jeszcze zaburzenia psychiczne: depresje, nadmierny stres itd. Bywa, że ludzie już po fakcie zaczynając rozumieć, co zrobili i obwiniają się (słusznie) za śmierć nienarodzonych. "Mądry Polak po szkodzie", bo tak samo według badań prowadzonych na niedoszłych samobójcach, którzy skoczyli z wieżowca/mostu/innej budowli w dół (i przeżyli), ponad 3/4 z nich w trakcie lotu chciało jeszcze zmienić swą decyzję.

Warto wspomnieć o naprotechnologiach, które w rzeczywisty sposób leczą niepłodność, szukając jej przyczyny i nie powodując przy tym niepotrzebnych ofiar. Ich skuteczność wynosi nawet do 70%, a polegają one często na rozmowie ze specjalistą, który doradzi, wesprze i pomoże nie biorąc za to opłaty w wysokości kilku(-nastu?) tysięcy złotych... O naprotechnologiach mówi się mało z prostej przyczyny – odebranie dochodu dzieciobójczym klinikom „trudzącymi” się zapładnianiem pozaustrojowym. Mały zarobek – mało danych, duży zarobek – dużo danych. Tak działa dzisiejszy system dezinformacji, system rządów dążących do zachodnioeuropejskich standardów. Pozostaje pytanie - czy te dążenia, a więc i zmiany, zawsze są zmianami na lepsze?

Pisząc ten tekst, korzystałem z zawartości mojej głowy (aż strach pomyśleć, co w niej jeszcze się znajduje) i ze względnie obiektywnego źródła, jakim jest Wikipedia. Cieszy mnie gdy dla porównania i sprawdzenia siebie otwieram stronę gdzie wypowiada się osoba duchowna, a moje zdanie na dany temat pokrywa się ze stanowiskiem Kościoła, do którego przynależę tak jak tutaj. Szczególnie zainteresował mnie ten fragment:

„Zgodnie z prawem polskim, każde dziecko od chwili poczęcia powinno być chronione." Zapewnia to Konstytucja RP w art.30, 38 i 40, w powiązaniu z art. 2 ustawy o Rzeczniku Praw Dziecka, gdzie zapisano, że "dzieckiem jest każda istota ludzka od chwili poczęcia do osiągnięcia pełnoletniości". Procedura "in vitro", na różnych etapach jej stosowania, narusza trzy ww. artykuły Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej oraz art. 157a § 1 kodeksu karnego, w którym zapisano: "Kto powoduje uszkodzenie ciała dziecka poczętego lub rozstrój zdrowia zagrażający jego życiu, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.”

Awatar użytkownika
KASIA
Posty: 6624
Rejestracja: 16 kwietnia 2007, 09:03
Lokalizacja: Alaska

Post autor: KASIA » 27 stycznia 2013, 13:16

Mamooo, jestem wart śmierci mych sióstr i braci?
-Mama ciesz się że tobie się poszczęściło .

suwerenna
Posty: 4
Rejestracja: 21 stycznia 2013, 10:40
Lokalizacja: Lidzbark Warmiński

Post autor: suwerenna » 29 stycznia 2013, 10:01

mrożone pierogi, frytki, warzywa, zupy

a może dzieci zaczną mrozić jak będą niegrzeczne?
odmrażasz jak Ci złość przejdzie

kpina

nigdy w życiu nie poprę tej bandy, która działa robiąc krzywdę najmniejszym

W naszej kochanej Polsce jest tyle domów dziecka. Nie jedne dziecko czeka każdego dnia na kogoś kto pokocha.

Czy one nie zasługują na miłość, dom, rodzinę?

Stwórca jest tylko jeden, trzeba to uszanować i przyjmować godnie.
Niepłodność to nie jest piętno, którym zostaje obarczona para. To po prostu niemożność stworzenia biologicznego potomstwa ale czy prawdziwym rodzicem jest ten co mówiąc brzydko zrobił, czy ten co włożył trud i wysiłek w wychowanie ?

sprawa jest jasna.

Awatar użytkownika
Coltrane
Posty: 17740
Rejestracja: 31 marca 2008, 23:47
Lokalizacja: Polska

Post autor: Coltrane » 29 stycznia 2013, 10:28

suwerenna pisze:Niepłodność to nie jest piętno, którym zostaje obarczona para. To po prostu niemożność stworzenia biologicznego potomstwa...
Cóż poradzić małżeństwom, które tak bardzo pragną mieć potomstwo, a nie jest im to dane ? Jak wspomniała Suwerenna, są Domy Dziecka pełne sierot, które nie mają rodziców, i czekają na tych, którzy je pokochają i wezmą je do siebie na wychowanie. Człowiek stworzony został do miłości. Żyje po to by kochać i być kochanym. Dzieci w Domu Dziecka są często poranione, gdyż nie doznały miłości. Są okaleczone, często nie potrafią kochać. Dlaczego nie zająć się tymi dziećmi ? Dlaczego te małżeństwa, które chcą mieć dzieci, zamiast wziąć te dzieci z DDz, wolą kosztem innych istnień mieć "swoje dziecko" poprzez metodę in vitro ? Czy to jedno życie jest warte tego, aby poświęcać kilka innych istnień ? Czy tamte, którym nie dane było przeżyć, nie mają takiego samego prawa do życia ? Metoda in vitro jest brutalna. Nie dość, że zabija wiele innych istnień, to jeszcze odziera człowieka z godności. Szklana probówka nie jest miejscem gdzie tworzy się nowe życie. Pan Bóg tak stworzył człowieka, że ten nie musi uciekać się do sztucznego zapłodnienia.

A co z tymi, które są zamrażane ? Zwolennicy in vitro mówią o zapłodnieniu jednej komórki i o zakazie zamrażania. Ale to jest utopia. Dr Wasilewski wyraźnie mówi o tym, że zrezygnował z programu in vitro, gdyż zabija wiele innych istnień. W podobnym tonie mówi prof. Gadzinowski.

Czyż więc warto aż tak poświęcać się z obronie barbarzyńskiej metody in vitro ?

Syriusz
Posty: 4297
Rejestracja: 3 października 2008, 14:56

Post autor: Syriusz » 19 marca 2013, 07:04

Szczecin dofinansuje in vitro.

Szczecińscy radni uchwalili zmiany w budżecie miasta, które umożliwią finansowanie gminnego programu leczenia niepłodności metodą in vitro. Uchwała została przegłosowana głosami radnych PO i SLD.

Podczas dyskusji nad projektem uchwały radni zgłosili poprawkę, która dotyczyła zmian w bieżących wydatkach miasta. Przyjęto poprawkę, zgodnie z którą o 250 tys. zł zmniejszono wydatki na organizacje tegorocznego finału zlotu żaglowców w Szczecinie - kwota ta będzie przekazana na realizację programu leczenia bezpłodności metodą in vitro.

Za przyjęciem poprawki zagłosowało 15 radnych PO i SLD. Przeciwko było 11 radnych, przedstawicieli klubu Szczecin dla Pokoleń i PiS. Dwóch radnych wstrzymało się od głosu.

Według projektu koszt całkowity realizacji programu to 1,32 mln zł. Miałby umożliwić wykonanie 660 procedur. Pary mogłyby maksymalnie trzy razy skorzystać z dofinansowania.

Wcześniej przeciwko projektowi odbywały się protesty, a ok. 13 tys. podpisów złożyli w sekretariacie szczecińskiej rady miasta przeciwnicy dofinansowania in vitro z miejskiego budżetu. O sprawie wypowiedział się także w liście pasterskim metropolita szczecińsko-kamieński abp Andrzej Dzięga. Jak napisał do wiernych, "katolik nie może popierać procedur in vitro".

Autor: Marek Nowicki
Żródło: niezalezna.pl, PAP

Awatar użytkownika
Coltrane
Posty: 17740
Rejestracja: 31 marca 2008, 23:47
Lokalizacja: Polska

Post autor: Coltrane » 19 marca 2013, 09:02

Syriusz pisze:O sprawie wypowiedział się także w liście pasterskim metropolita szczecińsko-kamieński abp Andrzej Dzięga. Jak napisał do wiernych, "katolik nie może popierać procedur in vitro".
A demon wmówił naiwnym, że "in vitro" to dobrodziejstwo, to humanitarna pomoc dla bezdzietnych związków ...

Awatar użytkownika
Coltrane
Posty: 17740
Rejestracja: 31 marca 2008, 23:47
Lokalizacja: Polska

Post autor: Coltrane » 21 marca 2013, 15:39

Wnioski z badań o in vitro: Interesy dziecka bez znaczenia, liczy się tylko dobre samopoczucie dorosłych

Dobro dziecka dla Polaków przy procedurze in vitro się nie liczy. Ważne jest tylko to, by dorośli byli zadowoleni i mogli się samorealizować poprzez posiadania potomstwa. Takie wnioski płynął z najnowszego sondażu, jaki przeprowadzono na zlecenie radia Tok FM.
Tok FM postanowiło sprawdzić, co sądzą Polacy na temat samej procedury in vitro, ale także jej dostępności dla konkubinatów jednopłciowych, dwupłciowych i samotnych kobiet. Jak nietrudno się domyśleć większość (choć wcale nie tak zdecydowana, jak można by przypuszczać) Polaków jest przeciwko dostępności procedury zapłodnienia pozaustrojowego dla par osób tej samej płci. 69 procent jest tu zdecydowanie przeciw. Niemal tyle samo jest jednak zwolennikami dostępności in vitro dla par heteroseksualnych, a aż 53 procent uznaje, że prawo takie powinny mieć także samotne kobiety, które chcą mieć dziecko (44 procent jest przeciwne).

I właśnie te ostatnie dane doskonale pokazują, że pytani o to Polacy, w ogóle nie biorą pod uwagę dobra dziecka, a interesuje ich jedynie zadowolenie dorosłych (w tym przypadku kobiety) i jej pragnienia. W najlepszym interesie dziecka jest posiadanie ojca i matki. Świadome powoływanie ich do życia, i to w sytuacji, gdy wiadomo, że skazuje się je na życie w sytuacji patologicznej (a taką jest – niestety, choć tak się czasem zdarza – wychowanie bez ojca) jest dowodem na to, że ich interes w ogóle nie ma znaczenia. Liczy się wyłącznie to, by kobieta mogła spełnić swoje pragnienia, a nie samo dziecko. To pokazuje, jak bardzo przedmiotowo, a nie podmiotowo traktowane jest potomstwo. Staje się ono – by posłużyć się terminologią kantowską – jedynie środkiem do osiągnięcia celu, a nie celem samym w sobie. Nie jest więc już traktowane jako osoba, a jedynie jako zabawka, którą chcemy mieć.

Tomasz P. Terlikowski

http://www.fronda.pl/a/wnioski-z-badan- ... 23652.html

Sonik

Post autor: Sonik » 22 marca 2013, 20:19

Większość Polaków chce również podwyżki płac, zmniejszenia wysokości podatków i skrócenia dnia pracy.
O tak istotnych kwestiach dla spraw państwa jak państwowe pieniądze czy też w przypadku tego co obecnie się dzieje z in vitro nie powinna decydować większość Polaków ale Sejm. To wybrańcy Narodu po odpowiednich konsultacjach i zbadaniu wszystkich za i przeciw mają zadecydować co będzie najlepsze w sprawie in vitro dla tych, którzy dokonali wyboru Sejmu.
Sytuacja gdy walczy się z prawem i obowiązkiem Sejmu o decydowania o kształcie ustaw regulujących sprawy in vitro spowodowała, że mamy decyzję organu wykonawczego, który wprowadza dotację czegoś co w dalszym ciągu nie jest normowane przez ustawodawstwo.
A więc dotowanie zamrażania, zabijania zarodków i innych patologii – nie ma prawa nie ma kary ale są za to państwowe pieniądze na dotowanie tych patologii, które są konsekwencją braku unormowań prawnych.
Na tym Forum właśnie o to (jak się okazuje skutecznie) walczono.

ODPOWIEDZ