Aborcja - czytelnicy

Awatar użytkownika
AnnaE
Posty: 2197
Rejestracja: 2 lutego 2007, 22:09
Lokalizacja: Śląsk

Post autor: AnnaE » 24 lutego 2008, 14:00

Bo lubię, jak mnie Kasia chwali. :lol:

A dlaczego Twój został usunięty - zostałeś poinformowany.

Tu przychodzą dziewczyny szukające wsparcia duchowego i pomocy, a ja zrobię wszystko, aby ją znalazły i żeby nikt tematu nie "zagadał".
Ostatnio zmieniony 28 lutego 2008, 18:56 przez AnnaE, łącznie zmieniany 1 raz.

......

aborcja

Post autor: ...... » 25 lutego 2008, 17:18

zna ktos moze lekarza ktory sie podejmie.... jesli ktos zna to proze o kontak a jelsi nei to bez kometarzy ani zandych moralow

Awatar użytkownika
AnnaE
Posty: 2197
Rejestracja: 2 lutego 2007, 22:09
Lokalizacja: Śląsk

Post autor: AnnaE » 26 lutego 2008, 22:13

Oczywiście, nie moralizujemy.

Spieszę z prawdziwą pomocą:



Jeżeli jesteś matką, która oczekuje narodzin dziecka, i jesteś w trudnej sytuacji, z której nie widzisz wyjścia, zadzwoń:



Telefon nadziei

0800 112 800

(bezpłatny, pn.-pt. w godz. 15.00-7.00,

pozostałe dni - całą dobę)



Jasnogórski Telefon Zaufania

034 365 22 55

(w godz. 20.00-24.00)

anQa
Posty: 26
Rejestracja: 17 grudnia 2007, 15:59
Lokalizacja: z krainy czarĂłw

Post autor: anQa » 28 lutego 2008, 14:02

Zwracam się z prośbą do ... Pani która wolała pozostać anonimowa - nie rób tego !!!



nie rób tego swojemu dziecku ani sobie !!! proszę zastanów się co chcesz zrobić !!! zrobisz krzywdę swojej małej istotce, która nie jest niczemu winna i samej sobie - bo będziesz żyła z wyrzutami sumienia już do końca swych dni.

Awatar użytkownika
KASIA
Posty: 6624
Rejestracja: 16 kwietnia 2007, 09:03
Lokalizacja: Alaska

Post autor: KASIA » 28 lutego 2008, 15:23

Gość

Wysłany: 25 Luty 2008, 17:18 aborcja [Cytuj]





--------------------------------------------------------------------------------



zna ktos moze lekarza ktory sie podejmie.... jesli ktos zna to proze o kontak a jelsi nei to bez kometarzy ani zandych moralow






anQa ,wiesz daję sobie głowę uciąć,za to że gość, to sobie tylko,zagrał,osoba,naprawdę chcąca to zrobić to, by nie szukała,tu adresu ,



AnnaE, jak zwykle dyplomatycznie i profesjonalnie wybrneła z sytuacji, jeżeli,chcesz pomagać,to takie doświadczenia będziesz zdobywała ,oprócz gorącego serca trzeba jeszcze mieć,zimny umysł ,inaczej się wypalisz przed czasem.





anQa, jak tam syneczek zdrowy?:-) :-)

anQa
Posty: 26
Rejestracja: 17 grudnia 2007, 15:59
Lokalizacja: z krainy czarĂłw

Post autor: anQa » 2 marca 2008, 19:27

KASIA, wolę nie zapeszać z tym zdrowiem ;-) wiec odpowiem przekornie - może być ;-)

Awatar użytkownika
KASIA
Posty: 6624
Rejestracja: 16 kwietnia 2007, 09:03
Lokalizacja: Alaska

Post autor: KASIA » 2 marca 2008, 19:39

a mnie coś boli w piersiach i nie wiem czy to płuca,czy może serce,chociaż serce to może nie, bo go nie mam,,ale śniło mi się że umarłam może to znak żeby isć do lekarza,, ale ja ich tak nie lubię wolę paść, niż tam iść, jeszcze teraz, może coś w aptece kupię,a potem zobaczę jak będzie dalej.



Myslałam ,że się gniewasz na mnie że za daleko się wcinałam,ale czasem tak mnie ponosi,jeśli tak to przepraszam.
Ostatnio zmieniony 3 marca 2008, 14:44 przez KASIA, łącznie zmieniany 2 razy.

Awatar użytkownika
AnnaE
Posty: 2197
Rejestracja: 2 lutego 2007, 22:09
Lokalizacja: Śląsk

Post autor: AnnaE » 2 marca 2008, 21:32

Kasiu, nie lecz się sama.

Serce jest trudne do samoleczenia. Musi cię zbadać (mimo wszystko) lekarz. Nie masz pojęcia czy masz to serce "pogonić", żeby szybciej pracowało, czy raczej uspokoić. Nie masz aparatury specjalistycznej. W aptece musisz podać konkretnie. Krople walerianowe też mogą zaszkodzić.

Ta fatalna pogoda ma bardzo zły wpływ na pracę serca. Podobnie wiatr, a więc skoki ciśnienia.

Jednym słowem - ratuj się kto żyw i idź koniecznie się przebadać. To nie żarty.

Awatar użytkownika
KASIA
Posty: 6624
Rejestracja: 16 kwietnia 2007, 09:03
Lokalizacja: Alaska

Post autor: KASIA » 3 marca 2008, 13:24

AniuE, już mi dzisiaj jest lepiej,to chyba pogoda .Za to wczoraj w nocy i jeszcze w dzień to się bałam, tak mnie ściskało w klatce,ale ja nigdy większych sensacji nie miałam leków ,panicznie się boję,zwłaszcza tych poważnych.

Kiedyś kompletnie zdrowa(badania),poszłam na operację ,podali mi narkozę,a potem o mało mi serce nie wysiadło. Zwyczajnie dostaję paniki gdy wspominam ten czas, lekarze, myśleli że ja cierpię z powodu bólu,i podawali mi środki ,przeciwbólowe,co raz to większe dawki,a ja nie mogłam wydusić z siebie słowa ,że mnie nie nic boli ,tylko że mnie zaciskało w piersiachi nie mogłam wydobyć z siebie słowa ,dopiero jak im pokazałam ręką serce ,dopiero się ostudzili,a wiesz jeszcze byłam pod działaniem narkozy,a jeszcze walili we mnie silne środki przeciwbólowe,od tej pory tak na to reaguję.

Awatar użytkownika
AnnaE
Posty: 2197
Rejestracja: 2 lutego 2007, 22:09
Lokalizacja: Śląsk

Post autor: AnnaE » 19 marca 2008, 10:47

17-03-2008, 12:44



Londyn-psychiatrzy ostrzegają przed aborcją



Aborcja może spowodować u kobiet bardzo poważne schorzenia psychiczne - ostrzega Królewskie Towarzystwo Psychiatryczne. Czołowi psychiatrzy brytyjscy podkreślają, że nie powinno się wykonywać zabiegu usunięcia ciąży bez dokładnego uzmysłowienia kobiecie zagrożeń dla jej zdrowia psychicznego.



Komunikat Królewskiego Towarzystwa Psychiatrycznego wstrząsnęło brytyjskim środowiskiem medycznym. Od lat obowiązuje bowiem doktryna, że aborcja to zabieg prosty, a obciążenie psychiczne kobiety spowodowane niechcianą ciążą jest znacznie poważniejsze od ewentualnych wyrzutów sumienia. W Wielkiej Brytanii wykonuje się rocznie około 200 tysięcy aborcji. W ponad 90 procentach przypadków lekarze usuwają ciążę w przekonaniu, że utrzymanie jej miałoby negatywne konsekwencje dla zdrowia psychicznego kobiety.



Obecne badania wykazują, że przekonanie to jest błędne. Dlatego Królewskie Towarzystwo Psychiatryczne rekomenduje wprowadzenie obowiązkowego „czasu na przemyślenie" między zgłoszeniem się pacjentki a wykonaniem aborcji oraz zaleca przeredagowanie wszelkich materiałów informacyjnych pod kątem umieszczenia w nich ostrzeżeń przed depresją i innymi możliwymi problemami psychicznymi.



R.Brzeski/ab ( Źródło - http://www.timesonline.co.uk/tol/life_a ... 559486.ece

za Forum Frondy)

Awatar użytkownika
KASIA
Posty: 6624
Rejestracja: 16 kwietnia 2007, 09:03
Lokalizacja: Alaska

Poruszające są listy, jakie matki wiele lat po aborcji piszą

Post autor: KASIA » 19 marca 2008, 11:15

Poruszające są listy, jakie matki wiele lat po aborcji piszą do swych dzieci, które niegdyś usunęły. W jednym z nich 23-letnia Joanna napisała: „Dziecinko Moja! Gdzie jesteś? Czy z Nieba spoglądasz na mnie, Twoją mamę, która nigdy nie przytuliła Cię, nie pocałowała? Czy też nie chcesz mnie znać? Oczekiwałaś miłości, a ja podarowałam Ci śmierć. Wmówiłam sobie, że tak jest lepiej dla mnie i dla Ciebie. (...) Czy możesz mi wybaczyć...? Pewnie nie... Jednak proszę. (...) Tęsknię za Tobą, za Twoimi maleńkimi rączkami, którymi nigdy mnie nie objęłaś, za Twoim uśmiechem – pewnie podobnym do uśmiechu mojego nieżyjącego już taty – nawet za zmienianiem Ci pieluch... Za tym wszystkim, co byśmy mogły razem robić i razem przeżyć.



Żałuję, że nie potrafię cofnąć czasu. Może wtedy... Chociaż nie wiem... Nadal nie wiem, czy umiem kochać.



Bardzo chciałabym Cię ucałować. Mama.”



Tego typu świadectw nie są w stanie zignorować nawet najbardziej proaborcyjne środowiska, np. lobby feministyczne. Próbują je więc odpowiednio przedefiniować. Na przykład Biuletyn Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny przyznaje, że „syndrom się zdarza”, ale bardzo rzadko, a i tak wszystko zależy od interpretacji. Podobną wymowę ma zamieszczony niedawno w „Wysokich obcasach” tekst, z którego wynika, jakoby źródłem syndromu postaborcyjnego miało być nie tyle samo zabicie dziecka, co raczej związane z przerwaniem ciąży poczucie winy, narzucane kobiecie przez tradycję religijną i kulturową. Tak więc na zespół poaborcyjny miałyby się uskarżać głównie osoby wierzące, które nie są w stanie pogodzić swojego czynu z wyznawaną religią. Wniosek, jaki nasuwa się po lekturze tego materiału, jest następujący: żeby uwolnić kobietę od syndromu postaborcyjnego, należy pozbawić ją dręczącego poczucia winy, którego źródłem w naszym kraju (bo tekst koncentruje się na Polsce) jest religia katolicka.



Jeśli przedstawiona w „Wysokich obcasach” teza o kulturowych uwarunkowaniach zespołu poaborcyjnego jest prawdziwa, to jak wytłumaczyć fakt, że kilkadziesiąt procent Japonek cierpi na ten syndrom, mimo że dominująca tam religia szintoistyczna nie uważa aborcji za grzech i zezwala na jej wykonywanie? Poza tym – jak twierdzi dr Rosa Stummer – większość pacjentek, które trafiają do niej z syndromem postaborcyjnym, jest niewierząca lub poszukująca. Wszyscy zajmujący się tym problemem psychologowie są zresztą zgodni co do tego, że doświadczanie negatywnych skutków aborcji nie zależy ani od wyznania, ani od światopoglądu, ani od wrażliwości moralnej. Ich zdaniem cierpienie kobiety jest po prostu naturalną reakcją, wynikającą z zerwania fizjologicznej i psychologicznej więzi z poczętym dzieckiem.



Jako przykład tego, że nie trzeba być osobą religijną, by cierpieć na syndrom postaborcyjny, służyć może przypadek pisarki Karin Struck – czołowej przedstawicielki pokolenia ’68 w niemieckiej literaturze. Swoją aborcję oraz późniejsze koszmary z nią związane opisała w 1992 roku w głośnej książce „Widzę me dziecko we śnie”. „Psychiki nie można przekupić, duszy nie można przekupić”, mówi opowiadając o swojej depresji, zatracaniu się w używkach czy agresji i nienawiści wobec mężczyzn.

Postanowiła się leczyć jako osoba niewierząca. To nie wiara ją przytłaczała; wiara, którą później odnalazła, pomogła jej wyjść z cierpienia: „Dzięki wierze mogłam oddać swoją winę”. Dziś, 28 lat po przerwaniu ciąży, Karin Struck stwierdza: „żadna kobieta nie może uleczyć się po aborcji we własnym sumieniu, ciele i duszy, bez pomocy wymiaru duchowego. Jedyny ratunek to oddać swój grzech To przynosi uzdrowienie, którego nie zapewnią żadni, nawet najlepsi, psychologowie”.





To warto wiedzieć



Niemiecka pisarka Karin Struck:

„Kiedy ktoś umiera, mówi się, że umarła część nas. Ja miałam poczucie, że przy aborcji bardzo duża część mnie umarła. Ale o tym nikt nie mówi, nikt przed tym nie ostrzega. Przed każdą operacją lekarz informuje, że narkoza może być niebezpieczna, że operacja może mieć komplikacje i może nie przebiec zgodnie z planem, że można nawet umrzeć. Przy aborcji nikt nie mówi, jakie jest ryzyko. Istnieje zmowa milczenia. Nikt nie ostrzega, że przy aborcji może się coś stać. Pamiętam, że na łóżku aborcyjnym płakałam, ale było już za późno. Byłam w klinice, byłam zszokowana, i tylko płakałam. Inne kobiety reagują inaczej. Wiele kobiet opowiadało mi – opisuje to też Susan Stanford – że w momencie aborcji nie płacze się już, bo następuje śmierć uczuć. Człowiek stoi jakby obok siebie i nie czuje już niczego.”

Awatar użytkownika
KASIA
Posty: 6624
Rejestracja: 16 kwietnia 2007, 09:03
Lokalizacja: Alaska

Kroki uzdrawiania duchowego

Post autor: KASIA » 19 marca 2008, 11:16

Autor książki „Uzdrowienie międzypokoleniowe”, ojciec Robert DeGrandis proponuje następujące kroki podczas procesu duchowego uzdrowienia z syndromu postaborcyjnego:

1. Wyobraź sobie zmarłe dziecko w obecności Jezusa.

2. Zobacz Pana Jezusa obejmującego dziecko.

3. Zobacz Pana Jezusa obejmującego ciebie.

4. Poproś Pana, aby powiedział ci, jakiej płci jest to dziecko.

5. Nadaj dziecku imię.

6. Przez Jezusa, poproś dziecko, aby wybaczyło ci aborcję.

7. Przyjmij przebaczenie od Pana i swojego dziecka.

8. Wybacz sobie.

9. Ofiaruj dziecku swoją miłość.

10. Zobacz Pana Jezusa biorącego złoty miecz i odcinającego negatywne powiązania z dzieckiem.

11. Zobacz, jak Pan zabiera twoje dziecko ze Sobą. Możesz także poprosić Matkę Boską, aby przyszła i ofiarowała mu swoją matczyną miłość.

Wszystkie te czynności należy włączyć w Eucharystię odprawianą w intencji rodziców i dziecka.
Ostatnio zmieniony 19 marca 2008, 13:04 przez KASIA, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
KASIA
Posty: 6624
Rejestracja: 16 kwietnia 2007, 09:03
Lokalizacja: Alaska

Jak Bóg dziecko da to o nie dba

Post autor: KASIA » 19 marca 2008, 12:59

Przeczytałam, dopiero, te jedenaście,kroków, i wczułam się w tą rolę i serce mi pęka,



AnnoE, toć , to nie da się normalnie żyć z taką świadomością.



Bogu, dziękuję że mnie zachował, od tego grzechu.





Prawda jest taka,że ja jestem dzieckiem nie chcianym , nie planowanym, urodziłam, się jako ósma, po ośmiu latach różnicy między moją ostatnią siostrą.

Trójka pierwszych dzieci zmarła.Moja,mama gdy zaszła w ciążę,z,której Ja się urodziłam, miała 38 lat,okropne żylaki i nadciśnienie.Wszyscy nalegali,żeby się mnie pozbyła ,oprócz mojego ojca ,ale mimo to nikt ,jej nie pomagał w obowiazkach , dźwigała całą ciążę

.Przez całą ciażę miała bardzo wysokie ciśnienie, lekarz mówił ,że poród zakończy się dla niej wylewem.

W, dziewiątym miesiącu ciąży zaslabła w Toruniu ,kupując pierniki padla w kolejce, pogotowie zabralo Ją do szpitala, .Tam po zbadaniu okazało się że ma ciśnienie 220 na 180 .

Lekarze przerażeni tą sytuacją jak będzie przy porodzie,polożyli ją do łóżka i kazal leżeć plackiem,



Mama leży ,a do sali przychodzi ,pielęgniarka, mam dla Pani pierniki od " Kopernika" , w Sklepie dali dla Pani skąd karetka Panią przywiozła,dali Pani serce z piernika.

Mama ugryzła, nagle poczuła jeden mały skurcz i prysłam jej na prześcieradło, mama odwineła, kołdrę a tam dziecko.

Woła lekarza, lekarz odcioł pępowinę i nagą wzioł mnie na ręce i biegał,po odziale wołając na mnie satelit ,to jest satelit .,bo wyprysła jak satelit ..

Mamie, nic się nie stało choć było poważnie,żyje do dzisiaj i ma się bardzo dobrze.

A,ja dostałam imię Katarzyna, no bo katarzynki toruńskie jadla,a one chyba tak,odstresowują,że od razu urodziła,

Ja też lubię pierniki , i od mojej mamy i ojca nauczyłam się,że Jak Bóg dziecko da to o nie dba ,a my powinniśmy Mu bardziej ufać.





Najdroższa AniuE, nie gniewaj się że się tak rozpisałam,ale tak mnie dzisiaj poniosło.
Ostatnio zmieniony 19 marca 2008, 21:29 przez KASIA, łącznie zmieniany 4 razy.

Awatar użytkownika
AnnaE
Posty: 2197
Rejestracja: 2 lutego 2007, 22:09
Lokalizacja: Śląsk

Post autor: AnnaE » 19 marca 2008, 17:16

Kasieńko,

twoje świadectwo jest przecudne. Poleciały mi łzy.

Już wiem, dlaczego twoje serce jest wielkie i słodkie.

Gość

Post autor: Gość » 20 marca 2008, 19:48

W wieku 30 lat miala juz 7 dzieci???!?!?!?!?!??! eeeee to jak to jest z tym naturalnym planowaniem rodziny? podobno takie skuteczne????

ODPOWIEDZ