Miłość nie dopuszcza się bezwstydu

Awatar użytkownika
AnnaE
Posty: 2197
Rejestracja: 2 lutego 2007, 22:09
Lokalizacja: Śląsk

Post autor: AnnaE » 22 stycznia 2008, 12:22

Czy to cytat z "Bravo"?



Jestem bardzo zaskoczona takim tekstem. Nie wiem czy to już pornografia? Czy to cytat z "Bravo"?

W końcu jesteśmy ludźmi, nie musimy natychmiast zaspokajać swych instynktów. Człowiek jest w stanie nad swymi instynktami zapanować. Na wszystko jest pora i miejsce.

Z całą pewnością cała ta historia jest namawianiem przykładem do złego, bo współżycie przed ślubem jest nieczystością.

Co zresztą można było zauważyć. Po co doprowadzać do takich sytuacji? Po opróżnieniu pełnego pęcherza człowiek też odczuwa niebywałą przyjemność i ulgę. Nie robi tego jednak gdzie popadnie. A to robić musi, bo to potrzeba fizjilogiczna w odróżnieniu od popędu seksualnego, który musi być najpierw wywołany.

Ale plama! Posprzątałaś po sobie? :shock:

:oops:

O swoim "pierwszym razie" też w internecie napisałaś, panienko?

Czy ty się jeszcze jesteś w stanie zarumienić ze wstydu?

ada

Post autor: ada » 22 stycznia 2008, 19:15

Obawiam się Droga Anno,

Że nie jesteś kobietą-fontanną,

A to zagotowanie w kroczu,

Znacznie przyjemniejsze niż oddawanie moczu.

(a swoją drogą nawet Clinton dał plamę).

Awatar użytkownika
AnnaE
Posty: 2197
Rejestracja: 2 lutego 2007, 22:09
Lokalizacja: Śląsk

Post autor: AnnaE » 22 stycznia 2008, 21:20

Fraszka owszem, niczego sobie :)



Tylko co Ci z tej obawy o mnie?

Czy ja mam się obawą o Ciebie odwzajemnić?

Proszę bardzo. Mogę zacząć obawiać się już teraz :D

Polecam przynajmniej podpaski maxi na każdą randkę. W końcu mamy zimę.

ada

plama

Post autor: ada » 24 stycznia 2008, 17:18

Tak trochę wulgarnie - gdybym nie miała krztyny wstydu to zdjęłabym przemoczone majtki i wytarłabym kałużę. A przecież wyszliśmy po angielsku. Przepraszam za może i prostacką dosłowność. Żeby uporządkować moją wypowiedź - powtarzam cały poprzedni rok chodziliśmy tylko ze sobą. Po tym wydarzeniu ze względu na to że poprostu już nie iskrzyło ale wybuchł pożar poszliśmy kilka dni potem na całość - nawiasem mówiąc nasz pierwszy raz.

Dlaczego nie ochajtnęliśmy się - jeszcze jesteśmy za młodzi.

Żeby zapobiec niekontrolowanym emocjom - być moze w ogóle nie trzeba było się całować. Bez sensu. Nie byłoby z nas w ogóle jako pary.

Można długie lata tylko o chlebie i wodzie. Nie umrze się od tego. Ale co to za życie. Zamiast wstrzemięźliwości wybraliśmy po drugie seks, PO PIERWSZE MIŁOŚĆ. Może za młodzi jesteśmy na taką ocenę ale oboje tak właśnie myślimy.

Awatar użytkownika
Zerogoki00
Posty: 66
Rejestracja: 6 stycznia 2008, 23:31

Post autor: Zerogoki00 » 24 stycznia 2008, 21:10

Pomijając aspekt czystko religijny, który wydaje się miejscami strasznie hipokrytyczny (vide: ogólnie pojęte zbliżenia seksualne są grzechem, ale gdy się dostanie papierek z kurii - akt ślubu - już jest wszystko w porządku), oraz to, że KK nie zawsze promuje szeroko pojętą duchowość w sensie romantycznej czystości, szerzej opisywanej i stosowanej przez Tomasa Hardy'ergo i Lwa Tołstoja, warto spojrzeć na sprawę seksu przedmałżeńskiego w kategoriach naukowych.

Odsuwając na bok moralność i katolicką etykę, dlaczego tak wielu ludzi wybiera następującą kolejność rzeczy: najpierw kopulacja, potem ślub. Innymi słowy, dlaczego dwoje ludzi nie bierze ślubu od razu? Argumenty są dosyć proste: ślub, nawet cywilny, o kościelnym nie wspominając jest trudno zerwać. Decyduje tutaj swoboda zmiany partnera/partnerki, gdy ten okaże się nie spełniać oczekiwań (w każdej sferze życia). Ponadto okres, nazwijmy to, "pożycia i życia poza- i przedmałżeńskiego" jest swoistym czasem "próby", w którym partnerzy mają sprawdzić, czy "do siebie pasują", jak to się często mówi.

Ale niestety, w sytuacji, gdy kopulacja się zaczyna, człowiek traci tą "wolność", tą swobodę odejścia od drugiej osoby. Zamiast więzów prawnych czy religijnych w formie ślubu narzuca sobie więzy biologiczne, w formie tzw. "więzi seksualnej", które są o wiele straszniejsze, gdyż mają formę psychozy - zaburzają zdroworozsądkowe logiczne myślenie i dezorganizują życie jednostki.

Zaznaczam, że to co tutaj piszę to nie są moje osobiste rozmyślanie, lecz naukowo dowiedzione fakty, o których pisze dr Beck, wykładowca Akademii Medycznej w Warszawie, w skrypcie dla studentów "Fizjologia" pod redakcją E.Szczepańskiej-Sadowskiej i E.Koźniewskiej. Zatem do rzeczy.

W wypadku kopulacji dochodzi do pawłowowskiego warunkowania. Bodziec bezwarunkowy (orgazm) zostaje skojarzony z bodźcem warunkowym (konkretną osobą partnera/partnerki). Na skutek tego wytwarza się tzw. "więź seksualna" tj. reakcje organizmu na konkretną osobę przypominają te związane z orgazmem, chociaż na o wiele mniejszą skalę. Spośród nich najbardziej interesującą jest wzrost wydzielania dopaminy i endorfin w mózgu. Jak wiemy, są to przekaźniki tzw. "układu nagrodu", zaś ich wydzielanie wiąże się z przyjemnymi doznaniami (w tym również z zazywaniem wielu narkotyków). Zatem człowiek staje się niejako "uzależniony" od konkretnego partnera, w biologicznym, instyntkownym przekonaniu i skojerzaniu konkretnej osoby z przyjemnością kopulacyjną. Powoduje to niemożność "oderwania się" od danej osoby. Zatem jesli osoba ta zachowuje się źle (zdrada, bicie, brak szacunku itd itd przykłady można mnożyć) jest to oddziaływanie na korę mózgową. Natomiast oddziaływanie to (nieprzyjemne) jest niwelowane przez przyjemne wydzielanie dopaminy i endorfin w układzie nagrody, przez co ocena sytuacji jest zaburzona. Wynikiem jest tkwienie w tzw. "toksycznych związkach" i uleganie złu czynionemu przez partnera/partnerkę.

anQa
Posty: 26
Rejestracja: 17 grudnia 2007, 15:59
Lokalizacja: z krainy czarĂłw

Post autor: anQa » 26 stycznia 2008, 17:09

Droga Pani AnnoE



Jestem kobietą mającą trochę lat (zaznaczam to gdyż często spotykam się z oceną dość negatywną mojej młodzieńczej buźki zamiast tego co mam do powiedzenia) - jest Pani inteligentną, dobrą, wrażliwą i skromną osobą mającą zasady i żyjącą zgodnie z ich brzmieniem. Ja również jestem katoliczką, wychowaną w domu gdzie niedzielne msze i wiara zawsze były na porządku dziennym. Mimo to nie zawsze żyłam zgodnie z moralizatorskim tonem mojej rodziny i nie zawsze byłam dobrą katoliczką. Mam dziecko i nie mam męża. Ktoś może będzie chciał mnie palić na stosie za brak powściągliwości ale muszę napisać o efekcie "zakazanego jabłka" gdyż ma ono swoich zwolenników. Wychowując się w domu o pełnej palecie nakazów i zakazów byłam ciekawa życia - jego wszelkich stron. Dlatego wiem, że nie warto czasem machać palcem a trzeba pozwolić dziecku samemu wybierać.



Rozumiem, że obrała Pani drogę nawracania ale czasem to irytujące. Nie chcę, żeby mnie źle Pani zrozumiała. Doceniam Pani troskę i dobre chęci, ale czasem zmiana postawy z "najmądrzejszej i najcnotliwszej cioci" na "mądrą życiową przyjaciółkę" może więcej zdziałać ;-)



pozdrawiam

Awatar użytkownika
AnnaE
Posty: 2197
Rejestracja: 2 lutego 2007, 22:09
Lokalizacja: Śląsk

Post autor: AnnaE » 26 stycznia 2008, 19:24

Dziękuję.

Nie mam pojęcia czy coś z tym zrobię, bo musiałabym zacząć udawać, a tego nie chcę. Może w takich drastycznych przypadkach (dla mnie) postaram się powstrzymać od wypowiedzi. Nie chcę nikogo drażnić ani irytować.



Jeśli chodzi o wypowiedź Ady, to po prostu podejrzewam świetną zabawę poruszonym tematem mego przyjaciela z tej stronki - niesfornego Psaka :D

To jego styl. Podjęłam tę zabawę, a z zewnątrz to może wyglądać na moralizowanie.



Nikt nie jest bez grzechu. Ja też.

Wydaje mi się, że chyba warto dzielić się tutaj doświadczeniem, aby ustrzec osoby szukające na tej stronie porady przed popełnianiem podobnych błędów. Żadna teoria nie ma takiej wartości, jak przykład. I tak w końcu każdy postąpi, jak zechce.

Wiele błędów popełniamy z niewiedzy. Dobrze jest w chwili wątpliwości wpisać temat w google i poczytać różne opinie. Jednak mają one jakąś wartość wyłącznie wtedy, gdy nie są pozą. Gdy są szczere.

Pozdrawiam Cię serdecznie.

anQa
Posty: 26
Rejestracja: 17 grudnia 2007, 15:59
Lokalizacja: z krainy czarĂłw

Post autor: anQa » 26 stycznia 2008, 20:27

Droga Pani AnnoE



Cieszę się, że przyjęła Pani moją radę jako radę kogoś z kim warto się liczyć i którego opinia cokolwiek znaczy. To świadczy tylko o Pani kulturze ;-) Chciałabym jeszcze napisać, że to świetne forum i to co próbujecie robić. Zazdroszczę niektórym wytrwałości w swoich zamierzeniach, ale ponieważ życie dość boleśnie mnie doświadczyło mniemam, że ja też mam swoją rolę do spełnienia a Bóg tylko mi o niej przypomina, gdy zbaczam z kursu :-) Nie wiem czy to moje "powołanie", ale czuję potrzebę pomagania innym dziewczynom tułającym się samotnie z problemem niechcianej ciąży. Wsparcie w tych momentach jest niezwykle ważne i dobrze o tym wiem. Dlatego życzę sobie i Wam aby udało się przekonać jak najwięcej kobiet o wielkiej odpowiedzialności ale i pięknie macierzyństwa (nawet samotnego) ;-)

Awatar użytkownika
AnnaE
Posty: 2197
Rejestracja: 2 lutego 2007, 22:09
Lokalizacja: Śląsk

Post autor: AnnaE » 26 stycznia 2008, 22:13

Gratuluję Ci tego odczucia powołania. Też myślę, że szczególnie osamotnione przyszłe mamy, ale nie tylko, najbardziej potrzebują czułości i wsparcia duchowego, ponadto akceptacji i zachęty. Tak bym chciała, żeby każda dziewczyna w ciąży była z tego dumna. Żeby nie bała się swych rodziców ani opinii publicznej. Żeby wreszcie większym wstydem była aborcja, a nie urodzenie dziecka.

Działaj więc :)

Niech Ci Bóg błogosławi.

P.S.

Wiem, że jestem starsza od Ciebie. Jeśli możesz, mów mi po imieniu. Słowo "pani" stwarza chyba niepotrzebny dystans. Taką barierę.

Sprawisz mi przyjemność :)

anQa
Posty: 26
Rejestracja: 17 grudnia 2007, 15:59
Lokalizacja: z krainy czarĂłw

Post autor: anQa » 27 stycznia 2008, 11:08

AnnaE pisze: Tak bym chciała, żeby każda dziewczyna w ciąży była z tego dumna. Żeby nie bała się swych rodziców ani opinii publicznej. Żeby wreszcie większym wstydem była aborcja, a nie urodzenie dziecka.


Droga AnnoE



Napisałaś tu coś bardzo mądrego i niezwykle ważnego - sama byłam kilka miesięcy temu w ciąży i czułam się odepchnięta, niechciana, niekochana. Ale najważniejsze było dla mnie to aby zaakceptowała mój stan moja rodzina. To trwało dość długo i sporo przykrości mnie spotkało z ich strony zanim urodził się mój synek i pokochali go równie mocno jak ja. Przez wszystkie te miesiące bycia w ciąży czułam wstyd - wstyd kobiety porzuconej i wstyd niekochanego dziecka. Ktoś kto nigdy nie był w takiej sytuacji nie zrozumie tego uczucia. I nie życzę go nikomu. Ale dlatego właśnie chcę pomagać i tłumaczyć, aby żadna kobieta nie musiała się czuć tak jak ja wtedy. Największą ironią jest to, że poczucie wstydu powinni nosić mężczyźni, którzy nas zostawili lu odmówili pomocy, a społeczeństwo polskie nam - kobietom, które podarowały życie swoim maleństwom, obarcza ciężarem "puszczalstwa" i głupoty. Z tym również chcę walczyć. Aby tak jak napisałaś - kobiety nie wstydziły się być w ciąży, bo to piękny stan nosić w sobie nowe życie.



pozdrawiam serdecznie

Awatar użytkownika
KASIA
Posty: 6624
Rejestracja: 16 kwietnia 2007, 09:03
Lokalizacja: Alaska

Post autor: KASIA » 27 stycznia 2008, 11:11

anQa pisze:Droga Pani AnnoE



Jestem kobietą mającą trochę lat (zaznaczam to gdyż często spotykam się z oceną dość negatywną mojej młodzieńczej buźki zamiast tego co mam do powiedzenia) - jest Pani inteligentną, dobrą, wrażliwą i skromną osobą mającą zasady i żyjącą zgodnie z ich brzmieniem. Ja również jestem katoliczką, wychowaną w domu gdzie niedzielne msze i wiara zawsze były na porządku dziennym. Mimo to nie zawsze żyłam zgodnie z moralizatorskim tonem mojej rodziny i nie zawsze byłam dobrą katoliczką. Mam dziecko i nie mam męża. Ktoś może będzie chciał mnie palić na stosie za brak powściągliwości ale muszę napisać o efekcie "zakazanego jabłka" gdyż ma ono swoich zwolenników. Wychowując się w domu o pełnej palecie nakazów i zakazów byłam ciekawa życia - jego wszelkich stron. Dlatego wiem, że nie warto czasem machać palcem a trzeba pozwolić dziecku samemu wybierać.



Rozumiem, że obrała Pani drogę nawracania ale czasem to irytujące. Nie chcę, żeby mnie źle Pani zrozumiała. Doceniam Pani troskę i dobre chęci, ale czasem zmiana postawy z "najmądrzejszej i najcnotliwszej cioci" na "mądrą życiową przyjaciółkę" może więcej zdziałać ;-)



pozdrawiam






zostaw ten ciężar .

Bóg Ci ufa bo dał Ci synka to wielki dar,jak ty kochasz swojego synka tak Bóg kocha Ciebie

ale jeszcze wiecej i doskonalej ty chociasz kochasz swoje dziecko to na wszystko mu nie pozwalasz , bo wiesz od niego więcej o życiu , to samo z przykazaniami Bóg widzi wszystko i wie czego czlowiekowi potrzeba grzesznika kocha,grzech wypomina.



Anna E. ma ciężką rolę bo nie liberalizuje przykazań i nauki Kościoła ale ja Ją bardzo za to szanuję chociaz jest bardzo surowa bo może jest starej daty,ale jest warta szacunku,bo widać że się nieoszczędza .
Ostatnio zmieniony 10 lutego 2008, 14:35 przez KASIA, łącznie zmieniany 1 raz.

anQa
Posty: 26
Rejestracja: 17 grudnia 2007, 15:59
Lokalizacja: z krainy czarĂłw

Post autor: anQa » 27 stycznia 2008, 11:18

KASIA, dziękuję Ci :-) jesteście wspaniali ;-) robicie dużo dobrego. Wierzę, że Bóg mnie prowadzi, czasem po wyboistych drogach, ale idę z nim, więc trafię tam gdzie moje miejsce. Cieszę się, że znalazłam tu odpowiedzi na swoje pytania ale i spokój którego szukałam. Teraz ja chcę dawać rękę tym, którzy jej potrzebują.



pozdrawiam

Awatar użytkownika
KASIA
Posty: 6624
Rejestracja: 16 kwietnia 2007, 09:03
Lokalizacja: Alaska

Post autor: KASIA » 27 stycznia 2008, 11:55

Szanowny Adminie czy nienadużywam tu dzisiaj twojej gościnności ?

Sławek
Posty: 12
Rejestracja: 14 stycznia 2008, 17:42

Post autor: Sławek » 27 stycznia 2008, 15:09

LOLO pisze:
Pani Sobecka mówi, i tutaj cytat: "Nie widzę w seksie nic dobrego. Według mnie kobieta i mężczyzna nie są powołani do seksu, ale do życia rodzinnego. Jeśli seks stawia się na pierwszym miejscu, to jest to hedonizm. Seks jest integralną częścią człowieka, ale musi być powiązany z uczuciami. Nie uważam, żeby czy kobieta, czy mężczyzna byli powołani do seksu. Są powołani do życia rodzinnego, do bycia ojcem czy matką. Ale nie do seksu samego w sobie. Poza tym seks nie rozwija człowieka, nie przynosi dobra, nie daje bliskości z drugą osobą. Seks powinien dotyczyć małżeństw. Łączyć się z miłością". - Boże, ile w tej cennej przemowie zaciekle wymawianego słowa "seks"! Czyżby tęsknota za tym, co już nie wróci?



Tak, czy siak wniosek jest prosty: Seks jest zły!


Wniosek jest inny: seks oderwany od życia rodzinnego jest zły.

Sławek
Posty: 12
Rejestracja: 14 stycznia 2008, 17:42

Post autor: Sławek » 27 stycznia 2008, 15:13

Zerogoki00 pisze:warto spojrzeć na sprawę seksu przedmałżeńskiego w kategoriach naukowych.
Tak prawdę mówiąc to w kategoriach naukowych można rozważać "seks" u zwierząt. Ludzie są zbyt skomplikowani, żeby w tej tematyce nauka mogła kiedykolwiek wypowiedzieć się w sposób pełny i ostateczny.



W sposób naukowy można powiedzieć tylko tyle, że seks przedmałżeński może prowadzić do powstawania związków kazirodczych pomiędzy potomstwem jednego ojca/matki, które nie zna pełnej prawdy o swoim pochodzeniu genetycznym.

ODPOWIEDZ