Śledztwo w sprawie katastrofy

Polityka, gospodarka, ekonomia...
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Coltrane
Posty:17740
Rejestracja:31 marca 2008, 23:47
Lokalizacja:Polska

Post autor: Coltrane » 9 czerwca 2012, 07:24

Co na to Endek, niestrudzony obrońca Sowietów i Putina, byłego KGB ?
Czy tu też Sowieci mieli prawo zbierać informacje które mogłyby coś wyjaśnić na temat katastrofy ? ;-) Ciekawe, czemu tych informacji nam nie przekazują ? Wręcz przeciwnie, zacierają wszelkie ślady, jak np. wykasowywanie zdjęć z komórek.


Jest wniosek, będą kolejne

Do prokuratury trafił wniosek z Kancelarii Prezydenta o ściganie osób, które włamały się do telefonu Lecha Kaczyńskiego tuż po katastrofie smoleńskiej. Pełnomocnicy rodziny Kaczyńskich zapowiadają skierowanie swoich wniosków, ale na razie prokuratura nie przyznała im statusu pokrzywdzonych w tym śledztwie.

Prokuratura Okręgowa w Warszawie wszczęła kilka tygodni temu śledztwo w sprawie uruchomienia telefonu użytkowanego przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego na terenie Rosji w kilka godzin po katastrofie smoleńskiej. - Śledztwo jest prowadzone w kierunku ewentualnego popełnienia przestępstwa z art. 267 par. 1 kk [nielegalne uzyskanie informacji - przyp. red.] w celu wyjaśnienia, kto i w jaki sposób mógł uzyskać dostęp do informacji zapisanych w telefonie i na karcie SIM - poinformował nas prokurator Dariusz Ślepokura, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie.
Jednak prokuratura musiała rozstrzygnąć kwestie formalne. Z przepisów prawa wynika bowiem, że przestępstwo nielegalnego uzyskania informacji jest ścigane na wniosek osób, które zostały w ten sposób pokrzywdzone, a nie z urzędu przez prokuraturę. Konieczne zatem było potwierdzenie, że z telefonu, z którego odsłuchiwano pocztę głosową, "marki Nokia 6310i obsługującego numer abonencki 505 114 114 zarejestrowanego na Kancelarię Prezydenta Rzeczypospolitej", korzystał prezydent Lech Kaczyński. Wcześniej bowiem prowadząca główne śledztwo smoleńskie prokuratura wojskowa nie przekazała prokuraturze takich materiałów. W związku z tym prokuratorzy wystąpili ze stosownym wnioskiem i dostali formalne potwierdzenie.
- Prokuratura wojskowa potwierdziła, że jest to telefon prezydenta - informuje "Nasz Dziennik" Katarzyna Calów-Jaszewska z biura prasowego prokuratury okręgowej. Oznacza to, że prokuratura może określić krąg osób pokrzywdzonych. - Po potwierdzeniu przez Wojskową Prokuraturę Okręgową w Warszawie, że użytkownikiem tego telefonu był Lech Kaczyński, tutejsza prokuratura wystąpi do członków rodziny w celu uzyskania stanowiska w przedmiocie złożenia wniosku o ściganie przestępstwa z art. 267 par. 1 kk, które ścigane jest na wniosek pokrzywdzonego - zapowiadał prokurator Ślepokura.
Na razie stosowne pisma nie wpłynęły jeszcze do pełnomocników rodziny Kaczyńskich. - Nie otrzymałem jeszcze żadnego pisma - stwierdza mecenas Rafał Rogalski. Zaznacza, że gdy to nastąpi, wystąpi do prokuratury z odpowiednim wnioskiem. - Oczywiście będziemy się domagać ścigania - zapowiada. Dodaje, że już kilkanaście dni temu wystąpił do prokuratury o dostęp do akt sprawy. - Rozpatrzenie merytoryczne wniosku o udostępnienie dokumentu z akt sprawy o sygnaturze V Ds. 188/12 będzie możliwe dopiero po uzyskaniu pełnych materiałów z Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie - odpowiedział na wniosek adwokata prokurator Marcin Górski z V Wydziału Śledczego warszawskiej prokuratury okręgowej. "Niezwłocznie po uzyskaniu przez Prokuraturę Okręgową w Warszawie, dla potrzeb postępowania o sygn. V Ds. 188/12, pełnego materiału dowodowego zgromadzonego przez Wojskową Prokuraturę Okręgową w Warszawie w postępowaniu o sygn. Po. Sl. 54/10 w zakresie czynu z art. 285 k.k. i 267 ¤ 1 k.k. zostanie ustalony krąg osób pokrzywdzonych, którym zostanie doręczone zawiadomienie o wszczęciu śledztwa, osoby te będą mogły również korzystać ze swoich procesowych uprawnień jako pokrzywdzeni" - dodaje prokurator w swoim piśmie.
Ze względu na to, że telefon ten był zarejestrowany na Kancelarię Prezydenta, prokurator wystąpił do niej z zapytaniem, czy domaga się ścigania tego czynu. - Z Kancelarii Prezydenta wpłynął formalny wniosek o ściganie - mówi Katarzyna Calów-Jaszewska. Dodaje, że czynności śledcze są kontynuowane.

Zenon Baranowski

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=po05.txt

Awatar użytkownika
Endek
Posty:2948
Rejestracja:24 listopada 2008, 20:37
Lokalizacja:Nieporęcki Las

Post autor: Endek » 9 czerwca 2012, 09:03

Coltrane pisze:Dla uzupełnienia obrazu, należałoby jeszcze przypomnieć o klasycznej próbie wykorzystania organów ścigania w celu zastraszenia niepokornychl
Od razu przypomniała mi się sprawa Łyżwińskiego i Leppera z niejaką Anetą K. czy afera gruntowa autorstwa funkcjonariuszy PiSu w czasie, kiedy premierem był Jarosław Kaczyński.
W tamtych przypadkach mieliśmy klasyczny przykład wykorzystywania organów państwa do niszczenia ludzi.
Liberał to fanatyk na rzecz niezależności, który wychwala ją w każdej dziedzinie, aż do granic absurdu(abp, Marceli Lefebvre)

Awatar użytkownika
Coltrane
Posty:17740
Rejestracja:31 marca 2008, 23:47
Lokalizacja:Polska

Post autor: Coltrane » 9 czerwca 2012, 10:08

Endek pisze: Od razu przypomniała mi się sprawa Łyżwińskiego i Leppera z niejaką Anetą K. czy afera gruntowa autorstwa funkcjonariuszy PiSu w czasie, kiedy premierem był Jarosław Kaczyński.
W tamtych przypadkach mieliśmy klasyczny przykład wykorzystywania organów państwa do niszczenia ludzi.
Blee. Ty w kółko o jednym. Kaczyński to, Kaczyński tamto. Obłęd.
Chyba już świata poza nim nie widzisz.

Syriusz
Posty:4297
Rejestracja:3 października 2008, 14:56

Post autor: Syriusz » 12 czerwca 2012, 17:17

Procedura zbrodni.

Kontrolerzy lotu okłamywali polskich pilotów, że są na kursie i ścieżce – nie mam wątpliwości, że robili to na polecenie znacznie wyżej postawionych osób – mówi dr Eugene Poteat, przewodniczący amerykańskiego Stowarzyszenia Byłych Oficerów Wywiadu, były dyrektor Rady Badań Wywiadowczych w CIA, w rozmowie z Leszkiem Misiakiem i Grzegorzem Wierzchołowskim.

W momencie katastrofy smoleńskiej na płycie lotniska nie było żadnego funkcjonariusza BOR. Po tragedii szef BOR gen. Marian Janicki otrzymał mimo to jedno z najwyższych polskich odznaczeń.
Najwidoczniej Polska nie ma żadnego realnego zabezpieczenia przed wrogimi akcjami, atakami i przestępczymi działaniami ze strony Rosji. Nie mówię tu o wojnie powszechnej, w którą mogłoby zaangażować się NATO. Dla funkcjonariuszy amerykańskiej Secret Service nie do pomyślenia byłoby wykorzystywanie do lotów VIP-owskich samolotu wyprodukowanego przez przeciwnika lub wroga, a już na pewno Secret Service nie pozwoliłaby na wysłanie takiej maszyny na przegląd lub modernizację do Rosji. A tam, nie mam wątpliwości, zainstalowano w samolocie choćby setki ukrytych urządzeń podsłuchowych.

Gdy polski samolot z prezydentem zbliżał się do lotniska w Smoleńsku, rosyjscy kontrolerzy lotu wykonywali swoje zadania w cichym porozumieniu z gen. Władimirem Benediktowem będącym w Moskwie. Jest on jednym z najwyższych dowódców wojsk lotniczych w Rosji, m.in. dowodził operacjami specjalnymi w Czeczenii. Czy to normalna procedura podczas sprowadzania samolotów z przywódcami obcych państw?
Według mnie działania gen. Benediktowa oraz rosyjskich kontrolerów lotu podczas podejścia i po katastrofie to normalna procedura podczas przygotowywania zbrodni. Kontrolerzy lotu okłamywali polskich pilotów, że są na kursie i ścieżce – nie mam wątpliwości, że robili to na polecenie znacznie wyżej postawionych osób.

Dwa miesiące przed katastrofą do pracy w polskim MSZ został przywrócony Tomasz Turowski – według akt były komunistyczny szpieg, który w PRL pracował w wydziale ściśle nadzorowanym przez służby sowieckie. W chwili katastrofy smoleńskiej był na płycie lotniska. To mógł być przypadek?
Rosja dopilnowała, by jak najwięcej stanowisk rządowych było obsadzonych ludźmi, którzy są lojalniejsi wobec Moskwy niż Warszawy. Rosyjski wywiad działa, pracuje i jest w Polsce zakorzeniony. Żaden naród nie wycierpiał tyle co Polacy. Trzeba więc zapytać: kiedy Polska wyciągnie wnioski z własnej historii?

Cały wywiad w najbliższym wydaniu „Gazety Polskiej” dostępnym od środy 13 czerwca 2012 r.

Autor: Leszek Misiak, Grzegorz Wierzchołowski, | Źródło: Gazeta Polska Codziennie,

Awatar użytkownika
Coltrane
Posty:17740
Rejestracja:31 marca 2008, 23:47
Lokalizacja:Polska

Post autor: Coltrane » 25 czerwca 2012, 14:01

Telefon prezydenta działał do lipca 2010 r.


Z dokumentów ABW, do których dotarliśmy wynika, że mimo zapewnień o natychmiastowym wyłączeniu wszystkich kart SIM w telefonach ofiar katastrofy smoleńskiej telefon użytkowany przez prezydenta został wyłączony dopiero trzy miesiące po tragedii. Na dodatek prokuratura nie wie, o której godzinie 10 kwietnia 2010 r. nastąpiło jego logowanie do rosyjskiego operatora.

W tej sprawie skandal goni skandal. Najpierw okazało się, że w dniu katastrofy smoleńskiej oraz dzień później ktoś na terenie Federacji Rosyjskiej łączył się z pocztą głosową telefonu komórkowego o numerze 505 114 114, którego użytkownikiem był śp. Lech Kaczyński. Później - że aparat do Polski trafił poważnie zniszczony m.in. był nadpalony w miejscu, gdzie znajduje się głośnik.

Aparat został przekazany przez Rosjan razem z kilkudziesięcioma innymi telefonami znalezionymi na lotnisku Siewiernyj. Zanim funkcjonariusze ABW zidentyfikowali go jako aparat prezydenta, minęło wiele tygodni.

O zablokowanie kart SIM wystąpiła Kancelaria Prezydenta, właściciel telefonów. Dlaczego tak długo działały karty SIM? Nie wiadomo, ponieważ Kancelaria Prezydenta nie odpowiedziała na nasze pytania, natomiast płk Zbigniew Rzepa, rzecznik prasowy Naczelnej Prokuratury Wojskowej, która nadzoruje śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej, stwierdził, że prokuratura nie posiada informacji, kiedy ostatecznie został wyłączony numer użytkowany przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Tymczasem z dokumentów, do których dotarła „Gazeta Polska Codziennie”, jednoznacznie wynika, że Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego w końcu czerwca 2010 r. poinformowała Wojskową Prokuraturę Okręgową w Warszawie, że Kancelaria Prezydenta zamierza wyłączyć wszystkie telefony, których użytkownicy zginęli w katastrofie smoleńskiej. Wśród wskazanych przez ABW użytkowników był Lech Kaczyński oraz jego małżonka Maria. Z naszych informacji wynika, że ostateczne zablokowanie kart SIM nastąpiło w lipcu 2010 r.

Zapytaliśmy również wojskowych śledczych, o której godzinie użytkowany przez Lecha Kaczyńskiego telefon zalogował się do rosyjskiego operatora 10 kwietnia 2010 r. Także i na to pytanie prokuratura odpowiedziała, że nie posiada informacji na ten temat.

Śledztwo w sprawie nieuprawnionego używania prezydenckiego telefonu Prokuratura Okręgowa w Warszawie prowadzi od maja. Wcześniej prowadziła dochodzenie ws. kradzieży impulsów i odmówiła dalszego postępowania z powodu znikomej szkodliwości czynu. Po nagłośnieniu sprawy przez media prokurator generalny nakazał podjąć postępowanie.

W minionym tygodniu w sprawie został przesłuchany Jarosław Kaczyński, który uzyskał status pokrzywdzonego. Zdaniem jego pełnomocnika mec. Piotra Pszczółkowskiego prokuratura powinna przesłuchać m.in. wszystkie osoby, które na terenie Federacji Rosyjskiej miały dostęp do telefonu prezydenta Kaczyńskiego.

http://niezalezna.pl/30344-telefon-prez ... pca-2010-r

Awatar użytkownika
Coltrane
Posty:17740
Rejestracja:31 marca 2008, 23:47
Lokalizacja:Polska

Post autor: Coltrane » 1 lipca 2012, 15:20

Free Your Mind musiał przestać pisać

Tak się musiało stać: Free Your Mind przestał pisać. Free Your Mind musiał przestać pisać.

Odbywa się to wszystko w atmosferze skandalu i to można było przewidzieć. Pod jego "Rozmową z Jakuckimi" w Salonie 24 odpowiadał FYM-bis, naśladując nieudolnie autora "Czerwonej strony Księżyca", wzmacniając do absurdu jego tezy i dokonując personalnych porządków. Następnie pojawiła się notka niby-FYM-a zatytułowana "Kasia Doraczyńska i gen. Błasik żyją - ogłasza prezydent Obama", wskazująca (lemingom i...), że Free Your Mind już kompletnie 'odleciał'.

Bloger @piko napisał w piątek wieczorem: "Zgłaszam administracji konieczność zablokowania konta Free Your Mind z uwagi na włamanie". W sobotę tuż po południu administracja Salonu zamieściła komunikat: "Na blogu użytkownika Free Your Mind zaczęły pojawiać się dziwne treści. Informujemy, że postanowiliśmy ukryć to konto do wyjaśnienia sprawy".

Był FYM. I nie ma FYM-a. Są szokujące komentarze. O to też chodziło, by ośmieszyć dociekliwego blogera i autora książki. Pisze @wawa: "FYM zrobił z was idiotów. (...) Ten blog to klasyczna agentura", a @teesa zapytuje: "Może mu się stan zaostrzył?" Jeszcze @look at you nawołuje: "Przejrzyjcie wreszcie i przeproście Gini" (niesamowite!).
Głos zabiera też na swoim blogu @MatkaKurka, pisząc notkę "Kim jest FYM? FYM jest Ketmanem, a nazywa się Paweł Przywara". - Tekst szkaluje "niejakiego FYM-a, który miał swoje pięć minut", a faktycznie - według @MatkaKurka - "był tylko trefnisiem i nigdy poza prowokację nie wyszedł".

Smutna jest ta nasza Polska, w której nie ma miejsca dla ludzi poszukujących prawdy. Free Your Mind mógł się tu i ówdzie mylić, wysuwając odważne hipotezy i stawiając dociekliwe pytania. Czasem może za daleko posuwał się w oskarżeniach - nie mnie to teraz osądzać. Napomknę tylko, iż w ostatnim miesiącu autor tej notki dostał setki kopniaków tylko za to, że napisał parę notek o mądrym i odważnym blogerze. Najboleśniej kopali (i kopią) ludzie powołujący się na Zespół Parlamentarny Antoniego Macierewicza.

Zadziwiający jest w sprawie FYM-a fakt, że przyjaciele pancernej brzozy i sympatycy dwóch wybuchów podali sobie ręce i cieszą się z (chwilowego) sukcesu. O tym przyjdzie mi jeszcze napisać (o ile nie zabiorą mi konta), a teraz na koniec przytoczmy słowa blogera Białkowskiego:

"Na pewno mamy do czynienia z grą operacyjną mającą na celu wyeliminowanie najbardziej prawdopodobnej wersji zamachu".

http://zygumntbialas.nowyekran.pl/post/ ... stac-pisac

Awatar użytkownika
Coltrane
Posty:17740
Rejestracja:31 marca 2008, 23:47
Lokalizacja:Polska

Post autor: Coltrane » 19 września 2012, 19:50

Sensacja ..To nie Anna Walentynowicz leży w grobie!
prof Rycho, 19 września, 2012 - 16:34


A wiec sensacja i prawda : To nie ciało Anny Walentynowicz leży w grobie!
Wczoraj pisałem w Niepoprawnych pt "Sensacyjne Kłamstwa E. Kopacz i Prokuratury o Poległych"....
Przypomnę i przytoczę tekst o wątpliwościach wnuka i pełnomocnika rodziny Pani Anny:
Piotr Walentynowicz, wnuk Anny Walentynowicz, powiedział m.in., że w dokumentach sekcyjnych, z jakimi zapoznał się w Prokuraturze Wojskowej nie widnieją podpisy kogokolwiek ze strony polskiej, z wyjątkiem tłumaczy.
Podkreślił też, że opis zwłok w nich zawarty różnił się od stanu stwierdzonego w czasie identyfikacji zwłok.
Im dłużej przeglądaliśmy dokumentację, tym bardziej się upewnialiśmy, że nie czytamy dokumentacji dotyczącej Anny Walentynowicz. Wszystko, także zdjęcia, wskazywało na to, że nie dotyczy to mojej babci" - powiedział. Nie ma pewności, czy w ogóle ciało Anny nie zamieniono!

"Polska prokuratura zapewniała opinię publiczną, Sejm, rząd, że uczestniczyła w sekcjach zwłok, identyfikacji i oględzinach. Okazuje się, że to jest nieprawda. Dokumentacja, którą przeglądali w prokuraturze przedstawiciele rodziny Anny Walentynowicz udowadnia, że nie sporządzali i nie uczestniczyli w jej sporządzaniu przedstawiciele organów państwa polskiego. Były podpisy wyłącznie strony rosyjskiej"!
"Nie jest prawdą, że przy sekcjach zwłok, oględzinach uczestniczyli polscy prokuratorzy, patomorfolodzy. Zapewnianie o tym jest nie tyle kłamstwem i oszustwem, ale ma na celu ukrycie popełnienia przestępstwa niedopełnienia obowiązków przez polskich prokuratorów, którzy byli w Rosji, ale także wprowadzaniem w błąd organów ścigania i opinii publicznej przez minister Kopacz i prokuratorów, którzy przed organami Sejmu i Senatu zapewniali, że było inaczej" - dodał.
Dziś po okazaniu zwłok potwierdził - TO NIE JEST CIAŁO MOJEJ BABCI!
Podobnie potwierdził syn Janusz,to nie to, okazane mi w Moskwie!
Dzisiaj, odpowiadając na zarzuty, Ewa Kopacz- "awansowana" z ministra zdrowia na marszałka sejmu, zaprzecza, że po katastrofie prezydenckiego samolotu mówiła, iż polscy lekarze brali udział w sekcjach zwłok ofiar.

Tłumaczy, że chodziło o pomoc w przygotowaniach "do pokazania ciał bliskim". A wiec nie tylko wtedy kłamała, ale i w świetle dzisiejszego zdarzenia! Tak nieszczęsna pani Kopacz...dziś "pokazano ciało-Anny bliskim"!
Według relacji świadków, Prokuratorzy Wojskowi mi SZELĄG I PARULSKI przyjęli na siebie zobowiązanie na nocnej naradzie 10-11 kwietnia 2010 w Rosji wobec przedstawicieli prokuratury rosyjskiej, że rodziny ofiar nie będą otwierały trumien nawet po ich przetransportowaniu do Polski! Dlaczego, z jakich powodów - pytam? Przecież ciała są własnością rodzin, a nie prokuratorów!
Mieli jednak "PRIKAZ", doskonale jednak wiedzieli o charakterze obrażeń, dziś wiemy spowodowanych - EKSPLOZJAMI!
Taka postawa prokuratorów, ponoć Polaków to już skandal o zasięgu międzynarodowym!
Prokuratura przyzwoliła na sfałszowanie śledztwa. Były Szef Naczelnej Prokuratury Wojskowej prokurator gen. Krzysztof Parulski winny jest zaniechania zabezpieczenia i zbadania miejsca katastrofy, a w szczególności ciał ofiar, przeprowadzenia sekcji zwłok w obecności polskich prokuratorów i patologów a także zaniechania zbadania ciał ofiar – ważnych dowodów w sprawie – już po przewiezieniu ich do Polski.

Rząd premiera Donalda Tuska wywierał presję na prokuraturę, aby ta nie dopuściła ekspertów zagranicznych, przybranych przez rodziny ofiar, do sekcji zwłok. Jest to działanie bez precedensu w dziejach państw cywilizowanych.A wiemy już z jakich powodów!
I chyba dlatego Szeląg i Parulski doznali zaszczytów. Szef NPW Parulski od Prezydenta Rzeczypospolitej, nawet... nominacje generalską za jak widać- "zasługi w sprawie katastrofy smoleńskiej".
Andrzej Gwiazda legenda polskiej opozycji, przyjaciel Anny-demaskator Wałesy, stwierdził: "Pan Bóg wiedział, dla kogo zapalamy znicze. Skandalem jest jednak, jak traktowani są Polacy. Nadal jesteśmy uznawani przez Rosjan jak prawiślański kraj, a polski rząd na to się godzi".
I aż prosi się domyśleć, że śp. Anna "Zza grobu, po 2.5 roku dała świadectwo-symbol o "kłamstwie smoleńskim"

Szkoda nawet komentować... Obnażona zostaje całkowicie Prokuratura Wojskowa, obnażona zostaje E. Kopacz ,obnażony zostaje D.Tusk ze swa zgraja, a Komisja Millera -ponoć polska, odchodzi do annałów historii jako przestępcza, obnażona zostaje istota kłamstwa IIIRP.
Wszyscy ci ludzie działali na szkodę Państwa Polskiego! Dlatego zasadne w całości jest zawiadomienie przez członków Komisji Sejmowej o ich przestępstwach do prokuratury! I winniśmy okazać uznanie im za wytrwałość!

prof Rycho - blog

http://niepoprawni.pl/blog/6726/sensacj ... y-w-grobie

Awatar użytkownika
Coltrane
Posty:17740
Rejestracja:31 marca 2008, 23:47
Lokalizacja:Polska

Post autor: Coltrane » 20 września 2012, 08:35

To nie moja matka

Iluzja rosyjskich procedur identyfikacyjno-sekcyjnych obnażona. W grobie, w którym miała być pochowana Anna Walentynowicz, znajdowało się ciało innej ofiary Smoleńska - twierdzi rodzina.


Teraz żadna z rodzin smoleńskich nie może być pewna, że pochowała w grobie swojego najbliższego.

"Ciało, które zostało wyjęte z grobu, a które znajduje się na stole sekcyjnym, nie jest ciałem mojej mamy, śp. Anny Walentynowicz, które rozpoznałem w Moskwie" - oświadczył wczoraj po południu Janusz Walentynowicz.

"Nie rozpoznałem, aby to było ciało mojej babci" - poinformował też Piotr Walentynowicz, wnuk legendarnej działaczki "Solidarności".

Mecenas Stefan Hambura, pełnomocnik rodziny Anny Walentynowicz, uważa, że w tej sytuacji prokuratura nie ma innego wyjścia, jak tylko zdecydować o ekshumacji ciał wszystkich ofiar. Jego zdaniem, nadzór nad śledztwem smoleńskim powinien objąć prokurator generalny Andrzej Seremet. Prawnik ujawnia, że ciało, które wydobyto z grobu na gdańskim cmentarzu Srebrzysko, było w stosunkowo dobrym stanie.

Prokuratura dokonała w poniedziałek nad ranem ekshumacji szczątków z grobu Anny Walentynowicz z uwagi na podejrzenie zamiany ciał w Rosji przed umieszczeniem ich w trumnach.

- Jest to moja opinia oparta na tym, co widziałem na stole sekcyjnym, oraz na tym, co widziałem w Moskwie, kiedy mamę rozpoznawałem. To są dwie różne osoby - podkreśla w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" Janusz Walentynowicz. Wraz z synem Piotrem uczestniczył wczoraj w czynnościach sądowo-medycznych, które odbywały się w Zakładzie Medycyny Sądowej we Wrocławiu. Janusz Walentynowicz zastrzega, że na bezsporne potwierdzenie w postaci badań DNA "trzeba będzie poczekać".

Prokuratura na razie nie komentuje informacji podawanych przez rodzinę.

- Nie mamy jeszcze żadnych wyników badań. Musimy poczekać na ich oficjalne wyniki, które poznamy w terminie do 7 dni, jak nas zapewniali biegli - mówi płk Zbigniew Rzepa, rzecznik prasowy NPW.

Prokuratura podkreśla, że w pierwszej kolejności informacje w tej sprawie otrzymają rodziny zmarłych. Czy zostaną one ujawnione także opinii publicznej?

- Zadecyduje prokurator - odpowiada Rzepa. Rodzina działaczki "Solidarności" wielokrotnie podnosiła, że ma poważne wątpliwości, czy pochowano właściwe osoby we właściwych grobach.

- Mamy podejrzenia, że doszło do pomyłki, w przeciwnym razie nigdy byśmy się na to nie zgodzili - mówił dzień po ekshumacji Janusz Walentynowicz.

- Przede wszystkim chciałbym ustalić, w którym z grobów leżała moja mama. I chciałbym ją pochować tam, gdzie powinna być pochowana, czyli u boku swojego męża na Srebrzysku - podkreślił. Jak dodał, "gdyby nie ponurość tego wszystkiego i tragedia w rodzinach, jaka się wokół tego toczy, to można by to wszystko nazwać groteską".

Wątpliwości rodziny podzieliła prokuratura, która w poniedziałek nakazała ekshumację szczątków Walentynowicz. Natomiast we wtorek doszło do wyjęcia innego ciała ofiary smoleńskiej - z grobu Teresy Walewskiej-Przyjałkowskiej na warszawskich Powązkach.

- Prokuratorzy po dogłębnej analizie dokumentacji posiadają wątpliwości, mówiąc wprost, czy ciała te nie zostały ze sobą zamienione - mówił dwa dni temu szef Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie płk Ireneusz Szeląg.

Prokuratura przypuszcza, że ciała zamieniono także w przypadku kolejnych czterech osób. Dlatego zapowiedziała następne ekshumacje.

- Mamy do czynienia z wątpliwościami, które dopiero rozwikłają bądź rozwieją jednoznacznie badania genetyczne przeprowadzone w Polsce - zaznaczył prokurator. Jak w ogóle mogło dojść do takich pomyłek? Szeląg wskazuje na błędy przy identyfikacji i pomyłki służb rosyjskich.

- Z dokumentów rosyjskich wynika, że jeśli doszło do zamiany ciał, to mogło to nastąpić na skutek błędnego rozpoznania przez rodzinę, w jednym przypadku - przez przedstawiciela polskiej instytucji, w dwóch przypadkach - strona rosyjska uznaje, że jeżeli pomylono ciała, to błąd leży po stronie rosyjskiej. Polegał on na tym, że wpisano do dokumentacji nieodpowiednie numery zwłok - poinformował prokurator. Za wcześnie jest mówić o odpowiedzialności za ewentualne pomyłki, ale prokuratura jest gotowa gromadzić nowe dowody i występować z odpowiednimi wnioskami do Rosjan.

- Widać, że państwo polskie w tych trudnych dniach w ogóle nie funkcjonowało - uważa mec. Bartosz Kownacki, jeden z pełnomocników rodzin smoleńskich. - To nie jest tak, że coś omyłkowo się stało, to jest przejaw wielkiego bałaganu i braku kompetencji - ocenia.

W śledztwie dotyczącym katastrofy smoleńskiej wojskowa prokuratura dokonała wcześniej ekshumacji trzech ofiar - Zbigniewa Wassermanna, Przemysława Gosiewskiego i Janusza Kurtyki.

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... matka.html

Awatar użytkownika
Coltrane
Posty:17740
Rejestracja:31 marca 2008, 23:47
Lokalizacja:Polska

Post autor: Coltrane » 21 września 2012, 19:19

[center]Kulisy Katastrofy 10.04.10
Oblicza Dezinformacji oraz jej Defekty
[/center]

[center][youtube]http://www.youtube.com/watch?v=gPr_jXdX ... re=related[/center][/youtube]

Awatar użytkownika
Coltrane
Posty:17740
Rejestracja:31 marca 2008, 23:47
Lokalizacja:Polska

Post autor: Coltrane » 20 listopada 2012, 00:20

UJAWNIAMY! Co mówił Remigiusz Muś w smoleńskim śledztwie. Obszerne fragmenty zeznań. Opis miejsca katastrofy godzinę po zdarzeniu.


Dalej chorąży zeznał, iż na ok. 12 minut przed katastrofą słyszał korespondencję wieży z załogą TU-154M. Znów padają słowa o 50 metrach, do jakich nakazali zniżyć się załodze kontrolerzy:

W końcowej fazie lotu kontroler zapytał się czy chcą lądować. Załoga odpowiedziała, że warunkowo podejdziemy. Kontroler wyraził zgodę na podejście. Ja nie słyszałem, aby kontroler zabronił im lądowania i odejście na zapasowe. Wydaje mi się, że kontroler powiedział TU-154M, że mają być gotowi do odejścia na drugi krąg z wysokości nie mniejszej niż 50 metrów. Po tym my wyszliśmy z JAK-a.

Ważna dla ustalenia, co działo się na miejscu katastrofy, gdy tylko Rosjanie mieli do niego dostęp, jest następna część relacji por. Musia:

Na miejsce katastrofy udaliśmy się po około 1 godzinie od jej zaistnienia. Kiedy przybyliśmy na miejsce, to pracowały już tam służby ratownicze. Ja widziałem dużo nagich ciał. Leżały one pomiędzy częściami samolotu. Jedno ciało ludzkie było całe. Pozostałe, to były części ludzkich ciał, ręce, nogi. Kiedy my tam byliśmy, to nikt się nimi nie interesował, tzn. nie przykrywał ich, nie zbierał. Byliśmy tam około 15 minut. W trakcie pobytu tam zauważyłem, że do poszczególnych stanowisk, utworzonych przez służby znoszono części samolotu. Tych stanowisk było tam już wtedy kilka. Stanowiska te wyglądały w ten sposób, ze był to stolik, na nim dokumentacja, laptop itp. Przy stanowiskach znajdowali się ludzie.

A zatem to kolejny dowód na to, że Rosjanie nie postąpili właściwie z wrakiem TU-154M. Zamiast dokumentować nietknięte miejsce katastrofy, natychmiast zaczęto niszczyć ślady poprzez przemieszczanie szczątków maszyny. Godzinę po zdarzeniu! Można przypuszczać, że natychmiast po przybyciu na miejsce odpowiednich służb.

Zwraca także uwagę informacja o potwornych obrażeniach ofiar.



Warto też przypomnieć inne słowa śp. Remigiusza Musia, z wywiadu dla tvn24.pl z 6 lipca 2010r. Wtedy również potwierdził, iż słyszał, jak kontrolerzy mówili załodze tupolewa o zejściu do 50 metrów:

- A słyszał Pan jeszcze komunikat wieży tuż po trzecim zakręcie TU-154: „Polski 101, i od 100 metrów być gotowym do odejścia na drugi krąg”?

- Tak, ale ja słyszałem „50”. Tak mówiłem kolegom tuż po katastrofie i nadal tak twierdzę. Pamiętam też, że Ił również dostał od kontrolera komendę „50 metrów i być gotowym do odejścia”. Podczas pierwszego i drugiego podejścia.
(…)
słyszałem jak mówił wcześniej, że najniżej mogą zejść na 50 metrów i być gotowi odlecieć, jeśli nie zobaczą pasa. Nie na 100. Teraz: czy nasze słowa są bardziej wiarygodne, czy stenogram?

- Dwóch różnych komend kontrolera, który by raz mówił „bądźcie gotowi do odejścia przy 100 metrach”, a w innym momencie „bądźcie gotowi przy 50 metrach” Pan nie słyszał?

- Nie, nie słyszałem. Była jedna komenda.

- I jedyną osobą, poza kontrolerem i dowódcą TU-154, który ją słyszał był właśnie Pan?

- Tak. Artur i Robert mogli tylko potwierdzić moją wersję. Jeśli kontroler wszystkich traktował równo, to logiczne, że im też wydał komendę z wysokością 50 metrów.

- A jak było z wami, tzn. z lądowaniem Jaka-40?

- Nam również kontroler powiedział, że mamy zejść do wysokości 50 metrów.
Remigiusz Muś potwierdził również, że załoga Jaka uzyskała zgodę wieży na lądowanie:

- Czy wy uzyskaliście zgodę na lądowanie?

- Tak. Kiedy wyszliśmy z czwartego zakrętu i zameldowaliśmy, że jesteśmy na prostej.

- Kontrolerzy ze Smoleńska mieli zeznać, że nie wydali waszemu JAK-owi zgody na lądowanie. Uzyskaliście ją, czy nie?

- Tak. Kiedy wyszliśmy z czwartego zakrętu i zameldowaliśmy, że jesteśmy na prostej.

- Porównując to do sytuacji Tu-154: to był mniej więcej ten moment, kiedy w stenogramach występuje po sobie tych siedem niezrozumiałych wypowiedzi?

- No tak. Im został jeszcze czwarty zakręt, ale po pierwsze w przypadku Tu-154 trzeci i czwarty to był praktycznie jeden element – nie robi się między nimi wyrównania. Poza tym to jest większa i szybsza maszyna. Mogli się wcześniej dogadać, lub nie dogadać, na lądowanie. Tych komend w stenogramach brakuje najbardziej. Zaznaczam, że nie wiem, co zostało wypowiedziane w tych siedmiu niezrozumiałych komendach. Wiem, co powinno paść: zgoda, albo niezgoda na lądowanie. Wiadomo tylko, że kontroler sprowadzał ich nadal.

Zapytany, czy przysłuchiwał się rozmowom wieży z dowódcą Iła, odpowiedział:

Tak, ale to byli dwaj Rosjanie i często mówili niezrozumiale dla mnie. Ciężko było słuchać tej korespondencji. Tamtej komendy jestem jednak pewien.
Zresztą to jest do sprawdzenia, bo na naszym (JAK-a) magnetofonie, który miałem okazję raz później przesłuchać w obecności żandarmów, nagrana jest cała korespondencja Iła z wieżą. Po tym jak Rosjanie odeszli na inne lotnisko magnetofon, tak jak wiele innych odbiorników, wyłączyliśmy. Byliśmy tam bez akumulatorów a nie wiedzieliśmy, czy dojedzie zasilanie lotniskowe. Później włączyliśmy już tylko naszą radiostację, bez magnetofonu. Szkoda.

Jeśli te słowa się potwierdzą i okaże się, że Remigiusz Muś się nie przesłyszał, a magnetofon z Jaka-40 zarejestrował polecenie kontrolera zejścia załogom do 50 metrów, będzie to solidny dowód na fałszerstwo rosyjskich stenogramów, a może nawet zapisów czarnej skrzynki z TU-154M.

Prokuratura powinna jak najszybciej odnieść się do tej sprawy i upublicznić treść zapisów magnetofonu z Jaka-40.

Marek Pyza

http://wpolityce.pl/wydarzenia/39465-uj ... -zdarzeniu

Awatar użytkownika
Coltrane
Posty:17740
Rejestracja:31 marca 2008, 23:47
Lokalizacja:Polska

Post autor: Coltrane » 24 stycznia 2013, 11:34

Smoleńsk pod nadzorem Putina

Rosjanie przyznają się do roli prezydenta w śledztwie. Ale o szybkim oddaniu wraku nie chcą słyszeć.

Minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow przyznał wczoraj, że śledztwo prowadzone przez Komitet Śledczy Federacji Rosyjskiej w sprawie katastrofy smoleńskiej toczy się pod nadzorem prezydenta Władimira Putina.

To o tyle zaskakujące, że do tej pory rosyjscy politycy przekonywali, że nie mają żadnego wpływu na śledztwo, w tym na wydanie Polsce wraku Tu-154, czego domagają się polskie władze. Sam Putin deklarował 20 grudnia, że „nie miesza się do śledztwa", a o przekazaniu wraku 
i o tym, kiedy to się stanie, powinni zdecydować sami śledczy. W dodatku kilka dni temu przedstawiciele rosyjskiego komitetu śledczego sugerowali, by o wrak tupolewa zwracać się z pomocą procedur rosyjskiego prawa, nie zaś drogą polityczną.

– Jeśli prezydent państwa sprawuje osobisty nadzór nad śledztwem, jest to coś zdumiewającego z punktu widzenia standardów państw demokratycznych – mówi dr Ireneusz Kamiński, ekspert prawa międzynarodowego. – Ale w przypadku Rosji nie powinno to zaskakiwać. Dwa lata temu prezydent Miedwiediew stwierdził np., że sprawuje osobisty nadzór nad śledztwem katyńskim – dodaje.

Zaskoczeni deklaracją Ławrowa nie są też polscy politycy. – Myślę, że obecna deklaracja ma więcej wspólnego z prawdą niż wcześniejsze zapewnienia, że śledztwo toczy się w zupełnym oderwaniu od polityki – mówi „Rz" poseł Robert Tyszkiewicz (PO), wiceszef Sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych. – Mam wrażenie, że strona rosyjska zaczyna coraz szczerzej rozmawiać na temat śledztwa. Mam nadzieję, że efektem tego będzie szybkie przekazanie Polsce dowodów rzeczowych, w tym wraku, o co zabiega nasza dyplomacja – dodaje.

Ławrow: naciski z Brukseli nie przyspieszą przebiegu śledztwa

Złudzeń w tej sprawie nie ma poseł PiS Stanisław Piotrowicz. – To, że Putin osobiście nadzoruje śledztwo, było oczywiste od samego początku. Wszystko zatem, co robią w tej sprawie Rosjanie, ma pełną akceptację Kremla. Również nieprzekazywanie nam wraku – podkreśla i dodaje, że to strona polska w osobie ministra Jerzego Millera zgodziła się na to, by dowody rzeczowe pozostały w Rosji do zakończenia śledztwa, a nawet ewentualnego postępowania sądowego. – A to może trwać latami – mówi.

Minister Ławrow odniósł się też wczoraj do poniedziałkowego apelu Komisji Współpracy Parlamentarnej Unia Europejska – Rosja o zwrot wraku i szybkie zakończenie śledztwa. – Jeżeli oświadczenia z Brukseli są podyktowane chęcią wywarcia nacisku, to takie pragnienie można zrozumieć. Ale to nie przyspieszy przebiegu śledztwa – mówił.

– Dzisiejsze dementi jest szybką i nerwową reakcją na wczorajsze oświadczenie. Szef rosyjskiego MSZ próbuje odwracać to, co się stało. Ale jest trochę za późno – dokument jest jasny: komisja domaga się zwrotu wraku i zakończenia śledztwa. Koniec, kropka – nie krył wczoraj zadowolenia europoseł PJN Marek Migalski, który wraz z europosłami PO: Krzysztofem Liskiem i Sławomirem Nitrasem wynegocjował treść oświadczenia.

Rzeczpospolita

http://www.rp.pl/artykul/600898,973420- ... utina.html

I tyle mamy do gadania pod rządami szumowin z PO.

Kilka komentarzy pod powyższym tekstem :

a Putin i tak zrobi co zechce ,bo to zwykly bandzior z NKWD. Historia jeszcze nas nie nauczyla z jakim dzikim narodem sasiadujemy?

Po co ten bajer. Przecież i ślepy zauważy, że to "wespół zespół" skutecznie realizowany plan dożynania watahy i zacierania śladów.

@Gillan Ty wiesz jak było, podobnie jak pan Macierewicz też wie. A ja nie wiem, a chciałbym się dowiedzieć. Jestem przekonany, że samolot zniżał się do pułapu decyzji, a nie lądował. By stwierdzić jak naprawdę było, potrzeba dowodów w postaci czarnych skrzynek i przesłuchań pracowników wieży nawigacyjnej. Tych dowodów śledztwa jednak nie mamy, bo polskie władze o to się nie starają. Zamiast rzeczowych działań w śledztwie od początku były tylko pozory. Jako obywatel będę się jednak domagał wiedzy w sprawie katastrofy, bo mam do tego prawo. Każdy natomiast, kto już wie jak było, niech będzie zadowolony i da spokój sobie i innym.Zamiast pisać jałowe komentarze można przeznaczyć czas na coś pożytecznego.

robin
Posty:186
Rejestracja:12 sierpnia 2012, 20:45
Lokalizacja:dolnośląskie

Post autor: robin » 24 stycznia 2013, 19:25

Media głównego nurtu już generują napięcie, związane z zapowiedzianą na tą niedzielę (27.01) emisją filmu paradokumentalnego na kanale „National Geographic” pt.: „Śmierć prezydenta”, opowiadającego o katastrofie smoleńskiej. Ja mówię: poczekajmy do emisji tego filmu.

Awatar użytkownika
Coltrane
Posty:17740
Rejestracja:31 marca 2008, 23:47
Lokalizacja:Polska

Post autor: Coltrane » 8 lutego 2013, 08:04

Komisja Millera skłamała w sprawie smoleńskiej brzozy

Prokuratura wojskowa - powołując się na rosyjski protokół z miejsca katastrofy smoleńskiej - twierdzi, że słynna "pancerna brzoza" została złamana na wysokości 9 metrów. Tymczasem według MAK i komisji Millera uderzenie skrzydła w brzozę nastąpiło na wysokości ok. 5 m od ziemi.

Śledczy podali wysokość 9 metrów w reakcji na ujawnienie przez "Nowe Państwo" sensacyjnego dokumentu rosyjskiego sporządzonego tuż po katastrofie. Wynika z niego - przypomnijmy - że Rosjanie w ogóle nie odnotowali w pierwszym protokole istnienia drzewa, które odpowiadałoby "pancernej brzozie" z opisów w raportach MAK i komisji Millera.

Prokuratura wojskowa twierdzi jednak, że brzoza, w którą uderzyło skrzydło samolotu, istnieje w rosyjskim protokole ujawionym przez "Nowe Państwo". Płk Zbigniew Rzepa powiedział "Gazecie Wyborczej": Rosjanie napisali, że brzoza ma średnicę w podstawie około 80 cm. A do protokołu załączono jej zdjęcie, które "w pełni odpowiada treści oryginalnego protokołu". W protokole Rosjanie napisali, że "na wysokości około 9 metrów wierzchołek brzozy jest obłamany".

Szkopuł w tym, że według raportów MAK i komisji Millera uderzenie skrzydła w brzozę nastąpiło na wysokości... ok. 5 m nad powierzchnią gruntu i na tej wysokości zostało złamane drzewo. Cztery metry to ogromna różnica, która nie może wynikać z pomyłki przy mierzeniu. Czyżby więc eksperci komisji Millera skłamali?

Przekonany jest o tym Antoni Macierewicz, przewodniczący sejmowego zespołu smoleńskiego. - Prokuratura pokazała kłamstwa w raporcie Millera - mówi portalowi Niezalezna.pl.

http://niezalezna.pl/38075-komisja-mill ... iej-brzozy

Awatar użytkownika
Coltrane
Posty:17740
Rejestracja:31 marca 2008, 23:47
Lokalizacja:Polska

Post autor: Coltrane » 21 maja 2013, 07:42

To oczywiste, że Rosja na wszelkie sposoby utrudnia i blokuje śledztwo. Im więcej poznajemy faktów, tym bardziej świadczą one przeciwko Rosji. A tym bardziej, gdy Rosja blokuje śledztwo. To już jest oczywisty dowód na to, że Rosja maczała palce w tym zamachu.


Rosja blokuje śledztwo

Prokuratura zawiesiła śledztwo w sprawie włamania do telefonu prezydenta Lecha Kaczyńskiego po katastrofie smoleńskiej. Powód? Brak odpowiedzi z Rosji.

– Śledztwo zostało zawieszone z uwagi na oczekiwanie na pomoc prawną. Mimo wielokrotnych monitów strona rosyjska nie odpowiada – informuje prokurator Katarzyna Calów-Jaszewska z Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Na to rozwiązanie, zamiast przedłużania śledztwa, zdecydowano się tydzień temu.

– Ponieważ termin udzielenia odpowiedzi przez stronę rosyjską nie jest znany, wobec tego jest to długotrwała przeszkoda, która uzasadnia zawieszenie postępowania – tłumaczy prokurator. Podkreśla jednak, że jak tylko przyjdzie odpowiedź z Rosji, śledztwo ponownie zostanie podjęte.

Mecenas Piotr Pszczółkowski, pełnomocnik Jarosława Kaczyńskiego, podkreśla, że odpowiedź Federacji Rosyjskiej ma istotne znaczenie.

– Bez realizacji wniosku o pomoc prawną, co nastąpi w trudnym do przewidzenia czasie, tej sprawy nie da się merytorycznie zamknąć – ocenia adwokat.

– Prokurator zrealizował to, co mógł zrealizować na terenie Polski – mówi Pszczółkowski. Zaznacza jednak, że śledczy nie uwzględnił wszystkich wniosków dowodowych, które on złożył. – Zwróciłem się z rozmaitymi wnioskami, część z nich prokurator uwzględnił, części nie – dodaje.

Prokuratura skierowała wniosek o pomoc prawną do Rosji w listopadzie ubiegłego roku. Strona polska zwraca się w nim o informacje na temat danych zarejestrowanych przez stacje przekaźnikowe rosyjskiego operatora telefonii komórkowej i wykaz połączeń realizowanych przez numer telefonu należący do Lecha Kaczyńskiego w dniach od 10 do 12 kwietnia 2010 roku.

Śledztwo prowadzone od 7 listopada 2011 r. „dotyczy nieuprawnionego dostępu do danych zapisanych w telefonie należącym do prezydenta Lecha Kaczyńskiego” w dniu 10 i 11 kwietnia 2010 r. na terytorium Federacji Rosyjskiej.

„W wyniku przeprowadzonych czynności procesowych ustalono, że w dniu 10 kwietnia 2010 r., po katastrofie, miały miejsca dwa połączenia wychodzące: pierwsze o godz. 12.46, a drugie o godz. 16.24 czasu polskiego; a w dniu 11 kwietnia 2010 r. jedno połączenie wychodzące o godz. 12.18 czasu polskiego z telefonu użytkowanego przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego, którego właścicielem była Kancelaria Prezydenta, i były to połączenia z pocztą głosową” – informowała prokuratura wojskowa.

Prokuratura Generalna ogranicza się do monitorowania stanu realizacji wniosków o pomoc prawną wysyłanych przez stronę polską do Rosji. – Departament współpracy międzynarodowej PG jest w kontakcie z odpowiednikiem rosyjskim i dowiaduje się, jak wygląda realizacja wniosków o pomoc prawną – podkreśla rzecznik prasowy Prokuratury Generalnej Mateusz Martyniuk.

Po wyłączeniu wątku przez prokuraturę wojskową postępowanie w tej sprawie zostało szybko umorzone przez prokuraturę okręgową jeszcze w grudniu 2011 r., bez formalnego wszczynania śledztwa. Uznano, że nie doszło do popełnienia przestępstwa.

– Postępowanie w niniejszej sprawie zostało zakończone wydaniem w dniu 19 grudnia 2011 r. postanowienia o odmowie wszczęcia dochodzenia wobec braku znamion czynu zabronionego określonego w art. 285 § 1 kk, tj. w zakresie, w jakim materiały zostały przekazane do Prokuratury Okręgowej w Warszawie przez wojskową prokuraturę okręgową – wyjaśniał Dariusz Ślepokura, rzecznik prasowy.

Tłumaczył dalej, że z „materiałów zgromadzonych w niniejszej sprawie nie wynikało, aby doszło do włączenia się telefonu, a następnie uruchomienia impulsów telefonicznych na cudzy koszt, co jest niezbędne do wypełnienia znamion czynu zabronionego z art. 285 § 1 kk”.

Sytuacja zmieniła się po publikacji „Naszego Dziennika” z maja ubiegłego roku, kiedy to prokuratura postanowiła wrócić do sprawy i wszcząć formalne śledztwo.

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... dztwo.html

ODPOWIEDZ