Co o tym myślisz ?

Polityka, gospodarka, ekonomia...
ODPOWIEDZ
pier1987
Posty:1457
Rejestracja:29 października 2011, 08:22
Lokalizacja:Warszawa

Post autor: pier1987 » 6 sierpnia 2012, 08:39

List wysłany przez gen. Sławomira Petelickiego do Donalda Tuska w związku z katastrofą Tu-154M w Smoleńsku:
http://freeisoft.pl/2010/04/list-wyslan ... smolensku/

Awatar użytkownika
gita
Posty:232
Rejestracja:21 stycznia 2011, 14:00
Lokalizacja:Rumia

Post autor: gita » 6 sierpnia 2012, 10:21

Czyżby media zapomniały już o generale Petelickim?
Olimpiada w Polsce i Wielkiej Brytanii bardzo w tym zapomnieniu pomogły.

robin
Posty:186
Rejestracja:12 sierpnia 2012, 20:45
Lokalizacja:dolnośląskie

Post autor: robin » 13 sierpnia 2012, 11:11

A'propos wizyty w Polsce patriarchy Cyryla. Rosyjska cerkiew prawosławna zawsze była silnie uzależniona od państwa; apogeum tego uzależnienia nastąpiło w czasach ZSSR, kiedy to wielu patriarchów pracowało na etatach w KGB. Nie sądzę, aby ten wpływ nagle zniknął po rozpadzie Sojuza. Skoro więc patriarcha Cyryl przyjeżdża do Polski z gestem pojednania to znaczy, że taka jest polityka Kremla.
Postawa naszych biskupów też ma charakter polityczny, ale tym razem zgodny z polityką rządu (w przeciwieństwie do słynnego listu do biskupów niemieckich). W sumie - pojednanie to dobra rzecz, choć nasze kraje łączyła już przyjaźń. Może jednak Rosjanie oddaliby nam najpierw, w geście pojednania i przyjaźni, wrak "Tupolewa" i jego czarne skrzynki.

Awatar użytkownika
Coltrane
Posty:17740
Rejestracja:31 marca 2008, 23:47
Lokalizacja:Polska

Post autor: Coltrane » 13 sierpnia 2012, 11:37

robin pisze:W sumie - pojednanie to dobra rzecz, choć nasze kraje łączyła już przyjaźń. Może jednak Rosjanie oddaliby nam najpierw, w geście pojednania i przyjaźni, wrak "Tupolewa" i jego czarne skrzynki.
Wątpię ażeby oddali, a to dlatego, że "rząd polski" tego się nie domaga. Wszystko jest dogadane i zapięte na ostatni guzik. Doszło do zamachu, i zarówno Sowieci jak i "rząd polski" ściemniają ile wlezie, by w końcu zamknąć sprawę katastrofy smoleńskiej.

Nie wierzę w polsko-rosyjskie pojednanie, dopóki Rosją rządzą KGB-owcy, z Putinem na czele. Jak wiadomo Putin, działał w NRD, gdzie był sowieckim szpiegiem.

Syriusz
Posty:4297
Rejestracja:3 października 2008, 14:56

Post autor: Syriusz » 19 sierpnia 2012, 21:04

Polska tarcza – rosyjski poligon.

Deklaracja Bronisława Komorowskiego w sprawie budowy „polskiej tarczy antyrakietowej” wychodzi naprzeciw oczekiwaniom przywódców Kremla i stanowi rodzaj „uderzenia wyprzedzającego” na wypadek zmiany polityki administracji amerykańskiej. Wprawdzie słów lokatora Belwederu nie sposób dziś traktować jako zapowiedzi realnych działań, bo Polska nie ma miliardów dolarów na budowę takiego systemu, jednak ze względu na ich groźny kontekst polityczny warto poświęcić im uwagę

Nie powinno dziwić, że intencje Komorowskiego zostały natychmiast trafnie odczytane przez rosyjskie media i całkowicie błędnie zrozumiane przez rodzimych komentatorów. Oficjalna tuba Kremla „Głos Rosji” podkreśliła, że Komorowski proponując „zbudowanie w kraju własnego systemu obrony przeciwrakietowej”, jednocześnie „uznał za błąd udzielenie przez Polskę zgody na budowę europejskiego systemu obrony przeciwrakietowej z rozmieszczeniem na jej terytorium 10 rakiet przeciwlotniczych”.

To podkreślenie wydaje się najważniejsze w ocenie projektu i potwierdza, że jest on w istocie wymierzony w plany amerykańskiej tarczy. Późniejsze sprostowania gen. Stanisława Kozieja przypominają tłumaczenie „z polskiego na nasze” i mają raczej zaciemnić przekaz wypowiedzi, niż służą jej wyjaśnieniu.

Ekipa Tuska zniechęca Obamę

W słowach Komorowskiego: „Naszym błędem było to, że przyjmując amerykańską ofertę tarczy, nie wzięliśmy w wystarczającym stopniu pod uwagę ryzyka politycznego związanego ze zmianą prezydenta. Zapłaciliśmy za to dużą polityczną cenę. Nie należy tego błędu powtarzać” zawarta jest również fałszywa teza, jakoby rezygnacja z rozmieszczenia w Polsce elementów tarczy była wyłącznie efektem zmiany polityki administracji amerykańskiej, nie zaś wynikała z wyboru dokonanego przez ekipę Tuska, której członkiem był ówczesny marszałek sejmu.

Warto zatem przypomnieć, że decyzję Obamy z 17 września 2009 r. poprzedziła wielomiesięczna kampania, podczas której grupa rządząca usilnie starała się zniechęcić Amerykanów do pomysłu rozmieszczenia na naszym terytorium elementów tarczy antyrakietowej.

Temat ten był przedmiotem rozmów prowadzonych przez Tuska na Kremlu w lutym 2008 r. Od tego momentu nastąpiło wyraźne wyhamowanie negocjacji, mnożenie przeszkód (kwestia gwarancji) oraz poszukiwanie pretekstu do przedłużania rozmów. Gdy dwa tygodnie później nowy premier udawał się z wizytą do USA na rozmowy z administracją Busha, „Gazeta Wyborcza” w publikacji z 22 lutego mogła już obwieścić „Tusk wstrzymuje tarczę” i poinformować, że „sprawa utknęła w martwym punkcie”. W tym samym czasie Kreml nasilił kampanię propagandową przeciwko instalacji amerykańskiej i rozpoczął straszenie „odwetem”. Zasadność sprzeciwu Rosji może ocenić każdy, kto ma nawet mgliste pojęcie o budowie instalacji tzw. tarczy antyrakietowej. Całość ma bowiem charakter defensywny, składa się z kilku silosów i zajmuje powierzchnię boiska piłkarskiego. Nie stanowi zagrożenia dla nikogo, kto nie jest agresorem. W Polsce planowano budowę stanowiska rakiet przechwytujących, które miałoby służyć do obrony przed rakietami balistycznymi dalekiego i średniego zasięgu. Pociski przechwytujące wystrzeliwane z takiego stanowiska korzystają z energii kinetycznej i nie zawierają ładunków wybuchowych. Zestrzelenie wrogiej rakiety następuje w przestrzeni kosmicznej i nie stanowi zagrożenia dla terytorium kraju, nad którym akcja ma miejsce. Stosowana przez Rosjan retoryka i mówienie o „wycelowaniu tarczy antyrakietowej w Rosję” ma podstawy tylko wówczas, gdyby Kreml chciał wystąpić w roli agresora.

Prowokacja, czyli Komorowski żali się na wysoką cenę

Kilka miesięcy po wizycie Tuska w Moskwie mieliśmy natomiast do czynienia z klasyczną prowokacją. Tuż przed zakończeniem polsko-amerykańskich negocjacji, w gazecie „Dziennik” ujawniono treść tajnej rozmowy prezydenta Lecha Kaczyńskiego z szefem MSZ Radosławem Sikorskim. Przeciek do prasy pozwolił Sikorskiemu odegrać rolę „ofiary” i został przez Tuska wykorzystany jako przeszkoda w dalszych negocjacjach z amerykańskimi partnerami. Z tajnych depesz dyplomatycznych ujawnionych przez WikiLeaks wynika, że w czerwcu 2008 r., dwa miesiące przed napaścią Rosji na Gruzję, grupa rządząca była gotowa doprowadzić do zerwania rozmów z Amerykanami bez wcześniejszego uzgodnienia sprawy z prezydentem. Fiasku negocjacji zapobiegła wówczas wizyta szefowej Kancelarii Prezydenta Anny Fotygi w Waszyngtonie i jej rozmowy z czołowymi politykami USA. Misja Fotygi wywołała histeryczne reakcje przedstawicieli rządu Tuska, oskarżających Lecha Kaczyńskiego o prowadzenie własnych negocjacji z USA z intencją „przejęcia sukcesu rządu”.

O ówczesnym stanowisku Komorowskiego mogliśmy się dowiedzieć z jednej z depesz ujawnionych przez WikiLeaks. Ambasador Victor Ashe 7 maja 2009 r. zanotował treść rozmowy, jaką kilku czołowych polityków PO przeprowadziło z delegacją Kongresu amerykańskiego. Ashe relacjonował: „Marszałek Komorowski i Nowak [Sławomir] zgodnie wskazywali na to, że zgadzając się na lokalizację tarczy antyrakietowej, Polska zapłaciła »wysoką cenę« – szczególnie w relacjach z innymi członkami UE i Rosją. Komorowski wyraził obawę, że po dwunastu latach poprawy relacji Polska ponownie staje się rosyjskim celem – wysocy rangą rosyjscy politycy grozili wymierzeniem w Polskę głowic nuklearnych, podgrzewane są antypolskie nastroje wśród Rosjan i podejmowane działania przeciwko polskim interesom na Ukrainie”.

Jeśli dziś Komorowski ponownie mówi o płaceniu „wysokiej ceny”, ma z pewnością na myśli polityczne priorytety grupy rządzącej, czyli stosunki z putinowską Rosją, a negatywna ocena „amerykańskiej oferty” oznacza de facto rezygnację z projektu amerykańskiego na rzecz bliżej nieokreślonego „polskiego wkładu” w system NATO. W wywiadzie dla „Wprost” Komorowski przyznał: „Co się tyczy samej tarczy, to Polska konsekwentnie stawia na budowę systemu NATO obejmującego także potencjalne zagrożenia w naszym regionie. Przewiduję ponadto, że będziemy mogli do tego systemu wnieść nasz polski wkład. Ta polska część tarczy NATO będzie zdolna do obrony naszego kraju i naszej przestrzeni powietrznej”.

Bajka o systemie NATO, czyli jak PO realizuje koncepcję Merkel

Zapewne niewiele osób pamięta, że największym orędownikiem takiego projektu była Angela Merkel, która przed przyjazdem do Polski w roku 2007 namawiała nas do „budowania tarczy antyrakietowej w ramach NATO” i zabiegała o „otwartą dyskusję z Rosją”.

Nie informowano wówczas, że w NATO dopiero trwały prace koncepcyjne nad architekturą takiego systemu i niewiele wskazywało, by weszły w fazę realizacji. Amerykanie od dawna twierdzili, że nie ma żadnej sprzeczności między rozwojem ich systemu MD (tarcza) a budową obrony przeciwrakietowej NATO. Oba systemy mogą w przyszłości z sobą współpracować, pod warunkiem że państwa europejskie w ogóle przystąpią do sfinalizowania pomysłu, co dziś choćby ze względu na sytuację ekonomiczną wydaje się mało prawdopodobne. Niemieckie starania, by Polska „zaczekała” na NATO, korelowały wówczas z głosem rosyjskich generałów, straszących nas atakami nuklearnymi za przyjęcie amerykańskiej oferty. Co ciekawe, projekt NATO nie wywoływał wtedy tak histerycznych reakcji Moskwy.

Można uznać, że rozwinięcia koncepcji Merkel dokonał stały przedstawiciel Rosji przy NATO Dmitrij Rogozin, gdy w czerwcu 2011 r. odwiedził Polskę. Rogozin przyjechał wówczas do Warszawy na spotkanie z szefem MSZ Radosławem Sikorskim i szefem BBN gen. Stanisławem Koziejem, by przekazać im stanowisko Rosji w sprawie systemu obrony przeciwrakietowej. Podczas konferencji prasowej Rogozin zaproponował wariant stworzenia wspólnego systemu wraz z Rosją, a jeśli takie rozwiązanie zostanie odrzucone, budowę przez NATO własnego systemu przeciwrakietowego. „Sojusz Północnoatlantycki będzie bronił sam siebie, ale pod jednym warunkiem – nie będzie wchodził na teren Federacji Rosyjskiej, by ten sektor rażenia (...) nie sięgał naszego kraju, bo tego nie potrzebujemy i nie życzymy sobie takich przymusowych usług” – oznajmił Rogozin.

Romney zamknie reset z Rosją

Nietrudno zrozumieć, że rosyjska strategia polega przede wszystkim na utrąceniu projektu amerykańskiej tarczy i ma na celu ograniczenie obecności USA w Europie. Projekt NATO, będący dopiero w pierwszej fazie realizacji, jest traktowany jako możliwa do przyjęcia alternatywa, szczególnie gdy o jego finansowaniu będą decydowali „zaprzyjaźnieni” z Putinem przywódcy europejscy, a nie Kongres USA.

Perspektywa listopadowych wyborów i wizja odejścia najgorszego w historii prezydenta Ameryki wymaga od kremlowskich strategów podjęcia działań wyprzedzających.

Kandydat prezydencki Republikanów Mitt Romney nie ukrywa, że jeśli wygra wybory, to fatalny „reset” w stosunkach z Kremlem dobiegnie końca. Wielu Republikanów wprost nawołuje do zaostrzenia kursu wobec Putina i ukrócenia dyktatu Kremla w sprawie tarczy antyrakietowej.
Wydaje się, że niespodziewana deklaracja Komorowskiego oraz słowa o „ryzyku politycznym związanym ze zmianą prezydenta w USA” i „nie powtarzaniu błędu” mają bardziej związek z perspektywą zmiany administracji amerykańskiej, niż dotyczą oceny działań z lat 2008–2009. Zapowiedź budowy własnego systemu obrony przeciwrakietowej – aczkolwiek nierealna finansowo – jest ważną deklaracją polityczną i może być sygnałem, że również III RP „nie życzy sobie usług” ze strony nowej administracji. Komorowski mówi wyraźnie o „polskiej części tarczy NATO”, nawiązując do elementów systemu, które według planów mają być rozmieszczone dopiero w roku 2018. Plany te zostały opracowane przez administrację Obamy, lecz obejmują okres dwóch lat po jego odejściu – zakładając, że zostałby wybrany na drugą kadencję. Nie ma wątpliwości, że jeśli prezydentem zostanie Romney, ten kalendarz ulegnie zmianie, a Republikanie będą dążyli do wcześniejszej instalacji systemu antyrakietowego.

USA mają ustąpić Putinowi

Wypowiedź Komorowskiego sygnalizuje, że Polska nie ma zamiaru przyjmować amerykańskich propozycji i będzie stawiać na własne rozwiązania i udział w systemie NATO.

Kilka dni po udzieleniu wywiadu dla „Wprost” Komorowski we właściwym sobie stylu sprecyzował: „To, co dzisiaj zostało przez prasę nazwane polską tarczą, to jest oczywiście realizacja wspólnej strategii ogólnonatowskiej, o którą, nie ukrywam, zabiegałem. Aby nie była tylko wyłącznie aktualna idea amerykańskiej tarczy antyrakietowej, która przecież polskiej przestrzeni nie miała chronić, bo dla nas zagrożenia rakietami balistycznymi nie są dziś najważniejsze, i to z kierunku środkowej Azji”.

Niewykluczone, że za deklaracją lokatora Belwederu kryje się plan uczynienia z naszego kraju swoistego poligonu w zakresie przyszłych relacji NATO–Rosja. Putin od dawna proponował budowę wspólnego systemu obrony i udział w finansowaniu projektu. Na ostatnim szczycie państw G20 w Meksyku prezydent Rosji oświadczył, że jego kraj „dopuszcza tylko wspólne prace nad tarczą antyrakietową” i zapowiedział, że „sytuacja może zmienić się radykalnie tylko wówczas, gdy Stany Zjednoczone zgodzą się z naszą propozycją, według której Rosja, Europa i USA powinny być równoprawnymi partnerami w tym procesie”. Słabość państw NATO oraz przychylna wobec Putina postawa przywódców europejskich mogą zdecydować o przyjęciu oferty Kremla i dopuszczeniu rosyjskich firm zbrojeniowych do prac nad „polską częścią tarczy”. Wydaje się to realne, jeśli jak dotychczas wspólny front Moskwy, Berlina i Paryża będzie dążył do ograniczenia obecności USA w Europie.

Gdyby taki scenariusz był rozważany, z pozoru bezsensowna wypowiedź Komorowskiego nabiera szczególnie groźnego znaczenia.

Syriusz
Posty:4297
Rejestracja:3 października 2008, 14:56

Post autor: Syriusz » 24 kwietnia 2013, 13:36

​Ministerstwo Obrony WSI.

Czy można „za nic” dostać kilkaset tysięcy dolarów od Skarbu Państwa? Oczywiście pod warunkiem, że jest się byłym funkcjonariuszem komunistycznych służb specjalnych i oferuje się złapanie przywódcy Al-Kaidy.

Wojskowa Prokuratura Okręgowa po siedmiu latach śledztwa umorzyła właśnie postępowanie dotyczące przekazania przez WSI ponad 100 tys. dolarów Aleksandrowi Makowskiemu – byłemu funkcjonariuszowi SB za rzekome zapewnienie ochrony wywiadowczej polskim żołnierzom w Afganistanie oraz za wskazanie kryjówki przywódców Al-Kaidy

Co istotne, o umorzeniu nie poinformowano najważniejszych organów państwa, w tym Służby Wywiadu Wojskowego, a to – zdaniem prawników – jest istotnym błędem prokuratury. Ministerstwo Obrony Narodowej, do którego trafiło pismo o umorzeniu śledztwa, nie skorzystało z prawa do odwołania i postanowienie WPO w Warszawie stało się prawomocne. Według informacji „Gazety Polskiej”, o sprawie nie poinformowano ministra Tomasza Siemoniaka, a pismo prokuratury trafiło do departamentu prawnego MON, kierowanego przez płk. Mariusza Tomaszewskiego. Jak na ironię, takim właśnie nazwiskiem posługiwał się Aleksander Makowski w okresie, gdy był rezydentem wywiadu PRL w USA. Kierowany przez płk. Tomaszewskiego departament zawiera ugody z osobami wymienionymi w „Raporcie z weryfikacji WSI”, wypłacając im gigantyczne odszkodowania. A Antoni Macierewicz, b. szef komisji weryfikacyjnej, pozwany lub oskarżany przez te same osoby, wygrywa procesy sądowe.

Umorzenie ściśle tajne

Śledztwo w sprawie operacji ZEN od samego początku zostało objęte tajemnicą. Jak czytamy w odpowiedzi na nasze pytania wysłane do Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie, dotyczyło ono „wprowadzenia w błąd organów państwowych w celu osiągnięcia korzyści majątkowej i dezinformacji wywiadowczej oraz niedopełnienia obowiązków, których mieli się dopuścić ustalona osoba cywilna i żołnierze byłych Wojskowych Służb Informacyjnych”.

Dlaczego prokuratura czekała tyle lat, by ostatecznie stwierdzić, że umorzy śledztwo z powodu braku cech przestępstwa? Jak nas poinformował szef Wojskowej Prokuratury Okręgowej płk Ireneusz Szeląg, „długotrwałość śledztwa wynikała z konieczności uzyskiwania zgód uprawnionych organów na wykorzystanie w śledztwie dokumentów i informacji niejawnych, jak też oczekiwaniem na ich odnalezienie w zasobach dokumentów”.

„Prokurator prowadząca postępowanie stwierdziła brak znamion przestępstw w zdarzeniach będących przedmiotem śledztwa (...). Sentencję postanowienia o umorzeniu śledztwa wraz z pouczeniem o możliwości jego zaskarżenia przesłano Ministrowi Obrony Narodowej” – napisał „GP” płk Szeląg. Rzecznik prasowy MON płk Jacek Sońta odpowiedział nam, że ministerstwo nie złożyło zażalenia z powodu braku podstaw.

– Nic więcej na ten temat nie mogę powiedzieć, ponieważ zarówno uzasadnienie postanowienia prokuratorskiego, jak i sprawa oznaczone są klauzulą „ściśle tajne” – powiedział nam płk Sońta.

Dlaczego prokuratura i prawnicy z MON-u uznali, że śledztwo powinno być umorzone? Odmiennie tę sprawę oceniają osoby, które pracowały przy weryfikacji Wojskowych Służb Informacyjnych.

Art.132 Kodeksu karnego, na który powołał się płk Szeląg, mówi: „Kto, oddając usługi wywiadowcze Rzeczypospolitej Polskiej, wprowadza w błąd polski organ państwowy przez dostarczanie podrobionych lub przerobionych dokumentów lub innych przedmiotów albo przez ukrywanie prawdziwych lub udzielanie fałszywych wiadomości mających istotne znaczenie dla Rzeczypospolitej Polskiej, podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10”.

Dlatego pokrzywdzonymi w tym śledztwie powinni być prezydent RP, prezes Rady Ministrów, minister obrony narodowej, SWW, bo wszystkie te instytucje – zgodnie z ustaleniami przedstawionymi w „Raporcie z weryfikacji WSI” – były wprowadzane w błąd, a zatem powinno im przysługiwać prawo do złożenia zażalenia na decyzję WPO uznającą, że było inaczej.

– Z treści „Raportu z weryfikacji WSI” wynika, że wymierną szkodę finansową poniósł skarb państwa – m.in. MON oraz Zarząd Wywiadu WSI. Z tego powodu postanowienie o umorzeniu tego śledztwa powinno trafić zarówno do MON, jak i do Służby Wywiadu Wojskowego, która powstała w miejsce Zarządu Wywiadu WSI – mówi nam Maciej Lew Mirski, prawnik, członek Komisji Weryfikacyjnej WSI.

Niewiarygodny konfabulant

Chociaż akta śledztwa od początku do końca są ściśle tajne, to jednak najważniejsze informacje na ten temat znajdują się w jawnym „Raporcie z weryfikacji WSI”.

– W drugiej połowie grudnia 2001 r. w jednym z konspiracyjnych mieszkań służb specjalnych w Warszawie doszło do spotkania ministra obrony narodowej Jerzego Szmajdzińskiego, p.o. szefa Urzędu Ochrony Państwa Zbigniewa Siemiątkowskiego, szefa WSI płk. Marka Dukaczewskiego oraz wiceprezesa firmy Konsalnet (i b. naczelnika Wydziału XI Departamentu I SB MSW) Aleksandra Makowskiego. Przedmiotem spotkania była misja w „Z”, a w szczególności rola, jaką w tej misji miał odegrać Aleksander Makowski – czytamy w „Raporcie z weryfikacji WSI”.

O szczegółach tego spotkania mówił przed komisją weryfikacyjną m.in. Zbigniew Siemiątkowski, który w grudniu 2001 r. był p.o. szefa UOP.

– Ja nie wierzyłem w jego możliwości, bo one zostały zweryfikowane. On stąpał po śliskim gruncie na styku biznesu i służb. Byliśmy wówczas przekonani, że do źródeł informacji Makowskiego należy podchodzić bardzo ostrożnie. Sprawa w ogóle zaczęła się od sprawdzenia operacyjnego jakiejś jednej ze służb sojuszniczych, która wnosiła dużo wątpliwości. Jako szef Urzędu Ochrony Państwa byłem wewnętrznie przekonany, że trzeba postępować bardzo ostrożnie, bo mamy do czynienia z najważniejszą sprawą z punktu widzenia bezpieczeństwa naszego kraju i naszych sojuszników. Interesy w [Afganistanie – red.] prowadził również Rudolf Skowroński [do dziś jest poszukiwany przez polską prokuraturę międzynarodowym listem gończym – red.]. Nasza weryfikacja osoby Makowskiego, jego informacji i możliwości operacyjnych nie wypadła dla niego dobrze. Dlatego on poszedł ze swoimi pomysłami do WSI. My zakładaliśmy, że Makowski może być konfabulantem, a jego źródła mogą być inspirowane – zeznał przed komisją weryfikacyjną Zbigniew Siemiątkowski.

Służby sojusznicze, o których mówił b. szef UOP, to Amerykanie. Uznali oni Makowskiego za „bardzo niebezpieczną postać, która w okresie zimnej wojny wyrządziła Stanom Zjednoczonym wiele szkód”. Z informacji „Gazety Polskiej” wynika, że Wojskowa Prokuratura Okręgowa nie wystąpiła do NATO o informacje dotyczące wspólnych działań służb sojuszniczych (w tym Polski) w Afganistanie, jak również innych krajach odnośnie do ustaleń w sprawie poszukiwań kryjówek przywódców Al-Kaidy oraz działań ochraniających przebywających na misjach żołnierzy. W przypadku operacji ZEN miało to szczególne znaczenie, Makowski wziął bowiem od skarbu państwa pieniądze właśnie za rzekome zapewnienie ochrony wywiadowczej polskim żołnierzom w Afganistanie oraz za wskazanie kryjówki przywódców Al-Kaidy.

Czytaj całość w tygodniku "Gazeta Polska"
Autor: Dorota Kania
Żródło: Gazeta Polska

Syriusz
Posty:4297
Rejestracja:3 października 2008, 14:56

Post autor: Syriusz » 12 marca 2014, 09:07

Pismo do Premiera Donalda Tuska (Mniejszość Polska)

Prezes Rady Ministrów RP
Donald Tusk
Al. Ujazdowskie 1/3

00-583 Warszawa
Polen
wysłano faksem i listem Berlin, 10.03.2014 r.


Szanowny Panie Premierze!

Zwracam się do Pana jako przewodniczący „Zespołu do spraw likwidacji skutków rozporządzenia niemieckiej Rady Ministrów z dn. 27 lutego 1940 r.” (zwanego rozporządzeniem Göringa), mocą którego rozwiązano wszelkie organizacje Polskiej Mniejszości Narodowej w III Rzeszy i skonfiskowano ich mienie. Nasz zespół został powołany przez Zarząd Główny Związku Polaków w Niemczech (ZPwN).

12 marca 2014 r. spotyka się Pan Premier w Warszawie z kanclerz Republiki Federalnej Niemiec panią Angelą Merkel.

7 marca 2014 r. wystosowałem pismo do federalnego ministra finansów Wolfganga Schäuble`go, w którym Związek Polaków w Niemczech domaga się natychmiastowego przystąpienia niemieckich władz do rozmów na temat wypłacenia odszkodowania na jego rzecz (kopia pisma do federalnego ministra finansów jako załącznik), za skonfiskowane mienie.

W liście do federalnego ministra finansów został przypomniany fakt, że 10 czerwca 2011 roku Bundestag przyjął uchwałę podsumowującą 20 lat stosunków polsko-niemieckich i wyznaczającą cele współpracy na przyszłość, w której ważne miejsce zajął fragment dotyczący rehabilitacji działaczy dawnej Mniejszości Polskiej, istniejącej w Niemczech przed II wojną światową, a zlikwidowanej przez reżim hitlerowski w 1939 r. Fragment uchwały dotyczący Polskiej Mniejszości w Niemczech brzmi m.in. następująco:

„(…) W czasie narodowego socjalizmu członkowie ówczesnej polskiej mniejszości byli mordowani w obozach koncentracyjnych, ich organizacje zostały zakazane i wywłaszczone. Bundestag chce oddać hołd tym ofiarom i je zrehabilitować (…).”

Poseł CDU Karl-Georg Wellmann stwierdził wówczas, że po raz pierwszy Mniejszość Polska została wymieniona i oddano jej hołd.

Do rozporządzenia Göringa Polska Mniejszość w Niemczech była prawowitym właścicielem wielu budynków, banków, szkół, wydawnictw, drukarni i prasy. Dopiero nielegalne z punktu widzenia prawa międzynarodowego (ekspertyza na wniosek polskiego MSZ w 2009 r. sporządzona przez prof. Jana Sandorskiego (UAM), prof. Andrzeja Saksona (Instytut Zachodni) i dr. Michała Nowosielskiego (Instytut Zachodni)) rozporządzenie z 1940 r. pozbawiło ją tego majątku, który oszacowany został na 7 do 8 milionów Reichsmark (notatka władz III Rzeszy z 9.11.1939 r.). W oparciu o opinie ekonomistów można stwierdzić, iż w dniu dzisiejszym łączna suma odszkodowania należnego Polskiej Mniejszości – wraz z utraconym zyskiem/oprocentowaniem - jakiego musi domagać się od niemieckich władz ZPwN przekracza kilkaset milionów euro. W latach 60-ych zeszłego wieku strona niemiecka zapłaciła jedynie niewielką kwotę z tytułu rekompensat za część majątku odebranego ZPwN, która w żadnym wypadku nie jest adekwatna do rzeczywistych strat.

W liście do ministra Schäuble`go ZPwN zaapelował o natychmiastowe rozpoczęcie rozmów na temat roszczeń odszkodowawczych. Uchwała Bundestagu, która rehabilituje Mniejszość Polską, a tym samym uznaje roszczenia, została podjęta 10 czerwca 2011 r. Jeśli uznać tę datę jako oficjalne uznanie tychże roszczeń, to z końcem 2014 r. nastąpi ich przedawnienie. Należy przypomnieć, że co do zasady roszczenia przedawniają się w ciągu trzech lat.

Szanowny Panie Premierze!

W imieniu Związku Polaków w Niemczech apeluję i zarazem wnoszę, aby problem odszkodowań dla Polskiej Mniejszości w Niemczech został także poruszony podczas rozmów Pana Premiera z panią kanclerz Angelą Merkel w dniu 12 marca 2014 r.

Z wyrazami szacunku

Stefan Hambura
Rechtsanwalt

Syriusz
Posty:4297
Rejestracja:3 października 2008, 14:56

Post autor: Syriusz » 12 marca 2014, 09:07

Pismo do Premiera Donalda Tuska (Mniejszość Polska)

Prezes Rady Ministrów RP
Donald Tusk
Al. Ujazdowskie 1/3

00-583 Warszawa
Polen
wysłano faksem i listem Berlin, 10.03.2014 r.


Szanowny Panie Premierze!

Zwracam się do Pana jako przewodniczący „Zespołu do spraw likwidacji skutków rozporządzenia niemieckiej Rady Ministrów z dn. 27 lutego 1940 r.” (zwanego rozporządzeniem Göringa), mocą którego rozwiązano wszelkie organizacje Polskiej Mniejszości Narodowej w III Rzeszy i skonfiskowano ich mienie. Nasz zespół został powołany przez Zarząd Główny Związku Polaków w Niemczech (ZPwN).

12 marca 2014 r. spotyka się Pan Premier w Warszawie z kanclerz Republiki Federalnej Niemiec panią Angelą Merkel.

7 marca 2014 r. wystosowałem pismo do federalnego ministra finansów Wolfganga Schäuble`go, w którym Związek Polaków w Niemczech domaga się natychmiastowego przystąpienia niemieckich władz do rozmów na temat wypłacenia odszkodowania na jego rzecz (kopia pisma do federalnego ministra finansów jako załącznik), za skonfiskowane mienie.

W liście do federalnego ministra finansów został przypomniany fakt, że 10 czerwca 2011 roku Bundestag przyjął uchwałę podsumowującą 20 lat stosunków polsko-niemieckich i wyznaczającą cele współpracy na przyszłość, w której ważne miejsce zajął fragment dotyczący rehabilitacji działaczy dawnej Mniejszości Polskiej, istniejącej w Niemczech przed II wojną światową, a zlikwidowanej przez reżim hitlerowski w 1939 r. Fragment uchwały dotyczący Polskiej Mniejszości w Niemczech brzmi m.in. następująco:

„(…) W czasie narodowego socjalizmu członkowie ówczesnej polskiej mniejszości byli mordowani w obozach koncentracyjnych, ich organizacje zostały zakazane i wywłaszczone. Bundestag chce oddać hołd tym ofiarom i je zrehabilitować (…).”

Poseł CDU Karl-Georg Wellmann stwierdził wówczas, że po raz pierwszy Mniejszość Polska została wymieniona i oddano jej hołd.

Do rozporządzenia Göringa Polska Mniejszość w Niemczech była prawowitym właścicielem wielu budynków, banków, szkół, wydawnictw, drukarni i prasy. Dopiero nielegalne z punktu widzenia prawa międzynarodowego (ekspertyza na wniosek polskiego MSZ w 2009 r. sporządzona przez prof. Jana Sandorskiego (UAM), prof. Andrzeja Saksona (Instytut Zachodni) i dr. Michała Nowosielskiego (Instytut Zachodni)) rozporządzenie z 1940 r. pozbawiło ją tego majątku, który oszacowany został na 7 do 8 milionów Reichsmark (notatka władz III Rzeszy z 9.11.1939 r.). W oparciu o opinie ekonomistów można stwierdzić, iż w dniu dzisiejszym łączna suma odszkodowania należnego Polskiej Mniejszości – wraz z utraconym zyskiem/oprocentowaniem - jakiego musi domagać się od niemieckich władz ZPwN przekracza kilkaset milionów euro. W latach 60-ych zeszłego wieku strona niemiecka zapłaciła jedynie niewielką kwotę z tytułu rekompensat za część majątku odebranego ZPwN, która w żadnym wypadku nie jest adekwatna do rzeczywistych strat.

W liście do ministra Schäuble`go ZPwN zaapelował o natychmiastowe rozpoczęcie rozmów na temat roszczeń odszkodowawczych. Uchwała Bundestagu, która rehabilituje Mniejszość Polską, a tym samym uznaje roszczenia, została podjęta 10 czerwca 2011 r. Jeśli uznać tę datę jako oficjalne uznanie tychże roszczeń, to z końcem 2014 r. nastąpi ich przedawnienie. Należy przypomnieć, że co do zasady roszczenia przedawniają się w ciągu trzech lat.

Szanowny Panie Premierze!

W imieniu Związku Polaków w Niemczech apeluję i zarazem wnoszę, aby problem odszkodowań dla Polskiej Mniejszości w Niemczech został także poruszony podczas rozmów Pana Premiera z panią kanclerz Angelą Merkel w dniu 12 marca 2014 r.

Z wyrazami szacunku

Stefan Hambura
Rechtsanwalt

Awatar użytkownika
Coltrane
Posty:17740
Rejestracja:31 marca 2008, 23:47
Lokalizacja:Polska

Post autor: Coltrane » 12 marca 2014, 10:33

Syriusz pisze: Szanowny Panie Premierze!

W imieniu Związku Polaków w Niemczech apeluję i zarazem wnoszę, aby problem odszkodowań dla Polskiej Mniejszości w Niemczech został także poruszony podczas rozmów Pana Premiera z panią kanclerz Angelą Merkel w dniu 12 marca 2014 r.
Co ja o tym myśle ? Ano myślę, że Mniejszość Polska w Niemczech nie ma co liczyć na płemieła Tuska, w którego żyłach płynie niemiecka krew. Nie wstawi się on za Polakami, tym bardziej że jest giermkiem i chłopcem na posyłki u Merkel.

Wszystkie inne mniejszości (zwłaszcza w Polsce) dostają rekompensaty i są zadowolone. Mniejszośc niemiecka i mniejszość żydowska mają w Polsce jak w raju, a mniejszość żydowska nawet rządzi w Polsce !!. Tylko Mniejszość Polska nie ma żadnych praw. I tak jest we wszystkich sąsiednich krajach, i na Litwie, i na Białorusi, i na Ukrainie, i zwłaszca w Niemczech. Wszędzie Polska Mniejszość jest szykanowana, a nawet prześladowana.

Płemieł Tusk, to nie Orban. Tusk spełnia tylko wszystkie życzenia Niemców, ruskich, i Żydów. Polaków pan płemieł Tusk ma zwyczajnie gdzieś. Najchętniej posłalby ich do komór gazowych (gdyby tylko mógł).

Syriusz
Posty:4297
Rejestracja:3 października 2008, 14:56

Post autor: Syriusz » 15 marca 2014, 10:53

Get back to USSR

Październik 1962. Marzec 2014. Niecałe 52 lata.

To czas, który upłynął od instalacji rakiet sowieckich na Kubie do zajęcia Krymu przez Rosję. Bo że to się stanie faktem nikt chyba nie ma wątpliwości. Wtedy pod naciskiem J.F. Kennedy’ego ZSRR zdementował rakiety i wycofał je z Kuby. W tamtym czasie sowieckim próbom atomowego zastraszenia USA towarzyszyły demonstracje nasion „dzieci kwiatów” chodzących przed Białym Domen z transparentami „Free Cuba”. Castro był ich idolem. Związek Radziecki był dla nich krajem mlekiem i miodem płynącym. ZSRR był wtedy w szczycie swojej siły i determinacji aby jego godło mające w sobie całą kulę ziemską stało się ciałem. Niestety dla nich a dla nas wszystkich na szczęście ze sromotą musiał się wycofać i szukać swojej kolejnej szansy.

Przez te 52 lata w USA wyrosłe z tych nasion „dzieci kwiaty” dokonały rewolucji seksualnej. Rozbiły tradycyjny, konserwatywny model społeczeństwa. Rozbiły rodzinę. Na masową skalę wprowadziły aborcję. Ich dążenia do legalizacji narkotyków przypominają Lem-owskie tabletki szczęścia, bez których nie są w stanie funkcjonować zniewolone społeczeństwa. Do armii wprowadzili gejów tak jakby to była jakaś nowa wunderwaffe. To wszystko miało na celu rozbicie społeczeństwa zdolnego do obrony.

Jak bardzo to się zmieniło przez te lata widać na podstawie filmu MIlosa Formana „Hair”. To film o czasach gdy amerykański żołnierz ginął za Sajgon stawiając tamę sowieckiemu imperializmowi. Nie jest dziwne, że młodzi ludzie wbijani w kamasze bronili się przed tym. Ale nie palili kart powołania jak pączkujące „dzieci kwiaty”. Udawali różnych świrów aby tylko komisja wojskowa nie przybiła im na karcie powołania” niezdolny do służby w armii”. Było to w ogromnej ilości przypadków nieskuteczne tak jak w każdej akcji poboru młodych ludzi do każdej armii. Dla mnie dziś - z perspektywy czasu - ten film pokazuje jak bardzo tamte czasy różnią się od dzisiejszych. Jest tam taka scena, gdy jeden z poborowych stał tak jak i inni w stanie takim jak go Pan Bóg stworzył ale różnił się od innych przerażonych poborowych tym, że… nie zdjął skarpetek. Przewodniczący komisji nakazał mu zdjąć skarpetki. On odmówił. Przewodniczący komisji poborowej rozkazał dwóm silnym żołnierzom aby podnieśli delikwenta do góry a trzeci miał mu na siłę zdjąć skarpetki. I wtedy okazało się, że ma on pomalowane na czerwono paznokcie u stóp. Komisja błyskawicznie postawiła stempel „niezdolny do służby wojskowej”.

Dziś podstarzałe i więdnące „dzieci kwiaty” zasiadają w Białych Domach, Pentagonach, NATO i czymkolwiek jeszcze. Są u szczytu swojej władzy, spełniła się ich idea „długiego marszu” po nią. Zawiadują bankami centralnymi i przez zaprzyjaźnione media mają wpływ na umysły odurniałych mas. Ale nie są zdolni do postawienia tamy odradzającemu się Imperium Rosyjskiemu. Co ja mówię nie są zdolni. Ich trzeba zaklasyfikować jako sabotażystów i zdrajców. Oni realizują doktrynę Lenina, że pacyfizm tak, ale wyłącznie u naszych wrogów. Oni punkt po punkcie zrealizowali plan „jak napaść na państwo bez użycia wojska” opisany przez zbiegłego na Zachód oficera KGB, Jurija Bezmienowa.


Jak myślicie, co się stało z tą całą gromadą sowieckich strategów wojennych po upadku ZSRR? Może są tylko zwykłymi doradcami w biznesie i zapomnieli o swoich imperialnych marzeniach? Może samotnie piją po swoich daczach i wspominają z żalem minione czasy, które już nigdy nie wrócą?

Do dziś nie wiadomo dlaczego zginął John F. Kennedy. Przy śledztwie w sprawie jego śmierci popełniono olbrzymią ilość zaniedbań, zaniechań i błędów. Kolejne komisje Kongresu nie były w stanie posunąć sprawy ani na centymetr. Czy to czegoś nam nie przypomina, czy to czymś się nam nie kojarzy?

ODPOWIEDZ