Co o tym myślisz ?

Polityka, gospodarka, ekonomia...
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
longinus9
Posty:2190
Rejestracja:19 lutego 2009, 20:02
Lokalizacja:Łódź

Post autor: longinus9 » 1 września 2010, 04:18

Jesteśmy jedynym w historii wojskowości krajem, w którym w dwóch prawie identycznych katastrofach samolotów wojskowych zginęło najpierw całe dowództwo lotnictwa, a potem całe dowództwo wojska ze zwierzchnikiem - czyli prezydentem - na czele. I właściwie nie ma winnych
Klich czeka na kolejną katastrofę


Z gen. Sławomirem Petelickim, twórcą i byłym dowódcą jednostki specjalnej GROM, rozmawia Marta Ziarnik

Niedawno na jednym z filmów przedstawiających siły powietrzne dwukrotnie już prezentowanym jako reklama F-16 można było zobaczyć podoficera na wieży kontrolnej w Krzesinach z ołówkiem wypełniającego fiszki z informacjami.
- Muszę podkreślić, że widziałem różne lotniska NATO-wskie, ale na żadnym nie widziałem, żeby ktoś ołówkiem wypełniał karty samolotów! Tam to wszystko jest skomputeryzowane. To, co zobaczyłem, było wręcz przerażające. Kolejny szok przeżyłem, gdy na rzeczonym filmie pojawił się później jakiś młody oficer, który prezentował sprzęt ratowniczy dla pilotów. Takim głównym sprzętem było... lusterko z dziurką, którym niby wysyła się sygnały. Na filmie podkreślano, że ta metoda jest nieodkrywalna dla przeciwnika, bo nie jest to wysyłane na falach radiowych. Opowiadanie takich bajek w oficjalnym materiale MON jest nie do pojęcia. Ponadto wiadomo, że te F-16 nie mogą udzielać pomocy naszym żołnierzom w Afganistanie - nie tylko bojowo, ale nawet fotografując teren i pomagając rozpoznawczo. Kolejna kwestia jest taka, że nikt nie wie, kiedy te samoloty będą się wreszcie nadawały do czegokolwiek - w mediach podaje się rok 2018. A co do tego czasu? Śmigłowców nie mamy, bo - jak stwierdził szef sztabu gen. Mieczysław Cieniuch - program śmigłowcowy dopiero się zaczyna. Czyli znów mamy zmarnowane 12 lat.

A 36. Specjalny Pułk Lotnictwa Transportowego?
- W jakim stanie jest Pułk Specjalny, to wszyscy widzą, bo przecież wożenie tzw. VIP-ów przekazano cywilnym lotnikom. VIP-y nie rozumieją, że te samoloty, które miały być od lat kupione, nie są dla nich, tylko że są przeznaczone dla ratowania obywateli polskich na zagrożonych terenach, a mogą z nich oczywiście korzystać prezydent i premier. Natomiast pozostali ministrowie powinni latać normalnymi liniami, bo nie są jakimiś nadludźmi.
Jestem zdumiony tym, że większość mediów, niestety, wmawia ludziom, że nic się nie stało. Podczas gdy jesteśmy jedynym w historii wojskowości krajem, w którym w dwóch prawie identycznych katastrofach samolotów wojskowych zginęło najpierw całe dowództwo lotnictwa, a potem całe dowództwo wojska ze zwierzchnikiem - czyli prezydentem - na czele. I właściwie nie ma żadnych winnych. Jeszcze się wmawia, że katastrofie uległ samolot prezydencki, kiedy wcześniej prezydentowi odmawiało się nawet do tego samolotu dostępu.
To ucieczka od odpowiedzialności. Czyli w rzeczywistości jest to nic innego, jak kolejna droga do katastrofy. Bo jeśli po katastrofie CASY minister obrony nie wyciągnął żadnych wniosków i w tej chwili znów udaje Greka, to czego można się spodziewać? Za żadną z tych katastrof nie poniósł konsekwencji i wmawia się nam ciągle, że wszystko jest w porządku.

A jak jest w pozostałych strukturach?
- Słyszałem ostatnio słowa jednego z ekspertów, który mówił, że nasza armia jest w fatalnym stanie. Wiemy, że nie mamy marynarki, bo w przypadku tej słynnej korwety Gawron (budowanej 8 lat), która miała kosztować 300 mln, sam kadłub kosztował 1,2 miliarda. I za to też nie ma żadnych odpowiedzialnych. Niedawno minister Bogdan Klich go wodował i przy tej okazji powiedział, że nie ma już więcej pieniędzy. Jest to przerażający obraz.

Tym bardziej że co chwilę pojawiają się informacje o rezygnacjach ze stanowisk kolejnych generałów.
- Dokładnie. Ale co może zrobić w takiej sytuacji żołnierz? Żołnierz, jeżeli jest źle dowodzony, może jedynie odejść. Nie może tego zrobić w czasie wojny. Ale że wojny nie ma, to ci wojskowi po cichu odchodzą. Jak gen. Waldemar Skrzypczak powiedział, jaki jest stan armii, to go wówczas zakrzyczano. Świętej pamięci pan prezydent też nie stanął wówczas w jego obronie. Tymczasem gdyby gen. Skrzypczaka - i takich ludzi jak on - posłuchano, to by nie doszło do tej katastrofy z 10 kwietnia. Jestem o tym przekonany. I takich ludzi w wojsku jest coraz więcej, ale stawia się na BMW (bierny, mierny, ale wierny) i stąd zmiana tej ustawy, żeby do 65. roku życia posłuszni generałowie mogli służyć. Dlatego poważni generałowie odchodzą, gdyż nie chcą opowiadać bajek o stanie naszej armii.

Chyba praktycznie każdy taki wojskowy po złożeniu rezygnacji spotyka się z szeroko zakrojoną nagonką na swoją osobę ze strony MON. Dlaczego tak się dzieje?
- Takich generałów zawsze się atakuje. W MON są dyżurni atakujący, dyżurni opluwacze, którzy opluwają tych, kogo im każą. Tak to właśnie wygląda, że opluwa się tych, którzy mówią prawdę. O mnie też minister obrony Klich powiedział, że "dezinformuję społeczeństwo". Osoby winne tych wspomnianych wcześniej katastrof - na czele z ministrem Klichem - muszą wreszcie za to odpowiedzieć. Nie może być tak, że partia, która ma większość, może mówić, co jest prawem, a co nim nie jest. W każdym cywilizowanym kraju po takiej katastrofie rząd podałby się do dymisji. A to dlatego, że nie potrafi ochronić najważniejszych urzędników w państwie.

Ale sposób narracji w tej sprawie prezentowany w mainstreamowych mediach jest zgoła inny.
- Winę zwala się na kancelarię śp. prezydenta, mimo że wszyscy wiedzą, iż takie wizyty koordynuje kancelaria premiera z Tomaszem Arabskim na czele. Mimo że samolot i piloci są wojskowi, a kontrwywiad jest w gestii ministra obrony. Co najważniejsze, to lotnisko w Smoleńsku już na kilka dni przed przylotem polskiej delegacji powinno być sprawdzone. Tam, na miejscu, powinna być polska ekipa - taka sama powinna się znajdować na wyznaczonym lotnisku zapasowym. To jest elementarz w NATO. Tymczasem podczas jednej z konferencji prasowych premier Donald Tusk powiedział, że "w Polsce nie ma takiego obyczaju, żeby sprawdzać". A przecież Polska jest od 10 lat w NATO i z tego względu muszą u nas obowiązywać te same procedury, co w pozostałych państwach Sojuszu! Zaś wypowiedzi tego typu zwyczajnie kompromitują - premiera włącznie.

Jak Pan ocenia próbę przekazu, jakoby pasażerowie Tu-154M lecieli do Smoleńska "prywatnie"?
- 10 kwietnia to była uroczystość główna i leciały na nią najważniejsze osoby w państwie. To, że premier Władimir Putin wymyślił sobie, że on zrobi obchody 7 kwietnia, to jest jego sprawa. Propagandowe jest wmawianie Polakom, że to była prywatna wizyta i że prezydent nakazał pilotom lądowanie, stając się tym samym winnym tej katastrofy. Zresztą usiłowanie zrzucenia winy na pilotów i pogodę też jest niedorzeczne. Chyba najlepszym określeniem tego typu działań jest słowo "hańbiące". Hańbiące jest też brnięcie w tę ślepą uliczkę i wmawianie nam, że wszystko jest w porządku, bo pogrzeby ofiar zostały zorganizowane elegancko. To nas jedynie ośmiesza w oczach NATO, Unii Europejskiej oraz w oczach całego świata. Bo takiej katastrofy na świecie jeszcze nie było.

Powiedział Pan na początku naszej rozmowy, że F-16 nie mogą uczestniczyć w Afganistanie w żadnych akcjach. Dlaczego?
- Dlatego że one nie są jeszcze do tego gotowe. Te samoloty mogą na razie jedynie ładnie wystartować i wylądować - i świetnie wyglądają w reklamie. One nie są combat-ready (gotowy do walki). Nie nadają się do misji rozpoznawczych. Dlatego też powinna się tym zająć komisja obrony, żeby sprawdzić, dlaczego tak jest. Dlaczego Amerykanie mogą podczepić do swoich samolotów pojemnik do fotografowania terenu, a u nas ich nie ma? I dlaczego F-16 nie są wykorzystywane w Afganistanie do rozpoznawania terenu, podczas gdy talibowie mogą bezkarnie podjeżdżać pod naszą bazę i strzelać do naszych śpiących żołnierzy z ciężarówek i prymitywnych wyrzutni. A przecież wydaliśmy na F-16 ogromne pieniądze, bo aż 5 mld dolarów, i mimo tego nie potrafimy bronić naszych obywateli. Romuald Szeremietiew przez to miał duże kłopoty, ponieważ jako sekretarz stanu w MON chciał, żeby kupowano śmigłowce, a nie tak dużą ilość samolotów F-16.

Pan też uważa, że MON powinno wówczas postawić na śmigłowce?
- Tak, ponieważ nie mamy wystarczającej liczby pilotów wyszkolonych do latania na F-16 i nie mamy całej potrzebnej struktury, przy której samoloty te mogłyby latać. To nie jest takie proste. Głównie śmigłowce są potrzebne obywatelom, chociażby dla ratowania ich z wypadków na złych drogach. Tak samo są potrzebne przy powodzi - co było nie tak dawno ponownie widać. A tego nie ma. W systemie antykryzysowym państwa są nie tyle braki, ile ogromne wyrwy! Nie ma tego, bo nikt się tym nie zajmuje. Nie ma podejścia systemowego do bezpieczeństwa państwa. Nie ma żadnych konkretnych planów. Jak był program zbudowany przez Romualda Szeremietiewa i zatwierdzony przez rząd Buzka - "Tarcza i miecz" - to jednak nie został wprowadzony. W tym programie były nieduże zawodowe siły zbrojne, ale duża obrona terytorialna - czyli szkolenie młodych obywateli do obrony ojcowizny w miejscu ich zamieszkania. Bez tzw. fali i bez koszar, a przy użyciu wojskowych obiektów sportowych. A to faktycznie dawałoby Polsce siłę.

A problem wspomnianych fiszek? O czym to, Pana zdaniem, świadczy?
- To jest tak, że jeśli w wieży na lotnisku w Krzesinach oficer wypełnia fiszki, to oznacza, że nie ma tam systemu IT (systemu informatycznego). Po katastrofie CASY tłumaczyłem ministrowi Klichowi, że najważniejszą sprawą jest wprowadzenie w wojsku systemu informatycznego. Bo nie byłoby katastrofy CASY, gdyby był ten system. Przede wszystkim po wpisaniu nazwisk pilotów zapaliłoby się przy drugim pilocie czerwone światełko z informacją, że nie ma on kwalifikacji do tego typu samolotu. Ponadto przy wpisywaniu listy pasażerów już przy piątym pilocie jako pasażerze zapaliłoby się czerwone światło, ponieważ nie można brać na pokład jako pasażerów większej liczby pilotów niż pięciu. Wtedy zginęło ich dziewiętnastu! I po katastrofie tego systemu informatycznego nie wprowadzono, dlatego na pokład Tu-154M mogli wsiąść wszyscy generałowie. Mimo że minister Klich kupił samoloty Bryza bez przetargu, tłumacząc, że będą one wozić najwyższych dowódców.

Jednak do Smoleńska te samoloty generałów nie zawiozły...
- No nie. Mamy również 11 samolotów CASA i one też nie zostały do tego wykorzystane. Wszyscy zostali wpakowani do jednego samolotu. A tłumaczenie, że to prezydent ich tam zaprosił, że kazał im lecieć jednym samolotem, to są bzdury. Jeśli ktoś opowiada takie brednie, to oznacza, że nie ma on zielonego pojęcia o tym, co robią kraje NATO-wskie i jak takie procedury wyglądają. Więc jeżeli ktoś nawet nie chce tego zgłębić, to nie powinien mieć prawa dowodzić, ponieważ podstawowym i niezbywalnym prawem żołnierza jest, by był on jak najlepiej dowodzony. Wojsko cieszy się też niesłabnącym zaufaniem i poparciem społeczeństwa i zatrudnienie tylu PR-owców do tego, żeby poprawiać image ministra, jest po prostu pośmiewiskiem. A to głównie dlatego, że naprawdę od 20 lat nie było tak nieodpowiedniego na tym stanowisku ministra. Jego słupki jednak nie słabną, bo jest poparcie... I tak będzie pewnie do następnej katastrofy. A później znów całą winę zwali się na pilotów, pogodę lub "siłę wyższą".

Dziękuję za rozmowę.

NASZ DZIENNIK 2010-09-01
Ostatnio zmieniony 1 września 2010, 15:27 przez longinus9, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
longinus9
Posty:2190
Rejestracja:19 lutego 2009, 20:02
Lokalizacja:Łódź

Post autor: longinus9 » 1 września 2010, 04:18

Jesteśmy jedynym w historii wojskowości krajem, w którym w dwóch prawie identycznych katastrofach samolotów wojskowych zginęło najpierw całe dowództwo lotnictwa, a potem całe dowództwo wojska ze zwierzchnikiem - czyli prezydentem - na czele. I właściwie nie ma winnych
Klich czeka na kolejną katastrofę


Z gen. Sławomirem Petelickim, twórcą i byłym dowódcą jednostki specjalnej GROM, rozmawia Marta Ziarnik

Niedawno na jednym z filmów przedstawiających siły powietrzne dwukrotnie już prezentowanym jako reklama F-16 można było zobaczyć podoficera na wieży kontrolnej w Krzesinach z ołówkiem wypełniającego fiszki z informacjami.
- Muszę podkreślić, że widziałem różne lotniska NATO-wskie, ale na żadnym nie widziałem, żeby ktoś ołówkiem wypełniał karty samolotów! Tam to wszystko jest skomputeryzowane. To, co zobaczyłem, było wręcz przerażające. Kolejny szok przeżyłem, gdy na rzeczonym filmie pojawił się później jakiś młody oficer, który prezentował sprzęt ratowniczy dla pilotów. Takim głównym sprzętem było... lusterko z dziurką, którym niby wysyła się sygnały. Na filmie podkreślano, że ta metoda jest nieodkrywalna dla przeciwnika, bo nie jest to wysyłane na falach radiowych. Opowiadanie takich bajek w oficjalnym materiale MON jest nie do pojęcia. Ponadto wiadomo, że te F-16 nie mogą udzielać pomocy naszym żołnierzom w Afganistanie - nie tylko bojowo, ale nawet fotografując teren i pomagając rozpoznawczo. Kolejna kwestia jest taka, że nikt nie wie, kiedy te samoloty będą się wreszcie nadawały do czegokolwiek - w mediach podaje się rok 2018. A co do tego czasu? Śmigłowców nie mamy, bo - jak stwierdził szef sztabu gen. Mieczysław Cieniuch - program śmigłowcowy dopiero się zaczyna. Czyli znów mamy zmarnowane 12 lat.

A 36. Specjalny Pułk Lotnictwa Transportowego?
- W jakim stanie jest Pułk Specjalny, to wszyscy widzą, bo przecież wożenie tzw. VIP-ów przekazano cywilnym lotnikom. VIP-y nie rozumieją, że te samoloty, które miały być od lat kupione, nie są dla nich, tylko że są przeznaczone dla ratowania obywateli polskich na zagrożonych terenach, a mogą z nich oczywiście korzystać prezydent i premier. Natomiast pozostali ministrowie powinni latać normalnymi liniami, bo nie są jakimiś nadludźmi.
Jestem zdumiony tym, że większość mediów, niestety, wmawia ludziom, że nic się nie stało. Podczas gdy jesteśmy jedynym w historii wojskowości krajem, w którym w dwóch prawie identycznych katastrofach samolotów wojskowych zginęło najpierw całe dowództwo lotnictwa, a potem całe dowództwo wojska ze zwierzchnikiem - czyli prezydentem - na czele. I właściwie nie ma żadnych winnych. Jeszcze się wmawia, że katastrofie uległ samolot prezydencki, kiedy wcześniej prezydentowi odmawiało się nawet do tego samolotu dostępu.
To ucieczka od odpowiedzialności. Czyli w rzeczywistości jest to nic innego, jak kolejna droga do katastrofy. Bo jeśli po katastrofie CASY minister obrony nie wyciągnął żadnych wniosków i w tej chwili znów udaje Greka, to czego można się spodziewać? Za żadną z tych katastrof nie poniósł konsekwencji i wmawia się nam ciągle, że wszystko jest w porządku.

A jak jest w pozostałych strukturach?
- Słyszałem ostatnio słowa jednego z ekspertów, który mówił, że nasza armia jest w fatalnym stanie. Wiemy, że nie mamy marynarki, bo w przypadku tej słynnej korwety Gawron (budowanej 8 lat), która miała kosztować 300 mln, sam kadłub kosztował 1,2 miliarda. I za to też nie ma żadnych odpowiedzialnych. Niedawno minister Bogdan Klich go wodował i przy tej okazji powiedział, że nie ma już więcej pieniędzy. Jest to przerażający obraz.

Tym bardziej że co chwilę pojawiają się informacje o rezygnacjach ze stanowisk kolejnych generałów.
- Dokładnie. Ale co może zrobić w takiej sytuacji żołnierz? Żołnierz, jeżeli jest źle dowodzony, może jedynie odejść. Nie może tego zrobić w czasie wojny. Ale że wojny nie ma, to ci wojskowi po cichu odchodzą. Jak gen. Waldemar Skrzypczak powiedział, jaki jest stan armii, to go wówczas zakrzyczano. Świętej pamięci pan prezydent też nie stanął wówczas w jego obronie. Tymczasem gdyby gen. Skrzypczaka - i takich ludzi jak on - posłuchano, to by nie doszło do tej katastrofy z 10 kwietnia. Jestem o tym przekonany. I takich ludzi w wojsku jest coraz więcej, ale stawia się na BMW (bierny, mierny, ale wierny) i stąd zmiana tej ustawy, żeby do 65. roku życia posłuszni generałowie mogli służyć. Dlatego poważni generałowie odchodzą, gdyż nie chcą opowiadać bajek o stanie naszej armii.

Chyba praktycznie każdy taki wojskowy po złożeniu rezygnacji spotyka się z szeroko zakrojoną nagonką na swoją osobę ze strony MON. Dlaczego tak się dzieje?
- Takich generałów zawsze się atakuje. W MON są dyżurni atakujący, dyżurni opluwacze, którzy opluwają tych, kogo im każą. Tak to właśnie wygląda, że opluwa się tych, którzy mówią prawdę. O mnie też minister obrony Klich powiedział, że "dezinformuję społeczeństwo". Osoby winne tych wspomnianych wcześniej katastrof - na czele z ministrem Klichem - muszą wreszcie za to odpowiedzieć. Nie może być tak, że partia, która ma większość, może mówić, co jest prawem, a co nim nie jest. W każdym cywilizowanym kraju po takiej katastrofie rząd podałby się do dymisji. A to dlatego, że nie potrafi ochronić najważniejszych urzędników w państwie.

Ale sposób narracji w tej sprawie prezentowany w mainstreamowych mediach jest zgoła inny.
- Winę zwala się na kancelarię śp. prezydenta, mimo że wszyscy wiedzą, iż takie wizyty koordynuje kancelaria premiera z Tomaszem Arabskim na czele. Mimo że samolot i piloci są wojskowi, a kontrwywiad jest w gestii ministra obrony. Co najważniejsze, to lotnisko w Smoleńsku już na kilka dni przed przylotem polskiej delegacji powinno być sprawdzone. Tam, na miejscu, powinna być polska ekipa - taka sama powinna się znajdować na wyznaczonym lotnisku zapasowym. To jest elementarz w NATO. Tymczasem podczas jednej z konferencji prasowych premier Donald Tusk powiedział, że "w Polsce nie ma takiego obyczaju, żeby sprawdzać". A przecież Polska jest od 10 lat w NATO i z tego względu muszą u nas obowiązywać te same procedury, co w pozostałych państwach Sojuszu! Zaś wypowiedzi tego typu zwyczajnie kompromitują - premiera włącznie.

Jak Pan ocenia próbę przekazu, jakoby pasażerowie Tu-154M lecieli do Smoleńska "prywatnie"?
- 10 kwietnia to była uroczystość główna i leciały na nią najważniejsze osoby w państwie. To, że premier Władimir Putin wymyślił sobie, że on zrobi obchody 7 kwietnia, to jest jego sprawa. Propagandowe jest wmawianie Polakom, że to była prywatna wizyta i że prezydent nakazał pilotom lądowanie, stając się tym samym winnym tej katastrofy. Zresztą usiłowanie zrzucenia winy na pilotów i pogodę też jest niedorzeczne. Chyba najlepszym określeniem tego typu działań jest słowo "hańbiące". Hańbiące jest też brnięcie w tę ślepą uliczkę i wmawianie nam, że wszystko jest w porządku, bo pogrzeby ofiar zostały zorganizowane elegancko. To nas jedynie ośmiesza w oczach NATO, Unii Europejskiej oraz w oczach całego świata. Bo takiej katastrofy na świecie jeszcze nie było.

Powiedział Pan na początku naszej rozmowy, że F-16 nie mogą uczestniczyć w Afganistanie w żadnych akcjach. Dlaczego?
- Dlatego że one nie są jeszcze do tego gotowe. Te samoloty mogą na razie jedynie ładnie wystartować i wylądować - i świetnie wyglądają w reklamie. One nie są combat-ready (gotowy do walki). Nie nadają się do misji rozpoznawczych. Dlatego też powinna się tym zająć komisja obrony, żeby sprawdzić, dlaczego tak jest. Dlaczego Amerykanie mogą podczepić do swoich samolotów pojemnik do fotografowania terenu, a u nas ich nie ma? I dlaczego F-16 nie są wykorzystywane w Afganistanie do rozpoznawania terenu, podczas gdy talibowie mogą bezkarnie podjeżdżać pod naszą bazę i strzelać do naszych śpiących żołnierzy z ciężarówek i prymitywnych wyrzutni. A przecież wydaliśmy na F-16 ogromne pieniądze, bo aż 5 mld dolarów, i mimo tego nie potrafimy bronić naszych obywateli. Romuald Szeremietiew przez to miał duże kłopoty, ponieważ jako sekretarz stanu w MON chciał, żeby kupowano śmigłowce, a nie tak dużą ilość samolotów F-16.

Pan też uważa, że MON powinno wówczas postawić na śmigłowce?
- Tak, ponieważ nie mamy wystarczającej liczby pilotów wyszkolonych do latania na F-16 i nie mamy całej potrzebnej struktury, przy której samoloty te mogłyby latać. To nie jest takie proste. Głównie śmigłowce są potrzebne obywatelom, chociażby dla ratowania ich z wypadków na złych drogach. Tak samo są potrzebne przy powodzi - co było nie tak dawno ponownie widać. A tego nie ma. W systemie antykryzysowym państwa są nie tyle braki, ile ogromne wyrwy! Nie ma tego, bo nikt się tym nie zajmuje. Nie ma podejścia systemowego do bezpieczeństwa państwa. Nie ma żadnych konkretnych planów. Jak był program zbudowany przez Romualda Szeremietiewa i zatwierdzony przez rząd Buzka - "Tarcza i miecz" - to jednak nie został wprowadzony. W tym programie były nieduże zawodowe siły zbrojne, ale duża obrona terytorialna - czyli szkolenie młodych obywateli do obrony ojcowizny w miejscu ich zamieszkania. Bez tzw. fali i bez koszar, a przy użyciu wojskowych obiektów sportowych. A to faktycznie dawałoby Polsce siłę.

A problem wspomnianych fiszek? O czym to, Pana zdaniem, świadczy?
- To jest tak, że jeśli w wieży na lotnisku w Krzesinach oficer wypełnia fiszki, to oznacza, że nie ma tam systemu IT (systemu informatycznego). Po katastrofie CASY tłumaczyłem ministrowi Klichowi, że najważniejszą sprawą jest wprowadzenie w wojsku systemu informatycznego. Bo nie byłoby katastrofy CASY, gdyby był ten system. Przede wszystkim po wpisaniu nazwisk pilotów zapaliłoby się przy drugim pilocie czerwone światełko z informacją, że nie ma on kwalifikacji do tego typu samolotu. Ponadto przy wpisywaniu listy pasażerów już przy piątym pilocie jako pasażerze zapaliłoby się czerwone światło, ponieważ nie można brać na pokład jako pasażerów większej liczby pilotów niż pięciu. Wtedy zginęło ich dziewiętnastu! I po katastrofie tego systemu informatycznego nie wprowadzono, dlatego na pokład Tu-154M mogli wsiąść wszyscy generałowie. Mimo że minister Klich kupił samoloty Bryza bez przetargu, tłumacząc, że będą one wozić najwyższych dowódców.

Jednak do Smoleńska te samoloty generałów nie zawiozły...
- No nie. Mamy również 11 samolotów CASA i one też nie zostały do tego wykorzystane. Wszyscy zostali wpakowani do jednego samolotu. A tłumaczenie, że to prezydent ich tam zaprosił, że kazał im lecieć jednym samolotem, to są bzdury. Jeśli ktoś opowiada takie brednie, to oznacza, że nie ma on zielonego pojęcia o tym, co robią kraje NATO-wskie i jak takie procedury wyglądają. Więc jeżeli ktoś nawet nie chce tego zgłębić, to nie powinien mieć prawa dowodzić, ponieważ podstawowym i niezbywalnym prawem żołnierza jest, by był on jak najlepiej dowodzony. Wojsko cieszy się też niesłabnącym zaufaniem i poparciem społeczeństwa i zatrudnienie tylu PR-owców do tego, żeby poprawiać image ministra, jest po prostu pośmiewiskiem. A to głównie dlatego, że naprawdę od 20 lat nie było tak nieodpowiedniego na tym stanowisku ministra. Jego słupki jednak nie słabną, bo jest poparcie... I tak będzie pewnie do następnej katastrofy. A później znów całą winę zwali się na pilotów, pogodę lub "siłę wyższą".

Dziękuję za rozmowę.

NASZ DZIENNIK 2010-09-01

Awatar użytkownika
longinus9
Posty:2190
Rejestracja:19 lutego 2009, 20:02
Lokalizacja:Łódź

Post autor: longinus9 » 2 września 2010, 04:11

To Tusk sprowokował ludzi


Premier arogancko pytał, gdzie jest 9 milionów członków "Solidarności", w miejscu, w którym obok sterczą martwe dźwigi Stoczni Gdynia. Podobnie jest w Szczecinie. Umierają poznański "Ceglorz" oraz setki innych zakładów

Z Januszem Śniadkiem, przewodniczącym Komisji Krajowej NSZZ "Solidarność", rozmawia Mariusz Bober

"To jest niepoważny związek, który nie potrafi się kulturalnie zachowywać" - w ten sposób ocenił poniedziałkowy zjazd "Solidarności" w 30. rocznicę jej powstania Lech Wałęsa. Zaś marszałek Senatu Bogdan Borusewicz uznał, że zachowanie związkowców było "żenujące"...
- Takie oceny ze strony elit władzy (zwłaszcza marszałka Bogdana Borusewicza) są dziwne. Oskarżanie uczestników zjazdu o niewłaściwe zachowanie w sytuacji, gdy politycy, którzy powinni zachowywać się jak mężowie stanu, są nieustannie źródłem zgorszenia, kłótni i sporów, stosują język szyderstw i kpin, czego przykładem było lżenie śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego, jest co najmniej nie na miejscu. Tacy politycy są ostatnimi, którzy mieliby prawo potępiać społeczeństwo za niewłaściwe zachowania.

Przewidywał Pan, że zjazd zakończy się wygwizdaniem premiera Donalda Tuska?
- To prawda, że "Solidarność" była gospodarzem zjazdu. Jednak poprawności zachowań trzeba wymagać od obu stron. Dlatego nie można komentować zachowania związkowców w oderwaniu od tego, co mówili goście.

Które słowa i których gości najbardziej wzburzyły przedstawicieli "Solidarności"?
- Prezydent Bronisław Komorowski był przyjęty nawet z pewną życzliwością. Natomiast z całą pewnością źle zostało odebrane przemówienie i zachowanie premiera Donalda Tuska. Zwracam uwagę, że na samym początku zjazdu wyemitowany był krótki film, w którym powtarzało się przesłanie: jest jedna "Solidarność". Więc gdy zaraz potem na mównicę wyszedł premier i rozpoczął swoje wystąpienie od stwierdzenia, że są dwie "Solidarności", to po prostu obraził zebranych związkowców. W dodatku nie podał "daty śmierci" tej pierwszej "S". Jeśli bowiem ktoś twierdzi, że była pierwsza "Solidarność", którą zabito, to niech powie, kiedy to się stało. Kto to zrobił? Czy może pokonał ją gen. Wojciech Jaruzelski? Zaś byłego prezydenta Lecha Wałęsę zapytałbym, kiedy mówi prawdę - ostatnio, wyrażając się w ten sposób, czy kiedyś przy grobie ks. Jerzego Popiełuszki, gdy mówił, że "Solidarność" żyje, bo "ty oddałeś za nią swoje życie"? A może skłamał, gdy w 1989 r. ponownie rejestrował ten sam związek, którego był przewodniczącym? Czy wtedy to była ta sama czy inna "Solidarność"? Przypomnę, że po Okrągłym Stole miał miejsce ostry spór Lecha Wałęsy z Andrzejem Gwiazdą. Wtedy to Andrzej Gwiazda uważał, że przewodniczący "S" naruszył pewne obowiązujące w związku procedury, a w efekcie związek, na którego czele stanął, stał się inny od tego tworzonego na początku. Więc teraz chyba Lech Wałęsa powinien publicznie przyznać, że Andrzej Gwiazda miał rację, i przeprosić go za to, że wówczas go obrażał.

Lech Wałęsa powiedział też, że "Solidarność" trzeba było rozwiązać już w 1989 roku...
- Tak, pan prezydent, od kiedy odszedł ze Związku, co jakiś czas chce go rozwiązywać, tak jakby chciał powiedzieć: "Solidarność" to ja. Tymczasem w listopadzie 2003 roku podczas pielgrzymki "Solidarności" do Watykanu słuchaliśmy razem z Lechem Wałęsą śp. Ojca Świętego Jana Pawła II, gdy mówił, jak ciągle ważna i potrzebna pracownikom i Polsce jest "Solidarność". Chciałbym - zamiast polemiki - zadedykować byłemu prezydentowi te słowa. Przypomnę też obecnym władzom inne ważne przesłanie polskiego Papieża, który mówił, że w sporach między władzą a społeczeństwem rację ma zawsze społeczeństwo.

Wróćmy do poniedziałkowego zjazdu. Jak Pan odebrał słowa premiera Tuska, który mówił o "nienawiści"?
- Na początku zjazdu został wyświetlony film z głównym przesłaniem: JEST JEDNA "SOLIDARNOŚĆ". Premier niemal na początku wystąpienia oświadczył, że są dwie "Solidarności". Wzajemna miłość i szacunek były w okresie tej pierwszej, w PRL. A teraz w tej drugiej panuje - jego zdaniem - nienawiść. Czuję się obrażony tymi słowami, niezależnie od niejednoznaczności i braku logiki tego wywodu. Domyślam się, że nie miał na myśli relacji "Solidarności" z otoczeniem, w rodzaju prowokacji bydgoskiej [pobicie przez milicję działaczy NSZZ "Solidarność" podczas sesji Wojewódzkiej Rady Narodowej w marcu 1981 r. w Bydgoszczy - przyp. red.]. Natomiast spory i napięcia wewnątrz Związku w tamtym czasie były niewątpliwie dużo większe niż są dzisiaj. Toczyli je ludzie do dzisiaj kojarzeni z "Solidarnością", ale którzy już dawno odeszli ze Związku, porzucając go dla polityki. Przypisywanie tych gorszących sporów "Solidarności" to nadużycie. Przypuszczam, że to właśnie miał na myśli prezes Jarosław Kaczyński, kiedy mówił: "Nie wolno manipulować ludźmi, znaczeniem słów i pojęć". Nie można przypisywać całej "Solidarności" zachowań ludzi jedynie wywodzących się ze Związku, a dzisiaj aktywnych np. w polityce. Chciałbym podkreślić, że takiego nadużycia w postaci kierowanych do Związku wysoce niestosownych ocen i pouczeń dopuścił się zawodowy polityk otoczony specjalistami od PR. O ile w wielu dziedzinach ten rząd jest niekompetentny, to na tym akurat się zna. Moim zdaniem, Donald Tusk doskonale wiedział, co mówi, i jaka będzie reakcja sali na jego słowa. Uważam, że w swoim wystąpieniu premier z pełną premedytacją sprowokował zgromadzonych. Wyraz zadowolenia, który malował się na jego twarzy, gdy opuszczał salę, w której odbywał się zjazd, wymownie świadczył o tym. To znaczy, że był zadowolony z efektu, który osiągnął.

Dlaczego w takim razie to zrobił?
- Chciał sprowokować właśnie takie reakcje zebranych związkowców. Premier rządu, który rok temu obiecywał pracownikom wszystkich polskich stoczni, że mogą czuć się bezpieczni, przyjechał na zjazd "Solidarności" i nie wspomniał nawet ani słowa o tej obietnicy oraz o sytuacji przemysłu okrętowego. Nie wspomniał też o innych aktualnych problemach dzisiejszej Polski - bezrobociu, podwyżce VAT, ograniczeniu wzrostu płac w sferze budżetowej itd. Zamiast tego znalazł czas na karcenie i pouczanie związkowców.
Premier arogancko pytał, gdzie jest 9 milionów członków, w miejscu, w którym obok sterczą martwe dźwigi Stoczni Gdynia. Podobnie jest w Szczecinie. Umierają poznański "Ceglorz" oraz setki innych zakładów. Na skutek polityki rządu zanika stosunek pracy. Gdzie są ci ludzie? "Na bezrobociu" - słychać było okrzyki z sali. W roku 1980 w zakładach pracy deklarację przystąpienia do "Solidarności" podpisało ok. 10 mln pracowników. W roku 1989 już tylko ok. 2 milionów. Jeśli ktoś chce mówić nie o związku, gdzie są deklaracje i składki, ale o ruchu społecznym, to pytam, na czym opiera twierdzenie, że dzisiaj w tym ruchu jest mniej ludzi niż w roku 1980? Może jest tyle samo, a może więcej.
Wypowiedzi premiera były prowokacyjne i niejednoznaczne. Nie można się dziwić, że na sali rozległy się gwizdy.

Zaniedbania rządu w wywiadzie udzielonym w dniu zjazdu tłumaczył marszałek Bogdan Borusewicz, twierdząc, że to także Pan musi mieć pretensje do siebie, bo "Janusz Śniadek był w radzie nadzorczej Stoczni Gdyńskiej przez wiele, wiele lat i miał wpływ na to, co się dzieje w stoczni"...
- To bardzo nieuczciwe oskarżenie. Mógłbym zapytać, odwracając sytuację, czy marszałek Senatu i prominentny polityk (przez wiele lat), były minister Bogdan Borusewicz, nie jest współodpowiedzialny za wiele nierozwiązanych problemów Polski? Jeśli zaś chodzi o moją odpowiedzialność za los stoczni, to chcę podkreślić, że gdy przestałem pełnić funkcję członka rady nadzorczej, Stocznia Gdynia była jeszcze w całkiem przyzwoitej sytuacji. Do rady nadzorczej zostałem wybrany przez pracowników i skrupulatnie mnie z tego rozliczali. Stawiając niedawno w Szczecinie pytanie, kto zawinił, doprowadzając do upadku przemysł stoczniowy w Polsce - pracownicy, kadra inżynieryjna czy właściciel - wskazałem na tego ostatniego. Są wszelkie przesłanki tego, żeby przemysł okrętowy żył i był ważną gałęzią gospodarki. Poza Polską nikt na świecie, mimo kryzysu, nie likwiduje teraz przemysłu stoczniowego. Po 1989 r. w Polsce zabrakło kompetentnych mężów stanu, którzy mieliby wizję na miarę Eugeniusza Kwiatkowskiego, który uczynił gospodarkę morską polską racją stanu. Dziś powinno być podobnie. Upadek gospodarki morskiej to wina kolejnych rządów. Jednak "agonia" polskiego przemysłu okrętowego następuje pod rządami tej ekipy. W dodatku premier tego rządu publicznie składał stoczniowcom deklaracje, że mogą czuć się bezpieczni, i nie wywiązał się z nich.

Jaka jest w takim razie odpowiedzialność obecnego rządu za upadek stoczni?
- Być może największa, nawet biorąc pod uwagę zaniechania wszystkich poprzednich ekip.

Na zjeździe w Gdyni w mocnych słowach zdiagnozował Pan obecny stan Polski, mówiąc: "Tanie państwo okazało się bardzo drogim państwem, które nie jest w stanie zapewnić bezpieczeństwa swoim obywatelom - więcej, swoim elitom z prezydentem na czele". To była również recenzja polityki obecnych władz?
- W ten sposób chciałem zwrócić uwagę, że np. oszczędzanie na samolotach dla VIP może okazać się jedną z przyczyn katastrofy smoleńskiej. "Tanie państwo" oznacza brak pieniędzy na inwestycje w szeroko rozumiane bezpieczeństwo. Gdy przetargi wygrywa najtańszy, to kosztem właśnie bezpieczeństwa pracowników, jakości wykonania i konstrukcji obiektu. Prowadzi się politykę "delegowania" z poziomu krajowego różnych zadań do samorządów bez przeznaczania funduszy na ich realizację. Sztandarowym tego przykładem jest sytuacja służby zdrowia. To, co nazywane jest komercjalizacją szpitali i rzekomo nie oznacza prywatyzacji, będzie miało dramatyczne skutki dla pacjentów. Tak czy inaczej jest to kolejny przykład przerzucania odpowiedzialności, tym razem za stan służby zdrowia, na samorządy bez zapewnienia źródła finansowania. Podobnie jest z finansowaniem oświaty, kolei itd. To rodzaj polityki, którą nazywamy: "Radź sobie sam". W ten sposób państwo ucieka od odpowiedzialności za usługi publiczne, za bezpieczeństwo obywateli. Zastanawia mnie, ile jeszcze powodzi będzie musiało dotknąć Polaków, żeby władze państwowe wzięły odpowiedzialność za finansowanie systemu zabezpieczeń przeciwpowodziowych. Niestety, w Polsce problem kończy się na "gadaniu", a nic się nie robi. Przykładem takiej polityki może być sytuacja Wojska Polskiego. Dlatego podkreślam, że polskie państwo, "tanie państwo", nie jest w stanie zapewnić obywatelom bezpieczeństwa w różnych wymiarach, także w wymiarze socjalnym. Poziom zasiłków rodzinnych, dla bezrobotnych i kryteria ich przyznawania wołają o pomstę do nieba.

Czy nie wynika to z realizowanej w zasadzie od 20 lat koncepcji państwa, które sprowadza swoją rolę do zapewnienia firmom niskich kosztów pracy, a więc także i płacy?
- Ma pan rację. Stąd nasza kampania "Niskie płace barierą rozwoju Polski". Sprzeciwiamy się polityce traktowania pracownika jako kosztu produkcji, który za wszelką cenę należy redukować. Przeciwstawiamy się temu na różne sposoby. Wołamy, że pracownik jest najcenniejszym kapitałem w zakładzie pracy. Sprowadzanie pracownika do kosztu produkcji uderza w godność ludzką. Takie działania są sprzeczne ze społecznym nauczaniem Kościoła katolickiego i Ojca Świętego Jana Pawła II, a także kapelana "Solidarności" bł. ks. Jerzego Popiełuszki. Są one sprzeczne również z tym wszystkim, co składa się na aksjologię "Solidarności".

Dziękuję za rozmowę.
- To ja dziękuję! Pozdrawiam czytelników "Naszego Dziennika" w imieniu zawsze wiernej Bogu i Ojczyźnie "Solidarności" w 30. rocznicę jej urodzin.

NASZ DZIENNIK 2010-09-02

Awatar użytkownika
Coltrane
Posty:17740
Rejestracja:31 marca 2008, 23:47
Lokalizacja:Polska

Pomnik Wypędzonego SS-mana

Post autor: Coltrane » 20 września 2010, 06:53

Pomnik Wypędzonego SS-mana

Dzisiaj nad ranem, na terenie Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau (Deutsch Konzentrations- und Vernichtungslager) odsłonięto pomnik Wypędzonego Pracownika Obozu. Pomnik stanął tuż obok bramy wejściowej. Aktu odsłonięcia pomnika dokonała córka wypędzonego z Polski pracownika Luftwaffe, Erika Steinbach. Na nocną uroczystość przybyli liczni goście z Niemiec oraz przedstawiciele naszych władz centralnych.

Skromny odlew z brązu, autorstwa znanego artysty Romana Ajwajskiego, przedstawia pogrążonego w zadumie SS-mana, który tuż po wrogim przejęciu obozu (siłą!) przez wojska sowieckie przysiadł na ławeczce. Prawdziwą głębię dzieła znajdujemy w wyrazie twarzy SS-mana - widzimy głęboką troskę o przyszłość i los własnej rodziny w obliczu utraty dobrze wynagradzanego miejsca pracy. Powagę przesłania wzmacnia symboliczny, widoczny w tle napis "Arbeit Macht Frei".



Od dzisiaj zwiedzający Muzeum będą mogli przysiąść obok smutnego funkcjonariusza SS i zrobić sobie pamiątkowe zdjęcia.

[center]Obrazek [/center]

http://niepoprawni.pl/grafika/pomnik-wy ... go-ss-mana

Awatar użytkownika
Coltrane
Posty:17740
Rejestracja:31 marca 2008, 23:47
Lokalizacja:Polska

Re: Pomnik Wypędzonego SS-mana

Post autor: Coltrane » 20 września 2010, 07:07

Coltrane pisze:Pomnik Wypędzonego SS-mana

Aktu odsłonięcia pomnika dokonała córka wypędzonego z Polski pracownika Luftwaffe, Erika Steinbach. Na nocną uroczystość przybyli liczni goście z Niemiec oraz przedstawiciele naszych władz centralnych.
Jak czytamy : Na nocną uroczystość przybyli liczni goście z Niemiec oraz przedstawiciele naszych władz centralnych - w uroczystości odsłonięcia tego skandalicznego pomnika wzięli udział przedstawiciele tzw. "władz centralnych" ma się rozumieć polskich.
Czy tzw. polskie władze kpią sobie z nas Polaków ?

Awatar użytkownika
adsenior
Posty:6186
Rejestracja:25 czerwca 2009, 04:06
Lokalizacja:Łódź

Post autor: adsenior » 20 września 2010, 07:34

Panie Coltrane, nie chcę w to uwierzyć, proszę o łącze, gdzie jest zawarta ta informacja.

Awatar użytkownika
Endek
Posty:2948
Rejestracja:24 listopada 2008, 20:37
Lokalizacja:Nieporęcki Las

Re: Pomnik Wypędzonego SS-mana

Post autor: Endek » 20 września 2010, 08:17

Coltrane pisze:Pomnik Wypędzonego SS-mana



http://niepoprawni.pl/grafika/pomnik-wy ... go-ss-mana
Najprawdopodobniej jest to żart
Liberał to fanatyk na rzecz niezależności, który wychwala ją w każdej dziedzinie, aż do granic absurdu(abp, Marceli Lefebvre)

Awatar użytkownika
adsenior
Posty:6186
Rejestracja:25 czerwca 2009, 04:06
Lokalizacja:Łódź

Post autor: adsenior » 20 września 2010, 13:17

Zgoda Panie Józefie, ilustrację zrobiła niejaka/jaki Ma. Żart z rodzaju obrzucania się tortem, lub nakarmieniem środkiem na rozwolnienie!

Syriusz
Posty:4297
Rejestracja:3 października 2008, 14:56

Post autor: Syriusz » 20 września 2010, 13:26

Ceny chleba w Lublinie wzrosły o 10-20 proc..

I stało się. Ceny pieczywa w Lublinie poszły ostro w górę. Piekarnie podniosły cenniki od 10 do 20 proc.
O planowanych podwyżkach cen pieczywa pisaliśmy przed miesiącem. We wrześniu lubelscy piekarze wprowadzili swoje zamiary w czyn. Np. za najtańszy bochenek chleba w sklepach LSS Społem trzeba zapłacić 1,99 zł, czyli o 20 gr więcej niż dotychczas. Z kolei w piekarni tradycyjnej Pęzioł półkilogramowy bochenek kosztuje teraz 1,74, podczas gdy przed podwyżką jego cena była o 26 gr niższa. Natomiast bułka to obecnie koszt 0,35 zł.
Sytuacja ta bulwersuje lublinian. - Kupując chleb w hipermarkecie dotychczas za duży kilogramowy bochenek płaciłem 2,80 zł, a dziś widzę cenę 3,40 zł. No to popatrzcie, jak nas konsumentów w imię podwyżki VAT się doi - zaalarmował nas Czytelnik.

Tymczasem piekarze tłumaczą, że podwyżka VAT, która czeka nas dopiero w przyszłym roku, nie ma nic wspólnego z obecnymi cenami pieczywa. - Nie mieliśmy innego wyjścia. Cena mąki rosła ostatnio z tygodnia na tydzień. A to rzutuje przecież na cenę pieczywa - wyjaśnia Tadeusz Pęzioł, właściciel piekarni przy ul. J. Sawy

Kiedyś po takich podwyżkach ludzie wychodzili na ulicę, zobaczymy co zrobią dzisiaj?.
Narodzie obudż się wreszcie!!!, chyba że chcesz byc sprzedany.

Awatar użytkownika
adsenior
Posty:6186
Rejestracja:25 czerwca 2009, 04:06
Lokalizacja:Łódź

Post autor: adsenior » 20 września 2010, 14:31

Ja od kilku lat, sam robię chleb, ale to co się dzieje z maka to jest jeden skandal! Cena maki wzrosła o 50%! Jak to sie dzieje, że gdy ceny zbóż, spadały drastycznie, ministerstwo rolnictwa, uruchamiało interwencje a teraz? Niejaki Sawicki, nb. minister skarbu, nie zezwala na zwolnienie rezerw zbożowych, tylko po to, by wieś kolejny raz, pasożytowała na "miastowych".

Brazzer
Posty:42
Rejestracja:20 maja 2010, 10:18
Lokalizacja:USA - LA

Post autor: Brazzer » 21 września 2010, 11:10

Pan Adsenior ma racje trzeba wrócić do czasów monarszych i zrobić z porządek. Jak pan myśli kilku w dyby wziąć i powinno uspokoić?

Awatar użytkownika
adsenior
Posty:6186
Rejestracja:25 czerwca 2009, 04:06
Lokalizacja:Łódź

Post autor: adsenior » 21 września 2010, 13:10

Szanowny Panie, po co ta ironia? W innym wątku, napisałem o sporach, konfliktach między pokoleniowych, tak się składa, że jest Pan młodszy od moich dzieci!

Brazzer
Posty:42
Rejestracja:20 maja 2010, 10:18
Lokalizacja:USA - LA

Post autor: Brazzer » 21 września 2010, 14:16

Bo robi pan z igły widły.

Awatar użytkownika
Endek
Posty:2948
Rejestracja:24 listopada 2008, 20:37
Lokalizacja:Nieporęcki Las

Post autor: Endek » 21 września 2010, 15:46

Syriusz pisze:
I stało się. Ceny pieczywa w Lublinie poszły ostro w górę. Piekarnie podniosły cenniki od 10 do 20 proc.
To min. koszty wojny w Iraku i Afganistanie. Czy PiS umywa rączki od dziury budżetowej?
Syriusz pisze: Kiedyś po takich podwyżkach ludzie wychodzili na ulicę, zobaczymy co zrobią dzisiaj?.
Narodzie obudż się wreszcie!!!, chyba że chcesz byc sprzedany.
Etatowi wichrzyciele Syjonu mają pełne ręce roboty w swoich partiach, bankach i wszelkich innych biznesach, więc nie ma komu się podjąć roli zapalnika.
Liberał to fanatyk na rzecz niezależności, który wychwala ją w każdej dziedzinie, aż do granic absurdu(abp, Marceli Lefebvre)

Awatar użytkownika
Coltrane
Posty:17740
Rejestracja:31 marca 2008, 23:47
Lokalizacja:Polska

Post autor: Coltrane » 21 września 2010, 15:54

Endek pisze:
To min. koszty wojny w Iraku i Afganistanie. Czy PiS umywa rączki od dziury budżetowej?
Endek, czy wszystkiemu winien jest PiS ? Jakbym czytał zwolennika PO ....

ODPOWIEDZ