Smoleńsk - coraz bliżej prawdy.

Polityka, gospodarka, ekonomia...
ODPOWIEDZ
Aerolit
Posty: 581
Rejestracja: 9 stycznia 2008, 08:10

Smoleńsk - coraz bliżej prawdy.

Post autor: Aerolit » 29 czerwca 2010, 14:36

To był wyrok śmierci dla Tu-154

Wieża w Smoleńsku podała pilotom prezydenckiego Tu-154, gdy dolatywał do lotniska: „zejdźcie do 50 metrów”. Tak wynika z zeznań pilota Jaka-40, porucznika Artura Wosztyla, złożonych w prokuraturze (karta 1165), do których dotarli informatorzy „Gazety Polskiej”. Samolot był już wówczas wprowadzony na fałszywą ścieżkę, wprost w głęboką na 60 m dolinę, a widoczność we mgle w pionie wynosiła 30 metrów. Był to wyrok śmierci dla prezydenckiej maszyny.

Porucznik Wosztyl słyszał słowa kontrolera wieży wydawane po rosyjsku pilotom Tu-154 w radiostacji pokładowej Jaka-40, który wylądował w Smoleńsku 10 kwietnia o godz. 7.22. Rosyjski kontroler wypowiedział je, gdy drugi pilot Tu-154, Robert Grzywna, podał na wysokości 80–70 metrów komendę: odchodzimy. To dowodzi, że wieża kontrolna w Smoleńsku kierowała prezydencką maszynę do zderzenia z ziemią. Kontrolerzy na lotnisku Smoleńsk-Siewiernyj wiedzieli, że polski samolot był na fałszywej ścieżce schodzenia – był kierowany wprost w dolinę, głęboką na 60 metrów. Jak zeznał Wosztyl, rosyjski kontroler powiedział do pilotów prezydenckiego tupolewa: „jak na wysokości 50 metrów nie zobaczycie pasa, odlatujcie”. Wieża wiedziała, że widoczność w pionie w rejonie lotniska wynosiła wówczas zaledwie 30 metrów. Zejście polskiego Tu-154 do poziomu 50 metrów oznaczało nieuchronne zderzenie ze zboczem kończącej się doliny. Gdy piloci dojrzeli przez gęstą mgłę wyłaniające się zbocze, byli bez szans. Tylko znakomite umiejętności pierwszego pilota Arkadiusza Protasiuka spowodowały, że maszyna nie rozbiła się od razu o zbocze, lecz udało mu się poderwać samolot na kilkanaście metrów. Ale zaraz tupolew stracił fragment skrzydła, co stało się początkiem dramatu. To jednak nie tłumaczy tak ogromnych zniszczeń samolotu po upadku z kilku metrów. Co stało się w samolocie przed jego uderzeniem w ziemię, dlaczego kabina pasażerska praktycznie zniknęła w wyniku wypadku, dziś jeszcze nie wiadomo.

Zeznania polskiego pilota, co ciekawe, są w sprzeczności z zeznaniami Pawła Plusnina, kontrolera lotów w Smoleńsku. Zeznał on (karta 2538), według naszych informatorów, że zabronił schodzić pilotom Tu-154 poniżej 100 m. Zastanawiające, że ani komendy Rosjan, którą słyszał porucznik Wosztyl mówiącej o zejściu do 50 metrów, ani nawet tej z zeznań rosyjskiego kontrolera mówiącej o 100 metrach, która byłaby dowodem dobrych intencji wieży, nie ma w stenogramach. Jest to kolejna przesłanka dowodząca, że stenogramy, podobnie jak całe niemal śledztwo, sfałszowano.

Mijają trzy miesiące od katastrofy, a w śledztwie pojawia się coraz więcej niejasności. Tymczasem p. o nieżyjącego Prezydenta, Bronisław Komorowski, nic w wyjaśnieniu tej tragedii nie zrobił. Poza odznaczeniem rosyjskich milicjantów za ich poświęcenie w zabezpieczeniu miejsca katastrofy....

http://media.wp.pl/kat,1022943,wid,1242 ... caid=1a6ed

sonia
Posty: 6384
Rejestracja: 7 grudnia 2008, 15:50
Lokalizacja: z Polski

Post autor: sonia » 29 czerwca 2010, 16:03

Aerolit,
i gawarim pa ruski,czyli złozeniu wiernopoddanczego hołdu i przeprosin putinowcom,ze
to nie policjanci okradli zwłoki z kart kredytowych,lecz
zołnierze i nie było ich 4,tylko trzech.....tak to jakoś szło
To juz nie żarty,to HANBA
nawet generał ,ten,ktory
wedle słów Tuska na niczy się nie zna i choć jest generałem,to
nie wojskowym :->
powiedział..........ze nie zyczy sobie,by
portier służacy u Niemca ...od lat
mowił POnad naszymi głowami
do Moskwy,pa ruski.............z polskiego szklanego
ekranu..............
a dlaczego pełniący obowiązki,milczy na temat wiedzy "jaką posiada
w sprawie sledztwa" ?
Dlaczego
nie chce się nią podzielić z Polską Prokuraturą,zakrywając
się tajemnicą sledztwa,
czyją tajemnicą i przed KIM?,
przed Polskimi Prokuratorami ?

zresztą wyraznie wypowiedział się w Niedziele na ten TEMAT,nie będzie psuł stosunkow polsko-rosyjskich :-> ???
to się naprawdę nie miesci w głowie,ze tylu
polskich Obywateli
"zaczadziało"

Awatar użytkownika
Coltrane
Posty: 17740
Rejestracja: 31 marca 2008, 23:47
Lokalizacja: Polska

Re: Smoleńsk - coraz bliżej prawdy.

Post autor: Coltrane » 29 czerwca 2010, 16:36

To był wyrok śmierci dla Tu-154
To był zaplanowany zamach, morderstwo z premedytacją. Zamach przygotowywany od kilku miesięcy przez rodzimych zamachowców. Świadczy o tym chociażby korespondencja pomiędzy Prezydentem Lechem Kaczyńskim a kliką z PO. Dziwne że na pokładzie samolotu znalazło się po trzech z PO i z SLD. Kalisz miał pretensje do PO że ze strony SLD zginęli wyżsi rangą, a ze strony PO jakieś pionki. Czyli że ci z SLD nic nie wiedzieli o tym zamachu. No może niektórzy byli wtajemniczeni. W każdym razie zginął m.i. Andrzej Kremer (PO), ten który prowadził korespondencję z Prezydentem Kaczyńskim. Może za dużo wiedział ?

Awatar użytkownika
KASIA
Posty: 6624
Rejestracja: 16 kwietnia 2007, 09:03
Lokalizacja: Alaska

Post autor: KASIA » 29 czerwca 2010, 16:41

Czyli że ci z SLD nic nie wiedzieli o tym zamachu. No może niektórzy byli wtajemniczeni. W każdym razie zginął m.i. Andrzej Kremer (PO), ten który prowadził korespondencję z Prezydentem Kaczyńskim. Może za dużo wiedział ?

Może i tak, trochę rzucili na ofiarę. Widać gotowi są swoich też poświęcić- jak to odstrzał u myśliwego .


[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=rMFByatb ... r_embedded[/youtube]
Ostatnio zmieniony 29 czerwca 2010, 17:26 przez KASIA, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
longinus9
Posty: 2190
Rejestracja: 19 lutego 2009, 20:02
Lokalizacja: Łódź

Post autor: longinus9 » 29 czerwca 2010, 17:25

Z terrorystami należy postępować tak jak czyni to Izrael likwidować ich. Komu zależy na bezpieczeństwie państwa musi postępować w taki sposób. Inaczej państwo umiera. I niezależnie kto by był takim terrorystą zwolennicy alkaidy, platformiacy, czy putinowcy muszą wiedzieć, że odpowiedź na terroryzm będzie jedna śmierć terrorysty.

Awatar użytkownika
KASIA
Posty: 6624
Rejestracja: 16 kwietnia 2007, 09:03
Lokalizacja: Alaska

Post autor: KASIA » 29 czerwca 2010, 17:30

longinus9 pisze:Z terrorystami należy postępować tak jak czyni to Izrael likwidować ich. Komu zależy na bezpieczeństwie państwa musi postępować w taki sposób. Inaczej państwo umiera. I niezależnie kto by był takim terrorystą zwolennicy alkaidy, platformiacy, czy putinowcy muszą wiedzieć, że odpowiedź na terroryzm będzie jedna śmierć terrorysty.
Wiesz co by się stało gdybyśmy wyciągnęli lufę do terrorystów ? Najpierw trzeba by uważać czy nasi nie strzeliliby nam w plecy.

Awatar użytkownika
Coltrane
Posty: 17740
Rejestracja: 31 marca 2008, 23:47
Lokalizacja: Polska

Post autor: Coltrane » 30 czerwca 2010, 06:20

Magdalena Merta: Będziemy chcieli ekshumować, przynajmniej niektórzy, naszych bliskich.

Sporo rodzin ma wątpliwości, czy pochowano właściwe osoby

Rodziny pytają o wrak



Władze polskie powinny podjąć działania zmierzające do przekazania naszemu krajowi szczątków prezydenckiego samolotu, który rozbił się pod Smoleńskiem - twierdzi Stowarzyszenie Rodzin Katyń 2010 r. zrzeszające krewnych ofiar tej katastrofy.

Rodziny podkreślają, że choć upłynęły już trzy miesiące od katastrofy, to "śledztwo wyjaśniające jej okoliczności toczy się opieszale, z pogwałceniem wszelkich standardów, norm etycznych i humanitarnych".
Jak powiedziała w "Aktualnościach dnia" Radia Maryja Jadwiga Gosiewska, matka posła Przemysława Gosiewskiego, początkowo prokuratura informowała rodziny ofiar, że wystąpiła z wnioskiem o wydanie wraku samolotu. Jednak później się okazało, że tego nie zrobiła. - Prosiliśmy prokuraturę o wyjaśnienie, czy zwróciła się o przekazanie szczątków samolotu. Początkowo, żeby nas uspokoić, powiedziano, że tak. W końcu, jak dowiedziała się jedna z pań, okazało się, że prokuratura tego nie zrobiła - podkreśla Gosiewska.
Dlatego stowarzyszenie zwróciło się z apelem do premiera Donalda Tuska i prokuratury wojskowej o "podjęcie działań mających na celu niezwłoczny zwrot dowodów rzeczowych w postaci szczątków samolotu Tu-154". Bliscy ofiar tragedii smoleńskiej podkreślają, że "szczątki te mają istotne, a być może decydujące znaczenie dla wyjaśnienia przyczyn katastrofy".
Jeden z członków stowarzyszenia Andrzej Melak, brat zmarłego Stefana Melaka, prezesa Komitetu Katyńskiego, podkreśla, że zbadanie szczątków samolotu "przyczyni się również do weryfikacji czy wręcz wykluczenia niektórych wersji kryminalistycznych stworzonych w toczącym się postępowaniu karnym, co pozwoli na szybsze ustalenie przyczyn katastrofy". Rodziny skupione w nowo powstałym stowarzyszeniu podkreślają, że będą walczyć o ujawnienie całej prawdy o okolicznościach katastrofy. - Zdajemy sobie sprawę, że nie będzie to walka łatwa, ale też wiemy, że nie możemy jej nie podjąć z poczuciem walki o prawdę - podkreśla Magdalena Merta, wdowa po Tomaszu Mercie, wiceministrze kultury. Podkreśla, że rodziny sprzeciwiają się wszelkim próbom utajniania. - Chcemy zadawać głośno pytania, by nie zamykano nam ust. Co tam jest do ukrycia, że nie wpuszcza się polskich archeologów? - pyta Merta. - Będziemy chcieli ekshumować, przynajmniej niektórzy, naszych bliskich. Sporo rodzin ma wątpliwości, czy pochowano właściwe osoby - dodaje, zwracając uwagę, że Rosjanie nie chcieli honorować polskich próbek DNA. - Uważamy, że mamy pełne prawo pytać, czy ich zabito, bo to my cierpimy i to my po nich płaczemy - stwierdziła wdowa po wiceministrze kultury. Również Jadwiga Gosiewska uważa, że jest wiele elementów świadczących, że nie był to zwykły wypadek spowodowany zbiegiem szeregu nieszczęśliwych okoliczności. - Prezydent Lech Kaczyński był jednym z najsilniejszych obrońców interesów narodowych i trudno uwierzyć w śmierć najważniejszych osób w państwie tylko z powodu nieszczęśliwych okoliczności - ocenia.
Melak podkreśla, że pytania, co tam się stało i czy władze polskie będą dążyły do wyjaśnienia wszystkich okoliczności tej tragedii, są "fundamentalnymi pytaniami" dla wszystkich rodzin ofiar.
Zenon Baranowski

źródło : http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=po11.txt

Awatar użytkownika
KASIA
Posty: 6624
Rejestracja: 16 kwietnia 2007, 09:03
Lokalizacja: Alaska

Post autor: KASIA » 13 lipca 2010, 22:21

GAZETA POLSKA. Prawdę o Smoleńsku musi usłyszeć Polska i cały świat - rozmowa z Jarosławem Kaczyńskim.

Leszek zadzwonił o 8.20. Myślałem, że już wylądował i dzwoni ze Smoleńska. Bardzo rzadko dzwonił z telefonu satelitarnego z samolotu. Powiedział mi, że z Mamą wszystko w porządku i poradził, bym się przespał. Pamiętam... doskonale, że użył określenia: „bo się rozpadniesz”. Tak wyglądała ta bardzo krótka rozmowa. Dosłownie kilka zdań.

Z Jarosławem Kaczyńskim rozmawiają Katarzyna Gójska-Hejke i Tomasz Sakiewicz.

Czy czuł Pan niepokój przed podróżą Brata do Katynia?

Dla mnie sprawa zaczęła się wówczas, gdy zakwestionowano prawo wyjazdu prezydenta z rodzinami katyńskimi na coroczne uroczystości upamiętniające zamordowanych polskich oficerów. Podkreślam słowo coroczne, bo to właśnie 10 kwietnia każdego roku, a nie jak premier 7 kwietnia, organizowano wyjazd na cmentarz katyński. Tymczasem po telefonie Władimira Putina do Donalda Tuska członkowie jego gabinetu zaczęli ogłaszać wprost, że do Katynia nikt prezydenta nie zaprasza i jego wyjazd na obchody 70. rocznicy tej zbrodni nie jest koniecznością i powinnością, ale czymś w rodzaju niezrozumiałej zachcianki. Ku mojemu zdumieniu rozpoczęło się podważanie prawa Lecha Kaczyńskiego do udziału w tej uroczystości. Muszę przyznać, że choć atak był kuriozalny, nawet jak na obyczaje gabinetu Tuska i jego medialnych sojuszników, to jednak nie wzbudził we mnie jakiegoś szczególnego zdziwienia, a wiedziałem już, że są zdolni posunąć się bardzo daleko. Niepokoiło, że tym razem wprost grają z Rosjanami.

Prezydent wahał się, czy pojechać do Katynia?

Absolutnie nie. Przez pewien czas nie było jednak pewne, jak się tam uda i jak ten wyjazd zostanie zorganizowany. Później – nie pamiętam dokładnie kiedy – pojawiła się koncepcja dwóch wyjazdów. Premier oddzielnie i prezydent oddzielnie. Lech Kaczyński miał jechać razem z coroczną delegacją środowisk katyńskich, a Donald Tusk specjalnie do Putina. Chcę mocno podkreślić, że organizatorem tego corocznego wyjazdu środowisk katyńskich był rząd. Prezydent poleciał do Katynia rządowym samolotem. Nie prezydenckim – bo takiego nie było i nie ma. To rząd Donalda Tuska dużo wcześniej odmówił głowie państwa prawa do korzystania z tupolewa. Dopiero po katastrofie ministrowie i sam premier zaczęli nazywać ten samolot prezydenckim. To dość znamienne. Tym bardziej że prezydentowi usiłowano odmówić samolotu niejeden raz. Tak było przed słynnym wyjazdem do Tbilisi, gdy Gruzję zaatakowały wojska rosyjskie. Premier Tusk chciał odmówić Lechowi Kaczyńskiemu prawa do polecenia rządowym samolotem. Uległ po telefonie prezydenta Busha do prezydenta RP. Prezydent USA z całą mocą poparł wtedy plan Lecha Kaczyńskiego. Donald Tusk przestraszył się międzynarodowej kompromitacji i wycofał swoje zastrzeżenia.

Pan też miał polecieć do Smoleńska 10 kwietnia?

Tak. Nie poleciałem z powodu stanu zdrowia Mamy. Było dla nas oczywiste, że przynajmniej jeden z nas musi przy niej być. Wcześniej nawet nocami razem czuwaliśmy w szpitalu. Z natury rzeczy to ja, a nie mój brat, musiałem zrezygnować z lotu do Smoleńska.

Nie miał Pan jakichś przeczuć przed tą podróżą Brata? Nie bał się Pan tym razem o Niego?

Wolałem żeby Leszek jechał pociągiem – taki specjalny pociąg wyjechał z Warszawy do Smoleńska. To pamiętam bardzo dobrze. I nawet do pewnego momentu Brat też chciał tak zrobić. Ostatecznie zdecydował się na lot samolotem, bo wcześniej musiał polecieć do Wilna na spotkanie z panią prezydent Litwy. Ale to oznaczało, że nie będzie mógł pojechać pociągiem z rodzinami katyńskimi. Przyznam, iż zmartwiłem się tym. Jednak nie przeczuwałem zbliżającej się katastrofy. Muszę też powiedzieć, że od jakiegoś czasu namawiałem prezydenta, by zrezygnował z latania tupolewami. Mówiłem to także jego współpracownikom. Wszyscy rozkładali ręce i mówili: „to czym latać?”. Mówiąc wprost, to były takie graty, że nikt się nimi nie powinien poruszać.

Kiedy po raz ostatni widział Pan Brata?

W szpitalu u Mamy. To było późnym wieczorem w piątek. Rozmawiał ze mną, z Mamą i z prezydenckim lekarzem, który następnego dnia także zginął. Ja również rozmawiałem z panem docentem Lubińskim. Pamiętam, że pytałem go nawet, jakim samolotem polecą do Smoleńska. Przez pewien czas byłem przekonany, że będzie to JAK, a nie tupolew. Nawet myślałem, że to może lepiej. Później jednak przypomniałem sobie wszystkie awarie JAK-ów. 10 kwietnia o 6 rano Leszek obudził mnie telefonem. Później zadzwonił o 8.20. Myślałem, że już wylądował i dzwoni ze Smoleńska. Bardzo rzadko dzwonił z telefonu satelitarnego z samolotu. Powiedział mi, że z Mamą wszystko w porządku i poradził, bym się przespał. Pamiętam doskonale, że użył określenia: „bo się rozpadniesz”.

Tylko o tym Pan rozmawiał wtedy z Panem Prezydentem?

Dokładnie. Tak wyglądała ta bardzo krótka rozmowa. Dosłownie kilka zdań. Zresztą pamiętam, że zerwało połączenie.

Nie zdziwiło to Pana?

Nie. Bo za każdym razem gdy rozmawiałem z Bratem przez telefon satelitarny podczas lotu – a powtarzam, było zaledwie kilka takich przypadków – połączenie się zrywało. Te rozmowy były bardzo krótkie. Dosłownie kilkuzdaniowe.

Jak się Pan dowiedział o katastrofie?

Przyznam, że nie posłuchałem rady Leszka. Nie położyłem się spać, tylko ubierałem się i szykowałem do odwiedzenia Mamy. Akurat goliłem się, gdy zadzwonił telefon. Byłem pewien, że to brat telefonuje już ze Smoleńska. Usłyszałem jednak jakiś nieznajomy głos. Chyba był to któryś ze współpracowników ministra Sikorskiego. Później słuchawkę przejął sam minister. Poznałem go. Nie miałem cienia wątpliwości, że stało się coś złego. Dowiedziałem się, że doszło do katastrofy. Rozbił się samolot. Wszyscy zginęli. Powiedziałem mu: „To jest wynik waszej zbrodniczej polityki – nie kupiliście nowych samolotów”. Na tym rozmowa się skończyła.

Czy minister Sikorski odpowiedział na te słowa?

Nie. Chyba zresztą sam odłożyłem słuchawkę. Po kwadransie był następny telefon. Miałem cień nadziei, że może jednak ktoś przeżył. Znów dzwonił Sikorski i kategorycznie stwierdził, że katastrofa była wynikiem błędu pilota. Pamiętam jego słowa: „to był błąd pilota”.

Nie miał wątpliwości co do tego? Już wtedy wiedział, że zawinił pilot?

Tak. Oznajmił mi to zdecydowanie i jednoznacznie. Teraz myślę, że zarówno Sikorski, jak i sam Tusk bali się, że publicznie powtórzę to, co powiedziałem Sikorskiemu podczas pierwszej rozmowy telefonicznej. Jednak moje myśli skierowane były wtedy całkowicie na Mamę. W jej stanie nie przeżyłaby tej strasznej informacji. Popędziłem do szpitala i poprosiłem o stworzenie Mamie takich warunków, by uchronić ją przed wiadomością o śmierci Leszka. Nie było to proste – leżała na 8-osobowej sali. W szpitalu lekarze podali mi środki uspokajające. Bardzo mi pomogły. Gdy zabezpieczyłem Mamę, miałem już tylko jeden cel – jak najszybciej pojechać do Smoleńska.

Kto zorganizował tę podróż?

Przyjaciele. Szczególnie muszę wyróżnić Staszka Kostrzewskiego. Był ze mną też mój cioteczny brat. Bardzo pomógł Paweł Kowal. Początkowo wydawało się, że to nierealne, ale dzięki ich determinacji udało się. Wynajęli samolot. Lotnisko w Smoleńsku zostało zamknięte, polecieliśmy zatem do Witebska na Białorusi. Wcześniej namawiano mnie, bym poleciał z Donaldem Tuskiem.

Kto namawiał?

Nie pamiętam. Dzwonił ktoś od premiera. Miałem wrażenie, że Donald Tusk zdecydował się polecieć do Smoleńska wtedy, gdy dowiedział się, że ja tam lecę. Być może się mylę, ale tak to zapamiętałem. Nie chciałem jednak lecieć z premierem. Poleciałem z przyjaciółmi. Wylądowaliśmy zresztą w Witebsku przed Tuskiem. Strona białoruska zachowała się bardzo poprawnie. Na lotnisku czekał autokar i samochód osobowy. Wsiedliśmy i ruszyliśmy w drogę do Smoleńska. Po drodze zorientowaliśmy się, że tempo jazdy jest spowalniane. Dziś wiem, że nasze postoje i powolne tempo jazdy były wymuszone przez ścigającą nas delegację z premierem Tuskiem, który koniecznie chciał dotrzeć do Smoleńska przed nami. W pewnym momencie limuzyna z Donaldem Tuskiem minęła nas i dopiero wtedy pozwolono nam normalnie jechać. To była zresztą jakaś kompletna paranoja. Bo jeśli premier polskiego rządu ścigał się ze mną, kto pierwszy dojedzie do miejsca katastrofy, to widocznie szczególnie zależało mu, by się tam pokazać. Państwo wybaczą, ale nie jestem w stanie nawet zrozumieć takiej mentalności. Ja jechałem do ciał moich najbliższych – do Leszka, Marylki, Przyjaciół.

To, co wyrabiał wówczas pan Tusk, po prostu nie mieści mi się w głowie. Ma Pan pewność, że was zatrzymywano celowo

Nie mam co do tego wątpliwości. Rozmawialiśmy z kierowcą. Mówił nam „nie lzja”. Ale jak limuzyna z premierem Tuskiem bez zatrzymania nas minęła, rozkaz przestał obowiązywać. Dopiero w Smoleńsku znowu nas spowalniano. W pewnym miejscu zaczęliśmy dosłownie kręcić się w kółko, zanim dotarliśmy do lotniska, które znajduje się przecież niedaleko centrum Smoleńska.

Co się stało, gdy wreszcie dotarliście na miejsce katastrofy? Jak traktowali Pana Rosjanie?

Zatrzymano nas przed bramą lotniska i kazano czekać.

Długo czekaliście?

Nie potrafię dokładnie powiedzieć, 20 minut, może 40. W końcu nas wpuszczono. Zaprowadzono mnie najpierw na miejsce samej katastrofy. Było mnóstwo ludzi, rozstawione namioty wojskowe, reflektory. I właśnie wtedy po raz pierwszy zaproponowano mi, bym się zgodził na złożenie mi kondolencji przez premiera Tuska. Odmówiłem. Później pojawił się ambasador Bahr. Radził mi, bym nie oglądał ciał – tam już wtedy były tylko trzy ciała: Leszka, prezydenta Kaczorowskiego oraz Marszałka Putry. Nie uległem tym namowom.

Miałbym nie zobaczyć własnego Brata?

Poszedłem tam, gdzie znajdowały się zwłoki. Ciało mojego Brata było w bardzo złym stanie, ale oczywiście ja nie miałem problemów z jego identyfikacją. Zrobiłem wtedy to, co normalnie się w takich sytuacjach czyni. Nie chcę o tym opowiadać w szczegółach. Pamiętam jednak to potworne uczucie chłodu ciała Leszka. To było wstrząsające. Przy mnie byli jacyś funkcjonariusze, urzędnicy. Zwróciłem jednemu z nich uwagę, by zdjął z głowy czapkę. Uczynił to, w ogóle zachowywali się poprawnie.

O co Pana pytali?

Czy poznaję Brata. Powiedziałem, że oczywiście tak.

Pytali, po czym rozpoznaję?

Odpowiedziałem, że choćby po bliźnie, którą Leszek miał na ramieniu. To była duża blizna po operacji po wypadku samochodowym. Sprawdzili to i chyba uwierzyli. Nie wiedziałem wtedy, że ręka jest oderwana. Nalegano, bym zgodził się na wykonanie badań DNA. Odmówiłem. Rozpoznałem Brata. Dali mi do wypełnienia jakiś formularz. W tym również dotyczący odmowy przeprowadzenia badań DNA.

Czy to byli polscy urzędnicy?

Nie, rosyjscy.

A polskich nie było?

Mam wrażenie, że pojawił się w pewnym momencie prokurator Parulski. Ale nie odgrywał czynnej roli. Stał obok.

Czy Rosjanie traktowali go jak partnera? Liczyli się z nim?

Zapamiętałem, że nie miał dla nich żadnego znaczenia.

Co się działo po identyfikacji ciała Pana Prezydenta?

Wróciłem wraz z przyjaciółmi do naszego autobusu. Zadzwonił do nas Antoni Macierewicz. Doradzał, byśmy zabrali do Warszawy ciało Prezydenta. My też byliśmy tego zdania. Wtedy też ambasador Bahr zapytał mnie, czy nie zechciałbym przyjąć kondolencji od Putina. Odmówiłem.

Dlaczego Pan odmówił?

Dla mnie rola premiera Tuska i premiera Putina była w tym wypadku niejasna. W mojej ocenie obaj nie potraktowali wizyty prezydenta Lecha Kaczyńskiego z należytym szacunkiem i starannością. Na razie nie będę tego rozwijał.

Nigdy?

Na razie. Nie będę się uchylał od ocen katastrofy rządowego tupolewa. Już wkrótce będziemy mogli i o tym porozmawiać.

Powiedzieliście Rosjanom, że chce Pan zabrać ciało Prezydenta do Polski?

Tak. W pewnym momencie okazało się, że samolot, którym przylecieliśmy do Witebska, dostał pozwolenie na wylądowanie w Smoleńsku. I wylądował. Wiedziałem, że jest w stanie zabrać na pokład trumnę z ciałem Leszka. Paweł Kowal przedstawił nasze stanowisko ministrowi Szojgu. Ten się zgodził na zabranie ciała Brata. Jednak po jakimś czasie Kowal został wezwany przez Rosjan. Rozmawiał z nim Władimir Putin. Premier Rosji powiedział, że rozumie moje postępowanie, wie o chorobie mojej Mamy, jednak nie może się zgodzić, bym teraz zabrał Brata do Polski. Tłumaczył, że musi zorganizować pożegnanie. Paweł Kowal zapytał, czy w takim razie możemy wracać naszym samolotem do Warszawy. Putin powiedział, że oczywiście tak. Szybko wsiedliśmy do samolotu. Pilot uruchomił silniki. Czas mijał, a zgody na wylot jednak nie było. W końcu kapitan wyłączył silniki. Pozostawił tylko jeden, by ogrzać samolot w środku. Okazało się bowiem, że musimy czekać na straż graniczną. Czekaliśmy bardzo długo. Gdy się w końcu pojawili, rozpoczęło się drobiazgowe sprawdzanie naszych paszportów, jakby zupełnie nie wiedzieli, kim jesteśmy i po co przyjechaliśmy. Minęło pół godziny, godzina i nadal czytali nasze paszporty. Próbowaliśmy ich pośpieszać, dzwoniliśmy do polskich dyplomatów. Bez skutku. W końcu zauważyliśmy, że w laptopie jednego z nich nazwisko Małgorzaty Gosiewskiej wyświetlało się czerwoną czcionką. Pani Małgorzata Gosiewska z ramienia Kancelarii Prezydenta organizowała pomoc dla Gruzji.

Myśli Pan, że dlatego jej nazwisko było napisane na czerwono?

Myślę, że tak. Wtedy przestraszyliśmy się, iż Rosjanie nie będą chcieli jej wypuścić. Zostalibyśmy z nią. W końcu po kolejnych telefonach otrzymaliśmy zgodę na wylot. Nad ranem byliśmy w Warszawie.

Czy w Smoleńsku Rosjanie podawali wam jakieś przyczyny katastrofy?

Tak. Usłyszeliśmy, że samolot cztery razy podchodził do lądowania. Miało to wyglądać tak: podejmował próbę lądowania, nie udawała się, a załoga znowu zawracała i znowu starała się wylądować.

Czy pamięta Pan przypadki, gdy samolot z Panem Prezydentem nie mógł wylądować i zawracał?

Oczywiście. Pamiętam choćby taki lot do Łodzi. Rozmawiałem o nich z Bratem. Wiem, że było tak, iż gdy warunki uniemożliwiały wylądowanie lub start, to cała delegacja albo rezygnowała, albo jechała samochodami.

W pierwszych chwilach po katastrofie media podawały, że Pan także był na pokładzie rządowego tupolewa. Kiedy podjął Pan decyzję, że nie leci do Smoleńska?

Nie pamiętam dokładnie. Życie naszej Mamy było bardzo zagrożone. Kilka dni przed 10 kwietnia wiedziałem, że nie polecę. Jednak mogło być i tak, iż oficjalnie ciągle figurowałem na liście pasażerów. Gdy teraz o tym myślę, wydaje mi się, że rzeczywiście tylko ja i Brat wiedzieliśmy, że zostaję w Mamą.

Czy możliwe jest zatem, że do ostatniej chwili figurował Pan na liście pasażerów?

Nie wykluczyłbym, że właśnie tak było. W kampanii prezydenckiej unikał Pan wypowiedzi o katastrofie smoleńskiej.

Czy teraz też tak będzie?

Nie chciałem, by śmierć moich najbliższych stała się głównym tematem kampanii wyborczej. Jednak jest sprawą zupełnie oczywistą, że państwo polskie nie może przejść do porządku nad tą niespotykaną wprost tragedią. Uczynię wszystko, by wyjaśnić przyczyny katastrofy samolotu rządowego. To jest dziś dla mnie najważniejsze i osobiście, i politycznie. Będę zabiegał o wyciągnięcie konsekwencji nie tylko prawnych wobec tych, którzy mogli przyczynić się do tego zdarzenia, ale także politycznych i moralnych. Ustalenie osób odpowiedzialnych politycznie za katastrofę smoleńską nie wymaga śledztwa. Ale to trzeba powiedzieć w odpowiednim momencie tak, by usłyszała o tym cała Polska i cały świat

http://www.blogpress.pl/node/4952

Aerolit
Posty: 581
Rejestracja: 9 stycznia 2008, 08:10

Post autor: Aerolit » 14 lipca 2010, 20:24

To już koniec polityki w Polsce

W zamierzchłych czasach, jeszcze przed dziesiątym kwietnia, mówiliśmy i pisaliśmy wiele o postpolityce i styliźmie, które miały zastąpić politykę. O jakże się wtedy myliliśmy. Co by, bowiem nie mówić z postpolitykierami i stylistami telewizyjnymi można było jakąś politykę prowadzić. Jakoś tam się z nimi przepychać i spierać schylając się do ich poziomu lub podciągając nygusów za uszy. Można było zabiegać o wyborców, uczestniczyć z nimi w kawach czy herbatach, obnażać ich hipokryzję w komisjach śledczych, czy bronić swoich racji z trybuny sejmowej. Szukać kompromisów, ripost, koalicji i możliwości prawnych. Ale to było kiedyś. Jak napisałem „w zamierzchłych czasach”. Dziś jesteśmy świadkami nagłego końca polityki. Bo czyż można prowadzić politykę ze zbrodniarzami, z mafią tuszującą zbrodnię, z dyktaturą budującą na zbrodni zawłaszczanie państwa? Czy można spierać się politycznie z kanaliami, przestępcami i zdrajcami stanu?

Nie można!
Można tylko walczyć z nimi o ujawnienie prawdy o tragedii smoleńskiej, można tylko obnażać prawdziwe zachowanie renegatów i szukać wszelkich możliwości na ściganie sprawców. Tylko to można. Żadnych innych targów. Polityczne zadania PiS się skończyły, ponieważ Platforma Obywatelska straciła mandat prawny, etyczny i polityczny do zarządzania Polską. Grupa przestępcza o charakterze zbrojnym pozostanie, bowiem mafią bez względu na to, jaką formę prawna przyjmie, ile osób oszuka i ile „obywatelstwa” ma w tytule.
Zaraz mi ktoś napisze, że za mocne słowa. No to podsumujmy:
Zdrada Stanu
Wiemy, bowiem, że oficjalnie inicjatywa imprezy odrębnej od tej planowanej na 10 kwietnia w Katyniu wyszła od Putina. I to kilka/kilkanaście dni po „zaklepaniu” przez Andrzeja Przewoźnika uroczystości międzypaństwowych na dzień 10 kwietnia oraz zaproszeniu na nie najwyższych władz państwowych, na czele z Prezydentem Kaczyńskim. Wiemy, że zabiegano juz wtedy o udział Najwyższych Władz Federacji Rosyjskiej.
Wiemy, że nigdy nie było żadnych wcześniejszych, ani późniejszych, uroczystości katyńskich organizowanych przez Rosję. Ten pomysł został wyciągnięty nagle, jak królik z kapelusza i to po wielu miesiącach rosyjskiej kampanii informacyjnej (dezinformacyjnej) mającej na celu podważenie udziału Rosjan w tym mordzie, lub chociaż sprowadzenia polskich oficerów do roli kryminalistów i szpiegów.
Wiemy, że Putin nie tylko zaprosił Tuska na odrębne, wcześniejsze obchody (7 kwietnia), ale też, że działaniami dyplomatycznymi i administracyjnymi swych służb uniemożliwił udział Prezydenta RP we wcześniejszych obchodach.
Wiemy, że Tusk ochoczo przystał na ten plan Rosji wbrew Prezydentowi własnego Państwa. Wiemy nawet, że Tusk realizując ten plan specjalnie skłamał publicznie na temat okoliczności zaproszenia go przez Putina (słynny telefon z 3 lutego), gdy tymczasem całą wspólną organizację osobnego bratania się z Putinem w Katyniu w dniu 7.04 obydwaj premierzy planowali już w grudniu 2009 r.. Czy gra i publiczne kłamstwa Premiera Tuska przeciwko własnemu prezydentowi, dokonywana w porozumieniu z premierem Rosji, czyli państwa zniewalającego Polskę przez 50 lat, a dziś przewodzącego obcemu blokowi militarnemu i politycznemu nie jest zdradą stanu?
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/ ... adzie.html
http://antydziad.salon24.pl/178844,cosc ... wali-putin
Czyż zdradą stanu i zbrodnią stanu nie jest oddanie śledztwa nad polską tragedią brew obowiązującemu bilateralnemu porozumieniu pomiędzy Polsk, a Rosją z 1993 r.?
Zbrodnia
Mamy udokumentowane podejrzenia, że Tusk, Arabski i Komorowski realizowali polityczną intrygę by „wystawić” Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego oraz jego otoczenie na działania zamachowców w dniu 10 kwietnia 2010 r. .
http://lazacylazarz.blogspot.com/2010/0 ... r-kat.html
Wiemy, że już o 9.00 rano czasu polskiego, podczas zawiadamiania Jarosława Kaczyńskiego przez Radosława Sikorskiego o katastrofie była już ustalona oficjalna wersja wydarzeń. Co ważne wersja „winy załogi” była ustalona także z Rosjanami i jednocześnie przekazana do mediów a potem przez miesiące (do dzisiaj) konsekwentnie realizowana, z manipulacjami zapisami czarnych skrzynek włącznie. Na ile wcześniej tak komplementarny plan działania musiał zostać przyjęty, kiedy role musiały być rozpisane by być tak skrupulatnie realizowanymi już od rana, parę minut po katastrofie?
Czy znając wynikające z dokumentów państwowych i oficjalnych doniesień okoliczności doprowadzenia do takiego a nie innego wyjazdu Prezydenta Lecha Kaczyńskiego do Katynia, znając osoby uczestniczące w tej grze operacyjnej, stan zabezpieczeń wizyty, udział Ministra Spraw Zagranicznych w zmowie z Rosją na temat sposobu mataczenia i tuszowania okoliczności katastrofy a mamy prawo podejrzewać Premiera Rzeczpospolitej Polskiej Donalda Tuska, Prezydenta Elekta RP Bronisława Komorowskiego, Ministra Spraw Zagranicznych RP Radosława Sikorskiego i Szefa Kancelarii Premiera RP Tomasza Arabskiego o udział w zbrodni, której ofiarą był Prezydent RP i 95 nietuzinkowych osób? Czy mamy prawo podejrzewać tych ludzi? Niniejszym składam publiczne zawiadomienie do prokuratury o podejrzeniu popełnienia zbrodni przez wymienione wyżej osoby.
Mafia
Czy osoby podejrzane o zmowę dotyczącą doprowadzenia do zbrodni, a potem do jej tuszowania i mataczenia mają prawo być nazywane mafią lub grupą przestępczą o charakterze zbrojnym? Czy formacja polityczna chroniąca te osoby i postępująca wbrew polskiej racji stanu i obowiązującej umowie międzynarodowej może być uznana za reprezentującą interesy tej mafii? Niniejszym składam publiczne zawiadomienie do prokuratury podejrzenia, że grupa przestępcza o charakterze zbrojnym, która doprowadziła do śmierci 96 osób w Smoleńsku jest osłaniana przez partię Platforma Obywatelska, lub z nią tożsama.
Dyktatura
Czy były Marszałek Sejmu Bronisław Komorowski, a wiec osoba podejrzewana, jako członek mafii, której mowa wyżej, miał prawo wstąpić w obowiązki Prezydenta RP w czasie, gdy śmierć Prezydenta nie była potwierdzona żadnym oficjalnym dokumentem, gdy nie było nawet wstępnej identyfikacji ani rozpoznania zwłok Prezydenta a media i Rzecznik MSZ publicznie informował, że nie wszyscy zginęli podczas katastrofy? Czy władza zdobyta w sposób tak fundamentalnie sprzeczny z prawem i wbrew Konstytucji RP nie rodzi podejrzeń o wprowadzenie dyktatury? Czy podejmowane potem przez taką osobę decyzje polityczne mają dostateczną legitymację? Czy osoba, która mamy podejrzewać o udział w zbrodni smoleńskiej, o zapędy dyktatorskie i bezwzględne wykorzystywanie śmierci Prezydenta RP i wysokich państwowych do przejęcia władzy jest godna piastowania urzędu Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej?
http://antydziad.salon24.pl/173426,komo ... unal-stanu
Winni
Taak, ja wiem, że w głowie się nie mieści, że pojechałem znów po bandzie i zaostrzyłem kurs. Pewnie, możemy bawić się w eufemizmy i quasi kulturę polityczną wbrew faktom, bo fakty są takie, że przy wymienionych poszlakach odnośnie sprowokowania ofiar do wylotu w takim a nie innym składzie, przy złamaniu prawa skutkującym paraliżem śledztwa, przy jawnych matactwach i wyciagnięciu tak spektakularnej korzyści na tragedii każda inna osoba z wyjątkiem Tuska, Komorowskiego, Arabskiego i Sikorskiego znalazłaby się w głównym ośrodku zainteresowania śledczych, jako podejrzana. Je nie jestem śledczym, ale widzę fakty i posiadam umiejętność ich kojarzenia. A gdy kropkę nad „i” stawiają tak wiarygodne osoby jak brat zabitego Prezydenta, oraz Brudziński i Kowal to pryskają moje wątpliwości.
A jak „na złodzieju czapka gore” potwierdza sam wiceszef Klubu Parlamentarnego PO, którego plugawego nazwiska nie będę wymieniał, bo musiałbym od razu przeprosić klawiaturę.
Bo jeśli Tusk i Komorowski byliby nie winni, to w jakim celu ich popychadło gadałoby na okrągło brednie o „krwi na rękach Lecha Kaczyńskiego”, „naciskach na pilotów” i ubliżało rodzinom ofiar wbrew oczywistym faktom? Dlaczego PO forsuje wciąż tą kłamliwą wersje wydarzeń? Dlaczego boi się ujawnienia prawdy? Dlaczego koledzy Tuska i Komorowskiego uznają, że samo pytanie rodzin ofiar o śledztwo, przypominanie o działaniach przed i po katastrofie to atak polityczny na PO? Skąd się biorą słowa w mediach „ostry atak PiSu na Premiera” zaraz po ujawnieniu zachowania polityków zaraz po tragedii? Skąd się biorą nagłe (jak na zamówienie) przecieki w stylu „jak nie wyląduję to mnie zbiją”? Po co taka desperacja w forsowaniu jedynej wersji wydarzeń?
Czy osoba niewinna by się zachowywała w ten sposób? Czy grupa nie będąca mafią oddawałaby śledztwo Rosjanom, a wiec poza kontrolę rodzin ofiar, polską opinie publiczną i organów państwa polskiego? Czy kto inny oprócz zbrodniarzy lub ich pomocników ma interes w ukrywaniu, mataczeniu i publicznym oraz proceduralnym forsowaniu ewidentnie kłamliwej wersji wydarzeń, nieznajdującej potwierdzenia w żadnych dokumentach oraz zeznaniach? Nawet tych przebrakowanych?
Proszę zauważyć, że Ci ludzie zawsze, gdy mogli zachować się jak należy, zachowywali się wbrew. Każda niemal ich czynność oddalała od poznania prawdy, utrudniała prowadzenie śledztwa lub myliła opinie publiczną. Ci ludzie zachowywali się tylko tak by stworzyć pewne pozory. A kto tworzy pozory przed zbrodnią („prywatna wizyta”, „telefon od Putina”) i po zbrodni („Wyścig na spotkanie z Putinem”, „znakomicie układająca się współpraca”, „przekopanie na głębokość metra pola katastrofy”)? Ten niewinny? A po co? Dlatego już trzy dni po katastrofie zacząłem im się bacznie przyglądać**.
http://antydziad.salon24.pl/170471,mam- ... odejrzenia
A jeśli jest tak jak jest, jeżeli tak wiele na to wskazuje, że rządzą naszą Polską „nie niewinni” ludzie to jak można z nimi rozmawiać, paktować i uprawiać politykę?
Nie można!
Bo podobnie jak z terroryzmem („podobnie” – ależ napisałem), z pewnymi ludźmi się nie paktuje, gdyż są zbyt bezwzględni, źli i zwyczajnie nie zasługują na to. Dlatego terrorystów się stara zneutralizować, wyłapać i postawić przed trybunałem, a gdy to niemożliwe to się po prostu ich niszczy. W tym celu daje się narzędzie najlepszym żołnierzom, którzy podejmują działania w stanie wyższej konieczności i dla dobra grupy.

Prawda

U nas narzędziem jest prawda. Dlatego trzeba ją zdobyć/poznać. Najlepszym żołnierzem Polski w tej sprawie Jest Jarosław Kaczyński, bo jest nie tylko najpotężniejszym politykiem opozycyjnym, ale przede wszystkim bratem bliźniakiem poległego Prezydenta, szwagrem jego małżonki, wujem ich córki i przyjacielem, co najmniej kilkunastu innych ofiar. Jest to, więc osoba skrajnie zdeterminowana i predestynowana do odkrycia prawdy. I na tym powinien dziś polegać jedyny cel PiSu. Bo tylko prawda uzdrowi nasze państwo, wyzwoli spod skrzydeł mafii sparaliżowane dziś instytucje i media, wstrząśnie opinią publiczną i umożliwi odkrycie wszystkich sprawców oraz sprawiedliwą zapłatę im zależnie od udziału**. A czy szukanie prawdy to polityka? Nie! Dlatego polityka się skończyła.
Mam nadzieję, że Jarosław Kaczyński ma należytą ochronę, nie stanie się ofiarą chłopców od śrub i nie wyjedzie do Moskwy, gdzie może się rozchorować, bo wtedy także skończy się prawda i Polska.
ŁŁ
* Przez te pierwsze 2-3 dni, żyłem tak jak wielu czytających w głębokim przekonaniu, że ot zdarzył się bardzo tragiczny wypadek. Dziś traktuję ten okres niczym niemowlęcy.
**Jak widzicie nie przesądzam, który sprawca jak się przyczynił do tej tragedii. Nie wiem tego po prostu, a fakty pozwalają mi podejrzewać tylko o tyle o ile, choć wystarczająco by o moich podejrzeniach publicznie zawiadamiać niniejszym prokuraturę.

http://antydziad.salon24.pl/207713,to-j ... i-w-polsce

Syriusz
Posty: 4297
Rejestracja: 3 października 2008, 14:56

Post autor: Syriusz » 16 lipca 2010, 23:18

"Ta atmosfera przypominała nagonkę na Narutowicza".


- Można porównać atmosferę wytworzoną wokół Lecha Kaczyńskiego do tej, która towarzyszyła nagonce na prezydenta Narutowicza. To był jeden wielki atak, rywalizacja na każdym polu. Nie można oceniać tego dramatu jaki przeżyliśmy, bez związku z atmosferą, jaką wytworzono wokół Lecha Kaczyńskiego - powiedział w "Faktach po Faktach" Jacek Kurski.
Eurodeputowany PiS dodał, że także sprawa wyjazdu do Katynia była rozgrywana przez rząd, który tak prowadził swoją politykę, aby także Donald Tusk miał swoje obchody.

- Konfrontacja prowadzona przez obóz rządowy była metodą prowadzenia polityki i zdobywania poparcia. Rząd jest odpowiedzialny za tę atmosferę, nieusprawiedliwione ataki na prezydenta, porażkę i oddanie śledztwa Rosji - mówił Kurski.

Komentując dzisiejsze słowa prezesa PiS, posłanka PO Małgorzata Kidawa-Błońska powiedziała, że osoby na pewnych stanowiskach nie mogą się w ten sposób wypowiadać, bo to podważa demokrację w kraju.

- Ja tego nie rozumiem, to jakbyśmy mówili o dwóch światach. Trauma z przegranych wyborów dała o sobie znać. Rzadko się zdarza żeby człowiek, który był premierem w taki sposób podważał zaufanie do tak wielu instytucji państwa.

Jacek Kurski w "Faktach po Faktach" zaznaczył również, że sytuacja, w której po tak wielkiej katastrofie nikt nie podał się do dymisji, ani nie został odwołany jest "niezwykłą nonszalancją"


"Nagonka, jak na Narutowicza" "Był przedmiotem obrzydliwego ataku" "Nieufność i teoria spiskowa" "Siedziba prezydenta nie ma dzielić"


- Gdyby samolot z prezydentem USA spadł nad Sachalinem, to USA pozwoliłyby na to, żeby Rosja prowadziła śledztwo? Przecież to jest kpina. Dlaczego oddaliśmy śledztwo Rosji? Przecież jej będzie zależało na tym żeby wykazać, że nie ponosi żadnej odpowiedzialności za tę katastrofę - mówił na antenie TVN24.

- Jarosław Kaczyński już świetnie wie, jakie były przyczyny tego wypadku i kto jest winny. Jaki by raport komisji nie był, to on i tak w niego nie uwierzy. Trudno z taką osobą rozmawiać. Jak można być tak nieufnym i żyć teoriami spiskowymi - odpowiadała Kidawa-Błońska.

Syriusz
Posty: 4297
Rejestracja: 3 października 2008, 14:56

Post autor: Syriusz » 17 lipca 2010, 11:43

Brudziński: gdyby nie "wścieklizna polityczna" nie byłoby tragedii.



- Gdyby nie ten poziom "wścieklizny politycznej", z którą mieliśmy do czynienia przed 10 kwietnia, to do tragedii by nie doszło - mówi poseł PiS Joachim Brudziński w wywiadzie dla "Wprost".
Poseł PiS dodaje, że w "Rosji jest dosyć specyficzne podejście do standardu życia ludzkiego i do procedur". Dlatego też obawia się o wyniki śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej. Wyjaśnia, że "największe katastrofy lotnicze w Rosji zawsze kończyły się orzeczeniem o winie pilota". Poseł nie wierzy w dobrą wolę Rosjan, aby wyjaśnić przyczyny tragedii z 10 kwietnia.

Joachim Brudziński w wywiadzie dla "Wprost" mówi także, że wcześniej milczał ws. zarzutów pod adresem zachowania premiera Polski, aby nie "brutalizować" kampanii wyborczej.

- Gdy zbieraliśmy się do wyjazdu, padła propozycja, ze pan premier Putin łaskawie prosi pana Kaczyńskiego do namiotu, bo zechce mu złożyć kondolencje. Wyglądało to trochę tak: "Imperator Wszechrusi wzywa łaskawie do swojego namiotu, przed swoje oblicze" - mówi Brudziński i dodaje, że był bardzo dumny, że Jarosław Kaczyński nie spotkał się wtedy z Putinem. - Zachował się jak mąż stanu - wyjaśnia poseł PiS.

Cały wywiad z Joachimem Brudzińskim ukaże się w najbliższym wydaniu tygodnika "Wprost".

Gienek
Posty: 97
Rejestracja: 12 maja 2010, 00:23
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: Gienek » 17 lipca 2010, 12:03

Komu zależy na wojnie o Smoleńsk?

Zdaniem informatorów gazety "wojna o katastrofę smoleńską" została wywołana celowo.

"Czekają nas wybory do władz partii. Ludzie, których ostatnio prezes odsunął, chcą odzyskać wpływy" - twierdzi członek Rady Politycznej PiS.
czytaj dalej


Wskazuje na grupę współpracujących z Kaczyńskim jeszcze w Porozumieniu Centrum. Określani mianem "Talibanu" z racji niechęci do zmian wizerunkowych w PiS, stracili na znaczeniu, gdy w kampanii lider partii zbliżył się do grupy "liberałów", m.in. Joanny Kluzik-Rostkowskiej i Pawła Poncyljusza.

"Taliban wie, że wpływ na prezesa będzie miał tylko, gdy dojdzie do ostrej wojny z PO" - mówi inny polityk PiS. "Dla Kaczyńskiego wyjaśnienie katastrofy to idee fixe, więc starzy współpracownicy, wykorzystując, że Joasia jest na urlopie, a Poncyljusz w szpitalu, podgrzali emocje".


"To najprawdopodobniej wynik wojny koterii w PiS wywołanej przez jastrzębie sfrustrowane świetnym wynikiem, jaki w kampanii wypracowała grupa o umiarkowanych poglądach" - ocenia prof. Wawrzyniec Konarski, politolog.

Gazeta dowiedziała się też, że parlamentarny zespół ds. zbadania katastrofy smoleńskiej, który przed kilkoma dniami powołali posłowie PiS (akcesu do niego jak dotąd nie zgłosili posłowie innych ugrupowań), choć formalnie nie ma takich uprawnień, będzie chciał przesłuchać m.in. premiera Donalda Tuska.
" Polityka nie może obejść się bez jakiejś podstawy moralnej. "

Adam Mickiewicz

Awatar użytkownika
Coltrane
Posty: 17740
Rejestracja: 31 marca 2008, 23:47
Lokalizacja: Polska

Post autor: Coltrane » 17 lipca 2010, 12:46

Gienek pisze:Komu zależy na wojnie o Smoleńsk?
Ja bym zapytał : komu nie zależy na wyjaśnieniu przyczyn tragedii smoleńskiej, i dlaczego ?

Awatar użytkownika
KASIA
Posty: 6624
Rejestracja: 16 kwietnia 2007, 09:03
Lokalizacja: Alaska

Post autor: KASIA » 17 lipca 2010, 13:15

Coltrane pisze:
Gienek pisze:Komu zależy na wojnie o Smoleńsk?
Ja bym zapytał : komu nie zależy na wyjaśnieniu przyczyn tragedii smoleńskiej, i dlaczego ?
Ja też już nie wiem, komu na tym nie zależy i dlaczego?

marek8
Posty: 128
Rejestracja: 6 maja 2010, 19:12
Lokalizacja: Korona

Post autor: marek8 » 17 lipca 2010, 14:10

KASIA pisze:
Coltrane pisze:
Gienek pisze:Komu zależy na wojnie o Smoleńsk?
Ja bym zapytał : komu nie zależy na wyjaśnieniu przyczyn tragedii smoleńskiej, i dlaczego ?
Ja też już nie wiem, komu na tym nie zależy i dlaczego?
Zależy wszystkim tym, którym zależy na tym, aby w przyszłości do podobnych zdarzeń nie dochodziło. Nie zależy tym, którzy wykorzystują tragedię do realizacji swoich politycznych celów.

ODPOWIEDZ