PO - partia skrajnie antypolska

Polityka, gospodarka, ekonomia...
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Coltrane
Posty: 17740
Rejestracja: 31 marca 2008, 23:47
Lokalizacja: Polska

Re: PO - partia skrajnie antypolska

Post autor: Coltrane » 1 kwietnia 2013, 12:47

Kamień węgielny

Podczas ostatniego przed Wielkanocą posiedzenia Senatu RP głosami Platformy Obywatelskiej zostały odrzucone 4 uchwały przygotowane przez senatorów Prawa i Sprawiedliwości: w 100. rocznicę powołania parafii pod wezwaniem Świętego Krzyża w nowojorskiej dzielnicy Maspeth, stanowisko Senatu RP w sprawie udziału katolików świeckich i duchownych w debacie publicznej, w sprawie oddania hołdu wybitnemu patriocie księdzu Piotrowi Skardze w czterechsetlecie jego śmierci oraz w 15. rocznicę kanonizacji św. Jadwigi Królowej.

Wszystkie zostały przetrzymane przez 4-5 miesięcy w „zamrażarce”, a następnie pod pretekstem „przeterminowania” odrzucone. Znamienne, że Senat z mocy tradycji opiekujący się Polonią i mający dbać o polskie dziedzictwo kulturowe wyrzucił do kosza uchwały dotyczące źródeł tożsamości Polski.

I to głosami polityków, którzy przy różnych okazjach lubią podkreślać przywiązanie do chrześcijańskich wartości, fotografować się z ważnymi ludźmi Kościoła, pokazywać się na inauguracji pontyfikatu czy ingresach biskupów.

Przecież parafia Świętego Krzyża w Maspeth jest przykładem wspólnoty jednoczącej Polaków na obczyźnie, zapewniającej im zachowanie tożsamości narodowej i ułatwiającej dostosowanie się do nowego środowiska.

Zachowując polski charakter, przyjmuje gościnnie także wiernych pochodzących z innych grup etnicznych. W drugiej uchwale, powołując się na Konstytucję RP, przypomnieliśmy, że ludzie wierzący – zarówno świeccy, jak i duchowni – mają pełne i oczywiste prawo do prezentowania swego stanowiska w debacie publicznej – na równi z przedstawicielami innych wyznań i religii, a także z osobami niewierzącymi.

Niestety, te oczywiste prawa są przez niektórych kwestionowane, próbuje się traktować katolików jako obywateli drugiej kategorii, co wyraża choćby ostatnie stanowisko Konferencji Episkopatu Polski w sprawie Telewizji Trwam.

Odrzucenie uchwał podkreślających rolę św. Jadwigi czy ks. Piotra Skargi w historii Polski to niebywałe kuriozum. Nawet w czasach komunistycznych nazywano ulice polskich miast imieniem tych osób bezspornie zaliczanych do grona najwybitniejszych postaci naszych dziejów i kultury.

Święta Jadwiga to jedyna kobieta, która była królem Polski, i osoba, która powinna być nie tylko patronką Polski, ale także patronką Europy zbudowanej na fundamencie chrześcijańskim: przyczyniła się do chrztu Litwy, była współtwórczynią wielonarodowej, wieloetnicznej, wielokulturowej i wieloreligijnej Rzeczypospolitej oraz założycielką Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Ksiądz Piotr Skarga to wszechstronnie wykształcony jezuita, teolog, kaznodzieja i pisarz, który wsławił się wnikliwą i trafną oceną życia politycznego w szesnastowiecznej Polsce oraz żarliwą i napominającą modlitwą wzywającą do pokuty obywateli Korony Polskiej i Wielkiego Księstwa Litewskiego. Wciąż aktualne są słowa jego „Modlitwy za Ojczyznę”.

Co się dzieje w naszej Ojczyźnie, jeżeli w Senacie RP, w czasach, gdy mówi się o kryzysie wartości oraz o utracie tożsamości Europy, zwalcza się uchwały dotyczące wybitnych postaci naszej historii. A może kazania ks. Piotra Skargi, w których napiętnował przywary rządzących, są tak aktualne, że bardzo bolą obecny obóz władzy?

Życzę z całego serca wszystkim Czytelnikom na nadchodzące Święta Wielkanocne zwycięstwa Światła nad ciemnością, radości nad zwątpieniem oraz wielkiej nadziei w sercu. Nie zapominajmy o słowach Psalmu 118 „Kamień odrzucony przez budujących stał się kamieniem węgielnym”, przypomnianych przez Jezusa w przypowieści o przewrotnych rolnikach, które odniósł do swojej misji śmierci i chwały (por. Mt 21, 42).

Jan Maria Jackowski

http://www.naszdziennik.pl/mysl-felieto ... ielny.html

Dioskur
Posty: 46
Rejestracja: 15 marca 2013, 18:24
Lokalizacja: Mazowsze

Post autor: Dioskur » 7 kwietnia 2013, 12:28

A'propos "afery" z drugą nitką rurociągu jamalskiego:
Premier rządu, który o tym, że spółka w której znaczące udziały ma skarb państwa, podpisała jakąś umowę z podmiotem zagranicznym, dowiaduje się z gazet, to ewenement - przynajmniej na skalę europejską. Wygląda na to, że pan Tusk z ekipą nie wiedzą, co się w rządzonym przez nich kraju dzieje.

Awatar użytkownika
Coltrane
Posty: 17740
Rejestracja: 31 marca 2008, 23:47
Lokalizacja: Polska

Post autor: Coltrane » 7 kwietnia 2013, 13:34

Dioskur pisze:A'propos "afery" z drugą nitką rurociągu jamalskiego:
Premier rządu, który o tym, że spółka w której znaczące udziały ma skarb państwa, podpisała jakąś umowę z podmiotem zagranicznym, dowiaduje się z gazet, to ewenement - przynajmniej na skalę europejską. Wygląda na to, że pan Tusk z ekipą nie wiedzą, co się w rządzonym przez nich kraju dzieje.
Tusk to taka marionetka, wybrana przez mafię do rządzenia. Podobnie Komorowski.
Oni nie muszą wszystkiego wiedzieć. Robią to co każe im mafia, i nic więcej nie mają do gadania. Narobią nam Polakom wiele szkody, a potem odejdą w niebyt. A na ich miejsce przyjdą następni wybrani przez mafię, i promowani przez antypolskie media. W Polsce rządzą służby specjalne (głównie sowieckie), i to one nakręcają ten cały mechanizm. Tuski i Komorowskie są tylko od tego, aby być takimi trybami w tym mechanizmie. Są tylko pionkami. Nawet nie muszą być specjalnie inteligentni. Ważne by byli wykonawcami woli mafii.

Syriusz
Posty: 4297
Rejestracja: 3 października 2008, 14:56

Post autor: Syriusz » 27 kwietnia 2013, 21:02

PO jak Złodziej Pijak Degenerat … sowiecka ladacznica.

Pycha kroczy przed upadkiem platformy… myśli kilka
Knajactwo to zachowanie charakterystyczne dla ludzi z marginesu społecznego, tromtadractwo to krzykliwe głoszenie jakichś poglądów, zwłaszcza politycznych, lub wzniosłych haseł pozbawionych treści. Te dwie cechy wypełnia Platforma anty – obywatelska .
Pycha PO przerosła samą siebie , szaleństwo tego lewactwa przekroczyło granice śmieszności i grozy. Gang POlsena jest już na kursie i na ścieżce i tylko chwila dzieli go od roztrzaskania się o własne czyny . Złodziejstwo , korupcja , nepotyzm , wykorzystywanie seksualne kobiet , pedalstwo , homopropaganda , ubóstwo , zniewolenie itd….. z tym kojarzy się Tusk &spółka . Knajacki język i knajackie zachowanie …. Ludzie marginesu społecznego , polskojęzyczne śmieci .
Panie Ty dajesz władzę także ku doświadczeniu ale żeby nas , dumny naród walczący z wrogami Krzyża , z Barbarzyńcami spod znaku Swastyki i Sierpa tak karać?????
My, naród zwycięski i bogobojny znosić musimy takie upokorzenia po tylu zwycięstwach , po tylu zwycięskich bitwach od Grunwaldu i Wiednia aż po Warszawę i Gdańsk. My którzy nade wszystko cenimy sobie wolność i niepodległość znosić mamy Mongołów i barbarzyńców co naszą ziemie ojczystą najechali?
Wybacz Panie ale nie nadstawie im drugiego policzka !!! Bić będę te kurwy i złodziei ………. Co nasza Polskę zabijają i okradają.Ty zaś Panie spraw aby twoi pasterze ZACHOWYWALI SIĘ JAK TRZEBA . Bo niektórzy z nich , Ci którzy mają być naszymi pasterzami są jak bezzębne psy i lepiej by sobie kamień młyński uwiązali miast walczyć z Krzyżem….. swoim milczeniem .
Lewactwo zwariowało promując sodomie i gomorę , promując kłamstwo , morderstwo i złotego cielca . Nie pozwalam!!! Veto!!!
My , którzyśmy jedyni w świecie pod okupacją niemiecką i sowiecką stworzyli 500 000 tysięczne podziemne państwo ….WIEMY JAK SIĘ ZACHOWAĆ!!!
My którzyśmy przeżyli Polokaust wiemy co to wiara , miłość i nadzieja .Wiemy co znaczą słowa Bóg , Honor i Ojczyzna .Cierpienia naszych braci i sióstr wołają o pomstę do nieba . Sześć milionów zabitych Polaków woła o sprawiedliwość i tych 96 ze smoleńska też o nią woła.
Niech nas nie pouczają potomkowie tych którzy nas zabijali w imię opętanej ideologii , niech nie pouczają jak mamy żyć . Niemcy , Rosjanie , Francuzi ,Anglicy , Amerykanie i inni …. Jesteście winni zagłady Polskich obywateli wyznania katolickiego i mojżeszowego . Jesteście winni naszym cierpieniom i nie liczcie na to że wam kiedykolwiek pomożemy . Nie będziemy umierać za Paryż, Londyn i Waszyngton…..
My tu u nas zrobimy niebawem rewolucje , pozamiatamy polskojęzyczne śmieci , powiemy NIE kolaborantom Moskwy i Berlina……..
Czas już nadchodzi by dać świadectwo ….. Krzyżowi , Polsce….. normalności ……
DOŚĆ MILCZENIA…….

Autor: Kat

Awatar użytkownika
Coltrane
Posty: 17740
Rejestracja: 31 marca 2008, 23:47
Lokalizacja: Polska

Post autor: Coltrane » 5 maja 2013, 12:41

„Mowa nienawiści” – forpoczta miękkiego totalitaryzmu

Dziwna cisza zapanowała nad jedną ze sztandarowych inicjatyw Platformy Obywatelskiej, czyli wprowadzeniem do Kodeksu Karnego zapisu przewidującego karę za tzw. mowę nienawiści. Czy to znaczy, że sprawę uśmierciła jej własna absurdalność? Bynajmniej. Prace nad tym niezwykle groźnym biurokratycznym bublem idą pełną parą.

Już niebawem wspierana przez Ruch Palikota i SLD Platforma Obywatelska może zgotować Polakom prawdziwy horror w stylu stalinowskim, uwłaczający wszelkim standardom praworządności.

Przypomnijmy, że politycy PO chcą wprowadzić do art. 256 Kodeksu Karnego niezwykle groźny zapis: „kto publicznie propaguje faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa lub nawołuje do nienawiści wobec grupy osób lub osoby z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, politycznej, społecznej, naturalnych lub nabytych cech osobistych lub przekonań (…) podlega karze grzywny, ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2”.

Koniec wolności słowa
Ze względu na użyte sformułowania treść zapisu skrytykowali nie tylko politycy opozycji, ale także kojarzone zwykle jako wylęgarnie światopoglądowego lewactwa organizacje zajmujące się ochroną praw człowieka. Ich zdaniem, proponowana nowelizacja zamiast rozszerzyć katalog chronionych wartości, wprowadza mgławicowe pojęcia, które mogą stać się polem do groźnych nadużyć.
Inicjatywę PO krytykowali także przedstawiciele opozycji. Poseł Stanisław Pięta z Prawa i Sprawiedliwości stwierdził, że „prawo karne to nie zabawka” i „przepisy prawa karnego muszą być sformułowane w sposób precyzyjny, jasny, czytelny”.
- To, co zaproponowali autorzy tego projektu pozwala na karanie kogokolwiek za cokolwiek. Każde słowo może być odebrane, zinterpretowane jako mowa nienawiści, wzywanie do nienawiści – stwierdził jakże trafnie poseł PiS w wypowiedzi dla Radia Maryja.
Jeszcze surowej oceniła projekt była wiceminister sprawiedliwości poseł Beata Kempa z Solidarnej Polski, która stwierdziła, że zmodyfikowany artykuł „ma służyć tylko i wyłącznie do walki politycznej z opozycją”.
- Zamierzają stworzyć taki instrument prawny w postaci umieszczenia bardzo wątpliwej jakości sformułowań, które miałyby służyć do karania tych, którzy będą niewygodni dla władzy – podkreśliła posłanka Solidarnej Polski.
Chociaż krytyce tej nie sposób odmówić racji, to jednak sugerowanie, że główny motyw próby nowelizacji art. 256 KK wynika z chęci stworzenia instrumentu do walki z opozycją jest bardzo niepełną diagnozą sytuacji. Wszystko wskazuje na to, że nowelizacja Kodeksu Karnego ma ścisły związek z próbami legalizacji na prawach małżeństw tzw. związków partnerskich, czyli nie tylko konkubinatów pomiędzy kobietami a mężczyznami, ale i odrażających w swej istocie związków jednopłciowych. W dalszej perspektywie doprowadziłoby to do redefinicji rodziny, tak jak stało się to już w 14 krajach świata.
Z pozoru wygląda to całkiem niewinnie – i tak jest też przedstawiane przez propagandę – nawet ze względów praktycznych mogłyby zawierać legalne związki osoby, które brzydzą się dewiacyjną obyczajowością, ale chciałyby ocalić trochę ciężko zarobionego grosza przed żarłocznością fiskusa. Mowa więc jest tam m.in. o możliwości wspólnego opodatkowania i o innych szczegółowych regulacjach dotyczących spraw majątkowych. Być może z tego rozwiązania mogliby skorzystać ludzie, którzy z różnych względów nie mogą zawrzeć związku małżeńskiego, a których łączy np. głęboka autentyczna przyjaźń.
Jednak kierowanie dyskusji o planowanej nowelizacji na takie tory jest tylko wabikiem mającym odwrócić naszą uwagę od istoty problemu. Okazuje się bowiem, że głównymi adresatami tej ustawy mają być dewianci seksualni i inni odmieńcy obyczajowi, którzy za nic mają prawa natury i gorszenie innych. Wejście w życie tej ustawy byłoby więc de facto legalizacją, i to tylnymi drzwiami, paramałżeńskich związków tworzonych przez osoby seksualnie zdezorientowane.
Tym razem na szczęście Sejm odrzucił wszystkie projekty o związkach partnerskich, chociaż – i jest to dla nas sygnał alarmowy – stało się to zaledwie 17 głosami przewagi. Ta nikła większość już ośmieliła zwolenników wynaturzonej obyczajowości, którzy zapowiedzieli, że podejmą kolejne próby legalizacji sodomicznych związków. Według zapowiedzi prominentnych polityków PO, najbliższa taka próba zostanie podjęta już w maju.

Awangarda systemowej deprawacji
W propozycji nowelizacji 256 art. KK nie chodzi więc o walkę z opozycją jako taką, a przynajmniej nie jest to główna motywacja, lecz o deprawację społeczeństwa polskiego, które w przygniatającej większości sprzeciwia się propagacji i legalizacji obyczajowych dewiacji. W tej sytuacji można więc raczej mówić o walce z opozycyjnymi politykami, którzy tej deprawacji się sprzeciwiają.
Znamienne jest, że istotnych zapisów w KK zażądała już w ubiegłym roku zasiadająca w rządzie Donalda Tuska ulubienica środowisk feministyczno-dewiacyjnych, czyli minister ds. równego traktowania [??? - admin] Agnieszka Kozłowska-Rajewicz. Domaga się ona, aby za „mowę nienawiści” wymierzoną w pederastów, lesbijki i transseksualistów wprowadzić karę dwóch lat więzienia. – Zaproponowałam rozszerzenie artykułu 256 o kilka kategorii, między innymi wiek i płeć. Nacisk położyłam jednak na orientację seksualną i tożsamość płciową – tłumaczyła pod koniec ub. roku w rozmowie z TVP Info.
Ostatnie zdanie jej wypowiedzi mówi w zasadzie wszystko o prawdziwych motywach projektu Platformy Obywatelskiej. Forsowana równolegle z ustawą o tzw. związkach partnerskich nowelizacja Kodeksu Karnego jest działaniem osłonowym, mającym zagwarantować sprawne wdrożenie sprzecznego naturą i zasadami moralnymi prawodawstwa. Mamy więc tutaj do czynienia z jedną z bitew na jednym z frontów wojny o narzucenie polskiemu społeczeństwu ideologii gender, kwestionującej naturalny porządek. I należy podkreślić, że jest to bardzo ważna bitwa.
Chociaż żarty się skończyły, to – jak widać – politycy Prawa i Sprawiedliwości oraz Solidarnej Polski nie do końca zdają sobie sprawę z powagi sytuacji. Wypowiedź Kozłowskiej-Rajewicz powinna włączyć alarm, ponieważ spełnienie jej żądań będzie równoznaczne z końcem wolności słowa i zwyczajnymi prześladowaniami za mówienie prawdy o obyczajowych i społecznych dewiacjach. Jak trafnie zauważył swego czasu Tomasz Terlikowski, przyjęcie takiej propozycji będzie oznaczać, że za powiedzenie prawdy, czyli stwierdzenie faktu, że przebierający się w kobiece ubrania poseł jest mężczyzną, zaś penetrowanie penisem końcówki układu pokarmowego jest zboczeniem, czyli odstępstwem od zachowania typowego, może grozić wyrok dwóch lat pozbawienia wolności.
Jak więc widzimy, rzecznik genderowego i homoseksualnego lobby z dużym rozmachem rozpoczęła kneblowanie ust tym, którzy jawnie sprzeciwiają się dogmatom politycznej poprawności, kwalifikując mówienie prawdy, stwierdzanie oczywistych faktów o naturze człowieka jako „mowę nienawiści” i nadając mu sankcję karną. Jest to nie tylko chęć uciszenia ludzi o odmiennym światopoglądzie, lecz przede wszystkim wulgarne zakłamywanie otaczającej nas rzeczywistości.
A prawda jest równie banalna, co i bezlitosna. Nie jest ona światopoglądem, który wyrabiamy sobie na podstawie niedoskonałych naszych zdolności poznawczych, i który można kwestionować lub bronić. Prawda, którą geniusz Arystotelesa zdefiniował jako zgodność poznania z rzeczywistością, jest niezmienna i broni się sama, a głoszenie jej nie tylko nikogo nie obraża, ale jest wobec tej osoby przejawem najwyższego szacunku i miłości, jaką winni jesteśmy każdemu bliźniemu. I to, że ktoś lubi otaczać się kłamcami nie zwalnia nas z tego obowiązku, bo sprzeniewierzanie się prawdzie zawsze skutkuje tragicznymi konsekwencjami, zarówno dla nas jak i dla głosicieli relatywizmu. Naszym chrześcijańskim obowiązkiem jest chronić przed nieszczęściem nie tylko siebie, ale także każdego bliźniego – nawet jeśli nie żywi do nas sympatii.

Życie dla zabawy – koncepcja człowieka dwuotworowego
Znamy już z historii „nowy wspaniały świat”, w którym za zbrodnię mówienia prawdy bardzo często karano śmiercią. Tak było pod rządami rewolucjonistów francuskich, takie standardy najpierw w Rosji, a później krajach zależnych wprowadzili bolszewicy, a teraz tej samobójczej tradycji nieliczenia się z prawdą, czyli de facto ze zdrowym rozsądkiem, hołduje Unia Europejska, której standardy z takim zapałem chce wdrażać minister Kozłowska-Rajewicz.
Z czego jednak wynika ta nienawiść wobec prawdy i poczucia zdrowego rozsądku? Oczywiście chodzi o duże pieniądze, jakie czerpie z ogłupiania i deprawowania całych społeczeństw oligarchia gospodarcza. Z jej punktu widzenia najbardziej doskonałym modelem człowieka jest, jak niezwykle trafnie i zarazem dowcipnie określił śp. o. Albert Krąpiec – człowiek dwuotworowy. Celem jego życia jest pogoń za przyjemnościami i będąca tego wyrazem maksymalna konsumpcja i wydalanie. Człowiek ma żyć, żeby było mu fajnie, ma się nieustannie śmiać, ostentacyjnie i bardzo głośno cieszyć, nieustannie biegać w pogoni za wrażeniami.
Taki nadpobudliwy i zarazem zredukowany do poziomu bezrefleksyjnego egoisty człowiek rzeczywiście niezwykle dużo konsumuje. Nie można więc dopuścić do tego, aby zauważył, że ten szaleńczy wyścig za pustymi wrażeniami po prostu nie ma sensu. Taki człowiek nie może więc mieć ani chwili spokoju i ciszy, bo cisza sprzyja otrzeźwiającej refleksji. Nie można pozwolić na to, aby dotarło do niego, że życie nie składa się z samych przyjemności, a prawdę mówiąc, to jest ich w morzu codziennych obowiązków tak naprawdę stosunkowo niewiele. Każdy, kto dwuotworowcowi o tym przypomina, staje się dla piewców kulturowej rewolucji i stojących za nimi gospodarczych oligarchów wrogiem numer jeden.
Nie mogą więc oni dopuścić do tego, aby ktoś głośno mówił, że król jest nagi. Mówienie o tym jest właśnie „mową nienawiści”. „W końcu wszyscy ci, którzy nie godzą się na mówienie o wspaniałych szatach króla, gdy ten jest nagi, psują zabawę. A zatem powinni być odpowiednio ukarani. Tak, by gdy nadejdzie czas i ktoś oznajmi, że jest tygrysem, to nikt nie odważył się powiedzieć mu, że doprawienie sobie wąsów i pomalowanie się w twarzowe paski z tygrysowatością nie ma nic wspólnego” – pisał swego czasu Tomasz Terlikowski odnosząc się do bardzo niebezpiecznych pomysłów pani minister. Nie można psuć zabawy, bo zabawa to przecież dla wielu zysk, duży zysk.

Akceptacja – afirmacja – uczestnictwo
Z punktu widzenia zdrowego rozsądku inicjatywa minister Kozłowskiej-Rajewicz jest całkowicie zbędna. Polskie prawo zapewnia jednakową i pełną ochronę wszystkim i nie ma najmniejszego powodu, aby dodatkową ochroną obejmować dewiantów seksualnych i obyczajowych. Jeśli jakiś homoseksualista, lesbijka lub transwestyta poczuje się obrażony, to przecież może jak każdy obywatel zwrócić się po sprawiedliwość do sądu. Po co więc ten cyrk legislacyjny? Odpowiedź jest bardzo prosta – chodzi o wymuszenie na polskim społeczeństwie „akceptacji” dla zboczeń i dewiacyjnej obyczajowości poprzez wprowadzenie do polskiego systemu legislacyjnego mgławicowej kategorii o nazwie „mowa nienawiści”.
Nie da się inaczej stworzyć i przede wszystkim utrwalić wygodnego do sterowania i eksploatacji człowieka dwuotworowego, będącego ważnym elementem w globalnym, czerpiącym zyski z deprawacji ludzi, przedsiębiorstwie socjalizm. Każdy więc, kto odbiera mu klientów, jest dla niego zagrożeniem, które należy szybko i skutecznie zlikwidować. „Mowa nienawiści” jest pojęciem tak pojemnym, że wypowiedzenie nawet jednego słowa krytycznego pod adresem seksualnych dewiantów (nawet niezwiązanego z ich odrażającą, zwykle nabytą przypadłością) będzie można tak zakwalifikować.
Niewielu więc w tej sytuacji ośmieli się głośno napiętnować to zło, zaś milczenie będzie równoznaczne z jego akceptacją. Ale przecież sama milcząca akceptacja może nie wystarczyć, bo prawda jest bezlitosna – czy będziemy milczeć czy nie, zboczeniec pozostanie zboczeńcem, a mężczyzna przebrany za kobietę zawsze będzie mężczyzną, nawet jeśli w dowodzie osobistym będzie miał wpisane co innego, a na potwierdzenie tego uzyska także sentencje wszystkich trybunałów tego świata. Niczego to nie zmieni, bo w genotypie i tak będzie mieć „xy”.
Z tego powodu dyskomfort tęczowej koalicji nadal pozostanie zagrożony, dlatego tylko kwestią czasu będzie, kiedy zażądają, aby karać już nie tylko za „mowę nienawiści” ale też i za „myśli nienawiści”, których ewidentnym przejawem będzie milczenie. Należy się więc obawiać, że szybko sama milcząca „akceptacja” dewiacji nie wystarczy, bo przecież chociaż słów nie będzie słychać, to jednak wyraz twarzy będzie mówić sam za siebie. Dopiero więc głośna, ostentacyjnie radosna, równoznaczna z afirmacją akceptacja może ich na jakiś czas usatysfakcjonować.
Dlaczego na jakiś czas? Bo prawda będzie nadal boleć, poprzez postawę przeciwników, którzy chociaż będą nawet głośno afirmować zboczenia, to jednak nie będą ich praktykować. Ostatecznym więc celem genderowego lobby będzie, poprzez odpowiednie ustawodawstwo zmuszenie wszystkich do aktywnego praktykowania całej palety zboczeń. Nie zaznają spokoju, dopóki po świecie będzie chodzić chociaż jeden człowiek nie unurzany w ich brudzie. Aż strach pomyśleć jaki los spotka tych, którzy się temu nie podporządkują.
Czy to wszystko jest przesadą? Bynajmniej. W ostatnich tygodniach kryzysu na Półwyspie Koreańskim różne telewizje raczyły nas materiałami filmowymi pokazującymi, jak setki pozostających w stanie histerii północnokoreańskich żołnierzy rzuca się niemalże w rozpaczy do morza za odpływającym „Najwyższym Przywódcą” Kim Dzong Unem. Tam już nie wystarcza milczenie, czy udawana powaga lub smutek na twarzy. Taka postawa, jest otwarciem bramy do obozu reedukacyjnego. Jedyną dozwoloną formą okazywania „miłości” do „Najwyższego Przywódcy” jest ostentacyjna histeria.
W Korei Północnej histeryczna ostentacja wystarczy, ale w tęczowo-genderowej Europie na pewno nie. Wskazują na to najnowsze zalecenia Światowej Organizacji Zdrowia, zgodnie z którymi obowiązkowa edukacja seksualna powinna się rozpocząć jeszcze przed ukończeniem czwartego roku życia. Prace nad przebudową natury człowieka idą więc pełną parą – wykoleić człowieka jeszcze na poziomie dzieciństwa. A co z tymi, którzy mimo to się nie wykoleją? Z pewnością z czasem znajdą się na takich odpowiednie przepisy prawne.
Obłudne pomysły minister Agnieszki Kozłowskiej-Rajewicz nawiązują więc do najgorszych stalinowskich wzorców, jednak są ich znacznym udoskonaleniem. Dla niej prawda o naturze człowieka i fakty ukazujące tragiczne konsekwencje nieliczenia się z tą prawdą nie mają najmniejszego znaczenia. Pod tym względem jest klasycznym bolszewikiem.

Adwokaci diabła
To, co się obecnie dzieje w zachodnim świecie, to naprawdę już nie są żarty. Dotarliśmy w naszej historii do smutnego momentu, kiedy powiedzenie o homoseksualizmie prawdy i afirmacja normalności będzie „mową nienawiści”, zaś szydzenie z religii katolickiej i katolików zawsze będzie, w zależności od przejawu – filozoficzną cnotą, wyrazem artystycznej ekspresji lub uprawnionym wyrażeniem opinii, a czasami nawet – jak to było niedawno w przypadku ataku na abp Głódzia – wyrazem troski o staczający się w otchłań „średniowiecznej ciemnoty” Kościół.
Upór, z jakim próbuje się nam narzucić obyczajowe dewiacje nie pozwala nam oprzeć się wrażeniu, że obecne tzw. elity polityczne cierpią na jakiś rodzaj upośledzenia intelektualnego czy wręcz umysłowego, nie rozumiejąc, że w ostatecznym rozrachunku działają także przeciwko sobie. Każdy normalnie uformowany człowiek wie, że mężczyzna odczuwający pociąg seksualny do drugiego mężczyzny czy też chodzący w kobiecych ubraniach, nawet jeśli robi to tylko dla korzyści materialnych, cierpi na poważną psychiczną aberrację.
Jest to oczywiste dla każdego, kto nie stracił kontaktu z rzeczywistością, ale nie dla Donalda Tuska i minister Kozłowskiej-Rajewicz, która chce represjonować ludzi prawdomównych i nie dla sądu, który wbrew oczywistym faktom, wbrew elementarnej prawdzie o naturze człowieka na serio potraktował subiektywne rojenia mężczyzny, który ogłosił, że czuje się kobietą. W normalnych okolicznościach, wolny od modernistycznych zabobonów sędzia wysłałby taką osobę na leczenie psychiatryczne.
Wszelkie dewiacje obyczajowe, jako działania skutkujące deprawacją społeczeństwa są niezwykle groźne dla prawidłowego rozwoju państwa, którego fundamentem jest rodzina oparta na małżeństwie, jako związku mężczyzny i kobiety w celu zrodzenia potomstwa. Państwo, aby istnieć nie potrzebuje kolejnych pokoleń jałowych pasożytów, jakimi są obyczajowi odmieńcy, lecz prawych obywateli. Z tego powodu promocja wszelkiego rodzaju dewiacji powinna uzyskać kwalifikację zbrodni stanu i jako taka powinna być ukarana z najwyższą surowością. [Ale do tego trzeba by w Polsce kagiebisty Putina, znienawidzonego przez patridyotycznych błaznów - admin]
Dlatego minister Agnieszka Kozłowska-Rajewicz powinna być natychmiast odwołana ze stanowiska; nie tylko za stwarzanie wielkiego zagrożenia dla zachowania wolności obywatelskich ale przede wszystkim za niszczenie ładu społecznego i moralnych fundamentów państwa. W normalnych okolicznościach Pełnomocnik Rządu do Spraw Równego Traktowania za próbę systemowej deprawacji społeczeństwa byłaby potraktowana jako zbrodniarz stanu.
Zastanawiające, jak w tej sytuacji odnajdą się politycy Platformy Obywatelskiej identyfikujący się jako katolicy, na czele z Jarosławem Gowinem. Sprawa nowelizacji Kodeksu Karnego w duchu postulowanym przez minister Kozłowską-Rajewicz będzie dla nich niemniej ważnym testem niż próba legalizacji homozwiązków pod fałszywie brzmiącą nazwą „związki partnerskie”.
Panująca obecnie cisza w tym temacie może świadczyć, że posłowie Ci nie dali się jeszcze zastraszyć Donaldowi Tuskowi i nadal stawiają opór. Jednak pojawiające się w mediach pogłoski o ewentualnej dymisji ministra sprawiedliwości Jarosława Gowina świadczą, że opór ten może nie trwać długo. Już niebawem okaże się, czy jedyną poważną rolą posłów z frakcji Gowina i Godsona w PO jest robienie za katolicki parawan dla szatańskich dzieł, czy też będą mieli odwagę powiedzeć Satis! Nadchodzi dla nich dzień próby.
Każdy, kto oglądał film „Adwokat diabła” z pewnością pamięta scenę, kiedy wcielony w rolę diabła Al Pacino mówi: „jestem największym humanistą, daję ludziom wszystko o co poproszą”. Dokładnie tak samo czyni minister Kozłowska-Rajewicz. Spełniając patologiczne zachcianki tęczowej ferajny, usiłuje dawać im to o co poproszą, a nie – jak czyni to Bóg – to czego potrzebują. W przeciwieństwie do diabła, Bóg, zanim czymś nas obdarzy, sprawdzi czy jest to dla nas dobre. Na tym polega Jego ojcowska miłość. Minister Kozłowska-Rajewicz czyni dokładnie odwrotnie – chce spełniać zachcianki nie oglądając się na konsekwencje.

Krzysztof Warecki

http://www.pch24.pl/mowa-nienawisci---f ... 436,i.html

Awatar użytkownika
Coltrane
Posty: 17740
Rejestracja: 31 marca 2008, 23:47
Lokalizacja: Polska

Post autor: Coltrane » 5 czerwca 2013, 07:27

[center]Obrazek[/center]

Zarzuty pod adresem PiS-u idealnie pasują do dzisiejszych działań formacji pod szyldem PO. Zdjęcie u góry to był to początek polityki miłości PO, ale nie był to przejaw wolności. Co by było, gdyby to PiS rozwiesił podobne tablice z napisem: "Rządzi PO a Polakom wstyd"? Nie byłoby to pisowskie działanie antysytemowe i pisowska pogarda dla demokratycznych procedur?

Obecnie mamy do czynienia z hucpą, a nie z demokracją i wolnością.

Awatar użytkownika
Coltrane
Posty: 17740
Rejestracja: 31 marca 2008, 23:47
Lokalizacja: Polska

Post autor: Coltrane » 12 czerwca 2013, 08:41

Standardy Platformy

Od przejęcia władzy przez Platformę Obywatelską zlikwidowanych zostało ponad 2280 placówek oświatowych. W 2013 r. może paść niechlubny rekord, bo do zamknięcia wytypowano ponad 1500 szkół i przedszkoli.

Drastyczne działania rzekomo mają przynieść „olbrzymie” oszczędności i usprawnić system oświatowy. Jak jednak wytłumaczyć likwidację szkoły w Kępkach, w gminie Nowy Dwór Gdański, do której samorząd nie dokłada ani grosza? :roll: (tu już nie chodzi tej swołoczy o oszczędności - tylko o likwidację polskiej szkoły ! :!: - Coltrane)

Szkoła z duszą

Kępki to mała popegeerowska wieś otoczona polami – daleko do morza, nie ma jeziora ani lasu. Szkoła Podstawowa Stowarzyszenia Przyjaciół Szkół Katolickich istnieje od dwóch i pół roku. W zajmowanym przez nią budynku już wcześniej mieściła się placówka oświatowa.

Najpierw była to publiczna szkoła podstawowa. Po jej likwidacji powstała tam szkoła niepubliczna, ale rodzice ze względu na bardzo złe warunki oraz niski poziom nauczania nie chcieli posyłać do niej dzieci, więc także została zlikwidowana. W 2010 r. budynek od gminy wydzierżawiło Stowarzyszenie Przyjaciół Szkół Katolickich i od tego czasu funkcjonuje w nim bardzo dobrze prosperująca i tak też odbierana przez lokalną społeczność katolicka szkoła podstawowa. Dziś uczęszcza do niej ponad czterdziestu uczniów z Kępek, okolicznych wsi oraz z Elbląga.

Szkoła jest prywatna, ale rodzice nie płacą za edukację swoich dzieci. Od tego roku szkolnego działa też przy niej przedszkole, do którego uczęszcza dwadzieścioro pięcioro maluchów, a co najważniejsze, ono również jest nieodpłatne. Placówka jest utrzymywana ze środków stowarzyszenia oraz z subwencji oświatowej, czyli pieniędzy, które na każdego ucznia przekazuje MEN. Te pieniądze mają tylko jedno przeznaczenie i gmina nie może ich wydać na nic innego – przeznaczone są na konkretnego ucznia.

Budynek, który nieodpłatnie wynajmuje od gminy stowarzyszenie, to stary ceglany dom z użytkowym poddaszem. Wymagał bardzo dużych nakładów, bo przez kilkadziesiąt lat gmina nie prowadziła w nim żadnych prac remontowych. Koszty napraw sięgające 150 tys. zł pokryło stowarzyszenie. Szkoła posiada pięć sal lekcyjnych, bardzo dobrze wyposażoną salę komputerową, salę gimnastyczną, boisko sportowe i pomieszczenia przedszkolne.

Burmistrz się uparł

Z niezrozumiałych dla mieszkańców Kępek powodów burmistrz gminy Nowy Dwór Gdański Jacek Michalski (Platforma Obywatelska) nie wyraża zgody na przedłużenie umowy najmu dla stowarzyszenia. Od września szkoła ma więc przestać istnieć.

Stowarzyszenie, aby uchronić placówkę przed likwidacją, jest zainteresowane kupnem budynku, nawet na przetargu, ale burmistrz nie wyraża zgody na sprzedaż. Jego planów co do dalszych losów starego, położonego w mało atrakcyjnym miejscu domu, gdzie nie zaglądają turyści, nikt nie zna. On sam twierdzi, że jeszcze nie wie, na co zostanie przeznaczony, ale szkoły tam nie będzie.

Na ostatniej sesji Rady Miasta Nowego Dworu Gdańskiego burmistrz nie podał żadnych konkretnych argumentów za likwidacją placówki. Próbował to motywować oszczędnościami, ale gmina nie dokłada do szkoły ani złotówki.

Likwidacja nie przyniesie żadnych korzyści finansowych, przeciwnie – wygeneruje dodatkowe koszty: nauczyciele i personel szkoły stracą pracę, dojdzie koszt wynajęcia gimbusa dla dzieci, które trzeba będzie dowieźć do szkoły w Marzęcinie. Ale te argumenty nie trafiają do burmistrza.

Samodzielność finansową szkoły podkreśla dyrektor placówki Elżbieta Giedroyć. – Gmina nie ponosi żadnych kosztów w związku z jej funkcjonowaniem i pana burmistrza ona nic nie kosztuje. Jest to w powiecie jedyna taka szkoła. Zadawaliśmy burmistrzowi kilkakrotnie pytanie o to, na co ma być przeznaczony ten budynek, ale nie otrzymaliśmy żadnej informacji – mówi.

Nie tylko rodzice uczniów stają w obronie szkoły, w tej sprawie zintegrowała się cała lokalna społeczność. Do gminy wpłynęło wiele pism od różnych stowarzyszeń i organizacji, m.in. od Akcji Katolickiej, której – co ciekawe – burmistrz jest członkiem.

Jak w domu rodzinnym

Szkoła jest mała i przytulna. Wychowuje w duchu wartości chrześcijańskich. Wszyscy nauczyciele doskonale znają swoich uczniów. Dzieci dowożone są autobusem opłacanym przez stowarzyszenie.

– W tym roku szkolnym – mówi pani dyrektor – realizujemy program wychowawczy pod hasłem „Z Maryją w ramionach Jezusa”. Dzieci jest mało, więc łatwo do nich dotrzeć. Mamy szkolne pielgrzymki, Msze Święte i modlitwę na szkolnym korytarzu po trzeciej przerwie. Modlimy się także przed posiłkiem. W Wielkim Poście dzieci prowadzą Drogę Krzyżową, idąc przez wieś, a mieszkańcy przyłączają się do nas. Dbamy też o formację religijną nauczycieli, dla których w wakacje stowarzyszenie organizuje rekolekcje. W najbliższych dniach dzieci pojadą na pielgrzymkę na Jasną Górę, do Wadowic i do Krakowa.

Mała szkoła to przede wszystkim indywidualne podejście do uczniów i praca pod kątem ich potrzeb.

– Mój syn ma orzeczenie o niepełnosprawności lekkiej – mówi Beata Dąbrowska.

– W ciągu trzech lat, od kiedy chodzi do tej szkoły, poczynił ogromne postępy. Pracownicy poradni byli bardzo zdziwieni, że dziecko tak bardzo poszło do przodu. Powiedzieli, że jeśli praca z dzieckiem będzie dalej tak postępować, to ma szansę wyjść z niepełnosprawności. To w dużej mierze zasługa nauczycieli tej szkoły, bo oni pracują z moim dzieckiem i z innymi dziećmi indywidualnie, w zależności od ich potrzeb.

– Dzieci tu czują się jak w domu – dodaje Bożena Szaciło, sołtys sąsiedniej wsi Stobna. – Dla nas jest ważne, że otrzymują właściwe wychowanie, w duchu wartości chrześcijańskich – podkreśla.

Szkoła wpływa też na lokalną wspólnotę, ożywiając ją i integrując, co zauważa miejscowy proboszcz ks. dr Mariusz Pietrzykowski.

– Dzięki szkole, społeczności, która wokół niej się wytworzyła, powstały liczne stowarzyszenia. Bardzo wzrosła liczba członków Akcji Katolickiej. Ojcowie uczniów są w ochotniczej straży pożarnej, która powstała mniej więcej w tym samym czasie co szkoła. To wszystko się zbiega i pan burmistrz ma problem z aktywnością mieszkańców Kępek oraz okolicznych wsi. Ma problem, bo ludzie piszą projekty, oczekują pomocy i wsparcia w ramach działających stowarzyszeń – wylicza ksiądz proboszcz.

Zmiany na lepsze widzi też z perspektywy parafii, bo szkoła uczestniczy w życiu religijnym, jest także organizatorem licznych uroczystości patriotycznych. To wszystko bardzo ożywia lokalną społeczność. Szkoła pełni również funkcję świetlicy dla mieszkańców Kępek i jak przyznaje sołtys, „zawsze jest do naszej dyspozycji”.

6 czerwca miało tam odbyć się spotkanie rodziców i przedstawicieli mieszkańców z burmistrzem. Zarówno dyrekcja placówki, jak i rodzice wiązali z nim duże nadzieje, bo przecież władza nie może być głucha i nieczuła na głos swoich wyborców.

Na ubiegłej sesji rady gminy burmistrz obiecał, że o przeznaczenie budynku zapyta lokalną społeczność, dodając jednak, że decyzja o likwidacji szkoły już zapadła i jest nieodwołalna. Właściwie została ona podjęta jednoosobowo, bo niemal wszyscy radni (z wyjątkiem dwóch) zrezygnowali ze swojego prawa do decydowania, pozostawiając tę sprawę w gestii burmistrza.

Skoro sam podjął decyzję, to sam może ją odwołać, gdyby nie jeden szkopuł: burmistrz nie jest zainteresowany zdaniem mieszkańców gminy i ma do nich bardzo lekceważący stosunek. Na spotkaniu, którego termin sam wyznaczył, w ogóle się nie pojawił. Przysłał natomiast pracownicę urzędu, która została postawiona w upokarzającej sytuacji, bo jedyne, co mogła powiedzieć, to: „Pan burmistrz nie przekazał żadnych argumentów, ale kazał powiedzieć, że jego decyzja jest niezmienna”.

Na spotkaniu obecni byli także radni Tomasz Sienkiewicz oraz przewodniczący Komisji Oświaty Wojciech Krawczyk. Ten ostatni poproszony o radę, jak dalej mają postępować mieszkańcy Kępek w tej trudnej sprawie, miał do powiedzenia tylko tyle, żeby nie doprowadzali do eskalacji protestu. To niestety świadczy o całkowitym oderwaniu władzy od społeczeństwa, bo w tej sytuacji mieszkańcom nie pozostało już nic innego, jak tylko postawienie burmistrza pod ścianą.

Mieszkańcy mają świadomość, że burmistrz próbuje przeciągnąć sprawę do początku roku szkolnego, gdy wobec faktu wygaśnięcia umowy najmu szkoła przestanie działać, a rodzice, wykonując obowiązek szkolny, będą musieli posłać dzieci do szkoły zbiorczej w Marzęcinie, odległym od Kępek o 10 kilometrów.

Poczucie bezkarności polityków Platformy Obywatelskiej jest zadziwiające, skoro burmistrz Nowego Dworu Gdańskiego nie wyciąga wniosków z tego, co wydarzyło się w sąsiednim Elblągu, gdzie prezydent miasta i rada zostali odwołani przez mieszkańców mających dość ich nieudolnych rządów.

Anna Kołakowska

http://www.naszdziennik.pl/mysl/35437,s ... formy.html

Awatar użytkownika
Coltrane
Posty: 17740
Rejestracja: 31 marca 2008, 23:47
Lokalizacja: Polska

Post autor: Coltrane » 17 czerwca 2013, 11:52

Szkoda tylko że Polacy tak późno poznali się na tych oszustach z PO.
Szkoda zmarnowanych lat ...


Po odwołaniu HGW czas na eksmisję Tuska. Przed zimą…

Kolejki do stolików w sprawie odwołania Tuska byłyby dłuższe niż za mięsem w PRL-u.

Co by nie powiedzieć, to Hanna Gronkiewicz-Waltz potrafiła jednak wyrwać Warszawę z apatii i wzbudzić w ludziach chęć czynu. Do stolików z listami o odwołanie pani prezydent ustawiają się kolejki. Od dawna nie było w stolicy aż takiego entuzjazmu.

Sadzę, że większy entuzjazm mogłaby wzbudzić jedynie eksmisja Donalda Tuska. Gdyby tak rozpocząć akcje zbierania podpisów po jego odwołaniem, kolejki do list byłyby dłuższe niż za mięsem w PRL-u. Aż żal nie uruchomić takiego potencjału.

Społeczeństwo mogłoby się zabrać do odwoływania Tuska tym bardziej, że ostatnio wbił się on w premierowski fotel jeszcze głębiej. Unia Europejska na kolanach prosiła go o przywództwo, błagała, żeby został komisarzem wszystkich komisarzy – a on uparł się, że nie, że musi zostać w Polsce, bo tu ma jeszcze wiele do wykończenia. Autostrady musi wykończyć, lotnisko w Modlinie, górnictwo, kolej.


Więc może zacznijmy zbierać te podpisy, zanim całą Polskę wykończy.

A zatem po odwołaniu HGW czas na eksmisje Tuska. Byle zdążyć przed zima, zanim sezon ochronny na eksmisje się zacznie…

Autor: Janusz Wojciechowski

http://januszwojciechowski.blog.onet.pl/

A tak towarzystwo oszustów cieszyło się po swojej wygranej, kiedy to większość lemingów postanowiła poprzeć ich w wyborach.

[center]Obrazek [/center]

[center]Obrazek [/center]

[center]Obrazek [/center]

[center]Obrazek [/center]

Teraz pozostaje niesmak, gorycz i świadomość zmarnowanych lat.

Awatar użytkownika
Coltrane
Posty: 17740
Rejestracja: 31 marca 2008, 23:47
Lokalizacja: Polska

Post autor: Coltrane » 11 września 2013, 22:56

Niszczenie polskiej przedsiębiorczości to jeden z priorytetów antypolskiego rządu Tuska.


Jak fiskus wykańcza polskie firmy?

Ministerstwo Finansów wykańcza kolejne firmy, a wręcz całe branże gospodarcze doprowadza do upadku nawet nie wysokością podatków, ale formą ich poboru i kontrolami. Tymczasem w Europie i na świecie coraz więcej państw redukuje obciążenia fiskalne od firm, aby rozruszać krajowe gospodarki i szybciej wydostać się z kryzysu na ścieżkę wzrostu.

Mając na celu ratowanie małych polskich przedsiębiorców przed nowym absurdalnym pomysłem rządu, Artur Ostrowski, poseł SLD, napisał list rozpaczy do ministra finansów Jana Vincent-Rostowskiego. Sprawa dotyczy rozporządzenia wydanego przez Ministerstwo Finansów, które – zdaniem przedsiębiorców – spowoduje eliminację drobnego polskiego handlu. Nowe regulacje nakazują bowiem handlowcom absurdalnie dokładne określenie towaru na wydruku z kasy fiskalnej, co często jest fizycznie niemożliwe, a jeśli byłoby nawet możliwe, to koszt wprowadzenia danych (np. kilkadziesiąt tysięcy pozycji) jest niewspółmiernie wysoki w porównaniu do obrotu i zysku drobnych kupców.

Jak pisze poseł Ostrowski, w opinii zainteresowanych, przywołane regulacje mogą skutkować likwidacją małych polskich firm, a tym samym zwiększeniem bezrobocia. Rozporządzenie wymaga na przykład, by drobny sprzedawca w małym sklepiku wprowadził tak dokładny system znaczenia towarów, że jego koszt sięga 20 tysięcy złotych, a czas wprowadzenia to minimum 830 godzin, czyli ponad 100 dniówek roboczych. Żaden drobny przedsiębiorca nie ma ani takich pieniędzy, ani takiego czasu na zmarnowanie w imię biurokratycznych wymysłów ministerstwa. W odpowiedzi na interpelację posła Ostrowskiego Maciej Grabowski, podsekretarz stanu w Ministerstwie Finansów, stwierdził, że „nie widzi potrzeby zmiany przepisów we wskazanym zakresie”.

Wzorem Wielka Brytania

Działania fiskusa i innych regulatorów rujnują także inne całe gałęzie gospodarki. Media niedawno pisały o tym, jak urzędy celne żądają od przedsiębiorców produkujących ambulanse 15 milionów zł akcyzy sprzed 2009 roku. Producenci karetek pogotowia, stosując ówczesne przepisy sprzed 1 marca 2009 roku, nie naliczali akcyzy od tych pojazdów dla pogotowia ratunkowego i szpitali, bo nie podlegały one opodatkowaniu. Po zmianie przepisów – od 1 marca 2009 roku – organy celne doszły jednak do wniosku, że podatek trzeba było płacić. – Czy naprawdę państwo powinno zarabiać nawet na ambulansach? Czy nikt nie myśli, że karetki kupowane są najczęściej z publicznych pieniędzy i że tak naprawdę to często przekładanie pieniędzy z prawej kieszeni do lewej? – skomentował w „Dzienniku Gazecie Prawnej” Dominik Szczygieł, radca prawny i doradca podatkowy z kancelarii MSDS Legal. Na dodatek urzędnicy zapomnieli wydać odpowiednie przepisy dopuszczające do ruchu pojazdy specjalistyczne, co powoduje, że kilkaset firm nie może sprzedawać karetek, więźniarek, śmieciarek i przyczep – w efekcie grozi im bankructwo.
Jak twierdzi Roman Kluska, znany przedsiębiorca mający kiedyś głośne na cały kraj problemy z fiskusem, to biurokraci absurdalnymi przepisami doprowadzili do administracyjnej likwidacji owczarstwa w Polsce, bo regulacje powodowały ogromne koszty i w rezultacie nieopłacalność takiego biznesu. Teraz urzędnicy z Ministerstwa Zdrowia mają coraz bardziej niedorzeczne pomysły, które mogą zrujnować polskie uzdrowiska. Zakazy budowy czy przepisy dotyczące poziomu hałasu wyganiają inwestorów z uzdrowisk. Podobnym absurdem jest zakaz sprzedaży przez rolników serów, masła, jogurtów, chleba, wędlin, dżemów czy soków własnego wyrobu, jeśli nie zarejestrowali działalności gospodarczej.

Tymczasem wszelkie zdroworozsądkowe pomysły są utrącane. W Sejmie upadł przygotowany przez Ruch Palikota projekt ustawy, który wprowadzał – podobnie jak to ma miejsce w Wielkiej Brytanii – możliwość zakładania firmy na próbę, na okres 90 dni. W tym czasie przedsiębiorca nie musiałby płacić podatków dochodowych i składek na ZUS. „Chodzi o to, by każdy, kto ma jakiś pomysł na uruchomienie własnego biznesu, mógł go przetestować w praktyce i w ten sposób przekonać się, czy opłacalne jest dalsze w niego inwestowanie” – wskazano w uzasadnieniu do projektu ustawy. Ta forma działalności gospodarczej miała być maksymalnie prosta i wymagała minimum formalności, a nowe przepisy miały też uchronić nowych przedsiębiorców przed negatywnymi finansowymi konsekwencjami decyzji o rozpoczęciu działalności gospodarczej. – Krajem, do którego wyjechała największa liczba Polaków, jest Wielka Brytania – mówił w Sejmie poseł Przemysław Wipler, popierając projekt ustawy. – W Wielkiej Brytanii możliwość tzw. retroaktywnego rejestrowania działalności gospodarczej jest dużo szersza niż proponowana przez wnioskodawców. 18 miesięcy ma osoba, która rozpoczyna działalność gospodarczą, na to, by się zarejestrować i obowiązek zarejestrowania ma tylko wtedy, jeżeli w tym czasie osiągnęła zysk – dodał. – Zdroworozsądkowe podejście Anglików polega na tym, że jak komuś biznes nie wypalił, to nie ma sensu, by w urzędach marnował czas i pieniądze podatników – mówi Wipler.

Kamil Cebulski, młody przedsiębiorca, który z uwagi na polskich urzędników przeniósł swój biznes do Wielkiej Brytanii, przywołał przykład przedsiębiorcy, który dostał wezwanie do urzędu skarbowego w sprawie nadpłaty 7 zł podatku VAT. Ponieważ był jednak za granicą i nie mógł się zjawić w terminie, to biurokraci wymierzyli mu mu… 2700 zł kary za niestawienie się na wezwanie do urzędu! Z kolei mieszkaniec Białogardu za wycięcie uschniętego drzewa dostał 2 miliony zł kary. Do biura posła Wiplera przyszedł poskarżyć się przedsiębiorca, który powiększył sobie staw, co postanowił zgłosić do urzędu. W odpowiedzi urzędnicy powiedzieli, że mężczyzna nie miał zgody na wykopanie tego stawu, bo oni nie dysponują odpowiednimi papierami – i nałożyli na niego 200 tysięcy zł grzywny! Przedsiębiorcy skarżą się jeszcze na inne działania fiskusa. Firmom, które chcą prowadzić biznes w wirtualnym biurze, skarbówka utrudnia życie, kontrolując je, odmawiając nadawania NIP oraz zarejestrowania na potrzeby VAT. Na dodatek resort finansów planuje nałożyć podatek dochodowy na firmy, których zagraniczne spółki płacą niższe podatki. Chce także przykręcić śrubę podatkową firmom powiązanym kapitałowo, które transferują zyski między członkami grupy. W takiej sytuacji nie ma się co dziwić, że Polska znalazła się dopiero na 114. miejscu (na równi z Nepalem i Komorami) wśród 185 państw świata w rankingu „Płacenie podatków 2013”, przygotowanym przez PWC. Na lepszych pozycjach sklasyfikowano Mołdawię, Papuę-Nową Gwineę, Mozambik, Etiopię, Sudan, a nawet pogrążoną w wojnie Syrię i Afganistan.

Wszyscy obniżają podatki

Przedsiębiorcy doprowadzeni są przez fiskusa do ostateczności. Jan Gródek, rolnik z Mysłakowic (woj. dolnośląskie), popełnił samobójstwo, wjeżdżając samochodem do zbiornika wodnego, winą obarczając za to urzędników skarbowych, którzy bezprawnie nałożyli na niego gigantyczną karę finansową. W zeszłym roku w rozpaczliwej akcji jeden z dilerów Fiata w Zamościu wywiesił wulgarny baner („Dziękujemy ci zasrana Polsko”) skierowany przeciwko fiskusowi oraz państwu. W ten kontrowersyjny sposób chciał zwrócić uwagę opinii publicznej na to, że urząd skarbowy nie chce mu oddać 1,9 miliona zł podatku VAT, co może doprowadzić do upadłości jego firmę. Rok później firma już nie istnieje, a zrujnowany przedsiębiorca gotów jest oddać swoją nieruchomość (3900 m2) za darmo – pod warunkiem, że prowadzona tam działalność nie przysporzy fiskusowi ani grosza. „Pier*****y polski system fiskalny z bandą tuskowych przekrętów na czele, odmawiając zwrotu naszej firmie podatku VAT, doprowadził reprezentowaną przeze mnie spółkę do bankructwa. Postanowiłem zatem, że oddam komuś tę nieruchomość prawie za darmo [254 zł/m2]” – napisał przedsiębiorca w serwisie ogłoszeniowym. „Jeżeli ktoś jednak złoży zgodne z prawem oświadczenie, że będzie tam prowadził taką działalność, z której jeb**y polski fiskus nie dostanie złotówki, to w ogóle oddam mu to za darmo” – dodał. Z kolei przedsiębiorca Tadeusz Byrdak z Opola protestował przeciwko działaniu opolskiej prokuratury, która nie uwzględnia jego wniosków o ściganie inspektorów skarbowych. Urzędnicy z Urzędu Kontroli Skarbowej w Opolu w trakcie kontroli mieli dopuścić się – zdaniem Byrdaka – fałszowania protokołów i wymuszania zeznań i bezprawnymi grzywnami doprowadzili firmę do bankructwa.

Tymczasem na świecie coraz więcej krajów redukuje obciążenia podatkowe dla biznesu, bo politycy wiedzą, że pieniądz zostanie znacznie efektywniej wydany przez firmę prywatną niż przez państwowego urzędnika. Premier Wiktor Orbán, obniżając podatek CIT do 10 procent, doprowadził do tego, „że Węgry dla firm stały się środkowoeuropejskim rajem gospodarczym, że firmy z Bułgarii, Słowacji, Słowenii, Czech, również z Polski przenosiły tam, a nie na Cypr, swoją siedzibę” – jak opowiada poseł Wipler. Zresztą w znacznej mierze na niskim, 10-procentowym podatku CIT swój dobrobyt zbudowała także Irlandia, bo tym przyciągnęła amerykańskich inwestorów. W niedawno przeprowadzonych badaniach 86 procent irlandzkich przedsiębiorców potwierdziło, że wzrastające podatki to największe zagrożenie dla ich działalności. Ostatnio premier Portugalii zapowiedział obniżkę CIT z obecnych 25-31,5 procent do 17 procent. W jego zamierzeniu niższy podatek dochodowy od firm ma spowodować większą konkurencyjność portugalskiej gospodarki, wzrost inwestycji krajowych i zagranicznych, a tym samym przywrócić wzrost gospodarczy po trzech latach głębokiej recesji i rekordowego bezrobocia. Z kolei w Holandii rząd przyjął propozycję ulg podatkowych dla inwestorów. Eksperci włoskiego banku centralnego ocenili, że za złą sytuację gospodarczą kraju odpowiadają właśnie zbyt wysokie podatki od przedsiębiorstw. Łotwa zamierza obniżyć podatek dochodowy od firm i obowiązkowe składki na ubezpieczenia społeczne (te ostatnie mają spaść do poziomu 10 procent). Nawet rosyjski rząd przyjął strategię zniesienia na dwa lata podatków dla nowo powstających przedsiębiorstw. Natomiast aby nie zmniejszył się wzrost gospodarczy, Chiny zwolniły ponad 6 milionów najmniejszych firm z obowiązku uiszczania podatku obrotowego oraz VAT. W Hongkongu po obniżeniu opłat rejestracyjnych założono rekordową liczbę firm. Z kolei po roku od obniżenia przez regionalne władze Tybetu stawek podatkowych dla inwestorów przychody z tego tytułu wzrosły o 110 procent. Nawet Barack Obama, prezydent USA, jest gotowy na obniżenie podatku od amerykańskich przedsiębiorstw. Także nowy minister skarbu w australijskim rządzie federalnym zapowiedział wznowienie negocjacji z rządami stanowymi w sprawie zmniejszenia liczby podatków nakładanych na firmy, będących dla nich zbyt dużym ciężarem.

Niestety do rządu Donalda Tuska tajemna wiedza, że gospodarkę napędza pieniądz w rękach prywatnych, a nie państwowych, jeszcze nie dotarła i jego ministrowie nadal uważają, że gospodarkę można rozruszać tylko keynesowską stymulacją, czyli coraz większymi wydatkami publicznymi. Wysocy ministerialni urzędnicy także porażają niewiedzą. Kompromitacją na antenie TVN CNBC zakończyła się rozmowa Grzegorza Langa, dyrektora Departamentu Doskonalenia Regulacji Gospodarczych w Ministerstwie Gospodarki, który myślał, że zredukowana składka na ZUS dla nowych przedsiębiorców w Polsce wynosi 150 zł. W rzeczywistości jest to ponad 400 zł. Zdaniem premiera Tuska, w kryzysie nie można obniżać podatków i jego rząd podnosi nam coraz więcej obciążeń. – W Polsce niebezpiecznie jest cokolwiek posiadać, bo nie dość, że praca człowieka jest bardzo opodatkowana, to jeszcze urzędnicy mogą zabrać cały majątek np. dlatego, że na posiadanej działce uschło drzewo – mówi Kamil Cebulski. – A powodów do konfiskaty mienia mogą być miliony. Ja zabezpieczam się więc w ten sposób, że nic w Polsce nie posiadam, bo wtedy nie można mi nic zabrać – dodaje. Cebulski woli inwestować w firmy za granicą. Działalność prowadzi nie tylko w Wielkiej Brytanii, gdzie mieszka od pół roku i przenosi swoją rezydencję podatkową, ale również w Holandii, Tajlandii czy Zambii.

Czy rząd Donalda Tuska wraz z całą administracją podatkową postawili sobie za cel, by wszyscy przedsiębiorcy albo zbankrutowali, albo wyprowadzili się za granicę?

http://padre.info.pl/spoleczenstwo/item ... firmy.html

Awatar użytkownika
longinus9
Posty: 2190
Rejestracja: 19 lutego 2009, 20:02
Lokalizacja: Łódź

Post autor: longinus9 » 12 września 2013, 06:31

Ministerstwo Finansów wykańcza kolejne firmy, a wręcz całe branże gospodarcze doprowadza do upadku nawet nie wysokością podatków, ale formą ich poboru i kontrolami. Tymczasem w Europie i na świecie coraz więcej państw redukuje obciążenia fiskalne od firm, aby rozruszać krajowe gospodarki i szybciej wydostać się z kryzysu na ścieżkę wzrostu.


Z żydowską dokładnością lichwa wykańcza gospodarkę rękoma Wincentego Rostowskiego..
oczywiście banki mają się dobrze pod skrzydłami "przedsiębiorstwa holokaust.."
A trzeba jak Wiktor Orban na Węgrzech zdecydowanie opodatkować finansjerę bankową w Polsce, która bezwzględnie hasa po organizmie naszej Ojczyzny..

Awatar użytkownika
Coltrane
Posty: 17740
Rejestracja: 31 marca 2008, 23:47
Lokalizacja: Polska

Post autor: Coltrane » 12 września 2013, 07:55

longinus9 pisze:Ministerstwo Finansów wykańcza kolejne firmy, a wręcz całe branże gospodarcze doprowadza do upadku nawet nie wysokością podatków, ale formą ich poboru i kontrolami. Tymczasem w Europie i na świecie coraz więcej państw redukuje obciążenia fiskalne od firm, aby rozruszać krajowe gospodarki i szybciej wydostać się z kryzysu na ścieżkę wzrostu.

Z żydowską dokładnością lichwa wykańcza gospodarkę rękoma Wincentego Rostowskiego..
oczywiście banki mają się dobrze pod skrzydłami "przedsiębiorstwa holokaust.."
A trzeba jak Wiktor Orban na Węgrzech zdecydowanie opodatkować finansjerę bankową w Polsce, która bezwzględnie hasa po organizmie naszej Ojczyzny..
Ja wniósłbym tu małą poprawkę. Mianowicie, Vincent kontynuuje dzieło swoich poprzedników, ale robi to wyjątkowo perfidnie, bezczelnie i brutalnie. To jest dobijanie polskiej gospodarki, polskiej przedsiębiorczości. To jest jawna kolonizacja Polski !

W końcu i tak Vincent wróci do Francji, skąd przybył ...

Tymczasem Orban na Węgrzech powiedział takie oto słowa :

– Węgry są niepodległym, suwerennym państwem. Era kolonizacji się skończyła. Dla nas sprawą rangi państwowej jest obniżenie opłat za media, likwidacja reżimu spłacania kredytów walutowych oraz ratowanie rodzin i ich domów.

i dalej :

Banki i duże przedsiębiorstwa korzystające na Węgrzech z pozycji monopolisty muszą się przyzwyczaić do nowej sytuacji. Kiedyś miały silną pozycję i rządy socjalistyczne kłaniały się przed ich potęgą, ale teraz to my jesteśmy tymi silniejszymi. To one muszą się dostosować do Węgrów, a nie na odwrót...

Awatar użytkownika
Coltrane
Posty: 17740
Rejestracja: 31 marca 2008, 23:47
Lokalizacja: Polska

Re: PO - partia skrajnie antypolska

Post autor: Coltrane » 23 września 2013, 07:45

Jak skończyć z tym PO – tworem?

Doczekaliśmy się czasów, nie ma co! Doczekaliśmy się rządów, nie ma co! Doczekaliśmy się partii PO-twora, nie ma co! Doczekaliśmy się wreszcie PO-twornego wyniszczenia państwa i narodu polskiego!

Ale to nie ich zasługa, to nie zasługa p. Tuska, to nasza, narodu wina. No może, jak zwykle w życiu, z małymi wyjątkami, tym razem z większymi. Bo pan Tusek też ma niemałe zasługi w wygenerowaniu tego PO-twora. A potem jeszcze p. prof. Niesiołowski, p. mgr Palikot, i dalej, już nie znam ich tytułów, p. Kopacz, p. Rostowski, p. Sikorski, i cała reszta tej zgrai PO-tworków, która aktualnie zasiada w Sejmie, w Senacie, w rządzie, i … w KRRiT, w sądach i prokuraturach, i … na innych stołkach i fotelach.
Żebym nie zapomniał, winę za PO-tworny stan państwa i narodu polskiego ponoszą również tzw. dziennikarze, ci z głównego ścieku. Ktoś kiedyś zaproponował nazywać ich nocnikarzami, co jest dość trafnym spostrzeżeniem i ma kilka ważnych uzasadnień.
Ach, jest jeszcze jedna grupa winowajców, którą trzeba wyróżnić, i dołączyć do bandy tych, co PO-twornie wyniszczyli Polskę i Polaków, to, tzw. usłużni idioci, nie – użyteczni – ale usłużni, z naszego punktu widzenia. Dla PO-tworów naturalnie użyteczni.
Ale, dzisiaj już nie pora na ubolewania i narzekania. Trzeba tylko zdać sobie sprawę w całej pełni z PO-twornych zniszczeń, bez przesady, w każdej dziedzinie naszego życia, i politycznego, i społecznego, i gospodarczego, i kulturalnego, i …, i skończyć wreszcie z tym PO-tworem.
Proponuję zacząć od zapomnianej, pewnie lekceważonej i niedocenianej broni masowego oporu, jaką był, i jest, bojkot.
Często spotykam się z opinią, że – ja to mogę czytać i oglądać wszystko, i „GW” i TVN, mnie to oni nie przerobią!
Właśnie słów kilka na ten temat.
Jeśli ktoś przyśle ci list, czy kartkę pocztową, i zobaczysz, kto ci to przysyła, to możesz to wyrzucić do kosza na śmieci i sprawy nie ma.
Jeśli dostajesz od znanej ci osoby e-mail, też nie musisz go otwierać, jeden klik i delete i sprawy nie ma, nie dotarła do ciebie.
Jeśli zjesz coś nieświeżego, zepsutego, to organizm twój natychmiast zareaguje, jeden wymiot, może dwa i sprawy nie ma. A, jeśli sprawa jest poważniejsza, to jedna, czy kilka tabletek i po kłopocie.
Niestety, sprawy się mają zupełnie inaczej, gdy chodzi o naszą pamięć, słuchową i wzrokową. Jeszcze nikt nie wymyślił żadnej tabletki, jeszcze nikt nie wymyślił żadnego rozpuszczalnika, ani wyrzutnika, jeszcze nikt nie wymyślił żadnej gumki-myszki, aby usunąć z naszej pamięci obrazy, informacje, których chcielibyśmy się raz na zawsze pozbyć.
Rozwiązanie jest, jak na razie tylko jedno – nie wprowadzać nigdy tych obrazów czy treści do swojej pamięci. A środek do realizacji tego celu prosty – bojkot. Pełny bojkot takich mediów, jak „GW”, TVN i im podobne.
Mamy okres wakacyjny, więc szczególnie dogodny do podjęcia tej akcji, globalnego bojkotu wszystkich mediów głównego ścieku. Jeśli nie troska o losy Polski i Polaków, to troska o własne zdrowie, powinny cię do tego zachęcić. W okresie wakacji zaleca się odtruwanie organizmu. A jako człowiek, czyli C + U + D, każdy z nas powinien oczyścić nie tylko ciało, ale także i umysł i ducha. Bo to jest dopiero gwarancja pełnego oczyszczenia i pełnego zdrowia.
A wsparciem o wielkiej mocy dla tej broni masowego oporu, jaką jest bojkot, jest broń masowej obrony, jaką jest modlitwa. W tym najpotężniejsze rodzaje modlitwy – Różaniec i Koronka do Miłosierdzia Bożego.
Nie rozwijam dalej tych wątków. Niech to każdy przemyśli, komu leży na sercu dobro Polski i Polaków, i rozwija je wokół siebie. Ja tylko chcę dodać, że piszę tutaj o broni, nie o zbroi.
Jeśli boisz się PO-tworów, jeśli ich już nie lubisz, jeśli nie chcesz ich mieć w swoim najbliższym otoczeniu, rodzinie, pracy, we wsi, czy w mieście, w urzędzie, prokuraturze, sądach, wreszcie w Sejmie, Senacie, rządzie, i w mediach publicznych, to usuń ich, nie zwlekaj.

Posted by Emanuel Czyżo at 09:33

http://www.eczyzo.com/2013/08/jak-skonc ... worem.html

Awatar użytkownika
AnnaE
Posty: 2197
Rejestracja: 2 lutego 2007, 22:09
Lokalizacja: Śląsk

Obietnice

Post autor: AnnaE » 10 października 2013, 12:22

Robert Mazurek ("Rzeczpospolita"): Mam przed sobą program PiS, który obiecuje wielką modernizację Polski: 50 nowych mostów...
Ligia Krajewska (Platforma Obywatelska): ...A trzy miliony mieszkań też dołoży? I jeszcze prezes obiecał, że urodzi się 200 tysięcy dzieci. Te wszystkie obietnice są na takim poziomie, że brakuje słów. To kpiny z ludzi!
RM: ... Na samej Wiśle powstanie 15 mostów.
LK: (śmiech) I gdzie oni je wszystkie postawią?
RM: Zmodernizują 11 lotnisk, wybudują dziewięć nowych...
LK: A może od razu 49 lotnisk? W każdym byłym mieście wojewódzkim po jednym.
RM: ...Powstaną między innymi lotniska w Olsztynie i Białymstoku.
LK: Jakie uzasadnienie ekonomiczne ma port lotniczy w Olsztynie i Białymstoku? I proszę mi powiedzieć, jak oni chcą te wszystkie lotniska utrzymać, z czego je zbudować?
RM: „Środki będą pochodzić z budżetu (32 proc.), pieniędzy unijnych (39 proc.) i kapitału prywatnego w ramach partnerstwa publiczno-prywatnego (29 proc.)".
LK: Życzę PiS powodzenia w realizacji tych cudów, ale to się nie nadaje do poważnej rozmowy.
RM: Dlaczego?
LK: Bo to zupełnie nierealne pomysły. Czyste chciejstwo. Człowiek składający takie obietnice okłamuje Polaków!
RM: Ten człowiek to Donald Tusk.
LK: Słucham?
RM: Zanim pani powie za dużo i napyta sobie biedy, przyznam się do manipulacji. Cytowałem „Narodowy program wielkiej budowy" Platformy Obywatelskiej z 2007 roku.
LK: No tak... (cisza).

Awatar użytkownika
Coltrane
Posty: 17740
Rejestracja: 31 marca 2008, 23:47
Lokalizacja: Polska

Re: Obietnice

Post autor: Coltrane » 11 października 2013, 09:23

PILNE! Platforma przeciwko pomnikowi Witolda Pileckiego


„Platforma znów przeciw Pileckiemu i za 4 śpiącymi. Cały PIS i tylko kilku radnych z PO za” napisał na swoim profilu na Twitterze radny Prawa i Sprawiedliwości, Maciej Wąsik. Rada Warszawy odrzuciła projekt PiS-u w sprawie pomnika pułkownika Pileckiego i nie został wprowadzony pod obrady.

Inicjatywę zapoczątkowaną przez stowarzyszenie Młodzi dla Polski oraz Red is Bad podjęli radni Prawa i Sprawiedliwości i zaproponowali, aby pomnik rotmistrza zajął miejsce monumentu określanego jako Czterech Śpiących.

- Koalicja PO-SLD opierając się na kwestiach formalnych, takich jak opinia prezydenta, po raz kolejny nie zgodziła się na wprowadzenie tego projektu pod obrady. Będziemy dalej walczyć o pomnik dla Pileckiego, to polski bohater narodowy - mówi portalowi niezalezna.pl Maciej Wąsik, przewodniczący klubu radnych PiS

Radni PiS zgłosili wniosek o włączenie do porządku obrad projektu uchwały w sprawie budowy pomnika rotmistrza. Zgodnie z propozycją pomnik rotmistrza Pileckiego miałby stanąć na placu Wileńskim w Warszawie w miejscu komunistycznego obiektu Braterstwa Broni.

Radni PiS argumentowali, że zastąpienie obeliska Braterstwa Broni pomnikiem rotmistrza Pileckiego będzie miało symboliczny wymiar i podkreśli trium ofiar terroru komunistycznego nad jego twórcami.

http://niezalezna.pl/45915-pilne-platfo ... pileckiego

Awatar użytkownika
AnnaE
Posty: 2197
Rejestracja: 2 lutego 2007, 22:09
Lokalizacja: Śląsk

Post autor: AnnaE » 11 października 2013, 10:10

To już szaleństwo z nienawiści.
Wcale mnie nie zdziwi, jeśli kiedyś okaże się, że Bieruta pochowano na szczątkach gen. Augusta Emila Fieldorfa "Nila" - szefa Kedywu Komendy Głównej Armii Krajowej, ppłk. Łukasza Cieplińskiego - przywódcy Zrzeszenia "Wolność i Niezawisłość" czy rtm. Witolda Pileckiego, uczestnika wojny polsko-bolszewickiej, kampanii 1939 r. i dobrowolnego więźnia Auschwitz.

ODPOWIEDZ