Kto dokonał zamachu w Smoleńsku ?

Polityka, gospodarka, ekonomia...
ODPOWIEDZ
sonia
Posty: 6384
Rejestracja: 7 grudnia 2008, 15:50
Lokalizacja: z Polski

Post autor: sonia » 3 lutego 2015, 15:11

"Gdzieś czytałem, że to był ostatni transport do Katynia. " Oby ...
serd pozdr

Awatar użytkownika
Coltrane
Posty: 17740
Rejestracja: 31 marca 2008, 23:47
Lokalizacja: Polska

Post autor: Coltrane » 25 lutego 2015, 09:45

Kontrowersyjny tekst, który ukazał się w Gazecie Warszawskiej.
Co o tym tekście myślicie ?



To żydzi porwali i zamordowali Delegację do Katynia w dniu 10 Kwietnia 2010.

Obrazek

[center]+++

Laudetur Iesus Christus

+++ In nomine Patris, et Filii, et Spiritus Sancti. +++

Amen[/center]

[center]+++ PATER NOSTER, qui es in caelis, sanctificetur nomen tuum. Adveniat regnum tuum. Fiat voluntas tua, sicut in caelo et in terra. Panem nostrum quotidianum da nobis hodie, et dimitte nobis debita nostra sicut et nos dimittimus debitoribus nostris. Et ne nos inducas in tentationem, sed libera nos a malo. +++ AVE MARIA, gratia plena, Dominus tecum. Benedicta tu in mulieribus, et benedictus fructus ventris tui, Iesus. Sancta Maria, Mater Dei, ora pro nobis peccatoribus, nunc, et in hora mortis nostrae. +++

Amen.
[/center]


[center]
Żydzi porwali i zamordowali Delegację do Katynia,

z dnia 10 kwietnia 2010 roku.

Żydzi zamordowali załogę i pasażerów samolotu CASA,

Mirosławiec, 23 stycznia 2008.

Żydzi dokonali zamachu na samolot Boeing,

Okęcie, 1 listopada 2011.
[/center]


Zamachu na Polską Delegację do Katynia – porwania oraz zabójstwa – prawdopodobnie wszystkich jej członków dokonali żydzi. Cele zamachu były dwa: wprowadzenie destrukcji struktur w polskich władzach (głównie w obronie) oraz sprowokowanie do przybycia na uroczystości pogrzebowe wielu szefów obcych państw, których by wysadzono w powietrze podczas tego żałobnego zgromadzenia.

Prawdopodobnie użyto by jakiegoś taktycznego ładunku nuklearnego. Służby tych krajów zorientowały się w sprawie i faktycznie nikt do Polski nie przybył. Aby jednak nie kusić losu zdecydowano o tym, że pochówek „prezydenta”, – bo nie wiadomo tego, kto tam leży – odbędzie się na Wawelu. Chaos w świecie spowodowany tym terrorem i wielki lej po wybuchu w centrum Warszawy byłyby wymarzonymi okolicznościami dla żydów, którzy w ramach pomocy w ściganiu sprawców zamachu zainstalowaliby swoje struktury zbrojne w ministerstwach siłowych, a może nawet byłby powołany wspólny rząd polsko–izraelski.

Pan Bóg do tego jednak nie dopuścił i stało się inaczej. Co jednak nie znaczy, że niebezpieczeństwo zostało zażegnane. Jego echo widać we wspólnym posiedzeniu rządu Tuska w Izraelu, a pomruk wielkiej groźby ponownie rozlega się obecnie w Oświęcimiu i na Wawelu. To, że żydom nie udało się w „Smoleńsku”, nie udało się też na Okęciu, wcale nie znaczy, że oni odstąpią od swych zamierzeń – oni nie odstąpią nigdy, bo ich konsekwentne działanie nie wynika z ich „cech charakteru”, ale z misji, jaką mają w wyniszczaniu Królestwa Chrystusa – co jest istotą judaizmu. To jest ich istotą, a nie jest możliwe, aby system odrzucił to, co jest jego istotowym elementem, bo w naturze tego świata nie ma takiego przykładu, więc nie oczekujmy tego, czego nikt nie widział.

Aby móc doprowadzić zarówno do „Smoleńska”, jak i też lepszego zintegrowania Polski z Izraelem, dokonano zamachu na samolot CASA w Mirosławcu, gdzie zginęła duża część kadry lotniczej. Zamach ten nie udał się w pełni (przypuszczalnie), bo duża część pasażerów wysiadła wcześniej. Jednakże zamordowano tam generała Andrzejewskiego, który przejrzał pewne wydarzenia i je skojarzył z działalnością nielegalną lub otwarcie przestępczą, albo nawet uderzającą w obronność Polski. Chodzi tu o wykorzystywanie struktury komunikacyjnej sił lotniczych do transportu organów do transplantacji, które pobierano w Polsce i masowo exportowano za granicę.

Do tego zorganizowana siatka przestępcza wśród kadry wojsk lotniczych miała podwójne dno. Wszyscy zamieszani mogli przypuszczać, że trudnią się jedynie przemytem organów ludzkich, podczas kiedy nikt nie miał faktycznej kontroli nad tym, co faktycznie jest przewożone w tych specjalnie skonstruowanych pojemnikach. Nielegalny charakter tego procederu, a lukrowany dochodami czarnych pieniędzy sprawiał, że nikt z zamieszanych nie przemyśliwał dokładnie tego, czy za parawanem zarówno infrastruktury materialnej, jak i siatką ludzką, scementowanymi wspólnym solidarnym interesem w oszukiwaniu Państwa Polskiego, mogło się kryć coś z gruntu poważniejszego lub groźnego. Był to zwykły trick żydowski (przynęta) znany od pokoleń, gdzie żydzi tworząc zorganizowane systemy patologii społecznych prowadzili drugą nić ideologiczną lub polityczną, która służyła ich dalekosiężnym planom.I tak było – lub nawet trwa w dalszym ciągu – w polskim lotnictwie wojskowym, za parawanem (samonapędzającego się) przestępczego związku nielegalnych transportów organów, zbudowano system, który przejął kontrolę w ręce całkowicie żydowskie.

Siły powietrzne są bardzo ważne dla żydów, a to ze względu na konieczność pełnego zsynchronizowania reagowania wojskowego Polski z Izraelem na daleki dystans. To dlatego zakupiono w trybie natychmiastowym samoloty F16, które nie mają jakiegokolwiek zastosowania w polskich warunkach, były dużo gorsze od sowieckich poprzedników, no i drogie, a całość była bezsensem w Polsce. Ale w Izraelu to miało swoją głębszą logikę; F16 były właśnie tam potrzebne, bo te polskie F16 są całkowicie kompatybilne z takimi samymi, które Izrael posiada już od dawna na swym wyposażaniu. I w przypadku ataku na Iran, samoloty te mają być bezszelestnie przejęte przez Izrael i jego pilotów. Dodatkowo intensywny most powietrzny miedzy Izraelem a Polską – na szczeblu rządowym lub wojskowym – ma ochronę samolotów bojowych Izraela i Polski: Polska daje ochronę swoją, a Izrael swoją, było zatem dobrze, aby pilotami polskich samolotów byli również żydzi, bo wtedy wszystko jest pewne.

I tu, aby nie było zgrzytów logistycznych, trzeba było usunąć dużą część polskiej kadry lotniczej po to, aby w takim wakansie kadrowym móc poustawiać swoich ludzi, a których i tak tam nigdy brakowało. To dlatego był Mirosławiec, jak i też inne postronne skrytobójstwa w kadrze latającej, a nawet w administracji Mirosławca. Wątek przestępczego „na złodzieju czapka gore” widać wyraźnie w gorliwym maskowaniu przyczyn wypadku CASA, przez pozostałą kadrę wojskową. Jest zupełnie możliwe to, że tymi, którzy zginęli w „katastrofie smoleńskiej” byli również i ci, którzy przeszkadzali w śledztwie CASA .

Ale oprócz wątku „mostu do Izraela” oraz wątku użycia polskich samolotów przeciw Iranowi był trzeci punkt w sprawie: infrastruktura wewnętrzna, o której wspomniano powyżej. Infrastruktura wewnętrzna w polskich siłach powietrznych jest możliwie najważniejszym celem żydowskiej penetracji sił powietrznych w Polsce. Chodzi tu o terroryzm, który jest głównym narzędziem żydostwa. Pod “przykrywką” systemu „organów do przeszczepów”, którego charakteru nikt z polskich oficerów lotniczych lub obsługi naziemnej nie poznał, zbudowano równoległy system dystrybucji i przechowywania broni masowego rażenia. Broń ta – jako objętościowo porównywalna z urządzeniami do przewozu organów do transplantacji, komputerów lub specjalistycznych kamer TV, mogła być łatwo przemieszczana i lokowana na polskich lotniskach wojskowych, a również i cywilnych. I tu dochodzimy do zabójstw w Asturia – dwa samoloty – oraz w Indiach, gdzie z podobnych powodów powieszono właściciela polskiej firmy przewozowej „środków niebezpiecznych”. Osoby te weszły w posiadanie jakichś informacji, które dotyczyły tejże infrastruktury w sieci lotnisk lub nawet brały udział w budowie, rozbudowie czegoś, co mogło być kluczowe.

Lotniska polskie, a głównie Okęcie, to żydowski przyczółek terroru przeniesiony z baz Izraela do serca Europy. O terrorze wymierzonym w Europę żydzi mówią otwarcie od epoki – najpóźniej – wczesnej Goldy Meir, a obecnie jest to niemal przedmiot wychowania obywatelskiego wśród uczniów żydowskich w Izraelu. Terror przeciw Warszawie lub innym polskim wielkim miastom może bardzo łatwo odbywać się pod pozorem zwykłego pasażerskiego ruchu lotniczego, gdzie ładunki nuklearne mogą być niepostrzeżenie załadowane do cywilnych samolotów. A nie jest to okoliczność związana z Polską, lecz z całym problemem, jaki żydzi mają ze wzrastającym „antysemityzmem” nawet w Unii Europejskiej, która coraz głośniej upomina się o Palestyńczyków, a także w Rosji, która nie zgadza się na atak Iranu, czy Amerykanów, którzy nie mają więcej pieniędzy na finansowanie żydowskiego obłędu na Bliskim Wschodzie. Rosja już jest poddana terrorowi, Putin na kolanach wypuszcza wolno żydowskich złodziei, Ukraina praktycznie w ogniu i tego, czego jeszcze potrzeba do pełnego chaosu, to jakaś postać otwartego terroru w stolicach na „Zachodzie”. A w przypadku nieustępliwej krytyki postępowania Izraela w stosunku do Iranu może się zdarzyć, że samoloty startujące z Okęcia będą rozwoziły ładunki do zachodnich stolic lub nawet imitowały coś jak ataki nuklearne Rosji na Zachód lub odwrotnie. Jedni będą myśleli, że są zaatakowani przez drugich i będą musieli odpowiedzieć własnym atakiem, czyli Europa stanie się gigantycznym Libanem. Bo w Libanie tak właśnie było, że Mossad tak długo podkładał bomby w systemie wahadłowym: raz muzułmanom, a raz chrześcijanom, aż w końcu obie strony dały się złapać na te prowokacje.Skutkiem tego powstała ogromna fala wzajemnych autentycznych ataków i odwetów.

Tak może być i w Europie, a to za sprawą siatki żydowskiej w polskich siłach zbrojnych, gdzie – historycznie – polska tolerancja wobec żydów była wielokrotnie zarzewiem wielkich wojen. W pewnym sensie w ramach takiego filosemityzmu lub dokładniej – rozpadu katolickości i ogólnie ducha chrześcijańskiego w Polsce nie jest już czymś niecodziennym, że tradycyjny kult chrześcijański jest wypierany w „polskich kościołach” przez kulty judaistyczne, gdzie czołowym tego przejawem jest kult Karola Wojtyły, śpiewy modlitewne i inne zachowania judaistyczne o podłożu liturgicznym, kulturowym, etc. „Dni judaizmu” jako otwarte bluźnierstwo przeciw Panu Naszemu Jezusowi Chrystusowi ustanowiły zaakceptowaną już normę wspólnoty pomiędzy żydami, a tymi faktycznymi postkatolikami (agresywnymi antykatolikami). To w takim wręcz stopniu, że wykluczono nawet Chrzest Święty jako warunek do zbawienia. Jest to proces dalekosiężny sięgający dużo dalej niż do SWII, czy 25 lat okresu wyniszczania Kościoła w Polsce przez Karola Wojtyłę. Właśnie na bazie nauk Wojtyły – a głównie jego wymysłu mówiącego , że „judaizm nie jest czymś zewnętrznym dla Kościoła Świętego, ale czymś wewnętrznym”. To znaczy, że jak zwykle u Wojtyły mówił on niejasno, a nawet kłamliwie, bo w relacji do rzeczywistości postępował tak , jakby był o zupełnie odwrotnie; to Kościół był wewnątrz judaizmu, i judaizm stawał się Kościołowi nadrzędny. Wg wielu krytycznych obserwatorów Wojtyły na Zachodzie, sprawił on to, że Kościół Święty staje się jednie filią judaizmu jako jego jakaś sekta.

I to właśnie ten kontekst, jako pewna możliwość, tłumaczy ewidentną próbę zamachu na samolot kapitana Wrony, który awaryjnie lądował 1 listopada 2011 roku. Mimo upływu dwóch lat nie podano jakiegokolwiek pomysłu na problem z lądowaniem (brakiem wychylenia podwozia), ani też nie napisano ostatecznego raportu nt. wypadku. Problem zaś jest taki, że była to właśnie żydowska próba dalszej inkorporacji chrześcijan polskich na judaizm – próba zajęcia katolickich świątyń na wspólne praktyki religijne. Celowo wywołana katastrofa miała we wspólnej żałobie ofiar – Polaków i żydów (którzy byli na liście pasażerów, ale nie było ich w samolocie), umożliwić bratanie się polskich durniów ze „starszymi braćmi”.

Nie było to pierwszy raz. Podobne sceny wspólnych modlitw w katolickich kościołach w Warszawie miały miejsce w trakcie różnych ruchawek polskich przeciw wojskom cara. Żydzi napuszczali Polaków na Rosjan, ci się buntowali, dumnie łapali się za przestarzały oręż, a to z wiadomym skutkiem. Następnie w ramach różnych pogrzebów opłakiwano wspólnie (co stało się normą) polskich zabitych powstańców. Później zaś, w ramach restrykcji carskich, rodziny tych zabitych bohaterów były wyrzucane z majątków, które skonfiskowane car przekazywał nieodpłatnie lojalnym mu żydom. Dochodziło do tego nawet, że żydzi przejmowali polskie nazwiska tych Polaków, których modlitewnie wyprawili na tamten świat.

Tak miało być i 1 listopada 2011 roku na Okęciu, ale coś nie wyszło i sprawa spaliła się na panewce. Przypomnijmy, że były to dni konferencji rabinów w Warszawie, gdzie rabini z całego świata zjechali się do Polski po to, aby rozejrzeć się w swych nowych koloniach w Polsce. W dniu oczekiwania na przylot, w terminalu na Okęciu, zaobserwowano sporą grupę rabinów, którzy byli nawet ubrani w szaty modlitewne. Kiedy po ogromnym napięciu samolot wylądował i można było odetchnąć, zauważono pewną konsternację u tychże rabinów, którzy nie czekając – chyłkiem oddalili się z lotniska. Zaś problem z raportem o katastrofie 1 listopada polega teraz i na tym, że trzeba sfałszować listę pasażerów, którzy mieliby rzekomo być na pokładzie, a którzy nie wysiedli na Okęciu. Prawdopodobnie są to nazwiska rabinów, których nie ma. Wspólna planowana żałoba nie wyszła i inkorporacja Polaków do judaizmu tam utraciła swą dobrą emocjonalną okazję do bratania się.

Nie ma żadnych wątpliwości co do tego, że wizyta Knessetu w Polsce ma swe ukryte cele, pomijając już to, że jest to zbrodnia przeciw naszej i suwerenności i naszemu włodarstwu w sensie jak najbardziej duchowym. Mamy wpuścić do naszego obszaru tych agresywnych natrętów następujących na nasze dobro, a co mamy przyjąć z zabójczą dla naszego morale pokorą. Mamy zaakceptować wizytę żydów, którzy – co bardzo prawdopodobnie – przywiozą ze sobą byłych kapo obozowych znęcających się nad polskimi 2-6 letnimi dziewczynkami- więźniarkami, które te dorosłe żydówki okrutnym biciem zmuszały do posłuchu te małe dziewczątka. Jest też pewne, że każdy członek Knessetu, który przyjedzie do Polski ze „swoim” „więźniem obozu”, przejmie od niego to męczeńskie namaszczenie i stanie się duchowym męczennikiem Oświęcimia, które to męczeństwo przekaże na innych żydów i inne pokolenia, a co sprawi, że nastąpią nowe akty zawładnięcia polskimi obszarami czy suwerennością. Jest nadzwyczaj prawdopodobne również i to, że w trakcie przebywania tych członków władz na terytorium Polski, dojdzie do jakiegoś ataku Izraela na Iran lub na samego siebie. Jest możliwe, że Izrael (jako Iran) zbombarduje meczet Al- Aqsa po to, aby go przejąć w ręce żydowskie. A już tylko to może spowodować niewyobrażalną agresję muzułmanów w całym świecie przeciw nie tyle żydom, ile chrześcijanom, których muzułmanie uważają za żydowskich agentów.

Największą jednak groźbą – a co od dawna widać gołym okiem – jest fakt systematycznego osłabienia polskiej woli walki – morale – przeciw żydowskiej agresji w Polsce. Nasze przyzwolenie na żydowski autentyczny terror, bluźnierstwa, grabież i demoralizację młodzieży, a nawet i dzieci – to nasza śmierć duchowa i fizyczna.

Nie możemy na to pozwolić! Po faktycznym upadku widzialnego Kościoła, przy bezprzykładnej zdradzie kleru w stosunku do Chrystusa i Jego Kościoła – a o hierarchii nawet nie wspomniawszy, przy braku elit narodowych zdolnych do poderwania Narodu do walki, przy rozbitych strukturach społecznych, w obliczu tego strasznego żydowskiego zagrożenia, które opanowało i zrujnowało kompletnie cały świat zachodni, staje polska garstka obrońców Kościoła Świętego i Świętej Ziemi Pana Jezusa Chrystusa Króla Polski. Obrońcy nie padną, a gdyby kto rękę podniósł przeciw tym Obrońcom, to Chrystus uderzy w najeźdźców zemstą Boga!

In Christo.

(-) Krzysztof Cierpisz

27/01/2014

+++

http://gazetawarszawska.eu/2013/02/15/z ... o-katynia/
http://gazetawarszawska.eu/2014/01/15/z ... -asturias/
http://gazetawarszawska.eu/2014/01/17/z ... b-767-300/
http://gazetawarszawska.eu/2014/01/23/z ... -oswiecim/

http://gazetawarszawska.com/zamach/1028 ... etnia-2010

sonia
Posty: 6384
Rejestracja: 7 grudnia 2008, 15:50
Lokalizacja: z Polski

Post autor: sonia » 25 lutego 2015, 11:48

Coltrane,
stary tekst i bardfzo lekko mówiąc kontrowersyjny..... co do pytania na temat...przyczyn... według mojej wiedzy pięcioletniej na temat Dramatu Smoleńskiego ,to spróbuję to ująć w punktach lub pytaniach
1 kto dopuscił do tego by Putin wymógł rozdzielenie wizyt...?
2.Kto powiesił się w kancelari premiera Tuska i dlaczego...tuż przed wigilią 2009 roku...
3 Dlaczego samolot został oddany do naprawy zakładom remontowym przyjaciela Putina bez naszego nadzoru.../samolot Vipów /
4.Dlaczego Arabski motał w tej sprawie a wcześniej wracając do śp dyrektora kancelarii,nawet nekrologu nie zamieścił ,jaka kryła się za tym tajemnica...? czy też żonglerka do ostatniej chwili samolotem niczego nie mówi...? plus ARABski
wysłany w trybie natychmiastowym do Hiszpanii?
cdn

sonia
Posty: 6384
Rejestracja: 7 grudnia 2008, 15:50
Lokalizacja: z Polski

Post autor: sonia » 25 lutego 2015, 12:00

skoro nie było winy to dlaczego MAKowy raport tak motał i kłamał ?
i co robił LOGIK na wieży....w Smoleńsku ?
dalej dlaczego nie zwrócono wraku samolotu,lecz go zdemontowano na kawałki i kawalątka,,? dzisiaj nie jest już żadnym dowodem...
to tylko kilka pytan...z serii Dlaczego ? co do terkstu ...dla mnie jest niedobry ,bo zaciera ślady i mgłą okrywa TO ,co się wydarzyło nad Smoleńską Ziemią....chyba ze uznamy Putina za Zyda i wtedy autor może się "nie mylić" co do autorów piszących na Nowym Ekranie,czy na Neonie ...i coś tam ,dziwnie nie mam zaufania....do Putina Też mordy na Czeczeńcach,mordy na ziemi gruzińskiej i mordy na ukrainie...
kłania się ksiązka A.Golicewa" Nowe kłamstwa w miejsce starych " i rozdziały Plotka i Dezinformacja
pozdr :)

Awatar użytkownika
Coltrane
Posty: 17740
Rejestracja: 31 marca 2008, 23:47
Lokalizacja: Polska

Post autor: Coltrane » 26 marca 2015, 21:45

Na pokładzie Tupolewa mogło dojść do wybuchu. Jorgensen w PE: „Tak sugerują widoczne ślady. Katastrofa nie była wypadkiem”

Obrazek

Inżynier mechaniki i pilot Glenn Jorgensen zwrócił uwagę na konferencji w Parlamencie Europejskim dotyczącej katastrofy smoleńskiej, że przyczyną tragedii mogła być eksplozja na pokładzie.

Spędziłem 3 lata, ponad 1200 godzin nad sprawą katastrofy smoleńskiej. Kiedy zacząłem pracę, nie miałem żadnych związków z Polską

— podkreślił ekspert.

Jorgensen przyznał, że tematem katastrofy z 10 kwietnia 2010 roku zainteresował go znajomy.

Początkowo myślałem, że chodzi o teorię spiskową. (…) Po kilku miesiącach powiedziałem mojemu koledze, że on miał rację, a ja się myliłem. Wszystkie wydatki wiążące się z moją pracą pokryłem z własnej kieszeni, łącznie z lotem do Brukseli. Nie otrzymałem żadnych środków i nie miałem żadnych interesów finansowych

— zaznaczył pilot.

Glenn Jorgensen zwrócił uwagę na nieprawidłowości w raporcie MAK-u, które poważnie podważają wiarygodność dokumentu przygotowanego przez stronę rosyjską. Niektóre z nich wskazują, że prawa o 10 kwietnia 2010 roku może być znacznie bardziej przerażająca niż nam się wydaje.

Linia przecięcia skrzydeł nie zgadza się z trajektorią samolotu, ale to może być wytłumaczone wtedy , gdyby doszło do użycia materiałów wybuchowych w samolocie. Utrata skrzydeł doszła znacznie wyżej niż wysokość brzozy. Brzoza musiałby być 4 razy grubsza i mocniejsza, by dokonać takiego obcięcia skrzydeł samolotu na podstawie obliczeń, które zostały przeprowadzone.

— powiedział ekspert.

Oficjalna wersja mówi, że śmierć ofiar nastąpiła przez uderzenie samolotu o ziemię, ale nie może wytłumaczyć to przyspieszenia 100g, które które zostało stwierdzone. Tak naprawdę powinien powstać krater o głębokości 1 lub 2 metra, ale tego kratera nie było. Poddanie ciał przyspieszeniu 100g, zgodnie z wersją rosyjską, tak naprawdę nie było spowodowane uderzeniem w grunt, tylko było wynikiem jakiejś wewnętrznej eksplozji. Zresztą tak sugerują ślady zadrapań, jakie są widoczne. Takie były też konkluzje sprawozdania pana Biniendy

— wyjaśnił Jorgensen.

Uczestnik konferencji zorganizowanej w Parlamencie Europejskim zwrócił uwagę, że wersję o wybuchu mogą potwierdzać inne przesłanki.

To tłumaczy również, że podczas ekshumacji ofiar, znaleziono w jednym ciele nit – to mogło być wynikiem wewnętrznej eksplozji. Poza tym, pilot miał tu dwa sprzeczne ze sobą motywy. Z jednej strony chciał oblecieć przeszkodę, a z drugiej strony miał lądować, jakoby istniałaby presja ze strony prezydenta. (…) Nawet jeżeli ten samolot chciał lądować, to jego nagłe nurkowanie nie miało tutaj większego sensu

— podkreślił Glenn Jorgensen.

Pilot stawia zatrważającą diagnozę.

Wnioski: dwie lub więcej eksplozji skrzydeł doszło do skutku jeszcze w powietrzu, kiedy nie było żadnych przeszkód. Katastrofa nie była wypadkiem. Noc przed wylotem samolotu nie było żadnej kontroli

— przypomniał ekspert.

Jorgensen na koniec zwrócił się z kilkoma pytaniami do Donalda Tuska.

Mam tutaj cztery ważne pytania, które chciałbym postawić tutaj panu Tuskowi i nie mogę zrobić tego w lepszym miejscu niż tu. Zaniedbywanie interesów Polski przez premiera może być objęte karą do 10 lat. Dlaczego pan Tusk zrezygnował z przeprowadzenia śledztwa i oddał je w ręce Putina bez odpowiedniego udziału polskiego? Dlaczego nie można było zajrzeć do trumien ofiar sprowadzanych do Polski? Dlaczego zaniechano właściwego badania medycznego, które powinno być wykonane? I dlaczego były poważne zaniedbania dotyczące bezpieczeństwa do których doszło w noc przed wylotem samolotu?

— zapytał na koniec pilot.

gah

CZYTAJ TAKŻE: Ważna deklaracja brytyjskiego polityka. Fox: Po wysłuchaniu prezentacji w PE popieram wniosek o powołanie międzynarodowego śledztwa

CZYTAJ TAKŻE: Ekspert ds. wypadków lotniczych o katastrofie smoleńskiej: „Rozbieżności stawiają pod znakiem zapytania wiarygodność oficjalnego dochodzenia”

CZYTAJ TAKŻE: Macierewicz: to, co się zdarzyło pod Smoleńskiem, nie było wypadkiem, to była długo przygotowana akcja. W PE ważna debata o tragedii smoleńskiej. RELACJA

Polecamy nowy numer tygodnika „wSieci” a w nim m.in. niezwykle ważny dziennikarski raport: dwie katastrofy i dwa śledztwa. Jak Holendrzy badają skutki tragedii MH17, a jak Polska prowadziła śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej. Różnice są szokujące.

http://wpolityce.pl/smolensk/238570-na- ... -wypadkiem

Awatar użytkownika
bez_ksyw
Posty: 141
Rejestracja: 10 stycznia 2015, 08:12
Lokalizacja: mam wiedziec?

Post autor: bez_ksyw » 29 marca 2015, 15:27

Odczytano ostatnie słowa pilotów- materiał znajduje się na portalu rodzin smoleńskich...

"Odkrycie spina w całość zeznania świadków oraz ślady widoczne w terenie i na wraku samolotu. Potwierdza też rozpad samolotu w powietrzu, piloci jak się okazuje byli naocznymi świadkami tych wydarzeń i walczyli o uratowanie samolotu do końca. Komisja Millera nie była zdolna do zadania sobie trudu oczyszczenia z zakłóceń ostatnich słów załogi, które w ekspertyzie IES figurują jako krzyk."

http://www.pomniksmolensk.pl/news.php?r ... RgK4vysX6c

sonia
Posty: 6384
Rejestracja: 7 grudnia 2008, 15:50
Lokalizacja: z Polski

Post autor: sonia » 30 marca 2015, 10:15

bez_ksyw,
"Odczytano ostatnie słowa pilotów- materiał znajduje się na portalu rodzin smoleńskich..."

a wojskowa prokuratura wciąż to samo...czyli skoro sikorski rzekł,że winni są Polscy Piloci...to są winni...i generał ,który "był" w kabinie pilotów... wstyd i hańba...

do tych ludzi nic nie dociera ,raz wydany rozkaz działa jak magiczne zaklęcie...od godzin rannych samego 10 Kwietnia anno domini 2010,gdy jeszcze nawet ciała Prezydenta nie znaleziono ,ale Rad SIK już wiedział dzwoniąc do premiera Jarosława Kaczyskiego,oznajmiając,że zginęli Wszyscy...
czego ONE się tak boją ?PRAWDY pisanej ruskimi bukwami ?
pozdrowienia
dla portalu również, jest naprawdę świetny

Awatar użytkownika
Coltrane
Posty: 17740
Rejestracja: 31 marca 2008, 23:47
Lokalizacja: Polska

Post autor: Coltrane » 30 marca 2015, 10:51

Ciekawy tekst, wart przypomnienia.

W poszukiwaniu prawdy.

Tu-154 był w Smoleńsku 9.04, a 7.04 Tusk poleciał Casą


Ojciec Justyny Moniuszko twierdzi, że córka poleciała dzień wcześniej do Smoleńska, czyli w piątek 9. kwietnia. Co więcej, była na pokładzie tego samego samolotu - Tu-154 101.

"- Wpadła na święta. Tylko na chwilę, bo ciągle była w rozjazdach. Już musiała lecieć do Gdańska, do premiera Tuska. Opowiadała, że zaraz po świętach co chwila będzie w podróży do Katynia i Smoleńska. Dzień przed katastrofą też tam była, nawet leciała tym samym samolotem. To latanie to było całe jej życie. Szybko je straciła, za szybko - wspomina ostatnie spotkanie z córką pan Zdzisław".

wiadomosci.onet.pl/raporty/katastrofa-smolenska/justysia-szybuje-wysoko-w-chmurach,1,3355107,wiadomosc.html

Podobnie mówi dla "Lotniczej Polski":

"– Dzień przed katastrofą też była w Smoleńsku, tym samym samolotem – mówi Zdzisław Moniuszko. – A jeszcze wcześniej latała z premierem."

lotniczapolska.pl/Odeszla-Justyna-Moniuszko--stewardessa-z-Bialegostoku,12769

Jakim samolotem leciał Tusk 7. kwietnia?


Barbara Maciejczyk leciała 7. kwietnia do Smoleńska z premierem Tuskiem, ale nie Tu-154, ale Casą! Informacja pochodzi od dziennikarza Radia Zet, Sławomira Krenczyka, który opisuje niewygodny lot Casą 7.kwietnia do Smoleńska i który nawet miał przyjemność rozmawiać z Barbarą Maciejczyk.

"Stewardessa w Smoleńsku była już trzy dni wcześniej. Leciała z delegacją, której przewodniczył Donald Tusk.Wtedy udało jej sie szczęśliwie wrócić do domu. O przedostatnim locie Maciejczyk wspomina jeden z dziennikarzy, którzy w środę byli na uroczystościach w Katyniu. Tyle, że wtedy delegacja wraz z dziennikarzami na miejsce poleciała nie tupolewem, ale wojskowym samolotem CASA.

- Warunki mieliśmy spartańskie. Siedzieliśmy obok siebie na wąskich, niewygodnych ławach i rozmawialiśmy całą drogę. Uśmiechnięta,ciepła, pełna życia dziewczyna opowiadała mi o swoim marzeniu z młodości, gdy chciała zostać pilotem.

- Wspominała o tym, że niedawno dostała mundur i chętnie go zakłada, bo dzięki niemu już się tak nie wyróżnia na pułkowej stołówce. Mówiła, że nie chce latać w cywilnych liniach lotniczych - mówi Sławek Krenczyk, reporter Radia ZET".

www.fakt.pl/Barbara-Maciejczyk-3-stewar ... 180,1.html

Już chyba nie ma teraz wątpliwości, że Tu-154 nie poleciał do Smoleńska 7. kwietnia.

Ale powstaje kolejne pytanie: Dlaczego Tu-154 lądował na lotnisku Siewiernyj 9. kwietnia, dlaczego nie poinformowano oficjalnie o tym zdarzeniu?

http://clouds.salon24.pl/246980,tu-154- ... ecial-casa

sonia
Posty: 6384
Rejestracja: 7 grudnia 2008, 15:50
Lokalizacja: z Polski

smoleńskie kłamstwa

Post autor: sonia » 30 marca 2015, 14:49

Coltrane, nie tylko ciekawy tekst,ale i bardzo ważny... bo ujawniania kłamstwa płemiera,któremu Polska jest niechcianym bagażem... cały czas mówiono,że Tusku leciało tym samym,więc...dlaczego tyle kłamstw i mataczenia ?
pozdrowienia :)

Awatar użytkownika
bez_ksyw
Posty: 141
Rejestracja: 10 stycznia 2015, 08:12
Lokalizacja: mam wiedziec?

Post autor: bez_ksyw » 31 marca 2015, 18:29

Nazwisko osoby odpowiedzialnej za zamach w Smoleńsku pada w raporcie niemieckiego wywiadu BND – powiedział na antenie Telewizji Republika dziennikarz śledczy Jurgen Roth. Dodał, że istotną rolę w zamachu odegrała Federalna Służba Bezpieczeństwa Rosji (FSB).
Niemiecki dziennikarz stwierdził, że polski rząd utrzymuje, iż był to jedynie tragiczny wypadek. Zdaniem Rotha prawda o 10 kwietnia nigdy nie wyjdzie na jaw z powodów politycznych. „Jestem o tym przekonany” – powiedział.


http://wmeritum.pl/jurgen-roth-nazwisko ... wiadu-bnd/

pier1987
Posty: 1457
Rejestracja: 29 października 2011, 08:22
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: pier1987 » 29 maja 2015, 19:11

Niemiecka prokuratura wszczęła wstępne dochodzenie wyjaśniające w sprawie katastrofy smoleńskiej. Przyczynkiem do takich działań były informacje zawarte w książce niemieckiego dziennikarza Jurgena Rotha. Warto więc przypomnieć, że polscy śledczy fakty zawarte w publikacji Rotha zlekceważyli i nie zwrócili się nawet do strony niemieckiej o dostęp do akt wywiadowczych.

Pełnomocnik kilku rodzin smoleńskich, mecenas Stefan Hambura, powiedział portalowi Niezalezna.pl: - Niemiecka prokuratura generalna może skorzystać z pomocy różnych instytucji i zwracać się do niemieckiego rządu w tej sprawie. W urzędzie kanclerskim znajduje się także koordynator ds. służb specjalnych i bez problemu prokuratura może dotrzeć do różnych dokumentów. Mam nadzieję, że tak zrobi. Widać, że Niemcy traktują tą sprawę bardzo poważnie.

Działania Niemców to efekt publikacji „Tajne akta S. – Smoleńsk, MH17 i wojna Putina na Ukrainie” autorstwa niemieckiego dziennikarza śledczego Jürgena Rotha. Autor ujawnił w niej istnienie tajnych akt Federalnej Służby Wywiadowczej (BND), odnoszących się do przyczyn katastrofy. Dziennikarz opisał dokumenty, mające świadczyć o tym, że wyjaśnienie tragicznego finału lotu Tu-154 leży „z wysokim prawdopodobieństwem w zamachu z użyciem materiałów wybuchowych, zrealizowanym przez dział FSB w ukraińskiej Połtawie, a prowadzonym przez generała Jurija D. z Moskwy”.

Pod koniec marca 2015 r. mecenas Stefan Hambura złożył wniosek do polskiej prokuratury wojskowej o dołączenie do akt śledztwa smoleńskiego tez wysuniętych przez Jürgena Rotha. Mecenas zaznaczał, że bez dokumentów wywiadu niemieckiego (BND), które przedstawia i na które powołuje się dziennikarz, nie jest możliwe stwierdzenie okoliczności, przyczyn i przebiegu katastrofy smoleńskiej.

Ale w połowie maja 2015 r. rzecznik Naczelnej Prokuratury Wojskowej ppłk Janusz Wójcik powiedział "Gazecie Polskiej Codziennie", że "w aktualnym stanie rzeczy brak jest podstaw do podejmowania czynności procesowych w tej sprawie". – Wiedzę o kwestiach związanych z książką niemieckiego dziennikarza prokuratura posiada z mediów. Podobnie z mediów znane jest śledczym stanowisko rzecznika niemieckiej BND, zaprzeczające rewelacjom głoszonym przez Jürgena Rotha – dodał rzecznik.

Antoni Macierewicz, przewodniczący sejmowego zespołu smoleńskiego, następująco skomentował wówczas słowa ppłk. Wójcika: Stanowisko wyrażone przez rzecznika NPW w sprawie niepodjęcia przez nią kroków związanych z ujawnieniem przez Jürgena Rotha informacji o katastrofie smoleńskiej jest kuriozalne i nie wykluczam, że podpada pod art. 231 kk, czyli niedopełnienie obowiązków służbowych. Jeżeli prokuratura posiada wiedzę o możliwości istnienia dowodów w sprawie, którą prowadzi, ma prawny obowiązek podjąć własne czynności w celu uzyskania tych dowodów. Przypomnijmy, że nie chodzi tu o żadne „tezy” Rotha, tylko o dokumenty, które on cytuje, i które mogą wskazywać na przestępstwo planowania i przeprowadzenia zamachu na kierownictwo państwa polskiego.

Awatar użytkownika
Coltrane
Posty: 17740
Rejestracja: 31 marca 2008, 23:47
Lokalizacja: Polska

Post autor: Coltrane » 9 czerwca 2015, 20:35

B. Komorowski (WSI) uwikłany w zamach w Smoleńsku?

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=8uym6j0RBao[/youtube]

Komorowski wiedział, że wydarzy się katastrofa w Smoleńsku

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=L89NCIqnFm4[/youtube]

Awatar użytkownika
Coltrane
Posty: 17740
Rejestracja: 31 marca 2008, 23:47
Lokalizacja: Polska

Post autor: Coltrane » 11 czerwca 2015, 09:35

[center]Obrazek [/center]

Awatar użytkownika
Coltrane
Posty: 17740
Rejestracja: 31 marca 2008, 23:47
Lokalizacja: Polska

Post autor: Coltrane » 12 czerwca 2015, 22:58

Oszustwo Katastrofy Smoleńskiej - Dwa samoloty jeden zamach

"Dowody oszukańczej inscenizacji - ręcznego ułożenia -podrzuconych fragmentów wraku samolotu TU-154M. Uwagi pośrednie...Dwa samoloty jeden zamach"

+++
Oszustwo Katastrofy Smoleńskiej
10 kwietnia 2010
Dowody oszukańczej inscenizacji - ręcznego ułożenia -podrzuconych fragmentów
wraku samolotu TU-154M. Uwagi pośrednie.
(ciąg dalszy; „Samolot bliźniak” oraz „Katastrofa, której nie było”)
Cześć Szósta –Dwa samoloty jeden zamach.
(kontynuacja; Oszustwo Katastrofy Smoleńskiej 100821)
http://zamach.eu/100821%20Oszustwo%20ka ... zustwo.htm

R.1.1.1
Wstęp.
Publikując 16 kwietnia 2010 roku pierwszy artykuł – na temat wraku tupolewa smoleńskiego - z tezą „samolotu bliźniaka”, bez delegacji katyńskiej na jego pokładzie - widzieliśmy jasno to, że wrak jest fałszywką. Nie była jasna jedynie kwestia; w jaki sposób ten wrak tam się znalazł. To mogłoby także dotyczyć sytuacji odwrotnej tzn. że w Warszawie, kontrolerom lotu na Okęciu „wystawiono” bliźniaka, a w Smoleńsku podrzucono oryginał.
Możliwe kombinacje wyłożyliśmy w:
http://zamach.eu/100728%20Katastrofa,%2 ... strofa.htm.

Dzisiaj jest już oczywiste, że wrak smoleński, został tam podrzucony w częściach i później został wysadzony w powietrze, głównie po to, aby ukryć fakt braku ciał pasażerów oraz nieautentyczność wraku. Bliźniakiem mógł być tupolew 102, ale niekoniecznie. Pisaliśmy, że samolot identyfikuje się głównie przez kabinę pilotów (rasowy mechanik, który robił tam regularny serwis pozna swoją robotę nawet pa małych fragmentach konstrukcji, którą doglądał). W kabinie znajduje się mnóstwo oprzyrządowania, które jest „numerem seryjnym” maszyny, niejako odciskiem papilarnym . Dotyczyło to szczególnie egzemplarza 101, który miał ponoć unikalne wyposażenie produkcji USA. Brak kabiny pilotów, jest główną okolicznością mogącą świadczyć o tym, że wrak smoleński nie pochodził z samolotu 101.
Artykułami od dnia 21sierpnia 2010 roku http://zamach.eu/100821%20Oszustwo%20ka ... zustwo.htm

„ 4. Falszerstwo smoleńskie jest zdemaskowane w faktach, które nie mogą być podważone:
- Rozrzucenie wraku, jego niekompletność oraz forma zniszczenia
- Sztuczna konfiguracja podstawowych części wraku
- świadectwa nt. braku ciał ofiar – krótko po alarmie…”
do dnia 09 lutego 2011 roku http://zamach.eu/110209/Oszustwo.htm

„ Dodajmy tu kolejne fakty, których już nikt nie wyruguje; kierunek (kurs) wysypania części wraku podrzuconego Tupolewa świadczą o tym, że:
- nie pochodzą one z katastrofy lotniczej, bo samoloty z urwanym skrzydłem tak nie latają.
- udowodniony przez MAK kurs K2 jest sprzeczny z kursem lotniska w takim stopniu,
że wyklucza to manewr lądowania na pasie. Samolot TU-154, który miałaby lądować na pasie NIGDY NIE MOGŁBY LECIEC KURSEM K2.”

opisaliśmy warunki techniczne – tam zastane - na podstawie, których sceny z lasku smoleńskiego uznane są bez wątpienia jako owoc inscenizacji. Zalegający tam wrak samolotu, nie ma nic wspólnego z samolotem, do którego – na Okęciu o godz . 07.27 - rzekomo wsiadła delegacja do Katynia z Prezydentem Kaczyńskim na czele. Dowody ukazane w Smoleńsku świadczą niezbicie o tym, że tam katastrofy nie było. W Smoleńsku nikt nie zginął.
Te kilka zdań – powyżej – są kamieniem węgielnym prawdy na temat kłamstwa smoleńskiego, dotyczącego miejsce zamachu, który umownie nazwijmy warszawskim. I co najważniejsze: wzajemnego związku ze sobą. Kłamstwo o Smoleńsku ma uwiarygadniać kłamstwo o prawdzie w Warszawie. Te dwa oszustwa tworzą oś wspólną tego krętactwa zamieniające zamach na katastrofę. Obnażenie jednego z tych dwóch kłamstw automatycznie objawia oblicze kłamstwa pod drugiej stronie.
Oszuści i zamachowcy warszawscy widząc fiasko kłamstwa smoleńskiego rozumieją najlepiej to, że kłamstwo o Okęciu bez podsycanej fikcji smoleńskiej nie utrzyma się długo. Odwracanie uwagi od istoty problemu jakim jest brak faktów o odlocie z Okęcia, przez fantazje o strzelaniu do tych co przeżyli, meconingu, czekistów, sms’y do polski tych co przeżyli, szaleńcu Putinie, etc. przestają funkcjonować, bo kłamstwo w swoich niesłychanych kalamburach nie wytrzymało próby czasu.
Trzeba czegoś nowego. Dlatego właśnie nagle odnajdują się ludzie, którzy widzieli w smoleńsku ciała członków delegacji. Jest ich wielu, ale tylko jeden widział parę prezydencką na Okęciu. Normalnie powinno być odwrotnie. To zastępy świadków widzą wsiadających do samolotu, a tylko nieliczni ofiary katastrofy. No, ale tak jest podczas prawdziwych katastrof.
Tu mamy do czynienia z zamachem, a informacje zamachowców i najętych kłamców, są właśnie podawane według innych reguł – są dezinformacją.
Te fałszerstwa warszawskie są łatwe do odszyfrowania, jako że mają swój specyficzny charakter:
- Dużo krzyku i zamieszania tam, gdzie nic nie może się wydać, bo nic nie było – to Smoleńsk.
- Cicho tam, gdzie nawet jednym słowem można obnażyć straszną prawdę – to Okęcie.
Jakiekolwiek potknięcie na temat Smoleńska nie obnaży niczego innego, jak co najwyżej śmieszność oszustów smoleńskich, który zostali skompromitowani na swoich błędnie rozegranych rekwizytach.
Odwrotnie, drobne nawet błędy w sprawie odlotu na Okęciu poruszą lawinę, której nic nie powstrzyma – ujawnią straszną zbrodnię. A w całym tego tle wiele innych morderstw na ludziach niewinnych, zupełnie postronnych. Zamach w Warszawie ujawni zamach w Mirosławcu, one razem to zamach na Polskę. Oto dlatego jest tak cicho w sprawie Okęcia, 10 kwietnia 2010 roku.
Aby jednak mącić, uwiarygodniać fałszywe wersje, agenci służb nakręcili parę filmideł na temat „katastrofy”, których głównym zadaniem jest wkleić fałszywe historie na temat odnalezionych w Smoleńsku ciał, natychmiast po „katastrofie”. To celem naprawnienia błędu Wiśniewskiego i Bahra, którzy byli autentycznie zadziwieni właśnie ich brakiem, a co spontanicznie zeznali przed kamerami.
Fałszywi świadkowie wkłamując się w scenariusze oszustw smolenskich eksponują się tak na bezwstyd jak i zarzut popełnienia przestępstwa. Kłamiący – przed kamerami, w filmach o „katastrofach smoleńskich”, a nawet później przed reprezentantami Sejmu - urzędnicy państwowi, będący na służbie – w opisywanym przez siebie zdarzeniu smoleńskim – bez cienia żenady oświadczają, że przybywszy na miejsce zalegania wraku smoleńskiego, zobaczywszy w jednym miejscu fragmenty ciał swoich kolegów urzędników – będących także na służbie – wycofali się, bez udzielenia pomocy ofiarom w potrzebie. Stwierdzili oni, że jeżeli „tu” widzą poszarpane ciało, to oczywistym jest to, że nie trzeba już iść dalej i szukać kogoś innego, bo prawie setka pozostałych pasażerów musi być podobnie porozrywana. Czyli, oświadczyli publicznie, że stwierdzili zgon setki ludzi na odległość, bez poszukiwania innych poszkodowanych, bez oględzin całości miejsca wypadku. A do czego byli zobligowani na mocy prawa.
Tak bezwstydnie motywuje wysoki urzędnik prezydencki – będący na służbie w momencie zdarzenia-, który do tej pozostałej grupy ofiar - ryczałtem uznanych za niewartych ratowania -zalicza swego szefa Prezydenta Polski. Ani go nie ratując, ani nie próbując szukać.
Powtórzmy i podkreślmy tę zgrozę napisaną tłustymi literami:
Urzędnik prezydencki popisuje się publicznie oświadczeniem mówiącym, że de facto uciekł on z miejsca katastrofy bez udzielenia pomocy ofiarom tego wypadku. Sam będąc na służbie, uciekł z miejsca tragicznego zdarzenia i pozostawił tam poszkodowanych, innych urzędników państwowych, a będących na służbie - w tej samej instytucji, co i on sam - bez udzielenia im pomocy.
Tymczasem prawnie zawsze zachodzi domniemanie utrzymywania się procesów życia u osoby rannej, to aż do stwierdzenia jej śmierci przez odpowiedni personel medyczny. Nikomu nie wolno zaprzestawać wysiłków w ratowaniu życia u poszkodowanych, bez stwierdzenia u nich zgonu.
Spoglądając na drugi biegun, Warszawę słyszymy, że odnalazł się - nareszcie - świadek odlotu delegacji z Okęcia. Było widać i słychać jak sztywno opowiada on historię, nie kojarzy faktów, bo ich nie zna. Możliwe, był on świadkiem drastycznych scen związanych z zamachem. A to, dzień i noc, przypomina jemu sznur od odkurzacza, który zastosowano na sekretarzu folksdojcza. To, co go motywuje do występów na rzecz zamachowców, choć nerwy i stres związane z traumą wizji kabla elektrycznego jako krawata - sprawiają, że pamięć jest bardzo niespójną. Świadek pamięta aż 39 osób, a zapomniał to czy z szefem sił powietrznych witał się czy nie. Zaświadcza też, że widział tupolewa jak ten wystartował, a oczywiste musi być to, że i z całą delegacją na pokładzie. Jak świadek to sam ujął, miał on tam w terminalu, skojarzenia z „Weselem” – Wyspiańskiego. Godzina odlotu 7.23 – bo spojrzał na zegarek i zapamiętał.
Smoleńsk i Okęcie muszą wzajemnie zbudować oś, obustronnie uwiarygadniająca tę drugą stronę.
To widać w komisji pod kierunkiem Antoniego M, który nad takim modelem także intensywnie pracuje.
Co najgorsze jednak, żyrantami wiarygodności tej osi zbrodni stały się – w ostatnich tygodniach - rzekomo katolickie media; Radio Maryja, TV Trwam, Nasz Dziennik. To poprzez publikowanie ustawionego - przez zamachowców – wywiadu z doradcą Andrzejem K.
Redakcje te nie mogą mieć wątpliwości, co do tego, że te sztuczne (bezkrytyczne) wywiady mają na celu ukrycie faktu zamachu, że redakcje te świadomie podjęły współpracę się z wyrachowanymi mordercami. Bo nikt inny nie lansuje zmyślonych faktów podanych przez Andrzeja K.
Tu widzimy kondycję władz kościelnych w Polsce. Ten cierniowy owoc posoborowy.
W Smoleńsku, rozpędem jakiegoś pokłosia gorbaczowskiej pierestrojki i glasnosti, pokazano światu nową goebbelsowską prowokację gliwicką w ruskich dekoracjach, z postsowieckim pomyślunkiem i warszawskim aparatem propagandowym – a całość to pranie mózgu po PRL-owsku.
Pranie, które się nie powiodło, co choćby namacalnie widać było po składzie osób, jakie pojechały na obchody do Smoleńska 09 .04.2011. Smoleńsk, jako miejsce katastrofy upadł całkowicie, a jeden z dowodów na to widzieliśmy w raporcie z uroczystości rocznicowych w Smoleńsku, na które praktycznie nikt nie przybył. A które to uroczystości prowadziła aktorka teatru jednego widza i samozwańcza płaczka, Komorowska, a co w sobotę pokazała TVP,
Jak doszło do tego, że taki wielopłaszczyznowy kosztowny plan upadł? Jakie błędy popełnił nie tylko warszawski ale i międzynarodowy aparat propagandowy?
Otóż należy uważnie przyjrzeć się samym faktom związanym z elementami inscenizacji smoleńskiej. To oszustwo było z góry zaplanowane, jednak ani w Polsce ani w Rosji - co ciągle powtarzamy - a gdzie indziej. I to było jego główną słabością. Plan ten swym rozmachem i brakiem poczucia realizmu oraz intelektualną naiwnością „projektantów” ugrzązł w miejscu. Propaganda, zaś nie potrafiła tu pomóc, bo planu tego nikt w Polsce głębiej nie rozumiał, czy nie czuł. Przypomina to sytuację z PRL, tzw. „dyrektorów, sekretarzy, przywiezionych na prowincję w teczce”, gdzie władza centralna odgórnie nominowała szefami swych ludzi, którzy nie mieli jakiejkolwiek kompetencji, a byli klasycznym elementem sterowania nakazowego. Sterowanie to przynosiło kuriozalne skutki z budowaniem drzwi do lasu włącznie.
Skąd wzięło się to wszystko?
Katastrofa lotnicza jest zwykle badana poprzez analizę przebiegu lotu oraz badaniem fizycznym szczątków. Jest oczywiste, że nasze analizy opierały się głownie na materiale wizualnym, jakichś szczątkowych doniesieniach, głownie medialnych, bez możliwości badania wraku. Ale w końcu MAK, też niczego nie badał, a wszystko napisał!? To proste, MAK uczynił to na podstawie jakiegoś wcześniej narzuconego scenariusza.
Scenariusz Smoleński został napisany przed zamachem na Prezydenta i delegacje. A napisali go anglojęzyczni osobnicy, arogancko przyzwyczajeni do służalczego lokajstwa „polskich partnerów”, którzy wszystko potulnie zrobią, co im się tylko nakaże. Widać to wyraźnie po porównawczej lekturze raportu katastrofy w Mirosławcu, która nie była katastrofą, ale także zamachem.
W planie tym założono, że Mirosławiec będzie protoplastą Smoleńska. Z podobnym tłem: braki w wyszkoleniu, niefachowość, zaniedbania techniczne, zły proces decyzyjny, pilot bez honoru, etc. Polnische Wirtschaft na nowo.
Równolegle z zamachem w Mirosławcu i po nim, przeloty Kaczyńskiego cechowały usterki samolotu, dym z wentylacji i podobne. Miało to za zadanie urobić atmosferę pasma usterek i błędów technicznych, wśród których ten zaplanowany w Smoleńsku miał wyglądać, jako naturalny fragment całego ciągu wypadków i problemów.
Przypuszczalnie, miano tym także uśpić czujność tak ofiar, jak i uczciwej (nie biorącej udziału w zamachu) części personelu z obsługi czy z otoczenia Prezydenta lub lotniska. Atmosfera nagłych i niecodziennych zmian w samolocie i usprawiedliwienia potrzeby nagłych serwisów, mogła być urabianiem okoliczności do kamuflowania planowanego sabotażu.
Katastrofa Bryzy – przypuszczalnie - była rezultatem dywersji, to celem tego, co napisano powyżej. Bryza to samolot prosty, łatwy w pilotażu i katastrofa takiego samolotu to coś bardzo niezwykłego.
W raporcie z Mirosławca widać identyczny scenariusz „przebiegu katastrofy” z tym w Smoleńsku. Z tą jedynie różnicą, że tamte trupy mogły autentycznie pochodzić od osób, które zginęły w samolocie, który tam został rozbity.
Katastrofa w Mirosławcu jest tak identyczna ze smoleńską - mówimy o zapisie raportu komisji, podpisanego dnia 04 kwietnia 2008, która „badała” ten przypadek, że to aż szokuje.
Kłamstwa jednego i drugiego raportu, pisane są według innego (jednego) dokumentu, źródłowego planu tych obu zamachów, który jest dla nich obu pierwotny i imperatywny. A który nie powstał w Polsce, co już nadmieniliśmy.
O niezrozumiałym pochodzeniu sprzecznych ze sobą sztuczności inscenizacji w Smoleńsku pisaliśmy już w lecie 2010, zanim ujawniono raport o Mirosławcu. Czytanie tego raportu, potwierdziło tamte tezy i wyjaśniło wiele.
Plan tych zamachów, jest aż nadto hollywoodzki i jaskrawo obnażający nie tylko wspomnianą arogancję, ale i duże braki inteligencji u tych, który to wszystko wypocili. A bez wątpienia nie byli to inżynierowie. Są to osobnicy dotknięci piętnem zdeformowanego genomu, które to piętno sprawia, że każdą inność u innych odczuwają, jako agresję i zagrożenie ich egzystencji, co z kolei, ma być usprawiedliwieniem aktów bezwarunkowego odwetu wobec innych. Taką mentalność, trzeba chyba mieć, aby takie kategoryczne scenariusze spreparować, a odzwierciedlają one jakieś imperatywne myślenie, już nie tylko w stosunku do ludzi, ale i przedmiotów martwych nawet.

Porównanie Mirosławca i Smoleńska.

LP Opis Mirosławiec Smoleńsk
1 Brak zapisu FDR z ostatnich sekund przebiegu katastrofy Tak Tak
2 Samolot zszedł z kursu 80 stopni 30 stopni
3 Piloci mieli problem językowy w rozmowie z wieżą Tak Tak
4 Nieuzasadnione luki czasowe w locie w pobliżu lotniska Tak Tak
5 Problem autentyczności kontaktu pilotów z wieżą Tak Częściowo
6 Wyłączony EGPWS Tak Źle ustawiony
7 Wybieg myślowy raportu: zarzut błędnie wybranego momentu wyłączenia autopilota Tak Tak
8 Niewłaściwa prędkość opadania Tak Tak
9 Problem pomieszania jednostek miar metryczne/angielskie Tak Tak
10 Pilot zabłądził, a miał być ponoć do ostatniej chwili w położeniu prawidłowym Tak Tak
11 Granie na czas – przez „załogę” - przy podejściu do lądowania Tak Tak
12 Samolot rozbił się, bo z niewidomych powodów
w ostatnich sekundach stał się niesterowalny,
albo pilot nie miał właściwego kontaktu z systemem sterowania Tak Tak
13 W ostatnich sekundach piloci nie odpowiadali
na wezwania wieży Tak Tak
14 Załoga niedouczona, a w zasadzie amatorska Tak Tak
15 Dziwne okoliczności procedury odlotu Tak Tak
16 Brak listy pasażerów Tak Tak



Dodajmy, że problem autentyczności realnego kontaktu pilotów CASY z wieżą kontrolera (w tabeli, przejawiający się w paru punkach), stał się tak napięty ( tamte rodziny musiały lepiej dbać o honor ofiar CASY, niż rodziny ofiar tego lotu, którego nie było), że musiano powołać rzeczoznawcę. Został nim profesor Grocholewski z Poznania. Prof. Stefan Grocholewski badając zapisy lotu CASA`y odkrył tam problemy z rozpoznaniem, pewnych głosów w kabinie pilotów lub utożsamianych z tą kabiną.
Odkrycie to mogło ujawnić obecność niezidentyfikowanych osobników w nagraniach rozmów pomiędzy kontrolerem a pilotem, fakt sfałszowania zapisu, lub dowód na to ,że ktoś w rozmowach z wieżą podszywał się pod pilotów CASA`y. Ale tego jednak dokładnie nie wiemy.
Problem pracy profesora- która nie posuwała się tak jak należy- polegał na tym, że pracował on na kopiach zapisu, nie oryginałach, które to było dużym utrudnieniem.
Zauważmy: MAKu, czekistów, Anodiny jeszcze nie było, tak jak to ich obecność i destrukcję bezustannie podnoszą fałszywi lub nieroztropni analitycy katastrofy smoleńskiej, a to po to,aby fałszywym tropem rosyjskim odwrócić uwagę od wydarzeń na Okęciu – zamachowców w Polsce.
Profesora Grocholewskiego już nie ma, zmarł, był chory na raka. Pracy nie dokończy i raportu nie napisze. Następcy nie powołano. A nie mamy pewności, co do tego, czy pewne odkrycia profesora nie tylko nie zostały zniszczone i czy nie przyspieszyły jego śmierci, historia Polski ostatnich 30 lat, to historia konstelacji personalnej zbudowanej na paśmie seryjnych skrytobójstw na ludziach, którzy do tego doboru gwiazd nie pasowali. Profesor był bratem kardynała Zenona Grocholewskiego.
O ile Grocholewski zauważył problemy z zakresu fonoskopii( był specjalistą od: automatycznego rozpoznawanie mowy, syntezy mowy, weryfikacji i identyfikacji mówców). To należy także rzucić okiem na pewne cechy lingwistyczno-orientacyjne uwidocznione w dialogach podczas lotu do Mirosławca.
Mamy na myśli - oprócz podanego wyżej problemu jednostek miar; raz metryczne, raz angielskie, (gdzie pilot podawał coś w stopach angielskich , a wieża w metrach) - problem wyrażeń językowych w relacji do poczucia pory dnia.
Zauważmy coś niezwykle ciekawego: Około godz. 19 w styczniu, w ciemnościach, w złych warunkach pogodowych, pilot CASAy miał powiedzieć do kontrolera „ dzień dobry”. A powinien powiedzieć „dobry wieczór”.
Pilot zawodowy jest niezwykle wyczulony na poprawność formułowania wypowiedzi normalnych, standardowych, a dotyczących środowiska parametrów, jakim jest lot samolotu. Normatywne formułowanie warunków środowiska fizycznego, w którym się znajduje - lecący samolot – jest formą automatycznej poprawności.
A tu mamy dowód na błędnie podane pozdrowienie, co nie może być pustym gadulstwem, bo jest częścią komend lub raportów.
Zwrot „dzień dobry” został tak użyty jakby, za oknem był jasny dzień. Pilot tak powiedział, bo było jasno, kiedy to mówił. Alternatywnie, podający się za pilota intruz komunikacji radiowej, znajdował się w strefie czasowej, gdzie o godzinie 19 czasu warszawskiego była pora białego dnia. On to też – podszywając się pod pilota CASAy odpowiedziałby „automatycznie”, bo też był dobrze wyszkolony jako pilot, a może nieco gorzej jako oszust- dywersant.
Jeżeli w Mirosławcu była noc, to strefa czasową, gdzie był dzień jest strefa Ameryki. A dominacja jednostek pomiarowych anglosaskich – w dialogach – wskazuje Amerykę Północną. Są tu powyżej wyliczone dwie okoliczności – kulturowe – wskazujące na to, że był tam obecny czynnik anglosaski.
Zauważymy też, że zwrot „dzień dobry” jest dużo łatwiejszy do użycia (motoryka wymowy) niż „dobry wieczór”. Niepoprawność wymowy słowa „wieczór” jest dużo łatwiej wychwytywana w rozmowie z obcokrajowcem niż słowa „dzień”. Dlatego jest bezpiecznej użyć słów „dzień dobry”. Ale to z kolei niezwykle razi nas Polaków, o ile jest wypowiedziane późną porą a nawet wczesnym wieczorem. Kultura językowa i obyczajowa w Polsce zdecydowanie oddziela tu pozdrowienia dzienne od wieczornych, takie pomieszania nie są spotykane.
Jest uzasadnione podejrzenie, że samolot CASA 295M został porwany – prawdopodobniej fizycznie – a nie drogą elektronicznego przejęcia kontroli nad samolotem. Co prawda, firma BAE od paru lat dostarcza do CASA systemy do UAV. Byłoby bardzo łatwo taki system podłączyć do CASA 295M, który mógł być do tego przygotowany już fabrycznie - jako opcja wyposażenia dodatkowego. Zdalne sterowanie takim samolotem byłoby b. łatwe.
Za fizycznym porwaniem przemawia bardzo dziwne zachowanie CASAy przed podejściem do lądowania, strata orientacji w locie, konieczność drugiego podejścia, a co mogło być wybiegiem porywaczy w taktyce grania na czas. O porywaczach fizycznych, świadczyć może także fakt wielkiego zamieszania w komisji, co do konieczności uzgodnienia orzeczenia w kwestii tego: kto w chwili uderzenia o ziemię siedział za sterami CASAy. Spekulowano, że nie był to oficjalny pilot, ale ktoś inny.
Brak listy pasażerów, świadczy także o tym, że opcja fizycznego porwania samolotu musi być brana pod uwagę, jako podstawowa. Fakt, że w Poznaniu, przed ostatecznym startem do Mirosławca, opuściło CASA’e 15 pasażerów, a samolot parkował na włączonych silnikach, jest okolicznością nasuwające podobne podejrzenia.
Można tu spekulować, że dowódca lotu, już w Warszawie, dostał informacje - lub poufny rozkaz – wzięcia na pokład – w Poznaniu, bo bez świadków - osób spoza planu lotu. Np. podawanych jako oficerów NATO, którzy incognito dokonują inspekcji w polskich strukturach sił powietrznych, co jest łatwo chwytliwe i uzasadnia brak listy pasażerów. A i jest identyczne z – przypuszczanym- fałszywym poczuciem bezpieczeństwa w Gibraltarze. Tam też Nasi Żołnierze byli wśród swoich.
Otóż – drążąc dalej naszą hipotezę – suponujemy, że za sterami samolotu CASA - w momencie jego rozbicia - nie siedział nikt. Fotel był pusty. Dlatego tak trudno było dla komisji wybrać to, jakie DNA pozostało na szczątkach miejsca pierwszego pilota.
Porywacze samolotu zamordowali załogę i pasażerów. Aby przez jakiś czas mieć niezbędna kontrolę manualną nad maszyną, jeden z nich musiał zasiąść na miejscu pilota. W tym celu ciało pilota zostało odrzucone gdzieś na bok. Porywacz, odchodząc później od sterów, był w pospiechu i ciała pilota nie posadził z powrotem na fotelu– stąd ta konsternacja w komisji na temat tego, kto pilotował.
W/w granie na zwłokę, mogło być konieczne do dokonania pewnych czynności na pokładzie – lot był krótki - a także, aby móc opuścić samolot na spadochronach, do czego należało przygotować samolot. To, aby fakt ten nie był odkryty w rozbitym wraku. Te właśnie zwłoki czasowe spowodowane rzekomymi błędami w nawigacji, umożliwiłaby utrzymanie samolotu na wysokości ok. 200 metrów, co dla dobrze wyszkolonych spadochroniarzy jest bezpieczną wysokością skoku spadochronowego.
Błędów w raporcie CASA`y jest mnóstwo a ich klasa na poziomie dywersji. Np. CASA do lądowania miał wychylenie klap 15 stopni, podczas kiedy w rejestrze FDR mamy 10 stopni. Raport pozostawia to bez komentarza. Fakt zaś przepadnięcia na lewe skrzydło – zapobiegawczo komentuje, że obaj piloci musieli zapatrzyć się w bok, dlatego zaniedbali kontrolę nad instrumentami pokładowymi, nie zauważyli, że instrumenty te wskazywały właśnie nadchodzącą katastrofę. Faktem zaś jest i to, że piloci nie odpowiadali na wezwania – aż tak się zapatrzyli, że nie słyszeli okrzyków kontrolera!
Kontrola instrumentów –„rozłożenie uwagi w locie wg. przyrządów” jest podstawą szkolenia pilota, gdzie jest on uczony kolejności omiatania wzrokiem Instrumentów pokładowych tak, aby przerwa w obserwacji jego poszczególnych wskaźników nie była zbyt długa lub przypadkowa, a gdzie centralnym wskaźnikiem jest sztuczny horyzont.
Jak wyżej podaliśmy, z dużym prawdopodobieństwem, zachodzi podejrzenie, co do tego, że zleceniodawcą obu zamachów jest ośrodek obcy, O ile w smoleńsku podejrzewa się Rosję, to rozpatrując oba przypadki widzimy jak środek ciężkości tych podejrzeń leży na zachód od Odry.
Widzimy też, że ośrodek ten wziął na siebie pewne działania operacyjne, lub zlecił je innym, do których miał większe zaufanie operacyjne niż do strony polskiej czy rosyjskiej. Zauważmy też, że konspiracja przy układaniu planu zamachu, nie mogłaby pozostać niezauważona przez kontrwywiad, o ile centrum planowania takiego zamachu znajdowałoby się w Polsce.

Szkicując jakiś zarys domniemanych udziałowców tego, co wydarzyło się w Mirosławcu i Smoleńsku ( Warszawie) a rozpatrując te wydarzenia całościowo zauważamy, że:

W Mirosławcu,
Polska strona odpowiadała za:
- Teren zamachu
- Wystawienie ofiar na zamach
- Utrudnianie śledztwa
- Matactwo raportu końcowego ( zgodę na zamach, jako uznaną katastrofę)
- (Likwidacje nie wiemy), zastraszenie polskich świadków w Polsce – to pewne.
- Akcję propagandową ( wyciszenie)

Obca strona odpowiadała za:
-Za środki techniczne zamachu, których nie ma w Polce, a które musiały być kompatybilne z NATO-wskimi. Co musi wykluczać Rosję, a wskazywać niektórych sojuszników, jako głównych sprawców zamachu na CASAę. Rosja nie mogła, bez zauważenia przez NATO, włamać się do systemu komunikacji pomiędzy kontrolerem a pilotem.
- Planowanie

Rosyjska strona odpowiadała za:
- Nie była zauważona (ewentualnie dawni agenci sowieccy, których jest pełno).

W Smoleńsku,
Polska strona odpowiadała za:
- Atak na delegacje, zamordowanie jej członków
- Dostarczenie zwłok do Rosji
- Likwidacje oraz zastraszenie polskich świadków w Polsce
- Akcje propagandową (wojnę totalną wszelkich massmediów przeciw Polakom)
- Utrudnianie śledztwa z łamaniem praw człowieka włącznie (zakaz otwarcia trumien), a nawet ze złamaniem Konstytucji RP oraz praw EU, bo ustanowieniem jurysdykcji Federacji
Rosyjskiej na polskich cmentarzach.

Rosyjska strona odpowiadała za:
- Inscenizację katastrofy
- Świadectwa zgonu 96 osób.
- Raport MAK
- Dostawę piachu na miejsce rzekomej katastrofy i podobny niegodny cyrk medialny.

Strona obca ( głównie NATO) odpowiadała za:
- Zdradę Polski jako państwa sojusznika – członka NATO.
- Włamanie do komunikacji miedzy wieżą lub pilotem (bardziej pewne niż to, że była to strona rosyjska, która może zadbała jedynie o odpowiedniego kontrolera)
- Ukrycie dowodów nasłuchu elektronicznego i kontroli satelitarnej.
- Akcję medialną na Zachodzie.

Centralne sterowanie, podsłuchy elektroniczne utrzymane były w rękach własnych zleceniodawcy. Tak w Mirosławcu jak i w Smoleńsku lub przekazano je innym służbom (w Smoleńsku, może częściowo rosyjskim). Jak nadmieniliśmy Polska nie posiada sił kontroli systemów informatycznych, które były użyte w Mirosławcu i w Warszawie, czy na drodze do Rosji.
To właśnie „inne służby” zdalnie wspomagały porwanie samolotu CASA. Zdalnie też – nieprawdziwy pilot obcokrajowiec - udawał wobec kontrolerów w Smoleńsku pilotów TU-154M 101, udając, lub rzeczywiście mając problem językowy – granie na czas.
Zleceniodawcy.
Nadużywając – powtarzając - swych grubymi nićmi szytych metod, zleceniodawca zamachów odsłania się. Wszechwładza tego ośrodka, nakazowa wobec strony tak polskiej, jak i rosyjskiej gubi go, bo czyni go ofiarą własnej arogancji. Błędy, które popełnia, umożliwią jego identyfikacje, a przynajmniej ukazują przyczynki do poszlak.
Siłą rzeczy, umysły tych nadludzkich półinteligentów, a wykształcone na bzdurach filmów Hollywood napisały te infantylne wręcz scenariusze Mirosławca i Smoleńska, a które były niewykonywalne.
Cechujący je aprioryzm ujawnia proweniencje autorów planu zamachów. Coś, co zadecydowano za biurkiem nie zgadzało się z warunkami realizacji i nie mogło przynieść takich rezultatów, które można było opisać w raportach z tych „katastrof”. To, dlatego oba raporty zostały opublikowanie z brakami zawartości merytorycznej, tak jakby ktoś powyrywał z nich kartki.
Mówiąc językiem techniki zarządzania: profil własności oczekiwań „planu” nie mógł znaleźć swego odniesienia do profilu własności rezultatów.
Wrzenie sprawy obu katastrof.
Teraz, kiedy już wszystko poszło tak jak miało, czyli mamy zabitych wg listy, a nawet lepiej, nadeszła pora na równie gładkie zakończenie historii obu katastrof. Tak zleceniodawcy myślą i żądają tego od agentury w Kraju Priwiślańskim.
Nie pójdzie to ani gładko, ani wcale. Widać to po reakcji polskiego aparatu propagandy – utracił on skuteczność i ma tego świadomość. I to mimo tego, że zostali uruchomieni wszyscy bez wyjątku.
Dziennikarze – w ramach nowych priorytetów - zarzucili już nawet akcje samokajania się np. obowiązkowo wypowiadając formułkę pokutną „ nigdy nie wierzyłem/wierzyłam w zamach”. Dyskutując na żywo przed kamerami, szukają innowacyjnych pomysłów, co do tego, co oni muszą takiego zrobić, aby społeczeństwo na nowo dało się im sterować – panika, ryzyko zawodowej ekskluzji.
Wśród ośrodków formalnie odpowiedzialnych za przerobienie tych dwóch zamachów na katastrofy - władz – również wzrasta świadomość wymykania się sytuacji spod kontroli i to właśnie jest absolutna katastrofa. Co najgorsze nie chodzi tu polską giełdę błaznów politycznych, którzy mogą przejąć jakieś ministerialne synekury. Tu chodzi Zachód, który z niedowierzaniem i obrzydzeniem patrzy na te seryjne zbrodnie polityczne w Polsce. Tam tak się nie robi. A o bandytach na szczytach władzy w Polsce robi się głośno. To temat, o którym się mówi przy kawie!
Widać to np. po przerażonej twarzy Buzka, który nie wie co ma już odpowiadać na zdawkową ciekawość swych brukselskich kolegów. Pachnie to trybunałami i nie jest takie pewne to, że odliczanie głów zakończy się na kozłach ofiarnych.
Wspomniana wyżej próba totalnej mobilizacji całego dostępnego aparatu propagandy idzie pełną parą no, bo nie wiadomo, co dalej.
Ta akcja ratunkowa toczy się dwoma torami, co podsumowujemy następująco;
Jednym torem idą ci, którzy nagle zaczynają opowiadać o ciałach delegacji znalezionych koło wraku, tuż po jego katastrofie. Druga grupa to ci, którzy widzieli jak delegacja odlatywała tupolewem do Smoleńska o godzinie 7.27. Ci maja kłopoty, bo są nieliczni.
Kłamcy smoleńscy dają przestrzeń kłamstwom z Okęcia. Kłamcy z Okęcia – wzajemnie – uwiarygadniają autentyczność znajdowania ciał na miejscu katastrofy.. Co robić? czy nawała propagandowa z przerażonym Andrzejem K. i rozhisteryzowanym Marcinem W. zastąpi materię faktów, których nigdzie nie ma? Sam Marcin W. bajdurząc podaje ciągle jakby za sprawą czkawki „..tam nic nie było..”. Istotnie, prawdę mówi.
Andrzej K. podobnie – używając porównania delegacji do Wesela – poruszył postać Chochoła, który istniał w fantazji Wyspiańskiego, a faktycznie go nie było. Istotnie, ten też prawdę mówi.
Na koniec nadmienimy akcje w parlamencie, nie chodzi o pracę, ale jej główną osobę Antoniego M. Jest on tam, jako osoba godna najwyższego zaufania, ze względu na wagę sprawy, musi być pewność, że wszystko będzie przypilnowane.
To on sterowany, przez siły zakulisowe – zagraniczne, ale nie tylko - pomógł niegdyś w założeniu szkodliwego Polsce ZChN, po to, aby tym utrudnić Stronnictwu Narodowemu wejście do Sejmu po okrągłostołowego. Do spółki z Chrzanowskim odciągnął wyborców od SN. Była to akcja międzynarodowa łącznie z Watykanem w jednej z głównych ról..
I tak Polska pozostała bez jakiegokolwiek partyjnego zaplecza narodowego. Zjednoczenie już dawno padło, podobnie jak jego równie nieporadne LPR- ZChN-bis. Praca tej komisji ma też być tak prowadzona, aby i ona nic nie dała.
Co dalej?
Blogerscy oszuści kontra prawda.
Kiedy już to wszystko się nie uda, a to jest przesądzone, pozostaje plan B. Wspominaliśmy o tym już wielokrotnie, Plan B, zakłada przyznanie nawet, że tupolew padł ofiarą zamachu, lub czegoś podobnego, a co winą obciąży Rosje. Rosja to przyjmie – to też pisaliśmy.
Plan B nie będzie wypracowany, przez tradycyjne media, a które padły nad planem A. Plan B wypracują chłopcy internetowcy. Plan ten jest już gotowy, nad jego zaszczepieniem w świadomości społeczeństwa, które na nowo musi być oszukane – innego wyjścia nie ma – pracuje Internet.
Rożni blogerscy guru prowadzą zasiew szeroką parą, a są rozpoznawalni poprzez hasła:
MAK, Anodinia, czekisci, meconing, Putin, etc, czyli wszystko to, co prowadzi kompromisem do zamknięcia sprawy zamachu po stronie rosyjskiej.
Utrzymać front rosyjski za wszelką cenę!
I to jest tłem tego zgiełku internetowego, odczytów czarnych skrzynek i podobne.
Podczas kiedy – od roku – nikt nie widział listy pasażerów tupolewa! Nawet tej sfałszowanej na komputerze. Tak jak jest sfałszowane opublikowane zdjęcie Tu-154 na Okęciu rano zrobione telefonem Blackberry.
Każdy, kto ma trochę wykształcenia, rozumu etc. Układa sprawy, które bada wg jakiegoś porządku, a tu, tym podstawowym porządkiem jest chronologia zdarzeń. Nie możemy rozpatrywać lądowania czegoś, o czym nie wiemy jak to wystartowało. W ogóle nie wiemy czy coś wystartowało, a co ma jakikolwiek związek z odlotem delegacji – nawet martwej (godz. 7.27).
Guru prowadzą jednak te sprawy odwrotnie, od końca - mają już nawet lotniska w Rosji, na których powinny wylądować Tupolew i Jak. W domyśle czekały tam plutony egzekucyjne, jeszcze lepsze nawet niż te z filmu Koli.
Guru blogów szukających winy w Rosji z wyprzedzającym bezwarunkowym rabatem dla nieróbstwa śledczego warszawskich bandziorów, są właśnie tymi dziś, kim kiedyś byli ich ojcowie podczas wszelkich buntów społecznych w PRLowskiej Polsce: na Żeraniu, w Poznaniu, Gdańsku, w okresie Solidarności - prowokatorami. Prowokatorami zwodzącymi tłumy, odwracającymi uwagę ogółu od istoty problemu.
Prowokatorzy zaczynając lub włączając się w bunty pomagali prowadzić ludzi ku właściwemu dla władz rozwiązaniu.
Tak jest teraz w Internecie z problemem śledztwa smoleńskiego. Zrobiono wszystko, aby śmierć delegacji do Katynia toczyła się w Rosji i tak jest, tak się stało. Toczy się to przy pomocy Internetu. Jest to genialne oszustwo epoki blogu, blogerskie wunderwaffe.

Bunty wasze, zyski nasze.
Okrągły stół zaczął być tworzony zaraz po śmierci Stalina. Jego głównym propagatorem w Polsce był zbrodniarz komunistyczny Kołakowski. A Polacy uważają, że to Jaruzelski z elektrykiem.
I teraz, po raz kolejny odbywa się coś podobnego, z tym tylko, że w innej skali i warunkach, ale toczy się. Nie możemy dać się oszukać, wejście na zły tor zaprowadzi nas w niewłaściwe miejsce.
Zachodzi ryzyko powodzenia planu B. Kiedy wróg podda się, a Rosjanie wezmą winę na siebie, Polakom wstyd będzie grzebać się dalej w przeszłości, zamiast raźnie iść do przodu. A kiedy tak, to śledztwo polskie trzeba umorzyć, jako zbędne, bo rosyjskie już jest zakończone i po myśli, i nie trzeba Rosji obrażać, bo zagrożą, że odwołają swoja winę, tak jak odwołali zeznania świadka.

Plan C
My zakładamy plan C. Plan C to całkowite pozostawienie wątków smoleńskich na uboczu, (łącznie z lotem i nagraniami), poza może jednym – udowodnieniem nieautentyczności wraku smoleńskiego. Co jest jedynie kwestią czasu. Znajdzie się ktoś, kto to udowodni.
Pozostaje ew. kwestia tego, gdzie wylądował samolot z Okęcia (lub samoloty), ale nie musi to być Rosja. Lecz także i nie Polska. To jest jednak mało pilne, może poczekać.
Zarysowany powyżej z grubsza przebieg zamachu w Mirosławcu powinien być równolegle analizowany z zamachem warszawskim. Ma to wiele zalet, widzi się tak większą całość, która bez wątpienia stanowi jedno. Jest też doskonałym narzędziem odstraszającym różnych zadymiaczy, którzy ciągle uruchamiają motyw złych ruskich, a dobrych „naszych” śledczych. Którzy chcą dobrze, ale ruscy im nie dają. Co też znamy dobrze (prześwietnie) z okresu PRL.u.
(Zresztą, może tu w Mirosławcu zobaczą Ruskich, niech ich obecność w zamachu ujawnią , to może być bardzo ciekawe).
To, co my widzimy, jako plan C to ujawnienie wszelkich okoliczności związanych z odlotem Delegacji z Okęcia.
Plan C ustawia oszustwo smoleńskie poza nawiasem, tam jest niewiele z tego, co wniesie coś do sprawy. Fakty medialne o „katastrofie”, w 99 procentach dotyczą informacji, które są bez sensu. Zagłusza to fakty na temat zamachu rożnymi smoleńskim bredniami. To bardzo utrudnia pracę nad tym, co rzeczywiście istotne dla wyjaśnienia prawdy i ukarania winnych.
Jedno, co jest obecnie najważniejsze dla ustalenia prawdy, co należy robić natychmiast, to ułożenie faktów dotyczących:
- przybycia
- pobytu
- opuszczenia
Okęcia przez członków delegacji. Każdego z osobna, oraz, kto z rodzin widział ich, jako ostatni.
Przy czym niektórzy mogli być zaatakowani, w swych domach (Szczygło), to celem wydobycia od nich informacji na temat ewentualnego ukrycia dokumentów, które zamachowcy chcieliby zdobyć.
Jaka była ich kondycja psychiczna ostatnich dni, bo mogli być oni poddani – wiele dni przed 10 kwietnia - na ekspozycje środków psychotropowych, a co jest częste, przy podobnych akcjach.
Nowoczesne militarne środki psychotropowe są bardzo trudne do zauważenia (symptomy u ofiary) nawet przez najbliższych ofiar tych substancji.
Plan C będzie na pewno zrealizowany, sprawy zaszły bowiem zbyt daleko, Polski nie stać na plan B. Polska nie ma wyjścia.

Polska
Mimo wszystko Naród Polski budzi się. Polacy łączą się w grupy, jednostki nie są już dłużej samotne. Na demagogię o podziale Polaków już nikt też się nie nabiera. Polakiem jest ten, kto ma na sercu jedność wspólnego polskiego dobra, a w ręku czyn. Jedności z kimś, kto szkodzi Polsce nie chcemy.
Wzrasta świadomość obecności wroga wewnętrznego, który umacnia siły odśrodkowe.
Po raz pierwszy po wojnie, widać coś, co wygląda jak polityczna i kulturowa więź pokoleń, która stara się podjąć wspólne kroki polityczne. Czyli jest to, czego nie było w okresie Solidarności (S). Gdzie całe pokolenie fantastycznych ludzi nie miało oparcia w mądrości i doświadczeniu starszych pokoleń, a śmierć Prymasa pozostawiła nas samych.
Dlatego wtedy przegraliśmy i cała Polska jest dziś tak zrujnowana.

Uwagi
Wydarzenia 9-10 kwietnia 2010 głównie rozegrały się w Warszawie, dlatego skrótowo nazywamy je „zamachem warszawskim”.
Kiedy samolot CASA rozbił się, Prezydent Kaczyński znajdował się na pokładzie innego rządowego samolotu.
Christus Rex
(-)Krzysztof Cierpisz
20110416
+++
Zdjęcia o podwyższonej jakości Można ładować z : http://zamach.eu/
cor 22-03-2015

http://gazetawarszawska.com/zamach/zama ... den-zamach

Awatar użytkownika
Coltrane
Posty: 17740
Rejestracja: 31 marca 2008, 23:47
Lokalizacja: Polska

Post autor: Coltrane » 29 lipca 2015, 13:28

[center]Obrazek [/center]

ODPOWIEDZ