Afery PO

Polityka, gospodarka, ekonomia...
ODPOWIEDZ
pier1987
Posty: 1457
Rejestracja: 29 października 2011, 08:22
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: pier1987 » 3 sierpnia 2012, 20:01

Platforma jest dziś czymś pomiędzy sprawną agencją reklamową a wielkim biurem pośrednictwa pracy dającym zatrudnienie armii ludzi. I coraz mniej przypomina partię polityczną - pisze publicysta „Rzeczpospolitej"

Kolejne debaty światopoglądowe w Platformie Obywatelskiej pokazują niezwykły pragmatyzm tej partii i całkowitą bezideowość jej przywódcy. Zapewne to znak czasu i znak tego, jak poważne i złe zmiany zachodzą w sposobie uprawiania polityki. Donald Tusk nie jest wyjątkiem w dzisiejszym politycznym świecie. W Europie polityków unikających decyzji jest dziś zdecydowana większość. Zamiast ambitnych decyzji, wielkich celów i wyzwań prowadzi się politykę, która zapewnia niezbyt wymagającej klienteli spokojną sjestę po niezbyt obfitym i niezbyt wyrafinowanym posiłku. Podsypiający widzowie mają włączony telewizor, gdzie toczą się czasem zabawne, czasem ciekawe, a czasem gorszące spory, które nie prowadzą do niczego.

Kwitnie tysiąc kwiatów

Kolejne bardzo nagłaśniane, wywołujące emocje ideologiczne walki wewnątrz rządzącej partii nie dowodzą wcale jej intelektualnej żywotności, ale świadczą jedynie o umiejętności sterowania nastrojami społecznymi, a mówiąc wprost - mamienia wyborców.

Wyborcy, decydując, komu należy oddać władzę, wybierali dotąd zwykle pewien zestaw poglądów, wartości, politycznych celów, do których odwoływali się i do których dążyli politycy. Decydując, na kogo oddajemy głos, pokazujemy, jaki rodzaj rządów nas interesuje. Czy np. chcemy władzy obniżającej podatki i ułatwiającej życie bardziej przedsiębiorczym obywatelom, czy takiej, która dba o najbiedniejszych i przykłada wielką wagę do redystrybucji dochodu narodowego. Czy chcemy mieć polityków szanujących rolę Kościoła katolickiego, czy takich, którzy dbają o świeckość państwa. Czy chcemy rządów wspierających tradycyjny model rodziny, czy progresistów promujących mniejszości i swobody obyczajowe.

Tymczasem dziś osoby głosujące na Platformę Obywatelską nie wiedzą, jak zachowa się ich partia w wielu ważnych sprawach - choćby takich jak te wymienione wyżej.

Platforma chce być dziś partią dla wszystkich. Spełnia określenie Leszka Kołakowskiego - jest partią konserwatywno-liberalno-socjalistyczną. Okazuje się, że paradoks myśliciela stał się praktyką polityczną. Dla wyborców lewicowych PO ma zwolenniczkę finansowania in vitro Małgorzatę Kidawę-Błońską i bojowniczkę o równouprawnienie Agnieszkę Kozłowską-Rajewicz. Dla zwolenników wartości rodzinnych są John Godson i Jarosław Gowin. Dla pozbawionych ideologicznych emocji zimnych technokratów - Krzysztof Kwiatkowski czy Grzegorz Schetyna. Jak ktoś lubi tęczowe barwy - jest ścigający się z Robertem Biedroniem w walce o prawa dla homoseksualistów poseł Artur Dunin. Jak ktoś woli integryzm katolicki jest bliski sutanny i koloratki Ireneusz Raś. Każdy znajdzie coś dla siebie. Każdy usłyszy miłe sobie słowa. Jakże to piękne! Niech zakwitnie tysiąc kwiatów!

Mamy wszystko, czego dusza zapragnie. Oprócz wiedzy na temat tego, co się stanie, gdy przyjdzie do podejmowania decyzji w sprawie tego czy innego problemu. Nie wiemy, jak Platforma zachowa się w sprawie in vitro, związków partnerskich, mediów publicznych, nie mamy pewności, jakie zajmie stanowisko w sprawie deregulacji niektórych zawodów.

To wspaniałe, że na różnych spotkaniach można usłyszeć elegancko polemizujących ze sobą Bartosza Arłukowicza i Jarosława Gowina. Nasze ucho i serce może wybrać, który głos, wartości i poglądy chce słyszeć. Ale nie możemy wybrać jednego z nich. Mamy wszystko w pakiecie. Głosując na Platformę, musimy wybrać i lewicowców, i prawicowców. Musimy zagłosować za i przeciw in vitro. Za budowaniem telewizji publicznej i za jej prywatyzacją.

Raz tak, raz inaczej

Donald Tusk znakomicie wykorzystuje tę sytuację. Nie podejmuje żadnej kontrowersyjnej decyzji. Chowa się za uczestnikami sporu. Pozwala im ze sobą dyskutować, występować w mediach, krzyżować argumenty. Sam znika, gdy trzeba się opowiedzieć: w lewo albo w prawo. Nie zabiera głosu w żadnej trudnej sprawie albo mówi „tak", by raz zadowolić jednych, a raz drugich. Raz mówi o tym, że jego partia nie będzie klękać przed księżmi, a raz zapewnia o wielkim szacunku dla Kościoła i wiary katolickiej.
Jednoznaczne stanowisko przewodniczącego partii przesądziłoby o wizerunku ugrupowania, ale to się dziś nie opłaca. To wymuszałoby kolejne konsekwentne działania i opowiadanie się w kolejnych sporach. A taka sytuacja byłaby znacznie mniej komfortowa.

Dziś Platforma może balansować raz w lewo, raz w prawo, dając nieustanne poczucie ludziom o różnych poglądach, że jest z nimi. Co więcej, spory toczone wewnątrz partii są w pewnym sensie realnymi dyskusjami. Nie oskarżam uczestników tych debat, że udają. I Gowin, i Raś, Kidawa-Błońska i Kozłowska-Rajewicz spierają się na serio. Co więcej, na tych sporach budują swoją pozycję polityczną - jak czyni to teraz minister sprawiedliwości. Ten teatr, w którym aktorzy grają z przekonaniem, organizuje reżyser - Donald Tusk. On wie, że w istocie to wszystko jest na niby. Wie, że dyskusja o in vitro nie ma się zakończyć. Debata ma się toczyć. Ma przykuwać uwagę mediów i publiczności. Wywoływać emocje, budzić spory i kontrowersje. Niech dziennikarze o tym mówią. Im więcej o in vitro, tym mniej o zadłużeniu i spowolnieniu, Sawickim, zatrudnianych kumplach, niegotowej ustawie o wydobyciu gazu łupkowego, mediach i wszystkich innych kłopotliwych sprawach.

Ta metoda okazuje się bardzo skuteczna. Część z tych, którzy chcieliby wybierać Palikota, mogą zaspokoić się Arłukowiczem czy Duninem. Mniej sentymentalnie nastawieni wyborcy postkomunistyczni zamiast Leszka Millera mogą wybrać Dariusza Rosatiego i Marka Borowskiego. Wątpiący w PiS konserwatyści, zamiast głosować na Suskiego czy Błaszczaka, mogą uznać, że Gowin czy Godson mówią ich językiem i że warto ich poprzeć. Zabawa trwa. Decyzji brak.

Dzięki temu Donald Tusk w znakomity sposób unika zrażania sobie którejkolwiek z grup wyborców. Osiąga też inny efekt - potężny aparat partyjny, który od czasu do czasu może poczuć się sfrustrowany brakiem reform, konkretnych działań, niewykorzystanymi szansami, ma się czym zająć. Może debatować, irytować się wyskokiem posła Dunina czy fundamentalizmem ministra sprawiedliwości.

Skutkiem ubocznym będzie zapewne wykształcenie się realnych frakcji, ale Tusk wie, że żadna z nich nie zdecyduje się na rokosz czy opuszczenie partii, bo żaden inny polityczny byt nie zapewni tego, co potężna od kilku lat Platforma. Los tych, którzy opuszczali PiS w różnych grupach, próbując własnych sił, stał się przestrogą przez wszystkich tych, którym w Platformie nie w smak polityka Donalda Tuska.

Mniej partii w partii

Platforma jest dziś wielkim przedsiębiorstwem, czymś pomiędzy sprawną agencją reklamową a wielkim biurem pośrednictwa pracy dającym zatrudnienie armii ludzi. Firma jest dość sprawnie zarządzana. Nie pnie się, ale też nie tonie.

Tylko że PO coraz mniej przypomina partię polityczną. A jej przywódca coraz mniej przypomina polityka umiejącego pokazać trudny cel, nowy kierunek działania, będącego w stanie wykorzystać trudny moment kryzysu do przebudowy i uzdrowienia państwa, zmobilizować naród wokół wielkich zadań. Zamiast tego mamy klajstrowanie dziur, zamazywanie obrazu, łudzenie siebie i wyborców wrażeniem, że „zielona wyspa" jest już sukcesem. Wyborcy na razie to kupują. Nie są dziś zbyt wymagający i w tym sensie być może Donald Tusk jest usprawiedliwiony. Daje ludziom taką strawę, jaka ich zadowala.

Możemy liczyć tylko na to, że ludzie sami w końcu zauważą, że to żarcie faszerowane jest sztucznymi spulchniaczami. Zanim ten pseudoposiłek zniknie ze stołu zmieciony przez następną falę kryzysu.

pier1987
Posty: 1457
Rejestracja: 29 października 2011, 08:22
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: pier1987 » 6 sierpnia 2012, 13:08

Szef klubu PSL Jan Bury posiada udziały w firmie Makarony Polskie, która zarabia na kontraktach z Agencją Rynku Rolnego. Także żona polityka jest członkiem rady nadzorczej spółki oraz pracuje w rzeszowskim oddziale ARR.
Jan Bury posiada w firmie Makarony Polskie 7,5 tys. akcji, a jego żona 12,7 tys. Ponadto małżonka polityka jest pracownikiem administracji w rzeszowskim oddziale Agencji Rynku Rolnego. Według Agencji sprawa jest absolutnie czysta, ponieważ ani poseł PSL, ani jego partnerka nie mieli żadnego wpływu na zawarcie kontraktu.

Według polityka wszystko odbywa się zgodnie z prawem. Makarony są spółką publiczną notowaną na giełdzie i komunikują się z rynkiem według wymogów i standardów prawa - powiedział Jan Burdy.

Firma zarabia miliony na kontraktach z ARR. Odbywa się to w ramach unijnego programu wspierania ubogich.Ostatnio spółka Makarony Polskie otrzymała od Agencji kontrakt o wartości niemal 17 mln zł.

pier1987
Posty: 1457
Rejestracja: 29 października 2011, 08:22
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: pier1987 » 7 sierpnia 2012, 13:50


pier1987
Posty: 1457
Rejestracja: 29 października 2011, 08:22
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: pier1987 » 8 sierpnia 2012, 10:19

Teczka personalna Donalda Tuska – jaka była droga do politycznej kariery Pana Premiera:
http://freeisoft.pl/2010/04/teczka-pers ... -premiera/

pier1987
Posty: 1457
Rejestracja: 29 października 2011, 08:22
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: pier1987 » 8 sierpnia 2012, 13:07

Był oszustem i bankrutem, jest milionerem. Interesy tajemniczego właściciela OLT Express i Amber Gold:
http://natemat.pl/16341,byl-oszustem-i- ... amber-gold

pier1987
Posty: 1457
Rejestracja: 29 października 2011, 08:22
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: pier1987 » 8 sierpnia 2012, 13:10

Poseł PiS uważa, że odpowiedzialność za sprawę Amber Gold spoczywa też na premierze Donaldzie Tusku. "Czy premier wiedział o nieprawidłowościach?"- pyta Przemysław Wipler.
Wipler razem z grupą innych posłów PiS złożył pod koniec lipca interpelację, w której padło pytanie do premiera, czy wiedział co się dzieje z firmą Amber Gold.

Jestem parlamentarzystą, więc interesuje mnie to, czy państwo stanęło na wysokości zadania. Chodzi o miękką reakcję. O wydanie komunikatu, że spółka nie wie, ile ma majątku, nie jest w stanie potwierdzić, że składuje złoto - mówił w TOK FM poseł PiS.

Wipler pytany, kto zawinił w sprawie Amber Gold, powiedział, że odpowiedzialność spoczywa na szefie polskiego rządu
Zdaniem Wiplera w sprawie Amber Gold nie zadziałała prokuratura oraz osoby, które wiedziały co się dzieje z firmą.

Czy premier wiedział o nieprawidłowościach i wykorzystał tę wiedzę tylko po to, aby zniechęcić syna do pracy w OLT? Czy mógł ostrzec tysiące innych obywateli?- pytał Przemysław Wipler.
Na radiowej antenie pojawiła się także kwestia SKOK-ów. Nowa ustawa o SKOK-ach sprawia, że kasy oszczędnościowe trafią pod lupę Komisji Nadzoru Finansowego. To nie podoba się PiS. Dlatego posłowie tej partii skierowali ustawę do Trybunału Konstytucyjnego. Zdaniem Wiplera ustawa jest wymierzona przeciwko instytucjom, które są alternatywą dla banków.

Prowadząca program Dominika Wielowieyska przypomniała przy tej okazji Wiplerowi, że prezes SKOK jest jednocześnie posłem PiS.

Zarabia tyle, co prezes banku. Partia występuje w interesie konkretnej firmy. Dlaczego SKOK nie powinien być kontrolowany, nie posiadać odpowiednich rezerw? - spytała dziennikarka.

Kwestia sposobu traktowania SKOK to presja lobbingu instytucji bankowych - odpowiedział Wipler.

pier1987
Posty: 1457
Rejestracja: 29 października 2011, 08:22
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: pier1987 » 8 sierpnia 2012, 13:15


pier1987
Posty: 1457
Rejestracja: 29 października 2011, 08:22
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: pier1987 » 9 sierpnia 2012, 11:30

Afera Amber Gold przypomina sytuację polityczną w naszym kraju - uważa europoseł PiS, Janusz Wojciechowski. Jego zdaniem to, co dzieje się wokół parabanku, to kopia zachowania Platformy Obywatelskiej, która liczy na tę samą podatność obywateli na "bajer"
Po wojnach, zaborach, komunie,wiekach całych wymuszonego cwaniactwa życiowego i niezbędnego do przeżycia sprytu, wydawałoby się, że Polacy powinni być impregnowani na bajer - pisze na swym blogu europoseł PiS, Janusz Wojciechowski. Okazuje się, że nie są. Pojawia się taki Amber Gold, wiesza bilbordy, reklamy, cuda-wianki, 13 procent zysku, złote góry, młodego Tuska zatrudnia, żeby stary Tusk parasol trzymał – i ludzie niosą im pieniądze w zębach. W zębach! Nie pierwszy zresztą raz – kiedyś nosili Grobelnemu,potem paru jeszcze innym hochsztaplerom - dodaje.

Porównuje tę sytuację do Platformy Obywatelskiej. Ładna,przystojna, zagraniczna, bilbordy, spoty, dużo obiecuje, 300miliardów z UE, zielona wyspa, powroty z Anglii, przyjazne państwo,firma w jednym okienku, szczęśliwe pielęgniarki, zadowoleni nauczyciele, język miłości, praca dla każdego, emerytura 60 lat,kto by tam podwyższał... - i ludzie niosą im poparcie w zębach - kpi eurodeputowany.

Nawiązuje też do Smoleńska. Jego zdaniem ludzie wciąż wierzą, mimo, że jeszcze nigdy nigdzie na świecie żadna brzoza nie straciła samolotu, w raport Millera.
I nie uwierzą w zamach, ani nawet w najmniejszy cień podejrzenia zamachu, choć zamachów było na świecie tysiące, a bodaj połowa z nich w Rosji - zauważa polityk.

Dlatego też, podsumowuje swe argumenty i uważa, że udowodnił, iż Platforma działa dokładnie tak samo, jak parabank. PO jak Amber Gold – ten sam bajer, obliczony na ten sam rodzaj podatności... - kończy swój wywód
Źródło: blog.onet.pl

pier1987
Posty: 1457
Rejestracja: 29 października 2011, 08:22
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: pier1987 » 10 sierpnia 2012, 11:55

Dymisja ministra to może być świetny interes. Była szefowa gabinetu politycznego Marka Sawickiego Magdalena Kosel po odwołaniu szefa resortu w aferze taśmowej dostała 30 tysięcy złotych odprawy i pracuje na tym samym stanowisku u ministra rolnictwa Stanisława Kalemby.
Przypadek Magdaleny Kosel opisuje "Super Express". Zdaniem dziennikarzy była szefowa gabinetu politycznego Marka Sawickiego, gdy straciła pracę w momencie odwołania ministra rolnictwa, otrzymała 30 tysięcy złotych odprawy. A potem... została szefową gabinetu politycznego nowego ministra rolnictwa, Stanisława Kalemby.

Do swojego gabinetu Magdalena Kosel wróciła 1 sierpnia, trzy dni robocze po utracie pracy i po uzyskaniu odprawy za "odejście" z resortu - 300 procent miesięcznego wynagrodzenia.

Jak pisze "Super Express", ministerstwo twierdzi, że wypłata odprawy odbyła się zgodnie z przepisami. - Wszystko jest zgodne z panującym w Polsce prawem - skomentowała Kosel.

pier1987
Posty: 1457
Rejestracja: 29 października 2011, 08:22
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: pier1987 » 10 sierpnia 2012, 14:13

Dziesiątki tysięcy Polaków nie zostało ostrzeżonych przez państwo, że na polskim rynku działa firma, która jest mało wiarygodna. A wręcz przeciwnie. Jeszcze nie tak dawno prominentny polityk PO zachwalał Amber Gold, która doprowadziła do tego, że kilkadziesiąt tysięcy osób może stracić majątek swojego życia. Jak się okazało, z firmą tą mógł być powiązany także syn premiera - Michał Tusk.

Przed nominacją Stanisława Kalemby na stanowisko ministra rolnictwa premier Donald Tusk powiedział, że jego syn zrezygnuje z pracy. - Ja nie rozumiem tej wypowiedzianej przez pana Tuska wojny przeciwko nepotyzmowi. Jak można być wiarygodnym i prowadzić wojnę przeciwko nepotyzmowi, kiedy własny syn bez jakiegokolwiek konkursu obejmuje stanowisko w państwowo-samorządowej spółce? – pytał poseł PiS Marcin Mastalerek, gość „Polskiego punktu widzenia” w Telewizji Trwam, komentując zatrudnienie Michała Tuska na gdańskim lotnisku.

Dodał, że kilka dni później, kiedy okazało się, że także OLT Express oszukał kilka tysięcy pasażerów, to syn premiera Tuska, Michał Tusk w „Gazecie Wyborczej” przedstawił opinii publicznej wiedzę, że współpracował również z OLT Express. - Wtedy nikt z dziennikarzy mainstreamowych mediów nie zaczął zadawać żadnych trudnych pytań - mówił poseł. W jego opinii, ten wywiad miał służyć Michałowi Tuskowi tylko po to, żeby sam podał niewygodne dla niego i jego ojca fakty, m.in. fakt współpracy z OLT Express. Okazało się także, że szef państwowo-samorządowej spółki, jaką jest Port Lotniczy w Gdańsku, pośredniczył w załatwieniu pracy dla Michała Tuska w konkurencyjnej firmie, jaką jest OLT Express, korzystająca z usług portu.

To dla posła niejasna sytuacja i dlatego wystosował do Michała Tuska, premiera Donalda Tuska, szefa Portu Lotniczego w Gdańsku, szefa OLT Express oraz do szefa Amber Gold 45 pytań w celu ustalenia podstawowych faktów. - Niestety, o te fakty nie zapytał dziennikarz „Gazety Wyborczej” - stwierdził Mastalerek.

Jak poinformował, jedno z najważniejszych wystosowanych pytań dotyczy spotkań pomiędzy Michałem Tuskiem a Marcinem Plichtą, kilkakrotnie skazanym właścicielem firmy Amber Gold. - Ja o tę współpracę pytam, bo musimy o tym pamiętać, że przecież Amber Gold był właścicielem OLT Express - mówił. Dodał, że sam syn premiera przyznał, że ojciec odradzał mu współpracę z OLT Express. - Skoro odradzał, to czy miał już jakąś wiedzę, dlaczego odradzał? – pytał poseł.

- Dziś premier próbuje wmówić Polakom, że nic nie wiedział o problemach firmy Amber Gold, że nic nie wiedział o problemach firmy OLT Express, no ale przecież jest szefem rządu, który ma pod sobą urzędników, któremu podlegają służby specjalne. To kto w tym państwie ma mieć taką wiedzę? To kto ma ostrzegać Polaków przed tak nieuczciwymi firmami, jak Amber Gold i OLT Express? - pytał poseł.

Zaznaczył, że dziś mamy taką sytuację, że dziesiątki tysięcy Polaków nie było ostrzeganych przez państwo o tym, że na polskim rynku działa firma, która jest mało wiarygodna. A wręcz przeciwnie, prezydent Gdańska Paweł Adamowicz jeszcze niedawno zachwalał Amber Gold. – Nie tak dawno, bo 7 maja br., na konferencji prasowej poświęconej realizacji filmu o Lechu Wałęsie działacz PO Paweł Adamowicz mówił tak: „Czujecie ten moment, czujecie innowacyjność. Wałęsa też był innowacyjny dla swoich czasów. Bardzo wam dziękuję”. Tak mówi prezydent Gdańska, członek PO, o firmie Amber Gold, która za kilka miesięcy doprowadza do sytuacji, że kilkadziesiąt tysięcy osób może stracić majątek swojego życia - mówił Mastalerek, dodając, że Amber Gold była sponsorem filmu o Lechu Wałęsie. Sponsorowała także różne przedsięwzięcia samorządu Gdańska.

Poseł zaznaczył, że żadne media nie podały informacji o wystosowaniu tych pytań. Dlatego podkreślił, jak ważny jest w Polsce pluralizm mediów. – Takie pytania pojawiają się w Telewizji Trwam, takie pytania pojawiają się w Radiu Maryja i to się wielu osobom z obozu rządowego nie podoba. Gdyby nie było Telewizji Trwam, to nie byłoby takich pytań. Dlatego tak ważna i istotna jest walka o to, aby Telewizja Trwam znalazła się na multipleksie - skonkludował Mastalerek.
http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... tuska.html

pier1987
Posty: 1457
Rejestracja: 29 października 2011, 08:22
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: pier1987 » 11 sierpnia 2012, 10:27

"Sam się do nas zgłosił" - mówi "Gazecie Polskiej Codziennie" prezes Amber Gold Marcin Plichta o współpracy Michała Tuska z liniami lotniczymi OLT Express. "Tusk, będąc u nas, zaproponował, że może być twarzą OLT Express" - dodaje Plichta.
"Gazeta Polska Codziennie" twierdzi, że dotarła do dokumentów dotyczących współpracy syna premiera z OLT Express, której właścicielem jest firma Amber Gold.

Dziennikarze piszą, że z ich ustaleń jednoznacznie wynika, że Michał Tusk o pracę w OLT Express starał się już w ubiegłym roku. "GPC" ujawnia treść mejla, w którym nadawca zabiega o wypłatę należności z faktury wystawionej 15 czerwca tego roku. W polu nadawca widniało nazwisko "Józef Bąk", a adresatem był Jarosław Frankowski, szef OLT Express. List wysłano z adresu et42@wp.pl

"W załączeniu, wielka prośba o jej przekazanie gdzie trzeba przed urlopem :). A z umową spokojnie, przygotuję odpowiednie zmiany w sprawie pracy ad hoc. Co do dalszej pracy pogadamy spokojnie jak wrócisz. Dobrego odpoczynku. MT" - można przeczytać w mejlu.

W rozmowie na ten temat z "Gazetą Wyborczą" Michał Tusk mówił tak: (...) Pierwszy raz w życiu byłem autentycznie wkurzony, że dostałem przelew. Stało się dla mnie oczywiste, że w sytuacji, w której OLT nie ma na nic pieniędzy, ktoś to wykorzysta przeciwko mnie. Poza tym źle się czuję z tym, że pewnie jako jeden z niewielu kontrahentów dostałem swoje pieniądze. (…).

Dziennikarze "GPC" twierdzą, że w ciągu ostatnich 10 miesięcy Michał Tusk wielokrotnie kontaktował się z Marcinem Plichtą. Świadczyć mają o tym billingi.

Rozmawiałem z Marcinem Plichtą, ale głównie kontaktowałem się z Jarosławem Frankowskim - wyjaśnia syn premiera.

"GPC" przypomina, że w listopadzie 2011 Tusk jako dziennikarz "Gazety Wyborczej" przeprowadził wywiad z Marcinem Plichtą, a kilka tygodni później miał wyjść z propozycją współpracy.

Sam się do nas zgłosił. Przyszedł sam. Powiedział, że wypala się w pracy w „GW”, że będą cięcia etatów. Osobiście ze mną rozmawiał. To wtedy przedstawiłem mu Jarosława Frankowskiego, dyrektora zarządzającego OLT Express. Tusk, będąc u nas, zaproponował, że może być twarzą OLT Express. Mówił, że nie boi się firmować naszych linii - mówi Plichta.

Spytałem go, czy wie, jaka jest sytuacja z AG i czy nie boi się o reakcję ojca. Stwierdził, że zdanie ojca go nie interesuje i że chce budować swoją markę. Złożyliśmy mu propozycję, którą po kilku dniach odrzucił - dodał w rozmowie z "GPC" prezes Amber Gold.

Michał Tusk uzasadnił swoją decyzję rozmową z rodziną, która ostatecznie przekonała go do rezygnacji z pracy w OLT Express.

"GPC" podaje, że kilka miesięcy później doszło do spotkania Marcina Plichty, Jarosława Frankowskiego i prezesa lotniska w Gdańsku, oraz Adama Skoniecznego, kierownika analiz i marketingu gdańskiego portu lotniczego.

Prezes Portu Lotniczego im. L Wałęsy zarzucił, że mamy bardzo słabą reklamę i marketing. Mówił, że pomoże nam znaleźć kompetentną osobę. Po dwóch tygodniach zadzwonił i zaproponował Michała Tuska. To było w marcu, 15 lub 16 - mówi Plichta.

Zdziwiłem się, powiedziałem, że przecież nie chciał. "Przemyślał to" - usłyszałem w odpowiedzi - relacjonuje prezes Amber Gold.

Według informacji dziennikarzy "GPC" Michał Tusk zabiegał, by umowa była podpisana z OLT a nie ze spółką Amber Gold.

Zdaniem "Gazety Polskiej Codziennie" syn premiera w czerwcu interesował się tym, jaki wpływ na OLT Express miałby upadek Amber Gold. Miał osobiście rozmawiać na ten temat z szefostwem OLT. Miało się to dziać już po tym, gdy ABW po informacji od BGŻ rozpoczęła tajne działania wobec Amber Gold.
Źródło: niezalezna.pl

pier1987
Posty: 1457
Rejestracja: 29 października 2011, 08:22
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: pier1987 » 12 sierpnia 2012, 07:23

Michał Tusk pracując dla OLT Express, korzystał ze skrzynki elektronicznej zarejestrowanej na nazwisko Józef Bąk - ustalił "Wprost". - Zgadza się, część ludzi mogła pomyśleć, że ukrywam tożsamość. Głupota z mojej strony, brak rozwagi - tłumaczy syn premiera.

Dla linii lotniczych Marcina Plichty syn premiera pracował głównie przez internet. Wykorzystywał do tego skrzynkę elektroniczną, którą założył 1 lutego 2000 roku. Jak ustalił "Wprost", widnieją w niej następujące dane: "Józef Bąk, miejscowość: Żukowo, zawód: bezrobotny, wykształcenie: bez wykształcenia".
Także z tej skrzynki Michał Tusk przez lata wysyłał teksty do redakcji "Gazety Wyborczej". Materiałów dla OLT nie podpisywał nazwiskiem Józef Bąk. W korespondencji, którą prowadził głównie z Jarosławem Frankowskim, podpisywał się najczęściej inicjałami MT. Józef Bąk widniał jednak w nagłówku, a jego maile od Frankowskiego wędrowały do kolejnych osób w OLT - donosi "Wprost".

- Zgadza się, część ludzi mogła pomyśleć, że ukrywam tożsamość. Głupota z mojej strony, brak rozwagi. Tyle mogę powiedzieć - tłumaczy Michał Tusk.

"Wprost" dotarł także do umowy, jaką 15 marca Michał Tusk zawarł z liniami lotniczymi OLT, których właścicielem jest Amber Gold. Z treści umowy wynika, że miał on świadczyć usługi pijarowskie na rzecz OLT, które obejmowały tworzenie tekstów public relations oraz zarządzanie komunikacją z mediami. Jak ustalił "Wprost", umowa ta nadal obowiązuje.

pier1987
Posty: 1457
Rejestracja: 29 października 2011, 08:22
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: pier1987 » 12 sierpnia 2012, 16:06

Słupecki wątek afery taśmowej w PSL

Cała polska polityka żyje aferą “taśmową”, która wybuchła w kręgach PSL. W stenogramie słynnej już rozmowy przewinęło się również nazwisko Eugeniusza Grzeszczaka.
“Puls Biznesu” opublikował treść rozmowy szefa kółek rolniczych Władysława Serafina z byłym szefem Agencji Rynku Rolnego Władysławem Łukasikiem. Łukasik został odwołany ze stanowiska w grudniu ubiegłego roku. Rozgoryczony złożył wizytę Serafinowi i opowiedział o rozmaitych interesach, które robią działacze PSL, między innymi o “słupach”, sposobach na omijanie ustawy kominowej oraz o załatwianiu posad dla osób, które biorą pieniądze i nic nie robią.
- Oni są tam zaprzyjaźnieni towarzysko, myślę, że biznesowo i w każdym obszarze” - opisuje Łukasik relacje Andrzeja Śmietanki i ministra Sawickiego..
Śmietanko to osoba blisko związana z PSL-em. Był prezesem spółki Elewarr, obecnie jest tam dyrektorem generalnym. Z rozmowy Łukasika z Serafinem dowiadujemy się, że ustąpił z funkcji prezesa po to, by otrzymywać większą pensję na niższym stanowisku - dyrektora generalnego. Łukasik mówił, że obecny szef Elewarru, to słup: “To co Andrzejek lubi, za nic on sam nie odpowiada. On wnioskował o wynagrodzenie 50 tysięcy złotych miesięcznie. Ja mu tego nie mogłem podpisać, ale ten słup mu podpisał.”
“On sobie wpisał, że na przykład, że nie 1 procent udziału w zysku, a 3 procent będzie miał. Albo teraz to on uważa, że 10 procent powinien mieć. W ogóle, że te pieniądze, tam jest 90 mln na koncie - że to w ogóle wszystko jest jego.”- ciągnął dalej były szef ARR. Więcej na łamach Kuriera
http://www.slupca.pl/?p=17320

pier1987
Posty: 1457
Rejestracja: 29 października 2011, 08:22
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: pier1987 » 13 sierpnia 2012, 13:12

Poseł PiS Marcin Mastalerek zwrócił się z pytaniem do premiera, dlaczego nie ostrzegł Polaków przed firmą Amber Gold i OLT Express, skoro ostrzegał przed nią swojego syna Michała. Jednocześnie ocenił, że Michał Tusk nie powinien jednocześnie pracować dla gdańskiego lotniska i OLT Express. Zdaniem Mastalerka, syn Tuska powinien zrezygnować z pracy w Porcie Lotniczym w Gdańsku.

Na konferencji prasowej przed kancelarią premiera poseł PiS mówił, że również szef gdańskiego lotniska "powinien zostać pozbawiony pracy". - Szef portu lotniczego niejako załatwiał pracę dla syna premiera w konkurencyjnej firmie - powiedział Mastalerek.
Zwrócił też uwagę, że "syn premiera przyznał, iż w czerwcu ojciec odradzał mu współpracę z OLT". - (Premier) musiał mieć jakieś wiadomości. Dlaczego nie ostrzegł Polaków przed OLT Express i Amber Gold, pomimo tego, że ostrzegał syna? Skąd ta wiedza pochodziła, czy od służb specjalnych? - pytał Mastalerek.

Jak przypomniał, wystosował w ubiegłym tygodniu 45 pytań, m.in. do szefa rządu i jego syna. - Na te pytania nie odpowiedział ani premier, ani jego syn, ani szef lotniska - mówił poseł PiS.

- To nie jest afera syna premiera, to jest afera Donalda Tuska i jego syna - ocenił Mastalerek.

Sprawa Amber Gold

Amber Gold sp. z o.o. to firma inwestująca w złoto i inne kruszce, działająca od 2009 r. 13 sierpnia zapadła decyzja o jej likwidacji. Klientów kusiła wysokim oprocentowaniem inwestycji - przekraczającym 10 proc. w skali roku, co znacznie przewyższało oprocentowanie lokat bankowych.

Działalność spółki wzbudziła wątpliwości Komisji Nadzoru Finansowego, która wpisała ją na "czarną listę" ostrzeżeń. O spółce zrobiło się głośno kilka tygodni temu, kiedy problemy finansowe zgłosiły tanie linie lotnicze OLT Express. Amber Gold było ich głównym udziałowcem. Spółka poinformowała, że wycofuje się z inwestycji w linie lotnicze OLT Express. Powodem - jak informował Amber Gold - było zablokowanie przychodów ze sprzedaży biletów OLT przez operatora płatności.

Ze spółką OLT Express współpracował pracujący w Porcie Lotniczym w Gdańsku syn premiera. W wywiadzie dla trójmiejskiej "Gazety Wyborczej" Michał Tusk mówił, że jego ojciec nie był zachwycony tym, iż zatrudnił się na lotnisku. "Ale też nie powiedział jednoznacznie, bym tam nie szedł" - powiedział syn premiera.

Szef Amber Gold Marcin Plichta w tygodniku "Wprost" stwierdził, że Tusk zdradzał tajemnice handlowe swojego pracodawcy, czyli Portu Lotniczego w Gdańsku. - Przyniósł nam konkretną informację o tym, ile Port Lotniczy w Gdańsku bierze od naszej konkurencji, konkretnie od Wizz Air, za obsłużenie jednego pasażera. Tego typu dane są jedną z najpilniej strzeżonych informacji. W grę wchodzą potężne pieniądze. Bywa, że linie lotnicze miesiącami negocjują z lotniskami opłaty - podkreślił Plichta.

Michał Tusk cytowany przez "Wprost" kategorycznie zaprzeczył, że przekazał OLT taką informację.

Inną kwestią podnoszoną przez media jest łączenie przez syna premiera pracy dziennikarskiej z prowadzeniem usług PR dla OLT Express. 12 kwietnia Michał Tusk na łamach gdańskiej "Gazety Wyborczej" opublikował pożegnalny felieton. Od niespełna miesiąca był już piarowcem linii lotniczej należącej do Amber Gold. Tymczasem 23 marca w "Magazynie Trójmiejskim" "GW" ukazał się duży wywiad z dyrektorem OLT Jarosławem Frankowskim. Michał Tusk w rozmowie z "Wprost" przyznał, że to on sam zadawał pytania i na nie odpowiadał w imieniu Frankowskiego. Materiał w gazecie sygnowany jest nazwiskiem jego redakcyjnego kolegi.

robin
Posty: 186
Rejestracja: 12 sierpnia 2012, 20:45
Lokalizacja: dolnośląskie

Post autor: robin » 13 sierpnia 2012, 18:10

Ciekawe, że sprawę „Józefa Bąka” wałkują media dotąd przyjazne rządowi Tuska. Coś mi się widzi, że koncern ITI już na dobre zdjął medialną ochronę z Platformy Obywatelskiej. Znamienny był zwłaszcza przekaz „na żywo” w TVN 24, z posiedzenia „Zespołu Macierewicza”.

ODPOWIEDZ