Czy rząd PO odpowiada za zgon 2000 osób?

Polityka, gospodarka, ekonomia...
pier1987
Posty: 1457
Rejestracja: 29 października 2011, 08:22
Lokalizacja: Warszawa

Czy rząd PO odpowiada za zgon 2000 osób?

Post autor: pier1987 » 14 września 2015, 08:11

Nawet opozycja nie krytykowała zbyt aktywnie Donalda Tuska i Ewy Kopacz za podejście do epidemii świńskiej grypy dwa lata temu. Natomiast prorządowe media wytworzyły i utrwaliły mit przenikliwej i odważnej minister zdrowia, która jakoby nie ugięła się pod presją zachłannych koncernów farmaceutycznych, chcących nam wcisnąć niebezpieczne szczepionki, aby zarobić miliony euro. Do dziś większość z nas jest przekonana, że żadnej epidemii śmiertelnej grypy nie było. Tymczasem okazuje się, że tylko w 2009 r. zmarło z jej powodu 1000 osób! W dużej części młodych. Mogliby żyć do dzisiaj, gdyby nie błędne decyzje rządu, a w szczególności minister Kopacz. To poważne oskarżenie. Poniżej publikujemy dowody.

Przypomnijmy przebieg wydarzeń. Pierwsze zachorowania wywołane przez nowego wirusa grypy H1N1v odnotowano w Meksyku w kwietniu 2009 r. Odsetek zgonów był początkowo wysoki, więc Światowa Organizacja Zdrowia WHO ogłosiła wstępny alarm pandemiczny. W USA, gdzie szybko pojawiły się kolejne przypadki świńskiej grypy, śmiertelność była już niższa niż na początku, choć nadal wysoka: jeden zgon na 1000 zachorowań. W maju wirus pojawił się już na wszystkich kontynentach, a szybkość, z jaką się rozprzestrzeniał, była tak niepokojąca, że w czerwcu 2009 r. WHO ogłosiła najwyższy, szósty poziom globalnego zagrożenia epidemią.

Choć zgonów było znacznie mniej niż w czasie poprzedniej pandemii grypy Hong-Kong w 1968 r., to jednak zagrożenie było poważne. Choćby dlatego, że wcześniej, podczas corocznych epidemii sezonowych, ponad 90 proc. zgonów dotyczyło osób starszych. Tymczasem H1N1v charakteryzowała zdolność do szybkiego wywoływania ciężkiego zapalenia płuc także u zdrowych i młodych pacjentów, mogącego prowadzić do nieodwracalnego ich uszkodzenia i śmierci. Wirus ostatecznie zabił ok. 20 tys. osób, przede wszystkim z powodu powikłań prowadzących do niewydolności oddechowej.

W Polsce szczyt zachorowań trwał od listopada 2009 r. do lutego 2010 r. Oficjalnie stwierdzono 182 zgony z powodu grypy. W rzeczywistości jednak co dziesiąta ofiara na świecie zmarła w Polsce.

Wyspa szczęścia?

Gdy świat zmagał się z nowym wirusem, polski rząd twierdził, że nam on rzekomo nie zagraża. Donald Tusk 6 listopada mówił o zwykłej grypie sezonowej, nie pandemicznej. – Dzisiaj w Polsce mamy zachorowania na grypę sezonową, biorąc pod uwagę rok i jeszcze poprzedni, na poziomie pół miliona. Na grypę H1N1v choruje 200 osób, dwieście słownie – mówiła minister Ewa Kopacz 9 listopada, gdy umierał pierwszy pacjent z powodu powikłań, a zachorowań w rzeczywistości były tysiące.

Czy to możliwe, skoro nowy wirus odpowiadał za 95–99 proc. zachorowań w Europie? Jakim cudem pandemia mogła ominąć akurat Polskę?

Oczywiście, tak nie było. Pandemia nie ominęła Polski. Dzisiaj wiemy, że podobnie jak w innych krajach, H1N1v stanowił prawie 100 proc. wśród zidentyfikowanych wirusów.

Minister musiała znać fakty i wiedzieć, że zachorowań nie było „słownie dwieście”. Wprowadzała zatem w błąd świadomie. W żadnym innym kraju w Europie nie dezinformowano w podobny sposób lekarzy i opinii publicznej. To nieodpowiedzialne bagatelizowanie epidemii miało przynieść śmiertelne żniwo.

Twierdzenia minister Kopacz o znacznej przewadze zwykłego wirusa sezonowego i niemal nieobecności dużo groźniejszego H1N1v miały daleko idące skutki. Ministerstwo Zdrowia ukierunkowało bowiem błędnie lekarzy w całym kraju, którzy sądzili, że wystarczy stosować tradycyjne terapie antygrypowe: aspiryna czy paracetamol i leżenie w domu.

Prawda była zupełnie inna. Już od początku czerwca 2009 r. w całej Europie występował niemal wyłącznie wirus pandemiczny H1N1v, który wyparł inne szczepy. Jednak inaczej niż w Polsce, w innych krajach europejskich lekarze o tym wiedzieli. Dlatego traktowali wszystkie przypadki grypy jak H1N1v i mogli ją skutecznie leczyć.

Szczepionka, której nie kupiono

Laboratoria farmaceutyczne szybko opracowały szczepionkę na nową grypę. Okazała się wysoce skuteczna w zapobieganiu infekcjom. Choć badania kliniczne nad nią nie były jeszcze w pełni zakończone, gdyż pełny ich cykl trwa wiele lat, zarekomendowała ją WHO. W Europie zarejestrowano oficjalnie trzy szczepionki. Z uwagi na potrzebę pilnego rozpoczęcia akcji szczepień producenci negocjowali sprzedaż bezpośrednio z rządami. W negocjacjach uczestniczyło też polskie Ministerstwo Zdrowia, ale ostatecznie zrezygnowało z zakupu. Nawet dla osób z grup ryzyka.

Minister Kopacz tłumaczyła potem, że szczepionki były rzekomo ryzykowne ze względu na ewentualne działania uboczne. Innego zdania były jednak rządy większości krajów, które masowo je zamawiały. I to nie tylko te najbogatsze, lecz także np. Węgry.

Istnieją poszlaki, że prawdziwy przebieg wydarzeń był inny. We wrześniu 2009 r. szwedzkie radio poinformowało, że polskie ministerstwo zdrowia zwróciło się do Szwecji o odstąpienie szczepionek. Są też informacje o podobnej misji wysłanej przez minister Kopacz na Węgry. Próby zakupu szczepionek potwierdził także rzecznik Ministerstwa Zdrowia, który powiedział, że prowadzone były w tej sprawie rozmowy z trzema koncernami.

Prawdopodobnie rząd po prostu zbyt późno zaczął starać się o szczepionki. Brakowało ich już wtedy na rynku, gdyż firmy nie nadążały z produkcją i zakup okazał się niemożliwy. Potem, kiedy już było widać, że zachorowania nie są tak masowe, jak oczekiwano, dorobiono do tego spóźnienia PR-owską, dobrze brzmiącą legendę o dalekowzrocznej i odważnej minister Kopacz.

Decyzją tą Ewa Kopacz i Donald Tusk chwalą się do dziś. Gdy dyskutowano nad kandydaturą byłej minister zdrowia na stanowisko marszałka Sejmu, był to jeden z najmocniejszych przytaczanych na jej rzecz argumentów. O ile krytykowano inne jej działania i zaniechania w resorcie zdrowia, o tyle sprawy świńskiej grypy nie podniósł nikt z opozycji. Propaganda rzekomego sukcesu okazała się skuteczna. A w rzeczywistości zastosowanie szczepionek w lecie 2009 r. mogłoby ocalić od śmierci setki osób.

Gdy w całej Europie, w tym w Polsce, ok. 97 proc. infekcji powodował wirus pandemiczny, kierownik Krajowego Ośrodka ds. Grypy, Lidia Brydak, straszyła: „Jeśli nie zaszczepimy się na grypę sezonową, to tej pandemicznej możemy nie doczekać”.

Budzi to liczne wątpliwości. Skąd ten alarmistyczny ton wobec zwykłej, dobrze znanej grypy? Dlaczego, wbrew stanowisku Specjalisty Krajowego ds. Epidemiologii oraz instytucji międzynarodowych, nasze Ministerstwo Zdrowia rekomendowało zakup szczepionki przeciw grypie sezonowej, która w 2009 r. prawie nie występowała?

Resort Ewy Kopacz wielokrotnie jeszcze straszył społeczeństwo wirusem sezonowym i wyolbrzymiał zagrożenie z jego strony, lekceważąc H1N1v. Dlaczego? Wystarczy zobaczyć, kto na tym zyskał.

Szczepionka, którą jednak kupiono

Minister Kopacz, o czym rzadko się pamięta, podjęła jednak decyzję o zakupie z budżetu szczepionek. Tyle że nie na grypę pandemiczną, lecz zwykłych, na grypę sezonową. Według niej miały one… uodparniać na wirusa H1N1v!

17 listopada poinformowała, że „zwróci się do premiera Donalda Tuska o przekazanie pieniędzy na szczepionki przeciw grypie sezonowej… Szczepienia zapewniają odporność również na wirusa nowej grypy”. W rezultacie rząd kupił 313 tys. dawek szczepionki sezonowej.

O zakupie za ok. 6 mln zł starych szczepionek kompletnie dziś zapomniano. Tymczasem była to decyzja kuriozalna i niezrozumiała. Informacja, jakoby uodparniały one na H1N1v, była całkowicie fałszywa!

Szczepionka ta nie była skuteczna przeciw grypie pandemicznej, stwierdził to jednoznacznie m.in. specjalista krajowy ds. epidemiologii, prof. Andrzej Zieliński, mówiąc, że „żadna poważna instytucja nie zaleca szczepionki przeciw grypie sezonowej przeciwko grypie H1N1v”. Prof. Zieliński został w połowie ub.r. zdymisjonowany przez min. Kopacz.

Prof. Zieliński i inni eksperci przytaczali rezultaty badań dowodzących, iż stara szczepionka nie wytwarzała odporności na pandemię, a jej stosowanie nie tylko nie zapobiegało zarażeniu, ale wręcz mogło u osób szczepionych zwiększać ryzyko hospitalizacji i zapaleń płuc!

Skąd zatem wziął się oderwany od rzeczywistości i wręcz niebezpieczny dla pacjentów pomysł stosowania szczepionki, która nie chroniła przed panującą wokół grypą? Na to pytanie powinna szukać odpowiedzi prokuratura i CBA.

Być może jakąś wskazówkę mogą stanowić fakty związane z kluczową osobą, rekomendującą stosowanie szczepionek sezonowych, czyli z prof. Brydak. Wzięła ona bowiem w tym samym czasie udział w kampanii jednego z producentów, namawiając do stosowania nieskutecznej szczepionki.

Ostatecznie w 2009 r. rząd przekonał Polaków, że warto się szczepić starą szczepionką. W rezultacie udało się zwiększyć jej sprzedaż aż o pół miliona sztuk w porównaniu z 2008 r.

Tymczasem ten sam koncern, który w USA podkreślał potrzebę stosowania aktualnej szczepionki przeciw H1N1v oraz informował, że szczepionka sezonowa nie jest skuteczna przeciw grypie pandemicznej, w Polsce prowadził akcję promującą szczepionkę… sezonową! Akcja, wsparta oficjalnym stanowiskiem Ministerstwa Zdrowia, przyniosła efekty. 2,5 mln bezużytecznych, zalegających w magazynach szczepionek udało się wcisnąć Polakom. Gdy na całym świecie koncern odnotował w 2009 r. spadek sprzedaży starych szczepionek, w Polsce nastąpił jej wzrost.

Sprzedano łącznie 2,5 mln szczepionek zapobiegających infekcji, której nie było! A Polacy wydali z własnych kieszeni na nieskuteczne szczepionki ok. 70 mln zł.

Czy o to chodziło? Czy potraktowano Polskę jak kraj kolonialny, a nas jak tubylców, którzy kupią bezwartościowe świecidełka? Czy dlatego rząd nawoływał do szczepień przeciwko grypie sezonowej, twierdząc wbrew faktom, że stanowi ona większość zachorowań, a nie kupił skutecznej szczepionki pandemicznej?

Jak okłamano lekarzy

Jednak szczepionki to tylko jeden z wątków afery grypowej. Pytań jest znacznie więcej.

Dlaczego np. Krajowy Ośrodek ds. Grypy przekazywał do WHO inne dane, a w Polsce publikował inne? Na stronach organizacji międzynarodowych wyniki dotyczące Polski nie odbiegają od średniej europejskiej. Według nich, cały czas dominował w Polsce, jak wszędzie, wirus H1N1v.

Tymczasem polscy lekarze poddawani byli przez rząd i Ministerstwo Zdrowia systematycznej dezinformacji. Ukrywano przed nimi, podobnie jak przed całym społeczeństwem, że grypa pandemiczna wyparła w Polsce sezonową. Przeciwnie, byli zapewniani, że dominuje zwykła grypa. Pomimo że przed wybuchem pandemii, w lipcu, sierpniu, wrześniu i październiku 2009 r., niemal wszystkie zbadane wirusy były pandemiczne, rząd i Ministerstwo Zdrowia twierdzili, że dominuje grypa sezonowa.

Na początku listopada wiceminister zdrowia Adam Fronczak, zachęcając do szczepień nieskuteczną szczepionką sezonową, straszył: – Tak naprawdę mamy więcej przypadków grypy sezonowej, która przebiega ciężej, jest obarczona wyższą śmiertelnością.

Podobnie wprowadzała w błąd minister Kopacz: – W tej chwili mamy do czynienia przede wszystkim z grypą sezonową i znacznie mniej licznymi przypadkami grypy spowodowanej wirusem H1N1v.

Dezinformacja powodowała narażanie zdrowia i życia pacjentów. Aby leczyć skutecznie, lekarze musieli mieć prawdziwe informacje o epidemii, z którą przyszło im walczyć. Powinni wiedzieć, jak wysoki był odsetek wirusów pandemicznych. Powinni być poinformowani o szczególnie groźnych cechach nowej grypy. O tym, jak duża była śmiertelność wśród młodych i zdrowych pacjentów. O tym, że infekcja H1N1v była nieprzewidywalna i po łagodnym początku w ciągu doby mogła zamienić się w chorobę zagrażającą życiu.

Tymczasem lekarze nie wiedzieli, co naprawdę się dzieje. Nie wiedzieli, że w praktyce każdy pacjent ma grypę H1N1v!

W poprzednich latach leki przeciwwirusowe stosowano rzadko, gdyż grypa sezonowa była na nie odporna. Lekarze nie zostali natomiast poinformowani, że terapia nimi sprawdza się przy wirusie pandemicznym, który był na nie wrażliwy i że powinny być powszechnie stosowane.

Przeciwnie – wiceminister zdrowia Jakub Szulc kilkakrotnie zapewniał, że w przypadku obu typów grypy należy stosować takie same metody.

Wprowadzeni w ten sposób w błąd, przyzwyczajeni do typowego przebiegu grypy sezonowej lekarze nie podejrzewali, jakie mogą być konsekwencje tradycyjnego podejścia do leczenia.

Pierwszą ofiarą śmiertelną był 37-letni mężczyzna z Pucka. Lekarz, który go przyjął, zgodnie z zaleceniami Ministerstwa Zdrowia nie wziął pod uwagę grypy H1N1v jako najbardziej prawdopodobnej przyczyny choroby. Nie mógł więc przewidzieć, że stan pacjenta może gwałtownie się załamać. W konsekwencji chory na żadnym etapie leczenia nie otrzymał leku antywirusowego, który mógł go uratować. Zmarł 13 listopada. Bezpośrednią przyczyną zgonu była niewydolność oddechowa, spowodowana zapaleniem płuc.

Śmiertelne instrukcje MZ

Lekarze otrzymali z Ministerstwa Zdrowia błędne wytyczne. W „Informacji dla lekarzy w sprawie postępowania w związku z przypadkami grypy H1N1v” minister zdrowia mówiła o potrzebie leczenia przeciwwirusowego pacjentów z grup ryzyka dopiero, gdy przebieg choroby będzie co najmniej umiarkowany. Zgodnie ze stanowiskiem resortu „leczenie antywirusowe nie jest zalecane osobom, które mają niepowikłany lub łagodny przebieg”.

Było to sprzeczne z zaleceniami Światowej Organizacji Zdrowia, które nie pozostawiały wątpliwości: każdy pacjent z grupy ryzyka musi rozpocząć leczenie przeciwwirusowe natychmiast po rozpoznaniu grypy i niezależnie od nasilenia objawów, także w przypadkach łagodnych.

Jeśli lekarz chciał pomóc pacjentom, musiał zatem łamać wytyczne Ministerstwa Zdrowia. Aby leki antywirusowe mogły zadziałać, musiały być zaaplikowane natychmiast, gdyż po upływie 48 godzin od pojawienia się objawów traciły skuteczność.

Nie można było czekać na rozwój choroby, jak wynikało z zalecenia ministerstwa. Natomiast wczesne leczenie przeciwwirusowe skracało chorobę, obniżało ryzyko powikłań i ograniczało zarażanie kolejnych osób, czyli zmniejszało zasięg epidemii.

Znaczne, w porównaniu z innymi krajami, opóźnienia włączania leczenia przeciwwirusowego przyczyniły się więc do poważnego zwiększenia liczby zgonów w Polsce.

Nie przygotowano też lekarzy do rozpoznawania i walki z nową grypą. Po uzyskaniu jednoznacznego potwierdzenia dominacji wirusa H1N1v ministerstwo powinno, tak jak w Wielkiej Brytanii czy Irlandii, uprzedzić lekarzy, że prawie wszystkie przypadki będą grypą świńską. Tak działał np. brytyjski system walki z pandemią. Opierał się on na zasadzie treat all (leczyć wszystkich) zamiast at risk (z grup ryzyka). Wydano tam leki przeciwwirusowe 1,1 mln osób i zminimalizowano dzięki temu śmiertelność. Tymczasem pacjenci, którzy zmarli z powodu grypy w Polsce, otrzymywali leki antywirusowe zdecydowanie rzadziej i później niż w innych krajach.

Jak można tłumaczyć błędne wytyczne Ministerstwa Zdrowia? Może chodziło o koszty, bo leki antywirusowe są dosyć drogie. Choć przeciw temu przemawia fakt, że płaciliby za nie w większości sami pacjenci.

Dlaczego zatem postanowiono zataić rzeczywistą skalę pandemii? Aby ukryć faktyczny brak grypy sezonowej, przeciw której zakupiono niepotrzebne szczepionki i jednocześnie zataić dominację H1N1v, przeciw któremu szczepionek nie kupiono?
http://niezalezna.pl/21549-czy-rzad-po- ... -2000-osob

pier1987
Posty: 1457
Rejestracja: 29 października 2011, 08:22
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: pier1987 » 17 września 2015, 14:41

Największe przestępstwo Platformy
http://vod.gazetapolska.pl/11106-najwie ... -platformy

pier1987
Posty: 1457
Rejestracja: 29 października 2011, 08:22
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: pier1987 » 18 września 2015, 07:32

Jak Kopacz zabiła 4 tys. Polaków - nie chodzi o szczepionki
http://vod.gazetapolska.pl/11115-mocne- ... zczepionki

pier1987
Posty: 1457
Rejestracja: 29 października 2011, 08:22
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: pier1987 » 18 września 2015, 17:13

Afery posła Eugeniusza Grzeszczaka:
http://www.lm.pl/forum/viewtopic.php?f=26&t=728703

pier1987
Posty: 1457
Rejestracja: 29 października 2011, 08:22
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: pier1987 » 18 września 2015, 17:51

Czy debatować z Ewą Kopacz?
Wezwania polityków opozycji do debaty to jeden ze stałych motywów kampanii Platformy. Jej politycy w kółko „rzucają wyzwania” Beacie Szydło i Jarosławowi Kaczyńskiemu. Oczywistym ich przeciwnikiem powinna być urzędująca premier. Tu jednak rodzą się wątpliwości: czy warto rozmawiać z Ewą Kopacz? Po pierwsze PO i jej politycy są kompletnie niewiarygodni. Jak można po 8 latach rządów „tworzyć program”? Jak można rzucać propozycje na poziomie Kononowicza – „nie będzie opłat na ZUS i NFZ, a PIT będzie 10-proc.”! Wszak to obraża inteligencję. Chyba nawet leminga. A sama Ewa Kopacz? Przecież notorycznie mija się z prawdą. Okłamała społeczeństwo w czasie epidemii grypy – w rezultacie zmarło kilka tysięcy chorych (dowody są w wydanej właśnie książce „Afera grypowa”). Kłamała Polsce w oczy na temat Smoleńska. Nie, z nią już nie warto rozmawiać.
http://niezalezna.pl/71042-czy-debatowac-z-ewa-kopacz

pier1987
Posty: 1457
Rejestracja: 29 października 2011, 08:22
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: pier1987 » 20 września 2015, 12:15

Czy ci ludzie musieli umrzeć? Kulisy największej afery III Rzeczypospolitej. Artur Dmochowski, dr Dariusz Majkowski, dr Adam Bochenek i Ewa Kochanowska o aferze grypowej
otkanie Klubu Ronina w dniu 7 września 2015 r. poświęcone było nowej książce Artura Dmochowskiego pt. ”Afera grypowa. Szczepionki, pieniądze i kłamstwa”, która ukazała się nakładem wydawnictwa Prohibita. Spotkanie odbyło się w klubie „Amicus”, a udział w nim wzięli, oprócz autora, Maciej Pawlicki (który spotkanie prowadził) oraz dr Dariusz Majkowski, Ewa Kochanowska i dr Adam Bochenek.
Największa afera III Rzeczypospolite
— jak określa ją Artur Dmochowski, nie istnieje w świadomości publicznej. Co więcej, ówczesna minister zdrowia Ewa Kopacz chwalona była za przeciwstawienie się presji koncernów farmaceutycznych, które „usiłowały naciągnąć Polskę na grube miliony” w okresie problemów związanych z pojawieniem się wirusa „świńskiej grypy”. Afera ta, wg autora, kosztowała jednak życie kilku tysięcy Polaków, o czym nie wie prawie nikt.
Artur Dmochowski wspomniał, że osobą która zapoznała go z materiałem dotyczącym afery grypowej był dr Dariusz Majkowski. Fakty, dowody i dane statystyczne, które zebrał były tak niespodziewane i zaskakujące, że posłużyły Dmochowskiemu za podstawę do napisania książki.
Fot. MG/Blogpress
Fot. MG/Blogpress
W roku 2009 r., gdy pojawił się wirus świńskiej grypy, na całym świecie uznano to za pandemię, czyli globalną epidemię. Autor przypomniał, że w Polsce premier Donald Tusk i minister zdrowia Ewa Kopacz uspokajali, że nam to nie zagraża. Nie wykonano też żadnych działań mających na celu walkę z wirusem, m.in. nie kupiono szczepionek, nie uwrażliwiano lekarzy na zagrożenie. Gdy choroba minęła, wszyscy uważali, że postąpiono słusznie, że rząd poradził sobie znakomicie, a w powszechnej pamięci sprawa pozostała jako sukces minister Ewy Kopacz, która oszczędziła nam poważnych wydatków na niepotrzebne szczepionki.
Tymczasem, jak mówił Dmochowski, minister Ewa Kopacz kupiła inne szczepionki, przestarzałe, nieaktualne i niedziałające na wirusa świńskiej grypy. Okazuje się, że 300 tys. dawek tych szczepionek zastosowano dla tzw. grup wysokiego ryzyka. Ewa Kopacz zapewniała przy tym, że „te szczepionki zapewniają odporność na wirusa nowej grypy i w pierwszej kolejności zostają zaszczepione osoby z grupy ryzyka, w tym kobiety w ciąży, niemowlęta i dzieci do lat 2”.
Autor opisuje w swojej książce, że w okresie wspomnianej pandemii pomóc mogły leki antywirusowe a nie szczepionki. Rzadko się o nich mówi, ponieważ nie są skuteczne przeciwko corocznej tzw. grypie sezonowej. Wirus świńskiej grypy, jako nowy, był natomiast na te leki wrażliwy. Metodę tę zastosowano w niektórych krajach, m.in. w Wielkiej Brytanii. Jak wspomniał Artur Dmochowski lek ten, zastosowany odpowiednio wcześnie, mógł zmniejszyć śmiertelność o ok. 70%. Tymczasem Ewa Kopacz stwierdziła, że w Polsce nie ma świńskiej grypy, a leki antywirusowe należy stosować dopiero przy cięższych stanach, podczas gdy w Wielkiej Brytanii lek ten stosowano jak najwcześniej, przy pierwszych objawach grypowych.
Artur Dmochowski pokazał wykresy obrazujące jak bardzo w roku 2009 wzrosła w Polsce liczba osób, które zmarły w efekcie problemów z układem krążenia lub oddechowym, a więc w większości przypadków w efekcie problemów związanych z powikłaniami pogrypowymi. Podwyższenie liczby zgonów w roku 2009 w stosunku do lat poprzednich wynosiło około 9000 osób. Te osoby autor traktuje jako ofiary świńskiej grypy, osoby które nie otrzymały leku antywirusowego.
Maciej Pawlicki, prowadzący spotkanie, zwrócił uwagę, że na stronach Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) można było znaleźć informację, przekazaną przez stronę polską, że ponad 90% przypadków grypy w Polsce to była wówczas świńska grypa. W tym samym czasie premier Tusk, minister zdrowia Ewa Kopacz, a za nimi media twierdzili, że w Polsce świńskiej grypy nie ma.
Fot. MG/Blogpress
Fot. MG/Blogpress
W dalszej części spotkania głos zabrał dr Majkowski. Opowiedział, opierając się na swoim dwudziestoletnim doświadczeniu lekarza, jak odbierał zdarzenia, które miały miejsce w 2009 r.
W okresie nasilenia świńskiej grypy w Polsce zaczął dokumentować dotyczące jej fakty. Jego „rewelacje” nie zainteresowały jednak polskich mediów. Napisał więc razem z dr Adamem Bochenkiem artykuł naukowy o problemach podczas pandemii świńskiej grypy w Polsce, który ukazał się w roku 2013 w znanym w świecie lekarskim piśmie „Lancet”.
Podczas spotkania wystąpiła również Ewa Kochanowska, wdowa po Januszu Kochanowskim, Rzeczniku Praw Obywatelskich i dr Adam Bochenek.
Informacje podane podczas spotkania przerażają. Te relację warto obejrzeć, a książkę Artura Dmochowskiego trzeba przeczytać. Jak powiedział dr Adam Bochenek: „Przeczytajcie tę książkę, miejcie własne zdanie”.
http://wpolityce.pl/polityka/265712-czy ... e-grypowej

pier1987
Posty: 1457
Rejestracja: 29 października 2011, 08:22
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: pier1987 » 20 września 2015, 12:31

Artur Dmochowski, dr Dariusz Majkowski i dr Adam Bochenek o aferze grypowej
https://www.youtube.com/watch?t=3&v=5rWsjEqbwMI

pier1987
Posty: 1457
Rejestracja: 29 października 2011, 08:22
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: pier1987 » 20 września 2015, 15:36

Chorzy na grypę zagrożeni? Dr Dariusz Majkowski oskarża władze o dezinformację
Urzędnicy ciągle powtarzali, że mamy tylko 200 przypadków grypy pandemicznej i sugerowali, że reszta zachorowań to grypa sezonowa. Jednocześnie szeroko propagowano szczepionkę sezonową. Tylko, że ta szczepionka nie chroniła przed wirusem pandemicznym, który, jak się później okazało, w tym czasie dominował prawie w 100 proc. w Polsce. Równocześnie przesłano do WHO dane, z których wynikało, że 90 proc. zidentyfikowanych metodą PCR wirusów grypy, było pandemicznych - mówi w rozmowie z Wirtualną Polską dr Dariusz Majkowski, internista z Warszawy. Dla Majkowskiego zastanawiające jest także umieszczanie w polskich statystykach 90 razy częściej, niż w Anglii i Walii, niewydolności oddechowej i zatrzymania oddechu, jako przyczyny zgonu. - Można ironizować, że w Polsce trudno umrzeć z powodu grypy. Dużo łatwiej z powodu zatrzymania oddechu - dodaje.
Mimo, że rząd dofinansował laboratoria, badania dokładnie identyfikujące wirusy (PCR) nie były prawie wykonywane. Wyglądało to, jakby ktoś specjalnie poprzestawał na prostszym badaniu, które mówiło, że jest grypa ale nie wiadomo jaka - sezonowa czy pandemiczna
Dr Dariusz Majkowski


Ewa Koszowska: Czy możemy mówić o epidemii grypy w Polsce?

Dariusz Majkowski: W Polsce formalnie nie została ogłoszona epidemia grypy. Natomiast wszyscy widzieliśmy, że w ostatnim tygodniu 2012 roku oraz w styczniu 2013 roku, przychodnie były pełne pacjentów z objawami grypy.



Władze przekonują, że grypa atakuje co roku i to jest normalna sytuacja...


Można ironizować, że w Polsce trudno umrzeć z powodu grypy. Dużo łatwiej z powodu zatrzymania oddechu
Dr Dariusz Majkowski
- Te statystyki wykorzystuje się w dwie strony. Jak chce się ludzi zachęcać do szczepień, to się mówi, że w styczniu zarejestrowano przeszło pół miliona przypadków zachorowań i podejrzeń zachorowań na grypę. Ale gdyby padło pytanie, dlaczego dostęp do leków przeciwwirusowych jest trudny, a pacjenci nie mogą uzyskać adekwatnej pomocy, odpowiedź brzmiałaby, że przecież grypę potwierdzono jedynie u 300 pacjentów, a zmarło około 100.



Ile osób teraz choruje na grypę?

- Brak jest wiarygodnych polskich danych. W styczniu na infekcje grypowe, ale i podobne do grypy, zachorowało około 550 000 osób. Ile z nich miało infekcje spowodowane wirusem grypy - nie wiem, nie są mi znane dobrze wykonane badania na ten temat. Podobnie ze zgonami. Według danych naukowych, na świecie ilość zgonów z powodu grypy jest około 15 razy wyższa od tych potwierdzonych badaniami. Jak jest w Polsce - trudno określić. Np. w Polsce ilość zgonów z powodu grypy, zarejestrowanych w statystykach GUS w okresie pandemii w 2009 roku, wyniosła tylko 182 osoby. Zastanawiające jest jednak, przeszło 90 razy częstsze niż w Anglii i Walii, umieszczenie w tych statystykach niewydolności oddechowej i zatrzymania oddechu, jako przyczyny zgonu. Można ironizować, że w Polsce trudno umrzeć z powodu grypy. Dużo łatwiej z powodu zatrzymania oddechu.


Czym różni się grypa powodowana wirusem pandemicznym AH1N1/2009 od wcześniejszych sezonowych zachorowań?

Powtarzanie przez polskich ekspertów i urzędników, że ta grypa jest najczęściej łagodna i zgonów nie ma więcej niż zwykle, dla mnie jako lekarza, jest bez sensu. Usypia tylko czujność i pacjentów i lekarzy
Dr Dariusz Majkowski
- Najważniejsze jest to, że na grypę wywołaną szczepem pandemicznym, czyli AH1N1/2009, chorują ludzie młodsi, przed 65 rokiem życia. Można powiedzieć, że 90 proc. zgonów dotyczy ludzi w wieku przedemerytalnym. Według danych międzynarodowych, ilość zgonów u dzieci spowodowanych wirusem pandemicznym w stosunku do grypy sezonowej jest pięciokrotnie większa. W porównaniu z grypą sezonową częściej chorują ludzie zdrowsi. Ponad połowa przyjętych do brytyjskich szpitali z rozpoznaniem grypy pandemicznej i około 40 proc. tych, co z tego powodu potem zmarli, było wcześniej zdrowych. Wirus pandemiczny łatwiej zajmuje dolne drogi oddechowe. Zdecydowanie częściej powoduje ostrą niewydolność oddechową, która jest często bezpośrednią przyczyną zgonu. Prawdą jest, że wirus AH1N/2009 nie doprowadza do większej ilości zgonów ogółem, niż wirusy sezonowe. Prawdą też jest, że nawet w 30 proc. infekcji przebiega bezobjawowo. Ale powtarzanie przez polskich ekspertów i urzędników, że ta grypa jest najczęściej łagodna i zgonów nie ma więcej niż zwykle, dla mnie jako lekarza, jest bez sensu. Usypia tylko czujność i pacjentów i lekarzy. Ja swoim pacjentom, gdy pytają mnie o grypę AH1N1/2009 powtarzam całe, bez skracania zdanie jednego z ekspertów międzynarodowych: "Większość zachoruje łagodnie, część ciężej, a tylko nieliczni umrą". Ci nieliczni na świecie to od 2 do 5 osób na 10 000 chorych. Inna ważna różnica to to, że wcześniejszy sezonowy wirus AH1 był w wielu przypadkach odporny na stosowany lek przeciwwirusowy Oseltamiwir, podczas gdy pandemiczny, AH1N1/2009, prawie zawsze jest na niego wrażliwy. Tak więc to rozróżnienie ma istotne znaczenie dla lekarza.


Obecnie niewiele mówi się o samym wirusie AH1N1/2009. Czy problem nie dotyczy już Polski?

- Wśród rozpoznanych w ciągu pierwszych 7 tygodni tego roku wirusów grypy ponad 90 proc. to wirusy grypy AH1N1/2009. Pozostałe to AH3N2 oraz wirus grypy typu B. Tegoroczna szczepionka miała zapobiegać wszystkim trzem wirusom.



Inaczej było w 2009 roku?

- Szczepionka, którą firmy farmaceutyczne zaczęły produkować od początku 2009 roku, miała zwalczać jedynie wirusy sezonowe. Kierownik Krajowego Ośrodka ds. Grypy mówiła w czerwcu 2009: "W tej chwili trwa produkcja szczepionki sezonowej i nikt absolutnie nie jest w stanie zatrzymać tej produkcji". I to była prawda. Urzędnicy ciągle powtarzali, że mamy tylko 200 przypadków grypy pandemicznej i sugerowali, że reszta zachorowań to grypa sezonowa. Ja sam wtedy namawiałem pacjentów, żeby się szczepili szczepionką sezonową. Zaszczepiłem swoje dzieci, ale myślałem, że ta grypa sezonowa ma jakiś istotny udział w tych wszystkich zachorowaniach, bo tak informowali urzędnicy, eksperci rządowi. Tylko, że ta szczepionka sezonowa nie chroniła przed wirusem pandemicznym, który, jak się później okazało, w tym czasie dominował prawie w 100 proc. w Polsce.


W 2009 r. Minister Kopacz mówiła w pewnym momencie o 200 przypadkach grypy pandemicznej, podczas gdy pan upiera się, że niemal wszyscy wtedy chorujący byli zarażeni nowym wirusem.

Wina jest po stronie osób, które odpowiadają za system nadzoru wirusologicznego Sentinel. Polska przystępując do tego systemu zobowiązała się, że spełni wymagania europejskie. Nie wypełniła
Dr Dariusz Majkowski
- Nadzór wirusologiczny - Sentinel, który powinien w obiektywny sposób informować urzędników i lekarzy o sytuacji, jakoś dziwnie kulał w tym okresie. Mimo, że rząd dofinansował laboratoria, badania dokładnie identyfikujące wirusy (PCR) nie były prawie wykonywane. Wyglądało to, jakby ktoś specjalnie poprzestawał na prostszym badaniu, które mówiło, że jest grypa, ale nie wiadomo jaka - sezonowa czy pandemiczna. Informacje, które były wtedy dostępne, interpretowano w sposób, który nie miał żadnego związku z prawdziwą sytuacją. Myślę, że eksperci mogli powiedzieć minister Kopacz, że jest 200 przypadków. Tymczasem były to jedynie te przypadki, gdzie rozpoznanie postawiono za pomocą badań genetycznych PCR. Widocznie pani minister nie została poinformowana, że zdecydowana większość pozostałych chorych na grypę też najpewniej jest zarażona nowym wirusem.



Kto ponosi za to winę?

- Wina jest po stronie osób, które odpowiadają za system nadzoru wirusologicznego Sentinel, które go zorganizowały i sprawują nad nim nadzór. Polska przystępując do tego systemu zobowiązała się, że spełni wymagania europejskie. Nie wypełniła.



Może jednak eksperci nie wiedzieli o nadchodzącym problemie?

- Wiedzieli. Tylko sprytnie swoją wiedzę umieścili w statystykach tak, że nawet doświadczony lekarz czy urzędnik nie był w stanie ich na czas wykorzystać. Gdy przeanalizowałem dane z innych źródeł niż Sentinel okazało się, ku mojemu zaskoczeniu, że w lipcu, w sierpniu i we wrześniu 2009 prawie wszystkie wirusy w Polsce, które były rozpoznawane, to były wirusy pandemiczne! To jest wiedza z nadzoru epidemiologicznego, który Polska też posiadała. Niestety, osoba, dzięki której te dane wypłynęły, została odwołana. Profesor Andrzej Zieliński, bo o nim mowa, spytany o powody odwołania ze stanowiska Specjalisty Krajowego ds Epidemiologii stwierdził: "Prostowałem tylko nieprawdziwe informacje epidemiologiczne".



Używaliśmy też nieodpowiedniej szczepionki?

Prawdziwy szok przeżyłem, gdy odkryłem, że pracownicy Krajowego Ośrodka ds. Grypy wysyłali inne dane do WHO i instytucji Unii Europejskiej. Wynikało z nich, że cały czas dominowała grypa pandemiczna
Dr Dariusz Majkowski
- W 2009 roku Polska nie kupiła szczepionki pandemicznej ze względów bezpieczeństwa. Pozostaje pytanie, dlaczego jednak tak szeroko propagowano szczepionkę sezonową? Jednym z powodów mogło być to, że tej nieskutecznej szczepionki, znajdującej się w magazynach, trzeba było się pozbyć. W Polsce sprzedano jej 2,5 miliona i zanotowano duży wzrost sprzedaży. W Stanach Zjednoczonych można było sprzedawać i szczepić szczepionką z aktualizowanym składem przeciwko wirusowi AH1N1/2009, a w Polsce sprzedawano tę ze szczepem AH1N1/2007, nieskuteczną wobec dominującego wirusa pandemicznego. Zachodzi pytanie, czy celowo ukrywano przed urzędnikami Ministerstwa Zdrowia, przed lekarzami i pacjentami, że tej sezonowej grypy prawie nie ma, by zwiększyć szansę na sprzedaż szczepionki sezonowej?


To było celowe działanie czy raczej błąd?

- Trudno wskazywać jako winnego minister Kopacz czy nawet rzecznika Głównego Inspektoratu Sanitarnego, który na początku listopada mówił, iż ze wszystkich badań wynika, że dominuje grypa sezonowa. Opierał się on na danych, które mu przekazano. Ośrodkiem, który dysponuje danymi i który przekazuje te dane do publikacji w Polsce, jest Krajowy Ośrodek ds. Grypy w Państwowym Zakładzie Higieny. Wypowiedź Rzecznika GIS z początku listopada 2009 o dominacji wirusów sezonowych w momencie, gdy dwoje moich dzieci po zaszczepieniu szczepionką sezonową chorowało na grypę pandemiczną, była dla mnie zaskakująca. Ale prawdziwy szok przeżyłem, gdy odkryłem, że pracownicy Krajowego Ośrodka ds. Grypy wysyłali inne dane do WHO i instytucji Unii Europejskiej. Wynikało z nich, że cały czas dominowała grypa pandemiczna. W tygodniu, w którym moje dzieci zachorowały na grypę pandemiczną, rzecznik GIS stwierdził: "Nie ma żadnych jakby powodów do niepokoju, według wszelkich badań, które są ciągle prowadzone, w naszym otoczeniu dominują wirusy grypy sezonowej". Równocześnie przesłano za ten tydzień do WHO dane, z których wynikało, że 90 proc. zidentyfikowanych metodą PCR wirusów grypy, było pandemicznych.



Ale czy firmy farmaceutyczne mają aż takie wpływy na urzędników państwowych?

Rozumiem, że profesorowie muszą pracować w bardzo komfortowych warunkach, tylko niech później w publikacji naukowej, poświęconej skuteczności szczepionki firmy, która sponsorowała wyjazd, przyznają się do tego
Dr Dariusz Majkowski
- Cóż, istnieją przesłanki, które mogą świadczyć o potencjalnym konflikcie interesów pracowników Państwowego Zakładu Higieny, ich związkach z firmami farmaceutycznymi, które produkowały szczepionkę sezonową. Otóż w 2006 roku kierownik Krajowego Ośrodka ds. Grypy była na Światowym Zjeździe poświęconym szczepionkom w Wiedniu. Ale nie za pieniądze Narodowego Instytutu Zdrowia, tylko jednej z firm farmaceutycznych. Wydaje się niestosowne, że osoba decydująca o tym, jakie szczepionki kupić za państwowe pieniądze, wyjeżdża na drogą konferencję dotyczącą szczepionek, za pieniądze sponsora produkującego szczepionki. Na tej samej konferencji wybitny brytyjski wirusolog John Oxford był za pieniądze Uniwersytetu w Londynie, a udział innego sławnego eksperta, prof Osterhausa sfinansował Uniwersytet w Rotterdamie. Mniejsza od nas Łotwa zapłaciła z pieniędzy Państwowej Agencji Zdrowia. Podobnie za publiczne pieniądze w konferencji uczestniczyli eksperci ze Słowacji. Dwa lata później w bardzo poważnym i ważnym dla lekarzy piśmie kardiologicznym European Heart Journal ukazało się podsumowanie badań nad skutecznością szczepionki firmy, która była sponsorem wyjazdu polskiego eksperta - taki zupełny przypadek. W artykule pierwszy autor ujawnił, że dostawał wsparcie finansowe na udział w konferencjach naukowych, zaś pozostali współautorzy, w tym wspomniana wyżej kierownik Krajowego Ośrodka ds. Grypy, zadeklarowali brak konfliktu interesów. Rozumiem, że profesorowie muszą pracować w bardzo komfortowych warunkach, tylko niech później w publikacji naukowej, poświęconej skuteczności szczepionki firmy, która sponsorowała wyjazd, przyznają się do tego. Tym bardziej, że koszty, które pokryła firma produkująca szczepionkę, nie były małe: sama opłata zjazdowa wynosiła wg danych organizatora od 845 do 1145 funtów (około 4000- 5400 zł).



Cały czas się podkreśla, że tylko i wyłącznie szczepienia chronią przed grypą...

Tegoroczna szczepionka wg badań brytyjskich zmniejsza prawdopodobieństwo zachorowania na grypę o 51 proc.
Dr Dariusz Majkowski
- W poprzednim sezonie zaszczepiło się zaledwie 4 proc. Polaków. Jest to najniższa wartość w Europie. Wini się za to lekarzy i pacjentów, mówiąc o jakimś zapóźnieniu cywilizacyjnym. Eksperci jednak nie mówią jednej rzeczy, że skuteczność tych szczepień jest różna i bardzo zależy od trafienia ze składem w stosunku do późniejszych zachorowań. Unia Europejska za pośrednictwem agencji Europejskiego Centrum Zapobiegania i Kontroli Chorób (ECDC) sfinansowawała badanie "Influenza Monitoring Vaccine Effectiveness in Europe" (I MOVE), którego celem była ocena efektywności szczepionek przeciwko grypie w sezonie2009/2010. Tak, jak uważało wcześniej amerykańskie Centrum Zwalczania i Zapobiegania Chorobom w Atlancie (CDC), szczepionki sezonowe nie chroniły przed zachorowaniem na grypę pandemiczną. Szanse na uniknięcie grypy tych, którzy uwierzyli i zaszczepili się szczepionką sezonową ze "starym" szczepem AH1N/2007, były tylko o niespełna 10 proc. większe od tych którzy, się w ogóle nie szczepili. Dla porównania, efektywność stosowanej poza Polską szczepionki ze szczepem AH1N1/2009 określono jako dobrą i wynosiła ona 69 proc. Tegoroczna szczepionka wg badań brytyjskich zmniejsza prawdopodobieństwo zachorowania na grypę o 51 proc. Nawet, jeśli skład szczepionki zostanie trafnie dopasowany do sytuacji epidemiologicznej, to i tak skuteczność szczepienia może być ograniczona przez późniejsze zmiany w wirusach, poza tym odporność po szczepieniu jest tylko czasowa i już po 3 miesiącach może się zmniejszać.



Czyli nie warto się szczepić?

- Ja się zaszczepiłem w połowie września 2012 roku, a 23 grudnia miałem objawy grypy. Zrobiłem badanie PCR , które wykazało, że zachorowałem na grypę powodowaną szczepem pandemicznym AH1N1/2009. Na własnej skórze dowiedziałem się, że znowu jesteśmy nieprzygotowani - Sentinel nie ostrzegł, że już pojawił się problem z grypą i w aptece nie było leku przeciwwirusowego. Mimo, że miałem receptę, byłem skonsultowany w szpitalu zakaźnym, gdzie lekarz uznał, że powinienem przyjąć lek przeciwwirusowy Tamiflu, to od 23 grudnia (kiedy dostałem receptę) do 27 grudnia, nie mogłem wykupić leku, bo najzwyczajniej w świecie, w całej Warszawie go nie było. Jak w takim razie leczyć, jak nie ma leku w aptece? W NFZ usłyszałem, że winny jest lekarz, który zalecił mi takie leczenie, że gdybym na recepcie nie miał leku, którego nie ma w aptece to nie miałbym trudności w realizacji recepty. A lek przeciwwirusowy, jeśli są wskazania, powinien być przyjęty natychmiast, jak najwcześniej. Z badań, które ostatnio opublikowano wynika, że udowodniono skuteczność Tamiflu tylko przy podaniu go w ciągu 48 godzin! Zmniejsza on śmiertelność o około 65 proc., jeśli jest zastosowany w tym czasie. W Polsce ten lek jest znacznie później podawany w porównaniu z innymi krajami zachodnimi, aczkolwiek wszędzie jest problem. Tylko w innych krajach jest tak, że jest jakaś polityka informacyjna rządu czy instytucji zajmujących się zdrowiem publicznym. One wysyłają do lekarzy apele, przypominają, że należy leczyć, a u nas się mówi tylko o szczepionkach. Paradoksalnie jednak w polskich warunkach, gdy często brakuje dostępu do szybkiego leczenia przeciwwirusowego, niektórzy powinni się zaszczepić i to mimo, że szczepienia obecnie dostępne mają umiarkowaną skuteczność. Ale musi to być skuteczność ponad 50 proc. a nie jak w 2009 roku mniej niż 10 proc., a tyle, wg badań europejskich, zmniejszała prawdopodobieństwo zachorowania na grypę pandemiczną szczepionka sezonową, do której tak wówczas zachęcano.



Dwoje pana dzieci zachorowało w 2009 roku na nową grypę...

Posłowie oceniający działania rządu i jego ekspertów nie otrzymali ważnej informacji. A zakupy nieskutecznej szczepionki sezonowej trwały w najlepsze
Dr Dariusz Majkowski
- 2 listopada 2009 roku, gdy jedno z dzieci miało już potwierdzoną grypę pandemiczną, jako lekarz zgłosiłem to do Wojewódzkiej Stacji Epidemiologiczno-Sanitarnej i do Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej. Zgłoszenie zachorowania dziecka na grypę pandemiczną z adnotacją, że było szczepione szczepionką sezonową, zostało wysłane do Głównego Inspektoratu Sanitarnego i PZH. Jednak na posiedzeniu sejmowej Komisji Zdrowia 2 grudnia 2009 roku, czyli miesiąc po tym, jak ja dokonałem pełnej staranności związanej z zgłoszeniem zachorowania dziecka, kiedy urzędnicy z Sanepidu przekazali informacje, że chorują dzieci, które były wcześniej szczepione szczepionką sezonową, ekspert z PZH powiedziała, że "z informacji, które wpływały do Krajowego Ośrodka ds. Grypy wynika, że w przypadkach potwierdzenia (grypy) wszędzie była uwaga - nieszczepiony". To rozmija się z tym, co ja wiem jako lekarz i ojciec tych dzieci. Ale również z pismami, które posiadam z Wojewódzkiej Stacji i z Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Warszawie, że powyższe informacje zostały natychmiast przekazane do PZH i GIS. Oczywiście, można myśleć, że albo ekspert zataiła celowo informację przed sejmową komisją zdrowia, albo mają taki bałagan w PZH, że tak ważna informacja o zachorowaniu pierwszego dziecka szczepionego szczepionką sezonową, utknęła gdzieś w szufladach. Ja wierzyłem, jako obywatel, prosty lekarz, ale i ojciec, że jeśli ujawnię już 2 listopada, że dzieci chorują, mimo że są szczepione, to że to coś zmieni. A tu się okazało, że mija miesiąc i nic to nie zmieniło. Kierująca Krajowym Ośrodkiem ds. Grypy jak gdyby nigdy nic powiedziała, że nie ma takiej informacji. Posłowie oceniający działania rządu i jego ekspertów nie otrzymali ważnej informacji. A zakupy nieskutecznej szczepionki sezonowej trwały w najlepsze.



Pan postanowił walczyć?

- Tak, ale przegrałem tę walkę. Złożyłem doniesienie do prokuratury, że system nadzoru wirusologicznego nie działa należycie, że moim zdaniem celowa dezinformacja lekarzy mogła wiązać się z narażeniem pacjentów na utratę zdrowia i życia. W uzasadnieniu odmowy wszczęcia śledztwa prokurator stwierdził , że "formułowane we wniosku tezy o rzekomej powszechnej dezinformacji wywołanej działaniem urzędników państwowych, polegającej na wprowadzaniu w błąd, zarówno społeczeństwa jak i środowisko lekarskie doniesieniami o powszechnym występowaniu w 2009/2010 roku grypy sezonowej, mającej na celu ukrycie faktu występowania grypy pandemicznej, czego przyczyną mogły być ewentualne związki między ekspertami rządowymi, a firmami farmacutycznymi, mają charakter hipotetyczny". Wiele osób czytających te słowa może skonfrontować je z tym, co zapamiętali z okresu pandemii. Ja doskonale pamiętam wypowiedzi z początku listopada 2009 roku, zachęcające do zastosowania szczepionki sezonowej. Profesor Brydak pytała: "Kto z państwa się zaszczepił, kto zaszczepił dziecko albo wnuki? Możemy nie doczekać grypy pandemicznej i umrzemy wskutek powikłań wywołanych grypą sezonową". Dla mnie to była dezinformacja. Dezinformacja stwarzająca zagrożenie. Obecne procesy sądowe przeciwko lekarzom, którzy nie rozpoznali na czas grypy pandemicznej, mogą być tego smutnym potwierdzeniem. Jeśli lekarze uwierzyli w zapewnienia urzędników i ekspertów, to naprawdę mieli prawo przypuszczać, że świńska grypa nas omija. W rzeczywistości, od listopada do końca grudnia 2009 roku, potwierdzono w Polsce 1320 wirusów AH1N1/2009 i tylko 14 sezonowych. Każdy, kto ma dzieci, wnuki może policzyć, ile razy szansa na doczekanie grypy pandemicznej była większa. Te dane pochodzą z platformy WHO Flu Net. W imieniu Polski przekazała je tam w 2009 roku Kierownik Krajowego Ośrodka ds Grypy.

Rozmawiała Ewa Koszowska, Wirtualna Polska



Dr Dariusz Majkowski - lekarz o ponad dwudziestoletniej praktyce, specjalista chorób wewnętrznych, wieloletni pracownik szpitali warszawskich, od kilkunastu lat pracujący w lecznictwie otwartym. W roku 2009 współpracował z Rzecznikiem Praw Obywatelskich nad oceną postępowania w trakcie pandemii grypy. Współautor uwag na temat zachorowań i śmiertelności z powodu grypy opublikowanych przez bhttp://wiadomosci.wp.pl/kat,1329,title,Chorzy-na-grype-zagrozeni-Dr-Dariusz-Majkowski-oskarza-wladze-o-dezinformacje,wid,15366058,wiadomosc.html?ticaid=1159e8&_ticrsn=3rytyjskie pismo medyczne The Lancet Infectious Diseases (marzec 2013).

pier1987
Posty: 1457
Rejestracja: 29 października 2011, 08:22
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: pier1987 » 22 września 2015, 13:49

Afera grypowa. Szczepionki, pieniądze i kłamstwa
Śmierć na Zielonej Wyspie / Prezentujemy fragment Wstępu do książki „Afera grypowa. Szczepionki, pieniądze i kłamstwa” autorstwa Artura Dmochowskiego, która w przyszłym tygodniu trafi do sprzedaży w całym kraju. Książka jest aktem oskarżenia wobec Ewy Kopacz i jej postawy w czasie, kiedy była ministrem zdrowia. Zawiera wprost szokujące dane, o których nikt wcześniej nie słyszał i nie mówił głośno. Jest doskonale udokumentowana. Czy Ewa Kopacz publicznie odpowie na te oskarżenia?

aferagrypowaDokładnie pięć lat temu miał miejsce dramat, o którym informacje dotąd nie przedostały się do świadomości społecznej. Była to największa afera w historii III Rzeczypospolitej. Znacznie poważniejsza niż afery FOZZ, hazardowa, Rywina czy Amber Gold. O ile bowiem w tamtych chodziło o miliony czy nawet miliardy złotych, o władzę i korupcję, o tyle w tej stawka była znacznie większa – ludzkie życie.

Choć trudno w to uwierzyć, zmarło wówczas kilka tysięcy ludzi, których można było uratować. Ci ludzie, często młodzi i dotychczas zdrowi, osierocili dzieci i pozostawili w żałobie tysiące rodzin. Wiele z nich nie wie do dziś, że ich bliscy mogli żyć, a ich tragedia była następstwem bezwzględnych manipulacji polityków.

Tak, to brzmi niewiarygodnie. Jak to możliwe?! Dlaczego nikt o tym dotąd nie mówił ani nie pisał? – to oczywiste pytania, które natychmiast się nasuwają. Także i o tym, jak skutecznie zamieciono tę aferę pod dywan, napiszemy w tej książce. Byli bowiem ludzie, którzy od początku dostrzegali niebezpieczeństwo i próbowali przed nim ostrzegać. Przede wszystkim dr Janusz Kochanowski – Rzecznik Praw Obywatelskich.

Więcej informacji o książce na stronie Wydawcy – Wydawnictwa Prohibita: http://multibook.pl/pl/p/Artur-Dmochows ... mstwa/5802
Polecamy także stronę, relację ze spotkania autorskiego, które odbyło się 7 września:
http://blogpress.pl/node/21583

pier1987
Posty: 1457
Rejestracja: 29 października 2011, 08:22
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: pier1987 » 22 września 2015, 16:20

Świńska grypa - Bardzo ważne!!!!!!
http://forum.dlapolski.pl/viewtopic.php?t=2787

pier1987
Posty: 1457
Rejestracja: 29 października 2011, 08:22
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: pier1987 » 22 września 2015, 16:43

Setki ofiar kłamstw Ewy Kopacz
Jak pisaliśmy w ubiegłym tygodniu, w latach 2009–2010 z powodu epidemii grypy H1N1v zmarło w Polsce o wiele więcej osób, niż podał oficjalnie rząd. Z danych GUS wynika, że zgonów wywołanych grypą i jej powikłaniami było wtedy o przynajmniej 2000 więcej niż w latach poprzednich. Większość zmarłych osób mogłaby żyć, gdyby nie kłamstwa Ewy Kopacz - pisze Artur Dmochowski w „Gazecie Polskiej”

Przypomnijmy jedną z licznych manipulacji ówczesnej minister zdrowia. Już po śmierci pierwszego pacjenta z wykrytą infekcją H1N1v minister Ewa Kopacz stwierdziła w wywiadzie, że „nie zmarł on wcale na grypę”, tylko z powodu zapalenia płuc. Podobnie jak – według statystyk GUS – wiele kolejnych ofiar. Ogółem w 2009 r. z powodu chorób układu oddechowego i krążenia, a więc typowych powikłań pogrypowych, zmarło aż o 6377 osób więcej niż rok wcześniej! Prokuratura powinna zająć się tym problemem i zbadać, ile z tych zgonów nastąpiło w wyniku infekcji H1N1v. W mojej ocenie, po konsultacji z ekspertami, liczbę śmiertelnych ofiar świńskiej grypy można ostrożnie szacować na przynajmniej 2 tys.

Powszechną reakcją na artykuł „Setki ofiar minister Kopacz” było jednak niedowierzanie: „To niemożliwe! Rozumiem, że można Ewy Kopacz nie lubić i krytykować jej politykę, ale oskarżać ją o śmierć setek ludzi to naprawdę przesada”. Takie głosy można było usłyszeć nawet wśród dziennikarzy mediów niezależnych. Bo oczywiście w mediach prorządowych panowało absolutne milczenie – nikt nie podjął kwestii poważnych zarzutów, postawionych urzędującej premier. Artykuł zauważono jedynie w przeglądzie prasy w Polskim Radiu, a w mediach niezależnych w Telewizji Republika.

Co najsmutniejsze, zarówno polemiści, jak i wyrażający niedowierzanie zwykle samego artykułu nie czytali. A bez tego sensowna polemika nie jest możliwa, sprawa jest bowiem zbyt poważna, by poprzestawać na publicystycznej wymianie opinii. W tekście zawarte bowiem były dowody: fakty, statystyki i cytaty z wypowiedzi ówczesnej minister zdrowia. Dla przypomnienia zamieszczamy najważniejsze tezy artykułu:

Podczas światowej epidemii świńskiej grypy w roku 2009 w Polsce zmarło z jej powodu o wiele więcej osób, niż oficjalnie podawał rząd, czyli 182.

Prawdziwa liczba ofiar została ukryta w statystykach GUS. Zostały one zakwalifikowane jako zgony z innych przyczyn, najczęściej zapalenia płuc i innych powikłań pogrypowych.

Minister Ewa Kopacz świadomie wprowadzała w błąd społeczeństwo co do zasięgu i charakteru epidemii. Wielokrotnie twierdziła np., że dominuje wirus zwykłej, a nie świńskiej grypy, co było niezgodne z prawdą. W rzeczywistości nowy wirus odpowiadał bowiem za ponad 90 proc. zachorowań.

Najpoważniejszą konsekwencją manipulacji i bagatelizowania zagrożenia przez minister Kopacz było dezinformowanie lekarzy, m.in. wydanie im błędnych rekomendacji. Grypa świńska była bowiem stosunkowo niegroźna, jeśli tylko stosowano odpowiednią terapię. Według badań przeprowadzonych w USA podawanie leków antywirusowych zmniejszało śmiertelność o niemal 70 proc. pod warunkiem zaaplikowania ich w ciągu 48 godzin od początku infekcji. Tymczasem z zaleceń Ministerstwa Zdrowia wynikało, że lekarze mogą włączać te leki do terapii dopiero w późniejszych fazach choroby, a zatem kiedy ich skuteczność była już niewielka.

W rezultacie w Polsce stosowano te leki zbyt późno i zbyt rzadko, co doprowadziło do ogromnej liczby zgonów w wyniku powikłań pogrypowych, których można było uniknąć.

Oto fragmenty kilku listów, które otrzymaliśmy od czytelników po poprzedniej publikacji na temat tragicznych konsekwencji kłamstw minister Kopacz:

„W 2009 byłam z moim 14-letnim synem za granicą. Dziecko, chore na astmę, dostało wysokiej gorączki. Lekarz natychmiast przepisał nam lek antywirusowy. Po dwóch dniach gorączka opadła. Dziecko zaczęło odzyskiwać siły. Udało się. W Polsce tego leku nie podawano, choć jest bardzo skuteczny. To było większym złem niż brak szczepionki. Widać, jak oszukano zwykłych ludzi”.

„Znów ożyła moja zaleczona już trochę tragedia. Czy niepodanie leków przeciwwirusowych mogło być przyczyną śmierci mojego ojca? Mój tata właśnie tamtej zimy przechodził bardzo ciężko przeziębienie (grypę?) i zmarł. Czy można na podstawie karty choroby wysunąć oskarżenia w stosunku do byłej minister? Czy taki związek przyczynowy udałoby się udowodnić? Zapewne nie postawię pani Kopacz przed sądem ani nie poniesie ona żadnych konsekwencji (widać to w sprawie Smoleńska), ale jeśli to jej decyzja przyczyniła się do śmierci zapewne nie tylko mojego taty, należy taki wniosek do prokuratury złożyć”.

„W czasie epidemii świńskiej grypy przebywałam służbowo w Kanadzie. Znajomi poradzili, abym się zaszczepiła. Lekarz zapytał, jak sobie radzą z grypą w moim kraju. Kiedy powiedziałam, że nasza minister zdrowia nie robi nic i mówi, że epidemia nam nie zagraża, uśmiechnął się z politowaniem”.

Na dobrą sprawę trudno zrozumieć, skąd bierze się – szczególnie na prawicy – powszechne niedowierzanie, z jakim przyjęto tezy artykułu. Przecież równie powszechna – właściwie dla wszystkich po „naszej” stronie wręcz oczywista – jest wiedza o tym, że Ewa Kopacz publicznie i świadomie kłamała w sejmie po tragedii smoleńskiej, mówiąc o „przekopywaniu z całą starannością ziemi na miejscu tego wypadku na głębokości ponad 1 metra i przesiewaniu jej w sposób szczególnie staranny”. Skoro zatem wiemy, że Kopacz kłamała w kwietniu 2010 r., to czy tak trudno uwierzyć, że mogła kłamać z równą arogancją pół roku wcześniej? Co więcej, w sprawie, w której o wiele łatwiej było jej manipulować informacjami, którymi dysponowało ministerstwo i która ze względu na stopień złożoności była o wiele trudniejsza do zrozumienia i udowodnienia, niż stwierdzenie faktycznego zachowania władz rosyjskich w Smoleńsku.

To nie wszystko. Panuje bowiem, także po prawej stronie sceny politycznej, przekonanie, że podejście Ewy Kopacz do pandemii grypy w 2009 r. było właściwe i że był to wręcz jej niezaprzeczalny sukces. Uznają go za taki nawet jej krytycy. To smutny dowód na potęgę medialnego mitu i zapewne jeden z największych sukcesów – tyle że nie Ewy Kopacz, lecz Igora Ostachowicza, kreującego także wówczas linię propagandową rządu. Jeśli bowiem zdołał on utrwalić nawet wśród przeciwników politycznych wiarę w tak sprzeczny z faktami mit, to znaczy, że udało mu się stworzyć prawdziwą alternatywną rzeczywistość, w którą uwierzyła także opozycja.

Nic nie ukazuje lepiej tego, jak silnie udało się zakorzenić w społecznej świadomości niemającą nic wspólnego z faktami legendę „sukcesu Ewy Kopacz” w walce z grypą niż sprawa szczepionek. Oprócz niedowierzania, drugą powszechną reakcją na tekst „Setki ofiar kłamstw minister Kopacz” było bowiem natychmiastowe skojarzenie: „A, to o szczepionkach”. Tymczasem w artykule temat szczepionek w ogóle się nie pojawił!

W tekście, na podstawie twardych faktów i danych statystycznych, zarzucałem rządowi Donalda Tuska, a przede wszystkim ówczesnej minister zdrowia Ewie Kopacz, że podczas tzw. świńskiej grypy manipulowali opinią publiczną, a konsekwencją wprowadzania w błąd społeczeństwa i lekarzy była śmierć wielu źle zdiagnozowanych i leczonych pacjentów. Przypomniałem, jak minister Kopacz wielokrotnie bagatelizowała zagrożenie i jak publicznie kłamała, twierdząc, że przypadków świńskiej grypy jest dwieście, „słownie dwieście”, gdy w rzeczywistości chorych były dziesiątki tysięcy. Celowo natomiast pominąłem problem szczepionek, gdyż to osobny wątek w całej sprawie. Nie znaczy to jednak bynajmniej, by był to sukces Ewy Kopacz. W rzeczywistości bowiem wszystko było inaczej, niż obecnie funkcjonuje w społecznej pamięci.

Mit, w który wierzą niemal wszyscy, można streścić następująco: Ewa Kopacz postąpiła słusznie, nie kupując szczepionek przeciw świńskiej grypie. Epidemia nie była bowiem groźna, a szczepionki były niepotrzebne. Minister zdrowia odważnie przeciwstawiła się lobbingowi potężnych koncernów farmaceutycznych i winniśmy jej być wdzięczni, gdyż budżet państwa dzięki jej mądrej decyzji i stanowczości wiele zaoszczędził.

A jak wyglądały fakty? Polska rzeczywiście, jako jedyny kraj w Europie, nie kupiła szczepionek przeciwko nowemu wirusowi, które były skuteczne, lecz pojawiły się zbyt późno. Tyle że jednocześnie Polska, jako jedyny kraj na świecie, na podstawie decyzji Ewy Kopacz kupiła i na masową skalę zastosowała szczepionki przeciwko zwykłej grypie sezonowej – kompletnie nieskuteczne wobec wirusa świńskiego, który wyparł wówczas inne wirusy grypy.

Taktyka pani minister

Metoda Ewy Kopacz, którą stosowała wielokrotnie od 2009 r., jest prosta. Gdy pojawiają się jakiekolwiek wątpliwości związane z podejściem rządu do epidemii wirusa H1N1v, natychmiast kieruje uwagę na sprawę szczepionek. Jednak – jak to zostało wykazane w poprzednim tekście – to tylko margines problemu. Owszem, mogły one ocalić życie pewnej części ofiar zapobiegając zarażeniu, jednak dużo większe znaczenie w tragicznym bilansie epidemii miały zupełnie inne decyzje rządu – związane nie ze szczepionkami, lecz z lekami antywirusowymi.

Jednak kwestia szczepionek również – wbrew legendzie – godzi w Ewę Kopacz. Fakty wyglądały bowiem następująco. Laboratoria farmaceutyczne już w lecie 2009 r. opracowały szczepionkę na nową grypę. Ze względu na potrzebę pilnego rozpoczęcia akcji szczepień producenci negocjowali jej sprzedaż bezpośrednio z rządami. W negocjacjach uczestniczyło też polskie Ministerstwo Zdrowia, ale ostatecznie zrezygnowało z zakupu. Nawet dla osób z grup ryzyka.

Minister Kopacz tłumaczyła potem, że powodem jej decyzji była obawa o ewentualne działania uboczne szczepionek. Innego zdania były jednak rządy większości krajów, które je zamówiły. I to nie tylko te najbogatsze, ale także np. Węgry. W niektórych krajach zastosowano je na masową skalę i żadnych poważniejszych skutków ubocznych nie stwierdzono. Jednak szczepionki nie miały zbyt dużego wpływu na przebieg pandemii, gdyż nie zdążono ich użyć – wygasła ona szybciej, niż oczekiwano.

Istnieją poszlaki, że prawdziwy przebieg wydarzeń był inny, niż przedstawiał to rząd. We wrześniu 2009 r. szwedzkie radio poinformowało, że polskie Ministerstwo Zdrowia zwróciło się do Szwecji o odstąpienie szczepionek. Są też informacje o podobnej misji wysłanej przez minister Kopacz na Węgry. Próby zakupu szczepionek potwierdził także rzecznik Ministerstwa Zdrowia, który powiedział, że prowadzone były w tej sprawie rozmowy z trzema koncernami.

Prawdopodobnie zatem rząd po prostu zbyt późno zaczął starać się o szczepionki. Brakowało ich już wtedy na rynku, gdyż firmy nie nadążały z produkcją i zakup okazał się niemożliwy. Potem, kiedy z kolei było już widać, że pandemia nie osiągnęła tak masowej skali, jak początkowo się spodziewano, dorobiono do tego opóźnienia PR-owską, dobrze brzmiącą legendę o dalekowzrocznej i odważnej minister Kopacz, która wszystko przewidziała.

Decyzją tą Ewa Kopacz i Donald Tusk chwalą się do dziś. Gdy dyskutowano nad kandydaturą byłej minister zdrowia na stanowisko marszałka sejmu, był to jeden z najmocniejszych przytaczanych na jej rzecz argumentów. O ile krytykowano jej inne działania i zaniechania w resorcie zdrowia, o tyle sprawy świńskiej grypy nie podniósł nikt. A przecież w rzeczywistości zastosowanie szczepionek przed szczytem pandemii w lecie 2009 r., gdy były już dostępne, mogłoby ocalić od śmierci wiele osób. Według danych WHO, szczepienie redukowało śmiertelność z powodu grypy o 80 proc.

Decyzji o niekupieniu szczepionki pandemicznej można bronić, jeśli zastosuje się kryteria ekonomiczne. Ale wtedy trzeba postawić pytanie o cenę ludzkiego życia…

Jednak była jeszcze jedna, całkowicie zapomniana decyzja minister Kopacz, której żadne kryteria ekonomiczne nie obronią: decyzja o zakupie szczepionek przeciw wirusowi grypy sezonowej, którego w Polsce praktycznie nie było.

Oto gdy w całej Europie, w tym w Polsce, niemal wszystkie infekcje powodował wirus grypy świńskiej, minister Kopacz i resort zdrowia radzili, by szczepić się na grypę… sezonową! I to wbrew stanowisku Specjalisty Krajowego ds. Epidemiologii oraz instytucji międzynarodowych. Z pozoru to całkowicie niezrozumiałe: Ewa Kopacz, bagatelizując zagrożenie pandemią, jednocześnie straszyła społeczeństwo zwykłym wirusem sezonowym i wyolbrzymiała zagrożenie z jego strony. Dlaczego? Wystarczy zobaczyć, kto na tym zyskał.

Szczepionka, którą jednak kupiono

Minister Kopacz, wbrew legendzie tworzonej od lat przez rząd i główne media, podjęła bowiem decyzję o zakupie z budżetu szczepionek. Tyle że na zwykłą grypę. Według niej miały one bowiem… uodparniać na wirusa H1N1v! Nonsens tej argumentacji jest widoczny już na pierwszy rzut oka. To tak, jakby szczepienie na odrę uodparniało na ospę…

17 listopada Ewa Kopacz zwróciła się do premiera „o przekazanie pieniędzy na szczepionki przeciw grypie sezonowej. (…) Szczepienia na nią̨ zapewniają̨ odporność́ również̇ na wirusa nowej grypy” (sic!). W rezultacie Polska kupiła ponad 300 tys. dawek szczepionki sezonowej za blisko 6 mln zł. Co więcej, minister zaleciła szczepienie nią osób z grup ryzyka, m.in. kobiet w ciąży. Szczepienia takie na masową skalę przeprowadzono.

Ta kuriozalna decyzja była całkowicie nieuzasadniona. Szczepionka ta nie była w żaden sposób skuteczna przeciw grypie pandemicznej, co stwierdził jednoznacznie m.in. Specjalista Krajowy ds. Epidemiologii, prof. Andrzej Zieliński: „żadna poważna instytucja nie zaleca szczepionki przeciw grypie sezonowej przeciwko grypie H1N1v”. Profesor został później zdymisjonowany przez minister Kopacz.

Prof. Zieliński i inni eksperci przytaczali rezultaty badań dowodzących, iż „stara” szczepionka nie wytwarza odporności na pandemię, a jej stosowanie nie tylko nie zapobiegało zarażeniu, ale wręcz mogło u osób szczepionych zwiększać ryzyko hospitalizacji i zapalenia płuc! Głos ekspertów nie został jednak wzięty pod uwagę. Ewie Kopacz udało się skutecznie przekonać w 2009 r. Polaków, że warto się szczepić „starą” szczepionką. W rezultacie udało się zwiększyć jej sprzedaż w aptekach o pół miliona sztuk w porównaniu z rokiem 2008.

Skąd jednak wziął się oderwany od rzeczywistości i wręcz niebezpieczny dla pacjentów pomysł stosowania szczepionki, która nie chroniła przed panującą infekcją? Na to pytanie powinna szukać odpowiedzi prokuratura i CBA. Wystarczy zauważyć, że ten sam koncern, który w USA podkreślał potrzebę stosowania aktualnej szczepionki przeciw H1N1v oraz informował, że szczepionka sezonowa nie jest skuteczna przeciw grypie pandemicznej, w Polsce prowadził w tym czasie akcję promującą szczepionkę… sezonową! Akcja, wsparta oficjalnym stanowiskiem minister zdrowia, przyniosła efekty. 2,5 mln bezużytecznych, zalegających w magazynach szczepionek udało się wcisnąć Polakom. Toteż gdy na całym świecie koncern ten odnotował w 2009 r. spadek sprzedaży „starych” szczepionek, Polska była jedynym krajem, który odnotował wzrost. A Polacy wydali na to z własnej kieszeni ok. 70 mln zł.

Czy to właśnie lobbing leżał u źródeł tej niezwykłej decyzji minister Kopacz? Czy potraktowano Polskę jak kraj kolonialny, a nas jak tubylców, którzy kupią bezwartościowe świecidełka? Czy to dlatego Ewa Kopacz nawoływała do szczepień przeciwko grypie sezonowej, twierdząc wbrew faktom, że stanowi ona większość zachorowań?

Donaldowi Tuskowi udało się po 2007 r. zamieść pod dywan wiele afer. Wydawałoby się jednak, że tak bulwersująca kwestia, jak odpowiedzialność za śmierć setek, jeśli nie tysięcy osób musi mieć jakieś konsekwencje. Dlaczego zatem wokół sprawy, która w każdym normalnym kraju spowodowałaby burzę medialną i polityczną i skończyłaby się wyrokami sądowymi dla winnych, w Polsce panuje cisza?
Polub wiadomości niezalezna.pl
Setki ofiar kłamstw Ewy Kopacz
Jak pisaliśmy w ubiegłym tygodniu, w latach 2009–2010 z powodu epidemii grypy H1N1v zmarło w Polsce o wiele więcej osób, niż podał oficjalnie rząd. Z danych GUS wynika, że zgonów wywołanych grypą i jej powikłaniami było wtedy o przynajmniej 2000 więcej niż w latach poprzednich. Większość zmarłych osób mogłaby żyć, gdyby nie kłamstwa Ewy Kopacz - pisze Artur Dmochowski w „Gazecie Polskiej”

Przypomnijmy jedną z licznych manipulacji ówczesnej minister zdrowia. Już po śmierci pierwszego pacjenta z wykrytą infekcją H1N1v minister Ewa Kopacz stwierdziła w wywiadzie, że „nie zmarł on wcale na grypę”, tylko z powodu zapalenia płuc. Podobnie jak – według statystyk GUS – wiele kolejnych ofiar. Ogółem w 2009 r. z powodu chorób układu oddechowego i krążenia, a więc typowych powikłań pogrypowych, zmarło aż o 6377 osób więcej niż rok wcześniej! Prokuratura powinna zająć się tym problemem i zbadać, ile z tych zgonów nastąpiło w wyniku infekcji H1N1v. W mojej ocenie, po konsultacji z ekspertami, liczbę śmiertelnych ofiar świńskiej grypy można ostrożnie szacować na przynajmniej 2 tys.

Powszechną reakcją na artykuł „Setki ofiar minister Kopacz” było jednak niedowierzanie: „To niemożliwe! Rozumiem, że można Ewy Kopacz nie lubić i krytykować jej politykę, ale oskarżać ją o śmierć setek ludzi to naprawdę przesada”. Takie głosy można było usłyszeć nawet wśród dziennikarzy mediów niezależnych. Bo oczywiście w mediach prorządowych panowało absolutne milczenie – nikt nie podjął kwestii poważnych zarzutów, postawionych urzędującej premier. Artykuł zauważono jedynie w przeglądzie prasy w Polskim Radiu, a w mediach niezależnych w Telewizji Republika.

Co najsmutniejsze, zarówno polemiści, jak i wyrażający niedowierzanie zwykle samego artykułu nie czytali. A bez tego sensowna polemika nie jest możliwa, sprawa jest bowiem zbyt poważna, by poprzestawać na publicystycznej wymianie opinii. W tekście zawarte bowiem były dowody: fakty, statystyki i cytaty z wypowiedzi ówczesnej minister zdrowia. Dla przypomnienia zamieszczamy najważniejsze tezy artykułu:

Podczas światowej epidemii świńskiej grypy w roku 2009 w Polsce zmarło z jej powodu o wiele więcej osób, niż oficjalnie podawał rząd, czyli 182.

Prawdziwa liczba ofiar została ukryta w statystykach GUS. Zostały one zakwalifikowane jako zgony z innych przyczyn, najczęściej zapalenia płuc i innych powikłań pogrypowych.

Minister Ewa Kopacz świadomie wprowadzała w błąd społeczeństwo co do zasięgu i charakteru epidemii. Wielokrotnie twierdziła np., że dominuje wirus zwykłej, a nie świńskiej grypy, co było niezgodne z prawdą. W rzeczywistości nowy wirus odpowiadał bowiem za ponad 90 proc. zachorowań.

Najpoważniejszą konsekwencją manipulacji i bagatelizowania zagrożenia przez minister Kopacz było dezinformowanie lekarzy, m.in. wydanie im błędnych rekomendacji. Grypa świńska była bowiem stosunkowo niegroźna, jeśli tylko stosowano odpowiednią terapię. Według badań przeprowadzonych w USA podawanie leków antywirusowych zmniejszało śmiertelność o niemal 70 proc. pod warunkiem zaaplikowania ich w ciągu 48 godzin od początku infekcji. Tymczasem z zaleceń Ministerstwa Zdrowia wynikało, że lekarze mogą włączać te leki do terapii dopiero w późniejszych fazach choroby, a zatem kiedy ich skuteczność była już niewielka.

W rezultacie w Polsce stosowano te leki zbyt późno i zbyt rzadko, co doprowadziło do ogromnej liczby zgonów w wyniku powikłań pogrypowych, których można było uniknąć.

Oto fragmenty kilku listów, które otrzymaliśmy od czytelników po poprzedniej publikacji na temat tragicznych konsekwencji kłamstw minister Kopacz:

„W 2009 byłam z moim 14-letnim synem za granicą. Dziecko, chore na astmę, dostało wysokiej gorączki. Lekarz natychmiast przepisał nam lek antywirusowy. Po dwóch dniach gorączka opadła. Dziecko zaczęło odzyskiwać siły. Udało się. W Polsce tego leku nie podawano, choć jest bardzo skuteczny. To było większym złem niż brak szczepionki. Widać, jak oszukano zwykłych ludzi”.

„Znów ożyła moja zaleczona już trochę tragedia. Czy niepodanie leków przeciwwirusowych mogło być przyczyną śmierci mojego ojca? Mój tata właśnie tamtej zimy przechodził bardzo ciężko przeziębienie (grypę?) i zmarł. Czy można na podstawie karty choroby wysunąć oskarżenia w stosunku do byłej minister? Czy taki związek przyczynowy udałoby się udowodnić? Zapewne nie postawię pani Kopacz przed sądem ani nie poniesie ona żadnych konsekwencji (widać to w sprawie Smoleńska), ale jeśli to jej decyzja przyczyniła się do śmierci zapewne nie tylko mojego taty, należy taki wniosek do prokuratury złożyć”.

„W czasie epidemii świńskiej grypy przebywałam służbowo w Kanadzie. Znajomi poradzili, abym się zaszczepiła. Lekarz zapytał, jak sobie radzą z grypą w moim kraju. Kiedy powiedziałam, że nasza minister zdrowia nie robi nic i mówi, że epidemia nam nie zagraża, uśmiechnął się z politowaniem”.

Na dobrą sprawę trudno zrozumieć, skąd bierze się – szczególnie na prawicy – powszechne niedowierzanie, z jakim przyjęto tezy artykułu. Przecież równie powszechna – właściwie dla wszystkich po „naszej” stronie wręcz oczywista – jest wiedza o tym, że Ewa Kopacz publicznie i świadomie kłamała w sejmie po tragedii smoleńskiej, mówiąc o „przekopywaniu z całą starannością ziemi na miejscu tego wypadku na głębokości ponad 1 metra i przesiewaniu jej w sposób szczególnie staranny”. Skoro zatem wiemy, że Kopacz kłamała w kwietniu 2010 r., to czy tak trudno uwierzyć, że mogła kłamać z równą arogancją pół roku wcześniej? Co więcej, w sprawie, w której o wiele łatwiej było jej manipulować informacjami, którymi dysponowało ministerstwo i która ze względu na stopień złożoności była o wiele trudniejsza do zrozumienia i udowodnienia, niż stwierdzenie faktycznego zachowania władz rosyjskich w Smoleńsku.

To nie wszystko. Panuje bowiem, także po prawej stronie sceny politycznej, przekonanie, że podejście Ewy Kopacz do pandemii grypy w 2009 r. było właściwe i że był to wręcz jej niezaprzeczalny sukces. Uznają go za taki nawet jej krytycy. To smutny dowód na potęgę medialnego mitu i zapewne jeden z największych sukcesów – tyle że nie Ewy Kopacz, lecz Igora Ostachowicza, kreującego także wówczas linię propagandową rządu. Jeśli bowiem zdołał on utrwalić nawet wśród przeciwników politycznych wiarę w tak sprzeczny z faktami mit, to znaczy, że udało mu się stworzyć prawdziwą alternatywną rzeczywistość, w którą uwierzyła także opozycja.

Nic nie ukazuje lepiej tego, jak silnie udało się zakorzenić w społecznej świadomości niemającą nic wspólnego z faktami legendę „sukcesu Ewy Kopacz” w walce z grypą niż sprawa szczepionek. Oprócz niedowierzania, drugą powszechną reakcją na tekst „Setki ofiar kłamstw minister Kopacz” było bowiem natychmiastowe skojarzenie: „A, to o szczepionkach”. Tymczasem w artykule temat szczepionek w ogóle się nie pojawił!

W tekście, na podstawie twardych faktów i danych statystycznych, zarzucałem rządowi Donalda Tuska, a przede wszystkim ówczesnej minister zdrowia Ewie Kopacz, że podczas tzw. świńskiej grypy manipulowali opinią publiczną, a konsekwencją wprowadzania w błąd społeczeństwa i lekarzy była śmierć wielu źle zdiagnozowanych i leczonych pacjentów. Przypomniałem, jak minister Kopacz wielokrotnie bagatelizowała zagrożenie i jak publicznie kłamała, twierdząc, że przypadków świńskiej grypy jest dwieście, „słownie dwieście”, gdy w rzeczywistości chorych były dziesiątki tysięcy. Celowo natomiast pominąłem problem szczepionek, gdyż to osobny wątek w całej sprawie. Nie znaczy to jednak bynajmniej, by był to sukces Ewy Kopacz. W rzeczywistości bowiem wszystko było inaczej, niż obecnie funkcjonuje w społecznej pamięci.

Mit, w który wierzą niemal wszyscy, można streścić następująco: Ewa Kopacz postąpiła słusznie, nie kupując szczepionek przeciw świńskiej grypie. Epidemia nie była bowiem groźna, a szczepionki były niepotrzebne. Minister zdrowia odważnie przeciwstawiła się lobbingowi potężnych koncernów farmaceutycznych i winniśmy jej być wdzięczni, gdyż budżet państwa dzięki jej mądrej decyzji i stanowczości wiele zaoszczędził.

A jak wyglądały fakty? Polska rzeczywiście, jako jedyny kraj w Europie, nie kupiła szczepionek przeciwko nowemu wirusowi, które były skuteczne, lecz pojawiły się zbyt późno. Tyle że jednocześnie Polska, jako jedyny kraj na świecie, na podstawie decyzji Ewy Kopacz kupiła i na masową skalę zastosowała szczepionki przeciwko zwykłej grypie sezonowej – kompletnie nieskuteczne wobec wirusa świńskiego, który wyparł wówczas inne wirusy grypy.

Taktyka pani minister

Metoda Ewy Kopacz, którą stosowała wielokrotnie od 2009 r., jest prosta. Gdy pojawiają się jakiekolwiek wątpliwości związane z podejściem rządu do epidemii wirusa H1N1v, natychmiast kieruje uwagę na sprawę szczepionek. Jednak – jak to zostało wykazane w poprzednim tekście – to tylko margines problemu. Owszem, mogły one ocalić życie pewnej części ofiar zapobiegając zarażeniu, jednak dużo większe znaczenie w tragicznym bilansie epidemii miały zupełnie inne decyzje rządu – związane nie ze szczepionkami, lecz z lekami antywirusowymi.

Jednak kwestia szczepionek również – wbrew legendzie – godzi w Ewę Kopacz. Fakty wyglądały bowiem następująco. Laboratoria farmaceutyczne już w lecie 2009 r. opracowały szczepionkę na nową grypę. Ze względu na potrzebę pilnego rozpoczęcia akcji szczepień producenci negocjowali jej sprzedaż bezpośrednio z rządami. W negocjacjach uczestniczyło też polskie Ministerstwo Zdrowia, ale ostatecznie zrezygnowało z zakupu. Nawet dla osób z grup ryzyka.

Minister Kopacz tłumaczyła potem, że powodem jej decyzji była obawa o ewentualne działania uboczne szczepionek. Innego zdania były jednak rządy większości krajów, które je zamówiły. I to nie tylko te najbogatsze, ale także np. Węgry. W niektórych krajach zastosowano je na masową skalę i żadnych poważniejszych skutków ubocznych nie stwierdzono. Jednak szczepionki nie miały zbyt dużego wpływu na przebieg pandemii, gdyż nie zdążono ich użyć – wygasła ona szybciej, niż oczekiwano.

Istnieją poszlaki, że prawdziwy przebieg wydarzeń był inny, niż przedstawiał to rząd. We wrześniu 2009 r. szwedzkie radio poinformowało, że polskie Ministerstwo Zdrowia zwróciło się do Szwecji o odstąpienie szczepionek. Są też informacje o podobnej misji wysłanej przez minister Kopacz na Węgry. Próby zakupu szczepionek potwierdził także rzecznik Ministerstwa Zdrowia, który powiedział, że prowadzone były w tej sprawie rozmowy z trzema koncernami.

Prawdopodobnie zatem rząd po prostu zbyt późno zaczął starać się o szczepionki. Brakowało ich już wtedy na rynku, gdyż firmy nie nadążały z produkcją i zakup okazał się niemożliwy. Potem, kiedy z kolei było już widać, że pandemia nie osiągnęła tak masowej skali, jak początkowo się spodziewano, dorobiono do tego opóźnienia PR-owską, dobrze brzmiącą legendę o dalekowzrocznej i odważnej minister Kopacz, która wszystko przewidziała.

Decyzją tą Ewa Kopacz i Donald Tusk chwalą się do dziś. Gdy dyskutowano nad kandydaturą byłej minister zdrowia na stanowisko marszałka sejmu, był to jeden z najmocniejszych przytaczanych na jej rzecz argumentów. O ile krytykowano jej inne działania i zaniechania w resorcie zdrowia, o tyle sprawy świńskiej grypy nie podniósł nikt. A przecież w rzeczywistości zastosowanie szczepionek przed szczytem pandemii w lecie 2009 r., gdy były już dostępne, mogłoby ocalić od śmierci wiele osób. Według danych WHO, szczepienie redukowało śmiertelność z powodu grypy o 80 proc.

Decyzji o niekupieniu szczepionki pandemicznej można bronić, jeśli zastosuje się kryteria ekonomiczne. Ale wtedy trzeba postawić pytanie o cenę ludzkiego życia…

Jednak była jeszcze jedna, całkowicie zapomniana decyzja minister Kopacz, której żadne kryteria ekonomiczne nie obronią: decyzja o zakupie szczepionek przeciw wirusowi grypy sezonowej, którego w Polsce praktycznie nie było.

Oto gdy w całej Europie, w tym w Polsce, niemal wszystkie infekcje powodował wirus grypy świńskiej, minister Kopacz i resort zdrowia radzili, by szczepić się na grypę… sezonową! I to wbrew stanowisku Specjalisty Krajowego ds. Epidemiologii oraz instytucji międzynarodowych. Z pozoru to całkowicie niezrozumiałe: Ewa Kopacz, bagatelizując zagrożenie pandemią, jednocześnie straszyła społeczeństwo zwykłym wirusem sezonowym i wyolbrzymiała zagrożenie z jego strony. Dlaczego? Wystarczy zobaczyć, kto na tym zyskał.

Szczepionka, którą jednak kupiono

Minister Kopacz, wbrew legendzie tworzonej od lat przez rząd i główne media, podjęła bowiem decyzję o zakupie z budżetu szczepionek. Tyle że na zwykłą grypę. Według niej miały one bowiem… uodparniać na wirusa H1N1v! Nonsens tej argumentacji jest widoczny już na pierwszy rzut oka. To tak, jakby szczepienie na odrę uodparniało na ospę…

17 listopada Ewa Kopacz zwróciła się do premiera „o przekazanie pieniędzy na szczepionki przeciw grypie sezonowej. (…) Szczepienia na nią̨ zapewniają̨ odporność́ również̇ na wirusa nowej grypy” (sic!). W rezultacie Polska kupiła ponad 300 tys. dawek szczepionki sezonowej za blisko 6 mln zł. Co więcej, minister zaleciła szczepienie nią osób z grup ryzyka, m.in. kobiet w ciąży. Szczepienia takie na masową skalę przeprowadzono.

Ta kuriozalna decyzja była całkowicie nieuzasadniona. Szczepionka ta nie była w żaden sposób skuteczna przeciw grypie pandemicznej, co stwierdził jednoznacznie m.in. Specjalista Krajowy ds. Epidemiologii, prof. Andrzej Zieliński: „żadna poważna instytucja nie zaleca szczepionki przeciw grypie sezonowej przeciwko grypie H1N1v”. Profesor został później zdymisjonowany przez minister Kopacz.

Prof. Zieliński i inni eksperci przytaczali rezultaty badań dowodzących, iż „stara” szczepionka nie wytwarza odporności na pandemię, a jej stosowanie nie tylko nie zapobiegało zarażeniu, ale wręcz mogło u osób szczepionych zwiększać ryzyko hospitalizacji i zapalenia płuc! Głos ekspertów nie został jednak wzięty pod uwagę. Ewie Kopacz udało się skutecznie przekonać w 2009 r. Polaków, że warto się szczepić „starą” szczepionką. W rezultacie udało się zwiększyć jej sprzedaż w aptekach o pół miliona sztuk w porównaniu z rokiem 2008.

Skąd jednak wziął się oderwany od rzeczywistości i wręcz niebezpieczny dla pacjentów pomysł stosowania szczepionki, która nie chroniła przed panującą infekcją? Na to pytanie powinna szukać odpowiedzi prokuratura i CBA. Wystarczy zauważyć, że ten sam koncern, który w USA podkreślał potrzebę stosowania aktualnej szczepionki przeciw H1N1v oraz informował, że szczepionka sezonowa nie jest skuteczna przeciw grypie pandemicznej, w Polsce prowadził w tym czasie akcję promującą szczepionkę… sezonową! Akcja, wsparta oficjalnym stanowiskiem minister zdrowia, przyniosła efekty. 2,5 mln bezużytecznych, zalegających w magazynach szczepionek udało się wcisnąć Polakom. Toteż gdy na całym świecie koncern ten odnotował w 2009 r. spadek sprzedaży „starych” szczepionek, Polska była jedynym krajem, który odnotował wzrost. A Polacy wydali na to z własnej kieszeni ok. 70 mln zł.

Czy to właśnie lobbing leżał u źródeł tej niezwykłej decyzji minister Kopacz? Czy potraktowano Polskę jak kraj kolonialny, a nas jak tubylców, którzy kupią bezwartościowe świecidełka? Czy to dlatego Ewa Kopacz nawoływała do szczepień przeciwko grypie sezonowej, twierdząc wbrew faktom, że stanowi ona większość zachorowań?

Donaldowi Tuskowi udało się po 2007 r. zamieść pod dywan wiele afer. Wydawałoby się jednak, że tak bulwersująca kwestia, jak odpowiedzialność za śmierć setek, jeśli nie tysięcy osób musi mieć jakieś konsekwencje. Dlaczego zatem wokół sprawy, która w każdym normalnym kraju spowodowałaby burzę medialną i polityczną i skończyłaby się wyrokami sądowymi dla winnych, w Polsce panuje cisza?
Polub wiadomości niezalezna.pl
http://niezalezna.pl/60083-setki-ofiar- ... ewy-kopacz

pier1987
Posty: 1457
Rejestracja: 29 października 2011, 08:22
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: pier1987 » 22 września 2015, 16:44

Dmochowski o „aferze grypowej”: Rząd stosował propagandę, której skutkiem była tragedia tysięcy osób
– Rząd przyjął strategię, aby zaoszczędzić środki finansowe, bagatelizując skutki epidemii. Przyjęło to formę propagandy, której skutkiem była tragedia tysięcy osób – mówił w wieczornym programie „Wolne głosy” Artur Dmochowski. – To dramat wielu ludzi – dodał redaktor naczelny Wydawnictwa Słowa i Myśli.


Dmochowski jest autorem artykułu o „aferze grypowej” w Gazecie Polskiej, o którym pisaliśmy już wcześniej.

– Waham się kiedy słyszę słowo afera. To jest coś więcej, bowiem afera dotyczy korupcji, przekrętów itp. Tu mówimy o ludzkim życiu, o setkach osób, które zmarły, a mogłyby żyć. To raczej dramat – wyjaśniał Artur Dmochowski. – Chodzi o rok 2009, czyli tzw. pandemię świńskiej grypy. W naszym kraju rząd wprowadzał obywateli w błąd – mówił publicysta, przypominając, że ministrem zdrowia była wówczas obecna premier Ewa Kopacz.

– Generalnie słyszymy, że to był wielki sukces. Kiedy Donald Tusk przedstawiał Kopacz jako marszałka Sejmu, mówi o tej sprawie, jako o jej wielkim sukcesie. Tymczasem prawda jest zupełnie inna – stwierdził gość Michała Rachonia. Publicysta zaznaczył, że Polska nie walczyła z tą epidemią. – Ministerstwo zdrowia i rząd wprowadzali społeczeństwo w błąd. Podczas szczytu pandemii, Kopacz mówiła, że panuje zwykła grypa – oburzał się Artur Dmochowski.

Autor artykułu w Gazecie Polskiej przypomniał, że zachorowań na świńską grypę mogło być ponad 10 tys. – Manipulacja polegała na tym, że nie testowano, jaki wirus zaatakował wielu Polaków. Kopacz mówiła tylko o 200 przypadkach potwierdzonych laboratoryjnie – mówił Dmochowski, dodając, że w 2009 roku wirus świńskiej grypy wyparł wirusa sezonowej grypy. – Jak można powiedzieć, że jest zachorowań 200, jeśli posiada się wiedzę o wielu więcej przypadkach – pytał zirytowany.

– Kilka tysięcy ofiar, to jest prawdziwa liczba ofiar tej epidemii. Zwykle chorzy nie umierają na samą grypę, ale na powikłania pochorobowe – zauważył Dmochowski. Przypomniał też, że rząd przyjął strategię, aby zaoszczędzić środki finansowe, bagatelizując skutki epidemii. – Przyjęło to formę propagandy, której skutkiem była tragedia tysięcy osób – stwierdził dosadnie Dmochowski.

– Warto przypomnieć, że dr Janusz Kochanowski, czyli ówczesny Rzecznik Praw Obywatelskich, który zginął w Smoleńsku, zaczynał procedury, które miały wyjaśnić tę sprawę. Niestety po śmierci 10 kwietnia 2010 jego następca nie kontynuował tej pracy – przypomniał redaktor naczelny Słów i Myśli.

Zdaniem gościa wieczornych „Wolnych głosów” tajemnica wokół tego tematu świadczy o tym, że naszego państwa rzeczywiście nie ma. – To niestety również słabość naszego społeczeństwa obywatelskiego. W USA bardzo prosto sobie wyobrazić wielki ruch tworzony przez rodziny zmarłych z powodu grypy, którzy domagaliby się wyjaśnień – zauważył Dmochowski. – Zadziwiające, że wszystkich innych krajach to był temat numer jeden, u nas tę sprawę bagatelizowano – skwitował.
http://telewizjarepublika.pl/dmochowski ... 11891.html

pier1987
Posty: 1457
Rejestracja: 29 października 2011, 08:22
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: pier1987 » 22 września 2015, 16:45

Śmierć na Zielonej Wyspie. Przez manipulacje Ewy Kopacz zmarło kilka tysięcy ludzi
ezentujemy fragment Wstępu do książki „Afera grypowa. Szczepionki, pieniądze i kłamstwa” autorstwa Artura Dmochowskiego, która w przyszłym tygodniu trafi do sprzedaży w całym kraju. Książka jest aktem oskarżenia wobec Ewy Kopacz i jej postawy w czasie, kiedy była ministrem zdrowia. Zawiera wprost szokujące dane, o których nikt wcześniej nie słyszał i nie mówił głośno. Jest doskonale udokumentowana. Czy Ewa Kopacz publicznie odpowie na te oskarżenia?
Książka ukaże się nakładem Wydawnictwa Prohibita. W przedsprzedaży można ją kupić w księgarni Wydawcy.
Dokładnie pięć lat temu miał miejsce dramat, o którym informacje dotąd nie przedostały się do świadomości społecznej. Była to największa afera w historii III Rzeczypospolitej. Znacznie poważniejsza niż afery FOZZ, hazardowa, Rywina czy Amber Gold. O ile bowiem w tamtych chodziło o miliony czy nawet miliardy złotych, o władzę i korupcję, o tyle w tej stawka była znacznie większa – ludzkie życie.
Choć trudno w to uwierzyć, zmarło wówczas kilka tysięcy ludzi, których można było uratować. Ci ludzie, często młodzi i dotychczas zdrowi, osierocili dzieci i pozostawili w żałobie tysiące rodzin. Wiele z nich nie wie do dziś, że ich bliscy mogli żyć, a ich tragedia była następstwem bezwzględnych manipulacji polityków.
Tak, to brzmi niewiarygodnie. Jak to możliwe?! Dlaczego nikt o tym dotąd nie mówił ani nie pisał? – to oczywiste pytania, które natychmiast się nasuwają. Także i o tym, jak skutecznie zamieciono tę aferę pod dywan, napiszemy w tej książce. Byli bowiem ludzie, którzy od początku dostrzegali niebezpieczeństwo i próbowali przed nim ostrzegać. Przede wszystkim dr Janusz Kochanowski – Rzecznik Praw Obywatelskich.
Podajemy w książce fakty i dowody, które wskażą ludzi władzy, ponoszących za to konkretną odpowiedzialność. Przytoczymy liczby i dane, które pokażą ich manipulacje oraz zawierające oczywiste kłamstwa wypowiedzi przedstawicieli najwyższych władz, ludzi, którzy powinni być odpowiedzialni za zdrowie nas wszystkich i ochronę kraju przed groźbą epidemii.
Polska stanęła w 2009 roku przed poważnym zagrożeniem. Zaczął się wówczas rozprzestrzeniać nowy wirus grypy, który uznano za tak niebezpieczny, że ogłoszono światowy alert w obawie przed groźbą globalnej epidemii. Ta książka opowiada o tym, co wydarzyło się wówczas w naszym kraju. Szukam odpowiedzi na pytania, jak rząd Donalda Tuska z minister zdrowia Ewą Kopacz poradził sobie z tym zagrożeniem. Czy podjął właściwe kroki, by ochronić Polaków przed „świńską grypą”?
A przede wszystkim, czy kilka tysięcy osób, które zmarły z powodu grypy i wywołanych nią powikłań, rzeczywiście musiało umrzeć.
Gdy jesienią 2009 roku na całym świecie zapanowała epidemia „świńskiej grypy”, wydawało się nam, że Polska jest bezpieczna i wirus jej nie zagraża. Rząd zapewniał, że nie ma powodów do paniki. Minister zdrowia uspokajała, że obecności nowego wirusa w naszym kraju niemal nie odnotowano. Polska, jako jeden z nielicznych krajów rozwiniętych, nie przedsięwzięła zatem niemal żadnych poważniejszych kroków, by walczyć ze „świńską grypą”. Nie kupiono szczepionek, nie zastosowano na masową skalę leków antywirusowych ani nie wdrożono żadnych specjalnych procedur sanitarnych.
Epidemia minęła stosunkowo szybko i miała pozornie łagodny przebieg, co zdawało się potwierdzać słuszność przyjętej przez władze strategii. Rząd mógł twierdzić z dumą, że sprawnie poradził sobie z zagrożeniem, a decyzja minister Ewa Kopacz, by nie kupować szczepionek, wydawała się całkowicie uzasadniona. Decyzja ta stała się w rezultacie najmocniejszym punktem w jej politycznym dorobku, do którego miała się nieraz w przyszłości odwoływać, kiedy kwestionowano jej inne decyzje.
O pozostawienie takiego właśnie pozytywnego wrażenia zadbały zresztą wówczas niezadające zbyt wielu dociekliwych pytań największe media, dzięki którym utrwaliła się narracja o przenikliwej i odważnej minister zdrowia, która nie ugięła się pod presją zachłannych koncernów farmaceutycznych, chcących nam wcisnąć niebezpieczne szczepionki, aby zarobić miliony euro. W konsekwencji do dziś większość z nas jest przekonana, że żadnej epidemii śmiertelnej grypy właściwie nie było, a nasz kraj wyszedł z zagrożenia obronną ręką.
Tymczasem prawda jest zupełnie inna. Tragiczna. Okazuje się, że w samym 2009 roku zmarło z powodu grypy nie kilkaset, jak oficjalnie twierdzono, lecz wielokrotnie więcej, w dużej części młodych, którzy mogliby żyć do dzisiaj, gdyby nie błędne decyzje rządu. W dodatku „świński” wirus nie zniknął, lecz krąży do dziś i w każdym sezonie grypowym zbiera nadal śmiertelne żniwo. Ta książka zawiera poważne oskarżenia pod adresem winnych tego stanu oraz dowody, które je potwierdzają.
Powstała ona w dużej mierze dzięki informacjom zebranym przez dr. Dariusza Majkowskiego, który w sprawie wyjaśnienia tego dramatu współpracował z Rzecznikiem Praw Obywatelskich Januszem Kochanowskim, Zaniepokojony Rzecznik stawiał rządowi od końca 2009 roku wiele najpierw pytań, a potem zarzutów. Nie zdążył jednak nagłośnić problemu, gdyż zginął 10 kwietnia 2010 roku w Smoleńsku. Dr Majkowski już na początku epidemii zauważył szereg budzących wątpliwości faktów i decyzji, a następnie zebrał i opracował ogromną bazę dokumentów i danych na jej temat. Część z nich publikujemy w tej książce po raz pierwszy. Jestem mu głęboko wdzięczny za ogromny wysiłek włożony w poszukiwanie prawdy oraz zgodę na wykorzystanie tych materiałów. Bez jego pomocy ta książka by nie powstała.
Zasłużył on w pełni na tytuł „whistleblowera” – czyli tego, kto demaskuje, bije na alarm i ujawnia nadużycia i korupcję. Takie postacie, odważnych, narażających się władzy dla dobra publicznego bohaterów, znamy w Polsce niestety raczej z amerykańskich filmów niż z naszego współczesnego doświadczenia.
W głównych mediach znajdziemy niewiele na temat skutków pandemii: oderwane opisy poszczególnych przypadków zgonów albo nieukładające się w całość doniesienia o dramatycznej sytuacji w lokalnych szpitalach. O wiele więcej informacji udało się natomiast znaleźć w internecie. Blogerzy i internauci dostrzegli bowiem, że dzieje się coś niepokojącego i pisali na ten temat w swoich wpisach i komentarzach.
Choć nie mogli znać rozmiarów tragedii, która rozgrywała się w całym kraju, ani zrozumieć ukrywanych przed społeczeństwem jej przyczyn, ich świadectwa są bardzo wartościowe, gdyż dotyczą spraw, których byli naocznymi świadkami, np. dramatów osób im bliskich albo sytuacji w lokalnych placówkach służby zdrowia. Podobnie ciekawe świadectwa znajdowały się w listach od czytelników, które otrzymałem po moich wcześniejszych publikacjach na temat pandemii. Szczególnie interesujące informacje udało się znaleźć na specjalistycznych portalach medycznych, gdzie sami lekarze, zaniepokojeni tym, co widzieli wokół siebie, a co stało w sprzeczności z komunikatami Ministerstwa Zdrowia, wymieniali się spostrzeżeniami i dyskutowali między sobą. Postanowiłem zatem zamieścić w książce oprócz oficjalnych dokumentów, danych statystycznych i naukowych, także osobiste świadectwa i komentarze z internetu, gdyż choć większość z nich jest anonimowa, to ukazują one sytuację widzianą niejako oddolnie – z poziomu doświadczeń własnych, rodzin, przychodni lub szpitali, w których pracowali ich autorzy.
Artur Dmochowski
Jest to fragment Wstępu do książki „Afera grypowa. Szczepionki, pieniądze i kłamstwa”, która w przyszłym tygodniu trafi do sprzedaży w całym kraju. Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Prohibita. [Więcej informacji o książce na stronie Wydawcy.(http://prohibita.pl/p157,ksiazka.html#)

pier1987
Posty: 1457
Rejestracja: 29 października 2011, 08:22
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: pier1987 » 26 września 2015, 19:28

Niepoprawne Radio PL – afera grypowa. Koniecznie posłuchaj!
http://blog-n-roll.pl/pl/niepoprawne-ra ... gbjTcv0-Mk

pier1987
Posty: 1457
Rejestracja: 29 października 2011, 08:22
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: pier1987 » 26 września 2015, 19:43

To na świńską grypę w Polsce zmarło 2000 czy 200 osób?

1. Artykuł we wczorajszym tygodniku Gazecie Polskiej poświęcony pandemii świńskiej grypy w naszym kraju w II połowie 2009 i w pierwszych miesiącach 2010 roku, każe zadać pytanie czy żyjemy w państwie które opisywał Orwell czy też w demokratycznym kraju, w którym obywatele mają prawo do rzetelnej informacji szczególnie w sytuacji kiedy zagrożone jest ich zdrowie i życie.

Tekst nawiązuje do pamiętnego okresu przełomu 2009 i 2010 roku, kiedy na świecie i w Europie mieliśmy do czynienia z wirusem świńskiej grypy słynnym H1N1 na taką skalę i z takim poziomem zagrożenia zdrowia i życia ludzkiego, że Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) ogłosiła VI najwyższy poziom zagrożenia epidemią świńskiej grypy.

Przypomnę tylko, że rządząca w Polsce koalicja PO-PSL ogłosiła, że w Polsce zagrożenie tym wirusem jest niewielkie, że są to wręcz pojedyncze przypadki na tysiące zachorowań na grypę w sezonie jesienno -zimowym.

Zarówno Premier Donald Tusk jak i ówczesna Minister Zdrowia Ewa Kopacz twierdzili, że dominujące zachorowania na grypę to zachorowania na grypę sezonową. Szefowa resortu zdrowia w wypowiedzi 9 listopada (wtedy kiedy zdiagnozowano śmierć pierwszego w Polsce pacjenta na grypę H1N1), stwierdziła wręcz że na grypę H1N1 w Polsce dzisiaj choruje 200, słownie 200 osób.

Konsekwencją takiej diagnozy prezentowanej przez rządzących była rezygnacja przez Polskę z zakupu szczepionki przeciwko wirusowi N1H1, nawet dla pacjentów z tzw. grup ryzyka.

Byliśmy jedynym krajem w UE, a prawdopodobnie i w całej Europie , który tej szczepionki nie kupił, ba w mediach okrzyknięto to wręcz genialnym posunięciem Pani Minister Kopacz, która w ten sposób przechytrzyła pazerne koncerny farmaceutyczne i uratowała setki milionów pieniędzy budżetowych.

Ten mit o genialności Pani Minister Kopacz został zresztą utrwalony przez samego Premiera Tuska, który prezentując sylwetkę swojej parlamentarnej koleżanki jako kandydata na Marszałka Sejmu, użył go jako argumentu przemawiającego za tym, żeby taka osoba piastowała funkcję II osoby w państwie.

2. Według Gazety Polskiej statystyki WHO dotyczące epidemii świńskiej grypy w latach 2009-2010 mówią jednak co innego. Można się z nich dowiedzieć, że w Europie zachorowania na grypę w 95-99% były spowodowane przez wirus H1N1, a więc nie ma żadnych podstaw do stwierdzeń, że inaczej w tym czasie mogły wyglądać zachorowania na grypę w Polsce.

Skoro tak, to zalecenia resortu zdrowia, który uparcie rekomendował Polakom szczepienia przeciwgrypowe przy pomocy szczepionki na grypę sezonową jawią się jako zalecenia, które wprost stanowiły zagrożenie dla zdrowia i życia mieszkańców naszego kraju w szczególności osób z tzw. grup ryzyka.

Ten wątek zresztą w tekście jest rozbudowany, pojawia się wręcz sugestia o zaangażowanie ważnych osób w państwie do promowania tej nieprzydatnej do ówczesnego zagrożenia szczepionki, w wyniku czego jeden z koncernów farmaceutycznych zarobił na niej grube pieniądze.

3 .Według oficjalnych statystyk w Polsce na grypę spowodowaną wirusem H1N1 zmarło 182 osoby (statystyki do końca lutego 2010), natomiast według WHO ofiar tej grypy na świecie było 20 tysięcy, z tego w naszym kraju zgonów spowodowanych tym wirusem było około 2 tysięcy (co 10 zmarły na świńską grypę na świecie, to zmarły w Polsce).

Duża część z nich to byli młodzi ludzie, ponieważ ten wirus w przeciwieństwie do tego sezonowego, powodował ciężkie zapalenie płuc i nieodwracalne ich uszkodzenie, a następnie śmierć właśnie u młodych i do tej pory zdrowych ludzi.

W najbliższy piątek Premier Tusk ma prezentować w Sejmie informację o sytuacji w ochronie zdrowia spowodowanej skandaliczną ustawą refundacyjną. Informacja ta znalazła się w porządku obrad na skutek wniosku klubu Prawo i Sprawiedliwość. W debacie będziemy chcieli spowodować, żeby Premier odniósł się także do tych bulwersujących informacji dotyczących zgonów spowodowanych przez wirus H1N1, opublikowanych przez tygodnik Gazeta Polska.
http://zbigniewkuzmiuk.salon24.pl/38057 ... y-200-osob

ODPOWIEDZ