Czy rząd PO odpowiada za zgon 2000 osób?

Polityka, gospodarka, ekonomia...
pier1987
Posty: 1457
Rejestracja: 29 października 2011, 08:22
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: pier1987 » 25 października 2015, 12:16

Zakończmy czas nieodpowiedzialności
Ewa Kopacz ponosi odpowiedzialności za śmierć kilku tysięcy Polaków. Książka Artura Dmochowskiego „Afera grypowa” przytacza dowody na potwierdzenie tej tezy. Autorowi do tej pory nikt nie zarzucił nieprawdy, nie domagał się sprostowania, nie groził procesem.

W najgorętszym czasie kampanii wyborczej przyszły przenikliwe chłody. Stosunkowo wczesne jak na tę porę roku i na tyle silne, że w przychodniach i aptekach zaroiło się od pacjentów. Tym bardziej warto przypomnieć aferę grypową, opisaną w książce pod tym właśnie tytułem przez naszego redakcyjnego kolegę Artura Dmochowskiego. Nie tylko jako kolejną aferę rządu PO–PSL (okupioną życiem kilku tysięcy Polaków), ale też jako przestrogę. Ci ludzie zmarli na świńską grypę podczas pandemii grypy w latach 2009 i 2010. Mogli żyć, gdyby nie świadome wprowadzenie opinii publicznej w błąd przez ówczesną minister zdrowia Ewę Kopacz. To ona, bądąc odpowiedzialna za zakupy szczepionek, zrezygnowała ze sprowadzenia ich do Polski, a usprawiedliwiając decyzję, celowo bagatelizowała zagrożenie. "Gazeta Polska" już dwa lata temu, podejmując ten temat, postawił odważną tezę – to rząd Platformy Obywatelskiej ponosi odpowiedzialność za śmierć kilku tysięcy Polaków. Od miesiąca na półkach księgarskich dostępna jest książka, która przytacza wiele dowodów na potwierdzenie tej tezy. Są tam wystarczające argumenty, by zarówno ówczesnego premiera Donalda Tuska, jak i Ewę Kopacz postawić przed Trybunałem Stanu. Szokujące dane zawarte w książce nie doczekały się jakiejkolwiek reakcji głównych sprawców. Pytałem Artura Dmochowskiego – do poniedziałku 12 października nikt nie zarzucił mu nieprawdy, nie domagał się sprostowania, nie groził procesem. Ale książka przytaczająca fakty, oficjalne dokumenty i statystyki, nie została również zauważona przez tzw. główne media. Milczą politycy, lekarze, dziennikarze. Chciałem napisać że „w normalnym kraju takie informacje wywołałyby szok, medialną i polityczną burzę, ogólnonarodową dyskusję, kancelarie prawne natychmiast rzuciłyby się, by uzyskać pełnomocnictwa rodzin zmarłych, pojawiłby się wniosek o dymisję rządu”… Już się zacząłem nakręcąć... Tak byłoby w normalnym państwie. Ale nie w państwie Platformy.

W gorącym czasie kampanii wyborczej pojawia się też inna książka, zatytułowana właśnie „Państwo Platformy. Bilans zamknięcia”. Prof. Andrzej Zybertowicz wraz z naukowcami Radosławem Sojakiem i Maciejem Gurtowskim podjęli próbę bilansu rządów PO, biorąc pod lupę oficjalne wskaźniki, dane GUS, dokumenty rządowe i publikacje pochodzące z tzw. sprzyjających rządowi mediów. Książka rozmontowuje skutecznie mit „zielonej wyspy”, rysując katastrofalny stan państwa. Pokazuje to w języku liczb, słupków, wykresów. Choćby ten, na którym widać, że kraj rządzony przez premier lekarkę, jest na ostatnim miejscu wśród 28 państw UE pod względem liczby lekarzy i personelu medycznego na 1000 mieszkańców. Albo dane, z których wynika, że ze wzrostu polskiego PKB korzystają przede wszystkim zagraniczne podmioty. Tej publikacji rządowa propaganda, choćby nie wiem jak bardzo chciała, nie zakwalifikuje do zbioru #polskawruinie. Podkreślam, nie są to publicystyczne dywagacje znanego profesora, ale oficjalne dokumenty wytworzone przez Eurostat, GUS i inne instytucje państwa i rząd. Czy poznamy reakcję rządowych ekspertów? Ich odpowiedź, analizę tabeli, interpretację przedstawionych danych i statystyk zawartych w książce? Otóż nie. Książka jest kompletnie przemilczana. Znowu nic się nie stało? Jadwiga Staniszkis, opisując ten mechnizm, użyła sformułowania „instytucjonalizacja nieodpowiedzialności”. Na szczęście, raz na cztery lhttp://niezalezna.pl/71975-zakonczmy-czas-nieodpowiedzialnosciata mamy możliwość pociagnąć sprawców do odpowiedzialności. To już niedługo.

pier1987
Posty: 1457
Rejestracja: 29 października 2011, 08:22
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: pier1987 » 25 października 2015, 12:17


pier1987
Posty: 1457
Rejestracja: 29 października 2011, 08:22
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: pier1987 » 25 października 2015, 12:19

Wirus Ewy Kopacz
Afera grypowa mogłaby być dla Ewy Kopacz tym samym, czym dla Bronisława Komorowskiego stały się związki z WSI, a Artur Dmochowski mógłby być dla niej tym, kim dla byłego prezydenta jest Wojciech Sumliński. Niestety sprawa nie może – z kilku przyczyn – przebić się do szerszej świadomości społecznej. Tymczasem dotyczy spraw o wiele mniej dla zwykłego człowieka abstrakcyjnych, niż działania krajowych i zagranicznych służb specjalnych. Co więcej, w tej szafie znajduje się naprawdę dużo trupów i nie ma tu niestety żadnej przenośni.

W największym skrócie chodzi o epidemię świńskiej grypy, jaka dwukrotnie, w 2009 i 2012 roku przeszła przez Polskę. W 2009 roku, gdy ministrem zdrowia była Ewa Kopacz, doszło – jak twierdzi (uzbrojony w liczne dowody) Dmochowski – do następującej sekwencji wydarzeń: na początku zlekceważono całkowicie zagrożenie nowym wirusem, koncentrując się na walce (propagandowej i praktycznej) ze zwykłą grypą, praktycznie nie stanowiącą wówczas problemu, następnie masowo fałszowano statystyki i ukrywano przed społeczeństwem rozmiar epidemii, cały czas lansując nic w nowej sytuacji nie warte szczepionki, ignorując potrzebę zakupu i podawania leków przeciwwirusowych i szczepionek przeciw świńskiej grypie, wreszcie zaś – po odtrąbieniu rzekomego sukcesu, jakim było nieulegnięcie lobbingowi wielkich firm farmaceutycznych - kupiono olbrzymie ilości zalegających europejskie magazyny szczepionek przeciw grypie klasycznej, których nieskuteczność wobec nowej odmiany wykazały liczne badania i praktyka. Na zewnątrz podawano inne statystyki, niż w kraju, zaś do aktów zgonów wpisywano jako przyczyny poszczególne następstwa grypy, zamiast samej choroby, dzięki czemu Polska jawi się jako wyjątek na skalę europejską. Nie chcę tu streszczać całej książki, myślę, że warto zapoznać się z interpelacją Zbigniewa Kuźmiuka i wpisem na jego blogu (linii poniżej) oraz prasowymi publikacjami samego Dmochowksiego.
Artur Dmochowski sprawą zajmuje się przede wszystkim na łamach „Gazety Polskiej” i „Gazety Polskiej Codziennie”, zaś książka „Afera grypowa. Szczepionki, pieniądze i kłamstwa” jest podsumowaniem wielu lat dziennikarskiego śledztwa. Uzupełnia je bardzo bogaty aneks, na który składają się dokumenty, współtworzone przez lekarzy, statystyki GUS i WHO, interpelacja posła Kuźmiuka, który jako jeden z niewielu polityków próbował zająć się tematem i wiele innych rzeczy – dodatkowe materiały razem stanowią prawie połowę książki. Jest w nich również rozmowa z dr. Dariuszem Majkowskim ( w części właściwej znajdziemy sporo pisanych na bieżąco notatek Majkowskiego, a także rozmaitych wpisów blogowych i innych wypowiedzi), lekarzem, badającym przebieg epidemii grypy w Polsce i formułującym bardzo mocne zarzuty wobec władz oraz z wdową po Januszu Kochanowskim, Ewą Kochanowską, która opowiada o przerwanych przez katastrofę smoleńską działaniach w celu wyjaśnienia tej sprawy, jakie jej mąż prowadził jako Rzecznik Praw Obywatelskich.

„Afera grypowa. Szczepionki, pieniądze i kłamstwa” to ważna pozycja, która znów nie może się przebić. PiS ma wystarczająco dużo bieżących tematów do krytykowania rządu, zaś spora część prawicowego elektoratu jest z zasady nieufna wobec szczepionek. A że do szczepionek sprowadzono społeczny odbiór tej sprawy, jest ona dla nich obojętna. Niesłusznie, o czym warto się przekonać.
Na koniec muszę niestety zwrócić uwagę na fakt, że brak korekty (literówki) i redakcji (bardzo dużo powtórzeń, z których większość nie znajduje merytorycznego uzasadnienia) bardzo daje się chwilami we znaki. Nie zmienia to faktu, że nad wnioskami Dmochowskiego i Majkowskiego powinni pochylić się zarówno politycy opozycji, jak lekarze i wymiar sprawiedliwości.

Artur Dmochowski, Afera grypowa. Szczepionki, pieniądze i kłamstwa, Prohibita 2015
Kuźmiuk:
http://zbigniewkuzmiuk.pl/praca_poselsk ... =10&i=1124
http://kuzmiuk.blog.onet.pl/2014/09/01/ ... premierem/
5

pier1987
Posty: 1457
Rejestracja: 29 października 2011, 08:22
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: pier1987 » 25 października 2015, 12:25

Ewa Kopacz - Wonderwoman czy seryjny kłamca ?

Coraz więcej faktów świadczy o tym, że PEK jest kłamcą i to seryjnym, a osławione "przekopywanie ziemi smoleńskiej na metr w głąb" i "profesjonalne sekcje zwłok w wykonaniu rosyjskich lekarzy we współpracy z polskimi" nie były pierwszym czystym wymysłem tej pani. Już bowiem w r.2009 przy okazji światowej pandemii świńskiej grypy udało się ówczesnej minister zdrowia przy pomocy reżimowej propagandy stworzyć i rozpowszechnić narrację przesłaniającą rzeczywisy bieg wypadków. Jak podaje "Gość Niedzielny" w oparciu o książkę Artura Dmochowskiego "Afera grypowa". świńska grypa dotarła również do Polski, ale bałaganiarskie platfusy jak zwykle zareagowały po fakcie i nie zdołały zakupić szczepionek. Odwracając kota ogonem, wykreowano narrację, w myśl której Ewa Kopacz okazała się Wonderwoman broniącą polskich obywateli pzed zachłannością koncernów farmaceutycznych, które rzekomo chciałyi nam wmówić, że zwykła sezonowa grypa to pandemia grypy świńskiej i próbowały naciągnąć nas na kasę.

W efekcie działań tej Wonderwoman w r. 2009 zmarło o ponad 8 tysięcy chorych więcej w porównaniu ze średnią za lata 2002 - 2008. Takich oto wybitnych specjalistów wybraliście sobie, ludziska, do rządzenia państwem, w XXI w.. Polityczne mistrzostwo świata.

http://gosc.pl/doc/2701836.Afera-grypowa

pier1987
Posty: 1457
Rejestracja: 29 października 2011, 08:22
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: pier1987 » 25 października 2015, 12:26

Afera grypowa / Spotkanie z Arturem Dmochowskim
https://www.youtube.com/watch?v=cInWDAreL-E

pier1987
Posty: 1457
Rejestracja: 29 października 2011, 08:22
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: pier1987 » 25 października 2015, 12:27

Setki ofiar kłamstw Ewy Kopacz. Chorzy na grypę nie musieli umierać
http://niezalezna.pl/59851-setki-ofiar- ... li-umierac

pier1987
Posty: 1457
Rejestracja: 29 października 2011, 08:22
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: pier1987 » 25 października 2015, 12:49

Ofiary Ewy Kopacz
Z Arturem Dmochowskim, autorem książki „Afera grypowa”, rozmawia Mateusz Rawicz



- Czym jest afera grypowa? Kiedy wybuchła?

- Dokładnie pięć lat temu miał miejsce dramat, o którym informacje dotąd nie przedostały się do świadomości społecznej. Była to moim zdaniem największa afera w historii III Rzeczpospolitej. Znacznie poważniejsza niż afery FOZZ, hazardowa, Rywina czy Amber Gold. O ile bowiem w tamtych chodziło o miliony czy nawet miliardy złotych, o władzę i korupcję, o tyle w tej stawka była znacznie większa: ludzkie życie.

- Trudno w to uwierzyć…

Tak, wiele osób tak mówi, bo prawda o liczbie ofiar epidemii „świńskiej” grypy do dziś jest nieznana. Dlatego napisałem tę książkę. Zmarło bowiem wówczas kilka tysięcy osób, które można było uratować. Ci ludzie, często młodzi i zdrowi, osierocili dzieci i pozostawili w żałobie tysiące rodzin. Wiele z nich do dziś nie wie, że ich bliscy mogli żyć, a ich tragedia była następstwem bezwzględnych manipulacji polityków. Tak, to brzmi niewiarygodnie. Jak to możliwe? Dlaczego nikt o tym dotąd nie mówił ani nie pisał? – to oczywiste pytania, które natychmiast się nasuwają. Także i o tym, jak skutecznie zamieciono tę aferę pod dywan, piszę w tej książce. Byli bowiem ludzie, którzy od początku dostrzegali niebezpieczeństwo i próbowali przed nim ostrzegać. Przede wszystkim dr Janusz Kochanowski, Rzecznik Praw Obywatelskich.

- Pierwsze skojarzenie jakie nasuwa się w związku z epidemią „świńskiej” grypy, to szczepionki…

- Tak, wszyscy mamy to wdrukowane. Natychmiast przypominamy sobie długie wahania rządu i minister zdrowia związane z jej ewentualnym zakupem, relacjonowane bogato w mediach nieudane negocjacje Ewy Kopacz z koncernami farmaceutycznymi i przede wszystkim jej finalną decyzję o odmowie kupna szczepionek antygrypowych przez Polskę. Decyzja ta z początku wydawała się kontrowersyjna, lecz później, gdy okazało się, że wiele państw pozostało z niewykorzystanymi szczepionkami, co kosztowało je miliony euro, zaczęto ją powszechnie uważać za niepodważalny sukces minister Kopacz.

- Jednak szczepionki to temat dużo bardziej skomplikowany…

- Choćby dlatego, że rząd Donalda Tuska jednak je kupił, tyle że informacja ta nie przedostała się do opinii publicznej. Prawda jest bowiem taka, że Ewa Kopacz wydała 6 mln zł i poleciła zaszczepić 300 tys. osób, m.in. kobiet w ciąży i małych dzieci, kompletnie nieskuteczną szczepionką.

- Skąd się wzięła niechęć rządu do używania leków przeciwwirusowych?

- To było w tej sprawie najważniejsze, a nie szczepionki. Między innymi dzięki szerokiemu użyciu leków przeciwwirusowych stosunkowo szybko poradzono sobie z A/H1N1v w kraju, w którym został wyhodowany, czyli w Meksyku. Były one tam bowiem łatwo dostępne - można je było nabyć bez recepty. W Polsce lek musiał być przepisany przez lekarza. Jednak w latach poprzedzających pandemię lekarstwa przeciwwirusowe, podobnie jak w innych krajach, stosowano jedynie sporadycznie. Społeczeństwo i lekarzy należało więc wyraźnie i jednoznacznie poinformować, że stanowią one skuteczną terapię właśnie przy wirusie „świńskim” i że w związku z tym powinny być stosowane na jak najszerszą skalę. Tymczasem stało się wręcz przeciwnie. Ani sama minister zdrowia, ani inni przedstawiciele jej resortu nie tylko nie propagowali szerokiego stosowania terapii antywirusowej, lecz wręcz przeciwnie – zachęcali, w oczywisty sposób niezgodnie z wymogami sytuacji, do stosowania metod tradycyjnych, twierdząc, że chorzy po prostu powrócą samoistnie do zdrowia, tak jak w przypadku zwykłej grypy.

- Z zaleceń Ministerstwa Zdrowia wynikało, że stan pacjenta musiał być dostatecznie poważny, by lekarze mogli włączać te leki do terapii…

- Oznaczało to jednak niepotrzebne oczekiwanie i wiązało się z narażaniem pacjentów, zmniejszając ich szanse przeżycia. Mówiąc obrazowo, rekomendacje resortu Ewy Kopacz przypominały postępowanie dyspozytora pogotowia ratunkowego, który pacjentowi z bólem w klatce piersiowej zalecałby drugi telefon za godzinę.

- W Polsce stosowano te leki zbyt późno i zbyt rzadko…

- Doprowadziło to do ogromnej liczby zgonów w wyniku powikłań pogrypowych, przede wszystkim ciężkiego zapalenia płuc, których można było uniknąć, gdyby chorym zapisywano je natychmiast po wystąpieniu pierwszych objawów. Lekarze sądzili bowiem - zgodnie z tym, co podawali im oficjalnie urzędnicy państwowi - że dominuje grypa sezonowa, która w poprzednich latach była zwykle odporna na leczenie przeciwwirusowe. Wprowadzeni w ten sposób w błąd przez resort zdrowia stosowali więc powszechnie znaną, standardową terapię: „Aspiryna i do łóżka”, a nie próbowali leczyć grypy lekami przeciwwirusowymi. Niestety, często nie włączali tych leków jak najszybciej to tylko było możliwe także w grupach ryzyka cięższego przebiegu grypy.

- Miało to tragiczne konsekwencje dla wielu pacjentów…

- 12 listopada 2009 roku do szpitala w Gdańsku przywieziono 37-letniego pacjenta z marskością wątroby, niezaszczepionego przeciw grypie. Kilka dni wcześniej zgłosił się on do lekarza w Pucku z objawami grypy. Nie otrzymał leku przeciwwirusowego. Lekarz, który go przyjął, zgodnie z zaleceniami Ministerstwa Zdrowia nie wziął pod uwagę grypy H1N1, jako najbardziej prawdopodobnej przyczyny choroby. Pacjent zmarł 13 listopada. Był pierwszą oficjalnie potwierdzoną śmiertelną ofiarą pandemii w Polsce.

- Lekarze nie zorientowali się, że mamy do czynienia z epidemią?

- Wprowadzani w ten sposób w błąd przez władze sanitarne, z minister zdrowia na czele, przyzwyczajeni do typowego przebiegu grypy sezonowej, lekarze nie mogli wiedzieć, jakie mogą być konsekwencje tradycyjnego podejścia do leczenia. Ministerstwo zataiło przed nimi kluczową informację o jedynym słabym punkcie nowego wirusa. Należy raz jeszcze podkreślić niezwykle istotną kwestię dotyczącą używania leków antywirusowych. Ich skuteczność zależy w decydującym stopniu od czasu ich podania. Podstawowym warunkiem jest zaaplikowanie ich natychmiast po ujawnieniu choroby, a najdalej w ciągu jej pierwszych 48 godzin. Potem ich skuteczność staje się niewielka. Nie można zatem było czekać na rozwój infekcji, jak wynikało z zaleceń ministerstwa, które rekomendowało ich podanie dopiero, gdy stwierdzono poważny stan pacjenta. Zbyt późne włączanie leczenia przeciwwirusowego stało się powodem znacznego zwiększenia liczby zgonów.

- Dlaczego rząd przyjął takie zalecenia?

- Ewa Kopacz zaplątała się we własnych kłamstwach. Ministerstwo Zdrowia twierdziło, że zapasy leków antywirusowych zgromadzone w hurtowniach są wystarczające nawet wobec ogromnej liczby zachorowań. Skąd zatem decyzja, że należy leczyć tylko najciężej chorych i najbardziej zagrożonych? Wygląda to na oczywisty błąd w sztuce, spowodowany zapewne bagatelizowaniem pandemii. Minister Kopacz i jej współpracownicy po prostu uwierzyli we własną propagandę, a w konsekwencji nie uznali za konieczne prowadzenia maksymalnie wytężonej walki ze „świńskim” wirusem. Być może rząd obawiał się też niezadowolenia spowodowanego wysoką ceną tych leków, gdyż nie były one refundowane. Gdyby natomiast, wskutek nacisku społecznego, wprowadzono je na listę leków refundowanych, obciążyłoby to dodatkowo i tak przecież zadłużony budżet.

- Może obawiano się, że pacjenci wykupią z aptek leki antywirusowe?

- Wtedy mogłyby pojawić się zarzuty, że rząd nie zadbał o właściwe przygotowanie kraju do walki z pandemią. Ponadto chodziło o to, że choć Ewa Kopacz bardzo chciała kupić szczepionki, to nie udało się jej znaleźć ich na rynku, gdyż inne rządy ją uprzedziły. I wtedy, żeby przykryć swoją nieudolność, wymyśliła propagandową bajeczkę, że „świńska” grypa jest niegroźna i że nie powinniśmy się nią przejmować ani z nią walczyć. Rzetelne zbadanie wszelkich okoliczności afery powinno należeć do właściwych organów państwa. Należy się to rodzinom tysięcy ofiar infekcji. Zresztą, co wydaje się oczywiste, władze powinny już w trakcie trwania pandemii uczciwie informować o rzeczywistej sytuacji i zagrożeniach. Nie robiąc tego, wzięły na siebie odpowiedzialność za stosowanie przez wprowadzonych w ten sposób w błąd lekarzy terapii opartych na niewłaściwych przesłankach.

- Nie był to jedyny błąd władz…

- Władze nie zadbały również skutecznie o implementację międzynarodowych zaleceń, wydanych m.in. przez Światową Organizację Zdrowia, jak najszybszego włączania leczenia przeciwwirusowego zwłaszcza w grupach ryzyka. Nie położono też w instrukcjach dla lekarzy, wydawanych w pierwszym okresie trwania pandemii, kiedy zachorowania były najbardziej nasilone, właściwego nacisku na fakt, że leki antywirusowe są skuteczne tylko wtedy, gdy zostaną podane w ciągu pierwszych 48 godzin. Resort Ewy Kopacz nie przygotowywał więc lekarzy właściwie do rozpoznawania i walki z nową grypą. A w jaki sposób można było skutecznie walczyć z rozprzestrzenianiem się choroby, najlepiej pokazuje przykład Wielkiej Brytanii. Władze sanitarne w Londynie, uprzedziły przede wszystkim lekarzy, że prawie wszystkie przypadki zachorowań jesienią 2009 roku, będą grypą „świńską”.

Wywiad ukazał się w tygodniku "Nasza Polska" nr 39 (1037) z 29 IX 2015
http://www.naszapolska.pl/index.php/cat ... ewy-kopacz

pier1987
Posty: 1457
Rejestracja: 29 października 2011, 08:22
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: pier1987 » 25 października 2015, 13:53

Dmochowski: Ewa Kopacz kłamała w sprawie szczepionek
Ewa Kopacz kłamała, manipulowała i z tego względu było wiele ofiar – o złych działaniach rządu podczas epidemii grypy w 2009 roku mówił w Poranku Wnet Artur Dmochowski, autor książki „Afera grypowa, szczepionki, pieniądze i kłamstwa”

W 2009 roku światem wstrząsnął strach przed tzw. świńską grypą. Stare szczepionki nie zabezpieczały przed tym rodzajem grypy. Polski rząd ostatecznie nie kupił nowych szczepionek, co zostało ogłoszone jego sukcesem. Zdaniem Artura Dmochowskiego cała ta sytuacja nie wyglądała tak dobrze.

- Ewa Kopacz kupiła wtedy szczepionki tylko, paradoksalnie rząd na jej żądanie kupił wtedy za 7 milionów złotych 300 tysięcy sztuk szczepionek na grypę z ubiegłego roku, to znaczy szczepionek zupełnie niewłaściwych.

Jak mówi autor, w książce jednak nie chodzi o szczepionki – chodzi o to, że Ewa Kopacz kłamała, manipulowała i z tego względu było wiele ofiar – a ich liczbę autor określa na cztery tysiące osób.

Gdy dosyć niespodziewanie wybuchła epidemia każdy rząd chciał kupić nowe szczepionki – a rząd Donalda Tuska z „ministrą” zdrowia Ewą Kopacz po prostu na tym rynku nie dał sobie rady, zaczął działać zbyt późno, zbyt nieudolnie i do tych szczepionek się nie dopchał.

- Kiedy w listopadzie było widać, że epidemia kulminuje i mija pojawiła się nowa narracja rządowa, że właściwie ta grypa nam nie zagraża, żeby się przejmować tzw. zwykłą grypą, tą na którą Ewa Kopacz potem kupiła szczepionki, tylko sęk w tym, że tej zwykłej grypy po prostu nie było, bo jej wirus został wyparty przez wirusa świńskiej grypy. 99% zachorowań było wtedy zachorowaniami na świńską grypę – kontynuował Artur Dmochowski

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy.

Dalsza rozmowa z Arturem Dmochowskim oraz reszta Poranka Wnet znajduje się tutaj.
http://www.radiownet.pl/szukaj?tag=5.10 ... k-510-2015

pier1987
Posty: 1457
Rejestracja: 29 października 2011, 08:22
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: pier1987 » 25 października 2015, 14:49

Afera grypowa
Piotr Legutko
 GN 38/2015 |
Co naprawdę wydarzyło się jesienią 2009 roku w Polsce? Czy największa (ponoć) osobista zasługa Ewy Kopacz nie jest w rzeczywistości jej największą winą?


Afera grypowa
LESZEK SZYMAŃSKI /PAP
19 lisopada 2009 roku minister zdrowia Ewa Kopacz i dr Andrzej Horban – krajowy konsultant ds. chorób zakaźnych zapewniali, że epidemii nie ma
Minister zdrowia w rządzie Donalda Tuska postąpiła słusznie, nie kupując sześć lat temu szczepionki przeciw świńskiej grypie. Epidemia była bowiem niegroźna, a leki niepotrzebne. Ewa Kopacz odważnie przeciwstawiła się lobbingowi potężnych koncernów farmaceutycznych, a budżet państwa dzięki jej mądrej decyzji wiele zaoszczędził. 
Taka wiedza na temat wydarzeń z jesieni 2009 jest dziś powszechna i podzielana… nawet przez przeciwników tamtego i obecnego rządu. Niestety, wiele wskazuje na to, że najważniejsze osiągnięcie Ewy Kopacz było de facto jej najpoważniejszym zaniechaniem. 


Prywatne śledztwo


Jak w klasycznym amerykańskim filmie o epidemiach, wszystko zaczęło się od zwyczajnego warszawskiego lekarza rodzinnego, przy okazji ojca pięciorga dzieci. Lek. med. Dariusz Majkowski miał dodatkową motywację do zajęcia się tematem świńskiej grypy, bo jesienią 2009 roku zachorowało także jego dwoje dzieci. Kontrast pomiędzy tym, co widział i co wiedział jako lekarz, a treścią oficjalnych komunikatów i rządowych rekomendacji skłonił go do podjęcia prywatnego śledztwa. Jego zaniepokojenie wzrastało wraz z wgłębianiem się w temat, rozmowami z innymi lekarzami, analizą danych. Zaalarmował Janusza Kochanowskiego, ówczesnego rzecznika praw obywatelskich. Ten – jako jedyny reprezentant opinii publicznej (poza Naczelną Radą Lekarską) – zaczął zadawać pani minister niewygodne pytania. A miał wiedzę także z pierwszej ręki, bo sam zachorował na grypę. 
Jego monity zostały przez Ewę Kopacz potraktowane w stylu, jaki dziś już dobrze znamy. „Pan profesor zapadł na grypę… ale bardzo szybko ozdrowiał. I potem był już bardzo aktywny medialnie” – kpiła. Dochodzenie rzecznika przerwała niestety śmierć w katastrofie pod Smoleńskiem.
Dariusz Majkowski próbował także zainteresować prawdziwą skalą pandemii media. Nie było to łatwe, bo akurat w tej sprawie praktycznie wszyscy dziennikarze kibicowali władzy. Jedni powodowani konformizmem, inni niechęcią do wyrzucania publicznych pieniędzy na wydumane (a nie realne) zagrożenia. Trop podjął jedynie Artur Dmochowski z „Gazety Polskiej”. I już nie odpuścił. Plonem jego dziennikarskiego śledztwa jest książka „Afera grypowa”, która właśnie trafiła do księgarń. 


Rząd nie mówił prawdy


Z perspektywy sześciu lat widać więcej. Dziś już nie ma wątpliwości, że w Polsce mieliśmy do czynienia z prawdziwą, a nie wydumaną pandemią, która przyniosła dużo większe od oficjalnie ujawnionego śmiertelne żniwo. Jesienią 2009 roku być może nie sposób było przewidzieć skali epidemii, ale podstawowym obowiązkiem władzy było informowanie obywateli o realnym zagrożeniu. Ani Donald Tusk, ani Ewa Kopacz z tego obowiązku się nie wywiązali. Przeciwnie, do końca szli w zaparte. 
Szpitale i przychodnie pękały w szwach, nie sposób więc było negować faktów. Wybrano inną taktykę. Ministerstwo Zdrowia wprowadzało obywateli w błąd, twierdząc, że w kraju dominuje grypa sezonowa, a ryzyko związane z pandemią jest niewielkie. W rzeczywistości prawie wszystkie przypadki zachorowań na grypę w sezonie 2009/2010 były spowodowane przez pandemiczny wirus zwany „świńskim”. 
W listopadzie, gdy zakażonych było już co najmniej 100 tys. ludzi, Ewa Kopacz zapewniała: „W Polsce sytuacja z wirusem 
A/H1N1 nie daje powodów do niepokoju i wszczynania alarmu”. Było to stanowisko sprzeczne z zaleceniami Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), ale przede wszystkim ze stanem faktycznym, o którym rząd wiedział. WHO otrzymywało z Polski inne dane niż te, które dawkowano opinii publicznej. Raportowano, że w naszym kraju – jak wszędzie – dominuje wirus pandemiczny. Według GIS już latem 2009 roku 97 proc. wszystkich przypadków grypy spowodowanych było wirusem A/H1N1. A było to na długo przed listopadowym szczytem epidemii. Nawet wtedy jednak rzecznik rządu zapewniał: „Na razie mamy bardzo dobre informacje, bo naprawdę bronimy się przed tą grypą, nie dopuszczono do rozprzestrzeniania się epidemii”.


Nic się nie dzieje, 
proszę czekać


Najgorsze, że prawdziwych informacji nie mieli też lekarze. – Pacjenci, którzy zmarli w 2009 roku z powodu grypy pandemicznej, mieli włączone leczenie zdecydowanie później niż np. w Niemczech – twierdzi Dariusz Majkowski. Jego zdaniem jednym z powodów była właśnie dezinformacja dotycząca sytuacji wirusologicznej.
Gdy rząd przekonywał Polaków, że „nic się nie stało”, praktycznie cały świat uruchamiał już standardowe procedury związane z pojawieniem się pandemii. Większość krajów zdecydowała się na wariant „treat all” (leczyć wszystkich) zamiast „at risk” (tylko z grup ryzyka). Władze Wielkiej Brytanii uprzedziły lekarzy, że należy przyjąć założenie, iż prawie wszystkie przypadki grypy będą odmianą „świńską”. Tak też w rzeczywistości było. Skala powikłań, a w ich wyniku śmiertelność, była podczas tej pandemii niska nie tylko ze względu na zastosowanie specjalnej szczepionki (w Polsce niedostępnej), ale też włączenie na masową skalę leków antywirusowych (także przez nas niezakupionych na potrzebną skalę).
Leki antywirusowe mają wśród lekarzy różną opinię, bo nie zawsze się sprawdzają. Ale akurat w przypadku tego wirusa, który szalał w 2009 roku, ich skuteczność była bardzo wysoka. Zwłaszcza w ciągu pierwszych 48 godzin po zachorowaniu. Nasz resort zdrowia i podległe mu służby zignorowały tę terapię i zachęcały do metod tradycyjnych. Ewa Kopacz pisała do lekarzy: „Leczenie antywirusowe nie jest zalecane osobom, które mają niepowikłany lub łagodny przebieg”. Artur Dmochowski komentuje to w swoje książce obrazowo: „Rekomendacje resortu Ewy Kopacz przypominały postępowanie dyspozytora pogotowia, który pacjentowi z bólem w klatce piersiowej zalecałby drugi telefon za godzinę”. 

Jak było naprawdę?


Oficjalnie z powodu świńskiej grypy zmarły w Polsce 182 osoby. Tymczasem według statystyk GUS z powodu chorób układu oddechowego i krążenia (a więc najbardziej typowych powikłań grypy) zmarło ogółem w 2009 aż o 6377 więcej osób niż w 2008 roku. Jeszcze gorzej wypada porównanie ze średnią z lat 2002–2008. W roku 2009 zmarłych było o 8 tys. więcej. Nastąpił gwałtowny wzrost – aż o 181 proc. wobec 2008 roku i 260 proc. w stosunku do średniej – zgonów z powodu „ostrej niewydolności oddechowej”.
Warto się chwilę zatrzymać nad taką kwalifikacją przyczyny śmierci, definiowaną także jako „zatrzymanie oddechu”. – Przecież ustanie krążenia czy oddychania nagminnie wpisywane do kart nie mogą być wyjściową przyczyną śmierci, lecz są raczej jej objawem. To tak, jakby ktoś napisał „umarł z powodu śmierci” – twierdzi prof. Janusz Szymborski z GUS. 
Artur Dmochowski, opierając się na analizach medycznych, szacuje, że za co najmniej połowę tych „nadprogramowych” zgonów odpowiada właśnie wirus A/H1N1. 
Można też zastosować inny przelicznik. Bogata już dziś literatura naukowa dotycząca pandemii sprzed 6 lat szacuje, że śmiertelność z powodu chorób układu oddechowego i krążenia związana z wirusem była 15-krotnie wyższa niż potwierdzona laboratoryjnie liczba zgonów na grypę. Skoro oficjalnie w Polsce było ich 182, to prawdopodobnie w wyniku powikłań zmarło co najmniej dalsze 3 tysiące osób. 
– Najprawdopodobniej ani rodziny chorych, ani lekarze nie mieli wówczas świadomości, że wyglądająca na zwykłe przeziębienie choroba, która miała miejsce na 20–30 dni przed zgonem, była świńską grypą. Tym bardziej, że byli przekonywani, że pandemii w Polsce nie ma – wyjaśnia źródła powszechnej niewiedzy Artur Dmochowski. 


Słabość przekuta w siłę


Polska była jedynym (poza Łotwą) krajem Europy, w którym szczepionka przeciw świńskiej grypie nie została zakupiona. „Nie weźmiemy w tym udziału, bo to nieuczciwe i niebezpieczne dla pacjentów” – grzmiał Donald Tusk. Ministerstwo Zdrowia prowadziło przez cały czas w mediach intensywną kampanię antyszczepionkową. Była ona jeszcze większym (niż brak zakupu) ewenementem w skali globu. Wyglądało na to, że nasz rząd posiada inne informacje niż służby epidemiologiczne wszystkich pozostałych krajów. Jesienią 2009 roku zaszczepiło się bowiem co najmniej 150 milionów ludzi na świecie. Nie odnotowano żadnych efektów ubocznych. Stwierdzona skuteczność szczepionki sięgała 70 proc.
Nasza oryginalność sięgała dalej. Polska była w 2009 roku jedynym krajem na świecie, gdzie wzrosło zużycie… starej, nieskutecznej szczepionki sezonowej. Resort zdrowia promował ją, podważając sensowność szczepionki pandemicznej. Mało tego, wbrew zaleceniom WHO Polska zakupiła 300 tys. dawek „starej szczepionki” za 6 mln. Z domowych budżetów poszło na to dalsze 70 milionów. Taka była cena złudnego poczucia bezpieczeństwa. Grypy sezonowej w Polsce bowiem nie było, a szczepionka przeciw „zwykłej” grypie nie chroniła przed grypą pandemiczną. 


Szczepionek przygotowanych specjalnie przeciw pandemii Polska faktycznie nie kupiła… Co nie znaczy, że kupić nie chciała. Nie jest też prawdą, że „koncerny farmaceutyczne nas naciskały” (jak mówił D. Tusk). W rzeczywistości to my naciskaliśmy, a one nie były w stanie zaspokoić światowego popytu. 
– Prawdziwy powód niekupienia szczepionek mógł być dość banalny. Rząd Donalda Tuska po prostu zbyt późno i mało energicznie zaczął starać się o zakup szczepionek. Brakowało ich już wtedy na rynku, gdyż firmy nie nadążały z produkcją dziesiątków milionów sztuk zamówionych wcześniej przez większość krajów rozwiniętych i ich zakup okazał się wówczas niemożliwy – ocenia Artur Dmochowski. Tę teorię potwierdza fakt, że nasz rząd próbował we wrześniu 2009 odkupić szczepionkę przeciw AH1/N1 od Szwecji, o czym informowały tamtejsze media. 
W grudniu 2009, gdy okazało się, że fala zachorowań jednak opada, można było z dalszych zabiegów zrezygnować, słabość obrócić w siłę, a nieudolność nazwać dalekowzrocznością. I tej wersji wydarzeń Ewa Kopacz trzyma się do dziś.
http://gosc.pl/doc/2701836.Afera-grypowa/2

pier1987
Posty: 1457
Rejestracja: 29 października 2011, 08:22
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: pier1987 » 25 października 2015, 14:51


pier1987
Posty: 1457
Rejestracja: 29 października 2011, 08:22
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: pier1987 » 29 października 2015, 10:21

Afera grypowa - jak było naprawdę. WSTRZĄSAJĄCE...
http://vod.gazetapolska.pl/11566-afera- ... trzasajace

pier1987
Posty: 1457
Rejestracja: 29 października 2011, 08:22
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: pier1987 » 29 października 2015, 13:39

Prokuratura Okręgowa w Warszawie domówiła śledztwa w tej sprawie

pier1987
Posty: 1457
Rejestracja: 29 października 2011, 08:22
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: pier1987 » 9 listopada 2015, 14:51


sonia
Posty: 6384
Rejestracja: 7 grudnia 2008, 15:50
Lokalizacja: z Polski

troszkę historii

Post autor: sonia » 9 listopada 2015, 17:22

ku pamięci...
pierwszy w tej sprawie był ś.p Janusz Kochanowski,Rzecznik Praw Obywatelskich
za
Polskim Radiem :
"Po rozmowie poinformował, że Ewa Kopacz wstępnie zgodziła się na udostępnienie dokumentacji. Rzecznik Praw Obywatelskich dodał, że po zapoznaniu się z tymi materiałami podejmie decyzję w sprawie ewentualnego wniosku do prokuratury przeciwko minister zdrowia Ewie Kopacz."
informacja z dnia 18.1. 2009
http://www.polskieradio.pl/5/3/Artykul/ ... ter-Kopacz
pozdr

pier1987
Posty: 1457
Rejestracja: 29 października 2011, 08:22
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: pier1987 » 9 listopada 2015, 18:16

Kopacz doigrała się - Kochanowski spełnił groźbę
Jak obiecywał tak zrobił - Rzecznik Praw Obywatelskich Janusz Kochanowski złożył do prokuratury zawiadomienie przeciwko minister zdrowia Ewie Kopacz ws. niedopełnienia obowiązków służbowych. Sprawa dotyczy niezakupienia przez rząd szczepionek przeciw grypie A/H1N1. Zachowanie ministerstwa zdrowia w tej sprawie Kochanowski ocenił jako niezrozumiałe i niedopuszczalne
"Żądam wszczęcia postępowania przygotowawczego przez uprawnionego oskarżyciela w sprawie niedopełnienia obowiązków służbowych przez ministra zdrowia i tym samym działanie na szkodę interesu społecznego poprzez stworzenie niebezpieczeństwa powszechnego zagrożenia epidemią grypy A/H1N1" - napisał we wniosku RPO.

Rzecznik resortu Piotr Olechno powiedział, że na razie nie będzie komentarza ze strony ministerstwa.

Zdaniem RPO prokuratura powinna wyjaśnić, "kto lub co sprawia, że Polska nie jest gotowa do walki z grypą i co trzeba zrobić, by nie powtórzyło się to w przyszłości". Zachowanie Ministerstwa Zdrowia w tej sprawie Kochanowski ocenił jako niezrozumiałe i niedopuszczalne. Jak powiedział, nie pozostało mu nic innego, jak skierować wniosek do prokuratury.
W piśmie do Zalewskiego Kochanowski napisał, że w obliczu istnienia zagrożenia epidemiologicznego oraz jednoznacznych zaleceń i rekomendacji podmiotów międzynarodowych i unijnych brak działań polskiego rządu, zmierzających do wdrożenia programu masowych szczepień, musi budzić uzasadniony niepokój, zwłaszcza w świetle odpowiednich działań podejmowanych w tej mierze w innych państwach UE, w tym w krajach sąsiadujących z Polską - Czechach i Niemczech.

Zdaniem RPO doszło do naruszenia wolności człowieka i obywatela oraz przepisów art. 165 kk, który mówi, że kto sprowadza niebezpieczeństwo dla życia lub zdrowia wielu osób, powodując zagrożenie epidemiologiczne lub szerzenie się choroby zakaźnej, podlega karze pozbawienia wolności od sześciu miesięcy do lat ośmiu. Rzecznik dodał, że w jego ocenie niebezpieczeństwo to jest "rzeczywiste, a zagrożenie epidemiologiczne jest powszechne i realne". Podkreślił przy tym, że niebezpieczeństwo to można sprowadzić nie tylko przez działania, ale też przez ich zaniechanie.

Jak napisał w dalszej części wniosku, kwestia odpowiedzialności prawno-karnej ministra zdrowia za wskazane przestępstwa powinna być zbadana w trybie procesowym, w drodze przeprowadzenia postępowania przygotowawczego, w trakcie których należałoby dokonać m.in. analizy dokumentacji zakupu szczepionek.

Jak mówił Kochanowski "w Polsce nie ma skutecznego systemu rejestracji zachorowań na grypę, a rząd odmawia obywatelom prawa dostępu do szczepionki, co narusza ich prawo wyboru".

RPO przypomniał, że w czerwcu Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) ogłosiła najwyższy, szósty stopień zagrożenia pandemią, jej objawy stwierdzono dotąd w 207 krajach, w tym we wszystkich należących do Unii Europejskiej, a liczba zgonów spowodowanych wirusem przekroczyła 8,5 tys. Jak dodał, w Polsce odnotowano w ostatnim czasie 24 przypadki śmierci osób zakażonych wirusem, także spoza grupy wysokiego ryzyka. - Zmarł sześcioletni chłopiec, a przed dwoma dniami młoda kobieta osierociła trójkę dzieci. Oczywiście nie wiemy, czy szczepionka mogła uratować im życie. Wiemy jednak na pewno, że zostali tej szansy pozbawieni i ktoś ponosi za to odpowiedzialność - moralną, polityczną i prawną - podkreślił.

Przypomniał, że do minister zdrowia Ewy Kopacz zwrócił się o informacje, jak zamierza ona przeciwdziałać zagrożeniu grypą już w kwietniu, kiedy WHO ogłosiła piąty stopień zagrożenia pandemią A/H1N1. Jak mówił, został zapewniony, że realizowane są wszystkie rekomendacje WHO i Unii Europejskiej. W jego ocenie odpowiedzi ministerstwa na jego listy były ogólnikowe i nie reagowano na jego prośby o rozmowę. Zaznaczył, że ostatecznie do spotkania w tej sprawie doszło; ale dopiero wtedy, kiedy zapowiedział doniesienie do prokuratury.

- Poprosiłem na tym spotkaniu o dane uzasadniające twierdzenia, że producenci specjalnych szczepionek stawiają trudne do przyjęcia warunki, a szczepionka przeciwko zwykłej grypie jest skuteczna także przeciwko A/H1N1. Pani minister zażądała wniosku na piśmie. Otrzymała go dwie godziny później, ale reakcji się nie doczekałem - powiedział Kochanowski.

Minister Zdrowia Ewa Kopacz wielokrotnie mówiła, że decyzję o zakupie szczepionek musi poprzedzić wiedza o wynikach badań klinicznych nad skutkami ich przyjmowania. Argumentowała też, że szczepionka, która obecnie dostępna jest w tzw. zamówieniach rządowych, powinna trafić także do aptek. Jej zdaniem firmy farmaceutyczne, nie dopuszczając szczepionek na wolny rynek, nie biorą jednocześnie na siebie odpowiedzialności za ich bezpieczeństwo. W połowie listopada informowała, że rozmowy w sprawie zakupu szczepionek prowadzone są z co najmniej trzema firmami farmaceutycznymi.

RPO przypomniał we wniosku do prokuratury, że w połowie września Komisja Europejska zaznaczyła, że szczepionki przeciw grypie są najbardziej efektywnym narzędziem przeciwdziałania rozprzestrzeniającej się epidemii i zaleciła państwom członkowskim podjęcie działań zmierzających do wdrożenia programów masowych szczepień.

Główny Inspektorat Sanitarny podał, że dotychczasowy bilans zachorowań na grypę typu A/H1N1 w Polsce to 1158 osób zakażonych i 24 zmarłe. Rzecznik GIS Jan Bondar zaznaczył jednak, że mimo 24 zgonów grypa wywoływana przez ten wirus nie odbiega od przeciętnej grypy sezonowej, można wręcz przyjąć, że jest lżejsza, a wśród zmarłych przeważali pacjenci cierpiący na inne poważne choroby, w tym nowotwory czy niewydolność krążenia.
http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title, ... &_ticrsn=3

ODPOWIEDZ