Europa na skraju bankructwa

Cayman
Posty: 139
Rejestracja: 18 kwietnia 2011, 17:20
Lokalizacja: Nie mieszka w Polsce

Post autor: Cayman » 17 lipca 2011, 06:27

hehehe ale się uśmiałem do łez,twój szef kiedyś mi zarzucił podawanie wieści rodem z ,,łonetu'' a ty tu serwujesz czysty chłam bez cenzury i to z samego łonetu wiec pytam się co jest grane....kim ty jesteś bo jak klechą to masz fory u szefa i ci wolno a jak nie to już sam nie wiem co na to powiedzieć/???????????????? ale odpowiem innym którzy czytają ten wątek...czy to co piszesz i podajesz za wiarygodne jest sponsorowane przez tych którzy na upadku unii zarobią krocie,więc jako żyd masz prawo tak myśleć i tak pisać ale jako polak powinno ci być wstyd ,a bezmuzgowe kopiowanie wszystkiego z łonetu bez filta prowadzi do ,,zaćmienia umysłowego'' pozdrawiam twój kumpel andrzej cayman :-D

Te kilka słów, które tu napisałeś mówią mi kim ty naprawdę jesteś:
Na pewno pochodzisz z "ziemi obiecanej" - śmierdzisz cebulą. Kochanieńki, najpierw spójrz do lustra, a potem zajrzyj w galoty i dowiesz się kim jesteś. - " Szumowina ".

Musi cię bolec ta stara wyliniała łepetyna od myślenia kim ja jestem, a ja jestem najzwyklejszy chlopek- roztropek :-P
Przyswój dobrą radę , zanim napiszesz słowo Żyd , zerknij najpierw w swoje galoty.
Ostatnio zmieniony 17 lipca 2011, 13:11 przez Cayman, łącznie zmieniany 1 raz.

Syriusz
Posty: 4297
Rejestracja: 3 października 2008, 14:56

Post autor: Syriusz » 17 lipca 2011, 13:24

Bloomberg: polski złoty ucierpi na kryzysie strefy euro.

Polski złoty, węgierski forint, południowoafrykański rand i brazylijski real to waluty wchodzących rynków, które są najbardziej narażone na negatywne konsekwencje kryzysu finansowego w UE - podał Bloomberg, cytowany w sobotę przez portal Yahoo News.

Bloomberg opiera swe prognozy na opublikowanym 14 lipca raporcie Citigroup Inc.

"Europejski kryzys osiągnął punkt krytyczny" ogłosili eksperci Citigroup Inc., którzy uważają, że jeśli europejscy przywódcy nie zareagują natychmiast pakietem radykalnych reform, to "sytuacja pogorszy się znacząco". To zaś odbije się szczególnie fatalnie na walutach rynków wschodzących: złotym, forincie, randzie i realu.

Bloomberg zwraca uwagę, że fala spadków wśród walut 20 rynków wchodzących nastąpiła tuż po tym, jak Grecja zwróciła się do eurozony z prośba o drugi finansowy pakiet pomocowy. W stosunku do dolara złoty stracił 3,8 proc., bułgarskie lewa 3,4 proc., czeska korona 3,2 proc., a rand 2,1 proc.

Syriusz
Posty: 4297
Rejestracja: 3 października 2008, 14:56

Post autor: Syriusz » 17 lipca 2011, 15:39

"To nie jest koniec" - frank będzie drogi.

Marcin Gawęda
OnetBiznes
Tak jak szwajcarskie zegarki słyną z dokładności, tak frank szwajcarski kojarzony jest z najbezpieczniejszą walutą. W tym tygodniu szwajcarska waluta i produkowane w tym kraju zegarki połączył wspólny mianownik – wysokie ceny.

- W tym tygodniu mieliśmy do czynienia z rekordową wartością franka. Cena szwajcarskiej waluty przekroczyła 3,5 zł. Niestety wszystko wskazuje na to, że to nie jest koniec zwyżek – mówi Paweł Cymcyk, analityk A-Z Finanse.

- Kłopoty Grecji, Portugalii i Włoch oraz pojawiające się problemy w europejskim systemie bankowym, wskazują na to, że euro nie jest na tyle bezpieczną walutą, żeby zainteresować globalny kapitał. Z tego powodu musimy się przygotować, że frank szwajcarski nadal będzie drożeć. Dopiero, gdy panika na rynku ucichnie, frank może powrócić do poziomu 3,3 zł. Jednak będzie to miało miejsce w perspektywie najbliższych miesięcy - wyjaśnia.

Złoty traci nie tylko do franka szwajcarskiego, traci również do euro i do dolara.

- Mimo tego, że inflacja jest niższa, a stopy procentowe są wyższe, to jednak złotówka nie jest atrakcyjna dla inwestorów

Syriusz
Posty: 4297
Rejestracja: 3 października 2008, 14:56

Post autor: Syriusz » 17 lipca 2011, 20:54

Grecja nauczy nas jak zbankrutować?.

Marcin Gawęda
OnetBiznes
Zamieszki na ulicach Aten, szalejący kryzys i lawinowo rosnący dług publiczny. Widmo bankructwa państw przywoływane jest częściej niż kiedykolwiek. Co oznacza bankructwo państwa i czy może ono rzeczywiście zbankrutować? Czego uczy nas przykład Grecji?

Szalejące cyfry sprawiają, że widać go już z daleka. Spacerując po Warszawie w okolicach skrzyżowania Alej Jerozolimskich i Marszałkowskiej nie sposób go nie zauważyć. Z tła pełnego wielkoformatowych reklam proponujących łatwy, szybki i tani kredyt, tuż nad cepelią, wyrasta licznik długu publicznego. Nie sam licznik, ale wyświetlany dług, robi duże wrażenie i przykuwa uwagę. Z każdą sekundą wyświetlana kwota rośnie średnio o 3 tys. złotych. Patrząc na tablicę ciężko jest płynnie przejść do refleksji o „zielonej wyspie”. Znacznie łatwiej pojawiają się wątpliwości związane z naszą przyszłością.

Opinie o tym, że obecnie nie grozi Polsce bankructwo dominują w debacie o kondycji naszej gospodarki i czekającej nas przyszłości. - Polska absolutnie nie jest zagrożona bankructwem - przekonywał internautów na czacie w Onet.pl były premier i obecny prezes NBP Marek Belka.

Zdarzają się jednak głosy pełne ostrożności, przestrzegające, że jutro może być inaczej. Sytuacja w Grecji powinna być przykładem, na to jak nie zarządzać państwem. Jednak bardziej jest ona przykładem tego, jak państwo bankrutuje.

Czy państwo może zbankrutować?.

Bankructwo, to słowo mocno naszpikowane emocjami. O ile każdy ma wyobrażenie tego, co oznacza ono w przypadku przedsiębiorstw, o tyle nie zawsze wiemy, co oznacza w przypadku państw. Czy państwo może w ogóle zbankrutować? Jak powstaje mechanizm zadłużenia i co dzieje się z długiem?

- Podstawowym instrumentem finansowania długu państwa są obligacje. Poprzez ich emisję pozyskiwane są z rynku środki finansowe a instytucje, które kupują obligacje zachowują je do czasu, kiedy zapada termin ich wykupu. Wtedy to pieniądze wracają do wierzycieli wraz z odsetkami, a obligacje wracają do państwa. Z bankructwem państwa mamy do czynienia, kiedy nie jest ono w stanie obsługiwać swojego długu. Jak pokazuje praktyka, każdy kraj zwiększa swoje zadłużenie. Żeby utrzymać płynność finansową, stosuje się tzw. rolowanie długu. Polega ono na tym, żeby wykupić wcześniej wyemitowane obligacje za środki z nowej emisji. Problem zaczyna się wtedy, gdy zbliża się termin wykupu przez państwo wcześniej wyemitowanych obligacji, a na nową emisję nie ma chętnych. Tak się stało w przypadku Grecji i wtedy właśnie z pomocą wkroczyła Unia Europejska – tłumaczy dr Bogusław Marzec, ekspert Fundacji Republikańskiej.

- Może być tak, że inwestorzy godzą się na umorzenie części długu. Częściej mamy jednak do czynienia z sytuacją, gdy przedłuża się termin spłaty. Perspektywę wykupu obligacji przesuwa się w czasie, ale i tak kiedyś dług trzeba będzie spłacić – mówi ekonomista Marek Zuber.

Czytaj dalej: jakie są skutki bankructwa dla gospodarki i obywateli?

Syriusz
Posty: 4297
Rejestracja: 3 października 2008, 14:56

Post autor: Syriusz » 17 lipca 2011, 21:09

Grecja nauczy nas jak zbankrutować?.

- W przypadku państw, skutki bankructwa są inne niż w przypadku upadłości konsumenckiej. Na początku z upadającego państwa wycofują się inwestorzy, co prowadzić może do kryzysu walutowego. Rodzima waluta szybko traci na wartości. Gdy odpływają inwestorzy, zmniejszają się wpływy do budżetu i powoli pojawia się widmo ubożenia społeczeństwa. Gdy państwo idzie na dno, ważnymi stają się decyzje rządu, który wprowadzając program reform strukturalnych, jest w stanie poprawić sytuację. Gdy osłabia się rodzima waluta, powstają warunki korzystne dla eksportu i jest to punkt, od którego można próbować się odbić. Wtedy też mogą wracać inwestorzy. Jednak, aby było to możliwe, muszą być wcześniej wprowadzone reformy i solidne plany oszczędności. Od tego zależy również udzielenie pomocy z takich instytucji jak Międzynarodowy Fundusz Walutowy – mówi Marek Zuber.

- W przypadku Grecji, kwestia kryzysu walutowego nie jest tak oczywista, bo należy ona do strefy euro. Kondycja euro zależy nie tylko od tego, co dzieje się w Atenach, ale również od takich czynników jak gospodarka Niemiec, która ma się bardzo dobrze, najlepiej od zjednoczenia tego kraju – dodaje.

Bankructwo państwa prowadzić może do ubożenia społeczeństwa. Wycofujące się z kraju inwestycje, zmniejszają ilość miejsc pracy, a programy oszczędnościowe często budzą niepokoje społeczne - co z resztą dobrze widać na ulicach Aten. Oszczędności i możliwych wpływów do budżetu szuka się wszędzie. W administracji, kieszeniach podatników, w świadczeniach socjalnych i emeryturach. Państwa mimo wszystko starają się jednak spłacić swoje długi.

- Państwo może odmówić spłacania długu i dla wierzycieli jest to ryzyko, które wynika z faktu suwerenności. Państwa starają się jednak spłacać swoje zobowiązania z prostej przyczyny, kiedyś będą chciały jeszcze pożyczyć – wyjaśnia dr Tomasz Kasprowicz, szef działu ekonomicznego w ResPublice Nowej.

Argument mówiący o tym, że państwa będą chciały w przyszłości pożyczać pieniądze jest naprawdę istotny. Przekonali się o tym Argentyńczycy. Bankructwo ich państwa oznaczało, że realnie znalazło się ono poza rynkiem. Bez możliwości pożyczenia środków z zagranicy, Argentyna była skazana na korzystanie wyłącznie ze środków wewnętrznych. Efekt tego był taki, że wydostawanie się z finansowych tarapatów było bardzo mocno utrudnione. Argentyńskie banki do dziś mają problem z finansowaniem własnej przedsiębiorczości i są mało wiarygodne. Bankructwo jednak nie zawsze oznacza to samo, a bankrutować można na kilka sposobów.

- Bankructwo państw dotyczy kilku typów zadłużenia. Najczęściej zdarza się jednak, że państwo bankrutuje tylko w jednym obszarze. Odnosi się to do sytuacji, gdy dług zawiera się w obligacjach denominowanych w obcej walucie. W tym przypadku państwo nie ma możliwości dodrukowania pieniądza, co może mieć miejsce przy obligacjach denominowanych w rodzimej walucie. Państwa mają tę przewagę nad zwykłymi przedsiębiorstwami, że mogą dodrukować pieniądze potrzebne na obsługę zadłużenia – tłumaczy dr Kasprowicz.

- Państwo oprócz wspomnianych dwóch typów zadłużenia, ma również zobowiązania wobec obywateli. Jeżeli nie może ono wypłacić przykładowo emerytur, to jest to również forma bankructwa. Tu jednak sytuacja ma się trochę inaczej i to też widać w Grecji. Jeżeli państwo nie realizuje zobowiązań wewnętrznych budzą się niepokoje społeczne. Ludzie wychodzą na ulicę. Bankructwo w tym obszarze jest znacznie groźniejsze. Jeżeli strajkują służby porządkowe takie jak policja czy straż, a rząd wprowadza drakońskie oszczędności, to bankructwo tu oznacza upadek państwa jako organizacji. Rodzi to również zagrożenie polityczne w postaci objęcia władzy przez populistów – dodaje.

Autor: Marcin Gawęda

Syriusz
Posty: 4297
Rejestracja: 3 października 2008, 14:56

Post autor: Syriusz » 20 lipca 2011, 08:01

Prasa: niemiecki biznes przenosi się poza eurostrefę.

Podczas gdy spore obszary Europy borykają się z kryzysem zadłużenia, Niemcy przenoszą swe zainteresowania i inwestycje na Wschód, poza strefę euro - pisze wtorkowy "The New York Times" w wydaniu internetowym.

Inwestowanie energii i pieniędzy poza eurostrefą napędza solidny wzrost gospodarczy Niemiec. Może mieć to kolosalne implikacje dla krajów UE, które zwłaszcza teraz, starając się opanować kryzys, liczą, że Berlin odegra tradycyjną rolę lokomotywy europejskiej gospodarki - pisze NYT.

Tymczasem niemieckie firmy zamiast inwestować w krajach eurogrupy, przenoszą produkcję i inwestycje do Polski, Rosji, Brazylii, a zwłaszcza Chin.

Rząd Angeli Merkel ze wszech miar stara się ułatwić niemieckim firmom taką ekspansję. Gdy pani kanclerz podróżuje, towarzyszy jej świta biznesmenów. Gesty kurtuazji poprzedzające kontrakty i inwestycje są odwzajemniane. Premier Chin Wen Jiabao przywiózł ze sobą 13 ministrów i 300 menedżerów, gdy składał wizytę Angeli Merkel w ubiegłym miesiącu.

Skoncentrowanie się na pozaeuropejskich rynkach i partnerach już wpłynęło na styl polityki uprawiany przez Berlin w UE - pisze NYT - Niemcy są już mniej zależne do euro i ich postawa stała się bardziej asertywna. Mniej chętni do pomocy krajom pogrążonym w kryzysie i bardziej konfliktowi w kontaktach z unijnymi państwami wagi ciężkiej, przyczyniają się do wzrostu napięć w obrębie UE - komentuje politykę Berlina nowojorski dziennik.

Żródło: PAP

Syriusz
Posty: 4297
Rejestracja: 3 października 2008, 14:56

Post autor: Syriusz » 22 lipca 2011, 01:35

"Każde niemowlę jest zadłużone na 30 tys. euro".

KLe / Deutsche Welle
Nadzwyczajny szczyt UE obraduje dziś nad dalszymi sposobami pokonania kryzysu zadłużenia w strefie euro. Przedstawiciel Związku Podatników Niemieckich ostrzega w wywiadzie przed ekscesywną polityką zadłużenia.

Deutsche Welle rozmawiała z Reinerem Holznagelem, wiceprzewodniczącym Związku Podatników Niemieckich.

Deutsche Welle: W jakiej wysokości rząd Republiki Federalnej Niemiec poręczył kredyty w ramach pomocy dla Grecji?

Reiner Holznagel: W wysokości 23,4 mld euro. Jest to co prawda tylko 290 euro na głowę, ale to dopiero początek. Już teraz unijna Rada uchwaliła, że będzie następny parasol ratunkowy - wtedy dla całej Europy....

DW: O jaką kwotę chodzi?

RH: ... o 205 mld euro, a to już naprawdę niebagatelna kwota.

DW: Jak wysoki jest udział Niemiec w tej kwocie?

RH: Po zsumowaniu wszystkich parasoli ratunkowych, na głowę mieszkańca przypadnie już 3400 euro. Pomału mamy do czynienia z bajońskimi sumami. Ich znaczenie rośnie w stosunku do pozostałego zadłużenia państwa.

DW: Czy oprócz gotowości poręczenia kredytów płynęła też gotówka?

RH: Gotówki zbliżonej do wysokości poręk jeszcze nie wypłacano. Ale jak by nie było: Grecji przekazano za pośrednictwem Banku Odbudowy (KfW) 8,4 mld euro. Oczywiście gwarancji na tę kwotę udzieliła Republika Federalna Niemiec, czyli koniec końców podatnik. Dlatego mamy nadzieję, że to się ograniczy do tej wielkości.

DW: Jakie byłoby zadłużenie na głowę mieszkańca, po dodaniu do tych długów długów zaciągniętych w ostatnich latach?

RH: Dziś mamy górę długów w wysokości dwóch bilionów euro. Jeśli tę kwotę przerzucimy na barki mieszkańców, to każdy z nich - od niemowlęcia po emeryta - będzie zadłużony na 24.300 euro. Jest to gigantyczna suma ciążąca na naszym państwie.

DW:... która wzrośnie jeszcze bardziej z powodu pomocy dla Grecji?

RH: Zgadza się. Jeżeli doliczymy do tego poręki i zaciągnięte dla Europy zobowiązania pieniężne, wyjdzie nam prawie 30.000 euro na głowę, a to już jest alarmujące!

DW: Czego oczekuje Pan po brukselskim szczycie?

RH: Jedno jest pewne - nie można całego ciężaru zrzucać na barki europejskich, a w szczególności niemieckich podatników. Sektor prywatny, który bardzo dobrze zarobił na greckim kryzysie, musi przyczynić się teraz także do pokonania kryzysu.

Matthias von Hellfeld / Iwona D. Metzner

red. odp. Bartosz Dudek
Autor: KLe
Źródła: Deutsche Welle

Syriusz
Posty: 4297
Rejestracja: 3 października 2008, 14:56

Post autor: Syriusz » 5 sierpnia 2011, 19:15

Dlaczego Włochy znalazły się w centrum kryzysu europejskiego?.

PAP
W ostatnich dniach Włosi znaleźli się w samym centrum wciąż pogłębiających się obaw związanych z gospodarką. Sytuacja zmusiła już nawet premiera Włoch Silvio Berlusconiego do wystąpienia w Izbie Deputowanych, gdzie próbował dodawać otuchy rynkom i rodakom.

Rynki giełdowe w Stanach Zjednoczonych, Europie i Azji odnotowały gwałtowne spadki w związku z obawami przed globalnym spowolnieniem gospodarki. Coraz powszechniejszy staje się też niepokój o to, że problemy obserwowane w Europie mogą pociągnąć za sobą Włochy.

Nie pomogło ostrzeżenie przewodniczącego Komisji Europejskiej Jose Manuela Barroso, który mówił, że kryzys strefy euro rozszerza się poza garść mniejszych członków Unii.

- Teraz nie walczymy już tylko z kryzysem na peryferiach strefy euro – powiedział wzywając europejskich przywódców do szybkiego działania i przeprowadzania potrzebnych reform. – Stabilizacja finansowa strefy euro musi być chroniona.

Co zatem kryje się za obecnym kryzysem trzeciej największej gospodarki Unii Europejskiej? I co może to oznaczać dla Europy i świata, jeśli kryzys jeszcze bardziej się pogłębi?

Domenico Lombardi z Brookings Institution oraz były szef zarządu Międzynarodowego Funduszu Walutowego mówi, że korzenie włoskich problemów kryją się w ogromnym zadłużeniu publicznym Włoch oraz niskim tempie wzrostu.

Jak wyjaśnia, wzrost włoskiej gospodarki wynosi zaledwie 0,3 procent, a co najważniejsze, przewiduje się, że w podobnym słabym tempie gospodarka Włoch będzie rosła przez następnych kilka lat.

- To bardzo niskie tempo wzrostu jest jednym z najniższych na świecie – dodaje Lombardi – a do tego Włochy mają jeszcze bardzo duże zadłużenie publiczne.

To zadłużenie równa się 120 % produktu krajowego brutto (PKB) i również należy do tych największych na świecie, z wyjątkiem Grecji, która potrzebowała pomocy Europy.

Lombardi mówi, że wystarczy połączyć ze sobą te dwa czynniki i „staje się jasne, że gospodarka nie będzie w stanie wygenerować wystarczających środków, aby spłacić swoje zadłużenie”.

Douglas McWilliams, dyrektor wykonawczy londyńskiego Ośrodka Badań Gospodarczych i Biznesowych (Centre for Economics and Business Research), również jest przekonany, że Włochy nie rosną wystarczająco szybko, aby zapobiec pogorszaniu się sytuacji.

Ostrzegł on w swoim raporcie, że pewne jest, iż Włochy staną się niewypłacalne, choć nie musi tak się stać w przypadku Hiszpanii.

- Grecja nie jest w stanie rozwiązać samodzielnie swoich problemów i patrząc realnie, podobny problem jest we Włoszech – stwierdził McWilliams.

W czwartek Barroso przyznał w swoim oświadczeniu, że rosnące koszty włoskiego i hiszpańskiego długu są „przyczyną poważnych obaw”. Ale podkreślał, że reakcja rynków obligacji „wyraźnie nie opierała się na podstawach gospodarczych i budżetowych” w tych dwóch krajach.

- W rzeczywistości sytuacja na rynkach obligacji odzwierciedla rosnące obawy wśród inwestorów, które dotyczą możliwości reagowania strefy euro na pogłębiający się kryzys – stwierdził w oświadczeniu, które wywołało jeszcze większy niepokój o szerzej pojmowaną stabilność Europy.

Także Berlusconi starał się przekonać wszystkich, że Włochy nie są szczególnie zagrożone, a w przemówieniu wygłoszonym we włoskim parlamencie powiedział, że wyzwania gospodarcze, przed jakimi stoi kraj, muszą być rozwiązywane „z determinacją, ale bez paniki”.

Syriusz
Posty: 4297
Rejestracja: 3 października 2008, 14:56

Post autor: Syriusz » 11 sierpnia 2011, 12:02

Polacy stracili miliardy.

Od początku sierpnia wartość oszczędności Polaków zmniejszyła się o ponad 25 mld zł. To efekt przeceny na giełdach – informuje "Rzeczpospolita".

Gazeta wyliczyła o ile uszczupliły się oszczędności: w funduszach inwestycyjnych lokujących pieniądze w polskie akcje (5,2 mld zł) i w funduszach emerytalnych (12,1 mld zł) oraz indywidualnych inwestorów giełdowych (7,7 mld zł).

"Trudno jeszcze określić, czy to są rzeczywiste straty dla klientów. Mamy do czynienia z paniką i emocjami" – ocenia wiceprezes PTE PZU Marek Sojka. Specjaliści podkreślają, że dopóki nie zakończymy inwestycji, np. sprzedając akcje, są to straty na papierze.


Ucieczka z TFI? »
Tak właśnie jest w przypadku funduszy emerytalnych. W długim okresie spadki można zniwelować zyskami, gdy sytuacja się poprawi. Przykładowo po ostatnim kryzysie z 2008 roku, OFE potrzebowały trzech lat, aby wartość jednostek rozrachunkowych (na nie przeliczane są wpłacane składki) wróciła do poziomu sprzed załamania.

Do strat giełdowych można jeszcze doliczyć wysoki kurs franka szwajcarskiego, w której to walucie blisko 700 tys. Polaków ma kredyty hipoteczne. Umocnienie franka spowodowało, że ich łączne zadłużenie w samym sierpniu zwiększyło się o 13,1 mld zł.

Więcej w Onet.pl:

No i wreszcie nas dopadł kryzys.
Dzisiaj inwestycja w papiery to najlepiej toaletowe bo w niedługim czasie mogą miec większą wartośc. ;-)

Awatar użytkownika
Coltrane
Posty: 17740
Rejestracja: 31 marca 2008, 23:47
Lokalizacja: Polska

Post autor: Coltrane » 11 sierpnia 2011, 13:09

Syriusz pisze:No i wreszcie nas dopadł kryzys.
Polacy stracili miliardy.
Śmieszne to niestety nie jest. Wielu Polaków odczyje ten kryzys już niedługo odczuje na własnych plecach. I nikomu nie będzie do śmiechu.

A zawdzięczamy to wszystko Partii Miłości, czyli PO. Tylko głosować na tę bandę w najbliższych wyborach. Jak Polacy się obudzą i nie uświadomią sobie, komu zawdzięczają te sytuację, to po kolejnym ewentualnym zwycięstwie PO, może być już tylko coraz gorzej.

Awatar użytkownika
Endek
Posty: 2948
Rejestracja: 24 listopada 2008, 20:37
Lokalizacja: Nieporęcki Las

Post autor: Endek » 11 sierpnia 2011, 19:06

Syriusz pisze: No i wreszcie nas dopadł kryzys.
Czyż nie jest to najlepsze lekarstwo na zarazę liberalizmu gospodarczego?Dopóki nawiedzony liberał sam po głowie nie oberwie, w życiu nie da sobie wmówić ze jest coś lepszego niż oddanie swego losu w ręce spekulantów i złodziei spod znaku lichwy.
Liberał to fanatyk na rzecz niezależności, który wychwala ją w każdej dziedzinie, aż do granic absurdu(abp, Marceli Lefebvre)

Awatar użytkownika
Coltrane
Posty: 17740
Rejestracja: 31 marca 2008, 23:47
Lokalizacja: Polska

Post autor: Coltrane » 11 sierpnia 2011, 21:18

Endek pisze:Czyż nie jest to najlepsze lekarstwo na zarazę liberalizmu gospodarczego?Dopóki nawiedzony liberał sam po głowie nie oberwie, w życiu nie da sobie wmówić ze jest coś lepszego niż oddanie swego losu w ręce spekulantów i złodziei spod znaku lichwy.
Jest tu jakaś logika. Bo właściwie to nic już do otumanionych lemingów nie dociera. Myślę że słowo "leming" byłoby tu właściwsze niż słowo "liberał". ;-)

Syriusz
Posty: 4297
Rejestracja: 3 października 2008, 14:56

Post autor: Syriusz » 12 sierpnia 2011, 17:17

Dług Włoch wzrósł w czerwcu 2011 do rekordowych 1,9 bln euro.

Dług Włoch wzrósł w czerwcu 2011 r. do rekordowych 1,9 bln euro, w części z powodu udziału Włoch w europejskim pakiecie ratunkowym dla Portugalii - poinformował w piątek w komunikacie Bank Włoch.

Deficyt budżetowy w I połowie 2011 r. wzrósł o 1,6 mld euro do 48,2 mld euro rdr - podał bank centralny Włoch.

Premier Włoch Silvio Berlusconi zwołał na godz. 19 w piątek nadzwyczajne posiedzenie Rady Ministrów w celu rozpatrzenia nowych środków oszczędnościowych, które mają doprowadzić do równowagi w finansach publicznych już w 2013 r.

W poniedziałek Europejski Bank Centralny rozpoczął skupowanie włoskich i hiszpańskich obligacji rządowych, aby pomóc w walce z rozszerzającym się kryzysem zadłużenia w strefie euro.

Syriusz
Posty: 4297
Rejestracja: 3 października 2008, 14:56

Post autor: Syriusz » 23 sierpnia 2011, 05:41

Niemcy muszą ratować euro.

Znany finansista George Soros krytykuje brak zdecydowania Niemiec w sprawie ratowania strefy euro i żąda wprowadzenia euroobligacji.

81-letni George Soros jest założycielem i menedżerem legendarnego funduszu inwestycyjnego Quantum Fund i należy do najbardziej znanych spekulantów walutowych w najnowszej historii ekonomii.

W 1992 roku ten pochodzący z Węgier multimiliarder, który po drugiej wojnie światowej po przejęciu władzy przez komunistów uciekł do Londynu, zasłynął na całym świecie spekulując przeciw brytyjskiemu funtowi, przez co zmusił Bank Anglii do interwencji. W następstwie tego Wielka Brytania została zmuszona do wycofania swojej waluty z Mechanizmu Kursów Walutowych (ERM). Z dochodami rzędu 1,1 miliarda dolarów w 2008 roku George Soros należał do najlepiej zarabiających inwestorów swojej branży.

SPIEGEL: Witamy Pana. Od kilku miesięcy europejskie rządy próbują znaleźć sposób ucieczki z kryzysu zadłużeniowego. Wydaje się jednak, że z każdym nowym dniem problem narasta. Czy polityka nie radzi sobie ze złożonością kryzysu?

Soros: Politycy do tej pory tak naprawdę nie próbowali rozwiązać kryzysu. Chcieli tylko kupić czas. Wierzą oni, że czas leczy rany, ale w tym przypadku to nie zadziałało. Każda chwila stracona na zaprzeczaniu rzeczywistości i mówieniu ludziom nieprawdy tylko pogarsza sytuację.

SPIEGEL: Najprawdopodobniej kieruje Pan swoje zarzuty przede wszystkim do niemieckiego rządu, któremu wciąż się zarzuca, że jest za słaby i ociąga się z podjęciem decyzji.

Soros: Przyszłość euro zależy całkowicie od Niemiec. Jako najsilniejszy kraj wspólnoty Niemcy, wyróżniające się permanentnymi nadwyżkami w wymianie handlowej, stoją samotnie u steru i muszą podyktować Europie rozwiązanie.

SPIEGEL: Biorąc pod uwagę sytuację w mówiącej wieloma głosami Europie, stosuje pan spore uproszczenie.

Soros: Bez wątpienia sytuacja jest skomplikowana. Ale wydaje mi się, że ludzie wciąż nie rozumieją, co by się stało, gdyby kurs euro gwałtownie spadł. Doprowadziłoby to do kryzysu sektora bankowego, który pozostałby poza jakąkolwiek kontrolą. Pogrążyłby on nie tylko Niemcy, nie tylko Europę, ale cały świat w głębokiej recesji.

SPIEGEL: Jakie błędy Pana zdaniem do tej pory popełniono?

Soros: Ciągle znajdujemy się w tym samym kryzysie, który rozpoczął się w 2008 roku, o czym wciąż zapominamy. Wprawdzie rządy rzuciły koło ratunkowe systemowi finansowemu, ale nie usunęły nierówności. Wprawdzie postanowiono też, że żadna ważna instytucja finansowa nie może zbankrutować, ale wtedy zjawiła się Angela Merkel i powiedziała: w porządku, dajemy zgodę, ale to nie Unia Europejska będzie gwarantem, tylko każdy kraj będzie odpowiedzialny za siebie. Ta wypowiedź była zarzewiem kryzysu euro.

SPIEGEL: Kryterium stabilności kursu walutowego Traktatu z Maastricht przewidywało, że żaden z krajów Unii Europejskiej nigdy nie będzie płacił za inne. Jakie konkretne rozwiązania Pan proponuje?

Soros: Jest tylko jedno rozwiązanie, niezależnie od preferencji poszczególnych państw. Euro istnieje, a żeby dalej poprawnie funkcjonowało, wszystkie kraje należące do strefy euro muszą być w stanie refinansować swój dług na podobnych warunkach. O to muszą zadbać Niemcy. Dlatego potrzebne jest to brzydkie słowo: euroobligacje.

SPIEGEL: Pod względem politycznym euroobligacje nie są możliwe do przeforsowania, a na pewno nie w Niemczech, które poczułyby się jak sponsor innych, gdyby musiały ponosić finansowe konsekwencje wspólnie wydanych obligacji.

Soros: Niemiecki wyborca zgodzi się na euroobligacje, jeśli będą one oparte na jasnych regułach finansowych, ustanowionych przez rząd niemiecki. Niestety rząd ma kuriozalne pomysły. Niemcy muszą stworzyć reguły, których będą mogły przestrzegać również inne kraje. Krajom takim jak Hiszpania trzeba pozwolić na prowadzenie cyklicznego deficytu budżetowego, zanim ich gospodarki nie ozdrowieją.

SPIEGEL: Inną możliwością byłoby opuszczenie Unii Europejskiej przez kraje stojące na skraju bankructwa, takie jak Grecja.

Soros: W przypadku Grecji popełniono tyle kardynalnych błędów, że wyjście z Unii byłoby dla niej może rzeczywiście najlepszą drogą. To samo dotyczy Portugalii. Unia Europejska i euro przeżyłyby to.

SPIEGEL: Krytykuje Pan ostro politykę. Czy znacznej winy za kryzys nie ponoszą również agresywni spekulanci, a więc branża, do której Pan sam należy?

Soros: Oczywiście spekulacje pogarszają sytuację. Dlatego jestem za tym, żeby zakazać takich niebezpiecznych instrumentów finansowych jak Credit Default Swaps, czyli kontrakty zabezpieczające przed bankructwem podmiotu wystawiającego obligacje, ponieważ są one obliczone na zniżkę notowań.

SPIEGEL: Właśnie kilka krajów europejskich zabroniło krótkiej sprzedaży, czyli grania na spadek kursów. Ostrzejsze postępowanie przeciw spekulantom mogłoby zasadniczo pomóc w złagodzeniu kryzysu.

Soros: Największymi spekulantami są dziś przecież banki centralne! To one sprzedają i skupują najwięcej waluty. Już dawno zajęły miejsce funduszy hedgingowych.

SPIEGEL: Czy więc Pana zdaniem Europejski Bank Centralny jest jeszcze częścią rozwiązania, czy może już raczej częścią problemu?

Soros: EBC jest elementem rozwiązania, ale powinien on być odpowiedzialny tylko za wypłacalność, a nie za to, czy ktoś lub coś bankrutuje. To należy do kompetencji ministerstwa finansów.

SPIEGEL: Przecież nie ma europejskiego ministerstwa finansów.

Soros: I dlatego właśnie EBC musiało przekraczać swoje własne granice, np. akceptując obligacje skarbowe państwa, które było ewidentnym bankrutem.

SPIEGEL: Powiedzmy, że ma Pan na myśli Grecję. A teraz EBC skupuje jeszcze włoskie i hiszpańskie obligacje. Do czego to doprowadzi?

Soros: I to jest problem. Jednak takie jest powszechnie przyjęte stanowisko, że banki centralne muszą najpierw zrobić wszystko, żeby utrzymać przy życiu system finansowy. Kwestie prawne będą wyjaśniane później.

SPIEGEL: Amerykanie toną w jeszcze większych długach niż Europejczycy. Czy Stanom Zjednoczonym grozi kolejna fala recesji?

Soros: Jeszcze kilka tygodni temu było to raczej wątpliwe. Jednak rynki finansowe znalazły bezpieczny sposób przewidywania przyszłości: tworzą ją same.

SPIEGEL: Podczas ostatniej prezydenckiej kampanii wyborczej w Stanach Zjednoczonych był Pan wielkim promotorem prezydenta Baracka Obamy. Czy jest Pan zadowolony z jego polityki gospodarczej?

Soros: Oczywiście, że nie! Aczkolwiek to nie takie proste zneutralizować tworzoną przez 25 lat wybuchową mieszankę, skomponowaną z długów i nadużyć.

SPIEGEL: W następstwie tego pewna agencja ratingowa po raz pierwszy w historii obniżyła Stanom Zjednoczonym ocenę. W ten sposób ich wiarygodność kredytowa nie ma już maksymalnej oceny AAA. Czy to słuszne?

Soros: Nie sądzę. Decyzja agencji ratingowych bazowała raczej na eksperymencie, polegającym na określeniu się na nowo. Agencja wydała opinie prognostyczne, zamiast dokonać oceny aktualnych zmian. Teraz agencje zaczynają oceniać procesy polityczne. Jest to nowość, przynajmniej w takiej formie.

SPIEGEL: Czy sugeruje się Pan opiniami agencji ratingowych?

Soros: Nie. Ja nie. Ale inni inwestorzy tak, gdyż są zmuszeni. Ponieważ takie mają przepisy.

SPIEGEL: Agencjom ratingowym zarzuca się, że pogarszają kryzys. Czy ich rola w systemie finansowym nie powinna być ograniczona?

Soros: Szczerze mówiąc, nie mam na to odpowiedzi. To jest nierozwiązywalny problem.

SPIEGEL: Do jakiego stopnia?

Soros: Nie ma po prostu żadnej innej alternatywy.

SPIEGEL: Na świecie zasłynął Pan jako spekulant walutowy, który skutecznie zaatakował brytyjskiego funta. Czy dziś jako inwestor dokonałby Pan spekulacji przeciwko euro?

Soros: Na pewno nie zagram przeciwko euro, ponieważ Chińczycy są bardzo zainteresowani alternatywą dla dolara i będą wspierać euro i wszystkie działania prowadzące do jego ocalenia. Poza tym istnieje jeszcze ten tajemniczy kupiec, który ciągle wspiera euro.

SPIEGEL: Czy Chińczycy zostaną na koniec jedynymi wygranymi tego kryzysu?

Soros: Chińczycy są wielkimi wygranymi globalizacji. Bardzo zależałoby im na zachowaniu dotychczasowego porządku na świecie, ale są tak samo niezdecydowani jak Niemcy. Chiny wzbraniają się przed przejęciem odpowiedzialności za świat, a Niemcy wzbraniają się przed przejęciem odpowiedzialności za Europę.

Thomas Schulz, Gregor Peter Schmitz

Syriusz
Posty: 4297
Rejestracja: 3 października 2008, 14:56

Post autor: Syriusz » 28 sierpnia 2011, 18:28

Strategia kupowania czasu.

Za każdy miesiąc spokoju na rynkach finansowych zapłacimy 8,5 mld euro – to oferta polityków europejskich. Za mało, o wiele za mało – odpowiadają inwestorzy. Jeśli się nie dogadają, strefa euro upadnie.

Pomysł na wyprowadzenie strefy euro z fiskalnego kryzysu narodził się w głowach europejskich przywódców w zeszłym roku, kiedy na skraju bankructwa znalazła się Grecja. Jego idea była prosta: zapewniając Grecji płynność finansową, kosztem 110 mld euro płatnych do końca 2012 r., kupimy czas konieczny na uporządkowanie finansów publicznych. Nie tylko dla Grecji, ale także dla innych państw, które po wejściu światowej gospodarki w recesję w 2008 r. zaczęły tracić wiarygodność w oczach inwestorów. 3,7 mld euro za miesiąc wydawało się kwotą śmiesznie małą, zważywszy, że np. na ratowanie jednej firmy (AIG) amerykański rząd wyłożył 150 mld dolarów.

W praktyce udało się kupić sześć miesięcy. W listopadzie zeszłego roku z pomocy finansowej musiała skorzystać Irlandia. Po kolejnych 6 miesiącach płynność utraciła Portugalia, a greckim wirusem zainfekowane zostały Włochy i Hiszpania – państwa na tyle duże, że ich upadek oznaczałby katastrofę dla światowego systemu finansowego znacznie większą niż bankructwo amerykańskiego banku Lehman Borthers jesienią 2008 roku. I bardzo prawdopodobny rozpad strefy euro. Grono zagrożonych utratą płynności finansowej uzupełnia Belgia – z długiem sięgającym 100 proc. PKB, nadmiernie rozrośniętym sektorem bankowym i trwającym od prawie półtora roku kryzysem politycznym.

Ale strategia walki z kryzysem nie zmieniła się. – Po raz pierwszy od początku kryzysu politycy i rynki finansowe działają wspólnie – powiedział pod koniec lipca José Manuel Barroso, przewodniczący Komisji Europejskiej, przy okazji uchwalania drugiego pakietu pomocowego dla Grecji. Grecy dostali kolejne 109 mld euro, termin wykupu obligacji wyemitowanych w związku z pierwszym programem pomocowym został wydłużony z 7,5 do 15 lat, a ich oprocentowanie zmniejszono z 4,2 do 3,5 procent. Niższe odsetki od otrzymanych pożyczek dostały także Irlandia i Portugalia. Współpraca polityków z rynkiem trwała tydzień – po takim czasie od uchwalenia drugiej rundy finansowania dla Grecji rentowności 10-letnich obligacji Włoch i Hiszpanii przekroczyły 6 proc., osiągając najwyższy poziom od czasu powstania strefy euro.

– Rozwiązania proponowane przez europejskich polityków są zawsze o krok za oczekiwaniami inwestorów – ocenia Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu. – Te oczekiwania to rozciągnięcie gwarancji spłaty długów na wszystkie kraje strefy euro, których kondycja finansowa budzi wątpliwości.

Wehikuł inwestycyjny, który takich gwarancji mógłby udzielić – Europejski Fundusz Stabilności Finansowej – powstał w maju 2010 r., przy okazji ratowania Grecji. Od europejskich przywódców dostał mandat na emisję obligacji, których spłatę gwarantują państwa strefy euro, do kwoty 440 mld euro. Pieniądze może przeznaczyć na pomoc finansową dla tych krajów eurostrefy, które utracą zaufanie inwestorów. W lipcu kompetencje EFSF zostały poszerzone o skupowanie obligacji na rynku wtórnym i przyznawanie linii kredytowych państwom, które w finansowe problemy dopiero mogą popaść. Ale kwota, jaką ma do dyspozycji, pozostała niezmieniona.

Źródło: Forbes Polska

ODPOWIEDZ