Informacje ze świata i nie tylko

Syriusz
Posty: 4297
Rejestracja: 3 października 2008, 14:56

Informacje ze świata i nie tylko

Post autor: Syriusz » 20 maja 2010, 10:47

Gazprom chce zaiwestowac w popularny gaz łupkowy.



Podkreślił, że Gazprom nie jest przeciwnikiem gazu łupkowego. Jego zdaniem, boom związany z tym gazem w USA otwiera perspektywę aktywnego promowania w tym kraju surowca dla elektrowni i jako paliwa silnikowego, a szerokie wykorzystanie sprawi, że Rosja i USA staną się partnerami w promocji "błękitnego paliwa".

Gaz łupkowy nie gromadzi się w łatwo dostępnych szczelinach, tzw. pułapkach skalnych; wymaga więc tzw. szczelinowania, czyli kruszenia i rozszczelniania skały. Wstępne, niepotwierdzone opracowania amerykańskich firm szacują nasze zasoby gazu łupkowego na minimum 1,5 bln m sześc. Główny geolog kraju Henryk Jezierski uważa, że dopiero za 5 lat dowiemy się, czy i ile mamy gazu łupkowego w Polsce, a przygotowania do eksploatacji rozpoczną się najwcześniej za 10 do 15 lat.

Wiadomości z kraju i ze świata
W ciągu ostatnich dwóch lat resort środowiska wydał ok. 60 koncesji na poszukiwanie gazu łupkowego w naszym kraju, głównie amerykańskim firmom - m.in. Exxon Mobil, Chevron, ConocoPhillips, Lane Energy. 11 koncesji ma też Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo.
Ostatnio zmieniony 2 lutego 2011, 09:05 przez Syriusz, łącznie zmieniany 1 raz.

sonia
Posty: 6384
Rejestracja: 7 grudnia 2008, 15:50
Lokalizacja: z Polski

Post autor: sonia » 20 maja 2010, 14:01

Polacy,tylko 11 ?
to stanowczo za mało

sonia
Posty: 6384
Rejestracja: 7 grudnia 2008, 15:50
Lokalizacja: z Polski

Post autor: sonia » 20 maja 2010, 14:05

pamiętam,ze TUZ po tradedii Smoleńskiej
w sieci był tytuł
coś mowiący o temacie powyższym
i mocno związany z KATASTROFA,ale nie mogę
znależćSyriusz, moze TY pamietasz........?

Syriusz
Posty: 4297
Rejestracja: 3 października 2008, 14:56

Post autor: Syriusz » 20 maja 2010, 16:32

Wiem soniu o co chodzi,
postaram się poszukac. Prawdopodobnie wydawanie tych koncesji wiąże się z tą katastrofą, ale mam za mało wiadomości by coś napisac.

Gienek
Posty: 97
Rejestracja: 12 maja 2010, 00:23
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: Gienek » 22 maja 2010, 21:02

sonia pisze:Polacy,tylko 11 ?
to stanowczo za mało
Wszystko zależy od możliwości konkretnego przedsiębiorstwa. Amerykanie stanowią obecnie potęgę w wydobyciu gazu niekonwencjonalnego nie powinno więc dziwić, iż przyznano im najwięcej koncesji na poszukiwanie.
" Polityka nie może obejść się bez jakiejś podstawy moralnej. "

Adam Mickiewicz

Syriusz
Posty: 4297
Rejestracja: 3 października 2008, 14:56

Post autor: Syriusz » 13 czerwca 2010, 07:30

Dramatyczna sytuacja w Kirgistanie; strzelają do ludzi i plądrują sklepy.


Amnesty International (AI) zaapelowała do tymczasowego rządu Kirgistanu i władz lokalnych o to, by zapewniły ochronę ludności, zwłaszcza pochodzenia uzbeckiego, która była celem ataku na południu kraju. Według naocznych świadków, na których powołuje się AI, uzbrojone grupy młodych ludzi podających się za Kirgizów plądrują domy i sklepy w dzielnicach Osz zamieszkałych przez Uzbeków i strzelają do mieszkańców.
- Policja i siły bezpieczeństwa nie wywiązują się z obowiązku skutecznego zapewnienia bezpieczeństwa własnej ludności, zwłaszcza społeczności uzbeckiej - stwierdziła Maisy Weicherding, ekspert AI od Azji Środkowej.

Weicherding wzywa władze Kirgistanu do podjęcia niezwłocznych działań dla zapobieżenia dalszemu pogorszeniu sytuacji i do poszanowania podstawowych praw człowieka przez siły bezpieczeństwa dążące do przywrócenia porządku w Osz i okolicy.

AI ocenia, iż 2-4 tys. Uzbeków, głównie kobiety, dzieci i osoby starsze ewakuowały się w pośpiechu z Osz szukając schronienia w sąsiednim Uzbekistanie. Amnesty obawia się, że liczba ta może wzrosnąć, jeśli sytuacja się nie ustabilizuje.

Doniesienia niezależnej agencji Fergana.ru oceniają liczbę zabitych na 500 a rannych na 2 tys., w większości poważnie. Władze podały, że zginęło 77 osób, a ponad 1 tys. zostało rannych.

Amnesty wskazuje, iż przedstawiciele lokalnych sił bezpieczeństwa mieli powiedzieć dziennikarzom, że nie są zdolne zapanować nad sytuacją i nie są w stanie ochronić ludności cywilnej. Siły bezpieczeństwa zostały liczbowo przytłoczone przez zbrojne gangi, które przechwyciły ich pojazdy opancerzone.

Zajścia przeniosły się z Osz do Jalal-Abad i inne okoliczne miasta oraz wsie, gdzie ogłoszono stan wyjątkowy.

Do wybuchu przemocy doszło w czwartek. Starcia młodzieżowych gangów kirgiskich i uzbeckich przekształciły się w zamieszki na dużą skalę, podpalenia, plądrowanie domów i sklepów oraz ataki na Uzbeków w Osz.

Płd. Kirgistan jest zamieszkały przez mniejszość uzbecką stanowiącą ok. 14,5 proc. z 5,5 mln ludności kraju. Jest także polityczną bazą obalonego w kwietniu br. prezydenta Kirgistanu Kurmanbeka Bakijewa. Tymczasowy rząd na czele z Rozą Otunbajewą zapowiedział, że pozostanie u władzy do 4 października, gdy mają zostać rozpisane wybory.

Władze kirgiskie i niezależni obserwatorzy winią za zajścia zwolenników Bakijewa i przestępcze gangi, motywu zajść dopatrując się w chęci zdestabilizowania sytuacji politycznej w kraju w przededniu referendum konstytucyjnego rozpisanego na 27 bm.

Syriusz
Posty: 4297
Rejestracja: 3 października 2008, 14:56

Post autor: Syriusz » 15 czerwca 2010, 19:18

W ziemi Afganistanu odkryto wielkie bogactwo.


Amerykańscy wojskowi i geolodzy stwierdzili, że złoża kopalin, które odkryto w Afganistanie, są warte niemal bilion dolarów. Takie informacje przekazali przedstawiciele Pentagonu. Potężne złoża szeroko wykorzystywanych w świecie surowców, takich jak żelazo, miedź i złoto, są rozrzucone po całym kraju - podaje Departament Obrony.
Jednak urzędnicy zaznaczają, że ich wydobycie nie będzie łatwe i miną lata, zanim te nowoodkryte złoża przyniosą dochód.

- To nie jest takie proste - powiedział na konferencji w Pentagonie Jack Medlin z Amerykańskiej Służby Geologicznej (U.S. Geological Survey).

Przedstawiciele Pentagonu i Departamentu Stanu stwierdzili, że wydobycie jest utrudnione ze względu na położenie złóż, słabo rozwiniętą infrastrukturę, brak ciężkiego sprzętu i pojazdów oraz intensywne działania partyzanckie.

- Zamiana potencjału afgańskich złóż w wymierny dochód potrwa wiele lat - oświadczył rzecznik Departamentu Stanu P.J. Crowley. - Wydobycie kopalin napotyka wiele przeszkód, które jednak można pokonać - dodał.

Medlin z kolei wyjaśnił, że geolodzy ze Służby Geologicznej zaczęli badać potencjał afgańskich złóż w 2004 roku, po tym, jak pokazano im mapy sporządzone przez Związek Radziecki w latach osiemdziesiątych i wcześniejsze dane, które wskazywały na istnienie rozlicznych złóż.

Crowley zbagatelizował pytania o możliwość wykorzystywania afgańskiego potencjału przez inne kraje, ale przyznał, że panująca w kraju korupcja może stanowić problem.

- Jesteśmy bardzo świadomi faktu, że na całym świecie jest wiele krajów bogatych w zasoby naturalne, które mogą stać się źródłem konfliktu i korupcji - powiedział Crowley. - Chcemy być pewni, że pomogliśmy stworzyć Afganistanowi skuteczne instytucje rządowe, aby kraj mógł sam rozwijać swój sektor wydobywczy, który będzie przynosił zyski i w ten sposób przyczyni się do dobrobytu i zwiększenia możliwości rozwoju Afganistanu - powiedział.

Według ekspertów ekonomicznych, finansowe implikacje tych ogłoszeń są potężne. Po wydobyciu i obróbce surowców, Afganistan może znaleźć się na drodze szybkiego rozwoju gospodarczego, stając się nowoczesną gospodarką, która nie będzie się już opierała na narkotykach. Dzięki temu kraj będzie w stanie płacić między innymi za swoją obronę.

- Dzięki temu być może kraj ten nie będzie wiecznie zależny od Stanów Zjednoczonych i ich pomocy - ocenia Mohsin Khan, profesor w Peterson Institute for International Economics. - Kraj ma zasoby i kiedy w końcu zacznie je wydobywać, poradzi sobie - dodał.

W poniedziałek "New York Times" zacytował wewnętrzną notatkę Pentagonu, w której stwierdzono, że Afganistan może stać się także "Arabią Saudyjską litu", wykorzystywanego w bateriach do laptopów. Dokładne zasoby litu w Afganistanie są wciąż określane.

Medlin stwierdził, że Stany Zjednoczone podejmują wszelkie wysiłki, aby szybko pomóc Afganistanowi w stworzeniu narzędzi niezbędnych do ułatwienia komercyjnego wykorzystania zasobów.

- To bogactwo może stworzyć im przyszłość, której nie byli świadomi - podkreślał Medlin.

Awatar użytkownika
NRohirrim
Posty: 68
Rejestracja: 7 czerwca 2010, 02:33
Lokalizacja: PL

Post autor: NRohirrim » 15 czerwca 2010, 20:15

Syriusz pisze: Chcemy być pewni, że pomogliśmy stworzyć Afganistanowi skuteczne instytucje rządowe, aby kraj mógł sam rozwijać swój sektor wydobywczy, który będzie przynosił zyski
Taaa, chyba głównie amerykańskim koncernom.

Medlin stwierdził, że Stany Zjednoczone podejmują wszelkie wysiłki, aby szybko pomóc Afganistanowi w stworzeniu narzędzi niezbędnych do ułatwienia komercyjnego wykorzystania zasobów.
Czytaj: zmonopolizowanie wydobycia afgańskiego.

- To bogactwo może stworzyć im przyszłość, której nie byli świadomi - podkreślał Medlin.
I uzależnić bardziej od USA i jeszcze długim pozostaniu tam ich wojsk.

Syriusz
Posty: 4297
Rejestracja: 3 października 2008, 14:56

Post autor: Syriusz » 15 czerwca 2010, 21:14

Daczego Amerykanie siedzą w Awganistanie i walczą z patriotami tego kraju nazywając ich "terrorystami" to jest wiadome, ale co robi tam Polskie Wojsko, tego zrozumiec nie mogę. Ile musi zginąc jeszcze polskich oprawców pilnujacych amerykańskiego interesu. Tak, tosą polscy oprawcy, bo świadomie i za pieniądze to czynią i nie żal mi jest ich gdy zostają likwidowani przez rodzimych patrotów.
Żal mi tylko ich rodzin.

Patrioci Polscy powinni wziąc przykład jak nie pozwolic wyprzedaży polskiego majątku.

Awatar użytkownika
adsenior
Posty: 6186
Rejestracja: 25 czerwca 2009, 04:06
Lokalizacja: Łódź

Post autor: adsenior » 15 czerwca 2010, 21:25

Panie Syriuszu, w/g mnie tam nie ma polskich żołnierzy, są tylko najemnicy, odziani w nasze mundury, najemnicy, opłacani z naszych podatków, plugawiących mundur Polskiego Żołnierza!

Syriusz
Posty: 4297
Rejestracja: 3 października 2008, 14:56

Post autor: Syriusz » 15 czerwca 2010, 21:42

Dokładnie Panie Adsenior,
pznałem kilku odważnych co tam będą jechac, jak i nie których co wrócili, stąd wiem za czym i poco tam jadą.

Gienek
Posty: 97
Rejestracja: 12 maja 2010, 00:23
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: Gienek » 15 czerwca 2010, 21:49

Syriusz pisze:Daczego Amerykanie siedzą w Awganistanie i walczą z patriotami tego kraju nazywając ich "terrorystami" to jest wiadome, ale co robi tam Polskie Wojsko, tego zrozumiec nie mogę.
1. Nie przypominam sobie, by słowo "patriotyzm" implikowało wysadzenie targowisk, szkół, lokali wyborczych i mordowanie tysięcy niewinnych rodaków. Słowo "terroryści" w stosunku do talibów jest jak najbardziej adekwatne.

2. Polscy żołnierze wypełniają zobowiązania wynikające z uczestnictwa w NATO. Rząd nie w pełni wykorzystał "potencjał" Afganistanu, jako poligonu dla sprzętu i żołnierzy. Ten problem boli mnie o wiele bardziej.
Syriusz pisze:Ile musi zginąc jeszcze polskich oprawców pilnujacych amerykańskiego interesu. Tak, tosą polscy oprawcy, bo świadomie i za pieniądze to czynią i nie żal mi jest ich gdy zostają likwidowani przez rodzimych patrotów.
Żal mi tylko ich rodzin.
Co czynią?. Przywożą dzieciom słodycze?. Zapewniają lokalnej ludności dostęp do wody i żywności?. Czy też może budują szkoły wysadzane przez "rodzimych patriotów"?.
Iście patriotyczna i chrześcijańska postawa. Nie żałować ludzi, których duża część została tam wysłana z rozkazu.
Syriusz pisze:Panie Syriuszu, w/g mnie tam nie ma polskich żołnierzy, są tylko najemnicy, odziani w nasze mundury, najemnicy, opłacani z naszych podatków, plugawiących mundur Polskiego Żołnierza!
Po pierwsze nie zawsze odziani w nasze mundury, gdyż większość żołnierzy zmuszona jest do doposażenia się we własnym zakresie. Tak, plugawią mundur... :-/
" Polityka nie może obejść się bez jakiejś podstawy moralnej. "

Adam Mickiewicz

Syriusz
Posty: 4297
Rejestracja: 3 października 2008, 14:56

Post autor: Syriusz » 17 czerwca 2010, 05:18

"Talibowie wiedzą, że w Polsce są wybory; może dlatego atakują".


Talibowie są zorganizowanym ruchem oporu. Mają rozwinięty system zbierania informacji. Wiedzą, że u nas są wybory i nie jest wykluczone, że właśnie dlatego atakują Polaków - twierdzi na łamach gazety generał Waldemar Skrzypczak, były dowódca sił lądowych.
Jego zdaniem "być może zaistniał tutaj casus hiszpański". - Pamiętamy wszyscy wybory w Hiszpanii w 2004 r. i ówczesne deklaracje lidera lewicy Jose Zapatero, że gdy on i jego ugrupowanie zwyciężą w głosowaniu do parlamentu, natychmiast wycofają żołnierzy hiszpańskich z Iraku. Podczas tej kampanii zaczęły się kumulować ataki na hiszpańskie cele. Doszło do serii zamachów terrorystycznych na dworce w Madrycie. Hiszpańscy żołnierze stacjonujący w Iraku byli częściej i bardziej zajadle atakowani. Tak więc to, co działo się w Hiszpanii, miało bezpośredni wpływ na działania irackich rebeliantów i niejako dopingowało ich do dalszych wzmożonych działań - mówi dla "Polski The Times".

W nawiązaniu do zapowiedzi rychłego wycofania polskich żołnierzy z Afganistanu, Skrzypczak mówi, że byłaby to zła decyzja, chociażby w kontekście tego, że musimy pamiętać wszyscy, iż NATO jest gwarancją naszego bezpieczeństwa. NATO jest systemem kolektywnej obrony, a my jesteśmy elementem w tym systemie. Nasze wyłamanie się teraz podważa naszą wiarygodność jako elementu całego tego systemu zbiorowego.

Sojusz północnoatlantycki jest szacowną instytucją i oczywiście przyjmie do wiadomości nasze stanowisko, uważa generał. Należy jednak pamiętać, że będzie to miało jakieś konsekwencje dla nas jako członka sojuszu. Staniemy się mało wiarygodni.

sonia
Posty: 6384
Rejestracja: 7 grudnia 2008, 15:50
Lokalizacja: z Polski

Post autor: sonia » 18 czerwca 2010, 15:01

Syriusz, odnoszę wrazenie,ze TO nie gafy gajowego,lecz zamiary,
zamiary bardzo bliskie sercu jego KOLEGÓW mysliwych,tych od głuszcow

[ Dodano: 18 Czerwiec 2010, 16:05 ]
natomiast
mnie zastanawia coś innego,a mianowicie stan ducha,druzynowego BRONY
kiedy kłamie,czyli ściemnia
a
kiedy nie
wszak jedną z pierwszych ustaw jaką POdobno podpisał,gdy tylko
obwołał się PO,czyli pełniącym obowiązki
było przedłuzenie pobytu naszych żołnierzy w Afganistanie
a TERAZ,mowi co innego? :->
a moze razwiedka
wykonała "telefon"

[ Dodano: 18 Czerwiec 2010, 16:08 ]
temat rozpoczeto słowem GAZPROM.......i tu jest klucz do WSZYSTKIEGO
"nasz" gajowy
liczyć ;-) moze na ciepłą POsadkę u nich...........

Awatar użytkownika
longinus9
Posty: 2190
Rejestracja: 19 lutego 2009, 20:02
Lokalizacja: Łódź

Post autor: longinus9 » 28 lipca 2010, 04:17

*Politycy i partie, którzy teraz włączyli się w obronę krzyża, powinni także w sferze realnej, już nie symbolicznej, walczyć o to, co wynika z identyfikacji z chrześcijaństwem
*Kościół w Europie prześladuje się, wykorzystując ustawodawstwo, a nie fizyczną przemoc
*Prawdziwa walka o krzyż w Europie odbywa się obecnie przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka w związku ze sprawą krzyża we Włoszech. Jednak ani rząd polski i partia rządząca, ani największa partia opozycyjna nie czynią starań, by poprzeć Włochy w tej kwestii

Ustawowa chrystofobia



Z prof. Jackiem Bartyzelem, kierownikiem Katedry Hermeneutyki Polityki na Wydziale Politologii i Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, rozmawiają Piotr Czartoryski-Sziler i Małgorzata Rutkowska

Przedstawiciele PO twierdzą, że nasycenie przestrzeni publicznej pomnikami, symbolami wiary rozbija narodową wspólnotę. Czy nie jest odwrotnie - to brak symboli, z którymi może utożsamiać się Naród, prowadzi do jego atomizacji?
- Oczywiście. W Polsce na szczęście nie brak i miejsc, i symbolicznych znaków, które pozwalają się odnaleźć w tym poczuciu wspólnotowości i tożsamości. Prezydent Lech Kaczyński został przecież jednak pochowany na Wawelu, a więc w miejscu najbardziej intensywnie przepojonym tą symboliką narodową. W sporze o krzyż na Krakowskim Przedmieściu wyróżniłbym dwie płaszczyzny, które się na siebie nakładają. Pierwsza z nich to płaszczyzna zasadnicza, ogólna, którą moglibyśmy nazwać za św. Tomaszem tezą, a dotyczy kwestii obecności krzyża w sferze publicznej w ogóle. Druga to hipoteza, czyli sprawa tego konkretnego krzyża przed Pałacem Prezydenckim. Na płaszczyźnie pierwszej odpowiedź chrześcijanina jest oczywista - krzyż nie tylko ma prawo być obecny w sferze publicznej, ale obowiązkiem nie tylko osób prywatnych, ale i wspólnoty narodowej, politycznej jest uznawać w ten sposób królowanie Chrystusa, nie tylko w ludzkich duszach, ale i w społeczności. Ta ogólna teza została tutaj włączona w pewien bardziej doraźny, polityczny kontekst. Krzyż postawiony na Krakowskim Przedmieściu był znakiem jakiegoś wyjątkowego przeżycia, związanego z konkretnym wydarzeniem i z konkretnymi osobami.

Przyniesionym z potrzeby serca...
- To prawda, dlatego traktowałbym jego obecność w tym miejscu jako stację, etap do czegoś. Najlepszym rozwiązaniem wydaje się być umieszczenie przed Pałacem Prezydenckim tablicy upamiętniającej tragedię smoleńską. Krzyż w ogóle jest symbolem odkupicielskiej męki Jezusa Chrystusa, natomiast ten konkretny krzyż upamiętnia tragiczne wydarzenie.

Pomniki-krzyże w Gdańsku, w Gdyni, w Poznaniu - polska pamięć wyraża się w połączeniu symboliki religijnej ze znakami narodowymi. Dlaczego ten związek jest tak silny?
- To jest spontaniczny zrost, który wyrasta z idei artysty i z oczekiwań zbiorowego mecenasa, czyli Narodu. Bylibyśmy zdziwieni, gdyby pomnik upamiętniający osobę czy jakieś wydarzenie tego nie uwzględniał. On wyraża naturalne przekonanie, że nie można polskości zrozumieć bez Chrystusa.

Tym bardziej bolą wypowiedzi negujące sens umieszczenia znaku krzyża w pomniku ku czci ofiar katastrofy...
- To wręcz świadczyłoby o jakiejś dziwnej cenzurze czy nakładanym kagańcu, gdyby pomysł upamiętniania miał inny charakter, tym bardziej że wiąże się z tragizmem śmierci. W czasie żałoby, ogólnonarodowych pogrzebów pojawiło się kilka głosów ze strony środowisk laickich czy wojująco antyreligijnych, że w Polsce nie ma symboliki laickiej, która pozwalałaby żegnać wysokich rangą urzędników państwowych. Nie ma, i to jest oczywiste. Żal, złość tych środowisk świadczą o ich kompletnej alienacji od tego, czym żyje, co czuje wspólnota. Widać, jak ci ludzie nie potrafią współodczuwać z nami. Niektórzy zwracali uwagę, że ta wściekłość jest wyrazem bezdennego smutku ateizmu.

W jaki sposób można wykorzystać potencjał, który uwidocznił się w Narodzie po 10 kwietnia?
- Ten potencjał powinien przełożyć się na pewne działania, jakiś ruch, który konsekwentnie broniłby i podnosił sprawy rzeczywistej obecności w prawie, obyczajach, w życiu publicznym tego, co wynika z nakazów Ewangelii. Ostatnio była okazja ku temu, by bardziej zmobilizować się przeciwko bezczeszczeniu przestrzeni publicznej przez takie imprezy, jak parada homoseksualna. Z obroną krzyża wiążą się rzeczy, które mają nie tylko charakter symboliczny, ale jak najbardziej realny. Wolałbym więc, żeby ci politycy czy te partie, które teraz włączyły się w obronę krzyża, także w sferze realnej, już nie symbolicznej, walczyły o to, co wynika z tej identyfikacji z chrześcijaństwem. Tu jednak bywa bardzo różnie, przykładem może być ustawa o ochronie życia sprzed dwóch lat czy obecnie kwestia in vitro. Tutaj ich stanowisko jest dwuznaczne, niekonsekwentne. Prawdziwa walka o krzyż w tej chwili odbywa się w Europie przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka w Strasburgu w związku ze sprawą krzyża we Włoszech. Ani jednak rząd polski i partia rządząca, ani największa partia opozycyjna nie czynią starań, by poprzeć Włochy w tej kwestii. To byłaby w pełni szczera i konsekwentna obrona krzyża.

Chrystofobia to zjawisko zataczające w Europie szerokie kręgi. Czym charakteryzują się środowiska walczące z krzyżem?
- To właśnie one wykorzystały spór o krzyż przed Pałacem Prezydenckim do tego, żeby przenieść kwestię krzyża sprzed Pałacu Prezydenckiego z pułapu Tomaszowej hipotezy na płaszczyznę tezy ogólnej. Spór ten umożliwił podniesienie ich stałego postulatu walki z krzyżem, czyli domagania się laicyzacji i wyrzucenia symboliki chrześcijańskiej ze sfery publicznej. Ta sprawa dała im oręż do tego, żeby wyartykułować swoją wrogość do krzyża i chrześcijaństwa. Ze sporu o ten konkretny krzyż, który ma być w tym miejscu lub innym, robi się spór o to, czy w ogóle krzyż ma "kłuć w oczy" w miejscach publicznych.

Jest to wygodne dla Platformy, która usiłuje przyciągnąć do siebie lewicowy elektorat.
- Wydaje mi się, że przede wszystkim aktywne są tutaj środowiska nowolewicowe. Natomiast Platforma Obywatelska zajmuje stanowisko typowe dla XIX-wiecznych liberałów, którzy znajdowali się pomiędzy katolikami a siłami rewolucji. Jak pisał wówczas katolicki myśliciel Donoso Cortés, gdyby liberał był na dziedzińcu palatium Piłata w Jerozolimie i miał stawać przed wyborem: czy ukrzyżować Chrystusa czy Barabasza, to powiedziałby, żeby tę złożoną kwestię odłożyć do następnej sesji parlamentarnej. Liberał bowiem najchętniej zamiata pod dywan niewygodne dla niego kwestie, żeby nie mieć problemu. Nie chce wybierać między Chrystusem a Barabaszem. Ulubione jego słowo to kompromis, konsensus. Szuka pośredniego rozwiązania. Ale w fundamentalnych sprawach nie da się znaleźć nic pośredniego. Liberał oszukuje więc sam siebie. Czasami uda się odwlec jakieś rozstrzygnięcie, ale zawsze przyjdzie chwila, kiedy trzeba będzie dokonać wyboru. I wtedy okazuje się, że nie istnieje trzecie stanowisko, czyli typowo liberalne.

We Francji walka z krzyżem trwa od czasów rewolucji 1789 roku.
- Jak prześledzimy historię Francji, to zobaczymy, że ta walka jest trochę jak sinusoida, która w pewnych momentach się nasila, a w pewnych słabnie. Walka z krzyżem zaczęła się oczywiście od rewolucji 1789 roku, później trend ten trochę osłabł. Następnie mamy znów bardzo intensywny okres terroru Komuny Paryskiej i bardzo silny antykatolicyzm III Republiki z kulminacją w postaci ustawy o separacji Kościoła od państwa w 1905 roku. Osłabło to trochę po I wojnie światowej. Jednak przez cały wiek XIX siły katolickie i antykatolickie we Francji mniej więcej się równoważyły, natomiast po II wojnie światowej katolicyzm francuski nieomal zanikł, a Francja stała się krajem faktycznie zdechrystianizowanym. Opór przeciwko takiemu stanowi rzeczy jest tam bardzo słaby, bo właściwie większość katolików francuskich wychowana jest w przekonaniu, że państwo powinno być laickie. To oczywiście ułatwia siłom antykatolickim, które wciąż przyznają się do masonerii, walkę z krzyżem. Jeszcze w XIX wieku katolicyzm francuski był dużą siłą, dzisiaj autentyczną siłą religijną jest tam islam. To też popycha często katolików do obrony laickiego status quo, żeby nie dopuścić do odgórnej islamizacji. W gruncie rzeczy nie ma tam dziś formalnej walki z zorganizowanym - tak jak w XIX wieku - katolicyzmem, który bronił tradycji Francji, "najstarszej córy Kościoła", bo takiego katolicyzmu jako realnej siły społecznej nie ma dziś we Francji, jest natomiast konsekwentne usuwanie w cień pozostałości pamiątek tego duchowego dziedzictwa.

Dlaczego głos katolików został tak zmarginalizowany?
- Owszem, bywa, że katolicy protestują czy występują w jakiejś poszczególnej kwestii, np. obrony wolnej szkoły, ale nie ma katolicyzmu jako zorganizowanej siły, która by stawiała postulaty stricte katolickie. Są tylko jakieś drobne środowiska w przestrzeni metapolityki, które reprezentują tradycję kontrrewolucyjną, ale stanowią one w życiu politycznym zupełny margines. Nominalni katolicy, zarówno laikat, jak i hierarchia, w gruncie rzeczy pogodzili się z laickim charakterem republiki, który opiera się na rozdziale Kościoła od państwa, i to w bardzo rygorystycznej wersji. W efekcie we Francji nie można np. postawić krzyża przy drodze publicznej. Im słabsza skala oporu katolików, tym bardziej metody walki z Kościołem mają charakter administracyjny, a nie krwawych represji. W czasie rewolucji księży gilotynowano, spławiano w dziurawych barkach, jak w Wandei. Dziś, gdy są inne realia społeczne, Kościół prześladuje się, wykorzystując ustawodawstwo, a nie fizyczną przemoc.

Dziękuję za rozmowę.

NASZ DZIENNIK 2010-07-28

ODPOWIEDZ