Unia Europejska

Marek Kajdas
Posty: 34
Rejestracja: 20 października 2011, 20:34
Lokalizacja: Małopolska Zachodnia
Kontakt:

Post autor: Marek Kajdas » 16 grudnia 2011, 11:55

Amid pisze:
Coltrane pisze:
Amid pisze:"Uważam rze" tak napisało? aż nie dowierzam, jutro sprawdzę. Ale ... czy to w ostatnim numerze? proszę podać w którym nr. "Uważam rze".
Tuż przed wybuchem II wojny światowej rodzice Margaret Roberts przygarnęli 17-letnią austriacką Żydówkę o imieniu Edith. W swoich wspomnieniach Margaret pisała: „Ojciec Edith, bankowiec, napisał do mojego z pytaniem, czy przyjęlibyśmy jego córkę, gdyż doskonale sobie zdawał sprawę, do czego to wszystko zmierza. Nie mieliśmy ani czasu, ani pieniędzy, aby samodzielnie wziąć na siebie taki obowiązek. Pomogli jednak ojcu rotarianie z Grantham. Edith przyjechała i mieszkała u każdej z naszych rodzin przez jakiś czas. (…) Opowiadała nam o życiu Żydów pod panowaniem antysemickiego reżimu”.

http://uwazamrze.pl/2011/12/19736/krole ... sceptykow/
Czyli jaki wniosek? ano taki, że to nie Thatcher była austriacką żydówką wychowaną w Anglii przez masonów rotarian, tylko rodzice Margaret przygarnęli austriacką Żydówkę. Sprostowałeś Coltrane wypowiedź.
Jednak związki z rotarianami miała i to wydaje się bliskie. Podobnie jak francuskie elity polityczne (skąd się wziął Sarkozy rdzenny "Francuz"), tak i w Anglii większość jest uwikłana w układy z masonami, bądź wręcz jest jej częścią. Brytyjczycy zawsze mieli sentyment od interesów żydowskich, czy to nie Dmowski miał z nimi problemy w swojej misji walki dyplomatycznej o Polskę łącznie z Wersalem? Przyznaję się jednak do "małej" prowokacji ;) Niewielu żydów ocaliła Anglia, a mogli ocalić miliony przed 1939 rokiem. To ma być próba ich wybielania przez "Uważam rze?
Marek Kajdas

Amid
Posty: 1365
Rejestracja: 7 lipca 2009, 17:00
Lokalizacja: Polska

Post autor: Amid » 16 grudnia 2011, 13:19

Ależ pan napisał, że: "Thatcher była austriacką żydówką wychowaną w Anglii przez masonów rotarian." A teraz pisze, że: "Jednak związki z rotarianami miała i to wydaje się bliskie." Czy nie widzi pan różnicy w tych wypowiedziach? Bo ja widzę. To nie była prowokacja, tylko ....

Syriusz
Posty: 4297
Rejestracja: 3 października 2008, 14:56

Post autor: Syriusz » 19 kwietnia 2012, 21:28

Początek końca schengeńskiej Europy bez granic?.

Francja i Niemcy chcą złamać podstawową zasadę Unii Europejskiej - prawo do swobodnego przemieszczania się - na rzecz możliwości jednostronnego przywracania kontroli osobowych na wewnętrznych granicach Unii nawet na 30 dni. Tak wynika z listu ministrów spraw wewnętrznych obu krajów, z którym zapoznała się korespondentka RMF FM Katarzyna Szymańska-Borginon.

Kilkadziesiąt mobilnych punktów kontroli granicznej, tzw. schengenbusów umożliwiających kontrolę podróżnych w każdym miejscu, będzie miała do dyspozycji Straż Graniczna podczas Euro 2012. W grudniu ma zapaść decyzja, czy w czasie turnieju przywrócona zostanie kontrola na południowej i zachodniej...

Kontekstem listu obu ministrów jest Grecja i jej problemy z nieszczelnymi granicami, przez które napływa wielu imigrantów do innych krajów UE. Jednak zgoda na zmianę zasad układu z Schengen może kiedyś odbić się rykoszetem także na Polsce i innych państwach. Francusko-niemiecka propozycja jest bardzo groźna dla naszego kraju. Jeżeli weszłaby w życie, to w razie gdyby Polska miała problemy z napływem imigrantów - na przykład z Czeczeni - Niemcy bez naszej zgody mogliby przywrócić kontrole na naszej zachodniej granicy.

Niemcy jeszcze rok temu nie popierali stanowiska Paryża w sprawie Schengen. Dyplomaci, z którymi rozmawiała korespondentka RMF FM, twierdzą jednak, że zmiana podejścia to nie tylko poparcie dla Sarkozy'ego przed wyborami, ale także część szerszego francusko-niemieckiego porozumienia. Niekorzystną dla nas propozycję cicho wspierają już Dania, Holandia i Austria. Wyraźnie Paryż i Berlin chcą przyspieszyć dyskusję, która obecnie toczy się w Radzie UE. Możliwe, że już w czerwcu zapadną w tej sprawie decyzje - twierdzi jeden z dyplomatów, z którymi rozmawiała nasza korespondentka.

Do tej pory kontrole na granicach przywracano tylko 26 razy

Obecnie przywracanie kontroli na wewnętrznych granicach to wyjątki. Wprowadzić je może każdy kraj strefy Schengen tylko w dwóch wypadkach: w razie zagrożenia publicznego (na przykład zamachu terrorystycznego) lub planowanych wydarzeń publicznych, jak olimpiada czy spotkanie G8.

Pod wpływem nalegań Paryża na szczycie UE w czerwcu zeszłego roku kraje Unii (w tym Polska) zgodziły się na pewne odstępstwa od tej reguły. Zdecydowano wówczas o reformie Schengen. Jednak jeżeli miałaby przejść propozycja francusko-niemiecka, oznaczałoby to otwarcie drogi dla łatwego i długotrwałego przywracania granic.

Polska będzie się prawdopodobnie sprzeciwiała takiemu rozwiązaniu. Jak na razie możemy w tej kwestii liczyć na wsparcie Portugalii, Hiszpanii i Włoch.

Katarzyna Szymańska-Borginon

robroy
Posty: 160
Rejestracja: 15 stycznia 2012, 12:15
Lokalizacja: Wrocław

Post autor: robroy » 20 kwietnia 2012, 17:04

Co do układu z Schengen i innych praw rządzacych Unią: tam panuje zasada, zgrabnie opisana przez Orwella w jego powieści "Folwark Zwierzęcy"- "Wszystkie zwierzęta są równe, ale niektóre są równiejsze od innych".

Awatar użytkownika
longinus9
Posty: 2190
Rejestracja: 19 lutego 2009, 20:02
Lokalizacja: Łódź

Post autor: longinus9 » 23 maja 2012, 16:14

Greckiej tragedii nie będzie

Z prof. dr. hab. Andrzejem Kaźmierczakiem z Katedry Bankowości Szkoły Głównej Handlowej, członkiem Rady Polityki Pieniężnej, rozmawia Mariusz Bober

Europejscy politycy otwarcie mówią o opuszczeniu strefy euro przez bankrutującą Grecję. Sytuację pogarsza polityczna niepewność i wstrzymanie funduszy pomocowych ze strefy euro oraz kredytowania greckich banków przez Europejski Bank Centralny. Decyzja o powrocie do drachmy to byłby opłacalny krok?
- Wystąpienie Grecji ze strefy euro pomogłoby temu krajowi przywrócić cenową konkurencyjność jego gospodarki i ożywić ją. Spadek wartości tutejszej waluty w stosunku do euro na pewno poprawiłby konkurencyjność eksportu z tego kraju, co przełożyłoby się na ożywienie tam gospodarki i poprawę kondycji finansów państwa. Ale taki krok miałby też inne konsekwencje, m.in. polityczne. Mogłoby to pociągnąć za sobą podobne decyzje innych krajów z południa Europy, które cierpią na podobną "chorobę" co Grecja, jak Portugalia, Włochy czy Hiszpania. Przyczyny słabości ich gospodarek są te same: zbyt silny kurs utrzymywanej przez te kraje waluty - euro - w stosunku do innych walut. Jednak z politycznego punktu widzenia wystąpienie Grecji ze strefy euro osłabi pozycję i jedność polityczną Europy Zachodniej.

Zbliża się eurogedon, w tym rozpad strefy euro?
- Myślę, że to nie jest realny scenariusz, bo istnieje coś w rodzaju "twardego rdzenia" eurolandu złożonego z silnych gospodarczo krajów zainteresowanych utrzymaniem jednej silnej waluty, która przynosi im korzyści. Ale ze strefy euro mogą odpaść kraje o dużo niższej konkurencyjności gospodarki i wydajności pracy. Dla nich jedynym sposobem jej utrzymania jest wystąpienie ze strefy euro i deprecjacja kursu walut narodowych wobec euro. W krajach tych pokusa odzyskania takiego narzędzia jest bardzo duża. Kurs walutowy jest bowiem bardzo ważnym instrumentem polityki gospodarczej. Tak jest np. w Hiszpanii, której grozi wręcz rewolucja społeczna.

Jeśli Grecja wyjdzie z eurolandu, Hiszpania, Portugalia i Włochy pójdą jej śladem?
- Należy brać to pod uwagę, zwłaszcza jeśli chodzi o Hiszpanię i Portugalię. Włochy mogą sobie poradzić z trudną sytuacją finansów publicznych. To jest duży kraj o bardziej zróżnicowanej strukturze rozwoju gospodarczego. Natomiast dwa pierwsze państwa są w trudniejszej sytuacji, ponieważ zdecydowanie odstają pod względem konkurencyjności od reszty Europy. Ale powrót tych krajów do własnych walut nie będzie oznaczał jakiejś tragedii. Co najwyżej zahamowałby chwilowo dynamikę handlu międzynarodowego. Nie wydaje mi się również, aby odbiło się to na sytuacji reszty państw strefy euro, a szczególnie na Polsce, zwłaszcza że nasz eksport kierowany jest przede wszystkim do krajów założycieli strefy euro, czyli głównie Niemiec i Francji.

Radosław Sikorski twierdzi, że skutki rozpadu strefy euro byłyby dla nas gorsze niż rosyjskie rakiety w Kaliningradzie. Ekonomiści zaś straszą upadkiem co drugiego dużego banku w naszym kraju.
- Na pewno ucierpiałyby filie zagranicznych banków w Polsce. Irlandczycy sprzedali Bank Zachodni, ponieważ mieli problemy finansowe u siebie. Ale bank ten nadal działa, choć ma innego właściciela. Zaś co do skutków rozpadu strefy euro według ministra Sikorskiego, uważam, że dla Polski nie ma nic gorszego od rosyjskich rakiet z głowicami atomowymi w obwodzie kaliningradzkim. Przypomnę, że jest to najbardziej zagęszczony pod względem rozmieszczenia broni atomowej i najbardziej niebezpieczny region na świecie. Dlatego jest on dla nas zdecydowanie groźniejszy niż rozpad strefy euro. Tak jak wspomniałem, jest to mało realne. Jej "twardy rdzeń" raczej będzie nadal utrzymywał wspólną walutę.

Upadek choćby części zagranicznych banków w Polsce lub ich sprzedaż może doprowadzić do wycofywania z nich depozytów przez Polaków?
- Nie wierzę w to, by co drugiemu bankowi w Polsce groził upadek. System bankowy w naszym kraju ma wysokie zabezpieczenie kapitałowe, a poza tym działa u nas Bankowy Fundusz Gwarancyjny, który zgromadził odpowiednie środki finansowe na wypadek konieczności pomocy bankom, gdyby popadły one w kłopoty. Również NBP ma gotowy scenariusz wsparcia banków komercyjnych, gdyby były zagrożone. Dlatego Polsce bardzo daleko do sytuacji Grecji. Pamiętajmy, że tam spadek PKB wynosi 5 proc., podczas gdy my mamy wzrost gospodarczy wynoszący obecnie ponad 3 procent... To dwa różne światy. Dlatego nie ma zagrożenia dla stabilności naszego systemu bankowego. Oczywiście, jest problem groźby wycofywania kapitału przez banki-matki. Ale nie wiadomo, czy zdecydują się na to, ponieważ działające w naszym kraju ich oddziały są jednak bardzo dochodowe. To kury znoszące złote jajka.

Polskie instytucje finansowe, choć mamy ich niewiele, powinny odkupić przynajmniej niektóre dochodowe banki?
- Gdyby nadarzyła się taka okazja, opowiadałbym się za przeprowadzeniem repolonizacji banków. Mamy obecnie takie możliwości.

Jak w rzeczywistości na sytuację gospodarczą Polski wpływa kryzys w strefie euro?
- Niewątpliwie tamtejsza sytuacja ma wpływ na naszą gospodarkę, ponieważ Polska jest zaliczana do tzw. wschodzących rynków. To zaś oznacza, że najszybciej reagują one na zmianę nastrojów międzynarodowych inwestorów. Gdy więc pojawiają się trudności banków strefy euro, zwykle reagują one, wycofując kapitał z naszej gospodarki.

To dlatego ekonomiści mówią, że nasza złotówka tańczy, jak jej Grecja zagra?
- Tak, ponieważ wśród wszystkich rynków wschodzących z Europy Środkowo-Wschodniej Polska jest wiodącym krajem, do którego trafia najwięcej kapitału zagranicznego. W same tylko nasze obligacje zainwestował on 150 mld złotych. Ale też najszybciej wycofuje swój kapitał w sytuacji jakichś zawirowań. Ma tu bowiem najwięcej do stracenia. Jesteśmy więc swoistym papierkiem lakmusowym sytuacji ekonomicznej w naszym regionie.

Greckie firmy są już nieobecne na naszym rynku, a nasze banki nie kupowały obligacji tego kraju...
- Jednak powiązania między krajowymi rynkami, w tym między dużymi instytucjami finansowymi a ich filiami, oddziałami w Polsce, są tak duże, że zarządzanie kapitałami w ramach portfeli międzynarodowych grup finansowych uległo internacjonalizacji. Stąd tak szybkie reakcje na kryzys w Grecji również na naszym rynku. To jest skutek globalizacji rynków finansowych.

Ekonomiści przewidują gwałtowny spadek wartości polskiej waluty w przypadku kolejnych problemów w strefie euro. NBP jest na to przygotowany?
- Sama inflacja prowadzi do spadku wartości naszej waluty, dlatego NBP chce temu zapobiec. Według prognoz już w połowie przyszłego roku uda nam się osiągnąć cel inflacyjny i zredukować inflację do 2,8 procent. Jeśli zaś chodzi o kurs waluty, to władze Polski są przygotowane do obrony złotówki. Pierwszym źródłem wsparcia jest Bank Gospodarstwa Krajowego, który ma olbrzymie zapasy walut obcych pochodzących z funduszy unijnych. One już są wykorzystywane do obrony naszej waluty. Ponadto rosną też rezerwy dewizowe NBP i nie zawaha się on wykorzystać ich w razie potrzeby. Ubiegłoroczne czterokrotne interwencje banku centralnego były bardzo skuteczne i zapobiegły deprecjacji złotego.

Racjonalne są w takim razie apele do rządu o opracowanie planu B dla Polski na wypadek rozpadu eurolandu?
- Takie apele są zasadne, bo rozsądek podpowiada, aby być przygotowanym na najgorsze. Jak taki plan powinien wyglądać? To trudne pytanie. Na pewno oznaczałoby to spadek naszego eksportu, na co trzeba byłoby się przygotować. Nie widzę natomiast zagrożeń dla stabilności sektora finansowego w Polsce. Należałoby natomiast zabezpieczyć się przed groźbą utraty płynności przez banki, co byłoby rolą przede wszystkim NBP.

Pakt fiskalny może cokolwiek zmienić w sytuacji krajów strefy euro?
- Kraje strefy euro przede wszystkim powinny same sobie pomóc. Jednak pakt fiskalny wcale temu nie służy. Zawiera on błąd w rozumowaniu. Zakłada bowiem, że wystarczy tylko ograniczyć wydatki, zmniejszyć deficyty budżetowe i przywrócić równowagę finansom publicznym, a od razu ożywi to gospodarkę. Niestety, nie jest to realne. Pakt fiskalny w ten sposób dusi rozwój gospodarczy. Udział bowiem wydatków państwa w gospodarkach zagrożonych bankructwem krajów z południa Europy sięga 40-50 procent. Powstaje więc błędne koło: drastyczne cięcia wydatków powodują spadek wzrostu gospodarczego i wzrost bezrobocia, co z kolei zmniejsza dochody podatkowe i wywołuje jeszcze gorszy kryzys budżetowy. Dlatego słuszna jest propozycja, by nie poprzestawać na duszeniu gospodarki poprzez cięcia fiskalne, ale podejmować rozwiązania pobudzające wzrost gospodarczy, który napędza dochody budżetu.

Po co więc rząd Donalda Tuska podpisał pakt fiskalny i zgodził się przekazać 6 mld euro na wsparcie dla eurobankrutów?
- To było nieporozumienie, ponieważ złożono zobowiązania bez jakichkolwiek korzyści z tego tytułu. Prawo uczestniczenia w posiedzeniach ministrów finansów strefy euro bez wpływu na ich przebieg nic nam nie daje. W dodatku przyjęcie paktu fiskalnego zmusza władze Polski do dławienia naszej gospodarki. A przecież sytuacja w naszym kraju jest jednak inna niż państw strefy euro. Na takich warunkach nie trzeba było przystępować do paktu.

Niedawna podwyżka stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej o 25 punktów bazowych ma powstrzymać inflację. Czy będzie to jednak skuteczne tuż przed Euro 2012?
- Niewątpliwie ta podwyżka ma swoje uzasadnienie. Pamiętajmy, że inflacja wzrosła w kwietniu w porównaniu z marcem z 3,9 proc. do 4,0 procent. Co więcej, prognozy wskazują, że jeszcze we wrześniu inflacja osiągnie 4,4 procent. Poniżej tej wielkości może spaść dopiero w grudniu br. Tymczasem tak wysoka inflacja jest niekorzystna dla gospodarstw domowych, zwłaszcza dla osób mało i średnio zarabiających. To one przede wszystkim płacą podatek inflacyjny. Dlatego należy walczyć z inflacją, a stopa procentowa jest najlepszym instrumentem rynkowym do tego celu. Ponadto, jeśli przyjrzeć się poziomowi stóp procentowych w Polsce w ujęciu realnym [nawet po podwyżce stopa depozytowa NBP wynosi 3,25 proc. - red.], to po odjęciu od nich stopy inflacji (4 proc.) okazałoby się, że są one lekko ujemne. Zaś takie stopy zniechęcają do oszczędzania i lokowania oszczędności w bankach. Oprocentowanie depozytów terminowych w bankach komercyjnych po odjęciu inflacji jest ujemne. Ale mieliśmy też powody zewnętrzne, aby podnieść poziom stóp procentowych. Ze względu na trudną sytuację strefy euro oraz tamtejszych banków istnieje ryzyko, że centrale działających w Polsce zagranicznych banków mogą wycofywać kapitał z naszego sektora bankowego. Poniosły bowiem olbrzymie straty na obligacjach greckich, więc będą chciały się dokapitalizować. Będą musiały też poprawić swoją płynność finansową. Mogą wycofywać kapitał z Polski również dlatego, że obecnie wchodzi w życie tzw. nowy system regulacyjny Bazylea III, który wymusza na bankach komercyjnych podniesienie kapitałów własnych. Zagraniczne banki-matki będą chciały uzupełnić swoje kapitały, wycofując je z Polski. Mogą nawet zostać zmuszone do sprzedaży swoich filii w naszym kraju. Aby pokryć straty na greckich obligacjach oraz dokapitalizować się zgodnie z Bazyleą III, potrzebują ok. 500 mld euro! Zagraniczne centrale ulokowały w naszym kraju na chwilę obecną depozyty na sumę ok. 30 mld euro. Gdyby wycofały swój kapitał, doprowadziłoby to do spadku walutowego kursu złotówki, co z kolei jeszcze bardziej zwiększyłoby poziom inflacji w naszym kraju. Deprecjacja złotego powoduje bowiem wzrost cen dóbr importowanych i przekłada się na wyższe koszty produkcji krajowej.

W jaki sposób podniesienie stóp procentowych może powstrzymać zachodnie centrale przed wycofywaniem kapitału z Polski?
- Podniesienie stóp procentowych zwiększa atrakcyjność lokat bankowych w Polsce dla inwestorów zagranicznych. Atrakcyjne pozostają też dla nich polskie obligacje skarbowe. Pozostawienie zaś kapitału zagranicznego w Polsce sprzyja utrzymaniu stabilności złotówki.

Podwyżka stóp procentowych dotknie jednak osoby spłacające kredyty w złotówkach, których wynagrodzenia w ostatnim czasie dodatkowo zjada inflacja...
- Oczywiście, podwyżka ma też negatywne strony. Rzeczywiście podniesie to oprocentowanie kredytów zarówno dla gospodarstw domowych, jak i dla przedsiębiorstw. Ale jeżeli chodzi o kredyty mieszkaniowe, to wartość kredytów złotówkowych jest zdecydowanie mniejsza niż kredytów walutowych. RPP musiała wyważyć wszystkie racje. Przeważyły względy konieczności walki z inflacją, której obecny poziom w średniej i dłuższej perspektywie jest niekorzystny dla polskiej gospodarki. Tymczasem mocną presję na jej zwiększenie wywiera także nasilenie żądań podwyżek płac w przemyśle i sektorze publicznym. Doprowadzą one również do jakiegoś zwiększenia płac w sektorze prywatnym. Rada Polityki Pieniężnej uważa, że w dłuższej perspektywie inflacja hamuje wzrost gospodarczy, zwiększa bezrobocie. Zresztą już obecnie obserwujemy hamowanie tempa wzrostu PKB. O ile na początku roku wynosił on 4,3 proc., o tyle obecnie szacuje się go na niewiele powyżej 3 proc., a bezrobocie oscyluje wokół 13 procent. Jeśli obniżymy inflację, to w ślad za nią spadną także stopy procentowe, co będzie korzystne dla kredytobiorców.

Na razie spada kurs złotówki do euro i franka szwajcarskiego, co uderza w tych Polaków, którzy zawarli umowy kredytowe w tych walutach...
- Ale Rada nie ma wpływu na oprocentowanie kredytów w walutach obcych. Jednak także ze względu na te osoby podniesienie stóp procentowych było zasadną decyzją. Złagodzi to bowiem spadek wartości złotówki wobec walut, w których Polacy zaciągnęli kredyty, czyli głównie franka szwajcarskiego i euro, a zatem zmniejszy koszty spłaty rat takich kredytów walutowych. Działa parytet stóp procentowych. Podniesienie oprocentowania w Polsce spowoduje napływ kapitału zagranicznego i umocnienie kursu złotego.

NASZ DZIENNIK 2012-05-22

Awatar użytkownika
Coltrane
Posty: 17740
Rejestracja: 31 marca 2008, 23:47
Lokalizacja: Polska

Post autor: Coltrane » 21 czerwca 2012, 15:26

Celem Tuska jest uczynienie z Polski eurolandu Unii Europejskiej. Jest to działanie, którego celem jest zniewolenie i zniszczenie Polski jako bytu państwowego. Tusk jawnie opowiada się za wcieleniem Polski do Superpaństwa jakim ma być Unia Jewropejska.

Dziesięć krajów chce europejskiego państwa

Dziesięciu ministrów spraw zagranicznych krajów Unii Europejskiej, chcą wywierać presję na przekształcenie Unii w państwo na wzór Stanów Zjednoczonych.
Ministrowie są skupieni w grupie badawczej na rzecz przyszłości Europy, chcą forsować swój projekt wśród unijnych polityków. Dziesięciu szefów resortów spraw zagranicznych wczoraj przesłało swój raport do unijnych polityków, na czele z przewodniczącymi Komisji Europejskiej, Rady Europejskiej, Europejskiego Banku Centralnego i Eurogrupy. Projekt zakłada przekształcenie Unii w federację na kształt Stanów Zjednoczonych, czyli likwidacji państw narodowych.
Inicjatorem projektu jest szef MSZ Niemiec Guido Westerwelle, który nie ukrywa, że chce ograniczyć wpływ krajowych liderów rządowych na kształt UE i oddać ich kompetencje Komisji Europejskiej i Prezydentowi Unii Europejskiej, wybieranemu w wyborach powszechnych i mającemu największą władzę w Europie.
Wśród dziesięciu ministrów popierających te rozwiązania, poza przedstawicielem Niemiec znajdują się politycy z Austrii, Belgii, Danii, Włoszch, Luksemburga, Holandii, Polski, Portugalii i Hiszpanii.

Źródła: Presseurope.eu / Die Presse

Syriusz
Posty: 4297
Rejestracja: 3 października 2008, 14:56

Post autor: Syriusz » 24 czerwca 2012, 18:05

Szczerski: Niemcy przejmują władzę w Europie.

Nadchodzi nowy etap w realizacji niemieckiej strategii w polityce międzynarodowej. Strategią tą, niezmienną od wielu lat, jest stopniowe wyprowadzanie Niemiec z politycznych konsekwencji II wojny światowej ograniczających rolę i pozycję tego kraju na arenie światowej i narzucających mu określone obowiązki w Europie.

Mówiąc wprost: w pierwszym przypadku chodzi o to, by przestała obowiązywać definicja Niemiec jako odpowiedzialnego za hekatombę wojenną (wspólnie z Rosją radziecką, ale to inny temat) wojennego agresora i jej następstwa. Do najważniejszych z nich należy: zmiana granic, wykluczenie ze stałego miejsca w Radzie Bezpieczeństwa, ograniczenia, co do rodzaju i użycia armii.

Powoli odchodzą one do historii z naszym zresztą wydatnym udziałem: Niemcy się zjednoczyły, rozpoczęły ekspansję gospodarczą, kulturalną i mentalną na dawne tereny III Rzeszy współpracując z lokalnymi grupami (np. Ruchem Autonomii Śląska), odtworzone zostały na mapie Prusy Wschodnie (proszę spojrzeć na zasięg obowiązywania umowy o ruchu bezwizowym Unii z okręgiem królewieckim!). Polska odstąpiła od starań o niestałe miejsce w Radzie Bezpieczeństwa aby nie powiększać puli państw z UE i tym samym dać szansę Niemcom na miejsce pół-stałe. Bundeswehra jest już wysyłana w misje zagraniczne...

Odpowiedzialność moralna za wojnę zaczyna być rozkładana po równo nie między Niemcy i Rosję, ale...między agresorów i ofiary.

W drugim przypadku, Niemcy obłożone zostały "kontrybucją na raty", to znaczy przez lata były głównym płatnikiem netto budżetu Unii Europejskiej, który miał służyć głownie (francuskim) rolnikom i biedniejszym krajom, a w ramach samej integracji obowiązywała zasada "(samo)ograniczenia Niemiec" poprzez zasadę równości państw członkowskich i przeszacowanie ilości głosów w procesie decyzyjnym na rzecz państw mniejszych kosztem większych. Tu także mamy całkowity odwrót od pierwotnych zasad. Przyszły budżet Unii będzie służył także Niemcom a fundusze strukturalne nadal będą wracać do niemieckich przedsiębiorstw.

Unia bankowa, unia fiskalna i unia polityczna, to zmiana reguł w Unii w stronę dominacji Niemiec, jako największego udziałowca "Spółki Europejskiej", która zastąpi Unię Europejską. Decyzje kierunkowe mają zapaść na unijnym szczycie w przyszłym tygodniu...

Dziś konsekwentnie te zasady odchodzą do historii przy naiwnej i radosnej aprobacie takich europejskich mężów stanu jak Tusk i Sikorski. Ich sekundowanie tym zmianom jest tak wprost sprzeczne z polską racją stanu, że aż boli.

Co ciekawe, i to jest prawie groteskowe, Niemcy w przejmowaniu władzy w Europie stosują "doktrynę Wałęsy", czyli: nie chcą, ale muszą. I w tym też sekunduje im obecny obóz władzy w Polsce: Sikorski wmawiał wszak Polakom, że w przemówieniu w Berlinie "zadał Niemcom cios" wzywając ich do przejęcia władzy w Europie. Dziś powtarzają to w wywiadach i kanclerz Merkel i minister Schauble (najnowszy "Der Spiegel") - musimy rządzić Europą z konieczności a nie z chęci...

Zmiana reguł w Europie, która popiera rząd Tuska nie tylko jest sprzeczna z naszym interesem, ale jest niekorzystna dla Europy, jest anty-europejska.

Europa niemiecka nie będzie w stanie utrzymać się w pokojowej wersji przez dłuższy czas. Będzie musiała sięgnąć po przymus i nacisk. Użycia środków przymusu też nikt nie będzie chciał, ale będzie musiał... W imię wolności i pokoju, trzeba ten proces zatrzymać.

Autor: Krzysztof Szczerski, | Źródło: niezalezna.pl,

Syriusz
Posty: 4297
Rejestracja: 3 października 2008, 14:56

Post autor: Syriusz » 12 września 2012, 20:49

„Federacja europejska grozi utratą suwerenności”.

Prezydent Czech Vaclav Klaus ostro skrytykował propozycję Jose Manuela Barosso dotyczącą powołania federacji europejskiej.

Klaus w rozmowie z portalem internetowym novinki.cz podkreślił, że „nareszcie Barosso odkrył karty: przyznał, że chodzi mu o pogłębienie europejskiej integracji”. Prezydent Czech zwrócił uwagę na zagrożenia płynące z propozycji daleko idącej integracji europejskiej do której dąży przewodniczący Komisji Europejskiej.

- Ja przed tym ostrzegałem, ale Bruksela i tacy ludzie jak pan Barosso nie ujawniali swoich zamiarów publicznie. W roku 2004 Czechy wstępowały do Unii Europejskiej, a nie do federacji, w której stalibyśmy się pozbawioną znaczenia prowincją - oświadczył Vaclav Klaus.

Według czeskiego prezydenta, wstąpienie do federacji europejskiej oznaczałoby w praktyce utratę suwerenności politycznej i gospodarczej.

- Unia Europejska powinna się zmienić, to prawda, ale zmiany powinny iść w przeciwnym kierunku niż propozycje pana Barosso – stwierdził Vaclav Klaus.

Autor: pł, | Źródło: Niezależna.pl, PAP,

Syriusz
Posty: 4297
Rejestracja: 3 października 2008, 14:56

Post autor: Syriusz » 26 września 2012, 06:36

Klaus ostrzega przed upadkiem demokracji w Europie.

Dalsze pogłębienie integracji europejskiej doprowadzi do stworzenia "superpaństwa", a w konsekwencji do upadku demokracji w Europie – ostrzega prezydent Czech Vaclav Klaus.

W swojej najnowszej książce ("Europa: rozwiewanie iluzji"), która 27 września ukaże się w Wielkiej Brytanii, Klaus pisze, że Unia Europejska przybrała taki kształt, jak obecnie, bo jej liderzy polityczni uznali za wygodne wyrzeczenie się swoich państw narodowych, gdzie wyborcy mogli pociągnąć ich do odpowiedzialności.

"Autorom koncepcji integracji europejskiej udało się wywołać jasne skojarzenie w umysłach ludzi poprzez powiązanie agresywnego nacjonalizmu Hitlera (zupełnie negatywny typ nacjonalizmu) z typem tradycyjnego państwa narodowego, podając tym samym w wątpliwość sens jego istnienia. Wśród wielu fatalnych pomyłek i kłamstw, które leżały u fundamentów ewolucji UE, to jedno z najgorszych" - pisze polityk.

Klaus bardzo zdecydowanie przeciwstawia się koncepcji, którą 12 września podczas wystąpienia w Parlamencie Europejskim jasno zarysował szef Komisji Europejskiej Jose Manuel Barroso.

Jego zdaniem, Unia Europejska powinna iść w kierunku "federacji narodowych państw". Barroso uważa, że to konieczne, "bo w czasach kryzysu byłoby błędem pozostawić obronę państw nacjonalistom i populistom".

Stworzenie europejskiej federacji państw narodowych wymagałoby zmiany traktatu UE. Klaus natychmiast zareagował na te słowa.

- Po raz pierwszy Barroso przyznał, że ambicje stronników pogłębienia integracji są realne. Do dnia dzisiejszego ludzie, podobni panu Barroso, trzymali te ambicje w tajemnicy przed europejskimi społeczeństwami - podkreślił i dodał: "Boję się, że dzięki Barroso pojawia się poczucie, że nastał czas, by ogłosić tę zupełnie niewłaściwą decyzję".

- Oni myślą, że wieńczą koncepcję Europy, a ja sądzę, że niszczą ją - mówił dalej czeski prezydent. A następnie mocno zaakcentował: "W roku 2004 Czechy wstępowały do Unii Europejskiej, a nie do federacji, w której stalibyśmy się pozbawioną znaczenia prowincją".

Prezydent Czech ostrzega, że "dwulicowi politycy", w tym z partii konserwatywnych, otworzyli drogę do przekształcenia UE w "superpaństwo" po to, aby zlikwidować demokrację. A ta zakłada przecież ich odpowiedzialność przed wyborcami - argumentuje.

- Powinniśmy pomyśleć, jak odbudować naszą państwowość i suwerenność. Nie da się tego zrobić w ramach federacji. UE powinna podążać w przeciwnym kierunku - zaznaczył z kolei w wywiadzie dla "The Sunday Telegraph".

Klaus opisał również swoje wrażenia i zdumienie, jakie wywarła na nim wizyta we Włoszech, którą złożył w ubiegłym tygodniu. Jak mówi, zetknął się z "destruktywną mentalnością" tamtejszych polityków, którzy wykorzystują kryzys strefy euro do tego, by - twierdzi - uciec od odpowiedzialności za rządzenie krajem.

Jak relacjonuje, wielu czołowych włoskich polityków "wyrażało pogląd, że należy koniecznie przekazać uprawnienia z Włoch do Brukseli".

71-letni Klaus to polityk o bardzo dużym doświadczeniu i mimo reputacji eurosceptyka cieszy się estymą w swoim kraju i w Europie.

Czeski prezydent od dawna uważa, że Unia powinna "powrócić do swoich demokratycznych korzeni". Jest przeciwny procesowi centralizacji władzy i nadmiernej ingerencji Brukseli w gospodarkę. Zwolennik "Europy Ojczyzn" podkreśla, że zjednoczona Europa powinna kierować się takimi wartościami jak "wolność, suwerenność i demokracja".

Klaus był aktywnym uczestnikiem tzw. aksamitnej rewolucji w Czechosłowacji. Przez wiele lat piastował funkcję premiera, a obecnie jest prezydentem Czech.

W 2004 roku, choć bez entuzjazmu, zarekomendował Czechom wstąpienie do Unii Europejskiej, ale pięć lat później był ostatnim prezydentem, który podpisał Traktat Lizboński.

Jest przedstawicielem starej szkoły europejskiej polityki, która wymaga intelektualnej krytyki idei i programów, a nie koncentruje się na krytyce ludzi. Napisał również kilka książek.

Autor: Tomasz Szeląg
Źródło: Onet

Syriusz
Posty: 4297
Rejestracja: 3 października 2008, 14:56

Post autor: Syriusz » 27 września 2012, 09:54

Mają dość euro. Wprowadzą własną walutę;

Mieszkańcy Neapolu (Włochy) wypowiadają wojnę kryzysowi w strefie euro i wprowadzają własną walutę: napo.
Neapolitańczycy w ten sposób chcą zapewnić sobie alternatywę wobec płatności we wspólnej walucie. Miasto wpuszcza w obieg napo o równowartości 70 mln euro – pozwoli to na stabilizację lokalnego rynku i małych przedsiębiorców.
"Napo jest gestem miłości do naszego miasta" – zachwala system lokalny urzędnik Marco Esposito. Wyjaśnia także, że oczywiście napo nie będzie prawdziwą walutą, którą można handlować samodzielnie, ale trzeba ją traktować jako dyskonto powiązane z wydawaniem realnego euro.
Na prototypach banknotów znajdują się zabytki południowych Włoch.
Cały projekt ma zostać wdrożony w przyszłym roku.
Włosi to nie jedyny naród rozczarowany strefą euro. Na początku tego roku w Hiszpanii niektórzy regionalni przedsiębiorcy zdecydowali się przyjmować płatność za zakupy i usługi w pesetach hiszpańskich. To był strzał w dziesiątkę - klienci na wieść o przyjmowaniu przez sklepy płatności w pesetach, przyjeżdżali nawet z odległych miejscowość, aby zrobić zakupy płacąc starą walutą.

robin
Posty: 186
Rejestracja: 12 sierpnia 2012, 20:45
Lokalizacja: dolnośląskie

Post autor: robin » 29 września 2012, 11:20

Czeskie mass-media doniosły o próbie zamachu na prezydenta Czech Vaclava Klausa. Napastnik strzelał plastikowymi kulami, ochroniarze spóźnili się z interwencją, a sam zamachowiec mógł swobodnie wypowiedzieć się do kamer.
Cóż. Wysłannikom Komisji Europejskiej nie udało się zastraszyć Vaclava Klausa trzy lata temu na Hradczanach (mądrze postąpił, publikując nagrania z tego spotkania - być może dlatego strzelano do niego tylko plastikowymi kulami), to próbują teraz i podejrzewam, że nie będzie to ostatnia próba.

Syriusz
Posty: 4297
Rejestracja: 3 października 2008, 14:56

Post autor: Syriusz » 8 listopada 2012, 10:03

UE wyda miliardy euro na podbój kosmosu!

Unia Europejska staje do kosmicznego wyścigu, w którym jej rywalami są takie potęgi, jak USA ze słynną NASA, Rosja i Chiny. Sztandarowe projekty to Galileo, czyli europejski system nawigacji satelitarnej, a także GMES - europejski system monitorowania Ziemi. Polityka kosmiczna UE pochłonie miliardy euro. Czy ta inwestycja się opłaci?.
Żródło" INTERIA pl

Awatar użytkownika
longinus9
Posty: 2190
Rejestracja: 19 lutego 2009, 20:02
Lokalizacja: Łódź

Post autor: longinus9 » 8 listopada 2012, 10:34

Syriusz pisze:UE wyda miliardy euro na podbój kosmosu!

Unia Europejska staje do kosmicznego wyścigu, w którym jej rywalami są takie potęgi, jak USA ze słynną NASA, Rosja i Chiny. Sztandarowe projekty to Galileo, czyli europejski system nawigacji satelitarnej, a także GMES - europejski system monitorowania Ziemi. Polityka kosmiczna UE pochłonie miliardy euro. Czy ta inwestycja się opłaci?.
Żródło" INTERIA pl
System Galileo to projekt powstały w głowie Francji już dawno.. ma służyć między innymi do monitorowania ludności począwszy od zdrowia.. upodobań czy światopoglądu..
Każdy człowiek ma być monitorowany jak niebezpieczny więzień w areszcie z monitoringiem..
Na ile te wszelkie nowości będą dla dobra człowieka a na ile by go uwięzić w nowych totalitarnych ideologiach czas pokaże..
Psychopatów nie brakuje.. i w polityce i wśród ludzi nauki.. więc czas będzie weryfikował..

Awatar użytkownika
Coltrane
Posty: 17740
Rejestracja: 31 marca 2008, 23:47
Lokalizacja: Polska

Post autor: Coltrane » 8 listopada 2012, 18:00

Syriusz pisze:UE wyda miliardy euro na podbój kosmosu!

Unia Europejska staje do kosmicznego wyścigu, w którym jej rywalami są takie potęgi, jak USA ze słynną NASA, Rosja i Chiny. Sztandarowe projekty to Galileo, czyli europejski system nawigacji satelitarnej, a także GMES - europejski system monitorowania Ziemi. Polityka kosmiczna UE pochłonie miliardy euro. Czy ta inwestycja się opłaci?.
90 mln euro w plecy (tekst z kwietnia 2012 r.)

Na program Unii Europejskiej „Galileo” Polska płaci co roku 90 mln euro. Ile zaś nasz kraj otrzymuje z tytułu tego programu? Otóż… 300 tys. euro!!! Dla przykładu: Francja wpłaca na ten program 500 mln euro, ale dostaje zeń … dwa razy więcej (!) czyli okrągły miliard euro.

Jak łatwo więc policzyć, jesteśmy płatnikami netto (!) i to na niebywałą – w kontekście naszej składki członkowskiej – kwotę: 89 mln.700 tys. euro. Jest to o tyle szokujące, że Polska jest jednym z pięciu najbiedniejszych krajów UE (według statystyk EUROSTATU – czyli takiego europejskiego GUS) – obok Bułgarii, Rumunii, Litwy i Łotwy.

Gwoli wyjaśnienia: „Galileo” to europrogram dotyczący nawigacji satelitarnej. W uproszczeniu, od biedy, można powiedzieć, że to swoista europejska kopia amerykańskiego GPS. Dlaczego Polska płaci tak dużo i otrzymuje tak mało? Nie przedstawiliśmy odpowiednich projektów do Brukseli. Dlaczego? Dyrektorzy z ministerstwa finansów w rozmowach prywatnych, ale nawet na zebraniach mówią, że: „Polska powinna produkować meble, a nie zajmować się badaniami kosmicznymi”.

Ciekawostką jest, że Polska wciąż nie jest członkiem Europejskiej Agencji Kosmicznej (zostaniemy nim prawdopodobnie w październiku 2012). A należą do niej Czechy i biedna – jak mysz kościelna – Rumunia.

http://niezalezna.pl/27525-90-mln-euro-w-plecy

Syriusz
Posty: 4297
Rejestracja: 3 października 2008, 14:56

Post autor: Syriusz » 19 listopada 2012, 07:53

Zalecenie Komisji Europejskiej: Usunąć krzyże i aureole z monety.

Komisja Europejska zaleciła usunięcie z projektu monety o nominale 2 euro z wizerunkami świętych Cyryla i Metodego krzyży na ich ornatach i aureol nad ich głowami - oznajmiła w niedzielę rzeczniczka Narodowego Banku Słowackiego. Episkopat nie kryje oburzenia.

Projekt dwueurowej monety autorstwa Miroslava Hrica, która zostanie wprowadzona do obiegu w maju przyszłego roku przez Narodowy Bank Słowacki (NSB) w związku z 1150. rocznicą przybycia obu świętych na Morawy, został zmieniony.

Wyobraża teraz dwóch świętych, między którymi stoi podwójny krzyż, występujący m.in. w godle Słowacji. Jednak z ornatów obu świętych zniknął znak krzyża, a znad ich głów - aureole. Rzeczniczka NSB Petra Pauerova powiedziała słowackiemu dziennikowi "Pravda", że "Komisja Europejska, przychylając się do 'propozycji niektórych krajów Wspólnoty' zaleciła usunięcie wspomnianych atrybutów z pierwotnego projektu monety".

"Ponieważ moneta zostanie dopuszczona do obiegu we wszystkich krajach strefy euro, projekt powinien respektować zasady 'neutralności religijnej'" - wyjaśniła Pauerova.

O usunięciu atrybutów ze słowackiej monety poinformowały w niedzielę publiczne stacje telewizyjne i radiowe na Słowacji.

Słowacki episkopat w wydanym oświadczeniu nie zawahał się użyć słowa "hańba". "Rezygnację z podstawowych atrybutów towarzyszących wyobrażeniom świętych Cyryla i Metodego uznajemy za brak respektowania chrześcijańskich tradycji Europy" - stwierdził z oburzeniem rzecznik episkopatu ks. Jozef Kovaczik. Jak dodał, o tym, że oba symbole nie znajdą się na dwueurowej monecie episkopat dowiedział się z mediów.

"W roku 1988, przed aksamitną rewolucją, wierni na Słowacji ryzykowali życiem, głosząc naukę obu świętych. Czy naprawdę żyjemy w państwie prawa, czy w systemie totalitarnym, gdzie dyktują nam, jakimi atrybutami mamy się posługiwać?" - zadał pytanie ks. Kovaczik, przypominając, że Słowacja jest krajem katolickim.

Św. Cyryl (926-869) i św. Metody (815-885) byli pierwszymi misjonarzami Słowiańszczyzny. To właśnie im słowiańska część Europy zawdzięcza przyjęcie wiary chrześcijańskiej i jej zakorzenienie w kulturze.

Święci Kościoła katolickiego i Kościoła prawosławnego, nazwani Apostołami Słowian przybyli z Bizancjum do państwa wielkomorawskiego w 862 roku na prośbę tamtejszego władcy Rościsława. Obaj znali język i obyczaje słowiańskie, gdyż zajmowali się wcześniej chrystianizacją Słowian południowych, zamieszkujących tereny wokół bizantyjskich Salonik. Obaj już wcześniej podjęli się przekładu Pisma Świętego na język słowiański, na potrzeby przekładu stworzyli specjalny 40-literowy alfabet - głagolicę.

Uczniowie Cyryla i Metodego kontynuowali ich misję na wschodzie i południu Słowiańszczyzny. Skomplikowaną głagolicę w pismach liturgicznych z czasem zastąpiła prostsza, wzorowana na alfabecie greckim cyrylica.

Papież Jan Paweł II nadał im tytuł patronów Europy.

W ikonografii święci przedstawiani są w strojach pontyfikalnych jako biskupi greccy lub łacińscy. Ich atrybutami są: krzyż, księga i rozwinięty zwój z alfabetem słowiańskim.

Z Bratysławy Andrzej Niewiadowski

ODPOWIEDZ