Potop i cuda

sylq1972
Posty:266
Rejestracja:30 stycznia 2010, 18:34
Lokalizacja:z Polski
Potop i cuda

Post autor: sylq1972 » 7 lutego 2010, 11:31

Taki oto tekst znalazłem na innym forum dyskusyjnym. Cytuję w całości a za cytatem podaję adres do oryginału:

-------------------------------

Arka
Autor tekstu: Witold Ryniuk
Po osiągnięciu jednej trzeciej wieku świata (1600 lat, według kalkulacji biskupa imieniem Usher) kapryśne bóstwo wpadło w gniew i z frustracji postanowiło wytopić wszystko co żywe. Bóstwo postanowiło ocalić, liczącego sobie wtedy 600 lat (Genesis, 7, 6) bibosza, imieniem Noe wraz z rodziną. Aby uniknąć ponownego tworzenia flory i fauny po potopie, bóstwo nakazało Noemu zbudować solidny, spory statek, zwany powszechnie Arką Noego i załadować nań, co najmniej po parze wszystkich form życia biologicznego, oraz niezbędny prowiant. W tenże sprytny sposób bóstwo zamierzało, ku swej jeszcze większej chwale, zapewnić ponowne zaludnienie Ziemi potomkami Noego, oraz pokrycie jej życiem, zarówno pożytecznym (np. świnie), jak i bezużytecznym (np. pokrzywy). Noe uczynił jak mu nakazano.

Przez 40 dni padał ulewny deszcz (G, 7, 12). Nawet najwyższe szczyty górskie znalazły się około 6 metrów (15 łokci) pod wodą (G, 7, 20).

W akcie stworzenia Świata 1600 lat wcześniej, bóstwo ustaliło prawa natury. Nie jest zatem, dziwne, że na potrzeby wytępienia życia, mogło bez trudu zawiesić działanie niektórych z nich. W swej roztropności, tymczasowo anulowało szereg praw natury, w celu pokonania poniżej opisanych trudności. Przytoczone liczby są oczywiście przybliżone. Ich niedokładność nie eliminuje jednak konieczności dokonania przez bóstwo szeregu bardzo poważnych cudów. Dla jasności, zauważmy, że cudem zwiemy wydarzenia niezgodne z prawami natury.

1. Zalanie ziemi powyżej najwyższych szczytów wymaga około 4 400 000 000 kilometrów sześciennych wody deszczowej (oceany zawierają około 1.37 miliarda kilometrów sześciennych). Atmosfera musiałby wtedy zawierać ponad 99.9% wilgotności. Ciśnienie atmosferyczne byłoby około 800 razy większe niż obecnie, a powietrze nie nadawało się do oddychania.

2. Skroplenie pary wodnej wymaga schłodzenia jej, a zatem wydzielenia się ciepła. Dlatego szyby zachodzą mgłą podczas chłodnej pogody. Skroplenie 4.4 miliarda kilometrów sześciennych pary ogrzałoby atmosferę do około 3500 stopni C. Życie nie istnieje przy takiej temperaturze.

3. Problem jest nieco mniejszy jeśli woda wydobyłaby się spod powierzchni ziemi. Jej potrzebna objętość dyktuje, że musiałaby ona pochodzić z rejonów bliskich gorącemu wnętrzu ziemi. Temperatura wód potopu wynosiłaby tylko około 1600 stopni C.

4. Wiele chorób zwierząt i roślin jest skutkiem infekcji lub zarażenia przez pasożytnicze organizmy, często specyficzne tylko dla konkretnego nosiciela. Noe musiał zatem, zabrać na arkę wszystkie patogenne organizmy, bądź w formie aktywnej bądź też przetrwalnikowej. Zapewnienie ich zaraźliwości na przyszłość wymagało ogromnej odporności wszystkich organizmów na arce, bowiem śmierć nosicieli chorób oznaczałaby również śmierć organizmu sprawczego.

5. Istnieją obecnie (jak przed potopem) miliony gatunków zwierząt i roślin. Chociaż Noe żył długo nie starczyłoby mu życia na spędzenie i zgromadzenie ich na arce. Przyjmując że wytropienie i schwytanie wymagało średnio 1 godziny dla każdej pary, z pierwszego miliona gatunków, Noe potrzebował 115 lat starań bez odpoczynku. Czasu potrzebnego na udanie się na przykład do Amazonii, oraz powrót ze schwytaną zwierzyną, nie wziąłem pod uwagę. Dodatkową trudność sprawia fakt, że o istnieniu Amazonii dowiedziano się dopiero w XV wieku. Można spekulować, że pary zwierząt z odległych, a nieznanych kontynentów same przybyły do miejsca gdzie skonstruowano arkę, pędzone lękiem przed utopieniem. Eksperyment przeprowadzony przeze mnie, wykazał, że mrówka tonie w kuble wody po 3-7 minutach, przepływając, po chaotycznym kursie 3-5 centymetrów. Na mocy eksperymentu obliczyłem, że przepłynięcie Atlantyku przez parę, południowoamerykańskich mrówek, musiało trwać około 70 tysięcy lat (bez postoju na napotkanych wyspach bezludnych i zamieszkałych). Nie miałem sposobności przeprowadzenia podobnego doświadczenia z misiem koala.

6. Zgodnie z Genesis, 6, 14, Arka miała 300 łokci długości, 50 łokci szerokości i 30 wysokości (ówczesny 1 łokieć liczył sobie w przybliżeniu 45 cm). Jej wymiary wynosiły zatem w przybliżeniu 135m x 23m x 14m. Na zbudowanie czworościanu o takich wymiarach, zakładając niemożliwą ze względów strukturalnych grubość jego ścian równą 10 centymetrom (drewniane galeony 2000 lat później miały grubość burt rzędu 30 do 90 centymetrów) nawet bez pokładów, potrzeba było około 500 metrów sześciennych drewna, czyli zależnie od jego rodzaju, około 300-400 ton materiału. Noe musiał zatem dysponować odpowiednią siłą roboczą, źródłem materiału i czasem. Arka w kształcie wielkiej łodzi ważyłaby około 200 ton. Zbudowanie jej wymagałoby jednak, zdolności konstrukcyjnych, których Noe, jako głowa rodziny pastersko koczowniczej sprzed 2400 lat, raczej nie posiadał (chyba, że posiadał).

Pomieszczenie zwierzyny i paszy (mięso dla drapieżników bez lodówek!), oraz karmienie i usuwanie odchodów stanowi osobne zagadnienie, które pozostawiam do rozwiązania pilniejszym czytelnikom.

7. Po ustaniu ulewy wody ustąpiły dość rychło. Pary zwierząt, żyjące przed potopem niedaleko góry Ararat nie miały kłopotu z powrotem na swe terytoria. Zdobycie pożywienia, w celu odnowienia sił dla intensywnej reprodukcji stanowiło jednak niepokonany problem. Upłynęło bowiem nieco czasu zanim roślinność znów pokryła błotnisty grunt. Zwierzęta mięsożerne stały przed jeszcze większym problemem, bowiem pożarcie nawet jednego osobnika z innego gatunku oznaczało jego eksterminację.

Większość jednak zwierzyny udała się w długą podróż do swych przedpotopowych rejonów. Dla ilustracji mocy cudu niezbędnego do powrotu par zwierząt do miejsc z których wyruszyły przed potopem, posłużmy się przykładem australijskich torbaczy. Oczekiwała je niebezpieczna wędrówka, z terenu obecnej Turcji, do odległej o 24 000 kilometrów Australii. Po drodze oczekiwały je drapieżniki i brak pożywienia na wyjałowionych potopem ziemiach. Szczególnie cierpiała para misiów koala, które żywią się liśćmi eukaliptusów i dość ślamazarnie poruszają się. Niestety bujne lasy eukaliptusowe nie czekały na nie po drodze, bowiem ekspansja flory odbywa się wolniej niż fauny. Oczywistym, na pozór rozwiązaniem było rozmnażanie się w podróży, tak żeby przyszłe pokolenia dotarły do gościnnych brzegów Australii. Niestety rozwiązanie takie nie ma sensu w prawdziwym świecie, bowiem poza Australią nie ma śladów szczątków misiów koala. Wreszcie, jak przebyły one morza południowe, a na końcu cieśninę między Nową Gwineą i Australią? Nie da się tego wyjaśnić metodami racjonalnymi.

8. Na zakończenie pragnę zauważyć jak często zaniedbywanym przez studiujących biblię zagadnieniem jest trudność, jaką bóstwo napotkało próbując zlikwidować ryby, delfiny, wieloryby i całą gamę wodnej zwierzyny.

Mnożyć można przykłady ukazujące, że wydarzenia potopu mogły zajść tylko przy intensywnym użyciu cudów, dokonanych przez Zeusa chrześcijaństwa. Genesis zapewnia wierzącym w cudy, nieodparte dowody na grzeszność teorii ewolucji. Z drugiej strony, chroni ich przed świadomością, że są tylko inteligentnymi szympansami...

Albowiem, powiadam wam: niepokonana jest potęga głupoty, która rozumie życie jako preludium do metamorfozy w tępego aniołka.


„Horyzont", Numer 2, Brisbane, październik 1997

---------------------------

adres: http://watchtower.org.pl/forum/index.ph ... ge__st__80
Gdzie się pali książki, dojdzie w końcu do palenia ludzi.
Heinrich Heine (1797 - 1856)

Awatar użytkownika
Coltrane
Posty:17740
Rejestracja:31 marca 2008, 23:47
Lokalizacja:Polska

Re: Potop i cuda

Post autor: Coltrane » 7 lutego 2010, 13:13

sylq1972 pisze:
Po osiągnięciu jednej trzeciej wieku świata (1600 lat, według kalkulacji biskupa imieniem Usher) kapryśne bóstwo wpadło w gniew i z frustracji postanowiło wytopić wszystko co żywe. Bóstwo postanowiło ocalić, liczącego sobie wtedy 600 lat (Genesis, 7, 6) bibosza, imieniem Noe wraz z rodziną. Aby uniknąć ponownego tworzenia flory i fauny po potopie, bóstwo nakazało Noemu zbudować solidny, spory statek, zwany powszechnie Arką Noego i załadować nań, co najmniej po parze wszystkich form życia biologicznego, oraz niezbędny prowiant. W tenże sprytny sposób bóstwo zamierzało, ku swej jeszcze większej chwale, zapewnić ponowne zaludnienie Ziemi potomkami Noego, oraz pokrycie jej życiem, zarówno pożytecznym (np. świnie), jak i bezużytecznym (np. pokrzywy). Noe uczynił jak mu nakazano.
sylq1972 - a co właściwie rozumiesz pod pojęciem "kapryśne bóstwo" ??

I pytanie trochę z innej beczki : jak rozumiesz swój opis : Na początku było Słowo, na końcu będzie frazes ? Czy to pisała osoba wierząca w Boga ?

Tak samo z powyższym tekstem. Co Witold Ryniuk rozumie pod pojęciem "kapryśne bóstwo" ?

Pozdrówko

sylq1972
Posty:266
Rejestracja:30 stycznia 2010, 18:34
Lokalizacja:z Polski

Post autor: sylq1972 » 7 lutego 2010, 13:31

Nie wiem, co autor przez to rozumie. To pytanie należy zadać autorowi tekstu.
Jako osoba cytująca postąpiłem najuczciwiej jak się dało: zacytowałem całość i bez zmian a ponadto podałem źródło cytowania.

Dlaczego szanowny Pan nie odniesie się do wartości liczbowych i wyników obliczeń tam podanych, te są prawidłowe z widełkami uchybu nie większego niż 10%. A zacytowałem ten tekst właśnie z powodu tych obliczeń i raczej oczekiwałbym reakcji na te dane.

A w podpisie mamy apoteozę ludzkiego dążenia do pustosłowia. To powinno być zrozumiałe dla każdej wykształconej osoby. Przykro mi, jeśli tak prosty cytat nie jest zrozumiały, ale tu też wina nie stoi po stronie cytującego tylko czytelnika.
Gdzie się pali książki, dojdzie w końcu do palenia ludzi.
Heinrich Heine (1797 - 1856)

Awatar użytkownika
Coltrane
Posty:17740
Rejestracja:31 marca 2008, 23:47
Lokalizacja:Polska

Post autor: Coltrane » 7 lutego 2010, 13:42

sylq1972 pisze:Nie wiem, co autor przez to rozumie. To pytanie należy zadać autorowi tekstu.
Jako osoba cytująca postąpiłem najuczciwiej jak się dało: zacytowałem całość i bez zmian a ponadto podałem źródło cytowania.

Dlaczego szanowny Pan nie odniesie się do wartości liczbowych i wyników obliczeń tam podanych, te są prawidłowe z widełkami uchybu nie większego niż 10%. A zacytowałem ten tekst właśnie z powodu tych obliczeń i raczej oczekiwałbym reakcji na te dane.

A w podpisie mamy apoteozę ludzkiego dążenia do pustosłowia. To powinno być zrozumiałe dla każdej wykształconej osoby. Przykro mi, jeśli tak prosty cytat nie jest zrozumiały, ale tu też wina nie stoi po stronie cytującego tylko czytelnika.
W momencie kiedy widzę że autor którego tekst przytaczasz, nazywa Boga "kapryśnym bóstwem", to nie wiem czy jest sens ustosunkowywania się do wywodów autora.

A co do myśli S.Leca, to uważam że jest ona cyniczna. Lec najwyraźniej kpi sobie z wiary wierzących. A Ty tę jego myśl przytaczasz, jako swój opis.

Biblia dokładnie opisuje, co będzie na końcu. I to nie jest żaden frazes.

sylq1972
Posty:266
Rejestracja:30 stycznia 2010, 18:34
Lokalizacja:z Polski

Post autor: sylq1972 » 7 lutego 2010, 13:56

Myślę, że Stanisław Jerzy Lec właśnie miał na myśli takie pustosłowie pisząc tę facecję.

Ale wracając do naszej rozmowy i rozmów poprzednich: bardzo jest mi miło, że raczył Pan tak szybko odpowiedzieć na ten cytat. Natomiast było mi bardzo niemiło, że nie raczył Pan odpowiedzieć na cytowany mail księdza Tadeusza Huka, który zamieściłem w innym wątku. Na tamte zarzuty względem konkretnych Pana wypowiedzi nie ustosunkował się Pan, więc powtórzę ten cytat:
"Nie jest prawdą, jakoby Kościół wchodził w konflikt z nauką i poglądami przez nią głoszonymi. W żadnym wypadku nie istnieje coś, co można by nazwać linią frontu między nauką Kościoła a treściami prezentowanymi przez naukę a zdobytymi poprzez stosowanie metod empirycznych. Takie tezy mogą głosić jedynie wrogowie Kościoła chcący mu zaszkodzić poprzez rozgłaszanie fałszywych świadectw, co zresztą uznane jest za grzech gdyż jest złamaniem 8 przykazania."
I przypomnę w jakim kontekście był on odpowiedzią: chodziło o Pana sformułowanie: "Na płaszczyźnie Kościół-nauka często dochodzi do zgrzytów" co do którego miałem słuszne, jak się później okazało, wątpliwości.
Całość miała miejsce w wątku: http://forum.dlapolski.pl/sekwencja-lud ... .htm#23331
Gdzie się pali książki, dojdzie w końcu do palenia ludzi.
Heinrich Heine (1797 - 1856)

Awatar użytkownika
Coltrane
Posty:17740
Rejestracja:31 marca 2008, 23:47
Lokalizacja:Polska

Post autor: Coltrane » 7 lutego 2010, 17:13

sylq1972 pisze: Natomiast było mi bardzo niemiło, że nie raczył Pan odpowiedzieć na cytowany mail księdza Tadeusza Huka, który zamieściłem w innym wątku. Na tamte zarzuty względem konkretnych Pana wypowiedzi nie ustosunkował się Pan,
Przekręciłeś moją wypowiedź sylq1972 zadając pytanie znajomemu księdzu.
Dlatego pominąłem milczeniem.

sylq1972
Posty:266
Rejestracja:30 stycznia 2010, 18:34
Lokalizacja:z Polski

Post autor: sylq1972 » 7 lutego 2010, 17:25

Wzmiankowany ksiądz otrzymał pełną wypowiedź brzmiącą jak następuje: "Na płaszczyźnie Kościół-nauka często dochodzi do zgrzytów. Głównie gdy chodzi o pochodzenie człowieka. Jest tu spór trwający od lat pomiędzy zwolennikami teorii ewolucji, a zwolennikami kreacjonizmu. I wcale nie chcecie przyjąć do świadomości, że to zwolennicy teorii ewolucji mogą być w błędzie. Z góry zakładacie że ludzie wierzący są ogłupiani przez Kościół, który każe im wierzyć w to że Bóg stworzył człowieka, i że teoria ewolucji to brednie, które należy odrzucić. "
W odpowiedzi jaką otrzymałem nie było konkretów dotyczących nauk ewolucyjnych, gdyż nie każdy musi się na tym znać. Odpowiedź tyczyła się zapewne ogółu a nie szczegółu.

Insynuacja, jakobym przekręcił wypowiedź jest krzywdząca z tego powodu, że zawsze podaję dokładny i kompletny cytat, co chyba już udowodniłem, oraz źródło. Nie wiem, czy opiniodawca zapoznał się ze źródłem cytowania, ale miał taką możliwość.

Nadal twierdzę, że w takich kwestiach opinia magistra teologii jest dla mnie wiążąca a opinia osoby przypadkowo napotkanej nie.
Zresztą interesuje mnie wymiana zdań a nie przepychanki. Jestem osobą poważną i przywykłem do konkretów w trakcie dyskusji. Tu na razie od Pana żadnych konkretów nie uzyskałem.
Ponadto od innych użytkowników forum dowiaduję się dziwnych rzeczy, że Pan niby prowadzi dialog z kimś a jednocześnie wyrzuca go z forum. Czy to prawda?
Gdzie się pali książki, dojdzie w końcu do palenia ludzi.
Heinrich Heine (1797 - 1856)

Awatar użytkownika
Coltrane
Posty:17740
Rejestracja:31 marca 2008, 23:47
Lokalizacja:Polska

Post autor: Coltrane » 7 lutego 2010, 17:44

sylq1972 pisze:"Na płaszczyźnie Kościół-nauka często dochodzi do zgrzytów. Głównie gdy chodzi o pochodzenie człowieka. Jest tu spór trwający od lat pomiędzy zwolennikami teorii ewolucji, a zwolennikami kreacjonizmu. I wcale nie chcecie przyjąć do świadomości, że to zwolennicy teorii ewolucji mogą być w błędzie. Z góry zakładacie że ludzie wierzący są ogłupiani przez Kościół, który każe im wierzyć w to że Bóg stworzył człowieka, i że teoria ewolucji to brednie, które należy odrzucić. "
No więc zauważ że moja wypowiedź dotyczyła pochodzenia człowieka. Wszyscy dobrze wiemy że od długiego czasu jest spór pomiędzy zwolennikami teorii ewolucji a zwolennikami kreacjonizmu.

Chciałbym wiedzieć co wspomniany przez Ciebie ksiądz sądzi na temat tego sporu.

Natomiast faktem jest że Kościół nie neguje wielu odkryć naukowych. Nauka od tego jest aby odkrywać prawdę. natomiast teoria ewolucji znacznie od prawdy odbiega. Nie powinno więc nikogo dziwić że jest spór pomiędzy zwolennikami teorii Darwina, a zwolennikami kreacjonizmu.

Twój znajomy ksiądz ograniczył się do sporu na płaszczyźnie Kościół - nauka. Nie o taki spór mi chodziło. Dalsza część moich wywodów, które księdzu podałeś, wyjaśnia o jaki spór mi chodziło.

sylq1972
Posty:266
Rejestracja:30 stycznia 2010, 18:34
Lokalizacja:z Polski

Post autor: sylq1972 » 7 lutego 2010, 18:04

Czyli miałem rację - skoro, cytuję: "faktem jest że Kościół nie neguje wielu odkryć naukowych. Nauka od tego jest aby odkrywać prawdę" a zacytowałem oficjalne stanowisko naukowe w sprawie pochodzenia naszego gatunku z pierwszej ręki, cytuję: "Człowiek i małpa mają wspólnego przodka, w żadnym wypadku człowiek nie pochodzi od żadnego współcześnie żyjącego gatunku małpy. Ów wspólny przodek należy do gatunków już wymarłych" więc sam Pan musi przyznać, że skoro mamy tu dane naukowe a Kościół nie neguje danych naukowych to - nie ma sporu.
Czy wywód jest jasny?

Dziwi mnie nieścisłość: "Twój znajomy ksiądz ograniczył się do sporu na płaszczyźnie Kościół - nauka" tak Pan pisze, a wcześniej Pan napisał, że: "wypowiedź dotyczyła pochodzenia człowieka". Wiadomo, że kwestia pochodzenia człowieka jest ściśle omówiona przez źródła naukowe, więc wracamy lobem do sporu Kościół-nauka. Wydaje mi się, że Pan sztucznie próbuje podtrzymać nieistniejący spór. Proszę mi tylko wytłumaczyć, w jakim celu Pan to robi?

Cytowana przeze mnie wypowiedź dotycząca pochodzenia człowieka to oficjalne stanowisko naukowe podane na życzenie przez osobę z całą pewnością kompetentną, przypominam - doktora nauk przyrodniczych. Ta osoba jest dla mnie również wystarczającym autorytetem i to zdecydowanie wyższym niż napotkana przypadkowo w sieci osoba. Przepraszam za to kilkakrotne powtórzenie.
Oczywiście ma Pan prawo negować dane naukowe, ale w takim przypadku poproszę o zaprezentowanie źródeł NAUKOWYCH prezentujących stanowisko przeciwne. Nie jest w świecie naukowym przyjęte negowanie danych ogólnie przyjętych bez poparcia alternatywnymi źródłami badawczymi. A takimi raczej się pan nie legitymuje - przyjrzałem się nieco Pana twórczości na tym forum.

P.S. Proszę mi pogratulować - uczę się używać BBCode!
Gdzie się pali książki, dojdzie w końcu do palenia ludzi.
Heinrich Heine (1797 - 1856)

Awatar użytkownika
Coltrane
Posty:17740
Rejestracja:31 marca 2008, 23:47
Lokalizacja:Polska

Post autor: Coltrane » 7 lutego 2010, 18:22

Jakoś brakuje Ci daru czytania pomiędzy wierszami. Natomiast masz dar wybiórczego czytania czyichś tekstów. Otóż pragnę Ci zakomunikować że ja złośliwie piszę że "człowiek od małpy pochodzi" (zapamiętnij to raz na jutro). A Ty idziesz do swojej wszystkowiedzącej koleżanki, która Ci oznajmia że ten jegomość który ukrywa się pod nickiem Coltrane pojęcia zielonego nie ma o czym pisze, i że to co pisze to pomieszanie pojęć.

A może Ty sam mi odpowiesz (pytałem już o to Rafała, i ten mi odpowiedział, ale chciałbym wiedzieć co Ty masz do powiedzenia w tej kwestii) :

Kim jest przodek człowieka : człowiekiem czy zwierzęciem ?

I jeszcze jedno : co to znaczy : przyjrzałem się nieco Pana twórczości na tym forum ???
Czyżbyś miał mnie na celowniku ? A może ktoś Cię tu nasłał, abyś przyjrzał się mojej tfffórczości ?

Pozdrówko

Amid
Posty:1365
Rejestracja:7 lipca 2009, 17:00
Lokalizacja:Polska

Re: Potop i cuda

Post autor: Amid » 7 lutego 2010, 21:09

sylq1972 pisze:Taki oto tekst znalazłem na innym forum dyskusyjnym. Cytuję w całości a za cytatem podaję adres do oryginału:

-------------------------------
Arka
Autor tekstu: Witold Ryniuk
Znalazłeś taki tekst i co chcesz przez ten tekst powiedzieć?

Czy poznałeś autora tego tekstu kim jest i co reprezentuje?

To ci podpowiem, jest to człowiek mieszkający w Australii, o światopoglądzie Ateista-Ateolog, i bardzo chętnie "Racjonaliści" go publikują.

Doczytałam dalej z twojej wypowiedzi, żeby się odnieść do wartości liczbowych.

Krótko! - nie ma do czego się tu odnosić, to jest jeden, wielki stek bzdur! powiem wiecej! - bełkot! Tak się zastanawiam czy to wogóle można podciagnąć pod ....co? historycyzm teologiczny? ( ht -to koncepcja filozoficzna oraz metodologia w badaniach naukowych opierająca się na przekonaniu, że wszelkie prawdy zmieniają się wraz z dziejami i rozwojem samoświadomości człowieka.). Ale z kolei jest to reprezentant Ateologii. Także na pohybel z tym i moja dobra rada - od takich tekstów które zasiewają niepewność, podważają autorytet samego Boga, a przez to i przychodzi wtedy zwątpienie to należy trzymać się z daleka. Tyle ja mam do powiedzenia w tym temacie.

Amid
Posty:1365
Rejestracja:7 lipca 2009, 17:00
Lokalizacja:Polska

Post autor: Amid » 7 lutego 2010, 21:18

Ach....jeszcze dodam z innego artykułu tego pana j.w. jak sam mówi, że:
Nic na wiarę...
Autor tekstu: Witold Ryniuk

Podczas pewnego towarzyskiego spotkania, wiele lat temu, jeden z jego uczestników, dość zaczepnym tonem, zadał mi pytanie, czy wierzę w ewolucję. Odpowiedziałem, że nie wierzę, ale zanim zdążyłem zaczerpnąć oddechu, aby kontynuować, twarz mojego rozmówcy rozjaśniła się przyjaźnie i zaproponował mi kolejny toast. Mało brakowało, żebym dokończył moją odpowiedź, ale przed katastrofą uchronił mnie dyskretny kopniak, zadany mi pod stołem przez moją towarzyszkę, która znała moje poglądy w tej kwestii i jak później wyznała, ramy światopoglądowe mojego rozmówcy.


Ironia opisanej sytuacji leży w fakcie, że rzeczywiście w ewolucję nie wierzę. Nie wierzy w nią nikt. Koncept ewolucji biologicznej jest bowiem, elementem racjonalnego światopoglądu, a nie przedmiotem wiary, czy kultu. Teoria ewolucji biologicznej, jak inne dziedziny naukowego rozumienia wszechświata, są wynikiem długotrwałego i żmudnego procesu poznania, który nigdy nie może być uznany za zakończony. Koncept ewolucji darwinowskiej można odrzucić......
Masz Ateistę - Ateologa który w takie bajki również nie wierzy. Ale po co tak walcza i to forsują, to wyjasniać nie muszę.

sylq1972
Posty:266
Rejestracja:30 stycznia 2010, 18:34
Lokalizacja:z Polski

Post autor: sylq1972 » 8 lutego 2010, 17:26

Znowu musiałem zaczerpnąć porady fachowca, gdyż poczułem się zapędzony w kąt w nie swoim temacie.
Zadałem pytanie dotyczące tekstu autorstwa Witolda Ryniuka. Zadałem je głównie dlatego, że obliczenia są jak najbardziej poprawne, a tylko to byłem w stanie zweryfikować.
Oto odpowiedź przedstawiciela duchowieństwa, zresztą tego samego, cytuję: "Fakt wystąpienia ewidentnej sprzeczności w dosłownym odczytaniu Pisma Świętego z wynikami obliczeń matematycznych jest jasnym i wystarczającym dowodem na fakt, że nie należy Pisma odczytywać dosłownie.
Świat został stworzony przez Boga. Wszystkie elementy składowe tego świata w tym i zasady matematyczne również. Konfrontacja jednego dzieła Pana z innym nie może w żadnym wypadku doprowadzać do sprzeczności. Jeśli występuje pozorna sprzeczność oznacza to, że element naukowo niepewny, jakim jest dosłowne odczytanie Pisma jest użyty niewłaściwie, o czym mówią nauki Kościoła Świętego."
Podkreślenia ode mnie.
Moim zdaniem ta wypowiedź ucina wszelkie dywagacje na ten temat.
Przy okazji odpowiedź dla Pani Amid na zarzut: "Czy poznałeś autora tego tekstu kim jest i co reprezentuje?" - autora powyższych objaśnień znam doskonale a jednak nie podnosi Pani kwestii znajomości, nawet się Pani nie zająknie w sprawie wcześniejszych jego cytowań. Dlaczego? Może łamanie ósmego przykazania nie boli?

A tak od siebie - wcale nie chcę kwestionować istnienia Boga, może nawet wręcz przeciwnie. Wojujący ateiści, a z takimi również się spotykam, wykorzystują takie właśnie dowody matematyczne, skądinąd poprawne metodologicznie, do ośmieszania tak religii jak i jej wyznawców.
Ja swoją osobą, broniąc właściwych nauk Kościoła, staram się te dywagacje powstrzymać na barierze właściwej, głównie symbolicznej, interpretacji Pisma.
Ataki z Państwa strony są nie tyle bezcelowe, ale nawet szkodliwe, gdyż mogą utwierdzić przeciwników doktrynalnych w ich przeświadczeniu o pełnej ich racji.

W odpowiedzi od Pani Amid otrzymałem taki cytat przez nią uznany za błędny: "Teoria ewolucji biologicznej, jak inne dziedziny naukowego rozumienia wszechświata, są wynikiem długotrwałego i żmudnego procesu poznania, który nigdy nie może być uznany za zakończony. Koncept ewolucji darwinowskiej można odrzucić......"
Mogę jedynie potwierdzić jego słuszność - jak w przypadku każdej dyscypliny naukowej wiedza zgromadzona z zakresu danej dyscypliny jest wynikiem żmudnych badań i dociekań. I ten proces nie jest zakończony, nauka idzie dalej. To oczywistość, nie ma tu o czym dyskutować. Z autopsji wiem, ile pracy trzeba włożyć, żeby ten proces wdrażać.

P.S. Sporny cytat pochodzi z forum o Światkach Jechowy i muszę szczerze zaznaczyć, że Państwa opinie jako żywo przypominają doktrynalne ataki Braci. Zapraszam do zapoznania się z treścią wpisów na tym forum. Można się tam wiele nauczyć a nauka zawsze jest wartościowa.

P.S.2 Niech dowodem na atakowanie Kościoła i stosunek wielu do Jego nauk będą komentarze w tym miejscu: http://wiadomosci.wp.pl/kat,1371,title, ... prasa.html, proszę szukać komentarzy użytkowników: ~MTW oraz ~xxx.
To chyba musi dać do myślenia nawet najbardziej odpornym.
Gdzie się pali książki, dojdzie w końcu do palenia ludzi.
Heinrich Heine (1797 - 1856)

Amid
Posty:1365
Rejestracja:7 lipca 2009, 17:00
Lokalizacja:Polska

Post autor: Amid » 8 lutego 2010, 19:12

sylq1972 pisze:Znowu musiałem zaczerpnąć porady fachowca, gdyż poczułem się zapędzony w kąt w nie swoim temacie.
Nie wiem kto jest twoim fachowcem czy "guru" :) ale nie uważam żebym cię zapędziła w jakiś kąt w nie twoim temacie.
sylq1972 pisze: Zadałem pytanie dotyczące tekstu autorstwa Witolda Ryniuka. Zadałem je głównie dlatego, że obliczenia są jak najbardziej poprawne, a tylko to byłem w stanie zweryfikować.
Tekst przeczytałam i się wypowiedziałam. Rozszerzyłam swoją wypowiedź przybliżając sylwetkę tegoż autora, bo nie było to tu napisane, a uważam, że należy wiedzieć z kim ma się do czynienia. Dla mnie jest to wogóle nie do przyjęcia i tyle.
sylq1972 pisze: Oto odpowiedź przedstawiciela duchowieństwa, zresztą tego samego, cytuję:
"Fakt wystąpienia ewidentnej sprzeczności w dosłownym odczytaniu Pisma Świętego z wynikami obliczeń matematycznych jest jasnym i wystarczającym dowodem na fakt, że nie należy Pisma odczytywać dosłownie.
Świat został stworzony przez Boga. Wszystkie elementy składowe tego świata w tym i zasady matematyczne również. Konfrontacja jednego dzieła Pana z innym nie może w żadnym wypadku doprowadzać do sprzeczności. Jeśli występuje pozorna sprzeczność oznacza to, że element naukowo niepewny, jakim jest dosłowne odczytanie Pisma jest użyty niewłaściwie, o czym mówią nauki Kościoła Świętego."
Podkreślenia ode mnie.
Moim zdaniem ta wypowiedź ucina wszelkie dywagacje na ten temat.
Ksiądz wyraził się tak jak cytujesz, a ja tak jak można powyżej przeczytać, nie widzę rozbieżności, nie do przyjęcia i koniec.
sylq1972 pisze: Przy okazji odpowiedź dla Pani Amid na zarzut: "Czy poznałeś autora tego tekstu kim jest i co reprezentuje?" - autora powyższych objaśnień znam doskonale a jednak nie podnosi Pani kwestii znajomości, nawet się Pani nie zająknie w sprawie wcześniejszych jego cytowań. Dlaczego? Może łamanie ósmego przykazania nie boli?
Nie, żadne łamanie 8 przykazania tylko ten tekst pierwszy ja tak odrazu wzięłam na odstrzał, bo uważałam że nie mam się po co do tego odnosić, szkoda poprostu czasu.
sylq1972 pisze: A tak od siebie - wcale nie chcę kwestionować istnienia Boga, może nawet wręcz przeciwnie. Wojujący ateiści, a z takimi również się spotykam, wykorzystują takie właśnie dowody matematyczne, skądinąd poprawne metodologicznie, do ośmieszania tak religii jak i jej wyznawców.
A ja wcale nie wchodzę w polemiki z nimi, wcale ich wywodów nie czytam, bo uważam że jest wiele bardziej ciekawszych spraw i tematów do poczytania, a zwłaszcza swojej wiary, skoro zwię się katoliczką. To że oni piszą, niech piszą, jakby nie było może zainteresowania ich bzdetami, to między sobą by się dusili i dysputy prowadzili, ale jak mają chętnych do czytania ich bzdur, to im na to jak na lato, do plodzenia coraz nowych tekstów.. Młodzi ludzie nie ugruntowani w wierze, tak samo wówczas zaczynają szukać na wszystko dowodów, samą Biblię chcą rozszyfrować rozumowo i samego Pana Boga też. Dla mnie naprawdę szkoda czasu na takie dysputy, tak samo jak ze Świadkami Jehowymi nie NALEŻY! dyskutować, tylko krótko i ich skasować ze swoimi wywodami. To są siewcy kąkolu, a taki wszelki zasiew tej sekty czy ateistów, ateologów czy Racjonalistów nie powielać.
sylq1972 pisze: Ja swoją osobą, broniąc właściwych nauk Kościoła, staram się te dywagacje powstrzymać na barierze właściwej, głównie symbolicznej, interpretacji Pisma.
Nie mam zamiaru nic powstrzymywać, tylko raz i konkretnie, niech oni dochodzą mojej Prawdy i ją powielają, a nie ja ich bzdety.
sylq1972 pisze: Ataki z Państwa strony są nie tyle bezcelowe, ale nawet szkodliwe, gdyż mogą utwierdzić przeciwników doktrynalnych w ich przeświadczeniu o pełnej ich racji.
Ja nie atakuję, tylko konkretnie. Skoro jestem przekonana o swojej wiedzy i tak jak napisałam powyżej.
sylq1972 pisze: W odpowiedzi od Pani Amid otrzymałem taki cytat przez nią uznany za błędny: (...)
Nigdzie przecież nie napisałam że ten cytat uznaję za błędny, tylko zacytowałam mały fragment tego samego autora, żeby jakoś pokazać, że taki Ateista, Ateolog, Racjonalsta, nie wierzy w ewolucję. Dla mnie to cała teoria ewolucji jest jedną wielką bzdurą i jej ZUPEŁNIE! nie przyjmuję.
sylq1972 pisze: P.S. Sporny cytat pochodzi z forum o Światkach Jechowy i muszę szczerze zaznaczyć, że Państwa opinie jako żywo przypominają doktrynalne ataki Braci. Zapraszam do zapoznania się z treścią wpisów na tym forum. Można się tam wiele nauczyć a nauka zawsze jest wartościowa.
Dziękuję ale postoję :mrgreen: mam wartościowsze strony do odwiedzania i przekazywanie jak najbardziej katolickiej nauki KK.
sylq1972 pisze: P.S.2 Niech dowodem na atakowanie Kościoła i stosunek wielu do Jego nauk będą komentarze w tym miejscu: http://wiadomosci.wp.pl/kat,1371,title, ... prasa.html, proszę szukać komentarzy użytkowników: ~MTW oraz ~xxx.
To chyba musi dać do myślenia nawet najbardziej odpornym.
J.w. :mrgreen: nie moje klimaty, znam zasady działalności takich for "łonetowskich" i im podobnych.

sylq1972
Posty:266
Rejestracja:30 stycznia 2010, 18:34
Lokalizacja:z Polski

Post autor: sylq1972 » 9 lutego 2010, 18:14

Napisała Pani: "Nie wiem kto jest twoim fachowcem czy guru" a przecież wyraźnie i kilkakrotnie napisałem, że chodzi o księdza. Nazywanie księdza per guru nie uchodzi komuś, kto próbuje zwać siebie katolikiem. Zresztą wywody teologiczne mojego "doradcy" mówią wyraźnie, że miano katolika nie pasuje do kogoś, kto odczytuje Pismo dosłownie pomijając oficjalną linię nauk głoszoną przez Kościół.

W sprawie łamania ósmego przykazania chodzi o to, że z wypowiedzi magistra teologi jasno i dosłownie wynika, że próby wmówienia, że nauczaniem Kościoła jest dosłowne odczytywanie Pisma to nic innego jak głoszenie fałszywego świadectwa, a o tym mówi to przykazanie. Proszę o zadanie tego pytania dowolnej osobie duchownej.

Napisała Pani: "Ja nie atakuję, tylko konkretnie. Skoro jestem przekonana o swojej wiedzy i tak jak napisałam powyżej." a jednocześnie nie podała Pani żadnego logicznego uzasadnienia, jakby takie w ogóle nie istniało. Ja nadal będę dążył do otrzymania odpowiedzi na kwestię: skoro wszystkie obliczenia podane przez tego autora są poprawne metodologicznie i wolne od błędów rachunkowych, to dlaczego ich wynik tak Panią razi, obraża oraz odstręcza? Czyżby prawda naukowa była aż tak niewygodna? A to przecież same podstawy.

Na koniec na zaproszenie do zapoznania się ze stroną o Świadkach Jehowy napisała Pani: "Dziękuję ale postoję :mrgreen: mam wartościowsze strony do odwiedzania i przekazywanie jak najbardziej katolickiej nauki KK." a jednocześnie prezentuje Pani właśnie taki punkt widzenia jak Świadkowie Jehowy ze wskazanej przeze mnie strony. Jakby Pani zajrzała i zapoznała się z jej treścią, może byłoby więcej zrozumienia względem błędów we własnych Pani stwierdzeniach.

P.S. Ogólnie dziękuję za miłą wymianę zdań. Miło było poznać i miło mi jest prowadzić dyskusję.
Gdzie się pali książki, dojdzie w końcu do palenia ludzi.
Heinrich Heine (1797 - 1856)

Zablokowany