Kres polskich imion

sztuka, muzyka, sport...
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
KASIA
Posty:6624
Rejestracja:16 kwietnia 2007, 09:03
Lokalizacja:Alaska
Kres polskich imion

Post autor: KASIA » 26 lipca 2008, 18:31

[center]Kres polskich imion

[/center]


Już nie Zosia, Krysia ani Basia, ale Szanel, Amelia i Victoria

Rodzice dzieci urodzonych na Wyspach coraz rzadziej nadają im polskie imiona. - Aby w życiu było im łatwiej - tłumaczą.



Tiger i Tajger, Brian lub Brajan, Olivier albo Oliwer. Jest jeszcze Nikola, Wenus, Chantal, Ariel i Rejczela. To tylko niektóre imiona nadawane polskim dzieciom urodzonym w Wielkiej Brytanii. Te tradycyjne odchodzą powoli w niepamięć, a brytyjskie akty urodzenia coraz mocniej zadziwiają urzędników w kraju. Polscy rodzice porywają się na przeróżne imiona, a cel jest jeden - chcą, by ich pociecha miała imię łatwe do wymówienia dla Anglików i mogła prowadzić normalne życie w Wielkiej Brytanii.



Aby nie "spelować"



Agnieszka, matka czteromiesięcznego Joshua z Londynu, wybrała imię dla swojego dziecka razem z ojcem. - Obojgu nam się zawsze ono podobało i nazwalibyśmy tak dziecko również będąc w Polsce. Jednak gdybyśmy nie mieli wybranego imienia to i tak zdecydowalibyśmy się na angielskie lub polskie, ale brzmiące podobnie do brytyjskiego, na przykład Wiktoria - mówi Agnieszka. Tłumaczy, że zależało jej, aby osoby anglojęzyczne nie miały problemów z wymawianiem, a także aby dziecko w przyszłości nie musiało "spelować" swojego imienia za każdym razem. - Choć już raz zdarzyło nam się, że Angielka błędnie zapisała imię naszego dziecka. Nie jest do końca regułą, że przy angielskim imieniu uniknie się błędów - mówi z uśmiechem.



Jest też druga strona medalu. Niektórzy rodzice chcą nazwać dziecko po brytyjsku, choć sami nie znają dobrze języka. Wypełniając papiery posługują się jedynie fonetycznym zapisem imienia, często z błędami, bądź po prostu "spolszczone". Brytyjski Register Office, w którym zgłasza się narodziny dziecka, przyjmuje niemal wszystkie wnioski. Nie figuruje tutaj żadna oficjalna lista imion, jakie można nadać swoim pociechom. Granicą jest jedynie rodzicielska fantazja i zwyczajna przyzwoitość - aby imię nie było obraźliwe lub krzywdzące.



Pracownicy polskiego konsulatu w Londynie zapewniają, że przyjmują wszystkie akty urodzenia wystawione w Wielkiej Brytanii i muszą wpisać do paszportu każde imię nadane przez rodziców. Problemy mogą być dopiero w Polsce. Dziecko urodzone w Wielkiej Brytanii, mimo pozorów nie dostaje automatycznie brytyjskiego obywatelstwa. Jego narodziny należy zgłosić w Urzędzie Stanu Cywilnego w kraju. A tam ciągle istnieje prawo, które pozwala odmówić rejestracji dziwnie brzmiącego imienia.



Byle nie obraźliwe



Jeszcze kilka lat temu odrzucanie wniosków było w polskich urzędach niemal na porządku dziennym. Dziś urzędnicy starają się iść z duchem czasu.



- Osobiście nigdy nie cofam aktów urodzenia z obcojęzycznymi imionami - zapewnia Heneryk Kalinowski, kierownik USC we Wrocławiu. Tłumaczy, że imiona dzieci są nadawane jeszcze w Wielkiej Brytanii, a polski urząd dokonuje tylko tak zwanej transkrypcji aktu urodzenia. W praktyce oznacza to, że rodzice muszą najpierw zanieść brytyjski akt do tłumacza przysięgłego i dopiero na podstawie przetłumaczonego dokumentu urzędnicy dokonują wpisów w księgach.



- Przepisujemy wszystkie imiona w oryginalnym brzmieniu, bez dokonywania jakichkolwiek zmian - zapewnia Danuta Buła, zastępca kierownika wrocławskiego USC. I dodaje, że dzisiaj w urzędzie jest większa otwartość na świat i europejskość, dlatego nawet te najdziwniejsze imiona mogą bez problemów zostać dziecku nadane.



- Prawo nakłada na mnie tylko trzy wytyczne. Imię musi wyraźnie odróżniać płeć dziecka, nie może zawierać więcej niż dwa słowa, a także nie może być obraźliwe lub kompromitujące - Danuta Buła wyjaśnia "schemat" urzędniczego postępowania.

Właśnie sformułowanie "obraźliwe lub kompromitujące" jest tym, na co urzędnicy powołują się przy odrzucaniu wniosków. - Takich przypadków jest coraz mniej. Nie pamiętam już, kiedy po raz ostatni to zrobiłam - zarzeka się urzędniczka.



Koko nie imię



Moda na nadawanie zagranicznych imion sięgnęła również ludzi w kraju. Nagminnie we wnioskach pojawiają się Victor, Jessica, Jennifer. Rodzice przyznają, że kierowali się wyborem ze względu na zamiłowanie do ulubionej wokalistki czy ukochanego aktora. Ale zdarzają się też zupełne przypadki.



- Imię mojej córki usłyszałam będąc kilka lat temu na wakacjach w Rumunii - wspomina Bożena Secman, matka Zoe. - Od razu mi się spodobało i tak postanowiłam nazwać moje dziecko. I zrobiłam to będąc jeszcze w Polsce, nim podjęłam decyzję o wyjeździe do Londynu.



Matka Zoe nie przypomina sobie żadnych problemów w Urzędzie Stanu Cywilnego. - Tylko ksiądz chrząknął w czasie chrzcin i zapytał, czy na pewno jest to żeńskie imię - śmieje się kobieta.



Urzędnicy zapewniają, że akceptują nawet najdziwniej brzmiące imiona. - Szanujemy żądania rodziców. Jeśli jakieś imię wzbudza nasze wątpliwości, prosimy aby jeszcze raz przemyśleli swoją decyzję - mówi Danuta. I wspomina rodziców, którzy chcieli nazwać swoją córeczkę Koko. - Tłumaczyłam im, że to nie imię, lecz pseudonim. Dobrze pamiętać, że taka osoba będzie kiedyś dorosła i nie zawsze imię będzie jej pomagało w przyszłości. No bo jak brzmiałby tytuł naukowy pani profesor medycyny Koko Kowalska? - pyta urzędniczka.



Jest też kolejna strona medalu. Urzędnicy zaobserwowali, oprócz napływu zachodnich imion, modę na odświeżenie tych dawnych, wydawałoby się już zanikających. Wracają Zosie, Franciszki czy Stasie - i to wcale nie w małych miejscowościach, lecz w dużych miastach.



Tomasz Ziemba



A wy czym się kierowaliście przy wyborze imion dla swoich dzieci?

ODPOWIEDZ