Poezja, i nie tylko ...

sztuka, muzyka, sport...
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Coltrane
Posty: 17740
Rejestracja: 31 marca 2008, 23:47
Lokalizacja: Polska

Wśród serdecznych przyjaciół psy zająca zjadły.

Post autor: Coltrane » 4 września 2009, 00:52

PRZYJACIELE







Zajączek jeden młody

Korzystając z swobody

Pasł się trawką, ziółkami w polu i ogrodzie

Z każdym w zgodzie.

A że był bardzo grzeczny, rozkoszny i miły,

Bardzo go inne zwierzęta lubiły.

I on też, używając wszystkiego z weselem,

Wszystkich był przyjacielem.

Raz gdy wyszedł w świtanie i bujał po łące,

Słyszy przerażające

Głosy trąb, psów szczekania, trzask wielki po lesie.

Stanął... Słucha... Dziwuje się...

A gdy się coraz zbliżał ów hałas, wrzask srogi,

Zając w nogi.

Wspojźrzy się poza siebie; aż tu psy i strzelce

Strwożon wielce,

Przecież wypadł na drogę, od psów się oddalił.

Spotkał konia, prosi go, iżby się użalił:

"Weź mnie na grzbiet i unieś!" Koń na to: "Nie mogę

Ale od innych będziesz miał pewną załogę".

Jakoż wół się nadarzył. "Ratuj, przyjacielu!"

Wół na to: "Takich jak ja zapewne niewielu

Znajdziesz, ale poczekaj i ukryj się w trawie,

Jałowica mnie czeka, niedługo zabawię.

A tymczasem masz kozła, co ci dopomoże".

Kozieł: "Żal mi cię, niebożę!

Ale ci grzbietu nie dam, twardy, nie dogodzi:

Oto wełniasta owca niedaleko chodzi,

Będzie ci miętko siedzieć". Owca rzecze:

Ja nie przeczę,

Ale choć cię uniosę pomiędzy manowce,

Psy dogonią i zjedzą zająca i owcę.

Udaj się do cielęcia, które się tu pasie". -

"Jak ja ciebie mam wziąć na się,

Kiedy starsi nie wzięli?" - cielę na to rzekło;

I uciekło.



Gdy więc wszystkie sposoby ratunku upadły,

Wśród serdecznych przyjaciół psy zająca zjadły.

Awatar użytkownika
longinus9
Posty: 2190
Rejestracja: 19 lutego 2009, 20:02
Lokalizacja: Łódź

Post autor: longinus9 » 5 września 2009, 06:17

200. rocznica urodzin Juliusza Słowackiego

Słowacki był poetą na wskroś polskim








Z prof. Piotrem Jaroszyńskim, kierownikiem Katedry Filozofii Kultury Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II, rozmawia Piotr Czartoryski-Sziler

Minęła 200. rocznica urodzin Juliusza Słowackiego, jednego z naszych narodowych wieszczów. Co w jego twórczości jest stale aktualne?

- Poezja tej miary twórcy, jakim był Słowacki, stanowi trwały element naszej narodowej kultury, a więc naszego polskiego ducha, i stąd, jak długo istnieć będziemy jako Naród Polski, tak długo twórczość ta będzie dla nas aktualna. Mówiąc dokładniej: Polakami jesteśmy nie tylko poprzez korzenie rodzinne lub przynależność państwową, bo to zdecydowanie za mało, ale poprzez kulturę, na którą składa się poezja. Proces polszczenia przebiega za sprawą kontaktu z narodowymi arcydziełami, które w nas przenikając, formują naszą wrażliwość, nasz etos, nasze myślenie. W przypadku poezji zwrócić należy szczególną uwagę na język, bo on jest tym materiałem, w którym pracuje artysta, a język jest najdoskonalszym z ludzkich środków wyrazu i porozumiewania się. Stąd właśnie wielka poezja to nie tylko poruszanie wielkich spraw, ale również zaszczepianie wielkiego, czyli trafnego i pięknego, języka. A choć niektóre sprawy straciły na aktualności, zaś język brzmieć może czasem archaicznie, to jednak są one dla nas odniesieniem, poprzez które możemy rozpoznawać naszą aktualność obecną, jaka wkrótce też stanie się przeszłością. Jeśli naród jest rzeczywistością historyczną, to ciągle, na nowo musi odczytywać swoją przeszłość, a tę poznaje za pośrednictwem arcydzieł, by ją na nowo przeżywać. Słowacki był poetą na wskroś polskim, podejmował najważniejsze polskie tematy, rysował dla nas przyszłość, przewidział, że Polak zostanie Papieżem, bo nad Polską czuwa Boska łaska, która nie pozwoli nam zginąć.



"Na przestrzeni długich lat naszej niewoli narodowej nie było w Polsce wolnego człowieka, który by poczucia tej wolności nie zawdzięczał Jemu, który by krzepiącego napoju nie pił chciwie z otwartej i żywej zawsze krynicy jego poezji, wyniesionej na szczyty Piękna i nie znającej kompromisu tam, gdzie chodziło o Prawdę, dla Polski zbawienną" - pisał o Słowackim w 1927 roku Zdzisław Dębicki. Czy potwierdzi Pan te słowa?

- Słowacki był poetą, którego nie tylko poruszało piękno choćby polskiej przyrody, ale który również podejmował potężną pracę myśli w takich obszarach, jak cywilizacja czy narodowość. Pamiętajmy, że był to człowiek wykształcony, chodzi tu zarówno o atmosferę domową (jego ojciec, Euzebiusz, był profesorem literatury najpierw w Liceum Krzemienieckim, a potem na Uniwersytecie Wileńskim), jak i o wysoki poziom szkół, do których Juliusz uczęszczał - było to gimnazjum pozostające pod kuratelą wspomnianego uniwersytetu, jak i sam uniwersytet. A choć Słowacki studiował na Wydziale Nauk Moralnych i Politycznych, by w końcu uzyskać dyplom obojga praw, to słuchał również wykładów znakomitych profesorów, takich jak M. Bobrowski (egzegeza, łacina), literatura polska (L. Borowski), filozofia (A. Dowgird), malarstwo (J. Rustem), muzyka (J. Renner) etc. Doskonale znał łacinę, angielski i hiszpański. Bardzo dużo czytał. W ogóle, gdy przyglądamy się bliżej naszym wieszczom, takim jak Słowacki, Mickiewicz, Krasiński, Norwid, to widzimy, że ci ludzie bardzo dużo czytali, że studia to był dopiero początek edukacji, później trzeba było sobie na własną rękę organizować życie intelektualne poprzez lekturę i odpowiednie środowisko. Dziś większość naszych magistrów po studiach oddycha z ulgą, że nie musi już czytać, chyba że gazety. Ale tamto pokolenie (a właściwie pokolenia, bo nawyk czytania przez całe życie miała we krwi również nasza inteligencja międzywojenna) było autentyczną elitą, która całe życie musi zachować prężność intelektualną, a to wyrabia czytanie. Słowacki więc bardzo dużo czytał i myślał, szczególnie zaś interesowały go sprawy dotyczące religii i narodowości. Uważał, że narodowość jest najpełniejszą formą życia społecznego. I właśnie Narodowi Polskiemu przypisywał szczególną rolę w odkryciu wolności, za czym iść miała misja jej głoszenia. Chodziło tu o wolność duchową, wywodzącą się z religii, którą Polacy otrzymali od Boga, a dla której zagrożeniem jest pogański autokratyzm Francuzów i rosyjski carat ("II-gi list do ks. Adama Czartoryskiego"). Wolność ducha nie może spełniać się wbrew prawdzie, wbrew dobru i wbrew Bogu. Znajdujemy się tu na antypodach nie tylko systemów despotycznych, ale i współczesnego liberalizmu. A ponieważ Słowacki treści te przekazywał za pomocą urzekającego języka, to stawały się one polskim chlebem powszednim, tym, czego na pamięć uczy się młodzieniec, recytuje żołnierz, wspomina starzec. Słowacki pomógł nam wyartykułować oryginalnie polskie rozumienie wolności.



Juliusz Słowacki był twórcą tzw. filozofii genezyjskiej mówiącej o ewolucji świata od materii do czystego ducha. Na czym ona polega?

- Uważał, że wszystko zmierza ku coraz doskonalszej postaci bytu, a tym, co kształtuje poszczególne jestestwa, poczynając od materii nieorganicznej, poprzez materię organiczną i życie zwierzęce, jest duch. Praca ducha od początku zmierza do utworzenia najdoskonalszego ze stworzeń na ziemi, jakim jest człowiek: "W każdym kształcie jest wspomnienie niby przeszłej i rewelacya następnej formy, a we wszystkich razem kształtach jest rewelatorstwo ludzkości, śnicie niby form o człowieku. Człowiek był przez długi czas finalnym celem ducha tworzącego na ziemi" ("Genezis z Ducha", Dzieła, t. XIX, s. 18). Wszystko stworzone jest "przez Ducha i dla Ducha". Oczywiście z punktu widzenia filozoficznego widać tu wątki zmodyfikowanej metempsychozy, czyli poglądu o wędrówce dusz, co głosili pitagorejczycy i Platon, a co nie przystaje do katolicyzmu, bo każdą duszę odrębnie stwarza Bóg. Niemniej jednak pamiętajmy, że były to czasy panowania heglizmu, że sam Słowacki pozostawał pod silnym wpływem gnostyka - Andrzeja Towiańskiego, że Kościół katolicki przeżywał wówczas kryzys, więc był to głos, który autentycznie szukając odpowiedzi na najważniejsze ludzkie pytania, mieścił się w ramach panujących wówczas konwencji rozprawiania na te tematy. Z naszych trzech wieszczów największą przytomność umysłu i katolicką ortodoksyjność zachował głównie Zygmunt Krasiński.



Czy zgodzi się Pan z opinią, że Słowacki obok Cypriana Kamila Norwida należy do jednych z największych mistyków poezji polskiej?

- Poezja dlatego jest bliska mistyce, oczywiście wielka poezja, że jedna i druga szuka sposobu na wypowiedzenie tego, co wprost wypowiedzialne nie jest. Chodzi tu o poznanie Boga, mówienie o Bogu lub pisanie o Bogu. Szukając tego, co ostateczne, stajemy wobec Tajemnicy, która wzbudza największe zainteresowanie, zapał, miłość, ale która nie daje się wypowiedzieć ani dotknąć. Słowo "mistyka" wywodzi się z greckiego "myo", to znaczy milczę. Dlaczego milczę? Bo tego nie da się wypowiedzieć, chociaż to jest. Można jednak mówić nie wprost, za pomocą metafory. Przecież Pismo Święte wypełnione jest głównie metaforami. A metafora to żywioł poezji, i stąd właśnie poezja, która otwiera się na Transcendencję, czyli na Boga, zbliża się do mistyki, czyli pomaga za pomocą słowa otworzyć się na to, co bezsłowne. I Norwid, i Słowacki to byli ludzie głęboko religijni, więc mając tak wielki dar pióra, ośmielali się wkraczać na tereny, które w dojrzałym okresie życia stają się najważniejsze.



Jakie cele i ideały łączą jego utwory z utworami Mickiewicza, Krasińskiego, Norwida?

- Bez wahania można powiedzieć, że wieszczom naszym przyświecały te same cele i te same ideały. Oni byli ulepieni z tej samej gliny, wyrastali w tej samej kulturze, rozumieli społeczne znaczenie swoich talentów, głównie w wymiarze narodowym i religijnym. Każdy z nich był Polską i dla każdego z nich rozbiory to był ból nad bóle. Wszystko, co robili, miało ostatecznie przełożyć się nie tylko na wolność, ale wręcz na nasze zmartwychwstanie. Stąd właśnie ich patriotyzm tak mocno zabarwiony jest religijnością. Ze szczególnym pietyzmem odnosili się do polskiego słowa. Bo przecież po Kochanowskim dopiero nasi trzej wieszczowie nadali polskiemu językowi tak wielką moc mówienia i pisania, jakiej nasz język w takiej pełni nie znał. Byli to ludzie nie tylko natchnieni, ale głęboko wykształceni, prawdziwi humaniści, zdolni do podjęcia dyskusji czy wręcz polemiki z każdym, kto miał coś do powiedzenia i zdolny był do rozumienia, bez różnicy, czy to będzie Francuz, Niemiec czy Włoch, poeta, polityk czy profesor. Nasi wieszczowie należeli do czołówki elity europejskiej.



Dlaczego wciąż tak ważne jest, by młodzież poznawała gruntownie takie utwory Słowackiego, jak chociażby "Kordian", "Ksiądz Marek", "Balladyna" czy "Beniowski"?

- Gruntownie poznać wymienione tu utwory to najpierw mieć szansę zobaczenia i usłyszenia ich na scenie w teatrze klasycznym, czyli takim teatrze, w którym wszystko jest podporządkowane temu, aby wypowiadane słowo mogło w pełni zabrzmieć, wybrzmieć, zapaść w sercu i umyśle i pozostać z człowiekiem na całe życie. To jest pierwsze i podstawowe poznanie utworu jako dzieła żywego. Natomiast analiza teoretyczna jest czymś wtórnym, czymś, co w żadnym wypadku nie może zniszczyć wrażenia, jakie wynosimy z teatru. Dlatego analiza taka musi być przeprowadzona umiejętnie i z wyczuciem, tak aby wrażenie pogłębić o rozumienie i by za kolejną obecnością w teatrze jeszcze mocniej dzieło chłonąć. Te dzieła (z wyjątkiem Beniowskiego) były pisane dla teatru, tak jak nuty utworu Chopina służą nie do analizy, ale do słuchania koncertu w filharmonii. Dziś nie ma teatru klasycznego, a językoznawcy i teatrolodzy katują utwory naszych wieszczów, wypróbowują na nich swoje pomysły, strach iść do teatru, a młodzież dostaje drgawek na myśl o analizie utworu, zwłaszcza że nie miała okazji zasmakować jego piękna. Ale to jest celowe, to zniszczenie teatru i odwracanie uwagi od piękna i głębi polskiego słowa. To jest celowe. Dlaczego? Dlatego żeby w młodzieży nie obudziła się polska dusza, by nie miała okazji usłyszeć, jak nasza mowa może brzmieć, by na koniec dusza ta skurczyła się do wymiarów żołądka, który reaguje wyłącznie na niedosyt lub przesyt fizjologicznych doznań. I nic więcej. A przecież człowiek to coś więcej. Mówi o tym poezja Słowackiego.



Wczoraj odbyła się polska i światowa premiera filmowej "Balladyny" w reżyserii Dariusza Zawiślaka. Film, który miał uczcić 200. rocznicę urodzin narodowego wieszcza, w rzeczywistości uderza w niego, przedstawiając jego dzieło w prymitywnej karykaturze. Jak odbiera Pan takie działania?

- Nie jest zastanawiający sam film, jaki by nie był, bo to gatunek sztuki, który zupełnie już podupadł w sensie kulturowym, zastanawiające jest pytanie, po co twórcy filmu w ogóle powołują się na "Balladynę" i Słowackiego. Po co im to? Przecież "Balladyna", poza imionami własnymi, jest tu nierozpoznawalna, a na świecie Słowacki, poza bardzo, ale to bardzo małym gronem, jest po prostu nieznany. Po co więc taka zabawa w film, który nie jest prawdziwą "Balladyną" i którego autorem nie jest Słowacki? Odpowiedź jest jedna: jest to potężny kompleks małych ludzi, którzy na swych zbyt krótkich nóżkach chcą podskoczyć i usiąść na ramionach naszego wieszcza. Próbowali to robić za komuny, próbują i teraz. Skaczą i skaczą, i tylko się spocili, bo nie dorastają mu nawet do pięt. A co jest barierą? To, że kompletnie nie czują polskiej kultury i nie mają pojęcia o polskiej mowie. Przebierają się, udają, przedrzeźniają, pajacują - to wszystko, na co ich stać. Bo to są pajace, a ich miejsce jest w cyrku. Dziś film stał się cyrkiem, ale po co tam chodzić i to oglądać? Tym bardziej więc mamy palącą potrzebę reaktywowania polskiego teatru klasycznego, w którym wieszcz przemawiać będzie własnym głosem. I można być pewnym, że ktokolwiek tam trafi, będzie oczarowany.



Dziękuję Panu za rozmowę.







Dajcie mi proch zamknięty w narodowej urnie !

Z prochu lud wskrzeszę, stawiam na mogił koturnie

I mam aktorów wyższych o całe mogiły,

Z przebudzonych rycerzy zerwę całun zgniły,

Wszystkich obwieję nieba polskiego błękitem,

Wszystkich oświecę duszy promieniem i świtem

Urodzonych nadzieji - aż przejdą przed wami

Pozdrowieni uśmiechem, pożegnani łzami.

Samarytanin

Post autor: Samarytanin » 5 września 2009, 09:06

05.09.2009 http://loolek.com/index.php?sec=artykul ... 83&kat=859



Kraków: spotkanie badaczy spuścizny Orygenesa



„Orygenes (186-253) jako pisarz” to temat jubileuszowego, X Międzynarodowej Konferencji Patrystycznej, która zakończyła się 4 września w Krakowie. Organizatorem Colloquium Origenianum był ks. prof. Henryk Pietras SJ z Wyższej Szkoły Filozoficzno-Pedagogicznej Ignatianum. Na odbywającą się co cztery lata konferencję przyjechało w tym roku prawie 80 badaczy myśli Orygenesa z całego świata: począwszy od Japonii, przez Rosję, Włochy, aż do Stanów Zjednoczonych Ameryki. Uczestnicy wysłuchali łącznie ponad 70 referatów, które zostaną opublikowane w najbliższym czasie. Konferencja była udana i każdy ze znawców Orygenesa mógł się wiele dowiedzieć. Spotkanie odbywało się w trzech aulach jednocześnie i nie wymagało tłumaczenia symultanicznego, ponieważ każdy z badaczy posługuje się kilkoma językami obcymi. Kolejne spotkanie poświęcone temu Ojcowi Kościoła odbędzie się w 2013 r. w Danii. Krakowskie spotkanie zgromadziło patrologów, historyków starożytnej literatury i badaczy myśli Orygenesa jako teologa i filozofa. Ten ojciec Kościoła inspiruje po dziś dzień, pojawiając się w dokumentach soborowych Vaticanum II (8 razy) i w Katechizmie Kościoła Katolickiego (9 razy). Orygenes stworzył własną szkołę interpretacji Biblii, odkrywając jej sens alegoryczny. Uważał on, że cały tekst Pisma Świętego posiada sens głębszy, alegoryczny, a sens dosłowny niektórych biblijnych opowieści w ogóle nie istnieje.

____________________

Tekst z: se/ rv, Kraków: spotkanie badaczy spuścizny Orygenesa, online, Radio Watykańskie, data dostępu: 05.09.2009, Dostępny w Internecie: <http://www.radiovaticana.org/pol/Articolo.asp?c=314167>;

sonia
Posty: 6384
Rejestracja: 7 grudnia 2008, 15:50
Lokalizacja: z Polski

Post autor: sonia » 5 września 2009, 11:42

longinus9,

przypomnienie TEGO wspanialego romantyka,na wierszach ktorego wychowało się POKOLENIE naszych rodzicow i moje

jest KONIECZNE,szczegolnie,ze skutecznie wyparto GO z podrecznikow szkolnych,natomiast film pana Zawislaka jest dla mnie rowniez WIELKĄ POMYŁKĄ

i rodzi pytanie

dlaczego tak się dzieje,w czasach...gdy wszystko co WARTOSCIOWE i POLSKIE

jest "wysmiewane"

Awatar użytkownika
longinus9
Posty: 2190
Rejestracja: 19 lutego 2009, 20:02
Lokalizacja: Łódź

Post autor: longinus9 » 5 września 2009, 14:17

Soniu ! Wiesz sama, że Juliusz Słowacki to jeden z naszych kaganków...

To lampka oliwna, która w mroku oświetla nam drogę i wskazuje kierunek. Prowadzi

nas do wolności duchowej . Słowacki urodził się czwartego września tysiąc osiemset dziewiątego roku. To właśnie w tym roku mija dwieście lat od Jego urodzin.

sonia
Posty: 6384
Rejestracja: 7 grudnia 2008, 15:50
Lokalizacja: z Polski

Post autor: sonia » 5 września 2009, 14:36

longinus9, wiem Przyjacielu

wszak mowiło sie Słowackim

a w czasach Solidarnosci,wyjatkowo bliski był

mi JEGO TESTAMENT

po latach,wiem Dlaczego

sonia
Posty: 6384
Rejestracja: 7 grudnia 2008, 15:50
Lokalizacja: z Polski

Post autor: sonia » 5 września 2009, 14:46

Testament

..."Zylem z wami,cierpialem i plakałem z wami

Nigdy mi,kto szlachetny,nie był obojetny,

Dzis was rzucam i dalej idę w cień-z duchami

A jak gdyby tu szczęście było - idę smutny

..................................................................

Lecz wy coście mnie znali,w podaniach przekażcie

Zem dla Ojczyzny sterał moje lata młode

a poki okret walczył- siedziałem na maszcie

A gdy tonął- z okretem poszedłem pod wodę

..................................................................

Jednak zostanie po mnie ta siła fatalna

Co mnie żywemu na nic...tylko czoło zdobi

Lecz po smierci was będzie gniotła niewidzialni

AZ WAS ZJADACZY CHLEBA- W ANIOŁOW PRZEROBI"

sonia
Posty: 6384
Rejestracja: 7 grudnia 2008, 15:50
Lokalizacja: z Polski

Post autor: sonia » 5 września 2009, 14:49

WTEDY W CZASACH WOJNY Z JARUZELEM

Anioły miały zabrudzone twarze kurzem weglowym i krew

spływała z ich piersi

dzisiaj...?dzisiaj palimy znicze na ich grobach

na WYBRZEŻU,Poznaniu,Lodzi czy na naszych ślaskich cmentarzach

TWARZ POLSKIEGO ROBOTNIKA i TESTAMENT

Juliusza Słowackego....a ANIOŁY....?

Awatar użytkownika
longinus9
Posty: 2190
Rejestracja: 19 lutego 2009, 20:02
Lokalizacja: Łódź

Post autor: longinus9 » 9 września 2009, 16:54

Teatr piórem Temidy

Próba zdeprecjonowania Chopina






Zapanowała jakaś dzika moda na deprecjonowanie wszystkiego, co jest nasycone polskością, polskim duchem narodowym, a więc niszczenie naszego najlepszego dorobku w dziedzinie kultury, najwybitniejszych polskich twórców, pisarzy, kompozytorów. I co znamienne, dotyczy to tylko tych, których dzieła są promocją polskości i wartości narodowych.



Na przykład Sienkiewicz i jego "Trylogia" w reżyserii Jana Klaty na scenie Starego Teatru w Krakowie jest przecież działaniem w kierunku ośmieszenia i zdyskredytowania pisarza, zniechęcenia młodzieży do czytania utworów Sienkiewicza. A najlepiej wyrzucenia go nie tylko z programów szkolnych, ale w ogóle ze świadomości społecznej. To samo jest ze Słowackim. Filmowa "Balladyna" Dariusza Zawiślaka oraz "produkowanie" rozmaitych pseudobiografii poety zawierających obsceny służy przecież temu samemu celowi: ośmieszyć, wykpić, zohydzić. Nawet Fryderyka Chopina nie zostawiono w spokoju. Bo czymże innym, jak nie próbą zdeprecjonowania Chopina, którego muzyka przechowuje naszą tożsamość narodową, jest spektakl "Farinella & Chopin" prezentowany w warszawskiej Akademii Teatralnej. I, o dziwo, ów bełkot teatralny został zrealizowany dzięki finansowemu wsparciu miasta stołecznego Warszawy. Choć nie powinno to dziwić, bo przecież nie po raz pierwszy pani prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz państwowymi pieniędzmi wspiera przedsięwzięcia teatralne niszczące polską kulturę, nasze wartości narodowe, a tym samym działania antypolskie i antykatolickie.

"Farinella & Chopin" zaczyna się tak: na wyciemnioną scenę wbiega kilka osób i uprawia coś w rodzaju pantomimy, zaś w tyle sceny pianista (Michał Kozłowski) przygrywa Chopinem do tego, co widzimy w obrazie. I tak już będzie do końca: ten sam pianista i muzyka Chopina jako współbohater spektaklu. Kiedy światło rozjaśnia przestrzeń gry, widzimy jakieś walizki, niewidomą młodą kobietę, która najwyraźniej przymierza się do podróży, ale nigdzie nie wyjedzie przez resztę spektaklu, bowiem będziemy oglądać jej wspomnienia. Piszę "oglądać", bo wypowiadanych słów tu prawie nie ma. A te, które śladowo pojawią się raz czy dwa zupełnie niczego nie wnoszą. Tak jakby ich nie było wcale. Zresztą, cały ten dziwoląg sceniczny niczego nie wnosi prócz bełkotu zasadzającego się na horrorze, czy, jak kto woli, na marnym thrillerze. No, chyba że przedstawioną sceniczną sytuację należy potraktować jako swego rodzaju odkrycie "demitologizujące" Chopina - jak publicznie wypowiadają się twórczynie spektaklu: Natalia Babińska (reżyseria) i Helena Bytnar (scenariusz).

Główna bohaterka ma na imię Farinella (Monika Sadkowska), tak jak słynny, siedemnastowieczny włoski kastrat Farinelli śpiewający sopranem. Jej matka (Monika Mariotti) jest artystką, malarką, degeneratką, osobą chorą psychicznie, której malarstwo to bohomazy będące efektem jej chorej psychiki. Pacykuje te bohomazy w takt muzyki Chopina. Matka-wariatka w pewnym momencie nożyczkami wydłubuje oczy swojej córeczce, po czym w rytmie muzyki Chopina odbywa się orgia lesbijska i homoseksualna wszystkich ze wszystkimi. Na te tarzające się po podłodze ciała patrzy niewidomymi oczami dziewczynka, Farinella. Przyjdzie jej też osobiście doświadczyć podobnej "przygody", kiedy w szkole zgwałci ją nauczyciel. Wśród zamętu, ćpania kokainy, bieganiny, gromady dzieci grających w klasy, rozpuszczenia balonów i strzelania z nich przy wypuszczaniu powietrza, rozrzucenia po podłodze kostek szarego mydła jest też scena, której nie można nie zauważyć, bo została specjalnie wyeksponowana. Oto ni z gruchy, ni z pietruchy wbiega na scenę grupka młodzieży, dzierżąc w zębach małe chorągiewki biało-czerwone, takie jak często kupujemy, uczestnicząc w uroczystościach państwowych, narodowych. Obok młodzieży jawi się niczym kolumbryna matka-wariatka owinięta polską flagą. Ktoś tam się przeżegnał, być może ksiądz. Wszystko to ma charakter ironiczny, prześmiewczy. Chorągiewki, flaga, symbole narodowe służą do wygłupów, do ośmieszenia polskości. Ażeby było pikantniej, pianista w tym czasie gra poloneza As-dur Chopina, utwór uważany za muzyczny symbol polskości, zawierający ducha narodowego. I w kontekście polskich barw narodowych, przy muzyce Chopina postaci nagle wyciągają ręce z faszystowskim pozdrowieniem, tak jak pozdrawiano Hitlera. To znaczy, że co? Że Polacy pozdrawiali Hitlera? O co w tym bełkocie chodzi? Co ma z tym wspólnego Chopin? Że to rzecz o artystach? Czy rzeczywiście tak widzą go panie twórczynie tego widowiska: Natalia Babińska i Helena Bytnar, jako artystę degenerata, narkomana, wariata, kastrata, i co tam jeszcze? Dlaczego ta haniebna amatorszczyzna miała swoją premierę w Akademii Teatralnej, gdzie młodzież powinna uczyć się prawdziwego teatru i przy pomocy pedagogów rozwijać w sobie wrażliwość na piękno, dobro i prawdę?

Wszystkie te przykłady, by poprzestać na Sienkiewiczu, Słowackim i Chopinie, skłaniają do bolesnej refleksji, że pewnym środowiskom chodzi o to, by nie dopuścić do tego, aby młodzież formowała swoją wrażliwość i w ogóle tożsamość narodową w oparciu o arcydzieła narodowe, by kochała swoją Ojczyznę i identyfikowała się z nią. Nie są to działania spontaniczne ani też tzw. prowokacja artystyczna, lecz brutalna i bezczelna próba demontażu naszej tożsamości narodowej poprzez zacieranie, zamazywanie dziedziczonych wartości zawartych właśnie w naszej tradycji, w dorobku wielu pokoleń Polaków. Naród z szacunkiem traktujący dorobek pokoleń, świadomy bogactwa arcydzieł swoich przodków, jest narodem o silnej tożsamości i niepodważalnej hierarchii wartości. Takiego narodu nie da się omamić rozmaitymi hasłami tzw. wolności i modnymi, postmodernistycznymi nurtami współczesnego liberalizmu. Toteż z szatańską wręcz przebiegłością i skrupulatnością próbuje się usunąć fundament, na którym jako naród budujemy naszą tożsamość. Im mniej patriotyzmu, im mniej wykształcenia (na przykład matura w ciągu dwóch semestrów), tym łatwiej uformować nowego człowieka. Człowieka bez Ojczyzny i bez Boga. Człowieka bez tożsamości. Takim łatwo sterować w każdym dowolnym kierunku.

Temida Stankiewicz-Podhorecka



"Farinella & Chopin", scenariusz: Helena Bytnar i Natalia Babińska, reżyseria: Natalia Babińska, choreografia: Juri Nael, scenografia i kostiumy: Elżbieta Tolak; muzykę Fryderyka Chopina wykonuje Michał Kozłowski, Stowarzyszenie Upowszechniania Inicjatyw Kulturalnych Sztuka Nowa, międzynarodowy projekt (Polska, Grecja, Estonia, Niemcy) gościnnie w Akademii Teatralnej.

Awatar użytkownika
longinus9
Posty: 2190
Rejestracja: 19 lutego 2009, 20:02
Lokalizacja: Łódź

Post autor: longinus9 » 15 września 2009, 13:02

BÓG WŚRÓD KĄKOLI

do Europy




bezmyślnym stadem

wlokąc za sobą

małość i zdradę



idziemy niosąc

nasze symbole

przez perz i ugór

przez puste pole



zdeptaną dumę

honor i wiarę

niepodległości

służalczą miarę



to co w nas było

dotąd honorem

wśród obcych będzie

tylko folklorem



Bóg zamyślony

kłosy rozciera

i liche ziarna

liczy i zbiera



i coraz częściej

w zadumie staje

patrzące na gorzkie

polskie rozstaje



gdyż coraz częściej

nad polskim polem

szumią nie kłosy

ale...kąkole...





Kazimierz Józef Węgrzyn

poeta

Awatar użytkownika
longinus9
Posty: 2190
Rejestracja: 19 lutego 2009, 20:02
Lokalizacja: Łódź

Post autor: longinus9 » 16 września 2009, 14:03

PACIERZ ZA OJCZYZNĘ



odmawiam głośnym szeptem pacierz za ojczyznę

wołając nieustannie o opamiętanie

milczenie coraz większe jak mury więzienia

ocal naszą ojczyznę miłosierny Panie!



niewiele w nas zostało pamięci i Boga

honoru i ojczyzny - tylko wiatr w sztandarach

tylko echo się tłucze w kamiennych tablicach

i głośny krzyk koguta w odświętnych fanfarach



odmawiam w samotności pacierz za ojczyznę

nikt za mną nie powtarza prośby i wezwania

poplątało się białe z czerwonym jak powróz

co zaciska się ciasno w imię zakłamania!





Kazimierz Józef Węgrzyn

poeta

Awatar użytkownika
Coltrane
Posty: 17740
Rejestracja: 31 marca 2008, 23:47
Lokalizacja: Polska

Ballada wrześniowa - Jacek Kaczmarski

Post autor: Coltrane » 17 września 2009, 05:59

Długośmy na ten dzień czekali

Z nadzieją niecierpliwą w duszy

Kiedy bez słów towarzysz Stalin

Na mapie fajką strzałki ruszy



Krzyk jeden pomknął wzdłuż granicy

I zanim zmilkł zagrzmiały działa

To w bój z szybkością nawałnicy

Armia Czerwona wyruszała



A cóż to za historia nowa?

Zdumiona spyta Europa

Jak to? - To chłopcy Mołotowa

I sojusznicy Ribentroppa



Zwycięstw się szlak ich serią znaczył

Sztandar wolności okrył chwałą

Głowami polskich posiadaczy

Brukują Ukrainę całą



Pada Podole, w hołdach Wołyń

Lud pieśnią wita ustrój nowy

Płoną majątki i kościoły

I Chrystus z kulą w tyle głowy



Nad polem bitwy dłonie wzniosą

We wspólną pięść, co dech zapiera

Nieprzeliczone dzieci Soso

Niezwyciężony miot Hitlera



Już starty z map wersalski bękart

Już wolny Żyd i Białorusin

Już nigdy więcej polska ręka

Ich do niczego nie przymusi



Nową im wolność głosi "Prawda"

Świat cały wieść obiega w lot

Że jeden odtąd łączy sztandar

Gwiazdę, sierp, Hackenkreuz i młot



Tych dni historia nie zapomni

Gdy stary ląd w zdumieniu zastygł

I święcić będą wam potomni

Po pierwszym września - siedemnasty

Awatar użytkownika
longinus9
Posty: 2190
Rejestracja: 19 lutego 2009, 20:02
Lokalizacja: Łódź

Post autor: longinus9 » 19 września 2009, 12:00

Ci...



ci którzy mają wprawę w krzyżowaniu

wciąż Cię krzyżują kłamstwem i srebrnikiem

gwoździem podstępu - cierniami obłudy

każdym na nowo wzniesionym okrzykiem



ci co od wieków po stronie Piłata

szemrzą nienawistnie podburzając lud

oni nieustannie grzebią w Twojej ranie

po to by splugawić każdy polski cud



ci co próbują nadal Ziemię Obiecaną

znaleźć nad Wisłą podstępnym staraniem

ci niech pamiętają że nasza Ojczyzna

zdrajcom zaprzeczy swoim zmartwychwstaniem!





Skomlą wszyscy w unijną stronę



"pieniądze leżą na wyciągnięcie ręki"

gdzie twa duma żebraczy narodzie

bo to ci co cię wczoraj okradli

dziś żerują na twoim głodzie



i dotują ci wolność i prawa

twój horyzont i obszar głupoty

przeliczają lichwiarskim sumieniem

co zabrali ci w imię wspólnoty



skomlą wszyscy w unijną stronę

biegnąc stadem za kością żebraczą

może wierność psią pan nagrodzi

nim ci wolność łańcuchem wyznaczą





Wciąż się szarpią



wciąż się szarpią o sukno po Rzeczpospolitej

bez cienia zawstydzenia dumy i litości

choć niewiele zostało z domu i Ojczyzny

choć tyle już wyrwali że bieleją kości



wciąż się szarpią jak hieny nad padliną prawdy

bo wciąż się im nowa stypa i requiem śni

bo jeszcze pośród złotych lśni czerwona gwiazda

bo jeszcze ich odurza słodki zapach krwi



ciągle się we mnie tłucze sygnaturka trwogi

jeszcze mnie polskie krzyże mej wierności uczą

choć od stacji do stacji z chichotem i drwiną

obłudnicy jak padlinę Twoje imię włóczą





Twarz upiora



w jednej chwili nas rzucą mściwie na kolana

jeśli nie zbudujemy w sobie barykady

my którzy wierzymy w Boga i Ojczyznę

wiemy że tylko wiara chroni od zagłady



budujemy zatem wiarę w każdym polskim sercu

póki mamy świadomość tego zagrożenia

póki istnieje jeszcze w nas nadzieja walki

póki się jeszcze pali gromnica sumienia...



już skoczyli Ci Polsko podstępnie do gardła

i triumfują szyderczo po lożach i norach

bo już widać po świetle które mrok rozprasza

twarz nowego nad Polską zbudzonego upiora





Kazimierz Józef Węgrzyn

poeta

Awatar użytkownika
longinus9
Posty: 2190
Rejestracja: 19 lutego 2009, 20:02
Lokalizacja: Łódź

Post autor: longinus9 » 27 września 2009, 04:55

O koncertach Chopina i wierze w Boga







Ze znakomitym pianistą Rafałem Blechaczem rozmawia ks. Arkadiusz Jędrasik



Właśnie ukazał się na polskim rynku Pana nowy album nagrany dla Deutsche Grammophon. Tym razem to Koncerty fortepianowe Fryderyka Chopina. Dlaczego akurat ten repertuar Pan wybrał?

- Od dawna planowałem, by nagrać na moją trzecią płytę repertuar z towarzyszeniem orkiestry. Tym albumem chciałbym podkreślić ważne wydarzenie, jakim jest zbliżający się rok 2010 - Rok Chopinowski. Myślę, że koncerty są najbardziej reprezentatywnymi w twórczości tego kompozytora utworami na fortepian i orkiestrę. Stąd też taka decyzja.



A co skłoniło Pana, by akurat to najnowsze nagranie zrealizować z Królewską Orkiestrą z Amsterdamu pod dyrekcją Jerzego Semkowa?

- Już podczas moich pierwszych rozmów z Deutsche Grammophon powiedziałem, że chciałbym nagrać koncerty Chopina, by podkreślić Rok Chopinowski, ale z taką orkiestrą i dyrygentem, z którymi najlepiej będzie mi się pracowało. Przez minione trzy lata miałem szczęście grać m.in. oba koncerty Fryderyka Chopina z różnymi orkiestrami i dyrygentami na świecie. Już po pierwszym zetknięciu się z Concertgebouw w Amsterdamie (grałem wtedy II Koncert fortepianowy g-moll Saint-SaĎnsa) uświadomiłem sobie, że z tą orkiestrą koncerty Chopina brzmiałyby wspaniale! Zachwyciło mnie aksamitne, ciepłe i bardzo miękkie brzmienie zespołu, szczególnie barwa smyczków, a także instrumentów dętych. To niezwykłe brzmienie współtworzy atmosferę i aurę chopinowskich koncertów. W utworach Chopina pianista często stosuje tempo rubato. Orkiestra powinna być w takich momentach bardzo elastyczna i czujna, by towarzyszyć soliście i podążać za nim. Orkiestra Królewska w Amsterdamie była właśnie taka - muzycy doskonale mnie wyczuwali i rozumieli. Bardzo ważne było dla mnie również to, by nagrywać właśnie w przepięknej i doskonałej akustycznie sali Concertgebouw, na konkretnym instrumencie, przygotowywanym przez konkretnego stroiciela.



Jak układała się Wasza współpraca w przygotowaniu samego koncertu, który poprzedzał nagranie płyty?

- Najważniejszy był sam wybór takiej orkiestry i dyrygenta, z którymi mógłbym przeprowadzić moją interpretację koncertów Chopina bez problemów. Odbyłem z Maestro Semkowem wiele spotkań i rozmów na temat interpretacji. Dużo czasu poświęciliśmy na te rozmowy, byliśmy dobrze przygotowani do nagrania. Miałem sześć sesji nagraniowych, zarejestrowaliśmy też próbę generalną oraz koncert. To komfortowa sytuacja, gdyż rzadko się zdarza, żeby mieć tak dużo czasu na nagrania, w tak znakomitej sali, grając z taką orkiestrą. Było to dla mnie bardzo ważne, gdyż nie czułem presji psychicznej - czy zdążę oba koncerty dobrze nagrać, przetestować, spróbować. Mogłem wszystko spokojnie zaplanować i skupić się na muzyce. Zaczęliśmy od nagrania Koncertu e-moll, następnie nagraliśmy f-molla. Atmosfera podczas nagrania była bardzo przyjemna. Muzykom wiele radości sprawiała gra, szczególnie typowych, ludowych fragmentów koncertów. Po przesłuchaniu materiału nagraniowego zdecydowałem, by wydać Koncert e-moll w wersji live, jaka została zarejestrowana na koncercie.



Jakim dyrygentem jest dla pana Jerzy Semkow? Co go wyróżnia spośród innych mistrzów batuty?

- Maestro jest charyzmatycznym dyrygentem. Emanuje z niego pewien czar, który udziela się zespołowi. Jest stanowczy, muzycy go słuchają, gdyż mówi o swoich spostrzeżeniach w sposób bardzo przekonujący. Orkiestra bardzo polubiła Jerzego Semkowa, muzycy mieli z nim doskonały kontakt. Maestro rozumiał moją interpretację, niczego mi nie narzucał. Skrupulatnie notował w partyturze wszystkie moje pomysły, czy to agogiczne, czy też kolorystyczne i dynamiczne. Gdy doszło do sesji nagraniowej, muzycy byli już do niej właściwie przygotowani. Czułem się bardzo komfortowo, grając z nim.



Ten album wpisuje się w rocznicę 200-lecia śmierci Chopina. Jest Pan laureatem ostatniego Konkursu Chopinowskiego, który otworzył Panu na oścież drzwi do kariery pianistycznej. Jak na świecie jest przyjmowana muzyka Chopina, którą Pan gra na różnych kontynentach?

- Twórczość Chopina wszędzie jest doskonale przyjmowana i bardzo ceniona. Najlepiej widać to w Japonii, gdzie muzyka Chopina urosła do rangi prawie boskiego kultu. Podczas mojego pierwszego tournée po Japonii grałem tylko utwory Chopina, gdyż tak zażyczyła sobie agencja z Japonii. Mam w tym kraju nawet własny fanklub. W Niemczech oraz innych krajach Europy Chopin jest również świetnie przyjmowany. Ostatnio grałem jego utwory w Hiszpanii. Tam bardzo żywiołowo reagowano zwłaszcza na balladę i poloneza-fantazję. Jeszcze inne emocje wzbudzają mazurki, choć są to typowo polskie tańce, zawsze trafiają do serc słuchaczy na całym świecie i poruszają w nich wrażliwe struny.



Jak znajduje Pan swój klucz do interpretacji tej muzyki, która jest już tak ograna i znana?

- Oczywiście, nagrania, którymi dysponujemy, mogą okazać się inspiracją w poszukiwaniu wizji utworu, indywidualnej interpretacji. Czasem można się zasugerować pomysłami innych artystów i znaleźć ich twórcze wykorzystanie. Myślę jednak, że przede wszystkim trzeba być wiernym temu, co sam twórca pozostawił w partyturze. Czasem można szukać inspiracji poprzez wniknięcie w osobowość kompozytora, czytanie jego listów czy wspomnień uczniów o jego stylu i sposobie grania. Oczywiście wielką rolę w poszukiwaniu interpretacji ma intuicja muzyczna, która czasem podpowiada, że dany fragment ma zabrzmieć właśnie tak, a nie inaczej. Czasem trzeba jej zaufać i iść za głosem serca. Nie mogę wyjść z podziwu, jak w umyśle i sercu tak młodego kompozytora, który miał wtedy 18-19 lat, powstała tak piękna i głęboka muzyka, jaką mamy w tych obu koncertach fortepianowych.



Które nagrania Chopinowskie są dla Pana najbardziej inspirujące?

- Bardzo bliskie (szczególnie jeśli chodzi o muzykę Chopina) są mi nagrania Artura Rubinsteina. Zarówno wczesne, kiedy tryskał wielkim entuzjazmem, energią, spontanicznością, jak i te późniejsze, podczas których słuchamy Rubinsteina 70-letniego, którego gra jest bardzo dojrzała, przemyślana i piękna. Emanuje z nich wielkość i artyzm. Pamiętam, że te nagrania fascynowały mnie już od dzieciństwa. Oczywiście Chopin Krystiana Zimermana, Maurizio Polliniego, nagranie koncertów przez Claudia Arrau. Czasem lubię sięgnąć też po nagrania Marty Argerich, która zawsze tryska wielkim temperamentem. To też może być pewna inspiracja.



Z naszej rozmowy wynika, że Chopin jest dla Pana najważniejszym polskim kompozytorem. Czy jest jeszcze inny twórca, którego muzyka Pana inspiruje?

- Bez wątpienia jest nim Karol Szymanowski, którego muzyka jest bardzo piękna. W ostatnich sezonach prezentowałem na różnych koncertach w różnych miejscach na świecie jego utwory, m.in. Wariacje op. 3. Muzyka Karola Szymanowskiego nie wszędzie jest dobrze znana, ale wszędzie publiczność przyjmuje ją znakomicie. Jego muzyka jest bardzo zróżnicowana, ma w sobie dużo emocji, dużo w niej różnych charakterów. I to się bardzo podoba publiczności na koncertach.



Jak znalazł Pan swój klucz do interpretacji muzyki Szymanowskiego?

- Jest to jak w przypadku muzyki Chopina proces, w którym poszukuję różnych dróg. W jej dobrej interpretacji pomaga mi też moja intuicja, a także inspirowanie się różnymi nagraniami. Bardzo piękne i ciekawe są płyty z muzyką Szymanowskiego nagrane przez prof. Jerzego Godziszewskiego. Swego czasu była to dla mnie wielka inspiracja i pomoc w opracowywaniu Wariacji op. 3. Muzyka Szymanowskiego ma w sobie dużo elementów impresjonizmu, szczególnie w drugim okresie twórczości tego kompozytora. Stąd też bardzo pomaga mi w interpretowaniu utworów tego polskiego kompozytora muzyka Claude'a Debussy'ego. Szczególnie gdy poszukuje właściwej kolorystyki, która jest tak ważna u Szymanowskiego. Bardzo liczy się w jego muzyce okazywanie emocji i silna ekspresja. Najważniejsze w życiu każdego artysty przy interpretacji muzyki jest być naturalnym, bo to wtedy jest najbardziej przekonujące i prawdziwe. I to najlepiej trafia do publiczności, do serc melomanów.



Czy znajduje Pan zatem czas, by jako koncertujący pianista mieć życie prywatne i relaks?

- Oczywiście, znajduję czas na życie prywatne. To bardzo ważne, żeby nie zatracić się tylko w muzyce i mieć czas na inne sprawy. Stąd ważne jest, by określić, ile koncertów zagram w roku, by dobrze zaplanować swój czas. By było w nim miejsce na koncerty, czas na poszerzanie swojego repertuaru czy nagranie kolejnej płyty. Muzyka w ogromnym stopniu wypełnia moje życie, ale tak jak każdy człowiek potrzebuję czasu na zatrzymanie się, na refleksję, na relaks. Jak każdy jeżdżę na wakacje, by złapać oddech, zastanowić się i wypocząć. Lubię wyciszyć się po koncercie, dobrze relaksuje mnie jazda samochodem po występie. Gdy gram koncerty w Europie, prawie zawsze przemieszczam się samochodem. Z samolotami miałem wiele niespodzianek i przygód - loty się opóźniały, bagaże ginęły. Samochód to wygoda i niezależność - mogę sam zaplanować podróż i dojechać na miejsce "pod same drzwi".



A jak często spędza Pan czas z rodziną?

- Rodzina jest dla mnie bardzo ważna. Wtedy, kiedy mogę, staram się, byśmy podróżowali razem. Teraz w Amsterdamie byłem z całą moją rodziną, z rodzicami i siostrą. Pamiętam też, że na pierwsze tournée po Japonii, które trwało ponad miesiąc, wybraliśmy się wszyscy razem. To bardzo ważne, gdy po różnych napięciach i stresach ma się z kim porozmawiać i spędzić czas. Obserwuję innych artystów i widzę, że każdy z nich stara się zabierać na tournée kogoś bliskiego. Bo tzw. samotność hotelowa potrafi bardzo doskwierać.



Jaki wpływ ma na Pana wiara i religia, jak ona pomaga Panu w życiu?

- Ta sfera mojego życia jest bardzo ważna. W życiu koncertowym wiara jest dla mnie ostoją i wielkim wsparciem. Bardzo mi pomaga przetrwać codzienność, wszystkie chwile trudne. Podczas Konkursu Chopinowskiego bardzo mocno pomagała mi modlitwa, dawała mi siłę i była dla mnie wielkim wsparciem. W życiu moją siłą jest wiara w Boga.



Jakie są Pana najbliższe plany koncertowe?

- Moje najbliższe plany związane są z Rokiem Chopinowskim. Rok 2010 będzie dość napięty, gdyż czeka mnie tournée po całej Europie, po Stanach Zjednoczonych oraz Japonii. A więc trzy kontynenty w jednym roku. Dlatego moją płytę z koncertami Chopina chciałem nagrać właśnie teraz, jeszcze w roku 2009, żeby później mieć czas tylko na koncerty. A repertuar? Chopin, ale nie tylko - w pierwszej części zbliżających się recitali będę grać utwory Jana Sebastiana Bacha, Wolfganga Amadeusza Mozarta i Claude'a Debussy'ego. Pracuję też nad Szymanowskim, którego muzyka również jest świetnie przyjmowana, a nie jest tak znana i ograna jak Chopina. Warto więc propagować Szymanowskiego w świecie. W Polsce będę grał koncerty w lutym przyszłego roku i potem w maju.



Jakich kolejnych Pańskich płyt możemy się spodziewać?

- Przede wszystkim będę się starał, żeby były to dobre płyty. Po koncertach Chopina planuję płytę solową - ale nie zdradzę jeszcze, z jakim repertuarem. Mam podpisany kontrakt z DG na trzy kolejne płyty.



Dziękuję za rozmowę i życzę wielu nowych sukcesów.







Nasz Dziennik 2009-09-26-27

Awatar użytkownika
KASIA
Posty: 6624
Rejestracja: 16 kwietnia 2007, 09:03
Lokalizacja: Alaska

Post autor: KASIA » 27 września 2009, 10:03

Blechacz nie upił się sukcesem, to co ma jest to dar Boga, lecz i ciężka praca, trzyma się wartości, jego talent nie jest wytworem reklam i mediów, dlatego jest niezależny. Świadomie może wyrażać swoje przekonania. Jest to bardzo cenne w naszych czasach gdy marne gwiazdy by na chwilę zabłysnąć tracą swoje 'Ja' i robią z siebie publiczną tualetę, przez ,którą wszystko można przepuścić , by skupić na sobie choć na chwilę uwagę.

ODPOWIEDZ