Słowo Boże na dziś

Wiara Ojców naszych
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
KASIA
Posty: 6624
Rejestracja: 16 kwietnia 2007, 09:03
Lokalizacja: Alaska

Post autor: KASIA » 6 września 2008, 09:48

Idziesz spokojnie...



Idziesz spokojnie, żekłbym że skromnie,

idziesz przed siebie, jesteś już w niebie,

dochodzisz do Boga, wielkiego Ci wroga,

i pytasz się Boga, po co Ci noga,

a on się zastanawia, i Tobie odpowiada,

"dałem parę nóg, byś chodzić mógł",

więc przechodzisz jego próg, używając swoich nóg,

"a gdyby nie ta noga, trafił bym do Boga?

a gdyby nie para nóg, przekroczył bym ten próg?

czy gdybym nogi nie miał, to trafił bym do nieba?

czy gdybym nie miał nogi, byłbym taki błogi?",

tym razem Bóg zmieszany, odpowiada zakłopotany,

"a gdybym Ci odebrał głos, czy byłby to dla Ciebie cios?".







Sebuś

Awatar użytkownika
Coltrane
Posty: 17740
Rejestracja: 31 marca 2008, 23:47
Lokalizacja: Polska

Post autor: Coltrane » 7 września 2008, 06:17

(Mt 18,15-20)

Jezus powiedział do swoich uczniów: Gdy brat twój zgrzeszy [przeciw

tobie], idź i upomnij go w cztery oczy. Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego

brata. Jeśli zaś nie usłucha, weź z sobą jeszcze jednego albo dwóch, żeby

na słowie dwóch albo trzech świadków oparła się cała sprawa. Jeśli i tych

nie usłucha, donieś Kościołowi! A jeśli nawet Kościoła nie usłucha, niech

ci będzie jak poganin i celnik! Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co

zwiążecie na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążecie na ziemi,

będzie rozwiązane w niebie. Dalej, zaprawdę, powiadam wam: Jeśli dwaj z

was na ziemi zgodnie o coś prosić będą, to wszystkiego użyczy im mój

Ojciec, który jest w niebie. Bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię

moje, tam jestem pośród nich.





Komentarz



"Nawróć nas, Panie; do Ciebie wrócimy" (Lm 5, 21)



Jako wprowadzenie do rozważania tekstów biblijnych liturgii dzisiejszej

może posłużyć drugie czytanie (Rz 13, 8-10): "Nikomu nie bądźcie nic

dłużni poza wzajemną miłością" (tamże 8). To wielki dług, jaki każdy

powinien spiesznie spłacać. Dług, ponieważ miłość wzajemna jest wymaganiem

natury ludzkiej i Bóg sam chciał chronić takie wymaganie nakazem niezwykle

doniosłym, streszczającym całe Prawo: "kto bowiem miłuje bliźniego,

wypełnił Prawo" (tamże). Wszystkie przykazania - negatywne i pozytywne,

określające stosunki między ludźmi, istotnie znajdują swój szczyt w

miłości. Miłość troszczy się nie tylko o dobra materialne braci, lecz

także o duchowe i wieczne. Jak każdy pragnie dla siebie zbawienia, tak też

jest obowiązany pragnąć go dla innych; co więcej jest to warunek zbawienia

osobistego. Pierwsze czytanie omawia ten punkt (Ez 33, 7-9). Bóg

ustanawiając Ezechiela strażnikiem swojego narodu, mówi do niego:

"Jeśli do występnego powiem: występny musi umrzeć - a ty nic nie mówisz, by

występnego sprowadzić z jego drogi - to on umrze z powodu swej przewiny,

ale odpowiedzialnością za jego śmierć obarczę ciebie" (tamże 8).

Wielka odpowiedzialność spoczywa na tym, kto ma zadanie podobne do misji proroka:

pasterze Ludu Bożego, przełożeni zakonni, ojcowie i matki rodzin,

wychowawcy. Ich zbawienie zależy od gorliwości w strzeżeniu swojej

trzody, jakakolwiek by była, wielka czy mała. Pozwolić zginąć w grzechu synowi lub

bratu nie podając im ręki jest zdradą, jest podłością i egoizmem, które

Bóg będzie sądził. Bojaźń, że się zostanie odepchniętym, że straci się

uznanie i będzie się pomówionym o surowość, nie usprawiedliwia "umycia

rąk" lub "zostawienia rzeczy własnemu biegowi". Kto miłuje, nie będzie

miał pokoju, dopóki nie znajdzie sposobu, by dotrzeć do winnego i upomnieć

go z dobrocią i stanowczością. A jeśli mimo własnych wysiłków, dobrych

słów i próśb nie osiągnie zamierzonego celu, to nie przestanie się modlić

i pokutować, by wyjednać mu łaskę od Boga.



Ewangelia (Mt 18, 15-20) czyni krok naprzód i rozciąga ten obowiązek na

każdego wiernego, który widzi brata upadającego w grzech. "Gdy brat twój

zgrzeszy, idź i upomnij go w cztery oczy. Jeśli cię usłucha, pozyskasz

swego brata" (tamże 15). Jednak upomnienie powinno być tajemne, by

zabezpieczyć dobrą sławę winnego. Niestety, w praktyce dzieje się

często przeciwnie: rozmawia się i szemrze z innymi ujawniając to, co było ukryte,

a niewielu tylko ma odwagę ostrzec zainteresowanego. Cóż pomoże rozprawiać

o chorobie innych, jeśli nikt nie leczy chorego? Trzeba natomiast starać

się "pozyskać" brata; jego zguba jest szkodą dla niego i dla wspólnoty,

lecz pozyskanie jest "zyskiem" dla wszystkich. Dlatego jeśli prywatne

upomnienie nie przyniosło skutku, Jezus poleca, aby powtórzyć je wobec

dwóch lub trzech świadków, a jeśli i ten środek zawiedzie, uwiadomić

Kościół. A to nie w celu oskarżenia czy potępienia, lecz aby przyprowadzić

winnego do opamiętania i zabezpieczyć dobro wspólne. Kościół dzięki

obecności Ducha Świętego ma szczególne światło i władzę, dlatego jego

upomnienie posiada skuteczność, a jego rozstrzyganie, co należy "związać

lub rozwiązać", jest tak autorytatywne, że ma moc w niebie (tamże 18).



Opowiadanie ewangeliczne kończy się wezwaniem do wspólnej modlitwy. Jak

wierni - jeden lub dwóch świadków - powinni zgodnie starać się

odciągnąć swego brata od złego, tak też powinni modlić się zgodnie. Wystarczy, że

tylko dwaj zgodni są w tym, o co trzeba prosić Boga, i gromadzą się w

imię Jezusa, aby ich modlitwa została wysłuchana. I niewątpliwie zostaje

wysłuchana, jeśli przedmiotem jej będzie opamiętanie się winnych.



- O Boże, który nam zesłałeś Zbawiciela i uczyniłeś nas przybranymi

dziećmi, wejrzyj z miłością Ojca na tę swoją rodzinę wierzącą w

Chrystusa i spraw, aby osiągnęła prawdziwą wolność i wieczne dziedzictwo (kolekta).

Boże, źródło prawdziwej pobożności i pokoju, udziel swoim wiernym

łaski, aby mogli wyrazić przez własne dary słuszne uwielbienie Twojej wielkości,

i spraw, aby żyli w braterstwie ducha ci wszyscy, którzy uczestniczą w

Twoich tajemnicach (Mszał Polski: kolekta i modlitwa nad darami).



Litościwy i miłosierny Panie, odpuść nam nieprawości nasze, grzechy i

przewinienia. Nie poczytaj żadnego grzechu sługom i służebnicom swoim, ale

oczyść nas oczyszczeniem prawdy swojej i prostuj kroki nasze, abyśmy

chodzili w świętości serca i czynili to, co dobre i przyjemne w oczach

Twoich i w oczach wodzów naszych.



- O tak, Panie! Okaż nam oblicze swoje dla dobra naszego, w pokoju, aby

nas osłoniła potężna ręka Twoja i wyniosłe ramię Twoje obroniło nas od

wszelkiego grzechu. I wybaw nas, Panie, od tych, którzy niesprawiedliwie

nas nienawidzą. Daj zgodę i pokój nam i wszystkim mieszkańcom ziemi, jak

dałeś ojcom naszym, którzy pobożnie Cię wzywamy w wierze i w prawdzie

(św. Klemens Rzymski).

Awatar użytkownika
KASIA
Posty: 6624
Rejestracja: 16 kwietnia 2007, 09:03
Lokalizacja: Alaska

Post autor: KASIA » 7 września 2008, 10:20

* * *



Gdy skalpel przebija cię w łonie

Lub kula szarpie ci czaszkę

Nie będziesz sam Nigdy

Nie opuści ciebie twój wróg

A ręce zanim mu odpadną

Władać będą ogniem I żądze

Go spalą w jego domu I wstanie

Jakby ze snu I wróci do ciebie

Odkopie twój grób Z dołu

Ciebie wydobędzie I wybaczysz mu

Jak Bóg



W: M. Czuku, Książę Albański, Łódź, Wyd. Biblioteka, 1991, s. 28

Awatar użytkownika
Coltrane
Posty: 17740
Rejestracja: 31 marca 2008, 23:47
Lokalizacja: Polska

Post autor: Coltrane » 8 września 2008, 06:21

(Mt 1,1-16.18-23)

Rodowód Jezusa Chrystusa, syna Dawida, syna Abrahama. Abraham był ojcem

Izaaka; Izaak ojcem Jakuba; Jakub ojcem Judy i jego braci; Juda zaś był

ojcem Faresa i Zary, których matką była Tamar. Fares był ojcem Ezrona;

Ezron ojcem Arama; Aram ojcem Aminadaba; Aminadab ojcem Naassona; Naasson

ojcem Salmona; Salmon ojcem Booza, a matką była Rachab. Booz był ojcem

Obeda, a matką była Rut. Obed był ojcem Jessego, a Jesse ojcem króla

Dawida. Dawid był ojcem Salomona, a matką była /dawna/ żona Uriasza.

Salomon był ojcem Roboama; Roboam ojcem Abiasza; Abiasz ojcem Asy; Asa

ojcem Jozafata; Jozafat ojcem Jorama; Joram ojcem Ozjasza; Ozjasz ojcem

Joatama; Joatam ojcem Achaza; Achaz ojcem Ezechiasza; Ezechiasz ojcem

Manassesa; Manasses ojcem Amosa; Amos ojcem Jozjasza; Jozjasz ojcem

Jechoniasza i jego braci w czasie przesiedlenia babilońskiego. Po

przesiedleniu babilońskim Jechoniasz był ojcem Salatiela; Salatiel ojcem

Zorobabela; Zorobabel ojcem Abiuda; Abiud ojcem Eliakima; Eliakim ojcem

Azora; Azor ojcem Sadoka; Sadok ojcem Achima; Achim ojcem Eliuda; Eliud

ojcem Eleazara; Eleazar ojcem Mattana; Mattan ojcem Jakuba; Jakub ojcem

Józefa, męża Maryi, z której narodził się Jezus, zwany Chrystusem. Z

narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak. Po zaślubinach Matki Jego, Maryi,

z Józefem, wpierw nim zamieszkali razem, znalazła się brzemienną za sprawą

Ducha Świętego. Mąż Jej, Józef, który był człowiekiem sprawiedliwym i nie

chciał narazić Jej na zniesławienie, zamierzał oddalić Ją potajemnie.

Gdy powziął tę myśl, oto anioł Pański ukazał mu się we śnie i rzekł:

Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki;

albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło. Porodzi Syna, któremu

nadasz imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów . A stało się

to wszystko, aby się wypełniło słowo Pańskie powiedziane przez Proroka:

Oto Dziewica pocznie i porodzi Syna, któremu nadadzą imię Emmanuel, to

znaczy: Bóg z nami.






Komentarz



Narodziła się, by stać się Oblubienicą Ducha Świętego i Matką Bożego Syna.

Wybrana przez Boga, niepokalana, nieskażona grzechem pierworodnym. Pomimo

tak wielkich łask Maryja musiała bardzo wiele wycierpieć. Jej wiara

okazała się jednak niewzruszona. Wypełniła wszystko, czego Bóg od Niej

oczekiwał. Prośmy Maryję, by wypraszała nam łaskę niezachwianej wiary

i uczyła nas, jak w najtrudniejszych próbach powiedzieć Bogu "TAK".

Awatar użytkownika
KASIA
Posty: 6624
Rejestracja: 16 kwietnia 2007, 09:03
Lokalizacja: Alaska

Post autor: KASIA » 8 września 2008, 21:33

Prośmy Maryję, by wypraszała nam łaskę niezachwianej wiary

i uczyła nas, jak w najtrudniejszych próbach powiedzieć Bogu "TAK".






niech tak się stanie.

Awatar użytkownika
Coltrane
Posty: 17740
Rejestracja: 31 marca 2008, 23:47
Lokalizacja: Polska

Post autor: Coltrane » 9 września 2008, 06:41

(J 15,16)

Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem, abyście szli i owoc przynosili.



(Łk 6,12-19)

Zdarzyło si, że Jezus wyszedł na górę, aby się modlić, i całą noc spędził

na modlitwie do Boga. Z nastaniem dnia przywołał swoich uczniów i wybrał

spośród nich dwunastu, których też nazwał apostołami: Szymona, którego

nazwał Piotrem; i brata jego, Andrzeja; Jakuba i Jana; Filipa i

Bartłomieja; Mateusza i Tomasza; Jakuba, syna Alfeusza, i Szymona z

przydomkiem Gorliwy; Judę, syna Jakuba, i Judasza Iskariotę, który stał

się zdrajcą. Zeszedł z nimi na dół i zatrzymał się na równinie. Był tam

duży poczet Jego uczniów i wielkie mnóstwo ludu z całej Judei i Jerozolimy

oraz z wybrzeża Tyru i Sydonu; przyszli oni, aby Go słuchać i znaleźć

uzdrowienie ze swych chorób. Także i ci, których dręczyły duchy nieczyste,

doznawali uzdrowienia. A cały tłum starał się Go dotknąć, ponieważ moc

wychodziła od Niego i uzdrawiała wszystkich.





Komentarz



Św. Paweł nie ukrywał przed swoimi uczniami, ile widzi wśród nich zła i

zgnilizny. Podobnie Ewangeliści nie ukrywali ogromu cierpienia, z jakim

zmierzyli się Jezus i Apostołowie w swojej posłudze. Ale nie chodzi tylko

o samo nazwanie zła po imieniu. Najważniejsze jest, by nie odrzucać ludzi

zniszczonych cierpieniem i grzechem, lecz wychodzić im naprzeciw i

otwierać im drogę obmycia i uświęcenia w imię Jezusa Chrystusa.

Awatar użytkownika
KASIA
Posty: 6624
Rejestracja: 16 kwietnia 2007, 09:03
Lokalizacja: Alaska

Post autor: KASIA » 9 września 2008, 07:18

a ,nasza zgnilizna, czy ją ukrywać, czy pozbywać ,się jej skutecznie?

Awatar użytkownika
Coltrane
Posty: 17740
Rejestracja: 31 marca 2008, 23:47
Lokalizacja: Polska

Post autor: Coltrane » 9 września 2008, 07:53

Przyznawać się do tego że się jest słabym, że sami z siebie nie potrafimy się odmienić, i oddawać to Chrystusowi, a Chrystus sam będzie nas przemieniał. Chrystus chce abyśmy do Niego przychodzili, abyśmy mówili Mu o swoich troskach, o swoich problemach, a także o swoich słabościach. Jezus mówi : nie potrzebują lekarza zdrowi lecz ci co się źle mają. Jezus chce być naszym lekarzem, tylko czy my chcemy przychodzić do niego ? Czy wolimy sami zwalczać swoje wady, czy wolimy sami się przemieniać ? Jezus mówi : beze Mnie nic uczynić nie możecie. Także nic nam nie da ukrywanie naszej zgnilizny, ani jej nie ukryjemy ani się jej nie pozbędziemy, już nie mówiąc o tym by pozbyć się skutecznie. Ile to razy każdy z nas obiecywał sobie, że tego nie będzie robił, że tamtego nie będzie robił, i stwierdza że to trudne i karkołomne zadanie, że jest to czasami ponad nasze siły.



Jezus nie powołał na uczniów ludzi doskonałych, powołał zwykłych grzeszników, i stopniowo ich przemieniał. To spotkanie z Chrystusem nas przemienia, spotkanie ze Zmartwychwstałym Chrystusem sprawia że stajemy się inni - wystarczy jako przykład podać tutaj Św. Pawła, który z początku pałał nienawiścią do chrześcijan, a spotkanie z Chrystusem go odmieniło i stał się największym Apostołem. :->



pozdrawiam - dobrego dnia

Awatar użytkownika
KASIA
Posty: 6624
Rejestracja: 16 kwietnia 2007, 09:03
Lokalizacja: Alaska

Post autor: KASIA » 9 września 2008, 09:41

a, jeżeli myślę,że wyczerpalam już wszytstkie środki ,że już upadlam na tyle dużo razy, że już nie mam sily walczyć ze sobą,poprostu jestem przeciętna, a wyżyny świętości nie są dla mnie, że mnie przerastają ?

Awatar użytkownika
Coltrane
Posty: 17740
Rejestracja: 31 marca 2008, 23:47
Lokalizacja: Polska

Post autor: Coltrane » 9 września 2008, 10:19

Święty to grzesznik w którym mieszka Bóg ...



Dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych, liczy się tylko nasze pragnienie by zostać świętym, u Boga nie ma lepszych i gorszych, każdy jest wyjątkowy w oczach Boga, Bóg każdego pragnie zbawić, Jezus umarł na krzyżu za wszystkich ludzi, za wszystkich bez wyjątku ...



I nie ma znaczenia ile razy upadniemy, ważne by ciągle powstawać i iść dalej, by ciągle zaczynać od nowa, i to każdego dnia, każdego dnia od nowa zawierzać się Chrystusowi ...



Zobacz, dobry łotr, po ludzku jego życie było przegrane, po ludzku zmarnował on swoje życie , ale zobacz co się dzieje, wisząc obok Jezusa uznał swoją grzeszność, swoją nędzę, swoją zgniliznę i o dziwo w tym momencie gdy spojrzał na Jezusa to zobaczył w Nim Boga, zobaczył w Nim kogoś kto mógłby go zbawić, i co powiedział ? Powiedział : Panie, wspomnij na mnie gdy będziesz w raju, a Jezus mu odpowiedział : Powiadam ci, jeszcze dziś będziesz ze Mną w raju ... Dobry łotr został pierwszym świętym, był pierwszym którego sam Jezus kanonizował ...



Kasiu, nie ma ludzi przeciętnych, nie ma ludzi nijakich - Bóg kocha każdego jednakowo, a świętość jest dla każdego i każdy może zostać świętym - chrześcijaństwo opiera się na łasce, Bóg każdemu pragnie udzielić swej łaski, to my musimy powiedzieć Bogu : TAK ...



pozdrawiam - z Bogiem

Awatar użytkownika
KASIA
Posty: 6624
Rejestracja: 16 kwietnia 2007, 09:03
Lokalizacja: Alaska

Post autor: KASIA » 9 września 2008, 10:46

a, czy świętość, musi być dla nudnych, jeżeli ktoś nie wyobraża sobie świętości

, jak jakiegoś stanu, gdzie będą odebrane nam wszystkie radości płynące z posiadania zmysłów, poprostu duchowe przerasta naszą zmyslową wyobraźnię.

ja jestem taki szczęśliwy czlowiek, że wcale mi do nieba nie śpieszno, odczuwam tą radość wewnętrzną,

i jak rzeka przelewa mi się przez brzegi,ta milość radość, więc zamiast ją marnować chcę ją rozlewać na innych.

Awatar użytkownika
Coltrane
Posty: 17740
Rejestracja: 31 marca 2008, 23:47
Lokalizacja: Polska

Post autor: Coltrane » 9 września 2008, 10:59

heh, każdy człowiek jest "przywiązany" do tego co ziemskie i za łatwo z tego nie zrezygnuje, ale jeżeli sobie uświadomimy że Niebo jest naszym celem, że po to żyjemy na ziemi by osiągnąć Niebo, że życie to tylko taka pielgrzymka, która ma swój kres, to inaczej będziemy patrzeć na życie, i będziemy robić wszystko by osiągnąć Niebo czyli zjednoczenie z Bogiem ...



od Boga wyszliśmy i do Boga zmierzamy ...



chrześcijanina cechuje radość z faktu że Bóg go kocha, że Zmartwychwstały Jezus obiecuje mu życie wieczne i tą radością powinien dzielić się z innymi, Apostołowie gdy spotkali Jezusa, to zostawili wszystko i poszli za Nim, i później stali się głosicielami Dobrej Nowiny, i wcale nie oznacza to że mamy zostawić dom, rodzinę, męża, żonę, dzieci i iść głosić z dachów Dobrą Nowinę o Królestwie Bożym ...



chrześcijanin żyje dla innych, służy innym, życie chrześcijanina to służba, Jezus mówił że przyszedł by służyć, i my to samo mamy czynić, nie żyjemy dla siebie, lecz dla innych, dla naszych bliskich, sąsiadów, dla kolegów i koleżanek w pracy - i im pomagać w poznaniu Chrystusa, który jest naszym jedynym Zbawicielem, być dzisiaj prawdziwym chrześcijaninem, to przekroczenie pewnego progu, to przejście samego siebie, to narażenie się na kpiny i szyderstwa tego świata, droga chrześcijanina to droga na Golgotę ...



i wreszcie chrześcijanin powinien promieniować radością i szczęściem, jeżeli jesteśmy smutni, to pewnie dlatego że jeszcze tak naprawdę nie spotkaliśmy w swoim życiu Chrystusa ...



pozdr.

Awatar użytkownika
KASIA
Posty: 6624
Rejestracja: 16 kwietnia 2007, 09:03
Lokalizacja: Alaska

Post autor: KASIA » 9 września 2008, 11:10

wreszcie chrześcijanin powinien promieniować radością i szczęściem, jeżeli jesteśmy smutni, to pewnie dlatego że jeszcze tak naprawdę nie spotkaliśmy w swoim życiu Chrystusa










no ale, chyba nie ma obowiązku ciągle się uśmiechać jak Amerykanka,

czy Ci źle , czy dobrze, ta radośc chyba jest inna niż ta ktorą kreuje świat, nie?





ponadto, ile codziennie świat ma powodów do śmiechu a ile do łez?



jak jakiś misjonarz, ma do głodnych dzieci mówić radujcie się ,jak im żebra wystają, i muchy żywcem zagryzają?

Awatar użytkownika
Coltrane
Posty: 17740
Rejestracja: 31 marca 2008, 23:47
Lokalizacja: Polska

Post autor: Coltrane » 9 września 2008, 11:12

heh, wystarczy popatrzeć jak to robiła np. Matka Teresa i wszystko stanie się jasne ...



ja nie pisałem że mamy mówić radujcie się i cieszcie, lecz że mamy promieniować radością ..





p.s. jasne że radość świata z czego innego wynika, świat cieszy się z posiadania czegoś, jak tego nie ma, to pozostaje pustka i smutek, chrześcijanin zaś ma Boga, a jak się ma Boga to ma się wszystko, i wtedy radość nasza jest pełna i niczym niezmącona ...

Awatar użytkownika
KASIA
Posty: 6624
Rejestracja: 16 kwietnia 2007, 09:03
Lokalizacja: Alaska

Post autor: KASIA » 9 września 2008, 11:28

heh, wystarczy popatrzeć jak to robiła np. Matka Teresa i wszystko stanie się jasne ...








Ona byla święta, to znaczy ,że bez wiary by tego nie zniosła, najpierw trzeba siebie uświęcić ,a potem dopiero innych uświęcać ?





no to ja idę na urlop , bo mi daleko do tego pozimu jak Ona,

ODPOWIEDZ