ND Forum - Dzień dobry POLSKO! Strona Główna ND Forum - Dzień dobry POLSKO!
Ludzie z sercem i głową

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Media czwartą władzą
Autor Wiadomość
Coltrane


Dołączył: 31 Mar 2008
Posty: 17499
Skąd: Polska
Wysłany: 25 Wrzesień 2011, 09:07   Media czwartą władzą [Cytuj]

Prorocze są tu słowa Maxymiliana Kolbego.

http://www.wychowawca.pl/.../12-2008/04.htm

Konfrontacja dobra ze złem

Tradycyjnie media nazywano czwartą władzą. Szybki, techniczny rozwój mediów: prasy, radia, telewizji i Internetu powodują, że coraz częściej nazywane są pierwszą władzą, a do specjalistycznej literatury wprowadzono pojęcie: mediokracja.

To media decydują o wynikach wyborów: samorządowych, parlamentarnych czy prezydenckich; one oceniają według swoich kryteriów rządy, partie czy koalicje;
one poprzez współtworzenie określonej atmosfery społecznej pośrednio "narzucają" władzy sądowniczej interpretację prawa, a nawet próbują drogą kampanii medialnej decydować o obsadzie stolic biskupich (casus nominacji ks. abpa L. Głodzia na metropolitę gdańskiego). Sługa Boży Jan Paweł II w liście apostolskim Il Rapido Sviluppo - szybki rozwój (24.01.2005) napisał:
"Środki społecznego przekazu nabrały takiego znaczenia, że są dla wielu głównym narzędziem kierującym i inspirującym postawy indywidualne, rodzinne, społeczne". Ks. abp John Foley, przewodniczący Papieskiej Rady ds. Środków Społecznego Przekazu, w instrukcji duszpasterskiej Aetatis novae stwierdził: "Potęga środków przekazu jest tak wielka, że wpływają one nie tylko na to, jak ludzie myślą, ale także o czym myślą". Ks. bp Adam Lepa, wybitny medioznawca twierdzi, że media stały się "nadwładzą" czy "superwładzą" i dodaje, że "zarówno w polityce jak i w mediach najważniejsze jest to, o czym się mówi najmniej lub wcale". Rolę mediów w kształtowaniu życia społecznego czy religijnego dostrzegli wielcy ludzie Kościoła już w XIX oraz XX wieku.

Ludzie Kościoła o mediach

Papież Leon XIII:
"Zła prasa zgubiła chrześcijańską społeczność, trzeba jej zatem przeciwstawiać dobrą prasę. Katolicy nie powinni ustawać w pracy dla swojej prasy, pamiętając o tym, że dobra prasa to nieustająca misja".

Papież Pius X:
"Ani lud, ani duchowieństwo nie rozumieją znaczenia prasy. Powiadają, że przedtem prasy nie było, nie rozumiejąc, że czasy się zmieniły. Dobrze jest budować kościoły, mówić kazania, zakładać misje i szkoły, ale ten wszelki trud próżny będzie, jeżeli zaniedbamy najważniejszą broń dzisiejszych czasów, tj. prasę".

Św. Maksymilian Kolbe:
"Cóż powiedzieć o narodzie, który płaci za własne poniżenie? Nie znajduję na to nazwy! A ta hańba ciąży na katolikach, obrażanych ciągle przez tysiące dzienników. Te pisma, które katolików bezwstydnie wyszydzają, drukuje się dla nas, katolików! Nie posyła się ich jednakże anonimowo w rodzaju paszkwilów, ale my sami je zamawiamy i za nie płacimy. Czy można być więcej ślepym wobec tak groźnego niebezpieczeństwa! A ta ślepota nasza staje się wprost zbrodnią, skoro się nie tylko przeciw temu niebezpieczeństwu nie bronimy, ale trzymając i czytając złe pisma, za obrazę i wyszydzanie wiary płacimy! Zaprawdę na nas katolikach spełniają się słowa Proroka: "Szukaliśmy ściany jako ślepi i jako bez oczu uderzaliśmy się. W południe potykaliśmy się jakoby we mgle i jakoby umarli w zmroku“ (Iz 59,10).

"Ze strony zaś społeczeństwa wielkie jeszcze panuje niezrozumienie doniosłości tej pracy, a ofiarność okazuje się niedostateczna, by prasę katolicką w Polsce postawić na silne nogi. Wrogowie Kościoła mają miliony i miliardy, a pracownik na niwie katolickiej prasy nie może wytężyć sił, by prace swe doskonalić i potęgować, bo
musi po prostu walczyć o byt materialny dla swojej prasowej działalności. (...) Przygotować świeckich pracowników i zapewnić wydawnictwom byt materialny - to najbardziej piekąca sprawa w akcji prasowej. Dalej, i kolportaż za słaby. Mało jest bowiem takich, którzy by uważali za swój obowiązek rozszerzanie dobrej prasy“.

Ojcowie Soboru Watykańskiego II (fragmenty Dekretu Soborowego Inter mirifica):

"Rodzice niech pamiętają, że ich obowiązkiem jest troskliwie czuwać, by widowiska, publikacje i inne rzeczy tego rodzaju, uwłaczające wierze i dobrym obyczajom, nie miały wstępu do ich domu, i by dzieci z nich nie korzystały gdzie indziej“.

Media w Polsce

a) Kryteria oceny
Podstawowym kryterium oceny każdego medium winno być kryterium prawdy. Oceniając zaś media katolickie trzeba uwzględnić zgodność ich przesłania z nauczaniem Kościoła. Jan Paweł II w przemówieniu na Jasnej Górze (19.06.1983 r.) wypowiedział bardzo ważne kryterium oceny moralności i religijności, które ma również
zastosowanie do środków społecznego przekazu:
"Nigdzie indziej Bóg nie uobecnia się we właściwym sobie działaniu wobec człowieka tak radykalnie i nigdzie indziej nie ujawnia się wobec człowieka tak namacalnie, jak w swoim stwórczym działaniu, czyli jako Dawca daru życia ludzkiego. Stąd stosunek do daru życia jest wykładnikiem i podstawowym sprawdzianem autentycznego stosunku człowieka do Boga i do człowieka, czyli wykładnikiem i sprawdzianem autentycznej religijności i moralności".

b) Autocenzura
W 1989 roku, po dziesięcioleciach panowania komunistycznej cenzury, formalnie zniesiono urzędową cenzurę.
Można było żywić nadzieję, że nie będzie ograniczeń w przekazie prawdy. Tymczasem wiele redakcji wprowadziło tzw. autocenzurę: przemilczanie określonych tematów, pomijanie w zaproszeniach do studia pewnych osób, tendencyjne, jednostronne przedstawianie wydarzeń i faktów. W czasach komunistycznych wszyscy wiedzieli, że działa cenzura - wywoływało to naturalny krytycyzm u odbiorcy. Dzisiaj wielu nie zna pojęcia "autocenzura" i bezkrytycznie odnosi się do medialnego przekazu.

c) Zagraniczni właściciele
Zgodnie z polskim prawem prasowym właściciel medium mianuje redaktora naczelnego, a ten decyduje o dopuszczeniu czy niedopuszczeniu do druku czy emisji informacji i artykułów. Faktycznie to właściciel, a nie redaktor naczelny, decyduje o linii pisma, profilu radiostacji, o przyjęciu czy odrzuceniu płatnej reklamy, o zaproszeniu czy też niezaproszeniu do studia radiowego czy telewizyjnego konkretnego gościa, eksperta. W fachowym miesięczniku "Press" (sierpień 2008) zamieszczono wyniki badań czytelnictwa zrealizowane przez Millward Brown SMG/KRC.

Czytelnictwo dzienników:
1. "Gazeta Wyborcza" - 18,02%
2. "Fakt" - 16,56%
3. "Super Express" - 7,61%
4. "Metro" - 7,47%
5. "Dziennik" - 6,25%
6. "Rzeczpospolita" - 4,81%

Podchodząc z "dystansem“ do wyników tego sondażu (jak do każdego tego typu badań) widzimy, że dzienniki Agory (red. A. Michnik): "Gazeta Wyborcza" i "Metro" dominują, razem posiadając ok. 25,5%. Ich skrajnie liberalna linia: za "prawem" zabijania nienarodzonych, za związkami homoseksualistów i zwalczanie moralnych wskazań Kościoła i jest powszechnie znana.
Wydawane przez niemieckich właścicieli dzienniki: "Fakt" i "Dziennik" mają razem ok. 22,9%. Zagraniczni wydawcy redagują także "Super Express" i "Rzeczpospolitą" (!). W pierwszej szóstce ogólnopolskich dzienników nie ma "Naszego Dziennika" - pisma polskich właścicieli, propagującego i broniącego nauczania Kościoła…
Ogólnie nakład wydawanych w Polsce czasopism katolickich stanowi ok. 1% nakładu gazet niekatolickich.

Słuchalność ogólnopolskich i ponadregionalnych rozgłośni:
1. RMF FM - 23,2%
2. Radio ZET - 18,4%
3. Pr. I Polskiego Radia - 12,4%
4. Pr. III Polskiego Radia - 5,9%
5. Radio Maryja - 1,8%
6. Radio WAWA - 1,4%
Zdecydowanie dominuje kierowane przez niemieckich właścicieli radio RMF FM.

Telewizja TRWAM i Telewizja PULS nie osiągają 5% oglądalności. Pozostałe telewizje mniej lub bardziej "dystansują się" od Kościoła, demoralizują widzów szerząc tzw. swobodę obyczajów.

d) Negatywne oddziaływanie TV
Zło na ekranie powoduje zło w realnej rzeczywistości. Oto dwa przykłady z książki prof. Macieja Iłowieckiego Krzywe zwierciadło - o manipulacji w mediach. "W 2002 r. zespół badawczy (Instytut Psychiatryczny Stanu Nowy York i Uniwersytet Columbia w Nowym Jorku - badania prowadzone przez 25 lat), ustalił, iż istnieje demoralizujący wpływ scen drastycznych na zachowania się dzieci i młodzieży - niezależnie od ich środowiska,
wychowania i poziomu życia. Ustalono, że oglądanie brutalnych programów działa jak… bomba zegarowa. W tym sensie, iż np. 14-latek, oglądający częściej takie programy w sposób znaczący zwiększa szansę na to, że wejdzie w konflikt z prawem w wieku lat 20. O ile spośród 14-latków, oglądających TV tylko 1 godzinę dziennie ok. 6% wykaże agresję i zachowania aspołeczne w wieku ok. 20 lat, o tyle spośród oglądających programy do
3 godz. dziennie w konflikt z prawem wejdzie 22,5%, a ponad 3 godz. - aż 30%.

Inne badania: w 1973 r. w Kanadzie odkryto sporą osadę miejską, nie znającą wcale telewizji. Socjologowie zbadali zachowania, postawy, czas wolny tej społeczności, a potem, kiedy wkroczyła tam telewizja, dokonali badań porównawczych. Okazało się, że pod wpływem TV zmalała u dzieci umiejętność czytania i chęć czytania książek, obniżyła się kreatywność, wzrosły zachowania aspołeczne i agresywne. Jeśli "poziom przestępczości“ w tym miasteczku w 1973 roku (bez TV) przyjąć za 100%, to po 3 latach po wprowadzeniu telewizji przestępczość wynosiła już 260%, wzrosła co najmniej dwa i pół raza“.

e) Superprzemilczenia
Od wielu lat obrońcy życia i rodziny nie mają właściwego dostępu do mediów, są blokowani, przemilczani. Ta blokada miała miejsce szczególnie w trzech przypadkach:

1. Legalizacja pornografii dziecięcej. 6 czerwca 1997 roku Sejm wprowadzając nowy Kodeks Karny "zalegalizował“ produkcję i rozpowszechnianie materiałów pornograficznych z udziałem nieletnich od 15. roku życia (art. 202, § 3). Zgodnie z Konwencją Praw Dziecka z 1989 r., dzieckiem jest każda istota ludzka poniżej
18. r. ż.; w art. 32 wprowadzony jest zakaz pornografii dziecięcej. Obrońcy życia organizowali wiele konferencji prasowych, wysyłali listy, apele do redakcji prasowych, radiowych i telewizyjnych. Rezultat: w mediach świeckich panowała kompletna "cisza". Jedynie media katolickie informowały o stanie prawa zezwalającym na pornografię dziecięcą. Dopiero 27.07.2005 roku, po ośmiu latach (!), podwyższono granicę wieku "aktorów" filmów pornograficznych do lat 18.

2. Niedopuszczenie obrońców życia do mediów w czasie parlamentarnych zmagań o wzmocnienie konstytucyjnej ochrony życia człowieka poprzez uzupełnienie artykułu 38. Konstytucji o słowa: "od poczęcia do naturalnej śmierci“. We wrześniu 2006 roku parlamentarzyści LPR rozpoczęli procedurę zmierzającą do wzmocnienia konstytucyjnej ochrony życia człowieka. Od IX 2006 roku do IV 2007 byliśmy poddani kampanii medialnej zmierzającej do zablokowania wprowadzenia do art. 38 Konstytucji powyższego uzupełnienia. Przez cały ten okres w mediach publicznych nie dopuszczano do głosu ani jednego kompetentnego obrońcy życia człowieka! Społeczeństwo poddano jednostronnej kampanii medialnej, wrogiej życiu.

Mimo tego większość społeczeństwa poparła ten projekt zmiany konstytucji. Według ogólnopolskiego sondażu najlepszej firmy badania opinii publicznej PGB, 52% Polaków było "za" lub "raczej za" wprowadzeniem takiej zmiany, 35% było "przeciw" lub "raczej przeciw". Do Marszałka Sejmu wpłynęły listy z 508 683 podpisami obywateli popierającymi wprowadzenie tej poprawki i listy "przeciw" z 1987 podpisami.

Czy ktoś w mediach publicznych przekazał naszemu społeczeństwu te istotne informacje? Zrobiły to tylko edia
katolickie, i też nie wszystkie.

3. Przemilczenia dotyczące realizowania w polskiej szkole edukacji seksualnej typu A. Od kilku lat potężne media prowadzą alarmistyczne kampanie: w polskiej oświacie nie ma edukacji seksualnej, dla dobra naszej młodzieży należy ją jak najszybciej wprowadzić. Jaka jest prawda? W literaturze przedmiotu wyróżnia się 3 główne typy wychowania seksualnego:

A. wychowanie do czystości - abstynencji seksualnej (abstinence-only education, chastity education);
B. biologiczną edukację seksualną (biological sex education);
C. złożoną edukację seksualną zawierającą oba powyższe podejścia (comprehensive sex education).

Taką klasyfikację, zaproponowaną przez Amerykańską Akademię Pediatrii, stosuje się powszechnie nie tylko
w USA. W Polsce za czasów rządu AWS-UW (1998) wprowadzono do szkół "wychowanie do życia w rodzinie", co jest edukacją seksualną typu A. Typ A realizowany jest w większości amerykańskich szkół państwowych.
Mamy więc w Polsce edukację seksualną i znakomite wyniki w porównaniu z krajami zachodnimi, gdzie od lat prowadzi się permisywną, w istocie demoralizującą edukację typu B i C.

Dodajmy inne zestawienie:
Liczba przypadków kiły na 100 tys. mieszkańców wynosi w Polsce 0,52, w Wielkiej Brytanii 3,81, a odpowiednie
liczby dla rzeżączki wynoszą 0,26 i 37,26. Liczba osób z HIV/ADIS na 1 tys. mieszkańców w Polsce wynosi 0,37,
w Wielkiej Brytanii 0,85. W Wielkiej Brytanii od lat w szkołach rozdaje się za darmo prezerwatywy, a już 12-letnie dziewczynki mogą bez wiedzy i zgody rodziców zabijać swe nienarodzone dzieci, dokonując aborcji.
Czy środowiska lewicowe domagające się wprowadzenia permisywnej edukacji seksualnej zna te dane?

Dlaczego potężne media przemilczają te fakty?

f) Katolik a media Polski katolik, uczestnicząc średnio co drugi tydzień w niedzielnej Mszy Św., przez ok. 23 minuty słucha tekstów biblijnych i kazania. Ten sam katolik w każdą niedzielę przez ok. 6 godzin ogląda TV;
w pozostałe dni ok. 4 godz. W ok. 99% czyta laicką prasę i w ok. 95% słucha laickich rozgłośni radiowych.
Młodzież sięga po Internet, gdzie za darmo, bez żadnych ograniczeń, ma dostęp do tzw. twardej pornografii, nie mając wiedzy na temat jej destrukcyjnego działania (ok. 60% wejść na strony internetowe to wejścia na strony porno).

Konieczność edukacji

Istotnym elementem edukacji medialnej jest ukazanie, że tylko na prawdzie można budować pomyślność i dobro w wymiarze osobistym, rodzinnym, narodowym czy też międzynarodowym. W wyniku edukacji medialnej nastąpi ograniczenie korzystania ze złych mediów i wzrost wykorzystywania dobrych. Odbiorca, który dostrzeże manipulacje, przekłamania czy przemilczenia w medium, z którego korzysta, zrezygnuje z niego i zwróci się do tego medium, które służy prawdzie i dobru.

Antoni Zięba
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
gita


Dołączyła: 21 Sty 2011
Posty: 232
Skąd: Rumia
Wysłany: 18 Październik 2011, 12:04    [Cytuj]

Teraz dochodzi do tego, że madia już trzecią, a może nawet drugą władzą.
Palmę pierwszeństwa dzierży Donald, marszałek sejmu, druga osoba w państwie siedzi cicho i czeka na werdykt swego guru, a media rządzą, spekuluja i kierują.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 31 Mar 2008
Posty: 17499
Skąd: Polska
Wysłany: 18 Październik 2011, 13:41    [Cytuj]

gita napisał/a:
Teraz dochodzi do tego, że madia już trzecią, a może nawet drugą władzą.
Palmę pierwszeństwa dzierży Donald, marszałek sejmu, druga osoba w państwie siedzi cicho i czeka na werdykt swego guru, a media rządzą, spekuluja i kierują.


W Polsce rządzi Salon, a Tusk jest jego marionetką. Tak samo media, są uzłużne Salonowi, i wykonują jego polecenia, czyli piszą to, co każe Salon.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 31 Mar 2008
Posty: 17499
Skąd: Polska
Wysłany: 4 Listopad 2011, 08:40    [Cytuj]

fragment większego tekstu :

OPERACJA „PROSTAK”

W powyższym kontekście warto odrobinę zmodyfikować opinię Julio Cortázara z jego „Ostatniej rundy”, by rzec bez pardonu: telewizja zamienia ludzi w psy, które zanurzają pyski w miskach i sycą głód, nie wiedząc dlaczego są głodne, czemu chcą żreć akurat to, co żrą, oraz jak, przez kogo i po co ich żarcie zostało przygotowane.
Monika Małkowska mówi o tym tak: „Media czynnie biorą udział w skretynieniu społeczeństwa. (...) Jeszcze kilka lat temu była mowa o misji publicznych telewizji i radia. Zapomnieć. Dziś za swą powinność państwowe stacje uważają konkurowanie z prywatnymi kanałami o odbiorcę. Masowego, więc niewymagającego, a raczej wymagającego ubogiego języka i kolokwializmów. Broń Boże trudniejszych sformułowań, poważniejszych interpretacji”. Po czym konkluduje: „Operacja „prostak” nabiera rozpędu”.

Z dobrym przybliżeniem da się zasadnie powiedzieć, iż współczesnemu człowiekowi niewiele czasu pozostaje na myślenie, ponieważ nazbyt wiele zajmuje mu oglądanie. Walter Lippmann podkreślał, że media skłaniają ludzi do pożądanych zachowań, rzeźbiąc obrazy w ludzkich umysłach. W efekcie kształtowanie ludzkich poglądów i postaw staje się coraz łatwiejsze, zgodnie z szokującą diagnozą Alvina Tofflera, mówiącą iż: „Techniki okłamywania rozwijają się szybciej niż techniki weryfikacji. (...) Ludzie wierzą w różne rzeczy – w fakty albo procesy – które przestały być prawdziwe”.

całość w wątku "lemingi"
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 31 Mar 2008
Posty: 17499
Skąd: Polska
Wysłany: 30 Październik 2013, 23:06    [Cytuj]

Zarządzanie lękiem i psychoza strachu w mediach

By skutecznie zarządzać społeczeństwem, należy utrzymywać je w stanie lęku. Kiedyś było to proste. Stała sobie przy drodze wiodącej do miasta solidna szubienica, na której wisiał rozkładający się trup kogoś, kto został uznany za winnego.

Publiczne egzekucje, niekiedy potworne, dzięki ludzkiej pomysłowości były jednym z najbardziej skutecznych atutów władzy.

Każdy przytomny mógł obejrzeć, a szczery desperat – nawet powąchać, czym grozi zbrodnia, proste nieposłuszeństwo, a nawet, co szczególnie cenne, kara wykonana wedle fantazji władzy, ot tak, bez żadnej szczególnej winy.

Pozornie, obecna demokratyczna władza (oczywiście, piszę tu o naszej słodkiej Europie) zrezygnowała z tak jasnego przekazu. Dzisiaj, gdy pan Breivik, zabójca kilkudziesięciu, narzeka na tortury polegające na odcięciu od internetu, a morderca – wredny celebryta z RPA ma zamiar wystąpić na MŚ w lekkiej atletyce, jako biegacz na elastycznych szczudłach, mogłoby się wydawać, że zrezygnowano z zarządzania lękiem. Błąd!

Czasy mamy subtelne, to i subtelne metody

Brak pręgierza, szubienicy czy publicznych kaźni jest z naddatkiem rekompensowany przez powszechny dostęp do informacji. Obecnie, lękiem zarządza się przy pomocy mediów. Nie jest to jakieś osobliwe odkrycie, niemniej wprowadzono tutaj zgoła nowatorskie rozwiązania.

Jesteśmy zasypywani setkami informacji oraz tak zwaną, interwencyjną publicystyką, pokazującą beznadzieję sytuacji obywatela w zetknięciu z bezwzględną – inaczej – bezmyślną, acz brutalną machiną władzy i sankcjonowanej prawnie przemocy.

Przewrotność przekazu polega na tym, że autorzy tekstów i programów stają po stronie obywatela. Na dodatek ich intencje są szczere. Ba, często, medialne interwencje pomagają w konkretnych, prezentowanych przez media sprawach. Ktoś może zasadnie zapytać, o co w takim razie mnie chodzi?

Już odpowiadam!

Chodzi o skuteczne zarządzanie lękiem. O pokazanie milionom, jak można bezkarnie zniszczyć firmę, stłamsić niewinnego człowieka, czy pod byle jakim pozorem odebrać rodzinie dzieci.
Owszem, bywa, że w następstwie takiego programu, sprawiedliwość staje na nogach. Na moment, ponieważ w państwowym “realu” nic się nie zmienia. Tematy na kolejne tysiąc programów walają się na bruku. To taka zabawa z motłochem. Załatwiają konkretną sprawę, a przy okazji setki tysięcy – w porywach – miliony, otrzymuje bezcenną lekcję. Nie, jakby się wydawało, bojowości, niezgody na jawną niesprawiedliwość, a lekcję pokory, lęku i obezwładniającej niemożności.

Tych programów nie oglądają bandyci, którzy miewają przeważnie ciekawsze zajęcia.
Ogląda drobny przedsiębiorca, dla którego list polecony z ważnego urzędu, bywa czasem wyrokiem nędzy a nawet, pisząc wprost, śmierci. A nie każdy ma szansę być wybrańcem telewizji.
Ogląda rodzina, która nie ma za co kupić dziecku butów, podręczników czy zimowej kurtki na wiosnę. Rośnie lęk, ponieważ na pełnych obrotach pracuje przemysł tak zwanych “rodzin zastępczych”, do których forsa płynie szerokim strumieniem. Znajomi królika są doskonale zorganizowani. Obłęd!

W każdej, dosłownie w każdej chwili, na dowolnym portalu mogę poczytać o przykładach jawnej, bezwzględnej, podpisanej przez państwo polskie, niesprawiedliwości. I co?
Współczesne zarządzanie lękiem ma trzy fazy. Pierwsza została przerobiona w latach dziewięćdziesiątych. Udowodniona wówczas teza brzmiała mniej więcej tak:

Wszystko złe, co spotyka ciebie i twoją rodzinę, wynika tylko i wyłącznie z twoich błędów i zaniechań.

Obecnie jesteśmy na etapie:

Skoro twoja wina została już udowodniona, tak naprawdę, możemy zrobić z tobą, twoją rodziną i własnością, co tylko chcemy! Bój się, bezradny obywatelu!

Rok 2014 przywita nas narracją w stylu:

Zdychaj albo uciekaj, brzydki łajdaku! Nigdy, ani przez chwilę nie byłeś solą tej ziemi!

Role zostały rozdzielone w latach dziewięćdziesiątych – sześćdziesiątych.
Na pozór jesteśmy wspólnotą, społeczeństwem, narodem. Zabrano nam, tak jak odbiera się dziecku zabawkę, szansę na polityczną podmiotowość. W 1989 roku mieliśmy ją przez chwilę. Akurat jako wspólnota, społeczeństwo, naród. Niestety, udręczeni komuną, zbyt łatwo przymykaliśmy oczy. W decydującym momencie “okrutne nas wzięło spanie” Dzisiaj? Nie ma żadnego dzisiaj.

Powyższy tekst ma niewiele wspólnego z polityką. Brak w nim cienia aluzji do PO, PiS czy SLD. To są, dla mnie, zupełnie obce potwory. Razem tworzą “państwo przemocy i lęku” Lęku, który nas codziennie dławi. Nie daje spać, odpocząć od wrzasku ostatecznej zagłady. Napiszę krótko, z jasnością wybuchu herbacianego słoneczka:

-Straciliśmy Polskę na Europejskiej Szubienicy – Oklaski!
W ramach, oczywiście, zarządzania lękiem. Lękiem na jaki nas stać – Lękiem, którego jesteśmy godni. Lękiem, który sami kupujemy za nasze ostatnie grosze.

Źródła:

http://interia360.pl/moim...ac-lekiem,62314

http://zenobiusz.wordpres...przez-internet/

http://kefir2010.wordpres...o-tym-sadzicie/
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Syriusz

Dołączył: 03 Paź 2008
Posty: 4297
Wysłany: 6 Luty 2014, 14:31    [Cytuj]

Dukaczewski u Durczoka, Makowski u Olejnik. Medialny festiwal komunistycznych agentów

Jakie to symptomatyczne, że w 25. rocznicę rozpoczęcia obrad „okrągłego stołu” funkcjonariusze komunistycznych służb specjalnych wiodą prym w mediach „głównego nurtu”. Wczoraj do Radio Zet Monika Olejnik zaprosiła Gromosława Czempińskiego, wieczorem w TVN24 występował Marek Dukaczewski, a dzisiaj rano redaktor Olejnik rozmawiała z Aleksandrem Makowskim. Co ciekawe, wszyscy zgodnie uderzają w płk. Ryszarda Kuklińskiego.

Pułkownik Kukliński uprzedził Amerykanów o zamiarze wprowadzenia w Polsce stanu wojennego, przekazał im plany tej operacji oraz inne tajemnice Układu Warszawskiego.

Monika Olejnik pytała się skompromitowanego PRL-owskiego szpiega Aleksandra Makowskiego o ocenę pułkownika Kuklińskiego. "Zdrajca czy bohater?" - zapytała. - A Edward Snowden? Zdrajca czy bohater? - odparł pytaniem. - Wybór zdrajca, czy bohater, narzuca nam moje ulubione imperium, którego jestem wychowankiem, czy uczniem, imperium amerykańskie - kpił Makowski.

Wczoraj o tym samym mówił u tej samej dziennikarki Gromosław Czempiński. - W moich kategoriach Kukliński to jest zdrajca. Dla oficera wywiadu zdrada to jest zdrada – powiedział w Radiu ZET.

Kamil Durczok nie mógł być gorszy i wieczorem w środę zaprosił szkolonego przez rosyjskie GRU, byłego szefa WSI Marka Dukaczewskiego. - Według mojej intuicji, obydwaj synowie pułkownika Kuklińskiego żyją. Ich pobyt w Stanach zalegalizowano – powiedział Dukaczewski.

Starszy syn Kuklińskiego, Waldemar zginął w sierpniu 1994 r. z rąk nieznanych sprawców. Drugi syn, Bogdan, zaginął bez śladu podczas morskiego rejsu pod koniec 1993 r.

Dr Jerzy Bukowski, były reprezentant prasowy płk. Ryszarda Kuklińskiego w kraju wskazuje, że medialny festiwal jest spowodowany wejściem do kin filmu „Jack Strong” o Ryszardzie Kuklińskim. - Młodzież poprzez ten film zobaczy kim był Rysiek Kukliński, a był to bohater. Ci, którzy dziś na niego plują, a przez lata wysługiwali się komunie nie odważyli się wtedy walczyć z narażeniem życia o dobro niepodległej Polski. Film Pasikowskiego zrobi dużo dobrego – mówi niezalezna.pl Jerzy Bukowski.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Syriusz

Dołączył: 03 Paź 2008
Posty: 4297
Wysłany: 5 Kwiecień 2014, 08:52    [Cytuj]

Bp Lepa: media zniewalają człowieka.

- Na­le­ży wię­cej mówić i pisać na temat znie­wo­le­nia czło­wie­ka przez media, ze szcze­gól­nym pod­kre­śle­niem skut­ków tego zja­wi­ska - ape­lu­je w "Na­szym Dzien­ni­ku" bp Adam Lepa.

Bp Adam Lepa Bp Adam Lepa Foto: Tomasz Stańczak / Agencja Gazeta
Zda­niem hie­rar­chy dzia­ła­nia me­diów coraz wy­raź­niej przy­bie­ra­ją po­stać wy­ra­fi­no­wa­nej agre­sji, tym bar­dziej sku­tecz­nej, że sta­ran­nie ka­mu­flo­wa­nej, przy czym zwy­kły użyt­kow­nik me­diów nawet się tego ka­mu­fla­żu nie do­my­śla.

Zwy­kłe ma­ni­pu­lo­wa­nie jed­nost­ką i spo­łe­czeń­stwem już nie wy­star­cza me­diom, twier­dzi bi­skup. - Idą dalej, uza­leż­nia­jąc i znie­wa­la­jąc użyt­kow­ni­ków me­diów za po­śred­nic­twem spe­cjal­nych tech­nik. O ce­lo­wym wy­wie­ra­niu wpły­wów pod­pro­go­wych na psy­chi­kę czło­wie­ka mówi się naj­mniej. Tym­cza­sem dzia­łal­ność ta pro­wa­dzi wręcz do po­gwał­ce­nia świa­do­mo­ści przez prze­ka­zy do pod­świa­do­mo­ści. Osoba pod­da­na pre­sji ta­kich dzia­łań staje się "zdal­nie ste­ro­wa­nym" przed­mio­tem. Można ją znie­wo­lić do przy­ję­cia za swoje nawet bar­dzo groź­nych an­ty­war­to­ści - za­zna­cza du­chow­ny.

Bio­rąc pod uwagę coraz sku­tecz­niej dzia­ła­ją­ce ob­sza­ry znie­wo­le­nia czło­wie­ka przez media, na­le­ży stwier­dzić, że w Pol­sce mamy już do czy­nie­nia z wy­jąt­ko­wo groź­ną pa­to­lo­gią spo­łecz­ną, kon­klu­du­je bp Lepa. - Są w niej dys­po­nen­ci, dla któ­rych takie po­ję­cia jak "dobro wspól­ne" czy "pol­ska racja stanu" nic nie zna­czą i są coraz licz­niej­sze ofia­ry ich po­czy­nań: lu­dzie bez­kry­tycz­ni, słu­żal­czy, wy­płu­ka­ni z wy­so­kich aspi­ra­cji, wy­zby­ci z wła­sne­go zda­nia, odar­ci z po­czu­cia toż­sa­mo­ści. I wła­śnie ta­ki­mi ludź­mi naj­ła­twiej się rzą­dzi - kon­klu­du­je.

Wię­cej w naj­now­szym wy­da­niu "Na­sze­go Dzien­ni­ka".

(MWL)
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 31 Mar 2008
Posty: 17499
Skąd: Polska
Wysłany: 19 Czerwiec 2014, 14:53    [Cytuj]

Konfrontacja w środowisku dziennikarskim. Monika Olejnik kontra Lis i GW. Czyżby przełom ?


Olejnik ogłosiła Tuskowi: „Całe środowisko dziennikarskie jest przeciwko panu”.

Publicystka „GW” ripostuje
Monika Olejnik ostro zaatakowała premiera na konferencji prasowej, po czym oświadczyła, że całe środowisko jest przeciwko niemu. Szybko odpowiedziała jej Ewa Milewicz z „Gazety Wyborczej”. „Ja nie jestem. Moniko, kraj, w którym możesz apelować o wolność słowa, pozostaje demokratyczny, choć niedołężny” – napisała.

„Olejnik zmasakrowała Tuska” – pisze wielu komentatorów. Dziennikarka Radia ZET i TVN 24 pojawiła się na konferencji Donalda Tuska, po czym zabrała głos i zamiast zadać pytanie ostro skrytykowała premiera za jego postawę w sprawie afery taśmowej.


MONIKA OLEJNIK
Jestem zaskoczona, że nie zdymisjonował pan ministra Sienkiewicza. Wczorajsza sytuacja była kompromitująca. Człowiek, który jest świadkiem we własnej sprawie, wczoraj był przesłuchany przez prokuraturę, prowadzi śledztwo w tej sprawie. Człowiek, który prowadził rozmowy w stylu mafijnym, nadal pozostaje ministrem. Dziennikarz ma obowiązek chronić swojego informatora, a ABW nie powinna używać siły. Nie znam państwa demokratycznego, gdzie siłowo wchodzi służba i prokuratura, to się pierwszy raz wydarzyło od 89 roku. Całe środowisko jest przeciwko panu. Przykro mi.

Premier nie odpowiedział. „Tak, to zauważyłem” – przytaknął tylko. Wystąpienie Olejnik spotkało się z pozytywnymi reakcjami wśród dziennikarzy, nawet tych prawicowych, którzy dotychczas ostro w nią uderzali.

Nie wszyscy dziennikarze są jednak skłonni podpisać się pod jej słowami. Przeciwko stwierdzeniu, że całe środowisko jest przeciwko premierowi, zaprotestowała Ewa Milewicz, dziennikarka "GW". Jak pisze, nie umie ocenić całej sytuacji nie mając danych.

"Nie wiem, kto nagrał VIP-ów, czy to ktoś z Polski, czy też z zagranicy. Bez względu na to, kto to zrobił, czy za pieniądze, czy dla hecy, czy z poczucia misji, czy był to 'zielony ludzik' - musiał wiedzieć, że skutkiem jego działania okaże się zamach stanu. Można sobie wyobrazić siły, którym by to było na rękę. Państwo musi wykryć, kto to zrobił i - ewentualnie - na czyje zlecenie. Jeśli to się nie uda, to każda władza w Polsce może czuć się zagrożona. Wolność dziennikarzy też" – zwraca uwagę.

Jej zdaniem "redakcje to nie są sanktuaria". "Skoro prokurator może sięgnąć do komputera księdza, lekarza, to dlaczego nie może sięgnąć do komputera redakcji? Przecież nie ma tam - mam nadzieję - danych o informatorach. Bo to byłaby gratka dla hakerów" – twierdzi.

Swój tekst kończy wnioskiem, że wolność słowa nie jest w Polsce zagrożona. "Nie słyszałam o kraju zamordystycznym, w którym możliwa byłaby transmisja na żywo w telewizji z przeszukania dokonywanego przez specsłużby i prokuraturę. W którym najważniejsza dziennikarka w kraju mogłaby na żywo przekazywać wyrazy solidarności z redaktorem naczelnym przeszukiwanej redakcji i apelować o wolność słowa. Moniko, kraj, w którym możesz to robić, pozostaje demokratyczny, choć niedołężny" – podkreśla.

http://natemat.pl/106879,...ka-gw-ripostuje
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 31 Mar 2008
Posty: 17499
Skąd: Polska
Wysłany: 14 Listopad 2014, 13:47    [Cytuj]

LEKCJA MAJDANU

W obliczu wydarzeń na Ukrainie zapoczątkowanych na kijowskim Majdanie polska opinia publiczna poddana została nieprawdopodobnej wręcz manipulacji, której intensywność i sposób realizacji porównywalne mogą być jedynie z mechanizmami inżynierii społecznej, wcielanymi w życie w okresie stalinowskim.

Przedstawiciele głównych partii politycznych wyszli z dotychczasowych ról. Zarówno „obóz rządowy”, jak też „ostro zwalczająca” go część „opozycji”, reprezentująca „nurt narodowy”, przemówili wspólnym głosem, manifestując taką jednomyślność, jakiej nie okazywali od czasów „Magdalenki”. Między „odpowiedzialnymi” politykami z prawa i z lewa zapanowała zgoda niczym przy „Okrągłym Stole”. Tę sielankę przerywały wprawdzie drobne animozje, ale wynikały one jedynie z chęci prześcigania się w deklaracjach dotyczących zarówno form, jak też wielkości pomocy, którą Polska „powinna” udzielić Ukraińcom uciskanym przez reżim Wiktora Janukowycza.
W sukurs politykom przyszły mainstreamowe media. Wspólnie z politykami wykreowały one całkowicie przeinaczający fakty obraz wydarzeń na Ukrainie. Narzuciły społeczeństwu język opisu rzeczywistości wypaczający sens podstawowych pojęć. Jest to język, który George Orwell w znanej powieści futurystycznej Rok 1984 określił mianem „newspeaku”, „nowomowy”.
Jak pamiętamy, w Orwellowskim świecie nowomowa służy zawężeniu zakresu myślenia obywateli oraz uniemożliwieniu im formułowania myśli innych niż narzuca to oficjalna ideologia. Wszystkie zabronione poglądy określa się tu mianem „myślozbrodni”. Aby ograniczyć możliwości jej popełnienia, eliminuje się z języka wyrazy nazywające zjawiska, które są niewygodne dla władzy. Usiłuje się maksymalne zubożyć i uprościć język w celu ograniczenia wysiłku myślowego podczas formułowania sądów.
W prezentowanym szkicu próbuję przyjrzeć się nowomowie III Rzeczypospolitej. Ściślej, usiłuję tu:
Odtworzyć podstawowe kategorie newspeaku, który wdrukowywany jest polskiemu społeczeństwu przez czołowych polityków i media „głównego nurtu”.

Wskazać przejawy hipokryzji leżącej u podstaw „nowomowy” wypracowanej w celu opisywania sytuacji na Ukrainie.

Wskazać wnioski płynące z analizy zjawisk politycznych i społecznych, które przez nowomowę są przesłaniane.

I. Policja Myśli

Nowomowa „okrągłostołowego” establishmentu III Rzeczypospolitej zachowuje wszystkie zasadnicze cechy – i dałoby się wykazać, że dzieje się tak nieprzypadkowo – języka propagandy wypracowanego przez władze PRL-u. Znawca tego języka – Michał Głowiński – uznaje, iż podstawowym wyróżnikiem PRL-owskiej nowomowy jest tendencja do jednoznacznego wartościowania pojęć i zjawisk, prowadząca do ich polaryzacji. Kluczowy staje się więc podział „swój – obcy”, „dobry – zły”, „słuszny – niesłuszny”. Zgodnie ze wskazaną tendencją „okrągłostołowe” elity polityczne i związane z nimi media jednomyślnie opowiedziały się po stronie pikietujących na Majdanie, wtłaczając polskiemu społeczeństwu czarno-biały obraz sytuacji na Ukrainie. Monopolizując dyskurs, szczelnie zablokowano opinie przeciwstawne. Z impetem zwalczano wszystkich, którzy mieli odwagę takie opinie głosić, odżegnując ich od czci i wiary. O tym, jak działa cenzura polityczna III RP, przekonał się ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, który dopuścił się „myślozbrodni” polegającej na ujawnieniu banderowskich sympatii czołowych polityków Majdanu. W roli Orwellowskiej Policji Myśli wystąpiła „Gazeta Polska”. Jej Naczelnik – redaktor Sakiewicz – zdjął ze szpalt swej gazety rubrykę prowadzoną przez kapłana Kresowian i oskarżył jej autora o rosyjską agenturalność, licząc oczywiście na lincz publiczny. Ksiądz Isakowicz-Zaleski skazany więc został na „ewaporację”, „wyparowanie”, co w powieści Orwella oznacza karę fizycznego lub społecznego unicestwienia, połączoną z zamazywaniem śladów istnienia osoby napiętnowanej.

II. Newspeak

Oprócz tendencji do narzucania wartościowań wprowadzających dychotomiczną polaryzację świata ważnym narzędziem propagandowego newspeaku jest tworzenie neologizmów i neosemantyzacja, czyli nadawanie nowych znaczeń starym pojęciom. Przyjrzyjmy się niektórym osiągnięciom aparatu propagandowego „okrągłostołowych” elit w posługiwaniu się tymi środkami językowymi:

Wysiłki elit politycznych i mediów sprawiły, że zupełnie nowego sensu nabrało pojęcie „pokojowych demonstracji”. Media wprowadzały Polaków w stan schizofrenii. Polacy co innego słyszeli, co innego widzieli. Słyszeli o „uczestnikach protestów”, „demonstrantach”, „strajkujących”, widzieli natomiast wielomiesięczne koczowanie pod siedzibami władz państwowych i okupowanie budynków administracyjnych połączone ze wznoszeniem barykad, obrzucaniem funkcjonariuszy milicji koktajlami Mołotowa, ostrzeliwaniem się, regularnym prowadzeniem bitew z Berkutem, maltretowaniem i upokarzaniem milicjantów, terroryzowaniem przeciwników politycznych. Sprawców tego rodzaju zachowań zwykło się nazywać nie „demonstrantami” czy „manifestantami”, ale „zamachowcami” lub „uczestnikami puczu”.
Manipulacje językowe polityków i mediów stają się szczególnie widoczne, gdy ich wypowiedzi zestawi się choćby z komentarzami na temat ubiegłorocznego Marszu Niepodległości, którego uczestnicy spalili budkę ochrony i kontener ze śmieciami pod ambasadą rosyjską oraz Tęczę, traktowaną przez nich jako prowokacyjnie wystawiony na Placu Zbawiciela symbol homoseksualistów. Zdolnościami językowymi zabłysnął wówczas Radosław Sikorski, który pisał na Twitterze: "Nacjonalistyczna bandyterka naruszająca nietykalność ambasad przynosi nam wstyd przed światem"; dodawał też: "To przestępstwo i obciach, a nie patriotyzm"1. Warto zaznaczyć na marginesie, że zgodnie z zasadą eliminowania pojęć niewygodnych dla władzy w celu uniknięcia kłopotliwych porównań dość szybko nazwę Majdan Niepodległości zastąpiono mianem Euromajdanu, rugując przy tym alternatywną nazwę „Banderomajdan”.
Na marginesie warto zauważyć, że media, chcąc uwydatnić pokojowy charakter działań manifestantów, nie chciały pochylać się nad informacją estońskiego ministra spraw zagranicznych Urmasa Paeta przedstawione w rozmowie z komisarz ds. spraw zagranicznych UE Catherine Ashton, że strzały w kierunku oddziałów Berkutu i „protestantów” oddawali „niezidentyfikowani” snajperzy działający na zlecenie mocodawców Majdanu, którzy z kolei nie kwapią się, aby przeprowadzić śledztwo w celu ujawnienia skrytobójców2.

Nowe znaczenie w języku propagandy uzyskało pojęcie „demokratycznej opozycji”. Media szafowały tym pojęciem, nie zająknąwszy się nawet, że Wiktor Janukowycz został prezydentem Ukrainy w wyniku legalnych wyborów, nadzorowanych przez międzynarodowych obserwatorów, a zatem odsunięcie go od władzy pod presją tłumu, uznającego się za wyraziciela woli narodu, nie ma nic wspólnego z regułami demokracji. Wbrew temu, co sugerują tzw. „eksperci” i „komentatorzy polityczni” (jak np. Kazimierz Wóycicki, były doradca Tadeusza Mazowieckiego, analityk ze Studium Europy Wschodniej UW3) , przejęcie władzy przez „majdanowców” nie było legalne. Gdyby zgodnie z regułami demokracji rządzący musieli rezygnować z władzy w obliczu niezadowolenia kilku czy kilkunastotysięcznego tłumu, to Bronisław Komorowski i Donald Tusk, musieliby abdykować po każdym Marszu Niepodległości.
Swoją drogą, warto zaakcentować, że miłośnicy demokracji z Majdanu wcale nie bili się o to, aby sprawę przyłączenia Ukrainy do Unii Europejskiej rozstrzygać na drodze demokratycznego referendum.

Zupełnie humorystycznie brzmią wypowiedzi polityków i publicystów o pełnym romantyzmu i „spontanicznym zrywie ludu ukraińskiego”, chcącego wyzwolić się spod kremlowskiego ucisku. Nie ulega wątpliwości, że to, co w „nowomowie” nazwano „spontanicznym zrywem”, jest w istocie starannie przygotowaną i dobrze opłacaną prowokacją. Przedstawiciele niezależnych mediów od dawna zauważają, że:
A/ Apogeum wystąpień na Majdanie miało miejsce w czasie olimpiady w Soczi, kiedy rosyjskie służby, zwłaszcza w obliczu zapowiadanych akcji terrorystycznych, nie mogły się angażować w blokowanie rewolty na Ukrainie;
B/ Ogromne ilości regularnie dostarczanego wyżywienia, opon i ubrań, własna armia, własne magazyny z bronią, wewnętrzna prasa, wojskowa dyscyplina, podział „majdanowców” na sotnie, które mają własnych komendantów i sanitariuszy – wszystko to łącznie świadczy nie o spontaniczności, ale o planowej akcji siłowego przejęcia władzy na Ukrainie przez ośrodki , które nie były w stanie uzyskać tej władzy w demokratycznych wyborach;
C/ „Majdanowcy” finasowani byli m.in. przez ukraińskich oligarchów, którzy – według oficjalnych informacji – płacili ok. 700 tys. hrywien dziennie /ok. 200 tys. złotych/. Wysoce prawdopodobne jest jednak, że w finansowanie rewolty (podobnie jak w opłacanie Pomarańczowej Rewolucji) zaangażowany był George Soros – amerykański spekulant finansowy pochodzenia węgiersko-żydowskiego, człowiek, który wespół aktywistami KOR-owskimi wymyślił polską transformację ustrojową, polegającą na przekazywaniu za bezcen polskiego majątku narodowego. Soros w artykule zamieszczonym w brytyjskim „Guardian” pisał:
Osobiście stworzyłem na Ukrainie Renaissance Foundation w 1990 r – zanim jeszcze kraj ten uzyskał niepodległość. Fundacja nie uczestniczy w obecnej rewolucji, ale działa jako obrońca tych, którzy są ofiarami represji. Fundacja jest teraz gotowa mocno wesprzeć tych Ukraińców, którzy pragną utworzyć trwałe demokratyczne instytucje (przede wszystkim profesjonalny i niezależny system prawny)4.
Oczywiście naiwnością byłoby sądzić, że Soros w sposób bezinteresowny i wyłącznie z własnej sakiewki wspiera owe „demokratyczne instytucje” na Ukrainie.
D/ W roli ludu Ukrainy występuje – jak podaje prasa niemiecka – co najmniej 400 amerykańskich najemników z prywatnej spółki wojskowej „Blackwater”, występującej obecnie – po kilkukrotnej zmianie szyldu – pod nazwą „Academi”5. Gazety brytyjskie twierdzą, że udział kondotierów z prywatnych armii w „spontanicznym zrywie ludu Ukrainy” kosztuje Stany Zjednoczone 8 milionów dolarów miesięcznie6. Istnieją też podejrzenia, że część „pokojowych demonstrantów” przebyła szkolenia w Polsce.

Znaczącym osiągnięciem w dziedzinie nowomowy jest nazywanie rozruchów na Majdanie „powstaniem narodowym”. Lansowane m.in. przez Mirosława Czecha, dziennikarza ze Związku Ukraińców w Polsce, określenie „ukraińskie powstanie narodowe” wydaje się szczególnie osobliwe, gdy zestawi się je z określeniem stosowanym przez przeciwników „demokratycznych przemian”, którzy rozruchy na Majdanie traktują jako syjonistyczno-faszystowską rewoltę7. Biorąc pod uwagę czołowe postaci tej rewolty (począwszy od Arsenija Bakai-Jaceniuka, Ołeksandra Turczynowa, Julię Hrihyan-Tymoszenko, poprzez koordynującego Majdanowy pijar szefa Stowarzyszenia Gmin i Organizacji Żydowskich Ukrainy Josifa Eiselsa, boksera Witalija Klitsch-Kłyczkę, faszystę Frotmana-Tiahnyboka, sponsorującego go szefa Europejskiej Unii Żydowskiej, miliardera Ihora Kołomojskego, a skończywszy na Wiktorze Pińczuku, Genadiju Bogoljubowie i Petro Walcmanie-Poroszence), można by uznać, że na Majdanie zapoczątkowane zostało „powstanie narodowe”, ale z mówieniem o jego „ukraińskości” nie należałoby przesadzać.

Ważną kategorią nowomowy stało się pojęcie „praw Ukrainy do samostanowienia”. Jest wysoce wątpliwe, czy realizowane przez „powstańców” z Majdanu dążenie do wepchnięcia Ukrainy w struktury Stanów Zjednoczonych Europy i uzależnienia jej od Międzynarodowego Funduszu Walutowego dadzą temu państwu większą możliwość samostanowienia niż realizowana przez Janukowycza polityka oscylowania miedzy Rosją a Unią Europejską.
Janukowycz popełnił trzy zasadnicze błędy. Po pierwsze, przeciwstawił się temu, co u nas nazywano „balcerowaniem” kraju. Po spłaceniu w roku 2013 kredytu zaciągniętego przez Ukrainę u lichwiarzy z Międzynarodowego Funduszu Walutowego bezczelnie odmówił dalszego zadłużania się, a co więcej przeciwstawił się przyjęciu narzucanego przez MFW „pakietu niezbędnych reform”, które polegały na rezygnacji z subsydiowania energii oraz zamrożeniu płac i emerytur8. Po drugie, zrezygnował z „ambicji wchodzenia do struktur Unii Europejskiej”9. Zupełnie więc nie pojął, że w demokracji unijnej działa mechanizm zapadkowy, powodujący, że ruch państw, które znajdą się w orbicie zainteresowań Stanów Zjednoczonych Europy, może odbywać się tylko w jedną stronę. Janukowycz nie zauważył, że kiedy Irlandia nie chciała podpisać skrajnie niekorzystnego dla państw „drugiej prędkości” traktatu lizbońskiego, którego warunkiem zawarcia była „zgodna jego akceptacja przez 27 państw stowarzyszeniowych”, to dostała pół roku na „wyjście z impasu” i – co jest oczywiście kpiną z demokracji – powtórzenie referendum. Janukowycz nie zrozumiał więc, że w całej Unii demokracja działa tak, jak na falach Eurowizji: bez względu na to jaka jest wola ludzi, i tak musi wygrać „baba z brodą”. Po trzecie wreszcie, Janukowycz przybliżył się do Moskwy, przez co uzyskał korzystne dla Ukrainy ceny gazu, ale nieopatrznie zniweczył amerykańskie plany osaczania Rosji wyrzutniami rakietowymi oraz naraził oligarchów na oddziaływanie nieobliczalnej polityki Putina (który w przypływie złego humoru – nie licząc się z opiniami „przedstawicieli wolnego świata” – rozgromił imperium naftowe Jukosu, a szefa tego imperium Michaiła Chodorkowskiego wsadził za kratki).
Dopóki Ukraina dryfowała w stronę Unii Europejskiej mogła łudzić się, że przysługuje jej jakaś „samostijność”. W chwili odstąpienia od realizacji projektu przyłączeniowego, wywołana została burza. Jej wichry odsłoniły to, że Ukraina jest terenem zmagań czterech sił:
A/ Rosji, która nie tracąc imperialnych zapędów, traktuje byłe republiki jako strefę swoich wpływów i broni się przed przybliżaniem się pod jej granice UE i NATO.
B/ Unii Europejskiej, która potrzebuje Ukrainy jak tlenu. Realizując bowiem wypracowany przez Różę Luksemburg projekt utworzenia Stanów Zjednoczonych Europy i stanowiąc de facto replikę Związku Radzieckiego z typową dla niego przerośnięta administracją, centralnym sterowaniem, policyjno-nakazowym stylem zarzadzania gospodarką, tłumieniem wolności (oprócz, oczywiście, wolności dla wybranych grup mniejszościowych), jak każdy organizm pasożytniczy, niezdolny do samodzielnego zaspokajania potrzeb, wciąż potrzebuje nowego żywiciela.
C/ Stanów Zjednoczonych, które realizują politykę militarystyczną wypracowaną przez neokonserwatystów (w praktyce – trockistów) skupionych w American Enterprise Institute (AEI), do którego należą m.in. – Victoria Nulman zastępca Sekretarza Stanu w amerykańskim Departamencie Stanu (której dziadek nazwiskiem Nudelman, wywodzi się z polskich kresów) oraz jej mąż – Robert Kagan wraz rodzeństwem . Nawiasem mówiąc w AEI pracował też Radosław Sikorski z żoną Anne Applebaum, która wespół z Nuland pisuje do gazety neokonserwatystów „Washington Post”. W obliczu pociągnięć Janukowycza Stany Zjednoczone, które – jak twierdzi Nulman – w ostatnich dwóch dekadach wyłożyły 5 mld dolarów na rozwój „demokracji na Ukrainie”, poczuły, że ich pieniądze poszły w błoto, albowiem pod mocnym znakiem zapytania stanęły plany usytuowania baz wojskowych NATO pod rosyjskimi granicami.
D/ Izraela, który mocno zaangażował się w politykę na Ukrainie, zarówno po to, osłaniać swe aktualne interesy gospodarcze i handlowe, jak też po to, aby przygotować podatny grunt pod przyszłe roszczenia finansowe i być może także terytorialne wobec Polski i Ukrainy.

Nowego sensu nabrało pojęcie „obrony praw człowieka”. Eksperci Kijowskiego Instytutu Polityki Światowej, a także ukraińskiego tygodnika "Glavred" uznali, że pierwsze miejsce wśród osobistości, które uczyniły najwięcej dla promocji Ukrainy na arenie międzynarodowej należy przyznać Aleksandrowi Kwaśniewskiemu. Został on wyróżniony przede wszystkim za zaangażowanie w misję obserwacyjną Parlamentu Europejskiego, która monitorowała na Ukrainie procesy sądowe opozycjonistów oraz zabiegała o uwolnienie znajdującej się w więzieniu byłej premier Julii Tymoszenko. Jak wiadomo, „piękna Julia” ze „słowiańskim warkoczem”, daleka krewna Nulman, przebywała w więzieniu za malwersacje finansowe oraz działanie na szkodę Ukrainy. Ponadto prowadzone było śledztwo w sprawie zlecania przez nią płatnych zabójstw. Kolejno bowiem w dziwnych okolicznościach ginęli jej konkurenci gospodarczy. Mniej więcej tak, jak polscy eksperci lotniczy za sprawą „seryjnego samobójcy”.
Na uwagę zasługuje to, że – jak pisze Stanislas Balcerac – w latach 90. pralnią brudnych pieniędzy stał się dla Tymoszenko AmerBank w Warszawie, kierowany przez wiceprezesa FOZZ-u – Marka Gadomskiego. Pieniądze przelewane były na konta Petra Kyryczenki, finansowego doradcy ówczesnego premiera Ukrainy. W czasach prezydentury Kwaśniewskiego Kyryczenko wkrótce został uwolniony i szybko znalazł się w Stanach Zjednoczonych, gdzie jednak miał zdecydowanie mniej szczęścia, w związku z czym obecnie odbywa długoletnią karę więzienia10. Julia Tymoszenko i jej wspólnik Kyryszenko należą do trzeciej generacji „Klanu z Dniepropietrowska”, w skład którego wchodzą m.in. Ołeksandr Turczynow, Ihor Kołomojski oraz zięć Prezydenta Kuczmy, Wiktor Pinczuk, na którego garnuszku znajduje się Aleksander Kwaśniewski. Mogłoby się wydawać, że tu koło się zamyka. Należy jednak zaznaczyć, że razem z Kwaśniewskim nad losem „biednej Julii” wypłakiwały się wszystkie media głównego nurtu, nie chcąc pamiętać, że jest ona antypolską szowinistką, której sztab partyjny składał się z pogrobowców UPA i która wespół z Juszczenką przyczyniła się do heroizowania banderowskich zbrodniarzy. Co więcej, w zbiorowym lamencie uczestniczyły także wszystkie najważniejsze media światowe. Aby zrozumieć, dlaczego tak się dzieje, należy zdać sobie sprawę, że to, co w nowomowie opatruje się mianem „obrony praw człowieka” w języku normalnych ludzi oznacza „obronę nietykalności polityków odpowiedzialnych za rozkradanie majątku narodowego”.
Osadzenie Tymoszenko w więzieniu było naruszeniem fundamentalnej zasady Unii Europejskiej oraz państw poddanych oddziaływaniu Banku Światowego i Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Przecież właśnie po to za pomocą różnych ośrodków „demokratycznej opozycji” przeprowadza się „różnokolorowe” rewolucje i wiosny ludów, aby w miejsce legalnie wybranych władz wprowadzać rozmaitej maści marionetkowych kacyków, którzy za bezcen będą rozdawali mienie narodowe.
Adam Słomka, śledząc powiązania Aleksandra Kwaśniewskiego z Pińczukiem (notabene współodpowiedzialnym za to, że na mocy porozumienia ukraińsko-rosyjskiego Polska nie może korzystać z rurociągu Odessa-Brody, mającego nam zapewnić częściową przynajmniej dywersyfikację dostaw ropy) domagał się prześwietlenia kierowanej przez naszego byłego prezydenta Fundacji Amicus Europae, która – jak twierdzi – otrzymała z Ukrainy „co najmniej raz dotację wartą około miliona złotych"11. Gdyby się okazało, że sugestia Adama Słomki, iż Fundacja Kwaśniewskiego „korzysta ze środków zagrabionych społeczeństwu w złodziejskiej prywatyzacji na Ukrainie”, to zarówno Pińczuk, jak Kwaśniewski mogą mieć pewność, że „cały wolny świat”, a więc wszystkie „gazety wyborcze” świata z „Washington Post” na czele, staną „w obronie praw człowieka” (praw do bezkarnego przejmowania majątku narodowego).

Krótką, ale błyskotliwą karierę zrobiło w mediach pojęcie „walki z oligarchią”. Ostro do tej walki zabrali się nowi przywódcy Ukrainy, dawni współpracownicy Julii Tymoszenko, rekiny finansowe – Arsenij Jaceniuk (były wiceprezes Narodowego Banku Ukrainy, minister gospodarki w rządzie Jurija Jechanurowa, Przewodniczący Rady Najwyższej z Bloku Julii Tymoszenko) oraz Ołeksandr Turczynow (szef bezpieki i wicepremier w rządzie „pięknej Julii”, który przejął po niej tekę premiera). Jak łatwo się domyślić, nie puścili oni oligarchów w skarpetkach. Przeciwnie – kiedy w Polsce zbierano każdy wdowi grosz na Ukrainę, włodarze tego kraju zadecydowali, że jeśli oligarchowie oddadzą dla poratowania budżetu państwa 15% swego majątku (oczywiście tego jawnego), to ich złodziejskie fortuny zostaną uznane za legalnie posiadane. Nie umiem powiedzieć, czy ta zasada dotyczy też Janukowycza, który pewnie dla świętego spokoju chętnie spłaciłby tę – śmiechu wartą – nieco podwyższoną dziesięcinę.
Media, które początkowo chętnie rozprawiały o bogactwach Janukowycza i idei walki z oligarchami, powoli zaczęły się wycofywać się z operowania pojęciem „oligarchia”, gdy okazało się, że na prezydenta Ukrainy wybrany został były minister spraw zagranicznych w rządzie Tymoszenko, „król czekolady” – Petro Poroszenko. W stosunku do tego jedynego króla, którego Ukraina miała w swojej historii, media słowo „oligarcha” szybko zastępują dziś słowem „biznesmen”.

Podobną karierę zrobiło pojęcie „walki z korupcją”. Rząd Arsenija Jaceniuka, chcąc dać wyraz swemu przywiązaniu do idei walki z rozgrabianiem majątku narodowego, 7 marca br. wywiózł do USA pod osłoną nocy 33 tony złota z rezerw Ukrainy, które ma najprawdopodobniej stanowić zabezpieczenie kredytów bankowego kartelu Rothschildów. W tym czasie Międzynarodowy Fundusz Walutowy oraz różne inne instytucje „pomocowe” intensywnie pracują nad wytwarzaniem fikcyjnego długu, służącego wywołaniu zapaści gospodarczej Ukrainy. Nadzieja, że Ukraina kiedykolwiek odzyska swoje złoto, jest znikoma, zważywszy, że Niemcy po dziesięcioleciach zmagań z 674 ton złota zabezpieczającego ich kredyty, odzyskali z USA zaledwie 5 ton.
Z naszego punktu widzenia najciekawsze jest to, że tydzień po dokonanym przez Jaceniuka transferze złota Radosław Sikorski podczas wizyty na Ukrainie zadeklarował w imieniu Polski pomoc w walce z korupcją i przy reformowaniu państwa. Brzmi to oczywiście groteskowo, że przedstawiciele kraju, który zrujnował własny przemysł i rolnictwo, który buduje najdroższe w świecie autostrady, w którym afera goni za aferą (afera FOZZ, prywatyzacyjna /NFI/, alkoholowa, bankowa, węglowa, paliwowa, piłkarska, gruntowa, hazardowa, stoczniowa, kolejowa itd.) będą instruowali Ukraińców, jak mają zaprowadzać porządek w gospodarce.

Wydarzenia na Ukrainie media nazywają częstokroć „rewolucją”, a ich sprawców „rewolucjonistami”. Są tą niezmiernie trafne określenia. Pojęcie „rewolucji” jest kategorią bardzo dobrze osadzoną w tradycji propagandowej nowomowy. "Rewolucja październikowa" – jak pisze współczesny jej komentator – niejednokrotnie określana jest często mianem "rosyjskiej" „dla podkreślenia tego, iż rzekomo była ona wyłącznym dziełem samych Rosjan, czy też wręcz »prostym wynikiem całej historii Rosji«"12. Tymczasem nie była ona rewolucją „ani »rosyjską«, ani też »proletariacką«, gdyż jej celem nie była wcale poprawa bytu narodu rosyjskiego, a wręcz przeciwnie jego destrukcja, zaś przebieg tej rewolucji był wcześniej dokładnie zaplanowany, a potem stale kontrolowany i finansowany z zewnątrz przez międzynarodowy kapitał”13. Przywódcy rewolucji Blank-Uljanow-Lenin oraz Laiva Bronstein-Trocki byli agentami opłacanymi m.in. przez Jakuba H. Schiffa, Felixa Warburga, Otto H. Kahna, Maxa Breitunga i Isaaca Seligmana. Inwestycja żydowskich finansistów szybko im się zwróciła. Począwszy bowiem od roku 1920 z Rosji systematycznie płynęły do Stanów Zjednoczonych statki transportowe przewożące przeciętnie po 20-25 ton złota; zawarto też całą masę wyniszczających Rosję kontraktów14. Jak wiadomo, historia lubi się powtarzać.

Osobliwym narzędziem opisu ukraińskiej rzeczywistości w nowomowie elit III RP stało się pojęcie „reżimu”. Adam Michnik pouczał promoskiewskiego satrapę Janukowycza, że powinien iść śladem polskich reform i podzielić się władzą z opozycją (na zasadzie „wasz prezydent, nasz premier”). Oczywiście, zgodnie z oczekiwaniem Michnika Janukowycz zaprosił opozycję do współrządzenia, oferując teki ministerialne Jaceniukowi i Kliczce. Ci odrzucili propozycję . Na skutek tego ocena Janukowicza w polskich mediach głównego nurtu jest zupełnie inna niż ocena Jaruzelskiego. Janukowycz pozostał symbolem „krwawego reżimu”, podczas gdy Jaruzelski został usprawiedliwiony. Michnik osobiście prosił, aby nie czynić wyrzutów Generałowi (co w języku chazarskim brzmiało: „Odpieprz się od Generała”). I mimo że Jaruzelski nie był wybrany na prezydenta przez naród, lecz przez „Sejm kontraktowy” i miał na rękach krew większej liczby Polaków niż Janukowycz „majdanowców”, przy czynnym wstawiennictwie polityków i mediów został pochowany na Powązkach obok bohaterów narodowych.
Polscy politycy tuzinami wyjeżdżali za wschodnią granicę, aby zagrzewać Ukraińców do walki z „reżimem Janukowycza” oraz wykrzykiwać na Majdanie hasła wolnościowe. Zupełnie im nie przeszkadzało, ze wywodzą się z kraju, w którym na straży wolności obywatelskich musi stać aż dziewięć (albo i więcej) rodzajów służb specjalnych. Za ich sprawą jesteśmy – jak orzekła Krajowa Rada Adwokacka – najbardziej inwigilowanym społeczeństwem Unii Europejskiej. W roku 2010 służby te pozyskały od firm telekomunikacyjnych 1,4 mln danych (bilingów, numerów IP komputerów itp.), a więc kilka razy więcej niż w przeciętnym kraju Unii Europejskiej. I nikt, nawet polski Nelson Mandela – Aleksander Kwaśniewski, przeciwko temu nie protestował.
Co najciekawsze, w czasie gdy nasi miłośnicy wolności zdzierali gardła na Majdanie, Donald Tusk i Bronisław Komorowski, przeforsowali ustawę 1066, zwaną „ustawą o bratniej pomocy”, na mocy której w celu tłumienia niepokojów społecznych władze państwowe różnego szczebla mogą sprowadzać na teren naszego kraju wojsko, policję i tajne służby nawet z krajów spoza Unii Europejskiej. Widać więc wyraźnie, że gdyby „krwawy satrapa” Janukowycz żywił takie przywiązanie do demokracji, jak przedstawiciele Platformy, zwanej dla kpiny z rozumu „Obywatelską”, to wprowadziłby własny odpowiednik ustawy 1066 i dzięki bratniej pomocy Putina zaprowadziłby „demokratyczny ład ustrojowy”. Nawet on jednak nie odważył się sprowadzać obcych wojsk i obcych służb przeciwko własnemu narodowi.

W powieści Orwella konstruktorzy newspeaku docelowo dążą do przekształcenia mowy „w strumień dźwięków wydobywający się prosto z krtani, bez żadnego udziału ośrodków wyższych”. Taki sposób operowania językiem – przypominający mowę kaczek – nazywany jest w utworze „kwakmową”. Newspeak III RP zmierza w tym samym kierunku. Istotnym krokiem ku kreowaniu kwakmowy jest posługiwanie się przez polityków i media pojęciem „terroryzmu”. Oto Donald Tusk przekonywał Polaków, że uzasadnione jest traktowanie prorosyjskich separatystów jak terrorystów. „To jest moment – mówił – w którym państwo ukraińskie powinno pokazać, że nie akceptuje tego typu rozwiązań”. Premier zgodnie z ideami kwakmowy zalecił narodowi zbiorową amnezję. Kazał zapomnieć Polakom o swych wcześniejszych wystąpieniach.
Oto wywiadzie udzielonym tygodnikowi „Polityka” Tusk mówił: „Ja dopiero gdy miałem 21 lat, dowiedziałem się, na czym polega moja odmienność. Lech Bądkowski powiedział mi, że nazwisko Tusk jest kaszubskie i nazwisko Dawidowski, panieńskie mojej matki, też jest kaszubskie. I że w rodzinie mam Jeżewskich, a to wszystko są Kaszubi... Stąd się wzięła moja późniejsza aktywność w Zrzeszeniu Kaszubsko-Pomorskim”15 Dokonawszy tego epokowego odkrycia w dziedzinie onomastyki i dialektologii, w roku 1992 na II Kongresie wspomnianego Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego przedstawił terrorystyczny program pełnej autonomizacji Kaszub, które – jego zdaniem – powinny posiadać nie tylko własny rząd, ale także własne wojsko i własne pieniądze. Jak relacjonuje Albin Siwak, słuchacze tego programowego wystąpienia „potępiali mówcę, a niektórzy pytali się, czy dobrze się czuje”. Niemniej nie ostudziło to jego separatystycznych zapędów. Po wielu latach on sam i członkowie jego partii mocno wspierają Ruch Autonomii Śląska, nie zważając na jego rozłamowy, a więc „terrorystyczny” charakter.
Zupełnie na marginesie warto zauważyć, że polskie media coraz częściej mówią o „walce Ukraińców z separatystami /terrorystami/”, jakby ci ostatni wywodzili się głównie lub wyłącznie spoza Ukrainy. Ta terminologiczna ekwilibrystyka jest bardzo istotna. Służy ona nie tylko wykazaniu (co zresztą jest słuszne), że seperatyści wspomagani są przez Moskwę, ale także zamaskowaniu tego, że „krwawy satrapa” Janukowycz, ma na swoich rękach wcale nie więcej krwi swoich rodaków niż „demokratyczni opozycjoniści” – Jaceniuk i Turczynow.
Za szczyt hipokryzji należy przy tym uznać określanie przez polskojęzyczne media szeroko zakrojonej akcji zaopatrywania armii ukraińskiej w hełmy i kamizelki kuloodporne mianem „pomocy humanitarnej”.
Ważnym elementem kwakmowy elit III Rzeczypospolitej są wyrazy „faszyzm” i „nacjonalizm”. W zależności od zapotrzebowania politycznego wyraz „faszyzm” jest nadużywany lub też zostaje wyrugowany z dyskursu publicznego. Szczególnie zaangażowani w tropienie faszyzmu w Polsce przedstawiciele środowiska „Gazety Wyborczej” starali się wyeliminować ten termin z języka opisującego pikietujących na Majdanie. Samego siebie przeszedł doradca prezydenta Komorowskiego – Henryk Wujec, który na oczach milionów widzów utrzymywał, że był ze 100 razy na Ukrainie i żadnych faszystów tam nie widział.
Zupełnie inne spostrzeżenia miał były komisarz Unii Europejskiej Günter Verheugen, który stwierdził, iż „Po raz pierw szy w tym stu le ciu praw dzi wi fa szy ści z krwi i kości za sia da ją w rzą dzie”. Zwrócił też uwagę, że gdy w latach dzie więć dzie sią tych do austriackiego rządu weszła neo fa szy stow ska par tia FPÖ, która w porównaniu z ukraińska „Swobodą” stanowi niewinną igraszkę , to Unia Eu ro pej ska na ło ży ła sank cje na Au strię. Natomiast w wy pad ku ukra iń skiej Swo bo dy, Za chód tylko bier nie się przy glą da i jesz cze przy kla skuje.
To przyklaskiwanie słychać także w Polsce. Ożywiło się ono zwłaszcza po tym, gdy przewodniczący Stowarzyszenia Gmin i Organizacji Żydowskich Ukrainy Josif Eisels oraz przewodniczący Europejskiej Unii Żydowskiej Ihor Kołomojski wyciszyli protesty środowisk żydowskich przeciwko odradzaniu się faszyzmu na Ukrainie, co czynili, wychodząc z założenia, że banderowski nacjonalizm odgrywa pożyteczną rolę w wykorzenianiu kultury rosyjskiej i oczyszczaniu w ten sposób pola dla międzynarodowego kapitału16. Zgodnie z wypracowywanym w tym duchu programem ocieplania wizerunku neobanderowców, Anna Applebaum, dowodziła, że „Niewielkie nacjonalistyczne grupy na Ukrainie mogą być jedyną nadzieją tego kraju na ucieczkę od apatii, drapieżnej korupcji i, w ostateczności, rozpadu”17. Jak widać, w newspeaku III RP słowo „nacjonalizm” w zależności od zapotrzebowań politycznych uzyskuje pozytywne lub negatywne konotacje. Oto w czasie gdy Bronisław Komorowski straszył Polaków odradzaniem się nacjonalizmu w Rosji, żona Radosława Sikorskiego stwierdzała, iż Ukraińcy potrzebują więcej uwarunkowanych nacjonalistycznie inspiracji.
Potrzebują więcej okazji, przy których będą mogli krzyczeć »Chwała Ukrainie – chwała jej bohaterom«. Tak, to był slogan kontrowersyjnej Ukraińskiej Powstańczej Armii w latach 40. ubiegłego wieku, ale został przystosowany do nowej sytuacji, oczywiście muszą przełożyć te emocje na prawa, instytucje, system sądowniczy i ośrodki szkolenia policjantów. Jeśli tego nie zrobią, ich państwo może znowu przestać istnieć18.
Wtórował jej Dawid Wildstein z „Gazety Polskiej Codziennie” i ekspert od spraw stosunków wschodnich Jakub Korejba. Ten ostatni na łamach tygodnika „Newsweek” („Newspeak”?) dowodził, że „Ukraiński nacjonalizm jest dziś na Majdanie, a jutro w rządowych gabinetach w Kijowie jedyną siłą, która gwarantuje realizację polityki państwowej naszego wschodniego sąsiada w zgodzie z polskim interesem narodowym”19. Dodawał ponadto:

Próba podjęcia współpracy z duchowymi spadkobiercami rzeźników Wołynia, o ile zostanie podjęta, wywoła oczywiście w Polsce falę świętego oburzenia i kategoryczne oskarżenia o zdradę interesów narodowych i kalanie pamięci polskich ofiar banderyzmu. Jeżeli jednak pochylić się nad historią ostatniej wojny w sposób obiektywny, to konieczność rozgrzeszenia banderowców jest sprawą oczywistą. Jeżeli bowiem, Polacy na Wschodzie zostali przez kogoś skrzywdzeni, to przede wszystkim przez państwo polskie, które wielokrotnie zaparło się ich rzucając na pastwę bezlitosnego losu20.

W obliczu bezczelności wykazywanej wobec Polaków przez różnego rodzaju „niezależnych dziennikarzy” i „ekspertów”, należałoby zastanowić się, czy żona Radosława Sikorskiego odważyłaby się zachęcać Niemców, aby częściej śpiewali Deutschland, Deutschland über alles oraz by przekuwali swe emocje na „prawa, instytucje, system sądowniczy i ośrodki szkolenia policjantów”. Czy Jakub Korejba odważyłby się zachęcać Żydów do wspierania neonazistowskiej NPD i przekonywać ich, że konieczność rozgrzeszenia hitlerowców jest oczywista, a jeśli czują się skrzywdzeni przez Holocaust, to powinni mieć pretensje do Izraela lub przynajmniej do rodaków ze Stanów Zjednoczonych, którzy wielokrotnie się ich zaparli, „rzucając na pastwę bezlitosnego losu”?

III. Konkluzje
Słownik pojęć nowomowy „okrągłostołowych” elit III RP długo można by jeszcze rozbudowywać. Ramy objętościowe artykułu na to jednak nie pozwalają. Dlatego też, zmierzając do podsumowania, trzeba – przebijając się przez dymną zasłonę newspeakowego jazgotu – zastanowić się, jakie nauki płyną z wydarzeń, które zostały zapoczątkowane na kijowskim Majdanie.

Wydarzenia na Ukrainie zapoczątkowane rozruchami na Majdanie mają ten walor, że stanowią pouczającą lekcję historii. Oto jeżeli historycy ukraińscy, ale niekiedy także i polskojęzyczni z taką łatwością rozprawiają dziś o kolonializmie I Rzeczypospolitej, to uzyskali przynajmniej pośredni dowód na to, że gdyby nie rzekoma polska „okupacja” Rusi, to Rusini albo zostaliby zdziesiątkowani przez hordy turecko-tatarskie i jak Ormianie szukaliby się dziś po całym świecie, albo też zostaliby wchłonięci przez Moskwę i swój język znaliby jedynie ze średniowiecznych latopisów.

Dzięki niezłomnej postawie naszych czołowych polityków Polska stała się największym obrońcą zdobyczy terytorialnych Józefa Stalina. Stała się też największym gwarantem integralności państwa nie funkcjonującego przecież w żadnych etnicznych granicach. Same cisną się słowa dawnej pieśni: „Pośród wichrów i zamieci// Pośród gradu, świstu kul// Bronią Lwowa Polskie Dzieci// Znoszą rany, trud i znój”.
Żaden z krajów sąsiadujących z Ukrainą (włączając w to byłe republiki Związku Radzieckiego) nie poczuł tak zagrożony w swoim bycie państwowym i nie wzniecił takiej histerii jak to uczyniła Polska. Po pełnej patosu paplaninie, którą przedstawiano Polakom jako orędzia do narodu wygłaszane na przemian przez Bronisława Komorowskiego i Donalda Tuska, w których jeden i drugi zapewniali, że Polsce nic nie grozi i że Polacy mogą się czuć bezpiecznie, niemal równo w 25 rocznicę wyprowadzenia z naszego kraju niesłusznej armii sowieckiej sprowadzili „słuszny i zbawienny” kontyngent jankesów. Powstaje jednak pytanie, czy po wydarzeniach, które zapoczątkowane zostały na Majdanie i których konsekwencji nie jesteśmy w stanie przewidzieć, możemy czuć się bezpieczniej niż Węgry, które przyjęły politykę niewtrącania się w sprawy Ukrainy?
Zamiast prężyć muskuły, ściągać wsparcie amerykańskie i nakręcać zimną wojnę, należałoby – jak proponuje Günter Verheugen – „wyciągnąć dłoń” do Moskwy i zaoferować ogólnoeuropejską strukturę bezpieczeństwa, która objęłaby NATO i Rosję oraz stworzyć specjalną strefę współpracy ekonomicznej od Lizbony do Władywostoku21.

Przywykliśmy już do tego, ze minister Radosław Sikorski wciąż odnosi sukcesy dyplomatyczne, tylko że Polska nie ma z tego żadnych wymiernych korzyści (Irak, Afganistan). Polska, zadbawszy o gospodarcze i militarne interesy Unii Europejskiej, Stanów Zjednoczonych i Izraela, wkrótce otrzyma rachunek za swe zaangażowanie. Zarówno wschodni, jak też zachodni sąsiedzi wielokrotnie już udowodnili, że potrafią się porozumieć między sobą, a także z Rosją ponad głowami Polaków. Nie łudźmy się, teraz będzie tak samo.
Już teraz więc Polska powinna zadbać, aby kraje Unii wykazały solidarność z naszym krajem w jego negocjacjach w sprawie dostępu do wschodnich rynków zbytu, a także w sprawie cen ropy i gazu.

Należy konsekwentnie przeciwstawiać się sugestiom polityków jakoby Polska miała jakieś szczególne zobowiązania wobec Ukrainy. Trzeba też wyraźnie powiedzieć, że oferowanie rozkradanej przez oligarchów Ukrainie pomocy finansowej przez państwo, którego ukryty dług publiczny wynosi ponad 3 biliony złotych, jest nonszalancją22.
Eksponowanie jakiejś rzekomo szczególnej misji Polski wobec naszego wschodniego oraz jakiejś szczególnej odpowiedzialności za niego i związków z nim (podkreślane choćby powołaniem POLUKRBAT-u – Polsko-Ukraińskiego Batalionu Sił Pokojowych NATO oraz wspólnym organizowaniem Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej) jest swoistym spełnianiem planów politycznych Adama Michnika, który mówił: „Marzę byśmy potrafili razem zbudować coś wspólnego. Jeżeli zrobilibyśmy wspólny twór państwowy, coś na kształt Beneluxu – na przykład POLUKR lub UKRPOL, to będziemy państwem z którym się będzie musiał liczyć każdy i na Wschodzie i na Zachodzie. To jest olbrzymia szansa. Ona jest realna. Teraz pytanie: co to pokolenie, które dzisiaj dochodzi do władzy w Polsce i na Ukrainie, potrafi z tą szansą uczynić”23. Warto podkreślić, że do pomysłów redaktora „Gazety Wyborczej” z niedowierzaniem odniósł się Stanisław Michalkiewicz, pisząc: „Nie chodzi bowiem oczywiście o żaden POLUKR, tylko o starą, poczciwą Judeopolonię”24, a więc kondominium niemieckie, zarządzane przez żywioł nieprzychylny narodom słowiańskim.

Świeżo objawiona ekspertka od spraw „etnicznych” – Anna Applebaum – dowodziła niedawno, że

„żaden rozsądny bojownik o wolność nie wyobrażał sobie utworzenia nowoczesnego państwa, a co dopiero demokracji bez ruchu o swego rodzaju nacechowaniu nacjonalistycznym. Tylko ludzie, którzy czują związek ze swoim społeczeństwem, kultywują język, literaturę, historię, ludzie, którzy śpiewają narodowe pieśni i powtarzają narodowe legendy – będą działać w imieniu tego społeczeństwa /…/”25.

Tymczasem w naszym kraju silne lobby skupione wokół minister Hall i jej następczyń:
a/ doprowadziło do wyrugowania wychowania patriotycznego (najpierw wychowanie patriotyczne, a skądinąd także regionalne, wypchnięto do tzw. międzyprzedmiotowych ścieżek edukacyjnych, a potem ścieżki te usunięto z podstawy programowej, wylewając dziecko z kąpielą);
b/ kierując się dyrektywą prezydenta Izraela Szymona Peresa (dawn. Perskiego), sformułowaną podczas jego pobytu na Uniwersytecie Jagiellońskim w kraju rządzonym przez trzech historyków – Bronisława Komorowskiego, Donalda Tuska i Andrzeja Borusewicza – w praktyce zdemontowało nauczanie historii, doprowadzając je do postaci chaotycznej i szczątkowej;
b/ znacznie wyrugowało klasykę narodową, zastępując ją odmóżdżająca Polaków „literaturą popularną” oraz cichaczem usuwając z podstawy programowej nawet Pana Tadeusza26.
W obliczu opisanej sytuacji, należałoby pójść tropem myślenia żony Radosława Sikorskiego i stanowczo domagać się przywrócenia nauki historii (z uwzględnieniem dziejów polskich kresów), wprowadzenia do podstawy programowej utworów ukazujących gehennę ludności kresowej (np. twórczość Włodzimierza Odojewskiego, Stanisława Srokowskiego, Krzysztofa Kołtuna).
Do czasu wprowadzenia istotnych zmian należałoby organizować – jak to z powodzeniem czyni Aleksandra Biniszewska – tzw. „tajne komplety”, na których młodzież będzie miała szansę zapoznać się z historią i literaturą swego narodu. W obecnej sytuacji kraju przyjęcie rozwiązań wypracowanych w czasie okupacji wydaje się ze wszech miar uzasadnione.

Należałoby starannie przyjrzeć się finansowaniu przez Polskę „demokratycznych przemian” na Ukrainie. Nasze państwo nie ma pieniędzy na wspieranie Polaków, którzy pozostali za wschodnią granicą, nie ma pieniędzy na dofinansowywanie działalności na Ukrainie polskich mediów, na archiwizowanie poloniców, na upamiętnianie pomordowanych. Lekką ręką natomiast wydaje olbrzymie kwoty na finansowanie studiów młodzieży ukraińskiej w Polsce i niemałe na leczenie osób poturbowanych na Majdanie. Ministerstwo Spraw Zagranicznych, kierowane przez Radosława Sikorskiego, przechodzi samo siebie w szastaniu pieniędzmi polskiego podatnika. Oto niedawno opublikowało ono listę zrealizowanych w 2013 roku projektów na rzecz Ukrainy. Lista ta jest jak sen paranoika. Wynika z niej, że samo tylko MSZ wydało w ubiegłym roku – 3 mln 671 tysięcy zł na projekty w rodzaju: „Budowa nowoczesnej instalacji grzewczej /…/ w Politechnice Lwowskiej” (345 tys. zł), „Światło dla wszystkich – II etap projektu „Miastu Kostopol współczesne oświetlenie” (446, 5 tys. zł), „Obwód Lwowski jako region nowoczesnego zarządzania gospodarką komunalną” (274, 9 tys. zł). Wydatkowane pieniądze nie zostały wzięte z kasy koncernu prasowego Applebaumów, więc polscy podatnicy mają prawo pytać organy kontrolne i organa ścigania (NIK, prokuraturę), czy rzeczywiście w imię rozwoju demokracji na Ukrainie Polska jako kraj tonący w długach ma obowiązek finansowania budowy na Ukrainie węzłów ciepłowniczych oraz instalacji elektrycznych, a także doskonalenie zarządzania utylizacją śmieci i nieczystości27.

Wydarzenia na Ukrainie brutalnie obnażyły słabość naszych sił zbrojnych. Wydajemy wprawdzie stosunkowo dużo na cele militarne, ale zamiast wojska mamy armię wojskowych gryzipiórków. W tej sytuacji środowiska kresowe powinny czynnie zaangażować się w wysuwany w środowiskach patriotycznych – zgodnie z art. 85 Konstytucji Rzeczypospolitej głoszącym, że „Obowiązkiem obywatela polskiego jest obrona Ojczyzny” – projekt odbudowy Armii Krajowej jako „powszechnego, terytorialnego i obywatelskiego komponentu struktur obronnych Rzeczpospolitej Polskiej”28.

Nie jest prawdą, że zyskaliśmy w Ukrainie oddanego sojusznika. Przeciwnie, straciliśmy resztki szacunku i przychylności, którymi obdarzali nas dawniej mieszkańcy Wschodniej Ukrainy, nie zyskując przy tym ani krzty życzliwości ze strony środowisk neobandrowskich. O stosunku tych środowisk do Polski świadczy choćby sposób wyrażenia wdzięczności za naszą pomoc udzielaną w czasie Pomarańczowej Rewolucji, dzięki której doszły do władzy. O wdzięczności tej najlepiej mógł przekonać się uderzony jajkiem Bronisław Komorowski. Oczywiście, można by lekceważyć to wydarzenie, komentując je słowami klasyka: „Jaki prezydent, taki zamach”. Biorąc jednak pod uwagę, że incydent miał miejsce podczas oficjalnej wizyty głowy naszego państwa, rzecz ma wymiar na wskroś symboliczny. Przywołuje pamięć zamachów na Marszałka Józefa Piłsudskiego oraz ministra Bronisława Pierackiego. Oczywiście można lekceważyć także i to, że kiedy azjatycka dzicz wpadła na posesję Janukowycza, to zamordowała hodowanego przez byłego prezydenta orła, przybijając biedne zwierzę do krzyża, zgodnie z dobrze znaną Kresowianom banderowską tradycją. Można również lekceważyć poczynania lidera Prawego Sektora – Dmytra Jarosza, który w oficjalnie ogłoszonym programie swej partii domaga się od Polski zwrotu 19 powiatów i który odgraża się w rozmowie z Tiahnybokiem: „Zapomnieli już, jak OUN i UPA załatwiły ich Armię Krajową? Jeśli zaczną podskakiwać, zrobimy im drugi Katyń. Kul wystarczy dla wszystkich”29.
Łatwo można by zlekceważyć słowa Jarosza, zważywszy że są kłamliwe, bo przecież wiadomo, że banderowcy „załatwili” nie Armię Krajową, ale ok. 200 tys. kobiet, dzieci i starców. Musimy jednak zadać sobie pytanie: Czy Polska racja stanu ma polegać na tchórzliwym przemilczaniu oczywistych prowokacji?

Kiedy polskie społeczeństwo domaga się zaprzestania na Ukrainie kultu Bandery oraz heroizacji zbrodniczej OUN-UPA i faszystowskich oddziałów SS Galizien, „okrągłostołowe” elity powtarzają niezmiennie: „Najpierw Ukraina musi odzyskać wolność, a dopiero potem – jako wolny już kraj – zająć się sprawami historycznymi”. „Kwakmowa” elit znów święci tryumfy. Przecież ci sami politycy to samo mówili w czasie Pomarańczowej Rewolucji, a potem biernie przyglądali się rozwojowi sytuacji za wschodnią granicą oraz nadawali apologetom banderyzmu odznaczenia państwowe i honorowe doktoraty. Powstaje zatem pytanie: Ile razy jeszcze Ukraina będzie musiała odzyskiwać wolność, aby jej przywódcy odcięli się od zbrodniczego mitu założycielskiego swego państwa?
Bronisław Komorowski, podsumowując skutki zaangażowania się Polski w rozruchy na Majdanie, akcentował że dzięki naszej aktywności politycznej mamy coraz to więcej do powiedzenia na arenie międzynarodowej. Skoro tak, to należałoby oczekiwać, że nasz kraj uczyni warunkiem wspierania dążeń Ukrainy do wstąpienia w struktury Unii Europejskiej odrzucenie przez to państwo faszystowskiego balastu. Najprawdopodobniej jednak rychło się okaże, że nic się nie da zrobić, bo mamy wprawdzie coraz więcej do powiedzenia, ale niestety, coraz mniej chętnych do słuchania tego, co chcemy powiedzieć.


PRZYPISY
* Artykuł stanowi poprawioną i uzupłnioną wersję referatu wygłoszonego na konferencji zorganizowanej w ramach XI Wojewódzkich Dni Kultury Kresowej w Kędzierzynie-Koźlu (7-8 VI 2014 r.).
http://wiadomosci.onet.pl...nam-wstyd/egwe3
Według informacji przedstawianych przez siły bezpieczeństwa związane z Janukowyczem za zbrodnie odpowiedzialna jest organizacja Prawy Sektor. „Organizacja ta powstała w wyniku konfliktu wewnętrznego pomiędzy Socjal-Narodowym Zgromadzeniem i radykalnie zorientowanym Wszechukraińskim Zjednoczeniem „Tryzub” im. S. Bandery. W trakcie dochodzenia ustalono, że przedmiotowe organizacje są finansowane przez szereg różnorodnych zachodnich »proukraińskich organizacji«, utworzonych przez służby specjalne państw NATO jeszcze w czasach ZSRR […]; te organizacje „charytatywne” od samego początku Euromajdanu zaczęły tworzyć tajne centrum koordynacyjne, zapraszając doświadczonych zachodnich analityków, specjalizujących się w opracowywaniu strategii rozwoju „kolorowych rewolucji”. Przed nimi postawiono zadanie opracowania strategii działania grup bojowych. W trakcie czynności śledczych stwierdzono, że właśnie to centrum wydało rozkaz zabicia aktywistów podczas konfrontacji siłowej na ulicy Hruszewskiego. Śmierć ludzi miała sprowokować eskalację konfliktu i podburzyć rozgorączkowany tłum przeciwko milicjantom”. Źródło: „Dzień Zaporoża”. Tłumaczenie: W. Tokarczuk.
http://wiadomosci.onet.pl...-niemiec/snk53; dostęp: 1VI 2014.
http://nowaatlantyda.com/...os-na-majdanie; dostęp: 1VI 2014.
http://wiadomosci.wp.pl/k...wiadomosc.html; dostęp: 1VI 2014.
Według ukraińskich służb bezpieczeństwa „/…./ Ambasada USA przekazywała pieniądze do biur centralnych „Swobody” i „Batkiwszczyny”. Kwota wynosiła około 20 milionów dolarów tygodniowo. Następnie środki te były rozdzielane na wspieranie Euromajdanu (funkcjonowanie systemu wyżywienia, na łapówki i przekupywanie poszczególnych urzędników, funkcjonariuszy organów ścigania, opłacanie mediów, koszty kampanii propagandowej itp.), jak również codzienne wypłaty dla aktywnych bojowników. Z kolei przywódcy sił opozycyjnych i ugrupowań radykalnych otrzymywali bezgotówkowe przelewy na ich osobiste konta bankowe.
Dowodem na to są wyniki poszukania przeprowadzone przez SBU w siedzibie sztabu centralnego „Batkiwszczyny”. Jak wiadomo, w trakcie działań operacyjnych organy ścigania zabezpieczyły w gabinecie Aleksandra Turczynowa 17 milionów dolarów w gotówce. Ponadto na zabezpieczonych przez SBU serwerach partii znajdowały się informacje dotyczące kwestii podziału środków na opłacenie wyżywienia Majdanu i dokonywania rozliczeń z bojownikami Prawego Sektora i innych ugrupowań radykalnych”.
Źródło: „Dzień Zaporoża”. Tłumaczenie: W. Tokarczuk
O. Četwierikova, Čtо sbližajet sijonizm s ukraińskim neonacizmom, http://www.fondsk.ru/news...mom-13831.html; dostęp: 1VI 2014.
http://wolna-polska.pl/wi...jdanie-2014-02; dostęp: 1VI 2014.
Prawdopodobnie pomogła mu w podjęciu tej decyzji źle przygotowana przez rząd Tuska umowa stowarzyszeniowa.
S. Balcerac, Julia i jej polska pralnia, http://monsieurb.neon24.p...polska-pralnia; dostęp: 1VI 2014.
http://www.ngopole.pl/201...kwasniewskiego; dostęp: 1VI 2014.
Wall Street i rewolucja bolszewicka w Rosji, http://www.kki.pl/piojar/...nizm/kom1.html; dostęp: 1VI 2014.
Ibidem.
Ibidem.
http://www.polityka.pl/ty...sk-donald.read; dostęp: 1VI 2014.
O. Četwierikova, op. cit.
A. Applebaum: Ukraińcy potrzebują nacjonalizmu, http://wiadomosci.onet.pl...onalizmu/q8tmr; dostęp: 1VI 2014.
Trudno oprzeć się wrażeniu, iż Applebum zaraziła się rozumem od swojego męża. Trudno jej pojąć, że idee nacjonalistyczno-banderowskie mogą być fascynujące wyłącznie dla części Ukraińców zamieszkujących na terenach Zachodniej Ukrainy. Tereny te stanowią ok. 1/3 Ukrainy. Dla pozostałej części Ukraińców, którzy są bardzo przyzwoitymi ludźmi, idee te są najzupełniej obce i absolutnie nie są postrzegane przez nich jako składnik narodowej tożsamości.
Ibidem.

J. Korejba, Polska powinna postawić na spadkobierców UPA?, http://swiat.newsweek.pl/...y,280315,1.html

Ibidem.

http://www.tvn24.pl/wiado...ci,408918.html; dostęp: 1VI 2014.

http://www.dlugpubliczny....etoda-liczenia; dostęp: 1VI 2014.

A. Szumański, Komunistyczna Partia Zachodniej Ukrainy z A Michnikiem w tle, http://www.fronda.pl/blog...iny,36499.html; dostęp: 1VI 2014.

http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=925; dostęp: 1VI 2014.

A. Applebaum, op. cit.

Szeroko kwestie te omawiam w artykule Destrukcja tożsamości narodowej jako ukryty program naukowy i edukacyjny, „Glaukopis. Pismo Społeczno-Historyczne” 2013, nr 28, s. 111-136. Toż na mojej stronie internetowej: http://www.ljazownik.pl

http://www.polskapomoc.go...raina,1861.html Rok wcześniej na podobne cele z kieszeni polskiego podatnika MSZ wypłaciło 6mln 691 tys. zł http://www.polskapomoc.go...aina,1763.html; dostęp: 1VI 2014

http://odbudujmyak.pl/; dostęp: 1VI 2014.

http://mateuszpiskorski.b...my-drugi-katyn; dostęp: 1VI 2014.

Maria Jazownik – adiunkt w Instytucie Filologii Polskiej Uniwersytetu Zielonogórskiego. Specjalizuje się w badaniach literatury polskiej przełomu XIX i XX wieku. W roku 2009 współorganizowała konferencję Pamięć Czasu Zagłady (1939-2009), będącą jedną z pierwszych jednym z pierwszych w Polsce sympozjów naukowych, w czasie którego podjęto problematykę ludobójstwa dokonanego przez OUN-UPA na Kresach Wschodnich II Rzeczypospolitej. Od roku współredaguje pismo „Nad Odrą”, które wiele miejsca poświęca tematyce kresowej.[/i]

Prof.Leszek Jazownik

http://www.infonurt3.com/...dowie&Itemid=56
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Informacje | TV Trwam | Radio Maryja na żywo |
Polecamy:informacje ktorych potrzebujesz Fundacja Skierniewice i Szkola Skierniewice
Korzystanie z forum oznacza pełną akceptację otrzymywania plików cookies.

phpBB by przemo  
Strona wygenerowana w 0,157 sekundy. Zapytań do SQL: 8