ND Forum - Dzień dobry POLSKO! Strona Główna ND Forum - Dzień dobry POLSKO!
Ludzie z sercem i głową

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
50 lat po Soborze Watykańskim II
Autor Wiadomość
Coltrane


Dołączył: 31 Mar 2008
Posty: 17499
Skąd: Polska
Wysłany: 2 Listopad 2016, 08:53    [Cytuj]

Brawo kardynale Sarah ! Jesteś wielki !


Coś ty Kościołowi uczynił, kardynale?



Kiedy kardynał Robert Sarah wygłaszał swe przemówienie podczas konferencji Sacra Liturgia, zgromadzeni na sali nie dowierzali własnym uszom. Wszak słowa, które słyszeli, padły z ust wysokiego dostojnika Watykanu, a nie kogoś z grona organizatorów niszowej, jak by nie było, konferencji. Owszem, we własnym gronie niejednokrotnie starali się zachęcać duchownych do przywrócenia liturgii piękna i powagi, ale Stolica Apostolska do tej pory pozostawała głucha na ich wołanie. Czyżby więc sytuacja uległa zmianie? Skoro sam prefekt Kongregacji Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, czyli jedna z najważniejszych osób w Kościele, przemawia ich językiem, może rzeczywiście oznacza to dla liturgii nadejście lepszych czasów?

Co takiego powiedział gwinejski duchowny?

Zauważył, że cześć dla Chrystusa ukrytego w sakramencie Eucharystii radykalnie zmalała. Co więcej, zaprzeczył, jakoby przymus odprawiania Mszy Świętej w całości w językach narodowych i „przodem do wiernych” stanowił posoborową oczywistość – jak próbują sugerować liczni obrońcy liturgicznego dziadostwa.

Kardynał przypomniał także, iż to nie człowiek, choćby najbardziej pobożny, ale Bóg znajduje się w centrum liturgii! Nie ksiądz, któremu zdaje się, że zamieniając Eucharystię w show, staje się gwiazdą niedzieli!

Prefekt Kongregacji Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów mocno też podkreślił, że nie powinno się wszczepiać do liturgii żadnych nowych elementów wynikających z uwarunkowań kulturowych. W ustach Afrykańczyka musiało brzmieć to szczególnie dobitnie.

Nie mniejszy jednak nacisk położył hierarcha z Czarnego Lądu na fakt, iż dokonywane pod każdą szerokością geograficzną liturgiczne aberracje nie wynikają z samego Soboru Watykańskiego II, lecz z fałszywej interpretacji jego dokumentów.

Na koniec zaś kardynał Sarah zaapelował do swych braci w biskupstwie o uczynienie wszystkiego, aby w ich diecezjach liturgię znów odprawiano godnie. Przeszedł nawet do konkretów – zaproponował bowiem, by przeprowadzić szczery rachunek sumienia i już od najbliższego Adwentu zacząć odprawiać Mszę Świętą przodem do Pana Boga.

Uczestnicy konferencji Sacra Liturgia przyjęli te słowa owacyjnie. Zdawało im się, że oto na ich oczach upadają wreszcie modernistyczne mity!

Tymczasem informacja o historycznym przemówieniu z prędkością błyskawicy obiegła cały katolicki świat. I równie szybko nadeszła kontra – brutalna, zdecydowana i niecierpiąca sprzeciwu. Katolickie media od Waszyngtonu do Pretorii zaczęły się prześcigać w argumentach przeciwko tezom najważniejszego po papieżu decydenta w sprawach Świętej Liturgii. Pojawiły się zgryźliwe, uszczypliwe i cyniczne komentarze, nie zabrakło też ataków personalnych.

Stoję przodem do Boga podczas podniesienia, po co mam stać tyłem do kogokolwiek? – kpili postępowi kapłani, a ich koledzy z mediów „Kościoła otwartego” próbowali nawet deprecjonować zdolności intelektualne kardynała. Jeden z polskich księży odważył się wręcz zasugerować, że kardynał ze względu na podeszły wiek chce po prostu cokolwiek w Kościele zmienić, by coś po sobie zostawić (sic!).

Po kilku dniach ataki ucichły – zgodnie z zasadą: Roma locuta, causa finita. Ksiądz Federico Lombardi, ustępujący rzecznik prasowy Stolicy Apostolskiej stwierdził stanowczo, że słowa kardynała Sarah zostały źle zinterpretowane. Redaktorzy katolickich mediów na całym globie natychmiast podchwycili tę informację i nagłówki gazet, pomimo różnic językowych, uderzyły jednoznacznym komunikatem: Watykan zaprzecza – zmian w liturgii nie będzie.

Ale kto to jest Watykan? Jaką funkcję pełni w Kościele czy w samej Stolicy Apostolskiej? Co to znaczy, że wydaje jakieś sprostowanie? Nie wiadomo. Ważne, że komentatorzy odetchnęli z ulgą – nie powróci świat, w którym nie będą nic rozumieć z łacińskiej mowy księdza.

Warto się jednak zastanowić nad sytuacją odwrotną, mianowicie: gdyby któryś z wysokich watykańskich urzędników zapowiedział, że podczas Mszy Świętej wszyscy powinniśmy klaskać lub wesoło podrygiwać albo że należy w kościołach zdemontować organy, gdyż znacznie lepiej w funkcji oprawy muzycznej Mszy Świętej sprawdzą się ukulele? Bądź też gdyby wygłosił postulat, iż w celu podkreślenia wzajemnej miłości Boga i ludzi należy do krzyża przywiązać baloniki w kształcie serduszek…

Czy ci sami komentatorzy, dziś przeciwni jakimkolwiek zmianom (czyżby konserwatyści!?), zareagowaliby równie agresywnie? Bez żartów! Z pewnością usłyszelibyśmy z ich ust, że to oczekiwany przejaw wprowadzania do Kościoła radości, której tak bardzo nam dziś brakuje! A przeciwników zmian prędko okrzyknięto by mianem „twardogłowych”.

Prefekt Kongregacji Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów po oświadczeniu „Watykanu” zamilkł. My jednak milczeć nie możemy. Powinniśmy go wspierać modlitwą, do której być może zbyt mało się przykładaliśmy, gdy inni hierarchowie Kościoła prosili nas o wsparcie, zdając sobie sprawę, że bez niego uciekną przed wilkami…

Jeden z amerykańskich publicystów przyznał niedawno, że kościelni progresiści boją się kardynała Sarah jak ognia (Polak określiłby to trafniej – boją się go jak diabeł święconej wody). W sennych koszmarach widzą, jak Gwinejczyk zostaje kolejnym papieżem i przyjmuje imię Piusa XIII.

Czyż jednak podobne lęki mogą dziwić? Wszak duchowny z rozśpiewanej i roztańczonej Afryki nawołuje nie tylko do „reformy reformy” Mszy Świętej, ale nawet do tak anachronicznych zachowań, jak choćby przyjmowanie Chrystusa na klęczkach. A dzieje się to w czasie, w którym progresiści walczą, by Komunię Świętą mógł przyjmować każdy i w każdej sytuacji – bez względu na stan duszy czy nawet wyznawaną religię (sic!).

Krystian Kratiuk

Tekst został pierwotnie opublikowany w 52. numerze magazynu „Polonia Christiana”, we wrześniu tego roku

http://www.pch24.pl/cos-t...e-,47072,i.html
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 31 Mar 2008
Posty: 17499
Skąd: Polska
Wysłany: 18 Listopad 2016, 09:23    [Cytuj]

Dramatyczny list otwarty arcybiskupa Jana Pawła Lengi do Narodu Polskiego



Jestem zmuszony wybrać formę listu otwartego, — ponieważ każda inna forma wypowiedzi napotkałaby na mur absolutnego milczenia i lekceważenia.

Jestem świadomy reakcji, z jakimi może spotkać się mój list otwarty. Jednakże głos sumienia nie pozwala mi milczeć, gdy Boże dzieło jest poniewierane. — „Niestety w naszych czasach staje się coraz bardziej oczywiste, że Sekretariat Stanu w Watykanie obrał kurs politycznej poprawności.

(…) W dzisiejszych czasach głos większości biskupów przypomina raczej milczenie baranów w obliczu rozwścieczonych wilków, — podczas gdy wierni pozostawieni są samym sobie niczym bezbronne owce”

– wzywa Polaków do pobudki emerytowany biskup Karagandy — abp Jan Paweł Lenga.


Znałem osobiście wielu kapłanów, którzy byli więźniami stalinowskich więzień i obozów, — i którzy mimo wszystko zachowali wierność wobec Kościoła.

W okresie prześladowań z miłością wypełniali oni swój kapłański obowiązek głoszenia doktryny katolickiej, — a jednocześnie wiedli godny żywot, naśladując Chrystusa, swojego niebiańskiego Nauczyciela.

Ja sam ukończyłem moje studia kapłańskie w podziemnym seminarium w Związku Sowieckim, zarabiając jednocześnie na chleb pracą własnych rąk.

Zostałem wyświęcony na księdza potajemnie, pod osłoną nocy, przez bogobojnego biskupa, który sam cierpiał prześladowania za wiarę.

— Już w pierwszym roku mojego kapłaństwa zostałem wydalony przez KGB z Tadżykistanu.

Później, podczas mojego 30-letniego pobytu w Kazachstanie, — przez 10 lat służyłem jako kapłan, sprawując opiekę duszpasterską nad wiernymi w 81 miejscowościach.

Następnie przez 20 lat pełniłem posługę episkopatu, — początkowo jako biskup pięciu państw Azji Centralnej, zajmujących teren ok. 4 milionów kilometrów kwadratowych.

W trakcie mojej posługi episkopatu pozostawałem w kontakcie ze św. papieżem Janem Pawłem II, — z licznymi biskupami, kapłanami i wiernymi w wielu krajach i w wielu rozmaitych okolicznościach.

— Byłem członkiem synodów biskupich w Watykanie, które poruszały kwestie Azji i Eucharystii.

To wszystko i inne doświadczenia — dają mi podstawę ku temu, — aby wyrazić moją opinię na temat aktualnego kryzysu Kościoła katolickiego.

Moje przekonania podyktowane są miłością do Kościoła i pragnieniem Jego prawdziwej odnowy w Chrystusie.

Jestem zmuszony wybrać formę listu otwartego, — ponieważ każda inna forma wypowiedzi napotkałaby na mur absolutnego milczenia i lekceważenia.

— Jestem świadomy reakcji, z jakimi może spotkać się mój list otwarty.Jednakże głos sumienia nie pozwala mi milczeć, gdy Boże dzieło jest poniewierane.

Jezus Chrystus założył Kościół katolicki — i pokazał słowem oraz czynem, jak powinno się wypełniać wolę Boga.

Apostołowie, którym przekazał On władzę w Kościele, — wypełniali gorliwie powierzone im zadanie,

— cierpiąc za głoszoną przez siebie Prawdę, — ponieważ — „bardziej słuchali Boga niż ludzi”.

Niestety w naszych czasach staje się coraz bardziej oczywiste,

— że Sekretariat Stanu w Watykanie obrał kurs politycznej poprawności.Niektórzy nuncjusze stali się na szczeblu kościoła światowego propagatorami idei liberalizmu i modernizmu.

Biegle opanowali oni zasadę „sub secreto Pontificio”, — przy pomocy której ucisza się biskupów i manipuluje nimi.

Biskupom daje się do zrozumienia, — że to, co powiedział nuncjusz, — jest rzekomo życzeniem papieża.

Przy pomocy tych metod dokonuje się rozłamu między biskupami, tak iż czasami biskupi danego kraju nie są w stanie jednym głosem, w duchu Chrystusa i Kościoła, wypowiadać się w obronie wiary i moralności.

Aby nie popaść w niełaskę u nuncjuszy, — niektórzy biskupi przyjmują ich zalecenia, — mimo iż opierają się one czasem wyłącznie na własnych słowach tych nuncjuszy.

Zamiast z gorliwością szerzyć wiarę i z odwagą głosić naukę Chrystusa,

— biskupi zgromadzeni na posiedzeniach konferencji episkopatu zajmują się często sprawami, które nie leżą w naturze obowiązków następców Apostołów.

Na wszystkich szczeblach Kościoła obserwuje się widoczny zanik sacrum.

„Duch świata” pasie pasterzy.

— Grzesznicy pouczają Kościół w kwestii tego, jak powinien im służyć.W swoim zakłopotaniu pasterze przemilczają aktualne problemy i opuszczają owce, — które w rzeczywistości pasą się same.

Świat jest kuszony przez szatana i sprzeciwia się nauce Chrystusa.

Bez względu na to — pasterze są zobowiązani do tego, aby — „w porę i nie w porę” nauczać całej prawdy o Bogu i człowieku.

Pod rządami ostatnich papieży można było zaobserwować w Kościele olbrzymi nieład w kwestii czystości doktryny i świętości liturgii.

W liturgii Jezus Chrystus nie odbiera należnej Mu, widzialnej czci.

W wielu konferencjach episkopatu najlepsi biskupi traktowani są jako„persona non grata”.

Gdzie podziali się współcześni apologeci, którzy w sposób wyraźny i zrozumiały ukazywaliby ludziom zagrożenia wiążące się z utratą wiary i zbawienia?

W dzisiejszych czasach głos większości biskupów przypomina raczej milczenie baranów w obliczu rozwścieczonych wilków, — podczas gdy wierni pozostawieni są samym sobie niczym bezbronne owce.

Ludzie rozpoznawali Chrystusa jako Tego, Który mówił i działał, jako Tego, Który miał władzę i tę władzę przekazał On swoim Apostołom.

W dzisiejszym świecie biskupi muszą wyzwolić się ze wszystkich ziemskich więzi i – odprawiwszy pokutę – nawrócić się do Chrystusa, — aby umocnieni Duchem Świętym mogli Go odważnie głosić, jako jedynego Zbawiciela.

Na końcu każdy będzie musiał złożyć Bogu rachunek z tego, co uczynił i czego zaniechał.

Wydaje mi się, — że ten słaby głos wielu biskupów jest skutkiem tego, — że w ramach procesu wyboru nowych biskupów kandydaci nie są wystarczająco sprawdzani,

— szczególnie w kwestii ich niewątpliwej niezłomności i nieustraszoności w obronie wiary, ich wierności wielowiekowej Tradycji Kościoła oraz ich osobistej pobożności.

Coraz bardziej widoczne jest, — że przy nominacjach biskupich, — a nawet kardynalskich,

— często preferowani są ci kandydaci, — którzy reprezentują daną ideologię, lub którzy zostali zarekomendowani przez pewne obce Kościołowi grupy.

Również przychylność mediów zdaje się być istotnym kryterium tych nominacji.

— Te same media, które zwykle wyśmiewają świętych kandydatów i odmalowują ich negatywny obraz, — jednocześnie wychwalają tych, którym brakuje Ducha Chrystusa, jako kandydatów otwartych i nowoczesnych.

Z drugiej strony — celowo eliminuje się kandydatów, którzy wyróżniają się apostolską gorliwością, odwagą w głoszeniu nauki Chrystusowej oraz miłością do wszystkiego, co święte i sakralne.

Pewien nuncjusz powiedział do mnie kiedyś:

„Szkoda, że papież [Jan Paweł II] nie bierze osobiście udziału w nominowaniu biskupów.

— Papież próbował zmienić coś w Kurii Rzymskiej, ale mu się to nie udało. — Starzeje się i pewne rzeczy znowu przybierają dawny obrót”.

Na początku pontyfikatu papieża Benedykta XVI napisałem do niego list, w którym prosiłem go, aby mianował świątobliwych biskupów.

Donosiłem przy tym papieżowi o pewnym niemieckim świeckim wiernym, — który wobec rozkładu Kościoła w jego kraju po Soborze Watykańskim II pozostał wierny Chrystusowi i gromadził młodzież na adoracji i modlitwie.

Człowiek ten znajdował się wówczas u schyłku swego życia — i gdy dowiedział się o wyborze nowego papieża, powiedział:

— „Gdyby papież Benedykt wykorzystał swój pontyfikat tylko w tym celu, aby mianować dobrych i wiernych biskupów, — wypełniłby tym samym swoje zadanie”.

Niestety oczywiste jest, że papież Benedykt XVI często ponosił porażkę w tej kwestii.

Trudno jest uwierzyć, — że papież Benedykt XVI w sposób zupełnie wolny zrezygnował ze swojego urzędu Następcy Św. Piotra.

Ten papież był głową Kościoła, — ale jego otoczenie rzadko wcielało w życie jego naukę,

— często zbywało ją milczeniem — i blokowało jego inicjatywy zmierzające do prawdziwej reformy Kościoła, liturgii oraz sposobu udzielania Komunii Świętej.

Wobec wielkiej zmowy milczenia w Watykanie, — wielu biskupów nie było w stanie wspierać papieża w jego obowiązkach zwierzchnika i przywódcy całego Kościoła.

Nie będzie rzeczą zbędną przypomnieć braciom w biskupstwie o wypowiedzi jednej z włoskich loży masońskich z 1820 r.:

— „Nasza praca jest zadaniem na sto lat. — Zostawmy ludzi starszych i wyjdźmy do młodych.

Seminarzyści staną się kapłanami reprezentującymi nasze liberalne idee, — a później zostaną biskupami reprezentującymi liberalne idee.

— Nie łudźmy się. — Nie uda nam się zrobić masona z papieża.

Ale liberalni biskupi, którzy będą pracować w otoczeniu papieża, — będą mu podsuwali pomysły i idee, — które przynoszą nam korzyść, a papież wcieli je w życie”.

Staje się coraz bardziej oczywiste, — że powyższy zamiar masonów realizuje się obecnie w wystarczającym stopniu

— nie tylko dzięki zadeklarowanym wrogom Kościoła, — lecz również z pomocą fałszywych świadków, którzy piastują wysokie hierarchiczne urzędy w samym Kościele.

Nie bez przyczyny papież Paweł VI powiedział:

— „Swąd szatana przeniknął przez jakąś szczelinę do wnętrza Kościoła”.

Myślę, że owa szczelina zrobiła się obecnie dość szeroka.

Diabeł mobilizuje wszystkie siły, aby obalić Kościół Chrystusowy.

Aby to się nie stało, — konieczne jest, — aby powrócić do precyzyjnego i jasnego głoszenia Ewangelii na wszystkich szczeblach urzędu kościelnego,

— ponieważ Kościół posiada wszelką władzę i łaskę, — którą dał mu Chrystus:

— „Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. — Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego.

Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. — A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28, 18-20),

— „prawda was wyzwoli” (J 8, 32)

i „niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie. — A co nadto jest, od Złego pochodzi” (Mt 5, 37).

Kościół nie może się dostosowywać do ducha tego świata, — lecz musi zmieniać świat z duchem Chrystusa.

Oczywiste jest, — że w Watykanie czynione są coraz większe ustępstwa wobec medialnego szumu.

Nierzadko też, — ku zadowoleniu mass mediów, w imię niezrozumiałego spokoju i ciszy

— poświęcani są najlepsi synowie i słudzy Kościoła.

Tymczasem wrogowie Kościoła nigdy nie poświęcają swoich wiernych sług, nawet gdy ich czyny są ewidentnie złe.

Jeśli zachowamy wierność Chrystusowi w słowie i w czynie, — On sam znajdzie sposób na to, aby przemienić serca i dusze ludzi,

— a dzięki temu cały świat ulegnie również przemianie.

W okresach kryzysu Kościoła Bóg często posługiwał się dla jego odnowy ofiarami, łzami i modlitwami tych dzieci i sług Kościoła,

— którzy w oczach świata i w oczach biurokracji kościelnych postrzegani byli za nic nieznaczących — lub którzy z powodu swojej wierności Chrystusowi byli prześladowani i marginalizowani.

Jestem przekonany, — że również w naszych ciężkich czasach to prawo Chrystusowe spełni się i że Kościół ulegnie odnowie [6].

Wymaga to jednak naszej własnej, prawdziwej, wewnętrznej odnowy i nawrócenia.

cudajezusa.pl

http://www.infonurt3.com/...arodu-polskiego
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 31 Mar 2008
Posty: 17499
Skąd: Polska
Wysłany: 18 Styczeń 2017, 08:53    [Cytuj]

Rewolucja duszpasterska



Od ponad pięćdziesięciu lat można zauważyć, że pojęcie „duszpasterstwo” stało się najczęściej używanym, a wręcz nadużywanym terminem w życiu Kościoła. Początek tego zjawiska wiąże się z ostatnim soborem powszechnym, który z woli papieży Jana XXIII i Pawła VI został zaplanowany, określony i zrealizowany pod hasłem „duszpasterstwa”. Określenie „duszpasterski” oznaczało, że sobór nie zamierzał formalnie proponować nowych definicji dogmatycznych ani ostatecznych nauk i rzeczywiście tego nie uczynił.

Zaproponował natomiast nauki o charakterze przeważnie duszpasterskim, to znaczy wyjaśnienia wiary, zasady dyscyplinarne i metody działania Kościoła, dostosowane do tych okoliczności dziejowych i kulturowych, w jakich żyli ludzie w latach sześćdziesiątych XX wieku. Oznacza to, że nauki o charakterze duszpasterskim są otwarte na dalsze uzupełnienia, wyjaśnienia i zmiany, tak samo jak dokumenty duszpasterskie i dyscyplinarne wszystkich poprzednich soborów powszechnych.

W czasach posoborowych pojęcie duszpasterstwa stało się niemal wszechobecne, często jako rodzaj panaceum i środek na usprawiedliwienie nawet doktrynalnych, moralnych i liturgicznych odstępstw, co jest z pewnością sprzeczne z pierwotnym oczekiwaniem papieży soboru oraz większości ojców soborowych. Kapłani pragnący zniszczyć czystość wiary katolickiej i sakralność liturgiczną stosowali i wciąż stosują pojęcie duszpasterstwa jako tarczę obronną, aby móc bezkarnie niszczyć przejrzystą wiarę prostych ludzi. Nadużywanie terminu „duszpasterstwo” nierzadko staje się w naszych czasach działaniem wręcz antyduszpasterskim. Dzieje się tak, gdy przedstawiciele duchowieństwa nauczają obcych i pokrętnych doktryn, które popychają do prowadzenia stylu życia sprzecznego z wolą Bożą, narażając w ten sposób dusze na niebezpieczeństwo utraty życia wiecznego. Takie działanie staje się duchowym przestępstwem, ponieważ osoby, które je propagują – a niekiedy wśród nich znajdują się niestety nawet biskupi i kardynałowie – nie prowadzą trzody na pastwisko prawdy i Bożych łask. Przeciwnie, wzorując się na tym świecie (por. Rz 12, 2), duszpasterze ci stawiają ducha tego świata za wzór również swojej trzodzie, uspokajając własne sumienie, aby móc w dalszym ciągu żyć w sprzeczności z wolą Bożą, która została wyrażona w szóstym przykazaniu i mówi o nierozerwalnym związku małżeństwa.

Nadużycie pojęcia „duszpasterstwo” w pewnym sensie osiągnęło w naszych czasach swój szczyt, ponieważ promujące je osoby usiłują zalegalizować grzech przeciwko szóstemu przykazaniu Bożemu oraz rozwód, wykorzystując w tym celu dwuznaczne, kuszące i podstępne wyrażenia lub słowa-talizmany. Taka gra słów pod osłoną „duszpasterstwa” stanowi w ostatecznym rozrachunku atak na święty i boski charakter sakramentów: małżeństwa, pokuty i Eucharystii. Kiedy podważa się nierozerwalność małżeństwa, zagrożone jest sanktuarium rodziny, będącej „domowym kościołem”. Takie rodzinne duszpasterstwo skłania dusze, aby umiłowały świat i wybierały to, co chce człowiek, a nie to, czego chce Bóg. Pseudo-duszpasterstwo rodziny chce podobać się światu, opinii publicznej i możnym tego świata, a nie jasnej i wymagającej prawdzie Chrystusa. Duchowni promotorzy takiego pseudo-duszpasterstwa pokazują światu miłość, która jest strachem przed światem i kompleksem niższości w stosunku do świata.

W niniejszej publikacji: Rewolucja duszpasterska. Sześć pojęć-talizmanów w synodalnej debacie o rodzinie Guido Vignelli dokonuje szczegółowej i przekonującej analizy pewnych często używanych pojęć, których pierwotne i prawdziwe znaczenie zostało zniekształcone przez pseudo-duszpasterstwo rodziny. Ślady takiej działalności można dostrzec nawet w przebiegu, w dyskusjach oraz częściowo w dokumentach ostatnich dwóch synodów o rodzinie, które odbyły się w Rzymie w latach 2014 i 2015. Guido Vignelli demaskuje pseudo-pastoralny charakter niektórych z najczęściej używanych pojęć tak zwanego „nowego duszpasterstwa rodzin”, zachęcając osoby propagujące takie „duszpasterstwo” do wyłożenia kart na stół.

Jedną z najwybitniejszych postaci w historii Kościoła był św. Grzegorz Wielki, papież, który pozostawił duszpasterzom wszystkich czasów jasne wskazówki dotyczące życia i działalności duszpasterskiej. Spośród nich wyróżnia się jego monograficzne dzieło zatytułowane Księga reguły pasterskiej. Zasady i metody pastoralne, jak również właściwe postępowanie sług Kościoła zaproponowane i wyjaśnione przez św. Grzegorza Wielkiego są dziś bardziej aktualne niż kiedykolwiek wcześniej.

W naszych czasach pasterze Kościoła powinni posiadać i przyjmować zasady prawdziwego duszpasterstwa, zgodnego z wolą Bożą, a nie będącego życzeniem człowieka. Mówiąc o pseudo-duszpasterstwie, św. Grzegorz Wielki zarysował jednocześnie obraz prawdziwego podejścia
duszpasterskiego: „Nadzór nad stadem pozbawiony jest pasterskiej troski, podwładni nie mogą poznać światła prawdy, sprawy ziemskie zaprzątają umysł pasterzy, kurz wzniecony przez wicher pokus oślepia oczy Kościoła. (…) Gdy wobec grzeszącego nie zastosuje się twardej nagany i okazuje się miękką życzliwość, to tak jakby podkładało mu się poduszeczki pod łokcie i poduszkę pod głowę, aby wygodnie leżał w grzechu i nie potrząsnęła nim ostra nagana”.

„Kościół święty nie wybiera na przewodników dusz tych, którzy są doświadczeni w sprawach ziemskich, lecz raczej tych, którzy są doświadczeni w życiu duchowym. Do świata przynależą ci, którzy zajmują się zewnętrznym sukcesem, na drugim miejscu stawiając dążenie do rzeczy niebieskich. Dobry duszpasterz musi się starać, aby przekazać swoim wiernym rzeczy niebieskie, a nie ziemskie, nie rzeczy przemijające, lecz wieczne. Posługa kapłańska jest pośród licznych zadań Kościoła posługą zbawienia. Jednak kiedy ta posługa jest powierzona osobom ślepym z powodu ignorancji, osobom uczonym, lecz pozbawionym wiary bądź osobom oddanym sprawom ziemskim, to jak mogą one prowadzić dusze?”

Duszpasterstwo zgodne z wolą Bożą, a zwłaszcza duszpasterstwo rodzin, powinno zawsze wzbudzać w duszach głęboką miłość dla woli Bożej i Jego przykazań oraz silne pragnienie życia wiecznego. Taka miłość i pragnienie nie są jednak możliwe bez zgody na poświęcenie i krzyż, ponieważ krzyż, a zwłaszcza krzyż w małżeństwie i życiu rodzinnym – przyjęty z pomocą łaski w duchu wiary – pewnie prowadzi dusze do niebieskiej ojczyzny.

Posłuchajmy jeszcze św. Grzegorza Wielkiego: „Nie powinniśmy się zbytnio przyzwyczajać do naszego ziemskiego wygnania; wygody tego życia nie powinny prowadzić nas do zapomnienia naszej prawdziwej ojczyzny, aby nasza dusza nie stała się ospała pośród tych wygód. Z tego powodu Bóg łączy swoje dary z karami, aby wszystko to, co sprawia nam przyjemność na tym świecie, stało się dla nas gorzkie, oraz aby zapalił się w duszy ten ogień, który popycha nas wciąż na nowo do pragnienia rzeczy niebieskich i pomaga nam podążać ku nim. Ogień ten przyjemnie nas pali, słodko nas krzyżuje i radośnie nas zasmuca”.

Niech Bóg natchnie duszpasterzy naszych czasów prawdziwym duszpasterstwem rodzin, które wzbogaci Kościół i współczesny świat licznymi świętymi małżonkami, świętymi ojcami i świętymi matkami, licznymi świętymi dziećmi i świętą młodzieżą. W osiągnięciu tego celu z pewnością nie pomoże nam tymczasowe i prowizoryczne duszpasterstwo „talizmaniczne”, lecz tylko duszpasterstwo trwałe, wymagające i przejrzyste, duszpasterstwo kochające krzyż, które nie zamyka dusz w doczesności, lecz prowadzi je za pomocą prawdy do życia wiecznego.

Athanasius Schneider, biskup pomocniczy Archidiecezji Przenajświętszej Maryi Panny w Astanie

Tekst stanowi wprowadzenie do książki „Rewolucja duszpasterska” Guido Vignelliniego, która ukazała się dzięki Wydawnictwu SKCh. Książkę można zamówić w Księgarni Kontrrewolucji.



http://www.pch24.pl/rewol...ka,47865,i.html
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 31 Mar 2008
Posty: 17499
Skąd: Polska
Wysłany: 18 Czerwiec 2017, 22:19    [Cytuj]

Zamach na „Humanae Vitae”. Rewanż po pół wieku?



Czy Kościół chce zmienić nauczanie dotyczące antykoncepcji? Takie informacje coraz częściej podają akredytowani przy Watykanie dziennikarze. Czy można im wierzyć? Z pewnością wierzą im progresiści, którzy z niecierpliwością oczekują pięćdziesiątej rocznicy ogłoszenia encykliki „Humanae Vitae”.

Jeden z najlepiej poinformowanych w sprawach Kościoła watykanistów, Marco Tosatti, opublikował kilka tygodni temu informację o powstającej w Watykanie „tajnej komisji”, której zadaniem ma być opracowanie dokumentu podważającego tezy zawarte w encyklice Pawła VI Humanae Vitae. Tydzień później rewelacje te, traktowane początkowo jak nieprzyjemny żart czy plotkę, potwierdziła u swoich źródeł w Watykanie niemiecka publicystka Maike Hickson. Żaden z autorów nie podaje nazwisk osób, które miałyby w tym nowym ciele zasiadać, oboje nie poddają jednak w wątpliwość, że komisja powstała z inicjatywy samego papieża Franciszka.

Dziennikarze oczywiście zapytali rzecznika Stolicy Apostolskiej, czy te rewelacje są prawdziwe. Watykan „nie potwierdził i nie zaprzeczył” tym informacjom, co ostatnimi czasy jest ulubionym sposobem komunikowania się z opinią publiczną tamtejszego biura prasowego.

Informacja – w formie plotki, ale szeroko rozpowszechnionej – poszła więc w świat, a w głowach wielu katolików tylko spotęgował się okrutny chaos.

Duch soboru nie dostał się do encykliki

Katolicka etyka seksualna od wieków wzbudza wściekłość świata zewnętrznego. Najlepszym tego przykładem była reakcja na opublikowanie przez papieża Pawła VI w 1968 roku wspomnianej encykliki Humanae Vitae. Liderzy rewolucji seksualnej, której duch przesiąknął również i do Kościoła, rwali sobie włosy z głowy czytając słowa papieża, którego niejeden z nich postrzegał jako „swojego”. O ile bowiem wielu krytyków Pawła VI nie myli się opisując jego często niezrozumiałe decyzje o „otwarciu Kościoła na świat”, o tyle przyznać trzeba, że jego dokument dotyczący stosunku katolików do płodności stanowi po prostu ortodoksyjne powtórzenie dotychczasowej nauki Kościoła. I za to trzeba być Pawłowi VI wdzięcznym.

Ale nie wszyscy oczywiście tę wdzięczność podzielali. Wraz z mitycznym „duchem soboru”, który w sercach niektórych wpływowych katolików zastąpił Ducha Świętego, do Kościoła wdarł się powiew nowoczesności i liberalizmu. Liczni duchowni z wielu miejsc na świecie głośno protestowali przeciwko tezom zawartym w encyklice, a więc przeciwko powtórzeniu całkowitego zakazu aborcji, antykoncepcji i innych nienaturalnych metod unikania potomstwa. Naraz podniósł się nieznośny klangor środowisk postępowych zarówno w Kościele jak i poza nim. Ich przedstawiciele mówili dokładnie tym samym językiem: o nieludzkiej i niedzisiejszej nauce, o bezduszności papieża i konieczności pójścia z duchem czasu. Biskupi z Niemiec, Holandii, Francji, Wielkiej Brytanii, USA i Kanady zaczęli wprowadzać własne nauczanie, wprost informując Watykan i opinię publiczną, że nie przyjmują katolickich prawd za obowiązujące wiernych, którzy zostali im powierzeni.

Paweł VI pisząc encyklikę doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jak wpływowe są – w trzy lata po zakończeniu soboru – środowiska postępowe wewnątrz Chrystusowej Owczarni. Dlatego też prosił w Humanae Vitae, o przyjęcie nauczania stanowiącego Magisterium Kościoła wszystkich bez wyjątku, cytując świętego Pawła: „Zaklinam was, Bracia, na imię Pana naszego Jezusa Chrystusa, odzywajcie się wszyscy w tym samym Duchu! Niech nie będzie wśród was rozdwojenia! Żyjcie w harmonii, w jednym duchu i w jednej myśli”.

Z papieskiego zaklinania biskupów niewiele jednak wynikło. Najgłośniejszym echem odbił się sprzeciw episkopatu Kanady, zawarty w tak zwanym „Oświadczeniu z Winnipeg”. To tam po raz pierwszy w dokumencie stworzonym przez tak wysoko postawione kościelne grono padły słowa, które do dziś wykorzystywane są w dyskusji o antykoncepcji: jeśli po dogłębnym rozeznaniu i zgodnie z własnym sumieniem małżonkowie dojdą do konkluzji, iż antykoncepcja może być przez nich stosowana, to jest to moralnie godziwy wybór. „Sumienie i rozeznanie” – znamy to z debat toczonych pięćdziesiąt lat po Humanae Vitae, czyż nie?

Warto dodać przy okazji, że wśród prominentnych przeciwników encykliki prym wiódł przez wiele lat (włącznie z kształtowaniem ostatecznego kształtu dokumentu z Winnipeg) Gregory Baum, który po latach ujawnił, że w czasie gdy pracował nad dokumentami soborowymi oraz zabierał głos przeciwko Pawłowi VI wielokrotnie łamał celibat, związawszy się najpierw z zakonnicą a potem, już po porzuceniu kapłaństwa, również z mężczyznami…

Stanowisko mniej jasne niż dotychczas

Krytyka katolickiej moralności nie skończyła się oczywiście wraz ze śmiercią Pawła VI. Jego następcy – tak Jan Paweł II jak i Benedykt XVI, byli równie ostro krytykowani za to, że… nie zanegowali słów swego poprzednika. Krytyka ta rozwinęła się jednak i weszła na trochę inne tory – do promocji antykoncepcji wśród katolików zaczęto bowiem wykorzystywać epidemię AIDS w Afryce, a także… nadmierną dzietność w części krajów na świecie. Tymi „argumentami moralnymi” próbowano przekonać papieży, że lepiej, by dopuszczono stosowanie prezerwatywy niż trwano przy dotychczasowym nauczaniu. Nie chodziło więc już tylko o antykoncepcję (choć argumenty o konieczności depopulacji ziemi zaczęły się już wówczas przebijać) ale również o rozprzestrzenianie się chorób drogą płciową. W konsekwencji w 2008 roku, w czterdziestą rocznicę opublikowania encykliki Pawła VI, sześciuset księży z Niemiec podpisało list domagający się odwołania tez zawartych w dokumencie.

Za czasów obecnego pontyfikatu presja na papieża nie zmalała – wręcz przeciwnie. Wraz z wieloma sygnałami płynącymi z Watykanu środowiska progresywne ponowiły swe postulaty. Jakie to sygnały? Chociażby wypowiedzi papieża Franciszka, według których „katolicy nie muszą być jak króliki” i posiadać licznego potomstwa. Ojciec święty niejednoznacznie odpowiedział też na pytanie o stosowanie prezerwatyw w kontekście zagrożenia wirusem Zika, co później musiał wyjaśniać rzecznik Lombardi. W końcu do Watykanu zaproszono wielkiego orędownika ograniczenia liczby ludzi na świecie – Paula Ehrlicha, który wziął udział w organizowanej przez watykańską agendę konferencji na temat „zrównoważonego rozwoju”. To nie koniec – w listopadzie ubiegłego roku Franciszek określił też mianem „człowieka, który pomógł rozkwitnąć teologii moralnej” Bernarda Häringa – najbardziej zaciekłego krytyka Humanae vitae.

Wszystko to nie mogło umknąć uwadze zwolenników zmian w nauczaniu moralnym Kościoła. Zapewne dlatego pod koniec 2016 roku do Watykanu wpłynęła petycja do Ojca Świętego. Trzy wpływowe oenzetowskie agencje popierały w niej projekt dokumentu żądającego zmiany „stanowiska Kościoła katolickiego” odnośnie homoseksualizmu, masturbacji, zapłodnienia pozaustrojowego (in vitro) i antykoncepcji. Dokument przygotowany został przez byłego księdza – Johna Wijngaardsa – a podpisało się pod nim ponad stu naukowców określających siebie samych mianem katolickich. W odpowiedzi na to pismo bardzo szybko powstał list podpisany przez pięciuset naukowców wiernych nauczaniu Kościoła, oczywiście w obronie encykliki Pawła VI.

Pro-liferzy niemile widziani?

Współczesny świat promuje rozwiązłość seksualną i wszelkie związane z nią „zabezpieczenia”. Nie może więc dziwić ogromna radość, która zagościła w sercach i na ustach wielu komentatorów liberalnych mediów, po ogłoszeniu przez Tossatiego swych rewelacji. Symptomatyczny dla polskich mediów był komentarz Adama Szostkiewicza, który nazywa papieża Franciszka „papieżem w stylu Jana XXIII: konserwatywnym, ale dialogowym” i twierdzi, że „nie odrzuciłby wniosków komisji, którą powołał”.

Obserwatorzy spoza Kościoła z uwagą patrzą także na politykę Kościoła względem organizacji pro-life, podnoszących przecież nie tylko postulat zakazu aborcji, ale także promujących wielodzietność. Amerykańskie media przed tegorocznym Marszem dla Życia w Waszyngtonie przypomniały, że takie marsze odbywają się także w Rzymie, ale Watykan nie udziela im patronatu a wśród maszerujących we Włoszech nie ma bliskich współpracowników papieża.

Nie umknęła im również informacja o działaniach nowego szefa Papieskiej Akademii Życia – arcybiskupa Vincenzo Paglii. Zwolnił on 172 osoby należące do Akademii i anulował wymóg, by nowi członkowie podpisywali oświadczenie o woli ochrony życia według… Magisterium Kościoła! Sam przewodniczący Akademii też zresztą stał się niedawno przedmiotem zainteresowania światowych mediów, za sprawą muralu w katedrze w Umbrii, którego wykonanie zlecił homoseksualiście. Ten, w ramach wdzięczności, umieścił wizerunek arcybiskupa na malowidle przedstawiającym, pisząc oględnie, treści homoseksualne i transgenderowe.

Co dalej?

Mimo, iż od powstania Humanae Vitae minie w przyszłym roku równo pół wieku, jej ocena wciąż dzieli biskupów. Zmieniło się jedynie to, że do niedawna w watykańskich dykasteriach zasiadali duchowni zgadzający się z Pawłem VI i tradycyjnym Magisterium, a poglądów duchownych kierujących tymi instytucjami dziś, nie można już tak jednoznacznie ocenić.

Polakom jak zwykle w ostatnich latach z pomocą przychodzą argumenty ad Wojtylam. Jan Paweł II stał bowiem na straży katolickiej moralności, i można spodziewać się, że jego poglądy przytaczać będą w ewentualnej dyskusji wychowani na jego pismach biskupi z naszego kraju. Linia podziału może jednak wyglądać podobnie jak na synodzie ds. rodziny – Zachodnia Europa, Ameryka Północna i część Ameryki Łacińskiej zechce zapewne iść z „duchem czasu”, co czyni przecież już i tak, bez formalnej zgody Rzymu. Czy biskupi z Europy Wschodniej, Azji Centralnej i Afryki będą w sprawie antykoncepcji równie konserwatywni jak w sprawie nierozerwalności małżeństwa? Doprawdy ciężko prognozować.

W lipcu przyszłego roku minie dokładnie pięćdziesiąt lat od ogłoszenia Humanae Vitae. Z pewnością debata nabierze wówczas rumieńców i przestanie być kwestią jedynie kuluarowych plotek.

Pewne jest jedno – katolikom rzeczywiście przydałaby się nowa encyklika dotycząca sfery seksualnej. Ale nie taka, która zaprzeczy Humanae Vitae, ale pomoże nam funkcjonować w nowych okolicznościach. W ciągu pięćdziesięciu lat pojawiło się bowiem wiele kolejnych zagrożeń, chociażby wynikających z nowoczesnych technik antykoncepcyjnych. Pragnęlibyśmy encykliki o czystości i o tym, jak żyć w świecie, w którym na każdym kroku promowana jest rozpusta. Potrzebna jest też encyklika dająca odpowiedź nie tylko na pytanie o moralną ocenę seksualności bez prokreacji, ale również na pytanie o ocenę prokreacji bez seksualności, bo i takie możliwości oferuje przecież dzisiejszy świat w postaci zabiegów in-vitro czy tzw. surogatek. Czyż nie tak powinien wyglądać dialog Kościoła ze współczesnością? Nie potrzeba by do tego żadnej tajnej komisji.

Krystian Kratiuk

http://www.pch24.pl/zamac...u-,52329,i.html
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 31 Mar 2008
Posty: 17499
Skąd: Polska
Wysłany: 25 Czerwiec 2017, 11:49    [Cytuj]

Biskup Schneider: winny kryzysu Kościoła jest kler. Ale możemy odnowić wiarę



Życie kościelne w wielu krajach jest w głębokim kryzysie. To kryzys spowodowany słabnięciem wiary, przede wszystkim wiary duchowieństwa. Ale możemy odnowić wiarę, opierając się na trzech filarach - mówi kazachski biskup Athanasius Schneider.

Bp Schneider udzielił wywiadu austriackiemu profesorowi filozofii Thomasowi Starkowi dla telewizji Gloria.tv. Jego zdaniem współczesny łatwo dostrzegalny kryzys życia kościelnego jest kryzysem wiary, ale nie tyle świeckich, co przede wszystkim kapłanów – w tym biskupów.

- Przyczyną kryzysu [życia kościelnego] jest bez wątpienia kryzys wiary. Wiara - wiara ponadnaturalna, jak mówimy w Kościele: fides divina, a więc boska wiara, będąca darem od Boga, która objawiła nam boską prawdę, Boże objawienie, a którą to prawdę Kościół w stanie niezmienionym przedłożył nam i wyjaśnił w niezmiennym Urzędzie Nauczycielskim - ta wiara jest fundamentem – powiedział hierarcha.

- Gdy fundament jest niepewny albo osłabiony, wówczas budowla powoli się skrzywia albo staje się poważnie naruszona. W ten sposób mógłbym opisać sytuację duchową wielu ludzi, życie chrześcijańskie w wielu krajach. Ten poważny kryzys wiary jest w pierwszej mierze spowodowany przez kryzys wśród duchowieństwa, nie wśród ludu. Wśród duchowieństwa. Lud Boży zaraził się jego słaba wiarą. Taka jest rzeczywistość i zawsze tak było w czasach kryzysu. Można powiedzieć, że Lud Boży ma często głębszą i mocniejszą wiarę od przedstawicieli kleru, zwłaszcza dzisiaj. Dlatego musimy prawdziwą wiarę odnowić, wzmocnić, rozjaśnić – i iść dalej – kontynuował biskup Schneider.

Hierarcha pytany o środki uzdrowienia duchowieństwa wskazał na trzy konieczne kroki w formacji przyszłych księży: powszechny powrót do nauczania świętego Tomasza z Akwinu, wpojenie zdrowego podejścia do liturgii oraz naukę życia prawdziwie duchowego.

Biskup przypomniał, że nie tylko przedsoborowe Magisterium Kościoła poleca świętego Tomasza jako podstawę dla formacji teologicznej seminarzystów; robi to także II Sobór Watykański. Te zalecenia „zorientowania się na nauce św. Tomasza” są dziś jednak „bardzo rzadko wcielane w życie, jedynie w niewielu placówkach edukacyjnych”.

- Tymczasem, jak myślę, musimy powrócić do zdrowej nauki Kościoła w kształceniu księży, przede wszystkim do św. Tomasza z Akwinu. Następnie [trzeba] jeszcze lepiej i głębiej wyjaśnić [seminarzystom] nieomylny i niezmienny Urząd Nauczycielski – wskazał hierarcha. Jego zdaniem musi przynieść to owoce w oczyszczonym, zdrowszym podejściu do liturgii. – Lex credendi lex orandi. Prawdziwa, czysta i przykładna wiara oraz teologia muszą znaleźć odzwierciedlenie w godnej liturgii – powiedział.

Temu musi towarzyszyć zmiana lex vivendi, sposobu życia przyszłych kapłanów. – Trzeba zaoferować kandydatom do kapłaństwa prowadzenie prawdziwe duchowego życia […]. W ten sposób otrzymamy dobrych kapłanów, których wiara będzie o wiele mocniej oddziaływać w Ludzie Bożym. Wzmocnimy też dzięki temu życie rodzinne, a z dobrych rodzin katolickich otrzymamy powołania. To pozwoli na odnowę – mówił bp Schneider.

Prof. Stark pytał kazachskiego biskupa o ocenę postaw optymistów w Kościele, którzy wierzą święcie, że wszystko „będzie dobrze” i nie ma się czym przejmować. Według Schneidera to wyjątkowo naiwna i nieodpowiedzialna postawa. – Nie możemy zamykać oczu na rzeczywistość albo chować głowy w piasek i mówić, że wszystko jest w porządku. Nie jest. Widzimy to, nie potrzeba na to już wielkich dowodów. Byłoby nieodpowiedzialne, gdybyśmy mówili, że wszystko jest w porządku albo że nie jest tak źle. Jest źle. Jeżeli stwierdzamy istnienie oczywistego zła w życiu Kościoła to nie oznacza to zarazem, że jesteśmy pesymistami. To realizm. To troska o wiarę, o Kościół. Jeżeli jakiś ojciec powiedziałby wobec wielkich trudności w rodzinie: Nie jest tak źle, nie musimy się przejmować, jakoś to będzie - to byłoby to nieodpowiedzialne. Gdy jest poważny kryzys, ojciec musi szukać jakiejś pomocy i rozwiązań. Tak jest teraz w Kościele.

Biskup mówił też o problemie ludzi na najwyższych szczeblach hierarchii kościelnej, którzy zdaj się niekiedy nie posiadać w pełni skarbu wiary katolickiej. – To na przykład kardynałowie. Po papieżu to najwyższy urząd kościelny. Tymczasem w ciągu ostatnich dwóch lat widzieliśmy, że nawet z ich ust padały słowa przeciwne wierze katolickiej. To bardzo smutne – wskazywał bp Schneider. Zacytował następnie kard. Frajno Šepera, poprzednika kard. Józefa Ratzingera na urzędzie prefekta Kongregacji Nauki Wiary, który powiedział: "Kryzys Kościoła jest kryzysem biskupów".

Prof. Stark pytał z kolei o właściwe podejście do dwuznacznych dokumentów Kościoła katolickiego. – Dwuznaczność nigdy nie jest czymś pozytywnym – ocenił bp Schneider. Dodał, że byłoby nierozsądne mówić, iż wszystkie dokumenty po II Soborze Watykańskim były dwuznaczne, bo to nieprawda; dwuznaczne jednak także się zdarzały. Te na szczęście nie roszczą sobie prawa do nieomylności i należy postrzegać je w kategoriach duszpasterskich. – W pewnej mierze uprawniona jest możliwość uzupełnienia takich dokumentów jaśniejszymi wypowiedziami […]. W ważnych sprawach, które dotyczą zbawienia i od których zbawienie zależy, Kościół musi przedstawiać jasne zalecenia – mówił biskup.

Wymienił tu między innymi wyraźnie i jednoznacznie potwierdzony ostatnio przez Jana Pawła II i Benedykta XVI zakaz dopuszczenia do Stołu Pańskiego rozwodników w nowych związkach, którzy nie żyją w czystości, a którego to zakazu żadne „nowe” nauczanie nie może zmienić. Biskup wskazał jednak na szereg innych kwestionowanych dziś prawd wiary katolickiej, o których Urząd Nauczycielski musi wypowiadać się z niedwuznaczną jasnością:

- Dotyczy to jedyności zbawczej Jezusa Chrystusa, jedynej drogi także dla współczesnych żydów, [Chrystusa], który jest jedynym zbawcą wszystkich […]. [Dotyczy to] tego, że nie ma innego Kościoła, jak Kościół rzymski i katolicki z papieżem, który zawiera w sobie różne ryty – ryty wschodnie, także będące katolickimi; to jest jedyny Kościół i poza nim nie ma zbawienia, nie ma zbawienia poza Chrystusem. [Dotyczy to] tego, że Chrystus jest królem nad wszystkim, co stworzone, nie wyłączając ludzkiego społeczeństwa – wymieniał hierarcha.

- W tych rzeczach, które są dziś zakłamywane albo które odczytuje się fałszywie, Kościół powinien dać całkowicie jasne wyjaśnienie, jako pomoc i orientację dla ludzi w tym pomieszaniu by [mogli] iść za Bogiem i osiągnąć życie wieczne – dodał.

Austriacki filozof skierował następnie rozmowę na adhortację posynodalną papieża Franciszka Amoris laetitia, pytając, co stanie się, jeżeli zabraknie wyjaśnień Kościoła odnośnie rozdziału ósmego, zawierającego zdaniem samego bp. Schneidera dwuznaczności. Według biskupa jeżeli Stolica Apostolska nie sprecyzuje, jak interpretować te passusy, „rozprzestrzeniać będzie się niepewność, dwuznaczność i fałszywe stosowanie” adhortacji. – To wielkie niebezpieczeństwo, bo w niektórych Kościołach lokalnych już od lat praktykuje się skrycie dopuszczenie rozwodników w nowych związkach do Komunii. Poprzez Amoris laetitia taka praktyka jest umacniana i to wielkie zagrożenie. […] Konieczne jest, by Urząd Nauczycielski możliwie szybko przedstawił autentyczne wskazania co do odczytania i zastosowania 8. rozdziału Amoris laetitia – dodał biskup pomocniczy Astany.

Hierarcha dopytywany, jak reagować mają zwykli księża w sytuacji takich dwuznaczności, także w obliczu możliwej presji ze strony przełożonych, odparł, że konieczna jest gotowość do pełnej wierności Bogu, a nie ludziom. Kapłani muszą być przygotowani nawet do porzucenia swojego urzędu po to, by nie sprzeniewierzyli się temu, co powierzył im Chrystus.

Pach

Źródło: gloria.tv

http://www.pch24.pl/bisku...l#ixzz4CIt83EBe
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 31 Mar 2008
Posty: 17499
Skąd: Polska
Wysłany: 17 Lipiec 2017, 08:17    [Cytuj]

Romano Amerio o posoborowym kryzysie katechezy



„Pan Jezus błogosławił dzieci, a uczył dorosłych. Dziś Kościół czyni odwrotnie”. Słowa te zdaniem wielu katolików trafnie oddają współczesną rzeczywistość. To jednak nie do końca prawda. Bywa bowiem, że zamiast braku katechezy, stosuje się katechizację fałszywą. Przynosi to opłakane skutki: utratę wiary.

Na fali źle rozumianej posoborowej odnowy w zachodnim Kościele katolickim doszło niemal do wysypu fałszywych katechizmów, heterodoksyjnych podręczników do religii et cetera. Za źródło problemu uznać można uznać fałszywą koncepcję tego, czym jest Katecheza.

Rozmaite „kreatywne” pomysły w tej kwestii pojawiły się, jak zauważa Romano Amerio w „Iota Unum”, już podczas kongresu na temat nauczania religii w 1969 roku w Asyżu. Przyjęto wówczas „dokument sugerujący rezygnację z wszelkich treści dogmatycznych, tj. specyficznie katolickich, i zastąpienie nauczania religii nauczaniem historii religii w ogóle”. Na tym jednak nie koniec.

„Nietypowe” podejście do Katechezy zaprezentował także synod biskupów w 1977 roku. Co stanowiło jego tematykę oficjalną? Katecheza. Co jednak zdominowało obrady? „Mówiono o doświadczaniu Boga, przyswajaniu miłości i wiary, o doświadczeniu Boga, obnażaniu niesprawiedliwości społecznej”, zauważa Romano Amerio. Gdy jednak poruszano temat nauczania religii, to czyniono to często bez związku z jej prawdziwym rozumieniem. Jedni widzieli w katechizacji środek do doświadczenia obecności Chrystusa. Inni zaś odwracali tę kolejność, twierdząc, że to przeżycia religijne stanowią źródło katechezy. Tymczasem jedno i drugie to błąd.

„Przez te i wiele innych stwierdzeń, jakie padały z ust uczestników synodu” – zauważa autor „Iota Unum” – „przebija myślenie modernistyczne. Katecheza jest nauczaniem, które nie wyłania się z życiowego doświadczenia wierzących, bowiem zawiera nieobecne w nim treści nadprzyrodzone. Wypływa bezpośrednio z Boskiego nauczania. Może ewentualnie prowadzić do doświadczenia religijnego, jednak w żadnym razie nie jest pochodną doświadczenia” – dodaje szwajcarski myśliciel.

Wśród uczestników synodu pojawiała się także pogarda dla przedstawiania w katechizmach prawd ostatecznych. Dlaczego? Oddajmy głos ówczesnemu przełożonemu generalnemu jezuitów, ojcu Arrupe. Jego zdaniem katechizmy nie powinny zawierać „definicji pełnych, ścisłych ortodoksyjnych, gdyż w ten sposób mogłyby one przytłaczać swym arystokratycznym charakterem”. Dostrzegamy tu zatem wpływy marksizmu. Koncepcja absolutnej prawdy jawi się jako element „arystokratyczny”. Podobnie bowiem jak szlachta stoi ponad ludem, tak i prawda stoi wyniośle ponad rozmaitymi mniemaniami. Zamiast jednego powszechnego katechizmu, teologiczni postępowcy zaproponowali zatem ich wielość.

Wiele Katechizmów i wiele herezji

Na tle heretyckich „katechizmów” wyróżnia się zwany Katechizmem Holenderski z 1966 roku. Jak zauważa Romano Amerio „dwie rzeczy wywołały (w nim) dość powszechne zdumienie: po pierwsze skala ekscesów doktrynalnych polegających nie tylko na negowaniu istnienia diabła i aniołów, ale też na podważaniu sakramentu kapłaństwa, teandrycznej natury Chrystusa oraz jego prawdziwej obecności w Eucharystii – a po drugie niemrawe potępienie Katechizmu przez Stolicę Apostolską”.

Powstały w 1966 roku dokument został wprawdzie potępiony. Pozwolono mu jednak krążyć w katolickim obiegu, pod warunkiem dołączenia noty potępiającej do każdego egzemplarza. Nie zniechęciło to bynajmniej ciekawskich do masowego nabywania heretyckiej publikacji. Do zakazu rozpowszechniania przez katolickie wydawnictwa potrzebny okazał się pontyfikat Jana Pawła II. Pochodzący z Polski papież wydał zakaz w 1980 roku.

W okresie posoborowym wychodziły także inne, wątpliwe doktrynalnie publikacje. Na przykład wydana przez biuro do spraw katechezy przy Kurii Diecezji Paryskiej książka „Kto ustanawia prawo?”. Jej autor, Jean Le Du oskarżył Mojżesza o sfabrykowanie dziesięciu przykazań. Cóż, podobne tezy głosił Wolter i narodowi socjaliści. To jednak nie wszystko.

We Włoszech „przykładem scedowania władzy nauczycielskiej Konferencji Episkopatu na księży-odnowicieli było zlecenie intelektualistom opcji marksistowsiej (…) zadania opracowania nowego katechizmu”. Skutkiem okazały się heterodoksyjne Katechizmy dla Młodzieży (1979) i Katechizm dla Dzieci (1976). Te drugi, zamiast jasnego wykładu doktryny katolickiej przedstawił podejście ekumeniczne. Podejście oparte na dostrzeganiu wartości każdej wiary, skupianiu się na elementach wspólnych w każdej religii.

W efekcie „to, co specyficznie katolickie, powoli traci na znaczeniu. Nie wspomina się już o grzechu, błędzie, potępieniu, odkupieniu, sądzie ostatecznym, wiecznym przeznaczeniu człowieka. Chrześcijaństwo (…) jak się zdaje, nie jest nawet niczym szczególnym – ot, jednym z ogniw szerokiego frontu współpracy dla dobra ludzkości”.

Inny przykład to francuski podręcznik do religii „Pierres Vivantes”. W duchu wulgarnego modernizmu przedstawia on Zmartwychwstanie jako wydarzenie o czysto duchowym charakterze. Generalnie jednak, jak zauważa Romano Amerio „heterodoksyjność tego katechizmu, udającego przed wiernymi we Francji, że jest autentycznym przekazem wiary Kościoła katolickiego nie wynika wprost z lektury każdego z artykułów lecz polega na opuszczeniach, niedopowiedzeniach, metaforach. Staje się to szczególnie wyraźne, gdy porównamy go z dawnym katechizmem”. Na przykład opisując Najświętszą Maryję Pannę nie używa w ogóle określeń takich jak „Matka Boża” czy „Niepokalana”. Pisze natomiast o „palestyńskiej dziewczynie”. Ograniczenie się do tego typu sformułowań skutecznie i w białych rękawiczkach ruguje wiarę w nadprzyrodzony charakter prawd wiary.

Istota problemu i remedium

Podsumowując , współczesna Katecheza wiąże się z dwoma problemami: metodologicznym i dogmatycznym. Ten pierwszy polega, jak zauważa autor „Iota Unum” na porzuceniu „pedagogiki katolickiej, w świetle której prawda jest transcendentna, czyli wykracza poza inteligencję tego, który ją otrzymuje”. Ten drugi zaś na „rezygnacji z ostoi wiary poprzez zastąpienie jej subiektywnymi dociekaniami i wyborami”.

Czy istnieje remedium na błędy dzisiejszej Katechezy? Tak i jak zauważył ówczesny kardynał Joseph Ratzinger jest nią powrót do tradycyjnej metody. Do struktury katechizmów trydenckich. Zgodnie z nią po pierwsze należy wyłożyć dziecku prawdy wiary. Następnie zaś przedstawić „to, czego powinien pragnąć”. Do tego doskonale nada się nauka Ojcze Nasz. Po trzecie zaś nauka o tym, co czynić, a więc Dekalogu.

„Ten podział na trzy płaszczyzny kryje w sobie wielką głębię metafizyczną i teologiczną (autorzy nowych katechizmów najwyraźniej nie byli tego świadomi), ponieważ odpowiada on trynitarnej konstytucji każdego bytu, wewnętrznej strukturze Trójcy Świętej, a także podziałowi na trzy cnoty teologalne: wiarę, nadzieję i miłość” – zauważa Romano Amerio. Lekarstwem na chore wymysły katechistycznych postępowców okazuje się zatem mądrość wieków.

Źródło: Romano Amerio „Iota Unum”

Marcin Jendrzejczak

Książkę Romano Amerio pt. „Iota Unum” można zamówić w Wydawnictwie ANTYK, 05-806 Komorów, Klonowa 10a, tel. 227580359

https://www.pch24.pl/roma...y-,53077,i.html
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Informacje | TV Trwam | Radio Maryja na żywo |
Polecamy:informacje ktorych potrzebujesz Fundacja Skierniewice i Szkola Skierniewice
Korzystanie z forum oznacza pełną akceptację otrzymywania plików cookies.

phpBB by przemo  
Strona wygenerowana w 0,153 sekundy. Zapytań do SQL: 8