ND Forum - Dzień dobry POLSKO! Strona Główna ND Forum - Dzień dobry POLSKO!
Ludzie z sercem i głową

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Synod biskupów
Autor Wiadomość
Coltrane


Dołączył: 31 Mar 2008
Posty: 17751
Skąd: Polska
Wysłany: 13 Październik 2015, 20:44   Synod biskupów [Cytuj]

Co przyniesie synodalny raban?



W najnowszym dwumiesięczniku „Polonia Christiana” m.i. wstrząsające wywiady z kardynałem Raymondem L. Burke i arcybiskupem Janem Pawłem Lengą.

- Dopuszczenie do Komunii rozwodników żyjących w nowych związkach byłoby równoznaczne z wyrzeczeniem się nauczania o nierozwiązywalności małżeństwa. Dlatego głoszenie, że homoseksualizm nie jest zaburzeniem bądź ma pozytywne aspekty, to jawna herezja – mówi kardynał Raymond L. Burke. Hierarcha wyjaśnia także sprawę głośnego wywiadu dla jednej z francuskich telewizji, która – manipulując materiałem video – zasugerowała, że kardynał pozostaje w konflikcie z papieżem Franciszkiem. - Nie stoję w konflikcie z papieżem Franciszkiem. Ojciec Święty nigdy mi nie powiedział, żebym nie nauczał czegoś, czego naucza Kościół. Gdyby jednak tak zrobił, to bym się sprzeciwił – wyznał hierarcha.

Porażające są również słowa arcybiskupa Jana Pawła Lengi: - Na synodzie okaże się, po której stronie jest papież. Jeśli przyjmie pozycję tych, którzy go podpuszczają do tego, żeby dawać Komunię rozwiedzionym – dojdzie do herezji w Kościele, a jeżeli tego nie podpisze, nastąpi schizma – mówi były biskup Karagandy. Duchowny ostrzega przed ideologią politycznej poprawności, która – jak zauważa – dosięgła już szczytów hierarchii Kościoła świętego.

http://www.pch24.pl/co-pr...--,37995,i.html
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 31 Mar 2008
Posty: 17751
Skąd: Polska
Wysłany: 13 Październik 2015, 21:31   Re: Synod biskupów [Cytuj]

Węgierski arcybiskup do ojców synodalnych: źródłem ataków na rodzinę jest szatan!



To szatan jest źródłem ataków na rodzinę, by się im przeciwstawić potrzebujemy walki duchowej – apelował w trakcie synodu arcybiskup Fülöp Kocsis, głowa Kościoła katolickiego obrządku bizantyjsko-węgierskiego. Jak podaje voiceofthefamily.com, zdaniem węgierskiego hierarchy synod powinien wyraźnie wskazać na duchowe rozwiązanie problemów, z jakimi boryka się rodzina.

Arcybiskup Kocsis zauważył w trakcie interwencji synodalnej, że dokument, nad którym pracują biskupi, jest obciążony poważnymi brakami. W wielu punktach „Instrumentum Laboris” mówi o zmianie społecznej i nowych czasach, nazywając trudności podejmowane w trakcie synodalnych dyskusji „wyzwaniami”.

– Wydaje mi się, że tekstowi brakuje wyjaśnienia, które precyzyjnie dotyka początku, źródeł tych zmian. Skąd one pochodzą? Duża część z nich nie jest zgodna z planem Bożym, nie pochodzi od Niego. A jeśli tak, trzeba zapytać: skąd biorą się te zmiany? Skąd wynikają te trudności? – pytał arcybiskup Fülöp Kocsis.

– Musimy jasno powiedzieć, że w naszym niezwykle zepsutym świecie rodzina i ludzie dobrej woli są celem ataku, okrutnego i ogromnego ataku. I ten atak pochodzi od diabła. Musimy po imieniu nazwać te diabelskie siły, które w przypadku tych (omawianych – przyp. red.) zjawisk mają pewną rolę do odegrania. W ten sposób możemy odnaleźć wskazówki, dotyczące nawet poszukiwania możliwych rozwiązań – tłumaczył węgierski arcybiskup.

Następnie hierarcha przywołał nauczanie św. Pawła Apostoła z Listu do Efezjan: Nie toczymy bowiem walki przeciw krwi i ciału, lecz przeciw Zwierzchnościom, przeciw Władzom, przeciw rządcom świata tych ciemności, przeciw pierwiastkom duchowym zła na wyżynach niebieskich (Ef 6,12).

– Możemy wyraźnie zobaczyć, że w naszych czasach w celu zwalczania ataków szatana potrzebna jest walka duchowa – kontynuował arcybiskup Kocsis. Jak zauważył, wskazanie na walkę duchową powinno pojawić się w ostatecznej wersji dokumentu, w której muszą zostać sformułowane wnioski i proponowane rozwiązania.

Fülöp Kocsis (ur. 1963) jest głową Kościoła katolickiego obrządku bizantyjsko-węgierskiego, liczącego ok. 326 tysięcy wiernych. 20 marca 2015 eparchia Hajdúdorog, którą kierował biskup Kocsis, została podniesiona do rangi metropolii. Odtąd w jej skład wchodzi eparchia Miszkolcu oraz eparchia Nyíregyháza.

Tekst wystąpienia węgierskiego duchownego zaprezentował serwis voiceofthefamily.com.

mat

http://www.pch24.pl/wegie...n-,38757,i.html
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 31 Mar 2008
Posty: 17751
Skąd: Polska
Wysłany: 22 Październik 2015, 08:10   Re: Synod biskupów [Cytuj]

http://www.pch24.pl/tv,kr...s-synod--,38081

Kryzys. Dokąd zaprowadzi nas synod?

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=pqJcsl7pB7g[/youtube]

Portal PCh24.pl przedstawia film na temat dramatycznego kryzysu w Kościele. Przed naszymi kamerami wystąpili między innymi kardynał Raymond Burke, arcybiskup Jan Paweł Lenga i biskup Athanasius Schneider, a także prof. Grzegorz Kucharczyk oraz redaktor naczelny magazynu „Polonia Christiana” Sławomir Skiba.

Hierarchowie wypowiadający się w filmie zauważają, że żyjemy w czasach ogromnego kryzysu Kościoła. Przejawia się on zarówno w kryzysie formacji kapłańskiej, w odejściu od pobożności wśród wiernych, ale także w dezercji wielu biskupów z pola walki ze współczesnością.

Bardzo mocne są wypowiedzi arcybiskupa Lengi, który mówiąc o swych braciach w biskupstwie używa wyjątkowo zdecydowanych słów – mówi o „wilkach w owczej skórze” oraz o pogodzonych ze światem „milczących baranach”. Twierdzi, że w Kościele nie panuje już dłużej duch Ewangelii.

Biskup Schneider zauważa natomiast, że żyjemy w czasach faktycznej schizmy w Kościele, gdyż wielu następców apostołów utraciło łaskę wiary. Przypomina, że Kościół należy do Chrystusa, do Tego przez Którego został stworzony, a nie do kapłanów, nawet najwyższych spośród nich.

Kardynał Raymond Leo Burke, znany ze stanowczego sprzeciwu podczas poprzedniej sesji synodu wobec dążeń biskupów niemieckich, mówi dlaczego czuł się w obowiązku zaprotestować. Przypomina także, że jeżeli ktoś twierdzi, iż „nie jest filią Rzymu” – a takie słowa padły z ust kardynała Reinharda Marksa – nie może dłużej nazywać siebie katolikiem.

Film – wyprodukowany przez Stowarzyszenie Kultury Chrześcijańskiej imienia księdza Piotra Skargi. Powstał dzięki hojności darczyńców portalu PCh24.pl, za co serdecznie im dziękujemy.

PCh24.pl presents “Crisis. Where will the synod lead us to?” – a documentary film on the dramatical situation of the Catholic Church in the eve of the final session of the synod. Is holy matrimony really endangered? German bishops will succeed in changing the Catholic Church? Who have the highest authority? In film produced by Father Skarga Society appeared cardinal Raymond Burke, archbishop Jan Paweł Lenga, bishop Athanasius Schneider, prof. Grzegorz Kucharczyk (political scientist, columnist of PCh24.pl) and Sławomir Skiba ( editor in chief of “Polonia Christiana” magazine).
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 31 Mar 2008
Posty: 17751
Skąd: Polska
Wysłany: 18 Marzec 2016, 10:38   Re: Synod biskupów [Cytuj]

Rewolucja w Kościele ? :roll:


Kardynał Kasper o papieskiej adhortacji: „przewróci kartę historii”



Liberalny purpurat odniósł się do adhortacji papieża Franciszka, podsumowującej zeszłoroczny Synod poświęcony rodzinie. Papież podpisze dokument 19 marca. Niemiecki kardynał uważa, że będzie to ważne wydarzenie, a Kościół przewróci wreszcie kartę historii, aktualną od 1700 lat.

Papieska adhortacja ujrzy światło dzienne w najbliższych dniach. Kardynał Kasper uznał, że będzie to „milowy krok”, którego dokona Kościół. W obszernym dokumencie mamy znaleźć m.in. informacje na temat osób żyjących w związkach niesakramentalnych, a także wierzących rozwiedzionych, którzy starają się angażować w życie wspólnoty. Zdaniem kard. Kaspera, dzięki temu dokumentowi, Kościół "przewróci kartę historii trwającą 1700 lat". Niemiecki duchowny odwołał się także do obecności kobiet w życiu Kościoła, nie tylko jako wspólnoty wiernych, ale także jako instytucji.

- Nie możemy powtarzać formuł z przeszłości i barykadować się za murem ekskluzywności i klerykalizmu. Kościół musi żyć we współczesności i umieć interpretować współczesność. W tym znaczeniu koniecznym jest dowartościowanie roli kobiety i z tym związana konieczność powierzenia jej kluczowych zadań w administracji Kurii i diecezji – powiedział.

Warto zwrócić uwagę na symboliczną liczbę 1700 lat, o której wspominał purpurat. Prawdopodobnie kard. Kasper sięga do Soboru w Nicei z 325 r., gdzie poruszano kwestię ”katharoi”. W kanonie VIII Pierwszego Soboru Powszechnego z Nicei czytamy: „W sprawie tych, którzy nazywają samych siebie czystymi, święty i wielki sobór postanowił, że jeśli chcą powrócić do powszechnego i apostolskiego Kościoła, [...] konieczne jest przede wszystkim, aby oni przyobiecali na piśmie, że zgadzają się i będą posłuszni nauczaniu Kościoła powszechnego. Następnie, że pozostaną we wspólnocie z tymi, którzy dwa razy zawarli małżeństwo oraz z tymi, którzy upadli w czasie prześladowań, a którym został wyznaczony czas na odbycie pokuty i stosowna pora, aby uznali swe posłuszeństwo we wszystkim nauczaniu powszechnego i apostolskiego Kościoła.”

Wiele wskazuje na to, że komentarz zawarty w VIII kanonie Soboru z Nieci, kard. Kasper próbuje zestawiać z obecną sytuacją osób trwających w związkach niesakramentalnych.

Przypomnijmy, że kard. Kasper wielokrotnie deklarował poparcie dla pozwolenia na udzielanie Komunii Świętej osobom żyjącym w kolejnym partnerem, pomimo zawarcia wcześniej związku sakramentalnego. Opinie purpurata stoją w zdecydowanej sprzeczności z doktryną Kościoła katolickiego. Niemiecki duchowny proponował także stworzenie drugiego rodzaju małżeństwa, dostępnego dla osób rozwiedzionych, będących w nowych związkach.

Według argentyńskiego magazynu „La Razon”, papieska adhortacja będzie obszernym dokumentem zawierającym 323 punkty. Dziennikarze, którzy dotarli do tych informacji zapowiadają również, że adhortacja stylem pisania będzie nawiązywała do "teologii narracyjnej popularnej w Ameryce Łacińskiej".

Źródło: Deon.pl

POz

http://www.pch24.pl/kardy...ii,41976,i.html
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 31 Mar 2008
Posty: 17751
Skąd: Polska
Wysłany: 8 Kwiecień 2016, 20:43   Adhortacja "Amoris Laetitia" [Cytuj]

Po Amoris Laetitia. Kościół dwóch prędkości



Papieska adhortacja Amoris Laetitia powtarza pastoralne propozycje synodu biskupów. Choć papież Franciszek – wbrew oczekiwaniom postępowych hierarchów i liberalnych mediów – nie „zalegalizował rozwodów”, być może zrobią to za niego niektórzy duchowni. W sprawie rozwodników żyjących w nowych związkach dotychczasowa praktyka skrajnie postępowych duchownych i biskupów (szczególnie Zachodu) nie zmieni się. A biskupi wierni Chrystusowemu nauczaniu? Cóż, oni będą interpretować papieski dokument zupełnie inaczej.

Obserwując przygotowania do publikacji adhortacji o rodzinie, nie sposób było nie zauważyć, że Ojciec Święty stał na rozstaju dróg. Z jednej strony musiał bowiem brać pod uwagę stanowisko bliskich mu kardynałów Kaspera i Marxa, pragnących papieskiego przyzwolenia na udzielanie Komunii Świętej rozwodnikom żyjącym w nowych związkach. Sugerowali oni nawet, że Kościół niemiecki „nie jest filią Rzymu” i jeśli ich postulaty nie zostaną spełnione, może dojść do schizmy. Z drugiej strony grupa biskupów wierna Chrystusowemu nauczaniu też stawiała sprawę jasno – podkreślając, że tego typu rozumowanie jest herezją! Papież wiedział więc, że jakiekolwiek twarde i jednoznaczne stanowisko zapisane w Amoris Laetitia spowoduje konflikt wśród kardynałów, schizmę lub oskarżenia o herezję. Choć trzeba zaznaczyć, że katolicy mieli prawo oczekiwać, że Franciszek wprost powtórzy nauczanie Chrystusa o nierozerwalności małżeństwa (a więc i niemożności przyjęcia Komunii Świętej przez rozwodników). Tak się jednak nie stało. Szkoda, bo kto jak kto, ale papież nie powinien się od takiej odpowiedzialności uchylać pod żadną groźbą, nawet groźbą schizmy.

Po publikacji dokumentu wiemy jednak, że papież wybrał inną ścieżkę – ścieżkę „synodalności”. Pół roku temu Ojciec Święty mówił, że „Bóg oczekuje od Kościoła w trzecim tysiącleciu drogi synodalności”. To także droga decentralizacji Kościoła, do której skłonność dostrzegamy śledząc obecny pontyfikat na każdym kroku. Widzimy ją również w opublikowanej właśnie adhortacji, szczególnie w rozdziale dotyczącym „praktyki duszpasterskiej” – papież powtarza bowiem wprost zapisy z dokumentu kończącego obrady synodu. To pierwszy objaw owej synodalności i decentralizacji. Drugim jest już sama treść powtórzonych akapitów.

Po ich publikacji w dokumencie końcowym synodu, wielu duchownych zwracało uwagę, że używane w nich słowa nie są przejrzyste w fundamentalnej kwestii wiary. Kardynał Burke podkreślał na przykład, że „integracja to nie jest termin teologiczny, co sprawia, że jego rozumienie może być niejednoznaczne”. - Nie rozumiem, jak może być ona „kluczem duszpasterskiego towarzyszenia rozwodnikom, którzy zawarli ponowny związek”. Kluczem ich duszpasterstwa powinna być przecież Komunia oparta na chrystusowej prawdzie o małżeństwie, nawet jeśli jedna ze stron małżeństwa została porzucona przez grzech drugiej strony – zauważał.

Jakby tego było mało, kiedy akapity te znalazły się w dokumencie końcowym synodu, obie strony sporu, zarówno biskupi progresiści jak i hierarchowie wierni nauczaniu Chrystusa ogłosili… swój triumf. Jak to możliwe, skoro spierali się bardzo ostro, a ich stanowiska wydawały się niemożliwe do pogodzenia? Wszystko jest kwestią użytego języka, powielonego teraz przez papieża w adhortacji.

I tak kardynał Kasper cytując wspomniane ustępy twierdził, że teraz, po odpowiednim „rozeznaniu” sytuacji, rozwodnicy żyjący w nowych związkach będą mogli przystępować do Komunii Świętej. To właśnie to oznaczają według niego sformułowania takie jak „logika integracji” czy „rozwodnicy nie mogą czuć się ekskomunikowani”.

Prawowierni biskupi po synodzie też ogłosili swoje zwycięstwo. Byli zadowoleni, że w końcowym dokumencie nie ma słowa o możliwości przystępowania do Komunii Świętej przez osoby żyjące w grzechu ciężkim, co oznaczało, że starania strony liberalnej zostały udaremnione. Uznali, że „większa integracja”, która wynikać musi z miłosierdzia, to po prostu większe włączenie do np. prac w radzie parafialnej i posłudze w trakcie Mszy Świętej.

Tyle, że zarówno w tamtym dokumencie, jak i w adhortacji Amoris Laetitia (choć rzeczywiście nie znalazły się słowa zezwalające na grzech świętokradztwa), nie zapisano również wprost, że do sakramentów przystępować im nie wolno. Jan Paweł II, gdy ogłaszał Familiaris Consortio, chcąc uniknąć jakichkolwiek nieporozumień napisał: Kościół jednak na nowo potwierdza swoją praktykę, opartą na Piśmie Świętym, niedopuszczania do komunii eucharystycznej rozwiedzionych, którzy zawarli ponowny związek małżeński. Nie mogą być dopuszczeni do komunii świętej od chwili, gdy ich stan i sposób życia obiektywnie zaprzeczają tej więzi miłości między Chrystusem i Kościołem, którą wyraża i urzeczywistnia Eucharystia. W adhortacji papieża Franciszka takiego jasnego, niepozostawiającego pola do interpretacji stwierdzenia brakuje.

Co może zatem z tego wynikać?

Wszystko wskazuje na to, że w następnych latach będziemy świadkami pogrążania się wielu Kościołów w stanie faktycznej, choć nieformalnej „rozwodowej schizmy”. Polscy biskupi, zdecydowanie broniący nauczania Pana Jezusa potwierdzonego w dokumentach Jana Pawła II, nadal będą przekazywać wiernym katolicką naukę i dbać o nienaruszanie dyscypliny duszpasterskiej w tej dziedzinie. Pozostanie tak, mimo iż Polacy zaliczają się do grona narodów borykających się z falą rozwodów. Tak jak polscy hierarchowie postąpią biskupi z Afryki, spora część duchownych ze wschodu Europy oraz pojedynczy biskupi Zachodu. Reszta ucieszy się, że papieski dokument skonstruowany jest tak, że mogą nadal wcielać w życie swoją własną interpretację Ewangelii, wedle której nie ważne jak i z kim żyjesz, nie ważne czy byłeś u spowiedzi, ważne, że chcesz przyjąć Komunię Świętą, więc powinniśmy ci jej udzielić.

Już podczas trwania synodu taką sytuację przewidywał poczytny anglojęzyczny portal „Voice of the Family” pisząc: „70 lat po zakończeniu II wojny światowej granica na Odrze i Nysie pomiędzy Niemcami a Polską zdaje się obecnie rozdzielać Kościół wzdłuż linii heterodoksji i katolicyzmu. Prosimy o modlitwę w tej krytycznej godzinie”.

Ciężko tej prośby dzisiaj nie powtórzyć. Tym bardziej, że papież Franciszek nie poprzestał w swej adhortacji wyłącznie na miłych, ciepłych i pokrzepiających słowach – co więcej, nietrudno sobie wyobrazić, że wiele spośród użytych przezeń sformułowań może być wykorzystanych przez progresistów jako swoisty bat na duchownych interpretujących dokument inaczej niż oni. W adhortacji papież zawarł bowiem cytaty z własnego wystąpienia kończącego synod. Franciszek pisze na przykład: W związku z tym duszpasterz nie może czuć się zadowolony, stosując jedynie prawa moralne wobec osób żyjących w sytuacjach „nieregularnych”, jakby były kamieniami, które rzuca się w życie osób. Tak jest w przypadku zamkniętych serc, które często chowają się nawet za nauczaniem Kościoła, aby „zasiąść na katedrze Mojżesza i sądzić, czasami z poczuciem wyższości i powierzchownie, trudne przypadki i zranione rodziny”.

Któż zechce być tym, kto rzuca kamienie w osoby bronione przez Ojca Świętego? I kto będzie teraz interpretował, co jest jeszcze postępowaniem „zgodnym z nauczaniem Kościoła” a co „rzucaniem kamieniami”? Gdyby komuś przyszło do głowy, że dokument w takim kształcie może powodować pewnego rodzaju zamieszanie – jeśli jest interpretowany ze złą wolą – odpowiedzi udziela sam papież:

Rozumiem tych, którzy wolą duszpasterstwo bardziej rygorystyczne, nie pozostawiające miejsca na żadne zamieszanie. Szczerze jednak wierzę, że Jezus Chrystus pragnie Kościoła zwracającego uwagę na dobro, jakie Duch Święty szerzy pośród słabości: Matki, która wyrażając jednocześnie jasno obiektywną naukę „nie rezygnuje z możliwego dobra, lecz podejmuje ryzyko pobrudzenia się ulicznym błotem” . Pasterze proponujący wiernym pełny ideał Ewangelii i nauczanie Kościoła, muszą im także pomagać w przyjęciu logiki współczucia dla słabych i unikania prześladowania lub osądów zbyt surowych czy niecierpliwych. Ta sama Ewangelia wzywa nas, byśmy nie osądzali i nie potępiali (por. Mt 7, 1; Łk 6, 37).

O Komunii Świętej nie ma tu ani słowa. Czy jednak tak jak my zrozumieją to biskupi Zachodu? Kardynał Kasper zdążył już wypowiedzieć się na temat Amoris Laetitia. Uznał ją za „milowy krok” w historii Kościoła.

Krystian Kratiuk

http://www.pch24.pl/po-am...ci,42476,i.html
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 31 Mar 2008
Posty: 17751
Skąd: Polska
Wysłany: 13 Kwiecień 2016, 09:40   Re: Adhortacja "Amoris Laetitia" [Cytuj]

Przedstawiciele Kościoła w wielu komentarzach wypowiadają się pozytywnie na temat adhortacji Amoris Iaetitia.
Tymczasem prawda jest taka, że ta adhortacja w sposób podstępny otwiera drzwi, które do tej pory były zamknięte przez Pismo Święte, Tradycję i Kościół. Operacja „podwójnej prawdy” jest ukryta w niejasnych, mylących i niejednoznacznych deklaracjach. To kolejny krok do obalenia prawa Bożego zawartego w Dekalogu oraz do przeprowadzenia kolejnej rewolucji w Kościele (po Soborze Watykańskim II). No bo czymże były Synody, jak nie przygotowaniem gruntu pod kolejną rewolucję ? Franciszek posłużył się tutaj Kasperem, Marxem i innymi wywrotowcami, aby tę rewolucję przeprowadzić.



Mocne słowa Antonio Socciego na temat papieskiej adhortacji Amoris laetitia



Grzech śmiertelny zastąpiony grzechem społecznym, a drzwi do Komunii Świętej dla rozwodników żyjących w nowych związkach są otwarte. Prawdziwym grzechem jest teraz głównie ignorowanie biednych – pisze o sytuacji w Kościele po publikacji papieskiej adhortacji o rodzinie Antonio Socci.

Papież używa słów, z których wynikać ma, że nie zmienia doktryny. Fakty są jednak inne – otworzył on bowiem drogę zamkniętą do tej pory przez Pismo Święte i Kościół. Ta swoista operacja „podwójnej prawdy” jest ukryta w niejasnych, mylących i niejednoznacznych deklaracjach. Dlaczego? Czy ma to zamaskować „rewolucję”, skoro pamiętamy, że prawo Boże nie może zostać w Kościele obalone? Myślę, że tak właśnie jest - pisze Socci.

Według publicysty wobec Kościoła jest więc używana teraz strategia „gotowania żaby” – płaz ten, wrzucony do zbiornika z wrzątkiem natychmiast by z niego wyskoczył. Jeśli jednak umieści się go w garnku z letnią wodą, i stopniowo podgrzewa, prędzej czy później żaba ugotuje się nie będąc świadoma pułapki, w którą dała się schwytać. Takiego procesu jesteśmy świadkami od kilku miesięcy – ciągłego, choć stopniowego rozbioru katolickiej doktryny. Każdy dzień przynosi nowy cios. Na końcu tego procesu Kościół zostanie wmanewrowany w swego rodzaju "ONZ religii” z domieszką Greenpeace’u i Unii Pracy.

Socci pisze, że to kardynał Kasper był tym, który uczynił pierwszy krok na drodze ku tej rewolucji. To właśnie jego Bergoglio użył na konsystorzu 2014 roku, by „wrzucić temat” do kościelnej dyskusji. Było to wrzucenie bomby z opóźnionym zapłonem – bomby rozwodników żyjących w nowych związkach. Według watykanisty ta rewolucja kontynuowana jest poprzez anulowanie pojęcia „grzechu śmiertelnego”.

Jan Paweł II wielokrotnie podkreślał, że największym wyrazem macierzyńskiej miłości Kościoła jest ostrzeganie swych dzieci przed grzechem i ryzykiem potępienia. To właśnie powinno być fundamentem misji papieża – mandat przyznany przez Jezusa Chrystusa Piotrowi opierał się na konieczności „utwierdzania braci w wierze”, a nie wprowadzania ich w błąd czy destabilizowanie podstaw ich wiary. (…) W przeciwieństwie do tego dziś w Kościele droga „dwutorowości” oraz „dwóch prawd” wydaje się wielu oczywistością – partia Bergoglio „na froncie domowym” stara się uspokajać wiernych twierdząc, że nic nie ulega zmianie, podczas gdy na zewnątrz Kościoła słyszymy fanfary i hasła o „epokowym przełomie” - czytamy w tekście Socciego.

Według Socciego w Watykanie obowiązuje dziś „podwójna prawda”. Mamy tego klarowny przykład w adhortacji. Aby przekonać nas, że w doktrynie rzeczywiście nic się nie zmieniło, Papież musiałby przywołać kluczowy fragment adhortacji Jana Pawła II Failiaris consortio, z którego wynika, że Kościół pozwala rozwodnikom żyć jak brat i siostra z inną osobą, ale wyłącznie pod warunkiem zachowania czystości – wszystkie inne formy nowych związków rozwodników są zakazane. To powinno być centralnym punktem tej adhortacji. Bergoglio nie wspomina jednak o tym zapisie w samym tekście, ale spycha go do przypisu (329), by zaraz potem obalić tą prawdę mówiąc, iż „jeśli brak pewnych wyrazów intymności nierzadko wierność może być wystawiona na próbę, a dobro potomstwa zagrożone” - pisze Socci.

Socci wnioskuje więc, że dla Franciszka nie ma już żadnej różnicy między rodzinami i parami nieregularnymi – przeciwnie, nie ma już żadnych nieregularnych sytuacji, w związku z czym żyjący w nich nie mogą być uważani za żyjących w stanie grzechu śmiertelnego. To kluczowa kwestia. W rzeczywistości więc, nawet jeśli nie zostało powiedziane, że taka para może być dopuszczona do Komunii sakramentalnej to zrozumiałe jest, że każdy przypadek otrzyma takie zezwolenie.

Autor zauważa, że adhortacja jest sprzeczna z literą i duchem dokumentów Soboru Trydenckiego, Konstytucji Soboru Watykańskiego II Lumen gentium i encykliki Jana Pawła II na temat moralności, Veritatis splendor. W rzeczywistości z jej zapisów nie wynika, że najważniejszym dla człowieka jest pozostawać w stanie łaski koniecznym do zbawienia duszy. Amoris laetitia w centralnym miejscu stawia względy społeczne, socjologiczne i sentymentalne, co jest zwodzeniem i oszukiwaniem wiernych, co stawia ich dusze w sytuacji śmiertelnego niebezpieczeństwa.

Watykanista stwierdza też, że papież unika mówienia o prawie moralnym, które Kościół od wieków przedstawia w skondensowanej formie dogmatów i dyspozycji kanonicznych, ale przedstawia je pogardliwie, jako coś „abstrakcyjnego”, co nie zawsze może być zastosowane w konkretnej sytuacji. Postępując w ten sposób kontestuje samego Jezusa i Jego postawę w starciu z faryzeuszami w kwestii rozwodu. Twierdzi, że „ideał teologiczny małżeństwa jest zbyt abstrakcyjny, skonstruowany niemal sztucznie, daleki od konkretnej sytuacji i rzeczywistych możliwości rodzin takimi, jakimi są” (Al 36). Według papieża to byłaby „nadmierna idealizacja”. Co więcej, Socci zauważa, że według papieża „nie należy zrzucać na dwie osoby mające swoje ograniczenia ogromnego ciężaru konieczności odtworzenia doskonałego związku między Chrystusem a Kościołem, ponieważ małżeństwo oznacza proces dynamiczny, przebiegający powoli przez stopniowe włączanie darów Bożych” (Al 122).

W zamian papież wprowadza nowe grzechy ciężkie. Tak zwanych „rygorystów” obwinia o to, że pamiętają o Bożych prawach, a przede wszystkim wini tych, którzy nie podzielają jego poglądów politycznych na kwestie społeczne - pisze Socci. Zaświadcza, że pamięta o przykazaniu świętego Pawła, wzywającego by przyjmować Ciało Chrystusa w sposób godny, gdyż „w przeciwnym przypadku pożywamy i pijemy swoje własne potępienie”. Jednak wyjaśnienie co oznacza „godny sposób” w adhortacji nie pada – nie mówi się bowiem o konieczności pozostawania „w stanie łaski”, o czym od zawsze uczył Kościół. Nie wybrzmiewa ostrzeżenie dla par żyjących w stanie grzechu śmiertelnego! W adhortacji przestrzeżono natomiast rodziny „zamykające się we własnym komforcie”, które obojętne są „w obliczu cierpienia biednych i potrzebujących rodzin”. To nowy grzech - dodaje publicysta.

Socci kończy tekst o adhortacji bardzo gorzkimi słowami: Grzechy moralne są więc redukowane. Wprowadza się za to grzechy socjalne (by nie rzec – socjalistyczne). Wydaje się więc, że osoby niepodzielające poglądów papieża na przykład na kwestię imigrantów, muszą mocno zastanowić się, zanim przyjmą Komunię Świętą.

Antonio Socci
„Libero”

http://www.pch24.pl/mocne...ia,42532,i.html
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 31 Mar 2008
Posty: 17751
Skąd: Polska
Wysłany: 14 Kwiecień 2016, 14:13    [Cytuj]

Jak powstała Amoris Laetitia?



Dawno już nie czekano z taką niecierpliwością na żaden watykański dokument. Pojawienie się posynodalnej adhortacji natychmiast wywołało falę komentarzy. Analitycy jednak zbyt często zapominali, że jest ona efektem wielomiesięcznych bojów, w trakcie których zarysowały się dwa główne stronnictwa. Podczas synodu dochodziło do sytuacji dalece odmiennych od wyobrażeń o dyskusjach biskupów i kardynałów. Wszystko to opisuje w książce „Synod papieża Franciszka” Krystian Kratiuk.

Osią, wokół której koncentruje się książka autorstwa Krystiana Kratiuka jest ścieranie się podczas synodalnych obrad dwóch wizji Kościoła. „Wielkim nieobecnym” tego zderzenia był bez wątpienia papież Franciszek, który zgodnie ze swoją zapowiedzią pozwolił się obu stronom „wygadać”. Kratiuk opisuje zupełnie niezrozumiałe milczenie Ojca Świętego, który wielokrotnie przecież wypowiadał się dla mediów na najróżniejsze tematy, ale w sprawie nierozerwalności małżeństwa wypowiedzieć się nie zdecydował.

Autor „Synodu papieża Franciszka” precyzyjnie opisał proces, w którym doszło do powstania dokumentu, który – jak się dziś okazuje – stanowił podstawę większości zapisów nowej adhortacji. Książka ukazała się kilka dni przed publikacją Amoris Laetitia. Zaraz po publikacji jej lektura mogła wywołać u czytelnika zatrwożenie i zawroty głowy. Jednak czytając tę książkę już po publikacji adhortacji papieża Franciszka, czytelnik odczuje znacznie potężniejsze zaniepokojenie.

Kratiuk prześledził też drogę, jaką przebył w ostatnich dziesięcioleciach w Kościele kardynał Walter Kasper – sprawca całego zamieszania i główny postulator udzielania Komunii Świętej rozwodnikom żyjącym w nowych związkach. Autor przypomniał bowiem spór tego niemieckiego hierarchy z Janem Pawłem II, ostre polemiki z Benedyktem XVI i nagły awans podczas aktualnego pontyfikatu. Już sam ten rozdział „Synodu papieża Franciszka” pozwala nam lepiej zrozumieć kryzys, jakiego na naszych oczach doświadcza Kościół.

Kardynał Kasper – utrzymując, że poznał adhortację przed jej oficjalną publikacją – święcił triumfy, sugerując, że „wyszło na jego”. Lektura książki Kratiuka pozwala więc lepiej zrozumieć, dlaczego adhortacja papieża Franciszka wygląda tak, a nie inaczej. Rewolucyjny szturm na szańce moralnej nauki Kościoła został przez niego opisany bardzo drobiazgowo. Przytaczane przez autora wypowiedzi przedstawicieli strony „reformatorów” porażają skrywaną za parawanem „miłosierdzia” pychą. Gdzie bowiem, jak nie tam, szukać praprzyczyny ujawnienia się głosów, w których pobrzmiewają słynne już słowa kard. Marxa „Nie jesteśmy filą Rzymu”? Dlatego ta właśnie bolesna i szokująca miejscami wiwisekcja obu części synodu o rodzinie stanowi o niepodważalnej wartości publikacji wydanej przez „Prohibitę”.

Dla uważnego czytelnika „Synodu papieża Franciszka” brzmienie adhortacji nie jest jak już było powiedziane żadnym zaskoczeniem. I to chyba stanowi najlepszą recenzję książki Krystiana Kratiuka.

Łukasz Karpiel

Krystian Kratiuk: Synod papieża Franciszka; wyd. 1. s. 180. Warszawa: PROHIBITA 2016

http://www.pch24.pl/jak-p...a-,42551,i.html
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 31 Mar 2008
Posty: 17751
Skąd: Polska
Wysłany: 27 Czerwiec 2016, 14:29   Re: Synod biskupów [Cytuj]

No i mamy pierwsze zgniłe owoce Synodu : specjalne błogosławieństwo dla par niesakramentalnych podczas Mszy Świętej... :roll:


Spec-błogosławieństwo „niesakramentalnych”



Powstaje specjalny podręcznik dla kapłanów zajmujących się duszpasterstwem „par niesakramentalnych”. Pojawiło się już nawet kilka pomysłów mających stanowić reakcję polskiego Kościoła na papieską adhortację „Amoris laetitia”. Jednego z tych pomysłów nie sposób nie skomentować, jest bowiem wyjątkowo absurdalny - chodzi o specjalne błogosławieństwo dla takich par podczas Mszy Świętej.

O konieczności powstania swoistego vademecum dla duszpasterzy par niesakramentalnych poinformowano podczas ostatniego zebrania Episkopatu. Dokument ma „pomóc diecezjalnym duszpasterzom rodzin, doradcom życia rodzinnego i duszpasterzom związków niesakramentalnych” w traktowaniu osób żyjących ze sobą bez zawarcia sakramentu małżeństwa. Zgodnie z watykańskimi wytycznymi pary takie powinny „przestać czuć się ekskomunikowane”, należy zacząć „intensywniej im towarzyszyć” i traktować je z „większą czułością”. To właśnie w tym pomóc ma opracowywana instrukcja.

Kilka pomysłów na adaptację w Polsce wezwań z „Amoris laetitia” już ujawniono. Oto w każdej diecezji powinien działać przynajmniej jeden a najlepiej kilku duszpasterzy związków niesakramentalnych, biskupi zamierzają także „usunąć bariery, które do tej pory blokowały osobom żyjącym w takich związkach aktywny udział w życiu liturgicznym czy parafialnym”. Nasi hierarchowie na szczęście posługują się językiem mniej enigmatycznym niż papież Franciszek, i precyzują, że udział w życiu liturgicznym nie oznacza przystępowania do Komunii Świętej, a jedynie na przykład „angażowanie takich osób w edukację dzieci, pod warunkiem unikania zgorszenia”.

Pojawił się jednak także pomysł by takie osoby mogły podczas udzielania Komunii Świętej „podejść do celebransa by otrzymać specjalne błogosławieństwo”. Miałoby to wymagać „przygotowania wspólnoty parafialnej, by nikt nie dziwił się, że takie osoby podchodzą do ołtarza w procesji komunijnej, ale nie po to, by przyjąć sakrament ale by poprosić o błogosławieństwo, którego kapłan na pewno udzieli”.

Choć propozycja ta brzmi jak żart, żartem wcale nie jest – w Kościele naprawdę rozważa się wprowadzenie takiego novum. Zastanówmy się więc, do czego by ono doprowadziło w praktyce:

Oto przede wszystkim należałoby poinformować całą wspólnotę, że Kowalski mieszka z Kowalską, ale nie są małżeństwem – nie wiadomo tylko, czy informującym o stanie rzeczy miałby być proboszcz, czy sami zainteresowani. O ile w niewielkiej wsi wszyscy wiedzą bowiem, kto jest po ślubie a kto nie, o tyle w osiedlowej parafii w mieście nie musi to wcale być tak oczywiste. Teraz być powinno?

Po drugie, w procesji do Komunii Świętej ustawiałyby się osoby niebędące w stanie łaski uświęcającej, które jakimś specjalnym gestem sygnalizowałyby kapłanowi, że proszą o błogosławieństwo dla „niesakramentalnych”. Czyż – posługując się językiem największych entuzjastów „Amoris laetitia” – nie byłoby to dalszym stygmatyzowaniem tych osób? Czy naprawdę znajdzie się wiele par, które zechcą brać udział w takim spektaklu?

Po trzecie – czy owo specjalne błogosławieństwo sprawiałoby, że osoby które miałyby je otrzymać, mogą już nie czekać na błogosławieństwo ogólne kończące Msze Świętą? Czy to miałaby być jakaś inna forma błogosławieństwa kapłana podczas tej samej przecież Mszy?

Po czwarte wreszcie, propozycja wydaje się wyjątkowo kuriozalna ze względu na pozostałe osoby nieprzystępujące do Komunii Świętej. Dlaczego bowiem to właśnie rozwodnicy żyjący w nowych związkach mieliby otrzymać dodatkowy przywilej, a wszystkie inne osoby trwające w stanie grzechu ciężkiego nie mogą na to liczyć? A może to tylko pierwszy krok do zmiany kształtu liturgii? Na razie możemy się tylko nad tym zastanawiać, bowiem nikt nas jeszcze nie poinformował, czy po kolejnych zmianach w Kościele procesja do Komunii Świętej będzie wyglądać na przykład tak: kto do Komunii ten idzie środkiem Kościoła, kto grzeszy przeciw szóstemu przykazaniu ustawia się po błogosławieństwo na lewo, kto grzeszy przeciw piątemu przykazaniu staje na prawo i tak dalej.

Pomysły takie jak omawiany muszą dziwić tym bardziej, że polscy biskupi podczas watykańskiego synodu stanowili swoistą awangardę konserwatyzmu. Teraz, ku zdumieniu wielu obserwatorów, w przeddzień wizyty papieża Franciszka rozważają propozycje dość odległe od rozsądku – zupełnie jakby chcieli udowodnić, że mimo iż w ubiegłym roku sprzeciwiali się postulatom wewnątrzkościelnych rewolucjonistów, dziś wychodzą naprzeciw (przyznajmy - nieco delikatniejszemu) oczekiwaniu wprowadzania nowinek.

Biskup Wątroba, podsumowujący dotychczasowy stan pochylania się z troską nad zapisami „Amoris laetitia”, podkreślał, że propozycja specjalnych błogosławieństw dla rozwodników żyjących w nowych związkach jest na razie „tylko pomysłem”. Miejmy nadzieję, że tak pozostanie, i módlmy się by polscy biskupi zdecydowali, by obowiązkiem „duszpasterzy związków niesakramentalnych” (których wkrótce mają powoływać), było w pierwszej kolejności zachęcanie osób żyjących w nowych związkach do powrotu do małżonka, osób żyjących w konkubinatach do przekształcenia związku w sakrament małżeństwa, a wszystkich w ogólności do wiary w Jezusa Chrystusa i jego przykazania. Do tej pory zapowiedziano jednak tylko jeden obowiązek nowych duszpasterzy – „pokazywanie jak w związkach niesakramentalnych można wzrastać w miłości”. Czy wszyscy będą pamiętać, że to Bóg jest miłością? A tego co On złączył, człowiek ma nie rozdzielać?

Krystian Kratiuk

http://www.pch24.pl/spec-...ch,44189,i.html
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 31 Mar 2008
Posty: 17751
Skąd: Polska
Wysłany: 12 Sierpień 2016, 10:47    [Cytuj]

„Nie możemy przyjąć twierdzeń, dyscypliny sakramentalnej i propozycji duszpasterskich Amoris laetitia”



Nie milkną echa po publikacji papieskiej adhortacji Amoris Laetitia. Brazylijski Instytutu Plinia Corrêi de Oliveiry apeluje „do milczących biskupów, kapłanów i organizacji świeckich” o „publiczne wyrażenie poważnych zastrzeżeń, jakie wzbudza ten dokument”.

Instytut Plinia Corrêi de Oliveiry (IPCO) to brazylijska organizacja skupiająca świeckich katolików. Stanowi część sieci stowarzyszeń założonych przez brazylijskiego pisarza i działacza katolickiego Plinia Correa de Oliveirę – TFP (Tradycja, Rodzina, Własność). Od samych początków swego istnienia Instytut angażuje się w obronę instytucji rodziny, stanowiącej główny cel rewolucyjnej ofensywy XXI wieku. Instytut zabrał głos na temat adhortacji Amoris Laetitia „wobec poważnych zastrzeżeń i zarzutów, jakie osobowości kościelne i świeccy katolicy kierują pod adresem tego dokumentu”.

Instytut przypomina o prawie dziewięciuset tysiącach katolików z całego świata, w tym kardynałów, arcybiskupów i biskupów, którzy jeszcze przed drugą sesją synodu ds. rodziny skierowali do papieża Franciszka „Synowską prośbę”, prosząc go z należnym szacunkiem, aby nie pozwolił na „relatywizację nauki Jezusa Chrystusa” odnoszącej się do małżeństwa. Papież na tą prośbę nigdy nie odpowiedział.

Według autorów oświadczenia, papieska adhortacja „w jawny sposób zawiera fundamentalną zmianę w praktyce duszpasterskiej dotyczącą nieuregulowanych związków, a w szczególności rozwodników, którzy ponownie wstąpili w związek małżeński, pozwalając na to, aby mogli oni zyskać rozgrzeszenie w sakramencie spowiedzi oraz przyjmować Komunię Świętą, z tym tylko zastrzeżeniem, iż powinno to być rozstrzygane indywidualnie i zgodnie z rozpoznaniem kapłana. Autorytety kościelne i świeckie wskazują, iż zmiana ta nie dotyczy jedynie dyscypliny, lecz pociąga za sobą także poważne zerwanie z tradycyjną nauką Kościoła. Proszą z tego względu o odwołanie Amoris laetitia, z którą to prośbą IPCO zasadniczo się solidaryzuje”.

Warto przypomnieć, że kardynał Cristoph Schönborn, dokonując oficjalnej prezentacji tekstu, dał wyraz swej radości, iż dokument „znosi” podział — uważany przezeń za „sztuczny”— między związkami uregulowanymi i nieuregulowanymi, to znaczy, legalnymi i grzesznymi. IPCO zwraca więc uwagę, że wobec tego „konkubinat i cudzołóstwo mogłyby wręcz stanowić (w ujęciu adhortacji) dar dla Boga!; łącznie z tym, iż w tychże grzesznych sytuacjach upatrywać by można znaków miłości, które „odzwierciedlają w pewien sposób Boże umiłowanie”. Co za tym idzie, „w imię subiektywnej oceny sytuacji zostaje zrelatywizowany cały naturalny i Boski porządek ujęty w Dekalogu”.

Instytut zwraca też uwagę na „poważnie wątpliwy” proponowany przez AL „wspólnotowy” model rodziny, „pełen negatywistycznych i deprecjonujących aluzji odnośnie tradycyjnej rodziny opartej na ojcowskim autorytecie. W jej miejsce przedstawia AL idyllę egalitarystycznego modelu rodziny, w którym mąż pozbawiony zostaje roli jej głowy, autorytet zaś ulega osłabieniu”. W oświadczeniu czytamy wręcz o antyhierarchicznym modelu rodziny i dewaluacji słów świętego Pawła, który zalecał: „Żony niechaj będą poddane swym mężom, jak Panu” (Ef. 5, 22).

Według Instytutu „odchodząc od tradycyjnego i instytucjonalnego modelu małżeństwa, a zbliżając się do współczesnego modelu indywidualistycznego, w którym więź małżeńska zostaje zredukowana do zwykłego społecznego i prawnego uznania wzajemnego uczucia, jakim darzy się para, AL uświęca radykalne odwrócenie hierarchii celów małżeństwa, utrzymując jakoby „w pierwszej kolejności” miało być ono wspólnotą życia i miłości małżeńskiej. Stwierdzenie to otwarcie zaprzecza jasnej nauce Kościoła, której mistrzowskiego podsumowania dokonał Pius XII w swej słynnej przemowie z 29 października 1951 roku o Apostolstwie Położnych, i w której małżeństwo ma jako cel pierwszorzędny i istotny nie doskonalenie osobiste małżonków, ale rodzenie i wychowywanie nowego życia. Inne cele, chociaż także zamierzone przez naturę, … są mu istotnie podporządkowane”. Instytut Plinia Corrêi de Oliveiry zauważa w tym kontekście, iż jeśli prokreacyjny cel małżeństwa oddalony zostanie na drugie miejsce, pierwszeństwo zaś odda się „publicznemu zobowiązaniu miłości”, wtedy nawet przedstawiciele LGBT będą mogli twierdzić, iż się „kochają” i domagać małżeńskiego statusu!

„Z obowiązku sumienia i z pełnym szacunkiem należnym godności i osobie Papieża, zmuszeni jesteśmy publicznie dać wyraz poważnym zastrzeżeniom, jakie wzbudza w nas ten dokument”, i „lojalnie powiedzieć papieżowi Franciszkowi, iż nie możemy w naszych sumieniach przyjąć twierdzeń, dyscypliny sakramentalnej i propozycji duszpasterskich Amoris laetitia, jakie tu zakwestionowaliśmy” – czytamy.

Zabierając głos w sprawie papieskiej adhortacji Instytut powołuje się na Prawo Kanoniczne, które w kanonie 212 § 3 „uświęca prawo, a niekiedy wręcz obowiązek, godnego wyrażania niezgody wobec władzy kościelnej”. Punkt ten brzmi dokładnie tak: „Stosownie do posiadanej wiedzy, kompetencji i zdolności, jakie posiadają, przysługuje im [wszystkim wiernym] prawo, a niekiedy nawet obowiązek wyjawiania swojego zdania świętym pasterzom w sprawach dotyczących dobra Kościoła, oraz - zachowując nienaruszalność wiary i obyczajów, szacunek wobec pasterzy, biorąc pod uwagę wspólny pożytek i godność osoby - podawania go do wiadomości innym wiernym”.

„Wśród katolików, zwłaszcza tych oddanych obronie życia i rodziny, faktycznie rośnie niezadowolenie wywołane kontrowersyjnymi inicjatywami i pismami papieża Franciszka w ogóle, AL zaś w szczególności. W szeregach biskupów, duchowieństwa, zakonów i instytucji religijnych na świecie obserwuje się jednak wymowne milczenie, które nie jest jedynie odstąpieniem od walki, lecz może także oznaczać spokojne sumienie tych, którzy gorliwie unikają czynnej współpracy ze złem”, poświęcając nawet ewentualne korzyści” – zauważa IPCO.

Instytut Plinia Corrêi de Oliveiry wzywa jednocześnie „milczących dotychczas prałatów i organizacje, aby rozwiali panujące wątpliwości doktrynalne, oraz publicznie i wszystkimi dostępnymi w swym zasięgu środkami umacniali nauki Pana Naszego Jezusa Chrystusa i Kościoła Świętego o Boskiej i niezmiennej naturze małżeństwa, jego nierozwiązywalnym charakterze, pierwszeństwie prokreacji nad pozostałymi celami małżeństwa, hierarchicznej strukturze rodziny oraz niemożliwości udzielenia sakramentalnego rozgrzeszenia i Komunii Świętej tym, którzy upierają się, by publicznie wieść życie w obiektywnej sytuacji grzechu”.

Źródło: ipco.org.br

http://www.pch24.pl/nie-m...nIdmEw.facebook
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 31 Mar 2008
Posty: 17751
Skąd: Polska
Wysłany: 8 Październik 2016, 12:46    [Cytuj]

Czy Franciszek wie co podpisuje ? Czy zdaje sobie sprawę, że dopuszcza do świętokradzkiego przyjmowania Komunii Świętej ? Czy zdaje sobie sprawę, że bierze na siebie wielką odpowiedzialność za tych, ktorzy świętokradzko przyjmują Komunię Świętą ? Czy zdaje sobie sprawę, że adhortacją "Amoris laetitia" zasiał wielki zamęt w Kościele ?


Skandaliczne wytyczne diecezji rzymskiej w sprawie „Amoris laetitia”



Nowe wytyczne dotyczące interpretacji „Amoris laetitia” wydane przez diecezję rzymską – podległą bezpośrednio Papieżowi - sugerują, że osoby trwające obiektywnie w stanie grzechu ciężkiego w pewnych szczególnych okolicznościach mogą przyjmować Komunię Świętą w „dyskretny sposób”.

Wikariusz generalny Rzymu kardynał Agostino Vallini przedstawił wytyczne dotyczące realizacji „Amoris Laetitia” w diecezji papieskiej. „To jest nie do pomyślenia, by wikariusz wydał niniejsze wytyczne bez uprzedniego ich przeczytania i zatwierdzenia właściciela diecezji” – komentował niecodzienną sytuację watykanista Sandro Magister.

Przewodnik dla kapłanów sugeruje, że niezamężne pary mieszkające razem i angażujące się w stosunki seksualne mogą przyjmować sakramenty po odpowiednim rozeznaniu ich sytuacji ze spowiednikiem.

Również przewiduje on dopuszczenie do Komunii Świętej rozwodników, żyjących w kolejnych związkach, jeśli „istnieje pewność moralna, że pierwsze małżeństwo [jednej ze stron] było nieważne, ale nie istnieją dowody, aby wykazać to w postępowaniu sądowym.” Zaznaczono jednak, że osoby takie nie będą mogły otrzymać Komunii Świętej, jeśli ich obiektywnie grzeszna sytuacja będzie przedstawiana jako „część chrześcijańskiego ideału”.

Wytyczne wskazują, że rozwodnicy żyjący w kolejnych związkach powinni zachować wstrzemięźliwość seksualną, ale „gdy jest ona trudna do praktykowania w celu utrzymania stabilności pary Amoris Laetitia nie wyklucza możliwości dostępu do pokuty i Eucharystii” – czytamy w wytycznych. I dalej: „Oznacza to pewną otwartość - jak w przypadku, w którym istnieje pewność moralna, że pierwsze małżeństwo było nieważne, ale nie istnieją dowody, aby wykazać to w trakcie postępowania sądowego – jednak nie odnosi się to do sytuacji, w której na przykład ich stan będzie przedstawiany jakoby był częścią chrześcijańskiego ideału, etc.”

Przewodnik dla duchownych przewiduje również, że decyzja, aby umożliwić parze, trwającej obiektywnie w stanie grzechu ciężkiego przystępowanie do sakramentów, powinna zostać podjęta przez spowiednika w wyniku „wewnętrznego rozeznania.”

To na kapłanie będzie ciążyć odpowiedzialność przed Bogiem za umożliwienie rozwodnikom przystępowanie do Sakramentów. „Nie może to być nikt inny jak spowiednik, który w pewnym momencie w swoim sumieniu, po wielu refleksjach i modlitwach musi przyjąć odpowiedzialność przed Bogiem i penitentem (za dopuszczenie go do sakramentów), jednocześnie prosząc, by odbywało się to w dyskretny sposób” – czytamy.

Można tak zinterpretować „Amoris Laetitia” - wyjaśnił dr Josef Seifert, austriacki filozof katolicki, członek Papieskiej Akademii Życia oraz bliski przyjaciel zmarłego papieża Jana Pawła II. Jednak zauważył, że taka interpretacja jest sprzeczna z postanowieniami Soboru Trydenckiego, gdzie Kościół autorytatywnie nauczał, że ludzie nie mogą sami decydować o tym, czy ich małżeństwo jest nieważne.

- Nie można pozostawić do osądu sumienia jednostki, aby ocenić, czy jej/jego małżeństwo jest ważne ani ograniczyć do wyroku jednego kapłana, ponieważ stwierdzenie nieważności sakramentu wymaga starannego dochodzenia i to jest [dokładnie ] zadanie sądów kościelnych. Dlatego po prostu nie można w sumieniu powiedzieć sobie, że nigdy nie było się żonatym i znowu się ożenić – podkreślił uczony.

Ks. John Zuhlsdorf, który prowadzi popularny blog katolicki, zareagował na wytyczne diecezji rzymskiej pisząc, że dopóki niezamężna, aktywna seksualnie para nie będzie żyła jak brat i siostra, dopóty przyjmowanie przez nią Komunii Świętej będzie grzechem śmiertelnym i świętokradztwem.

Oburzyło go także stwierdzenie, że dopuszcza się „dla utrzymania stabilności pary” możliwość udzielania im Komunii Świętej, jeśli „decyzja o zachowaniu wstrzemięźliwości będzie trudna do praktykowania”. „Czy to oznacza – pytał – że para, która nie jest małżeństwem i wciąż utrzymuje cudzołożne stosunki seksualne jest parą, tylko dlatego, że ma ze sobą relacje seksualne?” „Nie” – odpowiadał, sugerując, że wytyczne diecezji rzymskiej są niedopuszczalne.

Podkreślił, że osoby takie po rozeznaniu ze spowiednikiem powinny być świadome, że to co robią jest złe i zgodnie z nauczaniem Chrystusa oraz Jego Kościoła popełniają grzech śmiertelny, w związku z tym są nie przygotowane do przyjęcia Komunii Świętej.

Profesor Robert Spaemann, niemiecki filozof i bliski przyjaciel papieża emerytowanego Benedykta XVI, twierdzi, że adhortacja papieska „Amoris laetitia” wyraźnie „narusza” Tradycję katolicką.

Czterdziestu pięciu uczonych wysłało do każdego członka Kolegium Kardynalskiego list z prośbą, by wezwali Franciszka do potępienia heretyckiej interpretacji adhortacji.

Kardynał Carlo Caffarra, emerytowany arcybiskup Bolonii i były członek Papieskiej Rady do Spraw Rodziny stwierdził krótko, że „biskupi różnie interpretują Amoris laetitia, lecz „katolicy zawsze muszą przestrzegać tego, co Katechizm mówi o małżeństwie, że jest ono nierozerwalne, nawet jeśli kardynał mówi im inaczej”.

Źródło: lifesitenews.com

AS

http://www.pch24.pl/skand...a-,46481,i.html
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 31 Mar 2008
Posty: 17751
Skąd: Polska
Wysłany: 15 Listopad 2016, 17:20   Re: Synod biskupów [Cytuj]

Franciszek olał list zatroskanych kardynałów. To ma być pasterz Kościoła Katolickiego ?
To raczej ktoś, kto rozsiewa kąkole na roli ...



Kardynałowie upublicznili swój list do papieża. Prosili o wyjaśnienie wątpliwości, nie dostali odpowiedzi



19 września czterech kardynałów: Walter Brandmüller, Raymond Burke, Carlo Caffarra i Joachim Meisner zwróciło się do papieża z prośbą o wyjaśnienie sformułowań zawartych w adhortacji apostolskiej „Amoris laetitia”, a budzących poważne zaniepokojenie i wprowadzających zamieszanie zarówno wśród duchownych, jak i samych wiernych. Ponieważ hierarchowie nie otrzymali odpowiedzi do dzisiaj, zdecydowali się upublicznić treść swojego listu wiernym.

Duchowni prosili o odpowiedź „tak” lub „nie” na pięć pytań, by raz na zawsze położyć kres sprzecznym interpretacjom dokumentu papieskiego powstałego po Synodzie o Rodzinie.

Pierwsze pytanie dotyczyło kwestii dopuszczenia do Komunii Świętej rozwodników żyjących w związkach niesakramentalnych. Konkretnie chodziło o punkty od 300 do 305 adhortacji odnoszące się do tzw. rozeznania i okoliczności łagodzących udzielenia rozgrzeszenia rozwodnikom. Kardynałowie pytali, czy możliwe jest udzielenie rozgrzeszenia w sakramencie pokuty, a zatem dopuszczenie do Komunii świętej osoby, która będąc związana ważną więzią małżeńską, mieszka razem z inną osobą i żyje „jak mąż z żoną’? Duchowni dopytywali się, czy wyrażenie „w pewnych przypadkach” znajdujące się w przypisie 351 (dot. pkt 305) z adhortacji „Amoris Laetitia” odnosi się do osób rozwiedzionych, które są w nowym związku i żyją „jak mąż z żoną”?

Kolejne zagadnienie dotyczyło pkt. 304 i encykliki „Veritatis Splendor” św. Jana Pawła II. Duchowni pytali, czy nauczanie zawarte w tej encyklice, oparte na Piśmie Świętym i Tradycji Kościoła, a mówiące o istnieniu bezwzględnych norm moralnych, które zakazują czynów wewnętrznie złych i są wiążące bez wyjątku, wciąż jest aktualne?

Trzecie pytanie dotyczyło pkt. 301. Kardynałowie chcieli się dowiedzieć, czy nadal można twierdzić, że osoba, która żyje w kolejnym związku cywilnym dopuszczając się cudzołóstwa - a więc sprzeniewierzając się Przykazaniom Bożym - znajduje się w obiektywnej sytuacji grzechu ciężkiego nawykowego?

Następne pytanie dotyczyło punktu 302 („okoliczności łagodzących moralną odpowiedzialność”) cudzołożnika. Duchowni zapytali, czy wciąż aktualne jest nauczanie encykliki „Veritatis Splendor”, zgodnie z którym „okoliczności lub intencje nie mogą przekształcić czynu ze swej istoty niegodziwego ze względu na swój przedmiot w czyn „subiektywnie” dobry lub taki, który można by było bronić ze względu na wybór?

Ostatnia wątpliwość dotyczyła pkt. 303. I znowu padło pytanie, czy ważne jest nauczanie zawarte w encyklice Jana Pawła II „Veritatis Splendor,” która wyklucza twórczą interpretację roli sumienia i podkreśla, że sumienie nie może być uprawnione do uzasadniania wyjątków od bezwzględnych norm moralnych, które zakazują czynów wewnętrznie złych ze względu na ich przedmiot?

Kardynałowie kierując zapytania do Papieża w sprawie wyjaśnienia „wątpliwości” skorzystali z procedury zadawania formalnych pytań Papieżowi lub Kongregacji Nauki Wiary z prośbą o wyjaśnienie konkretnych kwestii dotyczących doktryny lub praktyki duszpasterskiej. To stara tradycja. Pytania są sformułowane w sposób, który wymaga odpowiedzi” „tak” lub „nie” bez konieczności podawania argumentacji teologicznej.

Po opublikowaniu posynodalnej adhortacji apostolskiej „Amoris laetitia” (O miłości w rodzinie) rozgorzała pośród teologów dyskusja zwłaszcza wokół VIII rozdziału i punktów od 300 do 305, które interpretowano w różny sposób.

Dla wielu - biskupów, kapłanów, wiernych – punkty te zmieniają nauczanie Kościoła w odniesieniu do rozwiedzionych, którzy żyją w nowych związkach. Inni uznają, że zawierają one pewne niejasności, ale że mogą „być odczytywane w ciągłości z poprzednim Magisterium i nie zawierają modyfikacji praktyki oraz nauczania Kościoła.”

Motywowani duszpasterską troską o wiernych czterech kardynałów wysłało list do Ojca Świętego prosząc o ustosunkowanie się do tych „wątpliwości,” zważywszy, że „zamieszanie” powstałe wokół nich są bardzo szkodliwe dla Kościoła i praktyki duszpasterskiej.

Wielu kapłanów zinterpretowało adhortację w sposób, który rażąco narusza tradycyjne nauczanie Kościoła w sprawach etyki małżeńskiej i życia moralnego w ogóle. Kardynałowie podkreślili, że wyjaśnienia są niezbędne, aby zapobiec dalszym nieporozumieniom oraz podziałowi wśród wiernych i duchownych.

Źródło: lifesitenews.com., AS.

http://www.pch24.pl/kardy...39,47377,i.html
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 31 Mar 2008
Posty: 17751
Skąd: Polska
Wysłany: 5 Grudzień 2016, 12:54    [Cytuj]

Takiego zamętu jaki spowodowała adhortacja Franciszka "Amoris Laetitia" chyba jeszcze w historii Kościoła Katolickiego nie było ... Przypomnę, iż adhortacja ta jest owocem (zgniłym owocem ?) niedawnego Synodu biskupów o rodzinie.


Wątpliwości się mnożą



Niesamowite – w Niemczech są wierzący teologowie i to pracujący na uniwersyteckich wydziałach teologii katolickiej. Ostatni przykład tego ginącego gatunku to profesor Helmut Hoping, wykładowca dogmatyki na uniwersytecie w bryzgowijskim Freiburgu.

Paręnaście dni temu w tekście opublikowanym na łamach „Frankfurter Allgemeine Zeitung” profesor poddał krytyce adhortację papieża Franciszka „Amoris laetitia” (dalej: AL), wchodząc jednocześnie w polemikę z jej „ghostwriterem”, czyli kardynałem Walterem Kasperem. Już krótko po ukazaniu się wspomnianego dokumentu wyraził swoje wątpliwości, co do jego treści w wywiadzie udzielonym 13 kwietnia dla nadającej z Kolonii katolickiej rozgłośni „Domradio”.

Chodziło oczywiście o fragment, a właściwie przypis otwierający możliwość „w wyjątkowych przypadkach” udzielania Komunii świętej rozwodnikom żyjącym w ponownych, cywilnych związkach. Hoping określił wówczas „wywody papieża” jako „bardzo ambiwalentne”. Wyrażał nawet przypuszczenie, że jest to celowy zabieg, „swego rodzaju jezuicka dialektyka”, chociaż traktował to „jako niezbyt poważne postępowanie”. Zawarte w AL. oddanie rozstrzygnięć w „konkretnych sprawach” (udzielać, czy nie udzielać Komunii) w gestię lokalnych duszpasterzy, przy jednoczesnym braku jasności w AL co do dalszego obowiązywania tradycyjnego nauczania Kościoła w tej mierze (ostatnio powtórzonego w „Familiaris consortio” Jana Pawła II), nazwał wtedy niemiecki uczony zagrożeniem dla podstaw Urzędu Nauczycielskiego Kościoła: „Kiedyś papieski Urząd Nauczycielski, Franciszek lub jego następca, będzie musiał podjąć ostateczną decyzję. Nie można tego obejść. (…) Nie można wirulentnych zagadnień nauczania Kościoła pozostawiać po prostu w zawieszeniu. Na dłuższą metę zostanie w ten sposób radykalnie osłabiony autorytet nauczycielski papieża”.

Tamtą krytykę z kwietnia prof. Hoping powtórzył i wzmocnił w artykule, który niedawno ukazał się na łamach „FAZ”. Skoro – jak wywodzi uczony – adhortacja Franciszka „nie zamierza kwestionować nierozerwalności małżeństwa”, należy odpowiedzieć na pytanie, „jak wobec tego wygląda sprawa związków zawartych przez osoby rozwiedzione. Niektórzy biskupi i teologowie zaproponowali, by traktować je jako małżeństwo naturalne [Naturehe]”. Hoping wskazuje w tym kontekście, że nawet takie „naturalne”, niesakramentalne „małżeństwo” jest traktowane przez Kościół jako nierozerwalny związek. Niemiecki teolog powołuje się przy tej okazji na małżeństwa mieszane pod względem wyznaniowym. Powstaje w związku z tym pytanie: „Czy osoby rozwiedzione, które zawarły ponowny związek, mogą żyć jednocześnie w dwóch ważnie zawartych małżeństwach? Adhortacja „Amoris laetitia” pozostawia to, sprowokowane przez samą siebie pytanie bez odpowiedzi”.

Prof. Hoping odniósł się również do opublikowanego niedawno na łamach jezuickiego czasopisma „Stimme der Zeit” artykułu kardynała Kaspera, w którym niemiecki purpurat jasno stwierdza, że AL jest zasadniczym krokiem w kierunku postulowanej przezeń – szczególnie głośno od 2013 roku – „zmiany paradygmatu Kościoła”.

Kluczowy fragment artykułu kardynała brzmi: „Można zrozumieć AL tylko wtedy, gdy ujmie się zmianę paradygmatu, którą podejmuje ta adhortacja. Zmiana paradygmatu nie zmienia dotychczasowego nauczania, popycha je jednak w kierunku szerszego związku. Tak więc AL nie zmienia ani joty w nauczaniu Kościoła, ale jednak zmienia wszystko. Zmiana paradygmatu polega na tym, że AL robi krok w kierunku moralności opartej na unormowaniach [Gesetzmoral] w kierunku moralności opartej na cnocie [Tugendmoral] Tomasza z Akwinu. W ten sposób dokument pozostaje w obrębie najlepszej tradycji. Nowe jest w rzeczywistości wypróbowanym Starym”.

W ten sposób kardynał Kasper nieledwie uczynił z Doktora Anielskiego prekursora wywrócenia katolickiego nauczania o sakramencie małżeństwa i sakramencie Ołtarza. Z tym uroszczeniem polemizuje na łamach „FAZ” freiburski wykładowca dogmatyki, podkreślając, że cytaty z Tomasza, którymi posługiwał się dla podparcia swojej tezy kard. Kasper, zostały wyrwane z kontekstu. Doktor Anielski, podkreśla prof. Hoping, nie mógł być zwolennikiem etyki opartej na cnotach, ponieważ umieszczał on cnoty w obrębie etyki normatywnej. Akwinata – jak przypomina dalej niemiecki teolog – rozróżniał między czynnościami, które są złe same w sobie i czynnościami, które są ogólnie zakazane, ale w pewnych okolicznościach są dopuszczalne. Jako przykład wskazywał tutaj Doktor Kościoła zabójstwo człowieka w samoobronie. Tymczasem – pisze prof. Hoping – cudzołóstwo ujmował autor „Summy teologicznej” jako czyn należący do tej pierwszej kategorii (rzeczy złych samych w sobie), podczas gdy kard. Kasper w sposób zupełnie nieuprawniony „przesuwa” ten grzech do tej drugiej kategorii, powołując się przy tym na autorytet Doktora Anielskiego!

Podobny zabieg dostrzega Hoping w ósmym rozdziale AL i pisze: „Rzuca się w oczy, że żaden z przytaczanych tutaj cytatów z Tomasza nie odnosi się do małżeństwa i przyjmowania sakramentów. W przypadku pierwszego chodzi o przypadek, gdy ktoś ma najwyższą cnotę miłości i jest bez grzechu ciężkiego, jednak w obliczu przeciwności może mieć trudność, by postępować w zgodzie z poszczególnymi cnotami moralnymi, ponieważ nie są one wystarczająco u niego ugruntowane, co jest możliwe nawet w przypadku niektórych świętych. Stąd AL wywodzi łagodzące okoliczności dla osób żyjących w nieregularnych sytuacjach”.

Mnożą się więc wątpliwości (dubia), co do feralnej adhortacji. No, ale mają je „konserwatywni rygoryści” bez serca. Co innego niemieccy kardynałowie, którzy nie mają żadnych wątpliwości i z radosnym, „ukierunkowanym na potrzeby duszpasterskie współczesnego człowieka” sercem kontynuują demontaż Kościoła. Na razie w Niemczech, ale ambicje mają przecież o wiele większe.

Klasyczny przykład – kardynał Karl Lehmann. Ten długoletni przewodniczący Konferencji Episkopatu Niemiec i arcybiskup Moguncji przeszedł na emeryturę w maju tego roku. Od ponad dwudziestu lat jest w awangardzie popychania niemieckiego Kościoła – w stałej walce z „rzymskim centralizmem” – w kierunku tego, co papież Franciszek nazwał rok temu „erozją wiary w Niemczech” (przemówienie do biskupów niemieckich przybyłych z wizytą ad limina). W 1993 roku należał do sygnatariuszy listu trzech niemieckich biskupów (był wśród nich ówczesny ordynariusz Stuttgartu, Walter Kasper), którzy faktycznie wypowiadając posłuszeństwo Stolicy Apostolskiej i tradycyjnemu nauczaniu Kościoła, zadeklarowali, że w swoich diecezjach będą – rzecz jasna „w wyjątkowych wypadkach” i „po wnikliwym zbadaniu” – udzielać Komunii świętej osobom rozwiedzionym i żyjącym w nowych, cywilnych związkach.

Niedawno, na początku listopada kardynał Lehmann jako pierwszy katolik w historii otrzymał od władz ewangelickiego Kościoła w Niemczech (EKD) Medal Marcina Lutra za „zasługi na rzecz ekumenizmu”. Wręczając to wyróżnienie 4 listopada w Berlinie Henrich Bedford-Strohm, przewodniczący Rady EKD (ten sam, który wraz z kardynałem Marxem ekumenicznie zdejmował krzyż podczas październikowej pielgrzymki do Jerozolimy) powiedział do wyróżnionego purpurata: „Bardzo szybko ubiegał się Pan o wykorzystanie jubileuszu reformacji jako ekumenicznej szansy, w czasie, gdy w Pana Kościele panowały jeszcze wobec tego sceptycyzm i rezerwa”.

W czasach, gdy papież zestawia komunistów z chrześcijanami (por. ostatni wywiad Franciszka dla dziennika „La Repubblica”), nic już specjalnie nie dziwi. Nawet to, że kardynał świętego Kościoła rzymskiego przyjmuje medal ku czci człowieka, który był sprawcą straszliwego rozłamu w Kościele. Teraz kardynał Lehmann nie cierpi już na antyrzymski syndrom, skoro główni protagoniści „zmiany paradygmatu Kościoła” są już wysoko, najwyżej jak można w Watykanie. Należy więc iść za ciosem. W końcu medal (taki medal!) zobowiązuje.

Kilkanaście dni po odznaczeniu kardynał Lehmann w wywiadzie dla telewizji ZDF retorycznie zapytał: „Cóż właściwie stoi na przeszkodzie, by wyświęcać na kapłanów stałych, ożenionych diakonów, którzy wspaniale służą Kościołowi?”. Powoływał się przy tym na „ większą swobodę decyzji”, którą biskupom „pozostawił papież Franciszek”. Sprawa jest tym bardziej pilna, że – jak podkreślał w wywiadzie kard. Lehmann – wszystkim wyznaniom chrześcijańskim w Niemczech „woda podchodzi do gardła”, trzeba więc coś robić. Rada kardynała: jeszcze więcej głębokich wykopów pod fundamenty Kościoła.

Komentator niemieckiego portalu kath.net, Peter Winnemöller przytomnie zauważył, że sam kardynał Lehmann podczas swojego długoletniego urzędowania nie zdecydował się na taki krok, do którego teraz namawia swoich braci w biskupstwie. Nieco brawurowo dziennikarz zapewnia, że „także w czasie pontyfikatu papieża Franciszka biskup, który by dokonał niedozwolonych święceń, byłby z miejsca suspendowany”.

Można natomiast zgodzić się, że Kościół, który posłuchałby rad kard. Lehmanna „znalazłby się na równi pochyłej”: „diecezje, które by tak postępowały, od razu miałyby dużą ilość księży w podeszłym wieku. Tak zdobyty narybek w krótkim czasie poszedłby na emeryturę. Zapłonąłby kościelny słomiany ogień, który przyniósłby wiele dymu, ale mało duchowego ciepła. Poza tym wszystkie wspólnoty protestanckie ordynują osoby żonate, jednak brak pastorów w EKD jest jeszcze bardziej dramatyczny niż księży w Kościele”. Laureat Medalu Marcina Lutra „wrzucił więc do wstrząsanego kryzysem środowiska kościelnego populistyczną bombę zapachową”, konkluduje Winnemöller.

Pisałem już na tych łamach o różnych odcieniach ekumenizmu. Chyba wszystkie sprowadzają się do jednego – do wspólnego protestancko-katolickiego (w sensie Kościoła hierarchicznego) opróżniania kościołów z wiernych. Tym, co tkwią w wodzie po samo gardło, należy dolać trochę wiader „ekumenicznego ubogacenia się”. A propos. Kto wtedy będzie płacił podatek kościelny?

Grzegorz Kucharczyk

http://www.pch24.pl/watpl...za,47811,i.html
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Informacje | TV Trwam | Radio Maryja na żywo |
Polecamy:informacje ktorych potrzebujesz Fundacja Skierniewice i Szkola Skierniewice
Korzystanie z forum oznacza pełną akceptację otrzymywania plików cookies.

phpBB by przemo  
Strona wygenerowana w 0,126 sekundy. Zapytań do SQL: 8