ND Forum - Dzień dobry POLSKO! Strona Główna ND Forum - Dzień dobry POLSKO!
Ludzie z sercem i głową

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Kaci Polaków
Autor Wiadomość
Coltrane


Dołączył: 01 Kwi 2008
Posty: 17418
Skąd: Polska
Wysłany: 23 Kwiecień 2014, 16:59   Kaci Polaków [Cytuj]

Jacek Różański, kat rotmistrza Witolda Pileckiego i generała Augusta Emila Fieldorfa „Nila”


Proces pokazowy rotmistrza Witolda Pileckiego. Marzec 1948 r., fotografia opublikowana w "Głosie Ludu" (fot. Wikimedia Commons / )Proces pokazowy rotmistrza Witolda Pileckiego. Marzec 1948 r., fotografia opublikowana w „Głosie Ludu” (fot. Wikimedia Commons / )

W historii zapisał się jako jeden z największych katów Polaków po 1944 roku. Ma na sumieniu śmierć wielu patriotów, m.in. rotmistrza Witolda Pileckiego i generała Augusta Emila Fieldorfa „Nila” – pisze Tadeusz Płużański w artykule dla Wirtualnej Polski. Pułkownik Jacek Różański, pełniący funkcję dyrektora Departamentu Śledczego Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego przesłuchiwał m.in. jego ojca. Stosował wobec podejrzanych wymyślne tortury fizyczne i psychiczne.

Urodził się w 1907 roku w Warszawie, jako Józef Goldberg. Był synem redaktora naczelnego dziennika „Hajnt”, działacza syjonistycznego Abrahama Goldberga i Chany Różańskiej. W 1929 roku ukończył studia na Wydziale Prawa Uniwersytetu Warszawskiego. Prawdopodobnie już wtedy rozpoczął współpracę z NKWD. Aplikował przy Sądzie Apelacyjnym w Warszawie. W 1936 roku, po zaliczeniu egzaminu adwokackiego, do wybuchu wojny prowadził samodzielną praktykę.

Komunistą był już w szkole. Działał w Organizacji Młodzieży Socjalistycznej (OMS) „Życie”, Związku Młodzieży Komunistycznej (ZMK), Komunistycznej Partii Polski (KPP), gdzie pracował w Centralnym Biurze Żydowskim. Był również aktywnym działaczem organizacji żydowskich.

Ochotnik w NKWD

Po wybuchu wojny razem z towarzyszką życia Belą Frenkiel przedostał się do Kostopola, gdzie pracowali w NKWD. W 1940 roku został wezwany do Lwowa, do oddziału NKWD do spraw polskich, gdzie zajmował się polskimi jeńcami (oficer polityczno-wychowawczy, tłumacz). Słynął z donosicielstwa, również na towarzyszy-komunistów. Tak wszedł w łaski gen. NKWD Iwana Sierowa. 22 czerwca 1941 roku dobrowolnie wstąpił do Armii Czerwonej, ale został oddelegowany do zadań w NKWD. W czasie ewakuacji więzień brał udział w rozstrzeliwaniu osadzonych

W lutym 1944 roku wstąpił do III Dywizji im. Romualda Traugutta, gdzie ukończył szkołę oficerów polityczno-wychowawczych i rozpoczął pracę jako politruk w redakcji pisma „Na Zachód”, a następnie w redakcji gazety I Armii „Zwyciężymy”. W kwietniu 1944 roku wraz z 3 Dywizją brał udział w walkach na Wołyniu, a w sierpniu na przyczółku warecko-magnuszewskim.

Gdy Armia Czerwona wkraczała na terytorium obecnej Polski, został przeniesiony z wojska do Resortu Bezpieczeństwa Publicznego PKWN w Lublinie. Od tego momentu aż do 5 marca 1954 roku służył w „polskiej” bezpiece. Wtedy też zaczął posługiwać się panieńskim nazwiskiem swej matki – Różański. Dyrektorem Departamentu Śledczego MBP, a zarazem pułkownikiem został 1 lipca 1947 roku. W latach 1949-1951 był dodatkowo lektorem KC PZPR z ramienia MBP. Wykłady o metodach śledztwa operacyjnego prowadził w Centrum Wyszkolenia MBP w Legionowie k. Warszawy.

Kat

W historii zapisał się jako jeden z największych katów Polaków po 1944 roku. Ma na sumieniu śmierć wielu patriotów, m.in. rotmistrza Witolda Pileckiego i generała Augusta Emila Fieldorfa „Nila”. Mój ojciec, Tadeusz Płużański, kurier Witolda, usłyszał od Różańskiego w śledztwie na Rakowieckiej:
Ciebie nic nie uratuje. Masz u mnie dwa wyroki śmierci. Przyjdą, wyprowadzą, pieprzną ci w łeb i to będzie taka zwykła, ludzka śmierć
Józef Różański do przesłuchiwanego Tadeusza Płużańskiego

„My wiemy, że ty masz twardą d…, ale obok jest ktoś, z kogo wszystko wybijemy”. Te słowa tata zapamiętał do końca życia. W celi obok siedziała żona Stanisława, aresztowana w ramach odpowiedzialności rodzinnej. We wznowionych właśnie wspomnieniach „Z otchłani” ojciec przytacza pismo, jakie napisał w lipcu 1955 roku z więzienia we Wronkach do Rady Państwa PRL: „W stosunku do żony mojej zastosowano system maltretowania, zalewania potokiem rynsztokowych wymysłów, deptania jej godności kobiecej. Szantażowano ją, że jeżeli nie podpisze wszystkiego, co podsuwają jej do podpisu, ja zostanę rozstrzelany. Była w ciąży. Spowodowano poronienie, które pociągnęło za sobą krwotoki (poronienie przeżyła w karcerze i nie udzielono jej żadnej pomocy lekarskiej). Doprowadzono ją do stanu krańcowego wyczerpania fizycznego i nerwowego, w którym traciła świadomość, bredziła, krzyczała, przerażona jakimiś zjawami”.

Pod koniec blisko rocznego śledztwa Różański powiedział tacie: „Ciebie nic nie uratuje. Masz u mnie dwa wyroki śmierci. Przyjdą, wyprowadzą, pieprzną ci w łeb i to będzie taka zwykła, ludzka śmierć”. Wyrok z dwóch paragrafów: szpiegostwo i próby zamachów na czołowe osobistości MBP ojciec usłyszał potem podczas pokazowego procesu przed Wojskowym Sądem Rejonowym w Warszawie w marcu 1948 roku, ułaskawił go zamieniając karę śmierci na dożywocie dopiero Bolesław Bierut.

Dowódca taty, Witold Pilecki, 14 maja 1947 roku napisał do Różańskiego piękny, wierszowany list: „Dlatego więc piszę niniejszą petycję, By sumą kar wszystkich – mnie tylko karano, Bo choćby mi przyszło postradać me życie – Tak wolę – niż żyć wciąż, a w sercu mieć ranę”. Prześladowca pozostał odporny na prośbę rotmistrza.

„Człowiek honoru”
Równie dramatyczna była historia Emilii Malessy „Marcysi” – kapitana AK, żołnierza II konspiracji niepodległościowej. Po aresztowaniu, w więzieniu przy ul. Rakowieckiej, ujawniła kierownictwo Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość. Zrobiła tak – jak dziś sądzimy – na rozkaz swoich dowódców: płk Jana Rzepeckiego i płk Antoniego Sanoccy. Płk Różański ręczył jej „oficerskim słowem honoru”, że żadna z ujawnionych osób nie zostanie aresztowana i osądzona. Ober-ubek przekonywał: „Tylu już Polaków niepotrzebnie zginęło, trzeba z tym skończyć”. Jeśli nie pójdzie na ugodę – argumentował dalej Różański – „będzie odpowiedzialna za mordownię”. Różański oczywiście słowa nie dotrzymał, rozpoczynając aresztowania WiN-owców. Po latach twierdził, że jego honor ma swoją wagę, ale zwolnieniu aresztowanych kategorycznie sprzeciwił się Bierut, który – dodatkowo – zarzucił mu uleganie drobnomieszczańskim przesądom. Z kolei radziecki doradca MBP – płk NKWD Jurij Nikołaszkin zdziwił się ponoć: „Co to znaczy, że ty dałeś słowo honoru? Jeśli dałeś, to znaczy ono było twoje, a jak było twoje, to możesz je odebrać”.

Ruta Czaplińska, inna więźniarka Rakowieckiej, wspominała „Marcysię”: „Mimo, że w procesie dostała tylko dwa lata i była ułaskawiona przez Bieruta (mogła być natychmiast zwolniona), nie chciała opuścić więzienia. Cały czas była namawiana na wyjście z obietnicą zwolnienia pozostałych aresztowanych. Ale ona uparcie trwała przy swoim. Wyszła wreszcie parę miesięcy potem i swoją walkę prowadziła już na wolności, wierząc, że będzie mogła więcej osiągnąć. Prowadziła liczne pertraktacje z Ministerstwem Bezpieczeństwa Publicznego, przypominając bezustannie o wszystkich przyrzeczeniach wypuszczenia na wolność ujawnionych osób, wymieniając wszystkich z nazwiska”.

W kwietniu 1949 roku Malessa napisała list do Różańskiego: „Po wyczerpaniu na przestrzeni trzech i pół lat wszystkich środków dla uzyskania zwolnienia pozostałych ujawnionych, donoszę Panu Pułkownikowi, że od 9 kwietnia podjęłam głodówkę (przechodnie na ul. Rakowieckiej widzieli ją skuloną pod więziennym murem) jako ostatni z mojej strony akt protestu przeciwko niedotrzymaniu umowy dotyczącej akcji ujawniania WiN i grupy ‚Liceum’. Mając za sobą wypełnienie wszystkich obowiązków wobec mego kraju w okresie okupacji oraz w pierwszym okresie niepodległości przez dokonanie aktu ujawniania, mam niewątpliwie prawo oczekiwać od władz bezpieczeństwa, a w szczególności od Pana Pułkownika jako głównego inicjatora akcji ujawniania, decyzji, która zapobiegnie mojej śmierci i dalszemu więzieniu lojalnie ujawnionych wobec państwa ludzi”.

Bezsilna, obarczona poczuciem winy, bojkotowana i odrzucona przez część środowiska byłych żołnierzy Armii Krajowej, które oskarżało ją o zdradę i „wsypanie” kolegów, 5 czerwca 1949 roku popełniła samobójstwo. Miała 40 lat.

„Zabronione metody”

Różański osobiście z sadystyczną lubością znęcał się nad więźniami, stosując zestaw wymyślnych metod nacisku fizycznego, a przede wszystkim psychicznego. Czasem osobiście „pilotował” w sądzie nadzorowane przez siebie sprawy. Tak było podczas procesu biskupa Czesława Kaczmarka we wrześniu 1953 roku. Kiedy ordynariusz kielecki przestał czytać przygotowany mu przez „oficerów” śledczych maszynopis, czerwony ze wściekłości Różański wyszedł nagle z salki obok i upominał Kaczmarka: „Ja już skułem mordy obrońcom i przestrzegam księdza biskupa, aby nie poważył się więcej na podobne postępowanie”.

Kiedyś Różański postawił sprawę jasno: „obowiązkiem rady obrońców jest gromadzenie dowodów przeciw oskarżonym. Sędziowie, chcąc stanąć po właściwej stronie tajnej policji politycznej, dzwonili do Różańskiego z pytaniem, jaki wyrok sugerowałby, będąc na ich miejscu. Różański odpowiadał lakonicznie: ‚pięć… dziesięć lat… dożywocie… kara śmierci’”.

Na fali propagandowej destalinizacji w listopadzie 1954 roku Józef Różański został aresztowany, a w 1955 roku skazany na 5 lat więzienia (na mocy amnestii zmniejszono mu karę do 3 lat i 4 miesięcy). W czasie drugiego procesu w 1957 roku skazany ostatecznie na 14 lat więzienia. Podczas obu procesów całkowicie pominięto jego odpowiedzialność za aresztowania i torturowanie członków polskiego podziemia niepodległościowego. Oskarżony i skazany jedynie za stosowanie „niedozwolonych metod” wobec kilkudziesięciu członków PZPR (w latach 1948-1950 Różański kierował grupą rozpracowującą „odchylenie prawicowo-nacjonalistyczne”). Udowodniono mu „zabronione przez prawo metody w toku śledztw przeciwko osobom podejrzanym o działalność antypaństwową, (…) bezpośredni udział w biciu przesłuchiwanych oraz stosowaniu innych niedozwolonych środków”. Stwierdzono ponadto, że jego postępowanie „spowodowało demoralizację podległych mu oficerów śledczych, którzy widzieli w nim wzór do naśladowania”.

Wyszedł na wolność w 1964 roku. Do przejścia na emeryturę w 1969 roku był urzędnikiem w Mennicy Państwowej w Warszawie. Zmarł w 1981 roku w wyniku choroby nowotworowej. Został pochowany na cmentarzu żydowskim, przy ulicy Okopowej w Warszawie.

Starszy o dwa lata brat Jacka Różańskiego Jerzy Borejsza (również zmienił nazwisko) stalinizował po wojnie polską kulturę, przede wszystkim prasę i wydawnictwa. Aleksander Wat w „Moim wieku” pisał: „Borejsza objął Ossolineum i trochę profesorów wysłał do mamra”.

Tadeusz Płużański dla Wirtualnej Polski

Źródło: http://historia.wp.pl/tit...l?ticaid=112948

http://niezaleznemediapod...nila/#more-6322
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 01 Kwi 2008
Posty: 17418
Skąd: Polska
Wysłany: 23 Kwiecień 2014, 19:14   Re: Kaci Polaków [Cytuj]

Coltrane napisał/a:
Jacek Różański, kat rotmistrza Witolda Pileckiego i generała Augusta Emila Fieldorfa „Nila”




Józef Różański czyli Josek Goldberg
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 01 Kwi 2008
Posty: 17418
Skąd: Polska
Wysłany: 24 Kwiecień 2014, 12:22   Re: Kaci Polaków [Cytuj]

Żydowscy kaci Polaków

1.) Stefan Michnik-Szechter – stalinowski kat, morderca sądowy, żydowski komunista – orzekał wyroki z zapałem
2.) Julia Brüstiger(“KRWAWA LUNA”)
3.) Salomon Morel zbrodniarz nieosądzony.
4.) Józef Różański vel Józef Goldberg
5.) Jakub Berman – “twarda ręka”


Dzisiaj o Stefanie Michniku (brat Adama Michnika, głównego redaktora GW)

Stefan Michnik vel Szechter – stalinowski kat, morderca sądowy, żydowski komunista – orzekał wyroki z zapałem



Błyskawiczną karierę Stefan Michnik zawdzięczał Informacji Wojskowej. Był jej rezydentem

Z dr. hab. Krzysztofem Szwagrzykiem, naczelnikiem pionu edukacyjnego wrocławskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej, rozmawia Zenon Baranowski
Jaką rolę odegrał Stefan Michnik jako sędzia wojskowy w stalinowskim aparacie represji?

– Stefan Michnik na pewno nie był człowiekiem, który ponosi jakąś wielką odpowiedzialność za skalę represji w latach 40. i 50. Na pewno nie był to człowiek pokroju Heleny Wolińskiej, której zakres kompetencji był znacznie większy. Ale nie oznacza to, że Stefan Michnik był nic nieznaczącym prawnikiem, który niczego złego w tym okresie nie zrobił. Musimy pamiętać, że w latach 50. uczestniczył w procesach politycznych i orzekał wyroki śmierci. W tej chwili wiemy o kilkunastu wyrokach śmierci, które były jego udziałem.

Wcześniej mówiło się co najmniej o dziewięciu, teraz padają liczby rzędu dziewiętnastu.

– Dotąd nikt nie prowadził specjalnych badań nad orzecznictwem Stefana Michnika. Jeżeli osoby, które analizują represje z lat 50., stwierdzają, że tych wyroków śmierci jest już kilkanaście, to pokazuje to skalę problemu. Pamiętajmy jeszcze o nieznanej wciąż liczbie (idącej zapewne w setki) wyroków, w których zapadały kary wieloletniego więzienia. Udział Stefana Michnika w procesach politycznych jest faktem bezsprzecznym i co do tego nikt z historyków badających ten okres nie ma najmniejszych wątpliwości. Kiedy oceniamy tę postać, musimy pamiętać jeszcze o innej sferze jego aktywności w tamtym okresie. W latach 50. niezależnie od tego, że uczestniczył w procesach politycznych, był jeszcze agentem, a później rezydentem Informacji Wojskowej.


Fakt do niedawna zupełnie nieznany…

– Tak. Była to całkiem nieznana sprawa. Dopiero połączenie tych dwu informacji: o roli Stefana Michnika jako sędziego uwikłanego w procesy polityczne i jego roli jako agenta i rezydenta Informacji Wojskowej, pozwoli nam określić jego właściwą funkcję w systemie stalinowskim. W mojej ocenie, decyzja sądu jest krokiem w dobrą stronę. Chodzi tutaj o pociągnięcie do odpowiedzialności osób, które kształtowały skalę terroru w Polsce w okresie stalinowskim. Chciałbym, żeby w tym przypadku starania podjęte przez wymiar sprawiedliwości wreszcie okazały się skuteczne. Dotychczas, jak wiemy, wszystkie działania skierowane przeciwko sędziom i prokuratorom wojskowym były, niestety, bezskuteczne. Helena Wolińska nie jest tutaj wcale jedynym przykładem.
Stefan Michnik w wywiadach próbuje się częściowo tłumaczyć, że był wówczas “młody i głupi”…
– Swego czasu zajmowałem się analizą orzecznictwa wymiaru sprawiedliwości z lat 40. i 50. Przebadałem biografie kilkuset osób, które wydawały wyroki śmierci, i mogę wskazać takie nazwiska ludzi, o których można jednoznacznie stwierdzić, że się zagubili w tamtym systemie. Trafili do tego sądownictwa i widać było, że to, co tam robili, było działaniem pod przymusem. Unikali uczestniczenia w procesach politycznych, starali się właściwie wykonywać swoje obowiązki, za co byli karani np. poprzez opinie służbowe. Na pewno do takich osób nie zaliczyłbym Stefana Michnika. Od początku był to człowiek silnie zindoktrynowany politycznie. Z głębokim przekonaniem ideologicznym wykonywał swoje obowiązki. Nie traktował ich jako konieczności wywiązywania się z nałożonych na niego zadań. Robił to z pełnym, wewnętrznym przekonaniem, co widać z treści tzw. wstępniaków umieszczanych w wyrokach. To były ideologiczne uzasadnienia wyroków, które zapadały w tamtym okresie. Jestem absolutnie przekonany, że Stefan Michnik nie może być uznany za niczego nieświadomą, młodą ofiarę systemu komunistycznego, która nie bardzo wiedziała, co czyni.
Dziękuję za rozmowę.

Wydajcie nakaz za Michnikiem
Decyzja Sądu Garnizonowego w Warszawie w sprawie aresztowania byłego stalinowskiego sędziego Stefana Michnika stanowi podstawę do wydania europejskiego nakazu aresztowania – wskazują prawnicy. Michnik przebywający od 1969 r. w Szwecji ma podwójne obywatelstwo, a to państwo z zasady nie wydaje swoich obywateli, więc zastosowanie ENA jest jedyną możliwą drogą, aby Szwecja przekazała go Polsce.

Warszawski pion śledczy IPN, który prowadzi postępowanie przeciwko Stefanowi Michnikowi podejrzanemu o popełnienie zbrodni komunistycznych, na razie nie udziela informacji o dalszych czynnościach, w tym terminie wystąpienia do sądu z wnioskiem o ENA. Naczelnik Piotr Dąbrowski podkreśla, że Instytut podejmie wszystkie czynności, żeby Michnik odpowiadał przed polskimi sądami.
Co do zastosowania ENA nie mają wątpliwości prawnicy. Wynika to bowiem z faktu, że Szwecja nie wydaje swoich obywateli. Drogę zastosowania zwykłej ekstradycji badał już swego czasu były szef pionu śledczego IPN prof. Witold Kulesza. Wówczas się okazało, iż poza ochroną obywateli w szwedzkim prawodawstwie nie ma przepisów, pod które można byłoby podciągnąć kwestię odpowiedzialności za zbrodnie systemu totalitarnego. – Szwecja nie ma analogicznych przepisów związanych z rozliczeniem komunizmu i zapewne zakres pojęcia zbrodni przeciwko ludzkości w prawie szwedzkim jest trochę inny niż w naszym – mówił wcześniej prowadzący sprawę prokurator Marek Klimczak.
Natomiast umowa o ENA zobowiązuje kraje, które ją podpisały, do wydawania swoich obywateli, aby mogli odpowiedzieć karnie w innych państwach. Wydanie przez sąd nakazu aresztowania otwiera drogę do przygotowania przez IPN wniosku o ENA, który musi także zatwierdzić sąd. Taki wniosek został już swego czasu wystosowany wobec Heleny Wolińskiej.
Gdy ENA trafi do władz danego kraju, te mają 90-dniowy termin na jego rozpatrzenie. Prokurator Tomasz Kamiński z centrali pionu śledczego IPN zaznacza jednak, że taki wniosek będzie musiał być rozpatrzony przez szwedzkie sądy, które dokonają jego oceny.
Na Stefanie Michniku od 2007 r. ciążą zarzuty udziału w bezprawnym pozbawieniu wolności Józefa Stemlera. Był on jednym z członków składów orzekających o przedłużaniu aresztu członka Delegatury Rządu na Kraj. IPN stwierdza, że “podejrzany świadomie brał udział w prześladowaniu pokrzywdzonych ze względów politycznych i działał w strukturach systemu państwa totalitarnego, posługującego się na wielką skalę terrorem dla realizacji celów politycznych i społecznych. (…) Jego zachowania wyczerpują znamiona nie tylko zbrodni komunistycznej, ale także znamiona zbrodni przeciwko ludzkości”.
Z dotychczasowego postępowania wynika, że “podejrzany dopuścił się tego typu czynów także w odniesieniu do co najmniej 19 innych osób, żołnierzy podziemia niepodległościowego i Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, obywateli podejrzewanych o szpiegostwo na rzecz Rządu RP na Uchodźstwie w Londynie czy nawet funkcjonariuszy MBP podejrzewanych o nielojalność w stosunku do władzy ludowej”.
Historycy przytaczają ówczesne wypowiedzi Michnika, który na naradzie partyjnej w 1956 r. mówił: “Nam wtedy imponowało powiedzenie o zaostrzającej się walce klasowej i nieprawdę powie ten, kto by twierdził, że wtedy z niechęcią rozpatrywał te sprawy. Ja wiem, że raczej ludzie garnęli się do tych spraw, sam muszę przyznać, że kiedy dostałem pierwszy raz poważną sprawę, to nosiłem ją przy sobie i starałem się, żeby mi tej sprawy nie odebrano”.

Zenon Baranowski

Za: Nasz Dziennik
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 01 Kwi 2008
Posty: 17418
Skąd: Polska
Wysłany: 29 Kwiecień 2014, 09:03   Re: Kaci Polaków [Cytuj]

Julia Brüstiger(“KRWAWA LUNA”)



Warto przypominać sylwetki „właścicieli Polski Ludowej”, nie sposób bowiem zrozumieć, co się dzieje w Polsce bez sięgania w przeszłość, rozmazywaną przez ich ideowe potomstwo, czyli różne bermaniątka, fejginiątka, światłątka, humerątka… i resztę.

BRYSTYGIER JULIA (właśc. Brüstiger; ur. 25 IX 1902 w Stryju, zm. 9 X 1975 w Warszawie) – płk MBP, jedna z najważniejszych osób w bezpiece, nie bez powodu potocznie zwana „krwawą Luną”; czołowa postać stalinizmu w Polsce Ludowej 1944-1956.
Córka Hermana Preissa, aptekarza i Izabelli (w dokumentach osobowych B. występują też inne imiona rodziców: Henryk i Berta). W 1920 ukończyła gimnazjum we Lwowie a w 1926 studia historyczne na Uniwersytecie Jana Kazimierza. Następnie kontynuowała naukę w Paryżu, w 1928 zdała egzaminy pedagogiczne we Lwowie. 1928-29 pracowała jako nauczyciel historii w gimnazjum C. Epsteina w Wilnie i w żydowskim seminarium nauczycielskim „Tarbuth”. Od 1927 działała w Międzynarodowej Organizacji Pomocy Rewolucjonistom (MOPR) i w Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy (w komórce techniki partyjnej). Były to organizacje nielegalne w II RP, jako agentury Związku Sowieckiego prowadzące działalność szpiegowską i terrorystyczną.W 1929 zwolniona z pracy z przyczyn politycznych, utrzymywała się z udzielania korepetycji we Lwowie. Od IV 1931 była wydawcą i redaktorem legalnego tygodnika komunistycznego „Przegląd Współczesny”. Od poł. t.r. była członkiem egzekutywy Komitetu Obwodowego MOPR, następnie wstąpiła formalnie do KPZU.

W X 1931 skazana po raz pierwszy na 2 tygodnie więzienia za działalność komunistyczną. Od 1932 była funkcjonariuszem partyjnym (tzw. „funkiem” – etatowym działaczem partii), pełniąc kolejno funkcje sekretarza propagandy i agitacji Komitetu Okręgowego KPZU we Lwowie, Przemyślu, Drohobyczu i od IX 1932 ponownie we Lwowie. Posługiwała się pseudonimami: „Daria”, „Ksenia”, „Luna” i „Maria”. Za działalność w zdelegalizowanych strukturach komunistycznych aresztowana po raz drugi X 1932 i skazana na rok więzienia (jeszcze wówczas podawała, że jest wyznania mojżeszowego).
Po zwolnieniu od X 1933 została członkiem egzekutywy KC MOPR Zachodniej Ukrainy, obsługiwała obwody wołyński i stanisławowski tej organizacji. Pod koniec 1934 została na krótko zawieszona w prawach członka partii. Po złożeniu samokrytyki latem 1935 objęła funkcję sekretarza Komitetu Okręgowego KPZU Stryj-Sambor. Od XI 1935 zajmowała się problematyką chłopską i rolną w Centralnej Redakcji KPZU we Lwowie.

Od 1936 była sekretarzem KC MOPR Zachodniej Ukrainy, organizowała prokomunistyczny Kongres Pracowników Kultury we Lwowie (V 1936). Ponownie aresztowana IV 1937, została skazana na 2 lata więzienia. W więzieniu była tzw. starostą komuny więziennej (grupy więźniów odbywających wyroki za działalność komunistyczną). Zwolniona z więzienia IV 1939.
Po zajęciu Ziem Wschodnich RP przez Armię Czerwoną w wyniku agresji 17 IX 1939 (uzgodnionej z III Rzeszą Niemiecką) przyjęła obywatelstwo sowieckie i pracowała w Radzie Związków Zawodowych we Lwowie oraz była sekretarzem Komitetu Obwodowego MOPR. W 1940 została „członkiem wszechzwiązkowym” KC MOPR.
W tym czasie współpracowała – razem z grupą innych kolaborantów – w sowieckiej gadzinówce „Nowe Widnokręgi” we Lwowie. Po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej w VI 1941 zbiegła do Charkowa, następnie do Samarkandy. Po utworzeniu w Moskwie tzw. Związku Patriotów Polskich (VI 1943) została członkiem Zarządu Głównego, następnie objęła funkcję sekretarza Prezydium ZG tej organizacji. Od IX t.r. była kierownikiem działu personalno-organizacyjnego i zastępcą sekretarza Prezydium ZG. Od VI została desygnowana przez ZPP na posłankę do tzw. Krajowej Rady Narodowej, obejmując mandat po przyjeździe do Lublina IX 1944 r.

X 1944 została przyjęta do PPR (z zaliczeniem stażu partyjnego od 1931) i skierowano ją do pracy w resorcie bezpieczeństwa publicznego. 20 XII t.r. została kierownikiem Sekcji 3 Wydziału Śledczego. Od tej pory niezwykle szybko awansowała, zajmując wkrótce czołowe stanowiska w bezpiece.
Po utworzeniu Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego 1 I 1945 została kierownikiem Wydziału III („do walki z bandytyzmem politycznym”) w Departamencie I (zajmującym się sprawami kontrwywiadu). Już 1 X 1945 została p.o. Dyrektora Departamentu V (Społeczno-Politycznego), któremu podlegały następujące Wydziały: I. „Operacyjnej Obsługi oraz Ochrony Partii i Ugrupowań Politycznych przed Atakami Reakcji”; II. „Obsługi Instytucji Oświatowych, Kulturalnych i Wolnych Zawodów”; III. „Administracji Państwowej”; IV. „Młodzieżowy” i V. „Obsługi Duchowieństwa”. Od 15 I 1950 do 31 VII 1954 była Dyrektorem tego Departamentu.
Pod jej kontrolą znalazło się w ten sposób całe życie polityczne, społeczne i religijne w komunistycznej Polsce a jej znaczenie w strukturach władzy znacznie wykraczało poza zakres kompetencji wynikający z nominalnej funkcji w bezpiece. Np. regularnie brała udział w plenach KC PPR/PZPR, mimo, że nie wchodziła w skład tego ciała. W ramach rutynowych odpraw kierownictwa MBP wygłaszała referaty programowe, nadając kierunek pracy operacyjnej i politycznej całego resortu. Z racji pełnionej funkcji miała nadzór nad referendum (1946) i wyborami do Sejmu Ustawodawczego (1947), biorąc udział w przygotowaniach do sfałszowania ich wyników, polecając wprowadzanie agentów BP do wszystkich komitetów i komisji wyborczych.

Na odprawie kierownictwa MBP 13-15 X 1947 wygłosiła zasadniczy referat pt. Ofensywa kleru a nasze zadania, który przyczynił się do intensyfikacji walki z Kościołem. Stwierdziła tam m.in.: W walce przeciw demokratycznemu ustrojowi Państwa Polskiego zaczyna kler polski wysuwać się na pierwszy plan. Dlatego też sprawa przeciwdziałania i zwalczania wrogiej działalności politycznej kleru i obozu katolickiego musi zająć odpowiednie miejsce w pracy organów BP. (...) Fakt, że centrum dyspozycyjne kleru polskiego jest w Watykanie, który – jak wyżej wspomniano – odgrywa dziś rolę jednego z najbardziej antydemokratycznych, antysowieckich i proamerykańskich czynników w polityce międzynarodowej, określa również kurs polityki episkopatu polskiego. (...) Aparat nasz dotychczas nie doceniał i na ogół nienależycie odniósł się do [tego] zagadnienia. (...) Zwalczanie wrogiej działalności kleru jest niewątpliwie jednym z najtrudniejszych zadań, jakie stoją prze nami. (...) Praca nasza operacyjna musi iść w kierunku:
Rozpracować udział księży w podziemiu, który obecnie jeszcze jest b. poważny. (...)
Przystąpić do wszechstronnego i systematycznego rozpracowania instytucji Kościoła w terenie. Główne obiekty: kuria biskupia, dziekanaty, rada dekanacka i instytucje najściślejsze oparte o diecezję („Caritas”). (...)
Należy zerwać z zakorzenionym poglądem, że „klasztoru nie da się rozpracować”. Nie należy kapitulować przed trudnościami. Kierunek dojścia: żebracy, dostawcy klasztorni itp. (...)
Systematycznie śledzić, wyciągać polityczne i operacyjne wnioski, w razie konieczności umiejętnie przeciwdziałać politycznym powiązaniom kleru. (...)
Z całą stanowczością i bezwzględnością nie dopuścić do wdzierania się kleru i organizacji katolickich na grunt robotniczy. (...)
Systematycznie rozpracowywać masowe organizacje katolickie i ich aktyw. (...) Paraliżować ich wrogą działalność. Na ile warunki na to pozwolą, rozwiązywać poszczególne szczególnie szkodliwe ogniwa. (...)
Przeciwdziałać wpływom kleru na masowe organizacje młodzieżowe, w pierwszym rzędzie na ZHP. (...)
Systematycznie rozpracowywać katechetów szkolnych, przede wszystkim za pomocą agentury młodzieżowej w wyższych klasach (vide instrukcje ministra o agenturze wśród młodzieży). (...) Należy (...) przystąpić do budowy sieci agencyjnej, sygnalizacyjnej i informacyjnej wśród pątników, kramikowych, żebraków odpustowych itp.
Przeciwdziałanie rozszerzaniu się prasy katolickiej, która jest rozsadnikiem ducha wrogości i organizatorem elementów zacofanych. (...) (cyt. za: Dokumenty do dziejów PRL. Aparat bezpieczeństwa w latach 1944-1956, cz. I. Lata 1945-1947, oprac. A. Paczkowski, Warszawa 1994).
28 III 1948 wygłosiła referat p.t. Nowy etap walki z reakcją i zadania naszego aparatu, w którym nakazywała wzmożenie walki klasowej i pracy operacyjnej resortu w celu całkowitego sparaliżowania jakichkolwiek prób samoobrony społeczeństwa: Praca reakcji na gruncie legalnym nie wyczerpuje się w istnieniu wyżej omówionych grup. Obok tego istnieje ogromna sfera wrogiej działalności dziesiątek tysięcy ludzi nie należących do żadnego zespołu, czy grupy. Należy tu wrogi inżynier, który sam w pojedynkę uprawia sabotaż gospodarczy. Ksiądz, który sam kierując się nienawiścią do Polski ludowej, zamienia ambonę lub klasę szkolną we wrogą trybunę, wójt reakcjonista, który popiera spekulantów, a obciąża nadmiernymi podatkami i świadczeniami szczerych demokratów itd., itd.

Wszystkie te momenty musimy mieć na względzie. One muszą zadecydować o formach naszej pracy, jako organów walki z reakcją. Na etapie obecnym zatem punkt ciężkości pracy naszej musi spocząć nie tylko i nie tyle na rozbijaniu i likwidowaniu nielegalnych organizacji, ale na paraliżowaniu, tępieniu antypaństwowej, antydemokratycznej roboty, czy to grupowej, czy indywidualnej w jakichkolwiek formach by ona nie występowała, w formach nielegalnych, pozornie legalnych, czy też we wrogiej, idącej na szkodę mas ludowych działalności publicznej. (...) Musimy przezwyciężyć dotychczasowe nawyki, które stają się hamulcem. Musimy wykorzenić te błędy i braki, o których dziś była mowa.
Rozumiejąc dobrze nowy etap walki z reakcją i uzbrojeni w nowe metody pracy, urzędy nasze i ludzie nasi, znajdują odpowiednie środki, nauczą się bić wroga po nowemu i odniosą kolejne zwycięstwa. (cyt. za: Dokumenty do dziejów PRL. Aparat bezpieczeństwa w latach 1944-1956, cz. II. Lata 1948-1949, oprac. A. Paczkowski, Warszawa 1996). Było to resortowe wprowadzenie do zastosowania powszechnego już terroru, także wobec osób, które nie prowadziły jakiejkolwiek działalności politycznej czy społecznej. W kolejnym referacie programowym w VII 1949 p.t. O kierunkach pracy na nowym etapie walki z klerem wezwała wprost do zniszczenia Kościoła katolickiego, jako „agentury watykańskiej”.

Wynikiem pracy kierowanego przez nią Departamentu było aresztowanie m.in. ok. 900 księży katolickich, kilku biskupów oraz „internowanie” Prymasa Polski, ks. Stefana Kardynała Wyszyńskiego. Unicestwione zostały liczne organizacje kościelne (w tym charytatywne), młodzieżowe, sportowe; zlikwidowano opozycyjne partie polityczne legalnej opozycji (PSL i SP) oraz rozbito struktury partii politycznych działających w konspiracji (przede wszystkim SN i PPS-WRN). Ich przywódcy i czołowi działacze zostali aresztowani i skazani na kary wieloletniego więzienia oraz kary śmierci (niektóre z nich wykonano). W terenie dokonywane były aresztowania lokalnych działaczy, cieszących się autorytetem i zaufaniem społecznym, pod pretekstem prowadzenia przez nich działalności opozycyjnej. Wobec niektórych z nich stosowano metodę „tajnego zniknięcia” lub skrytobójstwa, odpowiedzialnością za popełnione zbrodnie obarczano zaś „reakcyjne podziemie”.
Wśród zaufanych towarzyszy partyjnych i resortowych nazywana była poufale przedwojennym pseudonimem „Luna”, w obiegowej opinii była wyłącznie „krwawą Luną”.
Po ucieczce płk. Józefa Światły na Zachód, w ramach reorganizacji MBP 1 VIII 1954 została Dyrektorem Departamentu III (do spraw walki z podziemiem). Nie podzieliła losu kilku innych wysokich funkcjonariuszy resortu, którzy na fali pozornych rozliczeń zostali aresztowani. B. brała udział w XI 1954 w rewizji dokonanej u płk. Józefa Różańskiego, po jego aresztowaniu. Podczas partyjno-służbowej narady 10 XII 1954 skrytykowała system masowych werbunków agentury, którego była współtwórcą, twierdząc, że: polegał na stosowaniu bardziej otwartego lub zamaskowanego przymusu, na deptaniu godności ludzkiej, na stosowaniu klimatu zastraszania.

Funkcję dyrektora Departamentu III pełniła również po rozwiązaniu MBP (XII 1954) i powołaniu Komitetu d/s Bezpieczeństwa Publicznego. B. była inspiratorką opozycyjnego „Klubu Krzywego Koła”, założonego III 1955 w Warszawie przez… „grupę młodej inteligencji”.
Jeszcze w X 1955 na odprawie kierownictwa bezpieki wezwała do likwidacji zakonów (mimo, że sprawy Kościoła już jej formalnie nie podlegały!). W celu „wzmożenia walki z Kościołem” powołano wówczas pod kierownictwem płk. Jana Ptasińskiego, zastępcy Przewodniczącego Komitetu ds. Bezpieczeństwa Publicznego specjalną komisję (w jej skład weszła również B.). Jej zadaniem było rozwiązanie następujących „problemów”: przeorganizowanie pracy operacyjnej do walki z Kościołem w nowych warunkach oraz likwidacja zakonów w Polsce. Planu tego, na skutek załamania się podstaw systemu stalinowskiego, nie zdołano już wprowadzić w życie. Jednakże piętno, wyciśnięte przez „krwawą Lunę” na bezpiece w latach 1944-1956 przetrwało do końca istnienia PRL.
Mimo pozornych „odwilży” w sprawach Kościoła i kolejnych zmian organizacyjnych w MSW, Departament zajmujący się walką z Kościołem pracował jak za jej panowania. Efektem tego była m.in. śmierć ks. Jerzego Popiełuszki i innych księży, nastawionych opozycyjnie wobec systemu. Te zbrodnie nigdy nie zostały do końca wyjaśnione.
B. pełniła też funkcje partyjne: była delegatem na I Zjazd PPR (1945), II Zjazd PPR (1948) i Kongres Zjednoczeniowy PZPR (1948), na którym została wybrana do Centralnej Komisji Kontroli Partyjnej (w jej skład wchodziła do III 1954). Wg J. Światły była kochanką członków Biura Politycznego: Jakuba Bermana (odpowiedzialnego m.in. za bezpiekę) i Hilarego Minca (odpowiedzialnego za gospodarkę).
Po likwidacji Komitetu d/s BP 16 XI 1956 została zwolniona z resortu.
Otrzymała rentę państwową w V 1958. Poświęciła się pracy literackiej, wydając (pod panieńskim nazwiskiem Julia Prajs) powieść Krzywe litery (Warszawa 1960) i dwa tomy opowiadań. Od 1920 była żoną Natana B., adwokata i znanego działacza syjonistycznego (zm. w 1930). Ich syn Michał jest artystą-muzykiem (do niedawna figurował w stopce „Tygodnika Powszechnego” jako... współpracownik, obok Michała Komara, syna Mendla Kossoya vel Wacława Komara, wiceministra bezpieki i szefa wywiadu tzw. Polski Ludowej).
Zmarła 9 X 1975 w Warszawie, została pochowana na Cmentarzu Komunalnym na Powązkach w Warszawie. Pogrzeb miał charakter państwowy. Nekrolog zamieściła „Trybuna Ludu”.
Była odznaczona m.in. Orderem Sztandaru Pracy I klasy i Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.
W następnych latach rozpowszechniana była (i jest po dziś dzień!) „szeptana propaganda”, jakoby B. przed śmiercią „nawróciła się”, z racji jej wizyt w podwarszawskich Laskach.

Leszek Żebrowski

(zob. Leszek Żebrowski: Brystygier Julia, w: Encyklopedia „białych plam”, T. III, Radom 2000).

Źródło: http://leszek.zebrowski.n...839,krwawa-luna
Za: http://polonuska.wordpress.com
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 01 Kwi 2008
Posty: 17418
Skąd: Polska
Wysłany: 30 Kwiecień 2014, 09:33   Re: Kaci Polaków [Cytuj]

Salomon Morel zbrodniarz nieosądzony



Salomon Morel zwykł był osobiście "witać" młodych skazańców

Po obozie śmierci w Świętochłowicach pozostały już tylko słupy z czerwonej cegły. Reszta porosła chwastami zapomnienia. Ale to właśnie tu, zaledwie w ciągu 7 miesięcy 1945 roku zamordowano około 2500 dzieci, kobiet i mężczyzn. Większość ofiar pochodziła ze Śląska i została oskarżona o "narodowość niemiecką" lub o "niechęć do nowej władzy". Dziś też wiadomo, że z nieznanych przyczyn za drutami obozu znaleźli się także Holendrzy i Szwajcarzy. Do tej pory prokuratura w Katowicach udokumentowała śmierć 1538 więźniów. Za każdą z tych ofiar odpowiedzialny jest Salomon Morel - komendant obozu koncentracyjnego.
Salomon Morel, polski Żyd, urodził się w 1919 roku w miasteczku Grabowo. Tak więc w czasie wybuchu wojny miał 20 lat. Przez długi czas nie bardzo było wiadomo, jak przetrwał piekło Holokaustu choć sam zainteresowany zawsze utrzymywał, że był więźniem Oświęcimia i tylko "cudem" przeżył. Dziś wiadomo, że Salomon Morel kłamał bowiem nigdy nie znajdował się w czasie wojny w żadnym z niemieckich obozów koncentracyjnych.

Kiedy Niemcy rozkazali Żydom przenieść się do getta, rodzina Morelów zaczęła się ukrywać. Pierwsze lata przetrwania zawdzięczali polskiej rodzinie Tkaczyków, na jednej z lubelskich wsi. Zresztą w 1983 roku Józef Tkaczyk, za uratowanie Morelów został odznaczony medalem "Sprawiedliwy wśród narodów świata". Ukrywanie się w podziemnym bunkrze nie odpowiadało jednak Salomonowi i jego bratu. Ponieważ czasy były burzliwe a i o broń stosunkowo łatwo, wkrótce zorganizowali bandę przestępczą, rabującą już nie tylko żywność ale także kosztowności przy okazji gwałcąc kobiety. Banda była na tyle brutalna i aktywna, że zwróciła na siebie uwagę polskiego podziemia. Skończyło się to rozbiciem gangu, zastrzeleniem brata choć sam Salomon zdołał umknąć. Po niedługim czasie wypłynął ponownie, tym razem jako "partyzant" komunistycznej grupy Armii Ludowej Grzegorza Korczyńskiego (Kilianowicza).
W 1943 roku Salomon Morel przedostał się do Związku Sowieckiego. Co tam robił, nie wiadomo. Jedno jest pewne, wrócił do Polski jako pracownik Urzędu Bezpieczeństwa i rozpoczął swą krwawa "karierę" jako funkcjonariusz więzienny na Zamku Lubelskim, gdzie przetrzymywano i mordowano żołnierzy Armii Krajowej, Narodowych Sił Zbrojnych, Wolności i Niepodległości itd. Musiał nieźle przysłużyć się sowieckim mocodawcom bowiem wkrótce został mianowany komendantem obozu koncentracyjnego w Świętochłowicach.
Sam obóz teoretycznie był przeznaczony dla volksdeutschów i "faszystów niemieckich" a w rzeczywistości znajdowali się tam głównie mieszkańcy Śląska i cywile niemieccy, jako że obowiązywała odpowiedzialność zbiorowa. Metody eksterminacji były typowe: potworny głód (125 g chleba - [dwie kromki] na cały dzień i chochla cienkiej zupy stanowiło całe pożywienie). Do reguły należało przetrzymywanie więźniów na placu apelowym -12 godzin stania na mrozie, deszczu lub upale. Wskutek świadomych działań nie zabezpieczono odpowiednich warunków sanitarnych, w związku z czym wkrótce w obozie wybuchła epidemia tyfusu i dyzenterii. Według zeznań świadków, dziennie umierało 20 - 30 osób. Sam Morel też był aktywny wbezpośrednim procesie mordowania. Jego ulubioną "zabawą" było masakrowanie głowy ofiary przy pomocy drewnianej pałki. Jak sam często mawiał, amunicja była zbyt kosztowna do pozbawiania życia. Nagie zwłoki ofiar posypywano wapnem i zakopywano w okolicznych cmentarzach w nie oznakowanych zbiorowych mogiłach. Potem mogiły równano z ziemią.
Nowa władza komunistyczna szybko zorientowała się w możliwościach Salomona Morela. Powierzono mu nowe zadanie, tym razem komendanturę obozu koncentracyjnego w Jaworznie. Był to obóz pohitlerowski, gdzie po 1945 roku mordowano Niemców, Ślązaków, Ukraińców i Polaków. Tych ostatnich za najmniejsze uchybienia wobec reżymu komunistycznego - zwykle wystarczało zwykłe pomówienie. Nie chodziło przecież o znalezienie winnego - chodziło o rozprzestrzenianie terroru i w ten sposób zastraszenie całego społeczeństwa.
Pod koniec lat czterdziestych w Moskwie zapadła decyzja o skierowaniu do obozu koncentracyjnego w Jaworznie polskich dzieci. I tak, chyba po raz pierwszy w historii ludzkości powstał obóz koncentracyjny dla nieletnich.
Młodzieżowe organizacje antykomunistyczne powstawały zwykle w oparciu o, rozwiązane przez nową władzę, struktury przedwojennego harcerstwa. Należeli do nich mali patrioci ze szkół średnich choć nie brakowało także uczniów podstawówek. W ramach tzw. "Małej dywersji" były nawet zastępy dziewczęce, zwykle zajmujące się redakcją i kolportażem antykomunistycznych ulotek. Chłopcy zbierali broń, malowali na murach patriotyczne hasła a przede wszystkim organizowali się w grupy, które w niedalekiej przyszłości miały prowadzić zbrojną walkę z okupantem. Na skutek słabej znajomości zasad konspiracji oraz braku możliwości kontrwywiadu, organizacje młodzieżowe zwykle "wpadały" już po roku a najdalej dwóch latach działalności. Niemniej, jak stwierdza tajny dokument Ministerstwa Spraw Wewnętrznych z 1964 roku, w latach 1944 - 56 w Polsce istniało 475 nielegalnych organizacji młodzieżowych.
W tej sytuacji Urząd Bezpieczeństwa, wtedy jeszcze obsadzony sowieckimi oficerami, postanowił przeznaczyć obóz w Jaworznie dla małych, polskich patriotów. Zgodnie bowiem z nowym kodeksem karnym kara śmierci mogła być wykonana na dziecku, które skończyło 12 lat.
Zwykle, zaraz po zatrzymaniu, młodociani przeciwnicy sowietyzacji poddawani byli wielotygodniowym torturom. Miało to na celu wymuszenie zeznań ale także psychiczne załamanie. Do typowych metod należało bicie, kopanie buciorami po całym ciele, kneblowanie ust i wlewanie wody do nosa, wbijanie nogi od stołka w odbytnicę itd. Bodajże jednym znajbardziej powszechnych sposobów tortur było zamykanie więźniów w piwnicach, wypełnionych po pas wodą. Zostawiano ich tam na kilka dni. Zaśnięcie groziło utopieniem. Zachowały się relacje, opisujące ten sposób znęcania się nad, jakby nie było, małymi dziećmi. Po kilkutygodniowych badaniach zapadał wyrok - za namalowanie antybolszewickiego hasła można było dostać 10 lat, za ulotki 6 lat itd. Co charakterystyczne, młodocianych więźniów transportowano do obozu w Jaworznie w .....niemieckich mundurach. Obstawa wszem i wobec rozgłaszała, że oto konwojują niedobitki Hitlerjugend a samym więźniom, pod karą śmierci, zabraniano odzywać się w języku polskim.
Salomon Morel zwykł był osobiście "witać" młodych skazańców. Do repertuaru należało odmieniane na wszelkie możliwe sposoby słowo "bandyci", kazał też spoglądać w niebo, bo jak twierdził "czynią to ostatni raz, jako, że on, Salomon Morel osobiście dopilnuje, żebyście tu zdychali wolno na suchoty". Zapowiadał egzekucje za najdrobniejsze uchybienia wobec regulaminu obozowego a wszystko to gęsto było przetykane wulgarnościami rodem wprost z rynsztoka.
Jak wiemy dzisiaj, obóz miał spełniać dwa podstawowe zadania. Najbardziej upartych, a więc tych o niezachwianym patriotyzmie, trzeba było zlikwidować fizycznie zaś resztę złamać, wydrzeć duszę i wpoić zwierzęcy strach przed batem. Jak wyznał raz jeden z byłych oficerów Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego zaangażowany w pracę w Jaworznie: "Mieli być naszymi poddanymi, donosicielami, gotowymi pod wpływem strachu sprzedawać najbliższych i przyjaciół. Po latach "ćwiczeń" w obozie, rozesłani do miast, mieli tworzyć legiony kapusiów, wzmacniając w ten sposób urzędy bezpieczeństwa." I to właśnie takie szatańskie zadanie wykonywał Salomon Morel. Często wzywał dzieci na przesłuchania i osobiście je bił kiedy na pytanie : kto ty jesteś? odpowiadały: więzień polityczny. Darł się przy tym, że polityczni więźniowie to byli przed wojną a tu, w Jaworznie, są tylko bandyci.
Dziś wiadomo, że przez obóz koncentracyjny w Jaworznie przeszło około 10 tysięcy polskich dzieci.
Sam Morel po około dwóch latach został odwołany ze stanowiska komendanta choć do roku 1956 nadzorował Ośrodki Pracy dla Więźniów.
Na początku lat 90-tych Główna Komisja Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu wszczęła śledztwo wobec niego. Zdążono go raz przesłuchać ale zanim postawiono konkretne zarzuty opuścił on Polskę. Widziano go w Szwecji gdzie starał się o azyl, przedstawiając się jako ofiara ......polskiego antysemityzmu. Azylu politycznego nie otrzymał, głównie dzięki zainteresowaniu jego osobą prasy niemieckiej, która chciała się dowiedzieć kilku szczegółów z jego pracy w obozie w Świętochłowicach. Zmuszony do kolejnej ucieczki zatrzymał się dopiero w Izraelu, gdzie zresztą mieszka do dziś.
Fakt, że Salomon Morel jest Żydem nic jeszcze nie znaczy. Każdy naród ma swoich zwyrodnialców i jak to zawsze mówiłem, wina może być tylko indywidualna. Nie mniej odmowa ekstradycji Morela z Izraela do Polski jest już inną sprawą. Co prawda, odmowa wydania zbrodniarza jest całkowi ie zgodna z konstytucją Izraela, która zabrania ekstradycji swoich obywateli. Po drugie, zgodnie z kodeksem karnym Izraela, za ludobójcę może być uznany tylko ten, który zabijał Żydów. Poza tym, prawnicy izraelscy powołują się na 20 letni okres, po którym następuje przedawnienie. Problem tylko w tym, że to właśnie światowe organizacje żydowskie nie dopuściły do przedawnienia, i słusznie, zbrodni hitlerowskich. Tak więc, jak sądzę, czas najwyższy na rewizję pewnych założeń prawnych, szczególnie teraz, w dobie szalejącej Politycznej Poprawności. Krzywda ludzka bowiem ma wymiar ponad narodowy czy rasowy. A zacząć by trzeba od zaocznego procesu karnego przeciwko zbrodniarzowi w Polsce i przynajmniej pozbawieniu go na razie wszystkich praw obywatelskich. Pozwoliło by to przynajmniej na odebranie Morelowi emerytury. Taka bowiem do dnia dzisiejszego, w wysokości 2,5 tysiąca złotych, jest mu wypłacana przez katowicki Zakład Ubezpieczeń Społecznych.
Poza tym, Morel w Świętochłowicach i Jaworznie nie działał sam. Miał do dyspozycji spora grupę funkcjonariuszy MBP z czego część żyje do dziś i też pobiera wysokie emerytury. Jest coś odrażającego w tym, że wielu żołnierzy Armii Krajowej dziś ledwo wiąże koniec z końcem a ich prześladowcy żyją dostatnio. Kiedy w końcu Naj jśniejsza dźwignie się z kolan i uprzątnie polską ziemię ze śmieci?

Źródło: http://oboz.w.of.pl/jaworzno2.html
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 01 Kwi 2008
Posty: 17418
Skąd: Polska
Wysłany: 1 Maj 2014, 08:52   Re: Kaci Polaków [Cytuj]

Jakub Berman – “twarda ręka”



Decydujące znaczenie dla sytuacji w stalinowskim Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego miał fakt, że głównym i niekontrolowanym przez nikogo w Polsce nadzorcą bezpieki w Biurze Politycznym KC PPR, a później Biurze Politycznym KC PZPR był żydowski komunista Jakub Berman, niezwykle dynamiczny i bardzo inteligentny “morderca zza biurka”. To on był też faktycznie osobą Numer Jeden w komunistycznym establishmencie w Polsce, “szarą eminencją” ówczesnej władzy, spychając w cień dużo mniej inteligentnego i bezbarwnego Bieruta. A przede wszystkim posiadając dużo lepsze od niego kontakty na Kremlu. W odróżnieniu od rządzącego Węgrami krwawego Żyda Matyasa Rakosiego Berman nie pchał się jednak na czołowe stanowisko w Polsce. Jak później wyznał w rozmowie z Teresą Torańską (por. jej książkę “Oni”): Zdawałem sobie jednak sprawę, że najwyższych stanowisk jako Żyd objąć albo nie powinienem, albo nie mógłbym (…). Faktyczne posiadanie władzy nie musi wcale iść z eksponowaniem własnej osoby. Zależało mi, żeby wnieść swój wkład, wycisnąć piętno na tym skomplikowanym tworze władzy, jaki się kształtował, ale bez eksponowania się. Wymagało to naturalnie pewnej zręczności. Wycisnął rzeczywiście straszne piętno na wszystkim, czym kierował, będąc głównym dysponentem krwawych bezpieczniackich rozpraw z Narodem.

Dysponując potężnymi dźwigniami władzy był od początku bezwzględnym rzecznikiem stosowania polityki “twardej ręki”". Już jesienią 1945 r. mówił: Należy utrzymać silną rękę nie tylko na zewnątrz, ale i wewnątrz w stosunku do administracji, członków partii itp. (…). Twarda ręka w bezpieczeństwie może wiele pomóc. Inspirował maksymalne stosowanie przemocy wobec PSL-owskiej opozycji, bez przebierania w środkach. W wystąpieniu na posiedzeniu Biura Politycznego KC PPR bezpośrednio po skrajnym zafałszowaniu przez komunistów wyborów ze stycznia 1947 r. mówił: Zmobilizowałem wszystkie siły nacisku moralnego i fizycznego (…). Gdyby świat dowiedział się o prawdziwych wynikach wyborów na całym obszarze Polski, przypuszczono by na nas atak.
Berman ponosi zdecydowanie największą odpowiedzialność za krwawy terror doby stalinizmu w Polsce, który nadzorował przez “swoich” ludzi w bezpieczniackim syndykacie zbrodni: głównie R. Romkowskiego, J. Różańskiego i A. Fejgina. Koordynował przygotowania setek procesów politycznych, prześladowania kilkusettysięcznej rzeszy członków Armii Krajowej, Batalionów Chłopskich i Narodowych Sił Zbrojnych oraz bezwzględną, systematyczną walkę z Kościołem. Dyrektorom departamentów w MBP wielokrotnie zarzucał, że nie doceniają “roli kleru w dywersji przeciw naszej Partii”.

W przemówieniu na radzie partyjnej w marcu 1949 r. akcentował, że centralnym zagadnieniem jest rozwój agentury bezpieczeństwa, którą trzeba rozbudowywać z całym uporem. Zdecydowanie zwalczał jakiekolwiek próby uwzględnienia narodowej specyfiki w polityce PPR, szczególnie ostro przeciwstawiając się tego typu przejawom w działalności Władysława Gomułki.
Należał do głównych rzeczników rozprawy z gomułkowszczyzną, atakując ją jako niebezpieczne “odchylenie prawicowo-nacjonalistyczne”. Po sfabrykowanym procesie byłego komunistycznego ministra spraw wewnętrznych Laszló Rajka i straceniu go jako rzekomego “agenta Tito”, wystąpił na naradzie w KC PZPR solidaryzując się z katami Rajka i zapowiadając szukanie “polskich Rajków”. Prowadził konsekwentną politykę sowietyzacji i rusyfikacji polskiej kultury, dążąc do wytrzebienia polskiego narodowo-katolickiego sposobu myślenia. Ze względu na równoczesne łączenie przez Bermana nadzoru nad bezpieczeństwem i kulturą popularne stało się złośliwe powiedzenie, że odtąd w malarstwie dopuszczone będą wyłącznie trzy kierunki:
“fornalizm, ubizm i represjonizm”.

Realizując za parawanem systemu komunistycznego skrajnie szowinistyczną politykę żydowską i tępiąc najlepszych polskich patriotów, nie zważał na konkretne zasługi represjonowanych w akcji ratowania Żydów. Bardzo wymowny pod tym względem był taki oto dialog T. Torańskiej z Bermanem:

Torańska: – A zamykanie? Na przełomie 1948/1949 aresztowaliście członków AK-owskiej Rady Pomocy Żydom “Żegota”.
Berman: - No tak, objęło się szeroką gamą wszystkie organizacje związane z AK.
Torańska: – Proszę pana! UB, w którym wszyscy lub prawie wszyscy dyrektorzy byli Żydami, aresztuje Polaków za to, że w czasie okupacji ratowali Żydów, a pan twierdzi, że Polacy są antysemitami, nieładnie.
Berman: - Źle się stało. Na pewno źle się stało (T. Torańska “Oni”, wyd. podziemne “Przedświt”, Warszawa 1985, s. 237).
Usunięty w maju 1956 r. z kierownictwa partii i rządu, ostatecznie uniknął jakiejkolwiek kary (poza usunięciem go w maju 1957 r. ze składu KC i partii). Przez wiele lat spokojnie pracował jako recenzent-konsultant w redakcji historycznej partyjnego wydawnictwa “Książka i Wiedza”. Co więcej, ten największy zbrodniarz PRL-owski za rządów gen. Jaruzelskiego w grudniu 1983 r. został odznaczony w Sejmie Medalem Krajowej Rady Narodowej.
Nawet po dziesięcioleciach Berman, krwawy morderca zza biurka, nie odczuwał żadnych wyrzutów sumienia za zbrodnie popełnione (na Polakach – wtr. WK) przez Żydów. Przeciwnie, dalej ich oskarżał… o antysemityzm.

Źródło:
http://www.jerzyrobertnowak.com/

Według Lebiediewa Bierut był całkowicie izolowany przez Bermana, Minca i Zambrowskiego, którzy w rzeczywistości sprawowali władzę i podejmowali kluczowe decyzje. I ten fakt sowiecki ambasador uważał za wielce niepokojący, ponieważ „tacy kierowniczy działacze polscy jak Berman, Minc i Zambrowski nie uwolnili się od przesądów nacjonalistycznych”. Lecz w tym przypadku bynajmniej nie chodziło o nacjonalizm polski. Według Lebiediewa przywódcą tej grupy był Jakub Berman. Powyższy cytat w tekście pochodzi z tajnego raportu ambasadora ZSRR w Polsce Wiktora Lebiediewa do Wiaczesława Mołotowa z 10 lipca 1949 roku.

Źródło:
Bogdan Musiał, Moskwa wybiera Bermana, Rzeczpospolita, 18 kwietnia 2009.
http://pl.wikiquote.org/wiki/Jakub_Berman
prof. Jerzy Robert-Nowak mówi o zbrodniach żydokomunisty jakuba bermana (wujka marka borowskiego “szymona bermana”) kata Polski i Polaków.

Za: http://polonuska.wordpress.com/
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 01 Kwi 2008
Posty: 17418
Skąd: Polska
Wysłany: 2 Maj 2014, 09:28   Re: Kaci Polaków [Cytuj]

Jeszcze o Różańskim ...

Józef Różański vel Józef Goldberg



Józef Różański, właśc. Józef Goldberg, po wojnie używał zarówno imienia Jacek, jak i Józef (ur. 13 lipca 1907 w Warszawie, zm. 21 sierpnia 1981 w Warszawie) – agent i oficer NKWD i MBP, poseł na Sejm Ustawodawczy;
Pochodził z rodziny żydowskiej, był synem działacza syjonistycznego i redaktora naczelnego syjonistycznej gazety Hajnt Abrahama Goldberga. Od 1915 uczęszczał do męskiego gimnazjum żydowskiej spółki Chinuch w Warszawie, podobnie jak brat (Jerzy Borejsza). Będąc w VI klasie zorganizował nielegalne kółko samokształceniowe o orientacji marksistowskiej. Został relegowany ze szkoły, ale pozwolono mu na powrót i zdanie matury w 1925. Po maturze rozpoczął studia na Wydziale Prawa Uniwersytetu Warszawskiego, które ukończył w 1929. W następnych latach (od 1936) prowadził kancelarię adwokacką i został członkiem Warszawskiej Izby Adwokackiej.
W czasie studiów zaangażował się w działalność Związku Niezależnej Młodzieży Socjalistycznej (ZNMS), już po wyłonieniu się z niego Organizacji Młodzieży Socjalistycznej (OMS) "Życie". Po krótkim okresie działalności w "Życiu" został przyjęty do Związku Młodzieży Komunistycznej (ZMK), po czym wstąpił w szeregi Komunistycznej Partii Polski (KPP), gdzie pracował w Centralnym Biurze Żydowskim. W 1932 wszedł w skład Sekretariatu Krajowego KC KPP. Wyjeżdżał za granicę, m.in. do Palestyny i Paryża, gdzie w 1937 uczestniczył we Wszechświatowym Kongresie Żydowskim i nawiązywał liczne kontakty w środowiskach zajmujących się kwestiami emigracji Żydów do Palestyny, wtedy został zwerbowany przez NKWD.

Po wybuchu II wojny światowej wraz z żoną (Bela Frenkiel-Goldberg, od 1945 – Izabela Różańska) przedostał się na tereny zajęte przez wojska ZSRR, do Kostopola, gdzie obydwoje pracowali w powiatowym, a następnie rejonowym NKWD. Sam we własnoręcznym życiorysie podał swoje stanowisko w NKWD: pracownik „gosudarstwiennoj biezopasnosti”. W 1940 został wezwany do Lwowa, gdzie rozpoczął pracę w Oddziale Politycznym NKWD dla polskich jeńców 1939 – pełnił funkcję oficera polityczno-wychowawczego oraz służył za tłumacza; słynął z donosicielstwa do NKWD na wszystkich, w tym także swoich towarzyszy, za różne odchylenia. W tym czasie zaskarbił sobie względy późniejszego założyciela bezpieki – gen. NKWD Iwana Sierowa. Latem 1941 w czasie ewakuacji więzień jako funkcjonariusz NKWD brał udział w rozstrzeliwaniu więźniów. Później zbiegł w głąb ZSRR, gdzie aż do 1943 pracował w NKWD. Józef Goldberg został powołany do III Dywizji im. Romualda Traugutta w 1944 i skierowany do pracy polityczno-wychowawczej. Pracował w redakcji gazety dywizyjnej "Na Zachód", a następnie w redakcji gazety I Armii "Zwyciężymy". Ukończył dywizyjną szkołę oficerów polityczno-wychowawczych. W kwietniu 1944 wraz z 3 Dywizją brał udział w walkach na Wołyniu, a w sierpniu na przyczółku warecko-magnuszewskim; został wówczas lekko kontuzjowany w głowę i odesłany na badanie do Lublina; tam – ze względu na swoje "kwalifikacje" został przeniesiony z wojska do Resortu Bezpieczeństwa Publicznego PKWN; zaczął posługiwać się bardziej polsko brzmiącym nazwiskiem matki – Różański i imieniem Jacek. Od stycznia 1945 był członkiem PPR.

9 września 1944 został referentem Sekcji 7 (Śledczej) resortu Bezpieczeństwa Publicznego, a 21 listopada - zastępcą kierownika tej sekcji. Od przekształcenia PKWN w Rząd Tymczasowy 1 stycznia 1945 był kapitanem i kierownikiem VIII Wydziału Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego (MBP). 16 września 1945 został kierownikiem Wydziału IV Samodzielnego MBP. 1 lipca 1947 został pułkownikiem i dyrektorem Departamentu Śledczego MBP. Szybki awans w strukturach MBP zawdzięczał temu, że bez wahania wykonywał polecenia Bolesława Bieruta i Iwana Sierowa, wobec których był w pełni dyspozycyjny. Ponurą sławę zdobyły metody śledcze Różańskiego - sprowadzały się one do dopasowywania materiału śledczego do wcześniej opracowanych tez oskarżenia. Zeznania były wydobywane za pomocą tortur, które Różański stosował powszechnie. Zyskał sobie miano człowieka bezwzględnego i niezwykle brutalnego - osoby przez niego przesłuchiwane mówiły, że był sadystą gorszym od gestapowców.

Setki osób, przesłuchiwanych przez Różańskiego lub jego podwładnych, straciło życie lub zostało kalekami. Jego postępowanie i mentalność dobrze charakteryzuje sprawa Emilii Malessy "Marcysi", żony Jana Piwnika "Ponurego", łączniczki usilnie poszukiwanego przez MBP prezesa Zarządu Głównego Zrzeszenia WiN płka Jana Rzepeckiego. Została ona aresztowana jesienią 1945. Bezpieka wiedziała, że zna ona miejsce pobytu Rzepeckiego, lecz nie ujawni go nawet podczas tortur, wobec tego Różański zastosował metodę "psychologiczną" - odwołując się do jej sumienia Polki i patriotki, przekonał Malessę, że będzie ona odpowiedzialna za przelanie polskiej krwi w wypadku, gdy nie dojdzie do porozumienia między "władzą ludową" a Rzepeckim. Następnie Różański dał jej słowo honoru, że Rzepeckiego i innych członków podziemia niepodległościowego, których bezpieka zatrzyma w wyniku zeznań Malessy, nie spotka nic złego. Mając takie gwarancje ze strony Różańskiego, Malessa zdradziła kryjówkę Rzepeckiego oraz wydała wielu innych żołnierzy AK. Aresztowani zostali poddani brutalnemu śledztwu (Rzepeckiego skazano na 5 lat więzienia). Malessa, gdy dzięki ułaskawieniu wyszła na wolność, zaczęła wydzwaniać do Różańskiego, by ten dotrzymał danego wcześniej słowa honoru i uwolnił wszystkich zatrzymanych w wyniku jej zeznań. Próby te były nieskuteczne. 5 czerwca 1949, nie mogąc żyć ze świadomością zdrady, Malessa popełniła samobójstwo. Różański odpowiada również za aresztowanie prezesa III Zarządu Głównego WiN płk. Franciszka Niepokólczyckiego, którego następnie skazano na śmierć (wyrok nie został wykonany).
Nadzorował śledztwo w sprawie Witolda Pileckiego i faktycznie jest sprawcą skazania tego bohaterskiego rotmistrza na karę śmierci, który jako dobrowolny więzień KL Auschwitz był twórcą konspiracji wojskowej w tym obozie.

W latach 1949-1951 Różański był lektorem KC PZPR z ramienia MBP. Prowadził również wykłady o metodach śledztwa operacyjnego w Centrum Wyszkolenia MBP w Legionowie k. Warszawy.
Od 1948 do marca 1950, w okresie walki z tzw. gomułkowszczyzną, był kierownikiem tzw. grupy specjalnej (przekształconej w Biuro Specjalne, a następnie tw. X Departament - Ochrony Partii), gdzie odpowiadał za rozpracowanie "prowokatorów" wewnątrz partii komunistycznej. Swoimi "metodami śledczymi" (również torturami) Różański objął członków partii, których postanowiła wyeliminować ekipa Bieruta. Jego ofiarami w tej wewnętrznej rozgrywce w PZPR stali się m.in. Marian Spychalski, Włodzimierz Lechowicz, A. Jaroszewicz. Śmierć podczas przesłuchania płka W. Dobrzyńskiego, zakwalifikowana jako brak "sukcesów" w śledztwie, stała się powodem powołania specjalnej komisji, która odesłała Różańskiego z powrotem do Departamentu Śledczego. Jego pozycję dodatkowo osłabiło odsunięcie od władzy Ławrientija Berii.Od jego nazwiska powstał termin "różańszczyzna" – stalinowskich metod śledczych, preparowania dowodów i fingowania procesów sądowych.

Jesienią 1953 Centralna Komisja Kontroli Partyjnej (CKKP) w Warszawie otrzymała skargę przeciwko Różańskiemu wniesioną przez torturowane przez niego członkinie PZPR H. Siedlik i E. Piwińską, które w lipcu 1953 zwolniono z więzienia. Kobiety oskarżyły Różańskiego o stosowanie tortur. Skarga zawierała opis "metod" stosowanych w śledztwie. Jej autorki oskarżyły wręcz Różańskiego, że jest zboczeńcem i sadystą. Stało się to podstawą wszczęcia przez CKKP sprawy przeciwko Różańskiemu. Do oskarżenia włączyła się także, nienawidząca Różańskiego Julia Brystygierowa. 5 marca 1954 na mocy rozkazu persolnalnego nr 222, podpisanego przez ministra Stanisława Radkiewicza, zwolniono Różańskiego z zajmowanego stanowiska.

Pracował w Zespole Programu Zagranicznego Polskiego Radia, następnie został dyrektorem Państwowego Instytutu Wydawniczego. Dalszej karierze Różańskiego w PRL stanęły na przeszkodzie audycje Józefa Światły, emitowane od września 1954 na antenie Radia Wolna Europa, w których obnażył on metody działania MBP. Aby ratować sytuację, władze PRL postanowiły "ukarać" odpowiedzialnych za stosowanie zbrodniczych praktyk w MBP – naturalnym celem ataku stał się Różański. Decyzja o wszczęciu śledztwa przeciw niemu zapadła najpierw na posiedzeniu Biura Politycznego KC PZPR i dopiero później podjęła je Generalna Prokuratura PRL. Odpowiedni wniosek przedstawił 8 listopada 1954 prokurator generalny S. Kalinowski. Tego samego dnia Różański został aresztowany. Śledztwo w jego sprawie zlecono wiceprokuratorowi Generalnej Prokuratury K. Kukawce. Różańskiego oskarżono o przestępstwo z art. 141 Kodeksu Karnego Wojska Polskiego: "jako dyrektor Departamentu Śledczego MBP przekroczył granice swych uprawnień i pełnomocnictw, wyrządzając przez to poważną szkodę interesom PRL".

Proces przeciwko Różańskiemu odbywał się przy drzwiach zamkniętych i nadzorowany był osobiście przez sekretarza KC Franciszka Mazura (kontrola partyjna była potrzebna, aby proces przebiegał wg ustalonego scenariusza, w którym nie było miejsca dla innych odpowiedzialnych za zbrodnie MBP). Ponadto akt oskarżenia, który sporządził Kukawka, był opracowywany pod kontrolą członków Biura Politycznego. Pierwsza rozprawa odbyła się 19 grudnia 1955 przed Sądem Wojewódzkim w Warszawie - proces trwał tylko 2 dni, świadkowie byli przesłuchiwani bardzo pośpiesznie (głównym świadkiem oskarżenia była Siedlik). 23 grudnia Różański został skazany dwukrotnie na 5 lat więzienia (na mocy amnestii zmniejszono mu karę do 3 lat i 4 miesięcy). Udowodniono mu jedynie, że osobiście stosował zabronione przez prawo metody w toku śledztw przeciwko osobom podejrzanym o działalność antypaństwową", brał bezpośredni udział w biciu przesłuchiwanych oraz stosowaniu innych niedozwolonych środków. Stwierdzono ponadto, że jego postępowanie "spowodowało demoralizację podległych mu oficerów śledczych, którzy widzieli w nim wzór do naśladowania". Podczas procesu całkowicie pominięto odpowiedzialność Różańskiego za aresztowania i torturowanie członków podziemia niepodległościowego.

Do kwietnia 1956 Różański pozostawał w areszcie wewnętrznym MBP. Dopiero na skutek interwencji prokuratora został przeniesiony do więzienia w Mokotowie. W lipcu 1956 Sąd Najwyższy w Izbie Karnej rozpatrzył rewizję nadzwyczajną złożoną przez prokuratora generalnego i przekazał sprawę do ponownego rozpatrzenia przez Sąd Wojewódzki w Warszawie. W rewizji zarzucono Sądowi Wojewódzkiemu "niewykazywanie inicjatywy w kierunku ujawnienia danych naświetlających całość przestępczej działalności oskarżonego" (tamże). Wytknięto także umyślne zaniechanie przesłuchania świadków i niesprawdzanie dowodów. Następstwem decyzji Sądu Najwyzszego było przekazanie sprawy Różańskiego Prokuraturze Generalnej do uzupełnienia śledztwa. W sierpniu 1956 Różański ponownie został przesłuchany. 31 grudnia 1956 – na fali października 1956 – wznowiono przeciw niemu śledztwo, które jednak połączono ze śledztwem przeciwko dwóm innym pracownikom MBP oskarżonym o stosowanie "niehumanitarnych metod" w pracy śledczej – Anatolowi Fejginowi i Romanowi Romkowskiemu.

Proces rozpoczął się 16 września 1957, a 11 listopada tego roku sąd skazał Różańskiego i Romkowskiego na kary 15 lat wiezienia, a Fejgina na 12. Podczas procesu nie wzięto pod uwagę całokształtu zbrodniczej działalności Romkowskiego, ograniczając się jedynie do oskarżenia go o stosowanie "niedozwolonych czynów" wobec kilkudziesięciu członków PZPR. Całkowicie przemilczano fakt prześladowania przez Różańskiego członków polskiego podziemia niepodległościowego oraz powiązań Różańskiego z sowieckimi organami bezpieczeństwa.
Oskarżeni odwołali się od wyroku, składając 2 października 1958 rewizję do Sądu Najwyższego (SN). W jej wyniku SN obniżył Różańskiemu karę do 14 lat z zaliczeniem dotychczasowego okresu spędzonego w areszcie i więzieniu. Różański starał się o warunkowe zwolnienie, jednak 8 kwietnia 1964 Sąd Wojewódzki we Wrocławiu, gdzie przebywał w areszcie Różański, odrzucił wniosek obrońcy.
Już 8 października 1964 Rada Państwa zastosowała wobec niego prawo łaski. Po wyjściu z więzienia nie miał większych trudności ze znalezieniem pracy. Został urzędnikiem w Mennicy Państwowej, aż do przejścia na emeryturę w 1969. Nigdy nie wykazał skruchy z powodu popełnionych zbrodni. Nigdy tez nie stanął przed prawdziwym sądem i nie poniósł odpowiedzialności karnej za zdradę i swoje zbrodnie.
Zmarł w wyniku choroby nowotworowej, pochowany na cmentarzu żydowskim przy ulicy Okopowej w Warszawie.

Metody Różańskiego :

1) bicie pałką gumową specjalnie uczulonych miejsc ciała (np. nasady nosa, podbródka i gruczołów śluzowych, wystających części łopatek itp.);

2) bicie batem, obciągniętym w tzw. lepką gumę, wierzchniej części nagich stóp - szczególnie bolesna operacja torturowa;

3) bicie pałką gumową w pięty (seria po 10 uderzeń na piętę - kilka razy dziennie);

4) wyrywanie włosów ze skroni i karku (tzw. podskubywanie gęsi), z brody, z piersi oraz z krocza i narządów płciowych;

5) miażdżenie palców między trzema ołówkami (wskutek tego "zabiegu" dwukrotnie zeszło mi sześć paznokci);

6) przypalanie rozżarzonym papierosem okolicy ust i oczu;

7) przypalanie płomieniem palców obu dłoni;

8) zmuszanie do niespania przez okres 7-9 dni, drogą "budzenia" więźnia, który stał w mroźnej celi, uderzeniami w twarz, zadawanymi przez dozorującego urzędnika byłego MBP; metoda ta, nazywana przez oficerów śledczych "plażą" lub "Zakopanem", wywołuje półobląkańczy stan u więźnia i wywiera zaburzenia psychiczne, powodujące widzenia barwne i dźwiękowe, zbliżone do odczuwanych po spożyciu peyotlu lub meskaliny
(cyt. za: K. Moczarski "Piekielne śledztwo", "Odrodzenie", 21 stycznia 1989 r.).


Bibliografia:

Barbara Fijałkowska, Borejsza i Różański. Przyczynek do dziejów stalinizmu w Polsce, Olsztyn 1995. ISBN 83-85513-49-3
http://cemetery.jewish.or...f_Różański.html

Źródło: http://www.ivrozbiorpolski.pl/


Z zeznania Marii Hattowskiej, odznaczonej za zasługi wojenne Krzyżem Walecznych:

„–Zaprowadzono mnie na przesłuchanie; w pokoju czekało ośmiu mężczyzn. Byli wśród nich Józef Różański i Adam Humer. Różański zaczął pierwszy. Kopnął mnie, aż spadłam z krzesła. Humer bił nahajką. Miała na końcu kulkę, która przy uderzeniach przecinała skórę. Celował w nerki. Liczył swoje uderzenia. Przy sto pięćdziesiątym powiedział, żeby go zastąpili, bo się zmęczył. Dostałam następne sto pięćdziesiąt...”

Źródło: IPN
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Darek

Dołączył: 06 Maj 2014
Posty: 48
Skąd: Szczecin
Wysłany: 7 Maj 2014, 12:29    [Cytuj]

To jest chore, że ludzie odpowiedzialni za męki tysięcy patriotów nie zostali skazani...

możemy teraz tylko pamiętać o tych wszystkich wydarzeniach, np utrwalać w pieśniach wiedzę o Katyniu, Wołyniu, Żołnierzach Wyklętych...


Pieśni o Katyniu

Pieśni o Żołnierzach Wyklętych

Pieśni o Rzezi Wołyńskiej
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 01 Kwi 2008
Posty: 17418
Skąd: Polska
Wysłany: 7 Maj 2014, 13:06    [Cytuj]

Darek napisał/a:
To jest chore, że ludzie odpowiedzialni za męki tysięcy patriotów nie zostali skazani...

możemy teraz tylko pamiętać o tych wszystkich wydarzeniach, np utrwalać w pieśniach wiedzę o Katyniu, Wołyniu, Żołnierzach Wyklętych...


To Okrągły Stół ustalił, że komunizm i zbrodnie komunistyczne nie zostaną rozliczone.
Niejaki Tadeusz Mazowiecki ustanowił "GRUBĄ KRECHĘ", co oznaczało zero rozliczeń komunizmu. Nie było ani dekomunizacji, ani dezubekizacji, co w praktyce oznacza, że komuniści dalej mogli bezkarnie chodzić po świecie, i korzystać z wielu przywilejów.

Nie przeszła też uchwała lustracyjna, którą miał wprowadzić w życie rząd Olszewskiego. Znana jest wszystkim tzw. "lista Macierewicza". Niestety, nie doczekaliśmy rozliczeń ...

I zapewne już się nie doczekamy. Sam proces Jaruzelskiego trwa bez końca, i pewnie zakończy się dopiero po jego śmierci ...
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 01 Kwi 2008
Posty: 17418
Skąd: Polska
Wysłany: 20 Maj 2014, 16:18    [Cytuj]

Oni zabijali Polaków. Nieznani kaci z NKWD

Komanda śmierci Berii. W marcu 1940 r. NKWD wysłało na zajęte przez ZSRR kresy Rzeczypospolitej 11 grup, których członkowie dokonali selekcji wśród aresztowanych tam polskich oficerów, urzędników, inteligentów. A potem zabili co najmniej 7315 Polaków

Zbrodnia katyńska to nie tylko egzekucje 14 736 jeńców obozów w Kozielsku, Ostaszkowie i Starobielsku, ciała których NKWD-ziści pogrzebali w dołach śmierci w Katyniu pod Smoleńskiem, Miednoje koło Kalinina (dziś Twer) i Piatichatkach w pobliżu Charkowa.

Najbardziej tajemniczym rozdziałem tego mordu do dziś pozostaje śmierć co najmniej 7315 (według niektórych źródeł - ponad 8600) Polaków, których NKWD aresztowała po 17 września 1939 r. na zajętych przez Armię Czerwoną wschodnich kresach Rzeczpospolitej.

Nie wiemy, gdzie zostali wymordowani. Możemy się tylko domyślać, gdzie są ich mogiły.

- Wiem, kto odpowiada za śmierć tysięcy polskich oficerów, przemysłowców, urzędników, nauczycieli, artystów, którzy w 1940 r. znaleźli się w aresztach NKWD. Znam nazwiska ludzi, którzy wtedy decydowali, kto przeżyje, i wskazywali tych, którzy mają być rozstrzelani - mówi "Gazecie" Nikita Pietrow, znany historyk rosyjski, który zbiera informacje o uczestnikach zbrodni katyńskiej.

Pietrow znalazł i jako pierwszy opublikował dokument rzucający światło na krwawe wydarzenia sprzed 68 lat. Zdobył też fotografie kilku autorów krwawej operacji, które przekazał "Gazecie".

20 marca 1940 r., niecałe dwa tygodnie jak członkowie Biura Politycznego Wszechzwiązkowej Partii Komunistycznej (bolszewików) wydali decyzję o rozstrzelaniu Polaków z obozów jenieckich i aresztów, Ławrientij Beria, komisarz ludowy spraw wewnętrznych podpisał rozkaz natychmiastowego sformowania z oficerów NKWD 11 grup operacyjnych. Już następnego dnia wyjechały one do nowych obwodów ZSRR na zachodzie Ukrainy i Białorusi. Ich zadaniem było wytypowanie Polaków, których z siedzących już w więzieniach Polaków należy zlikwidować. Mieli też przeprowadzić nowe masowe aresztowania.

W rozkazie znalazły się nazwiska wszystkich oficerów, którzy wchodzili w skład komand śmierci.

Sześć grup Beria skierował na Ukrainę. Do obwodu lwowskiego wyruszyło 15 osób. Dowodził nimi zaledwie 30-letni major bezpieczeństwa państwowego Paweł Mieszik. W Tarnopolu "pracowało" pięciu czekistów, którymi kierował lejtnant Aleksiej Szkurin. W obwodzie rowieńskim selekcją Polaków zajmowało się też pięciu wysłanników NKWD dowodzonych przez porucznika Pawła Żurawlewa. Za obwód stanisławski odpowiadał porucznik Anatolij Barminow i jego czterech podwładnych. W Łucku działał porucznik Samuil Kriwulin z czterema podwładnymi. A w Drohobyczu zjawiła się grupa czekistów kierowana przez porucznika Piotra Luferowa.

Pięć grup Łubianka skierowała na Białoruś. Selekcji Polaków w Białymstoku dokonywał kapitan Izrail Pinzur z czterema pomocnikami. Krwawą misję w Baranowiczach powierzono porucznikowi Andriejowi Siniewowi i jego czterem ludziom. W Brześciu działał porucznik Grigorij Finkelberg i jego czterech podwładnych. Pińsk stał się rewirem pięciu czekistów dowodzonych przez porucznika Aleksandra Kuprijanowa. Do Wilejki NKWD wysłał porucznika Nikołaja Kożewnikowa z czterema pomocnikami.

Pietrow: - Członkowie przysłanych z Moskwy grup operacyjnych przez dwa miesiące, bo pracowali w swoich obwodach dwa razy dłużej, niż planował Beria, byli panami życia i śmierci Polaków. Oni brutalnie przesłuchiwali aresztowanych. Oni samodzielnie zestawiali spisy ludzi, którzy mają być rozstrzelani. Listy wysyłali do Moskwy. Niby sami nie wydawali wyroków. Formalnie Polaków skazywały na śmierć działające w stolicy złożone z przedstawiciela prokuratury, partii i NKWD "trojki". Ale ich członkowie tylko automatycznie składali podpisy pod listami sporządzonymi w regionach przez komanda śmierci.

W aresztach na zachodzie Białorusi i Ukrainy, jak się okazało, było mniej Polaków niż Stalin i jego towarzysze z Biura Politycznego przewidzieli do likwidacji. Grupy NKWD musiały więc polować na kolejnych, byle tylko wykonać plan. Oficerowie z Moskwy torturami wyciągali z przesłuchiwanych zeznania obciążające ich sąsiadów, budowali siatki donosicieli. To właśnie dlatego czekiści z Moskwy byli w delegacji tak długo.

Przy realizacji planu zabijania Polaków wyróżnił się były drobny złodziejaszek z Melitopola, w 1940 r. kapitan bezpieczeństwa państwowego Borys Rodos, który działał w obwodzie lwowskim. Po powrocie do Moskwy Beria wynagrodził go imiennym zegarkiem.

Nie wiadomo, gdzie zginęły i gdzie są pochowane ofiary komand śmierci. Pietrow twierdzi, że ci Polacy, którzy siedzieli w dużych więzieniach, jak np. we Lwowie, zostali rozstrzelani na miejscu. Więźniów z mniejszych miast, jak Pińsk czy Łuck, NKWD przewiozło do stolic republik i tam zabiło. Ich ciała spoczęły najpewniej w Kuropatach pod Mińskiem i w podkijowskiej Bykowni.

W ubiegłym roku polscy archeolodzy w zbiorowej mogile w Bykowni znaleźli nieśmiertelnik sierżanta Korpusu Ochrony Pogranicza Józefa Naglika, którego NKWD zabrało w październiku 1939 r. ze Skałaty pod Tarnopolem. Teraz wiemy, że o jego losie zdecydowało działające tam komando czekistów kierowane przez lejtnanta Aleksieja Szkurina.

Wielu oprawców z kresów Rzeczypospolitej skończyło źle. Nagrodzony przez Berię imiennym zegarkiem za sukcesy w polowaniu na Polaków kapitan Rodos został po śmierci Stalina aresztowany i rozstrzelany za "ciężkie przestępstwa". Ten sam los spotkał również jego szefa z lwowskiego komanda majora Mieszika.


Por. Anatolij Barminow, dowódca grupy działającej w Stanisławowie

Por. Michaił Andriejew, wyznaczał więźniów na rozstrzelanie we Lwowie

Michaił Czernyszew, śledczy,który działał w Wilejce

Kpt. Grigorij Finkelberg, kierował grupą działającą w Brześciu

Por. Iwan Pawłow, z grupy działającej w Stanisławowie

Kpt. Israil Pinzur, wyznaczał więźniów na rozstrzelanie w Białymstoku


Zdęcia katów pod linkiem :
http://wiadomosci.gazeta....81,6072352.html
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
adsenior


Dołączył: 25 Cze 2009
Posty: 5740
Skąd: Łódź
Wysłany: 20 Maj 2014, 17:30    [Cytuj]

99% tych katów i morderców, to byli ŻYDZI! Teraz wszystkie kluczowe stanowiska w państwie, zajmują potomkowie tych morderców. Czy dziwi, że skazują patriotyczna młodzież, za to, iż nie chciała zbrodniarza żyda Baumana na wykładach w uczelni wrocławskiej?
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 01 Kwi 2008
Posty: 17418
Skąd: Polska
Wysłany: 23 Maj 2014, 09:38    [Cytuj]

Zygmunt Bauman



Bauman dzisisaj :



STALINOWSKI KAT, żydowski komunista, zdeklarowany MARKSISTA chce 30 milionów nowych imigrantów w Europie. Przypomnijmy - Zygmunt Bauman do dnia dzisiejszego, co powinno być dowodem swoistej aberracji umysłowej jest przekonanym i oddanym marksistą, przyczynił się w ciągu swego życia znacznie do wielu antypolskich akcji, np. wiernie służąc w milicji radzieckiej, potem w tzw. Ludowym Wojsku Polskim jako sowiecki politruk, by w pełni wykazać się w antypolskich oddziałach Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego - stworzonej przez wywiad sowiecki wojskowej formacji mającej za cel zwalczanie polskiego podziemia i każdego kto marzył o wolnej Polsce.

Oczywiście, w czasach gdy honoruje się żydowskich komunistów, otrzymał on w listopadzie 2010, w dniu swoich 85-tych urodzin, Złoty Medal 'Zasłużony Kulturze Gloria Artis', który wręczył mu minister "Kultury i Dziedzictwa Narodowego", Bogdan Zdrojewski - drugi po Dutkiewiczu „wybitny" wrocławianin.

Przypomnijmy również, że najbardziej zainteresowaną grupą etniczną w dywersyfikacji narodowościowo-etniczno-religijno-kultur­owej, są właśnie Żydzi. Jak szczerze przyznał to swego czasu Leonard S. Glickman, prezydent Hebrew Immigrant Aid Society, opisując sytuację w USA: "Im bardziej amerykańskie społeczeństwo jest zdywersyfikowane, tym bezpieczniej dla Żydów." Środowiska i lobby żydowskie dążą - dla swojego bezpieczeństwa i dla ułatwienia kontroli nad społeczeństwami - do promowania imigracji, szczególnie zwracając uwagę na mieszanie kultur i ras i promocję homoseksualizmu, co ostatnio przyznał publicznie wiceprezydent USA - Joe Biden.

https://www.facebook.com/EwidentnyOszust

Materiał można re-publikować za darmo jednak WSZYSTKIE MEDIA PROSZĘ
o podawanie informacji, iż materiał nagrał bloger: "Ewidentny Oszust".

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=65c-SlWja5M[/youtube]
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 01 Kwi 2008
Posty: 17418
Skąd: Polska
Wysłany: 23 Maj 2014, 12:54    [Cytuj]

Debata Winnicki - Celiński na temat incydentu na uczelni z Baumanem

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=eV1B9NGJx14[/youtube]
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 01 Kwi 2008
Posty: 17418
Skąd: Polska
Wysłany: 17 Czerwiec 2015, 22:27    [Cytuj]

Kaci strzelali w tył głowy

W czasach stalinowskich w więzieniu na warszawskim Mokotowie oprawcy zamordowali ok. 300 polskich patriotów


W tych podziemiach Rakowieckiej kat strzelał skazanym w potylicę


Piotr Śmietański, kat z więzienia przy ul. Rakowieckiej w Warszawie


Wacław Ziółek, kat z więzień w Kielcach i Radomiu


Józef Goldberg-Różański, szef Departamentu Śledczego MBP


Adam Humer, zastępca Różańskiego w Dep. Śledczym MBP (stryj Magdy Umer)
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 01 Kwi 2008
Posty: 17418
Skąd: Polska
Wysłany: 18 Styczeń 2017, 08:38    [Cytuj]

Zygmunt Bauman. Jak się zostaje „autorytetem"



Od początku istnienia ideologii Marksa, Engelsa i Lenina Kościół katolicki był jednym z jej największych wrogów. Komuniści całkowicie odrzucali Boga. Jeśli ktoś wierzył w Boga, należało jego i Boga zamordować. Bauman szukał naukowego uzasadnienia dla tego, co wcześniej robił. Stąd też zaczął swoją walkę z Kościołem, poprzez wplecenie do znanych koncepcji oświeceniowych odpowiedniej dozy marksizmu – mówi red. Tadeusz Płużański, prezes fundacji „Łączka”.

Korpus Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Dla jednych ta formacja wojskowa jest wzorem odwagi, niezłomności i patriotyzmu. Inni zaś nazywają ją „polskim gestapo” czy też „polskim NKWD”.
Wszystkie pozytywne określenia dotyczące KBW należy przypisać komunistom. Była to formacja zbrojna, której zadaniem było chronienie nowych okupantów Polski przed tzw. wrogiem wewnętrznym, jakim była polska konspiracja niepodległościowa. Zbrodnicza idea założycielska tej formacji była niestety bardzo skutecznie realizowana przez jej funkcjonariuszy na bardzo wielu frontach.

Zmarły 9 stycznia Zygmunt Bauman – autorytet światowych salonów lewicy również należał do KBW…
Gdyby Polska była krajem normalnym, to prokuratura ścigałaby za samą przynależność do tego typu służb. W przypadku Baumana sprawa wyglądała jeszcze poważniej. Powinien był on stanąć przed sądem również za przynależność do kierowniczych gremiów tej zbrodniczej formacji. To, co go obciąża najbardziej, to Krzyż Walecznych, który dostał jako nagrodę za wyjątkowo gorliwe wywiązywanie się ze swoich obowiązków, jakimi było m.in. ściganie Żołnierzy Wyklętych. W wywiadach naszych polskich żołnierzy nazywał terrorystami.

Sam Bauman jak i „wyznawcy jego autorytetu” bardzo starali się wymazywać z wszelkich dostępnych źródeł informacje o jego współpracy z KBW. Od jakiegoś czasu zmieniono taktykę - rozpoczęto rozpowszechnianie kłamstw, m.in. mówiących o tym, że Zygmunt Bauman został siłą wcielony do Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego.
Jest to zwykłe mitologizowanie. Każdy może powiedzieć, że był wcielony do KBW, UB czy też Informacji Wojskowej. W przypadku Baumana nie widzę takiego powodu. Był to zadeklarowany bolszewik i praca w KBW była dla niego czymś naturalnym. Przypomnę, że przed wstąpieniem do tej zbrodniczej struktury, podjął on w czasie okupacji niemieckiej dobrowolną służbę w milicji moskiewskiej. Następnie zaś był oficerem politycznym tzw. LWP (Ludowe Wojsko Polskie – przyp.), gdzie zaszczepiał żołnierzom antypolską ideologię bolszewicką.
Jego praca w KBW była naturalną konsekwencją wcześniej podejmowanych wyborów. Był on człowiekiem inteligentnym i mającym rozeznanie w tym, co dzieje się wokół niego, stąd też nie można mylić świadomego zaangażowania z przymusem.

Nie można zapomnieć również o współpracy Baumana z Informacją Wojskową.
Dokładnie. Oprócz udziału w walkach z Żołnierzami Wyklętymi, oprócz licznych prac uświadamiających innym „wartości jakie niesie za sobą komunizm”, Bauman był również zwykłym kapusiem (ps. „Semjon” – przyp.), który donosił na swoich kolegów.

Co prawda major Bauman zapytany przez dziennikarza pisma „The Guardian” o swoją pracę w „służbach specjalnych” i „kontrwywiadzie wojskowym” przyznawał, że w jego życiu taki epizod miał miejsce. Dodawał jednak, że był niczym mickiewiczowski Wallenrod – jego donosy były bezwartościowe a on sam… nudził się. Siedział za biurkiem, coś tam pisał i nic z tego nie wynikało.

Konfrontując jego słowa z pisemnymi opiniami jego przełożonych, w których nazywa się go „świetnym obserwatorem”, „wzorowym analitykiem”, który ponad miarę angażuje się w pisanie niezwykle rzetelnych raportów możemy powiedzieć, że Zygmunt Bauman był zwykłą kanalią - nie tylko zbrodniarzem komunistycznym, ale również kłamcą.

Nadchodzi rok 1953. Zygmunt Bauman zostaje zwolniony z pełnionych funkcji i z zawodowej służby wojskowej. Rozpoczyna się jego kariera uniwersytecka. Od teraz jego największym wrogiem nie jest „antykomunistyczna reakcja”, tylko Kościół katolicki i jego wyznawcy.
Jest to kolejna konsekwencja drogi życiowej wybranej przez Baumana. Komunizm zakładał walkę ideologiczną ze wszystkimi wrogami. Takimi wrogami byli m.in. „naukowcy myślący inaczej”, których wyeliminowano, a ich miejsce zajęli ludzie tacy jak Zygmunt Bauman, Włodzimierz Brus czy też Bronisław Baczko.

Od początku istnienia ideologii Marksa, Engelsa i Lenina Kościół katolicki był jednym z jej największych wrogów. Komuniści całkowicie odrzucali Boga. A jeśli ktoś wierzył w Boga, należało jego i Boga zamordować.

Bauman szukał „naukowego” uzasadnienia dla tego, co wcześniej robił. Stąd też zaczął swoją walkę z Kościołem, poprzez wplecenie do znanych koncepcji oświeceniowych odpowiedniej dozy marksizmu. Głoszone przez niego teorie, przede wszystkim teoria „płynnej nowoczesności” mają chronić jego osobę i jego przeszłość. Czymże bowiem jest jednostka? Niczym! Liczy się zbiorowość! Jednostka, czyli Bauman, wykonuje tylko rozkazy przełożonych i nie ma nic do powiedzenia.

Idealna koncepcja, żeby opisać siebie i swoje środowisko?
Tak. Jest to próba usprawiedliwienia. Człowiek może popełniać szereg zbrodni, które w ogólnym rozrachunku nie mają żadnego znaczenia. Najważniejsze, aby świat rozwijał się zgodnie z kierunkiem wyznaczonym przez komunistów. Rozwój ten zapewnią oświeceni humaniści w postaci Zygmunta Baumana.

Czy zgodzi się Pan z teorią, że gdyby nie wydarzenia roku 1968, jakie miały miejsce w PRL, którym przewodził towarzysz Wojciech Jaruzelski, to Zygmunt Bauman nigdy nie stałby się światowej sławy „autorytetem moralnym”?
Zgadzam się. Wyjazd Baumana z PRL w roku 1968 pozwolił mu zrobić „naukową” karierę za granicą. „Ofiara” jaką poniósł Bauman na skutek wewnętrznych rozgrywek w PZPR nie skłoniła go do żadnej refleksji. Nadal był wierny komunizmowi i nadal w swych pracach zwalczał Kościół katolicki.

To dlatego wyrósł na wielkiego guru lewicowych elit. Przypomnę rozmowę, którą z Baumanem przeprowadził kilka lat temu Jacek Żakowski. W pewnym momencie obaj panowie zgodzili się, że Zygmunt Bauman narodził się w marcu 1968 roku. To właśnie wydaje mi się najbardziej znamienne – marzec’68 pomógł, a nie zaszkodził Baumanowi.

Dziękuję za rozmowę

Rozmawiał Tomasz Kolanek

http://www.pch24.pl/zygmu...m-,48815,i.html
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Informacje | TV Trwam | Radio Maryja na żywo |
Polecamy:informacje ktorych potrzebujesz Fundacja Skierniewice i Szkola Skierniewice
Korzystanie z forum oznacza pełną akceptację otrzymywania plików cookies.

phpBB by przemo  
Strona wygenerowana w 0,212 sekundy. Zapytań do SQL: 8