ND Forum - Dzień dobry POLSKO! Strona Główna ND Forum - Dzień dobry POLSKO!
Ludzie z sercem i głową

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Kościół Katolicki
Autor Wiadomość
Coltrane


Dołączył: 01 Kwi 2008
Posty: 17737
Skąd: Polska
Wysłany: 24 Luty 2017, 08:18   Kościół Katolicki [Cytuj]

Niezawodność Kościoła



Sensus fidei – zmysł wiary – to duchowa busola, którą ma się kierować ogół ludu Bożego, choćby nawet sternicy Nawy Piotrowej usiłowali zboczyć z kursu wyznaczonego przez Pana.

Obok dogmatów o prymacie biskupa Rzymu i o jego nieomylnym nauczaniu istnieje trzeci – dogmat o niezawodności Kościoła – niezdefiniowany jeszcze przez uroczyste Magisterium, choć w pewnym sensie stanowi on źródło dwóch pozostałych. Kościół przetrwa aż do końca czasów bez jakiejkolwiek zmiany dotyczącej jego istoty: dogmatów, sakramentów, sukcesji apostolskiej i hierarchii.

Niezawodność Kościoła jest prawdą wiary wyraźnie zawartą w Piśmie Świętym oraz nauczaną przez Magisterium zwyczajne. Obejmuje ona nieomylność nie tylko papieża, ale i całego Kościoła. Papież – przy zachowaniu pewnych warunków – jest nieomylny, lecz nie jest niezawodny. Kościół obejmujący papieża, biskupów i zwykłych wiernych jest nieomylny i niezawodny.

Połączenie nieomylności papieża z nieomylnością Kościoła jest zgodne z Tradycją. Zostało przeto potwierdzone przez Sobór Watykański I: Definiujemy jako dogmat objawiony przez Boga, że gdy biskup Rzymu przemawia ex cathedra, (…) dzięki opiece Bożej obiecanej mu w osobie św. Piotra, wyróżnia się tą nieomylnością, w jaką boski Zbawiciel zechciał wyposażyć swój Kościół dla definiowania nauki wiary lub moralności.

Jak tłumaczył ksiądz Brunero Gherardini, nie chodzi tutaj o dwie nieomylności, które się sumują lub wzajemnie znoszą, ale o jeden i ten sam charyzmat, prawowicie przynależący Kościołowi, papieżowi oraz biskupom traktowanym łącznie i wespół z papieżem. (…) Działa w chwili, kiedy Magisterium, ogłaszając prawdę chrześcijańską lub rozstrzygając ewentualne spory, pozostaje jako takowe wierne depositum fidei (1 Tm 6, 20; 2 Tm 1, 4) lub odkrywa nowe aspekty do tej pory niezbadane.

Do nieomylności Kościoła odnoszą się teologowie, kiedy mówią o nieomylności in docendo oraz o nieomylności in credendo. Kościół składa się wszak z głoszących naukę (docens) i z nauczanych (discens). Jedynie Kościół docens jest powołany do nieomylnego nauczania prawdy objawionej, podczas gdy Kościół discens przyjmuje i zachowuje tę prawdę. Ale obok nieomylności w nauczaniu istnieje również nieomylność w wierzeniu, gdyż ani corpus docendi, obdarzony mocą nauczania całego Kościoła, ani ogół wiernych nie mogą się w wierze mylić.

Jeżeli wierni jako całość mogliby zbłądzić i uznawać za prawdę objawioną coś, co nią nie jest, oznaczałoby to zniweczenie obietnicy Bożej pomocy dla Kościoła. Święty Tomasz z Akwinu odnosi się do nieomylności Kościoła jako całości, gdy mówi: Niemożliwe jest, żeby osąd Kościoła powszechnego był błędny w kwestiach odnoszących się do wiary.

W Kościele istnieje tylko jedna nieomylność, będąca udziałem wszystkich jego członków w sposób organiczny i zróżnicowany: każdy wedle sprawowanego przez siebie urzędu kościelnego. Poszczególni chrześcijanie mogą błądzić w kwestiach dotyczących wiary, nawet jeśli piastują najwyższe funkcje kościelne, lecz Kościół jako taki jest w swej doktrynie zawsze nieskazitelny. Dlatego teologia rozróżnia sensus fidei fidelis, który odnosi się do osobistej postawy wierzącego oraz sensus fidei fidelium, który odnosi się do instynktu wiary samego Kościoła.


Zmysł wiary w historii Kościoła
Nieomylność Kościoła wyraża się w tak zwanym sensus fidelium, zgodnie z którym cały lud Boży czerpie z nieomylności, także w sposób konstruktywny, często uprzedzając nauki Kościoła lub przyczyniając się do ich określenia. Stało się tak przed ogłoszeniem Najświętszej Maryi Panny Matką Boga przez Sobór Efeski. Święty Cyryl oraz święty Celestyn poświadczają, że lud chrześcijański już wcześniej uznawał Boże macierzyństwo Maryi jako wiarę głoszoną przez Kościół powszechny. W dziejach Kościoła wpływ Ducha Świętego na sensus fidei fidelium z największą siłą objawił się właśnie w przypadku kultu maryjnego.

Pierwszym autorem stosującym określenie sensus fidei wydaje się Wincenty z Lerynu (zmarły około roku 445), który w Commonitorium wskazał na powszechność wiary wyznawanej wszędzie, zawsze i przez wszystkich (quod ubique, quod semper, quodo ab omnibus creditum est). Jednak za pierwszy objaw historyczny sensus fidei można uznać kryzys ariański.

John Henry Newman (1801–1890) tak o tym pisze: Nastąpiło tymczasowe zawieszenie funkcji Ecclesia docens. Ciało biskupie zawiodło w wyznawaniu wiary. Mówili w inny sposób, jeden przeciw drugiemu; po Nicei, przez prawie sześćdziesiąt lat, nie było twardego, niezmiennego i spójnego świadectwa. Angielski kardynał dodaje, że w tym okresie Boska tradycja powierzona nieomylnemu Kościołowi była głoszona i zachowana znacznie bardziej przez wiernych niż przez episkopat.

Wszystkie wielkie współczesne sobory odnosiły się do sensus fidei. Sobór Trydencki wielokrotnie apelował do rozwagi całego Kościoła w celu obrony kontestowanych artykułów wiary katolickiej. Na przykład dekret o Najświętszym Sakramencie (1551) w sposób szczególny nawołuje do powszechnego przekonania Kościoła (universum Ecclesiae sensum). Dominikanin Melchior Cano (1509–1560), uczestnik Soboru Trydenckiego w swym traktacie De locis theologicis po raz pierwszy zgłębił zagadnienie sensus fidei fidelium, broniąc przed protestantami wartości argumentacji teologicznej opartej na Tradycji.

Również konstytucja dogmatyczna Pastor aeternus Soboru Watykańskiego I, która zdefiniowała nieomylne magisterium papieża, przyjęła sensus fidei fidelium. Oryginalny projekt konstytucji Supremi pastoris, który posłużył za podstawę dla konstytucji dogmatycznej Pastor aeternus, zawierał rozdział odnoszący się do nieomylności Kościoła. W swym relatio końcowym biskup Vincenzo Gasser przytacza przykład Niepokalanego Poczęcia, aby pokazać, że przed podaniem definicji dogmatu papież uznał za konieczne odbycie konsultacji z Kościołem.
Silny wpływ na decyzję papieża Piusa IX dotyczącą zdefiniowania dogmatu o Niepokalanym Poczęciu wywarły badania ojca Giovanniego Perrone (1794–1876) dotyczące patrystycznej koncepcji sensus fidelium. W konstytucji apostolskiej Inneffabilis Deus Pius IX posłużył się językiem ojca Perrone dla opisania zgodnego świadectwa biskupów i wiernych.

Także Sobór Watykański II podjął kwestię sensus fidei lub communis fidelium sensus. W konstytucji dogmatycznej o Kościele Lumen gentium (n. 12) czytamy: Ogół wiernych, mających namaszczenie od Świętego (por. 1 J 2, 20 i 27), nie może zbłądzić w wierze i tę szczególną swoją właściwość ujawnia przez nadprzyrodzony zmysł wiary całego ludu, gdy poczynając od biskupów aż po ostatniego z wiernych świeckich, ujawnia on swą powszechną zgodność w sprawach wiary i obyczajów. Albowiem dzięki owemu zmysłowi wiary, wzbudzaniu i podtrzymywanemu przez Ducha prawdy, lud Boży pod przewodem świętego urzędu nauczycielskiego – za którym idąc, już nie ludzkie, lecz prawdziwie Boże przyjmuje słowo (por. 1 Tes 2, 13) – niezachwianie trwa przy wierze raz podanej świętym (por. Jd 3), wnika w nią głębiej z pomocą słusznego osądu i w sposób pełniejszy stosuje ją w życiu.

Fakt, że czasami wywód ten służył zwolennikom progresywizmu do podważania autorytetu kościelnego, nie oznacza, iż jest on fałszywy oraz że nie może być rozumiany, jak wiele innych dokonań Soboru Watykańskiego II, zgodnie z Tradycją. Należy zauważyć, że w dzisiejszych czasach doktryna sensus fidei została zbadana przez wielkich teologów szkoły rzymskiej: ojców Giovanniego Perrone i Matthiasa Josepha Scheebena (1836–1888) oraz kardynałów: Johannesa Baptiste Franzelina (1816–1886) i Louisa Billota (1846–1931). Kardynał Franzelin podkreśla zwłaszcza rolę Ducha Świętego w kształtowaniu oraz podtrzymywaniu conscientia fidei communis ludu chrześcijańskiego. Podobnie Melchior Cano ocenia sensus fidelium jako jeden z organów Tradycji, której stanowi wierne echo.


Zmysł wiary w czasach kryzysu
W niektórych przypadkach sensus fidei może prowadzić wiernych do odmowy akceptacji niektórych dokumentów kościelnych oraz do przyjęcia wobec najwyższych władz postawy sprzeciwu lub pozornego nieposłuszeństwa. Nieposłuszeństwo jest tylko pozorne, gdyż w przypadkach słusznego i legalnego oporu ma zastosowanie ewangeliczna zasada, zgodnie z którą trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi (Dz 5, 29). Legalne „nieposłuszeństwo” wobec polecenia, które samo w sobie jest niesprawiedliwe w zakresie wiary i moralności, może – w szczególnych przypadkach – prowadzić do otwartego i publicznego sprzeciwu wobec samego papieża.

Sensus fidei odgrywa decydującą rolę w chwilach kryzysowych – w momentach zaistnienia wyraźnej sprzeczności pomiędzy władzą zajmującą się nauczaniem a prawdami wiary, które winne być przez tę władzę przechowywane, chronione i przekazywane.

Sensus fidei prowadzi osobę wierzącą do odrzucenia wszelkiej wieloznaczności i aktów naruszania bądź fałszowania prawdy, odwołując się do niezmiennej Tradycji Kościoła, która nie tylko nie sprzeciwia się Magisterium, ale zawiera je w sobie.

Nauczanie aktualnie głoszone przez hierarchię kościelną jest nieomylne tylko przy zachowaniu określonych warunków. Fakt, że zwykłe Magisterium nie może stale nauczać prawd przeciwnych wierze, nie wyklucza możliwości, że to samo Magisterium może per accidens popełnić błąd w jakimś konkretnym akcie.
To stwierdzenie w żaden sposób nie oznacza, że prawda dogmatyczna musi stanowić wynik odczuć wiernego ludu i że nic nie może zostać zdefiniowane i określone bez wcześniejszego wysłuchania opinii Kościoła powszechnego, jakby Magisterium było jedynie podmiotem objawiającym wiarę ludu i quasi‑zależnym od tej wiary przy sprawowaniu pełnionej przez siebie funkcji. Oznacza to jednak – co trafnie zauważa ojciec García Extremeño – że Magisterium nie może nieomylnie proponować Kościołowi niczego, co nie byłoby zawarte w Tradycji, która stanowi regula fidei Kościoła. Kościół przechowuje i przekazuje Tradycję nie tylko poprzez Magisterium, ale przez wszystkich wiernych, poczynając od biskupów aż po ostatniego z wiernych świeckich – jak głosi słynna formuła świętego Augustyna przytoczona w Lumen gentium.

Nie jesteśmy nieomylni, papież jest nieomylny tylko w określonych warunkach, za to całkowicie nieomylna jest Boża zapowiedź: Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata (Mt 28, 20). I to właśnie stanowi źródło naszej niezachwianej ufności.

Roberto de Mattei – profesor historii nowożytnej na uniwersytecie Cassino, wykładowca historii chrześcijaństwa i Kościoła na Uniwersytecie Europejskim w Rzymie, prezes Fundacji Lepanto, redaktor naczelny miesięcznika „Radici Cristiane”. Kieruje agencją informacyjną Corrispondenza Romana.

Powyższy tekst ukazał się w 53. numerze magazynu „Polonia Christiana”

http://www.pch24.pl/nieza...la,49608,i.html
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 01 Kwi 2008
Posty: 17737
Skąd: Polska
Wysłany: 28 Maj 2017, 10:28   Re: Kościół Katolicki [Cytuj]

Poczet papieży zapomnianych: Pius dobry na wszystko



Imię Pius znaczy po łacinie: „pobożny” lub „cnotliwy”. Papieże noszący to imię jakby stworzone dla biskupa Rzymu w większości przypadków godnie wypełniali swą misję kierowania Kościołem, począwszy od II, a na XX wieku skończywszy. Niektórzy z nich są świętymi, błogosławionymi lub czekają na wyniesienie do chwały ołtarzy.

Co ciekawe, między pierwszym a drugim Wikariuszem Chrystusowym noszącym to piękne imię, minęło aż XIII stuleci. Z kolei ostatni jak na razie Pius, już 13. tego imienia, to ostatni papież przed Soborem Watykańskim II.

Pius V. „Trydencki” papież z Różańcem przeciw islamizacji Europy

Ile wspaniałych dzieł może zainicjować lub wprowadzić w życie papież w trakcie zaledwie 6-letniego pontyfikatu? Pius V pokazał, że w tej materii nie ma ograniczeń, a odnowa moralna i organizacyjna Kościoła zależy od intencji i woli, a nie miesięcy. Co więcej, przeprowadzić może ją także papież nie wywodzący się ze społecznych elit.

XVI wiek nie był dla katolików łatwy. Kościół wszedł w stulecie renesansu pogrążony w kryzysie moralnym. Na Tronie Piotrowym zasiadały wtedy często osoby, najdelikatniej mówiąc, nieodpowiednie. Rewolucyjny wyłom dokonany przez Marcina Lutra tylko pogorszył sytuację. Skuteczną odpowiedzią na dramatyczną sytuację okazał się być Sobór Trydencki, którego założenia wcielał w życie właśnie święty papież Pius V.

Papież wybrany między innymi za sprawą św. Karola Boromeusza wprowadzał rozwiązania zakończonego 3 lata wcześniej soboru z ogromną pobożnością i stanowczością. Surowo sprzeciwiał się politycznym lub rodzinnym nominacjom na istotne urzędy w Kościele. Zamiast tego lansował ludzi niezwykłej pobożności i właśnie takimi osobami obsadził Kolegium Kardynałów. Otaczając się gorąco wierzącymi katolikami zreformował Kurię Rzymską. Zerwał ponadto z gorszącą praktyką przebywania biskupów poza diecezjami, a proboszczów poza parafiami. Co więcej, nakazał ordynariuszom wizytowanie parafii, zaś do wszystkich krajów katolickich udali się z Rzymu wizytatorzy apostolscy pilnujący wprowadzania w życie reform soborowych.

Papież-dominikanin nie tylko – jak mówili współcześni – chciał zamienić Rzym w klasztor, ale także uznał za doktorów Kościoła kolejne osoby, w tym swojego zakonnego współbrata św. Tomasza z Akwinu, którego myśl i naukę zalecił włączyć do programów seminaryjnych. Zarządził ponadto wydanie drukiem wszystkich dzieł Doktora Anielskiego oraz zainicjował powstanie i ogłoszenie Katechizmu Rzymskiego. To w nim zawarto wykład wiary, zgodnie z którym nauczano w parafiach. Pius V zreformował także Brewiarz, a bullą Quo primum papież promulgował Mszał, dzięki któremu tzw. „Msza trydencka” ujednoliciła liturgię w świecie katolickim.

Pius V to jednak nie tylko papież zasłużony potrydencką reformą Kościoła. Za jego pontyfikatu i z jego inicjatywy świat katolicki odniósł ogromne zwycięstwo nad turecką flotą w słynnej bitwie pod Lepanto. W ten sposób od Europy odsunięto zagrożenie islamskiej dominacji. Jeszcze przed wydarzeniami z października roku 1571, świadom zbliżającej się walki, rozpoczął papież żarliwe odmawianie Różańca Świętego w intencji powstrzymania muzułmańskiej nawałnicy. Tryumf katolików Pius V przypisał wstawiennictwu Najświętszej Marii Pannie i ustanowił Jej święto w dniu, w którym rozegrała się bitwa.

Był zresztą święty Pius V wielkim propagatorem modlitwy Różańcowej. To właśnie on specjalnym dokumentem nadał jej formę znaną do dziś.

Z kolei surowość w zwalczaniu błędów protestantyzmu, czego przykładem była chociażby ekskomunika dla angielskiej królowej Elżbiety I, nie oznaczała bezwarunkowego poparcia na przykład dla hiszpańskiej inkwizycji. Papież występował przeciw niej, gdyż – jak uważał – realizowała ona w owym czasie interesy króla Filipa II, a nie służyła obronie wiary.

Papież ostro walczył także z bandytyzmem i prostytucją w Państwie Kościelnym oraz dążył do wyplenienia cudzołóstwa wśród kapłanów. Jednak stanowczość w plenieniu moralnych wad wśród ludzi Kościoła łączyła się u Piusa V z miłosierdziem dla ubogich – papież regularnie przyjmował od ludu skargi na papieskich urzędów i wyroki sądów.

Gdy umierał w roku 1572, ubrany był w dominikański habit. To właśnie od Piusa V rozpoczęło się praktykowane do dziś noszenie przez papieży białego stroju.

Pius IX. Nieomylny więzień Watykanu

Jan Maria Mastai Ferretti urodził się w czasach napoleońskich, a więc w okresie trudnym dla katolicyzmu i Państwa Kościelnego. W trakcie jego pontyfikatu sytuacja nie tylko nie uległa poprawie, ale i drastycznie się pogorszyła. Mimo tego zdołał Pius IX uratować autorytet papiestwa, stanowczo potępić rozpowszechniające się w XIX wieku błędne ideologie i herezje oraz ogłosić dogmaty umacniające Kościół.

A przecież mógł w ogóle nie zostać księdzem! Wszystko za sprawą epilepsji zamykającej mu drogę do kapłaństwa. Jednak papież Pius VII wydał dla młodego Włocha specjalną dyspensę. Po święceniach objawy choroby już nigdy nie powróciły. Uzdrowienie przypisuje się Matce Bożej Loretańskiej, zaś Pius IX, gdy został biskupem Rzymu, przyjął swoje imię jako wyraz wdzięczności dla papieża, który pozwolił mu zostać kapłanem.

Podczas konklawe po śmierci Grzegorza XVI nie był kardynał Mastai Forretti, wbrew późniejszym opiniom, uznawany za konserwatystę. Widziano w nim raczej liberała, jednak błogosławiony papież zawiódł pokładane w nim nadzieje postępowców. I co więcej – kierował Kościołem przez 32 lata! Był to najdłuższy pontyfikat po świętym Piotrze.

Jednocześnie czasy błogosławionego Piusa IX to okres rozwoju włoskiego ruchu narodowego oraz wzmożonej aktywności rewolucyjnej w całej Europie. Zawierucha nie omijała również Wiecznego Miasta i Państwa Kościelnego. Biskup Rzymu mierzył się także z takimi wyzwaniami epoki.

W miesiąc po wyborze papież ogłosił amnestię dla więźniów politycznych w Państwie Kościelnym, dzięki czemu wydarzenia Wiosny Ludów w Rzymie nie miały charakteru antyklerykalnego. Jednak łagodność papieża nie zatrzymała rewolucji. Już w dwa lata po wyborze na Stolicę Piotrową musiał Pius IX w przebraniu uciekać z Rzymu, gdyż mimo wprowadzenia pewnych reform ustrojowych w Państwie Kościelnym, nominowany przez niego liberalny premier Pellegrino Rossi został zamordowany. W Mieście proklamowano Republikę Rzymską, wyrosłą na fali ogólnoeuropejskiej Wiosny Ludów. Państewko upadło po francuskiej interwencji restytuującej władzę papieża, a po tym wydarzeniu Pius IX zrezygnował z liberalizacji systemu politycznego w Państwie Kościelnym i bieżące zarządzanie przekazał konserwatywnemu kardynałowi Giacomo Antonellemu, samemu starając się wypełniać obowiązki pasterza całego Kościoła. Dokonał tego m.in. poprzez ogłoszenie dogmatu o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryi Panny w roku 1854.

Kierowanie Kościołem utrudniały jednak wydarzenia związane z procesem jednoczenia Italii. W roku 1860 większość terenów Państwa Kościelnego zajęło Zjednoczone Królestwo Włoch. Papież odrzucił ofertę zachowania suwerenności w Rzymie w zamian za rezygnację z reszty terytoriów, gdyż uważał, że uderzy to w autorytet Kościoła. Taki stan przetrwał przez dekadę, gdyż w Mieście stacjonował francuski garnizon strzegący jego niepodległości.

Do tego czasu błogosławiony Pius IX zdążył m.in. wydać w roku 1864 encyklikę Quanta cura. Potępił w niej błędy nowoczesności: socjalizm, racjonalizm, panteizm, naturalizm, indyferentyzm, wolność prasy, równość religii wobec prawa oraz tzw. „wolność sumienia”. Do najwyższego rangą dokumentu papieskiego dołączono Syllabus Errorum. Wykazano w nim 80 błędów epoki, w tym socjalizm, komunizm, wolnomularstwo, polityczny liberalizm oraz odrzucanie władzy papieża.

W końcu w roku 1869 papież zwołał Sobór Watykański I. Miał on na celu wyrażenie sprzeciwu wobec ideologii racjonalizmu i jego konsekwencji. Atmosfera polityczna w Europie była jednak napięta, gdyż spodziewano się wojny francusko-pruskiej. Ojcowie soboru dobrze wykorzystali jednak dany im czas i przejęli konstytucję Pastor aeternus zawierającą dogmat o papieskiej nieomylności w sprawach wiary. Ustanowienie dogmatu wyraźne umocniło słabnący, z racji utraty siły politycznej, autorytet papieża i pojawiło się w idealnym momencie.

Mimo tak wielkich owoców, sobór nie został w spokoju zakończony. Papież zawiesił go z powodu włoskiej agresji, bowiem to właśnie w roku 1870, pozostawiony bez francuskiej opieki Rzym został zajęty przez wojska Zjednoczonego Królestwa Włoch. Od tego momentu nie godząc się z takim biegiem wypadków Pius IX ogłosił się więźniem Watykanu.

Pontyfikat, chociaż mocno związany ze sprawami włoskimi, obfitował w działalność apostolską na całym świecie. Za czasów Piusa IX powstały dziesiątki nowych diecezji, w tym w Ameryce Południowej. Papież zawierał też wiele konkordatów oraz zajmował stanowisko w sprawie polskiej. Radykalnie wzrosła też wtedy liczba kardynałów spoza Italii.

Papież jako ultramontanin zwalczał antykatolicki i antypolski Kulturkampf pruskiego kanclerza Ottona von Bismarcka oraz krytykował carat za prześladowanie Polaków. Mimo iż potępił sam wybuch powstania styczniowego, jako przedsięwzięcie rewolucyjne, zabiegał u Francuzów i Austriaków o udzielenie pomocy naszym walczącym rodakom. Również beatyfikacja Andrzeja Boboli oraz kanonizacja Jozafata Kuncewicza były Petersburgowi nie na rękę. Przyjmując pewnego razu polską pielgrzymkę papież zachęcać miał do wytrwałej modlitwy w intencji powrotu Królestwa Polskiego.

c.d.n.

Michał Wałach

http://polskie-forum.pl/p...te&f=4&p=134917
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 01 Kwi 2008
Posty: 17737
Skąd: Polska
Wysłany: 17 Listopad 2017, 08:26   Re: Kościół Katolicki [Cytuj]

Historia upominania papieży przez wiernych



Wbrew niebezpiecznym mitom, Kościół dopuszcza teoretyczną możliwość popełnienia przez biskupa Rzymu ludzkich błędów. W historii Kościoła to się zdarzało, a wierni jako swój obowiązek pojmowali upomnienie papieża. Wielu z upominających zostało później świętymi. Tak jak niektórzy upominani, którzy pokornie przyjęli słuszne uwagi braci w Chrystusie.

Zdarzało się w dziejach, że słowa lub zachowania papieża, czy to poprzez ich treść czy formę (np. brak precyzji, zbytnią ogólność wyrażonej myśli) mogły wprowadzać zamęt wśród wiernych. Jeśli były to wypowiedzi publiczne, wtedy też – ze względu na dobro Kościoła – wierni podejmowali interwencje. Czynili tak również święci, których uwagi wobec postawy biskupa Rzymu nie tylko nie zamknęły im drogi na Ołtarze, ale niekiedy były nawet argumentami za beatyfikacją.

Święty Piotr, żydzi, poganie i napomnienie świętego Pawła

Pierwszy przykład takiej sytuacji został opisany już w Piśmie Świętym. Wczesne lata istnienia Kościoła, jeszcze za życia bezpośrednich uczniów Pana Jezusa, charakteryzował spór dotyczący obowiązku wypełniania żydowskiego Prawa przez chrześcijan. Nawróceni żydzi uważali, że poganie włączani do Kościoła powinni przestrzegać zasad starego Zakonu. Z kolei dawni poganie (np. z Antiochii), wspierani w swoich racjach m. in. przez świętego Pawła z Tarsu, mieli przeciwne zdanie. Sobór apostolski zebrany w Jerozolimie rozstrzygnął sprawę przyznając rację nawróconym nie-żydom.

Przebywający później w Antiochii święty Piotr traktował nawróconych pogan zgodnie z postanowieniami soboru, jednak po przybyciu do gminy byłych żydów zmienił zachowanie. Z tego też powodu Apostoł Narodów publicznie upomniał pierwszego papieża, bowiem – zdaniem świętego Pawła – niejednoznaczna postawa świętego Piotra wprowadzała wśród wiernych zamęt! Apostoł z Tarsu tak opisuje tę historię w Liście do Galatów:

„Gdy następnie Kefas przybył do Antiochii, otwarcie mu się sprzeciwiłem, bo na to zasłużył. Zanim jeszcze nadeszli niektórzy z otoczenia Jakuba, brał udział w posiłkach z tymi, którzy pochodzili z pogaństwa. Kiedy jednak oni się zjawili, począł się usuwać i trzymać się z dala, bojąc się tych, którzy pochodzili z obrzezania. To jego nieszczere postępowanie podjęli też inni pochodzenia żydowskiego, tak że wciągnięto w to udawanie nawet Barnabę. Gdy więc spostrzegłem, że nie idą słuszną drogą, zgodną z prawdą Ewangelii, powiedziałem Kefasowi wobec wszystkich: Jeżeli ty, choć jesteś Żydem, żyjesz według obyczajów przyjętych wśród pogan, a nie wśród Żydów, jak możesz zmuszać pogan do przyjmowania zwyczajów żydowskich?”. (Ga 2, 11-14).

Tak więc jeden wielki święty upomniał innego wielkiego świętego, gdy dostrzegł, że jego zachowanie nie było – przez brak konsekwencji – wzorcowe. Nie zrodziło to jednak wzajemnych zarzutów dotyczących schizmy, herezji czy niewierności wobec papieża. Piotr był człowiekiem pokornym i mimo szczególnej misji powierzonej mu osobiście przez Chrystusa, przyjął i zastosował się do uwag Pawła. Dzięki temu ludzie przyjmowani do ówczesnego Kościoła nie musieli (i wciąż nie muszą) poddawać się np. obrzezaniu.

Liberiusz, arianie i święty Atanazy

Upomnienia zdarzały się i później. Wartym wspomnienia jest przypadek zagubionego papieża Liberiusza, którego pontyfikat przypadł na okres rozprzestrzeniania się herezji ariańskiej. Biskup Rzymu nie sprzyjał herezji i – co więcej – opierał się błądzącemu cesarzowi, który wymagał od następcy świętego Piotra tylko potępienia stanowczo walczącego z arianizmem Atanazego Aleksandryjskiego (dziś świętego). Potępienie takie byłoby jednak równoznaczne z poparciem antytrynitarskich błędów. Gdy jednak papież został wygnany z Rzymu, a w azjatyckiej niewoli spotkał się z długotrwałymi prześladowaniami, jego opór zmalał i w końcu doszło do ekskomunikowania Atanazego.

Później Liberiusz podpisał formułę wiary niezawierającą słowa homoousios. To bardzo istotne, gdyż oznaczało, iż według papieża Chrystus, Syn Boży, nie jest współistotny Ojcu. Formuła niezawierająca słowa homoousios sama w sobie nie była heretycka, ale pozbawienie jej niezwykle precyzyjnego określenia (a więc de facto rozmycie jej) było korzystne dla heretyków i ariańskiego cesarza. Ten, dopóki żył, domagał się od Liberiusza – który po podpisaniu formuły mógł już powrócić do Rzymu – milczenia. Odwagi nabrał dopiero po śmierci władcy, jednak okres chwilowej słabości osłabił autorytet papiestwa. Ostatecznie w całym Kościele zwyciężyły racje Atanazego, dziś czczonego jako wielki święty i Doktor Kościoła. To on miał wtedy rację, a nie ówczesny papież.

Honoriusz, monoteletyzm i konsekwentne potępianie

W VII wieku zaistniał w Kościele chrystologiczny spór między patriarchą Jerozolimy Sofroniuszem (dziś świętym), a patriarchą Konstantynopola Sergiuszem. Ten drugi, chcąc dokonać pojednania ze zwolennikami monofizytyzmu (heretyckiego poglądu o wchłonięciu ludzkiej natury Jezusa Chrystusa przez naturę Boską) stworzył równie heretyckie rozwiązanie „kompromisowe” – monoteletyzm. Z przyczyn politycznych wspierał go w tym cesarz Herakliusz, pragnący za wszelką cenę pokoju wśród chrześcijan. Błędom monoteletyzmu (zakładającego, że Chrystus ma dwie natury, ale jedną wolę – co wyklucza wiarę w znanej nam formie, zgodnie z którą Pan Jezus jest i prawdziwym Bogiem i prawdziwym człowiekiem) sprzeciwił się właśnie Sofroniusz.

W tym czasie papieżem był Honoriusz. Nie wspierał on herezji, ale odpisując na list konstantynopolitańskiego patriarchy nie przyjrzał się zagadnieniu wystarczająco dokładnie, zaś odpowiedzi brakowało precyzji, na czym skorzystali wyznawcy błędnej nauki.

Zaskoczony takim rozwojem sytuacji patriarcha Sofroniusz wysłał swoich przedstawicieli do biskupa Rzymu, by pouczyli papieża. Ten jednak nie wsłuchał się w głos ludzi znających z własnego doświadczenia problemy Wschodu i wysłał do heretyka Sergiusza kolejny, równie niejednoznaczny list, przyczyniając się w ten sposób w rozwoju błędów.

Honoriusz zmarł w roku 638. 11 lat później, za pontyfikatu jednego z jego następców – Marcina I – odbył się w Rzymie synod (zwołany jeszcze przez poprzednika Marcina) poświęcony potępieniu monoteletyzmu i patriarchy Sergiusza. Postawę samego Honoriusza jednak grzecznościowo przemilczano. Oburzony owym synodem cesarz wpadł we wściekłość i wysłał do Rzymu armię, która dostarczyła do Konstantynopolu papieża. Nie ugiął się on jednak przed przemocą, nie wyparł się poprawnej wiary i zmarł na Krymie.

Dopiero po kilkunastu latach, gdy w stolicy Imperium władzę objął katolik, zwołano III Sobór Konstantynopolitański, który ostatecznie potępił monoteletyzm i papieża Honoriusza, nazwanego wprost heretykiem. Papież Leon II odstąpił od tej formy mówiąc, że jego poprzednik nie był heretykiem, ale był winny szerzenia herezji, i dlatego należy go potępić. Od tego momentu Kościół zaczął przywiązywać wielką wagę do precyzyjnego formułowania doktryny, by poprzez brak jednoznaczności nie wspierać żadnych błędów.

Błądzący Jan, stanowczy król i ortodoksyjny Benedykt

Błędną doktrynę dotyczącą losów dusz po śmierci głosił z kolei papież Jan XXII. Uważał on, niezgodnie z nauką katolicką, że dusze po śmierci nie mogą oglądać Pana Boga w wizji uszczęśliwiającej (twarzą w twarz). Jego zdaniem ta łaska zostanie udostępniona zbawionym dopiero po sądzie ostatecznym.

Papież za swoje błędne poglądy był powszechnie krytykowany, a król Francji Filip VI miał nawet zadeklarować (w obliczu prób narzucenia herezji Wydziałowi Teologicznemu na Sorbonie), że jeśli Jan XXII przybędzie do Paryża to… zostanie spalony na stosie jako heretyk! Spośród duchowieństwa wyraźny opór wobec tez biskupa Rzymu prezentował cysters Jacques Fournier. Ostatecznie biskup Rzymu na łożu śmierci wyrzekł się przed wezwanymi kardynałami swoich błędów i wyraził skruchę. Przyznał też, że pogląd prezentował jako teolog, a nie jako papież.

Jego następcą został wspomniany wyżej cysters, który przeszedł do historii jako Benedykt XII. Jedną z decyzji papieża było ogłoszenie ex cathedra dogmatu o duszach, które umierając w świętości bez oczekiwania na sąd ostateczny dostępują wizji uszczęśliwiającej. W ten sposób oficjalnie Kościół potępił błędną koncepcję głoszoną przez… jednego z poprzednich papieży.

Miłość do Kościoła nie oznacza milczenia wobec błędów

Mimo, że w Kościele nie ma możliwości osądzenia urzędującego papieża, to na wiernych, zarówno świeckich jak i hierarchach, spoczywa obowiązek dbania o czystość nauczania. To jedno z głównych zadań biskupów, gdyż każdy z nich powinien być nauczycielem wiary i w ten sposób wyraźnie świadczyć o jedności w Kościele.

Interwencja konieczna jest zawsze w sytuacji gdy biskup Rzymu naucza tez niezgodnych z Prawdami Wiary, bądź – poprzez posługiwanie się nieprecyzyjnym językiem i niejednoznacznymi gestami – może przyczyniać się do zamętu lub rozprzestrzeniania się fałszywych doktryn. Papieży pouczali w historii nawet święci, czyli ludzie, którym nie sposób zarzucić podejmowania działań o charakterze schizmatyckim lub motywowanej pychą niewierności wobec Wikariusza Chrystusowego.

Człowiek może popełnić błąd. Kościół jednak nie może sobie na to pozwolić.

Michał Wałach
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 01 Kwi 2008
Posty: 17737
Skąd: Polska
Wysłany: 8 Maj 2018, 10:07   Re: Kościół Katolicki [Cytuj]

Czy szalejący w Kościele pożar należy gasić benzyną?



Kościół kroczy dziś drogą decentralizacji – od dekad wszak życzyli sobie tego progresywni hierarchowie, a kilka lat temu ich racje uznał papież Franciszek. Co ciekawe, ów z gruntu modernistyczny postulat, upodabniający katolików do protestantów, chętnie przyjmują również niektórzy konserwatyści.

Decentralizacja Kościoła – cóż to takiego? W charakterystycznym dla siebie stylu wyjaśnia to Ojciec Święty na kartach swego programowego dokumentu – adhortacji Evangelii gaudium. Istnieje bardzo wiele tematów związanych z ewangelizacją współczesnego świata, które można by tu rozwinąć. Zrezygnowałem jednak ze szczegółowego omówienia tych licznych kwestii (…) Nie uważam także, że należy oczekiwać od papieskiego nauczania definitywnego lub wyczerpującego słowa na temat wszystkich spraw dotyczących Kościoła i świata. Nie jest rzeczą stosowną, żeby Papież zastępował lokalne Episkopaty w rozeznaniu wszystkich problemów wyłaniających się na ich terytoriach. W tym sensie dostrzegam potrzebę przyjęcia zbawiennej „decentralizacji”.

Decentralizacja stanowi zatem ideę podobną do protestanckiego pojmowania wspólnoty wiary – owszem, jesteśmy jedną rodziną, bo wierzymy w tego samego Boga, ale powszechność Kościoła (którą wyznajemy w Credo) odrzucamy. Oto bowiem krajowe konferencje episkopatów mają decydować o kształcie nauczania w lokalnych Kościołach. Tego oczywiście papież nie napisał, ale proces zmierzający ku temu obserwujemy już od kilku dekad, ze szczególnym uwzględnieniem ostatnich lat, kiedy sprawy zdecydowanie przyspieszyły. Już dziś bowiem – według wielu duchownych – to, co jest grzechem w Krakowie, nie jest nim w Buenos Aires, a wiara w świętość sakramentu spowiedzi, konieczna do zbawienia na przykład w Mediolanie, w Monachium, dajmy na to, wydaje się niezbyt potrzebna.

Czy nie wygląda to na zanegowanie jednego z najważniejszych przymiotów Kościoła – wspomnianej już powszechności? A przecież wynika ona wprost ze słów Chrystusa wypowiedzianych do Apostołów: Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem (Mt 28, 19–20).

Decentralizacja dla ratowania wiary?
Debata na ten temat w Polsce niemal nie istnieje – to znaczy mamy do czynienia z agresywną promocją idei decentralizacji w liberalnych periodykach „katolickich”, których tezy nagłaśniają również ateistyczne media. Po „prawej stronie” publikacji na ten temat nie widać, choć komentarze w mediach społecznościowych coraz częściej ukazują – i to wśród katolickich konserwatystów – pokusę przyjęcia decentralizacji jako metodę walki z… modernizmem!

Taką myśl promuje również chociażby, nieukrywający swych umiarkowanie konserwatywnych poglądów, ksiądz profesor Andrzej Kobyliński, i to nie na portalach społecznościowych, a w świeckich pismach prawicowych i telewizjach (bo katolickie tygodniki także i tym tematem się nie zajmują).
Jego rozumowanie można skrótowo przedstawić w sposób następujący: skoro od wielu dziesięcioleci Kościół Zachodu zinfiltrowany przez progresistów dryfuje ku całkowitej rezygnacji z nauki katolickiej, to… niech sobie robi, co chce, ale my, Słowianie (wciąż jeszcze dość konserwatywnie pojmujący zasady wiary i moralności), w naszych krajach mamy trwać przy świętej wierze i nie przejmować się innymi.

Dlatego właśnie – zdaniem promotorów tego pomysłu – należy poprzeć plan decentralizacji Kościoła. Skoro bowiem na Zachodzie jest źle, a u nas jeszcze nie aż tak źle, to może warto ruszyć z prądem decentralizacji, by ratować wszystko, co jeszcze katolickie w naszym polskim Kościele zostało? Odciąć się od zachodnich biskupów i budować wspólnotę konserwatywnych Słowian. Skoro progresywizm dotarł do szczytów Kościoła i święci dziś triumfy, to można przy tej okazji samemu „zdecentralizować się” od sprogresywizowanego Rzymu.

Pachnie schizmą! – zakrzyknie oburzony czytelnik. Ależ skąd! – odpowiedzą promotorzy decentralizacji – będziemy przecież trwać przy wierze katolickiej, w wierności papieżowi. Z tą jedną uwagą, że ów abstrakcyjny dziś jeszcze papież zdecentralizowanego Kościoła będzie kimś w rodzaju brytyjskiej królowej – bez prawa do wypowiadania się w imieniu Chrystusa, a już z pewnością nie w imieniu całego Kościoła.

Kroczyć drogą protestantów?
W jednym ze swych artykułów wspomniany ksiądz profesor Kobyliński zauważa, że w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XX wieku Kościoły lokalne stawały się coraz bardziej autonomiczne. To doprowadziło do ukształtowania się wielu modeli katolicyzmu, które dziś nie wydają się księdzu możliwe do pogodzenia.

Nie ma w katolicyzmie słowiańskim odpowiedniej siły moralnej i filozoficznej, która byłaby atrakcyjna dla mieszkańców Australii, Hiszpanii czy Francji. Nie przekonamy katolików mieszkających w tych krajach, żeby powrócili do tradycyjnego rozumienia spowiedzi i innych sakramentów. Jesteśmy bezradni wobec propozycji niektórych biskupów Belgii czy Niemiec, aby błogosławić związki homoseksualne. Nie zmienimy pozytywnego podejścia do komunizmu i marksizmu wielu milionów katolików we Włoszech, w Wenezueli czy Brazylii. Możemy natomiast obronić naszą regionalną specyfikę.

Trudno się oprzeć wrażeniu, że myślenie to, choć niewątpliwie powodowane zacnymi pobudkami, stanowi rodzaj walki z protestantyzacją Kościoła poprzez jego… protestantyzację. O ile przecież kryzys Kościoła polega właśnie na upodabnianiu się wspólnoty katolickiej do wspólnot protestanckich, o tyle decentralizacja Mistycznego Ciała Chrystusa stanowiłaby tego procesu ukoronowanie. Czyż bowiem mamy przyznać, że nic nas nie obchodzą dusze katolików w krajach niesłowiańskich? Że nie interesuje nas, jak będzie wyglądał Kościół jutra, byle tylko „nasza chata stała z kraja”, byle tylko nikt nam się nie wtrącał? Że przyszłość papiestwa nie wpłynie w żaden sposób na przyszłość Kościoła w Polsce? Że w końcu będziemy sobie wygodnie siedzieć pod rzekomo konserwatywnym kloszem naszego regionu, że obronimy jego specyfikę i machniemy ręką na innych, bo nie mamy im nic atrakcyjnego do zaoferowania? Czy na tym ma polegać rola Kościoła Chrystusowego, od wieków wszak pragnącego przyprowadzić do Zbawiciela jak najwięcej dusz? Czyż nie jest to swego rodzaju dezercja?

To tylko mądrość etapu
Zgoda na decentralizację Kościoła to oznaka braku wiary w możliwość jego odnowy, co – przyznajmy – po ludzku rzeczywiście może wydawać się dziś niemożliwe. Drogą, którą powinniśmy pójść, nie jest bowiem decentralizacja, a przeciwnie – powrót do prawdziwie katolickiej centralizacji – do wielkiego i aktywnego papiestwa i szerzej: duchowieństwa, które znów zechce odnowić wszystko w Chrystusie.
Wcześniej jednak warto zwrócić uwagę na co najmniej dwie sprawy, które mogą dowodzić, że spoglądanie z nadzieją na modernistyczne pomysły okazuje się całkowitą ułudą.

Po pierwsze, nie wolno ulegać przekonaniu, że progresiści żyją głównie ideą decentralizacji i to ona jest dla nich najważniejsza. Nic bardziej mylnego – moderniści znacznie bardziej pragną modernizmu w każdej parafii na świecie, niż zachwycają się intelektualnym modelem zdecentralizowanej Łodzi Piotrowej. Proces decentralizacji stanowi wszak jedynie narzędzie głoszenia niekatolickich nauk – wszystkim!

Dobitnie dowodzi tego stosunek promotorów decentralizacji do przeciwników tej koncepcji – ci pierwsi są dziś wyżej w hierarchii, więc… donoszą na tych drugich lub nawet wyrzucają ich z pracy! Każdego bowiem (również krajowe episkopaty), kto nie chce brać udziału we wprowadzaniu w życie modernistycznych założeń, zdecydowanie pospieszają (lub karzą) watykańscy decydenci (piszemy o tym obszernie na PCh24.pl). Decentralizacja nie jest więc celem samym w sobie, ale metodą mającą pokazać, że skoro wpływowe peryferia tego chcą, centrum nie będzie stawiało przeszkód. A przecież centrum zawsze było opoką przeciw herezjom!

Po drugie – skąd pomysł, by rząd nad duszami katolików sprawowali nie poszczególni biskupi miejsc, ale całe konferencje episkopatów? Czy biskup Zielonej Góry wie więcej o życiu i religijnych potrzebach katolików z Przemyśla niż na przykład biskup Lwowa?

Raz uruchomionej machiny decentralizacji nie da się zatrzymać. Dlaczego bowiem poszczególne parafie miałyby nie „zdecentralizować się” od diecezji, i to zarówno od nauki głoszonej przez biskupa, jak i od jego decyzji administracyjnych? Czy wierni nie mogliby „zdecentralizować się” od swych proboszczów? Byłby to wszak ostateczny triumf idei decentralizacji Kościoła.

Owszem. Ale to już z pewnością nie będzie nasz dom, Kościół Chrystusowy – zbudowany na Skale Piotrowej. To będzie dom zbudowany na piasku – spadnie deszcz, wzbiorą potoki, zerwą się wichry i rzucą się na ten dom. I runie. A upadek jego będzie wielki (por. Mt 7, 24–27).

Krystian Kratiuk

http://www.pch24.pl/czy-s...,60048,pch.html
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 01 Kwi 2008
Posty: 17737
Skąd: Polska
Wysłany: 7 Wrzesień 2018, 08:40   Re: Kościół Katolicki [Cytuj]

Podano szokujące kulisy odsunięcia papieża Benedykta XVI



Konsekwencje publikacji maili wykradzionych szefowi sztabu wyborczego Hillary Clinton, Johnowi Podesta, są znaczące. Wśród wielu szokujących informacji, które zostały ujawnione przez portal Wikileaks, zwrócono ostatnio uwagę na to co pisał na temat planowanej zmiany papieża w Watykanie na bardziej lewicowego. Najwyraźniej operacja ta się powiodła.

We wspomnianych emailach pojawiły się i takie z których wynikało, że planowano przeprowadzenie czegoś co nazwano „katolicką wiosną”. Było to sformułowanie będące parafrazą „arabskiej wiosny”, czyli serii rewolucji na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej wywołanych między innymi przez amerykańskie służby. O ich zaangażowaniu pisze Podesta w maila do aktualnej wtedy Sekretarz Stanu, Hillary Clinton.

W mailach z 2012 roku można przeczytać, że dyskutowano o konieczności dokonania rewolucyjnych zmian w Kościele Katolickim, który miałby się stać bardziej lewicowy niż podczas konserwatywnego pontyfikatu Benedykta XVI. W rok po wymianie tej korespondencji papież abdykował, co było wydarzeniem bez precedensu w historii ostatnich kilkuset lat. Aby tego dokonać prawdopodobnie posunięto się do szantażu.

Z informacji ujawnionych wcześniej przez Edwarda Snowdena wynikało, że amerykańskie służy inwigilowały Watykan. Podsłuchiwano podobno samego papieża Benedykta XVI i jego rozmowy telefoniczne. W rezultacie zebrano wiele informacji, które mogły zostać wykorzystane w trakcie przyszłego konklawe, trzeba było tylko wywołać potrzebę jego przeprowadzenia.

Padają sugestie, że do abdykacji papieża Benedykta XVI przekonano blokując międzynarodowe transakcje Banku Watykańskiego. Rzeczywiście na kilka dni przed ogłoszeniem swojej szokującej decyzji, bank zablokowano sugerując, że był zaangażowany w pranie brudnych pieniędzy. Jednak po abdykacji blokada natychmiast zniknęła, tak jakby problem się skończył wraz z odejściem papieża, albo tak jakby to było celem całej operacji.

Amerykańscy katolicy wystosowali do prezydenta Donalda Trumpa oficjalny list z prośbą o wyjaśnienie tego skandalu. Poprosili o zbadanie czy Departament Stanu i jakiekolwiek amerykańskie służby brały udział w skłonieniu papieża Benedykta XVI do ustąpienia. Przedstawiają oni opisaną powyżej sekwencję zdarzeń, które ich zdaniem dowodzą, że w Watykanie doszło do puczu na skutek nacisków zewnętrznych.

Autorzy listu otwartego do Trumpa pytają też o relacje CIA z grupą kardynałów sprzeciwiającej się tradycyjnemu pontyfikatowi Benedykta XVI. Padają nazwiska kojarzonego z pedofilami i homoseksualistami Kardynała Godfrieda Dannelsa z Belgii, który jest uważany za jednego z wiodących orędowników lewicowych zmian w kościele. W jego jak to sam określał „grupie podobnej do mafii” znajdował się również Kardynał Jorge Bergoglio, który potem został wybrany na rzekomego papieża i przyjął imię Franciszek.

Od tego czasu rzeczywiście rozpoczęło się lewicowe szaleństwo, którego konsekwencja może być niestety wielka schizma w Kościele Katolickim. Podział jakiego nie było od średniowiecza wisi w powietrzu, od dłuższego czasu, a Franciszek wciąż szokuje swoimi internacjonalistycznymi twierdzeniami i uwielbieniem dla komunizmu w wydaniu teologii wyzwolenia.

Dla wielu chrześcijan to co robi tak zwany papież Franciszek, jest nie do przyjęcia, dlatego zgodnie z tradycją zaczyna być on nazywany antypapieżem, bo w tych kręgach za papieża uważa się wciąż żyjącego, Benedykta XVI. Dla kościoła nie ma z tej sytuacji dobrego wyjścia, można albo podążać w kierunku lewackiego postępu zaimplementowanego przez Jorge Bergoglio, albo pozostać w cieniu i liczyć na to, że ten jezuita, który może być uzurpatorem, nie narobi nieodwracalnych szkód.

Źródło: zmianynaziemi.pl

https://eorzelpolski.wordpress.com/2018/09/05/podano-szokujace-kulisy-odsuniecia-papieza-benedykta-xvi/
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Informacje | TV Trwam | Radio Maryja na żywo |
Polecamy:informacje ktorych potrzebujesz Fundacja Skierniewice i Szkola Skierniewice
Korzystanie z forum oznacza pełną akceptację otrzymywania plików cookies.

phpBB by przemo  
Strona wygenerowana w 0,101 sekundy. Zapytań do SQL: 8