ND Forum - Dzień dobry POLSKO! Strona Główna ND Forum - Dzień dobry POLSKO!
Ludzie z sercem i głową

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Kościół Katolicki
Autor Wiadomość
Coltrane


Dołączył: 31 Mar 2008
Posty: 17751
Skąd: Polska
Wysłany: 24 Luty 2017, 08:18   Kościół Katolicki [Cytuj]

Niezawodność Kościoła



Sensus fidei – zmysł wiary – to duchowa busola, którą ma się kierować ogół ludu Bożego, choćby nawet sternicy Nawy Piotrowej usiłowali zboczyć z kursu wyznaczonego przez Pana.

Obok dogmatów o prymacie biskupa Rzymu i o jego nieomylnym nauczaniu istnieje trzeci – dogmat o niezawodności Kościoła – niezdefiniowany jeszcze przez uroczyste Magisterium, choć w pewnym sensie stanowi on źródło dwóch pozostałych. Kościół przetrwa aż do końca czasów bez jakiejkolwiek zmiany dotyczącej jego istoty: dogmatów, sakramentów, sukcesji apostolskiej i hierarchii.

Niezawodność Kościoła jest prawdą wiary wyraźnie zawartą w Piśmie Świętym oraz nauczaną przez Magisterium zwyczajne. Obejmuje ona nieomylność nie tylko papieża, ale i całego Kościoła. Papież – przy zachowaniu pewnych warunków – jest nieomylny, lecz nie jest niezawodny. Kościół obejmujący papieża, biskupów i zwykłych wiernych jest nieomylny i niezawodny.

Połączenie nieomylności papieża z nieomylnością Kościoła jest zgodne z Tradycją. Zostało przeto potwierdzone przez Sobór Watykański I: Definiujemy jako dogmat objawiony przez Boga, że gdy biskup Rzymu przemawia ex cathedra, (…) dzięki opiece Bożej obiecanej mu w osobie św. Piotra, wyróżnia się tą nieomylnością, w jaką boski Zbawiciel zechciał wyposażyć swój Kościół dla definiowania nauki wiary lub moralności.

Jak tłumaczył ksiądz Brunero Gherardini, nie chodzi tutaj o dwie nieomylności, które się sumują lub wzajemnie znoszą, ale o jeden i ten sam charyzmat, prawowicie przynależący Kościołowi, papieżowi oraz biskupom traktowanym łącznie i wespół z papieżem. (…) Działa w chwili, kiedy Magisterium, ogłaszając prawdę chrześcijańską lub rozstrzygając ewentualne spory, pozostaje jako takowe wierne depositum fidei (1 Tm 6, 20; 2 Tm 1, 4) lub odkrywa nowe aspekty do tej pory niezbadane.

Do nieomylności Kościoła odnoszą się teologowie, kiedy mówią o nieomylności in docendo oraz o nieomylności in credendo. Kościół składa się wszak z głoszących naukę (docens) i z nauczanych (discens). Jedynie Kościół docens jest powołany do nieomylnego nauczania prawdy objawionej, podczas gdy Kościół discens przyjmuje i zachowuje tę prawdę. Ale obok nieomylności w nauczaniu istnieje również nieomylność w wierzeniu, gdyż ani corpus docendi, obdarzony mocą nauczania całego Kościoła, ani ogół wiernych nie mogą się w wierze mylić.

Jeżeli wierni jako całość mogliby zbłądzić i uznawać za prawdę objawioną coś, co nią nie jest, oznaczałoby to zniweczenie obietnicy Bożej pomocy dla Kościoła. Święty Tomasz z Akwinu odnosi się do nieomylności Kościoła jako całości, gdy mówi: Niemożliwe jest, żeby osąd Kościoła powszechnego był błędny w kwestiach odnoszących się do wiary.

W Kościele istnieje tylko jedna nieomylność, będąca udziałem wszystkich jego członków w sposób organiczny i zróżnicowany: każdy wedle sprawowanego przez siebie urzędu kościelnego. Poszczególni chrześcijanie mogą błądzić w kwestiach dotyczących wiary, nawet jeśli piastują najwyższe funkcje kościelne, lecz Kościół jako taki jest w swej doktrynie zawsze nieskazitelny. Dlatego teologia rozróżnia sensus fidei fidelis, który odnosi się do osobistej postawy wierzącego oraz sensus fidei fidelium, który odnosi się do instynktu wiary samego Kościoła.


Zmysł wiary w historii Kościoła
Nieomylność Kościoła wyraża się w tak zwanym sensus fidelium, zgodnie z którym cały lud Boży czerpie z nieomylności, także w sposób konstruktywny, często uprzedzając nauki Kościoła lub przyczyniając się do ich określenia. Stało się tak przed ogłoszeniem Najświętszej Maryi Panny Matką Boga przez Sobór Efeski. Święty Cyryl oraz święty Celestyn poświadczają, że lud chrześcijański już wcześniej uznawał Boże macierzyństwo Maryi jako wiarę głoszoną przez Kościół powszechny. W dziejach Kościoła wpływ Ducha Świętego na sensus fidei fidelium z największą siłą objawił się właśnie w przypadku kultu maryjnego.

Pierwszym autorem stosującym określenie sensus fidei wydaje się Wincenty z Lerynu (zmarły około roku 445), który w Commonitorium wskazał na powszechność wiary wyznawanej wszędzie, zawsze i przez wszystkich (quod ubique, quod semper, quodo ab omnibus creditum est). Jednak za pierwszy objaw historyczny sensus fidei można uznać kryzys ariański.

John Henry Newman (1801–1890) tak o tym pisze: Nastąpiło tymczasowe zawieszenie funkcji Ecclesia docens. Ciało biskupie zawiodło w wyznawaniu wiary. Mówili w inny sposób, jeden przeciw drugiemu; po Nicei, przez prawie sześćdziesiąt lat, nie było twardego, niezmiennego i spójnego świadectwa. Angielski kardynał dodaje, że w tym okresie Boska tradycja powierzona nieomylnemu Kościołowi była głoszona i zachowana znacznie bardziej przez wiernych niż przez episkopat.

Wszystkie wielkie współczesne sobory odnosiły się do sensus fidei. Sobór Trydencki wielokrotnie apelował do rozwagi całego Kościoła w celu obrony kontestowanych artykułów wiary katolickiej. Na przykład dekret o Najświętszym Sakramencie (1551) w sposób szczególny nawołuje do powszechnego przekonania Kościoła (universum Ecclesiae sensum). Dominikanin Melchior Cano (1509–1560), uczestnik Soboru Trydenckiego w swym traktacie De locis theologicis po raz pierwszy zgłębił zagadnienie sensus fidei fidelium, broniąc przed protestantami wartości argumentacji teologicznej opartej na Tradycji.

Również konstytucja dogmatyczna Pastor aeternus Soboru Watykańskiego I, która zdefiniowała nieomylne magisterium papieża, przyjęła sensus fidei fidelium. Oryginalny projekt konstytucji Supremi pastoris, który posłużył za podstawę dla konstytucji dogmatycznej Pastor aeternus, zawierał rozdział odnoszący się do nieomylności Kościoła. W swym relatio końcowym biskup Vincenzo Gasser przytacza przykład Niepokalanego Poczęcia, aby pokazać, że przed podaniem definicji dogmatu papież uznał za konieczne odbycie konsultacji z Kościołem.
Silny wpływ na decyzję papieża Piusa IX dotyczącą zdefiniowania dogmatu o Niepokalanym Poczęciu wywarły badania ojca Giovanniego Perrone (1794–1876) dotyczące patrystycznej koncepcji sensus fidelium. W konstytucji apostolskiej Inneffabilis Deus Pius IX posłużył się językiem ojca Perrone dla opisania zgodnego świadectwa biskupów i wiernych.

Także Sobór Watykański II podjął kwestię sensus fidei lub communis fidelium sensus. W konstytucji dogmatycznej o Kościele Lumen gentium (n. 12) czytamy: Ogół wiernych, mających namaszczenie od Świętego (por. 1 J 2, 20 i 27), nie może zbłądzić w wierze i tę szczególną swoją właściwość ujawnia przez nadprzyrodzony zmysł wiary całego ludu, gdy poczynając od biskupów aż po ostatniego z wiernych świeckich, ujawnia on swą powszechną zgodność w sprawach wiary i obyczajów. Albowiem dzięki owemu zmysłowi wiary, wzbudzaniu i podtrzymywanemu przez Ducha prawdy, lud Boży pod przewodem świętego urzędu nauczycielskiego – za którym idąc, już nie ludzkie, lecz prawdziwie Boże przyjmuje słowo (por. 1 Tes 2, 13) – niezachwianie trwa przy wierze raz podanej świętym (por. Jd 3), wnika w nią głębiej z pomocą słusznego osądu i w sposób pełniejszy stosuje ją w życiu.

Fakt, że czasami wywód ten służył zwolennikom progresywizmu do podważania autorytetu kościelnego, nie oznacza, iż jest on fałszywy oraz że nie może być rozumiany, jak wiele innych dokonań Soboru Watykańskiego II, zgodnie z Tradycją. Należy zauważyć, że w dzisiejszych czasach doktryna sensus fidei została zbadana przez wielkich teologów szkoły rzymskiej: ojców Giovanniego Perrone i Matthiasa Josepha Scheebena (1836–1888) oraz kardynałów: Johannesa Baptiste Franzelina (1816–1886) i Louisa Billota (1846–1931). Kardynał Franzelin podkreśla zwłaszcza rolę Ducha Świętego w kształtowaniu oraz podtrzymywaniu conscientia fidei communis ludu chrześcijańskiego. Podobnie Melchior Cano ocenia sensus fidelium jako jeden z organów Tradycji, której stanowi wierne echo.


Zmysł wiary w czasach kryzysu
W niektórych przypadkach sensus fidei może prowadzić wiernych do odmowy akceptacji niektórych dokumentów kościelnych oraz do przyjęcia wobec najwyższych władz postawy sprzeciwu lub pozornego nieposłuszeństwa. Nieposłuszeństwo jest tylko pozorne, gdyż w przypadkach słusznego i legalnego oporu ma zastosowanie ewangeliczna zasada, zgodnie z którą trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi (Dz 5, 29). Legalne „nieposłuszeństwo” wobec polecenia, które samo w sobie jest niesprawiedliwe w zakresie wiary i moralności, może – w szczególnych przypadkach – prowadzić do otwartego i publicznego sprzeciwu wobec samego papieża.

Sensus fidei odgrywa decydującą rolę w chwilach kryzysowych – w momentach zaistnienia wyraźnej sprzeczności pomiędzy władzą zajmującą się nauczaniem a prawdami wiary, które winne być przez tę władzę przechowywane, chronione i przekazywane.

Sensus fidei prowadzi osobę wierzącą do odrzucenia wszelkiej wieloznaczności i aktów naruszania bądź fałszowania prawdy, odwołując się do niezmiennej Tradycji Kościoła, która nie tylko nie sprzeciwia się Magisterium, ale zawiera je w sobie.

Nauczanie aktualnie głoszone przez hierarchię kościelną jest nieomylne tylko przy zachowaniu określonych warunków. Fakt, że zwykłe Magisterium nie może stale nauczać prawd przeciwnych wierze, nie wyklucza możliwości, że to samo Magisterium może per accidens popełnić błąd w jakimś konkretnym akcie.
To stwierdzenie w żaden sposób nie oznacza, że prawda dogmatyczna musi stanowić wynik odczuć wiernego ludu i że nic nie może zostać zdefiniowane i określone bez wcześniejszego wysłuchania opinii Kościoła powszechnego, jakby Magisterium było jedynie podmiotem objawiającym wiarę ludu i quasi‑zależnym od tej wiary przy sprawowaniu pełnionej przez siebie funkcji. Oznacza to jednak – co trafnie zauważa ojciec García Extremeño – że Magisterium nie może nieomylnie proponować Kościołowi niczego, co nie byłoby zawarte w Tradycji, która stanowi regula fidei Kościoła. Kościół przechowuje i przekazuje Tradycję nie tylko poprzez Magisterium, ale przez wszystkich wiernych, poczynając od biskupów aż po ostatniego z wiernych świeckich – jak głosi słynna formuła świętego Augustyna przytoczona w Lumen gentium.

Nie jesteśmy nieomylni, papież jest nieomylny tylko w określonych warunkach, za to całkowicie nieomylna jest Boża zapowiedź: Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata (Mt 28, 20). I to właśnie stanowi źródło naszej niezachwianej ufności.

Roberto de Mattei – profesor historii nowożytnej na uniwersytecie Cassino, wykładowca historii chrześcijaństwa i Kościoła na Uniwersytecie Europejskim w Rzymie, prezes Fundacji Lepanto, redaktor naczelny miesięcznika „Radici Cristiane”. Kieruje agencją informacyjną Corrispondenza Romana.

Powyższy tekst ukazał się w 53. numerze magazynu „Polonia Christiana”

http://www.pch24.pl/nieza...la,49608,i.html
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 31 Mar 2008
Posty: 17751
Skąd: Polska
Wysłany: 28 Maj 2017, 09:28   Re: Kościół Katolicki [Cytuj]

Poczet papieży zapomnianych: Pius dobry na wszystko



Imię Pius znaczy po łacinie: „pobożny” lub „cnotliwy”. Papieże noszący to imię jakby stworzone dla biskupa Rzymu w większości przypadków godnie wypełniali swą misję kierowania Kościołem, począwszy od II, a na XX wieku skończywszy. Niektórzy z nich są świętymi, błogosławionymi lub czekają na wyniesienie do chwały ołtarzy.

Co ciekawe, między pierwszym a drugim Wikariuszem Chrystusowym noszącym to piękne imię, minęło aż XIII stuleci. Z kolei ostatni jak na razie Pius, już 13. tego imienia, to ostatni papież przed Soborem Watykańskim II.

Pius V. „Trydencki” papież z Różańcem przeciw islamizacji Europy

Ile wspaniałych dzieł może zainicjować lub wprowadzić w życie papież w trakcie zaledwie 6-letniego pontyfikatu? Pius V pokazał, że w tej materii nie ma ograniczeń, a odnowa moralna i organizacyjna Kościoła zależy od intencji i woli, a nie miesięcy. Co więcej, przeprowadzić może ją także papież nie wywodzący się ze społecznych elit.

XVI wiek nie był dla katolików łatwy. Kościół wszedł w stulecie renesansu pogrążony w kryzysie moralnym. Na Tronie Piotrowym zasiadały wtedy często osoby, najdelikatniej mówiąc, nieodpowiednie. Rewolucyjny wyłom dokonany przez Marcina Lutra tylko pogorszył sytuację. Skuteczną odpowiedzią na dramatyczną sytuację okazał się być Sobór Trydencki, którego założenia wcielał w życie właśnie święty papież Pius V.

Papież wybrany między innymi za sprawą św. Karola Boromeusza wprowadzał rozwiązania zakończonego 3 lata wcześniej soboru z ogromną pobożnością i stanowczością. Surowo sprzeciwiał się politycznym lub rodzinnym nominacjom na istotne urzędy w Kościele. Zamiast tego lansował ludzi niezwykłej pobożności i właśnie takimi osobami obsadził Kolegium Kardynałów. Otaczając się gorąco wierzącymi katolikami zreformował Kurię Rzymską. Zerwał ponadto z gorszącą praktyką przebywania biskupów poza diecezjami, a proboszczów poza parafiami. Co więcej, nakazał ordynariuszom wizytowanie parafii, zaś do wszystkich krajów katolickich udali się z Rzymu wizytatorzy apostolscy pilnujący wprowadzania w życie reform soborowych.

Papież-dominikanin nie tylko – jak mówili współcześni – chciał zamienić Rzym w klasztor, ale także uznał za doktorów Kościoła kolejne osoby, w tym swojego zakonnego współbrata św. Tomasza z Akwinu, którego myśl i naukę zalecił włączyć do programów seminaryjnych. Zarządził ponadto wydanie drukiem wszystkich dzieł Doktora Anielskiego oraz zainicjował powstanie i ogłoszenie Katechizmu Rzymskiego. To w nim zawarto wykład wiary, zgodnie z którym nauczano w parafiach. Pius V zreformował także Brewiarz, a bullą Quo primum papież promulgował Mszał, dzięki któremu tzw. „Msza trydencka” ujednoliciła liturgię w świecie katolickim.

Pius V to jednak nie tylko papież zasłużony potrydencką reformą Kościoła. Za jego pontyfikatu i z jego inicjatywy świat katolicki odniósł ogromne zwycięstwo nad turecką flotą w słynnej bitwie pod Lepanto. W ten sposób od Europy odsunięto zagrożenie islamskiej dominacji. Jeszcze przed wydarzeniami z października roku 1571, świadom zbliżającej się walki, rozpoczął papież żarliwe odmawianie Różańca Świętego w intencji powstrzymania muzułmańskiej nawałnicy. Tryumf katolików Pius V przypisał wstawiennictwu Najświętszej Marii Pannie i ustanowił Jej święto w dniu, w którym rozegrała się bitwa.

Był zresztą święty Pius V wielkim propagatorem modlitwy Różańcowej. To właśnie on specjalnym dokumentem nadał jej formę znaną do dziś.

Z kolei surowość w zwalczaniu błędów protestantyzmu, czego przykładem była chociażby ekskomunika dla angielskiej królowej Elżbiety I, nie oznaczała bezwarunkowego poparcia na przykład dla hiszpańskiej inkwizycji. Papież występował przeciw niej, gdyż – jak uważał – realizowała ona w owym czasie interesy króla Filipa II, a nie służyła obronie wiary.

Papież ostro walczył także z bandytyzmem i prostytucją w Państwie Kościelnym oraz dążył do wyplenienia cudzołóstwa wśród kapłanów. Jednak stanowczość w plenieniu moralnych wad wśród ludzi Kościoła łączyła się u Piusa V z miłosierdziem dla ubogich – papież regularnie przyjmował od ludu skargi na papieskich urzędów i wyroki sądów.

Gdy umierał w roku 1572, ubrany był w dominikański habit. To właśnie od Piusa V rozpoczęło się praktykowane do dziś noszenie przez papieży białego stroju.

Pius IX. Nieomylny więzień Watykanu

Jan Maria Mastai Ferretti urodził się w czasach napoleońskich, a więc w okresie trudnym dla katolicyzmu i Państwa Kościelnego. W trakcie jego pontyfikatu sytuacja nie tylko nie uległa poprawie, ale i drastycznie się pogorszyła. Mimo tego zdołał Pius IX uratować autorytet papiestwa, stanowczo potępić rozpowszechniające się w XIX wieku błędne ideologie i herezje oraz ogłosić dogmaty umacniające Kościół.

A przecież mógł w ogóle nie zostać księdzem! Wszystko za sprawą epilepsji zamykającej mu drogę do kapłaństwa. Jednak papież Pius VII wydał dla młodego Włocha specjalną dyspensę. Po święceniach objawy choroby już nigdy nie powróciły. Uzdrowienie przypisuje się Matce Bożej Loretańskiej, zaś Pius IX, gdy został biskupem Rzymu, przyjął swoje imię jako wyraz wdzięczności dla papieża, który pozwolił mu zostać kapłanem.

Podczas konklawe po śmierci Grzegorza XVI nie był kardynał Mastai Forretti, wbrew późniejszym opiniom, uznawany za konserwatystę. Widziano w nim raczej liberała, jednak błogosławiony papież zawiódł pokładane w nim nadzieje postępowców. I co więcej – kierował Kościołem przez 32 lata! Był to najdłuższy pontyfikat po świętym Piotrze.

Jednocześnie czasy błogosławionego Piusa IX to okres rozwoju włoskiego ruchu narodowego oraz wzmożonej aktywności rewolucyjnej w całej Europie. Zawierucha nie omijała również Wiecznego Miasta i Państwa Kościelnego. Biskup Rzymu mierzył się także z takimi wyzwaniami epoki.

W miesiąc po wyborze papież ogłosił amnestię dla więźniów politycznych w Państwie Kościelnym, dzięki czemu wydarzenia Wiosny Ludów w Rzymie nie miały charakteru antyklerykalnego. Jednak łagodność papieża nie zatrzymała rewolucji. Już w dwa lata po wyborze na Stolicę Piotrową musiał Pius IX w przebraniu uciekać z Rzymu, gdyż mimo wprowadzenia pewnych reform ustrojowych w Państwie Kościelnym, nominowany przez niego liberalny premier Pellegrino Rossi został zamordowany. W Mieście proklamowano Republikę Rzymską, wyrosłą na fali ogólnoeuropejskiej Wiosny Ludów. Państewko upadło po francuskiej interwencji restytuującej władzę papieża, a po tym wydarzeniu Pius IX zrezygnował z liberalizacji systemu politycznego w Państwie Kościelnym i bieżące zarządzanie przekazał konserwatywnemu kardynałowi Giacomo Antonellemu, samemu starając się wypełniać obowiązki pasterza całego Kościoła. Dokonał tego m.in. poprzez ogłoszenie dogmatu o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryi Panny w roku 1854.

Kierowanie Kościołem utrudniały jednak wydarzenia związane z procesem jednoczenia Italii. W roku 1860 większość terenów Państwa Kościelnego zajęło Zjednoczone Królestwo Włoch. Papież odrzucił ofertę zachowania suwerenności w Rzymie w zamian za rezygnację z reszty terytoriów, gdyż uważał, że uderzy to w autorytet Kościoła. Taki stan przetrwał przez dekadę, gdyż w Mieście stacjonował francuski garnizon strzegący jego niepodległości.

Do tego czasu błogosławiony Pius IX zdążył m.in. wydać w roku 1864 encyklikę Quanta cura. Potępił w niej błędy nowoczesności: socjalizm, racjonalizm, panteizm, naturalizm, indyferentyzm, wolność prasy, równość religii wobec prawa oraz tzw. „wolność sumienia”. Do najwyższego rangą dokumentu papieskiego dołączono Syllabus Errorum. Wykazano w nim 80 błędów epoki, w tym socjalizm, komunizm, wolnomularstwo, polityczny liberalizm oraz odrzucanie władzy papieża.

W końcu w roku 1869 papież zwołał Sobór Watykański I. Miał on na celu wyrażenie sprzeciwu wobec ideologii racjonalizmu i jego konsekwencji. Atmosfera polityczna w Europie była jednak napięta, gdyż spodziewano się wojny francusko-pruskiej. Ojcowie soboru dobrze wykorzystali jednak dany im czas i przejęli konstytucję Pastor aeternus zawierającą dogmat o papieskiej nieomylności w sprawach wiary. Ustanowienie dogmatu wyraźne umocniło słabnący, z racji utraty siły politycznej, autorytet papieża i pojawiło się w idealnym momencie.

Mimo tak wielkich owoców, sobór nie został w spokoju zakończony. Papież zawiesił go z powodu włoskiej agresji, bowiem to właśnie w roku 1870, pozostawiony bez francuskiej opieki Rzym został zajęty przez wojska Zjednoczonego Królestwa Włoch. Od tego momentu nie godząc się z takim biegiem wypadków Pius IX ogłosił się więźniem Watykanu.

Pontyfikat, chociaż mocno związany ze sprawami włoskimi, obfitował w działalność apostolską na całym świecie. Za czasów Piusa IX powstały dziesiątki nowych diecezji, w tym w Ameryce Południowej. Papież zawierał też wiele konkordatów oraz zajmował stanowisko w sprawie polskiej. Radykalnie wzrosła też wtedy liczba kardynałów spoza Italii.

Papież jako ultramontanin zwalczał antykatolicki i antypolski Kulturkampf pruskiego kanclerza Ottona von Bismarcka oraz krytykował carat za prześladowanie Polaków. Mimo iż potępił sam wybuch powstania styczniowego, jako przedsięwzięcie rewolucyjne, zabiegał u Francuzów i Austriaków o udzielenie pomocy naszym walczącym rodakom. Również beatyfikacja Andrzeja Boboli oraz kanonizacja Jozafata Kuncewicza były Petersburgowi nie na rękę. Przyjmując pewnego razu polską pielgrzymkę papież zachęcać miał do wytrwałej modlitwy w intencji powrotu Królestwa Polskiego.

c.d.n.

Michał Wałach

http://polskie-forum.pl/p...te&f=4&p=134917
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 31 Mar 2008
Posty: 17751
Skąd: Polska
Wysłany: 17 Listopad 2017, 08:26   Re: Kościół Katolicki [Cytuj]

Historia upominania papieży przez wiernych



Wbrew niebezpiecznym mitom, Kościół dopuszcza teoretyczną możliwość popełnienia przez biskupa Rzymu ludzkich błędów. W historii Kościoła to się zdarzało, a wierni jako swój obowiązek pojmowali upomnienie papieża. Wielu z upominających zostało później świętymi. Tak jak niektórzy upominani, którzy pokornie przyjęli słuszne uwagi braci w Chrystusie.

Zdarzało się w dziejach, że słowa lub zachowania papieża, czy to poprzez ich treść czy formę (np. brak precyzji, zbytnią ogólność wyrażonej myśli) mogły wprowadzać zamęt wśród wiernych. Jeśli były to wypowiedzi publiczne, wtedy też – ze względu na dobro Kościoła – wierni podejmowali interwencje. Czynili tak również święci, których uwagi wobec postawy biskupa Rzymu nie tylko nie zamknęły im drogi na Ołtarze, ale niekiedy były nawet argumentami za beatyfikacją.

Święty Piotr, żydzi, poganie i napomnienie świętego Pawła

Pierwszy przykład takiej sytuacji został opisany już w Piśmie Świętym. Wczesne lata istnienia Kościoła, jeszcze za życia bezpośrednich uczniów Pana Jezusa, charakteryzował spór dotyczący obowiązku wypełniania żydowskiego Prawa przez chrześcijan. Nawróceni żydzi uważali, że poganie włączani do Kościoła powinni przestrzegać zasad starego Zakonu. Z kolei dawni poganie (np. z Antiochii), wspierani w swoich racjach m. in. przez świętego Pawła z Tarsu, mieli przeciwne zdanie. Sobór apostolski zebrany w Jerozolimie rozstrzygnął sprawę przyznając rację nawróconym nie-żydom.

Przebywający później w Antiochii święty Piotr traktował nawróconych pogan zgodnie z postanowieniami soboru, jednak po przybyciu do gminy byłych żydów zmienił zachowanie. Z tego też powodu Apostoł Narodów publicznie upomniał pierwszego papieża, bowiem – zdaniem świętego Pawła – niejednoznaczna postawa świętego Piotra wprowadzała wśród wiernych zamęt! Apostoł z Tarsu tak opisuje tę historię w Liście do Galatów:

„Gdy następnie Kefas przybył do Antiochii, otwarcie mu się sprzeciwiłem, bo na to zasłużył. Zanim jeszcze nadeszli niektórzy z otoczenia Jakuba, brał udział w posiłkach z tymi, którzy pochodzili z pogaństwa. Kiedy jednak oni się zjawili, począł się usuwać i trzymać się z dala, bojąc się tych, którzy pochodzili z obrzezania. To jego nieszczere postępowanie podjęli też inni pochodzenia żydowskiego, tak że wciągnięto w to udawanie nawet Barnabę. Gdy więc spostrzegłem, że nie idą słuszną drogą, zgodną z prawdą Ewangelii, powiedziałem Kefasowi wobec wszystkich: Jeżeli ty, choć jesteś Żydem, żyjesz według obyczajów przyjętych wśród pogan, a nie wśród Żydów, jak możesz zmuszać pogan do przyjmowania zwyczajów żydowskich?”. (Ga 2, 11-14).

Tak więc jeden wielki święty upomniał innego wielkiego świętego, gdy dostrzegł, że jego zachowanie nie było – przez brak konsekwencji – wzorcowe. Nie zrodziło to jednak wzajemnych zarzutów dotyczących schizmy, herezji czy niewierności wobec papieża. Piotr był człowiekiem pokornym i mimo szczególnej misji powierzonej mu osobiście przez Chrystusa, przyjął i zastosował się do uwag Pawła. Dzięki temu ludzie przyjmowani do ówczesnego Kościoła nie musieli (i wciąż nie muszą) poddawać się np. obrzezaniu.

Liberiusz, arianie i święty Atanazy

Upomnienia zdarzały się i później. Wartym wspomnienia jest przypadek zagubionego papieża Liberiusza, którego pontyfikat przypadł na okres rozprzestrzeniania się herezji ariańskiej. Biskup Rzymu nie sprzyjał herezji i – co więcej – opierał się błądzącemu cesarzowi, który wymagał od następcy świętego Piotra tylko potępienia stanowczo walczącego z arianizmem Atanazego Aleksandryjskiego (dziś świętego). Potępienie takie byłoby jednak równoznaczne z poparciem antytrynitarskich błędów. Gdy jednak papież został wygnany z Rzymu, a w azjatyckiej niewoli spotkał się z długotrwałymi prześladowaniami, jego opór zmalał i w końcu doszło do ekskomunikowania Atanazego.

Później Liberiusz podpisał formułę wiary niezawierającą słowa homoousios. To bardzo istotne, gdyż oznaczało, iż według papieża Chrystus, Syn Boży, nie jest współistotny Ojcu. Formuła niezawierająca słowa homoousios sama w sobie nie była heretycka, ale pozbawienie jej niezwykle precyzyjnego określenia (a więc de facto rozmycie jej) było korzystne dla heretyków i ariańskiego cesarza. Ten, dopóki żył, domagał się od Liberiusza – który po podpisaniu formuły mógł już powrócić do Rzymu – milczenia. Odwagi nabrał dopiero po śmierci władcy, jednak okres chwilowej słabości osłabił autorytet papiestwa. Ostatecznie w całym Kościele zwyciężyły racje Atanazego, dziś czczonego jako wielki święty i Doktor Kościoła. To on miał wtedy rację, a nie ówczesny papież.

Honoriusz, monoteletyzm i konsekwentne potępianie

W VII wieku zaistniał w Kościele chrystologiczny spór między patriarchą Jerozolimy Sofroniuszem (dziś świętym), a patriarchą Konstantynopola Sergiuszem. Ten drugi, chcąc dokonać pojednania ze zwolennikami monofizytyzmu (heretyckiego poglądu o wchłonięciu ludzkiej natury Jezusa Chrystusa przez naturę Boską) stworzył równie heretyckie rozwiązanie „kompromisowe” – monoteletyzm. Z przyczyn politycznych wspierał go w tym cesarz Herakliusz, pragnący za wszelką cenę pokoju wśród chrześcijan. Błędom monoteletyzmu (zakładającego, że Chrystus ma dwie natury, ale jedną wolę – co wyklucza wiarę w znanej nam formie, zgodnie z którą Pan Jezus jest i prawdziwym Bogiem i prawdziwym człowiekiem) sprzeciwił się właśnie Sofroniusz.

W tym czasie papieżem był Honoriusz. Nie wspierał on herezji, ale odpisując na list konstantynopolitańskiego patriarchy nie przyjrzał się zagadnieniu wystarczająco dokładnie, zaś odpowiedzi brakowało precyzji, na czym skorzystali wyznawcy błędnej nauki.

Zaskoczony takim rozwojem sytuacji patriarcha Sofroniusz wysłał swoich przedstawicieli do biskupa Rzymu, by pouczyli papieża. Ten jednak nie wsłuchał się w głos ludzi znających z własnego doświadczenia problemy Wschodu i wysłał do heretyka Sergiusza kolejny, równie niejednoznaczny list, przyczyniając się w ten sposób w rozwoju błędów.

Honoriusz zmarł w roku 638. 11 lat później, za pontyfikatu jednego z jego następców – Marcina I – odbył się w Rzymie synod (zwołany jeszcze przez poprzednika Marcina) poświęcony potępieniu monoteletyzmu i patriarchy Sergiusza. Postawę samego Honoriusza jednak grzecznościowo przemilczano. Oburzony owym synodem cesarz wpadł we wściekłość i wysłał do Rzymu armię, która dostarczyła do Konstantynopolu papieża. Nie ugiął się on jednak przed przemocą, nie wyparł się poprawnej wiary i zmarł na Krymie.

Dopiero po kilkunastu latach, gdy w stolicy Imperium władzę objął katolik, zwołano III Sobór Konstantynopolitański, który ostatecznie potępił monoteletyzm i papieża Honoriusza, nazwanego wprost heretykiem. Papież Leon II odstąpił od tej formy mówiąc, że jego poprzednik nie był heretykiem, ale był winny szerzenia herezji, i dlatego należy go potępić. Od tego momentu Kościół zaczął przywiązywać wielką wagę do precyzyjnego formułowania doktryny, by poprzez brak jednoznaczności nie wspierać żadnych błędów.

Błądzący Jan, stanowczy król i ortodoksyjny Benedykt

Błędną doktrynę dotyczącą losów dusz po śmierci głosił z kolei papież Jan XXII. Uważał on, niezgodnie z nauką katolicką, że dusze po śmierci nie mogą oglądać Pana Boga w wizji uszczęśliwiającej (twarzą w twarz). Jego zdaniem ta łaska zostanie udostępniona zbawionym dopiero po sądzie ostatecznym.

Papież za swoje błędne poglądy był powszechnie krytykowany, a król Francji Filip VI miał nawet zadeklarować (w obliczu prób narzucenia herezji Wydziałowi Teologicznemu na Sorbonie), że jeśli Jan XXII przybędzie do Paryża to… zostanie spalony na stosie jako heretyk! Spośród duchowieństwa wyraźny opór wobec tez biskupa Rzymu prezentował cysters Jacques Fournier. Ostatecznie biskup Rzymu na łożu śmierci wyrzekł się przed wezwanymi kardynałami swoich błędów i wyraził skruchę. Przyznał też, że pogląd prezentował jako teolog, a nie jako papież.

Jego następcą został wspomniany wyżej cysters, który przeszedł do historii jako Benedykt XII. Jedną z decyzji papieża było ogłoszenie ex cathedra dogmatu o duszach, które umierając w świętości bez oczekiwania na sąd ostateczny dostępują wizji uszczęśliwiającej. W ten sposób oficjalnie Kościół potępił błędną koncepcję głoszoną przez… jednego z poprzednich papieży.

Miłość do Kościoła nie oznacza milczenia wobec błędów

Mimo, że w Kościele nie ma możliwości osądzenia urzędującego papieża, to na wiernych, zarówno świeckich jak i hierarchach, spoczywa obowiązek dbania o czystość nauczania. To jedno z głównych zadań biskupów, gdyż każdy z nich powinien być nauczycielem wiary i w ten sposób wyraźnie świadczyć o jedności w Kościele.

Interwencja konieczna jest zawsze w sytuacji gdy biskup Rzymu naucza tez niezgodnych z Prawdami Wiary, bądź – poprzez posługiwanie się nieprecyzyjnym językiem i niejednoznacznymi gestami – może przyczyniać się do zamętu lub rozprzestrzeniania się fałszywych doktryn. Papieży pouczali w historii nawet święci, czyli ludzie, którym nie sposób zarzucić podejmowania działań o charakterze schizmatyckim lub motywowanej pychą niewierności wobec Wikariusza Chrystusowego.

Człowiek może popełnić błąd. Kościół jednak nie może sobie na to pozwolić.

Michał Wałach
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 31 Mar 2008
Posty: 17751
Skąd: Polska
Wysłany: 8 Maj 2018, 09:07   Re: Kościół Katolicki [Cytuj]

Czy szalejący w Kościele pożar należy gasić benzyną?



Kościół kroczy dziś drogą decentralizacji – od dekad wszak życzyli sobie tego progresywni hierarchowie, a kilka lat temu ich racje uznał papież Franciszek. Co ciekawe, ów z gruntu modernistyczny postulat, upodabniający katolików do protestantów, chętnie przyjmują również niektórzy konserwatyści.

Decentralizacja Kościoła – cóż to takiego? W charakterystycznym dla siebie stylu wyjaśnia to Ojciec Święty na kartach swego programowego dokumentu – adhortacji Evangelii gaudium. Istnieje bardzo wiele tematów związanych z ewangelizacją współczesnego świata, które można by tu rozwinąć. Zrezygnowałem jednak ze szczegółowego omówienia tych licznych kwestii (…) Nie uważam także, że należy oczekiwać od papieskiego nauczania definitywnego lub wyczerpującego słowa na temat wszystkich spraw dotyczących Kościoła i świata. Nie jest rzeczą stosowną, żeby Papież zastępował lokalne Episkopaty w rozeznaniu wszystkich problemów wyłaniających się na ich terytoriach. W tym sensie dostrzegam potrzebę przyjęcia zbawiennej „decentralizacji”.

Decentralizacja stanowi zatem ideę podobną do protestanckiego pojmowania wspólnoty wiary – owszem, jesteśmy jedną rodziną, bo wierzymy w tego samego Boga, ale powszechność Kościoła (którą wyznajemy w Credo) odrzucamy. Oto bowiem krajowe konferencje episkopatów mają decydować o kształcie nauczania w lokalnych Kościołach. Tego oczywiście papież nie napisał, ale proces zmierzający ku temu obserwujemy już od kilku dekad, ze szczególnym uwzględnieniem ostatnich lat, kiedy sprawy zdecydowanie przyspieszyły. Już dziś bowiem – według wielu duchownych – to, co jest grzechem w Krakowie, nie jest nim w Buenos Aires, a wiara w świętość sakramentu spowiedzi, konieczna do zbawienia na przykład w Mediolanie, w Monachium, dajmy na to, wydaje się niezbyt potrzebna.

Czy nie wygląda to na zanegowanie jednego z najważniejszych przymiotów Kościoła – wspomnianej już powszechności? A przecież wynika ona wprost ze słów Chrystusa wypowiedzianych do Apostołów: Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem (Mt 28, 19–20).

Decentralizacja dla ratowania wiary?
Debata na ten temat w Polsce niemal nie istnieje – to znaczy mamy do czynienia z agresywną promocją idei decentralizacji w liberalnych periodykach „katolickich”, których tezy nagłaśniają również ateistyczne media. Po „prawej stronie” publikacji na ten temat nie widać, choć komentarze w mediach społecznościowych coraz częściej ukazują – i to wśród katolickich konserwatystów – pokusę przyjęcia decentralizacji jako metodę walki z… modernizmem!

Taką myśl promuje również chociażby, nieukrywający swych umiarkowanie konserwatywnych poglądów, ksiądz profesor Andrzej Kobyliński, i to nie na portalach społecznościowych, a w świeckich pismach prawicowych i telewizjach (bo katolickie tygodniki także i tym tematem się nie zajmują).
Jego rozumowanie można skrótowo przedstawić w sposób następujący: skoro od wielu dziesięcioleci Kościół Zachodu zinfiltrowany przez progresistów dryfuje ku całkowitej rezygnacji z nauki katolickiej, to… niech sobie robi, co chce, ale my, Słowianie (wciąż jeszcze dość konserwatywnie pojmujący zasady wiary i moralności), w naszych krajach mamy trwać przy świętej wierze i nie przejmować się innymi.

Dlatego właśnie – zdaniem promotorów tego pomysłu – należy poprzeć plan decentralizacji Kościoła. Skoro bowiem na Zachodzie jest źle, a u nas jeszcze nie aż tak źle, to może warto ruszyć z prądem decentralizacji, by ratować wszystko, co jeszcze katolickie w naszym polskim Kościele zostało? Odciąć się od zachodnich biskupów i budować wspólnotę konserwatywnych Słowian. Skoro progresywizm dotarł do szczytów Kościoła i święci dziś triumfy, to można przy tej okazji samemu „zdecentralizować się” od sprogresywizowanego Rzymu.

Pachnie schizmą! – zakrzyknie oburzony czytelnik. Ależ skąd! – odpowiedzą promotorzy decentralizacji – będziemy przecież trwać przy wierze katolickiej, w wierności papieżowi. Z tą jedną uwagą, że ów abstrakcyjny dziś jeszcze papież zdecentralizowanego Kościoła będzie kimś w rodzaju brytyjskiej królowej – bez prawa do wypowiadania się w imieniu Chrystusa, a już z pewnością nie w imieniu całego Kościoła.

Kroczyć drogą protestantów?
W jednym ze swych artykułów wspomniany ksiądz profesor Kobyliński zauważa, że w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XX wieku Kościoły lokalne stawały się coraz bardziej autonomiczne. To doprowadziło do ukształtowania się wielu modeli katolicyzmu, które dziś nie wydają się księdzu możliwe do pogodzenia.

Nie ma w katolicyzmie słowiańskim odpowiedniej siły moralnej i filozoficznej, która byłaby atrakcyjna dla mieszkańców Australii, Hiszpanii czy Francji. Nie przekonamy katolików mieszkających w tych krajach, żeby powrócili do tradycyjnego rozumienia spowiedzi i innych sakramentów. Jesteśmy bezradni wobec propozycji niektórych biskupów Belgii czy Niemiec, aby błogosławić związki homoseksualne. Nie zmienimy pozytywnego podejścia do komunizmu i marksizmu wielu milionów katolików we Włoszech, w Wenezueli czy Brazylii. Możemy natomiast obronić naszą regionalną specyfikę.

Trudno się oprzeć wrażeniu, że myślenie to, choć niewątpliwie powodowane zacnymi pobudkami, stanowi rodzaj walki z protestantyzacją Kościoła poprzez jego… protestantyzację. O ile przecież kryzys Kościoła polega właśnie na upodabnianiu się wspólnoty katolickiej do wspólnot protestanckich, o tyle decentralizacja Mistycznego Ciała Chrystusa stanowiłaby tego procesu ukoronowanie. Czyż bowiem mamy przyznać, że nic nas nie obchodzą dusze katolików w krajach niesłowiańskich? Że nie interesuje nas, jak będzie wyglądał Kościół jutra, byle tylko „nasza chata stała z kraja”, byle tylko nikt nam się nie wtrącał? Że przyszłość papiestwa nie wpłynie w żaden sposób na przyszłość Kościoła w Polsce? Że w końcu będziemy sobie wygodnie siedzieć pod rzekomo konserwatywnym kloszem naszego regionu, że obronimy jego specyfikę i machniemy ręką na innych, bo nie mamy im nic atrakcyjnego do zaoferowania? Czy na tym ma polegać rola Kościoła Chrystusowego, od wieków wszak pragnącego przyprowadzić do Zbawiciela jak najwięcej dusz? Czyż nie jest to swego rodzaju dezercja?

To tylko mądrość etapu
Zgoda na decentralizację Kościoła to oznaka braku wiary w możliwość jego odnowy, co – przyznajmy – po ludzku rzeczywiście może wydawać się dziś niemożliwe. Drogą, którą powinniśmy pójść, nie jest bowiem decentralizacja, a przeciwnie – powrót do prawdziwie katolickiej centralizacji – do wielkiego i aktywnego papiestwa i szerzej: duchowieństwa, które znów zechce odnowić wszystko w Chrystusie.
Wcześniej jednak warto zwrócić uwagę na co najmniej dwie sprawy, które mogą dowodzić, że spoglądanie z nadzieją na modernistyczne pomysły okazuje się całkowitą ułudą.

Po pierwsze, nie wolno ulegać przekonaniu, że progresiści żyją głównie ideą decentralizacji i to ona jest dla nich najważniejsza. Nic bardziej mylnego – moderniści znacznie bardziej pragną modernizmu w każdej parafii na świecie, niż zachwycają się intelektualnym modelem zdecentralizowanej Łodzi Piotrowej. Proces decentralizacji stanowi wszak jedynie narzędzie głoszenia niekatolickich nauk – wszystkim!

Dobitnie dowodzi tego stosunek promotorów decentralizacji do przeciwników tej koncepcji – ci pierwsi są dziś wyżej w hierarchii, więc… donoszą na tych drugich lub nawet wyrzucają ich z pracy! Każdego bowiem (również krajowe episkopaty), kto nie chce brać udziału we wprowadzaniu w życie modernistycznych założeń, zdecydowanie pospieszają (lub karzą) watykańscy decydenci (piszemy o tym obszernie na PCh24.pl). Decentralizacja nie jest więc celem samym w sobie, ale metodą mającą pokazać, że skoro wpływowe peryferia tego chcą, centrum nie będzie stawiało przeszkód. A przecież centrum zawsze było opoką przeciw herezjom!

Po drugie – skąd pomysł, by rząd nad duszami katolików sprawowali nie poszczególni biskupi miejsc, ale całe konferencje episkopatów? Czy biskup Zielonej Góry wie więcej o życiu i religijnych potrzebach katolików z Przemyśla niż na przykład biskup Lwowa?

Raz uruchomionej machiny decentralizacji nie da się zatrzymać. Dlaczego bowiem poszczególne parafie miałyby nie „zdecentralizować się” od diecezji, i to zarówno od nauki głoszonej przez biskupa, jak i od jego decyzji administracyjnych? Czy wierni nie mogliby „zdecentralizować się” od swych proboszczów? Byłby to wszak ostateczny triumf idei decentralizacji Kościoła.

Owszem. Ale to już z pewnością nie będzie nasz dom, Kościół Chrystusowy – zbudowany na Skale Piotrowej. To będzie dom zbudowany na piasku – spadnie deszcz, wzbiorą potoki, zerwą się wichry i rzucą się na ten dom. I runie. A upadek jego będzie wielki (por. Mt 7, 24–27).

Krystian Kratiuk

http://www.pch24.pl/czy-s...,60048,pch.html
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 31 Mar 2008
Posty: 17751
Skąd: Polska
Wysłany: 7 Wrzesień 2018, 07:40   Re: Kościół Katolicki [Cytuj]

Podano szokujące kulisy odsunięcia papieża Benedykta XVI



Konsekwencje publikacji maili wykradzionych szefowi sztabu wyborczego Hillary Clinton, Johnowi Podesta, są znaczące. Wśród wielu szokujących informacji, które zostały ujawnione przez portal Wikileaks, zwrócono ostatnio uwagę na to co pisał na temat planowanej zmiany papieża w Watykanie na bardziej lewicowego. Najwyraźniej operacja ta się powiodła.

We wspomnianych emailach pojawiły się i takie z których wynikało, że planowano przeprowadzenie czegoś co nazwano „katolicką wiosną”. Było to sformułowanie będące parafrazą „arabskiej wiosny”, czyli serii rewolucji na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej wywołanych między innymi przez amerykańskie służby. O ich zaangażowaniu pisze Podesta w maila do aktualnej wtedy Sekretarz Stanu, Hillary Clinton.

W mailach z 2012 roku można przeczytać, że dyskutowano o konieczności dokonania rewolucyjnych zmian w Kościele Katolickim, który miałby się stać bardziej lewicowy niż podczas konserwatywnego pontyfikatu Benedykta XVI. W rok po wymianie tej korespondencji papież abdykował, co było wydarzeniem bez precedensu w historii ostatnich kilkuset lat. Aby tego dokonać prawdopodobnie posunięto się do szantażu.

Z informacji ujawnionych wcześniej przez Edwarda Snowdena wynikało, że amerykańskie służy inwigilowały Watykan. Podsłuchiwano podobno samego papieża Benedykta XVI i jego rozmowy telefoniczne. W rezultacie zebrano wiele informacji, które mogły zostać wykorzystane w trakcie przyszłego konklawe, trzeba było tylko wywołać potrzebę jego przeprowadzenia.

Padają sugestie, że do abdykacji papieża Benedykta XVI przekonano blokując międzynarodowe transakcje Banku Watykańskiego. Rzeczywiście na kilka dni przed ogłoszeniem swojej szokującej decyzji, bank zablokowano sugerując, że był zaangażowany w pranie brudnych pieniędzy. Jednak po abdykacji blokada natychmiast zniknęła, tak jakby problem się skończył wraz z odejściem papieża, albo tak jakby to było celem całej operacji.

Amerykańscy katolicy wystosowali do prezydenta Donalda Trumpa oficjalny list z prośbą o wyjaśnienie tego skandalu. Poprosili o zbadanie czy Departament Stanu i jakiekolwiek amerykańskie służby brały udział w skłonieniu papieża Benedykta XVI do ustąpienia. Przedstawiają oni opisaną powyżej sekwencję zdarzeń, które ich zdaniem dowodzą, że w Watykanie doszło do puczu na skutek nacisków zewnętrznych.

Autorzy listu otwartego do Trumpa pytają też o relacje CIA z grupą kardynałów sprzeciwiającej się tradycyjnemu pontyfikatowi Benedykta XVI. Padają nazwiska kojarzonego z pedofilami i homoseksualistami Kardynała Godfrieda Dannelsa z Belgii, który jest uważany za jednego z wiodących orędowników lewicowych zmian w kościele. W jego jak to sam określał „grupie podobnej do mafii” znajdował się również Kardynał Jorge Bergoglio, który potem został wybrany na rzekomego papieża i przyjął imię Franciszek.

Od tego czasu rzeczywiście rozpoczęło się lewicowe szaleństwo, którego konsekwencja może być niestety wielka schizma w Kościele Katolickim. Podział jakiego nie było od średniowiecza wisi w powietrzu, od dłuższego czasu, a Franciszek wciąż szokuje swoimi internacjonalistycznymi twierdzeniami i uwielbieniem dla komunizmu w wydaniu teologii wyzwolenia.

Dla wielu chrześcijan to co robi tak zwany papież Franciszek, jest nie do przyjęcia, dlatego zgodnie z tradycją zaczyna być on nazywany antypapieżem, bo w tych kręgach za papieża uważa się wciąż żyjącego, Benedykta XVI. Dla kościoła nie ma z tej sytuacji dobrego wyjścia, można albo podążać w kierunku lewackiego postępu zaimplementowanego przez Jorge Bergoglio, albo pozostać w cieniu i liczyć na to, że ten jezuita, który może być uzurpatorem, nie narobi nieodwracalnych szkód.

Źródło: zmianynaziemi.pl

https://eorzelpolski.wordpress.com/2018/09/05/podano-szokujace-kulisy-odsuniecia-papieza-benedykta-xvi/
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 31 Mar 2008
Posty: 17751
Skąd: Polska
Wysłany: 23 Listopad 2018, 09:16   Re: Kościół Katolicki [Cytuj]

Antychryst Bergoglio niszczy Kościół Chrystusowy już dosłownie na naszych oczach!


Przemilczana rewolucja. Co czeka żeńskie zakony kontemplacyjne?



Ogłoszone w ostatnich latach przez Watykan dokumenty dotyczące żeńskich zakonów kontemplacyjnych są niemal nieobecne w polskich mediach. Ba, do tej pory nie ukazało się nawet ich tłumaczenie na język polski! Tymczasem za granicą nowe przepisy budzą poważne kontrowersje.

Rok 2025. Czyste górskie powietrze, a dokoła iglaste drzewa. Od czasu do czasu przebiega sarna lub żbik. Zasapana wspinasz się na szczyt góry, gdzie znajduje się klasztor kontemplacyjny. Wybrałaś się tam pieszo, gdyż miejsce jest trudno dostępne. Skwar Ci jednak niestraszny. Cel bowiem wart jest poświęceń. W klasztorze, do którego zmierzasz, zawsze znajdywałaś wytchnienie. Wszak czułaś się w nim bliżej nieba. Nie nawiedzałaś go często, gdyż wiesz, że gości za klauzurę nie przyjmuje się często. Na szczęście jednak dom zakonny, do którego wędrujesz, pozwalał na to. Pobyt w nim zawsze pozwalał zaczerpnąć sił przed kolejnym powrotem do świata.

Dochodzisz do furty ciężko dysząc, jednak nie widzisz siostry „na straży”. Dzwonisz, czekasz minutę, kwadrans, niemal pół godziny. Następnie wchodzisz do środka na własną rękę i szukasz żywej duszy. Liczysz na spotkanie choćby owej starszawej zakonnicy, z którą rozmawiałaś podczas pobytu przed kilkoma laty i która dała ci tyle mądrych rad. Drzwi do budynku są jednak zamknięte. Idziesz zatem po parku, gdzie znajdował się teren do rekreacji. Pustka. Cisza. Nie ma nikogo.

Wtem z nieba skapuje deszcz. Zrywa się także porywisty wiatr i hula coraz mocniej. Ty zaś wychodzisz z opustoszałego terenu klasztornego i udajesz się w drogę powrotną. Smutny jest ten powrót do świata, o konieczności służby któremu tyle się mówi w dzisiejszym Kościele. Jak sprostasz tylu wyzwaniom bez nabrania duchowej siły? Nasz Pan mówił „odpocznijcie nieco” – myślisz gorzko – jednak gdzie jednak to uczynić w naszych czasach?

Ta wizja obumierania żeńskich klasztorów kontemplacyjnych może wkrótce się spełnić. Tak w każdym razie twierdzą niektórzy komentatorzy analizujący skutki wydanych niedawno przez Watykan dokumentów poświęconych tymże klasztorom. Amerykańska publicystka Hilary White nie przebiera w słowach. Papieska konstytucja o zakonach kontemplacyjnych to najbardziej szkodliwy dokument tego pontyfikatu – twierdzi.

Konstytucja i instrukcja

22 lipca 2016 roku Franciszek ogłosił konstytucję apostolską „Vultum Dei quaerere”. Z kolei 15 maja 2018 roku Kongregacja Instytutów Życia Konsekrowanego i Stowarzyszeń Życia Apostolskiego wydała instrukcję „Cor Orans”. Zawiera ona wytyczne dotyczące stosowania papieskiej konstytucji.

Dokumentów tych nie opublikowano dotąd w polskiej wersji językowej. Nie doczekały się też uwagi mediów w naszym kraju. Nie oznacza to jednak, jakoby były one nieistotne. Wszak zakony muszą się do ich treści dostosować. Tymczasem niektóre wskazania (zwłaszcza te zawarte w instrukcji z 2018 roku) budzą wątpliwości komentatorów. To właśnie ten złożony 289 z punktów dokument precyzuje bowiem, jak należy wdrażać postanowienia papieskiej konstytucji.

Cor Orans a Tradycja

Jak czytamy w Instrukcji Cor Orans „papież Franciszek, opierając się na potwierdzonym obradami Soboru Watykańskiego II nauczaniu Papieża Piusa XII, zamierzał przedstawić w konstytucji apostolskiej Vultum Dei quaerere intensywne i owocne zmiany, jakie zaszły w Kościele w ostatnich dekadach, w świetle nauczania tego Soboru oraz w kontekście zmieniającej się sytuacji społeczno-kulturowej”.

Jak jednak zauważa Hilary White [remnantnewspaper.com] twierdzenie to świadczy o nieuzasadnionej wierze w pomyślność sytuacji Kościoła w ostatnich dekadach. Wszak szczególnie na zachodzie doszło wówczas raczej do spadku powołań zakonnych. W tym świetle uzasadniona byłaby raczej mowa o powrocie do zakonnych tradycji. Wszak wielcy reformatorzy zakonów to właśnie czynili: powrót do źródeł. Na przykład Matteo Serafini da Bascio, założyciel kapucynów, ubolewał nad odchodzeniem franciszkanów od pierwotnej, surowej reguły i dlatego przyczynił się do powstania kapucynów.

Pewne terminy obecne w Cor Orans spotkały się z konserwatywną krytyką. Hilary White odnosi się krytycznie na przykład do artykułu 19. instrukcji. Zgodnie z nim „klasztor mniszek eryguje się, podobnie jak każdy inny dom zakonny, mając na względzie jego użyteczność dla Kościoła i dla instytutu”.

Czymże jest użyteczność? Wszak pojęciem użyteczności w odniesieniu do zakonów posługiwali się zwolennicy radykalnego sekularyzmu w XVIII i XIX wieku! W laickich państwach prawo bytu posiadały tylko te klasztory zajmujące się szkolnictwem czy opieką nad starymi i chorymi. Natomiast te oddane czystej kontemplacji – skazywano na likwidację.

Publicystka podkreśla, że nieprzypadkowo antykatolickie reżimy walczyły z życiem kontemplacyjnym. Dotyczy to jej zdaniem zarówno Wielkiej Brytanii za Henryka VIII, jak i Związku Radzieckiego.

Nadmierne uprawnienia federacji

Słowem szczególnie popularnym w instrukcji Kongregacji jest termin „autonomia”. Pojawia się on w nim 16 razy, podczas gdy słowo „autonomiczny” – aż 30 razy. Należy jednak wniknąć w intencje twórców dokumentu. Zgodnie z nimi „autonomia” nie jest tym, co „niezależność”, a nawet ją wyklucza.

Autonomia poszczególnych klasztorów ma w zamyśle twórców dokumentu zostać ograniczona, ponieważ każdy klasztor powinien… należeć do federacji. Jak czytamy w paragrafie 7 dokumentu, „federacja klasztorów oznacza strukturę komunii pomiędzy niektórymi niezależnymi klasztorami z tego samego instytutu, erygowaną przez Stolicę Apostolską, która zatwierdza też statut federacji, w tym celu, aby mając wspólny charyzmat, klasztory zrzeszone w federacji mogły unikać izolacji i wzmacniać przestrzeganie reguły oraz życie kontemplacyjne”.

Zdaniem Hilary White doszło zatem do inżynierii językowej polegającej na zastąpieniu terminu „niezależny” przez termin „izolowany” (kojarzący się negatywnie). Izolację zaś, jako coś złego należy przezwyciężyć. Do tego zaś posłużyć mają według Cor Orans federacje klasztorów.

To posunięcie prowadzi jednak do ograniczenia tradycyjnych uprawnień przełożonych klasztorów. Rzeczone federacje posiadłyby „skrajnie szeroką władzę nad pieniędzmi, własnością i przede wszystkim formacją sióstr. To federacja teraz otrzyma władzę monitorowania zgodności z regułami i informowania Stolicy Apostolskiej o nieprawidłowościach, zakładania nowych klasztorów oraz [zachęcania] poszczególnych klasztorów do [uwspólnotawiania] ich dóbr”. Zgodnie bowiem z instrukcją, federacja klasztorna otrzyma w Kościele status osoby publicznej.

Jak bowiem czytamy w Cor Orans „ustanowiona zgodnie z prawem federacja jest publiczną osobą prawną w Kościele, w związku z czym jest zdolna do nabywania, posiadania, zarządzania i alienowania ruchomych i nieruchomych dóbr doczesnych stanowiących majątek kościelny zgodnie z prawem powszechnym i własnym”.

Ponadto zgodnie z instrukcją Cor Orans:

98. aby utrzymać i wzmocnić związek klasztorów, co jest jednym z celów federacji, zaleca się pewną wymianę dóbr między klasztorami, koordynowaną przez przewodniczącą federacji

99. Wymiana dóbr w federacji polega na przekazywaniu przez klasztory datków, darów i pożyczek innym klasztorom będącym w trudnej sytuacji finansowej, jak również na wspólne potrzeby federacji

100. Federacja traktuje majątek będący w jej posiadaniu jako konieczne i użyteczne narzędzia do osiągania swoich celów”.

Tak więc zgodnie z nowym prawem wszystkie klasztory sióstr kontemplacyjnych muszą należeć do federacji. Pierwotnie wyłącznie dobrowolne i konsultatywne, federacje otrzymują teraz władzę nadzorowania i przewodzenia w formacji kandydatów, sióstr i osób je formujących oraz otrzymują szerokie uprawnienia nad doczesnymi dobrami indywidualnych klasztorów oraz władzę zakazywania”.

Konferencje i konfederacje

Federacje klasztorów to jednak niejedyne struktury nadzoru życia zakonnego, o których mówi instrukcja. Zgodnie bowiem z punktem 9. Cor Orans „konferencja klasztorów oznacza strukturę komunii pomiędzy niezależnymi klasztorami należącymi do różnych instytutów w tym samym regionie, erygowaną przez Stolicę Apostolską, która zatwierdza też statut konferencji, której celem jest wspieranie życia kontemplacyjnego i współpracy pomiędzy klasztorami znajdującymi się na danym obszarze geograficznym lub posługującymi się tym samym językiem”. Może to oznaczać problemy dla bardziej konserwatywnych zgromadzeń, takich jak karmelici.

„Wyobraź sobie dom tradycyjnych karmelitów na regionalnym spotkaniu konferencji i starający się pogodzić swój plan odprawiania Świętego Officjum ze zwyczajami rozbawionych, tańczących break-dance franciszkanami. Ale zabawa” – ironizuje Hilary White.

Oprócz federacji i konferencji klasztorów istotną (o ile nie kluczową) rolę odgrywać mają konfederacje. Instytucje te Hilary White określa mianem „strażników strażników”. „Konfederacja oznacza strukturę związku pomiędzy federacjami klasztorów, erygowaną przez Stolicę Apostolską, która zatwierdza też statut konfederacji, w celu wspólnego badania kwestii dotyczących życia kontemplacyjnego w zakresie tego samego charyzmatu, aby nadawać wspólny kierunek i koordynować działalności poszczególnych federacji” – czytamy w instrukcji. Czy to wszystko nie oznacza nadmiaru biurokracji?

„Nacisk na federacje i stowarzyszenia to nacisk na coraz większe wzajemne powiązania, a w rzeczywistości na większą centralizację oraz zależność organizacji. Wspólne programy formacyjne, zalecane przez Cor Orans są przygotowywane przez nie przez przełożone konkretnych klasztorów, lecz przez profesjonalistów wybranych przez liderów stowarzyszeń. Owi eksperci to ludzie z dyplomami uniwersyteckimi z psychologii pastoralnej i tym podobnych” – twierdzi Hilary White.

Z kolei Veronica Rasponi na łamach portalu corrispondenzaromana.it [10.10.2018] posuwa się wręcz do twierdzenia o „sowietyzacji klasztorów”. Przypomina, że tradycyjnie klasztory cieszyły się znaczną niezależnością, jako podporządkowane jedynie biskupowi miejsca lub (w przypadku niektórych wspólnot męskich) także przełożonemu zakonnemu. Tymczasem nowe watykańskie dokumenty wprowadzają szereg organów kontrolnych, takich jak federacje klasztorne. Wprawdzie te ostatnie zostały już dopuszczone w konstytucji apostolskiej Sponsa Christi Piusa XII (21 listopada 1950), jednak (jej zdaniem) się nie sprawdziły. Mimo to dokument Franciszka wraz z dodaną do niego konstytucją apostolską przyznają im poczesne miejsce.

Zamykanie zakonów…

Instrukcja zajmuje się także – niestety nierzadkimi dziś – przypadkami zamykania klasztorów. Chodzi tu o sytuacje, gdy stają się całkowicie martwe. Kryteria ich likwidacji są dość nieprecyzyjne. Wątpliwości może wzbudzać też kwestia finansowa. O zamknięciu klasztoru decyduje bowiem federacja, a w przypadku klasztorów całkowicie wymarłych przejmuje ona pozostawione dobra materialne. Zdaniem Hilary White może to tworzyć zachęty do zamykania klasztorów. Z drugiej jednak strony warto pamiętać, że chodzi tu o klasztory uprzednio wymarłe – pozbawione zakonnic.

…i ich zakładanie

Ciekawa jest też kwestia prawa do zakładania nowych klasztorów kontemplacyjnych. Tradycyjnie przysługiwało ono biskupom. Teraz jednak „z uwzględnieniem postanowień p. 39 niniejszej instrukcji, nowy klasztor mniszek może być ufundowany przez pojedynczy klasztor lub z inicjatywy federacji, zgodnie z decyzją zgromadzenia federacji”.

Nawet w przypadku fundacji dokonywanej przez pojedynczy klasztor „przełożoną fundującego klasztoru wspierają przewodnicząca federacji i asystent zakonny. Fundacja nowego klasztoru przez federację jest rozpatrywana w ramach zgromadzenia federacji”.

Dyskusyjne jest także jedno z kryteriów dokonywania fundacji klasztorów. Jak bowiem czytamy w punkcie 39:

„klasztor mniszek zostaje erygowany jako klasztor sui juris na wniosek wspólnoty fundującego klasztoru lub decyzją rady federacji, za zgodą Stolicy Apostolskiej, jeśli zostały spełnione następujące wymogi: wspólnota dała dobry przykład życia braterskiego oraz dynamiki niezbędnej do praktykowania i szerzenia charyzmatu i składa się co najmniej z ośmiu mniszek, które złożyły śluby uroczyste, o ile większość z nich nie jest w podeszłym wieku”.

Czymże jest jednak owa dynamika niezbędna „do praktykowania i szerzenia charyzmatu”? Pojęcie to jest co najmniej niejasne. W każdym razie zgodnie z punktem 40. dokumentu jego interpretacja należy do Watykanu. „Obowiązkiem Stolicy Apostolskiej jest sprawdzenie, czy powyższe wymogi zostały spełnione, po uważnym zapoznaniu się z wnioskiem przedłożonym przez wyższą przełożoną klasztoru fundującego lub przewodniczącą federacji i zasięgnięciu, ze swojej strony, innych informacji”.

Jak ponadto czytamy w dokumencie:

54. afiliacja jest szczególną formą pomocy ustanawianą przez Stolicę Apostolską w szczególnych okolicznościach na korzyść wspólnoty klasztoru sui juris, który ma przyznaną niezależność, ale w praktyce jego niezależność jest niepewna lub w ogóle nie istnieje

55. Afiliacja stanowi pomoc prawną polegającą na ocenieniu, czy niemożność zarządzania życiem niezależnego klasztoru we wszystkich jego wymiarach jest jedynie tymczasowa, czy też nieodwracalna, oraz wsparciu wspólnoty afiliowanego klasztoru w pokonaniu trudności lub podjęciu czynności niezbędnych do zniesienia tego klasztoru

56. W takich wypadkach Stolica Apostolska rozważy możliwość powołania komisji ad hoc składającej się z ordynariusza, przewodniczącej federacji, asystenta federacji i wyższej przełożonej klasztoru

W świetle obecnej linii Watykanu przyznanie tych uprawnień Stolicy Apostolskiej może budzić niepokój o losy klasztorów. Hilary White pisze o tym w mocnych słowach: W efekcie „staje się jasne” – przekonuje – „że federacja staje się czymś niewiele większym od zespołu uderzeniowego Wielkiego Brata dla Kongregacji do spraw Zakonnych. Warto pamiętać, co stało się w przypadku niemieckich klasztorów, których przełożeni zdecydowali się przywrócić wspólnocie praktyki sprzed Soboru Watykańskiego II. Klasztor trapistów z Mariawald – 900-letni – został ostatecznie rozwiązany, stowarzyszony na śmierć”.

Przemówienie Joao Braz de Aviza – klucz do interpretacji Cor Orans?

W innym swoim tekście, również opublikowanym na łamach „The Remnant"[27.05.2018], Hilary White zwróciła uwagę na przemówienie João Braz de Aviza, prefekta Kongregacji do spraw Życia Konsekrowanego. W 2015 roku przemawiał on do osób odpowiedzialnych za formację do życia zakonnego. Zdaniem publicystki przemówienie to rzuca światło na konstytucję papieża i instrukcję do tejże. W 2015 roku w celu wysłuchania słów kardynała Braz de Aviza zebrało się ponad 1200 osób odpowiedzialnych za formację zakonników, co „National Catholic Register” określił jako wydarzenie bezprecedensowe. – Nie dystansujcie się od wielkich wersów Soboru Watykańskiego II – powiedział wówczas kardynał. – W rzeczywistości ci, którzy dystansują się od soboru, by podążać inną ścieżką, sami się zabijają i prędzej czy później umrą. [...] Staną na zewnątrz Kościoła. Musimy budować, używając Ewangelii i Soboru jako punktów wyjścia – dodał.

A zatem o kształcie życia kontemplacyjnego decydować ma „nie charyzmat zakonu, nie reguła, nie tradycja patrystyczna, nie doktorzy, nie mistycy, nie cokolwiek z 2000-letniej tradycji życia zakonnego począwszy od ojców pustyni, a na gigantach ery trydenckiej skończywszy: tylko Sobór Watykański II i tylko jego jedyna interpretacja [...]” – komentuje Hilary White.

Cóż, trudno krytykować samo odwołanie się do Soboru Watykańskiego II – jednak rozumienie go w oderwaniu od Tradycji kłóci się z hermeneutyką ciągłości zalecaną chociażby przez Benedykta XVI. Jeszcze większe emocje budzi wizja relacji ze światem przedstawiona przez kardynała Braz de Aviza. – Życie konsekrowane, życie w Bogu, lecz wszczepione w rodzinę kościelną, w Kościół, wszczepione w świat. Nie znajduje się w konflikcie ze światem, lecz w ciągłości z nim – powiedział kardynał.

Trudno o większą sprzeczność z tradycyjnym rozumieniem życia zakonnego opartym właśnie na odrzuceniu świata. Warto w tym kontekście przywołać słowa francuskiego benedyktyna Doma Prospera Guérangera. Twierdził on, że mnisi powinni nie mieć ze światem nic wspólnego. W swym komentarzu do reguły świętego Benedykta podkreślał on, że „prolog ustanawia przed nami te wybory: świat albo nasz Pan jako wzajemnie wykluczające się alternatywy. Nie możemy pozostać neutralni, lecz musimy należeć w pełni do jednego lub drugiego”. Przestrzegał przed pokusą jakiegokolwiek łagodzenia tego dystansu przez zakonników.

Zatroskana zakonnica

Hilary White cytuje mejla, jakiego dostała po wcześniejszym artykule od jednej z karmelitanek. „Dokument Cor Orans to śmierć karmelu. Sygnalizuje koniec kontemplacyjnego życia monastycznego. Nie tylko niszczy autonomię klasztorów, na którą skrajnie nalegała Matka Teresa (z Avila), lecz również usuwa przełożonego, rozwiązując jego autorytet i władzę, usuwa finansową niezależność każdego klasztoru i specyfikę każdego charyzmatu” – twierdzi.

Jej zdaniem Cor Orans niszczy intencje świętej Teresy. Dla niej bowiem prawdziwa autonomia – formacyjna i finansowa – stanowiła kluczowy element reformy karmelitów. Karmelitka zwraca również uwagę na rozciągnięcie okresu przed osiągnięciem ślubów wieczystych. O ile do tej pory wynosiły one 6 lat u karmelitów, o tyle wskutek wdrożenia Cor Orans wyniosą one 9 lat. Nadmiernie długi okres oczekiwania na śluby wieczyste może zaś prowadzić do zniechęcenia i w konsekwencji spadku powołań. W efekcie straci na tym żywotność klasztorów, do której nawołuje dokument.

Co dalej?

„Większość z nas zakłada że klasztor jest traktowany poważnie, formacja sióstr odbywa się łagodnie w domu, organizowanym przez radę klasztorną, za aprobatą przełożonej i kierowaną przez mistrzynię nowicjuszek zgodnie z konstytucjami zakonnymi [...]. Wyobrażamy sobie zajęcia obejmujące lekturę dzieł założycielek, studia biblijne, teologię modlitwy, patrystykę i źródła starożytne. Wyobrażamy sobie ciszę, stabilną i spokojną pracę w domu i ogrodzie oraz szczęśliwe godziny rekreacji. Przede wszystkim wyobrażamy sobie odseparowanie zakonów od świata zewnętrznego, miejsce, gdzie koncentracja na modlitwie na jednoczeniu się z umiłowanym Oblubieńcem bez przeszkód z zewnątrz” – pisze publicystka.

W Tradycji katolickiej życie klasztorne uchodzi za ideał. Można rzec, że mnisi (i mniszki) obrały najlepszą cząstkę. Jednak jak mawiali starożytni corruptio optimi pessima – zepsucie najlepszego jest najgorsze. Czy omawiany dokument i jego interpretacja przyczyni się do tego zepsucia? Za wcześnie, by o tym wyrokować, jednak obaw komentatorów nie warto bagatelizować. Jeśli się spełnią, to czeka nas przedstawiony we wstępie ponury świat pustych klasztorów.

Zdaniem Hilary White „większość ludzi kochających klasztorne i kontemplacyjne życie, postrzegających je jako najwyższy wyraz katolickiego życia na tym świecie i absolutną konieczność dla przetrwania Kościoła również rozważa powrót do tego ideału [...] być może jedyną nadzieję. Jednak jeśli zdamy sobie sprawę, że ludzie aktualnie zajmujący się życiem zakonnym w Rzymie podzielają tę opinię, są choćby w najmniejszym stopniu zainteresowani zachowaniem życia zakonnego w znanej nam postaci, to nie potrafimy zrozumieć obecnych realiów”.

Smutna to diagnoza. Czy prawdziwa? W watykańskich dokumentach znajduje się wiele trafnych twierdzeń. Jednak przy pewnej interpretacji niektóre passusy mogą stać się szkodliwe.

Z pewnością wiernym pozostaje ufność w słowa Chrystusa o Kościele „Bramy piekielne go nie przemogą”. Pamiętajmy też o słowach Matki Bożej z Fatimy „na koniec Moje Niepokalane Serce zatriumfuje” – i módlmy się tym goręcej. Za papieża, Kościół i za mniszki.

Marcin Jendrzejczak

https://www.pch24.pl/prze...--,64291,i.html
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Informacje | TV Trwam | Radio Maryja na żywo |
Polecamy:informacje ktorych potrzebujesz Fundacja Skierniewice i Szkola Skierniewice
Korzystanie z forum oznacza pełną akceptację otrzymywania plików cookies.

phpBB by przemo  
Strona wygenerowana w 0,114 sekundy. Zapytań do SQL: 9