ND Forum - Dzień dobry POLSKO! Strona Główna ND Forum - Dzień dobry POLSKO!
Ludzie z sercem i głową

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Sobór Watykański II
Autor Wiadomość
Coltrane


Dołączył: 01 Kwi 2008
Posty: 17424
Skąd: Polska
Wysłany: 23 Luty 2017, 20:49   Re: Sobór Watykański II [Cytuj]

Czy posoborowa sekta jest nierządnicą Babilonu przepowiedzianą w Apokalipsie? (Cz.1)

Czy posoborowa sekta jest nierządnicą Babilonu przepowiedzianą w Apokalipsie – część 1

Ap 17:4 – “A Niewiasta była odziana w purpurę i szkarłat, cała zdobna w złoto, drogi kamień i perły, miała w swej ręce złoty puchar pełen obrzydliwości i brudów swego nierządu”.



Nic co przedstawiamy jest nie konieczne do udowodnienia, że posoborowa sekta i jej antypapieże nie są katolikami. Zawarte w tej książce źródła doktrynalne dowodzą tego w szczegółach. Ale wszystko to jest ciekawe i oświecające, gdyż pomaga bardziej wyjaśnić dlaczego jest ten katastrofalny kryzys i co o nim sądzić.

Ap 17:1 – ”Potem przyszedł jeden z siedmiu aniołów, mających siedem czasz, i tak odezwał się do mnie:

“Chodź, ukażę ci wyrok na Wielką Nierządnicę, która siedzi nad wielu wodami. . .”

Rozdziały 17 I 18 Apokalipsy dają uderzające proroctwa o “wielkiej nierządnicy” lub “ladacznicy Babilonu”, która pojawi się w ostatnich dniach w mieście na siedmiu wzgórzach. Rzym zbudowano na siedmiu wzgórzach. To dlatego na przestrzeni historii Rzym utożsamiano z miastem siedmiu wzgórz wspomnianym w Apokalipsie. Przyjmując to za podstawę, protestanci przez wieki oskarżali Kościół Katolicki o to, że jest ladacznicą babilońską. Ale protestanci nie mają racji, bo Kościół Katolicki to niepokalana Ulubienica Chrystusa, jedynego założonego przez Niego Kościoła. Ale opisywaną ladacznicą babilońską jest sfałszowana Ulubienica – Kościół kontra-Katolicki – który pojawia się w ostatnich dniach by oszukać katolików (prawdziwych wiernych), podeptać wiarę i dokonać duchowego nierządu.

1. Nierządnica siedzi nad wielu wodami

Jak już widzieliśmy, wielka ladacznica siedzi nad wielu wodami. Apokalipsa podpowiada co to za wody.

Ap 17:15: – “I rzeczce do mnie: “Wody, które widziałeś, gdzie Nierządnica ma siedzibę, to są ludy i tłumy, narody i języki”.

“Ludy, tłumy, narody i języki” sugerują wpływ globalny, coś co ma wpływ na wszystkie zakątki ziemi. I do głowy natychmiast przychodzi Rzym i Kościół Katolicki. Uniwersalna misja KK obejmuje wiernych ze wszystkich ludów, tłumów, narodów i języków.

Papież Pius XII, Fidei donum (# 46) 21.04.1957: “Teraz nasza święta Matka Kościół jest faktycznie Matką ‘wszystkich ludów, wszystkich narodów, jak również poszczególnych osób…” [1]

A ponieważ Rzym jest siedzibą Kościoła powszechnego, to gdyby Rzym przejął antypapież, który nałoży nową religię, to wtedy mógłby oddziaływać niemal na wszystkie ludy, narody i języki swoją niewiernością duchową. To dlatego nierządnica siedzi na ludach, narodach i językach. Faktycznie Sobór Trydencki nieomylnie z alarmującą dokładnością potwierdza to, że wody nad którymi siedzi nierządnica powiązane są z prawie powszechnym zasięgiem, że w końcowych dniach, będzie sfałszowana Kościół Katolicki, jeśli antypapieżowi lub kompletowi antypapieży uda się przejąć Rzym.

Papież Pius IV, Sobór Trydencki, sesja 22, O Poświęceniu we Mszy: “Święty synod więc napomina księży, że Kościół zaleca, by wymieszaną wodę z winem oferować w kielichu, nie tylko dlatego, że uważa się iż Chrystus Pan tak zrobił, ale także dlatego, że z Jego boku wyszły krew z wodą, bo tą mieszanką przypomina się ten sakrament. I ponieważ w Apokalipsie św. Jana narody nazywane są wodami [Ap 17:1,15], to reprezentuje unię wiernych z Chrystusem, ich głową“. [2]

Zauważmy, że Sobór Trydencki nieomylnie ogłasza, że wody Ap 17:1,15 reprezentują unię wiernych z Chrystusem, innymi słowy, Kościół Katolicki. Wielka nierządnica siedzi na tych wodach! Dlatego wiara katolicka mówi, że wielka nierządnica siedzi na Kościele Katolickim, czyli utrudnia, blokuje, hamuje i próbuje go zastąpić. Jest to doskonały opis fałszywego Kościoła, który powstał z II SW, a który z powodzeniem oszukał większość świata by myślał, że ​​to jest prawdziwy Kościół Katolicki

Rozumiejąc to, że “wody” Apokalipsy reprezentują narody, ludy i języki Kościół Katolicki, to czy to jest kluczem do zrozumienia innych ważnych wersetów w tej księdze. Na przykład Ap 18:17 mówi o tym jak sternicy i żeglarze płakali z powodu zniszczenia wspaniałego miasta:

“Bo w jednej godzinie przepadło tak wielkie bogactwo! A każdy sternik i każdy żeglarz przybrzeżny, i marynarze, i wszyscy, co pracują na morzu, stanęli z daleka i patrząc na dym jej pożaru, tak wołali: “Jakież jest miasto podobne do stolicy?” (Ap 18:17-18)

Sternicy, żeglarze I ci, co pracują na morzu reprezentują tych, którzy pracują z duszami w Kościele Katolickim, czyli księży, osoby konsekrowane itd. Oni płaczą z powodu spustoszenia Rzymu i zastanawiają się jak to się stało w tak krótkim czasie.

2. Nierządnica siedzi na mieście o siedmiu wzgórzach

“Tu trzeba zrozumienia, o mający mądrość! Siedem głów to jest siedem gór tam, gdzie siedzi na nich Niewiasta. I siedmiu jest królów” (Ap 17:9-10)

Jak powiedzieliśmy wcześniej, Rzym zbudowano na siedmiu wzgórzach. Ponieważ wielka nierządnica siedzi na mieście siedmiu wzgórz, to siedzi na samym Rzymie – centrum jedności Kościoła Katolickiego i domu rzymskich papieży.

Papież Benedykt XIV, Apostolica Constitutio (# 4), 26.06.1749:

“. . . Kościół Katolicki jest zaznaczony przez samo miasto Rzym, w którym starannie czczona jest cielesna obecność tego apostoła [Piotra]. . .” [3]

Ciekawe jest to, że Rzym otwiera drogę dla (ustępuje wielkiej nierządnicy) tylko w ostatnich dniach – czyli po rewolucji II SW. To dlatego wspomina o niej Apokalipsa. I to dlatego Pismo św. mówi o “upadku” Babilonu:

“I głosem potężnym tak zawołał: Upadł, upadł Babilon – stolica. I stała się siedliskiem demonów i kryjówką wszelkiego ducha nieczystego, i kryjówką wszelkiego ptaka nieczystego i budzącego wstręt” (Ap 18:2).

Historycznie Babilon uważano za kryptonim Rzymu:

“Pozdrawia was ta, która jest w Babilonie razem z wami wybrana, oraz Marek, mój syn” (1 P 5:13).

Badacze Pisma wiedzą, że św. Piotr pisał list z Rzymu, który nazywa “Babilonem”. A zatem Rzym jest Babilonem i Babilon upadł. Ale jeśli upadł, to kiedyś stał mocny. Czy to nie jest prawdą? Bo przed upadkiem, Rzym (Babilon) był bastionem katolicyzmu I centrum chrześcijańśtwa – wielkim miastem.

“A Niewiasta, którą widziałeś, jest to Wielkie Miasto, mające władzę królewską nad królami ziemi” (Ap 17:18).

Ktoś może zapytać: “Jeśli Rzym jest ‘wielkim miastem’, to dlaczego Ap 11:8 mówi, że wielkie miasto jest miejscem gdzie ukrzyżowano naszego Pana, a którym jest Jerozolima?” Odpowiedź jest taka, że to nie mówi dokładnie że:

“A zwłoki ich [leżeć] będą na placu wielkiego miasta, które duchowo zwie się: Sodoma i Egipt, gdzie także ukrzyżowano ich Pana” [ang: (dwaj świadkowie) będą leżeć. . .]

Zauważmy, że odwrotnie do tego co twierdzili niektórzy, Apokalipsa nie mówi wyraźnie, że dwaj świadkowie (niektórzy uważają, że to odnosi się do Piotra i Pawła) zostają zabici w mieście gdzie ukrzyżowano naszego Pana. Zwróćmy uwagę, że fragment ten może znaczyć także, że wielkie miasto jest zwane Sodomą i Egiptem, nawet gdzie ukrzyżowano ich Pana. Inaczej mówiąc, wielkie miasto, Rzym, to “Sodoma” i “Egipt” tak daleko jak Jerozolima (gdzie ukrzyżowano ich Pana) z powodu ich rozpusty! To robi sens kiedy weźmiemy pod uwage to, że Rzym był znany z korupcji. Dlatego ten fragment nie mówi wyraźnie, jak niektórzy sugerują, że tym wielkim miastem musi być Jerozolima.

Inny pomysł jest taki, że Mistyczne Ciało Chrystusa jest krzyżowane w i z Rzymu obecnie, tak że w tym sensie byłoby właściwe powiedzieć, że Rzym jest miejscem gdzie krzyżuje się naszego Pana w Jego Mistycznym Ciele.

Wielkim miastem jest Rzym. Historycznie żadne inne miasto nie panowało nad królami ziemi tak jak Rzym, który ma duchowy i kościelny prymat, i któremu poddane są wszystkie narody.

Papież Leon XII, Quod Hoc Ineunte (# 6), 24.05.1824:

“Chodźcie więc do tej świętej Jerozolimy, kapłańskiego i królewskiego miasta, które święte miejsce Piotra uczyniło stolicą świata. Naprawdę panuje szerzej przez boską religię niż ziemską dominację“ [4].

I czy królowie ziemi chcą to zaakceptować czy nie, wszystkie istoty ludzkie muszą być podlegać sile duchowej KK, która (kiedy tam jest prawdziwy papież) wychodzi z Rzymu.

Papież Bonifacy VIII, Unam Sanctam, Nov. 18, 1302:

“A zatem oświadczamy, mówimy, postanawiamy i ogłaszamy, że dla każdej istoty ludzkiej dla zbawienia niezbędne jest być poddanym rzymskiemu papieżowi” [5].

Tak więc upadek wielkiego miasta jest upadkiem wiary katolickiej Rzymu. To nie upadek KK, bo ten może istnieć bez Rzymu.Może być zredukowany do resztki, jak przewidział nasz Pan kiedy mówi o końcu świata (Łk 18:8). Natomiast Rzym nie może istnieć bez katolicyzmu. Bez niego stanie się niczym więcej niż “siedliskiem demonów i kryjówką wszelkiego ducha nieczystego, i kryjówką wszelkiego ptaka nieczystego i budzącego wstręt” (Ap 18:2).

Matka Boża z La Salette, 19.09.1846, uznane przez KK objawienie: “Rzym straci wiarę i stanie się siedliskiem antychrysta”.

3. Nierządnicą jest kobieta

“I ujrzałem Niewiastę pijaną krwią świętych i krwią świadków Jezusa, a widząc ją bardzo się zdumiałem.

I rzekł do mnie anioł: “Czemu się zdumiałeś? Ja ci wyjaśnię tajemnicę Niewiasty i Bestii, która ją nosi,

a ma siedem głów i dziesięć rogów” (Ap 17:6-7).

Jeśli prawdą jest, że ladacznicą z Babilonu jest fa łszywy KK, który rozpoczął się rewolucją II SW (co przygnębiająco pokazują dowody w tej książce), to robi sens, że ten apokaliptyczny byt opisany jest jako kobieta, żeby przeciwstawić ją innej kobiecie – jej antytezie – Kościołowi Katolickiemu.

Papież Bonifacy VIII, Unam Sanctam, 18.11.1302: ” Jedna jest gołębica moja, doskonała moja, jedynaczka matki mojej [ang: swojej], wybrana rodzicielki swojej” [Cant. 6:8]; co reprezentuje jedno ciało mistyczne, którego głową jest Chrystus, zaś głową Chrystusa Bóg” [6].

4. Nierządnicą jest matka

“A na jej czole wypisane imię – tajemnica: “Wielki Babilon. Macierz nierządnic i obrzydliwości ziemi” (Ap 17:5).

Katolicy zawsze mówili o Kościele jako ich matce.

Papież Leon XIII, Satis Cognitum (# 16), 29.06.1896:

“Miłujmy Pana naszego Boga; miłujmy Jego Kościół; Pana jako naszego Ojca, Kościół jako naszą Matkę” [7].

Papież Pius XI, Mortalium Animos (# 11), 6.01.1928:

“Bo jeśli, jak ciągle mówią, tęsknią za zjednoczeniem z Nami i naszymi, to dlaczego nie spieszą się by wejść do Kościoła, ‘Matki i ulubienicy wszystkich wiernych Chrystusa’?” [8]

Papież Pius XII, Mystici Corporis Christi (# 55), June 29.06.1943:

“W każdym razie św. Matka nasza jaśnieje wolna od wszelkiej skazy w Sakramentach, którymi rodzi i karmi dzieci swoje, we wierze, którą zawsze nienaruszoną chowa. . .” [9] [http://www.opoka.org.pl/biblioteka/W/WP/pius_xii/encykliki/mystici_corporis_29061943.html]

Istotnie KK specyficznie jest nazywany “matką i ulubienicą” wszystkich kościołów (tzn. wszystkich partykularnych kościołów w jedności z powszechnym KK).

Papież Leon XIII, Exeunte Iam Anno (# 2), 25.12.1888:

“. . . Kościół Rzymski, matka i ulubienica wszystkich Kościołów. . .” [10]

Jest dość oczywiste, że Apokalipsa opisuje nierządnicę babilońską jako “matkę nierządu”, bo antykościół przejmuje Rzym, gdzie normalnie Matką Kościołem kieruje prawdziwy papież. Rzym stał się matką nierządnicą w prawie powszechnym fałszywym KK ostatnich dni. I to widzimy w działaniu: apostazja i nierząd duchowy antyościoła rozpoczyna się od Rzymu, i szerzy się do wszystkich lokalnych kościołów fałszywej sekty. Na przykład indyferentyzm religijny praktykowany w Rzymie szerzy się na resztę fałszywego Kościoła.

A zatem, skoro KK jest naszą ukochaną Matką, to ladacznica jest matką nierządu. A skoro KK jest Matką wszystkich wiernych Chrystusa, to nierządnica jest matką niewiernych Chrystusowi, czyli tych, którzy porzucili Kościół i przyjęli nową posoborową religię.

5. Nierządnica ubrana jest w purpurę i szkarłat

“A Niewiasta była odziana w purpurę i szkarłat, cała zdobna w złoto, drogi kamień i perły, miała w swej ręce złoty puchar pełen obrzydliwości i brudów swego nierządu” (Ap 17:4).

“Biada, biada, wielka stolico, odziana w bisior, purpurę i szkarłat, cała zdobna w złoto, drogi kamień i perłę” (Ap 18:6).

Jest to chyba jeden z najbardziej ujawniających wersetów Apokalipsy. W KK biskupi są ubrani w purpurę i kardynałowie w szkarłat (czerwień)! Zauważmy, że oni ubrani są w te kolory “wokół” (wokół talii).

zdjęcie: W Watykanie kardynałowie (w szkarłacie na górze), biskupi (w purpurze na dole)

Decydując się opisać nierządnicę babilońską jako kobietę “ubraną w bisior, purpurę i szkarłat”, Pan Bóg daje nam wyraźną wskazówkę, że nierządnica ubrana jest w kolory prawdziwego episkopatu i kardynalatu. Bóg daje wyraźną wskazówkę, że nierządnica ubrana jest w te kolory, bo od zewnątrz wydaje się być prawdziwym Kościołem Chrystusa – ma diecezje, hierarchię, posiadłości Kościoła, ornaty, ceremonie, “sakramenty”, “papieża” itd. – ale od wewnątrz jest fałszywką. Jest to idealny opis Kościoła soborowej sekty, antykościoła końca czasów, który ubrany jest w kolory katolicyzmu (i dla większości tak wygląda), wewnątrz jest fałszywą odszczepieńczą religią.

6. W prawej ręce nierządnica ma złoty puchar

“A Niewiasta była odziana w purpurę i szkarłat, cała zdobna w złoto, drogi kamień i perły, miała w swej ręce złoty puchar pełen obrzydliwości i brudów swego nierządu” (Ap 17:4).

Od księży sprawujących w KK Najświętszą Ofiarę Mszy wymaga się by używali, jeśli możliwe, pucharu ze złota. Nie jest przypadkiem to, że nierządnica ma w ręce złoty puchar. Nierządnica, jak zwykle, naśladuje, postępuje i udaje że jest KK, ale nim nie jest. Ksiądz katolicki ofiaruje złoty puchar pełen Najświętszej Krwi naszego Pana i Zbawiciela Jezusa Chrystusa. Nierządnica ofiaruje puchar (kielich) pełen obrzydliwości i brudów – nieważne wino Nowej Mszy!

W szczególności ten werset odnosi się do Novus Ordo Missae (Nowej Mszy), która nie zawiera Krwi Jezusa Chrystusa, lecz ofiarę która w Jego oczach jest obrzydliwością.

“Odpłaćcie jej tak, jak ona odpłacała, i za jej czyny oddajcie podwójnie: w kielichu, w którym przyrządzała wino, podwójny dział dla niej przyrządźcie!” (Ap 18:6).

Wyraz ‘przyrządzać’ oznacza ‘mieszać’ [11]. Podczas katolickej Mszy Kościół miesza w kielichu wodę z winem.

Papież Eugeniusz IV, Sobór Florencki, Sesja 8, 22.11.1439, “Exultate Deo“: “Mówi bowiem błogosławiony Aleksander papież, piąty po św. Piotrze: „W ofiarach sakramentów, które podczas Mszy składane są Panu, należy ofiarować tylko chleb i wino zmieszane z wodą. Nie wolno w kielichu Pańskim ofiarować ani samego wina, ani samej wody, lecz jedno zmieszane z drugim, ponieważ się czyta, że jedno i drugie, to jest krew i woda, wypłynęły z boku Chrystusa”. Ponadto zgadza się to z symbolicznym oznaczeniem skutku tego sakramentu, którym jest zjednoczenie chrześcijańskiego ludu z Chrystusem. Woda bowiem, zgodnie z Apokalipsą, oznacza lud: Wody liczne, ludy liczne [Ap 17:15]. Papież Juliusz, drugi po św. Sylwestrze, mówi: „Kielich Pański, według przepisu kanonów, winien być ofiarowany z winem zmieszanym z wodą, ponieważ przez wodę obrazowo rozumiemy lud, a przez wino krew Chrystusa; gdy więc w kielichu miesza się wino i woda, lud jednoczy się z Chrystusem, i rzesza wiernych łączy się i zespala z Tym, w którego wierzy”. [12] [http://soborowa.strefa.pl/code-19/]

Symbolizm Ap 18:6 – mieszanie w kielichu – nie może być bardziej oczywiste bez ujawnienia tajemnicy tego wersetu. Jest to oczywiste odniesienie do Mszy, która została całkowicie wypaczona przez nierządnicę.Ona nie ma nic do ofiarowania Bogu w kielichu oprócz brudu i obrzydliwości (Ap 17:4). Ponadto ten werset (18:6) wskazuje na specyficzny moment we Mszy, mieszania wina z wodą. Ten ruch mieszania oznacza unię chrześcijan z Chrysusem (KK), jak określił papież Eugeniusz IV na Soborze Florenckim. Jak pokazaliśmy, takie jest dokładne znaczenie, które usunięto z poświęcenia w Nowej Mszy, uznając je za nieważne!

Dlatego w tym samym wersecie Pan Bóg ujawnia, że nierządnica prowadzi ogromne duchowe cudzoóstwo w dziedzinach które Mszę katolicką i KK uważa się za całość. Jest to zaskakujący opis sekty soborowej: antykościoła ostatnich czasów.

cdn

Źródło: portal katolicki (nie mylić z judeochrześcijańską sektą soborową) http://www.mostholyfamily.../apocalypse.php

Data publikacji: 23.03.2013

Tłumaczenie: Ola Gordon

http://wolna-polska.pl/wi...ie-cz-1-2017-02
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 01 Kwi 2008
Posty: 17424
Skąd: Polska
Wysłany: 5 Czerwiec 2017, 10:33   NOM [Cytuj]

Bugnini - architekt NOM (Novus Ordo Missae)


Arcybiskup Bugnini – wielki architekt rewolucji – Michael Davies


„Zaprawdę, gdyby któremuś z diabłów książki C.S. Lewisa Listy starego diabła do młodego powierzone zostało zadanie zrujnowania liturgii, nie mógłby zrobić tego lepiej”

Dietrich von Hildebrand, The Devastated Vineyard



Abp Bugnini urodził się w Civitella de Lego we Włoszech w roku 1912. W roku 1928 rozpoczął studia teologiczne w Zgromadzeniu Księży Misjonarzy św. Wincentego a Paulo, w którym wyświęcony został na kapłana w roku 1936. Przez dziesięć lat pracował w parafii na przedmieściach Rzymu, a następnie, w latach 1947-1957 zaangażował się w działalność publicystyczną i wydawniczą swego instytutu. W roku 1947 zaczął również angażować się w specjalistyczne studia liturgiczne, gdy rozpoczął trwający 21 lat okres jako dyrektor Ephemerides liturgicae, jednego z najbardziej znanych włoskich publikacji liturgicznych. Wniósł wkład do wielu publikacji naukowych, pisał artykuły na temat liturgii dla wielu encyklopedii i słowników i opublikował wiele książek zarówno naukowych jak i popularnych.

W roku 1948 ks. Bugnini mianowany został Sekretarzem powołanej przez Piusa XII Komisji ds. Reformy Liturgicznej. W roku 1949 mianowany został wykładowcą liturgiki na uniwersytecie papieskim Propaganda Fide, w 1955 objął takie samo stanowisko w Papieskim Instytucie Muzyki Sakralnej, w 1956 mianowany został doradcą Kongregacji Rytów a w dwa lata później wykładowcą liturgiki na Uniwersytecie Laterańskim.

Następnie, w roku 1960 objął stanowisko, które umożliwiło mu wywarcie ważnego, jeśli nie decydującego wpływu na historię Kościoła, mianowany został Sekretarzem Liturgicznej Komisji Przygotowawczej przed II Soborem Watykańskim[1]. Był on głównym inspiratorem schematu przygotowawczego, dokumentu, który miał zostać przedstawiony do dyskusji ojcom soborowym. Carlo Falconi, były ksiądz, który porzucił Kosciół, pozostaje jednak w bliskim kontakcie ze swymi przyjaciółmi w watykanie, nazywał schemat przygotowawczy „szkicem Bugniniego”[2]. Jest to niezwykle ważne świadectwo w obliczu faktu, ze, jak podkreślano we własnym biuletynie msgr Bugniniego „Notitiae”, Konstytucja o liturgii, którą ojcowie ostatecznie przyjęli, była zasadniczo identyczna ze schematem przygotowawczym, opracowanym przez Komisję Przygotowawczą[3].

Według o. P.M. Gy OP, francuskiego liturgisty, który był konsultantem przedsoborowej Komisji Liturgicznej, ks. Bugnini:

„(…) jako Sekretarz był doskonałym wyborem. Był on sekretarzem komisji ds. reformy powołanej przez Piusa XII. Był utalentowanym organizatorem, obdarzonym otwartym, duszpasterskim duchem. Wielu ludzi zauważyło jak, z kard. Cicognani, był on w stanie nasycać dyskusję wolnością ducha, zalecaną przez Jana XXIII”[4].

Ks. Bugnini napisał długi artykuł opisujący pracę Komisji, opublikowany w L’Osservatore Romano 1 kwietnia 1962 roku.

Schematowi Bugniniego nadany został ostateczny kształt i zaakceptowany on został na sesji plenarnej Liturgicznej Komisji Przygotowawczej w głosowaniu przeprowadzonym 13 stycznia 1962. Jednak już na tym etapie, Przewodniczący Komisji osiemdziesięcioletni kardynał Gaetano Cicognani potrafił przewidzieć niebezpieczeństwa tkwiące w pewnych jego ustępach. O. Gy pisze: „Program reformy był tak rozległy, że Przewodniczący, kard. Gaetano Cicognani, wahał się”[5]. Gdyby kardynał nie został przekonany do podpisania schematu, zostałby on zablokowany. Jego podpis był konieczny, nawet w przypadku aprobaty większości członków Komisji. Ks. Bugnini musiał działać. Uzyskał natychmiast dostęp do Jana XXIII, który zgodził się interweniować. Wezwał kard. Amleto Ciognaniego, swego Sekretarza Stanu i młodszego brata Przewodniczącego Komisji Liturgicznej i polecił mu odwiedzić brata i nie wracać, zanim schemat zostanie podpisany. Kardynał spełnił to polecenie.

„Później peritus Liturgicznej Komisji Przygotowawczej powiedział, że kardynał niemal płakał gdy machał dokumentem w powietrzu i mówił: ‘Chcą, żebym to podpisał, nie wiem jednak, czy ja tego chcę’. Potem położył dokument na biurku, wziął pióro i podpisał go. Cztery dni później zmarł”[6].

Schemat Bugniniego został uratowany – w samą porę. Za zgodą Jana XXIII ks. Bugnini zwolniony został ze swych obowiązków na Uniwersytecie Laterańskim i usunięty ze stanowiska Sekretarza Liturgicznej Komisji Przygotowawczej[7]. Powody, które skłoniły papieża do podjęcia tego kroku nie zostały wyjawione, musiały być jednak najpoważniejszej natury, by skłonić tego tolerancyjnego papieża do działania publicznie w tak drastyczny sposób wobec księdza zajmującego tak wpływowe stanowisko w przygotowaniu Soboru. W książce Pope John and his Council, dzienniku z okresu pierwszych sesji Vaticanum II, Carlo falconi potępia usunięcie ks. Bugniniego jako krok wstecz, dodaje jednak:

„jak by nie było, Bugniniemu udało się przepchnąć swój schemat aż do soboru i ciekawe będzie zobaczyć, czy zostanie on zatwierdzony, a bardziej jeszcze czy schemat wygnanego Sekretarza Komisji Liturgicznej otworzy drogę do sukcesu innym schematom o progresywnym charakterze”[8].

Usunięcie ks. Bugniniego porównać można do zamknięcia drzwi stajni, gdy konie już uciekły. Korzystne byłoby, gdyby ks. Bugnini mianowany został Sekretarzem Komisji Soborowej (stanowisko to przypadło ks. Ferdinandowi Antonelliemu OFM), mógłby wówczas przepchnąć swój schemat na soborze – ale nie to miało zasadnicze znaczenie. Ważny był sam schemat i obawy Falconiego były bezpodstawne. Dla ojców soborowych przygotowane zostały 72 schematy przygotowawcze, owoc najbardziej drobiazgowego i metodycznego przygotowania na sobór w całej historii Kościoła[9]. Jednak schematy te były tak ortodoksyjne, że liberałowie nie mogli ich zaakceptować – nawet jako punktu wyjściowego do dyskusji. Za namową o. Edwarda Schillebeeckxa OP, urodzonego w Belgii wykładowcy dogmatyki na Uniwersytecie Katolickim w Nijmegen, zostały one odrzucone za jednym wyjątkiem, jaki stanowił schemat Bugniniego. Schemat ten Schilleebeckx uznał za „godny podziwu”[10].

„Notitiae” przypomniały o tym z nieskrywaną satysfakcją w roku 1972, podkreślając, że schemat przygotowawczy Bugniniego był jedynym, który został przegłosowany bez wprowadzenia do niego istotnych zmian[11].

Wiltgen komentuje:

„(…) spora liczba biskupów i peristi z krajów reńskich mianowana została przez Jana XXIII do liturgicznej komisji przygotowawczej. W rezultacie udało im się zaszczepić swe idee w schemat i zyskują aprobatę dla tego, co uważali za bardzo pożądany dokument”[12].

Odnośnie do innych schematów, msgr Lefebvre pisze:

„Wiecie co zdarzyło się na soborze. W dwa tygodnie po jego otwarciu nie pozostał ani jeden schemat przygotowawczy, ani jeden! Wszystkie zostały odrzucone i wrzucone do kosza na śmieci. Nie pozostało z nich nic, ani jedno zdanie. Wszystkie zostały wyrzucone”[13].

Konstytucję o liturgii omówiłem szczegółowo w rozdziale XVI mojej książki Pope John’s Council. W niniejszym rozdziale pragnę zwrócić uwagę na liczne bomby zegarowe, dwuznaczne sformułowania, które mogły być później wykorzystane przez liberałów po soborze w sposób, którego nigdy nie przewidzieli ojcowie soborowi, gdy głosowali nad tą konstytucją. Sojusz Reński naciskał na powołanie posoborowych komisji, które posiadałyby władzę interpretowania soboru, gdyż „obawiał się, że postępowe środki przyjęte przez sobór mogłyby zostać zablokowane przez siły konserwatywne otaczające papieża, skoro tylko ojcowie soborowi powrócą do swych domów”[14].

Kard. Heenan przestrzegał przed niebezpieczeństwem udzielenia soborowym periti władzy interpretowania soboru światu. „Niech Bóg broni, by tak się stało”, powiedział ojcom[15]. A jednak tak się właśnie stało. Członkowie tych komisji zostali „wybrani z aprobatą papieża, w większości przypadków, spośród soborowych periti. Zadaniem komisji jest wcielenie w życie dekretów soborowych (…) i, gdy to konieczne, tłumaczenie konstytucji, dekretów i deklaracji soborowych”[16].

5 marca 1964 L’Osservatore Romano zapowiedziało powołanie Komisji ds. Wdrażania Konstytucji o liturgii, która stała się znana pod nazwą Consislium. Początkowo członkami jej byli w przeważającej mierze członkowie Komisji, którzy pracowali nad schematem przygotowawczym. Ks. Bugnini mianowany został jej Sekretarzem 29 lutego 1964 roku.

W teorii, Consilium było organem doradczym i reformy, jakie obmyśliła, miały być wdrażane przez Kongregację Dyscypliny Sakramentów czy Kongregację Rytów. Kongregacje te ustanowione zostały jako część reformy Kurii Rzymskiej przedsięwziętej przez Pawła VI i promulgowanej jego Konstytucją Apostolską Regimini Ecclesiae Universae z 15 sierpnia 1967 roku. Wpływy ks. Bugniniego wzrosły, gdy mianowany został Podsekretarzem Kongregacji Rytów[17]. Jednak Paweł VI promulgował inną jeszcze Konstytucję Apostolską, Sacra Rituum Congregatio ( z 8 maja 1969), która podzieliła Kongregację Rytów na Kongregację Kultu Bożego oraz Kongregację ds. Świętych[18]. Krok ten miał miejsce niemal natychmiast po promulgowaniu Novus Ordo Missae 3 kwietnia 1969 roku Konstytucją Apostolską Missale Romanum. Konstytucja Sacra Rituum Congregatio kładła również kres istnieniu Consilium jako odrębnego ciała. Zostało ono wcielone do Kongregacji Kultu Bożego jako specjalna komisja, która zachowała swych członków i doradców i miała istnieć aż do zakończenia dzieła reformy liturgicznej[19]. „Notitiae”, oficjalny biuletyn Consilium, stał się organem nowej Kongregacji[20]. Ks. Annibale Bugnini mianowany został Sekretarzem nowej Kongregacji i stał się bardziej wpływowy, niż kiedykolwiek. Wcale nie będzie przesadą twierdzenie, że tak naprawdę to Consilium, czyli ks. Bugnini, przejął kontrolę nad Kongregacją Kultu Bożego. „Notitiae” z kwiecień-czerwiec zapowiadały nominację ks. Gugniniego i stwierdzały:

„Ten numer Notitiae pojawia się pod koerownictwem nowej Kongregacji Kultu Bożego. Papież Paweł VI, pod koniec Konsystorza 28 kwietnia, ogłosił i nadał temu oficjalny charakter Konstytucją Apostolską ‘Święta Kongregacja Rytów’ z 8 maja. Nowa Kongregacja będzie kontynuowała, na silniejszym fundamencie prawnym, z większą efektywnością i odnowionym zaangażowaniem, dzieło dokonane przez Consilium podczas ostatnich 5 lat, łącząc się z soborem, jego komisją przygotowawczą i całym ruchem liturgicznym (…) Consilium kontynuuje [swe prace] jako konkretna komisja Kongregacji aż do ukończenia dzieła reformy”.

Ks. Bugnini znajdował się teraz na najbardziej wpływowym stanowisku, umożliwiającym mu skonsolidowanie i rozszerzenie rewolucji, której był inspiratorem i zasadą ciągłości. Nominalni zwierzchnicy komisji, kongregacji i Consilium przychodzili odchodzili – kard. Lercaro, kard. Gut, kard. Tabera, kard. Knox – jednak ks. Bugnini zawsze pozostawał. Jego zasługi nagradzane były poprzez wyniesienie go na stanowisko tytularnego arcybiskupa Diocklentiany, co zostało ogłoszone 7 stycznia 1972. Około roku 1974 był on już w stanie chwalić się, że jego reforma liturgiczna „poważnym zwycięstwem Kościoła katolickiego”[21]. Jak wyjaśnił, reforma ta podzielona była na cztery etapy – po pierwsze, przejście od łaciny do języków narodowych, po drugie, reformę ksiąg liturgicznych, po trzecie, tłumaczenie ksiąg liturgicznych, i po czwarte „adaptacja lub ‘wcielenie’ rzymskiej formy liturgii w zwyczaje czy mentalność każdego indywidualnego Kościoła”[22]. Proces ten (który oznaczałby całkowite wyeliminowanie wszelkich pozostałości po rycie rzymskim) już się rozpoczął, jak stwierdził, i będzie „kontynuowany z rosnącą troską i przygotowaniem”[23].

Następnie, w chwili, gdy jego władza osiągnęła zenit, abp Bugnini został w trybie natychmiastowym zdymisjonowany, ku konsternacji liberalnych katolików na całym świecie, cała jego Kongregacja została rozwiązana i połączona z Kongregacją ds. Sakramentów na mocy Konstytucji Apostolskiej Pawła VI Constans nobis, opublikowanej w L’Osservatore Romano (wersja angielska) 31 lipca 1975. Nowa Kongregacja miała nosić nazwę Kongregacja Sakramentów i Kultu Bożego. Prefektem jest został kard. Knox, msgr Innocenti Sekretarzem, a msgr Mognoni Podsekretarzem sd sakramentów, z kolej msgr Noe Podsekretarzem ds. Kultu Bożego. Nazwisko Bugniniego nie pojawiło się na liście nominacji. Liberałowie na całym świecie byli przerażeni. Angielski „The Tablet” i jego ekstremalnie liberalny amerykański odpowiednik National catholic Register, zamieściły pełen oburzenia artykuł D. O’Grady’ego:

„Abp Bugnini, który jako Sekretarz rozwiązanej Kongregacji Kultu Bożego był kluczową postacią w reformie liturgicznej Kościoła, nie jest członkiem nowej Kongregacji. Podczas planowania jej nie zaciągnięto również jego rady, pomimo jego wieloletniego doświadczenia. Dowiedział się o jej utworzeniu podczas wakacji w Fiuggi (…) Nagły sposób, w jaki zostało to przeprowadzone, nie wróży dobrze linii reprezentowanej przez Bugniniego wsparcia dla reformy we współpracy z lokalnymi hierarchiami. (…) Mgsr Bugnini postrzegał kolejne dziesięć lat reformy jako dotyczące zasadniczo inkorporowaniu lokalnych zwyczajów do liturgii (…) Uosabiał ciągłość posoborowej reformy liturgicznej”[24].

„L’Osservatore Romano” zamieściła następujące ogłoszenie w swej edycji anglojęzycznej z 15 stycznia 1976: „5 stycznia: Ojciec Święty mianował Nuncjuszem Apostolskim w Iranie Jego Ekscelencję Najczcigodniejszego Annibale Bugniniego CM, tytularnego arcybiskupa Dioclentiany”. Było w sposób oczywisty fikcyjne stanowisko, które miało zamaskować fakt, iż Bugnini został wypędzony.

W swej książce The Devastated Vineyard, opublikowanej w roku 1973, Dietrich von Hildebrad słusznie zauważył, że: „Zaprawdę, gdyby któremuś z diabłów książki C.S. Lewisa Listy starego diabła do młodego powierzone zostało zadanie zrujnowania liturgii, nie mógłby zrobić tego lepiej”[25].

Jest to stwierdzenie oparte na obiektywnej ocenie samej reformy. Jest rzeczą bezdyskusyjną, że niezależnie od tego, czy ryt rzymski zniszczony został celowo czy też nie, jego zniszczenie pozostaje faktem. Jeśli rezultat ten jest po prostu wynikiem błędnych decyzji mających dobre intencje ludzi, obiektywny fakt pozostaje nie zmieniony, nie mogły one zniszczyć rytu rzymskiego skuteczniej, gdyby uczynili to rozmyślnie. Jednak gruntowność zniszczenia skłoniła wielu do wątpienia, czy rzeczywiście mógł to być jedynie wynik błędnych decyzji podjętych przez ludzi o dobrych intencjach. Nie było wielką niespodzianką gdy, w kwietniu 1976 roku, Tito Casini, jeden z czołowych włoskich publicystów katolickich, publicznie oskarżył msgr Bugniniego o przynależność do masonerii[26]. 8 października 1976 „Le Figaro” opublikowała raport stwierdzający, iż msgr Bugnini zaprzeczył, by kiedykolwiek miał związki z masonerią.

Przeprowadziłem własne dochodzenie w tej sprawie i mogę ręczyć za autentyczność następujących faktów.

Pewien bardzo szanowany rzymski kapłan wszedł w posiadanie dowodu, który dowodził według niego przynależności msgr Bugniniego do masonerii. Złożył te informacje w ręce Pawła VI wraz z ostrzeżeniem, że jeśli nie zostaną podjęte żadne kroki, będzie się on czuł związany w sumieniu upublicznić całą sprawę. Wkrótce potem msgr Bugnii został zwolniony a cała jego kongregacja rozwiązana. Aby zweryfikować te informacje nawiązałem kontakt z owym księdzem przez naszego wspólnego znajomego, włoskojęzycznego kapłana, który jest uczonym o międzynarodowej renomie. Zapytałem go, czy byłoby możliwe opublikować szczegóły dowodu przesłanego papieżowi – i otrzymałem następującą odpowiedź:

„Żałuję, że nie jestem w stanie spełnić Pana prośby. Tajemnica, która musi otaczać oskarżenie (w konsekwencji którego msgr Bugnini zmuszony został do odejścia) jest ‘ściśle tajna’ i taką musi pozostać. Z wielu powodów. ‘Fakt”, że wspomniany Monsinore został natychmiast usunięty ze swego stanowiska wystarcza. Oznacza to, ze ‘argumenty’ były bardziej niż przekonujące”[27].

Fakty, które zdołałem ustalić, nie stanowią dowodu, że abp Bugnini był masonem. Udało mi ustalić, że dokumentacja dowodząca jego przynależności do masonerii złożona została w ręce Pawła VI, który wkrótce zdymisjonował Arcybiskupa i wygnał go do Iranu. Jest teoretycznie możliwe, że Paweł VI podjął już decyzję o zdymisjonowaniu Arcybiskupa i rozwiązaniu jego kongregacji z jakichś powodów całkowicie nie związanych z dyskutowanym tu dowodem. Jednakże mamy tu do czynienia z nieco zbyt rażącym zbiegiem okoliczności i należy zbadać wszystkie alternatywne wyjaśnienia.

Osobiste zaprzeczenie przez msgr Bugniniego przynależności do masonerii musi być postrzegane w świetle jego zaprzeczenia, że protestanci odegrali jakąkolwiek rolę przy tworzeniu Novus Ordo Missae:

„Jaką rolę w Consilium odgrywali ‘Obserwatorzy’? Nie czynili nic więcej, poza obserwowaniem. Przede wszystkim uczestniczyli oni jedynie w spotkaniach studyjnych. Po drugie, zachowywali się z nieskazitelną dyskrecją. Nigdy nie włączali się do dyskusji i nigdy nie prosili o głos”[28].

Zadałem sobie trud napisania bezpośrednio do jednego z owych obserwatorów, który zapewnił mnie, że odgrywali oni bardzo aktywną rolę podczas spotkań studyjnych, które były całkowicie dla wszystkich i podczas których można było bardzo szczerze wymieniać poglądy. Kompletną dokumentację odnośnie do roli obserwatorów zamieściłem w Dodatku III.

Podobny incydent wydarzył się odnośnie do niesławnego artykułu 7 Wprowadzenia Ogólnego do Mszału Rzymskiego. Następujące świadectwo, przedstawione przez nie żyjącego już kard. Journeta, opublikowane zostało w „La Pensee Catholique”:

„Bugnini zaniósł proponowany tekst Ordo Missae oraz Wprowadzenia Ogólnego Ojcu Świętemu. Papież powiedział, że ograniczy się do zbadania samego tekstu Ordo Missae i polecił Bugniniemu przedłożyć Wprowadzenie Ogólne Kongregacji Nauki Wiary. Jednakże, w akcie bezprecedensowego[29] nieposłuszeństwa, Bugnini wydrukował tekst Wprowadzenia nie przedstawiwszy go Kongregacji.

Gdy papież dowiedział się w tym samym czasie o pierwszych pełnych zgorszenia reakcjach pewnych kardynałów Kurii, płakał nad nim z żalu, wstydu i gniewu. Kardynał widział to na własne oczy. Zdecydował opublikować nową wersję, ale inna została już wydana i trafiła do obiegu. Gdy wyraziłem zdziwienie, że papież nie ogłosił publicznie potępienia (Wprowadzenia Ogólnego), kardynał podniósł jedynie ręce i odpowiedział: ‘Alas!’”[30][31].

Amerykański kapłan, o. Milan Mikulich OFM zaświadcza, że odkrył błąd o poważnych implikacjach doktrynalnych w oficjalnej angielskiej wersji Ordo MIssae i przedłożył go kard. Franjo Seperowi, Prefektowi Kongregacji Nauki Wiary (obaj byli Chorwatami). Kard. Seper zgodził się, że błąd był poważny i że powinien zostać natychmiast poprawiony. O. Mikulich uzyskał osobistą audiencję u abpa Bugniniego, który obiecał, że dokonana zostanie stosowna poprawka. O. Mikulich pisze: „Powstaje więc pytanie: czy rzeczywiście zażądał on wprowadzenia tej poprawki, czy też został zignorowany przez biuro ICEL. Tylko on może udzielić na nie odpowiedzi”[32].

W książce Pope John’s Council zauważyłem, że moje krytyczne stanowisko wobec reformy liturgicznej nie opiera się w żadnej mierze na twierdzeniu, że abp Bugnini był masonem[33]. Stanowisko moje oparte jest wyłącznie na samej reformie oraz skutkach, jakie wywarła ona na życiu Kościoła. Nawet gdyby można było dowieść, że – nie będąc masonem – Arcybiskup jest w istocie jednym z najbardziej szczerych i oddanych katolików w obecnym wieku, moje stanowisko wobec Novus Ordo MIsaae nie zmieniłoby się w niczym. To, że abp Bugnini zniszczył ryt rzymski jest łatwo weryfikowalnym faktem historycznym. Jak zauważył dr von Hildebrand, nawet sam diabeł nie potrafiłby zrobić tego lepiej. To, czy przy tym dziele zniszczenia kierował się dobrymi czy złymi intencjami jest bez wątpienia interesujące, stąd niniejszy rozdział, nie ma jednak wpływu na obiektywny stan rzeczy. Oczywistą analogią jest ofiara wypadku samochodowego. Policja może oskarżyć kierowcę który go zabił o prowadzenie pod wpływem alkoholu. Kierowca może zostać uniewinniony lub uznany za winnego, w żadnym jednak przypadku nie zmieni to faktu, że jego ofiara jest martwa. W tym przypadku, jak zaświadcza ultraliberalny liturgista ks. Gelineau: „Ryt rzymski, taki jaki znaliśmy, już nie istnieje. Został zniszczony”[34].

Kościół soborowy w oczywisty sposób przywiązuje wielkie znaczenie do przekonania ogółu wiernych że w żadnym momencie swej kariery abpa Bugniniego nie podejrzewano w najmniejszym nawet stopniu o nic ani nie padł on ofiarą żadnych sankcji. Jego własny periodyk, „Notitiae”, stwierdził w numerze z lutego 1972, jako wyraz uznania po udzieleniu mu sakry biskupiej, że został on mianowany wykładowcą liturgiki duszpasterskiej Na Uniwersytecie Laterańskim w roku 1957[35]. Jak pokazałem w tym rozdziale, został on zwolniony z tych obowiązków w roku 1962, za zgodą Jana XXIII. Katolicki świecki był w stanie obejść cenzurę narzuconą katolickim mediom oskarżając abpa o powiązania z Masonerią w liście do (londyńskiego) „Daily Telegraph” z 1 grudnia 1975 roku. Następnego dnia pojawiła się odpowiedź z msgr George’a L. Leonarda, głównego oficera informacyjnego katolickiego Biura Informacyjnego. Stwierdzało się w nim, że świecki ów był „zmanipulowany i niedoinformowany”. Uzasadnienie podane przez msgr Leonarda brzmiało jak następuje:

„Papieski Uniwersytet laterański posiada swój własny personel. Abp Bugnini nigdy nie był tam wykładowcą a w konsekwencji nigdy nie został odwołany jak sugeruje wasz korespondent. Jest on traktowany przez wszystkie szanowane władze jako ekspert liturgiczny o najwyższych kwalifikacjach. Pisze on o kulcie Bożym w oficjalnych publikacjach Watykanu”.

Tak więc mówi Kościół soborowy.

Podczas gdy abpa Bugniniego uznać należy za odpowiedzialnego za reformę liturgiczną w tym sensie, że był on niejako jej siłą napędową, nie może to zmienić faktu, że Paweł VI musi przyjąć odpowiedzialność za Novus Ordo Missae. Papież musi zaakceptować to, co nazywa się ‘wyłączną odpowiedzialnością’ za wszystkie oficjalne zmiany. Niezależnie od tego, czy mu się one podobały czy też nie, autoryzował je, i nie potępiał ani odrzucał. Jednak w odniesieniu do jego wyłącznej odpowiedzialności jasne jest, że papież nie tylko zatwierdzał oficjalne zmiany, ale był ich entuzjastą. Wychwalał je, bronił ich i potępiał tradycjonalistów, którzy ich nie przyjmowali. Opatrznościowo, nie posunął się do zaangażowania w pełni swego papieskiego autorytetu by zakazać celebracji Mszy Trydenckiej w sposób, który byłby prawnie (jeśli nie moralnie) wiążący. Stąd błędem byłoby wyciąganie wniosku z tego rozdziału, że Paweł VI zatwierdził nową Mszę raczej ze słabości niż z przekonania. Zostało to potwierdzone przez ks. Gottardo Pasqualetti, który był sekretarzem abpa Bugniniego w latach 1964-1975, był więc w stanie śledzić, krok po kroku, wdrażanie reformy liturgicznej. W wywiadzie opublikowanym 3 kwietnia 1980 roku we włoskim periodyku „Il Settimanale” zadano mu pytanie: „W jakim stopniu Paweł VI uczestniczył w reformie liturgicznej?”. Ks. Pasqualetti odpowiedział:

„Myślę, że ma wątpliwości, ze reforma liturgiczna jest wielkim dziełem Pawła VI. Korzystał on z pracy i opinii kardynałów, biskupów oraz doradców Consilium, które sam powołał dla wdrażania Konstytucji o liturgii. Poza tym konsultował się z biskupami przy okazji Synodu w roku 1967, również w kwestii Liturgii Godzin chciał poznać zdanie każdego biskupa. Tak samo postąpił w przypadku innych ważnych aktów, jak w kwestii wprowadzenia praktyki kładzenia konsekrowanego chleba na dłoni komunikowanego. Podczas tworzenia schematu przygotowawczego jak również w ostatnich etapach pracy, Paweł VI osobiście studiował kwestie i proponował rozwiązania. W archiwach znajdują się niezaprzeczalne dowody jego uwag, obserwacji, uwag pisanych jego własną ręką wyrażających jego wolę lub jego aprobatę. Ponadto śledził on wdrażanie reformy z duszpasterską wrażliwością i zrozumieniem; odprawiał nową liturgię i gdy to było konieczne, interweniował odważnymi i historycznymi decyzjami, jak rozszerzenia zakresu używania języków narodowych na całą liturgię i w zatwierdzeniu nowych Modlitw Eucharystycznych”.

Tak więc, choć słusznie nazwać można abpa Bugniniego Wielkim Architektem Rewolucji Liturgicznej, która zniszczyła ryt rzymski, sprawiedliwość wymaga by odpowiedzialność za tę rewolucję spoczywa bezpośrednio na barkach Pawła VI, co usprawiedliwia i wyjaśnia tytuł niniejszej książki „Nowa Msza Pawła VI”.

Uzupełnienie

Już po złożeniu niniejszego rozdziału w „Homiletic and pastoral Review” z maja 1980 ukazał się ostry atak na moją osobę autorstwa abpa Bugniniego. Stwierdził on, że jestem kłamcą i że mam znajomych, którzy są „zawodowymi kłamcami”. Zaprzeczył, jakoby „w reformie liturgicznej znajdowało się choć jedno zdanie, które podawałoby w wątpliwość wiarę w Eucharystię”. Nigdy nie twierdziłem, że oficjalny łaciński tekst Novus Ordo MIssae zawiera formalną herezję. Twierdzę natomiast, ze wiara w ofiarnych charakter Mszy został poważnie rozmyta poprzez pominięcia i mętną frazeologię, co wyjaśnimy w następnym rozdziale niniejszej książki. Jeśli Wprowadzenie Ogólne postrzegane jest jako część reformy liturgicznej, z pewnością podaje ona w wątpliwość katolickie nauczanie eucharystyczne.

W swym liście abp Bugnini powtórzył swe zaprzeczenie z roku 1976, jakoby kiedykolwiek był członkiem masonerii, zaprzeczenie, na które zwracałem uwagę w tym rozdziale. Chciałbym podkreślić, iż nigdy nie twierdziłem, że potrafię udowodnić przynależność Arcybiskupa do masonerii, a jedynie że został on zwolniony przez Pawła VI, ponieważ papież uważał go za masona. Arcybiskup uznał ten fakt osobiście w swych wydanych pośmiertnie wspomnieniach z reformy liturgicznej, opublikowanych po włosku w roku 1983 a po angielsku w 1990. Na stronie 93 wspomina on o swym liście do „Homiletic” potępiającym mnie jako oszczercę, jednak na stronach 90 i 91 stwierdza dokładnie to samo, o czym ja pisałem. Odnosząc się do swego zwolnienia i rozwiązania Kongregacji Kultu Bożego, napisał:

„Jakie powody popchnęły papieża do tak drastycznej decyzji, której nikt nie oczekiwał i która ma tak poważne konsekwencje dla Kościoła? Napisałem we Wstępie do tej książki, że ja sam nigdy nie poznałem tych powodów z całkowitą pewnością, choć, co zrozumiałe w tej przykrej sytuacji, pukałem do wielu drzwi na wszystkich szczeblach (…) Pod koniec lata kardynał, który zazwyczaj nie był nastawiony entuzjastycznie do reformy liturgicznej powiedział mi o istnieniu ‘dossier’, które miał on widzieć (a może przynieść) na biurku papieża, które dowodziło, że abp Bugnini był masonem”[36].

Michael Davies

tłum. Scriptor

Biografię abpa Bugniniego znaleźć można w nrze 70 „Notitiae” z lutego 1970 roku, ss. 33-34.

http://www.bibula.com/?p=92591
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 01 Kwi 2008
Posty: 17424
Skąd: Polska
Wysłany: 5 Lipiec 2017, 15:22    [Cytuj]

Sobór Watykański II: Dlaczego Papież Jan XXIII zapłakałby dziś?
Autor: Rzymski Katolik
poniedziałek, 4 listopada 2013




ALICE VON HILDEBRAND urodziła się w Belgii. Studiowała m.in. na Uniwersytecie Fordham w Stanach Zjednoczonych, gdzie w 1946 roku uzyskała doktorat z filozofii. Uczennica, a później żona wybitnego filozofa Dietriecha von Hildebranda, którego papież Pius XII nazwal XX-wiecznym Doktorem Kościoła. Związała się z nowojorskim Hunter College, gdzie przez 37 lat wykładała filozofię. )

George Sim Johnston napisał artykuł na cały czas gorący temat Soboru Watykańskiego II. Minione czterdzieści lat naznaczone było tak wielkim zamieszaniem, że dzisiaj jesteśmy jeszcze chyba zbyt blisko tych wydarzeń, by ocenić je uczciwie i dokładnie. Mimo tego, artykuł Johnstona pt "Otwórzcie okna: Dlaczego Sobór Watykański II był potrzebny?" (magazyn Crisis, marzec 2004)jest zarówno prowokujący, jak i skłaniający do myślenia.

Słusznie krytykuje on "samo-satysfakcjonujący triumfalizm", czasami możliwy do zauważenia w Kościele przedsoborowym, i tych żałośnie samozadowolonych [katolików] żyjących miernym życiem lecz kontentujących się przez samo należenie do Jedynego Prawdziwego Kościoła.

Tak jak Wybrany Lud Starego Testamentu - który zamiast być pokornie wdzięcznym za ten bezgraniczny przywilej wybraństwa (na który nie zasłużył), mógł skłaniać się do spoglądania na innych z góry - tak samo ci przeciętni, mierni katolicy zbyt często zapominali, że dany im dar należenia do Jedynego Prawdziwego Kościoła nie usprawiedliwiał ich uczucia wyższości w stosunku do innych. Niestety, ludzie mają ten szczególny talent przechodzenia od jednej skrajności w drugą. "Triumfalizm" stał się sloganem potępiającym, czego rezultatem są niezliczone dzisiaj rzesze katolików, którzy stracili wizję otrzymanego zaszczytu i uciekają od głoszenia chwały Jedynemu Prawdziwemu Kościołowi. Smutny przykład tego stwierdzenia pochodzi od bliskiej mi osoby - codziennie przystępującej do Komunii św. - która strofowała mnie za to, że wierzę w Kościół Katolicki jako jedyny Kościół założony przez Chrystusa, do którego klucze przekazane zostały Piotrowi przez Zbawiciela. "Żadna religia nie jest prawdziwa" - powiedziała mi ta osoba. "Wszystkie religie poszukują prawdy" - dodała. To, że Chrystus powiedział: "Ja jestem Prawdą" (coś, czego żaden inny przywódca religijny nigdy nie ośmielił się stwierdzić) jest dzisiaj zapomniane. I tak też właśnie międzyreligijne spotkanie w Asyżu w 1986 roku jest interpretowane.

Nie zgodzę się ze stwierdzeniem Johnstona, który przytoczył słowa Martina Bubera, iż sukces nie jest jednym z określeń Boga. Ależ właśnie Chrześcijaństwo jest największym sukcesem w historii ludzkości. Kalwaria, największa niewyobrażalna ludzka porażka, poprzedzała Zmartwychwstanie, bez którego - jak mówi nam św. Paweł - bylibyśmy jedynie najbardziej nędznymi ze wszystkich stworzeń. Budzi zdziwienie, że w swojej odpowiedzi na krytycyzm wobec przytoczenia stwierdzenia Bubera, Johnston mówi, że Kalwaria "była momentem definiującym Chrześcijaństwo". Ale nic nie wspomina on o Zmartwychwstaniu! Patrząc z daleka na historię chrześcijan, widzimy, że jest ona nieustannymi ludzkimi porażkami, które poprzedzają wspaniałe supernaturalne zwycięstwa. Św. Paweł wyraził tę prawdę w swoim Drugim Liście do Koryntian: "znosimy cierpienia, lecz nie poddajemy się zwątpieniu [...] obalają nas na ziemię, lecz nie giniemy." (4:8-9). To jest niewątpliwie sukces, ale sukces ten może wyjaśnić tylko sam Bóg.

Johnston mówi nam, że papież Jan XXIII chciał wyciągnąć Kościół ze swej "Trydenckiej skorupy", aby aktywnie zaangażować się we współczesny świat. Ale to właśnie Sobór Trydencki przyniół największy plon świętych i największy urodzaj zgromadzeń religijnych, utworzonych z intencją, by roznosić światło Ewangelii światu, czy to poprzez kontemplacyjne życie zakonne czy aktywne zaangażowanie. Św. Franciszek Salezy, św. Jeanne Francoise d'Ars, św. Jan Bosco (jeden z największych nauczycieli wszystkich czasów), św. Teresa z Lisieux (apostoł misji) byli właśnie odżywiani tą "skorupą" Soboru Trydenckiego.

Johnston pisze, że celem Soboru Watykańskiego II było otwarcie Kościoła na świat i że dzisiejszy posoborowy Kościół jest już "dla tego świata". Ale samo słowo "świat" jest bardzo dwuznaczne. Kiedy ktoś czyta Ewangelię św. Jana, rozdział 14-16, to uderza go jak często słowo "świat" jest wymieniane. Chrystus mówi nam, że świat nienawidzi Go i że On nie z tego świata pochodzi. Mówi On swoim Apostołom, że tak jak świat nienawidzi Go, tak i ich nienawidzić będzie. Choćby przez to, że właśnie Szatan nazywany jest "księciem tego świata", nie można wymyślić wyraźniejszej przyczyny odrzucenia "tego świata". Ale jest też religijny i metafizyczny dualizm pomiędzy Bogiem a "Księciem tego świata" i ten dualizm będzie trwał aż do końca czasów, kiedy to Wielki Zły będzie pokonany.

Ten, kto kocha Chrystusa, musi nienawidzić świata ze swoją pompą, ponieważ świat jest królestwem szatana. Podczas chrztu zobowiązani jesteśmy do odrzucenia tego świata. Papież Paweł VI lamentował, że "otwarcie [Kościoła po Soborze Watykańskim II] na świat, przyczyniło się do faktycznej inwazji Kościoła przez myślenie pochodzące z tego świata" (23 listopada 1973 roku).

Słowo "świat" ma także i inne znaczenie. Odnosi się do świata, które Bóg stworzył z niczego: widzialny świat, który odzwierciedla piękno Boga, świat zamieszkany przez Jego dzieci, miejsce gdzie albo osiągną one swój cel, albo daną im boską misję zdradzą. To, że Chrześcijan powinien aktywnie zaangażować się w ten świat, wynika z Chrystusowego zawołania: "Idźcie i nauczajcie wszystkie narody." Prawdziwie odnosi się to także do tych, którzy wezwani są do czysto kontemplacyjnego życia - nie uciekającego jednak do zapomnienia o tym świecie - życia modlitwą, ofiarą, pokutą za braci ze świata.

Pełna podziwu praca misyjna dokonywana przez wieki, była właśnie odpowiedzią na wezwanie do ewangelizowania świata. Kiedyś mieliśmy coroczne rekolekcje dawane głównie przez misjonarzy, którzy poruszali nasze serca ku modlitwie i ofierze za ich pracę. Ci misjonarze - tak jak Peres Blancs ["Biali Ojcowie"], którzy wykonywali zachwycającą pracę misyjną w Afryce - właśnie pochodzili z tej "Trydenckiej skorupy". Niestety, od czasu Soboru Watykańskiego II, Chrystusowe wezwanie: "Idźcie i nauczajcie wszystkie narody" zostało zastąpione przez "Idźcie i dialogujcie ze wszystkimi narodami".

Niestety, od czasu Soboru Watykańskiego II, Chrystusowe wezwanie: "Idźcie i nauczajcie wszystkie narody" zostało zastąpione przez "Idźcie i dialogujcie ze wszystkimi narodami"

Papież Jan XXIII miał nadzieję na pogłębienie działalności misyjnej. To, że jego nadzieje spełzły na niczym, świadczą uwagi wypowiedziane w sekrecie do swego bliskiego przyjaciela, kardynała Silvio Oddi, na krótko przed swoją śmiercią. Miałam ten zaszczyt, że odbyłam dwugodzinną rozmowę z kardynałem Oddi w marcu 1985 roku. Jego Eminencja powiedział mi: "Wiedząc, że śmierć już jest blisko, Jan XXIII zawołał mnie i powiedział: 'Silvio, Silvio. Mój pontyfikat był niepowodzeniem. Nic z tego, co chciałem osiągnąć, nie zostało zrobione, a to, czego nie chciałem, aby zaistniało - zrealizowało się."

Jakżeby inaczej zinterpretować te tragiczne słowa, jeśli nie przez przypuszczenie, że Jego Świątobliwość słusznie obawiał się, że jego przekaz będzie zniekształcony i niezrozumiany?

Jako przykład można przytoczyć przypadek pewnej kobiety, wyznawczyni hiduizmu, która - jak zrelacjonował to reporter brytyjskiego pisma Christian Order - udała się do misjonarza informując go o swoim życzeniu wstąpienie do Kościoła. Powiedziano jej wtedy, że nie jest to wcale potrzebne, że powinna ona czynić wszystko, by stać się jeszcze lepszą wyznawczynią hinduizmu.

Działalność misyjna tak bardzo upada, że niektórzy tak zwani "katolicy" interpretują tę świętą posługę jako wyraz aroganckiego i dumnego "triumfalizmu".

Wielu z nas posiada talenty, które jednak wykorzystujemy do czynienia dobrych rzeczy w zły sposób. Nie można zaprzeczyć temu, że niektórzy katolicy, którzy grzmią przeciwko błędom i herezjom, jednocześnie tak słabo ukazują piękno przekazu Zbawiciela, Tego, który jest "cichy i pokornego serca" [Mateusz 11:29]. Prawda jest piękna i powinna być pokazywna tym, którzy karmieni są uprzedzeniami. Z drugiej strony, głoszenie Prawdy nie jest możliwe bez potępienia błędów. Święty Jan tak wspaniale łączy prezentację promieniowania Prawdy z "anathema sit". Ten Apostoł Miłości był przecież także "synem gromów". Bojaźń przed Bogiem jest początkiem mądrości, lecz dzisiaj nie widzimy już ciężkości religijnych, metafizycznych i etycznych błędów. Platon przypomina nam, że im wyższa prawda, tym bardziej powinniśmy się nią interesować, bardziej dokładnie powinniśmy ją poznawać. Nie ma znaczenia, gdy jestem w błędzie co do długości jelita cienkiego świni, ale jeśli jestem w błędzie co do Boga, ma to wielkie znaczenie. Współczesny człowiek nie tylko toleruje aberracje religijne, ale nie odbiera już ich jako trucizna dla ludzkiej duszy.

Dzisiejsze kazania nieustanie powtarzają nam o tym jak Bóg kocha nas - i jest to oczywiście prawda! - ale słowa takie jak: grzech, Diabeł, Piekło są dzisiaj odrzucane. Dwóch księży, których znam zostali mocno skarceni przez swego biskupa za mówienie o wiecznym potępieniu, ponieważ "odpychają parafian od kościoła".

Ilu księży ośmiela się dzisiaj grzmieć przeciwko aborcji, tej odrazie, która musi sprawiać szloch u aniołów? Ilu biskupów oświadcza, że "proaborcyjni" politycy nie mogą otrzymać Komunii świętej? Przywiązanie do życia ziemskiego, materialnego - dzisiejsze hasło polityków - nie jest chrześcijańską cnotą. Jeśli Jan XXIII byłby świadkiem tego wszystkiego, zapewne zapłakałby.

Johnston ma rację lamentując nad faktem, że seminarzyści w przedsoborowym Kościele karmieni byli "skostniałą" wersją nauk św. Tomasza. [...] Gdy tylko "okna zostały otworzone", wielu seminarzystów, nowicjuszy i księży pożerali prace Nietschego, Darwina, Freuda i Sarte'a. Przynajmniej nie były one nudne. Carl Rogers przekonał tysiące z nich, że celem ich życia jest samospełenienie się, a był on tak przekonywujący, że wyzwolił exodus tysięcy księży, zakonnic i nowicjuszy [z Kościoła].

Wielka encyklika papieża Leona XIII Aeterni Patris (1879) ilustruje tę sprawę. Dawała ona tomizmowi swoje dumne miejsce, [wtedy] gdy istniała nagląca potrzeba ostrzeżenia wiernych przeciwko błędom dominującym na polu filozofii. Kant, Hegel, Schopenhauer, Nietzsche, Darwin i Spencer byli intelektualnymi bohaterami tamtych dni. Jego Świątobliwość wiedział, że filozofia (ancilla theologiae) jest najważniejsza w scholastycznej formacji i również wiedział, że znakomicie przejrzyste myśli św. Tomasza czyniły go bardziej przystępnym dla seminarzystów niż św. Augustyn, którego myśl nie była tak systematyczna. [...]

Człowiek posiada niesamowity talent przechodzenia od jednego błędu do drugiego. Przypominam sobie późne lata sześćdziesiąte, kiedy to zakonnica, która poczuła "wyzwalające wpływy" Soboru Watykańskiego II głośno oznajmiała, że "tomizm umarł". Ta droga siostra zakochała się we "współczesnym myśleniu" nie widząc żadnej różnicy pomiędzy pozytywnym wkładem a otwarcie wyznaną aberracją. Poza tym, oznajmienie, że filozofia będąca produktem gigantycznych umysłów i wielkich świętych "umarła", jest co najmniej ryzykowne. Prawda pozostaje prawdą i wszystko co w dziełach św. Tomasza jest prawdziwe, nie może umrzeć. Wyraźnie siostra poszła śladami Zeitgeist, ducha który był tak powszechny towarzyszysząc Soborowi Watykańskiemu II. Wszystko co było nowe, było witane jako "odświeżające". Co prawda, skostniały tomizm - ten niewierny św. Tomaszowi - musiał być odrzucony, ale zrobienie z Sartre'a bohatera jest zapełnie czymś innym.

Johnston narzeka, że przed Soborem Kościół był "jurydyczną maszyną operowaną przez Biskupa Rzymu. Przez wieki, władza kościelna stała się niezwykle ciężka i scentralizowana." Sobór Watykański II chciał skorygować te niedoskonałości - Johnston dodaje - przez podkreślenie "kolegialności". Oczywiście dużo słyszeliśmy o "kolegialności" w czasie tych ostatnich czterdziestu latach. To jest kolejny przypadek, gdzie przeszliśmy z jednej skrajności w drugą. Dzisiaj, gdy Piotr, który trzyma klucze, mówi jasno, że chce aby pewne rzeczy zostały poprawione, jego żądania są bezceremonialnie ignorowane. Wielu świeckich ludzi bardzo boleśnie przeżyło odpowiedź amerykańskich biskupów na Ex Corde Ecclesiae. Fakt wielokrotnego ignorowania przez niemieckiego biskupa Karla Lehmana (teraz już kardynała Lehmana) papieskich żądań dotyczących zaprzestania podpisywania dokumentów zezwalających na aborcje, jest również doskonale znany. Dopiero, gdy Piotr użył pełnego swego autorytetu jako "trzymający klucze", kard. Lehmann w końcu odpuścił. Jaki sens ma posiadanie autorytetu władzy, jeśli nie jest ona używana? Takie rzeczy nie zdarzały się w czasie pontyfikatu Piusa XI, który odebrał kardynalskie insygnia, ponieważ kardynał ośmielił się kwestionować decyzję papieską. Pius XI był prawdziwym przywódcą.

Dzisiaj, gdy Piotr, który trzyma klucze, mówi jasno, że chce aby pewne rzeczy zostały poprawione, jego żądania są bezceremonialnie ignorowane. [...] Jaki sens ma posiadanie autorytetu władzy, jeśli nie jest ona używana? Takie rzeczy nie zdarzały się w czasie pontyfikatu Piusa XI, który odebrał kardynalskie insygnia, ponieważ kardynał ośmielił się kwestionować decyzję papieską. Pius XI był prawdziwym przywódcą.

Autorytet może być nadużywany, ale kiedy autorytet nie jest już autorytetem, innego rodzaju rak niszczy Kościół. Wszyscy znamy biskupów, którzy z pewnością nie żyją życiem, do jakiego zostali powołani. Rzym ma świadomość tego. Ale ci biskupi wiedzą również, że mogą dalej zaniedbywać powierzoną im odpowiedzialność, ponieważ zdają sobie sprawę, że nie będą zdegradowani.

Innym zagadnieniem poruszonym przez Johnstona jest reforma liturgii. Jednym z przejrzystych celów Soboru była gwarancja, że język łaciński pozostanie językiem liturgicznym Kościoła. "Szersze użycie" języków narodowych było dozwolone tylko tam, gdzie zachodziła taka potrzeba ku większemu dobru wiernych., ale Sobór orzekł również, że: "użycie języka łacińskiego [...] ma być zachowane". Słowa Soboru są tak jasne, że można się tylko dziwić, jak zostało to radykalnie zreinterpretowane. Język łaciński, właśnie jako język martwy, gwarantuje ortodoksję. Języki narodowe zmieniają się i modlitwa w języku narodowym nie może dać nam tej gwarancji. Słowa zmieniają swoje znaczenie. Na przykład "dyskryminacja", która miała pozytywne znaczenie (jako inteligentna dystynkcja, rozróżnienie), stała się teraz brzydkim słowem. Dlaczego życzenia Soboru zostały tak bardzo zniekształcone? Dlaczego użycie łaciny stało się takim przekleństwem? Dlaczego nieustannie mówi się, że "Sobór Watykański II to i to nakazał", kiedy nie ma w takich stwierdzeniach cienia prawdy? Kto jest odpowiedzialny za uprowadzenie dokumentów soborowych i wypaczenie ich przesłania? Wierni są upoważnieni do zadawania takich pytań i, prędzej czy później, historia ukaże te odpowiedzi. Nie bądźmy zdziwieni, jeśli pewnego dnia odkryjemy, że Judasz dalej kontynuuje niszczenie Kościoła.

Jednym z przejrzystych celów Soboru była gwarancja, że język łaciński pozostanie językiem liturgicznym Kościoła. [...] Sobór orzekł, że: "użycie języka łacińskiego ma być zachowane".

Dlaczego tak się dzieje, że głębsze uczestnictwo wiernych we Mszy św. jest interpretowane jako nieustanna przeszkoda, podczas gdy znaczyło to tyle, że wierni powinni lepiej zrozumieć znaczenie Ofiary Świętej jako bezkrwawego powtórzenia ofiary na Kalwarii i wstrzymać się z odmawianiem różańca podczas celebracji tego największego misterium. Prawdą jest, że wielu katolików nie było właściwie pouczanych i prawdziwie nie rozumieli cudowności misterium Mszy św. Ale znowu trzeba zapytać: dlaczego musimy przechodzić z jednej skrajności w drugą, poprzez zrobienie ze Mszy jakiegoś środowiskowego spektaklu na kształt protestanckich "nabożenstw"?

Dlaczego tak się stało, że wielkimi nakładami finansowymi zlikwidowano balaski, kiedy Sobór nawet nic nie wspominał o tej najbardziej godnej pożałowania innowacji, nie mówiąc o takim obrazoburczym zwyczaju eliminowania cennych prac artystycznych, malarstwa, rzeźb, które rzekomo "odwracały naszą uwagę". Powinno się poczytać o życiu św. Teresy z Avia, aby zdać sobie sprawę ze znaczenia chrześcijańskiej sztuki na życie religijne. Zarówno muzyka sakralna (zastąpiona dzisiaj przez "dzieła" artystycznego ubóstwa), jak i piękne rzeźby są niezbędne dla autentycznego katolicyzmu, które rozumie podstawową wagę sztuk wizualnych i muzyki w przekazie boskiego posłania.

Inny niezwykle delikatny temat dotyczy zmiany pozycji w stosunku do wolności religijnej, którą Johnston nieugięcie określa jako "radykalne odejście". Kościół jest skłonny współpracować z każdą formą rządów, który respektuje prawo moralne. Nie ulega wątpliwości, że takie "narzucanie prawdy" - jak ujmuje to Johnston - jest nieproduktywne. Z drugiej strony, Chrystus przekazał swym Apostołom misję nauczania wszystkich narodów, co zawiera coś więcej niż zwykła "propozycja" - jak to Johnston mówi nam powołując się na rekomendacje soborowe. Wielu współczesnych myślicieli lamentuje dzisiaj bolejąc nad faktem "rozdzielenia Kościoła i Państwa", które prowadzi do podstępnego ataku na każdą manifestację religii w życiu publicznym. [Wystawianie publiczne] bożonarodzeniowych żłobków przestało być dzisiaj dozwolone [m.in. w USA], modlitwy w publicznych szkołach zostały zniesione, walczy się ze słowami "tak mi dopomóż Bóg" w hołdzie składanym fladze [Pledge of Allegiance], itd. Cieszymy się, gdy demokrację odnosi się do metafizycznej równości wszystkich ludzi, ale gdy znaczy ona, że "wszystkie idee są sobie równe" i że nie ma hierarchii we wszechświecie - wtedy mamy do czynienia z wielkim problemem.

Wszechświat ma strukturę architektoniczną a liberalna demokracja skupia się właśnie coraz bardziej na walce przeciwko tego typu hierarchii. Czy nam się to podoba czy też nie - a biada tym, którym się to nie podoba - Bóg jest Królem wszechświata; każda eliminacja tego Królestwa źle wróży tym, którzy ją wspierają. Monarchia boska jest podstawą, kamieniem węgielnym wszechświata. Johnston mówi jednak: "Sobór wypowiedział się jasno, że nie chce dłużej wyznaniowego państwa zespolonego z monarchią. Nadszedł najwyższy czas, aby pogodzić się z liberalną demokracją." Nie jest moją intencją stwierdzanie, że monarchia jest najlepszą formą rządów, ale w dzisiejszym świecie jest ona tak zajadle atakowana, że pozwolę sobie na uwagę na ten temat.

Podstawowa struktura monarchii jest symboliczna i jedną z rzeczy, którą możemy opłakiwać jest to, że po Soborze Watykańskim II symbole - tak istotne dla życia religijnego - zostały porzucone. Francuscy monarchowie byli namaszczani przez biskupów w Rheims i przypominano im fakt, że ich autorytet pochodzi od Boga i że pewnego dnia będą musieli zdać rachunek przed Nim, przed Królem wszechświata. Byli oni Jego reprezentatami przed ludźmi i powinni być ich "ojcami", czyli zmierzać do służenia im duchowo i fizycznie dla ich dobra. Co prawda niewielu spełniło to szlachetne wezwanie, ale nie zapominajmy, że narody katolickie wydały wielu wielkich świętych - królów i królowe. Drzewo, które wydaje takie owoce nie może być całkowicie złe... Cały czas czekam na moment, gdy liberalna demokracja wyda świętego. Nie mogę przypomnieć sobie ani jednego prezydenta w Stanach Zjednoczonych, który kwalifikowałby się do takiego zaszczytu. Zatem ponownie możemy słusznie kwestionować interpretacje Johnstona czy takie właśnie były intencje Soboru.

Módlmy się gorliwie aby nasi duchowi przywódcy - z pomocą pobożnych i pełnych poświęcenia wiernych - przywrócili Świętą Barkę piotrową z powrotem na właściwą drogę.

Tłumaczenie: Lech Maziakowski

Powyższy tekst ukazał się w piśmie New Oxford Review, lipiec 2004, Volume LXXI, Number 7. Tytuł org.: How did we get off course? The Second Vatican Council: Why Pope John XXIII would weep?

Źródło informacji: BIBULA.com

http://rzymski-katolik.bl...papiez-jan.html
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Informacje | TV Trwam | Radio Maryja na żywo |
Polecamy:informacje ktorych potrzebujesz Fundacja Skierniewice i Szkola Skierniewice
Korzystanie z forum oznacza pełną akceptację otrzymywania plików cookies.

phpBB by przemo  
Strona wygenerowana w 0,159 sekundy. Zapytań do SQL: 9