ND Forum - Dzień dobry POLSKO! Strona Główna ND Forum - Dzień dobry POLSKO!
Ludzie z sercem i głową

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Seryjny "samobójca"
Autor Wiadomość
Coltrane


Dołączył: 31 Mar 2008
Posty: 17751
Skąd: Polska
Wysłany: 29 Styczeń 2014, 18:01    [Cytuj]

CZAS SERYJNYCH SAMOBÓJSTW
BARBARA RODE - 20 czerwca, 2012

W Polsce obecnie rozwinął się na dobre okres seryjnych samobójstw. Dosyć systematycznie, co pewien czas ktoś z niejasnych powodów nagle odchodzi z tego świata. Co ciekawe te samobójstwa występują dosyć regularnie, a odstępy czasu pomiędzy nimi są całkiem właściwe, nie za krótkie i nie za długie, takie w sam raz.
Dziwnym zbiegiem okoliczności ofiary nie pozostawiają listów, co jest dosyć nietypowe według teorii psychologicznych, bowiem bardzo niewielki procent samobójców takiego listu nie pisze przed pozbawieniem się życia. Z psychologii również wiemy, że większość samobójców planuje swój akt sporo wc ześniej i czyni kroki przygotowawcze, to znaczy żegna się z rodziną i znajomymi, pozbywa się majątku poprzez oddanie lub sprzedanie go, organizuje życie najbliższych i generalnie realizuje plan przygotowawczy. Na ogół również, osoby mające popełnić samobójstwo są w stanie klinicznej depresji co jest łatwo zauważalne przez otoczenie. Wyklucza się również z grona osób popełniających samobójstwo osoby głęboko wierzące jako, że taki czyn jest sprzeczny z tajnikami wiary.
Znamienne jest też tzw. ‘ostrzeganie’ innych przed popełnieniem czynu poprzez zwieżanie się bliskim osobom z uczuć rezygnacji i beznadzieji i ogólnie z poczucia braku sensu w życiu. Dlatego właśnie część samobójstw można przewidzieć i można im zapobiec. Chory ma powracające myśli samobójcze. Choć 40 – 80% osób cierpiących na depresję ma myśli samobójcze to tylko 15% popełnia samobójstwo. Tu mówimy o tych chorujących na ciężką, kliniczną depresję, nie o zdrowych ludziach, którzy mają problemy.
Osoby chcące popełnić samobójstwo na ogół posiadają słabą wytrzymałość na stres, są wrażliwe i często reagują emocjonalnie na napotykane w życiu przeszkody. Stan depresyjny z reguły trwa dosyć długo, chory nie zauważa żadnych zmian w swoim życiu, rezygnuje z normalnie wykonywanych czynności np. z pracy, przestaje angażować się w aktywności, w których zazwyczaj brał udział, nic nie sprawia mu już przyjemności i unika kontaktów ze znajomymi. W zaawansowanych przypadkach przestaje wychodzić z domu, często śpi lub leży na łóżku z zaciągniętymi zasłonami , przestaje nawet wykonywać codziennie czynności higieniczne to znaczy rzadziej się myje, może przestać jeść albo nadzwyczaj objada się, nie dba o swój wygląd, w tym ubiór, ma obniżoną szybkość ruchów, zaburzenia snu i mówiąc potocznie jest mu wszystko jedno. Charakterystyczne są też zaburzenia koncentracji uwagi, sprawności myślenia i niemożność podjęcia decyzji. Należy dodać, że osoby skłonne do depresji zapadają na tę chorobę regularnie, tzn stan depresyjny powtarza się co jakiś czas przy czym pierwszy epizod ma miejsce zazwyczaj w wieku średnim chorego. To znaczy, że osoba, która jest w stanie klinicznej depresjii w wieku np. 60 lat najprawdopodobniej chorowała już wcześniej o czym powinni wiedzieć najbliżsi.
Badania dowodzą, że większość samobójstw jest popełniana w stanach klinicznej depresji, w której chory nie widzi już możliwości wyjścia z beznadzieji i odbiera sobie życie. Przy czym należy podkreślić, że żaden, nawet bardzo przygnębiony człowiek nie odbiera sobie życia jeżeli nie jest chory na depresję lub nie robi tego w afekcie.
Mając na uwadze powyższe możemy spróbować przeanalizować zachowania osób, które ostatnio popełniały samobójstwa i próbować ocenić ich stan umysłu, aby uwiarygodnić bądź zaprzeczyć wersji iż dana osoba popełniła samobójstwo. Same bowiem problemy życiowe, których każdny z nas ma niewątpliwie wiele nie skłaniają zdrowych ludzi do targnięcia się na własne życie. Wiemy, że ludzie są w stanie walczyć o życie do ostatniej sekundy, że nie tracą nadzieji nawet w sytuacjach już beznadziejnych i że mogą znieść bardzo wiele, ale życia sobie nie odbiorą. Miliony ludzi prześladowanych, więzionych i torturowanych w obozach koncentracyjnych, aresztach śledczych i innych miejscach kaźni nie odbiera sobie życia i cierpiąc potworne męki do ostatniej chwili życie próbuje uratować.
Są oczywiście sytuacje w których ktoś świadomie oddaje życie za życie bliskiej osoby czy w imię wielkich idei czy też w afekcie, ale to są przypadki szczególne z którymi nie mamy tu do czynienia. Takie samobójstwa z reguły nie są popełniane w samotności i nie są zaplanowane. Najczęściej świadkami są osoby trzecie.
Kiedy jednak mamy do czynienia z samobójstwami popełnianymi w odosobnieniu, bez świadków czyli zaplanowanymi musimy założyć, że ofiary były w stanie klinicznej depresji i były niepoczytalne. To znaczy gdyby zostały wyleczone z choroby to pomimo tego iż ich problemy pozostałyby takie same te osoby samobójstwa by nie popełniły. Jak więc wyjaśnić sytuację gdzie tyle osób, zdrowych mężczyzn, którzy do ostatniego dnia brali czynny udział w życiu społecznym i publicznym, utrzymywali rozliczne kontakty, nie wykazywali oznak depresji, nie napisali listu pożegnalnego, nie przygotowali na tę ewentualność bliskich im osób, ani nie pozbyli się majątku nagle w zupełnie zaskakującej sytuacji, w odosobnieniu odebrali sobie życie? Już samo takie postawienie sprawy, taka analiza ofiar od strony psychiatrycznej powinna zaniepokoić i zmusić do zastanowienia się czy to były napewno samobójstwa?
Jeżeli dodamy do tego liczne powiązania ostanich ofiar ze sprawami wielkiej wagi i różnymi ważnymi osobami w państwie możemy śmiało podejrzewać udział osób trzecich. W momencie kiedy zachodzi nawet najmniejsze takie podejrzenie należy przeprowadzić śledztwo bardzo wnikliwie i całkowicie dowieść, że działanie osób trzecich nie było w żaden sposób możliwe. I tu nie tylko chodzi o bezpośrednie działanie jak przystawienie do skroni pistoletu i wystrzelenie, ale również wymuszenie określonego zachowania poprzez szantaż, groźbę skrzywdzenia najbliższych, podanie środków chemicznych regulujących zachowania czy też bezpośrednie wpłynięcie w jakikolwiek sposób na postępowanie ofiary. Bez ewidentnych dowodów wykluczających takie działania nie możemy absolutnie stwierdzić, że którakolwiek z tych śmierci była samobójstwem. Czekamy więc na niekwestionowane dowody w tych sprawach, a przyjamniej w tej ostatniej.

BARBARA RODE

http://niepoprawni.pl/blo...jnego-samobojcy
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Syriusz

Dołączył: 03 Paź 2008
Posty: 4297
Wysłany: 3 Marzec 2014, 18:20    [Cytuj]

PILNE: Kolejna ofiara seryjnego samobójcy po Lepperze i Petelickim

Ciało biznesmena Andrzeja J., który swoimi zeznaniami doprowadził do największego śledztwa dotyczącego korupcji w polskim górnictwie, zostało znalezione w jednym z katowickich hoteli. Przyczyną śmierci było prawdopodobnie powieszenie. Prokuratura wszczęła śledztwo w celu ustalenia okoliczności śmierci kluczowego świadka ws. korupcyjnej, badanej przez ABW.

Jak podaje portal gazeta.pl, Andrzej J. był jednym z najbardziej wpływowych biznesmenów branży górniczej. Przez lata kierował tyską fabryką Voest Alpine Technika Górnicza i Tunelowa (należała do szwedzkiego koncernu Sandvik i w 2007 r. zmieniła nazwę na Sandvik Mining and Construction), a potem giełdowym Kopexem. Na co dzień mieszkał w Austrii, miał podwójne obywatelstwo.

W 2012 r. poszedł na współpracę z katowicką ABW i opowiedział śledczym, że kierując V-A, stworzył fundusz łapówkowy dla dyrektorów kopalń oraz prezesów spółek węglowych w całym kraju. Stwierdził, że inaczej nie byłby w stanie prowadzić interesów. Na podstawie jego zeznań Prokuratura Apelacyjna w Katowicach przedstawiła zarzuty 27 znanym osobom z branży górniczej. Miały przyjąć w sumie 9 mln zł łapówek. Andrzej J. był konfrontowany z większością z nich i podtrzymał swoje zeznania. W zamian za ujawnienie korupcji nie został pociągnięty do odpowiedzialności karnej. Miał status świadka.

Jak ustaliła „Gazeta Wyborcza”, ciało świadka zostało znalezione w czwartek w katowickim hotelu Cubus. Pracownicy hotelu natknęli się na wiszące zwłoki Andrzeja J. Prokuratura sprawdza teraz, czy ktoś namówił go do targnięcia się na swoje życie lub pomógł mu się powiesić.

Zeznania Andrzeja J. zaszkodziły m.in. Maksymilianowi K., byłemu prezesowi Katowickiego Holdingu Węglowego, a potem Kompanii Węglowej (to największa spółka wydobywcza w Europie). Andrzej J. twierdził, że kiedy Maksymilian K. kierował holdingiem, wziął 418 tys. zł łapówek. Rekordzistą miał być Leszek J., były prezes Jastrzębskiej Spółki Węglowej. Dostał od V-A 1,8 mln zł łapówek. Wśród podejrzanych są również Mirosław K., były prezes Kompanii Węglowej, Marek J., były wiceprezes Południowego Koncernu Energetycznego, Andrzej S., były dyrektor kopalni Mysłowice, Stanisław T., były dyrektor kopalni Pniówek, Jerzy K., były dyrektor kopalni Staszic, czy Jerzy M., były dyrektor zakładu logistyki materiałowej JSW.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
AnnaE


Dołączyła: 02 Lut 2007
Posty: 2198
Skąd: Śląsk
Wysłany: 3 Marzec 2014, 19:30    [Cytuj]

Znowu Andrzej.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Syriusz

Dołączył: 03 Paź 2008
Posty: 4297
Wysłany: 4 Marzec 2014, 23:11    [Cytuj]

Mam dość gadaniny o "seryjnym samobójcy" !!!

Wczoraj znowu zginął kluczowy świadek w wielkiej aferze. Miał się jakoby powiesić. Dziś bloger skwitował to tak: "Po niezbyt ostrej zimie, wygrzebał się ze swojej gawry seryjny samobójca.". Bardzo zabawne, no nie?

Ja mam już serdecznie dość tego typu gadaniny. Denerwuje mnie ona, gdyż nadaje bezkarnemu grasowaniu w III RP szajek morderców, usuwających ludzi, którzy zagrażają jakiejś mafii lub "układowi", pozory czegoś zwykłego, będącego świetnym tematem żartów. To, że zginęło juz co najmniej kilkudziesięciu ludzu - schodzi na plan dalszy. A co zdarzylo się ostatnio?

Wczoraj /3.03/ na stronie internetowej TV Republika pojawiła sie wiadomość /TUTAJ/:

"Nie żyje Andrzej J., były szef spółek górniczych i główny świadek oskarżenia w jednej z największych afer korupcyjnych w polskim górnictwie. Śledztwo w sprawie okoliczności śmierci biznesmena wszczęła katowicka prokuratura. Jak podaje "Gazeta Wyborcza" ciało świadka zostało znalezione w czwartek przez pracowników katowickiego hotelu Cubus, którzy znaleźli jego wiszące zwłoki. Prokuratura zajmie się ustaleniem czy ktoś mógł nakłaniać biznesmena, aby targnął się na swoje życie lub pomógł mu w tym. (...)

Zeznania Andrzeja J. mogły zaszkodzić bardzo wielu wpływowym osobom z branży. Między innymi byłemu prezesowi Katowickiego Holdingu Węglowego, a potem Kompanii Węglowej. W swoich zeznaniach stwierdził, że kiedy Maksymilian K. kierował holdingiem, wziął 418 tys. zł łapówek.

Rekordowym łapówkarzem miał być - jego zdaniem - Leszek J., były prezes Jastrzębskiej Spółki Węglowej, który miał przyjąć łapówki na łączną kwotę 1,8 mln zł.".

Notka , o której wspomniałam na wstępie, nosi tytuł "Seryjny samobójca skutecznie zaatakował ważnego świadka" /TUTAJ/, a jej autorem jest Andy51. Sądzę, że gdy Seawolf w grudniu 2011 pisał notkę "Seryjny Samobójca znowu w akcji?" /wprowadzając ten termin w użycie - /TUTAJ//, nie przewidywal jak wielkie będzie powodzenie zwrotu "seryjny samobójca" i jaką odegra on rolę.

Moim zdaniem oswoił on ludzi z procederem mordowanie "niewygodnych osób" i uczynil z niego coś w rodzaju lokalnego folkloru. "Wicie, rozumicie - mamy tu takiego seryjnego samobójcę, wprawdzie od czasu do czasu kogoś zabija, ale jaki interesujący z niego gość".

W czerwcu 2012 w mojej notce "DOŚĆ SKRYTOBÓJSTW !!!" /TUTAJ/ pisałam:

"Należy przestać milczeć i ograniczać się do opowiadania sobie dowcipów o "seryjnych samobójcach". Na każdej manifestacji powinno pojawiać się hasło "Dość skrytobójstw !!!" Trzeba zacząć nazywać rzeczy po imieniu. Wczorajsza śmierć generała Petelickiego może stać się "słomką która przełamała grzbiet wielbłąda". NIKT nie wierzy, że było to samobójstwo.".

Minęło ponad półtora roku. Zginęły następne osoby. Nikt nie protestuje, wszyscy ględzą o "seryjnym samobójcy" i udają, że żyją w normalnym kraju. Jak długo jeszcze?

http://naszeblogi.pl/4482...yjnym-samobojcy
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 31 Mar 2008
Posty: 17751
Skąd: Polska
Wysłany: 4 Marzec 2014, 23:41    [Cytuj]

Syriusz napisał/a:
Mam dość gadaniny o "seryjnym samobójcy" !!!

Minęło ponad półtora roku. Zginęły następne osoby. Nikt nie protestuje, wszyscy ględzą o "seryjnym samobójcy" i udają, że żyją w normalnym kraju. Jak długo jeszcze?


No dokładnie tak jest. Jakoś z tym się oswoiliśmy, i nikt już nie protestuje.

Normalka ...
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 31 Mar 2008
Posty: 17751
Skąd: Polska
Wysłany: 13 Maj 2016, 11:21    [Cytuj]

NIK(t) nic nie wie. „Ty mnie na śmierć wysyłasz”!
by Mariusz under śledztwa, Świecą przykładem



wordpress.com

Prawymsierpowym.pl ma zaszczyt przedstawić kolejne dwie osoby, które świecą przykładem (Michał Falzmann oraz Walerian Pańko). Blask ich postawy jest tak oślepiający, że liczymy na to, że odbije się rykoszetem i wskaże tych, którzy byli po złej strony mocy. Ktoś napisze, że węszymy spisek, że szukamy dziury w całym, że znowu babramy się w historii, zamiast patrzeć naprzód. A jednak, żeby iść do przodu, najpierw trzeba zamknąć przeszłość, bo ta i tak nas dopadnie. A w Polsce po 1989 r. zrobiono bardzo niewiele, by odkryć prawdę, a bardzo wiele, by ją stłamsić i zniszczyć. Przed 1989 rokiem wróg był czerwony, a po 1989 roku wróg miał barwę nieokreśloną, a tym samym trudniej go zidentyfikować i walczyć z nim.
Może Państwo słyszeli te nazwiska. Trzeba je przypominać, gdzie tylko można, mówić i pisać o nich jak najwięcej, bowiem współczesna Polska nie ma zbyt wielu oddanych jej ludzi, i to nie banał – prawdziwych bohaterów.
Ludzie ci całkowicie zdawali sobie sprawę z grożącej śmierci, a mimo to pracowali dalej, by ta nowa Polska była, jeśli nie spełnieniem to chociaż, by była jak najbliżej ich marzeń. Bezpieczna i uczciwa. Stało się jednak inaczej.
Michał Falzmann był inspektorem Najwyższej Izby Kontroli, który odkrył system drenażu finansów publicznych państwa, kradzież, za którą stały byłe komunistyczne służby wojskowe, wówczas już pod nazwą Wojskowe Służby Informacyjne – WSI. Te mechanizmy funkcjonują dziś pod terminem afery FOZZ, ale były one tylko częścią większego układu. Agenci tych służb kierowani przez oficerów złowróżbnego Oddziału Y „pozyskiwali środki finansowe”, przejmowali przedsiębiorstwa, zakładali agencje detektywistyczne i ochrony, banki i telewizje, firmy telekomunikacyjne. Straty dla państwa były gigantyczne, niewyobrażalne.
Jednym z takich agentów był Grzegorz Żemek, ps. „Dik” typowy słup, dyrektor! Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego (temat został szeroko opisany w książce Sławomira Cenckiewicza, „Długie ramię Moskwy. Wywiad wojskowy Polski Ludowej 1943-1991”).
Inspektor Falzmann wyposażony w pełnomocnictwo prezydenta miał wszędzie drzwi otwarte, a prowadzone przez niego śledztwa zataczały coraz szersze kręgi. Wysyłał setki notatek informujących o konkretnych przestępstwach. Inspektor Falzmann sumiennie wykonywał swoje obowiązki. Był uparty niczym komarzyce letnia porą, drążył, zadawał pytania, chciał wiedzieć. Ta chęć wiedzy była tak wielka, że doprowadziła go do śmierci.
W kwietniu 1991 roku, na trzy miesiące przed śmiercią napisał:
„Dalsza praca to ogromne, śmiertelne niebezpieczeństwo. Szans na sukces nie widzę żadnych”. Zdawał sobie sprawę z zagrożenia, szedł jednak w zaparte.
Próbowano go powstrzymać, wreszcie w wyniku nacisków 16 lipca tego roku Michał Falzmann został odsunięty od swoich obowiązków. Dwa dni później zmarł.
Z osób będących wówczas w jego otoczeniu nikt nie wierzył w samobójstwo, choć jako oficjalną przyczynę śmierci podano zawał serca.
Przełożony Falzmanna, Walerian Pańko zginął w wypadku samochodowym trzy miesiące później. Wykładowca akademicki, prawnik został posłem, a następnie Prezesem NIK-u, był maj 1991 roku.
W październiku podczas podróży samochodem, którym jechał Pańko doszło do niewielkiej eksplozji (mówią o tym relacje świadków), co spowodowało, że samochód marki Lancia zderzył się z nadjeżdżającym z naprzeciwka Bmw. Zginął Prezes NIK Walerian Pańko, a także Janusz Zaporowski, dyrektor Biura Informacyjnego Kancelarii Sejmu. Winą za wypadek obarczono kierowcę, który niedługo po wypadku zmarł. Przeżyła natomiast żona Pańki, która relacjonuje przebieg wypadku w następujący sposób: „Zawsze będę twierdzić, że nie był to zwykły wypadek, a jadące bmw, które przecięło nasz samochód na pół, to był po prostu palec Boży. Pamiętam, że zanim doszło do zderzenia jakaś nadprzyrodzona siła zerwała nasz samochód i poprzez pas zieleni pędziliśmy prosto, aby zderzyć się ze ścianą wiaduktu.(…) Wcześniej zanim samochód wypadł z autostrady, usłyszałam jakieś dziwne huki, coś w rodzaju wybuchów. Nie jechaliśmy z oszałamiającą prędkością, ponieważ kierowca zamierzał dopiero co wyprzedzić ciężarówkę. W tym momencie zarzuciło nasz samochód, z jednoczesnym nieprawdopodobnym hukiem.”
Warto dodać, że Pani Urszula Pańko nigdy nie została przesłuchana jako świadek, ani przez prokuraturę, ani przez sąd! Proszę Państwa, ręce opadają! Brak słów!
A jak wytłumaczyć śmierć policjantów, którzy jako pierwsi przyjechali na miejsce wypadku, a w niedługim czasie utopili się na rybach? Nie proszę Państwa, to nie jest scenariusz filmu gangsterskiego, to fakty, które od ponad 20 lat są tuszowane, zakłamywane. Nad tym wszystkim wisi cisza, która niejednokrotnie więcej mówi, niż wszelkiego rodzaju głośne alarmy. Walerian Pańko idąc do pracy często mawiał do żony: „Ty mnie na śmierć wysyłasz”. Jak widać, w Polsce po 89 roku nikt nie mógł czuć się bezpiecznie, ale czy aż tak wiele zmieniło się w tej kwestii? Do dzisiejszego dnia słyszy się o tajemniczych zgonach, samobójstwach, o które nie podejrzewalibyśmy tych, którzy rzekomo się ich dopuścili.
Pańko zginął w przededniu wygłoszenia w parlamencie raportu w sprawie afery FOZZ. Komu mogło zależeć, żeby pewne fakty nie wyszły na wierzch? Czy to tylko zbieg okoliczności, czy jednak zabójstwo z premedytacją? Coś za dużo przypadków w tym wszystkim.
W domowym sejfie Pańki, analogicznie jak w przypadku Michała Falzmanna nie znaleziono żadnych dokumentów związanych z FOZZ-em.
Dziś nie żyje już także dyrektor NIK Anatol Lawina, przełożony Falzmanna, który nie był tak bardzo zaangażowany w jego działania, ale on także otrzymywał pogróżki i również naturalność jego śmierci we wrześniu 2006 roku budzi wątpliwości.
Ale to wszystko nie poszło na marne. Prezydent Lech Kaczyński odznaczył Waleriana Pańkę i Michała Falzmanna wysokimi odznaczeniami państwowymi. Ich działalność będzie ,w przyszłości jednym z elementów budowy uczciwego i bezpiecznego państwa.
Świecą przykładem, bo są wartości ważniejsze niż kariera, niż sława i pieniądze. Tą wartością jest prawda, która i tak na końcu zwycięży!

http://prawymsierpowym.pl...erc-wysylasz-2/
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 31 Mar 2008
Posty: 17751
Skąd: Polska
Wysłany: 4 Sierpień 2017, 08:59    [Cytuj]

Kim jest seryjny samobójca? Jak działa i kto jeszcze może być na jego liście?



Zagłębienie się w ten temat może przerazić. Bo chociaż jest możliwość, że przynajmniej część z opisanych poniżej zgonów to faktycznie wypadki czy zwyczajna śmierć, to przynajmniej część z nich samobójstwami nie była. Wyjaśnienie tych spraw jest także jednym z zadań, jakie stoją przed obecną władzą. Bez tego trudno będzie mówić o suwerennym państwie polskim.

Do dziś nie milkną echa afery podsłuchowej, która w 2014 r. walnie przyczyniła się do zmiecenia z polskiej sceny politycznej Platformy Obywatelskiej. Warto przypomnieć, że afera ta dotyczyła nagrań rozmów prominentnych polityków PO, ówczesnej ekipy rządzącej, paru biznesmenów (i jednej baaaaardzo bogatej „bizneswoman”, znanej jako córka najbogatszego) oraz, jak się ostatnio okazało, pupilka „Wyborczej” – ks. Kazimierza Sowy – z lat 2013–2014. Dziś nikt specjalnie nie zastanawia się, jak to możliwe, że do największej zmiany politycznej w Polsce mogło dojść m.in. dzięki paru – nie obrażając nikogo – kelnerom.

Nikt też nie zastanawia się, czy mogły być i inne nagrania. A przecież mogły i prawdopodobnie istnieją.

Mało kto dziś pamięta aferę podsłuchową z 2013 r., kiedy na jaw wyszły informacje o rzekomym podsłuchiwaniu samej Angeli Merkel przez Amerykanów i o posiadaniu przez nich urządzeń podsłuchowych na dachu Ambasady USA w Berlinie. W tym samym czasie podejrzenia o posiadanie urządzeń podsłuchowych zostały skierowane wobec ambasady USA w Warszawie. Dla niewtajemniczonych w topografię stolicy – znajduje się ona 400 m od Sejmu i Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Jeszcze bardziej strategiczną lokalizację ma Ambasada Rosji – w promieniu kilometra od niej znajdują się najważniejsze urzędy i instytucje w Polsce. Nie trzeba chyba nikomu tłumaczyć, że dla nowoczesnych urządzeń podsłuchowych, a takimi z pewnością dysponuje wywiad rosyjski, to żadne odległości. To ważne, bo jeszcze parę lat temu podsłuchy były doskonałym narzędziem szantażu wobec podsłuchiwanych.

Nikt nie pamięta, że w 2012 r., a więc teoretycznie na rok przed pierwszymi nagraniami u Sowy, podsłuchów zaczął się bać ówczesny premier Donald Tusk. Właśnie wtedy Tusk – wcześniej pokazywany jako wysportowany i świeży jak dezodorant Old Spice, zaczął się zachowywać bardzo nerwowo. Nawet ściekowe media donosiły, że panicznie boi się „złych ludzi”, podsłuchów i „prowokacji”. Podobno już wtedy unikał zastrzeżonych dokumentów (dość dziwna obsesja jak na premiera), przestał wychodzić na miasto do restauracji (czyżby wiedział o zawartości solniczek u „Sowy”?) i niczego nie załatwiał przez telefon. Jego obsesja była tak duża, że spotkań Tusk nie odbywał w swoim gabinecie, bowiem jego okna wychodziły na park. Gości, z którymi miał omawiać ważne sprawy, zapraszał więc do jednego z pomieszczeń o oknach wychodzących na dziedziniec, co ponoć miało uniemożliwić podsłuchiwanie. Oczywiście sugestia artykułów wyprodukowanych wówczas choćby przez „Newsweeka” była taka, że biedny Tusk jest osaczony nie wiadomo przez kogo (pewnie przez ówczesną opozycję). Jednocześnie dla równowagi ówczesne media opozycyjne przypomniały „Newsweekowi”, że jeśli idzie o podsłuchy, to czasy rządów Tuska można porównać tylko z działaniami bezpieki z czasów stalinowskich i stanu wojennego. Listów, co prawda, podległe Tuskowi służby nie otwierały, ale chyba tylko dlatego, że zastąpiły je e-maile i telefony. Jeśli zaś idzie o te ostatnie, to tylko w 2009 r. służby wystąpiły do operatorów telefonii komórkowej o bilingi milion razy, w 2011 r. – prawie 2 mln razy, a w 2013 r. NIK stwierdził, że robiły to praktycznie bez żadnej kontroli. Łatwo policzyć, że za rządów Platformy średnio co 30. dorosły obywatel Polski był podsłuchiwany. Dziś politycy PO grzmiący o skandalicznym podsłuchiwaniu wulgaryzmów ks. Sowy, decydującego o sprawach polskiego Kościoła u – nomen omen – Sowy, o tym jakoś nie chcą pamiętać.

Zadanie dla władzy

Niestety, przyznać trzeba, że i obecna władza, acz pod wieloma kwestiami, istotnie jest dobrą zmianą, o paru innych zapomina (a może jedynie nie mówi głośno na temat ich wyjaśnienia). Oczywiście kwestia podsłuchów jest jedną z nich, ale nie jedyną. W czasach, gdy jeśli chodzi o bezpieczeństwo, Polska istotnie jest „zieloną wyspą” na morzu terroryzmu, zapominamy, że nie zawsze tak było. I nie chodzi o Ryszarda Cybę, którego następców z upodobaniem hoduje dzisiejsza opozycja, ani o próbę zniszczenia Cudownego Obrazu na Jasnej Górze, jakiej dopuścił się psychicznie chory adwentysta dnia siódmego (ubolewająca nad zamknięciem sprawcy w szpitalu psychiatrycznym „Wyborcza” określiła go jako „pobudzonego religijnie”). Chodzi o nieco zapomnianą już postać seryjnego samobójcy, który grasował po Polsce w latach 2009–2014, pozbywając się wszystkich osób, które mogły zaszkodzić oficjalnym wyjaśnieniom sprawy Smoleńska, a także paru innych bardzo niewygodnych dla byłego układu władzy. Wszystko zaczęło się jeszcze przed tragicznym 10 kwietnia 2010 r.

Oto 12 kwietnia 2009 r. o godz. 17.09 wyszedł z domu chorąży Stefan Zielonka – szyfrant Służby Wywiadu Wojskowego. Przez cały rok nikt go nie widział. Kiedy sprawę jego zaginięcia ujawnili dziennikarze, ówczesny minister obrony narodowej Bogdan Klich zasugerował problemy psychiczne szyfranta. Tymczasem nic na istnienie takowych nie wskazywało. Zielonka dbał o swoje zdrowie, nie palił, prowadził higieniczny tryb życia. Miał jedną wadę – za dużo wiedział. W kwietniu 2010 r. znaleziono rozkładające się zwłoki mężczyzny. Ciało było w takim stanie, że nie dało się rozpoznać. Pomimo rozkładu zwłok w doskonałym stanie zachowały się dokumenty wykazujące, że jest to chorąży Stefan Zielonka. I chociaż potwierdziły to badania kośćca, a zaprzeczyło temu badanie zęba, prokuratura uznała, że rozkładające się ciało to Stefan Zielonka, który popełnił samobójstwo. Śledztwo zostało zamknięte.

Następny był Grzegorz Michniewicz – dyrektor generalny Kancelarii Prezesa Rady Ministrów Donalda Tuska, członek Rady Nadzorczej PKN Orlen. Michniewicz nie był jakimś tam urzędnikiem – miał najwyższe poświadczenie bezpieczeństwa krajowe, NATO i Unii Europejskiej, więc przez jego ręce przechodziły najtajniejsze dokumenty, jakie znalazły się w Polsce. To oczywiście oznaczało wiedzę, jak się okazało – śmiertelnie niebezpieczną. Michniewicz miał zamiar spędzić Boże Narodzenie z rodziną, jeszcze 22 grudnia 2009 r. wieczorem planował spotkanie z rodziną, chociaż wspominał o nieprzyjemnej rozmowie z Tomaszem Arabskim – swoim przełożonym. Wieczorem pakował się, wymieniał e-maile z żoną i córką. Kilka minut po 22 wyszedł na spacer z psem. O 22.40 rozmawiał przez Skype z mieszkającym w Wielkiej Brytanii. Ten zeznał później, że Michniewicz był czymś bardzo przerażony, ale nie chciał powiedzieć, o co chodzi. Warto odnotować, że zmiana zaszła w Michniewiczu bardzo gwałtownie. Jeszcze przed spacerem z psem przygotowywał się do świątecznego wyjazdu, 40 minut później był już czymś bardzo przerażony. Czym? Czy dowiedział się czegoś w czasie tego spaceru? Tego dnia kontaktował się z nim Andrzej Papierz – ówczesny ambasador Polski w Bułgarii, któremu cofnięto certyfikat bezpieczeństwa. Michniewicz w ostatnim SMS-ie wysłanym o 23.08 do Tomasza Arabskiego informował go o tej rozmowie. Napisał też: „Informuję o tym, bo pewnie zaraz dowie się Pan (od służb), że kontaktuję się z wrogim elementem2”.. Nad ranem kierowca znalazł Michniewicza powieszonego w dziwnej pozycji na kablu od odkurzacza. Policja nie przesłuchała nawet wszystkich osób, z którymi Michniewicz kontaktował się w ostatnich godzinach życia, tylko uznała, że popełnił samobójstwo. Nikt nie zadał pytania, czy istniał, a jeśli tak, to kim był „wrogi element2”. A jeśli istniał „wrogi element2”, to musiał istnieć co najmniej „wrogi element1”. Nikt też nie zwrócił uwagi, że dokładnie 23 grudnia 2009 r. po remoncie w rosyjskiej Samarze do Polski wrócił TU-154M – samolot, którym Lech Kaczyński poleciał 10 kwietnia 2010 r. do Katynia.

Dosłownie kilka dni później – 3 stycznia 2010 r. w gdańskim więzieniu zmarł (?) Artur Zirajewski ps. Iwan. Był płatnym zabójcą, a zarazem jednym ze świadków w sprawie śmierci gen. Marka Papały. Zeznaniami obciążał Edwarda Mazura. Oficjalnie – zmarł na zator płucny, ale nieoficjalne wiadomości mówiły o samobójstwie, jakie miał popełnić po otrzymaniu tajemniczego grypsu. Dwa lata później prokuratura ogłosiła, że gen. Papała zginął przypadkowo zastrzelony przez zwykłego złodzieja, którego nakrył podczas kradzieży samochodu Daewoo należącego do komendanta policji. Tym samym upadła wersja podana przez Zirajewskiego. A jego samego już też nie było, więc nie było komu podważać ustaleń „śledztwa”.

Nikt nie zastanawia się też dzisiaj nad sprawą katastrofy… Casy, do jakiej doszło w Mirosławcu 23 stycznia 2008 r. Zginęło wtedy 20 żołnierzy. W trakcie śledztwa badania nagrań rozmów załogi casy z wieżą prowadził prof. Stefan Grocholewski – brat kard. Zenona Grocholewskiego. Wykrył rozbieżności w nagraniach, był wybitnym specjalistą w dziedzinie fonoskopii i jest wielce prawdopodobne, że znalazłby się w gronie osób zajmujących się badaniem czarnych skrzynek. Zmarł w marcu 2010 r. Niezależnie od tego, czy śmierć profesora była naturalna czy były z nią związane jakieś pomijane do dziś okoliczności, nie ma żadnych wątpliwości, że brak tak wybitnego eksperta był ciosem dla rzetelności smoleńskiego śledztwa. Potem nastała czarna sobota 10 kwietnia 2010 r., która pociągnęła za sobą cały szereg tajemniczych zgonów, wypadków i samobójstw.

Jako pierwszy 18 kwietnia 2010 r. zginął w „wypadku samochodowym” bp Mieczysław Cieślar. Miał być następcą ks. Adama Pilcha – naczelnego kapelana Ewangelickiego Wojska Polskiego, który poniósł śmierć w Smoleńsku. I pewnie można by tę śmierć uznać za zwykły wypadek drogowy, gdyby nie informacje, zgodnie z którymi 10 kwietnia 2010 r., w chwili, gdy zgodnie z oficjalnymi twierdzeniami wszyscy pasażerowie TU-154M już nie żyli, bp Cieślar odebrał SMS-a od ks. Pilcha. Kilka tygodni później – 6 czerwca 2010 r. doszło do kolejnego „wypadku”. Zginął w nim prof. Marek Dulinicz. Ten wybitny archeolog miał jechać do Smoleńska na czele ekipy polskich archeologów.

Tydzień później – 13 czerwca 2010 r. zmarł były agent rosyjskiego wywiadu Siergiej Tretiakow. Pierwsza wersja mówiła, że zadławił się przy posiłku, druga, że umarł na atak serca, a włoscy dziennikarze, że ten „atak serca” był związany z katastrofą smoleńską.

Mniej więcej w tym samym czasie na parkingu przed jednym z marketów w samochodzie znaleziono ciało Dariusza Ratajczaka – byłego doktora historii na Uniwersytecie Opolskim. Zaszczuty za poglądy, wyrzucony z uczelni za „antysemityzm” przez ostatnie miesiące przed śmiercią pracował na zmywakach i jako palacz w kotłowniach. Podobno rozkład ciała wskazywał, że leżało ono w samochodzie przez ponad dwa tygodnie, ale wersja mniej oficjalna głosiła, że ciało może i leżało, tylko samochodu na tym parkingu nie było, co prowadzi do wniosku, że zwłoki Ratajczaka zostały po prostu podrzucone w miejsce znalezienia.

W październiku 2010 r. na policję zgłosiła się córka prof. Eugeniusza Wróbla – podsekretarza stanu w Ministerstwie Transportu i poinformowała o zaginięciu ojca. Eugeniusz Wróbel by jednym z najlepszych w Polsce znawców komputerowych systemów sterowania lotem. W sprawie Smoleńska podważał przebieg toczącego się śledztwa. Wkrótce potem znaleziono jego ciało. Prokuratura poinformowała, że został zamordowany i poćwiartowany przez własnego syna. Śledztwo zostało umorzone, a syn Wróbla osadzony w zakładzie psychiatrycznym. Co ciekawe, chociaż początkowo przyznał się do winy, później odwołał zeznania, a w pokoju, gdzie miał dokonać mordu i poćwiartować ciało ojca, nie znaleziono śladów tego czynu. Także w październiku 2010 r. zamordowany został Marek Rosiak – asystent europosła Janusza Wojciechowskiego. Z zimną krwią zabił Ryszard Cyba – były członek Platformy Obywatelskiej. Być może, gdyby go nie złapano, sprawa zostałaby potraktowana jako napad rabunkowy, a tak nie udało się ukryć, że był to mord polityczny, o czym dziś członkowie PO nie chcą słyszeć.

Następne pół roku minęło względnie spokojnie aż do sierpnia 2011 r., kiedy w Rosji „zastrzelił się” gen. Konstantin Moriew – szef FSB z Tweru. To właśnie Moriew przesłuchiwał kontrolerów ze Smoleńska, którzy 10 kwietnia 2010 r. naprowadzali na pas startowy samolot z Lechem Kaczyńskim na pokładzie. Przypomnijmy, że po złożeniu zeznań kontrolerzy zostali przesłuchani jeszcze raz, a polskim śledczym jako oficjalną wersję Rosjanie przekazali drugie zeznania. Moriew oczywiście nie zostawił listu pożegnalnego, ale jak się łatwo domyślić, rosyjscy śledczy jego śmierć uznali za samobójstwo, a w Polsce została ona niemal całkowicie przemilczana. Pół roku później – seryjny samobójca dopadł Dariusza Szpinietę – prezesa spółki lotniczej Ad Astra Executive Charter S.A., zawodowego pilota i instruktora pilotażu. Szpinieta wielokrotnie publicznie twierdził, że lot do Smoleńska 10 kwietnia 2010 r. był lotem wojskowym. W grudniu 2011 r. w doskonałym humorze poleciał na kosztowną wycieczkę do Indii. „Powiesił się” w hotelowej łazience w tym egzotycznym kraju. Oczywiście o sekcji zwłok nie było mowy. Jak się okazało, ta śmierć była tylko preludium do roku śmierci.

2012 – rok śmierci

Trzeba przyznać, że seryjny samobójca szczególnie aktywny był w roku 2012 – tym samym, kiedy „schizy” na punkcie własnego bezpieczeństwa dostał Donald Tusk. Zaczęło się 30 stycznia, kiedy od ciosu nożem, zadanym rzekomo przez syna, zginął gen. Henryk Szumski – w latach 1997–2000 szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, członek Rady Bezpieczeństwa Narodowego. W lutym na łamach „Gazety Wyborczej” ukazał się nekrolog dr. inż. Włodzimierza Abramowicza – jednego z najlepszych na świecie specjalistów od zderzeń kontaktowych, czyli np. samolotów. Podobno chciał zweryfikować wyniki badań prof. Biniendy, tyle że nie zdążył. Zmarł nagle w niejasnych okolicznościach. Był człowiek – nie ma człowieka.

W tym samym miesiącu „zmarł” płk Leszek Tobiasz. Był oficerem WSI i głównym świadkiem w tzw. aferze marszałkowej z Bronisławem Komorowskim w roli głównej. W lutowy, czwartkowy wieczór udał się na imprezę integracyjną mazowieckiej komendy Ochotniczych Hufców Pracy. Podczas tańca upadł nagle na podłogę, uderzył głową o parkiet i stracił przytomność. Wezwany na miejsce lekarz mógł tylko stwierdzić zgon. Zgodnie z ówczesnym zwyczajem sekcję zwłok odłożono do poniedziałku, a po jej przeprowadzeniu prokuratura ogłosiła, że Tobiasz zmarł „z przyczyn naturalnych”.

Minęło cztery miesiące.

W piątek, 16 czerwca 2012 r., kiedy cała Polska żyła meczem naszej reprezentacji rozgrywanym w czasie Euro 2012, pod koniec głównego wydania „Wiadomości” podano informację o śmierci gen. Sławomira Petelickiego – twórcy GROM-u, wybitnego generała i komandosa. Gen. Petelicki był członkiem Zespołu Ekspertów Niezależnych (ZEN), który opracował raport „Dlaczego musiało dojść do Katastrofy Smoleńskiej”, a w 2011 r. został członkiem Komitetu Poparcia Marszu Niepodległości. To właśnie on w kwietniu 2011 r. ujawnił treść SMS-a rozsyłanego do polityków PO bezpośrednio po katastrofie w Smoleńsku, nakazującego obarczać winą pilotów TU-154M. W 2012 r. zaczął wspominać zaufanym znajomym o ujawnieniu materiału, którego treść miała wstrząsnąć Polską. Nie powiedział, o co chodziło. Po znalezieniu jego ciała sekcja zwłok została odłożona do poniedziałku. Prokuratura uznała, że generał – wybitny dowódca wojskowy i komandos – zszedł w kapciach do garażu i tam w miejscu nieobjętym monitoringiem popełnił samobójstwo, strzelając do siebie z pistoletu.

Także w czerwcu 2012 r. pod pociąg „rzucił się” Jerzy Pronobis – prezes spółki Club & Travel zajmującej się rozprowadzaniem biletów na Euro 2012 w Polsce i na Ukrainie. Jego nazwisko pojawiło się w kontekście słynnej afery Grzegorza Laty, będącej ponoć dowodem korupcji w PZPN.

Parę tygodni później – 4 września w Tatrach zginął politolog, sowietolog, dziennikarz, biograf płk. Ryszarda Kuklińskiego – Józef Szaniawski. Spadł w przepaść, schodząc ze Świnicy do Dolinki pod Kołem. Informując o tym „wypadku”, syn Szaniawskiego powiedział, że nie miał wątpliwości, iż jego ojciec został zabity w zamachu. Świadków „wypadku” oczywiście nie ma. Dwa dni później – 6 września 2012 r. na „zawał” zmarł prof. Jerzy Urbanowicz – wybitny matematyk, w latach 2006–2008 zatrudniony w Służbie Kontrwywiadu Wojskowego, w której odpowiadał m.in. za kryptografię i teleinformatykę. W 2012 r. został sekretarzem komitetu organizacyjnego konferencji poświęconej badaniom katastrofy polskiego Tu-154M w Smoleńsku metodami nauk ścisłych. To on był współautorem raportu ujawniającego, że Państwowa Komisja Wyborcza korzysta z rosyjskich serwerów. Zawału dostał dzień po ujawnieniu raportu. Na marginesie warto odnotować, że ci sami politycy, którzy twierdzili wówczas, że korzystanie z rosyjskich serwerów nie wpływa na wyniki wyborów w Polsce, dziś głoszą, że Rosjanie poprzez swoje służby wpłynęli na wynik wyborów w USA. No, ale oczywiście w przypadku prof. Urbanowicza twardo trzymają się twierdzenia, że miał „zwykły” zawał. Może i tak.

Natomiast trudno uwierzyć w inne „samobójstwo”. Oto pod koniec października 2012 r. w piwnicy własnego domu „powiesił się” chorąży Remigiusz Muś – niezwykle ważny świadek w sprawie Smoleńska. Jako technik pokładowy jaka-40, który wylądował w Smoleńsku tuż przed próbą lądowania TU-154M, słyszał, jak kontrolerzy lotów pozwolili załodze samolotu z Lechem Kaczyńskim na pokładzie zejść poniżej 50 m. Prokuratura natychmiast oznajmiła, że chorąży Muś popełnił samobójstwo, w którym nikt mu nie pomagał.

Kilka tygodni później już nie dało się wmówić społeczeństwu, że doszło do samobójstwa. Krzysztof Z. – ekspert zajmujący się sprawą smoleńską został zamordowany w grudniu 2012 r. Z. wielokrotnie krytycznie wypowiadał się o śledztwie i ustaleniach komisji Millera, m.in. w filmie Anity Gargas „10.04.10”. Zginął w siedzibie wydawnictwa Magnum-X, wydającego czasopisma o tematyce lotniczej. Oficjalnie został zamordowany przez prezesa tejże spółki z powodów biznesowych. Ale to oczywiście nie koniec. Było jeszcze kilka samobójstw. Wszystkie związane z jedną osobą – z Andrzejem Lepperem.

Wszyscy ludzie Leppera

O tym, że Andrzej Lepper zdecydowanie nie pasował do politycznego układu, wiadomo nie od dziś. O tym, że nazbyt bezpośrednio publicznie rzucał w twarz politykom ich przekręty i zwracał narodowi uwagę, by ten nie dał się omotać politycznej wojence, toczonej często na pokaz, także. Andrzej Lepper narażał się regularnie, a od czasu, gdy ujawnił sprawę „talibów w Klewkach”, był obiektem nieustających drwin. Do 2011 r., kiedy zapowiedział ujawnienie dokumentów, które miały wstrząsnąć polską polityką. Tyle wystarczyło, by w piątek 5 sierpnia 2011 r. po południu został znaleziony martwy we własnym biurze w centrum Warszawy. Jak zwykle sekcję zwłok odłożono do poniedziałku, a policja i prokuratura natychmiast ogłosiły, że Lepper zabił się sam. Oczywiście – to nieprawda. Po sześciu latach jest już jasne, że szereg dowodów wskazujących na morderstwo zostało pominiętych. Wiadomo też, że Lepper był inwigilowany przez służby specjalne, które miały o nim wystarczająco dużą wiedzę, by z całą pewnością stwierdzić, że ktoś mu pomógł przenieść się na tamten świat. W dodatku nie tylko jemu. Przed Lepperem z tym światem pożegnało się czterech bliskich mu ludzi. Daniel Podrzycki zginął w wypadku drogowym w 2005 r. Mało kto wtedy pamiętał, że Podrzycki współpracował z gen. Tadeuszem Wileckim i Andrzejem Lepperem. Wraz z tym ostatnim w 1997 r. złożył do prokuratury zawiadomienie o nadużyciach popełnionych przy budowie Gazociągu Jamalskiego.

W maju 2011 r. „zmarł” prawnik Leppera Ryszard Kuciński – człowiek związany ze służbami specjalnymi. To właśnie u niego Andrzej Lepper miał zdeponować ważne dokumenty, wiedzę, która mogła go wynieść na szczyt albo pogrzebać półtora metra pod ziemią. Prawdopodobnie dotyczyły one kontraktu gazowego, który w lutym 2010 r. podpisał w Moskwie w imieniu rządu Donalda Tuska ówczesny wicepremier Waldemar Pawlak. Również sam Kuciński twierdził, że ujawnienie archiwum Leppera wysadziłoby wiele karier w powietrze. Niestety, zdaniem oficerów służb inwigilujących był ostatnią osobą zasługującą na zaufanie.

Minął miesiąc. Pod koniec czerwca 2011 r. „samobójstwo” popełnił Wiesław Podgórski – doradca Andrzeja Leppera ds. kultury i dziedzictwa narodowego z czasów, gdy Lepper był ministrem rolnictwa. W lipcu 2011 r. „zmarła” Róża Żarska – prawniczka Leppera. W końcu przyszedł czas na niego samego. Trudno dziś powiedzieć, czy Lepper zdawał sobie sprawę z tego, co dzieje się wokół niego. Być może czuł się osaczony i domyślał, że jest następny na liście „seryjnego”, ale wierzył, że przechytrzy ludzi, z którymi walczył. Pytanie, gdzie znajduje się jego archiwum i dokumenty, o których mówił on i jego ludzie, pozostaje otwarte. Niewykluczone, że gdzieś jest, że ktoś je ma, tylko w obawie o swoje życie milczy. W końcu „seryjnego” jeszcze nie złapano. I niestety – póki do tego nie dojdzie, zawsze będzie istniało ryzyko, że wróci.

III RP, czyli ćwierć wieku śmierci

W dodatku powyższe „samobójstwa”, „wypadki” i inne zgony to wciąż tylko wierzchołek przysłowiowej góry lodowej. Po 1989 r. całe mnóstwo osób, które mogły zagrozić układowi, które za dużo wiedziały albo niezłomnie stały na straży interesów państwa polskiego, dostawało zawałów, popełniało samobójstwa lub było rozjeżdżane przez grasujące po polskich drogach TIR-y na białoruskich numerach rejestracyjnych. Ginęły dowody, złodzieje kradli policyjne samochody (albo ich zawartość), ważne dokumenty były niszczone przez g…na wylewające się z rury, która pękła akurat nad kątem, gdzie dowody te się poniewierały. Dowody w niewyjaśnionych sprawach znikały ze strzeżonych policyjnych magazynów akt, zabijali się świadkowie koronni. Liczba tych śmierci jest przerażająca i układa się wręcz w całe listy, powiązane z poszczególnymi sprawami, które w swoim czasie wstrząsnęły polską opinią publiczną. Śmierć Stanisława Pyjasa, mord popełniony na ks. Jerzym Popiełuszce, afera FOZZ, afera paliwowa, śmierć gen. Marka Papały, uprowadzenie i zamordowanie Krzysztofa Olewnika – każde z tych wydarzeń pociągało za sobą „wypadki” i „samobójstwa”, w których ginęli ludzie mogący mieć wiedzę na temat tych wydarzeń. Ginęli też ludzie pozornie niezwiązani z żadną aferą, ale mający wiedzę o tajemnicach polskiego państwa. Tacy jak Marek Karp – założyciel Ośrodka Studiów Wschodnich, analityk zajmujący się krajami byłego bloku wschodniego. 28 sierpnia 2004 r. został ciężko ranny w wypadku samochodowym. Zmarł w szpitalu na skutek powikłań powypadkowych. Przed śmiercią badał sprawę przejmowania polskiego sektora energetycznego przez rosyjskie spółki kontrolowane przez KGB i GRU, a swojemu przyjacielowi dosłownie kilka dni wcześniej zwierzył się z obaw o swoje życie. Nie sposób też pominąć tajemniczej śmierci Jana Wejcherta – założyciela ITI, który umarł 31 października 2009 r. z powodu niewydolności serca spowodowanej infekcją bakteryjną i sepsą. Na temat śmierci Jana Kulczyka wciąż trwają rozmaite spekulacje, ucinane przez dzieci „dr. Jana”, które chociaż wyprowadziły się z Polski, pozywają każdego, kto podważa wersję o śmieci najbogatszego Polaka w wiedeńskiej klinice. I tak dalej.

Zagłębienie się w ten temat może przerazić. Bo chociaż jest możliwość, że przynajmniej część z opisanych wyżej zgonów to faktycznie wypadki czy zwyczajna śmierć, to przynajmniej część z nich samobójstwami nie była. Wyjaśnienie tych spraw jest także jednym z zadań, jakie stoją przed obecną władzą. Bez tego trudno będzie mówić o suwerennym państwie polskim.

Źródła:

Michał Górski, Seryjny samobójca – wykaz ofiar, http://www.parezja.pl

„Lista tajemniczych zgonów – śmierć znanych ludzi”, http://www.pokzywarka.pl

https://polskaniepodlegla.pl/opinie/item/12408-tylko-u-nas-kim-jest-seryjny-samobojca-jak-dziala-i-kto-jeszcze-moze-byc-na-jego-liscie#.WYQUL4bY9OM.twitter
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Informacje | TV Trwam | Radio Maryja na żywo |
Polecamy:informacje ktorych potrzebujesz Fundacja Skierniewice i Szkola Skierniewice
Korzystanie z forum oznacza pełną akceptację otrzymywania plików cookies.

phpBB by przemo  
Strona wygenerowana w 0,081 sekundy. Zapytań do SQL: 8