ND Forum - Dzień dobry POLSKO! Strona Główna ND Forum - Dzień dobry POLSKO!
Ludzie z sercem i głową

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Rozważania o Polsce
Autor Wiadomość
Coltrane


Dołączył: 01 Kwi 2008
Posty: 17737
Skąd: Polska
Wysłany: 21 Luty 2017, 11:42    [Cytuj]

Niedługo kres antypolskiej histerii...

Pragnę podzielić się ze wszystkimi Dobrą Nowiną – bo szeroko rozumiana partia zagranicy ostatecznie przegra po 12 latach zajadłych ataków na Polskę, Polaków oraz polską rację stanu, gdyż wiosna roku 2018 powinna położyć kres jej antypolskiego wzmożenia (wygląda na to, że jej sponsorzy pogodzą się wtedy z odzyskaniem przez Polskę suwerenności).



Urażone ambicje i mściwość Donalda Tuska sprawiły, że w 2005 roku przeszedł on na ciemną stronę mocy, rozpętując masę negatywnych emocji, otwarcie stając po stronie sił pasożytujących na Polsce i ściągając swą formację w otchłań współczesnej targowicy.

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=BfGT29Fa7UI[/youtube]

Atakowano odgórnie fundamenty naszej wspólnoty, podważając wszystko co nas łączy i dzieląc nas na skłócone grupki, bez zapamiętanie napuszczane na siebie wzajemnie.
A przyczyną była bezpardonowa walki z polską racją stanu i chęć spacyfikowania polskiego ducha, poprzez stłamszenie (a najchętniej - wyeliminowanie) ludzi obozu patriotycznego – bo przecież ”polskość to nienormalność”…?

Jeszcze niedawno strach było włączyć telewizor, bo wylewały się z niego strumienie antypolonizmu i bolesnych oszczerstw.





Władze przyzwalały też na oskarżanie nas o "antysemityzm" i "polskie obozy zagłady", a polska armia w praktyce została zlikwidowana.

[ramka]Tak wyglądał prymat Mitteleuropy nad Międzymorzem w Polsce...[/ramka]

bo ceną za przynależność do niemieckiej strafy wpływów zawsze jest wasalizacja oraz utrata godności i suwerenności, atak na polskiego ducha i groźba zagłady naszej gospodarki.





http://hotpoland.pl/polsk...podarek-swiata/





To nie była żadna ”wojna polsko-polska”, jak bezczelnie nadal usiłują to przedstawiać ”zaprzyjaźnione redakcje”, zachowujące się jakby w swym DNA miały antypolonizm i dezinformację.

Bo to ledwie kolejna odsłona trwającej już 300 lat z okładem wojny partii zagranicy z obozem patriotycznym – czyli nowe rozdanie w tradycyjnym sporze polskojęzycznych z Polakami.



Na szczęście polskojęzyczni będą nam bruździli jeszcze tylko przez kilkanaście miesięcy – kwestionując wyniki wyborów i prowadząc bezustanną wojną podjazdową przeciw legalnym władzom Rzeczypospolitej – ale to będzie ich łabędzi śpiew – bo wielkimi krokami zbliża się chwila, kiedy nieuchronnie utracą poparcie swoich sponsorów.



Bo trudno liczyć na to, że sz-KOD-nicy będą się dalej na ulicach wygłupiać ”za friko”, bez milionów "filantropa". A czym jest PO i .nowoczesna bez wsparcia Brukseli i Berlina? A i "wielkiej przyjaciółki Polski" może wkrótce zabraknąć…

A Kukiz? No cóż, w momentach przełomowych niestety zawsze zachowuje się jak czystej wody obca agentura.



W herbach oraz w godłach i flagach państwowych zwykle zakodowane jest ezoteryczne przesłanie, z natury rzeczy niedostępne niewtajemniczonym.

I nie oszukujmy się – naród polski nigdy nie stanowił monolitu – czego najlepszym dowodem jest nasz symbol narodowy składający się przecież z dwóch oddzielnych pasów.



Nas zawsze cechowała dwoistość – wtedy gdy Korona i Litwa razem tworzyły Rzeczpospolitą Obojga Narodów, jak i wtedy, gdy w czasach nowożytnych Polacy gościli największą na świecie diasporę żydowską. A i wcześniej w I Rzeczypospolitej naród szlachecki i stan chłopski żyły jakby na innych planetach, oddzielone murem wzajemnych uprzedzeń i przywilejów stanowych...

Tak jest też i dzisiaj, gdy Polacy z dziada pradziada dzielą kraj z polskojęzycznymi, często ludźmi wykorzenionymi, dla których kultura i tradycja polska z różnych względów stanowi balast.

A w roku 2015 szansę na suwerenność odzyskaliśmy w taki oto sposób:





A Polska może funkcjonować i rozwijać się jedynie wtedy, gdy jej części składowe są w stanie względnej równowagi.

A ponieważ polskojęzyczni dominowali w naszym kraju od roku 1944 – najpierw brutalnie, a potem w coraz bardziej wyrafinowany sposób - z wyjątkiem dwóch epizodów (rok 1992 oraz lata 2005-2007) - to dla przywrócenia równowagi potrzeba nam wszystkim kilka kadencji polskich rządów w Polsce, bo kraj zbyt długo obywał bez gospodarza... co widać na każdym kroku.



"Polsko! lecz ciebie błyskotkami łudzą,

Pawiem narodów byłaś i papugą;

A teraz jesteś służebnicą cudzą"

Juliusz Słowacki, Grób Agamemnona


Los - a może Opatrzność Boska? – wydaje się jednak do nas uśmiechać, ponieważ wraz z wygaszeniem tych potępieńczych swarów od roku 2018 zaczyna się dla nas okres prosperity, czas rozwinięcia skrzydeł i uwolnienia naszego potencjału – a potrwa on mniej więcej do roku 2030.

Kłopoty przytrafiające się wtedy innym państwom nas będą raczej omijać, a ew. czarne prognostyki nie będą się spełniać. ;-)

Dlatego jest nam dziś potrzebna jak najszersza publiczna debata jak rozumieć i jak realizować POLSKA RACJE STANU w XXI wieku - tak by nie przespać tej koniunktury.

Pamiętajmy, że nic nie trwa wiecznie, bo ”fortuna kołem się toczy”…



http://prognozydocenta.sa...lskiej-histerii
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
DarekMirror
Defensor RM


Dołączył: 06 Lis 2011
Posty: 1347
Skąd: Polska
Wysłany: 21 Luty 2017, 17:56    [Cytuj]

Dzięki za piękny obszerny i treściwy materiał ... oby tak się stało ... pozdrawiam :-)
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 01 Kwi 2008
Posty: 17737
Skąd: Polska
Wysłany: 10 Styczeń 2018, 13:34   Kornel Morawiecki [Cytuj]

Uwaga na Kornela Morawieckiego.
„Legenda” przeistacza się w zdrajcę Polski.




Wcześniej należał do Kukiz15, dzisiaj ma swoją własną partię: Wolni i Solidarni. Nikt nie przejmowałby się starszym człowiekiem, gdyby nie fakt, że jego syn jest premierem.

Kornel Morawiecki albo zmienił poglądy, albo je przez wszystkie lata ukrywał.

Na pewno wszelkiej maści globaliści uderzają do ojca premiera, aby wpłynął na syna w wielu aspektach niekorzystnych dla Polski.

Poglądy Kornela Morawieckiego podchodzą pod zdradę Polski, pod zwykłą sprzedawczykowość.

Oceńmy 8 skrajnych poglądów Kornela Morawieckiego

1. Kornel Morawiecki jest zwolennikiem powstania „Stanów Zjednoczonych Europy” i dalszej integracji Unii Europejskiej. Poseł opowiada się by powoli, ewolucyjnie, dążyć do tego by był wspólny europejski rząd, budżet, policja, armia.

Nasz komentarz: Innymi słowy, pan Morawiecki chce oddać Polskę pod władzę nieokreślonej grupy, czyli jest zwolennikiem nazistowskiego systemu: NWO. To zdrada Polski.

2. W wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” Kornel Morawiecki zadeklarował, że jest za przyjmowaniem uchodźców z Syrii bo „dla 38-milionowego narodu kilka tysięcy ludzi to nie jest problem. Tak samo, jak kilka milionów dla całej Europy”. Poparł idee wielokulturowości stwierdzając, że „monokulturowa Polska jest niemożliwa”. Zdaniem posła, gdyby Polska zamknęła się na imigrantów i idee wielokulturowości „to by była klęska. Regres”.

Nasz komentarz: Kilka tysięcy islamistów zamieni się w ciągu kilku lat w kilkaset tysięcy, a później w miliony. To już spory elektorat do założenia partii, wejścia do sejmu, robienia burd na ulicach, narzucania własnych wierzeń. Taka postawa to zdrada Polski.

3. Kornel Morawiecki odrzucił też idee odcięcia się Polski od procesu globalizacji. Zdaniem posła „myślenie, że z tego się wyłączymy i będziemy budować własną potęgę, to nieporozumienie. Dziś żaden z tradycyjnych narodów Europy nie jest w stanie w pojedynkę sprostać światowej konkurencji”.

Nasz komentarz: Globaliści to międzynarodowa finansjera. Trudno z nimi wygrać, jednak zadaniem rządu jest budować własne, niezależne systemy finansowe, za przykładem: NIDPI.
Brak elementarnej wiedzy o światowym systemie finansowym.

4. Jakiś czas temu Kornel Morawiecki w programie radiowym „Gość Radia Zet” w rozmowie z Moniką Olejnik gwarantował polskość Adama Michnika, i stwierdził, że nie można wyrzucać z Polski Adama Michnika, który czuje się Polakiem.

Nasz komentarz: nie chodzi o to, aby wyrzucać z Polski takich zdrajców jak: Adam Michnik czy Lech Wałęsa. Jednak należy uświadomić każdemu Polakowi, w jaki sposób zdradzili naród. Wypowiedź Pana Morawieckiego jest z iście czerwonego koryta…

5. Zdaniem posła Marsz Niepodległość powinien wszystkich łączyć, też polityków Platformy Obywatelskiej, a Ruch Narodowy nie może zawłaszczać pojęcia niepodległości. Poseł Morawiecki nie polemizował z Moniką Olejnik, która oskarżała Ruch Narodowy, a szczególnie posła Roberta Winnickiego, o ksenofobię, antysemityzm i związki z nazizmem.

Nasz komentarz: nie wymagam od pana Morawieckiego aż takiego poświęcenia, skoro ma poglądy globalistów, czyli z czerwonego podwórka.

6. Zdaniem Kornela Morawieckiego w Smoleńsku miała miejsce zwykła katastrofa lotnicza, a nie zamach, natomiast kłótnie o Smoleńsk są w cudzym interesie. Według Morawieckiego w dniu katastrofy wszyscy chcieli dobrze, w tym i Lech Kaczyński, który za wszelką cenę chciał wylądować, i Rosjanie. A do „tego była mgła i stały się jakieś nieuwagi”.

Nasz komentarz: wypowiadanie się na temat Smoleńska w taki sposób jest głaskanie i kota i myszy. Poglądy bardzo niebezpieczne dla polityka, który nie ma własnego zdania. Jak on chce Polską rządzić?

7. Zdaniem posła Morawieckiego rządy Platformy Obywatelskiej nie szkodziły Polsce, a Polska nie jest w ruinie. W złej kondycji zdaniem posła Morawieckiego są stosunki społeczne. Posła martwi też to, że za mało słucha się Polaków.

Nasz komentarz: gdyby PiS nie miał układu z PO, to dawno wielu wpływowych polityków lewicy i PO byłaby w więzieniu. Politycy PO układali się z każdym kierunkiem wpływów, byli i są niemieckimi pachołkami. Szkoda, że pan Morawiecki o tym nie wie…

8. Podczas debaty przed wyborami prezydenckimi Kornel Morawiecki stwierdził, że GMO jest czymś naturalnym i sprzeciwił się posiadaniu prawa do broni palnej.

Nasz komentarz: tyle artykułów zostało opublikowanych o GMO, że tylko osoba mało inteligentna może powiedzieć, że GMO jest zdrowe.

Pan Kornel Morawiecki nie jest dla mnie żadną legendą. Jest zwykłym sprzedawczykiem lub osobą nie mającą wiedzy o funkcjonowaniu świata. Zarówno jedno jak i drugie całkowicie kompromituje tego człowieka.

Moja rada dla pana Morawieckiego: odejść na emeryturę i całkowite wycofanie z życia publicznego. W przeciwnym razie trafi do tego samego wora co: Wałęsa, Kwaśniewski, Michnik i inni zdrajcy narodu polskiego.

Źródło: Paweł Kukiz
http://wmeritum.pl/pawel-...czytania/216968

https://wiadomosci.robertbrzoza.pl/

https://marucha.wordpress.com/2018/01/09/uwaga-na-kornela-morawieckiego-legenda-przeistacza-sie-w-zdrajce-polski/
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 01 Kwi 2008
Posty: 17737
Skąd: Polska
Wysłany: 19 Luty 2018, 09:27    [Cytuj]

Co oznacza podana przez GUS liczba urodzeń, zgonów i zawieranych małżeństw?

Demografia Polski w 2017 roku. Propaganda sukcesu a rzeczywistość



Jeśli ktokolwiek w kręgach władzy czyta raporty o demografii przygotowywane przez podległe rządowi instytucje, jest zapewne świadom tego, że podawane w mediach optymistyczne informacje to najwyżej kiepski żart. Sytuacja demograficzna Polski jest trudna i nie widać symptomów jej poprawy. Dane statystyczne za 2017 rok pokazują, iż jako naród wymieramy i największe straty są dopiero przed nami.

Rodzą się dzieci, czyli propaganda sukcesu

Pewnego styczniowego poranka media prorządowe ogłosiły wszem i wobec, że rząd osiągnął „demograficzny sukces”. Podstawą dla tego typu twierdzeń był szczątkowy komunikat, jaki przekazał dziennikarzom Główny Urząd Statystyczny. Podano w nim, że w całym 2017 roku urodziło się 403 tysiące dzieci, co oznacza wzrost o 20 tys. w stosunku do roku ubiegłego.

Tuż po ogłoszeniu tej wiadomości konferencję prasową zwołał resort polityki społecznej. Minister Elżbieta Rafalska z dumą podkreślała, iż jeszcze w 2014 roku GUS prognozował, iż trzy lata później urodzi się w Polsce tylko 346 tys. dzieci.

Do tych pochwał i komunikatów warto jednak zachować zdrowy dystans. Dlaczego? Dość powiedzieć, że w komunikacie GUS drobnym drukiem „przemycono”, że podana liczba jest szacunkiem wstępnym, a także, iż w ogóle zabrakło w nim informacji na temat liczby zgonów, co uniemożliwa choćby podstawową ocenę stanu demograficznego społeczeństwa.

Poważniejsze zestawienie zawiera opublikowany tydzień później na stronie GUS - już bez telewizyjnych pasków i prasowych czołówek – raport o nazwie „Informacja o sytuacji społeczno-gospodarczej kraju w 2017 roku”. Zawiera on nie tylko elementy bilansu urodzeń i zgonów, ale również podstawowe wskaźniki makroekonomiczne oraz dane o kondycji polskich małżeństw i rodzin.

Zatrważające dane GUS

GUS szacuje, iż ludność Polski na koniec 2017 roku wyniosła 38 434 tys., a to oznacza mikroskopijny wzrost o 1 tysiąc względem stanu sprzed roku. Co ciekawe, nie oznacza to wcale, że liczba urodzonych dzieci przewyższyła liczbę zgonów. Tych ostatnich bowiem zanotowano około 500 więcej. Oba wskaźniki tym samym zbliżyły się do siebie w stopniu pozwalającym stwierdzić, iż rodziło się nas niemal tyle samo, co umierało.

Czy 403 tysiące urodzeń to rzeczywiście dobry wynik? Tu najprostszą odpowiedź daje tzw. współczynnik dzietności, czyli liczba dzieci przypadających przeciętnie na jedną kobietę w wieku rozrodczym. W 2016 roku wyniósł on 1,36 i mimo delikatnego wzrostu należał do najniższych w Europie. Po roku 2017 współczynnik dzietności może ledwie przekroczyć poziom 1,40. GUS regularnie przypomina, że do stabilnego rozwoju demograficznego potrzebujemy wyniku w granicach 2,10-2,15.

Poziom 400 tysięcy, czy nawet 420 tysięcy urodzeń rocznie jest zatem daleki od tego, na co zwracają uwagę specjaliści jako stan pożądany dla polskiego społeczeństwa. Wraz ze wzrostem liczby urodzeń rośnie i będzie dalej rosła liczba zgonów – wszak pośród umierających w najbliższych latach większość stanowić będą osoby urodzone w przedwojennym i powojennym wyżu demograficznym.

Alarm dla polityki prorodzinnej pozostaje aktualny i bije z całą mocą, także ze względu na złudne przeświadczenie polskich decydentów politycznych o zbawiennym wpływie zasiłków socjalnych na opisany wyżej, nieznaczny wzrost liczby noworodków. W „Informacji...” GUS przeczytać możemy, iż „w okresie minionych 10-15 lat nastąpiło podwyższenie mediany wieku kobiet rodzących dziecko z 26 lat w 2000 r. do 30 lat w 2016 r.” Wnioski z obserwacji mediany potwierdza pomiar średniego wieku kobiety rodzącej pierwsze dziecko – obecnie wynosi on 28 lat, podczas gdy jeszcze 15 lat temu pierwszego potomka rodziły kobiety o średniej wieku 24 lat.

Ponadto, analitycy GUS zaobserwowali, iż „wzrost liczby urodzeń dotyczy przede wszystkim dzieci urodzonych jako drugie, trzecie i kolejne w rodzinie, których udziały w ogólnej liczbie urodzeń zwiększyły się w stosunku do roku poprzedniego, przy spadku udziału urodzeń pierwszych.

Na podstawie powyższych danych można postawić hipotezę, iż głównym motorem wzrostu liczby noworodków w latach 2016-17 jest coś, co można określić jako namacalny skutek głębokich procesów rewolucyjnych, trawiących polskie społeczeństwo. Procesy te spowodowały masowe odłożenie decyzji o macierzyństwie na znacznie późniejszy okres. W efekcie właśnie teraz matkami zostają kobiety z ostatniego znaczącego wyżu demograficznego, czyli urodzone w latach 1983-1986. Rodzą najczęściej drugie bądź trzecie dziecko, natomiast nie przybywa w jakkolwiek dostrzegalny sposób kobiet młodszych rodzących dziecko pierwsze. A zatem za kilka lat możemy być świadkami realizacji scenariusza demograficznego, w ramach którego nastąpi gwałtowna i trwała zapaść liczby urodzeń w stosunku do liczby zgonów.

Tyle samo małżeństw i coraz więcej rozwodów

Próżno szukać wielkich nadziei na zmianę priorytetów w pokoleniu obecnych dwudziestolatków, jeśli się spojrzy na statystykę małżeństw cywilnych i rozwodów w 2017 roku. Uwidacznia się w nich utrwalenie najgorszych demograficznych trendów.

W 2017 roku miało zostać zawartych 193 tys. małżeństw, a więc było to powtórzenie wyniku z 2016 roku. Zrównała się przy tym częstotliwość zawierania małżeństw w miastach i na wsi. W kwestii mediany wieku nowożeńców powtarza się problem zasygnalizowany przy analizie dzietności – dla mężczyzn wynosiła ona ponad 29 lat, natomiast dla kobiet – 27. W przypadku obydwu płci było to o blisko 4 lata więcej niż w roku 2000.

W minionym roku wzrosła liczba rozwodów. Zjawisko to dotknęło 65 tys. par małżeńskich, czyli o ok. 1,5 tys. więcej niż w 2016 roku. Oznacza to, że już co trzecie małżeństwo w Polsce rozpada się. Jeśli doliczyć do tego 2 tys. separacji, zanotowanych w ubiegłym roku, wobec których GUS stwierdza, iż niemal wszystkie prędzej czy później kończą się rozwodem, wówczas obraz polskich rodzin wygląda wręcz tragicznie.

GUS zazwyczaj mierzy także liczbę tzw. małżeństw wyznaniowych, co w polskich uwarunkowaniach odnosi się w przeważającej mierze do małżeństw katolickich zawieranych na podstawie Umowy Konkordatowej między Polską i Stolicą Apostolską. Jednakże ostatnie dane, jakie zostały opublikowane, dotyczą bilansu za rok 2016 – wówczas 63 proc. wszystkich zawartych małżeństw stanowiły małżeństwa wyznaniowe. Do tak niskiego poziomu spadał ów wskaźnik stopniowo od lat dziewięćdziesiątych.

Sytuacja demograficzna Polski jest trudna i stanowi ogromne wyzwanie dla rządzących. Dane opublikowane w „Informacji o sytuacji społeczno-gospodarczej kraju w 2017 roku” rozwiewają jakiekolwiek wątpliwości odnośnie tej diagnozy. Uwidaczniają rosnący kryzys instytucji małżeństwa i rodziny, za którym z pewnym opóźnieniem postępuje problem demograficzny.

Taka sytuacja – jeśli nie ulegnie radykalnej poprawie w perspektywie najbliższej dekady – będzie tworzyć przestrzeń dla kolejnych rewolucyjnych postulatów, mających stanowić środki zaradcze, a w istocie zagrażających narodowi i państwu. Masowa imigracja z Ukrainy już stała się faktem, a lewicowo-liberalne elity nie ustają w kreowaniu narracji o odwleczonej w czasie „konieczności” przyjęcia przez Polskę imigrantów (oficjalnie „uchodźców”) z państw arabskich. Obóz rządzący, świetnie radząc sobie z budowaniem i utrzymywaniem poparcia dla gabinetu Mateusza Morawieckiego, wciąż za mało robi na rzecz odwrócenia lub zahamowania najbardziej szkodliwych zjawisk społecznych, sygnalizowanych przez podległe mu instytucje badawcze. Pytanie, czy ktoś zadaje sobie trud lektury przygotowywanych materiałów?

Źródło: GUS, TVP Info

Tom

https://www.pch24.pl/demo...sc,58357,i.html
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 01 Kwi 2008
Posty: 17737
Skąd: Polska
Wysłany: 5 Marzec 2018, 07:56    [Cytuj]

Rewolucja ’68, czyli nowe państwo wyznaniowe



Rok 1968 jest symboliczną datą opisującą początek kolejnej fazy rewolucji. Przypadające w tym roku jej pięćdziesięciolecie nie sposób nie rozpatrywać w łączności ze wstrząsami rewolucyjnymi, których rocznice przypadały w ubiegłym roku. Nie sposób również nie zwrócić uwagi na inną koincydencję czasową: rewolucja, o której tu mowa wydarzyła się niemal równo pięćdziesiąt lat po objawieniach w Fatimie.

Zauważmy, że przewrót rewolucyjny nie tylko dokonywał się w tym czasie na ulicach Paryża i na zachodnich kampusach uniwersyteckich, gdzie studencka młódź szukała natchnień wolnościowych w „Czerwonej książeczce” jednego z największych ludobójców w dziejach ludzkości (Mao – Dze – Donga). Rewolucja („swąd szatana” wedle słów papieża Pawła VI) przeniknęła również do wnętrza Kościoła.

Od tego czasu minęło kolejne pół wieku. W ciągu kolejnych dekad rewolucja poczyniła i tu (Kościół) i tam (życie naukowe i polityczne) kolejne postępy. Dzięki Instytutowi Wydawniczemu PAX ukazała się niedawno polska edycja książki kanadyjskiego socjologa Matthieu Bock-Cote pt. „Multikulturalizm jako religia polityczna”; monografia będąca świetną analizą ideologicznego podglebia, z którego wyrosło „pokolenie 68 roku” i jego współczesne potomstwo (w sensie ideowych i politycznych naśladowców).

Zdaniem autora „zjawisko, którego jesteśmy świadkami w latach sześćdziesiątych XX wieku, polega na rozdziale wrażliwości rewolucyjnej od klasycznego marksizmu”. Innymi słowy, w przypadku wielu prominentnych reprezentantów „pokolenia 68 roku” (np. D. Cohn-Bendita) deklarowane odżegnanie się od ideologii komunistycznej nie oznaczało porzucenia obozu rewolucji. Wręcz przeciwnie. Chodziło o swego rodzaju updatowanie marksizmu. Zabieg ten obejmował również „zrekonstruowanie podmiotu rewolucyjnego”.

Jak zauważa bowiem kanadyjski socjolog, dla czołowych myślicieli „nowej lewicy” w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych ubiegłego wieku, jasnym się stało, że „lud zdradził rewolucję”. Autor przytacza w tym kontekście znamienne słowa H. Marcuse’a – intelektualnego guru „nowej lewicy” – z 1973 roku, który konstatował jako „fakt rzucający się w oczy”, że „wśród większości przedstawicieli klasy robotniczej przeważa świadomość nierewolucyjna – albo raczej antyrewolucyjna”. W tej sytuacji rewolucja potrzebowała nowego „ludu” jako „podmiotu rewolucyjnego”. W szóstej i siódmej dekadzie ubiegłego wieku byli to studenci oraz intelektualiści (na nich zawsze można liczyć). Obecnie nowym „ludem” w znaczeniu rewolucyjnego tarana mają być reprezentanci wszelkich „grup mniejszościowych”, a całkiem od niedawna muzułmańscy imigranci: „muzułmanie mieliby stać się czystymi Europejczykami bez nadmiaru świadomości narodowej, która mogłaby wejść w konflikt z rozwojem Europy politycznej. Ludność muzułmańska mogłaby się zeuropeizować bez przechodzenia przez pośrednictwo narodu”.

Tzw. dekonstrukcja narodu, podobnie jak innej naturalnej wspólnoty – rodziny, jest bowiem koniecznym warunkiem stworzenia nowego „podmiotu rewolucyjnego”. Kanadyjski badacz zwraca w tym kontekście uwagę na rolę szerzącej się od lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku ideologii multikulturalizmu, której nieodłącznym elementem jest „pokutna historiografia”, czyli rytualne przepraszanie za „wszystkie winy Zachodu” (krucjaty, kolonizację, etc.). Jej integralną częścią jest również obwinianie niemal wszystkich narodów za dramat Holocaustu. Słusznie też podkreśla Kanadyjczyk, że szczególnym wyrazem tego „odrzucenia cywilizacji europejskiej jako historycznego substratu, stanowiącego punkt wyjścia procesu konstytuowania się Europy” było pominięcie chrześcijańskiego dziedzictwa kulturowego w preambule do tzw. konstytucji dla Europy w 2005 roku.

Odrzucenie chrześcijaństwa – zarówno w wymiarze stricte religijnym, jak i kulturowym – nie oznacza jednak zaniku pierwiastka religijnego na rządzonym przez „pokolenie 68 roku” Zachodzie. Wręcz odwrotnie. Jakże celnie pisze kanadyjski socjolog w tym kontekście o „nadejściu godziny fundamentalizmu nowoczesności”.

Można szargać wszystkie świętości? Można – jeśli dotyczą one chrześcijaństwa i wyrosłych przy nim naturalnych wspólnot (rodziny i narodu). Jednak pojawiła się nowa, pilnie strzeżona sfera sacrum: „Do języka społeczeństw zachodnich powróciło pojęcie bluźnierstwa – należało je tylko zinterpretować w świetle ideologii multikulturalizmu, jako że sakralizacja jego dogmatów tworzy nowe bluźnierstwa, do których przykłada się dziś ogromną wagę w mediach i systemie prawnym”. Jak w innym miejscu pisze autor książki: „państwo różnorodnościowe jest pod tym względem okropnie ideokratyczne: chce ukształtować świat na modłę utopii, której dogłębną znajomość posiadają jej strażnicy ideologiczni”.

W kontekście politycznym i ustrojowym ten „fundamentalizm nowoczesności” opiera się na „procesie dyslokacji demokracji liberalnej”, czyli na „rozdziale demokracji od suwerenności ludu”. Na ludzie jako na podmiocie rewolucyjnym nie można polegać – to stwierdzili już dawno przywódcy starej i nowej lewicy. W nowym ujęciu demokracja to nie są więc rządy ludu, ale rządy demokratów. Rzecz jasna, demokratów odpowiednio sformatowanych. Temu celowi służy ideologia różnorodnościowa obecna w mediach, szkołach, urzędach i sądach.

Dlaczego panowanie „kreatorów postępu” w sądach jest tak istotne? Dlaczego nie może być podważone? Bo runie cały projekt nowego państwa wyznaniowego („imperium praw człowieka”). W jego najgłębszych założeniach – jak zauważa autor – „suwerenność ma zaniknąć, ustępując miejsca multikulturowej sprawiedliwości społecznej”. Prawo ma bowiem „dokonywać praktycznej legitymizacji ogromnego przedsięwzięcia inżynierii społecznej, którego celem jest przeobrażenie instytucji, tradycji i obyczajów. Jeśli nawet suwerenność ludu nie została oficjalnie obalona, to jest ona odtąd zredukowana do minimum władzy politycznej i nie dysponuje już żadnym potencjałem egzystencjalnym”.

Jakże nie odnieść analiz dokonywanych przez kanadyjskiego badacza do naszej, polskiej rzeczywistości, będącej na cenzurowanym w oczach promotorów nowego państwa wyznaniowego. No, bo jakże to – nad Wisłą ciągle demokracja jest pojmowana nie jako rządy demokratów, ale jako rządy ludu (tj. większości głosujących). Podejmuje się obronę wspólnot (rodziny i narodu), które stoją na drodze wytworzenia „nowego, lepszego ludu”. Ba, chce się karać „pokutną historiografię”, głoszącą, że „wszyscy Polacy brali systemowy udział w Holokauście”. No i dokonuje się „zamach” na sądy, bez których nic się nie uda.

Grzegorz Kucharczyk

https://www.pch24.pl/rewo...we,58463,i.html
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Informacje | TV Trwam | Radio Maryja na żywo |
Polecamy:informacje ktorych potrzebujesz Fundacja Skierniewice i Szkola Skierniewice
Korzystanie z forum oznacza pełną akceptację otrzymywania plików cookies.

phpBB by przemo  
Strona wygenerowana w 0,162 sekundy. Zapytań do SQL: 8