ND Forum - Dzień dobry POLSKO! Strona Główna ND Forum - Dzień dobry POLSKO!
Ludzie z sercem i głową

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Z Naszego Dziennika
Autor Wiadomość
longinus9


Dołączył: 19 Lut 2009
Posty: 2190
Skąd: Łódź
Wysłany: 13 Wrzesień 2013, 06:59    [Cytuj]

Ratuje dzieci zza krat


Apel o uwolnienie z więzienia Mary Wagner, katoliczki skazanej za namawianie matek do rezygnacji z aborcji, skierowali wczoraj do premiera Kanady posłowie PiS: Arkadiusz Czartoryski, Jan Dziedziczak i Artur Górski.

38-letnia Kanadyjka została skazana ponad rok temu za to, że chodziła do centrów aborcyjnych w Toronto i napotkanym tam kobietom mówiła o skutkach zabijania poczętych dzieci, próbując nakłonić je do zmiany decyzji.

W uzasadnieniu wyroku sędzia S. Ford Clements podkreślił, że Mary Wagner nie respektuje prawa obowiązującego w Kanadzie i kieruje się „jakimś wyższym prawem”.

„Zarówno Pani, jak i Pani Bóg mylicie się. Nie możecie swoim postępowaniem dokładać dodatkowych cierpień innym ludziom” – usłyszała w sądzie. Wagner mogła wyjść na wolność za kaucją, jednak postanowiła, że teraz więzienie będzie miejscem, w którym chce głosić swoją wiarę i mówić o wartości życia. Odsiaduje wyrok w Vanier Center for Women w Milton (Ontario).

Taka sytuacja jest nie do zaakceptowania, toteż z całego świata do Kanady płyną protesty przeciwko uwięzieniu za obronę dzieci. Z inicjatywą w tej sprawie wystąpiło wczoraj trzech posłów PiS.

W liście do premiera Stephena Harpera zaznaczają, że jedyne „przestępstwo” skazanej miało polegać na tym, że zgodnie ze swoim sumieniem i wiarą pikietowała w sposób pokojowy przed prywatnym centrum aborcyjnym, broniąc w ten sposób życia niewinnych dzieci. Nie robiła nic więcej ponad to, że modliła się i rozmawiała z wchodzącymi tam kobietami. Według polskich posłów, przekonywanie matek, aby odstąpiły od zamiaru uśmiercenia poczętych dzieci, nie kwalifikuje się jako łamanie prawa. Przeciwnie, jest postawą wspaniałą, godną naśladowania. Pod apelem, przekazanym do wiadomości ambasadora Kanady w RP pani Alexandry Bugailiskis, podpisali się: Arkadiusz Czartoryski, Jan Dziedziczak i Artur Górski.

Świadectwo życia

„Sędzia, który skazał Panią Wagner na więzienie, nie uznał jej racji moralnych, odrzucił argumenty sumienia, nie wziął pod uwagę dogmatów religii katolickiej, które ukształtowały jej poglądy. Stwierdził, że narażała ’pacjentki’ kliniki na dodatkowy stres. Tymczasem ta niezłomna kobieta, broniąc życia dzieci nienarodzonych, broniła zarazem fundamentów cywilizacji łacińskiej, tej cywilizacji, która ukształtowała także Kanadę” – przypominają w swoim liście parlamentarzyści.

„Jest dla nas – polskich posłów – niezrozumiałe, że w Kanadzie, kraju, dla którego ważna jest wolność, demokracja i pluralizm, są więźniowie sumienia. Wiemy, że zgodnie z obowiązującym w Kanadzie prawem można zabijać poczęte dzieci, ale nie możemy zrozumieć, dlaczego w wolnym kraju odmienny pogląd i jego publiczne wyrażanie są uważane za przestępstwo karane więzieniem. Jest to bardzo niesprawiedliwe i krzywdzące, szczególnie dla Pani Wagner, która daje świadectwo, że piękny kraj – Kanada nie musi podążać drogą cywilizacji śmierci” – czytamy dalej.

Na koniec przedstawiciele PiS zwracają się do premiera Harpera jako lidera Partii Konserwatywnej, aby podjął starania o uwolnienie Mary Wagner. „Mamy nadzieję, że wstawi się Pan za tą dzielną kobietą i podejmie działania, które przywrócą jej nie tylko wolność, ale także godność” – apelują polscy posłowie.

Ten list to nie jedyny wyraz wsparcia dla Kanadyjki. W ostatnim czasie w więzieniu odwiedził ją m.in. ks. kard. Oswald Gracias. Ten indyjski kardynał, który należy do grona ośmiu najbliższych współpracowników Papieża, powiedział po spotkaniu z Wagner, że jest pod wrażeniem jej ogromnej wiary, a zarazem prostoty i bijącego od niej pokoju.

Kardynał podziwia i popiera bezkompromisową obronę prawa do życia niewinnych dzieci, które same nie mają głosu. Przy okazji wizyty ks. kard. Graciasa, kapelan kanadyjskiego więzienia poinformował, że kilka kobiet postanowiło zrezygnować z planowanej aborcji. Zmieniły decyzję po tym, gdy dowiedziały się, że Mary Wagner za swoje wystąpienia na rzecz ochrony życia została skazana na więzienie.

Łukasz Sianożęcki

Nasz Dziennik


Kanadyjski totalitaryzm.. prześladujący chrześcijan..
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
longinus9


Dołączył: 19 Lut 2009
Posty: 2190
Skąd: Łódź
Wysłany: 26 Wrzesień 2013, 07:36    [Cytuj]

Gender unicestwia człowieka


Filozofia chrześcijańska dobrze pojęta i właściwie metodologicznie uporządkowana zachowuje swój niekwestionowalny status naukowy, którego istotę stanowi m.in. metafizyka grecka i nauka katolicka, ale zjednoczone w ramach warsztatu nauk filozoficznych, bazujących np. na zasadzie przyczynowości.

Spróbujmy przeanalizować problematykę gender w wymiarze „rozumienia mężczyzny i kobiety” –najpierw w odniesieniu do przyczyn wewnętrznych bytowości mężczyzny i kobiety, a następne w relacji do ich przyczyn zewnętrznych. Czym są wspomniane przyczyny wewnętrzne istnienia ludzkiego w osobach kobiety i mężczyzny?

W metafizyce Arystotelesa formą bytu ludzkiego jest jego duch –dusza posiadająca władze duchowe rozumu, do których chrześcijaństwo doda jeszcze dwie inne władze duchowe: wolną wolę i pamięć. Tak pojęta forma człowieka jest pierwszą wewnętrzną przyczyną istnienia ludzkiego. Naturalnie, że duch i cała dusza są pojęte jako substancjalne, czyli istniejące w sobie, a nie w innym bycie, co charakteryzuje każdą przypadłość. Dlatego też w formie bytu człowieka osadzona jest jego najgłębsza wewnętrzna płaszczyzna „podmiotowości”.

Gender i neomarksizm

„Gender-Ideology”, wywodząc się z marksistowsko-freudowskich, a więc materialistycznych nurtów myślowych, przekreśla duchową formę bytu kobiety i mężczyzny, ponieważ „żaden duch” – według Marksa, Freuda, Reicha czy Adorna – „nie istnieje”. Dlatego też według Judith Butler, neomarksistowskiej filozof z Uniwersytetu w Berkeley w Kalifornii, która 11 września 2012 r. otrzymała za swoje „zasługi” dla ideologii gender Nagrodę Theodora W. Adorna we Frankfurcie nad Menem, twierdzi, że żaden „podmiot nie istnieje”, który byłby zdolny do duchowych aktów, jak np. aktów myślenia, chcenia, czy aktów prawnych i moralnych, by móc rozróżnić dobro od zła, co oznacza całkowite uprzedmiotowienie osoby ludzkiej, tzn. także całkowitą depersonalizację sfery ciała i człowieka i jego seksualności.

Drugą przyczynę wewnętrzną człowieka jako mężczyzny i kobiety stanowi materia, która poprzez uformowanie jej przez ducha i duszę danej osoby staje się ciałem ludzkim. Materia, chociaż sama w sobie jest substancją, nie jest w stanie sama stać się uformowaną materią, tzn. także misternie i genialnie rozwiniętą do kształtu ciała osobowego. Stąd płciowość jest natury substancjalnej i osobowej, a nie przypadłościowej, którą można dowolnie zmieniać bez żadnej szkody dla ontycznej, moralnej czy każdej innej wartości bytu kobiecego i męskiego.

W chrześcijańskim rozumieniu płciowości mamy do czynienia nie tylko z jej cielesnym uzewnętrznieniem się, lecz w płciowości uzewnętrznia się też forma człowieka, czyli jego dusza i duch jako istota bycia kobietą i mężczyzną.

„Gender-ideology” zrywa z jeszcze substancjalnym rozumieniem materii w ideologii Marksa, Engelsa i Lenina oraz nawiązuje do ideologii neomarksizmu, zamieniającej substancjalność materii na wyłącznie przypadłościowość i to w sensie neodarwinowskim i neopsychoanalitycznym, tzn. że materia pojęta jest w tym systemie jako li tylko popędowość natury seksualnej, oderwanej od stabilizujących ją wewnętrznie substancjalnych praw przyrody.

Wszelka zdolność, mówiąc za ks. kard. Karolem Wojtyłą, do „samoposiadania” i „samopanowania” jest wykluczona, ponieważ sam popęd seksualny, oderwany od ducha i oderwany de facto od ciała ludzkiego klasycznie pojętego jest „ślepy”, tzn. nieobliczalny, nieprzewidywalny i absolutnie nieuporządkowany. Dlatego feministka i także bazująca na neomarksizmie „Szkoły Frankfurckiej” Simone de Beauvoir głosiła już w 1949 roku, że człowiek „nie rodzi się kobietą, lecz jest ukształtowany na kobietę” dopiero w procesie kolektywistycznej socjalizacji.

Według wspomnianej Butler, naturalne bycie kobietą lub mężczyzną jest produktem „fantazji” i dlatego jest ono bez żadnego „znaczenia dla tożsamości człowieka” (Gabriele Kuby). Tutaj osadzony jest apel Butler o uwolnienie współczesnych generacji od „przymusowej heteroseksualności”, by w jej miejsce wprowadzić „różnorodność płciową”, niczym nieograniczoną i w pełni dowolnie kształtowaną.

Co więcej, Butler chce wprowadzić „zawirowanie płciowe”, by zniszczyć „logocentryczne panowanie” w społeczeństwie oparte na klasycznie pojętej relacji kobiety i mężczyzny, rodziców i dzieci, tzn. by zniszczyć byt ojca i matki, dziecka, małżeństwa jednej kobiety z jednym mężczyzną i rodziny, co jest możliwe tylko na drodze „dekonstrukcji” tej klasycznej „podwójnej płciowości”.

Niespotykana manipulacja

Przyczynę sprawczą stanowi pierwotnie w metafizyce greckiej jako sam „Bóg”, natomiast w myśli chrześcijańskiej Trójosobowy Pan Bóg jako Stwórca, który stwarza pierwszych ludzi osobiście, a dopiero następne pokolenia powstają w kooperacji Boskiego Kreatora z już istniejącymi osobami ludzkimi, co doskonale odpowiada istocie dzieła stworzenia człowieka. Tutaj znajduje uzasadnienie nietykalność ontyczno-prawno-moralna osoby ludzkiej, jej godność oraz jej prawo do posiadania naturalnej płciowości, określonej przez Boga w planie i konkretnym akcie stworzenia tego poszczególnego człowieka.

Dla Marksa, Engelsa, Lenina zaś była to sama uwieczniona materia, a dla Freuda uwieczniony „popęd seksualny”, natomiast dla neomarksizmu ten „zlepek popędu” seksualnego i popędu śmierci jest rezultatem zontologizowania się „nicości” „chaosu”, na czym neodarwinizm nabudował „teorię wielkiego wybuchu”.

W samoświadomości ideologicznej „gender” nie pozostaje nic innego, jak tylko konsekwentnie na tym bazować i dopasować do chaosu jako chaosu namysł nad płciowością ludzką, dla której nie istnieje już żaden „paradygmat”, a każdy jeszcze funkcjonujący w mentalności ludzkiej i traktujący kobietę jako kobietę, a mężczyznę jako mężczyznę należy obalić jako „stereotyp” – także z pomocą światowej polityki np. ONZ czy UE, co z niezwykłą precyzją badawczą analizuje i relacjonuje Marguerite A. Peeters z Brukseli.

Wskutek ustawienia zagadnienia związku płciowego pomiędzy człowiekiem a człowiekiem na pseudogruncie chaosu dochodzi do niespotykanej w dotychczasowych dziejach manipulacji człowiekiem i jego płciowością, co czyni się dzisiaj przez m.in. Judith Butler z wprost „totalitarną” przemocą.

W otchłani chaosu

Wielkim celem ludzkiego bytowania według greckiej metafizyki i chrześcijańskiej nauki oraz filozofii jest bytowanie w wieczności. Stąd cały wysiłek człowieka jako świadomego i wolnego w swojej naturze skupiony jest na uzyskaniu takich jakości osobowych, moralnych czy religijnych, by stać się godnym Boga i Nieba. Także udoskonalenie się człowieka w sferze płciowości służy temu największemu ze wszystkich celów istnienia osobowego.

„Gender-ideology”, przekreślając transcendentną genezę naszego ludzkiego bytu, negując jego wrodzoną godność, wyrażoną m.in. postacią otrzymanej od Boga i posiadanej płciowości, neguje za przykładem Judith Butler naszą zdolność do jakiegokolwiek finalnego zachowania.

Cel jako taki nie istnieje, ponieważ nie istnieje Bóg, nie istnieje człowiek jako osoba, nie istnieje jego duch i dusza oraz nie istnieje ciało jako obok nieśmiertelnych ducha i duszy ludzkiej także powołane do wiecznego istnienia. Im bardziej reprezentanci tej noemarksistowskiej ideologii pogrążają się w chaosie jako chaosie, tym skuteczniej realizują zatracanie się człowieka w antystrukturach i absurdzie nihilistycznej egzystencji.

Według Sokratesa, Platona, Arystotelesa, Plotyna oraz całej myśli chrześcijańsko-filozoficznej istnieje przyczyna wzorcza, czyli wprawdzie różnie rozumiany, ale zawsze stanowi ją najdoskonalszy Byt, nazywany Bogiem. Także Biblia mówi jasno o stworzeniu mężczyzny i kobiety „na obraz i podobieństwo Boga”, co oddaje w pełni już klasyczną grecką „mimesis”. Dlatego tak ważne w pytaniu o Pra-wzór było pytanie o doskonałego Boga, według którego wszystko, co jest, istnieje na Jego „podobieństwo”, co najdoskonalej wyartykułowało nam Objawienie w Osobie Boskiej prawdziwego Boga i zarazem prawdziwego Człowieka Jezusa z Nazaretu.

Także „gender-ideology” postuluje nolens volens przyczynę wzorczą, ale stanowi ją przywoływana już kilkakrotnie teoria chaosu. Każdy musi się więc – i to nie tylko w aspekcie swojej płciowości, lecz także w naszej ludzkiej totalności – dopasować do nicości, wyłaniającej się z otchłani chaosu, co doprowadza naszą cywilizację do totalnego absurdu nihilistycznego, jakiego w podobnej systematyce jeszcze chyba nigdy w dziejach myśli ludzkiej nie było.

W punkcie wyjścia należy zatem przezwyciężyć „gender-ideology” w całej jej rozciągłości, ponieważ w przeciwnym razie Polska, Europa i pozostałe narody ziemi zatracą wielką w swojej treści, fascynującą naszego ducha ludzkiego swoim pięknem i przeznaczoną ostatecznie do wiecznego istnienia u Trójosobowego Boga prawdę zarówno o kobiecie, jak też i o mężczyźnie jako o człowieku realiter zbawionym przez Chrystusa, tzn. osoba ludzka jest pomimo swoich realnych słabości bytowych i moralnych niepowtarzalnie prawdziwą, dobrą, piękną, prawą, sprawiedliwą i bogatą w jeszcze inne ideały i wartości.

Nie ulega wątpliwości, iż w tym zmaganiu współczesnego człowieka chodzi o brutalną konfrontację pomiędzy chrześcijańską nauką, inspirowaną Duchem Świętym, a antyduchem i niszczycielem wszystkiego tego, co istnieje, a nade wszystko o próbę zniewolenia, a następnie unicestwienia człowieka jako doskonałego dzieła Boga, którego przecież w świetle rozumu i w świetle łaski wiary należy ocalić ze względu na niego samego –także za cenę nawet znacznych ofiar.

Autor jest profesorem KUL, kierownikiem Katedry Filozofii Prawa i prodziekanem Wydziału Zamiejscowego Nauk Prawnych i Ekonomicznych KUL w Tomaszowie Lubelskim

Ks. prof. Tadeusz Guz

NASZ DZIENNIK 2013-09-26

Globalna choroba dewiacyjna.. gender..
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
longinus9


Dołączył: 19 Lut 2009
Posty: 2190
Skąd: Łódź
Wysłany: 21 Październik 2013, 05:58    [Cytuj]

Polska czeka na wyrok


Trybunał w Strasburgu ogłosi dziś wyrok dotyczący śledztwa prowadzonego przez Rosję w sprawie zbrodni katyńskiej.

– To jeden z najważniejszych wyroków Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, ponieważ będzie dotyczył wyjątkowej, masowej zbrodni prawa międzynarodowego – podkreśla prof. Ireneusz Kamiński (PAN), jeden z reprezentantów piętnastu rodzin katyńskich, które złożyły skargę do Trybunału strasburskiego.

Wyrok Wielkiej Izby Trybunału, w składzie 17 sędziów, zapadł już 5 września, ale ogłoszony ma być dopiero dzisiaj. – Do Strasburga jadę spokojny, jestem pewny naszych racji i argumentów – zaznacza Kamiński. – Ale będę spokojniejszy już po ogłoszeniu wyroku – dodaje.

Główny problem prawny dotyczy kwestii, czy Trybunał może ocenić rosyjskie śledztwo katyńskie prowadzone w latach 1990-2004, które ponadto dotyczy zbrodni popełnionej w 1940 roku. Podstawową zasadą prawną jest to, że prawo nie działa wstecz. Tymczasem Europejska Konwencja Praw Człowieka, w oparciu o którą orzeka strasburski Trybunał, została przyjęta dopiero w 1950 r., a Rosja ratyfikowała ją w 1998 roku.

Prawnicy rodzin katyńskich argumentują, że zbrodnia katyńska była nieulegającą przedawnieniu zbrodnią wojenną, z czego wynika, że Trybunał może ocenić rosyjskie śledztwo w tej sprawie. A Rosja w trakcie śledztwa nie wyjaśniła zbrodni, umarzając śledztwo i utajniając jego uzasadnienie i część dokumentacji. Te i inne powody uzasadniały skierowanie skargi do Strasburga.

– Trudno, żeby było inaczej, skoro słyszymy od rosyjskiej prokuratury, że tak naprawdę nie wiadomo, co się stało w 1940 r., co przecież znajduje się w zupełnym konflikcie z elementarną wiedzą historyczną. Dlatego nie można nazwać tego postępowania efektywnym i spełniającym nawet minimalne standardy rzetelności – mówi Kamiński.

Rosja w całym postępowaniu podtrzymuje stanowisko, że śledztwo katyńskie prowadzono jeszcze przed przyjęciem przez nią Konwencji Praw Człowieka. Poza tym mord NKWD z 1940 r. jest nazywany przez stronę rosyjską „wydarzeniami katyńskimi”, i nie ma ona obowiązku wyjaśniania losu polskich obywateli.

Jednak pierwszy wyrok Trybunału, w mniejszym składzie, z 16 kwietnia 2012 r., przyjął, co prawda niejednomyślnie, argumentację Rosji.

Opowiedziało się za nią czterech z siedmiu sędziów Trybunału, uznając, że w czasie, kiedy Rosja przyjęła na siebie zobowiązania Konwencji Praw Człowieka, nie pojawiły się „żadne nowe dowody lub okoliczności związane ze zbrodnią katyńską”. A w konsekwencji Rosja nie miała obowiązku na nowo prowadzić śledztwa. Jednak strona polska wskazała, że Rosjanie otrzymali po 1998 r. konkretny „nowy dowód”, bo w 2002 r. weszła w posiadanie tzw. ukraińskiej listy katyńskiej. Lista ta zawiera dane 3435 obywateli polskich przetrzymywanych w więzieniach na terenach wschodnich województw II Rzeczypospolitej i rozstrzelanych w 1940 r. w ramach zbrodni katyńskiej.

Wnosząc odwołanie od pierwszego wyroku, prawnicy rodzin katyńskich postawili wszystko na jedną kartę, bowiem orzeczenie izby w większym składzie może się okazać mniej korzystne, a ma charakter ostateczny.

Wyrok Trybunału może nakazać wznowienie śledztwa przez Rosjan. – Wyrok strasburski stwierdzający naruszenie konwencji będzie można traktować jako nakazujący Rosji wznowienie postępowania. Powinno ono odbywać się z udziałem osób, które są nim najbardziej dotknięte, a więc krewnych. Powinny mieć one dostęp do dokumentów, które mogłyby przybliżyć im los ich bliskich – wskazuje prof. Kamiński.

W pierwszym wyroku Trybunał uznał, że rosyjski wymiar sprawiedliwości nieludzko traktował polskie rodziny, które chciały dochodzić swoich praw w Rosji, poprzez negowanie zbrodni katyńskiej oraz odmowę prawnej rehabilitacji polskich ofiar NKWD. Poza tym stwierdził, odnośnie do zbrodni katyńskiej, że „masowy mord dokonany na polskich więźniach można traktować jako zbrodnię wojenną”.

Na ogłoszeniu wyroku będą obecni krewni ofiar NKWD z 1940 r., m.in. Witomiła Wołk-Jezierska, córka zamordowanego w Katyniu oficera artylerii Wincentego Wołka, oraz przedstawiciele MSZ i IPN.

Zenon Baranowski

NASZ DZIENNIK

ZBRODNIE hitlerowskie i komunistyczne nie są przedawnione i nie mogą być przedawnione..
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
longinus9


Dołączył: 19 Lut 2009
Posty: 2190
Skąd: Łódź
Wysłany: 22 Listopad 2013, 07:47    [Cytuj]

Łapówkarski rekord


Prokuratura i CBA dokonują kolejnych aresztowań, PiS domaga się dymisji Radosława Sikorskiego, a Solidarna Polska komisji śledczej. Szef CBA przyznaje, że to największa ujawniona afera łapówkarska z najwyższymi w historii łapówkami.

Wczoraj zatrzymany został Witold D., były wiceminister spraw wewnętrznych, zastępca szefa MSWiA Grzegorza Schetyny. Nadzorował on państwowe rejestry i ewidencje oraz proces informatyzacji instytucji publicznych. Witold D. był również bliskim współpracownikiem Krzysztofa Bondaryka, szefa ABW. Szef CBA Paweł Wojtunik przyznał, że pod względem rozmiaru i zasięgu sprawa ta jest jedną z największych afer ujawnionych przez Biuro, a łapówka przyjęta przez byłego szefa Centrum Projektów Informatycznych (CPI) szacowana na kilka milionów złotych jest największa w historii.

Również wczoraj do Komisji Regulaminowej i Spraw Poselskich trafiło pismo, w którym były minister transportu Sławomir Nowak zrzeka się immunitetu. Oficjalnie chodzi o złożenie niezgodnego z prawdą oświadczenia majątkowego i ukrycie faktu posiadania ekskluzywnego zegarka.

W poprzedni piątek Nowak podał się do dymisji, a we wtorek funkcjonariusze CBA przeszukali 48 różnych firm i mieszkań, w tym – jak informowały media – także siedzibę spółki CAM Media, która organizowała konferencje związane z polską prezydencją w Unii Europejskiej. Bliskim znajomym Sławomira Nowaka jest właściciel tej firmy. Aresztowana została również Monika F., była już naczelnik Wydziału Zamówień Publicznych w Biurze Dyrektora Generalnego MSZ.

MSZ przeżarte korupcją

Jednak zdaniem polityków opozycji, to tylko wierzchołek góry lodowej, który powinien pociągnąć za sobą kolejne dymisje.

– Pani minister Pitera domagała się niesłychanych sankcji od ludzi, którzy za publiczne pieniądze kupili dorsza czy dezodorant. To co, jeśli minister przyznaje, że jego resort jest przeżarty korupcją? – pytał wczoraj Witold Waszczykowski.

Chodzi o środową wypowiedź ministra Radosława Sikorskiego w RMF FM. – To znaczy, że resort pod jego kierownictwem jest przeżarty korupcją. Przez 6 lat pod jego bokiem nie uchroniono się od niej i być może za jego wiedzą podejmowano różnego rodzaje decyzje – podkreślił poseł Waszczykowski. Przypomniał, że w 2011 r. podwojono budżet resortu, za co m.in. remontowano i kupowano budynki dyplomatyczne, rezydencje, a także wydano krocie na promocję.

– Chcemy, by minister wytłumaczył, w jaki sposób te pieniądze były wydawane. Konferencje prasowe i spotkania dyplomatyczne kosztowały po kilkaset tysięcy złotych, ale dobre wesele pod Warszawą kosztuje nie więcej niż kilkadziesiąt tysięcy – zaznaczył były wiceszef MSZ. Zwrócił uwagę, że dyplomaci płacą za swój pobyt w danym kraju z własnych funduszy.

Powołać komisję śledczą

Solidarna Polska chce powołania komisji śledczej. W ocenie polityków tej partii, śledztwo prokuratorskie oraz ewentualne procesy sądowe będą trwały wiele lat. Dlatego w ich ocenie, w perspektywie wydawania kolejnych miliardów unijnych dotacji potrzebna jest sanacja administracji państwowej, by kolejni urzędnicy, którzy przyjdą w miejsce aresztowanych, nie robili tego samego, co ich skorumpowani poprzednicy.

– Ta sprawa nie może pozostać bez odzewu w polskim parlamencie – mówił Arkadiusz Mularczyk (SP). – Jak mogło dojść do korupcji na taką skalę, gdy premier mówił, że nad jego rządem jest rozciągnięty parasol antykorupcyjny. Jeśli szef CBA mówi, że jest to największa afera w III RP, to mamy poważny problem – stwierdził Andrzej Dera (SP).

I rzeczywiście afera korupcyjna jest sprawą rozwojową, a szef CBA zapowiedział kolejne zatrzymania w związku z korupcją przy zamówieniach na zakup sprzętu i usług teleinformatycznych. Paweł Wojtunik zwrócił wczoraj uwagę, że afera korupcyjna zaczęła się od MSWiA, które powinno z korupcją walczyć.

– Tam utworzono akurat Centrum Projektów Informatycznych, którym dowodził były policjant, którego zresztą dobrze znałem. W tym Centrum wszystkie te problemy nabrzmiały tak, że je ujawniliśmy – tłumaczy Wojtunik.

Zaapelował jednocześnie do wszystkich, którzy brali udział w procederze korupcji, by skorzystali „z dobrodziejstwa niekaralności”, jakie daje kodeks karny.

– Ktoś, kto zgłosi korupcję, zanim my do niego przyjdziemy o szóstej rano, korzysta z dobrodziejstwa niekaralności – wyjaśnił.

– Od trzech lat badamy korupcję dotyczącą zamówień teleinformatycznych w wielu instytucjach publicznych. Również w jednostkach samorządu terytorialnego – ujawnił wczoraj Paweł Wojtunik. Podkreślił, że korupcja w branży IT jest w Polsce specyficzna, bo wiąże się z próbą nadrobienia przez Polskę zacofania cywilizacyjnego w tej sferze. – Pomysł na informatyzację państwa często powstawał nie w głowach urzędników, a gdzieś pomiędzy ich głowami a branżą IT. I wiąże się to z trudno wycenialną usługą – wyjaśniał.

Śledztwo w sprawie korupcji prowadzi warszawska prokuratura apelacyjna. Dotychczas nieprawidłowości ujawniono w resortach: spraw wewnętrznych, MSZ, i GUS w trakcie przetargów np. na projekt pl.ID – który miał umożliwić posługiwanie się dowodami osobistymi z warstwą elektroniczną, a także Centralną Ewidencję Pojazdów i Kierowców, internetowe konto pacjenta, wprowadzenie e-recepty i e-zwolnień. Zarzuty postawiono 20 osobom, a wśród zatrzymanych są przedstawiciele firm informatycznych i osoby, które pełniły lub pełnią funkcje publiczne.

Maciej Walaszczyk

NASZ DZIENNIK 2013-11-22

Zżarte korupcją Ministerstwo Spraw Zagranicznych.. za ministra Sikorskiego.. który próbował uczynić nas wasalami Niemiec.. jak to określił oględnie niegdyś w swojej wypowiedzi..
Widać kim jest ten przypadkowo wybrany minister.. protegowany.. no.. przez kogo..
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
longinus9


Dołączył: 19 Lut 2009
Posty: 2190
Skąd: Łódź
Wysłany: 27 Listopad 2013, 06:47    [Cytuj]

Krzyż na ławie oskarżonych

Szczególny tryb procesu, który może skończyć się wyrzuceniem krzyża z Sejmu. Sąd limituje wejściówki dla publiczności

Zenon Baranowski


Zakusy na krzyż to przejaw awantury politycznej. Konstytucja gwarantuje prawo do publicznego eksponowania symboli religijnych –argumentują obrońcy praw katolików przed Sądem Apelacyjnym w Warszawie.

Sąd zajmował się wczoraj apelacją grupy posłów Twojego Ruchu domagających się usunięcia krzyża z sali posiedzeń plenarnych Sejmu. Wyrok zapadnie 9 grudnia.

– Mnie jako ateiście krzyż przypomina narzędzie tortur, inkwizycję – perorował poseł Armand Ryfiński (TR). – To prowokacja polityczna, awantura, która ma doprowadzić do usuwania krzyży z miejsc publicznych – uważa Władysław Karaś, samorządowiec z Łukowa. W trosce o prawa katolików w Polsce poparł żądania Prokuratorii Generalnej dotyczące odrzucenia wniosku lewicowych parlamentarzystów. – To jest gra polityczna nastawiona na krótkotrwały efekt polityczny – dodaje. Karaś, który jest przewodniczącym rady powiatu łukowskiego, powiedział w sądzie, że na sali obrad wisi krzyż i nie ma z tym problemu.

W styczniu br. sąd okręgowy uznał, że obecność symbolu religijnego w miejscu publicznym, m.in. w Sejmie, nie narusza swobody sumienia. I oddalił pozew posłów Ruchu Palikota (obecnie TR). Niezadowoleni z wyroku wnieśli apelację.

Zdaniem mec. Anny Kubicy reprezentującej posłów TR, m.in. Janusza Palikota, Romana Kotlińskiego czy Armanda Ryfińskiego, sąd okręgowy nie uwzględnił w wyroku norm polskiej Konstytucji i europejskich standardów wolności sumienia i wyznania. – Z natury rzeczy katolicka większość nie może decydować o wolności religijnej ateistycznej mniejszości – twierdzi adwokat.

– Przepisy naszej Konstytucji gwarantują prawo do uzewnętrzniania symboli religijnych – podkreśla inna społeczna uczestniczka procesu Wanda Moszczyńska, radca prawny z Gdańska.

– Mój klient wyraża obawy, że po usunięciu krzyża z Sejmu wolność religijna zostałaby naruszona – podkreśla mec. Bartłomiej Kachniarz reprezentujący Marka Domańskiego, prawnika z Poznania, który jako interwenient uboczny przystąpił do procesu.

– W ocenie pana interwenienta, jest to awantura polityczna, która ma na celu wykluczenie katolików z przestrzeni publicznej w Polsce. Jest bardzo ważne, żeby wszelkie tego typu inicjatywy zgasić w zarodku, żeby nie doszło do jakiegoś precedensu, który miałby bardzo niebezpieczne następstwa – wyjaśnia mec. Kachniarz. Jak dodaje, gdyby sąd stwierdził, że pewne osoby mają prawo żądać usunięcia krzyża z jednego miejsca, to logicznym następstwem tego będzie, że ktoś inny mógłby się poczuć urażony obecnością krzyża gdzie indziej. – Ostatecznie doprowadziłoby to do usunięcia wszelkiej symboliki religijnej – zwraca uwagę prawnik.

Katalog dóbr osobistych występujący w art. 23 kodeksu cywilnego ma charakter otwarty. – Kiedy ten kodeks był uchwalany w latach 60., to pewne dobra osobiste nie były przez ustawodawcę przewidziane. Dobra osobiste są przez doktrynę prawa rozwijane. Pytanie jest takie, czy prawo do wolności religijnej zawiera w sobie taką treść, że ktoś może żądać usunięcia symboli religijnych z przestrzeni publicznej. Gdyby sąd uznał, że tak, to jest z nami bardzo źle – ocenia Kachniarz.

Reprezentujący stronę państwową – bo przeciwko państwu polskiemu jest skierowany pozew TR – radca Prokuratorii Generalnej Skarbu Państwa Mikołaj Wilk zwrócił się z wnioskiem o utrzymanie poprzedniego wyroku. W jego ocenie, sąd prawidłowo odniósł się do rozpatrywanej kwestii. Podkreślił, że w oparciu o obiektywne kryteria nie można uznać, że obecność jakichkolwiek symboli religijnych narusza czyjeś dobra osobiste. Dodał, że krzyż w Sejmie wisi 16 lat i ta obecność ma już charakter zwyczajowy.

Wcześniej Wilk argumentował, że problem ma charakter polityczny, a dobra osobiste nie mogą posłużyć do tego, aby narzucać społeczeństwu wartości wyznawane jedynie przez jednostki.

Uczestnicy społeczni, pytani, czy skala reakcji w obronie krzyża nie jest zbyt mała, odpowiadają, że pochodzą z różnych stron Polski, z Gdańska, Poznania, Łukowa.

– Nie chodzi o ilość, ale o jakość – podkreśla Karaś. – Do obrony prawdy wystarczy jeden człowiek, a do kłamstwa potrzeba wielu – mówi z kolei „Naszemu Dziennikowi” Wanda Moszczyńska.

Bilety do sądu

Spodziewając się dużego zainteresowania, władze sądu wprowadziły limity na wejście na salę rozpraw. „Sąd Apelacyjny w Warszawie informuje, że ze względów organizacyjno-technicznych podjęto decyzję o wprowadzeniu kart wstępu na rozprawę” – można było przeczytać na stronie internetowej. Dla publiczności przewidziano 35 sztuk, a dla mediów – bez określonego limitu. – Prezes sądu może podjąć decyzję o limitowaniu wejścia z uwagi chociażby na rozmiar sali sądowej – tłumaczy Małgorzata Jurczenia, kierownik oddziału administracyjnego warszawskiego sądu apelacyjnego.

Jednak do „Naszego Dziennika” dotarły sygnały o problemach związanych z wejściem na salę rozpraw, która była blokowana przez ochroniarzy i policję sądową. – Rozprawa rozpoczęła się z opóźnieniem i już po wywołaniu sprawy my zwinęłyśmy stanowisko z kartami, jeżeli ktoś nie został wpuszczony, ktoś kto się spóźnił, nie mogę tego ocenić – mówi Jurczenia. – Natomiast gdyby zgłosił się do oddziału administracyjnego, ja bym taką kartę wydała, bo zostało wydanych sześć kart dla publiczności, a dla mediów 29. Nie było żadnego problemu z wejściem. Po prostu spodziewano się większego zainteresowania sprawą, stąd były określone limity. Mało tego, było założenie, że gdyby te 35 zostało wydanych, a miejsce na sali nadal by było, to byliśmy przygotowani na wydanie dodatkowych kart – mówi kierownik administracji. – Organizacja była według mnie prawidłowa – dodaje.

– Ograniczenia mają dobrą i złą stronę. Wszyscy chętni powinni mieć możliwość wzięcia udziału w rozprawie – uważa Karaś. – Uzasadnienie apelacji jest potwierdzeniem tego, że wytoczenie procesu o usunięcie krzyża, jak również sama apelacja mają służyć określonemu celowi politycznemu, promocji poprzez wywołany proces partii Ruchu Palikota, a obecnie Twojego Ruchu – podkreśla Karaś.


Konstytucja broni krzyża

Jak zaznacza, skierowanie tej sprawy do sądu nie ma związku z ochroną dóbr osobistych, ponieważ Konstytucja gwarantuje publiczne uzewnętrznianie wyznawanej religii. – O tym, jaki symbol religijny w miejscu publicznym i prywatnym zostaje powieszony, decyduje gospodarz tego miejsca – podkreśla samorządowiec. – Dzisiaj tacy panowie, jak Palikot, Ryfiński, Rybakowicz, Kmiecik, Kotliński, Domaracki, Kwiatkowski i inni im podobni chcą usuwać krzyże z naszych urzędów, szkół, szpitali, jak to miało miejsce w okresach największego zniewalania naszego Narodu – w okresie stalinizmu i stanu wojennego. Niech ten proces i te działania powodów będą sygnałem ostrzegawczym dla nas wszystkich wybierających do parlamentu takich ludzi jak powodowie – apeluje Karaś.

NASZ DZIENNIK 2013-11-27

Krzyż.. jest naszą Drogą.. Prawdą.. Życiem.. od urodzenia.. od chrztu naszego i naszej Ojczyzny.. Polski.. i niech tak będzie i pozostanie..

http://www.youtube.com/watch?v=6XKY5zxSCNg#t=87
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 01 Kwi 2008
Posty: 17424
Skąd: Polska
Wysłany: 27 Listopad 2013, 10:58    [Cytuj]

longinus9 napisał/a:
Krzyż na ławie oskarżonych

Szczególny tryb procesu, który może skończyć się wyrzuceniem krzyża z Sejmu. Sąd limituje wejściówki dla publiczności


Jeśli za sprawą "niezawisłego" Sądu dojdzie do skandalicznego wyrzucenia Krzyża z sali sejmowej - to będzie to początek otwartej i jawnej walki z Kościołem.

Cristiada się kłania !

Obecność Krzyża w miejscach publicznych gwarantuje i Konstytucja RP i Konkordat. I żaden "niezawisły" Sąd nie ma prawa decydować o obecności Krzyża w miejscach publicznych, a już szczególnie w sali sejmowej.

Ponoć Polska to kraj od tysiąca lat KATOLICKI, i większość zdecydowana Polaków uważa się za katolików. Dlaczego więc jakaś mniejszość opętanych przygłupów (z satanistą Paligłupem na czele) ma decydować o tym, czy Krzyż ma gdzieś wisieć czy też nie ? To kpina z nas Polaków !
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
longinus9


Dołączył: 19 Lut 2009
Posty: 2190
Skąd: Łódź
Wysłany: 7 Grudzień 2013, 21:04    [Cytuj]

Energetyczna wojna

Prof. Tadeusz Marczak


Francuski geopolityk gen. Pierre-Marie Gallois słusznie stwierdził: „Kto kontroluje energię, ten kontroluje świat”. Nośniki energii nie są traktowane w naszych czasach w kategoriach towaru, wobec którego stosowane są reguły gry rynkowej. Ich ceny oderwane są od jakichkolwiek racjonalnych kalkulacji. Koszt wydobycia jednej baryłki ropy naftowej w korzystnych warunkach Arabii Saudyjskiej, a koszt wyprodukowanej z niej benzyny wykazuje już kilkusetkrotną różnicę. Mniejsze, ale równie imponujące „przebicie” występuje w wypadku gazu ziemnego. Koszty wydobycia Gazpromu szacowane są na poniżej 20 dolarów za tysiąc metrów sześciennych, Polska zaś kupuje go za ponad 500 dolarów za tysiąc metrów sześciennych, czyli ok. 25-30 razy drożej. Dla porównania, na giełdach amerykańskich w lipcu ubiegłego roku gaz oferowany był w cenie 96 dolarów.

Z punktu widzenia interesów Polski istotna jest rytmiczność dostaw energii, niewiązanie ich z naciskami politycznymi i niska cena – albowiem tylko posiadanie taniej energii (importowanej czy własnej) pozwoli na przyspieszony rozwój gospodarczy i zrównanie się poziomem życia z najbogatszymi.

„Wczoraj czołgi, dzisiaj ropa naftowa” – tymi słowami Zbigniew Siemiątkowski z postkomunistycznego obozu politycznego określił istotę polityki Moskwy wobec dawnych krajów tzw. obozu socjalistycznego i dawnych republik sowieckich.

Rosyjskie plany

Ropa naftowa i gaz ziemny mają być instrumentem polityki zmierzającej do odbudowy imperialnej pozycji Rosji w oparciu o dyktat energetyczny. Aleksander Arbatow i Maria Biełowa stwierdzają, że „mentalnie rosyjska elita nie pogodziła się z utratą dawnego statusu supermocarstwa i nadal szuka sposobów odzyskania go, przy czym duża jest pokusa, by zrobić to za pomocą surowców energetycznych”. Mentalność ta i pokusa znalazły swój wyraz w programie energetyczne supermocarstwo proputinowskiej partii Jedna Rosja. Dla czołowego rosyjskiego geopolityka doby współczesnej Aleksandra Dugina szczególną rolę w tym programie ma do odegrania gaz ziemny. O ile można bowiem mówić o rynku ropy naftowej, to w przypadku gazu ziemnego handel tym nośnikiem energii w skali świata jest wysoce zmonopolizowany.

W oparciu o surowce energetyczne (głównie jednak gaz) geopolitycy rosyjscy szkicują trójstopniowy program geopolityczny:

1. Integracja czy też reintegracja obszaru postsowieckiego. Będzie się ona dokonywała w oparciu o infrastrukturę energetyczną, tworzoną zresztą z myślą o scentralizowaniu byłego ZSRS wokół rosyjskiego centrum.

2. Odbudowanie dawnej sowieckiej strefy wpływów, na którą składały się kraje dawnego obozu socjalistycznego z Polską na czele; na taki zamysł zwracał uwagę Keith Smith (były ambasador USA na Litwie).

3. Budowa wielkiej eurazjatyckiej konstelacji geopolitycznej, która sięgnie po hegemonię globalną, spychając w cień USA.

Transformacja ustrojowa w Polsce jest propagandowo kojarzona z odzyskaniem niepodległości politycznej. Ale charakteryzuje ją równocześnie zanik suwerenności energetycznej. Na początku lat dziewięćdziesiątych zaopatrzenie Polski w ropę naftową (zużywaliśmy ok. 13,5 mln) w połowie pochodziło z Rosji, w połowie z innych kierunków. Po ośmiu latach sytuacja uległa diametralnej zmianie.

W 2002 roku 95 proc. ropy naftowej sprowadzaliśmy z Rosji, mimo że mamy do dyspozycji Port Północny, poprzez który możemy drogą morską sprowadzać 34 mln ton ropy. W ostatnich latach zużywamy ok. 20-21 mln ton tego surowca.

Za rosyjską ropę płacimy ostatnio ok. 110 dolarów za baryłkę. Rocznie więc wypływa z naszego kraju ok. 24 mld dolarów, czyli ok. 75 mld złotych. A to stanowi blisko jedną trzecią wpływów do budżetu państwa polskiego. W efekcie mamy deficyt w wymianie handlowej z Rosją. W roku 2011 wyniósł on 12,2 mld euro, czyli blisko 50 mld złotych.

Łukoil w Polsce

Dopełnieniem czarnego obrazu polskiej suwerenności energetycznej były negocjacje prowadzone w okresie prezydentury Aleksandra Kwaśniewskiego i przy niejasnej roli samego prezydenta na temat sprzedaży firmie rosyjskiej Łukoil rafinerii w Gdańsku, łącznie z terminalem naftowym w Porcie Północnym. Za sprzedażą opowiedzieli się prezydent Aleksander Kwaśniewski, premier Leszek Miller, minister spraw zagranicznych Włodzimierz Cimoszewicz i minister skarbu Wiesław Kaczmarek. Utrata naftoportu byłaby wielkim ciosem w bezpieczeństwo energetyczne Polski. Zwłaszcza że Łukoil miał także kontrolować dostawy rosyjskiego gazu do Polski.

Nasze bezpieczeństwo poprawiłaby budowa rurociągu Odessa – Brody – Płock – Gdańsk, który umożliwiłby dostarczanie do Polski wysokiej jakościowo ropy azerskiej, a w perspektywie także ropy z Kazachstanu. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że jest ona sabotowana po stronie polskiej.

Benzyna z węgla

Polska dla poprawy swojego bezpieczeństwa energetycznego mogłaby także sięgnąć po węglową alternatywę. Po 1945 roku na naszym terytorium były trzy zakłady produkcji benzyny syntetycznej, a mianowicie: w Dworach k. Oświęcimia, w Blachowni Śląskiej i w Policach koło Szczecina. Niestety, zostały one zdemontowane i wywiezione do Związku Sowieckiego. Stalin kategorycznie odrzucił petycje Warszawy w sprawie zaniechania tych demontaży, choć strona sowiecka otwarcie przyznawała, że wobec obfitości ropy naftowej nie zamierza produkować benzyny syntetycznej.

Taka produkcja z powodzeniem natomiast rozwijana jest w RPA. Czyni to firma Sasol. Wytwarza ona 40 proc. paliw płynnych zużywanych w tym kraju, przy czym 28 proc. produkowanych jest z węgla, a 12 proc. z ropy. Dodajmy, że w RPA benzyna należy do najtańszych na świecie. W 2006 roku jej cena wynosiła ok. 60 proc. ceny benzyny w Polsce.

Wydawać by się mogło, że po odzyskaniu przez Polskę niepodległości nie będzie już żadnych przeszkód, żeby pójść w ślady RPA. Tak się jednak nie stało. Kwestię tę poruszyła poseł Janina Kraus w debacie sejmowej 27 września 1996 roku. Odpowiedź wiceministra Romana Czerwińskiego brzmiała: świat wycofał się z tego rodzaju pomysłów, ponieważ opłacalność produkcji paliw płynnych na bazie węgla zaczyna się dopiero wówczas, kiedy baryłka ropy kosztuje więcej niż 25 dolarów. Od tamtego czasu cena ropy poszybowała w górę, przekroczyła 100 dolarów, ale stanowisko polskich władz pozostało niezmienne.

„Kontrakt stulecia”

W sektorze gazowym istotne znaczenie dla Polski miał kontrakt na dostawy gazu syberyjskiego wydobywanego na półwyspie Jamał. Kontrakt ten okrzyknięto w Polsce „kontraktem stulecia”. Z biegiem czasu zaczął jednak budzić coraz poważniejsze wątpliwości od strony ekonomicznej, ale i politycznej.

Kontrakt zawarto 25 sierpnia 1993 roku, nadając mu bardzo uroczystą oprawę, o czym świadczył fakt obecności przy ceremonii podpisania prezydentów Lecha Wałęsy i Borysa Jelcyna. Konieczność zawarcia tego porozumienia tłumaczono szacowanym wzrostem zużycia w Polsce gazu ziemnego, który pod koniec dekady lat dziewięćdziesiątych miał wynieść jakoby do 45 miliardów metrów sześciennych rocznie. Negocjatorzy zlekceważyli przy tym ekspertyzy polskich rzeczoznawców prognozujących znacznie niższe zużycie tego surowca, a oparli się o opinię ekspertów zachodnich i rosyjskich. Dodajmy, że obecnie zużycie gazu ziemnego w Polsce ustabilizowało się i od kilku lat wynosi około 11 miliardów metrów sześciennych rocznie.

Podpisany kontrakt w wielu istotnych kwestiach pozostaje tajemnicą. Największą z nich i podstawową była cena, którą Polska płaciła za gaz. Pojawiły się wkrótce głosy, że na mocy „kontraktu stulecia” Polska zapewniła sobie „dostawy najdroższego najprawdopodobniej na świecie gazu”.

Kontrakt opierał się o zasadę „take or pay” zakładającą konieczność zapłaty dostawcy za całą zakontraktowaną ilość gazu niezależnie od tego, ile faktycznie się go wykorzystało. Zawierał także rygorystyczny zakaz reeksportu niewykorzystanego gazu na rynki państw trzecich. Później okazało się także, że Polska zrezygnowała z opłat za tranzyt gazu przez swoje terytorium do Niemiec, które szacowano na ok. 380 mln dolarów.

Planowana utrata suwerenności

Z biegiem czasu pojawiły się wątpliwości co do samej celowości budowy gazociągu jamalskiego. Dla naszych obecnych potrzeb wystarczają przyłącza gazowe już dawniej istniejące i zmodernizowane w latach 70. Polska ponadto partycypowała w budowie gazociągu jamalskiego. Inżynier Witold Michałowski stwierdzał, że na jego budowę i inwestycje towarzyszące wydatkowano z budżetu państwa blisko 2 mld dolarów. Wziąwszy pod uwagę wyżej wymienione fakty, należałoby zgodzić się z opiniami tych, którzy stwierdzają, że Polska własnym sumptem wybudowała korytarz gazowy dla Niemiec i Rosji, przyczyniając się w ten sposób do zadzierzgnięcia niemiecko-rosyjskiego sojuszu energetycznego, gazowej Hanzy – jak to określił prof. Igor Panarin.

Wobec sabotowania inicjatyw pozyskiwania energii ze źródeł geotermalnych i ślamazarnego podejścia do poszukiwania i wydobycia gazu łupkowego bez wątpienia naszym największym w chwili obecnej bogactwem energetycznym pozostaje węgiel. Na węglu opiera się polska energetyka. Z niego wytwarzane jest ok. 95 proc. energii elektrycznej, w tym 58,8 proc. z węgla kamiennego, a 35,9 proc. z węgla brunatnego. Nie bez znaczenia jest też fakt, że prąd produkowany w elektrowniach węglowych należy do najtańszych. W naszych warunkach najdrożej wypada produkcja elektryczności w elektrowniach na gaz ziemny i w farmach wiatrowych.

Nie możemy mieć jednak absolutnej pewności, że uda nam się w pełni wykorzystać nasze narodowe węglowe bogactwo. Raport o likwidacji WSI przyniósł informacje na temat, jak to określono, „niemieckich planów wyeliminowania Polski ze światowego rynku węgla kamiennego i brunatnego”. Plany te zostały poprzedzone szczegółowym rozpoznaniem polskiego przemysłu górniczego oraz prognozowanym zapotrzebowaniem na węgiel w gospodarce narodowej. Jak stwierdza raport, rozpoznania tego dokonywał zespół ekspertów, w skład którego wchodzili pracownicy polskich ministerstw wykradający poufne informacje i przekazujący je swoim zagranicznym mocodawcom.

Zaopatrzenie w energię oraz jej cena są kluczowe dla bezpieczeństwa narodowego i dla poziomu życia obywateli. Niestety, w wypadku Polski potężne siły zewnętrzne pracują nad pozbawieniem nas możliwości korzystania z własnej energii i zmuszeniem do importu drogiej energii ze źródeł obcych. Dla realizacji swoich celów uruchomiły one w naszym kraju liczną i ochoczo wypełniającą swoje zadania „piątą kolumnę energetyczną”.

Autor jest kierownikiem Zakładu Studiów nad Geopolityką Uniwersytetu Wrocławskiego.

NASZ DZIENNIK 2013-12-07

Szczególnie w okresie rządów Tuska rozprzestrzeniły się wpływy agentury wewnętrznej i zewnętrznej na rugowanie żywotnych interesów Polski..
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
DarekMirror
Defensor RM


Dołączył: 06 Lis 2011
Posty: 1260
Skąd: Polska
Wysłany: 28 Grudzień 2013, 06:42    [Cytuj]

Chciałbym polecić niebywale cenny w bardzo wartościowe artykuły numer świąteczny Naszego Dziennika z 24-26 grudnia.
Od wielu lat nie było tak cennego numeru tego czasopisma ( wiem co mówię gdyż jestem stałym czytelnikiem od kilkunastu lat ), ze względu na okres świąteczny wielu z państwa na pewno nie sięgnęło po nie a naprawdę warto.

Artykuły które szczególnie polecam :

" Państwo polskie jako żerowisko ? " - księdza profesora Czesława Bartnika
jest w tym artykule tyle ale zacytuję taki fragment z dedykacją dla Coltraena : "Podobno jeszcze w grudniu 2013 powróci u nas próba uchwalenia ustawy, by źli ludzie mogli wzywać na pomoc uzbrojone służby zagraniczne, także dla ewentualnego tłumienia demonstracji patriotycznych i religijnych, bo nasze służby albo mogą się okazać za słabe, albo mogą odmówić atakowania swoich braci. W każdym razie nadszedł czas, żeby zorganizować silną samoobronę (S. Markowski), i to nie tylko werbalną, bo świetlanej Polsce grozi po prostu zagłada w tak ciężkich duchowo i moralnie czasach "

" Powrót do paktu Ribbentrop-Mołotow " - profesora Tadeusza Marczaka
w artykule jest ostrzeżenie o możliwej wojnie !!!

"Co wzrusza twardego mężczyznę" - rozmowa z Wiktorem Węgrzynem inicjatorem Rajdu Katyńskiego ...
Najlepsze są życzenia pana komandora do których się przyłączam i z którymi się jak najbardziej identyfikuję :

" Czego życzy Pan sobie i Polakom na święta i nowy rok?

– Byśmy w nowym roku przepędzili tę bandę, która nami rządzi. Dla naszego wspólnego dobra. "

i wiele innych pereł....
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
AnnaE


Dołączyła: 02 Lut 2007
Posty: 2145
Skąd: Śląsk
Wysłany: 28 Grudzień 2013, 10:34    [Cytuj]

Link do świątecznego numeru, bo już się nie kupi wydania papierowego:
http://www.naszdziennik.p...data=2013-12-24
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
longinus9


Dołączył: 19 Lut 2009
Posty: 2190
Skąd: Łódź
Wysłany: 31 Grudzień 2013, 08:22    [Cytuj]

Rok zmian w telewizji

Zapowiedziany na 15 lutego 2014 roku start naziemnego nadawania Telewizji Trwam z pierwszego multipleksu to nie tylko finał trwającej od 2011 roku batalii o bezpłatną obecność katolickiej telewizji w każdym polskim domu, to także początek rzeczywistej zmiany w sferze elektronicznych środków przekazu.

Jakie będą społeczne i rynkowe skutki oraz zasięg tej zmiany, zależy w dużej mierze od tego, czy polscy katolicy pozostaną aktywnymi, zaangażowanymi widzami, tak jak w okresie masowych protestów w obronie Telewizji Trwam.

Równolegle bowiem z pojawieniem się w sygnale cyfrowym z naziemnych nadajników oferty Fundacji Lux Veritatis wiele będzie się działo w otoczeniu rynkowym i w rzeczywistości politycznej. Znaczenie debiutu Telewizji Trwam pośród dostępnych powszechnie stacji telewizyjnych zrozumiemy lepiej, gdy uświadomimy sobie, w jakich okolicznościach prawnych, technicznych i ekonomicznych funkcjonować przyjdzie pierwszej i jedynej telewizji katolickiej w naszym kraju.

Telewizja – najważniejsze medium Polaków

Zanim zajmiemy się przewidywaniem zmian, jakie zajdą w roku 2014, warto przypomnieć garść faktów o polskiej rzeczywistości telewizyjnej. Nadal jesteśmy krajem telewidzów, Polacy wciąż rekordowo długo oglądają codziennie telewizję: statystycznie spędzamy przed ekranem 4 godziny. To wyniki bardzo wysokie w porównaniu z innymi krajami. I brak istotnych zmian w ostatnich latach, mimo rozwoju internetu. To oznacza, że bardzo wiele opinii, poglądów, decyzji kształtowanych jest i podejmowanych pod wpływem tego, co obejrzymy na ekranie telewizora.

Jak wykazały ostatnie badania, nadal też około 33 proc. Polaków nie korzysta z telewizji płatnej, poprzez kabel lub platformę satelitarną. To oni właśnie w lutym przeżyją swoisty szok po pojawieniu się na antenie – pomiędzy disco polo a odgrzewanymi serialami – transmisji z Jasnej Góry i zupełnie innego zestawu informacji. Ale i ci, którzy za odbiór telewizji płacą na rzecz operatora kablowego, takiego np. jak UPC (1,5 mln gospodarstw domowych), albo na rzecz satelitarnego Cyfrowego Polsatu (3,5 mln gospodarstw), także w pierwszej kolejności w opłacanych pakietach oglądają stacje telewizyjne dostępne bezpłatnie naziemnie.

Świadczą o tym codzienne badania oglądalności poszczególnych stacji telewizyjnych, prowadzone przez firmę Nielsen Audience Measurement. Wprawdzie spadają udziały w rynku „wielkiej czwórki” (TVP1, TVP2, Polsat i TVN), lecz ciągle sięgają one od 15 do 11 proc., a widzowie zazwyczaj, jeśli odchodzą, to do innych kanałów, ale także dostępnych naziemnie: TVN7, Puls, TV4, TTV, Polo TV czy Eska TV albo ATM Rozrywka. W pierwszej dwudziestce najchętniej oglądanych programów TV mamy tylko cztery spoza oferty naziemnych multipleksów: TVN24 z trzyprocentowymi udziałami w rynku, TVP Seriale i Polsat News (po 1 proc.) oraz Mini Mini (0,75 proc.). Chyba wszyscy zrozumieli już, że obecność w naziemnych nadajnikach cyfrowych poprzez uzyskanie miejsca na którymś z multipleksów to być albo nie być dla stacji telewizyjnych.

I chyba coraz więcej widzów płatnej telewizji będzie sobie uświadamiać, że płacą za coś, co i tak mają dostępne bezpłatnie. Tak jest w USA, gdzie około 5 proc. widzów rocznie rezygnuje z płatnej telewizji na rzecz bezpłatnej, dostępnej ze zwykłej anteny i na rzecz korzystania z internetu. Czekają nas więc ciekawe zmiany w sposobie myślenia odbiorców i ciekawe zmiany zachowań uczestników telewizyjnego rynku w Polsce.

Multipleksy – mieszanka wybuchowa

Telewizja Trwam wejdzie do pierwszego multipleksu na jedno z miejsc zajmowanych tam obecnie czasowo przez Telewizję Polską. Sąsiadami katolickiej telewizji w tym specyficznym budynku wielorodzinnym, jakim jest multipleks, będą: dwie stacje muzyczne Polo TV i Eska TV – własność lewicowego koncernu ZPR, powtórkowo-serialowa ATM Rozrywka, z szeroko rozumianej rodziny Polsatu, oraz stacja informacyjno-tabloidowa TTV, z większościowymi udziałami TVN. To nadawcy już zadomowieni na multipleksie, bowiem uzyskali koncesje w roku 2011, wtedy gdy po raz pierwszy KRRiT odrzuciła wniosek Fundacji Lux Veritatis.

Nowicjuszami w tym MUX prócz Telewizji Trwam będą wkrótce stacja dla dzieci TVP ABC, prowadzona przez TV publiczną, filmowy kanał Stopklatka, powiązany z koncernem Agora, wydawcą „Gazety Wyborczej”, oraz trzeci już program lewicowego koncernu ZPR – edukacyjna telewizja o nazwie Fokus TV. Trzeba przyznać, że multipleks pierwszy to budynek zasiedlony dość specyficzną mieszanką lokatorów: mamy tu wszystkich największych potentatów medialnych, ale i dziwną mieszaninę marnej, tabloidowej oferty programowej oraz ambitnych zamierzeń nowych stacji. W takim otoczeniu funkcjonować będzie Telewizja Trwam.

Odbiorcy nie widzą na ekranie telewizora, który program pochodzi z którego multipleksu. Jedynym znakiem współkorzystania z danej częstotliwości jest to, że poszczególne programy wyszukiwane są przez nasz telewizor i umieszczane na pilocie „obok siebie”. Tak więc większość Polaków nawet nie zauważa, które programy skierowane są do nich w ramach oferty drugiego multipleksu. Ten zaś oddany został w całości we władanie największych telewizji komercyjnych. Tu dwie stacje ma TVN: (oprócz głównego kanału także TVN7), tu mamy Polsat i Polsat Sport News, a także należącą do polsatowskiej rodziny TV4 i TV6. Drugi multipleks dopełniają Puls i Puls2.

Multipleks oznaczony numerem trzy przeznaczony został w całości dla telewizji publicznej. Obecnie umieściła tam ona sygnał stacji TVP1, TVP2 (w wersji o wysokiej rozdzielczości – HD), TVP Kultura, TVP Polonia, TVP Historia, TVP Rozrywka oraz TV Regionalna. Po opuszczeniu multipleksu pierwszego za półtora miesiąca na tym właśnie multipleksie będzie się musiało znaleźć także miejsce dla TVP Info. Przy okazji warto przypomnieć, że w nadchodzącym roku przesądzone zostaną losy TVP. Dowiemy się, czy skazana zostanie na powolną śmierć głodową, czy też uzyska wreszcie dzięki nowej ustawie solidne zasady finansowania. Na razie pod rządami PO wszystko wskazuje na ten pierwszy wariant.

Kto da więcej za multipleks

Obecnie działają w Polsce nie trzy, ale cztery naziemne multipleksy cyfrowe. Pierwsze trzy zostały zapełnione przez Krajową Radę Radiofonii i Telewizji w postępowaniach koncesyjnych przeprowadzonych w latach 2011-2013. Dzięki zmaganiom o Telewizję Trwam wiedza o tych postępowaniach dotarła do opinii publicznej.

Czwarty multipleks, o którym nie wie prawie nikt, niejako zapełnił się „sam”, gdyż został udostępniony przez Urząd Komunikacji Elektronicznej w drodze całkiem innego postępowania prawnego przewidzianego w Prawie telekomunikacyjnym, przy minimalnym, niemal nieznaczącym udziale Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Taka sama procedura, jeśli nic pod względem prawnym nie zostanie zmienione, czeka nas w przypadku pozostałych multipleksów telewizyjnych przydzielonych Polsce w ramach międzynarodowego porozumienia zawartego w Genewie w roku 2006.

Mówi o tym szczegółowo artykuł 116 i 118 prawa telekomunikacyjnego. Nadrzędnym i pierwotnym postępowaniem nie jest tam udzielenie koncesji przez KRRiT, ale dokonanie przez UKE rezerwacji częstotliwości. Dotychczas w telewizji analogowej, a także na pierwszych trzech multipleksach wyglądało to tak, że najpierw koncesji na nadawanie udzielała Krajowa Rada, a następnie, już niemal automatycznie – nadawca dostawał rezerwację odpowiedniej częstotliwości od UKE.

Nowa procedura jest odwrócona. Najpierw następuje konkurs na zasadzie „kto da więcej” za rezerwację częstotliwości dotyczącej całego multipleksu (konkurs przeprowadzony przez Urząd Komunikacji Elektronicznej), a następnie to zwycięzca konkursu decyduje, które programy telewizyjne zostaną umieszczone w sygnale multipleksu.

Tak stało się z multipleksem czwartym, wówczas nazywanym „mobilnym”, bo miał dotyczyć telewizji dostępnej z urządzeń przenośnych. Dziś jest to normalny multipleks naziemny. Konkurs w roku 2009 wygrała niewielka firma z Zamościa, która została wkrótce potem kupiona za 29 mln zł przez właściciela Polsatu. Wraz z prawami do dysponowania całym multipleksem. Wygraną w konkursie zapewniło zamojskiej spółce zaoferowanie jednorazowej opłaty za częstotliwości w wysokości 15 mln złotych. Tyle kosztował czwarty multipleks.

Dziś jest to multipleks kodowany, dostępny w pakietach Cyfrowego Polsatu, oferujący kanały Polsat News, Polsat Film, Polsat Sport, Polsat Sport Extra, Kino Polska, TVP Seriale, Comedy Central i Nickelodeon. Większość tej dostępnej za 10-20 zł miesięcznie oferty to programy koncernu Polsat. Doboru nadawców nie dokonywała Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji.

Przedsmak tego, co nas czeka, mieliśmy przed dwoma miesiącami, kiedy to Urząd Komunikacji Elektronicznej dał niespodziewanie ogłoszenie, że właśnie zgłosiła się do niego jakaś firma, która chce przejąć cały multipleks ósmy. UKE dał wówczas dwa tygodnie na to, by zgłosili się inni chętni. Gdyby się nie zgłosili, częstotliwość całego MUX przypadłaby bez konkursu tajemniczemu oferentowi, którym okazał się później Emitel – właściciel niemal wszystkich nadajników TV w Polsce. Jednak konkurenci na rynku telewizyjnym wykazali się czujnością i złożyli w UKE na czas swoje oferty. Zgłosiło się aż 16 chętnych, wśród nich wszyscy istotni na rynku mediów gracze: ZPR, Agora, Cyfrowy Polsat i TVP.

To oznacza, że wkrótce ogłoszony zostanie konkurs na przejęcie w całości tego multipleksu, a potem zapewne kolejnych: piątego, szóstego i siódmego. Wprawdzie artykuł 118 Prawa telekomunikacyjnego mówi, że „Warunki uczestnictwa w konkursie w zakresie dodatkowych obowiązków i zadań przedsiębiorcy dotyczących zawartości programowej, w tym warunków dotyczących transmisji obowiązkowej, określa Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji na wniosek Prezesa UKE, w terminie 30 dni od dnia otrzymania wniosku, uwzględniając pozaekonomiczne interesy narodowe dotyczące kultury, języka i pluralizmu mediów”. Jednak w praktyce brak odpowiedniej procedury, by na podstawie tego niejasno sformułowanego przepisu KRRiT narzuciła zwycięzcy konkursu, jakie konkretnie programy może umieścić w swoim multipleksie.

Rok 2014 będzie zatem rokiem sporych przetasowań na rynku telewizyjnym i ostrej walki konkurencyjnej przy skokowym wzroście liczby bezpłatnych kanałów telewizyjnych. Tym większe więc znaczenie będą miały stacje, które posiadać będą wierną społeczność odbiorców, wyrazisty program, takie jak Telewizja Trwam.

Zmaganie będzie się toczyć pomiędzy niskiej wartości komercyjną rozrywką a wartościowym i prawdziwym przekazem. Sukces, także ekonomiczny, katolickiej telewizji będzie możliwy, gdy uzyska ona widownię sytuującą ją w pierwszej dwudziestce najchętniej oglądanych stacji. Tego sukcesu nie będzie bez odpowiedniego zaangażowania tych, którzy już dziś są widzami Telewizji Trwam i wywalczyli dla niej miejsce na multipleksie. Teraz konieczne jest, by wywalczyli jej miejsce wśród stacji trwale kształtujących opinię publiczną w naszym kraju.

Barbara Bubula

NASZ DZIENNIK 2013-12-31

Jest ważne aby media katolickie.. TELEWIZJA TRWAM.. rozwijały się jak Rycerz Niepokalanej ojca Maksymiliana Kolbe..
W świecie mamy wciąż do czynienia walki dobra ze złem..
Aby wiarę zachować.. i Polskę zakorzenioną w Chrystusie.. trzeba słowo i obraz przenosić tam, gdzie brakuje kaganka światła.. by zdrowa kultura ożywiała sumienia..
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
AnnaE


Dołączyła: 02 Lut 2007
Posty: 2145
Skąd: Śląsk
Wysłany: 31 Grudzień 2013, 12:07    [Cytuj]

Uwierzę, jak włączę telewizor i ujrzę TvTrwam z mux1.
Do tej pory nie wolno ustawać w walce o to miejsce.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Syriusz

Dołączył: 03 Paź 2008
Posty: 4297
Wysłany: 8 Luty 2014, 09:19    [Cytuj]

"Nasz Dziennik" Sekretna kara.

Niemal dwa miliony złotych straciła Fundacji Lux Veritatis przez błędne decyzje urzędników - pisze "Nasz Dziennik". Według gazety, odpowiedzialność za to ponoszą szefowie KRRiT oraz UKE. Nadawca Telewizji Trwam skierował w tej sprawie skargę do sądu.

Jak informuje "Nasz Dziennik", przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji w porozumieniu z prezesem Urzędu Komunikacji Elektronicznej wydał koncesję na częstotliwość, którymi UKE - za jego wiedzą - nie dysponował.

- Fundacja musiała zapłacić, chociaż nie mogła nadawać programu Telewizji Trwam - powiedziała Lidia Kochanowicz-Mańk, dyrektor finansowy Lux Veritatis. Poniesione straty to dokładnie 1 milion 750 tysięcy złotych.

Sprawa znajdzie swój finał w sądzie. - Nie można płacić za coś, z czego nie można skorzystać, gdyż państwo dało częstotliwość komuś innemu - mówiła Kochanowicz-Mańk.
Więcej w "Naszym Dzienniku".
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
longinus9


Dołączył: 19 Lut 2009
Posty: 2190
Skąd: Łódź
Wysłany: 25 Luty 2014, 08:39    [Cytuj]

Będzie milion


Ponad pół miliona osób poparło już wniosek o przeprowadzenie referendum w obronie polskiej ziemi i zachowania dotychczasowej formy funkcjonowania Lasów Państwowych.


– Sprawdziliśmy i przeliczyliśmy już ponad 557 tys. podpisów – informuje prof. Jan Szyszko, poseł PiS, w rozmowie z „Naszym Dziennikiem”. Tym samym osiągnięta została liczba głosów poparcia wymaganych do złożenia wniosku o przeprowadzenie referendum ogólnokrajowego. To jednak nie oznacza końca akcji.

– Wniosek wkrótce zostanie złożony, ale znając „przychylność” ekipy rządowej wobec tej inicjatywy, uczynimy to, gdy zbierzemy co najmniej 50 proc. więcej podpisów niż wymagana liczba – dodaje były minister środowiska.

Profesor Szyszko zwraca się do Czytelników „Naszego Dziennika” z gorącym apelem, aby nie ustawać w zbieraniu głosów poparcia. Listy będą przyjmowane i liczone do ostatniego podpisu.

– Naszym pragnieniem jest to, by każdy z Polaków mógł zapoznać się z naszym wnioskiem i w miarę możliwości go poparł, składając swój podpis na listach – dodaje nasz rozmówca.

Widać, że sprawa jest społecznie ważna, bo głosy poparcia napływają masowo. Jeszcze tydzień temu było ich około 300 tys., a obecnie liczba ta została podwojona.

– Dynamika jest wyśmienita i wiele wskazuje na to, że niedługo uzbieramy milion podpisów. To efekt tego, że w akcję włączyło się tak wiele osób, za co serdecznie dziękujemy. Dotąd posegregowaliśmy ponad 16 tys. listów i muszę powiedzieć, że mamy tu przegląd całego społeczeństwa – dodał poseł.
Dwa pytania

Wniosek o przeprowadzenie ogólnokrajowego referendum w sprawie przyszłości Lasów Państwowych i polskiej ziemi ma zawierać dwa pytania dotyczące utrzymania dotychczasowego modelu funkcjonowania Lasów Państwowych oraz zobowiązania rządu do przeprowadzenia renegocjacji traktatu akcesyjnego w zakresie wolnego obrotu ziemią dla obcokrajowców w Polsce. Chodzi o to, by rząd podjął się negocjacji zmian gwarantujących, że zakup polskiej ziemi przez obcokrajowców będzie możliwy od roku, w którym siła nabywcza średniej pensji Polaka będzie stanowiła minimum 90 proc. średniej siły nabywczej średniej pensji mieszkańców pięciu najbogatszych państw Unii Europejskiej.

Równolegle trwają prace nad treścią skargi do Trybunału Konstytucyjnego dotyczącej znowelizowanej ustawy o lasach. – Trwają jeszcze prace. Skarga została opracowana, ale prowadzone są jeszcze konsultacje konstytucjonalistów. Chodzi nam o to, by tekst skargi był przygotowany jak najlepiej – tłumaczy prof. Jan Szyszko.

Uchwalona w błyskawicznym tempie nowelizacja ustawy o lasach została ogłoszona w Dzienniku Ustaw RP w ubiegłą środę i zacznie obowiązywać od 6 marca. Regulacja zakłada, że Lasy Państwowe w tym i przyszłym roku odprowadzą do budżetu państwa kwotę 1,6 mld zł, która w znacznej części zostanie przekazana na budowę dróg lokalnych. Od roku 2016 przedsiębiorstwo ma oddawać do budżetu 2 proc. wartości sprzedaży drewna, tj. ok. 100-150 mln zł, bez względu na osiągany zysk. Ustawa przewiduje mechanizmy odstąpienia od obowiązku dokonania wpłaty, a władny w tym zakresie jest minister środowiska.

Marcin Austyn

NASZ DZIENNIK 2014-02-25

Niech zdrajcy Polski uczą się od państwa Izrael, że ziemia nie jest na sprzedaż.. To państwo chroni swoją ziemię odpowiednimi przepisami..
Tym bardziej trzeba obronić ziemię porośniętą najpiękniejszymi lasami w Europie..
Chwała bohaterom i patriotom walczącym o obronę lasów w naszej ojczyźnie Polsce przed podstępną grabieżą..
Wielki szacunek dla Profesora Jana Szyszko.. wielkiego orędownika obrony lasów.. wielkiego patrioty..
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
AnnaE


Dołączyła: 02 Lut 2007
Posty: 2145
Skąd: Śląsk
Wysłany: 25 Luty 2014, 12:13    [Cytuj]

Koniecznie jeszcze!
Będą sprawdzać i wykreślać z byle powodu, by brakło. Tak właśnie zrobiono kilka lat temu w Warszawie.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
longinus9


Dołączył: 19 Lut 2009
Posty: 2190
Skąd: Łódź
Wysłany: 15 Kwiecień 2014, 09:50    [Cytuj]

Doktorat na 650-lecie


Uroczystość nadania prof. Witoldowi Kieżunowi tytułu doktora honorowego Uniwersytetu Jagiellońskiego zostanie wpisana w obchody 650-lecia tej uczelni.



Gala, na której uhonorowany zostanie prof. Witold Kieżun, odbędzie się 10 maja br. Termin zaproponowała uczelnia, a gość honorowy wyraził aprobatę dla takiego pomysłu. Oznacza to, że uroczystość zostanie wkomponowana w główne obchody 650-lecia Uniwersytetu Jagiellońskiego. To tego dnia ma zostać odprawiona uroczysta Msza św., zostaną złożone kwiaty na grobach założycieli UJ: Kazimierza Wielkiego, Władysława Jagiełły i Królowej Jadwigi, a następnie orszak akademicki przejdzie z katedry na Wawelu do Auditorium Maximum. Tam odbędzie się jubileuszowe posiedzenie Senatu UJ z udziałem gości honorowych. Zwyczajowo doktoraty honorowe wręczane są w Collegium Maius, jednak rozmach towarzyszący obchodom rocznicowym przemawiał za tym, by uroczystości przenieść do większego, także reprezentacyjnego, choć dużo młodszego gmachu uczelni. Obok prof. Kieżuna na gali ma pojawić się inny, także świeżo upieczony doktor honorowy UJ, prof. Robert Huber, niemiecki biochemik, noblista.

Połączenie gali rocznicowej uczelni z nadaniem tytułu honorowego z pewnością będzie znakomitym wyróżnieniem dla prof. Kieżuna, który nie ukrywa, że decyzja o nadaniu mu doktoratu honorowego przez Uniwersytet Jagielloński jest dla niego wielkim zaszczytem.

Jak wskazano w przyjętej pod koniec lutego uchwale Senatu UJ, tytuł honorowy prof. Kieżunowi zostaje nadany za „wybitny w skali międzynarodowej dorobek naukowy w zakresie nauk o organizacji i zarządzaniu, a w szczególności za twórczą kontynuację polskiej myśli prakseologicznej, międzynarodowe dokonania w zakresie teorii i praktyki funkcjonowania administracji oraz zarządzania publicznego, w tym za osiągnięcia jako eksperta ONZ w krajach afrykańskich, wychowanie wielu pokoleń uczonych, którzy dziś pełnią ważne funkcje w nauce i gospodarce, propagowanie dobrego imienia Polski i polskiej nauki w świecie, postawę patriotyczną, której dowiódł jako uczestnik Powstania Warszawskiego”.

Profesor Kieżun to postać zasłużona dla polskiej nauki. Jest autorem ponad 70 zwartych pozycji wydawniczych – książek i skryptów naukowych, około 300 artykułów, referatów i rozdziałów w zbiorowych monografiach w języku polskim, angielskim, francuskim, hiszpańskim, rosyjskim i czeskim oraz dwóch pozycji literackich i szeregu utworów muzyki fortepianowej. To także gorący patriota, uczestnik Powstania Warszawskiego. Witold Kieżun już w październiku 1939 r. brał udział w wojskowej działalności podziemnej, a w czasie Powstania walczył w Oddziale Specjalnym „Harnaś”. Został odznaczony w sierpniu 1944 r. Krzyżem Walecznym, a 23 września 1944 r. dekorowany przez generała Bora-Komorowskiego, dowódcę AK, wojennym orderem Virtuti Militari i awansowany do stopnia podporucznika.

W marcu 1945 r. Kieżun został aresztowany w Krakowie przez NKWD. Po ciężkim śledztwie z pozorowanym rozstrzelaniem w więzieniu na Montelupich został wywieziony do gułagu Krasnowodsk. Ciężko chory, z częściowym paraliżem nóg trafił do szpitala w Kaganie, a następnie do Brześcia. Wydany polskim władzom bezpieczeństwa został osadzony w Obozie Pracy Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego w Złotowie. Wolność odzyskał w lipcu 1946 roku. Pracował m.in. w Narodowym Banku Polskim. Stopień doktora nauk ekonomicznych uzyskał w 1964 r. w SGPiS (dziś SGH). Kierował Zakładem Prakseologii PAN. Po politycznym zwolnieniu z funkcji związał się z Uniwersytetem Warszawskim. Tytuł naukowy profesora uzyskał w 1975 roku. W latach 80. współpracował z uczelniami w USA, a także z ONZ. W latach 1980-1981 zasłynął z serii publicznych odczytów na temat „Spirit of Solidarity” w 14 uniwersytetach amerykańskich i kanadyjskich.

Marcin Austyn

NASZ DZIENNIK 2014-04-15
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Informacje | TV Trwam | Radio Maryja na żywo |
Polecamy:informacje ktorych potrzebujesz Fundacja Skierniewice i Szkola Skierniewice
Korzystanie z forum oznacza pełną akceptację otrzymywania plików cookies.

phpBB by przemo  
Strona wygenerowana w 0,208 sekundy. Zapytań do SQL: 9