ND Forum - Dzień dobry POLSKO! Strona Główna ND Forum - Dzień dobry POLSKO!
Ludzie z sercem i głową

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Z Naszego Dziennika
Autor Wiadomość
longinus9


Dołączył: 19 Lut 2009
Posty: 2190
Skąd: Łódź
Wysłany: 25 Czerwiec 2014, 08:22    [Cytuj]

Powstrzymać deprawację


Projekcję odwołanego w Poznaniu przedstawienia „Golgota Picnic” zaplanowano w innym miejscu – w bydgoskim teatrze. Podejmijmy różańcowy szturm.

Darmowa projekcja ma zostać zaprezentowana w bydgoskim Teatrze Polskim w piątek wieczorem, w uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa. Organizatorzy zapowiadają, że projekcje, pokazy i czytania „Golgoty Picnic” hiszpańskiego skandalisty Rodriga Garcíi będą emitowane w co najmniej 30 miastach Polski. Chociaż bezpłatne bilety w Bydgoszczy rozchodzą się podobno szybko, to jednak nie wiadomo, czy rzeczywiście odbierają je zainteresowani obejrzeniem tego bluźnierczego spektaklu, czy raczej ci, którym zależy, by w chwili emisji sala była pusta.

Gdziekolwiek spektakl był wystawiany, wszędzie wywoływał protesty i oburzenie chrześcijan. Podobnie i w Bydgoszczy wiele środowisk mobilizuje się, by nie dopuścić do projekcji obrazoburczego spektaklu. Ale jest to problem, który dotyczy już całej Polski. Dlatego konieczna jest szeroko zakrojona mobilizacja modlitewna i protestacyjna. Jak podkreśla w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” ks. abp Wacław Depo, metropolita częstochowski, przewodniczący Rady KEP ds. Środków Społecznego Przekazu, zaangażowanie katolików nie może ograniczać się do zmiany systemów czy struktur.

– Nasze życie opieramy na Dekalogu i Ewangelii. Dlatego nie chcemy, aby nasza obecność w społeczeństwie była jakąkolwiek kolejną obietnicą bez pokrycia – mówi ks. abp Depo. Jak podkreśla, projekcja obrazoburczego „Golgota Picnic” w uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa, podobnie jak zorganizowanie koncertu amerykańskiej skandalistki o pseudonimie „Madonna” 15 sierpnia 2012 roku, w święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, to nie są przypadki.

– To celowe granie na uczuciach. Antyreligijne i obrazoburcze przedstawienia, promowanie antychrześcijańskich artystów to sprawdzenie, na ile mogą sobie pozwolić – zaznacza metropolita częstochowski. Dlatego tym działaniom musimy się publicznie przeciwstawić. Musi popłynąć wyraźny, silny głos sprzeciwu, a zarazem obrony tego, co dla nas najważniejsze. Naszą siłą jest modlitwa. Dlatego w tej sytuacji, jak zwraca uwagę ks. abp Wacław Depo, gdy mamy do czynienia ze zorganizowanym liberalnym nurtem światowym, który wykłada środki finansowe, by zniszczyć religię chrześcijańską i naszą wiarę, nie możemy zapomnieć o niezawodnej broni, jaką jest Różaniec.

– Każda modlitwa jest stawaniem przed Bogiem w klimacie aktualnych spraw, które przeżywamy. Potrzeba nam prosić Ducha Świętego, by przypominał nam prawa i nasze obowiązki. Mamy prawo do wolności sumienia i religii. Mamy prawo do wiary w Jezusa Chrystusa – naszego Pana i Boga. Pośrednictwo Jego Matki Maryi jest dla nas ratunkiem w tym kolejnym wyzwaniu, które idzie ze świata. Nasze mocne zmobilizowanie się do ufnej, gorliwej modlitwy różańcowej jest dla nas odpowiedzią na wszelkiego rodzaju zło, które nas otacza i uderza – podkreśla ks. abp Depo.

Izabela Kozłowska

NASZ DZIENNIK 2014-06-25


Libertyńska rządząca partia w Polsce.. wrogo nastawiona do wszystkiego co rodzime.. niszczy nie tylko naszą gospodarkę.. kulturę.. ale uderza w fundamenty naszej Wiary.. w Chrystusa, którego przyjęliśmy u narodzin naszej Ojczyzny..
Czas na zdecydowane wyparcie tej trucizny z organizmu naszego państwa..
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
longinus9


Dołączył: 19 Lut 2009
Posty: 2190
Skąd: Łódź
Wysłany: 24 Lipiec 2014, 12:29    [Cytuj]

Propagandowa machina szykan


Z Kają Godek z Fundacji PRO – Prawo do Życia rozmawia Izabela Kozłowska



Profesor Bogdan Chazan nie jest już dyrektorem Szpitala Świętej Rodziny w Warszawie. Nie pomogły społeczne apele o powstrzymanie decyzji o jego zwolnieniu. Jak Pani ocenia tę sytuację?

– Jestem zbulwersowana tą nagonką na profesora Chazana. To skandaliczne, że wobec jednego człowieka rozpętano tak ogromną, szykanującą go machinę. Odnosząc się do zwolnienia profesora, chciałabym zwrócić uwagę, że nie otrzymał on zwolnienia dyscyplinarnego. Wybrano inni rodzaj rozwiązania z nim umowy o pracę. To pokazuje, że profesor Chazan został zwolniony z przyczyn ideologicznych i nie było żadnych innych podstaw do jego zwolnienia. Ponadto bulwersujące jest to, że w sprawę zamieszana jest prezydent stolicy Hanna Gronkiewicz-Waltz, która wielokrotnie deklarowała przywiązanie do wartości chrześcijańskich, konserwatywnych i Kościoła katolickiego. Dała się ona wmanewrować w aferę i posłusznie wykonała narzucone jej odgórnie polecenia.



Prezydent stolicy zwolnienie zapowiedziała, jednak samo wypowiedzenie profesor otrzymał od urzędników Biura Polityki Zdrowotnej stołecznego ratusza.

– To skandaliczne. Jestem zażenowana takim zachowaniem prezydent. Z drugiej strony to znaczące. Jeżeli człowiek jest pewien swojej decyzji, to potrafi ją obronić i ma odwagę zmierzyć się z nią do końca. Prezydent Gronkiewicz-Waltz zabrakło odwagi i wysłała inne osoby, by zmierzyły się z jej „problemem”. Zwróćmy uwagę, że nie są zakończone postępowania kontrolne w Szpitalu Świętej Rodziny. To wszystko potwierdza tezę, że powody do zwolnienia prof. Chazana nie mają związku z tym, czy prawidłowo wykonywał swoje obowiązki, czy nie. Nie mam wątpliwości, że profesor został wystawiony do „odstrzelenia” i prezydent Warszawy to zrobiła.



Profesor naraził się mainstreamowi za to, że odmówił zabicia chorego dziecka. Atak na niego jest jawną promocją eugeniki.

– Każdy, kto atakuje profesora, musi sobie uświadomić, że bierze udział w linczu na osobie, która uchroniła dziecko przed morderstwem. Jeżeli ktoś uczestniczy w tej walce, to niech będzie pewny, że takie działania nie zostaną bez konsekwencji również wobec niego. Mówimy o chorym dziecku, które dzięki profesorowi miało szansę się urodzić. Niepełnosprawność to coś, co dotyka prawie każdego z nas na różnych etapach naszego życia: możemy zachorować, ulec wypadkowi albo zwyczajnie się zestarzeć.

Osoby, które rozgrywają sprawę profesora Chazana politycznie i propagandowo, niech mają świadomość, że ich działanie będzie miało długofalowe konsekwencje. Patrząc z perspektywy kobiet, niepokojące jest, że wszystkich lekarzy, którzy zajmują się zdrowiem kobiet, przymusza się do co najmniej współudziału w zabójstwie. Z tej perspektywy atak na profesora Chazana jest atakiem na kobiety.



W związku z atakami na profesora Chazana pojawił się silny ruch obrony tego wybitnego lekarza. Wiele osób mocno zaangażowało się w działania pro-life. Możemy mieć nadzieję, że przybędzie w Polsce aktywnych obrońców życia?

– Wszystko zależny tak naprawdę od nas. Zawsze sprzeciwiam się takim negatywnym opiniom, że skoro na Zachodzie jest tak źle, to prędzej czy później będzie także u nas. Oczywiście tak się może stać, jeśli damy sobie wmówić, że jesteśmy na drodze, z której nie ma odwrotu, i pozostaniemy bierni. To jak będzie wyglądała Polska, zależy tylko i wyłącznie od nas. Powinniśmy zdawać sobie sprawę z tego, że to my kształtujemy rzeczywistość wokół nas. Musimy zrobić wszystko, aby Polska była krajem przyjaznym prawdziwej rodzinie, przyjaznym dzieciom. To nie zależy tylko od rządzących, od polityków, ale zależy od każdego z nas. Musimy wyjść z naszymi wartościami ze sfery prywatnej do sfery publicznej.



Rodzice chorego chłopca, którego zabicia odmówił prof. Chazan, usiłowali wmówić, że zostali pozostawieni sami sobie, bez żadnej pomocy ani ze strony kapłanów, ani obrońców życia...

– Rodzice ci pomocy i wszelkiego proponowanego wsparcia nie przyjęli. Pamiętamy, że otrzymali oni propozycje opieki nad matką i dzieckiem do samego porodu w Szpitalu Świętej Rodziny oraz opieki paliatywnej w warszawskim hospicjum dla dzieci. Taką opiekę okołoporodową zaproponował sam dyrektor szpitala. Obawiam się, że tymi rodzicami pogrywają teraz środowiska proaborcyjne, które wykorzystują ich sytuację dla własnych celów.



Nowym pełnomocnikiem rządu do spraw równego traktowania zostanie Małgorzata Fuszara, znana promotor ideologii gender, równouprawnienia. Sprzeciwiała się ona także zaostrzeniu przepisów aborcyjnych w Polsce.

– Wybór Fuszary to bardzo zła wiadomość. Samo stanowisko pełnomocnika do spraw równego traktowania to jakiś unijny wymysł, narzędzie do szerzenia lewicowych ideologii. Małgorzata Fuszara będzie funkcjonariuszem wprowadzającym te właśnie ideologie. Nowa pełnomocnik rządu w swoich wcześniejszych wypowiedziach wielokrotnie ubolewała, że rzeczywistość polska nie przystaje do wytycznych narzucanych przez międzynarodowe instytucje propagujące gender. Zauważmy, że ta ideologia jest u swych podstaw silnie proaborcyjna, dlatego też po nowej pełnomocnik spodziewać się należy działań proaborcyjnych i antykobiecych.

Dziękuję za rozmowę.

Izabela Kozłowska

NASZ DZIENNIK 2014-07-24

Rządząca koalicja uderza w fundamenty Polski.. co stanowi Wiara.. Tradycja.. i Kultura.. oparta na chrześcijaństwie..
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
longinus9


Dołączył: 19 Lut 2009
Posty: 2190
Skąd: Łódź
Wysłany: 1 Sierpień 2014, 08:20    [Cytuj]

Dałem Niemcom strasznego łupnia

Z generałem brygady w stanie spoczynku Januszem Brochwicz-Lewińskim ps. „Gryf”, żołnierzem batalionu AK „Parasol”, rozmawia Piotr Czartoryski-Sziler

Zanim wybuchło Powstanie Warszawskie, walczył Pan w oddziale słynnego mjr. Hieronima Dekutowskiego „Zapory”.

– Spotkałem „Zaporę” na Lubelszczyźnie, gdy byłem dowódcą patrolu Kedywu. „Zapora” bardzo mnie lubił, dużo rozmawialiśmy m.in. na temat Szkocji. To był rok 1943, nie miałem wtedy zielonego pojęcia, że za dwa lata znajdę się w Szkocji na tym samym obozie treningowym, co on, i będę przydzielony do tej samej grupy i szkoły cichociemnych. Nasza przyjaźń była przyjaźnią braterską, wojenną. Byłem razem z nim na wielu akcjach, dołączyłem do niego z moją grupą, która liczyła około 50 ludzi. Byliśmy bardzo dobrze uzbrojeni, mieliśmy dużo pistoletów automatycznych i karabiny maszynowe zdobyte na Niemcach. Oczyszczaliśmy z amunicji i broni konwoje śmierci, wysadzaliśmy w powietrze lekkie czołgi i samochody pancerne. Braliśmy Niemców do niewoli, zabieraliśmy ich broń, buty, płaszcze, kożuchy i puszczaliśmy ich wolno.
Dlatego Niemcy nadali Panu przydomek „rycerski dowódca”?

– Tak. Nie można było sobie pozwolić na obóz jeniecki w warunkach partyzanckich, a ja jeńców nigdy nie zabijałem. W walce tak, ale nie w niewoli. Zabijaliśmy jedynie niemieckich i bolszewickich agentów, niebezpiecznych komisarzy, którzy byli zrzucani na Lubelszczyznę czy Podkarpacie, bo tam też działałem. Tych likwidowaliśmy dużo. Nie mieli szans w naszych rękach. Mówię bardzo dobrze po niemiecku, angielsku i francusku, więc dawałem sobie radę, obojętnie, z kim miałem do czynienia.

Wezwanie dowództwa Kedywu KG AK do Warszawy spowodowało, że w marcu 1944 roku zostałem włączony w skład harcerskiego batalionu do zadań specjalnych „Parasol”. Przez okres czterech miesięcy poprzedzających wybuch Powstania Warszawskiego prowadziłem zajęcia z młodzieżą z przygotowania bojowego w ramach tajnej Szkoły Podchorążych Rezerwy Piechoty „Agricola”.
Zasłynął Pan wtedy brawurową akcją zdobycia lekarstw z apteki Wendego przy Krakowskim Przedmieściu 55 i to bez jednego wystrzału.

– Był lipiec 1944 roku. Służby sanitarne AK potrzebowały leków, środków opatrunkowych i znieczulających oraz narzędzi chirurgicznych. To wszystko, przeznaczone na front wschodni, leżało w niemieckiej aptece Wendego. To był trudny rejon, w pobliżu stacjonowały silne oddziały SS, Wehrmachtu i policji, w sumie blisko 2 tysiące ludzi. Gdyby padły jakieś strzały, byłoby po nas.

Zanim przystąpiliśmy do akcji, w przebraniu niemieckiego oficera spenetrowałem kamienicę, w której mieściła się apteka. Zrobiłem plan domu i rozrysowałem system alarmowy. 10 lipca, tuż przed godz. 6.00, zadzwoniłem do drzwi apteki. Udając Niemca, pokazałem dyżurnemu receptę na środki przeciwbólowe i wszedłem za aptekarzem do środka. Przystawiłem mu pistolet do głowy i powiedziałem: „Armia Krajowa zabiera towary. Niech pan nie robi głupstw, bo nie chcę zabijać rodaka”. Za mną do środka weszli moi ludzie. Zapakowali lekarstwa i wynieśli je do samochodu. Medykamenty zostały ukryte w warzywniaku przy Poznańskiej.
Zdobyte leki i materiały opatrunkowe okazały się bezcenne w Powstaniu. Gdzie zastał Pana rozkaz nakazujący godzinę W?

– Koncentracja batalionu „Parasol” była w domu starców na Żytniej. Przyprowadziłem mój pluton z konspiracyjnych mieszkań z Elektoralnej na Karolkową, walcząc po drodze z niemieckimi oddziałami i rozbijając bunkier, który był wzmocniony dwoma pancernymi schronami.

Pierwszy dzień był organizacyjny, zameldowałem się u dowódcy batalionu Adama Borysa ps. „Pług”, skoczka z Wielkiej Brytanii i mojego dobrego przyjaciela. Zaproponował, żebym zrobił parę patroli, by zorientować się, gdzie i jak liczni są Niemcy. 2 sierpnia byłem na patrolu na Działdowskiej, miałem z sobą około 20 ludzi, resztę w małych grupkach posłano w różnych innych kierunkach. Złapaliśmy parę samochodów, które miały trochę amunicji i żywności. Następnego dnia patrolowałem z kolei Wolską. Bardzo spodobał mi się pałacyk Michla, który tam się znajdował. Była to piękna rezydencja, wspaniale urządzona, idealne miejsce dla nas. Wsadziłem 20 albo 25 ludzi do różnych robót fortyfikacyjnych, by wzmocnić fortecę, którą miałem w rękach. Pomyślałem, że to będzie wspaniała pułapka na Niemców. 5 sierpnia mija 70 lat, jak dałem im łupnia, i to w straszny sposób.
Dlaczego pałacyk Michla był tak ważnym punktem obrony?

– Na Woli Niemcy chcieli oczyścić sobie trasę ze wschodu na zachód. Wolska była bowiem trasą komunikacyjną, na której znajdowało się cztery albo pięć barykad, wyjątkowo mocnych. Były tu rowy przeciwpancerne, a na nich tramwaje, stare samochody, busy, płyty chodnikowe i rozmaite żelastwo, że nie można było tędy nawet czołgiem przejechać.
A jak narodziła się słynna piosenka „Pałacyk Michla”?

– 4 sierpnia urządziliśmy w pałacyku Michla przyjemną wieczorynkę, na którą zaprosiliśmy przyjaciół z sąsiednich oddziałów, sanitariuszki, łączniczki. Mieliśmy wino, dziewczyny zrobiły kanapki, było trochę zdobytej na Niemcach czekolady. Przy pianinie Bechsteina siedział Józek Szczepański „Ziutek”, który był w moim oddziale. Wpadł na pomysł, by skomponować piosenkę „Pałacyk Michla”, którą razem zaczęliśmy śpiewać, a było nas tam około 100 osób. Ta piosenka, która grana jest dziś na ratuszu dzielnicy Wola i śpiewana przez chóry oraz szkoły, była śpiewana w konspiracji, w Powstaniu.
Kiedy doszło do walk z Niemcami?

– 5 sierpnia rano przyszedł do mnie człowiek, który był na posterunku, i powiedział, że zbliża się w naszym kierunku formacja Dirlewangera SS, która była złożona z morderców i rozmaitych gangsterów wypuszczonych z więzień do zabijania nieprzyjaciół. Mieli ręce całe we krwi. Nie brali jeńców, lecz mordowali wszystkich, zarówno siostry zakonne w szpitalach, lekarzy, starców, jak i kobiety, i dzieci.

Dirlewanger wysłał najpierw jedną kompanię, nie więcej niż 300 ludzi uzbrojonych w szybkostrzelne karabiny maszynowe. Gdy wstałem, byli od nas około 300 metrów. Niemcy nie wiedzieli, że jestem w domu Michla, gdyż przez dwa dni trzymałem taką ciszę, że nie było śladu po nas, ruszaliśmy się tylko w nocy. To dało nam przewagę i nieprzyjaciel wpadł w pułapkę. Przeszli marszowym krokiem z bronią gotową do strzału, idąc w kierunku barykady na Młynarskiej, by ją rozbić. Przechodząc przed naszymi oknami, stanęli na chwilę. Wówczas okna się otworzyły i ze wszystkich „rur”, jakie miałem do dyspozycji, czy to były karabiny maszynowe, pistolety, miotacze płomieni czy rakietowe działo przeciwpancerne z rzutów, zaczęliśmy strzelać. Miałem też dużo amunicji, więc ogień, który daliśmy Niemcom, był paraliżujący, nie mieli szans ucieczki.

Z drugiej strony była fabryka Franaszka, gdzie miałem 12 ludzi, oni też strzelali, więc Niemcy ginęli w środku na stojąco. Trupy były wszędzie. Dopiero po 10-15 minutach jakiś niemiecki dowódca wpadł na pomysł i otworzył świece dymne, robiąc sobie zasłonę, w ten sposób ewakuowano resztki niedobitków. Broń zebrałem, trupy zostawiłem. Później jeździły po nich niemieckie czołgi. Ta bitwa nie trwała długo, może pół godziny, Niemcy wycofali się i przez pewien czas był spokój.
Co było później?

– Przegrupowałem moich ludzi, nie miałem ani jednego rannego, panował wielki entuzjazm. Moi żołnierze zobaczyli, że znienawidzonych esesmanów można rozwalić. To im dało moralne ostrogi. Mieliśmy poczucie, że jesteśmy w wolnej Warszawie, nad naszymi głowami powiewała biało-czerwona flaga z orłem i koroną. Byliśmy dumni z siebie, to były nasze polskie Termopile.

Godzinę później przyszedł drugi atak z trzema czołgami i samochodami pancernymi, które posuwały się za nimi. Był on już przygotowany bardzo precyzyjnie. Przypuściliśmy tych frajerów i zaczęliśmy dalej ich rąbać. Wybiliśmy ich kupę, jak gruszki, bo mieliśmy bardzo dobre stanowiska bojowe na pierwszym piętrze i po bokach, gdzie stały małe, prowizoryczne schrony. Później przeniosłem ludzi do stojących obok młynów parowych, które miały wyciągi. Była tam masa worków z mąką, które posłużyły za osłonę przed kulami. Odbiliśmy także i ten atak, uszkadzając jeden czołg i samochód pancerny.
Ale to nie był koniec. Przetrwać trzeba było kolejne szturmy.

– Do trzeciego ataku Niemcy rzucili dodatkowe dwie kompanie piechoty i parę czołgów, które rozwaliły mi w kawałki mocną bramę i zaczęły strzelać po budynku. Pociskami rozrywającymi rozbili pierwsze piętro i dach, który częściowo zaczął się palić, ale ugasiliśmy go. Miałem już kupę rannych, szczególnie w fabryce Franaszka, ale jeszcze się trzymałem.

Czwarty szturm był już bardzo trudny. Dom był częściowo rozwalony, zastanawiałem się, jak tu dalej walczyć, wyczerpywała mi się także amunicja. Niemcy stosowali ogień huraganowy, nie było innego wyjścia, musiałem złożyć meldunek dowódcy i dostałem rozkaz wycofania się. Utrzymałem się do piątego szturmu, ale już się wycofywałem.
Gdzie się Pan przemieścił?

– Opuściłem pałacyk Michla i po walkach w różnych budynkach dołączyłem do walczących na barykadzie na Młynarskiej. Walczyłem tam do późnej nocy i ludzie zaczynali mi zasypiać na stojąco. Wybrałem parę mieszkań, gdzie mogliśmy trochę się przespać z 5 na 6 sierpnia. 6 sierpnia zająłem stanowiska na Żytniej i częściowo na rogu cmentarza ewangelicko-augsburskiego. Niemcy jednak ostrzelali moje pozycje i musiałem wycofać się do domów na Żytniej i Młynarskiej oraz podzielić moją grupę na mniejsze grupki i walczyć z różnych budynków.

Dostałem później rozkaz, żebym wycofał się stamtąd i dołączył na cmentarzu do reszty pierwszej kompanii. Nie zrobiłem tego, bo miałem tu wspaniałe pole obstrzału i dobre warunki do polowania na Niemców. Zdobyłem na nich kilka wyborowych karabinów z lunetami. Potem walczyłem na cmentarzach augsburskim, kalwińskim i żydowskim, kładąc wiele trupów. 8 sierpnia zostałem ranny w szczękę. Przebijałem się do przodu na cmentarz kalwiński, niszcząc po drodze stanowiska karabinów maszynowych. Cmentarz był jednak bardzo trudny do walk. Niemcy mieli terenowe kombinezony, hełmy z pokrowcami, które nie świeciły, i twarze pomalowane farbą, co powodowało, że człowiek nie widział nieprzyjaciela. Strzelali bardzo precyzyjnie – między oczy, w brodę, w szyję lub serce. Jeden pocisk i trup.

Dostałem w brodę. Miałem szczęście, że w tym momencie obróciłem głowę w prawo i kula wyszła bokiem. Upadłem na płytę grobową, miałem bardzo poważną ranę, szczęka była potrzaskana, mięso wisiało w kawałkach, lała się ze mnie krew. Pocisk rozerwał mi kość w trzech miejscach, byłem nieprzytomny. Moi ludzie wyciągnęli mnie spod ognia, wsadzili do jakiegoś wozu i zabrali do szpitala na Woli. Przeżyłem piekło, bo byłem poparzony tym pociskiem, który mnie aż do góry podrzucił. Straciłem na pewien czas mowę, słyszałem, jak doktor mówił do księdza, który przybył z olejami, że szkoda, że już umieram.
Przeżył Pan własną śmierć?

– Miałem wizję, że wyszedłem z ciała. Zostało na dole, a ja pofrunąłem do góry. Widziałem niebieskie niebo, piękne słońce i szeroki, zielony wąwóz. Nic mnie nie bolało, było ciepło i przyjemnie. Nagle przed oczami zobaczyłem film z mojego życia. To było tak wyraźne, jakbym patrzył na ekran w kinie. Spojrzałem w dół i zobaczyłem tunel, na którego końcu leżało moje ciało. I nagle jakaś potężna siła znów mnie w nie wcisnęła. W jednej chwili zaczęło mnie wszystko boleć.

Od śmierci wielokrotnie ochronił mnie obrazek z Jezusem Miłosiernym z napisem „Jezu, ufam Tobie”. Otrzymałem go od matki, gdy szedłem na wojnę. Powiedziała, żebym go wziął, bo jest poświęcony i będzie mnie chronił. Tak też się stało. W niewoli mieli mnie rozwalić, ale przeżyłem. Byłem dwa razy atakowany przez bolszewików w czasie mojej służby w brytyjskim wojsku, uszedłem z życiem. Choć miałem 18 dziur w swoim łaziku, w ogóle nie byłem ranny. Później chciano mnie przejechać 10-tonówką, trafiłem do szpitala na parę miesięcy, ale nie umarłem. Gdy przyjechałem do Polski, dwa razy chciano mnie otruć, przeżyłem. Gdyby nie ten obrazek i modlitwy mojej matki, już dawno byłbym w piachu.
Wróćmy do Powstania. Z Woli dostał się Pan na Starówkę.

– Walka na cmentarzu była piekielna, a do tego Niemcy otworzyli jeszcze ogień z ciężkich moździerzy i masakrowali nas z daleka. Bardzo dużo naszych oddziałów miało 70-80 procent zabitych na cmentarzach. Mnie ewakuowano wtedy ze szpitala na Woli, bo był on zagrożony, i zaniesiono na noszach do prowizorycznego szpitala na Freta 10. Leżałem w jakimś mieszkaniu na Starym Mieście, gdzie miałem trochę opieki lekarskiej. Pod koniec sierpnia Stare Miasto było już okrążone, sztukasy bombardowały wszystko na wysokości dachów i zrzucały bomby, gdzie chciały, bo nie było żadnej obrony przeciwlotniczej czy artylerii.

Rosjanie nie pomagali wcale, nie było żadnych myśliwców, które by mogły przegonić sztukasy, zostawili nas na pastwę losu. 31 sierpnia była ostatnia szansa dostania się kanałami do Śródmieścia. Nie było innego wyjścia – albo śmierć na Starym Mieście lub niewola, albo kanał. Do kanału nie chcieli puszczać rannych, miałem jednak fenomenalne szczęście, bo dowódcą kanałowej obsady na placu Krasińskich był mój znajomy, który zezwolił mi na wejście do nich.
Jak wyglądała droga przez podziemny labirynt?

– Wlazłem do kanału z trudnością, mogłem stać na nogach, ale sam nie dałem rady zrobić wielu kroków, musiał mi ktoś pomóc. Było paru silnych ludzi, którzy poświęcili się dla mnie. Szedłem tymi kanałami przez bardzo długi czas. Były pełne śmierdzącej cieczy, wszędzie biegały szczury. Jedne kanały były takie, w których można było stać, były takie, gdzie trzeba było zgiąć głowę, ale były i takie, gdzie trzeba było się czołgać na brzuchu. Ciągnęli mnie wówczas na sznurze i popychali, robiąc co pewien czas przerwy, bo byłem zmęczony. Miałem bandaże na twarzy, cuchnąca ciecz lała się mi w rany, miałem zapalenie oczu. Nie wiem, jak to przeżyłem. W kanałach byłem ponad 20 godzin, do pokonania mając mniej więcej dwa kilometry.
Wierzył Pan, że się uda dotrzeć do części miasta zajętej przez powstańców?

– Były takie momenty, że nie można było się ruszać, bo niektóre kanały przechodziły pod niemieckimi pozycjami. Gdy usłyszeli jakieś odgłosy, otwierali klapę i wrzucali do środka granaty. Ludzie wtedy wpadali w panikę, nie chcieli iść. Nie wolno było robić hałasu, zapalać światła, było bardzo ciężko. To przeżycie kanałowe, obojętnie kto tam był, tak wpłynęło na nas, że do dzisiaj nie możemy tego zapomnieć.

Wyszedłem koło ambasady bułgarskiej. Pamiętam, że był tam skwer, leżałem na nim, gdy przyszły sanitariuszki i żołnierze. Zdjęli ze mnie terenowy mundur, w którym zostałem ranny, wyrzucili go, wymyli mnie i ubrali w stare spodnie, sweter i buty przyniesione z jakiegoś domu. Byłem głodny, ale mogłem wtedy tylko pić. Wzięli mnie na Marszałkowską 113 do prowizorycznego szpitala, gdzie leżałem parę tygodni. Później przenieśli mnie do jakiegoś domu gdzieś na Kruczą i w kilka innych miejsc, bo cały czas trwało bombardowanie. Tak przeżyłem do 5 października. Udało mi się pójść ze zdrowymi do niewoli do Pruszkowa, skąd towarowym pociągiem do przewożenia bydła zostałem wywieziony do obozu jenieckiego w Niemczech. Podróż trwała cztery dni, trupy były w wagonach, bo nie było powietrza i prawie w ogóle jedzenia.
Jak Pan widzi dzisiejszą Polskę? Przeżył Pan chyba spore rozczarowanie, wracając do kraju po 58 latach spędzonych na emigracji.

– Z ogromną troską i smutkiem odbieram obecne losy mojej Ojczyzny. Polacy muszą zrozumieć, że własne państwo to wielkie zadanie, nad którym trzeba z wielką odpowiedzialnością i sumiennie, mądrze pracować. Stracić je bardzo łatwo. Martwi mnie, czy polscy politycy to rozumieją. Chciałbym, aby tak było, bo gdy losy kraju się komplikują, trzeba ponosić wielkie ofiary, aby go odzyskać, a nie zawsze jest to możliwe.
Dziękuję za rozmowę.

Piotr Czartoryski-Sziler

NASZ DZIENNIK 2014-008-01

Dla powstańców służenie Polsce było obowiązkiem i przywilejem..
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
gita


Dołączyła: 21 Sty 2011
Posty: 232
Skąd: Rumia
Wysłany: 24 Sierpień 2014, 11:15    [Cytuj]

W sobotnio-niedzielnym wydaniu ND ciekawy artykuł ks.bp Adama Lepy:"O zatruciu informacyjnym w mediach". Zatrucie inaczej mętność mediów głównego nurtu trwa od dawna i niestety są małe szanse na zmiany.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 31 Mar 2008
Posty: 17498
Skąd: Polska
Wysłany: 24 Sierpień 2014, 15:44    [Cytuj]

gita napisał/a:
W sobotnio-niedzielnym wydaniu ND ciekawy artykuł ks.bp Adama Lepy:"O zatruciu informacyjnym w mediach". Zatrucie inaczej mętność mediów głównego nurtu trwa od dawna i niestety są małe szanse na zmiany.


Polsce potrzebna jest natychmiastowa wymiana elit. Trzeba jak najszybciej obalić Układ Okrągłego Stołu, który m.i. trzyma media w swoich łapskach. Wtedy będą też i zmiany w mediach. Dopóki zaś Polską rządzi Układ Okrągłego Stołu, nie ma co liczyć na jakiekolwiek zmiany, również w mediach.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
longinus9


Dołączył: 19 Lut 2009
Posty: 2190
Skąd: Łódź
Wysłany: 27 Wrzesień 2014, 07:54    [Cytuj]

Polski fenomen


75 lat temu powstało Polskie Państwo Podziemne – jedyne w okupowanej Europie.

75 lat temu, 27 września 1939 r., w broniącej się jeszcze przed Niemcami Warszawie powstała Służba Zwycięstwu Polski, organizacja konspiracyjna, która dała początek Armii Krajowej i stała się zalążkiem Polskiego Państwa Podziemnego. Państwa tajnego, ale działającego jak najbardziej realnie, o wielkim zasięgu, rozbudowanej strukturze. Państwa, z którym utożsamiały się miliony Polaków, mimo terroru obu okupantów potrafiących się samoorganizować i wspierać podziemie.

– Polskie Państwo Podziemne nie miało swego odpowiednika w okupowanej Europie i z tego powodu było fenomenem, choć okupacja ziem polskich – zarówno niemiecka, jak też sowiecka do czerwca 1941 r. – była zupełnie inna, nieporównywalna z tym, co przeżywali Francuzi, Duńczycy, Holendrzy, Belgowie. Ludzie myślący perspektywicznie zdawali sobie sprawę, że ważne jest nie tylko wojsko w konspiracji – choć liczono, że wojna potrwa dość krótko, ale także struktury cywilne – przypomina Leszek Żebrowski, historyk.

Ramię zbrojne podziemnego państwa stanowiła Armia Krajowa, licząca w 1944 r. 400 tysięcy żołnierzy ochotników, wykonawcze – Delegatura Rządu na Kraj, ustawodawcze – Rada Jedności Narodowej, sądownicze – sądy wydające wyroki w imieniu Polski Podziemnej.

Tajne szkolnictwo obejmowało dzieci i młodzież, podziemny ruch wydawniczy z tysiącami tytułów „gazetek” i książek stanowił antidotum na wrogą propagandę. Podziemne państwo niosło pomoc wypędzanym przez Niemców Polakom, ludności pacyfikowanej Zamojszczyzny, więźniom obozów koncentracyjnych, ratowało Żydów. Organizowało opór przeciwko obu okupantom i budowało zręby przyszłej Polski. – Dla podbitego kraju istnienie państwa podziemnego było wskazaniem, że jest to sytuacja przejściowa, jesteśmy cały czas gotowi na powrót do normalności, gdy sytuacja będzie sprzyjająca – tłumaczy Leszek Żebrowski. Sprawdzianem był czas realizowania akcji „Burza” i Powstania Warszawskiego. – Realnym przejawem działalności podziemnego państwa było Powstanie Warszawskie, gdy opanowane przez Armię Krajową dzielnice stolicy stały się – po pięciu latach niemieckiej okupacji – skrawkiem wolnej Polski – przypomina dr Jarosław Szarek z IPN. Ujawniły się wtedy wartości, które przyświecały ludziom tajnego państwa: poświęcenie, ofiarność, solidarność.

Polskie Państwo Podziemne nie zakończyło swojej działalności wraz z końcem okupacji niemieckiej, funkcjonowało jeszcze przez jakiś czas pod kolejną okupacją – tym razem komunistyczną.

Małgorzata Rutkowska

NASZ DZIENNIK 2014-09-27
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
longinus9


Dołączył: 19 Lut 2009
Posty: 2190
Skąd: Łódź
Wysłany: 5 Październik 2014, 05:56    [Cytuj]

Związek Polaków w Niemczech zabiega o status mniejszości


Związek Polaków w Niemczech (ZPwN) zabiega o status mniejszości narodowej dla Polaków mieszkających w tym kraju. Pełnomocnik organizacji Stefan Hambura skierował do niemieckiego MSW wniosek o wpisanie Polaków do rejestru mniejszości narodowych.

W piśmie do pełnomocnika rządu niemieckiego ds. przesiedleńców i mniejszości narodowych, sekretarza stanu w MSW Hartmuta Koschyka, Hambura przypomina, że po ataku Niemiec na Polskę we wrześniu 1939 roku istniejący od 1922 roku Związek Polaków w Niemczech został zlikwidowany.

Gestapo aresztowało wówczas blisko 2 tys. działaczy polonijnych, część z nich deportowano do obozów koncentracyjnych. 27 lutego 1940 roku rząd niemiecki zakazał działalności ZPwN i skonfiskował jego majątek. Po wojnie działalność ZPwN reaktywowano.

"Do dzisiaj w Niemczech mieszkają osoby należące do polskiej mniejszości, które spełniają kryteria ustalone przez niemiecki rząd" - pisze polski prawnik. Jak podkreśla, są to potomkowie członków mniejszości polskiej z czasów przedwojennych mieszkający w Zagłębiu Ruhry, Berlinie, Hamburgu i innych częściach Niemiec. Władze niemieckie powinny uznać ten fakt, niezależnie od liczebności tej mniejszości. Odmowa przyznania statusu mniejszości Polakom oznaczałaby zdaniem Hambury "kontynuację dyskryminacji i zwalczania polskiej mniejszości z czasów Niemiec hitlerowskich".

Niemiecki rząd nie zgadza się na przyznanie Polakom w Niemczech statusu mniejszości narodowej. Obecnie taki status, zapewniający specjalną ochronę oraz wsparcie, przysługuje jedynie Duńczykom, Fryzyjczykom, Romom i Serbołużyczanom.

W traktacie o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy z 1991 roku, będącym do dziś podstawą prawną polsko-niemieckich relacji, mowa jest - w przeciwieństwie do mniejszości niemieckiej w Polsce - o "osobach w RFN, posiadających niemieckie obywatelstwo, które są pochodzenia polskiego albo przyznają się do języka, kultury lub tradycji polskiej". Autorzy traktatu przyznali obu grupom podobne prawa, w tym prawo do zachowania tożsamości bez jakiejkolwiek próby asymilacji wbrew ich woli.

Niemiecka Polonia była w okresie powstawania traktatu grupą bardzo zróżnicowaną. Oprócz mającej niemieckie obywatelstwo "starej" Polonii, której korzenie sięgają XIX wieku, w RFN przebywało kilkuset tysięcy Polaków z "nowej emigracji", często o nieuregulowanym statusie pobytu.

Większość działaczy polonijnych uważa, że władze niemieckie nie wywiązują się w pełni z zaciągniętych zobowiązań.

Związek Polaków w Niemczech 1 września br. złożył do sądu w Berlinie pozew o odszkodowanie w wysokości 1 mld euro za doznane straty w wyniku zagrabienia majątku polskiej mniejszości przez Niemcy w 1940 roku.

NASZ DZIENNIK 2014-10-05

Polski podatnik wydaje bardzo duże środki finansowe na takie osoby funkcyjne jak Komorowski.. Tusk.. Sikorski.. które problem mniejszości Polaków w Niemczech zupełnie sobie odpuściły dla poprawności politycznej.. z Niemcami..
Zupełny brak zaangażowania przedstawicieli reprezentujących rząd i państwo..
Interesów Polaków mieszkających w Niemczech będzie bronił znany adwokat Stefan Hambura..
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
longinus9


Dołączył: 19 Lut 2009
Posty: 2190
Skąd: Łódź
Wysłany: 22 Październik 2014, 19:26    [Cytuj]

Święty Papież Polak

Dziś, 22 października, pierwszy raz w historii przeżywamy liturgiczne wspomnienie Jana Pawła II jako świętego.

Przed 36 laty w niedzielę, 22 października, Ojciec Święty Jan PawełII uroczyście zainaugurował swój pontyfikat. Wypowiedziana przez niego wówczas programowa homilia do dziś nie traci nic na aktualności. Wciąż w wielu miejscach, przy różnych okazjach odwołujemy się do słów: „Bracia i Siostry, nie bójcie się przygarnąć Chrystusa i przyjąć Jego władzę, pomóżcie Papieżowi i wszystkim tym, którzy pragną służyć Chrystusowi, służyć człowiekowi i całej ludzkości. Nie bójcie się, otwórzcie, otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi”. Warto przypomnieć, że inauguracja pontyfikatu Papieża Polaka odbyła się dokładnie w 30.rocznicę śmierci Sługi Bożego ks.kard. Augusta Hlonda, Prymasa Polski, który zmarł 22 października 1948 r. w Warszawie.

To właśnie dzień 22 października jako wspomnienie liturgiczne Jana Pawła II wskazał Papież Benedykt XVI po jego beatyfikacji. Tę datę dzienną przypisaną w kalendarzu liturgicznym św. Janowi Pawłowi II podtrzymał po jego kanonizacji Papież Franciszek.

Kongregacja do spraw Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów wydała już 29 maja br. dekret ustanawiający wspomnienie dowolne w całym Kościele powszechnym św.Jana XXIII i św. Jana Pawła II.

– Nie dotyczy nas właściwie rozporządzenie dotyczące Jana PawłaII, ponieważ już wcześniej dla Kościoła w Polsce to wspomnienie św. Jana Pawła II było przyznane w randze wspomnienia obowiązkowego, stąd w Polsce wspomnienie Jana PawłaII będziemy obchodzić 22 października, ale tak jak dotychczas, w randze wspomnienia obowiązkowego – tłumaczy ks. bp Adam Bałabuch. Przewodniczący Komisji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów KEP wyjaśnia, na czym polega wspomnienie obowiązkowe. – Mamy obowiązek czczenia danego świętego w Liturgii, uwzględniając odpowiedni formularz mszalny, ale także sprawując Liturgię Godzin. Ranga wspomnienia obowiązkowego w stosunku do dowolnego jest wyższa – zaznacza ks. bp Bałabuch.

Kult w całym świecie

Zainteresowanie osobą Jana PawłaII jest ciągle bardzo żywe. Do biura postulacji nadal napływają listy z prośbami o materiały pozwalające pogłębić duchowość, modlitwę związaną z osobą Papieża Polaka. – Wciąż mamy prośby o obrazki z relikwiami św. Jana PawłaII. Znakiem ciągłego zainteresowania i wielkiej miłości, którą przejawiają ludzie do osoby tego świętego, jest obecność ludzi przy jego grobie i zanoszących do Boga swoje intencje przez wstawiennictwo św. Jana Pawła II – mówi w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” ks. prałat Sławomir Oder, postulator w procesie beatyfikacyjnym i kanonizacyjnym Jana Pawła II.

O kulcie św. Jana Pawła II świadczy duże zainteresowanie jego relikwiami. W ostatnią sobotę do kościoła św. Wojciecha na nowojorskim Queensie zostały wprowadzone relikwie św. Jana Pawła II. Relikwie (włosy Papieża) amerykańskiej Polonii przekazał osobisty sekretarz świętego ks. abp Mieczysław Mokrzycki ze Lwowa. Relikwie z rąk metropolity krakowskiego ks. kard. Stanisława Dziwisza otrzymała też Mary Wagner, kanadyjska obrończyni życia, która przebywała z wizytą w Polsce. Zawiozła je do swojej parafii w Kanadzie.

Na fenomen pielgrzymowania relikwii Papieża Polaka wskazuje ks. prałat Sławomir Oder. – Relikwia krwi Jana Pawła II, która rozpoczęła swoje pielgrzymowanie po jego beatyfikacji, nadal przemierza różne parafie, diecezje, kraje. Wyrazy tej miłości, której doświadczyliśmy bezpośrednio po śmierci Jana PawłaII i w latach trwania procesu, są ciągle żywe i aktualne – podkreśla ks.Oder. Obecnie relikwia krwi Papieża umieszczona w relikwiarzu w formie księgi znajduje się w jednej z włoskich diecezji. Na początku listopada rozpocznie bardzo długą, trwającą kilka miesięcy ponowną pielgrzymkę po krajach Ameryki Środkowej i Południowej. Na szlaku jest m.in.: Gwatemala, Panama, Nikaragua. Relikwia ta pielgrzymowała już po Meksyku, a także Stanach Zjednoczonych i Kanadzie.

Świętujemy z Papieżem

Podczas Mszy św. dziś w polskich parafiach wspominamy św. Jana Pawła II. W sanktuarium w Kalwarii Zebrzydowskiej, ukochanym przez Karola Wojtyłę, Ojcowie Bernardyni, kustosze miejsca, zapraszają na wspólną modlitwę za wstawiennictwem największego z kalwaryjskich pielgrzymów. O godz. 18.30 zostanie odprawione nabożeństwo różańcowe, a o godz. 19.00 uroczysta Msza Święta. Na placu Rajskim przed pomnikiem Jana Pawła II złożone zostaną kwiaty, trwać będzie modlitwa, wybrzmi również ulubiona pieśń Papieża „Barka”.

W papieskiej parafii Ofiarowania Najświętszej Maryi Panny w Wadowicach do uroczystości przed świętem patrona miasta, wielkiego wadowiczanina – św. Jana Pawła II, przygotowywano się poprzez triduum. Dziś w samo południe sprawowana będzie Msza św., na którą szczególnie zaproszona jest młodzież. O godz. 18.00 celebrowana będzie Eucharystia z procesją światła i relikwiami św. Jana Pawła II.

W sanktuarium św. Jana PawłaII w Krakowie już od piątku trwają uroczystości odpustowe. Dziś o godz. 17.00 Mszy św. dziękczynnej za dar kanonizacji św. Papieża Polaka połączonej z procesją światła przewodniczyć będzie ks. kard. Stanisław Dziwisz. W ramach odpustu właśnie dzisiaj w sanktuarium rozpocznie się adoracja Najświętszego Sakramentu w intencji pokoju. Modlitwa będzie trwać przy ołtarzu pokoju przeznaczonym do Jamusukro w Wybrzeżu Kości Słoniowej.

Małgorzata Bochenek

NASZ DZIENNIK 2014-10-22

Wzór do naśladowania..
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
AnnaE


Dołączyła: 02 Lut 2007
Posty: 2168
Skąd: Śląsk
Wysłany: 23 Październik 2014, 00:07    [Cytuj]

Chwała Bogu, dożyłam
+++

:-)
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
longinus9


Dołączył: 19 Lut 2009
Posty: 2190
Skąd: Łódź
Wysłany: 29 Październik 2014, 17:54    [Cytuj]

Procesy jak za PRL

W Sądzie Rejonowym w Rzeszowie odbył się proces karny obrońców życia Jacka Kotuli i Przemysława Sycza, oskarżonych przez szpital o naruszenie dóbr osobistych. To kolejna rozprawa za nazywanie aborcji zabiciem dziecka poczętego

Piotr Czartoryski-Sziler Rzeszów

Wczorajszy proces, jaki wytoczył obrońcom życia Specjalistyczny Szpital Pro-Familia w Rzeszowie, podobnie jak wcześniejsza rozprawa w rzeszowskim sądzie okręgowym, był utajniony. Tam – jak zauważa pełnomocnik pozwanych mecenas Ludwik Skurzak – była to decyzja sądu podjęta z urzędu, tu zaś – z powodu niewniesienia wniosku o odtajnienie rozprawy przez stronę oskarżającą. – Ustawa mówi o tym, że postępowania z artykułu 212 kodeksu karnego co do zasady są z wyłączoną jawnością, chyba że strona oskarżająca zażyczy sobie, żeby były one jawne. Nie wnieśli jednak o to – mówi w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Ludwik Skurzak. Rozprawa trwała niecałe pół godziny. Przesłuchany został jeden świadek prof. Andrzej Skręt, były wojewódzki konsultant ds. ginekologii. Drugim miał być Mariusz Dzierżawski z Fundacji PRO – Prawo do Życia, który w rozmowie telefonicznej z mecenasem Skurzakiem poinformował, że nie otrzymał wezwania na dzisiejszą rozprawę.

– Pytaliśmy pana profesora Skręta, czy wie, kiedy zaczyna się ludzkie życie. Odparł, że w chwili poczęcia, a ci wszyscy, którzy mówią inaczej, są niedouczeni – powiedział nam po wyjściu z sali rozpraw Jacek Kotula, szef rzeszowskiego oddziału Fundacji PRO – Prawo do Życia. Następna rozprawa przed Wydziałem Karnym Sądu Rejonowego ma odbyć się 4 listopada w sali, w której są urządzenia audiowizualne. – Mamy oglądać filmiki, które strona oskarżająca zgłosiła do rozprawy. Są to nagrania z naszych pikiet przed szpitalem, zamieszczane w ogólnie dostępnych mediach – wyjaśnia Jacek Kotula.

Pełnomocnik pozwanych wnioskował wcześniej o przesłuchanie lekarzy, którzy wykonywali aborcję w szpitalu Pro-Familia. Dziś Skurzak pytał sędziego Janusza Sternalskiego, czy wezwał ich na świadków. Sąd, jak się okazało, nie spieszył się z tym, więc nie pojawili się na rozprawie. W czasie jej trwania przed drzwiami sali sądowej modliła się na różańcu grupa osób wspierających obrońców życia. Wśród nich dr Maria Szczepańska, emerytowana lekarka. – Śledzę losy pana Jacka Kotuli od początku, gdy zaczął walkę o ochronę dziecka poczętego, i jestem zbulwersowana, jak jest traktowany – powiedziała w rozmowie z „Naszym Dziennikiem”. Dodała, że większość lekarzy, których zna, to liberałowie, którzy uważają, że „płód” to nie dziecko, a dzieci z wadami, które matki noszą pod sercem, będą tylko ciężarem, gdy się urodzą. – Czy to nazwiemy aborcją, skrobanką, zabiegiem czy terminacją ciąży, to jest to wszystko zabójstwo z premedytacją – podkreśla.

W piątek Jacek Kotula i Przemysław Sycz otrzymali z Wydziału Cywilnego Sądu Apelacyjnego roczny zakaz „organizowania i uczestniczenia w pikietach, manifestacjach i innych zbiorowych spotkaniach, podczas których podawane są do publicznej wiadomości informacje na temat funkcjonowania powodowego szpitala z wykorzystaniem wizerunku szpitala, jego personelu – tej treści, że zabija się tam dzieci”. Nie mogą również publikować na wszelkich portalach społecznościowych i tematycznych czy innych stronach internetowych informacji na temat funkcjonowania szpitala Pro-Familia i przekazywać, że dochodzi w nim do zabójstw dzieci nienarodzonych. – To powrót PRL. Konstytucja jest łamana, wraca cenzura. Mam nadzieję, że w końcu znajdzie się jakiś mądry sędzia, który uzna, że aborcja to zabijanie. My stajemy po stronie prawdy i nienarodzonych chorych dzieci, które trzeba leczyć, a nie zabijać – podkreślił Jacek Kotula.

NASZ DZIENNIK 2014-10-29

Zabójcy dzieci poczętych wiją się jak węże.. próbują w kłamstwie ukryć prawdę o zabijaniu..
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
longinus9


Dołączył: 19 Lut 2009
Posty: 2190
Skąd: Łódź
Wysłany: 8 Listopad 2014, 21:00    [Cytuj]

Bestialskie morderstwo


W Pakistanie trwa fala protestów po brutalnym zabójstwie chrześcijańskiego małżeństwa, które oskarżono o zniszczenie kart Koranu.

4 listopada br. 28-letni Shahzad Masih i jego 25-letnia żona Shama, która była w stanie błogosławionym, zostali spaleni żywcem przez tłum muzułmanów za to, że rzekomo spalili Koran. Osierocili czworo dzieci – podaje Radio Watykańskie.

Na ulicach wielu pakistańskich miast manifestują muzułmanie i chrześcijanie, którzy domagają się od władz ukarania winnych, a jednocześnie rewizji niesprawiedliwej ustawy o bluźnierstwie, potocznie zwanej „czarnym prawem”. Przy okazji wskazano, że do zbrodni mogło dojść ze względu na bierność policji, która nie chciała wchodzić w drogę islamistom.

Właśnie na bezkarność oprawców wskazują organizacje praw człowieka od lat zaangażowane w Pakistanie w zmianę ustawy o bluźnierstwie. Przypominają one, że działania islamistów uderzają w niezawiłość sądów i podają w wątpliwość ferowane przez nie wyroki.

NASZ DZIENNIK 2014-11-08

Współcześnie prześladowani chrześcijanie przez bestie tego świata..
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 31 Mar 2008
Posty: 17498
Skąd: Polska
Wysłany: 9 Listopad 2014, 14:35    [Cytuj]

longinus9 napisał/a:

Współcześnie prześladowani chrześcijanie przez bestie tego świata..


A te bestie to wyznawcy tzw. Islamu ... :shock:

To chyba wyznawcy szatana, a nie jakiegoś Allaha. A Mahomet to chyba wysłannik samego Belzebuba ... No chyba że ktoś tu wypaczył naukę Mahometa ...
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
longinus9


Dołączył: 19 Lut 2009
Posty: 2190
Skąd: Łódź
Wysłany: 25 Grudzień 2014, 05:45    [Cytuj]

Wszyscy nosimy w sercach święta Bożego Narodzenia. Dają nam one poczucie ciepła, bliskości najbliższych. To wszystko ma swój urok i pobudza do sentymentalnych wspomnień tego najważniejszego wydarzenia sprzed dwóch tysięcy lat: Jezusek, sianko, pastuszki, zwierzęta w stajence. Można zadbać o choinkę, prezenty i pokarmy na świąteczny stół, ale można nie dojrzeć wielkiej Tajemnicy Boga, który wychodzi nam na spotkanie, Boga, który dla nas stał się Człowiekiem.

Artykuł opublikowany na stronie: http://www.naszdziennik.p...-spotkanie.html
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
AnnaE


Dołączyła: 02 Lut 2007
Posty: 2168
Skąd: Śląsk
Wysłany: 25 Grudzień 2014, 19:25    [Cytuj]

No tak. Trafne.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
sonia
sonia

Dołączyła: 07 Gru 2008
Posty: 6384
Skąd: z Polski
Wysłany: 23 Styczeń 2015, 15:17    [Cytuj]

spóznione acz z samego serca płynące życzenia noworoczne ale na de wszystko...zdrowia,zdrowia,bo tego nie kupimy za żadne pieniądze,mimo,że cenniki wystawione przez arłukowicza...
serdeczności z drogi do Normalne Polski :)
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Informacje | TV Trwam | Radio Maryja na żywo |
Polecamy:informacje ktorych potrzebujesz Fundacja Skierniewice i Szkola Skierniewice
Korzystanie z forum oznacza pełną akceptację otrzymywania plików cookies.

phpBB by przemo  
Strona wygenerowana w 0,205 sekundy. Zapytań do SQL: 8