ND Forum - Dzień dobry POLSKO!  Strona Główna ND Forum - Dzień dobry POLSKO!
Ludzie z sercem i głową

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
FILM
Autor Wiadomość
Coltrane


Dołączył: 31 Mar 2008
Posty: 17072
Skąd: Polska
Wysłany: 23 Luty 2015, 06:49   Re: FILM [Cytuj]

Oscar dla „Idy”, czyli zrobić z Polaków zbrodniarzy



Dzięki takim filmom jak „Ida”, będziemy przedstawiani wkrótce jako obmierzły naród sprawców Holocaustu. Kino ma bowiem niesamowitą moc propagandową. To między innymi ono „pozbawiło” naszych rodaków sukcesów, jakie odnieśli w trakcie drugiej wojny światowej.

Wielu polskich komentatorów otumanionych informacjami o kolejnych zagranicznych nagrodach dla „Idy” straciło chłodną ocenę tego, co w istocie owe trofea oznaczają. Czyżby nie zdawali sobie sprawy, w jaki sposób rzutuje na nasz wizerunek za granicą pokorne przyjęcie oskarżeń o to, że w czasie wojny nasi ojcowie, dziadkowie i babcie mordowali Żydów? Szczególnie, że oczerniające Polaków książki Grossa i filmy Pasikowskiego („Pokłosie”) oraz Pawlikowskiego („Ida”) pojawiły się w okresie, gdy Niemcy karkołomnie, ale jakże skutecznie pozbywają się jakiejkolwiek odpowiedzialności za dokonane przez to państwo pod rządami Hitlera straszliwe zbrodnie.[/color]

„Polscy nacjonaliści” na froncie

Kiedy Reduta Dobrego Imienia zaczęła domagać się umieszczenia w filmie „Ida” informacji o okupowaniu Polski przez Niemców i odpowiedzialności agresorów za Zagładę a w końcu oddania honoru polskim bohaterom, ratującym Żydów mimo grożącej im kary śmierci, szybko zareagował brytyjski „The Guardian”. Gazeta bez zastanowienia podsumowała organizację jako nacjonalistyczną, adresującą „krzykliwą skargę” (vaciferous complaint) pod adresem finansującego film Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej.

Sposób przedstawienia za granicą akcji Reduty daje wiele do myślenia. Jest oczywiste, że czytelnik „Guardiana” nie zada sobie trudu dotarcia do polskiego tekstu protestu przeciwko fałszom obecnym w „Idzie”. Wątpliwe też, by zrobiła to większość naszych rodzimych kinomanów, ulegających usilnie rozniecanemu przez liczne media zachwytowi nad obrazem Pawlikowskiego. Nie ma bowiem w owym proteście mowy o żadnej krzykliwości. Są za to chłodne, acz przemawiające do wyobraźni argumenty zdecydowanie negatywnie oceniające „Idę” jako nasze „dobro eksportowe”. Za rewelację „The Guardiana” – przypuszczam, że inspirowaną przez polskich mainstreamowych komentatorów – należy uznać również i to, iż Reduta Dobrego Imienia jest animowana przez nacjonalistów. W Radzie Fundacji zasiadają, owszem, ludzie o wyraziście antylewicowych poglądach i z dużym dorobkiem, jak prof. Andrzej Nowak, mecenas Wiesław Johann czy Tadeusz M. Płużański, ale – przyznajmy – trudno ich skojarzyć z polskim nacjonalizmem. Chyba, że owe skojarzenia są odpowiednio naprowadzane przez czyjąś bardzo złą wolę…

W publikacji „The Guardian” szczególną uwagę przykuwa również inna rzecz. Piszący tekst, omówiwszy pokrótce protest Reduty, przypomniał natychmiast, bezkrytycznie, wątpliwej jakości dorobek Jana Tomasza Grossa, oskarżającego od lat Polaków o zbrodnie na Żydach. Autora nie interesuje to, że Gross jedną ze swoich książek napisał na podstawie odgrzebanego gdzieś zdjęcia rzekomo przedstawiającego ludzi grzebiących w grobach pomordowanych Żydów (w rzeczywistości ukazuje ono zupełnie inną sytuację). Gazeta nie zajmuje się również szeregiem innych merytorycznych pomyłek Grossa, jak na przykład wprowadzoną do jego ostatniej książki „Złote żniwa” poprawką dotyczącą… liczby zamordowanych jego zdaniem przez polskich bandytów. Gross, tak znakomity rzekomo znawca historii okupowanej Polski i żydowskich w niej losów, nie potrafił nawet określić wiarygodnego szacunku skali takich zbrodni, z sufitu zapewne wyciągnąwszy liczbę między sto a dwieście tysięcy. Zapewne w ostatniej chwili ktoś w wydawnictwie lekko się zreflektował i podmienił te absurdalne wyliczenia na kilkadziesiąt tysięcy. Wziąwszy po uwagę skalę wojennej degeneracji i uaktywnienie się wielu rzezimieszków, takie rachunki zdają się być dla autora bezpieczniejsze i lepiej chronią go przed twardymi argumentami krytyków.

Kompromitujących dla „badań” Grossa wątków jest oczywiście znacznie więcej, co nie przeszkodziło naszym „elitom opiniotwórczym”, uczynić z niego nieomal bohatera, ozdrowieńczo rozdrapującego polskie rany. Co dla nas znaczy owa „ozdrowieńczość” pokazuje najlepiej właśnie tekst w „The Guardian”. Dziennik próbuje uwiarygadniać formułowane przez autorów „Idy” oskarżenia o zabijanie Żydów przez Polaków właśnie powołując się na książki Grossa. Ów zniesławiający płomień wypala skutecznie ze świadomości czytelników prawdę o realiach niemieckiej okupacji, o dręczeniu przez okupantów polskiego narodu, pozostawiając nam gorzką pigułę sprawstwa Zagłady.

Będziemy zbrodniarzami

Nie zaprzeczając promowanym przez „Idę” kłamstwom akceptujemy de facto popularyzowaną na Zachodzie narrację Grossa i Pawlikowskiego. Co to oznacza? Że skoro obecnie uznawani jesteśmy – obok tajemniczych nazistów – za niemal równorzędnych współsprawców mordów na Żydach, to za kilkadziesiąt lat może okazać się, iż będziemy traktowani jako główni inspiratorzy i autorzy krwawych programów realizowanych w „polskich obozach zagłady”, „polskich gettach” i na ulicach „polskich miast”.

To scenariusz o tyle prawdopodobny, że Niemcy z gracją pozbywają się odium, nakładającego na nich odpowiedzialność za szaleństwa Hitlera. Nagradzany za granicą serial „Nasze matki, nasi ojcowie” przedstawił swych niemieckich bohaterów jako w gruncie rzeczy ofiary jakiegoś bliżej nieokreślonego, narzuconego z zewnątrz nazizmu. Tak musztrowana pamięć Europejczyków wkrótce nie będzie na tyle asertywna i skrupulatna, by kodować prawdę, iż NSDAP objęło władzę dzięki poparciu samych Niemców, zachwyconych ofertą Hitlera.

Film odgrywa szalenie istotną rolę w kształtowaniu świadomości. Nie można redukować go wyłącznie do „środków artystycznego wyrazu”. W latach 40. na przykład, prężnie rozwijający się wówczas Hollywood produkował filmy, w których Polaków niemal za każdym razem przedstawiano jako najgorszy element. Zależało na tym amerykańskim władzom, które udzieliwszy poparcia Związkowi Sowieckiemu, dążyły do unieszkodliwienia wpływów Polonii i ewentualnych propolskich sympatii wśród Amerykanów. Takiej propagandzie wydatnie przysłużyła się też inspiracja ze strony miejscowych komunistów. W każdym razie wydała swoje żniwo, wydatnie przysługując się do sprowadzania polskiego udziału w II wojnie światowej do niezbędnego minimum.

Obecnie możemy już sobie do woli utyskiwać, że „zapomina” się o nas podczas uroczystych obchodów rocznicy desantu na Normandię, czy usilnie pomija kluczową rolę naszych rodaków w zdekodowaniu niemieckiej Enigmy.

Niewykluczone, iż wkrótce będziemy narzekać na hollywoodzkie superprodukcje przedstawiające Polaków jako dzikusów z chęci zysku mordujących żydowskich sąsiadów. A wszystko dlatego, że dzisiaj, tak wielu z nas, daje zachwycić się „wielkiemu polskiemu sukcesowi filmowemu za granicą”.

Krzysztof Gędłek

http://www.pch24.pl/oscar...04,i.html?nom=1
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 31 Mar 2008
Posty: 17072
Skąd: Polska
Wysłany: 24 Luty 2015, 08:35   Re: FILM [Cytuj]

„Idę będą puszczać jak kaczora Donalda”



„A co będzie z „Idą”? Normalnie, sprzeda się ją do wszystkich telewizji świata, łącznie z telewizją północnokoreańską, a potem będą to puszczać jak kiedyś kaczora Donalda, w Wielkanoc, w pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia, w Boże Ciało i we wszystkich świętych – uważa bloger Corrylus.

O Oskarze dla „Idy” napisano chyba już prawie wszystko. W salonowych mediach dawno już tak zgodnie i jednym chórem nie zachwycano się żadnym filmem. Do zdobycia przez obraz w reżyserii Pawlikowskiego Oskara odniósł się także popularny bloger Corrylus. Pisze on m. in:

„A co będzie z „Idą”? Normalnie, sprzeda się ją do wszystkich telewizji świata, łącznie z telewizją północnokoreańską, a potem będą to puszczać jak kiedyś kaczora Donalda, w Wielkanoc, w pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia, w Boże Ciało i we wszystkich świętych. Z tym, że emisja zaduszkowa będzie wieczorem, a wszystkie inne z rana, żeby dzieci mogły obejrzeć zanim pójdą na mszę. I tak będzie to szło przez najbliższe dziesięć lat. Nam zaś pozostanie czekać na ukraiński film rozliczeniowy, w którym reżyser rozprawi się z demonami przeszłości zamieszkującymi nad Dnieprem. Film, w którym głównym bohaterem będzie cudem ocalony z zagłady mężczyzna, który po latach przyjeżdża na Ukrainę robić interesy i spotyka się z dziećmi tych co go o mało nie zamordowali. Szydzę oczywiście, nikt przenigdy takiego filmu nie nakręci, bo wtedy wszyscy ci gorący patrioci, wszyscy ci czarnosecinni hajdamacy poszliby się jak jeden zapisać do partii Rosja Razem i tak by się skończyły marzenia o inwestycjach banku światowego na Ukrainie”.

Jan z Mistrzejowic

http://www.pch24.pl/ide-b...da,34155,i.html
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 31 Mar 2008
Posty: 17072
Skąd: Polska
Wysłany: 1 Grudzień 2015, 07:59   Re: FILM [Cytuj]

"W Poszukiwaniu Ojczyzny" Cały Film Dokumentalny



Film dedykujemy wszystkim Polakom, a zwłaszcza tym, którzy wyjechali za granicę. Pamiętajcie i wracajcie…

Film debiutował na VII Festiwalu Filmów Dokumentalnych w Gdyni "Niepokorni, Niezłomni, Wyklęci", gdzie dostał wyróżnienie w kategorii "Anioł Wolności"

Film dwóch braci, Stefana i Jasia Tompson, pół Polaków i pół Południowoafrykańczyków, urodzonych i wychowanych na Zachodzie, których polska rodzina jest w Anglii od czasów Drugiej Wojny Światowej. Film poprzez rozmowy i wywiady z Polskimi Patriotami, próbuje pokazać czym jest Polskość i jakie znaczenie ma patriotyzm.

Film był kręcony dość spontanicznie, tylko w połowie zobaczyliśmy potencjał konkretnej historii, stąd jakość wielu wywiadów, kręconych czasam telefonem komórkowym.

Film został wysłany do wielu szkół sobotnich na Zachodzie, żeby zachęcać młodych Polaków do poznania swojej Ojczyzny i może kiedyś do powrotu.

Jeżeli podoba Wam się film, to podzielcie się nim ze znajomymi, na fejsie, na google +, na Twitterze, na Snapczacie lub gdzie tylko chcecie..

Sam film był wspaniałym doświadczeniem; poznanie tego pokolenia to wielki zaszczyt! Finansowany był przeze mnie i brata.

Kim są bohaterowie filmu?

Lidia Lwow Eberle "Lala" , rocznik 1920, sanitariuszka V Wileńskiej Brygady, przyjaciółka Inki, dziewczyna i narzeczona legendarnego Majora Łupaszko. Spędziła 6 lat w najgorszych więzieniach w Polsce. Łupaszko został skazany na śmierć.
Jozef Bandzo "Jastrząb" żołnierz niezłomny, bohater Brygady Śmierci, spędził w więzieniach za działalność niepodległościową 16 lat.
Hrabina Izabela Dzieduszycka, łączniczka Armii Krajowej, a pózniej opozycjonistka, założycielka stowarzyszenia Przymierza Rodzin, ktore wychowuje setki Polskich dzieci.
Maria Mirecka Loryś, ogólnopolska komendantka Narodowego Zjednoczenia Wojskowego Kobiet, musiała uciec z Polski i spędziła lata tęskniąc za Ojczyzną. Do dzisiaj, mimo swoich 99 lat znajduje siłę, by pomagać Polakom na Kresach.
Maciej Morawski, jeden z czołowych działaczy Radia Wolna Europa.
Andrzej Pilecki, syn legendarnego Rotmistrza Witolda Pileckiego.
Maria Stypułkowska Chojecka "Kama", uczestniczka akcji Kutschera, legenda Armii Krajowej.
Stefan Wilkanowicz, słynny opozycjonista, autor preambuły do naszej konstytucji, bliski przyjaciel Jana Pawła II.
Jakub Nowakowski "Tomek", żołnierz Armii Krajowej, Batalion Zośka.
Halina Jędrzejewska "Sławka", sanitariuszka w Batalionie Miotła.
Batalion Miotła, Pięść, Czata, Parasol, Zośka, Broda 53
Zgrupowanie Radosław
Opozycja do PRL
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
deyv

Dołączył: 29 Gru 2015
Posty: 8
Skąd: Głogów
Wysłany: 5 Styczeń 2016, 12:16    [Cytuj]

Czy natrafił może ktoś w sieci na film "Pilecki" z pewnego źródła? Bo wszystki chcą przesłania SMS a to pewnie jakaś zasadzka na mój portfel :)
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 31 Mar 2008
Posty: 17072
Skąd: Polska
Wysłany: 12 Październik 2016, 15:03    [Cytuj]

Smarzowski nakręcił prequel „Wesela” i „Domu złego”



W kraju ponurym jak kwaśny twaróg.
Wiedzie swój żywot ponury naród.
Codzienność jego: wóda, zagrycha.
Ponuro żyje, ponuro zdycha.


Tak oto można by najkrócej zrecenzować „Wołyń”, a zarazem całą twórczość Wojciecha Smarzowskiego, który od lat kręci jeden i ten sam film.

Wojciech Smarzowski Polaków chyba niezbyt lubi. Wyraźnie się za nich wstydzi. A jednak z uporem niestrudzonego badacza dokonuje kolejnych wiwisekcji tego odrażającego ludu. Tym razem postanowił głębiej zapuścić skalpel, by podłubać w historii. Ale wynik tego „badania” nie różni się od poprzednich. Czyż jednak może się różnić, skoro ma ilustrować dawno już założoną tezę?

Na klatkach „Wołynia” reżyser po raz kolejny zabiera nas w świat żebraczej opery za trzy grosze, której wszystkich bohaterów narysowano grubą czarną krechą. Żaden nie wzbudza naszej sympatii, los żadnego nas nie wzrusza, żaden nas w istocie nic a nic nie obchodzi.

Historycy chwalą prawdziwość obrazu rzezi wołyńskiej. Owszem, zbliża się on do prawdy (aczkolwiek nie do końca, o czym za chwilę), tylko co z tego, skoro widz wychodzi z kina zupełnie obojętny na wszystko, co przed chwilą widział.

Zwłaszcza młody widz, który na dodatek o wypadkach wołyńskich ma wiedzę literalnie zerową – ten odbierze „Wołyń” identycznie jak wcześniejsze „Wesele” czy „Dom zły”: jako opowieść o obciachowych wsiokach, którzy mieszkają po sąsiedzku z innymi obciachowymi wsiokami i jak to sąsiedzi-wiochmeni mają ze sobą o różne sprawy „kosę”. I kiedy rachunki krzywd (tak krzywd – wszak przez co najmniej jedną trzecią filmu wysłuchujemy litanii ukraińskich skarg na prześladowania, jakich nieustannie doświadczają ze strony polskiej, czemu nikt nie usiłuje zadać kłamu – gdzie tu zatem historyczna prawda?), kiedy rachunki owych krzywd przekraczają masę krytyczną tamte wsioki chwytają za kosę (siekierę, motykę, piłkę, szklankę) i dalej jest jak w filmach typu gore. Gore stodoła i chałupa, chłopy i baby rezają innych chłopów i inne baby – ale to już tyle razy widzieliśmy i to w lepszym wydaniu. Tak to odbierze przeciętny młody Polak.

Jako potomek wypędzonych z Kresów, których najbliżsi zginęli z rąk banderowców, wychowany w kresowej kulturze i od dzieciństwa zanurzony w opowieściach z pierwszej ręki o hekatombie, oglądałem „Wołyń” jak historię z kosmosu. Albo lepiej: jak historię o niesympatycznych Irokezach, których napadli w sumie podobni do nich, tylko jak się okazało znacznie bardziej krwiożerczy Apacze…

Dlaczego „Hotel Ruanda” i „Podać rękę diabłu”, traktujące generalnie o tym samym tylko w innej części świata, wywarły na mnie nieporównanie większe wrażenie niż „Wołyń”?

Trudno się oprzeć smutnej konstatacji, że to kolejny zmarnowany temat, a jeszcze trudniej opędzić się od podejrzenia o celowość takiego działania.

Zupełnie jakby odgórnie przydzielano ważne tematy do odbębnienia – żeby przypadkiem ktoś nie uczynił z nich arcydzieła. A tak, odfajkowane – niech spoczywają w spokoju. I nikomu się do nich nie pozwoli wrócić, bo przecież już mamy film o Katyniu, o Smoleńsku, o powstaniu warszawskim, o Żołnierzach Niezłomnych, o Popiełuszce, o „Solidarności”, o Wałęsie, o Grudniu 1970, o Westerplatte… Czego więc chcecie, malkontenci? Cały czas podejmujemy ważne dla Polski tematy, a wy wciąż niezadowoleni!

Jerzy Wolak

http://www.pch24.pl/smarz...go,46624,i.html
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 31 Mar 2008
Posty: 17072
Skąd: Polska
Wysłany: 16 Październik 2016, 15:12    [Cytuj]

Mistrz z ograniczoną odpowiedzialnością


Kadr z filmu Popiół i Diament, reż. Andrzej Wajda

Czy damy sobie wmówić, że istnieją dwie Polski? – to nasz największy kulturowy problem początku XXI wieku. A że nie jest to sprawą błahą, świadczą choćby przepychanki co do miejsc pochówku osób znanych – np. Lech Kaczyński i Wawel, Wojciech Jaruzelski i Powązki. A jak poradzić sobie z pośmiertną retoryką dotyczącą ludzi sztuki? Niedawno zmarł Andrzej Wajda…

Wiemy wszyscy, że istnieje niepisana zasada, iż o zmarłych mówi się tylko dobrze albo w ogóle. Jak zrobić w tym przypadku? Nie da się przecież oddzielić człowieka od jego twórczości, a kreacji artystycznej od człowieka. Artysta, jak ksiądz, nie ma życia prywatnego, które by pozwalało mu wziąć urlop od jego obowiązków stanu. A te raczej jednoznacznie definiują się w dziełach, bo każde dzieło to większy lub mniejszy kawałek autobiografii. Także u reżysera Wajdy jego światopogląd, jego moralność i jego ewentualna polskość definiują się w kolejnych filmach – powiedzmy – od „Pokolenia” po „Wałęsę”.

Pamiętam taką starą anegdotę: rozmawiają dwie koleżanki i jedna pyta drugą: kim chciałbyś zostać w życiu? I ta druga, z jakże rozbrajającą ignorancją, odpowiada: ja, tak jak Joanna d'Arc, chciałbym potem zostać dziewicą. Tyle anegdota, bo w rzeczywistości nie da się tego zrobić „potem”. Cnota czystości, jak i cnota męstwa, to nie jest signum wybiórcze, ograniczone do jakiegoś etapu życia albo do czasu „na emeryturze”.

Niedawno, w kontekście państwowego pogrzebu Danusi Siedzikównej „Inki”, pisałem o rodzącej się nadziei na nowe, symboliczne zdefiniowanie się naszej Ojczyzny. Wizerunek tej młodej dziewczyny, zamordowanej przez komunistów, może być prawdziwą twarzą Polski. Polski odwołującej się do zatraconej przeszłości naszego narodu – dumnej i szlachetnej. Dzięki pokoleniu jej podobnych możemy odzyskać tożsamość konieczną dla przetrwania państwa w czas globalizacyjnej urawniłowki. To właśnie pokolenie Żołnierzy Wyklętych, walczących od 1944 roku aż po rok 1963, aż po śmierć Józefa Franczaka „Lalusia”, jest tym depozytem przeszłości przywróconym nam przez Opatrzność.

A co w roku obławy na Franczaka robił Mistrz Wajda? Co robił później? Jakie filmy podpisywał swoim nazwiskiem? Co lub kogo firmował swym talentem? To nie są głupie pytania. Jeżeli rodzice chcą wiedzieć jak najwięcej o kandydacie na męża ich córki, to jest jak najbardziej normalne. Jeżeli wyborcy mają prawo znać „od kołyski” życiorys kandydata na przywódcę kraju, to jest to bardzo rozsądne. Nauczyciel w szkole, czy katecheta z parafii muszą wykazać się nieposzlakowaną opinią, aby uczyć i wychowywać. W świecie, w którym emocjami ludzi rządzą igrzyska, artyści i sportowcy stają się demiurgami zbiorowej wyobraźni. To oni, dużo bardziej niż nauczyciele czy politycy, wpływają na to, jak ludzie żyją, a nawet jak myślą.

Andrzej Wajda od początku do końca swego twórczego życiorysu był takim demiurgiem. Brał udział w kształtowaniu tzw. polityki historycznej lub był do tegoż „używany”. Pamiętam jak „dobrzy Polacy” i „żarliwi patrioci” odsądzali „od czci i wiary” Władysława Hasiora za otwarcie autorskiej galerii w Zakopanem w czasie stanu wojennego, a także za jego pomnik na Przełęczy Snozka, na którym bez zgody Mistrza Władysława umieszczono prokomunistyczną sentencję. Wajda „będąc w pełni władz umysłowych i przez nikogo nie będąc przymuszanym” zbudował wiele takich filmowych pomników i przez dziesięciolecia był na różne sposoby obdarowywany przez władze, od sekretarza Gomułki po prezydenta Komorowskiego.

Ktoś się oburzy, zapieni, ktoś zaskowyczy – „Jak tak można o Mistrzu? On przecież dostał Oscara!” To prawda. Powiem nawet więcej – on tego Oscara powinien dostać już dawno i to nie za tzw. całokształt, ale za fenomenalne kino, które robił, za niezwykłą i oryginalną pracę reżyserską, także za scenariusze. On na tego Oscara zasłużył swym filmowym kunsztem dużo bardziej niż wielu, wielu przed nim i po nim nagradzanych.

„Piłat i inni”, „Danton”, „Ziemia obiecana”, „Krajobraz po bitwie”, „Wesele”, „Bez znieczulenia” – każdy z tych obrazów to kino najwyższej próby. Każdy wart jest osobnego eseju i pewnie obok tych już napisanych, teraz powstaną nowe. Jest jeszcze jeden, niezwykły film Mistrza – „Wszystko na sprzedaż”. Film o robieniu filmu; taka konwencja jakby „teatru w teatrze”. Zaczyna się od sceny, w której reżyser (ten scenariuszowy) wciela się w postać aktora (tego prawdziwego), aby pokazać, jak tamten wpadł pod pociąg. Dokładnie tak, jak to się stało z aktorem Wajdy, Zbigniewem Cybulskim, na dworcu we Wrocławiu. Po tej scenie reżyser (ten z filmu – grał go Andrzej Łapicki) wyłażąc z torowiska na peron pyta kamerzysty: „Jak było? Widziałeś twarz?”. „Wszystko na sprzedaż” – jakże trafiony tytuł, jakże przerażająco wspaniałe kino wielkiego reżysera.

Ale jednocześnie broń nas Panie Boże przed nazywaniem teraz jego imieniem ulic czy sal kinowych, przed spiżowymi wizerunkami na jakichś miejskich „ławeczkach”, przed pomnikami czy nawet popiersiami. Jeżeli nie chcemy żyć w narodowej schizofrenii, w tych wydumanych dwóch Polskach, to takie uhonorowanie musi być zarezerwowane tylko dla mężnych i czystych albo dla tych, którzy swe bezeceństwa i zdrady zmazali nie mniej chwalebnie, jak sienkiewiczowski Babinicz/Kmicic. Tymczasem czterokrotnie żonaty Mistrz niczego nie zmazał; chyba nawet nigdy nie próbował. A całkiem niedawno temu, bo w roku 2008, dołączył do specyficznego grona osób wyróżnianych tytułem Człowieka Roku przez „Gazetę Wyborczą”.

Mamy wiec problem kulturowy i edukacyjny zarazem, który nazwałbym oddzielaniem ziarna od plew. Najlepiej dla zilustrowania tego oczywistego procesu przywołać znane ewangeliczne „Tak – Tak, Nie – Nie”. Bo po pierwsze prawda nie jest relatywna, a po drugie nigdy nie leży po środku. Bycie wielkim artystą nie musi być równoznaczne z byciem dobrym Polakiem. Tak jak i bycie patriotą nie gwarantuje bycia dobrym artystą. Partykularne czy doraźne zacieranie tej granicy jest po prostu toksyczne, a bywa, że może być początkiem śmiertelnej choroby.

Tak o tym śpiewał Bułat Okudżawa:

…a przecie mi żal
że nad naszym zwycięstwem niejednym
górują cokoły na których nie stoi już nikt.

Tomasz A. Żak

http://www.pch24.pl/mistr...ia,46684,i.html
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   

[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group - Mapa Forum Wersja forum PDA/GSM

Informacje | TV Trwam | Radio Maryja na żywo |
Polecamy:informacje ktorych potrzebujesz Fundacja Skierniewice i Szkola Skierniewice
Korzystanie z forum oznacza pełną akceptację otrzymywania plików cookies.
Strona wygenerowana w 0,08 sekundy. Zapytań do SQL: 13