ND Forum - Dzień dobry POLSKO! Strona Główna ND Forum - Dzień dobry POLSKO!
Ludzie z sercem i głową

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Otwarty przez: admin
1 Wrzesień 2009, 14:04
In vitro
Autor Wiadomość
Coltrane


Dołączył: 01 Kwi 2008
Posty: 17399
Skąd: Polska
Wysłany: 24 Wrzesień 2013, 23:47    [Cytuj]

Szokujące dane: aby mogło urodzić się 122 tysiące dzieci z in vitro trzeba poświęcić 3,8 miliona innych

Te dane, choć szokują, doskonale pokazują jakie są koszty ludzkie procedury in vitro. A do tego bardzo trudno z nimi polemizować, bowiem odwołują się one do statystyk brytyjskich, które pokazują, ile ludzi na zarodkowym etapie życia powołano do istnienia w wyniku procedury in vitro, a ile z nich się narodziło.
Od 1990 roku, kiedy w Wielkiej Brytanii zaczęła obowiązywać ustawa o zapłodnieniu pozaustrojowym ludzi i embriologii do 2006 roku powołano do istnienia 3,806,699 osób na zarodkowym etapie istnienia. Między rokiem 1992 a 2006 urodziło się zaś 122.043 dzieci z zapłodnienia in vitro. Te twarde dane podał, w odpowiedzi na pytanie, polityka Partii Liberalnej podsekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia Earl Howe.
To zaś oznacza, że współczynnik skuteczności procedury zapłodnienia pozaustrojowego wynosi 3.21 procenta. Ujmując zaś rzecz jeszcze bardziej wprost oznacza to, że aby urodzić się mogło 122 tysiące dzieci trzeba było poświęcić życie niemal czterech milionów innych dzieci.

http://www.fronda.pl/a/pr...nych,30160.html
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
KASIA
Huragan Katrina


Dołączyła: 16 Kwi 2007
Posty: 6532
Skąd: Alaska
Wysłany: 6 Październik 2013, 21:45    [Cytuj]

Matki-surogatki: dla jednych lukratywny biznes, dla innych dramat .


Coraz więcej bezpłodnych par poszukuje "łona do wynajęcia". Z różnych przyczyn nie mogą zrodzić własnego potomstwa, a choćby wbrew naturze, chcą mieć dziecko za wszelka cenę. Jeśli kobieta nie może zajść w ciążę poprzez sztuczne zapłodnienie, para decyduje się na matkę-surogatkę.

Na wynajęcie rodzicielki decydują się także pary zaawansowane wiekowo, które z tej racji nie kwalifikują się do programu in vitro. Co więcej, nowe rozwiązania prawne przyjmowane przez państwa wysoko rozwinięte, zezwalają na „rodzicielstwo” par homoseksualnych, gejowskich i lesbijskich.

W krajach zachodnich zjawisko „macierzyństwa na wynajem” jest ściśle uregulowane prawnie. Chodzi o to, aby zapobiegać wykorzystywaniu matek zastępczych. Taka usługa powinna być ofiarowana potrzebującym parom z pobudek altruistycznych, a nie komercyjnych. Całe przedsięwzięcie obowiązuje zatem status „non-profit” – wynajęta matka ma zapewniony zwrot faktycznie poniesionych kosztów, np. zakupionych ubrań ciążowych, i nic więcej.

Tak więc na Zachodzie zastępczymi matkami zostają zazwyczaj krewne bezpłodnej pary, jej przyjaciółki, czy różne „altruistki”. To niewielka grupa kobiet. Tymczasem zapotrzebowanie na „łono do wynajęcia” dynamicznie rośnie. Tylko w Wielkiej Brytanii liczba poszukujących usługi matki-surogatki w ciągu czterech lat wzrosła aż sześciokrotnie.

Według szacunków pracowników służb społecznych, co czwarta brytyjska para omija prawo i poszukuje zastępczej matki za granicą. Najbardziej popularnym krajem są Indie. Wartość usług odpłatnego macierzyństwa jest tam szacowana na 1 mld dolarów.

Hinduski rodzą dzieci nie tylko dla par z Wielkiej Brytanii. Zamówienia przychodzą ze Stanów Zjednoczonych, Kanady, Japonii i innych. W sumie „rozmowy biznesowe” prowadzi się aktualnie z obywatelami 34 krajów. Koszt jednej transakcji to 28 tys. dolarów za „noszenie ciąży, która kończy się udanym porodem”.

Natychmiast znaleźli się organizatorzy całej sieci usług zastępczego macierzyństwa. Powstają ośrodki zapłodnienia in vitro, które zatrudniają kobiety, do „donoszenia zarodków” – powołanych do życia z własnych komórek rozrodczych biologicznych rodziców, z komórek dawców. Niekiedy ośrodek oferuje zakup wyselekcjonowanego, „gotowego zarodka”.

„Zakontraktowane” matki-surogatki otrzymują następujące wynagrodzenie: urodzenie jednego dziecka – 8 tys. dolarów, urodzenie bliźniąt – 10 tys. dolarów, poronienie – 600 dolarów. To ogromne pieniądze, bo niejedna miesięczna pensja to w Indiach zaledwie 40 dolarów. Zainteresowanych wynajmem własnego łona jest więc sporo.

Jedna z kobiet powiedziała dziennikarzom BBC: „8 tys. dolarów to wystarczająco dużo, aby wybudować nowy dom i posłać dwójkę moich własnych dzieci, pięcio- i siedmioletnie, do szkoły z wykładowym angielskim. Chcę, żeby moje dzieci miały to, o czym ja mogłam tylko pomarzyć.

Podczas ciąży kobiety zostają zakwaterowane w dormitorium należącym do kliniki. Mieszkają po 10 w jednym pokoju. Mają zapewnione odpowiednio zbilansowane posiłki, otrzymują witaminy. Są zachęcane do odpoczynku. Raz w tygodniu, w niedzielę, mogą się na miejscu spotkać z własną rodziną.

W „domu surogatek” obowiązuje surowy regulamin, który podkreśla, że w żadnym przypadku zamawiająca dziecko para, szpital, czy lekarz nie ponoszą odpowiedzialności za żadne ryzyko czy komplikacje związane z „zakontraktowaną ciążą”.

Miejscowi nazywają te ośrodki „fabrykami dzieci”. Jedna z właścicielek takiej placówki, lekarz-ginekolog specjalizująca się w zapłodnieniu pozaustrojowym, broni swojego biznesu. Uważa, że takie określenie jest dla niej krzywdzące. „Nikt tych kobiet nie wykorzystuje. One tu wykonują pewną pracę fizyczną i są za to dobrze wynagradzane. Wiedzą, że nie ma zysku bez trudu”.

Matka zastępcza nie ma żadnych praw, ani żadnych obowiązków wobec dziecka, które urodzi. Niekiedy nigdy tego dziecka nie widzi. W dokumentach metrykalnych nie pojawia się jej nazwisko.

[Tłumaczenie i opracowanie własne HLI Polska na podstawie serwisu informacyjnego „The Telegrach” (T. Rowley) - 21.09.2013 r. oraz BBC New (L. Wallis) – 30.09.2013 r.]

Zdjęcie: Wikipedia (B.Gagnon) – CC 3.0

http://www.hli.org.pl/drupal/pl/node/8543
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 01 Kwi 2008
Posty: 17399
Skąd: Polska
Wysłany: 7 Październik 2013, 00:14    [Cytuj]

KASIA napisał/a:
Matki-surogatki: dla jednych lukratywny biznes, dla innych dramat .


Coraz więcej bezpłodnych par poszukuje "łona do wynajęcia". Z różnych przyczyn nie mogą zrodzić własnego potomstwa, a choćby wbrew naturze, chcą mieć dziecko za wszelka cenę. Jeśli kobieta nie może zajść w ciążę poprzez sztuczne zapłodnienie, para decyduje się na matkę-surogatkę.

Na wynajęcie rodzicielki decydują się także pary zaawansowane wiekowo, które z tej racji nie kwalifikują się do programu in vitro. Co więcej, nowe rozwiązania prawne przyjmowane przez państwa wysoko rozwinięte, zezwalają na „rodzicielstwo” par homoseksualnych, gejowskich i lesbijskich.


Świat schodzi na psy.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
AnnaE


Dołączyła: 02 Lut 2007
Posty: 2135
Skąd: Śląsk
Wysłany: 7 Październik 2013, 09:24    [Cytuj]

U psów takie zachowania są nie do wyobrażenia...
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 01 Kwi 2008
Posty: 17399
Skąd: Polska
Wysłany: 7 Październik 2013, 10:26    [Cytuj]

AnnaE napisał/a:
U psów takie zachowania są nie do wyobrażenia...


No to prawda.

Schodzi na psy w sensie : świat staje się coraz gorszy, coraz bardziej beznadziejny :-/
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
AnnaE


Dołączyła: 02 Lut 2007
Posty: 2135
Skąd: Śląsk
Wysłany: 7 Październik 2013, 10:47    [Cytuj]

Matka-surogatka nie czyni tego dla przyjemności. Przede wszystkim ona potrzebuje wsparcia. I to jeszcze przed czynem.
Trudno mi to sobie wyobrazić. To musi być według niej jedyne wyjście z jakiejś potwornej sytuacji.

Jeszcze jedno.
Co robią z urodzonymi niepełnosprawnymi dziećmi? Że fabryka "nie odpowiada", to już wiemy.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 01 Kwi 2008
Posty: 17399
Skąd: Polska
Wysłany: 7 Październik 2013, 10:56    [Cytuj]

AnnaE napisał/a:
Matka-surogatka nie czyni tego dla przyjemności. Przede wszystkim ona potrzebuje wsparcia. I to jeszcze przed czynem.
Trudno mi to sobie wyobrazić. To musi być według niej jedyne wyjście z jakiejś potwornej sytuacji.


Wszystko zależy od tego jakimi pobudkami kieruje się matka-surogatka.

Pisząc że świat schodzi na psy, miałem przede wszystkim na myśli, to że ten proceder staje się biznesem, że człowiek traktowany jest jak przedmiot, jak towar. A także to, iż nowe rozwiązania prawne przyjmowane przez państwa wysoko rozwinięte, zezwalają na „rodzicielstwo” par homoseksualnych, gejowskich i lesbijskich. Można sobie wyobrazić, jak w przyszłości będą wyglądały rodziny. Z jednej strony mamy gender, z drugiej in vitro, i związane z tym nadużycia. No, istna sodoma i gomora.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
AnnaE


Dołączyła: 02 Lut 2007
Posty: 2135
Skąd: Śląsk
Wysłany: 7 Październik 2013, 11:03    [Cytuj]

Jasne, zrozumiałam.
Tylko wyobraziłam sobie psi świat prawdziwy ;-)
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 01 Kwi 2008
Posty: 17399
Skąd: Polska
Wysłany: 7 Październik 2013, 11:24    [Cytuj]

AnnaE napisał/a:
Tylko wyobraziłam sobie psi świat prawdziwy ;-)


Do piesków nie możemy mieć żadnych pretensji. One robią to co do nich należy, zgodnie ze swoim instynktem.

Człowiek natomiast otrzymał od Pana Boga wolność i wolną wolę. Jak wykorzystuje te dary ?
Co uczynił ze swoją wolnością ? Lepiej nie mówić.

Dał się zniewolić przez demona, naszego głównego przeciwnika. Przeciwnika, który nienawidzi człowieka.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 01 Kwi 2008
Posty: 17399
Skąd: Polska
Wysłany: 5 Kwiecień 2014, 08:55    [Cytuj]

Niech nikt nie myśli, że demon wymyslił "in vitro" po to, aby pomagać tym którzy dzieci mieć nie mogą. In vitro to mord na milionach ludzkich istnień dokonywany pod pozorem dobra. Lepiej tego wymyślić nie mógł. Wyprodukować w probówce jedno istnienie, a przy okazji zamordować 9 innych. In vitro to iście szatański plan mordowania milionów.

Ci którzy popierają i promują in vitro, to słudzy demona.


‘Ludobójstwo w Wielkiej Brytanii’

Zgodnie z najnowszymi statystykami (2.04.2014) brytyjskiego Human Fertilisation and Embryology Authority (HFEA), na terenie Wielkiej Brytanii co tydzień niszczonych jest ponad 3,000 ludzkich istnień (org. embrionów) – pochodzących z zapłodnień in-vitro.
Baron David Alton, który jako pierwszy ujawnił powyższe dane, skomentował rzecz następująco: Stalin powiedział kiedyś, że śmierć jednego człowieka to tragedia, ale śmierć milionów to tylko statystyka. Być stworzonym tylko po to, aby byś zgładzonym, bez możliwości odetchnięcia, lub odczucia promieni słońca na plecach, jest okropnym zredukowaniem tego, co znaczy być człowiekiem – podkreślił.
Powyższe badania ujawniły że od 1991 roku około 1.8 miliona ludzkich istot zostało zniszczonych jako odpady.
Ogólnie z 3,680,460 stworzonych zarodków tylko 247,330 doczekało narodzin.

Opr. Arkadiusz Jakubczyk

http://www.myslkonserwaty...lkiej-brytanii/
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Syriusz

Dołączył: 03 Paź 2008
Posty: 4297
Wysłany: 11 Lipiec 2014, 11:10    [Cytuj]

​Zmarło dziecko pacjentki prof Chazana czy kliniki in vitro?.

Atak na profesora Chazana ma charakter przemyślany i zorganizowany, miał charakter prowokacji. Rzeczą powszechnie znaną w Warszawie było to , że u Profesora w szpitalu nie robi się aborcji, być może dlatego celowo wysłano tę nieszczęśliwą kobietę do szpitala kierowanego przez Profesora. Profesora Chazana przedstawia się jako człowieka bez serca, który nie chciał pomóc swojej pacjentce. A ja się pytam czy ta KOBIETA była pacjentką profesora czy kliniki Novum, która dokonała zapłodnienia in vitro i wzięła za to pieniądze.
Jakoś dziwnym trafem nazwisko Profesora odmieniane jest przez wszystkie przypadki, a nie słyszałem nazwy placówki, która dokonała zabiegu in vitro.
Zapłodnienia in vitro są biznesem w większości prywatnych jednostek medycznych, które finansowane są z publicznych pieniędzy. Poniżej kulisy tego biznesu zaczerpnięte od blogerki Wiesławy z S 24.
„Na tej liście jest 29 placówek medycznych. którym przyznano łącznie kwotę 154 348 318,00 zł .
Wśród tych placówek są jedynie trzy uniwersyteckie szpitale medyczne (Białystok, Poznań, Szczecin)
Pozostałe to prywatne spółki, albo Sp. zoo., albo Sp. Jawna.
Te dziesięć milionów to jeszcze nie jest rekord.
Rekord należy do spółki
Gameta Szpital Sp. z o.o. i Wspólnicy Sp. k. z siedzibą w Rzgowie, ul. Rudzka 34/36, 95-030 Rzgów 18 106 610,00 zł
Inny przykład
Invimed - T Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie, ul. Rakowiecka 36, 02-532 Warszawa – filia w Warszawie ul. Rakowiecka 36, 02-532 Warszawa 10 514 000,00 zł
I filia tej spółki w Katowicach:
Invimed - T Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie, ul. Rakowiecka 36, 02-532 Warszawa - filia w Katowicach, ul. Piotrowicka 83, 40-724 Katowice - 1 469 000,00 zł
To jest biznes na dużą skalę. do tej pory strzygli klientów indywidualnych, więc nie mogli rozwinąć skrzydeł, bo konkurencja jest spora. ale jak dorwali się do budżetowego cycka, to teraz będą ciągnąć zdrowo.

Proszę nie zapominaj o tych danych ze sprawozdania realizacji programu in vitro za rok 2013:
Na zabiegi wydano 72,4 mln złotych,
zaklasyfikowano 8,6 tys. par,
uzyskano 2,5 tys. ciąż,
z czego na świat przyszło tylko 214 dzieci!

Popatrz - 2 500 ciąż, a urodziło się 214 dzieci.

Czyli pozostałe ciąże poddano "Terminacji" po selekcji eugenicznej. A jakiś tłuk tutaj w S24 wypisuje, że liczba dzieci z wadami rozwojowymi, które przyszły na świat w wyniku zapłodnienia pozaustrojowego, jest zbliżona do liczby dzieci z wadami rozwojowymi które przyszły w sposób naturalny.
Jak się wyeliminuje 90% dzieci z wadami już w fazie prenatalnego rozwoju, to tak może być”.
WIESŁAWA14:10

http://wiadomosci.wp.pl/k...tki-prof-Cha...
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 01 Kwi 2008
Posty: 17399
Skąd: Polska
Wysłany: 19 Lipiec 2014, 14:09    [Cytuj]

In vitro z wadami

Z prof. dr hab. med. Aliną T. Midro z Zakładu Genetyki Klinicznej Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku rozmawia Krzysztof Losz

Od jakiego czasu na świecie i w Polsce stosuje się metodę in vitro?

– Na świecie od 1978 roku, a w Polsce od 21 lat.

Ile dzieci urodziło się na świecie w wyniku zapłodnienia pozaustrojowego?

– Zespół dr Esme I. Kamphuis opublikował w „British Medical Journal” w bieżącym roku dane informujące, że na całym świecie urodziło się dotąd 4 miliony dzieci w wyniku zastosowania metody zapłodnienia pozaustrojowego in vitro.

To już duża grupa i będzie zapewne rosła, a więc coraz większe będziemy mieli problemy etyczne i medyczne związane z zapłodnieniem pozaustrojowym. Z różnych badań publikowanych w Europie i na świecie wynika, że wśród dzieci z in vitro rośnie znacznie ryzyko wystąpienia genetycznych wad rozwojowych, nawet rzędu 30-40 proc., w porównaniu z dziećmi poczętymi drogą naturalną. Czy te dane możemy uznać za wiarygodne?

– Dane, które pan podaje, pochodzą z angielskiego raportu. Według danych, które poznałam, częstość wynosi od 0,1 do 10,7 proc. w zależności od danego kraju, form procedury, czasu obserwacji itd. Ryzyko więc zmienia się i jest obliczane różnymi metodami. Trudno uogólniać, bo zależy ono od rodzaju schorzenia, sytuacji obciążeń genetycznych rodzinnych dziecka czy danej populacji, czy tzw. tła genetycznego zmieniającego reaktywność na szkodliwe czynniki wynikające z samej procedury.

Pani Profesor, ile jest przeciętnie pozyskiwanych zarodków podczas procedury in vitro? Jak dużo ginie dzieci w fazie zarodkowej, aby jeden mógł zostać wszczepiony do macicy?

– Pacjentki, które przychodziły do mnie po in vitro, podawały wyniki z diagnostyki preimplantacyjnej w liczbie od 10 do 15 odrzuconych zarodków z powodu zaburzeń chromosomowych w pobranej z nich pojedynczej komórki do diagnostyki.

Czy procedura in vitro ma wpływ na śmiertelność okołoporodową dzieci?

– Wyniki takich badań zawarte zostały w zbiorowej pracy pt. „Perinatal outcome of singletons and twins after assisted conception: a systematic review of controlled studies”. F.M. Helmerhorst, D.A Perquin, D. Donker i M.J. Keirse podają, że ogólne ryzyko zgonu w okresie okołoporodowym pojedynczego dziecka poczętego w następstwie zabiegów IVF (in vitro) jest większe o 70 proc. niż u dziecka poczętego w sposób naturalny. Istnieją też różne zmienne wpływające na ostateczną wartość ryzyka.

Jak duże jest ryzyko martwych urodzeń, czy jest ono wyższe niż przy ciążach naturalnych?

– Jak podają źródła cytowane w angielskim raporcie (po polsku ukazał się w „Medycynie Praktycznej. Ginekologia i Położnictwo”, nr 2013/06), u kobiet, które zaszły w ciążę w wyniku IVF, odnotowano czterokrotnie większe ryzyko zgonu wewnątrzmacicznego niż u płodnych pacjentek.

Czy można zaryzykować tezę, że procedura sztucznego zapłodnienia podnosi ryzyko śmierci matek związanych z ewentualnymi komplikacjami podczas ciąży i porodu?

– Znam opis zgonu dwóch kobiet w Holandii jako powikłanie po in vitro w związku z hormonalną indukcją pozyskiwania komórek jajowych. Miałam też kontakt z pojedynczymi pacjentkami, które mi zgłaszały sprawę powikłań w formie zaburzeń krzepnięcia krwi czy zespołu policystycznych jajników.

Kilka lat temu dr Breidge Boyle z Ulster University wyraziła przypuszczenie, że wzrost ciąż mnogich w Wielkiej Brytanii przy jednoczesnym wzroście wad wrodzonych (z 5,9 proc. do 10,7 proc. na 10 tys. urodzeń) to skutek rozpowszechnienia się procedury in vitro. Czy miała rację?

– Ciąże bliźniacze czy trojacze mogą zwiększać częstość występowania wad, a zwłaszcza powikłań okresu okołoporodowego, na co wielokrotnie zwracał uwagę prof. Janusz Gadzinowski z Poznania. Obserwacje tego okresu nie są jednak wystarczające, by oceniać stopień zagrożenia, bo nie są uwzględnione zaburzenia występujące w późniejszym wieku. W USA praktykowane jest „usunięcie” jednego z dzieci przy ciąży bliźniaczej. Także prowadzona diagnostyka prenatalna zakończona terminacją ciąży ze względu na wady ogranicza nasze możliwości wiarygodnej oceny zakresu ciężkości wad i zdolności przeżycia dziecka do terminu porodu.

Czy w Polsce prowadzi się podobne badania dotyczące zależności między in vitro a występowaniem wad rozwojowych u dzieci? Jakie są ich wyniki?

– Nie znam takich badań. Sama zajmuję się między innymi oceną przeżycia w okresie prenatalnym dzieci rodziców ze zrównoważonymi zmianami chromosomowymi poczętych w sposób naturalny. Część z nich trafia do klinik in vitro z powodu nawracających poronień samoistnych wywołanych obecnością niezrównoważonego kariotypu. Zakres przeżycia zależy od rodzaju zaangażowanych chromosomów i zmienionej liczby genów wpływających na rodzaj wad rozwojowych, które ograniczają bądź nie ograniczają przeżycia. Niektóre z tych przegrupowań chromosomowych w zależności od tego, czy pochodzą od matki, czy od ojca, mają inne wartości obliczanego ryzyka powstawania poronień czy prowadzą do urodzeń dzieci z wadami. Powodem są geny, które zależnie od płci są wyłączane na całe życie i nie funkcjonują. Czyli prognoza nie jest ewidentna, jeśli nie uwzględni się wielu innych czynników modyfikujących działanie genów, o których już wiemy, kiedy i jak działają, albo dopiero będziemy je poznawać.

Dlaczego metoda sztucznego zapłodnienia może nieść ze sobą większe ryzyko związane z wadami genetycznymi?

– Z jednej strony to sprawa stanu zdrowia, w tym stanu genetycznego organizmów rodziców zgłaszających się z powodu niepłodności, z drugiej to efekty samej procedury. Zaburzenia funkcjonowania genów mogą wynikać ze stosowania stymulacji zdrowego organizmu kobiety środkami hormonalnymi wywołującymi dodatkowe jajeczkowanie w celu uzyskania materiału do procedury, jak też podczas samego procesu łączenia komórek rozrodczych czy dalszej ich hodowli w pożywkach, zanim zostaną wprowadzone do organizmu matki. Środki hormonalne, składniki płynów hodowlanych i pożywek, światło i inne czynniki fizyczne poprzez działanie genotoksyczne, mutagenne czy też zaburzające kontrolę aktywności genów, jak też mechanizmów dokonywania naprawy zaburzeń na poziomie DNA czy regulacji epigenetycznych czynników środowiska – mogą prowadzić do zaburzeń rozwojowych u dzieci, które manifestują się niekoniecznie zaraz po urodzeniu. Kolejne zaburzenia wpływające na rozwój dziecka mogą powstawać także w wyniku mrożenia zapasowych organizmów ludzkich w stadium embrionalnym, o ile przeżyją i będą używane do dalszych etapów procedury in vitro.

Czy można powiedzieć, że jest jakaś grupa chorób genetycznych (np. serca, układu nerwowego), na które najbardziej narażone są dzieci z probówki?

– Konieczna jest konsultacja w poradni genetycznej, bo zmian jest bardzo dużo w swej różnorodności. Napisałam kilka artykułów dotyczących niektórych zmian genetycznych spowodowanych metodą zapłodnienia pozaustrojowego in vitro. Moje komentarze trafiały do prasy, w tym do „Naszego Dziennika” i miały służyć temu, aby uczulić na zagrożenia pary, które zdecydowały się na produkcję dzieci poprzez in vitro. By pomogły im, jeśli zauważyły jakieś nieprawidłowości w rozwoju swoich dzieci, by mogły szybciej na to zareagować. Odbiór tych artykułów był niekiedy opaczny. Uznawano, że pani profesor chciała jedynie przestraszyć rodziców, opisując wady genetyczne dzieci urodzonych po in vitro. To ubliża mnie jako profesorowi, który zajmuje się genetyką kliniczną, ale przede wszystkim ubliża tym dzieciom. Bo jak można nazywać dzieci „monstrum” – jak chce tego jeden z naukowych pracowników uniwersyteckich w zakresie socjologii – tylko dlatego, że któreś z nich ma zbyt duże usta, klinodaktylię, czyli skrzywienie jednego z paluszków czy wysunięty często język.

Pani Profesor, na ile badania potencjalnych rodziców mogą być pomocne przy ocenianiu ryzyka wystąpienia chorób genetycznych u ich potomstwa? Czy badanie kobiet i mężczyzn jest standardową procedurą w ośrodkach in vitro?

– Zmiany genetyczne danego organizmu mogą zamanifestować się zarówno poprzez objawy kliniczne w postaci wad narządów wewnętrznych, jak i zmian w wyglądzie, co nazywa się fenotypem morfologicznym, a także w postaci współistniejących lub nie zmian fenotypu behawioralnego, np. zmian form zachowania czy funkcji poznawczych, czy wystąpienia zaburzeń lingwistycznych i komunikacji. Rozpoznawanie rodzaju zaburzeń genetycznych na drodze rozpoznawania efektów ich działania na organizm poprzez ocenę współwystępowania poszczególnych objawów klinicznych i cech tworzących tzw. zespoły genetyczne należy do kompetencji lekarzy ze specjalizacją z genetyki klinicznej w poradni genetycznej. Jest to trudne z uwagi na ogromną różnorodność możliwości. W amerykańskiej bazie danych OMIM jest zarejestrowanych kilkanaście tysięcy różnych schorzeń genetycznych, w większości rzadko występujących. Taka ocena powinna być prowadzona w poradniach genetycznych, bo lekarze klinik in vitro nie mają takiej wiedzy ani nie prowadzą oceny klinicznej członków danej rodziny, co może być realizowane tylko w ramach porady genetycznej.

Problem wad genetycznych dzieci z in vitro pojawił się przy okazji sprawy prof. Bogdana Chazara. Profesor jest oskarżany o „nieludzkie zachowanie”, bo nie zgodził się na zabicie chorego dziecka i jak potem opisywano w mediach, Jaś m.in. nie miał w pełni wykształconej czaszki i inne deformacje. Ale mało kto łączył wady dziecka, jego ciężką chorobę z in vitro…

– Nie widziałam zdjęć tego dziecka, ani nie wiem, jakie było naprawdę albo czy było diagnozowane przez lekarza genetyka mającego kompetencje stawiania takiej diagnozy. Może to był zespół wad określany jako bezmózgowie czy bezczaszkowie, jak sugerowano w mediach. Od dawna wiadomo, że bezczaszkowie często jest spowodowane brakiem lub niedoborem kwasu foliowego bądź różnymi zmianami natury genetycznej. Jeśli mamy produkcję dzieci poprzez in vitro, to pojawia się jeszcze inna przyczyna – zmiana oprogramowania genów, które jest bardzo wrażliwe na wpływy środowiska, w jakim się rozwijają. Sposób odczytywania genów ulega zaburzeniu, a idąc w głąb – poprzez hypometylację DNA uaktywniają się dodatkowe cząstki powstałe w naszym genomie odziedziczone po przodkach z powodu infekcji wirusów, tzw. retrotranspozony. Uaktywniając się, tzw. cząstki LINE1 mogą spowodować bezczaszkowie czy inne wady. I tak tłumaczy się jeden z mechanizmów zwiększonej częstości występowania tego typu wady u dzieci po in vitro, które mogą przeżyć do terminu porodu w zależności od stopnia ciężkości danej wady.

Bezmózgowie należy do bardzo ciężkich wad u dziecka. Pokazywanie rodzicom dziecka po urodzeniu jest zabronione z powodów etycznych, jak uczono mnie przed laty, aby oszczędzić rodzicom dodatkowego cierpienia. Demonstrowanie publiczne zdjęć Jasia byłoby moim zdaniem szokującą nieprawidłowością postępowania lekarza zobowiązanego w sposób szczególny do tajemnicy lekarskiej, podobnie jak już samo przedstawienie diagnozy do publicznej wiadomości. Ciekawe, co na to moi koledzy lekarze zajmujący się sprawami odpowiedzialności zawodowej lekarzy.

Dziękuję za rozmowę.

Krzysztof Losz

http://www.naszdziennik.p...o-z-wadami.html
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 01 Kwi 2008
Posty: 17399
Skąd: Polska
Wysłany: 10 Sierpień 2014, 17:43    [Cytuj]

Do programu in vitro zakwalifikowano 8 685 par. Uzyskano 2 559 ciąż. Na świat przyszło 214 dzieci. Podatnicy zapłacili za to 72,4 mln złotych. Wyprodukowanie jednego dziecka metodą in vitro kosztowało ok. 340 000 zł.

http://dakowski.pl//index...d=274&Itemid=46
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 01 Kwi 2008
Posty: 17399
Skąd: Polska
Wysłany: 11 Sierpień 2014, 09:56    [Cytuj]

Choroby psychiczne po in vitro

Średnio 30-procentowy wzrost ryzyka, ale mechanizm nadal nieznany.

Dotychczasowe doniesienia o związku metod sztucznego wspomagania rozrodu z wrodzonymi wadami rozwojowymi skupiały się głównie na zaburzeniach somatycznych.

Z oczywistych względów mniej uchwytne, ale równie istotne medycznie i społecznie są zaburzenia psychiczne. Te mogą ujawniać się w bardzo odległym czasie.

Wyniki badania zaprezentowane podczas corocznej konferencji Europejskiego Towarzystwa Rozrodu Ludzkiego i Embriologii (European Society of Human Reproduction and Embryology, ESHRE) w Monachium (29 czerwca – 2 lipca br.) sugerują jasno – dzieci poczęte za pomocą metod „leczenia niepłodności” charakteryzują się ryzykiem zapadnięcia na choroby psychiczne zwiększonym o blisko jedną trzecią w stosunku do dzieci poczętych drogą naturalną. (por. „IVF babies face greater risk of mental illness”, 30/06/2014, http://www.scotsman.com, gdzie podano górną granicę otrzymanych wyników, tj. 33 proc.). Ryzyko to na konferencji akceptującej techniki in vitro ocenione zostało jako niebezpieczne, ale niewysokie. Nie wiadomo nic o mechanizmach kumulacji tego ryzyka w kolejnych pokoleniach, a mechanizm uszkodzeń, które prowadzą do problemów psychicznych u dziecka wskutek stosowania metod wspomagania rozrodu, nie jest znany. Doniesienie mówi o przetrwałym charakterze zaburzeń, utrzymującym się w okresie dzieciństwa (0-19 lat) aż do wieku dorosłego, określonego w badaniu jako powyżej 20 lat.

Prezentowane badanie kohortowe pt. „Increased risk of psychiatric disorders in children born to women with fertility problems: results from a large Danish population-based cohort study” (por. Abstracts of the 30th Annual Meeting of ESHRE, Munich, Germany, 29 June – 2 July, 2014, Vol. 29 Supp 1 2014, strona i28), przeprowadzone m.in. w University of Copenhagen i przez Danish Cancer Society Research Center, było pierwszym na tak szeroką skalę, które porównało ryzyko zaburzeń psychicznych, takich jak schizofrenia lub autyzm u dzieci poczętych drogą naturalną oraz poczętych z matek po „leczeniu niepłodności”.

W badaniu przeanalizowano dane dotyczące 2 430 826 dzieci, z których 124 384, tj. 5 proc. urodzonych zostało przez matki z problemem niepłodności w latach 1969-2006. Przeprowadzono analizę pod kątem odnotowanych problemów psychicznych aż do roku 2009.

Dla obiektywnej oceny należy zwrócić uwagę, że analiza zaburzeń u dzieci urodzonych w okresie 37 lat rozpoczyna się od 1969 roku, podczas gdy pierwsze dziecko z zapłodnienia in vitro urodziło się w 1978 roku. Tak więc okres 9 lat (na 37) nie obejmował metody in vitro, a jedynie mógł obejmować inne dostępne wówczas techniki wspomaganego rozrodu, jak sztuczną inseminację. Mechanizmy prowadzące do zwiększenia ryzyka zaburzeń psychicznych mogły być w tym przypadku inne.

Odnotowano, że 170 240 dzieci objętych analizą w okresie o medianie 20 lat (0-41 lat), przyjętych zostało do szpitali z powodu ujawnionych zaburzeń psychicznych, przy czym dzieci urodzone przez matki z problemem niepłodności hospitalizowane były średnio o 30 proc. częściej, tj. współczynnik ryzyka HR dla wszystkich zaburzeń psychicznych wyniósł 1.30, przy 95-procentowym przedziale ufności (CI) (1.27-1.33). Wzrost ryzyka zaburzeń psychicznych określono jako statystycznie znamienny dla schizofrenii i psychoz (HR=1.25; 1.15-1.36), zaburzeń afektywnych (HR 1.27; 1.20-1.34), niepokoju (HR= 1.33; 1.28-1.38), zaburzeń łaknienia (HR=1.10; 1.01-1.21), opóźnienia rozwoju umysłowego (HR=1.26; 1.15-1.38), rozwoju umysłowego, włączając spektrum autystyczne (HR=1.19; 1.13-1.25). Zaskakująco wysokie ryzyko względne dotyczyło zaburzeń emocjonalnych i zaburzeń zachowania (HR=1.37; 1.31-1.43). Wyniki były zbliżone dla analizy subpopulacji w wieku 0-19 lat oraz w grupie powyżej 20 lat, sugerując przetrwały charakter zmian. W ograniczeniach badania wymieniono, że analizowane problemy psychiczne prawdopodobnie zostały niedowartościowane (a więc ich ryzyko zaniżone) w związku z faktem, że analizowane były tylko ostre stany psychiatryczne, wymagające hospitalizacji.

Komentarze sugerują, że 1,9 proc. zaburzeń psychicznych w Danii związanych jest z poczęciem dziecka przez matki z problemem niepłodności, w praktyce najczęściej poddawanych zapłodnieniu metodą in vitro. Według relacji medialnych, prowadzący badanie (dr Allan Jensen) podkreśla, że na podstawie przeprowadzonego badania nie da się ustalić, czy obserwowany wzrost ryzyka chorób psychicznych związany był z niepłodnością matki czy zastosowaniem metod „leczenia niepłodności”, tj. sztucznego wspomagania rozrodu. Sugeruje, że „chociaż mechanizm leżący u podstawy zwiększonego ryzyka jest nieznany, to generalnie wierzy się, że niepłodność odgrywa większą rolę w efektach ubocznych niż procedury leczenia”. […] Wiadomo, że choroby psychiczne do pewnego stopnia mają składową genetyczną„.

Ponieważ nauka oparta ma być na faktach, nie można nie odnieść się do argumentacji odwołującej się do ”generalnych wierzeń„. Tę linię argumentacji należy szeroko skomentować, także dlatego, że płynie ona ze strony klinik in vitro i towarzystw medycyny rozrodu w Polsce. Są to argumenty oparte nie na wiedzy odnośnie do mechanizmów (bo ta jest nieznana, jak podkreślił sam autor cytowanego badania), ale myśleniu życzeniowym.

Kliniki te arbitralnie twierdzą, że wady wrodzone, które powstają w wyniku procedury in vitro, nie są wynikiem stosowania samej procedury, a jedynie wynikają z problemu niepłodności rodziców, np. na tle wieku matki. O ile takie tłumaczenie może wydawać się zasadne w przypadku wad genetycznych (udowodniony wzrost ryzyka powstawania nieprawidłowych komórek jajowych po 40. roku życia, tj. zwiększenie ryzyka trisomii 21 i zespołu Downa), o tyle nie można uzasadnić nim wzrostu ryzyka wad epigenetycznych spowodowanego manipulacjami in vitro. Wiadomo w świetle dostępnych wyników badań, że procedura ta wiąże się z zaburzeniami epigenetycznymi, tj. nie zmianami kodu genetycznego (jak w przypadku ”prostych„ mutacji, delecji czy aberracji chromosomalnych), ale zaburzeniem metylacji nici DNA i zmianami przestrzennej struktury chromatyny, tj. połączeń nici DNA z białkami.

W szczególności wykazano wzrost prawdopodobieństwa defektów piętnowania rodzicielskiego (ang. gameting imprinting) wskutek metod zapłodnienia in vitro. Mogą one odbywać się na etapie zaburzonego dojrzewania komórki jajowej uzyskiwanej przez sztuczną stymulację jajników, podczas samego zapłodnienia w pożywce w metodzie in vitro, lub podczas początkowej fazy wzrostu zarodka w pożywce hodowlanej i rzutują na cały rozwój prenatalny. Proces piętnowania związany z metylacją DNA, obejmujący ok. 1 proc. genów, umożliwia różnicowanie, która nić DNA pochodzi od ojca, a która od matki, wiążąc się z normalnymi zmianami aktywności tych genów. Zaburzenie imprintingu prowadzi do niewłaściwej aktywacji pewnych genów ojcowskich lub genów matczynych w obrębie tej samej pary chromosomów (alleli), co leży u podstawy wad epigenetycznych.

Obalone mity
Bezpodstawne jest twierdzenie, że wrodzone wady rozwojowe wynikają jedynie z wieku matki lub z samego jej problemu niepłodności, co próbują sugerować środowiska in vitro. Ekspert w dziedzinie genetyki prof. dr hab. Stanisław Cebrat, odpierając tę linię argumentacji, zobrazował zagadnienie przykładem z weterynarii, w której in vitro stosuje się nie do ominięcia problemu bezpłodności zwierząt, ale pełnego przejęcia kontroli nad ich rozmnażaniem. ”Z analiz publikowanych danych wynika, że takie niewłaściwe piętnowanie występuje aż 17-18 razy częściej po in vitro niż u dzieci poczętych w naturalny sposób. W publikacjach, w których już przyjmuje się zwiększone prawdopodobieństwo wystąpienia błędów w piętnowaniu rodzicielskim, próbuje się to tłumaczyć współwystępowaniem tych defektów z cechą bezpłodności rodziców. Jest to absurdalne tłumaczenie, ponieważ te same defekty występują po rozmnażaniu in vitro u myszy i u bydła, a przecież nikt nie stosuje u tych zwierząt technologii in vitro po to, aby ominąć ich bezpłodność„ (por. wywiad ”In vitro jest niebezpieczne dla ludzkości„, ”Nasz Dziennik„, 27-28 listopada, nr 277 (3903)).

W dalszym ciągu enigmatyczne i mało poznane zagadnienia epigenetyki w medycynie rozrodu, o wadze podkreślanej przez polskiego genetyka, podnoszone będą na konferencji ESHRE 26-27 września br. w Lizbonie.

Należy dodać, że gdyby wzrost ryzyka wad wrodzonych wiązał się nie ze stosowaniem proceury in vitro, a tylko z wiekiem matki lub jej problemem niepłodności, to zapładnianie kobiet poprzez łamanie naturalnych barier chroniących przed poczęciem dzieci z wadami wrodzonymi (do czego sprowadza się manipulacja in vitro łącząca komórkę jajową z plemnikiem de facto siłą) jest nadal moralnie, a także medycznie nieusprawiedliwione. Uwzględnia bowiem świadomość faktu możliwych negatywnych konsekwencji ingerencji biotechnologicznej dla zdrowia i życia człowieka, bez wskazań medycznych w postaci ratowania zdrowia lub życia ludzkiego.

W praktyce, gdy te naturalne bariery chroniące przed defektami zostają złamane przez in vitro, przynosząc medyczne konsekwencje, ośrodki sztucznego rozrodu próbują karykaturalnie naśladować naturę, posługując się eugeniką. Argumentem na ich postępowanie ma być przywoływany fakt, że w ”naturze również następuje selekcja„. Analogia w postaci selekcji ciężko chorych pacjentów na łóżkach szpitalnych, przeznaczonych do eutanazji tylko dlatego, że ”w naturze również umierają ludzie„, np. wskutek kataklizmów, ukazuje niemoralność i brak racjonalnych podstaw takiego myślenia.

Należy poczekać na szersze publikacje wyników prezentowanych na konferencji ESHRE w Monachium. Niemniej jednak alarmujące doniesienia powinny prowadzić do natychmiastowego wstrzymania eksperymentów dotyczących sztucznego rozrodu z udziałem ludzi.

Dr hab. Andrzej Lewandowicz

http://www.naszdziennik.p...o-in-vitro.html
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 01 Kwi 2008
Posty: 17399
Skąd: Polska
Wysłany: 3 Kwiecień 2015, 23:35    [Cytuj]

Innym sukcesem zła na polu walki z aprobatą życia jest in vitro. To bowiem znakomicie celuje we współczesny, tak silnie konsumpcyjny charakter człowieka, który dzięki procedurze sztucznego zapłodnienia może sobie kupić dziecko niemal tak samo, jak szybki samochód, pałac ze złotymi klamkami, czy wycieczkę na Malediwy. Wystarczy kilkanaście tysięcy złotych i deklaracja chęci. Nie zważa się przy tym na bezpłodność, którą należy leczyć, grzech homoseksualizmu czy po prostu egoizm w przypadku ludzi samotnych. Procedura sztucznego zapłodnienia jest zresztą metodą niemal idealną, by okładać nią nawołujący do wierności Bożym Przykazaniom Kościół. Jak bowiem w zmediatyzowanej rzeczywistości przekazać ludziom „opowieść” o grzechu, przedstawionym już przez liberalne środowiska, jakocudowny lek dla bezdzietnych rodziców, pragnących cieszyć się dzieckiem?
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Informacje | TV Trwam | Radio Maryja na żywo |
Polecamy:informacje ktorych potrzebujesz Fundacja Skierniewice i Szkola Skierniewice
Korzystanie z forum oznacza pełną akceptację otrzymywania plików cookies.

phpBB by przemo  
Strona wygenerowana w 0,2 sekundy. Zapytań do SQL: 9