ND Forum - Dzień dobry POLSKO! Strona Główna ND Forum - Dzień dobry POLSKO!
Ludzie z sercem i głową

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Rozważania o Polsce
Autor Wiadomość
Coltrane


Dołączył: 31 Mar 2008
Posty: 17498
Skąd: Polska
Wysłany: 13 Sierpień 2010, 08:16   Rozważania o Polsce [Cytuj]

Godziny Wolnej Polski!

W tej upiornej rzeczywistości, w tej Polsce nijakiej i obłej, w tym raju UBeków, prostaków i durniów, także i nam dane jest czasem czuć się jak u siebie w domu.

Nie dzieje się to zbyt często.

Pierwszy taki czas to Powstanie Warszawskie. Jedne z największych potęg świata groziły żelazem niemalże tuż za rogiem, tuż za rzeką, a jednak w samej stolicy załopotały biało – czerwone flagi, rozbrzmiały polskie pieśni, powstało – a raczej wyszło z podziemia – polskie państwo. Nieprzypadkowo na setkach zdjęć widać uśmiechnięte buzie dziewcząt i chłopaków, starszych pań, które wtedy wzbudzały szacunek, a nie tak jak dzisiaj – pogardę. Warto, nie warto? Nieważne – oni tego chcieli i przez chwilę tego zaznali. Wolnej Polski.

Potem nadeszła długa noc. Kiedy nadszedł lepszy czas?

Chyba dopiero w sierpniu 1980 roku. UBecja szykowała coś podobnego (tak twierdzi Anatolij Golicyn), „Bolek” był już gotowy, ale jednak… karnawał Solidarności zaskoczył wszystkich. Tylko z opowieści rodziców wiem, jaka to była euforia. Oczywiście nie było to wszystko doskonałe, no ale widać było wyraźnie, że nad Wisłą siedzi NARÓD, a nie tylko społeczeństwo. Uczelniany budynek okupowany przez studentów, którzy na jednym wydziale stworzyli sobie właśnie skrawek niekomunistycznej uczelni. I takich enklaw było w Polsce wiele! Półtora roku, w ciągu których te 10 milionów Polaków (może nas po prostu więcej nie ma?) czuło się jak we własnym kraju!

Potem? Nie wiem. Po każdym dniu nadchodzi noc, ta noc była również brutalna. Czy rząd Olszewskiego spełniał wymogi „Wolnej Polski”? Możliwe. Z mojej pamięci można wskazać jeden szczególny rok. Rok Pański 2005. Gdy zmarł Ojciec Święty to znów byliśmy narodem. Nawet tam – w Rzymie. Media tego nie pokazały, ale o 4:00 – 5:00 rano, na ulicy przed Placem Św. Piotra, gdzie spali wierni, czekający na pogrzeb - na tejże ulicy, jeszcze przed świtem włączono telebimy, na których pokazywano historię Polski i polskiego papieża. W samym sercu Europy zgromadzeni Polacy, na ten widok poderwali się na nogi i wymachując flagami śpiewali „Mazurek Dąbrowskiego” i znów czuli się dumni i czuli się wielcy. Czy to przypadek, że pół roku później wybory wygrała prawica, lewica ledwo doczłapała się do progu wyborczego, a Prezydentem Wolnej Polski został Lech Kaczyński?

Nie. To nie przypadek. Nie ma przypadków.

A potem ten tragiczny poranek. Dzień spinający jakąś mistyczną klamrą wszystkie powyższe wydarzenia – jakby Godziny Wolnej Polski wystawiły swych przedstawicieli – Ryszarda Kaczorowskiego z pokolenia Kolumbów, Annę Walentynowicz z „Solidarności”, Lecha Kaczyńskiego – zwycięzcę z pamiętnego roku śmierci papieża. Dziesiąty kwietnia. Coś drgnęło – wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, że tylko na chwilę. „Oni” – stracili grunt pod nogami, wycofali się, nie byli pewni co się wydarzy. Wspaniały królewski pogrzeb. Taka nieśmiała myśl, że tam, w niebie, już Cię nie dosięgną, Panie Prezydencie. Tam Ci lepiej, niż nam tutaj. Tylko wstaw się za nami, bo bez pomocy z góry nic nie zdziałamy. Na forach internetowych wybuchła eksplozja patriotyzmu, niesieni słusznym oburzeniem naprawdę ich przestraszyliśmy – tłumy przed pałacem, tłumy w każdym mieście, tłumy w kościołach. Szybko minęło, ale był to piękny hołd dla Prezydenta i jego podarunek dla nas – kolejne Godziny Wolnej Polski.


I jeszcze jedna godzina. Dosłownie godzina. Po północy w nocy 4/5 lipca. Nie sądziłem, że się uda, ale uczucie było cudowne – komunikat Państwowej Komisji Wyborczej dawał przewagę Kaczyńskiemu. Kto chce niech prześledzi wpisy z tamtej… godziny!

Gdy „banda fanatyków” powstrzymała przeniesienie Krzyża, to też mogliśmy się czuć jak gospodarze, jak u siebie. Podobno niektórzy „Obrońcy Krzyża” noszą biało – czerwone przepaski z napisem „Gwardia Narodowa”. To wszystko ma jakiś sens – każde pokolenie broni Polski przed nowymi jej wrogami, więc czy nie jesteśmy dalekimi i niegodnymi, karłami na ramionach olbrzymów, ale ich spadkobiercami?

I zawsze można zadać pytanie – czy jest sens? Skoro przegrywamy?
Z tą gorzką pokorą sobie trzeba to powiedzieć. Nieważne, że oni przegrywają Polskę, gdy ich rządy nie potrafią nam przynieść ani dobrobytu, ani godności. My mamy tylko te pojedyncze okresy. Zawsze łudzimy się, że to już teraz, że akurat ten romantyczny zryw przyniesie nam wolność, a okazuje się to przegraną i okazuje się, ze robiliśmy to po to,
by ci co po nas przyjdą uczyli się znowu
najtrudniejszego kunsztu – odpuszczania win

I po pytaniu czy jest sens, na które z jakimś przekonaniem odpowiadam, że na pewno jest – po tym pytaniu przychodzi następne – czy jest sens robić inaczej?

Można (a nawet trzeba) zmienić nieco metody, trzeba być skuteczniejszym, silniejszym, działać nieustannie (jak pisał Dmowski – trzeba czynić walkę nieustającą, a nie szykować się do pojedynczych powstań), trzeba wciąż pracować nad sobą. Ale gdy zegar historii wybija właśnie te godziny dla nas, nikt z nas nie będzie w stanie zachować się inaczej jak właśnie wyjść z bronią, czy z flagą, ze zniczem, czy z różańcem – i tak to robimy. To jest składnik naszej tożsamości, a kolejne „powstania” kiełkują w pamięci i czekają do następnego zrywu. Czynią nas kimś więcej niż konsumentem w kapitalistycznym świecie, dają nam dumę i więzi, których ONI nigdy nie zrozumieją. Przywykli do klęsk przeczekamy wszystko, aż doczekamy się Niepodległej, która będzie domem dla wszystkich.

Jedna godzina wolnej Polski jest więcej warta od 10 lat Polski Dominików Tarasów.

http://polskijuzniema.salon24.pl/
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
sonia
sonia

Dołączyła: 07 Gru 2008
Posty: 6384
Skąd: z Polski
Wysłany: 14 Sierpień 2010, 14:25    [Cytuj]

Coltrane,
świetne...:)
szczegolnie ze optymistyczne...
Tak,jest sens
a my musimy byc zawsze gotowi do obrony Naszych Wartosci
i Naszej Polskosci
a tym,ktorzy tego nie rozumieją nie wolno podawać ręki,takich
skreślamy
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 31 Mar 2008
Posty: 17498
Skąd: Polska
Wysłany: 7 Wrzesień 2010, 16:29    [Cytuj]



Tak wyglądałaby dzisiaj "bitwa pod Grunwaldem". Do tego doprowadziła propaganda bolszewicka (POlszewicka). Otumanieni i ogłupieni przez antypolskie media zwolennicy PO (czyt. lemingi) zieją nienawiścią do moherów, czyli tych którzy nie dali wyprasować sobie mózgów.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
sonia
sonia

Dołączyła: 07 Gru 2008
Posty: 6384
Skąd: z Polski
Wysłany: 8 Wrzesień 2010, 14:59    [Cytuj]

"Wczoraj,dzisiaj,jutro,zawsze
nam pisane, Krzyża bronić
Leszek Czajkowski
na blogomedia 24 jest mnostwo informacji,został rowniez napisany LIST
przez Stowarzyszenie do
Komenda Głowna Policji
Rzecznik policji
Wniosek o udostępnienie informacji Publicznie,w sprawie tego co młodzi ludzie wyczyniaja w TYM miejscu Pamięci i Modlitwy
ich "przywodcą jest jaki kelner" a oto zdanie znalezione w sieci z "ich rozmow netowych":
"jak przyjdzie zabulić to zobaczymy,czy Rydzol im to da...>trzepac ich kasie i spokoj"
Kto jest "ich" prawdziwym przywodcą,kto daje pieniadze na piwo i narkotyki,kto podaje pomysł,by z puszek od piwa zbudować contra Krzyż.......?
Jedyne co moze być 'pocieszajace : to TO ze ta rozwydrzona "SEKTA"
jak zabraknie papu, i dymu,skoczy swoim do gardła.......
jak sobie ich wychowali,to takich mają........
ale przyznam,ze BOLI
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
longinus9


Dołączył: 19 Lut 2009
Posty: 2190
Skąd: Łódź
Wysłany: 10 Wrzesień 2010, 03:01    [Cytuj]

Moskwa uzależniła od siebie potężne lobby gospodarczo-polityczne w najważniejszych państwach Europy za pomocą dwóch gigantycznych projektów energetycznych - Gazociągu Północnego i Gazociągu Południowego. W ten sposób stworzyła gospodarcze mechanizmy, poprzez które może wpływać na akceptację przez Unię Europejską politycznego projektu, jakim jest Związek Europy i Rosji
Polska pionkiem w imperialnej grze


Z prof. Andrzejem Nowakiem, historykiem, wykładowcą na Uniwersytecie Jagiellońskim, kierownikiem Pracowni Dziejów Rosji i ZSRR w Instytucie Historii Polskiej Akademii Nauk, publicystą, redaktorem naczelnym dwumiesięcznika "Arcana", rozmawia Mariusz Bober

Do kogo adresowany jest artykuł szefa komitetu doradczego przy rosyjskim Ministerstwie Spraw Zagranicznych Siergieja Karaganowa, w którym proponuje utworzenie Związku Europy i Rosji?
- Artykuł ten jest adresowany do najpoważniejszych partnerów Federacji Rosyjskiej. Został on opublikowany w rządowej "Rossijskoj Gazietie" jako podstawa dyskusji na najbliższym, dorocznym spotkaniu prezydenta Rosji z wybranymi, zaproszonymi gośćmi z zagranicy. Jest ono okazją do zaprezentowania głównych kierunków polityki zagranicznej Rosji w najbliższych latach. Zaś sam Karaganow jest na pewno najpoważniejszym rzecznikiem takiej polityki w ostatnich 20 latach. To on pisał niegdyś przemówienia dla Jurija Andropowa [przywódcy ZSRS w latach 1982-1984 - przyp. red.] i Konstatnina Czernienki [przywódcy ZSRS w latach 1984-1985 - przyp. red]. Później natomiast został jednym z najważniejszych doradców ds. polityki zagranicznej prezydentów - Borysa Jelcyna i Władimira Putina.

Jego tekst należy więc odczytywać jako stanowisko władz rosyjskich, które w aspekcie polityki zagranicznej Karaganow współtworzy?
- Jest on jednym z "mózgów" rosyjskiej polityki zagranicznej co najmniej ostatniego 10-lecia.

Karaganow ubrał rosyjskie propozycje w szaty przyjaznej współpracy z korzyścią dla Rosji i Europy...
- Na pewno nie jest to luźna propozycja zacieśnienia kontaktów. To projekt "ubrany" w formę konkretnego związku Rosji z Europą opartego na konkretnych aktach prawnych, które Karaganow wymienia.

Jak należy rozumieć jego koncepcje dotyczące "utworzenia wspólnego obszaru strategicznego zakładającego ścisłą koordynację polityk zagranicznych" w proponowanym związku?
- Karaganow podkreśla, że ma wizję polityki mocarstwowej Rosji, w której Moskwa zachowuje tradycyjne narzędzia polityki zagranicznej. Jak twierdzi, Rosja obroniła taką pozycję, natomiast nie ma jej żadne z państw Unii Europejskiej, nawet Niemcy, Francja czy Włochy, ale dopiero wspólnie narzucając swoją wolę pozostałym krajom Unii, mogą sobie zapewnić pozycję równorzędną wobec Rosji. Chodzi mu więc formalnie o umowę UE z Rosją, ale przez Unię rozumie wspólnotę poddaną kontroli "koncertu" XIX-wiecznych mocarstw europejskich. Zdaniem Karaganowa, dzięki takiej kontroli można byłoby porozumieć się co do wspólnoty interesów i wspólnego działania na arenie międzynarodowej. Rosyjski politolog odrzuca faktycznie instytucje Unii Europejskiej i odmawia respektowania równych praw w niej wszystkich krajów, zwłaszcza tych małych - do których zalicza wszystkie kraje przyjęte po 2004 roku. Politolog namawia, by Unia zdominowana przez Francję, Niemcy, ewentualnie także Włochy, narzuciła mniejszym członkom, w tym Polsce, swoją wolę, i w imię odzyskania znaczenia na arenie globalnej porozumiała się z Rosją.

Czyli oferta zbudowania związku jest tak naprawdę skierowana do Niemiec, Francji i ewentualnie Włoch, a nie do Unii jako całości?
- Tak. Karaganow rozumie UE jako nowy twór imperialny, kierowany przez stare ośrodki - stolice, które wcześniej realizowały taką politykę. W tej polityce nie liczyłoby się zdanie Warszawy, Budapesztu, Pragi czy Brukseli, ponieważ ich opinie nie mają dla Moskwy żadnego znaczenia. Dla Kremla słabi nie mają racji. Posiadają ją tylko silni, a Europa będzie ich zdaniem taka, gdy największe państwa narzucą swoją wolę pozostałym i uzgodnią ją z Rosją.

W ten sposób dzisiejsza Rosja wraca do imperialnej polityki carskiej rodem z XIX wieku?
- Karaganow mówił o tym wprost podczas dyskusji, której zapis opublikowała dwa lata temu "Gazeta Wyborcza". Szkoda, że dziś także ona nie przypomina tej wypowiedzi. Rosyjski politolog mówił wtedy, że jego ideałem jest Europa z czasów kanclerza Niemiec Otto von Bismarcka [który prowadził bezwzględną walkę z polskością na terenach zaboru pruskiego - przyp. red.]. Na uwagę podczas tej dyskusji, że tamten okres nie był dobry dla Polaków, Litwinów czy Ukraińców, Karaganow odparł, że jeśli zaczniemy mówić o interesach małych narodów, to oczywiście zawsze ktoś cierpi. Jego zdaniem, dzięki współpracy wielkich mocarstw panował wtedy spokój, rozwijała się gospodarka i dzięki tej stabilizacji Europa jakoby dokonała wielkiego kroku naprzód. W ten sposób politolog powtarza również opinię swojego premiera Władimira Putina, który często podkreślał, że najlepszy w dziejach Europy był okres ścisłej współpracy Rosji i Niemiec. Często odwoływał się w tym kontekście właśnie do XVIII-XIX w. - do czasów carycy Katarzyny i króla Fryderyka, Bismarcka i Michaiła Gorczakowa. Tak należy odczytywać również obecną wizję Karaganowa.

Można powiedzieć, że Rosja proponuje największym państwom UE kolejny rozbiór Polski i innych krajów naszego regionu?
- Nie, dziś to nie odbywałoby się w formie zaborów, ale w postaci stref interesów. Byłoby to zapewne podobne do podziału stref w byłych Austro-Węgrach, gdzie nastąpił w 1867 r. podział przestrzeni odpowiedzialności za administrowanie wzdłuż rzeki Litawy. Jednak rosyjski politolog podważa w zaprezentowanym planie suwerenną pozycję mniejszych państw członkowskich UE, w tym Polski. Rosja dzięki ogromnym sukcesom w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy może przedstawić Europie propozycje podziału stref interesów wzdłuż linii najkorzystniejszej dla siebie.

Jak miałaby ona przebiegać?
- Po stronie rosyjskiej miałyby znaleźć się wszystkie kraje byłego Związku Sowieckiego (z Ukrainą, Gruzją, Białorusią włącznie). Jednak w wizji Karaganowa nie ma miejsca na niezależne funkcjonowanie również takich krajów jak Polska, Czechy czy Węgry. Faktycznie byłyby tylko 2 stolice Związku Europy i Rosji: jedna w Moskwie, a druga w Berlinie, Paryżu lub gdzieś między nimi.

Czy to właśnie znaczyły słowa Karaganowa sprzed 2 lat: "Jeśli będziemy bardziej demokratyczni i bogaci, to wy będziecie się nas bać jeszcze bardziej. Rosja zawsze będzie zagrożeniem. Jeżeli przestaniemy być zagrożeniem, to przestaniemy być Rosją, przestaniemy być silnymi, wolnymi, szczęśliwymi ludźmi"?
- Te słowa, wypowiedziane przez Karaganowa w rozmowie w "Gazecie Wyborczej" w maju 2008 roku, miały wyleczyć jego rozmówców - Polaków, Litwinów, Gruzinów, Ukraińców - ze złudzeń, że Rosja Putina mogłaby zrezygnować z imperialnych ambicji i twardego, "realistycznego" postrzegania polityki jako przestrzeni, w której silny pomiata słabym.

Jak na te plany powinien zareagować rząd Donalda Tuska, gdyby rzeczywiście chciał realizować suwerenną polską politykę?
- Wydaje mi się, że obecne władze już wybrały inną politykę. Jej symbolem jest 10 kwietnia, a konkretnie decyzja premiera Donalda Tuska, by oddać śledztwo w sprawie wyjaśnienia największej tragedii w historii Polski po II wojnie światowej w ręce Władimira Putina i podporządkowanej mu rosyjskiej prokuratury generalnej. Przypomnę, że to właśnie ta prokuratura całkowicie skompromitowała się w oczach całego cywilizowanego świata podczas śledztw prowadzonych w sprawie zabójstwa Aleksandra Litwinienki, Anny Politkowskiej czy potraktowania Michaiła Chodorkowskiego. Sposób prowadzenia tamtych postępowań dobitnie pokazał, że rosyjska prokuratura jest tylko narzędziem w ręku autorytarnej władzy. Wskazują na to wszystkie najpoważniejsze gazety europejskie! Pisano o tym nie tak dawno w gazetach polskich - ale teraz jakoś przestano... Decyzja Tuska pokazała, że takiej Rosji podporządkował się jego rząd. Premier Tusk i prezydent Bronisław Komorowski stwarzają wrażenie, że chcą reanimować Trójkąt Weimarski, że Polska chce w jakiś sposób dołączyć do grona stolic, które będą współtworzyć nowy związek Europy i Rosji, czyli do Paryża czy Berlina. Ale w istocie obecne władze potrafią uprawiać tylko politykę PR - propagandy, wspieranej przez największe media w Polsce. Jest ona jednak skuteczna wyłącznie wobec polskich odbiorców mediów. Taka polityka - po 10 kwietnia - nie robi jednak żadnego wrażenia na Europie Zachodniej. Ani tym bardziej na Moskwie.

Decyzje podjęte wówczas przez rząd PO - PSL pokazały dobitnie państwom zachodnim, że władze w Polsce poddały się wpływom rosyjskim.
- Tak, one pokazały, że Polska realnie podporządkowuje się Rosji, i to Rosji reprezentowanej przez Putina i Jurija Czajkę [rosyjski prokurator generalny nadzorujący śledztwa m.in. w sprawie zabójstwa Anny Politkowskiej i Aleksandra Litwinienki, które oczywiście niczego nie wyjaśniły - przyp. red.]. W Berlinie czy Paryżu odebrano to w ten sposób: "Polska nawet nie chce, byśmy pomagali jej w tej sprawie, i całe szczęście. Bo mamy to z głowy. Zajmie się tym Rosja". Polityka obecnego polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych i działania takie jak np. zaproszenie szefa rosyjskiej dyplomacji Siergieja Ławrowa do pouczenia polskiego korpusu dyplomatycznego nie przekonują Moskwy, że Polska jest równoprawnym partnerem, z którym należy liczyć się w realizacji rosyjskich planów strategicznych. O pozycji poważnej, z którą Moskwa musiałaby się liczyć, świadczyłaby konsekwentna wola polskich władz, aby najlepiej wykorzystać możliwości eksploatacji złóż gazu niekonwencjonalnego w naszym kraju, aby zadbać o kontynuację aktywnej polityki wschodniej i o zabezpieczenie elementarnych interesów energetycznych Polski, zagrożonych przez politykę Moskwy wobec Polski.

W jaki sposób?
- Przypominam, że gazoport w Świnoujściu został zagrożony przez budowę Gazociągu Północnego, a rząd Donalda Tuska nie reaguje adekwatnie na to zagrożenie. Nie mamy wciąż żadnego potwierdzenia, że wielkie gazowce będą mogły wpływać do gazoportu, ponieważ zbyt płytkie umieszczenie rosyjsko-niemieckiego rurociągu może to uniemożliwić.

Rząd i polskie firmy zaangażowane w projekt zapewniają, że dla gazowców nie będzie to stanowić problemu...
- Ale ja mówię o stanie realnym, a sprawa sprowadziła się do tego, że musimy zabiegać o zgodę Rosji i Niemiec na zagłębienie rurociągu [w dnie, na trasie podejściowej do gazoportu - przyp. red.]. Czyli o otwarciu lub zamknięciu tej części przestrzeni Morza Bałtyckiego dla Polski będzie decydowała dobra lub zła wola Władimira Putina i jego niemieckich kolegów. Drugim przykładem jest sprawa mostu energetycznego z Litwą. Ten ważny projekt, który mógłby wzmocnić więzi polsko-litewskie i bezpieczeństwo energetyczne całego regionu Europy Północno-Wschodniej, Rosja skutecznie torpeduje. Zaprasza bowiem obecne władze w Warszawie do współpracy przy budowie elektrowni atomowej w obwodzie kaliningradzkim. A przecież taki projekt wyklucza realizację polsko-litewskiego mostu energetycznego. Cel tej rosyjskiej propozycji jest jasny. Entuzjastyczne podejście obecnego rządu do tej propozycji oznacza dalsze uzależnianie Polski od rydwanu imperialnej polityki rosyjskiej. Paradoksem jest również, że to Unia Europejska broni obecnie Polski przed niekorzystną umową gazową, jaką premier Waldemar Pawlak podpisał z Gazpromem.

Czy w takim razie Polska powoli traci suwerenność?
- Zastanawiam się, czy powoli, czy raczej szybko. Na pewno jednak ten proces postępuje. To nie jest tylko efekt rządów Platformy Obywatelskiej, ale także zmiany sytuacji geopolitycznej na świecie dokonującej się w sposób od nas niezależny. Jednak to obecny rząd odpowiada za podejmowanie decyzji o tym, czy w takiej sytuacji w ogóle chcemy zabiegać o utrzymanie wolnej przestrzeni politycznej i ekonomicznej dla Polski, czy też uznajemy, że tę przestrzeń będzie wyznaczał dyktat silniejszych od nas sąsiadów. Rząd polski w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy wybierał konsekwentnie to drugie. W dodatku "sprzedaje" to polskiej opinii publicznej jako wybór "racjonalny".

Dlatego rosyjscy decydenci poklepują po plecach przedstawicieli polskiego rządu?
- Warto przypomnieć komentarze Karaganowa po ostatnich wyborach parlamentarnych w Polsce, w których wygrała PO. Otóż mówił on wtedy, że "w Polsce wygrał zdrowy rozsądek". To znaczy, że uznał on, iż nasz kraj przestanie się opierać rosyjskiej polityce imperialnej i podporządkowuje się planom Rosji. Karaganow powiedział wtedy bez ogródek: "Polska miała ogromny problem w postaci rządu PiS i cieszę się, że polski naród pozbył się tego problemu". Zaś w maju 2008 r. stwierdził nie mniej stanowczo, że "Polacy są chorzy na kompleks katyński" i muszą się z niego wyleczyć. Stwierdził wtedy również, że "co do Katynia, to przyznaliśmy, że zabił Stalin. Putin nieoficjalnie przeprosił, chociaż nie bardzo rozumiem, dlaczego. (...) Oficjalnie tego nie będzie". Oznacza to, że Rosja nigdy nie uzna formalnie ludobójstwa katyńskiego. I rzeczywiście - tak pozostaje do dziś. Moskwa nie uznaje naszego kraju za partnera, także pod rządami Tuska i Sikorskiego.

Możemy liczyć na to, że ofertę Moskwy odrzucą kraje Unii Europejskiej?
- Problem polega na tym, że propozycję Karaganowa trzeba potraktować poważnie również dlatego, że znajduje ona poważnych odbiorców także po stronie zachodniej. Przypomnę tu choćby list bardzo ważnych postaci życia publicznego, przedstawicieli świata gospodarki i publicystów niemieckich sprzed kilku miesięcy, wzywający do przyjęcia Rosji do NATO. Chcę przypomnieć także pochwałę Karaganowa pod adresem tegorocznego szczytu Rosja - Unia Europejska w Rostowie nad Donem, podczas którego mówiono o "partnerstwie dla modernizacji". Jak z satysfakcją stwierdził moskiewski politolog na tym spotkaniu, "Unia przestała pouczać Rosję". Oznacza to, że kraje UE już nawet nie udają, że chcą, by Rosja przyjmowała europejskie standardy w dziedzinie praw człowieka, wolności mediów itd. Największe państwa europejskie wymieniane przez Karaganowa chcą współpracy z Rosją bez względu na to, że kraj ten nie przestrzega europejskich wartości, z prawami człowieka na czele. Warto powtórzyć, że Moskwa uzależniła od siebie potężne lobby gospodarczo-polityczne w najważniejszych krajach Starego Kontynentu za pomocą swoich dwóch gigantycznych projektów energetycznych - Gazociągu Północnego i Gazociągu Południowego [ang. Nord Stream i South Stream - przyp. red.]. W ten pierwszy projekt Moskwa wciągnęła największe koncerny niemieckie, a w drugi - włoskie i francuskie, a także mniejsze firmy z Bułgarii, Węgier, Grecji, Austrii, Słowenii i innych państw. W ten sposób stworzyła gospodarcze mechanizmy, poprzez które może wpływać na akceptację przez Unię Europejską politycznego projektu, jakim jest Związek Europy i Rosji.

Państwa europejskie będą więc skłonne przyjąć tę propozycję?
- Myślę, że jeśli nie odbuduje się inna wspólnota, gotowa bronić tych wartości, wokół których Europa organizowała się po II wojnie światowej, oparta na współpracy transatlantyckiej, obronie praw mniejszych narodów do suwerenności, wówczas projekt Karaganowa, który jest faktycznie projektem putinowskiej polityki zagranicznej, będzie miał poważne szanse realizacji. Tym bardziej że natrafia obecnie na korzystną dla tego celu sytuację w postaci polityki obecnego prezydenta USA, który dystansuje się od swoich poprzedników i gotów jest do zawierania globalnych porozumień ponad głowami Europy z wybranymi partnerami - Rosją, Chinami czy Indiami, pozostawiając Europę, a w szczególności jej region środkowo-wschodni, wyłącznie grze największych sąsiadów. Znajdujemy się zatem w bardzo trudnym momencie, w którym Rosja może zrealizować swój plan. Jest jednak także druga możliwość odczytania tekstu Karaganowa.

Jaka?
- Możliwe, iż ten tekst nie ma charakteru propozycji tak poważnej, jak sugeruje pomysł związku rosyjsko-"staroeuropejskiego". Cel tej propozycji może być bardziej doraźny, choć nie mniej ważny. Streszczałby się on w tych słowach Karaganowa: "Kluczową umową współtworzącą związek Rosji i Europy powinien być traktat energetyczny" - ustalający jednakowe zasady dostępu do złóż itd. Przypomnę, że Rosja zainwestowała gigantyczne pieniądze i wiele pracy w realizację strategicznego programu uzależnienia Europy od swoich dostaw gazu poprzez oba rurociągi, którymi łącznie mogłaby dostarczać do Europy docelowo ok. 120 mld m sześc. gazu rocznie (pokrywa to całość zapotrzebowania na ten surowiec Francji, Niemiec i krajów Beneluksu). Ale oba projekty mogą zostać zagrożone, jeśli np. w Polsce złoża gazu niekonwencjonalnego okazałyby się realną alternatywą dla uzależnienia Europy od rosyjskich dostaw gazu i ropy. A przecież sprawa ta rozstrzygnie się w stosunkowo krótkim czasie - ok. 5 lat. Gdyby potwierdziła się możliwość eksploatacji tych złóż na skalę, o której pisały największe czasopisma gospodarcze, wówczas z całą pewnością ich eksploatacją zainteresowałyby się największe firmy zachodnie, w tym amerykańskie, które posiadają w tym obszarze największe doświadczenie. W ślad za ewentualnym poważnym zaangażowaniem amerykańskich firm w eksploatację dużych złóż gazu w Polsce na pewno poszłoby ponowne zainteresowanie Waszyngtonu naszym regionem. To z kolei niewątpliwie mogłoby pokrzyżować plany takiego związku Europy i Rosji, o jakim pisze Karaganow, a mówiąc wprost - rosyjskiej dominacji nad Europą, w szczególności nad Europą Środkowo-Wschodnią, za pomocą strategii osaczania energetycznego.

Stworzenie związku Europy i Rosji mogłoby negatywnie rzutować na wydobywanie gazu łupkowego w Polsce?
- Zawarcie przez UE umowy z Rosją mogłoby się okazać na tyle wiążące, że wykluczyłoby zainteresowanie poważną eksploatacją alternatywnych złóż energii, np. w Polsce. Dzięki temu rosyjska dominacja energetyczna, a także geopolityczna - nad Europą Środkowo-Wschodnią pozostałaby niezagrożona.

Ta imperialna wizja dawałaby Rosji rolę hegemona w Europie.
- Już kilka lat temu czytałem opracowanie, w którym japoński teoretyk geopolityki Yamashita Norihisa wyliczył, że obecne procesy geopolityczne przebiegają w taki sposób, iż ok. 2020 r. zostanie przywrócona struktura dominacji imperialnej na obszarze Eurazji, w ramach której zostanie wyznaczona nowa strefa wpływów między ("starą") Europą a Rosją. Przewidywania sprawdzają się na naszych oczach - i to nawet szybciej, niż zakładał japoński naukowiec.

Próby realizacji planu, który miałby doprowadzić do powstania podmiotu rywalizującego z USA o wpływy na świecie, powinny zaniepokoić Waszyngton.
- W tej chwili Ameryka traktuje Chiny jako głównego partnera i rywala zarazem, zmaga się także z własnymi problemami gospodarczymi, a w polityce zagranicznej minimalizuje swoje zadania (wciąż priorytetem pozostaje w nich sprawa poparcia dla Izraela i kwestia Bliskiego Wschodu - z Iranem jako głównym problemem). Na Rosję Obama patrzy z tej perspektywy wciąż jak na partnera, nie na rywala. Europę lekceważy.

Jakie kroki powinny podjąć w tej sytuacji polskie władze?
- Próbować przeciwdziałać realizacji tych planów, choć niektórzy przekonują, że to proces nieuchronny. Ale nie ma żadnej nieuchronności! Trzeba przypominać o takich wartościach jak niepodległość, suwerenność, tradycja narodowa, a także wartość wspólnoty europejskiej opartej na chrześcijaństwie, które były przywoływane w Europie jeszcze po 1945 roku. One wcale nie muszą przegrać! Mogą wręcz ożywić się w obliczu nowego zagrożenia, nowego cynizmu, jaki zalewa nas poprzez takie propozycje jak plan Karaganowa. Trzeba też szukać partnerów do obrony przed tymi zakusami, a także materialnych środków do oporu, np. poprzez próby przyciągania na nowo zainteresowania z USA naszym regionem. Dla Rosji imperialnej najkorzystniejszym rozwiązaniem jest całkowite odseparowanie Ameryki od Europy. Na tym zresztą założeniu opiera się projekt Karaganowa. Tymczasem w naszym interesie jest, aby funkcjonowała nie tylko wspólnota europejska, ależ też szersza, zachodnia, oparta na współpracy transatlantyckiej. Dopiero na bazie tej wspólnoty można byłoby myśleć w dłuższej perspektywie o wciąganiu do takiej współpracy Rosji. Na tym właśnie polega misja, do której powinniśmy nawiązać, zachęcać do niej: aby Rosję przyciągać długofalowo do współpracy z Zachodem, ale nie rezygnując z wartości, które w naszej cywilizacji powinny obowiązywać. Nie porzucajmy naszej misji wobec Europy Wschodniej, tej misji, jaką odziedziczyliśmy po I Rzeczypospolitej. Walczmy o to, by Europa pozostała Europą, by nie wypłukiwać jej cywilizacyjnej treści ze wschodniej części kontynentu. Do takiej Europy warto zapraszać Rosję. Alternatywą jest zaproszenie Putina, przedstawione piórem Karaganowa.

Dziękuję za rozmowę.

NASZ DZIENNIK 2010-09-10
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
longinus9


Dołączył: 19 Lut 2009
Posty: 2190
Skąd: Łódź
Wysłany: 22 Wrzesień 2010, 03:01    [Cytuj]

Budowa z niemieckimi przeszkodami


Budowa terminalu gazu skroplonego (LNG) w Świnoujściu została rozpoczęta i przebiega zgodnie z harmonogramem, a finansowanie inwestycji nie jest zagrożone. Takie zapewnienia złożył wczoraj Zbigniew Rapciak, prezes spółki Polskie LNG odpowiedzialnej za powstanie terminalu, na wspólnej konferencji prasowej z przedstawicielami wykonawcy - konsorcjum Saipem-Technint-PBG. Nadal nierozstrzygnięte pozostają kwestia kolizji z Nord Streamem oraz sposób finansowania inwestycji. Terminal ma być oddany do użytku 30 czerwca 2014 roku.

Inwestor i wykonawcy starali się rozwiać obawy dziennikarzy dotyczące kolizji terminalu LNG z Nord Streamem, zapewniając, że rosyjsko-niemiecki gazociąg będzie położony na tyle głęboko, iż nie zamknie drogi statkom dostarczającym gaz skroplony do Świnoujścia. - Największe gazowce o zanurzeniu 12,5 m będą mogły zawijać do portu w Szczecinie i Świnoujściu. Górna rzędna gazociągu Nord Stream jest absolutnie bezpieczna - mówił prezes Zbigniew Rapciak, zaznaczając jednak, że "inną sprawą są możliwości rozwojowe obu portów w kolejnych latach". Jednak więcej o tej ostatniej kwestii się nie wypowiadał. Na temat kolizji gazociągu Nord Stream z terminalem LNG prowadzone są rozmowy międzyrządowe.
Wątpliwości dziennikarzy wzbudził również fakt, iż wykonawca terminalu LNG - firma Saipem - odpowiada także za ułożenie gazociągu Nord Stream z Rosji do Niemiec. Dopytywano się, czy realizacja kontraktu z Nord Stream nie przeszkodzi terminowej realizacji polskiego terminalu. - Mamy obowiązek trzymać się harmonogramu. Jesteśmy niewielką firmą o zasięgu światowym. Jeden niezadowolony klient to koniec takiej firmy - uspokoił przedstawiciel konsorcjum Laurent Demasles. Dodał, że regulowanie płatności przez stronę polską jest uzależnione od terminowego oddawania poszczególnych fragmentów inwestycji. Prezes Rapciak zapewnił, że kontrakt na budowę terminalu obłożony jest karami umownymi i jest ubezpieczony. Odnosząc się do zastrzeżeń środowiskowych wobec portu LNG wniesionych przez stronę niemiecką do Komisji Europejskiej, Rapciak stwierdził, że wątpliwości Niemców wynikają z różnic prawnych procesu inwestycyjnego. - W prawie niemieckim decyzje środowiskowe wydawane są wraz z pozwoleniem na budowę, a więc na początku inwestycji, w Polsce zaś - w chwili decyzji o pozwoleniu na eksploatację, a więc na zakończenie. Wytłumaczyliśmy stronie niemieckiej, że wszelkie niezbędne decyzje środowiskowe będą jej dostarczane - powiedział prezes Polskiego LNG.
Nic nie wskazuje niestety na to, aby strona niemiecka na tej podstawie wycofała swoje zastrzeżenia z Komisji Europejskiej wniesione w ramach konwencji ESPOO. Te zaś mogą utrudnić pozyskanie środków unijnych na terminal, a potem - opóźniać oddanie go do użytku.
Małgorzata Goss

NASZ DZIENNIK 2010-09-22
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 31 Mar 2008
Posty: 17498
Skąd: Polska
Wysłany: 24 Październik 2010, 10:11    [Cytuj]



Komentarz z zaprzyjaźnionego forum :

Chcieliśmy wolności - dziś wolno nam tylko umierać.
Chcieliśmy żyć dostatnio - dostatnio żyją tylko komuchy, gdy reszta tylko haruje u obcych we własnym kraju by przeżyć od 1-go do 1-go, albo jeszcze gorzej, bo żyje w nędzy i gmera po śmietnikach
Chcieliśmy wolnego państwa - dziś nie mamy nawet własnej armii, a ambasady służą jedynie do zwalczania naszej diaspory
Chcieliśmy złączyć się z cywilizacją zachodnią - tymczasem na Zachodzie zamiast cywilizacji zachodniej mamy kolejną wersję ZSRR
Chcieliśmy być członkiem UE - zamiast tego mamy RWPG-bis
Chcieliśmy być członkiem NATO - będziemy mieć UW-bis
Chcieliśmy baz amerykańskich - znów będziemy mieli wojskowe bazy rosyjskie i jeszcze będziemy się cieszyć, jeśli nie wspomogą ich bazy niemieckie

Tyle rzeczy chcieliśmy - nic nie dostaliśmy poza bezrobociem (którego nie chcieliśmy)
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
sonia
sonia

Dołączyła: 07 Gru 2008
Posty: 6384
Skąd: z Polski
Wysłany: 24 Październik 2010, 14:11    [Cytuj]

Coltrane, Przyjacielu,tyle chcielismy
a mamy.......
Mamy pękniętą Polskę na pół,czyli ci od Moherow,jak nas pogardliwie nazwał niegdys
człowiek,ktory został płemierem
i ci tzw "zaradni" czyli miski,ryski i grzechy.............inne wiedenskie "zdobycze"
no coż
a ja i TAK jestem dumna,ze jestem w tej "niepoprawnej" połowce......
zawsze pod prąd,widać taki juz nasz LOS
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
sonia
sonia

Dołączyła: 07 Gru 2008
Posty: 6384
Skąd: z Polski
Wysłany: 24 Październik 2010, 14:14    [Cytuj]

Kiedys ktoras z Naszych Gazet,dała taki tytuł:
"Sprzedam Polskę," i własnie Ją sprzedają........ci sami ludzie wedle tej samej metody co
w latach pierwszej TRANSFORMACJI
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Syriusz

Dołączył: 03 Paź 2008
Posty: 4297
Wysłany: 28 Październik 2010, 13:18    [Cytuj]

Szewczak: Rostowski ukrywa faktyczny dług.

Kryzys przychodzi do nas z opóźnieniem, ale jego skutki będą tak dramatyczne jak na Węgrzech, twierdzi na łamach "Polski The Times" Janusz Szewczak, główny ekonomista SKOK.
- Wydaje mi się, że my absolutnie idziemy w stronę scenariusza argentyńskiego, a już na pewno węgierskiego. Sądzę, że co najgorsze w naszej gospodarce, jest jeszcze przed nami. Kryzys przychodzi do nas z opóźnieniem, ale jego skutki będą nie mniej dramatyczne niż na Węgrzech czy w Grecji - uważa Szewczak.
Przypomina on, że Argentyna zbankrutowała dziesięć lat temu, mając zaledwie 100 mld dol. długu. My mamy obecnie 260 mld dol. zadłużenia zagranicznego. - Jeżeli chodzi o skalę deficytu sektora finansów publicznych, to tak naprawdę nie wiemy, jaki jest prawdziwy dramat tego sektora - ubolewa rozmówca gazety, według którego deficyt jest w granicach 10 proc. PKB.
W wywiadzie dla "Polski The Times", Szewczak zastanawia się też po co w Sejmie powstaje komisja konstytucyjna. - Podejrzewam - mówi - że początkowo będzie się zajmować błahostkami typu zmniejszenie parlamentu czy jednomandatowe okręgi wyborcze. Później jednak może zmienić temat. Gdyby sytuacja gospodarcza stała się naprawdę poważna, mogłaby się zająć kwestią progów ostrożnościowych zapisanych w konstytucji. (...) Doradca premiera Jan Krzysztof Bielecki w jednym z wywiadów już powiedział, że nad tymi progami należy się zastanowić, bo są nieżyciowe - trochę na zasadzie: stłucz pan termometr, nie będziesz mieć gorączki.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
longinus9


Dołączył: 19 Lut 2009
Posty: 2190
Skąd: Łódź
Wysłany: 29 Październik 2010, 04:25    [Cytuj]

Obrona interesów beneficjentów układu okrągłostołowego generuje zaciekłą agresję propagandową PO wobec opozycji. Czy mord w Łodzi to ostrzeżenie dla Jarosława Kaczyńskiego?
Zatrute owoce rządów Platformy



Prof. Andrzej Waśko

Reakcja głównych mediów na mord w biurze Prawa i Sprawiedliwości w Łodzi bliźniaczo przypomina ich reakcję na katastrofę w Smoleńsku. Jak wtedy, tak i teraz najpierw padają krótkie słowa ubolewania, a zaraz potem - zamiast rzeczywistego wyjaśnienia przyczyn zdarzenia - sprzeczne informacje zaciemniające realia sprawy oraz wezwania do zaniechania wzajemnej agresji przeplatające się ze wskazywaniem winnych wśród ofiar - w obozie PiS. Nieposłusznym lub zbyt dociekliwym próbuje się kneblować usta oskarżeniem o "mowę nienawiści".

Jak Smoleńsk w propagandzie PO miał być wyłącznie okazją do polsko-rosyjskiego pojednania, tak Łódź ma ilustrować, do czego prowadzi niezgoda w polityce. Wiadomo, że cokolwiek by powiedzieli ludzie PO o "dorzynaniu watahy" - niezgodę sieje tylko Jarosław Kaczyński. W narracji PO to on odpowiada za atak na biuro PiS w Łodzi, podobnie jak Lech Kaczyński za katastrofę w Smoleńsku. Nieprzekonanym co do przyczyn mordu w Łodzi serwuje się cytaty z wypowiedzi polityków opozycji. Mówi się o tym, co oni powiedzieli. O tym, że w Łodzi zginął człowiek, się nie mówi. Dlaczego?
Dlatego że mord łódzki - podobnie jak Smoleńsk - jest lustrem, w którym PO może zobaczyć prawdziwe oblicze swoich rządów. Pod rządami Platformy spadają samoloty z dowódcami Wojska Polskiego i znienawidzonym przez ludzi PO prezydentem Polski. Działacze demokratycznej opozycji mordowani są w swoich biurach. Tymczasem w prorządowych mediach nie mówi się o tych faktach, tylko o tym, co który z polityków powiedział. Lepiej nie patrzeć na rzeczywistość, jaka jest - bo strach! Za to można do woli oburzać się na słowa, bo to doskonały temat zastępczy. Lepiej obwiniać ofiary - że prowokowały sprawcę - niż spojrzeć sobie samemu w oczy. Tego typu mechanizmy znane są psychologii jako mechanizmy obronne: racjonalizacja, wyparcie winy. Głosiliśmy przez lata, że PiS to nienawistnicy, a tu działacz PiS ginie z ręki zabójcy, który chciał "zamordować Kaczyńskiego". Nie, to nie myśmy popchnęli do działania tego zabójcę swoją propagandą - to samo PiS go sprowokowało...
Dlatego im więcej wezwań do zaniechania nienawiści wygłoszą ludzie PO, tym więcej złości będzie się lęgło w ukryciu. Żeby zakrzyczeć w sobie dysonans między faktami, a ich interpretacją, zaprzeczyć temu, co wszyscy widzą, udowodnić sobie i innym, że w gruncie rzeczy to samo PiS jest winne zamachu na swój lokal. Trzeba bowiem założyć, że Prawo i Sprawiedliwość jest jeszcze gorsze, niż się dotąd wydawało. W ten sposób nienawiść do politycznych przeciwników podnosi się tylko o stopień wyżej. Stąd zalewająca nas dziś fala twierdzeń o antykonstytucyjnym i antysystemowym charakterze opozycji, wezwań do jej delegalizacji, izolacji itp.
Tymczasem już dotychczasowa propagandowa gra PO i jej satelitów na zdemonizowanie obrazu opozycji wydała zatrute owoce. Mord w Łodzi jest jednym z nich. Drugim, a pierwszym chronologicznie, jest wyłonienie się w obozie rządowym skrzydła radykalnego w postaci ruchu Palikota. Pozbawione hamulców szczucie na przeciwnika już wcześniej spowodowało więc skutki uboczne w organizmie samej PO. Dalsze napędzane psychologicznie obciążanie PiS odpowiedzialnością za całe zło, w tym także pośrednią odpowiedzialnością za atak na łódzkie biuro, mimowolnie (?) wspiera skrajne oceny głoszone wcześniej przez Palikota i wzmacnia jego pozycję na przyszłość. Raz rozkręconej spirali agresji nie da się już zatrzymać.

Powrót "układu"
Można jednak zapytać - i to jest pytanie zasadnicze - dlaczego w ogóle ją rozkręcono. Specjaliści od tego, co kto powiedział, będą się przerzucać cytatami i spierać o to, kto zaczął wojnę na słowa. Do niczego to jednak nie prowadzi, prócz kolejnych pyskówek, a zaciemnia sedno rzeczy, które tkwi nie w słowach, tylko w interesach.
Przypomnijmy, że do wyborów w 2005 roku PO i PiS szły dość zgodnie, zapowiadając stworzenie koalicji PO - PiS. Był to jednak czas, kiedy PO na podstawie sondaży sądziła, że w koalicji z PiS będzie miała większość. Kiedy okazało się, że zwycięzcami wyborów są Lech Kaczyński i PiS, nastąpiły telewizyjne pseudonegocjacje koalicyjne zakończone zerwaniem rozmów przez PO. Wcześniej PiS było warunkowo akceptowane jako potencjalny koalicjant mniejszościowy. Kiedy jednak okazało się, że może wygrać wybory i sprawować władzę, nie można go już było tolerować. Słabe, piastujące niektóre urzędy, ale pozbawione inicjatywy rządowej Prawo i Sprawiedliwość mogłoby wegetować w roli przystawki PO, tym bardziej że Platforma mogłaby je rozgrywać we współpracy z mediami. Ale PiS likwidujące WSI, zakładające CBA, wracające do lustracji okazało się przeciwnikiem tego samego rodzaju co rząd Jana Olszewskiego z lat 1991-1992. Toteż w latach 2005-2007 zastosowano wobec niego te same środki - tylko w większych dawkach: obstrukcję, wojnę psychologiczną i pomówienia. To trwa do dzisiaj, ponieważ PiS potencjalnie ma nadal możliwość wyborczego zwycięstwa. A więc agresja propagandowa i słowna nie wynika ze względów ambicjonalnych, tylko jest wyrazem realnego konfliktu interesów i obawy przed powrotem tej partii do władzy.
Aktualny konflikt interesów swoimi korzeniami sięga Okrągłego Stołu i wczesnych lat transformacji. To wtedy ukształtował się system określający te poglądy, które trzeba głosić, żeby móc w Polsce piastować urzędy, otrzymywać kredyty bankowe na działalność gospodarczą, pracować w mediach publicznych i na uczelniach, cieszyć się prestiżem społecznym i awansować. Są to, jak wiadomo, poglądy oparte na liberalno-lewicowej poprawności politycznej, obejmujące amnezję historyczną dotyczącą lat komunizmu, postawę antylustracyjną, krytyczny i selektywny stosunek do tradycji narodowej itp. Głosili je wspólnie przez ostatnie 20 lat partnerzy okrągłostołowych porozumień oraz ich młodsi protegowani. Tylko między nimi miała się toczyć gra polityczna, tylko oni uznali się za uprawnionych do reprezentowania Polski, bogacenia się na prywatyzacji i zmieniania się przy władzy w ramach procedur demokratycznych. Antykomunistów i zwolenników całkowitego zerwania z systemem władzy PRL objęto zasadą marginalizacji i wykluczenia, w imię bezpieczeństwa komunistycznej nomenklatury oraz nienaruszalności uprzywilejowanej pozycji jej sojuszników z dawnego obozu "Solidarności".
Układ ten przechodził w III RP różne metamorfozy, ale nie zmienił się w swej istocie. Od kilkunastu tygodni, pod rządami prezydenta Komorowskiego, przeżywa on swój prawdziwy renesans. W jego obrębie zamykają się wszystkie prezydenckie nominacje, poczynając od tych, których Bronisław Komorowski dokonał jeszcze jako pełniący obowiązki głowy państwa marszałek Sejmu. Na jego życzenie dokonuje się usuwanie z mediów publicznych nieprawomyślnych dziennikarzy i programów. Media publiczne niemal w całości przyjęły już charakter jednolitofrontowy w eliminowaniu i zwalczaniu PiS. Chodzi o to, żeby maksymalnie osłabić tę partię przed zbliżającymi się wyborami parlamentarnymi. Zauważono bowiem, że na ogół PiS zyskuje poparcie w czasie kampanii, a jego notowania sondażowe spadają w okresach międzykampanijnych. Po nerwowych dla PO do ostatniej chwili wyborach prezydenckich postanowiono więc tym razem nie czekać na kolejną kampanię, tylko sprawę załatwić od razu: tak zdyskredytować i osłabić przywództwo PiS, żeby spowodować wielki odpływ jego elektoratu jeszcze przed wyborami. W tym celu rozpoczęto grę na podziały wewnętrzne, zainwestowano w kreowanie pozytywnego wizerunku osób skonfliktowanych z partią, potencjalnych odstępców, przede wszystkim zaś bez przerwy szczuto, judzono i podgrzewano atmosferę histerii wokół osoby jej prezesa.

Cena rządów PO
Taka jest polityczna geneza zbrodni łódzkiej. Fakt ten budzi konsternację w elektoracie PO, który ma o sobie samym inne wyobrażenie i nie spodziewał się zapewne, że ktoś taki jak Ryszard C. pojawi się po jego stronie barykady. Toteż elektorat PO z jednej strony przekonuje się głosami publicystów i autorytetów naukowych, że za akcję mordercy odpowiada agresywny język polityki zapoczątkowany rzekomo przez PiS, z drugiej strony uspokaja się go porannym zapalaniem zniczy przez prezydenta i premiera w Łodzi oraz hurtowym otaczaniem ochroną polityków różnych opcji pod wpływem nagłego wysypu wiedzy o ich zagrożeniu, o którym jeszcze tydzień temu nikt się nawet nie zająknął. Chodzi o to, żeby kolejny skandal pod rządami PO - jak zwykle - utonął w szumie informacyjnym. Żeby - jak w sprawie Smoleńska - nikt nie poniósł żadnej odpowiedzialności i żeby skołowana opinia publiczna nadal ekscytowała się rzekomymi wadami PiS, które co prawda na nic już nie ma wpływu, ale które wraz ze swoim elektoratem ma jeszcze i tak zbyt duży potencjał polityczny.
Ludziom, którzy po Smoleńsku i po Łodzi nadal uważają, że największym nieszczęściem Polski jest działalność Jarosława Kaczyńskiego oraz istnienie jego partii, należy ukazywać cenę, jaką Polska płaci po 2007 roku za ich decyzje wyborcze. Przecież to nie Kaczyński zadłuża dziś państwo i zapowiada ustawy rujnujące służbę zdrowia i uniwersytety - ustawy, przeciwko którym protestują dziś te same korporacje, które jeszcze nie tak dawno wynosiły do władzy ekipę Donalda Tuska. To nie za rządów PiS doszło do serii niewyjaśnionych katastrof w lotnictwie wojskowym i nie PiS zlikwidowało polskie stocznie, negocjując ze słynnym inwestorem katarskim. To Platforma ma na swoim koncie aferę hazardową oraz dymisję i postawienie przed sądem szefa CBA za to, że ją wykrył. To Platforma zamiast liberalizmu i "przyjaznego państwa" funduje kolejne dziesiątki tysięcy etatów w administracji państwowej, a zamiast rurociągu Odessa - Brody - Płock rosyjsko-niemiecki Nord Stream przecinający nasz tor wodny do Świnoujścia.
Rzeczywistość, wbrew pozorom, jest sprawiedliwa aż do bólu, to znaczy każdy wcześniej czy później dostaje to, na czym mu bardziej zależy. Kto uważał, że "w naszym zaściankowym społeczeństwie najważniejsza jest edukacja", i w 2007 roku postawił na ekipę światłych Europejczyków, temu Platforma zabierze teraz z domu sześcioletnie dziecko do brudnej i niedogrzanej w zimie szkoły. Kto się lękał "katolicyzmu zamkniętego" Radia Maryja i przyłączał się w jego krytyce do "otwartych" dziennikarzy "Gazety Wyborczej", ten ma krzyż z puszek po piwie na Krakowskim Przedmieściu i wiece Palikota. Kto w 2007 roku jako lekarz czy pracownik naukowy wolał rozkład państwa niż dalsze trwanie rządów PiS, ten dostaje to, co wolał, z rozkładem własnego środowiska zawodowego na okrasę.

Potrzebna komisja śledcza
W taki krajobraz postępującej zapaści wpisuje się zbrodnia łódzka. W mediach od razu przyjęto, że jest ona indywidualnym aktem szaleńca, i nikt nie rozważa nawet możliwości, iż mogła za tym stać jakaś zorganizowana akcja. Podobnie 10 kwietnia od razu założono, że katastrofę smoleńską spowodowali piloci, a dyskutowanie innych hipotez ochrzczono mianem teorii spiskowej. Skoro morderca wykrzykiwał do kamery, że chciał zabić Jarosława Kaczyńskiego, to powstaje pytanie, co robił w Łodzi i dlaczego w ogóle nie zaatakował swego największego wroga. Przecież w ostatnich tygodniach prezes PiS wielokrotnie pojawiał się publicznie, choćby w czasie ulicznych manifestacji. Może więc zbrodnia łódzka miała być dla niego ostrzeżeniem? Żeby przestał się pokazywać publicznie? Albo żeby pomyślał, że ewentualność zamachu też jest przez kogoś brana pod uwagę? Data ataku łódzkiego, związana z rocznicą mordu na ks. Jerzym Popiełuszce, wyglądałaby w takim wypadku na zamierzoną, czytelną aluzję. To oczywiście tylko teoretyczne przypuszczenia. Ale liczba nieukaranych zabójstw politycznych w Polsce lat 80., którymi zajmowała się tzw. komisja Rokity, teorią już nie jest. W tej sytuacji pierwszym krokiem do jakiegokolwiek pojednania między zwaśnionymi stronami powinno być powołanie wspólnej parlamentarnej komisji do zbadania sprawy łódzkiej pod przewodnictwem przedstawiciela PiS, na dowód, że nikt nie ma w tej sprawie nic do ukrycia. Takie wiarygodne dla opozycji śledztwo parlamentarne mogłoby stanowić dziś przyczółek do odbudowy choćby minimalnego zaufania między obozem rządzącym a PiS. Jeśli sprawy nie potoczą się w tym kierunku, obecny podział sceny politycznej jeszcze bardziej zaostrzy się i utrwali.

Autor jest historykiem literatury, publicystą, pracownikiem naukowym Uniwersytetu Jagiellońskiego i Wyższej Szkoły Filozoficzno-Pedagogicznej "Ignatianum" w Krakowie.

NASZ DZIENNIK 2010-10-29
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
longinus9


Dołączył: 19 Lut 2009
Posty: 2190
Skąd: Łódź
Wysłany: 30 Październik 2010, 04:34    [Cytuj]

"Nasz Dziennik" zachęca: niech żadna mogiła najlepszych synów naszej Ojczyzny nie będzie opuszczona
Zapal znicz Bohaterom



W uroczystość Wszystkich Świętych i w Dzień Zaduszny Polska widziana z lotu ptaka przypomina kraj ogarnięty pożogą. Na niezliczonych cmentarzach morze światła - znak dobitniej niż wszystkie inne przypominający, że tu trwa wspólnota złączona wiarą w tajemnicę świętych obcowania, silna swoją tożsamością narodową. Wspólnota pamięci, która okazuje wdzięczność przeszłym pokoleniom za pozostawione przez nich dobro.

Obyczaj nakazuje w tych dniach wielkiego pielgrzymowania na cmentarze nie pomijać żadnego grobu, bo każdy potrzebuje po śmierci modlitwy. I tak się dzieje. Są jednak mogiły, które powinny być otoczone wyjątkową pamięcią, bo spoczywają w nich bohaterowie wierni antycznej dewizie: "Dulce et decorum est pro patria mori" - słodko i zaszczytnie jest umrzeć dla ojczyzny. To żołnierze naszych powstań narodowych, obu wojen światowych, Powstania Warszawskiego, powojennego podziemia niepodległościowego, ofiary zrywów antysystemowych w PRL: Czerwca '56, Grudnia '70, wojny z Narodem po 13 grudnia 1981 roku. Aż po ostatnie ofiary "drugiego Katynia"... Wiele z tych mogił, zwłaszcza samotnych, ukrytych gdzieś w lasach, kryje nieznanych z imienia i nazwiska żołnierzy. Wiele pozostaje zaniedbanych, bez opieki. Obowiązek pamięci każe uporządkować te miejsca. Apelujemy: niech żadna mogiła najlepszych synów naszej Ojczyzny nie będzie opuszczona. Zapalmy na każdej z nich znicze pamięci.
Są jednak tacy bohaterowie naszych dziejów najnowszych, którzy zostali pozbawieni prawa do własnego grobu. Wrzuceni do bezimiennych dołów zalanych wapnem mieli stać się - w oczach oprawców - "nawozem historii". Wbrew tej logice nienawiści stali się zaczynem wolności, sumieniem dla Narodu. Danuta Siedzikówna "Inka", generał August Emil Fieldorf "Nil", rotmistrz Witold Pilecki, pułkownik Łukasz Ciepliński, major Zygmunt Szendzielarz "Łupaszka", pułkownik Hieronim Dekutowski "Zapora"... Szlachetni przedstawiciele pokolenia, które płaciło za wolność Narodu ofiarą z własnego życia. Do dziś nie znamy ich miejsc spoczynku, bo III RP nie potrafiła wyegzekwować - nie mówiąc o osądzeniu - od funkcjonariuszy reżimu komunistycznego ujawnienia tej prawdy. Tym spośród ponad 5 tysięcy oficjalnie wydanych wyroków śmierci, którym odmówiono prawa do mogiły i krzyża, zapalmy znicz w miejscach poświęconych pamięci ofiar terroru komunistycznego: na "Łączce" na warszawskich Powązkach Wojskowych, na wrocławskim cmentarzu Osobowickim, pod murem katowni na Rakowieckiej w Warszawie, pod pomnikiem przy kościele św. Katarzyny na Służewie...
Ci żołnierze wielkiej sprawy zostali wyjątkowo haniebnie potraktowani - za życia i po śmierci. Rachunek krzywd nie został wciąż wyrównany. Oddajmy im hołd i wyraźmy wdzięczność za męstwo, poświęcenie, świadectwo wiary, stawiając znicze w tych symbolicznych miejscach.
Swoich mogił z krzyżem wciąż nie mają też Polacy z tzw. listy białoruskiej - ponad 3800 przedstawicieli elity na Kresach Wschodnich - zamordowani na rozkaz sowieckich władz w ramach zbrodni katyńskiej. Nikt nie policzy zapomnianych, znanych tylko Bogu ofiar zsyłek, deportacji, łagrów i lagrów, tułaczy, wypędzonych... Gdzie są ich groby? Rozsiane po bezkresach całej ziemi. Światło pamięci i modlitwa niech przywróci im obecność wśród nas.
Małgorzata Rutkowska

NASZ DZIENNIK 2010-10-30
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 31 Mar 2008
Posty: 17498
Skąd: Polska
Wysłany: 4 Listopad 2010, 22:29    [Cytuj]

[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Syriusz

Dołączył: 03 Paź 2008
Posty: 4297
Wysłany: 11 Listopad 2010, 08:27    [Cytuj]

Prezes PiS: gdybym był narodem, to bym zmienił parlament.

POg / PAP
Prezes PiS Jarosław Kaczyński nazywa Święto Niepodległości świętem polskiej suwerenności. Dodaje, że obecnie są powody, aby zastanowić się nad obiema tymi cechami w odniesieniu do Polski. Mówi także o tym, że w kraju dużo trzeba by zmienić. Przytaczając słowa pewnego profesora mówi, że "gdybym był parlamentem, to bym zmienił premiera, gdybym był narodem, to bym zmienił parlament".

Z okazji Święta Niepodległości Kaczyński udzielił wywiadu partyjnemu portalowi myPiS.pl.

- Przede wszystkim trzeba pamiętać, że to jest święto polskiej niepodległości, suwerenności. Dzisiaj mamy powód, żeby się nad tą suwerennością i niepodległością mocno zastanawiać. To, co się dzieje w polskiej polityce zagranicznej, może budzić tutaj daleko idący niepokój - powiedział szef PiS.
- Trzeba odrzucić myślenie: jesteśmy małym narodem, nic nie możemy, musimy się wszystkim podporządkowywać, nic w Polsce nie może dobrze wychodzić - podkreślił.

Kaczyński uznał, że w Polsce trzeba dużo zmienić, "a przede wszystkim trzeba zmienić władzę". - Gdybym był premierem, zmieniłbym ministra finansów, gdybym był parlamentem, to bym zmienił premiera, gdybym był narodem, to bym zmienił parlament. Tak powiedział pewien profesor, który jest odległy od nas politycznie, ale trzeba sobie jasno powiedzieć - ma 100 procent racji - powiedział.

W ocenie szefa PiS młodzi Polacy nie powinni wstydzić się tego, kim są, ale "powinni szukać powodów do dumy z polskości".

Kaczyński w wywiadzie opowiada o świętowaniu Święta Niepodległości w czasach PRL-u, gdy nie było ono uznawane. Mówił m.in. o rozbijanych przez milicję demonstracjach.

- Późniejsze święta były bardziej świętami państwowymi. (...) Teraz mamy przed sobą nowe wydarzenie, po tragedii smoleńskiej - udział prezydenta Komorowskiego. Nie wiem, jak będzie to wyglądało - powiedział prezes PiS.

- W latach 90. był jeszcze obyczaj obchodzenia tego święta jakby też nieoficjalnie. Msza święta w Świętym Krzyżu i później marsz pod Grób Nieznanego Żołnierza. To był kilkutysięczny pochód. Tam przemówienia. (...) Tę tradycję warto przypomnieć - podkreślił.

Zdaniem prezesa PiS prezydentura Lecha Kaczyńskiego zakwestionowała potrzebę organizacji oddzielnych obchodów.

Kaczyński w wywiadzie mówi również o swoim stosunku do Józefa Piłsudskiego: "Nie jestem piłsudczykiem w tym sensie, że nie uważam się za człowieka, który bezpośrednio wyrasta z tej tradycji. Jest to mi często przypisywane. To nie jest prawda. (...) Sam dochodziłem do wysokiej, bardzo wysokiej oceny tej postaci, ale wcale tego z domu nie wyniosłem".

Dodał, że ceni Piłsudskiego za to, że potrafił stworzyć "efektywną tradycję niepodległościową", działać racjonalnie i skutecznie, nie załamywał się w trudnych sytuacjach.

Na zakończenie wywiadu prezes PiS zaprosił wszystkich do odwiedzania portalu myPiS.pl. - Żyjemy dzisiaj w świecie wielkiej manipulacji. Władza kontroluje właściwie wszystkie media. Wielu dziennikarzy zrezygnowało ze swojej misji, właściwie jest funkcjonariuszami reżimu, nie dziennikarzami, i to świeże powietrze jest potrzebne - powiedział.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 31 Mar 2008
Posty: 17498
Skąd: Polska
Wysłany: 14 Listopad 2010, 12:21    [Cytuj]

[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Informacje | TV Trwam | Radio Maryja na żywo |
Polecamy:informacje ktorych potrzebujesz Fundacja Skierniewice i Szkola Skierniewice
Korzystanie z forum oznacza pełną akceptację otrzymywania plików cookies.

phpBB by przemo  
Strona wygenerowana w 0,17 sekundy. Zapytań do SQL: 8