ND Forum - Dzień dobry POLSKO! Strona Główna ND Forum - Dzień dobry POLSKO!
Ludzie z sercem i głową

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Rosja
Autor Wiadomość
Coltrane


Dołączył: 01 Kwi 2008
Posty: 17462
Skąd: Polska
Wysłany: 1 Grudzień 2010, 10:44   Rosja [Cytuj]

Puste groźby prezydenta Miedwiediewa

Rosja to niewielki kraj. We współczesnym świecie liczą się ludzie, produktywność, organizacja i technologia.
Rosyjska ludność: 120 milionów ludzi - to niewiele więcej, niż ludność Polski i Ukrainy razem wziętych. Ludność trapiona biedą, powoli wymierająca, z bardzo niską płodnością i wysoką śmiertelnością niemowląt. Ludność ginąca, jak kropla w morzu dynamicznych, twórczych, miliardowych ludów wielkich państw azjatyckich: Indii i Chin. Ludność stanowiąca niewielki ułamek ludności USA, czy Unii Europejskiej, ludność mniejsza niż ludność Pakistanu, o którym w Polsce prawie się nie mówi.
Produktywność: PKB Rosji to zaledwie potrójny PKB Polski, a i to, głównie, dzięki dochodom z prymitywnego, surowcowego sektora gospodarki. To zaledwie 1/7 (w parytecie siły nabywczej) PKB USA, czy Unii Europejskiej, 1/4 PKB Chin, połowa PKB Japonii. Produkt krajowy brutto Rosji, liczony przy oficjalnym kursie wymiany waluty - wskaźnik, który mówi dużo o jakości produkcji i usług, dla Rosji stanowi zaledwie kilka procent PKB USA, czy Unii Europejskiej, 1/4 PKB Japonii, 1/3 PKB Niemiec. Dzięki niedawnej, technologicznej rewolucji w USA, dzięki której Amerykanie pozyskują gaz łupkowy i wydobywają więcej gazu (i taniej), niż Rosja, nawet ten surowcowy bastion Rosji upada. Kreatywności i dynamiki gospodarczej Rosji nie da się porównać do oszałamiającej dynamiki Chin. Umiejętności współpracy i potencjału intelektualnego Rosji - nie da się porównać do dawniej brytyjskich, a potem Ghandiego - Indii.
Organizacja... Rosja nie jest państwem demokratycznym. Nie jest państwem prawa, ani swobód obywatelskich, czy gospodarczych. Nie jest państwem zdolnym do spełnienia reguł Światowej Organizacji Handlu (WTO). Nie jest państwem, w którym swobodnie działają wolne media i w którym toczy się normalne życie polityczne. Nie jest państwem dobrze postrzeganym przez sąsiadów. Jest państwem dopuszczającym się licznych, strasznych i do dziś nie rozliczonych zbrodni wojennych w Czeczenii, jest państwem, w którym dość częste są mordy niepokornych wobec władzy dziennikarzy, w którym niepokorni biznesmeni są skazywani na ciężkie więzienie lub banicję. Jest państwem skorumpowanym: w rankingach Transparency International, od lat plasuje się w grupie 1/3 najbardziej skorumpowanych państw świata.
Technologia: oprócz technologii wojskowej, Rosja to technologiczna pustynia. Kto zna kogoś, kto kupił ostatnio jakiś produkt rosyjskiej technologii?
Prezydent tego słabego gospodarczo, technologicznie, organizacyjnie i ludnościowo, skorumpowanego kraju, Dimitri Miedwiediew, w swoim dzisiejeszym orędziu,
www.themoscowtimes.com/news/article/med ... 25386.html
straszy. Straszy kraje NATO, że jeśli Rosja nie zostanie przyjęta, na równych prawach, do uczestnictwa w budowie instalacji wojskowych, takich jak eurazjatycka tarcza rakietowa, to za 10 lat rozpocznie się nowy wyścig zbrojeń i Rosja będzie budować swój wojskowy potencjał ofensywny. W domyśle - zwrócony przeciw NATO.
Sytuacja Rosji: słabej, biednej, źle zorganizowanej, między prężnymi i ambitnymi Chinami, a gospodarczo przytłaczającą Unią Europejską, jest nie do pozazdroszczenia, zwłaszcza, wobec krachu na rynku surowców energetycznych. Tyle, że w takiej sytuacji, należałoby spodziewać się uznania swojej słabości i rozsądnych reform, a nie gróźb podobnych tupaniu trzylatka.
Prezydencie Miedwiediew! Za dziesięć lat, to Rosja może być chińska. I kto wie, czy nie z korzyścią, dla jej obywateli. Bo - nawet do rozwijania technologii wojskowej, trzeba mieć odpowiednie zaplecze gospodarcze, ideowe, organizacyjne, ludnościowe. Rosja tego nie ma... za lat dziesięć, Rosja może być drugim Tybetem, lub drugim Iranem. Więc, doprawdy, takie groźby, są całkiem nie na miejscu.

Puste groźby prezydenta Miedwiediewa

Rosja to niewielki kraj. We współczesnym świecie liczą się ludzie, produktywność, organizacja i technologia.
Rosyjska ludność: 120 milionów ludzi - to niewiele więcej, niż ludność Polski i Ukrainy razem wziętych. Ludność trapiona biedą, powoli wymierająca, z bardzo niską płodnością i wysoką śmiertelnością niemowląt. Ludność ginąca, jak kropla w morzu dynamicznych, twórczych, miliardowych ludów wielkich państw azjatyckich: Indii i Chin. Ludność stanowiąca niewielki ułamek ludności USA, czy Unii Europejskiej, ludność mniejsza niż ludność Pakistanu, o którym w Polsce prawie się nie mówi.
Produktywność: PKB Rosji to zaledwie potrójny PKB Polski, a i to, głównie, dzięki dochodom z prymitywnego, surowcowego sektora gospodarki. To zaledwie 1/7 (w parytecie siły nabywczej) PKB USA, czy Unii Europejskiej, 1/4 PKB Chin, połowa PKB Japonii. Produkt krajowy brutto Rosji, liczony przy oficjalnym kursie wymiany waluty - wskaźnik, który mówi dużo o jakości produkcji i usług, dla Rosji stanowi zaledwie kilka procent PKB USA, czy Unii Europejskiej, 1/4 PKB Japonii, 1/3 PKB Niemiec. Dzięki niedawnej, technologicznej rewolucji w USA, dzięki której Amerykanie pozyskują gaz łupkowy i wydobywają więcej gazu (i taniej), niż Rosja, nawet ten surowcowy bastion Rosji upada. Kreatywności i dynamiki gospodarczej Rosji nie da się porównać do oszałamiającej dynamiki Chin. Umiejętności współpracy i potencjału intelektualnego Rosji - nie da się porównać do dawniej brytyjskich, a potem Ghandiego - Indii.
Organizacja... Rosja nie jest państwem demokratycznym. Nie jest państwem prawa, ani swobód obywatelskich, czy gospodarczych. Nie jest państwem zdolnym do spełnienia reguł Światowej Organizacji Handlu (WTO). Nie jest państwem, w którym swobodnie działają wolne media i w którym toczy się normalne życie polityczne. Nie jest państwem dobrze postrzeganym przez sąsiadów. Jest państwem dopuszczającym się licznych, strasznych i do dziś nie rozliczonych zbrodni wojennych w Czeczenii, jest państwem, w którym dość częste są mordy niepokornych wobec władzy dziennikarzy, w którym niepokorni biznesmeni są skazywani na ciężkie więzienie lub banicję. Jest państwem skorumpowanym: w rankingach Transparency International, od lat plasuje się w grupie 1/3 najbardziej skorumpowanych państw świata.
Technologia: oprócz technologii wojskowej, Rosja to technologiczna pustynia. Kto zna kogoś, kto kupił ostatnio jakiś produkt rosyjskiej technologii?
Prezydent tego słabego gospodarczo, technologicznie, organizacyjnie i ludnościowo, skorumpowanego kraju, Dimitri Miedwiediew, w swoim dzisiejeszym orędziu,
www.themoscowtimes.com/news/article/med ... 25386.html
straszy. Straszy kraje NATO, że jeśli Rosja nie zostanie przyjęta, na równych prawach, do uczestnictwa w budowie instalacji wojskowych, takich jak eurazjatycka tarcza rakietowa, to za 10 lat rozpocznie się nowy wyścig zbrojeń i Rosja będzie budować swój wojskowy potencjał ofensywny. W domyśle - zwrócony przeciw NATO.
Sytuacja Rosji: słabej, biednej, źle zorganizowanej, między prężnymi i ambitnymi Chinami, a gospodarczo przytłaczającą Unią Europejską, jest nie do pozazdroszczenia, zwłaszcza, wobec krachu na rynku surowców energetycznych. Tyle, że w takiej sytuacji, należałoby spodziewać się uznania swojej słabości i rozsądnych reform, a nie gróźb podobnych tupaniu trzylatka.
Prezydencie Miedwiediew! Za dziesięć lat, to Rosja może być chińska. I kto wie, czy nie z korzyścią, dla jej obywateli. Bo - nawet do rozwijania technologii wojskowej, trzeba mieć odpowiednie zaplecze gospodarcze, ideowe, organizacyjne, ludnościowe. Rosja tego nie ma... za lat dziesięć, Rosja może być drugim Tybetem, lub drugim Iranem. Więc, doprawdy, takie groźby, są całkiem nie na miejscu.

http://afortiori.salon24....ta-miedwiediewa
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Krzysztof


Dołączył: 06 Kwi 2008
Posty: 1140
Skąd: Babia Górka
Wysłany: 1 Grudzień 2010, 10:58    [Cytuj]

A ja dla kontrastu wkleję tak "hołubioną"(swojskobrzmiąca nazwa ;-) )usraelską d***cję:

Sobór Słowiański i jego Wróg Zaprzysiężony za Oceanem Posted on 29 Listopad 2010 by markglogg
6


Sobór Słowiański i jego Wróg Zaprzysiężony za Oceanem

Po zakończeniu X Soboru Słowiańskigo miałem możność pospacerować po zwiedzanym już przeze mnie kilkukrotnie (1966, 2004, 2 x 2005) Kijowie. Od ostatniego w nim pobytu w zasadzie nic się nie zmieniło i najlepiej do znanej mi osobiście sytuacji na Ukrainie pasuje relacja Andrzeja Bobkiewicza z Kirkowogradu (patrz załącznik). Bobkiewicz miał, dokładnie 6 lat temu, naiwną nadzieją, że coś się zmieni na lepsze po dojściu do władzy „pomarańczowych”. Jednak od lat już systematycznie, w wypadku dojść do władzy „stronnictw proamerykańskich”, w krajach podbitych zwiększa się tylko ilość samochodów (oraz innych, niezbędnych do życia gadżetów), przy jednoczesnej zapaści ekonomicznej: latem 2005, gdy wracając z mymi studentami z Kaukazu, przechodziliśmy łańcuch gór Krymu, to widzieliśmy porzucony w nich sprzęt do budowy gazociągu Symferopol-Jałta. Na już zmontowanych, ale jeszcze nie wpuszczonych w ziemie rurach widniała nawet data ich odbioru technicznego 30.11.2004. I od kluczowego momentu „pomarańczowej rewolucji”, czyli wydanej 3.12.2004 zgody Sądu Konstytucyjnego na powtórzenie II tury prezydenckich wyborów, przez następne 9 miesięcy nikt nagle porzuconej pracy przy tym istotnym gazociągu się już nie podjął.

W centrum Kijowa, równolegle ze wzrostem ilości wielkich czarnych „trupowozów” (BMW, Volvo, Mercedesy, itd.) z napędem na cztery koła, wzrosła w ciągu 4-lecia rządów Juszczenki ilość pomników „męczeństwa ofiar komuny” – co zabawniejsze, przy jednoczesnym zachowaniu licznych pomników tejże komuny obrońców. A na murze nowo odbudowanego Soboru Michajłowskiego w samym centrum miasta umieszczono ogromną ekspozycję opowiadającą o stratach Ukrainy w okresie głodomoru lat 1930-31. Jak zapamiętałem, ilość ludności na Ukrainie, w dziesięcioleciu lat 1930 zmalała wtedy aż o blisko 25 procent czyli o 9 milionów, ale na porównawczej tabeli zauważyłem, że w tym samym czasie ilość mieszkańców Republiki Rosyjskiej wzrosła aż o 25 milionów, czyli blisko 20 procent. Tak znaczy przyrost ludności w RSRF ciągu dziesięciolecia nie mógł być li tylko sprawą wzrostu urodzeń, po prostu miliony głodujących mieszkańców radzieckiej Ukrainy przeniosło się do budowanych w tym okresie centrów przemysłu ciężkiego (Magnitogorsk) na Uralu. Taka sytuacja powtórzyła się w ciągu ostatnich kilkunastu lat, kiedy to ilość ludności na Ukrainie znowu spadła o prawie 15 procent, czyli ponad 7 milionów mieszkańców, którzy niekoniecznie wymarli ale uciekli, tak jak i z Polski w tym samym czasie, do bardziej „pracodajnych” rejonów Moskwy oraz Zachodniej Europy.

Jakoś tak się zbiegło, ze po powrocie z Ukrainy otrzymałem email z Bułgarii, w którym była przytoczona „choinka” rozkładu wiekowego ludności USA w roku 1950.



Na tej oficjalnej amerykańskiej statystyce wyraźnie widać „wcięcie” w rozkładzie wiekowym ludności tego „super” kraju, które rozpoczyna się w drugiej połowie lat 1920 i trwa przez następne dziesięciolecie. To jest dokładnie okres Wielkiej Depresji, kiedy to nagle stanęły warsztaty pracy i ponad milion tak zwanych „rodzinnych” gospodarstw farmerskich uległo likwidacji. W tym okresie głodu w USA (oczywiście przy zawalonych żywnością sklepach) nowe dzieci się nie rodziły, albo – jako najsłabsze – po prostu z głodu umierały. Oficjalnie ocenia się, że Stany Zjednoczone w tym okresie straciły, ponad przeciętną statystyczną, około 7 milionów ludności, przy czym możliwość „emigracji za chlebem” z USA była w tym okresie prawie żadna, bo i w Europie był Wielki Kryzys, który doprowadził do władzy demokratycznie wybranego Hitlera.

Ta socjotechnika „zasłaniania” własnych zbrodni, zbrodniami dokonanymi (względnie tylko „przypisanymi”) wrogom, których planuje się wyniszczenie, w krajach uważających się za „liberalne” już od ponad stu lat rozwija się bez większych przeszkód. Komasacja bowiem elektroniczno-poligraficznych środków przekazu w rękach działających ‘sieciowo’ ponadnarodowych koncernów powoduje, że coraz bardziej żyjemy w świecie wirtualnym, w którym odpowiednio spreparowana fikcja tworzy społeczną rzeczywistość. Taką „fikcją na zamówienie Pana Świata” okazało się być na przykład gigantyczne „samobójstwo”, prawie dokładnie przed 38 laty, członków żyjących w izolacji w Gujanie pochodzącej z USA sekty o nazwie „Świątynia narodów”. Poniżej przetłumaczyłem co istotniejsze fragmentu artykułu, jaki niedawno się ukazał – oczywiście po rosyjsku – na portalu http://www.rusproject.org w dniu 20 listopada br. (Na wszelki wypadek sprawdziłem czy przytoczone przez sowieto-nostalgiczny „rusprojekt” dane są zgodne z tymi, jakie można znaleźć na portalach anglojęzycznych. Okazało się, że rząd USA wciąż odmawia ujawnienia szczegółów tej tragedii.)

Cytuję:

Amerykańska prasa szybko wytłumaczyła te tragedię, masowym samobójstwem popełnionym przez organizację „Świątynia Narodów” i oficjalnie zabroniła działalności tej sekty. (W internecie wyczytałem, że w szczytowym okresie jej powodzenia miała ona w USA aż 35 tysięcy członków i na początku lat 1970-tych miała znaczne wpływy polityczne, zwłaszcza w północnej Kalifornii, gdzie mieszkałem kilka lat wcześniej.)



Natomiast w ukryciu pozostały następujące fakty:

– Wspólnota „Świątyni narodów” przybyła do Gujany w Ameryce Południowej w 1975 roku, z tego powodu, że w kraju jej powstania prześladowały ją spec-służby – były to zabójstwa, podpalenia, podłożenia bomb, o czym Wspólnota niejednokrotnie pisała w swej gazecie „Peoples Temple”.

– Te ataki służb specjalnych USA nie ustały po emigracji do Gujany (…) „nie zamykamy oczu na możliwość tego, że mogą nas dosłownie unicestwić”.

– 8 września 1977, na 14 miesięcy przed „samobójstwem”, CIA wysłało do Gujany specjalny oddział najemników, w celu porwania wszystkich dzieci Komuny i przewiezienia ich powrotem do USA. Przez dwa dni najemnicy obserwowali co się w tej komunie dzieje. Nie zauważyli jakichś specjalnych ograniczeń, ani uzbrojonych wartowników, niczego takiego na co byli przygotowani. (…) Na odwrót, usłyszeli pełne optymizmu amerykańskie pieśni narodowe i negro-spirituals śpiewane chórem. Widzieli jak rodzice odprowadzają dzieci do szkoły, a sami idą pracować polu względnie w swych warsztatach. Dowódca najemników Mejzor (?) przyznał się członkom komuny, że te obrazy tak wstrząsnęły i nim i jego „komandosami”, że nie potrafili wypełnić swojej misji.

– W ciągu całego swojego istnienia komunę odwiedzały oficjalne i nieoficjalne delegacje z USA, Gujany i innych krajów. Żadna z tych delegacji nie zauważyła jakichś form przemocy, prób zamiany jej członków w pozbawione samodzielności zombi, czy innych form zastraszania. W telegramie przesłanym do Kongresu, w imieniu wice konsula USA Richarda Mac-Koy’a, który odwiedził Jonestown 11 lutego 1978 roku czytamy: „Na podstawie swych osobistych obserwacji oraz rozmów z członkami „Świątyni Narodów”, a także z przedstawicielami rządu Gujany, konsul jest przekonany o niewiarygodności oświadczeń, że ktoś jest w Jonestown zatrzymywany wbrew swojej woli.” Amerykański adwokat Charles Gerri, który odwiedził Jonestown 5 listopada 1977 pisał „Ja byłem w raju. Widziałem wspólnotę, gdzie nie było takiego zjawiska jak rasizm”

– Wspólnota ta nie była organizacja religijną, „My jesteśmy nie religijną, ale w pełni świecką organizacją. Słowo „sekta” do nas nie pasuje. My potrzebowaliśmy go dla zamaskowania naszej działalności, gdy byliśmy w Stanach. Bez tego my nie moglibyśmy istnieć, nie mówiąc już o tym, by wspólnie wyjechać ze Stanów Zjednoczonych.” – mówił Jim Jones (twórca tej komuny) radzieckiemu konsulowi Fiodorowi Michałowiczowi Timofiejewowi 27 września 1978, kiedy to przyjechał on wraz z doktorem N.M. Fedorowskim by zaznajomić się z Komuną.

– Jim Jones nie był jakimś odrażającym fanatykiem, jaki go przedstawiano po śmierci. Popierało go i w swoim czasie starało się o jego wsparcie wielu polityków w Kalifornii. W 1976 roku pomógł on Georgowi Moscone zostać wybranym na burmistrza San Francisco (itd.).

– Wszyscy członkowie Wspólnoty dwa razy w roku przechodzili obowiązkowe badania lekarskie.

– Główna ulica w Jonestown nosiła imię Lenina.

– Członkowie Wspólnoty uczyli się języka rosyjskiego, czytali w oryginale Puszkina, Tołstoja, uczyli się konstytucji ZSRR i radzieckiego prawa.

– W marcu 1978 roku, na 7 miesięcy przed „samobójstwem”, członkowie wspólnoty jednogłośnie przegłosowali na ogólnym zgromadzeniu, wniosek o przesiedlenie na stały pobyt w ZSRR, o zezwolenie na które oficjalnie poprosili konsulat radziecki w Gujanie.

– Niedługo przed swoją zagładą, w obawie o swój los, Wspólnota przekazała na ręce konsula ZSRR w Gujanie, F. Timofiejewowi wszystkie swoje środki finansowe – w banknotach, czekach oraz poręczeniach finansowych. Jej członkowie, posiadający prawo podpisu w bankach, zostawili potwierdzenia, według których wszystkie wkłady „Świątyni Narodów” można było przekazać Związkowi Radzieckiemu poprzez radzieckiego konsula w Gujanie. (Wszystkie te środki finansowe zostały następnie przekazane przez Timofiejewa władzom Gujany.)

– Na koniec listopada 1978 był zaplanowany pierwszy wyjazd delegatów Wspólnoty do ZSRR w celu wyboru miejsca przyszłego pobytu…

18 listopada 1978 życie tych, prawdopodobnie w jakiś sposób naiwnych ludzi, nieoczekiwanie się urwało…

– 17 listopada, na dzień przed masakrą, na lotnisko w stolicy Gujany Georgetown (nie mylić z Jonestown) przybyla grupa „turystów’ z USA – 50-60 mężczyzn w wieku 20-30 lat, o dobrej budowie fizycznej. Wynajęli on kilka lokalnych samolotów, odlecieli z lotniska i dalszy ich los jest nieznany.

– 18 listopada na stołecznym lotnisku wylądowały wojskowe samoloty transportowe USA. Czegoś podobnego nie widziano od czasu gdy został anulowany traktat „Atkinsofielda”, zgodnie z którym USA miało prawo wykorzystywać lotnisko w Georgetown (władze Gujany wymówiły ten traktat po tym, jak w 1977 agenci CIA zniszczyli nad Barbadosem kubański pasażerski samolot, który wystartował z Gujany.)

– Wojskowi z USA przez dwie doby (!) nie dopuszczali do miejsca tragedii organów prawnych Gujany.

– Wszystkie zwłoki leżały twarzą w dół, prawie w jednakowej pozycji. Jest to niemożliwe przy samo-otruciu jakim by to nie było środkiem, tym bardziej cyjankiem potasu, po przyjęciu którego śmierć następuje prawie natychmiast. Pozycje zwłok i ich przestrzenny układ został zmieniony przez kogoś po śmierci tych ludzi, co jest możliwe tylko w pierwszych 2-4 godzinach po śmierci.

– Obowiązkowa według praw USA sekcja zwłok o charakterze kryminalnym nie została przeprowadzona.

– Stany Zjednoczone proponowały władzom Gujany pochowanie wszystkich zabitych w specjalnie wykopanym rowie, bez zrobienia badania ich tkanek. Władze Gujany się z tym nie zgodziły.

– Tylko na trzeci dzień, kiedy zwłoki były już w stanie zaawansowanego rozkładu, na miejsce tragedii zostały dopuszczone władze Gujany i główny patolog Gujany, doktor Leslie Mootoo przeprowadził sekcję części zwłok. Zauważył on u zmarłych ślady wstrzyknięcia cyjanku potasu.

– Na zwłokach znajdowały się ukłucia w miejscach niedostępnych do zastrzyku wykonanego własnoręcznie (głównie od tyłu, w plecy na wysokości lewej łopatki – przyp. MG).

– Aby pozbawić się życia z pomocą cyjanku potasu wystarczy po prostu wypić tę truciznę. Nie ma żadnej potrzeby by sobie ja wstrzykiwać.

– Po długim zwlekaniu zwłoki zostały wywiezione na bazę wojsk lotniczych w Dower (USA, Pensylwania). Zostało zrobione tylko siedem sekcji zwłok (15 grudnia czyli w prawie miesiąc po śmierci), po czym wszystkie zwłoki zostały spalone przy zachowaniu ostrej tajemnicy.

– Na temat tej masowej śmierci nie przeprowadzono żadnego dochodzenia sądowego.

– 18 listopada, jednocześnie z „samobójstwem” w Jonestown, w stolicy Gujany (ponad 200 km od miejsca tragedii) zostali zamordowani pracujący tam członkowie „Świątyni Narodów”.

– W trzy dni później, w USA, w swoim gabinecie w pracy został zamordowany przyjaciel Jima Jonesa burmistrz San Francisco George R. Moscone. Prawdopodobnie zamierzał on wystąpić z oświadczeniem związanym z „samobójstwem” Jima Jonesa.

– 13 marca 1979 roku, 32 letni Michel Prokus (były agent CIA, zainstalowany w „Świątyni Narodów”, który później, przyznawszy się do tego, przeszedł na stronę Jima Jonesa) zorganizował konferencję prasową w numerze 106 motelu 6 na Kanas Avenue w miasteczku Mosto (Kalifornia). Rozdał on zabranym reporterom swoje oświadczenie na 42 stronicach, wyszedł do łazienki i się zastrzelił. W swym oświadczeniu stwierdził: „Prawda o Jonestown jest ukrywana z tego powodu, że organy władzy USA wzięły bardzo aktywny udział w jego likwidacji. Jestem o tym przekonany, gdyż w momencie mego wstąpienia do „Świątyni Narodów” sam byłem tajnym agentem…”

Tyle tłumaczenia z rosyjskiego. A oto moje (MG) uwagi.

- W tym wyliczeniu morderstw związanych z likwidacją Komuny Jonestown, dokonanym przez Mikołaja Poljakova, brakuje historii jeszcze jednego zbiorowego morderstwa. Cytuje za Wkipedią „Sprawę badał wysłannik rządu, kongresman Leo Ryan. 18 listopada doszło do tragedii. Część członków Świątyni Ludu zgłosiła się do kongresmana, chcąc razem z nim wrócić do USA. Tuż przed powrotem, na pasie startowym lotniska w Port Kaituma, oddalonego od Jonestown o pięć kilometrów, Ryan, trzej towarzyszący mu dziennikarze oraz kilkoro uciekinierów, zostało zamordowanych strzałami z broni maszynowej.”

- Ta bardzo istotna, niewiarygodna wręcz dla rzesz Polaków marzących o „raju” w USA, sprawa planowanych przenosin „Świątyni Narodów” do ZSRR jest prawdziwa. Cytuję za Wikipedia po angielsku:

On October 2, 1978, Feodor Timofeyev from the Soviet Union embassy in Guyana visited Jonestown for two days and gave a speech.[76] Jones stated before the speech that „For many years, we have let our sympathies be quite publicly known, that the United States government was not our mother, but that the Soviet Union was our spiritual motherland,” ….[76] Timofeyev opened the speech stating that the USSR would like to send „our deepest and the most sincere greetings to the people of this first socialist and communist community of the United States of America, in Guyana and in the world,” followed by cheers and applause from the crowd.[76] (…) By October 1978, Temple members met almost weekly with Timofeyev discussing a potential exodus to the Soviet Union.[74]

Szukałem jeszcze dalej, w google po angielsku. Z raportu zrobionego przez „Johna Judge” (pseudo Joe Holsingera, bliskiego współpracownika zabitego 18 listopada 1978 na lotnisku koło Jonestown senatora Leo Ryana) wynika, że początkowo w Jonestown było martwych tylko zaledwie 400 osób, jednak 600 komandosów angielskich „przypadkowo trenujących koło Jonestown” wyłapało jeszcze 700 uciekinierów (w Jonestown mieszkało bowiem około 1100 osób), „uśpiło” ich i nadające się do ekspozycji zwłoki dołożono do wcześniejszych, tak że otrzymano oficjalną liczbę 914 ofiar tragedii:

It seemed the first reports were true, 400 had died, and 700 had fled to the jungle. The American authorities claimed to have searched for people who had escaped, but found no evidence of any in the surrounding area.[23] At least a hundred Guyanese troops were among the first to arrive, and they were ordered to search the jungle for survivors.[24] In the area, at the same time, British Black Watch troops were on „training exercises,” with nearly 600 of their best-trained commandos. Soon, American Green Berets were on site as well.[25 ]The presence of these soldiers, specially trained in covert killing operations, may explain the increasing numbers of bodies that appeared. Most of the photographs show the bodies in neat rows, face down. There are few exceptions. Close shots indicate drag marks, as though the bodies were positioned by someone after death.[26] Is it possible that the 700 who fled were rounded up by these troops, brought back to Jonestown and added to the body count?

Co więcej, główny patolog Gujany dr Mootoo przed trybunałem swego kraju stwierdził, iż “za wyjątkiem trzech przypadków, wszyscy zostali zamordowani przez nieznane osoby”:

While the American press screamed about the „Kool-Aid Suicides,” Dr. Mootoo was reaching a much different opinion.[29](…)Instead, Dr. Mootoo found fresh needle marks at the back of the left shoulder blades of 80-90% of the victims.[32 ] Others had been shot or strangled. One survivor reported that those who resisted were forced by armed guards.[33 ] The gun that reportedly shot Jim Jones was lying nearly 200 feet from his body, not a likely suicide weapon.[34 ] As Chief Medical Examiner, Mootoo’s testimony to the Guyanese grand jury investigating Jonestown led to their conclusion that all but three of the people were murdered by „persons unknown.”

Bardzo ciekawa jest konkluzja powyższego opracowania, zrobionego w 1985 roku przez „Johna Judge” (Joe Holsingera?) utrzymującego, że senator Leo Ryan, został zabity przez CIA wraz z dziennikarzami „za dużo wiedzącymi” na temat morderstwa Martina Luthera Kinga w 1968 roku. Cytuję w tłumaczeniu na polski: „Ostateczną ofiarą kontroli mózgów jaka miała miejsce w Jonestown jest naród amerykański. … jeśli rozbieżność między prawdą o Jonestown i oficjalną wersją wydarzeń jest tak wielka, to jakie kłamstwa się nam serwuje odnośnie wielkich wydarzeń?”

No i już po publikacji – zapewne w prawie niedostępnych szerszemu ogółowi mediach – powyższego artykułu, mieliśmy i sztuczną „pierestrojkę” Gorbaczowa, która doprowadziła do instalacji baz US Army nie tylko w Polsce; i „islamski” atak na USA 11 września 2001, który otworzył drogę do podboju przez USA tak zwanego „heartland”, czyli samego ‘serca’ Euroazji…



Czy zatem powyższa fotografia nie jest zapowiedzią przyszłości nas wszystkich przeklętych przez Boga Izraela „gojów”, przyszłości jaką przygotowują Stany Zjednoczone dla symbolicznej ŚWIĄTYNI NARODÓW ŚWIATA? (Prawdopodobnie „komandosi” z USA/GB najpierw uśpili zgromadzoną, pod widzianym na zdjęciu Wielkim Dachem, społeczność Jonestown gazem anestezjologicznym – takim jaki zastosowano kilka lat temu w opanowanym przez Czeczeńców teatrze w Moskwie – a następnie wstrzykiwano nieprzytomnym ofiarom uśmiercający je cyjanek potasu. Zapewne dlatego z dopuszczeniem lekarzy i gujańskich oficjeli do miejsca tragedii zwlekano aż dwie doby, aż się ulotni gaz obezwładniający – no i oczyści się tereny przyległe do Komuny z rozkładających się trupów licznych uciekinierów.)

To, że bezpośrednia przyczyną likwidacji Wspólnoty Jima Jonesa była jej chęć emigracji do ZSRR wydaje się być całkiem prawdopodobnym. W okresie gdy maszyna propagandowa Zachodu wychwalała USA jakby jakiegoś „Boga Wolnych Narodów”, ucieczka ponad tysiąca Amerykanów do „Imperium Zła”, oznaczała by załamanie się planów „Re-konkwisty Europy Wschodniej przez Kapitalizm” na być może i dziesiątki lat. Rosyjski komentator artykułu Poljakowa zauważa, iż w roku 1978 średnie szczeble władzy w ZSRR – zwłaszcza w Ministerstwie Spraw Zagranicznych – zostały już opanowane przez wrogów ustroju tak, że informacja o ponad tysiącu obywateli USA pragnących uzyskać AZYL POLITYCZNY (dokładnie taki) w Związku Radzieckim, nie dotarła w ogóle do otoczenia Breżniewa.

***

Ale wróćmy, w świetle tej tragicznej historii Wspólnoty Jonestown – oraz w świetle średnio tragicznej historii krajów post-socjalistycznych, takich jak Ukraina, Bułgaria czy Litwa, które potraciły ostatnio dobrze ponad jedną dziesiątą swej ludności – do X Zjazdu Słowiańskiego w Kijowie. W czasie nieformalnego spotkania w podkijowskim, nie używanym obecnie sanatorium, w którym byliśmy zakwaterowani, młody, obchodzący akurat swe 27 urodziny Serb z Belgradu przypomniał nam tak zwany Testament Prezydenta wielonarodowościowej Jugosławii, Józefa Broz Tito: „Chrońcie socjalizm jak źrenicę oka, bo gdy go utracicie, to utracicie wszystko”. Jak wiemy, zwierzchnicy krajów socjalistycznych – w pierwszym rzędzie ZSRR oraz Polski – nie uchronili socjalizmu. I many to co mamy, czyli to, co „John Judge” (Joe Holsinger) nazwał „(mega) kontrolę mózgów, która poprzez odrodzenie ‘religijnych wartości amerykańskich lat 1950’, (…) prowadzi do kultu zbiorowego samobójstwa”. (Patrz list Prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego „Sojusznicy i wartości” z 30 września br.) W przypadku Europy Wschodniej, jest to „zaprogramowane za Oceanem” samobójstwo narodów głównie słowiańskich, mających bogate tradycje „obszcziny” czyli wspólnoty…

Dlaczego zaś „pobożni Amerykanie” ten samobójczy program tak bardzo hołubią? Na to pytanie odpowiedział mi już ponad dwadzieścia temu, mój nieco starszy kolega, matematyk o rodowodzie polsko-żydowsko-komunistycznym, który się „przechrzcił” jednocześnie i na katolicyzm i na „amerykanizm”, dokumentowany jego paszportem. Jako stały czytelnik nowojorskiej prasy dla intelektualistów, jeszcze w Genewie powiedział mi on po prostu „komunizm (aktywnie budowany w Polsce przez jego rodziców) to rak świata”. A zatem należy wypalać tego raka „ogniem i żelazem” – czyli punktowym, śmiercionośnym napromieniowaniem zarażonych tkanek lub ich wycinaniem skalpelem. I to się robi obecnie bardzo aktywnie, w skali całego globu. Kilka dni temu przedstawiciel Wojska Polskiego w Afganistanie powiedział, w trakcie dziennika TVP, że w niby-kontrolowanych przez polskie oddziały dystryktach, amerykańskie mikro-szwadrony śmierci przystąpiły do „niewidzialnego zabijania” Talibów. Muzułmanie marzą bowiem o „umma” czyli o „wspólnocie”, która jako przejaw totalitaryzmu winna być w świecie zakazana, podobnie jak w Polsce dzisiaj są zakazane wszystkie ugrupowania o charakterze wspólnotowym, zarówno te narodowe („faszystowskie”) jak i te komunistyczne.

Bo ileż to, co zacniejszych, znanych mi – dobrze, średnio lub tylko słabo – osób o ciągotach pro-socjalistycznych, czy tylko prospołecznych, zginęło w Polsce w dziwnych okolicznościach w ostatnich dekadach: Jan Strzelecki (1989), Michał Falzmann (1991), Andrzej Urbańczyk (2001), Daniel Podrzycki (2005). W dekadzie lat 1990 w Jugosławii doliczono się aż ponad czterdziestu „dziwnych morderstw” w najbliższym otoczeniu Slobodana Miloszevicia, przez całą tę dekadę rozpaczliwie broniącego ostatniego w Europie socjalistycznego kraju. A zatem bardzo, bardzo trudno będzie usunąć „antykomunistyczną kataraktę” jaka zasnuła wzrok ludziom nie tylko w Polsce. Aby tego, opisywanego przecież w Ewangeliach, „cudu” odzyskania społecznego wzroku dokonać, trzeba dobrze rozpoznać, gdzie znajdują się zarodzie, narastającego obecnie wręcz lawinowo „bielma na oczach Faryzeuszy nami rządzących”. Ale to już szersza sprawa. Patrz na załączony tekst sprzed 3 lat „Lucyfer zwiedza miasto na wzgórzu Syjon”, na podstawie którego opracowałem mój „dokład” na niedawnym Soborze w Kijowie, a przy okazji na ostatnie publiczne wystąpienie sejmowego filozofa-błazna Janusza Palikota: http://www.se.pl/wydarzen...ej_161576.html.


http://wiernipolsce.wordp...ony-za-oceanem/
_________________
My się nie boimy żadnych zarzutów. Niech nam mówią, że jesteśmy lewicowi, może i trochę jesteśmy. Ja już będę od dziś używał tego słowa, nie będę używał słowa "postkomunizm", którego używałem. (Jarosław Kaczyński)
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 01 Kwi 2008
Posty: 17462
Skąd: Polska
Wysłany: 1 Grudzień 2010, 11:07    [Cytuj]

Pragnę zwrócić koledze uwagę, że wątek nosi tytuł "ROSJA" ....
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Krzysztof


Dołączył: 06 Kwi 2008
Posty: 1140
Skąd: Babia Górka
Wysłany: 1 Grudzień 2010, 11:56    [Cytuj]

Coltrane napisał/a:
Pragnę zwrócić koledze uwagę, że wątek nosi tytuł "ROSJA" ....

Jestem w pełni świadom popełnionego przestępstwa :mrgreen: , ale na swoje usprawiedliwienie uprzejmie donoszę ;-) , że wklejony temat ściśle się wiąże z komuną, której krajem rad-symbolem była Rosja, a kraj-nośnik rewolucji bolszewickiej, który ją finansował było USA z klanem Rothschildów na czele.
_________________
My się nie boimy żadnych zarzutów. Niech nam mówią, że jesteśmy lewicowi, może i trochę jesteśmy. Ja już będę od dziś używał tego słowa, nie będę używał słowa "postkomunizm", którego używałem. (Jarosław Kaczyński)
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 01 Kwi 2008
Posty: 17462
Skąd: Polska
Wysłany: 1 Grudzień 2010, 13:48    [Cytuj]

Krzysztof napisał/a:

Jestem w pełni świadom popełnionego przestępstwa :mrgreen: , ale na swoje usprawiedliwienie uprzejmie donoszę ;-) , że wklejony temat ściśle się wiąże z komuną, której krajem rad-symbolem była Rosja, a kraj-nośnik rewolucji bolszewickiej, który ją finansował było USA z klanem Rothschildów na czele.


Światem rządzi żydowska finansjera, a ona ma we władaniu nie tylko USA, ale także Zachodnią Jewropę, a obecnie rządzi również Rosją, a także Polską (przykładem niech będzie plan balcerowicza z nadania sorosa, oraz ta pseudoprywatyzacja, którą rozpoczął Mazowiecki jako "pierwszy niekomunistyczny premier" :mrgreen: ).
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Endek
Józef


Dołączył: 24 Lis 2008
Posty: 2948
Skąd: Nieporęcki Las
Wysłany: 1 Grudzień 2010, 16:38    [Cytuj]

Coltrane napisał/a:


Światem rządzi żydowska finansjera, a ona ma we władaniu nie tylko USA, ale także Zachodnią Jewropę, a obecnie rządzi również Rosją, a także Polską (przykładem niech będzie plan balcerowicza z nadania sorosa, oraz ta pseudoprywatyzacja, którą rozpoczął Mazowiecki jako "pierwszy niekomunistyczny premier" :mrgreen: ).
Polską, to oni rządzą od zamachu majowego
_________________
Liberał to fanatyk na rzecz niezależności, który wychwala ją w każdej dziedzinie, aż do granic absurdu(abp, Marceli Lefebvre)
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 01 Kwi 2008
Posty: 17462
Skąd: Polska
Wysłany: 1 Grudzień 2010, 21:21    [Cytuj]

Endek napisał/a:
Coltrane napisał/a:


Światem rządzi żydowska finansjera, a ona ma we władaniu nie tylko USA, ale także Zachodnią Jewropę, a obecnie rządzi również Rosją, a także Polską (przykładem niech będzie plan balcerowicza z nadania sorosa, oraz ta pseudoprywatyzacja, którą rozpoczął Mazowiecki jako "pierwszy niekomunistyczny premier" :mrgreen: ).
Polską, to oni rządzą od zamachu majowego


Znowu przesadzasz !
A któż jak nie Prezydent Ignacy Mościcki zdelegalizował działalność lóż masońskich ?
Wszystkie 11 lóż masońskich działających w Polsce po roku 1923 zostało zdelegalizowanych przez Prezydenta Rzeczyposplitej, Ignacego Mościckiego, dekretem z dnia 22 listopada 1938 roku.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
longinus9


Dołączył: 19 Lut 2009
Posty: 2190
Skąd: Łódź
Wysłany: 10 Styczeń 2011, 05:54    [Cytuj]

Gdzie są ci wszyscy generałowie, którzy zakładali Jukos? Dlaczego nie siedzą na ławie oskarżonych razem z Chodorkowskim? On był oczywiście ważny w tej grze, ale dla wszystkich było jasne, że to KGB jest kluczowym graczem. I pozostaje nim w Rosji do dzisiaj
Klub "profesjonalnych przyjaciół" Kremla naprawdę istnieje



Z Wiktorem Kałasznikowem, byłym pułkownikiem KGB, dziennikarzem, krewnym Michaiła Kałasznikowa - wynalazcy AK-47, najsłynniejszego karabinu świata - rozmawia Łukasz Sianożęcki

Dlaczego musiał Pan z żoną opuścić Rosję?
- Patrząc wstecz, możemy stwierdzić, że problemy z władzami czy też z moimi byłymi współpracownikami mieliśmy cały czas. Narastały one stopniowo, ale jednak dość znacznie. W roku 2004 oboje wraz z żoną straciliśmy pracę i od tej pory nastąpiła eskalacja prześladowań. Najpierw staraliśmy się uporządkować sobie jakoś nasze życie na Ukrainie. Chcieliśmy przy pomocy tamtejszych mediów nagłośnić naszą sprawę i opowiedzieć, jak reżim w Rosji nas potraktował. Przyznam szczerze, że początkowo się to udawało całkiem dobrze. Dzięki ukraińskiej telewizji mogłem prowadzić liczne programy poświęcone rosyjskiej polityce obronnej czy zagranicznej i wyjaśniać jej niuanse. Mówiłem także o stosunkach Kijów - Moskwa itp. Przy pomocy naszych przyjaciół we Lwowie i Kijowie chcieliśmy utworzyć coś jakby program studiów nad Sowietami, tzn. chcieliśmy wykorzystać archiwa i dokumenty, które są zgromadzone na Ukrainie, aby zgłębiać to zagadnienie. W zeszłym roku jednak wszystko, co zostało do tej pory stworzone, zostało anulowane, nasi znajomi stracili posady, a niektórym z nich "doradzono", aby już lepiej nie pokazywali się na Ukrainie. Dlatego też podjęliśmy szereg wysiłków w podobnych sprawach w Estonii, Polsce i nadal staramy się doprowadzić do powołania ośrodka studiów rosyjskich.

Fakt, że chciał Pan zajmować się historią Rosji sowieckiej, to jedyny powód, dla którego potraktowano Pana jak persona non grata?
- Nie tylko. Część mojej działalności wiąże się także z głośną sprawą aresztowania Michaiła Chodorkowskiego. Byłem zaangażowany w tę sprawę w latach 90. i moja interpretacja tych wydarzeń nieco odbiega od tego, co możemy usłyszeć w mediach. Pod koniec lat 90. byłem reprezentantem jednej z trzech niemieckich firm naftowych w Moskwie. Nie były to jakieś giganty paliwowe, ale jednak posiadały pewne oddziaływanie w małym i średnim zasięgu, wobec czego uczestniczyliśmy w pewnych ważnych inwestycjach i przedsięwzięciach. Do moich uprawnień należało m.in. kontaktowanie się z przedstawicielami Jukosu. Robiłem to regularnie, a nasze rozmowy były poświęcone bardzo konkretnym kwestiom. To było więc oczywiste dla wszystkich, dla moich przełożonych, a także dla ludzi w Moskwie, że firma ta została założona, a później prowadzona przez byłych generałów KGB czy przedstawicieli byłej nomenklatury. I to właśnie oni odegrali decydującą rolę w budowaniu tak wielkich konglomeratów jak Jukos. To oni ochraniali je przed konkurencją ze strony mniejszych firm i utwierdzali te monopole.

Chodorkowski był tego na pewno świadom, wiedział, kim są jego biznesowi partnerzy.
- Chodorkowski był oczywiście ważny w tej grze, dla wszystkich jednak było jasne, że to KGB jest kluczowym graczem. Chcieli sobie podporządkować wszystkich, a dzięki swojej sile byli w stanie korumpować cały ten biznes, więc udało im się całkiem dobrze. Teraz, kiedy widzimy, że jedynymi oskarżonymi w procesie są Chodorkowski i Lebiediew, staje się całkowicie jasne, że to proces na pokaz. Chciałbym wobec tego zapytać, gdzie są ci wszyscy generałowie, którzy byli przy powstaniu Jukosu. Gdzie jest choćby generał Iwanienko, ostatni formalny szef KGB? W Jukosie był wiceprezesem odpowiedzialnym za bezpieczeństwo. W praktyce to on był więc najważniejszym człowiekiem w firmie. Można powiedzieć, że to on, trzymając Jukos w swoim ręku, sprawiał, że był on tym, czym był. Gdzie jest generał Aleksiej Kandaurow, odpowiedzialny za informację i wywiad? Ja bym wyjaśnił to w następujący sposób: za czasów rządów Putina - mam tu na myśli ostatnie 10 lat - wszyscy wielcy zakulisowej polityki, prawdziwi szefowie powrócili w sposób zupełnie otwarty. Najprawdopodobniej Michaił Chodorkowski nie docenił tego, co się wówczas działo, i działał dalej w ten sam sposób, jak robił to wcześniej. Okazało się, że szefowie już go jednak nie potrzebują, i stał się dla nich swego rodzaju przeszkodą. Widziałem mnóstwo reportaży i relacji medialnych z procesu, który jest przedstawiany jako wielka osobista tragedia Chodorkowskiego i jego rodziny. Ale istotą tej sprawy jest zupełnie co innego. Po pierwsze - natura reżimu panującego w Rosji, a po drugie - związki służb specjalnych z tym reżimem. To jest kwestia, która powinna być podnoszona podczas relacji z tego procesu. Należy o tym mówić, a także o tym, gdzie sięgają korzenie obecnej władzy, trzeba mówić jasno, że wywodzą się one bezpośrednio z czasów sowieckich. I ja staram się to robić. Właśnie dlatego - jak zawsze wyjaśniam osobom mnie pytającym - nie jestem mile widziany w ojczyźnie.

Powiedział Pan, że pojawiły się liczne spekulacje medialne na temat próby otrucia Państwa. Jak było naprawdę?
- Chciałbym być w tej kwestii bardzo precyzyjny. Odszedłem z KGB w roku 1992, nie tylko z powodu nieporozumień kadrowych, ale ze względu na to, że korzystając ze zmian, jakie zachodziły w kraju, chciałem spróbować innego sposobu na życie w demokratycznej Rosji. Zaangażowałem się więc początkowo w politykę, potem w biznes, a następnie także w media. Szczególnie pracując w mediach, starałem się wprowadzać w Rosji coś na kształt dziennikarstwa śledczego. Chciałem jak najgłębiej wniknąć w kwestie polityki wewnętrznej, w tym zwłaszcza w sprawy obronności, a także polityki zagranicznej, korzystając z umiejętności, które nabyłem we wcześniejszej służbie. Dzięki temu udało mi się stworzyć kilka ciekawych materiałów, które okazały się dużym sukcesem. Niestety, okazało się także, że "kopię" zbyt głęboko. Wobec tego coraz częściej spotykałem się z reakcją ze strony władz, która z czasem przerodziła się w ostrzeżenia, aż wreszcie w otwarte groźby. Pojawiały się także prowokacje wobec mnie na ulicach i tego typu rzeczy. I tak to trwało do czasu wyjazdu z Rosji. W listopadzie 2009 r. przyjechaliśmy na Uniwersytet Warszawski na zaproszenie pana Jana Malickiego, aby wygłosić tam wykład. Po zakończeniu uroczystości moja żona niespodziewanie źle się poczuła. Przewieziono ją do szpitala MSWiA, gdzie lekarze orzekli, że nie może być z niego wypisana, ponieważ ma złe wyniki morfologii. Polscy lekarze orzekli, że dolegliwości mojej żony wywołało jakieś "działanie zewnętrzne". Sprecyzowali, że chodzi o jakieś środki toksyczne lub nuklearne. Po podaniu leków na szczęście stan zdrowia Mariny poprawił się i mogła zostać wypisana ze szpitala. Co ciekawe, kiedy przebywała w szpitalu w Warszawie, pewna rosyjska firma przedstawiająca się jako kompania ubezpieczeniowa dzwoniła na jej telefon komórkowy, nalegając, by jak najszybciej wróciła do Moskwy, gdyż oferuje jej pomoc. Jednocześnie wypytywali, kto zaprosił nas do Warszawy, co to był za wykład, jakie nazwiska profesorów pamiętamy itp. Zdecydowaliśmy się jednak najpierw odwiedzić Berlin, zasięgnąć drugiej opinii i wyjaśnić tę dziwną sprawę. Tam nas oboje poddano naprawdę szczegółowym badaniom, które wykazały, że w naszej krwi występuje anormalny poziom plutonu 210. Ten poziom nie jest na szczęście śmiertelnie groźny, niemniej jednak to wywołało przykre skojarzenia i przywiodło na myśl historię Aleksandra Litwinienki. Wtedy to właśnie pojechaliśmy ostatni raz do Moskwy. Tam jednak stan mojej małżonki jeszcze się pogorszył. Znaleźliśmy się w punkcie wyjścia, gdyż zasugerowano nam powrót do Berlina. Wówczas to niemieccy lekarze przekonali się, że powodem naszego kiepskiego stanu zdrowia jest rtęć i - jak wspomniałem - zawiadomili o wszystkim policję i prokuraturę. Spekulowano, że poziom rtęci, jaki wystąpił w naszych organizmach, mógł być spowodowany przez przypadkowe zbicie termometru, ale to kompletna bzdura. Aby dostarczyć do organizmu rtęć, która uszkodzi system nerwowy - a tak się stało w naszym przypadku - potrzeba naprawdę skomplikowanej technologii.

Chyba także odpowiednio przeszkolonych agentów...
- Mogę z perspektywy czasu powiedzieć, że w ten proceder była zaangażowana naprawdę duża grupa ludzi. Niektórzy próbowali nas przekonać do leczenia, które nie okazywało się skuteczne, wywoływało wręcz odwrotne efekty.

Wspominał Pan, że istotą władzy w Rosji jest jej ścisły związek ze służbami specjalnymi. Dotyczy to również wymiaru sprawiedliwości?
- Sytuację w sądownictwie opisałbym w następujący sposób: prokuratorzy i sędziowie tworzą wielką korporację. Niestety, jest jednak wiele przesłanek wskazujących na to, że grupa ta tworzy swoistą nomenklaturę ukształtowaną w czasach postsowieckich. W mojej opinii, nie można mówić o jakiejkolwiek niezawisłości systemu sprawiedliwości istniejącego i działającego w reżimie, który jest nielegalny. Jest doskonale wiadome opinii publicznej, że obecny system sądowniczy działa niemal identycznie jak w ZSRS. Szczególnie widać to na szczeblu regionów. Ludzie zajmujący się prawem i sądownictwem są zawsze częścią lokalnej biurokracji, tworząc kliki sprawujące władzę. Rosyjski Trybunał Konstytucyjny wykazał w ostatnich miesiącach bardzo niepokojącą tendencję, lekceważąc wyrok Trybunału Praw Człowieka przy Radzie Europy, której przecież Rosja jest członkiem. Mówiono wówczas, że interes państwa jest ważniejszy, wobec czego nie ma potrzeby implementacji tego wyroku. Tak więc w całości kwestię naszego systemu prawnego należy ocenić negatywnie. Osobiście nie widzę jednak siły politycznej, która chciałaby tę sytuację zmienić. Moglibyśmy mówić o niezależności sędziów i prokuratorów, gdyby poczuwali się do przestrzegania jakichś wartości, kodeksu etycznego czy zasad wiary chrześcijańskiej. Niestety, implementację tych zasad do systemu prawnego blokuje reżim rządowy. I tutaj koło się zamyka, bo korzeniem, z którego czerpie soki władza w Rosji, jest totalitarny reżim.

Pańska ocena wymiaru sprawiedliwości Federacji Rosyjskiej nie jest dobrym prognostykiem dla wyników śledztwa w sprawie przyczyn katastrofy polskiego samolotu rządowego z prezydentem Lechem Kaczyńskim na pokładzie.
- Bardzo trudno jest mi oceniać decyzję zagranicznych rządów. Możliwości i instrumenty, jakimi posługują się władze, są w pewien sposób ograniczone i nie mam wiedzy na temat tego, jakimi wówczas dysponował polski rząd. Niemniej jednak powierzenie głównej części śledztwa organom rosyjskim, które - jak przypominam po raz kolejny - nie zmieniły się wcale od czasów sowieckich, sprawia, że będzie ono prowadzone według zasad i jakości wyznawanych w tamtych czasach. A więc należało mieć w świadomości, że będą się w nie mieszały służby bezpieczeństwa, służby specjalne, byli agenci KGB itp. Moim zdaniem, konieczne jest w tym przypadku międzynarodowe śledztwo. I nie mam tu na myśli tylko współpracy polsko-rosyjskiej, ale nadzór jakiegoś zewnętrznego ciała, jak np. NATO. To byłoby zdecydowanie bardziej rozsądne, a przynajmniej ucięłoby pole do wszystkich spekulacji. Opinia publiczna w Polsce i na świecie miałaby lepszy ogląd całej sytuacji i nie pojawiałoby się tak wiele teorii spiskowych. Już dziś wiemy, że dochodziło do licznych błędów i zafałszowań po stronie rosyjskiej. A czy katastrofa ta była wynikiem pewnej konspiracji czy może tylko technicznej usterki maszyny, ja osobiście nie wiem. Ale jedno wiem na pewno: nie ufam osobom, które to śledztwo prowadzą.

To zupełnie odwrotnie niż rząd Donalda Tuska, który w sprawie śledztwa absolutnie zaufał stronie rosyjskiej, ale już w kwestii chociażby Chodorkowskiego te same organy mocno skrytykował.
- Bardzo ciężko jest dyskutować z premierami, którzy posiadają informacje, jakich normalny obywatel nie posiada. Naruszenia, do jakich dochodzi w sprawie Chodorkowskiego, są jednak tak ewidentne, że nie jest to akceptowalne przez elity na całym świecie. Tak więc nie jestem do końca pewny, co wasz premier miał na myśli, mówiąc, że nie ufa Rosji w sprawie śledztwa Chodorkowskiego. Jeśli zaś chodzi o katastrofę smoleńską, to jestem zdecydowanie bardziej przychylny opiniom, które mówią, że za wszelką cenę należało doprowadzić do umiędzynarodowienia tego śledztwa. Może wówczas także w tej sprawie opinia międzynarodowa byłaby jednomyślna, jak w przypadku obrony byłego szefa Jukosu.

Ośrodek władzy skupiony wokół prezydenta Dmitrija Miedwiediwa często jest profilowany w mediach, również polskich, jako liberalny, demokratyczny i reformatorski. Pan, zdaje się, takiej opinii nie podziela?
- Takie postrzeganie władzy to wspaniały produkt zakrojonej na szeroką skalę kampanii wizerunkowej. Nie tylko w Rosji, ale i na skalę międzynarodową. Ten obraz podtrzymują media, zarówno w Rosji, jak i prorosyjskie media na świecie. Spędziłem kilka miesięcy w Polsce, więc doskonale mogłem to zaobserwować. W Niemczech jest zresztą podobnie. Istnieje grupa ludzi, których ja nazywam "profesjonalnymi przyjaciółmi" Kremla. Wykonują oni swoją pracę i cokolwiek by się działo, oni będą wspierać władze w Moskwie bez mrugnięcia okiem. Ci ludzie byli także przedmiotem jednego z moich śledztw jeszcze w Rosji. To dzięki owym "profesjonalnym przyjaciołom" Kremla Rosja jest postrzegana jako wielki, egzotyczny kraj. Efektem kreowania tego obrazu jest chociażby fakt, że w żadnych liczących się rosyjskich mediach do dziś nie przyznano się do porażki w czasie zimnej wojny. To pokazuje choćby skalę tej manipulacji.

Niemiecka prokuratura umorzyła śledztwo w sprawie domniemanego zatrucia rtęcią Pana i Pańskiej żony.
- Cóż, ta historia jest całkiem prosta. Mówiąc w największym skrócie, nasze kłopoty, jeśli chodzi o pewne aspekty, nazwijmy je medycznymi, zaczęły się podczas naszego ostatniego pobytu w Moskwie. Tamtejsi doktorzy, którzy współpracowali z zagranicznymi instytucjami, polecili nam, byśmy pojechali przebadać się do szpitala w Berlinie. Nasz lekarz powiedział nam, że czytając wyniki naszych badań, stwierdza, że symptomy, jakie mamy, nie są normalne dla przeciętnego człowieka. Idąc za jego radą, udaliśmy się do Berlina, gdzie stwierdzono w naszych organizmach duże stężenia rtęci w połączeniu z różnymi innymi składnikami. Szpital zdecydował się przekazać te informacje policji w stolicy Niemiec. Oni niezwłocznie wszczęli śledztwo, a w związku z jego wynikami zawiadomili prokuraturę. Postępowanie przejęła sekcja prokuratorska zajmująca się badaniem zbrodni motywowanych politycznie. Z tego co wiem do tej pory, a są to najświeższe informacje, niemieccy śledczy nie znaleźli żadnych śladów na terenie swojego państwa. Teraz czekamy więc, jak to się rozwinie.

Dziękuję za rozmowę.

NASZ DZIENNIK 2011-01-10
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
longinus9


Dołączył: 19 Lut 2009
Posty: 2190
Skąd: Łódź
Wysłany: 14 Luty 2011, 05:53    [Cytuj]

Kreml: Kuryle są nasze... i kropka


Szef Administracji Kremla Siergiej Naryszkin powiedział na spotkaniu z szefem dyplomacji japońskiej Seijim Maeharą, że kontynuowanie rozmów na temat Wysp Kurylskich zajętych w roku 1945 przez ZSRS, do których Tokio rości pretensje, straciło sens.

Rosyjski polityk zapowiedział, że Moskwa uznaje te tereny za swoją własność, a władze rosyjskie nadal zamierzają odwiedzać ten region.
- Prezydent Dmitrij Miedwiediew i inne oficjalne osoby Federacji Rosyjskiej jak odwiedzały, tak i w przyszłości będą odwiedzać regiony Rosji, w tym Kuryle - poinformowała służba prasowa Kremla. Tokio ostro skrytykowało podróż prezydenta Miedwiediewa w listopadzie ubiegłego roku na sporne Kuryle. Zdaniem Naryszkina, takie stanowisko Japonii sprawiło, że "kontynuowanie omawiania problemu terytorialnego traci sens".
Jednocześnie przedstawiciel Kremla podkreślił, że strona rosyjska w dalszym ciągu jest gotowa do prowadzenia z Japonią negocjacji w sprawie układu pokojowego, lecz jak zaznaczył, "bez warunków wstępnych i jednostronnych historycznych teorii". Z powodu sporu o Kuryle Rosja i Japonia nie podpisały układu pokojowego po II wojnie światowej.
Tokio, które domaga się od Moskwy zwrotu grupy wysp z archipelagu Kurylów, zajętych w końcowym okresie wojny przez wojska radzieckie, potępiło wizytę w tym regionie również ministra obrony FR Anatolija Sierdiukowa. Moskwa z kolei określiła słowa strony japońskiej jako "zdecydowanie niedyplomatyczne" i "nie do przyjęcia".

NASZ DZIENNIK 2011-02-14
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Syriusz

Dołączył: 03 Paź 2008
Posty: 4297
Wysłany: 14 Luty 2011, 19:19    [Cytuj]

NATO: oto, z czym walczy rosyjska armia.

JZ / PAP
NATO uważa, że rosyjska armia walczy głównie z własnymi słabościami, jak przestarzały sprzęt i niskie morale - pisze niemiecki dziennik "Die Welt, powołując się na ujawnione przez portal internetowy Wikileaks amerykańskie depesze dyplomatyczne.

Według gazety w sierpniu i wrześniu 2009 roku przy pomocy służb wywiadowczych i satelitów szpiegowskich NATO obserwowało największe od 1989 roku rosyjskie manewry Ładoga-2009 i Zapad-2009, przeprowadzone w pobliżu granic Federacji Rosyjskiej i Białorusi z krajami NATO.

23 listopada 2009 roku odbył się briefing z udziałem członków Rady NATO, na którym przedstawiono ocenę sytuacji. "Według niej rosyjska armia walczyła przede wszystkim sama ze sobą" - pisze "Die Welt".

"Ćwiczenia pokazały, że Rosja ma tylko ograniczone zdolności do przeprowadzania operacji z udziałem lotnictwa oraz jest zdana na stary i wadliwy sprzęt. Rosjanie nie mogą działać w każdych warunkach pogodowych. Brakuje strategicznych zdolności transportowych" - cytuje dziennik poufne dokumenty.

Według "Die Welt" bolączką rosyjskiego wojska są również słabe więzi koleżeńskie między żołnierzami i starzejący się korpus oficerski, który nie potrafi działać elastycznie.

"Rosja nie jest w stanie zareagować jednocześnie na dwa mniejsze konflikty, rozgrywające się w różnych miejscach i nie jest zdolna do dużych konwencjonalnych operacji" - pisze niemiecki dziennik na podstawie depesz ujawnionych przez demaskatorski portal.

Słabość rosyjskiej armii wywołała niepokój w kwaterze głównej sojuszu, bo "mierne konwencjonalne możliwości prowadzą do tego, że Rosja jest zdana na taktyczną broń nuklearną, nawet w konfliktach lokalnych i regionalnych".

Amerykański ambasador przy NATO Ivo Daalder informował Waszyngton, że rosyjskie manewry w sierpniu i wrześniu 2009 roku doprowadziły do podziałów wewnątrz sojuszu. "Litwini i Norwegowie byli zdania, że manewry powinny mieć wpływ na militarne planowanie NATO. Polska, Czechy, Rumunia i kraje bałtyckie przedstawiły nawet projekt dokumentu, w którym żądały bardziej intensywnego dialogu wewnątrz NATO" - pisze "Die Welt".

Amerykanie uważali, że odpowiedzią na manewry rosyjskie powinny być manewry sił NATO. Z kolei sekretarz generalny Sojuszu uznał rosyjskie ćwiczenia za działanie "prowokujące i nieodpowiednie", bo Rosjanie złamali zasady dotyczące dopuszczenia obserwatorów NATO.

"Wielu sojuszników skrytykowało NATO za brak odpowiedniej reakcji na rosyjskie manewry wojskowe, które - zdaniem niektórych członków Sojuszu - miały na celu zachwianie solidarnością wśród sojuszników" - pisał amerykański dyplomata w depeszy do Waszyngtonu.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Syriusz

Dołączył: 03 Paź 2008
Posty: 4297
Wysłany: 17 Luty 2011, 22:20    [Cytuj]

Apel ONZ do Rosji: nie przeszkadzajcie wolności słowa i zgromadzeń.

RC / PAP
Wysoka komisarz ONZ ds. praw człowieka Navi (Navanethem) Pillay zaapelowała do rosyjskich władz, by nie przeszkadzały wolności słowa i wolności zgromadzeń. Wysoka komisarz apel ten wygłosiła na konferencji prasowej w Moskwie, gdzie przebywa z wizytą.

- Apeluję do rosyjskich władz o zaprzestanie wszelkich działań, które by mogły przeszkodzić społeczeństwu obywatelskiemu, w tym i mediom, w korzystaniu z prawa do wolności słowa i wolności zgromadzeń - powiedziała przedstawicielka ONZ.

Komisarz Navi Pillay oświadczyła, że spotkania, jakie odbyła w ciągu czterech dni w Moskwie z przedstawicielami władz, m.in. z prezydentem Dmitrijem Miedwiediewem, świadczą o tym, że rosyjskie władze zdają sobie sprawę z tego, iż przestrzeganie praw człowieka w Rosji pozostawia wiele do życzenia.

Zachęcała rosyjskie władze do pilnych reform instytucjonalnych związanych z rządami prawa i walką z korupcją i dyskryminacją.

- Rządy prawa (...) i obrona praw wszystkich obywateli i nie-obywateli na terytorium Rosji to podstawowa przesłanka rzeczywistej demokracji, pokoju i rozwoju - powiedziała wysoka komisarz.

Podkreśliła, że jakkolwiek w Rosji widoczny jest niejaki postęp, to jednak widać też pewne pogorszenie. Wspomniała w tym kontekście o zabójstwach, zastraszaniu i prześladowaniu obrońców praw człowieka, dziennikarzy śledczych i niezależnych mediów oraz o poważnych pomyłkach sądowych.

Navi Pillay - była sędzia z RPA - składa pierwszą wizytę w Rosji jako wysoka komisarz ONZ ds. praw człowieka. Funkcję tę pełni od roku 2007.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
longinus9


Dołączył: 19 Lut 2009
Posty: 2190
Skąd: Łódź
Wysłany: 28 Luty 2011, 03:28    [Cytuj]

Rosyjskie ministerstwo obrony ujawniło szczegóły dotyczące niezwykle ambitnych planów modernizacji armii, w tym zakupów broni
Rosja się zbroi na potęgę


W ciągu najbliższych dziesięciu lat Rosja wyda na zbrojenia 20 bilionów rubli (650 mld dolarów). Ogłoszony w ubiegłym tygodniu gigantyczny plan zbrojeń zakłada trzykrotny wzrost siły reagowania sił zbrojnych naszego wschodniego sąsiada. Wojska Federacji Rosyjskiej dostaną między innymi 600 nowych samolotów, 1000 śmigłowców i 100 okrętów.

Suma 20 bilionów (po rosyjsku "trylionów") rubli to dwa razy więcej niż suma wydatków tegorocznego budżetu rządu Władimira Putina. Sam premier miał powiedzieć, że "wymawia tę sumę z grozą", gdy prezentował plany resortu obrony w grudniu ubiegłego roku na zamkniętym posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa. W ubiegłym tygodniu już publicznie mówił na ten temat pierwszy zastępca ministra obrony Władimir Popowkin, który potwierdził wcześniejsze doniesienia o zaskakującej skali i kosztach planowanego programu unowocześnienia wojska oraz podał więcej szczegółów.
Według Popowkina, priorytetem w realizacji państwowego programu zbrojeniowego ma być rozwój strategicznych sił jądrowych. Rosja ma w szczególności rozwijać badania nad ciężkimi rakietami balistycznymi tak zwanej technologii wysokointeligentnej. Mają być wprawdzie nieco mniej zwrotne niż rakiety Topol zasilane paliwem stałym, ale służyć będą nie 15, ale nawet 35 lat i przenosić do dziesięciu głowic zaopatrzonych w ładunki jądrowe.

Nie tylko Buława

Jak dowiedziała się agencja RIA Nowosti, nowa rakieta będzie następczynią zaprojektowanych jeszcze w czasach sowieckich pocisków typu PC-18 i PC-20 zasilanych paliwem ciekłym, które obecnie pozostają na wyposażeniu strategicznych wojsk rakietowych, lecz mają już przedłużone resursy i czekają na wymianę. Technologia paliwa ciekłego jest bardziej skomplikowana, ale umożliwia bezpieczniejszą eksploatację oraz bardziej elastyczne wykorzystanie zasobów energii rakiety. Plany te potwierdził również główny konstruktor najnowocześniejszej rosyjskiej rakiety balistycznej Buława Jurij Sołomonow z moskiewskiego Instytutu Techniki Cieplnej.
Ten ostatni pocisk, przeznaczony do instalacji na okrętach podwodnych, ma stanowić podstawę zgrupowań strategicznych morskich sił jądrowych Rosji do okresu 2040-2045. Jednak program Buławy jest jeszcze w fazie doskonalenia. Z 14 przeprowadzonych testów rakiety jedynie 7 zakończyło się przynajmniej częściowym sukcesem. Kolejne planowane są na wiosnę. Niemniej jednak, już w tym roku pierwsze Buławy zostaną umieszczone na nowych strategicznych łodziach z napędem atomowym typu "Wiatr północny". Dwa z nich są, według Popowkina, już gotowe do rozpoczęcia służby, a ich odbiór opóźniają właśnie ostatnie prace nad rakietami. - Do 2020 roku Rosja ma posiadać osiem okrętów podwodnych tej klasy wyposażonych w rakiety Buława - powiedział rosyjski wiceminister.

Zakupy z zewnątrz tylko minimalne

Łącznie ministerstwo obrony ma zakupić dla rosyjskiej marynarki wojennej 100 nowych statków. Wśród nich ma być 20 jednostek podwodnych, 35 korwet i 15 fregat. Jak przypomniał Popowkin, Rosja zakupi we Francji dwa okręty klasy Mistral do przewozu śmigłowców, a kolejne dwa wybudują rosyjskie stocznie wojenne na licencji francuskiej.
Program modernizacji nie pomija oczywiście wojsk lądowych, obrony powietrznej i lotnictwa. Planuje się zakup dziesięciu rakietowych systemów przeciwlotniczych S-500 oraz ponad 600 samolotów i ponad tysiąca helikopterów. Tylko w tym roku do armii rosyjskiej trafi setka najnowszych śmigłowców rodzimej produkcji Mi-28, Mi-26, dwusilnikowych Ka-52 i innych.
Według zastępcy ministra obrony, Rosja nie planuje większych zakupów zagranicznego uzbrojenia i będzie się starała zapewnić samowystarczalność w zakresie zarówno techniki wojskowej, jak i broni. Jeżeli już takie zakupy będą dokonywane, to tam, gdzie występują zapóźnienia w rozwoju własnego kompleksu przemysłu obronnego. - Jeśli nawet nasz przemysł czegoś nie ma, to nie powód, żeby tego nie miała nasza armia - powiedział. Obszary, w których rosyjska wojskowa myśl techniczna "odstaje" od poziomu światowego, to samoloty bezzałogowe, ciężkie okręty wojenne (w tym do przewozu i bazowania jednostek latających) oraz wyposażenie snajperskie i jednostek specjalnych. Jak przyznał wiceminister Popowkin, także środki ochrony osobistej personelu (takie jak kamizelki kuloodporne) produkcji rodzimej nie spełniają wymagań, jakie stawiają rosyjscy dowódcy.
W związku z tym Rosja negocjuje z Francją zakup partii kompletnych zestawów "Felin" kompleksowego wyposażenia "żołnierza przyszłości". W skład takiego zintegrowanego zestawu wchodzą: broń służbowa, amunicja, kamizelka kuloodporna, hełm z dwoma ekranami i mikrofonem, a także środki łączności i wymiany danych oraz szereg innych urządzeń zaawansowanej technologii. Dodatkowo Rosja podpisała umowę z włoską spółką Iveco na zorganizowanie produkcji samochodów pancernych tej marki na swoim terytorium. - Jak pokazują doświadczenia z Iraku, to jest najbezpieczniejszy samochód na świecie - powiedział wiceminister. Można przypuszczać, że produkcja pojazdów opancerzonych na licencji Iveco rozpocznie się w tym roku. Pierwsza maszyna zejdzie z linii montażowej pod koniec 2012 roku. Popowkin zapewnia, że z czasem udział rosyjskich elementów w produkcji pojazdów opancerzonych może przekroczyć 50 procent.

Gotowość bojowa razy 3

Odpowiedzialny za zakupy uzbrojenia rosyjski urzędnik zaznaczył jednak, że priorytetem ministerstwa obrony jest zapewnienie przeniesienia nowoczesnej technologii do rodzimego kompleksu wojskowo-przemysłowego i ostatecznie produkcja całego wyposażenia armii w Rosji z rosyjskich części i w oparciu o rosyjską myśl techniczną. Państwowy program przewiduje utworzenie analogicznego do amerykańskiego zintegrowanego systemu ochrony i uzbrojenia, żołnierzy, dowodzenia i organizacji pola walki. Ma on obejmować wszystko - począwszy od kamizelek kuloodpornych i hełmów, skończywszy na broni i systemach łączności. - Wymagamy, aby nasze produkty nie były gorsze od tego, co oferują reklamujące się na całym świecie koncerny zbrojeniowe z USA, Niemiec i innych krajów - dodał Popowkin.
Jeszcze w grudniu, podczas przemówienia w Dumie, minister obrony Anatolij Sierdiukow ogłosił, że dzięki już przeprowadzonym reformom gotowość armii rosyjskiej wzrosła o połowę, a do 2020 roku planowane jest jej dalsze zwiększenie 3- albo i 3,5-krotne.
Ambitny program modernizacji jest również odpowiedzią na słowa krytyki ze strony prezydenta Dmitrija Miedwiediewa, który we wrześniu niespodziewanie zarzucił wojsku zatrzymanie na drodze innowacji i zalecił naśladowanie pod tym względem sił zbrojnych Stanów Zjednoczonych. Wicepremier Siergiej Iwanow oświadczył wówczas, że na programy modernizacyjne Rosja ma wydać 22 mld rubli (760 mln dolarów), z czego ponad 19 mld zostanie przeznaczone na potrzeby ministerstwa obrony, a pozostałe 2,5-3 mld na cele innych resortów siłowych.
Zdaniem wielu analityków, sytuacja rosyjskiego sektora obronnego nie jest tak dobra, jak to wynika z oświadczeń decydentów. Zaopatrujący armię tzw. kompleks wojskowo-przemysłowy, zatrudniający ponad trzy miliony ludzi, jest przestarzały, a spora część fabryk to stojące na skraju bankructwa pozostałości sowieckiego militaryzmu. Sygnałem niepokoju dla Kremla może być fakt, że Rosja po raz pierwszy od czasów II wojny światowej kupuje broń za granicą. Także fantastyczna suma wydatków na cele wojskowe budzi wątpliwości. Jeżeli nawet znajdzie się w budżecie tyle pieniędzy, to nie wiadomo, czy uda się je efektywnie spożytkować i ile strawi rozbudowana wojskowa biurokracja.
Oceniając realne możliwości bojowe armii rosyjskiej i perspektywę ich poprawy, należy wziąć pod uwagę nie tylko poziom techniczny wyposażenia wojskowego, ale także wyszkolenie i morale żołnierzy, a z tym bywa różnie. Poza pokazowymi, elitarnymi jednostkami rosyjskie garnizony są często ośrodkami demoralizacji służących w nich ludzi, duża część sprzętu jest zapisana tylko na papierze, a w rzeczywistości stoi uszkodzona lub jest w stanie niepozwalającym na efektywne szkolenie. Stąd optymistyczne zapewnienia o gotowości bojowej podlegających moskiewskiej władzy sił zbrojnych należy traktować poważnie, z naszego punktu widzenia z niepokojem, ale i z krytycyzmem.
Piotr Falkowski, newsru

NASZ DZIENNIK 2011-02-28





Federacja Rosyjska jest mocarstwem atomowym, a jej siły zbrojne są jednymi z największych i najsilniejszych na świecie. Liczą obecnie około miliona żołnierzy, do których należy dodać 2 miliony rezerwistów. Posiada największy na świecie arsenał jądrowy. Posiada ponad 700 wyrzutni rakiet balistycznych, w tym 300 wyrzutni rakiet strategicznych przenoszących około 1200 głowic bojowych. W służbie rosyjskich wojsk lądowych jest ponad 10 tys. czołgów. Siły powietrzne dysponują 1600 samolotami myśliwskimi, 200 bombowcami i ponad setką samolotów transportowych. Marynarka wojenna ma 233 statki, w tym 11 łodzi podwodnych przenoszących strategiczne ładunki jądrowe.

Rosja podzielona jest na sześć okręgów wojskowych: moskiewski, leningradzki, północnokaukaski, nadwołżańsko-uralski, syberyjski i dalekowschodni, do których należy dodać specjalny okręg kaliningradzki i siły stacjonujące w Mołdawii (w Zadniestrzu). Marynarka Wojenna dzieli się na pięć flot: bałtycką, czarnomorską, kaspijską, północną i pacyficzną. Oprócz wojsk lądowych, sił powietrznych i marynarki oddzielnymi rodzajami wojsk są siły kosmiczne, wojska powietrzno-desantowe i strategiczne wojska rakietowe (broń jądrowa).

Według rosyjskiej konstytucji, głównodowodzącym sił zbrojnych jest prezydent, któremu podlega minister obrony i szef sztabu generalnego (obecnie generał Nikołaj Makarow). Prezydent powołuje i odwołuje najwyższych dowódców wojskowych oraz zatwierdza doktrynę obronną państwa.
oprac. PF
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
longinus9


Dołączył: 19 Lut 2009
Posty: 2190
Skąd: Łódź
Wysłany: 28 Luty 2011, 03:29    [Cytuj]

Rosyjskie ministerstwo obrony ujawniło szczegóły dotyczące niezwykle ambitnych planów modernizacji armii, w tym zakupów broni
Rosja się zbroi na potęgę


W ciągu najbliższych dziesięciu lat Rosja wyda na zbrojenia 20 bilionów rubli (650 mld dolarów). Ogłoszony w ubiegłym tygodniu gigantyczny plan zbrojeń zakłada trzykrotny wzrost siły reagowania sił zbrojnych naszego wschodniego sąsiada. Wojska Federacji Rosyjskiej dostaną między innymi 600 nowych samolotów, 1000 śmigłowców i 100 okrętów.

Suma 20 bilionów (po rosyjsku "trylionów") rubli to dwa razy więcej niż suma wydatków tegorocznego budżetu rządu Władimira Putina. Sam premier miał powiedzieć, że "wymawia tę sumę z grozą", gdy prezentował plany resortu obrony w grudniu ubiegłego roku na zamkniętym posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa. W ubiegłym tygodniu już publicznie mówił na ten temat pierwszy zastępca ministra obrony Władimir Popowkin, który potwierdził wcześniejsze doniesienia o zaskakującej skali i kosztach planowanego programu unowocześnienia wojska oraz podał więcej szczegółów.
Według Popowkina, priorytetem w realizacji państwowego programu zbrojeniowego ma być rozwój strategicznych sił jądrowych. Rosja ma w szczególności rozwijać badania nad ciężkimi rakietami balistycznymi tak zwanej technologii wysokointeligentnej. Mają być wprawdzie nieco mniej zwrotne niż rakiety Topol zasilane paliwem stałym, ale służyć będą nie 15, ale nawet 35 lat i przenosić do dziesięciu głowic zaopatrzonych w ładunki jądrowe.

Nie tylko Buława

Jak dowiedziała się agencja RIA Nowosti, nowa rakieta będzie następczynią zaprojektowanych jeszcze w czasach sowieckich pocisków typu PC-18 i PC-20 zasilanych paliwem ciekłym, które obecnie pozostają na wyposażeniu strategicznych wojsk rakietowych, lecz mają już przedłużone resursy i czekają na wymianę. Technologia paliwa ciekłego jest bardziej skomplikowana, ale umożliwia bezpieczniejszą eksploatację oraz bardziej elastyczne wykorzystanie zasobów energii rakiety. Plany te potwierdził również główny konstruktor najnowocześniejszej rosyjskiej rakiety balistycznej Buława Jurij Sołomonow z moskiewskiego Instytutu Techniki Cieplnej.
Ten ostatni pocisk, przeznaczony do instalacji na okrętach podwodnych, ma stanowić podstawę zgrupowań strategicznych morskich sił jądrowych Rosji do okresu 2040-2045. Jednak program Buławy jest jeszcze w fazie doskonalenia. Z 14 przeprowadzonych testów rakiety jedynie 7 zakończyło się przynajmniej częściowym sukcesem. Kolejne planowane są na wiosnę. Niemniej jednak, już w tym roku pierwsze Buławy zostaną umieszczone na nowych strategicznych łodziach z napędem atomowym typu "Wiatr północny". Dwa z nich są, według Popowkina, już gotowe do rozpoczęcia służby, a ich odbiór opóźniają właśnie ostatnie prace nad rakietami. - Do 2020 roku Rosja ma posiadać osiem okrętów podwodnych tej klasy wyposażonych w rakiety Buława - powiedział rosyjski wiceminister.

Zakupy z zewnątrz tylko minimalne

Łącznie ministerstwo obrony ma zakupić dla rosyjskiej marynarki wojennej 100 nowych statków. Wśród nich ma być 20 jednostek podwodnych, 35 korwet i 15 fregat. Jak przypomniał Popowkin, Rosja zakupi we Francji dwa okręty klasy Mistral do przewozu śmigłowców, a kolejne dwa wybudują rosyjskie stocznie wojenne na licencji francuskiej.
Program modernizacji nie pomija oczywiście wojsk lądowych, obrony powietrznej i lotnictwa. Planuje się zakup dziesięciu rakietowych systemów przeciwlotniczych S-500 oraz ponad 600 samolotów i ponad tysiąca helikopterów. Tylko w tym roku do armii rosyjskiej trafi setka najnowszych śmigłowców rodzimej produkcji Mi-28, Mi-26, dwusilnikowych Ka-52 i innych.
Według zastępcy ministra obrony, Rosja nie planuje większych zakupów zagranicznego uzbrojenia i będzie się starała zapewnić samowystarczalność w zakresie zarówno techniki wojskowej, jak i broni. Jeżeli już takie zakupy będą dokonywane, to tam, gdzie występują zapóźnienia w rozwoju własnego kompleksu przemysłu obronnego. - Jeśli nawet nasz przemysł czegoś nie ma, to nie powód, żeby tego nie miała nasza armia - powiedział. Obszary, w których rosyjska wojskowa myśl techniczna "odstaje" od poziomu światowego, to samoloty bezzałogowe, ciężkie okręty wojenne (w tym do przewozu i bazowania jednostek latających) oraz wyposażenie snajperskie i jednostek specjalnych. Jak przyznał wiceminister Popowkin, także środki ochrony osobistej personelu (takie jak kamizelki kuloodporne) produkcji rodzimej nie spełniają wymagań, jakie stawiają rosyjscy dowódcy.
W związku z tym Rosja negocjuje z Francją zakup partii kompletnych zestawów "Felin" kompleksowego wyposażenia "żołnierza przyszłości". W skład takiego zintegrowanego zestawu wchodzą: broń służbowa, amunicja, kamizelka kuloodporna, hełm z dwoma ekranami i mikrofonem, a także środki łączności i wymiany danych oraz szereg innych urządzeń zaawansowanej technologii. Dodatkowo Rosja podpisała umowę z włoską spółką Iveco na zorganizowanie produkcji samochodów pancernych tej marki na swoim terytorium. - Jak pokazują doświadczenia z Iraku, to jest najbezpieczniejszy samochód na świecie - powiedział wiceminister. Można przypuszczać, że produkcja pojazdów opancerzonych na licencji Iveco rozpocznie się w tym roku. Pierwsza maszyna zejdzie z linii montażowej pod koniec 2012 roku. Popowkin zapewnia, że z czasem udział rosyjskich elementów w produkcji pojazdów opancerzonych może przekroczyć 50 procent.

Gotowość bojowa razy 3

Odpowiedzialny za zakupy uzbrojenia rosyjski urzędnik zaznaczył jednak, że priorytetem ministerstwa obrony jest zapewnienie przeniesienia nowoczesnej technologii do rodzimego kompleksu wojskowo-przemysłowego i ostatecznie produkcja całego wyposażenia armii w Rosji z rosyjskich części i w oparciu o rosyjską myśl techniczną. Państwowy program przewiduje utworzenie analogicznego do amerykańskiego zintegrowanego systemu ochrony i uzbrojenia, żołnierzy, dowodzenia i organizacji pola walki. Ma on obejmować wszystko - począwszy od kamizelek kuloodpornych i hełmów, skończywszy na broni i systemach łączności. - Wymagamy, aby nasze produkty nie były gorsze od tego, co oferują reklamujące się na całym świecie koncerny zbrojeniowe z USA, Niemiec i innych krajów - dodał Popowkin.
Jeszcze w grudniu, podczas przemówienia w Dumie, minister obrony Anatolij Sierdiukow ogłosił, że dzięki już przeprowadzonym reformom gotowość armii rosyjskiej wzrosła o połowę, a do 2020 roku planowane jest jej dalsze zwiększenie 3- albo i 3,5-krotne.
Ambitny program modernizacji jest również odpowiedzią na słowa krytyki ze strony prezydenta Dmitrija Miedwiediewa, który we wrześniu niespodziewanie zarzucił wojsku zatrzymanie na drodze innowacji i zalecił naśladowanie pod tym względem sił zbrojnych Stanów Zjednoczonych. Wicepremier Siergiej Iwanow oświadczył wówczas, że na programy modernizacyjne Rosja ma wydać 22 mld rubli (760 mln dolarów), z czego ponad 19 mld zostanie przeznaczone na potrzeby ministerstwa obrony, a pozostałe 2,5-3 mld na cele innych resortów siłowych.
Zdaniem wielu analityków, sytuacja rosyjskiego sektora obronnego nie jest tak dobra, jak to wynika z oświadczeń decydentów. Zaopatrujący armię tzw. kompleks wojskowo-przemysłowy, zatrudniający ponad trzy miliony ludzi, jest przestarzały, a spora część fabryk to stojące na skraju bankructwa pozostałości sowieckiego militaryzmu. Sygnałem niepokoju dla Kremla może być fakt, że Rosja po raz pierwszy od czasów II wojny światowej kupuje broń za granicą. Także fantastyczna suma wydatków na cele wojskowe budzi wątpliwości. Jeżeli nawet znajdzie się w budżecie tyle pieniędzy, to nie wiadomo, czy uda się je efektywnie spożytkować i ile strawi rozbudowana wojskowa biurokracja.
Oceniając realne możliwości bojowe armii rosyjskiej i perspektywę ich poprawy, należy wziąć pod uwagę nie tylko poziom techniczny wyposażenia wojskowego, ale także wyszkolenie i morale żołnierzy, a z tym bywa różnie. Poza pokazowymi, elitarnymi jednostkami rosyjskie garnizony są często ośrodkami demoralizacji służących w nich ludzi, duża część sprzętu jest zapisana tylko na papierze, a w rzeczywistości stoi uszkodzona lub jest w stanie niepozwalającym na efektywne szkolenie. Stąd optymistyczne zapewnienia o gotowości bojowej podlegających moskiewskiej władzy sił zbrojnych należy traktować poważnie, z naszego punktu widzenia z niepokojem, ale i z krytycyzmem.
Piotr Falkowski, newsru

NASZ DZIENNIK 2011-02-28





Federacja Rosyjska jest mocarstwem atomowym, a jej siły zbrojne są jednymi z największych i najsilniejszych na świecie. Liczą obecnie około miliona żołnierzy, do których należy dodać 2 miliony rezerwistów. Posiada największy na świecie arsenał jądrowy. Posiada ponad 700 wyrzutni rakiet balistycznych, w tym 300 wyrzutni rakiet strategicznych przenoszących około 1200 głowic bojowych. W służbie rosyjskich wojsk lądowych jest ponad 10 tys. czołgów. Siły powietrzne dysponują 1600 samolotami myśliwskimi, 200 bombowcami i ponad setką samolotów transportowych. Marynarka wojenna ma 233 statki, w tym 11 łodzi podwodnych przenoszących strategiczne ładunki jądrowe.

Rosja podzielona jest na sześć okręgów wojskowych: moskiewski, leningradzki, północnokaukaski, nadwołżańsko-uralski, syberyjski i dalekowschodni, do których należy dodać specjalny okręg kaliningradzki i siły stacjonujące w Mołdawii (w Zadniestrzu). Marynarka Wojenna dzieli się na pięć flot: bałtycką, czarnomorską, kaspijską, północną i pacyficzną. Oprócz wojsk lądowych, sił powietrznych i marynarki oddzielnymi rodzajami wojsk są siły kosmiczne, wojska powietrzno-desantowe i strategiczne wojska rakietowe (broń jądrowa).

Według rosyjskiej konstytucji, głównodowodzącym sił zbrojnych jest prezydent, któremu podlega minister obrony i szef sztabu generalnego (obecnie generał Nikołaj Makarow). Prezydent powołuje i odwołuje najwyższych dowódców wojskowych oraz zatwierdza doktrynę obronną państwa.
oprac. PF
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
longinus9


Dołączył: 19 Lut 2009
Posty: 2190
Skąd: Łódź
Wysłany: 9 Marzec 2011, 06:13    [Cytuj]

Portal WikiLeaks ujawnił kulisy powstawania Gazociągu Północnego, który ma służyć nie tylko do przesyłania gazu z Rosji do Niemiec, ale dodatkowo ma stanowić element militaryzacji Bałtyku
Nord Stream - dzieło rosyjskich służb

Żadne protesty nie mogły powstrzymać budowy Gazociągu Północnego. Z materiałów ujawnionych przez internetowy portal WikiLeaks wynika, że aby zrealizować ten projekt, Rosja musiała zaangażować w powstanie inwestycji służby specjalne, polityków oraz wielkie pieniądze. Szwedzki dziennik "Dagens Nyheter", który pierwszy ujawnił te informacje, podkreśla, że Szwecja powinna podchodzić do gazociągu bardziej krytycznie, gdyż stanowi on prywatny instrument władzy rosyjskiego premiera.

"Dagens Nyheter", największy szwe-dzki dziennik, publikując informacje o kulisach powstawania rosyjsko-niemieckiej inwestycji, wywołał niemałe zamieszanie wokół Nord Streamu. Z dokumentów pozyskanych przez WikiLeaks wynika, że żadne protesty nie mogły powstrzymać budowy Gazociągu Północnego, gdyż "Rosja wykorzystała wszystkie siły: pieniądze, służby specjalne i politykę, by przeforsować ten projekt". Potwierdzają to także wypowiedzi amerykańskich dyplomatów, którzy analizowali przygotowania koncernu Nord Stream do realizacji inwestycji na Morzu Bałtyckim.
Ujawnione dokumenty potwierdzają, że dla powodzenia tego przedsięwzięcia Rosja zdecydowała się nawet nakręcić całą akcję tzw. wojny gazowej z Ukrainą z 2009 r., co miało ostatecznie przekonać opinię publiczną do realizacji nowego projektu gazociągu biegnącego po dnie Bałtyku. Jak pisze "Dagens Nyheter", do rozpracowania przeciwników projektu nie zawahano się także wykorzystać funkcjonariuszy wywiadu. Informacje te potwierdza chociażby cytowany przez gazetę dokument pochodzący z ambasady USA w Moskwie, w którym dyplomata Dmitrij Polanski stwierdził jeszcze w 2007 r., że "gazociąg zostanie zbudowany bez względu na głośne protesty, w szczególności Polski, Estonii oraz Szwecji". Rok później ta sama ambasada potwierdza zaangażowanie rosyjskiego rządu w inwestycję, stwierdzając, że "prezes konsorcjum Mathias Warnig, to były agent Stasi, który od dawna jest 'osobistym przyjacielem' Władimira Putina". Dziennik przypomina, że od lat wielu ekspertów zauważa, iż gazociąg stanowi prywatny instrument władzy w rękach Władimira Putina. Autor artykułu zwraca również uwagę na systematycznie zwiększającą się aktywność rosyjskiej armii na Bałtyku, karcąc jednocześnie szwedzki rząd za "nieodpowiedzialne" pomijanie tego problemu.

Nieprzychylni eksperci przekupywani alkoholem
Amerykańska ambasada w Sztokholmie odnotowuje w raportach także działania PR-owskie prowadzone przez konsorcjum. Szefowie Nord Streamu brali udział w licznych seminariach, podczas których wśród przywódców innych krajów lobbowali na rzecz gazociągu, szukali odbiorców gazu oraz pozyskiwali poparcie niezależnych organizacji. O jednej z takich prób przekupienia mówi w rozmowie ze szwedzkim dziennikiem "Svenska Dagbladet" Jakub Święcicki, polski ekspert ds. Rosji i polityki regionu Morza Bałtyckiego z niezależnego Instytutu Spraw Międzynarodowych w Sztokholmie. Na łamach gazety ujawnia on, że w listopadzie 2009 r., czyli przed wydaniem przez Szwecję decyzji o pozwoleniu na budowę gazociągu w jej strefie, kilkakrotnie kontaktował się z nim urzędnik ambasady rosyjskiej, który usiłował go przekupić, by publicznie poparł budowę Gazociągu Północnego. Jak wyjaśnia Święcicki, ów urzędnik rosyjskiej ambasady w Sztokholmie regularnie przychodził do niego do biura, za każdym razem przynosząc alkohol i inne prezenty. "Można powiedzieć, że chciał mnie przekupić lub omotać, abym wpłynął na właściwą decyzję", mówi ekspert i dodaje, że wreszcie poinformował o sprawie szwedzkie służby bezpieczeństwa. "Wielokrotnie wyrażałem się krytycznie o Nord Streamie i Gazpromie. Sądzę, że oni mogli widzieć we mnie osobę, która może mieć wpływ na szwedzką decyzję", dodaje Święcicki. Podkreśla także, że wiele słuszności jest w podanych przez "Svenska Dagbladet" informacjach o politycznym i militarnym znaczeniu Nord Streamu. "Zawsze uważałem, że jest to projekt polityczny i że Putin jest w to zaangażowany. Gaz jest dziś przede wszystkim narzędziem władzy politycznej", zauważa Święcicki.

Zachodni politycy na służbie Kremla
W opublikowanych przez "Dagens Nyheter" tajnych dokumentach amerykańscy dyplomaci twierdzą, że na sukces Nord Streamu składa się także "odpowiedni dobór ludzi z polityczną przeszłością". Oprócz bowiem byłego kanclerza Niemiec Gerharda Schroedera, na rzecz koncernu pracują m.in.: były premier Finlandii Paavo Lipponen, a nawet była asystentka obecnego szwedzkiego ministra rolnictwa Tora Leifland Holmstroem, która obecnie jest odpowiedzialna za PR gazociągu w Szwecji. Jak pisał w jednej z notatek służbowych ambasador USA w Moskwie William J. Burns, to właśnie "mądry wybór partnerów i beneficjentów sprawił, że projekt Nord Stream wydaje się politycznie uzasadniony".

Marta Ziarnik

NASZ DZIENNIK 2011-03-09
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
longinus9


Dołączył: 19 Lut 2009
Posty: 2190
Skąd: Łódź
Wysłany: 21 Kwiecień 2011, 05:24    [Cytuj]

Putin jak Piotr Wielki


Rosja musi być samodzielna i silna - mówił wczoraj premier Władimir Putin w dorocznym sprawozdaniu o stanie państwa. Deputowani Dumy Państwowej usłyszeli o ambitnych planach rządu. Rosja za 10 lat ma znaleźć się wśród pięciu potęg gospodarczych świata. Czy jednak usłyszeliśmy tak naprawdę program wyborczy kandydata na prezydenta Rosji?

O ile prezydent Dmitrij Miedwiediew w swoim orędziu wygłoszonym 30 listopada ubiegłego roku zaprezentował się jako dobrotliwy ojciec narodu troszczący się o wszystkich, a szczególnie o dzieci i rodziny, za cel stawiający państwu powolną modernizację, to premier przedstawił się jako wódz, który przeprowadza Rosję przez kryzys.
Władimir Putin wystąpił przed parlamentem w roli szefa rządu po raz trzeci i, jeśli zostanie prezydentem na początku 2012 roku, to na razie po raz ostatni. Zwracał się do deputowanych w sposób dość bezpośredni, często odwołując się do doświadczeń politycznych i życiowych słuchaczy. Często odchodził od przygotowanego tekstu. Wystąpienie z tego powodu sprawiało wrażenie nieco chaotycznego, przeładowanego szczegółowymi przykładami. Na koniec premier krótko odpowiadał na pytania kierowane przez przedstawicieli frakcji parlamentarnych.
W przemówieniu Putin często porównywał Rosję z innymi krajami. - Trudny okres globalnego kryzysu minął bez większych strat i ryzyka - mówił premier, podając przykłady państw, w których konieczne były duże oszczędności, pomoc międzynarodowa i cięcia wydatków socjalnych albo podwyższenie wieku emerytalnego (Francja, Estonia). W tym kontekście jedyny raz została wymieniona także Polska, jako kraj, w którym obok Grecji i Łotwy "w ostrej fazie finansowego kryzysu doszło do zamrożenia wzrostu emerytur".
Szef rządu i najpopularniejszy rosyjski polityk przyznaje, że skutki kryzysu nie ominęły też Rosji. - Sytuacja w kraju wygląda różnie. Wielu zderzyło się z uciążliwościami w krytycznych miesiącach, ze zwolnieniami, problemami z prowadzeniem niewielkich firm - mówił. Premier zapewniał jednak, że rząd pod jego kierownictwem nie uchyla się od odpowiedzialności za stan państwa. - Rosja jest według konstytucji państwem socjalnym i w żadnych warunkach, w żadnej sytuacji nie uchylimy się od obowiązków wobec obywateli Federacji Rosyjskiej - zadeklarował.
W wystąpieniu Putina nie było wyraźnie oddzielonej części dotyczącej polityki zagranicznej czy spraw bezpieczeństwa. Najwięcej miejsca mówca poświęcił poszczególnym programom rządowym, przede wszystkim gospodarczym swojego rządu. Wzrost gospodarczy ma w 2011 roku wynieść 4,2 proc., czyli 0,2 punktu procentowego więcej niż w roku ubiegłym, zaś inflacja ma nie przekroczyć 7,5 procent.
W obszernej części wystąpienia poświęconej rozwojowi poszczególnych dziedzin gospodarki Putin zapowiedział szybkie zakończenie budowy Gazociągu Północnego, który ma być dla Rosji "oknem na Europę". Programy energetyczne swego kraju uznał za tak znaczące i kluczowe dla bezpieczeństwa państwa, że porównał je do reform cara Piotra Wielkiego.
Wystąpienie premiera łączy się z początkiem kampanii przed grudniowymi wyborami parlamentarnymi i planowanymi na początek przyszłego roku prezydenckimi. Partia Putina Jedna Rosja zainauguruje przygotowania do wyborów dzisiaj. Sprawozdanie Putina było więc także programem wyborczym, który opiera się na kontynuacji umiarkowanego kursu władzy. - Niedopuszczalne są nieprzemyślane eksperymenty oparte niekiedy na nieuzasadnionym liberalizmie lub socjalnej demagogii. Ani to pierwsze, ani drugie nie jest nam potrzebne, gdyż odciąga od zasadniczej drogi rozwoju kraju - stwierdził.
Przewodnią myślą przemówienia była samodzielność Rosji. Władza musi uchronić państwo od wszelkich wpływów z zewnątrz, tylko wtedy będzie dobrze służyć interesom obywateli, a ci będą ją popierać. - We współczesnym świecie, gdy ktoś jest słaby, to zaraz znajdzie się ktoś inny, kto przyjdzie albo przyleci i zacznie doradzać, w którą stronę iść, jaką politykę prowadzić, jaką wybrać drogę własnego rozwoju. Te rady mogą być nawet całkiem niezłe, ale za nimi w istocie ukrywa się dyktat i mieszanie się w wewnętrzne sprawy suwerennych państw - grzmiał Putin. A gdy wezwał wszystkie siły polityczne, by zjednoczyły się w tej sprawie, wywołał aplauz deputowanych.

Piotr Falkowski

NASZ DZIENNIK 2011-04-21
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Informacje | TV Trwam | Radio Maryja na żywo |
Polecamy:informacje ktorych potrzebujesz Fundacja Skierniewice i Szkola Skierniewice
Korzystanie z forum oznacza pełną akceptację otrzymywania plików cookies.

phpBB by przemo  
Strona wygenerowana w 0,189 sekundy. Zapytań do SQL: 8