ND Forum - Dzień dobry POLSKO! Strona Główna ND Forum - Dzień dobry POLSKO!
Ludzie z sercem i głową

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Amoris laetitia
Autor Wiadomość
Coltrane


Dołączył: 01 Kwi 2008
Posty: 17628
Skąd: Polska
Wysłany: 28 Sierpień 2017, 08:34   Amoris laetitia [Cytuj]

Czym jest „rozeznanie” w Amoris laetitia?
Odpowiada bp Athanasius Schneider


http://www.youtube.com/watch?v=zSnAP5BUQ9Q

W Amoris laetitia mówi się, że spowiednik powinien zastosować „rozeznanie” w osądzaniu przypadków np. rozwiedzionych i będących w ponownych związkach. Do jakiego stopnia może to rozeznanie się posunąć? Jakie jest dokładne znaczenie albo dokładny zakres tego „rozeznania”?


Treść konferencji:

Wiecie kiedy zaczęło się pierwsze „rozeznanie” ?
To był dialog pomiędzy wężem a Ewą.
Szukanie rozeznania, czy być posłusznym Bogu, czy też nie być Mu posłusznym.
Ewa powiedziała: „Ach, Bóg powiedział nam, by nie jeść tych owoców”.
A wówczas diabeł odparł: „Och, dokonajmy rozeznania:
Czy to prawda, że Bóg to powiedział? A może nie? Co Bóg powiedział?”
A Ewa: „Och, Bóg powiedział, że jeśli je zjemy, pomrzemy”.
„A nie, to nieprawda! - odpowiedział – Dokonajmy rozeznania.
Będziecie wiedzieć, co jest dobre...”
A zatem podjęli proces rozeznania. Pierwszy.
I znamy rezultat tego rozeznania: katastrofa ludzkości.
A więc teraz ponosimy w swoich duszach i ciałach konsekwencje
tego grzechu pierworodnego, tego złego rozeznania.
Tak więc rozeznanie może być tylko na rzecz dobra.
Rozeznanie może być przeprowadzone jedynie po to, aby wypełnić wolę Boga.
Ale kontynuowanie cudzołóstwa w praktyce nie jest wypełnieniem woli Boga.
Jest to obrażanie Boga. A więc jest to antyrozeznanie.
Absurdalne rozeznanie, które utwierdzi duszę w grzechu.
To rozeznanie może nawet doprowadzić do zatracenia duszy na całą wieczność.
Nie wolno nam igrać z naszą wiecznością.
Jak mówi przysłowie: „Nie igraj z ogniem”.
Wyraźnie wolą Boga jest to, że akt seksualny jest dopuszczalny jedynie
(i tak jest wola Boga) w ważnym związku małżeńskim.
Jest to wyraźna wola Boga. Nie ma żadnych innych wyjątków. Nie.
Otóż, skoro nie ma wyjątków, jeśli ktoś woli kłamać, to chce kłamać:
„Dokonajmy rozeznania” - [mówi], aby mógł kontynuować kłamstwo.
Jeśli ktoś lubi kraść, jeśli jest tak egzystencjalnie powiązany z kradzieżą,
wraz z rodziną, może mafioso, to mówi: „Dokonajmy rozeznania”,
aby mógł jeszcze odrobinę kontynuować złodziejski fach.
To to samo: dokonanie rozeznania nawet w konfesjonale,
by pozwolić cudzołożnym kontynuowanie cudzołóstwa.
Jest to sprzeczność i naprawdę poważne niebezpieczeństwo dla duszy
i poważna odpowiedzialność.
Bardziej po stronie księdza, który to dopuszcza.
I bardziej po stronie papieża, który wydaje się to dopuszczać.
Jak powiedziałem: „Który wydaje się” i który nie robi nic, by temu zapobiec.
Wydaje się, że Amoris laetitia zmierza w tym kierunku.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 01 Kwi 2008
Posty: 17628
Skąd: Polska
Wysłany: 30 Listopad 2017, 09:44   Re: Amoris laetitia [Cytuj]

Amoris Laetitia – między posłuszeństwem a prawdą



„Amoris Laetitia to owoc kryzysu jaki pojawił się wskutek Soboru Watykańskiego II. Ten ścisły związek między Soborem a Amoris Laetitia podkreślali sami zwolennicy zmian podczas synodu na temat rodziny sprzed dwóch lat - papieski dokument jest podsumowaniem obrad”, mówi Paweł Lisicki, redaktor naczelny tygodnika „Do Rzeczy”.

Co mogą zrobić polscy katolicy, żeby zamieszanie w kościele w związku z Amoris Laetitia się zmniejszyło?

Rzeczywiście, pytanie jest bardzo trudne. Nigdy wcześniej, sądzę, nie zdarzyło się, żeby oficjalnie promulgowany dokument papieski zawierał tyle niejasności i nie pozwalał się tak łatwo interpretować wbrew całej nauce Tradycji. Zwykli katolicy znajdują się w związku z tym w sytuacji faktycznie dramatycznej.

Z jednej strony, co jest charakterystyczne dla Polski, wychowani zostali w naturalnej niejako ufności wobec wszystkiego, co przychodzi z Rzymu. To jedna z kotwic siły polskiego katolicyzmu: być zawsze po stronie papieża, przeciwstawiać się jego krytykom. Ta postawa została jeszcze umocniona podczas pontyfikatu Jana Pawła II. Nic zatem dziwnego, że kiedy pojawiają się słowa i gesty, dokumenty i nauki wątpliwe, wewnętrznie sprzeczne albo - jak w przypadku Amoris Laetitia -pozwalające na wnioski sprzeczne z całą dotychczasową doktryną Kościoła, polscy katolicy nie wiedzą, jak się zachować. Czy dać posłuch wrodzonemu przywiązaniu do Rzymu i naturalnej miłości do papieża, czy stawić czoło trudnej prawdzie, która kazałaby papieski dokument zakwestionować i uznać co najmniej za przejaw braku jasności.

Dodatkowo polscy katolicy, inaczej niż w pozostałych państwach Europy, wciąż są grupą znaczącą, a katolicyzm ma duży wpływ na życie społeczne. Z tego punktu widzenia ostra krytyka działań papieża natychmiast może być wykorzystana przez drugą stronę ideologicznego sporu. Liberalne media uwielbiają wręcz przeciwstawiać sobie rzekomo oświeconą religijność obecnego Rzymu i płaską, fanatyczną wręcz religijność Polaków. Ta sytuacja jest coraz bardziej niebezpieczna, bo, czego dowodem jest Amoris Laetitia, coraz trudniej nie dostrzec, że suma różnych papieskich wypowiedzi, czynów, nauk, sądów, dokumentów, gdyby je przyjmować za dobrą monetę, prowadziłaby katolika do zerwania z dziedzictwem wszystkich wcześniejszych pokoleń.

Niektórzy zatem wypierają niewygodne fakty i po prostu milczą. Inni próbują przekonywać, że nie mamy do czynienia z samymi w sobie osobliwymi naukami papieża Franciszka, tylko z ich medialnym nadużyciem. Wreszcie są i tacy, którzy sądzą, że nie ma wyjścia i trzeba nazywać rzeczy po imieniu. Dobrego wyjścia z sytuacji nie widzę. Źródłem zamieszania nie są polscy katolicy, ale dwuznaczne co najmniej teksty wydane przez papieża Franciszka, dlatego kryzys może być przezwyciężony tylko u źródła. Jedno na pewno polscy katolicy mogą zrobić: modlić się i nie popadać w rozpacz.

A co mogą zrobić polscy biskupi, żeby zamieszanie w Kościele w związku z Amoris Laetitia się zmniejszyło?

Polscy biskupi znajdują się, co w pewien sposób naturalne, w sytuacji jeszcze trudniejszej niż zwykli wierni. Gdyby faktycznie nazwali publicznie błędy i słabości papieskiego dokumentu, mogliby wywołać zgorszenie zwykłych wiernych. Czy biskup może publicznie piętnować błędy Ojca Świętego? I jak wpłynie to na jego własny autorytet wśród wiernych? Nie sądzę, żeby to była właściwa postawa.

Drugie wyjście to zachowywanie się jakby nic się nie stało i interpretowanie nauk Amoris Laetitia w zgodzie z Tradycją. Zaletą takiego stanowiska jest unikanie skandalu, wadą – słabość logiczna. Biskupi muszą udawać, że nie zauważają, iż ich interpretacja jest sprzeczna z tą, jaką dali ich bracia w biskupstwie w Niemczech, Belgii czy Argentynie. Znaczyłoby to, że godzą się z tym, że nauka moralna jest zależna od geografii i sami poniekąd przyznają Polsce status pewnego konserwatywnego rezerwatu.

Wolno im niczego nie zmieniać, co się tyczy moralności, bo mieszkają w tradycyjnym społeczeństwie. W sensie logicznym jednak to postawa nie do utrzymania: to co prawdziwe w Polsce, nie może być nieprawdziwe w Niemczech. Poszczególni biskupi muszą się też liczyć ze sprawowaniem urzędu przez papieża Franciszka. Zbyt wyraźny sprzeciw pociąga za sobą brak szans na karierę, w skrajnym przypadku groźbę degradacji.

Po raz pierwszy żyjemy w czasach, kiedy zasada hierarchiczna, zasada posłuszeństwa ze względu na Chrystusa, jest tak śmiało i zuchwale wykorzystywana przeciw wierności naukom samego Chrystusa. Można sądzić, że biskupi uznali, że najlepszym sposobem na wyjście z obecnej sytuacji zamieszania będzie przeczekanie. Niestety, taka postawa, choć politycznie zrozumiała - byle nie gorszyć wiernych - niesie w sobie ogromne ryzyko. Tam, gdzie nie nazywa się błędów po imieniu, tam pozwala się na ich szerzenie.

Argentyna, Filipiny, Niemcy itd. wydały interpretacje Amoris Laetitia – co z nich wynika, jak bardzo się różnią, która jest „prawdziwa”?

Największym problem Amoris Laetitia, na co wskazało czterech kardynałów w swoich dubiach, jest faktyczne przyzwolenie na głoszenie etyki sytuacyjnej. Być może najtrafniej słabość tego dokumentu pokazali Joseph Seifert, wielki filozof i teolog katolicki, uczeń Dietricha von Hildebranda, moim zdaniem jednego z najważniejszych myślicieli nowożytnego katolicyzmu, w Polsce niestety jest on niemal nieznanego, oraz Robert Spaemann, podobnie wielki współczesny katolicki intelektualista.

Otóż Seifert zauważył, że według Amoris Laetitia katolik może uznawać za nakaz Boży głos swego prywatnego sumienia, mimo że sprzeciwia się to obiektywnym normom etycznym. Jest to niemal dosłowne przeniesienie nauk Lutra i jego koncepcji prywatnego osądu, zgodnie z którą Bóg jest twórcą dobra i zła i może nakazywać działania nawet jeśli kłócą się one z moralnym porządkiem i dekalogiem. Seifert wskazał, że gdyby posłużyć się takim rozumowaniem, obecnym w Amoris Laetitia, to w ogóle znikają wszelkie normy. Jeśli nie ma bezwzględnie złych zachowań, to wszystko staje się dozwolone i każdy akt ludzki może zostać wytłumaczony.

W konsekwencji będzie można bronić eutanazji, bo to rzekomo lepsze niż cierpienie, lub aborcji: skoro i tak się je przeprowadza, to po co jeszcze obciążać sumienia? Takie rozumowanie, które znajduje swoje oparcie w samych słowach dokumentu papieskiego, prowadzi do całkowitego relatywizmu i nihilizmu.

Czy można powstrzymać zamieszanie związane z „interpretacjami” Amoris Laetitia?

Zamieszanie można powstrzymać tylko w jeden sposób: odrzucając niejasne fragmenty i przypominając Tradycję. Jednak kto miałby tego dokonać? Wyraźnie nie chce tego zrobić papież Franciszek, autor całego zamieszania. Jego wybór na Stolicę Piotrową pokazuje zresztą, że zwolennikami nowego podejścia, będącego praktycznie katolicką wersją liberalnego protestantyzmu, musiało być wielu kardynałów.

Papież Franciszek i Amoris Laetitia to owoc kryzysu, jaki pojawił się wskutek Soboru Watykańskiego II. Ten ścisły związek między Soborem a Amoris Laetitia podkreślali sami zwolennicy zmian podczas synodu na temat rodziny sprzed dwóch lat - papieski dokument jest podsumowaniem obrad. Otóż najbardziej radykalni uczestnicy synodu, zwolennicy zmiany stosunku Kościoła do związków homoseksualnych, wskazywali, że uznanie dla takiej formy współżycia wynika z wcześniejszego uznania przez Kościół na Soborze tezy, że w innych religiach są pierwiastki uświęcenia i prawdy. Skoro godzimy się na to - zauważali zwolennicy zmian - powinniśmy też przyjąć, że takie pierwiastki obecne są w innych rodzajach związków seksualnych. I trudno im odmówić logiki.

Rozchwianie nauki moralnej jest pochodną coraz większej niejasności dogmatycznej, uznanie dla ludzkiej godności jako absolutnie bezwzględnej i zamazanie, rozmycie, niekiedy wręcz odrzucenie nauki o grzechu pierworodnym, tak charakterystyczne dla czasów soborowych, z czego dalej wynika docenienie innych religii i innych systemów etycznych, faktycznie musi prowadzić do zakwestionowania tradycji etycznej chrześcijaństwa.

A więc tylko wskazując słabości tekstów soborowych i późniejszych papieży dociera się do istoty kryzysu. To nie tylko kwestia moralna, ale przede wszystkim dogmatyczna. Nie wiem i nie umiem sobie wyobrazić, jak mogłoby to praktycznie wyglądać. W takiej sytuacji katolikowi pozostaje jedynie wiara w Ducha Świętego i w to, że nie opuści On swego Kościoła, Kościoła Chrystusa.

Dziękuję za rozmowę

Tomasz D. Kolanek

AUTOR: PAWEŁ LISICKI DLA PCH24.PL

https://www.pch24.pl/amor...da,56461,i.html
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 01 Kwi 2008
Posty: 17628
Skąd: Polska
Wysłany: 2 Styczeń 2018, 11:48   Re: Amoris laetitia [Cytuj]

To co oferuje Kościołowi Katolickiemu mason Bergoglio jest obce Tradycji wiary katolickiej i apostolskiej. Fałszywy prorok wiedzie rzesze wiernych na manowce ...


Biskupi z Kazachstanu: Komunia dla rozwodników obca wierze katolickiej



Biskupi Kazachstanu - rok po wystosowaniu apelu wzywającym do modlitwy, aby papież zachował katolickie nauczanie o małżeństwie - wydali nowe oświadczenie, w którym wyraźnie stwierdzili, że każda zmiana w sakramentalnej dyscyplinie, pozwalająca rozwodnikom żyjącym w nowych związkach przyjmować Komunię Świętą, jest „obca całej Tradycji wiary katolickiej i apostolskiej”.

Trzech hierarchów: Tomasz Peta, arcybiskup metropolii archidiecezji Najświętszej Maryi Panny w Astanie, Jan Paweł Lenga, arcybiskup emerytowany z Karagandy i Atanazy Schneider, biskup pomocniczy archidiecezji Najświętszej Maryi Panny w Astanie, 18 stycznia 2017 r. wzywali wiernych do modlitwy, aby papież Franciszek „potwierdził niezmienną praktykę Kościoła w odniesieniu do prawdy o nierozerwalności małżeństwa”.

W swoim nowym oświadczeniu, opublikowanym w Święto Świętej Rodziny (31 grudnia), kazachscy hierarchowie ostrzegają, że dopuszczenie osób „rozwiedzionych” jak i żyjących w ponownych (cywilnych) związkach do Komunii Świętej, która jest najwyższym wyrazem jedności Chrystusa Oblubieńca z Jego Kościołem, oznacza w praktyce w pewien sposób aprobatę lub legitymizację rozwodu i w tym sensie jest rodzajem wprowadzenia rozwodu w życiu Kościoła.

Hierarchowie ostrzegli, że nowe normy, które będą wdrażane przez hierarchów w różnych częściach świata (zgodnie z poparciem papieża udzielonym wytycznym biskupów Buenos Aires) przyczynią się do rozprzestrzenienia plagi rozwodów „nawet w życiu Kościoła, tymczasem Kościół, ze względu na swoją bezwarunkową wierność doktrynie Chrystusa, powinien stanowić przedmurze i niewątpliwy znak sprzeciwu wobec plagi rozwodów, które są coraz bardziej powszechne w społeczeństwie cywilnym”.

Biskupi wyjaśniają powagę zmiany kierunku Watykanu:

„Jednoznacznie i bez żadnego wyjątku nasz Pan i Odkupiciel Jezus Chrystus uroczyście potwierdził Bożą wolę dotyczącą absolutnego zakazu rozwodu. Zatwierdzenie lub legitymacja naruszenia świętości więzi małżeńskiej, nawet pośrednio poprzez wspomnianą nową sakramentalną dyscyplinę, poważnie zaprzecza woli Bożej i Jego przykazaniom. Ta praktyka stanowi zatem istotną zmianę w dwutysiącletniej sakramentalnej dyscyplinie Kościoła. Co więcej, zasadniczo zmieniona dyscyplina ostatecznie doprowadzi do zmiany odpowiedniej doktryny” – czytamy w oświadczeniu.

Duchowni - powołując się na swój obowiązek biskupów, którzy ponoszą „poważną odpowiedzialność” i mają „zobowiązanie wobec wiernych oczekujących od nich publicznego i jednoznacznego wyznania prawdy, i niezmiennej dyscypliny Kościoła w odniesieniu do nierozerwalności małżeństwa” przypomnieli innym hierarchom na całym świecie, że „nie wolno im milczeć w obliczu próby zmieniania nauczania o nierozerwalności małżeństwa, „uzasadniania, zatwierdzania lub legitymizowania bezpośrednio lub pośrednio” rozwodu i stosunków seksualnych w tego typu związkach nie będących związkami sakramentalnymi poprzez sakramentalną dyscyplinę dopuszczania do Komunii świętej tzw. „rozwiedzionych i ponownie ożenionych”.

Źródło: onepeterfive.com

AS

https://www.pch24.pl/bisk...ej,57240,i.html
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 01 Kwi 2008
Posty: 17628
Skąd: Polska
Wysłany: 8 Styczeń 2018, 14:15   Re: Amoris laetitia [Cytuj]

Abp Negri o wsparciu biskupów z Kazachstanu: duchowni muszą działać, by „blask Tradycji” powrócił



„Istnieje zamieszanie. Istnieje i jest poważne. Żadna rozsądna osoba nie może temu zaprzeczyć” – uważa abp Luigi Negri, były nuncjusz apostolski w USA, który wsparł oświadczenie kazachskich hierarchów w sprawie „Amoris laetitia”, podtrzymujące „niezmienne prawdy o małżeństwie sakramentalnym”.

Arcybiskup wyjaśnił w wywiadzie udzielonym włoskiej agencji katolickiej „La Nuova Bussola”, dlaczego poparł stanowisko biskupów z Kazachstanu. Stwierdził m.in., że duchowni muszą działać, by „blask Tradycji” powrócił i przyniósł obfite owoce w życiu chrześcijańskim. Jednocześnie skrytykował próby wypierania się tożsamości katolickiej w dialogu z innymi religiami i pozytywny wizerunek heretyka Marcina Lutra, przedstawiany przy okazji obchodów 500. rocznicy reformacji protestanckiej. Taki Marcin Luter „nie istnieje” – przekonywał.

Duchowny zapytany o to, co skłoniło go do sygnowania oświadczenia stwierdził: W obliczu poważnego zamieszania w Kościele, jeśli chodzi o kwestię małżeństwa, uważam, że należy ponownie przedstawić klarowne, tradycyjne stanowisko. Uznałem, że powinienem podpisać dokument, ponieważ jego treść przedstawia to, co ukazywałem rozlegle w ciągu ostatnich lat swojej posługi - nie tylko w ostatnich miesiącach - na każdym etapie starań poświęconych tematowi rodziny, życia, prokreacji i odpowiedzialności za edukację oraz kształcenie młodych ludzi. Są to kwestie absolutnie ważne, których świat katolicki jako całość nie wydaje się być świadomy.

Hierarcha podkreślił, że „zgodnie z doktryną społeczną Kościoła, kwestia tożsamości i rozwoju osoby oraz jej odpowiedzialności w świecie są szczególnym, podstawowym, niezbędnym zadaniem Kościoła”. - Walka toczy się pomiędzy mentalnością świata – jak to papież Franciszek w pierwszych miesiącach pontyfikatu nazwał „dominującą jednostronnością” - i chrześcijańską koncepcją życia oraz egzystencji. Jeśli Kościół nie zaangażuje się w pełni w tę konfrontację, w efekcie doprowadzi to do zredukowania Jego pozycji i znacznej marginalizacji w życiu społecznym – wyjaśniał.

Purpurat zapytany o to, czy słusznie niektórzy sądzą, że nie istnieje żadne zamieszanie w Kościele i że mamy jedynie do czynienia z kwestią oporu wobec drogi ku Jego odnowie, zdecydowanie odrzucił takie stanowisko. Uznał je za „nierozsądne”.

- Jest zamieszanie - mówił. - Istnieje i jest poważne. Żadna rozsądna osoba nie może temu zaprzeczyć. Pamiętam mocne, lecz przerażające słowa kardynała Caffarry wypowiedziane na pewien czas przed śmiercią. Stwierdził: „Kościół, który niewiele uwagi poświęca doktrynie, nie jest bardziej duszpasterskim Kościołem, lecz bardziej ignoranckim”. To niewiedza rodzi zamieszanie. Ponownie zacytuję kardynała Caffarrę, który powiedział, że „tylko ślepiec może zaprzeczyć, że w Kościele panuje wielkie zamieszanie”. Mogę zaświadczyć o tym z tego, co obserwowałem, szczególnie w ostatnich miesiącach mojej posługi w archidiecezji Ferrara-Comacchio. Codziennie rozmawiałem z dobrymi chrześcijanami, których sumienia były pełne wielkiego rozczarowania i którzy bardzo cierpieli. Powiem dobitnie: ich cierpienie było większe niż to, którego doświadcza wielu duchownych i tylu moich braci biskupów. To cierpienie ludzi, którzy nie czują już troski i wsparcia w wypełnianiu podstawowych wymagań prawdy, dobroci, piękna i sprawiedliwości, które konstytuują samo serce człowieka i które tylko tajemnica Chrystusa głęboko objawia i wprowadza w niezwykły sposób.

Hierarcha zastrzegł, że „nie chce z nikim wdawać się w polemikę, ale nie może pominąć stwierdzenia, że ​​musimy pracować, by blask Tradycji powrócił, by był doświadczany przez chrześcijański lud i by stał się ofertą, którą chrześcijanie zaproponują wszystkim ludziom”.

Abp Negri odniósł się także do oskarżeń o błędy doktrynalne Vaticanum II, pontyfikatów poprzedników Franciszka czy obchodów reformacji i samej postaci Marcina Lutra.

O Soborze Watykańskim II powiedział, że „było to niezwykłe i złożone doświadczenie ... z aspektami, które nie zawsze są jasne”. Tłumaczył, że nie można porównywać pontyfikatów św. Jana Pawła II, Benedykta XVI z pontyfikatem Franciszka, ponieważ każdy z papieży ma swoją rolę do spełnienia w dziejach Kościoła. Na przykład Jan Paweł II przypominał, że źródłem zbawienia jest Chrystus, a Kościół katolicki jest miejscem „odnowy” życia duchowego. Magisterium Benedykta XVI wzywało do ciągłości w przejściu od rzeczywistości przedsoborowej do rzeczywistości posoborowej.

- Jan Paweł II i Benedykt XVI wynieśli magisterium katolickie na poziom nadzwyczajny. Absurdem jest naginać interpretację tych wielkich postaci w życiu Kościoła dla własnych interesów. Jednocześnie absurdem jest także porównywanie pontyfikatów Jana Pawła II i Benedykta XVI z magisterium papieża Franciszka. W dziejach Kościoła każdy papież ma swoją rolę. Rola Franciszka z pewnością nie polega na ponownym proponowaniu pełności i rozległości chrześcijańskiego przesłania, lecz na wyciągnięciu pewnych niezbędnych konsekwencji na płaszczyźnie etycznej i społecznej – tłumaczył.

I dalej hierarcha odniósł się do „szokujących” rzeczy w Kościele. - [Obecne] zamieszanie doktrynalne i kulturowe ma pewne aspekty, w które ludziom o zdrowym rozsądku i odpowiedniej kulturze wprost trudno uwierzyć. Ta sprawa dotycząca Lutra jest niesamowita. Luter, o którym tak dużo mówiono, nie istnieje. Ten reformujący Luter, ten ewangelizujący Luter, ten Luter, którego przedstawiano jako postać pozytywną i dobrą dla Kościoła, nie ma historycznych i krytycznych podstaw bytu – dodał.

Dalej hierarcha stwierdził, że współpraca z duchownymi innych religii w obliczu poważnego ataku na tradycję religijną w ogóle na Zachodzie jest konieczna, ale „by współpracować, nie musimy osłabiać naszej własnej tożsamości ani myśleć, że jej istnienie jest przeszkodą w naszych wysiłkach”. - Jest dokładnie odwrotnie: ci, którzy angażują się w dialog religijny, w dialog ekumeniczny, w dialog ze społeczeństwem na temat własnej tożsamości, mają niezwykle ważny wkład. Nie możesz współpracować i rozmawiać, kiedy zaczynasz od zamieszania. Dialog rozpoczynający się od tożsamości i gdy katolicka tożsamość jest w pełni przeżywana, ma niepowtarzalny i niezastąpiony wkład w życie społeczeństwa – zaznaczył.

Źródło: lifesitenews.com

AS

http://www.pch24.pl/abp-n...il,57358,i.html
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 01 Kwi 2008
Posty: 17628
Skąd: Polska
Wysłany: 18 Styczeń 2018, 11:37   Re: Amoris laetitia [Cytuj]

Akceptacja cudzołóstwa? Jan Chrzciciel umarł na darmo?
Rozmowa z o. Augustynem Pelanowskim



Już dla Żydów konsekwencje cudzołóstwa były katastrofalne, ponieważ cudzołóstwo, morderstwo i bałwochwalstwo było hilul haSzem, czyli zbezczeszczeniem Imienia Bożego. Przez cudzołóstwo człowiek wchodzi w zakres działania złego ducha, ponieważ jest to drwina z Prawa Bożego – powiedział w rozmowie z PCh24.pl o. Augustyn Pelanowski.

Co Pismo Święte mówi o rozwodach?

Nowy Testament jest bardzo jasny, zdecydowany i bez żadnych możliwości interpretacji, nawet takich, do jakich dochodzi w Amoris Laetitia. W Ewangelii św. Mateusza Jezus mówi „kto oddala swoją żonę, a bierze inną, popełnia cudzołóstwo. I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo” (Mt 19,9). Tutaj nie ma już nic do wymanipulowania, z tego sformułowania nie da się już niczego wyciągnąć. Ostatni redaktor świętego Mateusza dodał w glosie jeszcze słowa „chyba w wypadku nierządu”. Ale to oznacza, że jeśli ktoś żyje „na kocią łapę” mówiąc kolokwialnie, czyli bez związku sakramentalnego myśląc w kategoriach Kościoła , to oczywiście, że może się rozejść. Ale jeśli to jest prawnie zawarty związek małżeński, czyli sakrament, to „nie ma przeproś”. Tu nic się z tym nie da zrobić.

I nawet jeśli generał jezuitów, ojciec Arturo Sosa Abascal, będzie mówił, że wtedy nie było dyktafonów, to ośmielam się mu przypomnieć, że w tamtych czasach zapisywanie tego typu tekstów, między innymi tekstu proroctw, było ściśle kontrolowane przez soferów i nie można było niczego dodać czy ująć. Zresztą Apokalipsa mówi nam, że jeśli ktoś dołożyłby słowo do tych proroctw, to Bóg dołoży mu plag (Ap 22, 18-19). Dlatego biorąc pod uwagę bojaźń starożytnych, żeby zmienić coś w tych tekstach, to okazuje się, że jest to sytuacja niemożliwa. Dlatego generał jezuitów jest w ogromnym błędzie. Sam oczywiście może nagrywać dyktafonem swoje wypowiedzi i sprawdzać czy powiedział dobrze czy nie, natomiast w Ewangelii św. Mateusza, w 19 rozdziale, w 9 wierszu jest „kawa na ławę”: drugi związek jest cudzołóstwem, jeśli pierwszy był zawarty prawnie.

A jakie są konsekwencje cudzołóstwa? Często zapomina się o tym, że nie bez powodu to bardzo poważny grzech.

Już dla Żydów konsekwencje cudzołóstwa były katastrofalne, ponieważ cudzołóstwo, morderstwo i bałwochwalstwo było hilul haSzem, czyli zbezczeszczeniem Imienia Bożego. Natomiast od strony psychologicznej jest to bardzo prosta rzecz: mamy depresję pierwszej żony, autoagresję dzieci, obniżenie poczucia własnej wartości – a to są pierwsze z rzędu konsekwencje psychologiczne. Mogą do tego dołączyć inne rzeczy: przez cudzołóstwo człowiek wchodzi w zakres działania złego ducha, ponieważ jest to drwina z Prawa Bożego. Wystarczy sięgnąć do Księgi Rodzaju, gdzie czytamy o ustanowieniu małżeństwa. Człowiek wchodzi na teren działania szatana i siły ciemności oddziałują na porzuconą rodzinę. Oskarżanie, zasmucanie, rozpacz to ich codzienność. Tylko kapłan, który spowiada osoby porzucone widzi jakie to są dramaty.

A cudzołożnik, czyli osoba żyjąca w kolejnym związku rzadko kiedy ma właściwe odniesienie do Pana Boga, ponieważ to jest prawie niemożliwe. On jest człowiekiem opętanym; nie stricte verbis, ale jest to rodzaj zniewolenia demonicznego. Dlatego cudzołóstwo jest strasznym grzechem.

Jak w tym kontekście patrzeć na adhortację Amoris Laetitia? Pojawiają się w niej zapisy otwierające wiele niebezpiecznych furtek.

Niektóre zapisy Amoris Laetitia są bardzo niebezpieczne. Nie ośmielę się jednak mówić o schizmie czy herezji – to nie jest dla mnie właściwa nomenklatura, poza tym nie jestem w tej dziedzinie fachowcem, zostawiam to innym. Jest to natomiast sprzeciw wobec słów Jezusa, który jasno powiedział czym jest cudzołóstwo – rozmawialiśmy o tym wcześniej: nie ma drugich, trzecich czy czwartych związków. A podważenie jednego przykazania, w tym wypadku: „nie cudzołóż”, jest niczym uderzenie w punkt krytyczny kryształu. Sam Jakub mówi w swoim liście, w 2 rozdziale, w wierszu 10 takie słowa: „choćby ktoś przestrzegał całego Prawa, a przestąpiłby jedno tylko przykazanie, ponosi winę za wszystkie. Ten bowiem, który powiedział: Nie cudzołóż!, powiedział także: Nie zabijaj!”. To może doprowadzić do efektu domina: podważenie jednego przykazania sprawia, że wszystko jest możliwe; wtedy wszystko jest do podważenia. Czyli wtedy już nie ma sensu żadna spowiedź, nie ma sensu pojęcie grzechu, ponieważ każdy grzech może być usprawiedliwiony.

Dlatego albo wszystkie grzechy są grzechami, albo żaden z nich nie jest grzechem, jeśli choćby jeden nie jest grzechem. To jest bardzo niebezpieczna sytuacja. Prawda nie jest efektem dyskursu jakby chciał Derrida.

A jakie konsekwencje niesie za sobą przyjmowanie Ciała i Krwi Pańskich mając na sumieniu nie odpuszczony grzech cudzołóstwa?

W 11. rozdziale Listu do Koryntian święty Paweł mówi, że jeśli ktoś przyjmuje świętokradzko Komunię świętą, to niech się nie dziwi swoim chorobom i dodaje: „wielu z was umarło z tego powodu!”. Jeśli ktoś nie zważając na Ciało i Krew Pańską, to mówi święty Paweł, przyjmuje Komunię świętą, to popełnia grzech, który przynosi śmierć! Każdy, kto w grzechu ciężkim przyjmuje świętokradzko Komunię uniemożliwia sobie zbawienie i doprowadza do śmierci. Nikomu śmierci nie życzę, ani chorych klimatów życia, ani chorób tym bardziej, dlatego nie mogę milczeć w sprawie cudzołóstwa. Gdyby można było wchodzić w drugie związki małżeńskie to Jan Chrzciciel umarł na darmo, prawda?

Bóg zapłać za rozmowę.

Rozmawiał Mateusz Ochman

https://www.pch24.pl/akce...o-,56796,i.html
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 01 Kwi 2008
Posty: 17628
Skąd: Polska
Wysłany: 23 Luty 2018, 12:42   Re: Amoris laetitia [Cytuj]

Franciszek poprzez Amoris laetitia otworzył furtkę heretykom ...


Niemiecka rewolucja duszpasterska. Ciąg dalszy: „interkomunia”



Niemcy biskupi kolejny raz odcinają się do dotychczasowego nauczania Kościoła. Powołując się na Amoris laetitia dopuszczono protestantów do Komunii Świętej. Od dawna taki krok zapowiadał kardynał Kasper. Niemcom chodzi jednak nie tylko o Kościół w ich kraju, ale o rewolucję w Kościele powszechnym.

Niemożliwe stało się możliwym

Gdy w roku 2015 pytano prefekta Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, kardynała Roberta Sarah, czy udzieliłby Komunii Świętej mieszanemu katolicko-protestanckiemu małżeństwu, odparł jednoznacznie: nie, to niemożliwe, byłaby to profanacja. Kardynał powołał się na przepisy prawa kanonicznego stawiające tę sprawę zupełnie jasno. Trzy lata później okazuje się, że to, co było dotąd niemożliwe, staje się nagle zupełnie realne. Episkopat Niemiec na tegorocznym zebraniu plenarnym w Ingolstadt uznał, że „w niektórych przypadkach” małżeństwa mieszane mogą wspólnie przystępować do Stołu Pańskiego.

To rewolucja, która nie przyszła nagle. Od dawna zapowiadało ją wiele znaków.

Różnice teologiczne bez znaczenia

Jeszcze jesienią ubiegłego roku mogło się wydawać, że temat interkomunii pozostanie tym, czym był dotąd: gorąco dyskutowanym, ale jednak niemożliwym do spełnienia marzeniem progresistów spod sztandaru kardynała Waltera Kaspera. W niemieckim episkopacie, który przewodzi w ostatnich latach rewolucji w Kościele powszechnym, istnieli wprawdzie gorący orędownicy dopuszczenia heretyków do Stołu Pańskiego z arcybiskupem Monachium i doradcą papieża kard. Reinhardem Marxem na czele, jednak nie brakowało też hierarchów nie tylko bardzo wpływowych, ale i kojarzonych właśnie ze skrzydłem progresywnym, którzy takiemu rozwiązaniu się sprzeciwiali. W sierpniu „nie” dla interkomunii wypowiedział arcybiskup Berlina Heiner Koch, hierarcha, który wraz z Marxem oraz bp. Franzem-Josefem Bode na Synodzie Biskupów zabiegał o dopuszczenie do Komunii świętej rozwodników. Koch podnosił problem nieprzekraczalnych dzisiaj różnic teologicznych między katolikami a protestantami oraz przestrzegał przed wkraczaniem przez Niemców na drogę, którą nie idzie Kościół powszechny. Niespełna miesiąc później podobny głos usłyszeliśmy od kard. Rainera Maria Woelkiego, najzagorzalszego zwolennika przyjmowania niczym nieograniczonych islamskich mas uchodźców. Woelki na łamach katolickiej prasy stwierdził jednoznacznie, że interkomunia jest najzwyczajniej w świecie „niemożliwa” - i to nie tylko ze względu na różne rozumienie Eucharystii przez protestantów, ale także w związku z odmienną w Kościele i wspólnotach ewangelickich eklezjologię i chrystologię.

Od „duchowego dręczenia” po „zagrożenie wiary”

Dziś okazuje się, że oba te głosy były głosem mniejszości. Decyzja biskupów w gruncie rzeczy nie może zaskakiwać. Na łamach portalu PCh24.pl opisywaliśmy bardzo poważną zapowiedź właśnie takiego rozwoju wypadków. W marcu ubiegłego roku arcybiskup Bambergu Ludwig Schick po zebraniu plenarnym episkopatu powiedział mediom, że temat interkomunii był „żywo dyskutowany” i biskupi „przygotowują dokument, który będzie wiążący”. Schick mówił wprost, że katolicy i protestanci „chcą wspólnoty Eucharystii”, w ten sposób dając wyraźny sygnał, że dokument będzie przełomem. Występował razem z protestancką „duchowną”, której wizji przyszłej interkomunii w ogóle nie prostował.

Taką interpretację stanu problemu potwierdził też portal niemieckiego episkopatu Katholisch.de, publikujący wiosną minionego roku obszerny wywiad z progresywnym teologiem, profesorem Thomasem Schüllerem z Monastyru. Wywiad ten zasługuje dziś na szczególną uwagę i przypomnienie. Schüller argumentował mianowicie, że katolicko-protestanckie małżeństwa odczuwają niemożność wspólnego przystępowania do Komunii Świętej jako fakt „duchowo dręczący”. A zatem ludzki smutek miał usankcjonować profanowanie przez heretyków Eucharystii. Niemiecki episkopat przyjął dokładnie ten punkt widzenia, jaki zaprezentował Schüller. W komunikacie po tegorocznych obradach uzasadniano decyzję o „otwarciu” Komunii „palącym głodem małżonków”, którego niezaspokojenie mogłoby „stanowić niebezpieczeństwo dla małżeństwa i wiary”.

Stanowisko Watykanu

Wydaje się przy tym, że Niemcy nie odważyliby się na tę zmianę, gdyby nie postawa Ojca Świętego. Media chrześcijańskie na całym świecie szeroko opisywały wizytę papieża w luterańskim zborze Christuskirche w Rzymie w listopadzie 2015 roku. Franciszek pytany tam przez protestantkę o możliwość przyjmowania Komunii świętej wraz z jej katolickim mężem uniknął jednoznacznej odpowiedzi, ale zasugerował konieczność rozważania w sumieniu i „pójścia do przodu”. W rok później, przy okazji 499. rocznicy rozerwania Kościoła przez Marcina Lutra, Franciszek podpisał w Lund z przewodniczącym Światowej Federacji Luterańskiej „biskupem” Munibem Younanem deklarację na rzecz intensyfikacji wysiłków ekumenicznych, także w obszarze Eucharystii. Co miało to oznaczać, wyjaśnił wkrótce przewodniczący Papieskiej Rady ds. Popierania Jedności Chrześcijan, szwajcarski kardynał Kurt Koch. W listopadzie 2016 roku jako „kolejne zadanie” ekumenizmu wskazał wypracowanie z luteranami wspólnego oświadczenia o Kościele, Urzędzie Nauczycielskim i Eucharystii właśnie; oświadczenie to miałoby mieć wagę podobną do wspólnej deklaracji o usprawiedliwieniu z 1999 roku.

Kasper i „elastyczne prawo”

Te watykańskie plany odważnie odczytał kardynał Walter Kasper. W styczniu 2017 roku w przemówieniu wygłoszonym w niemieckim Coburgu zapowiadał rychłe pojednanie z protestantami. Kwestia Komunii Świętej nie powinna być tu żadnym problemem, bo – twierdził Kasper – przepisy są elastyczne, a choć zasadniczo zabraniają dopuszczania niekatolików do Komunii, to „zaleca się wyrozumiałość”. Kościół przyszłości porównał wówczas kardynał do „cudownie mieniącego się w świetle wielościanu”. Wcześniej, w grudniu roku 2016, Kasper w rozmowie z włoskim „Avvenire” zapowiedział bez cienia wątpliwości, że „w pewnych przypadkach” katolicy i protestanci będą wspólnie przyjmować Komunię Świętą. Jak dziś widać, był doskonale poinformowany. Warto jednak chwilę zastanowić się nad rzekomą elastycznością przepisów.

Kodeks Prawa Kanonicznego stawia tę sprawę bardzo jasno. Przytoczmy tutaj odpowiednie paragrafy in extenso:

Kan. 844 - § 1. Katoliccy szafarze udzielają godziwie sakramentów tylko wiernym katolikom, którzy też godziwie przyjmują je tylko od katolickich szafarzy, z zachowaniem przepisów §§ 2, 3 i 4 niniejszego kanonu, jak również kan. 861, §2.

§4. Jeśli istnieje niebezpieczeństwo śmierci albo przynagla inna poważna konieczność, uznana przez biskupa diecezjalnego lub Konferencję Episkopatu, szafarze katoliccy mogą godziwie udzielać wymienionych sakramentów także pozostałym chrześcijanom, nie mającym pełnej wspólnoty z Kościołem katolickim, którzy nie mogą się udać do szafarza swojej wspólnoty i sami o nie proszą, jeśli odnośnie do tych sakramentów wyrażają wiarę katolicką i do ich przyjęcia są odpowiednia przygotowani.

Wynika stąd jasno, że prawo kanoniczne rzeczywiście dopuszcza udzielanie Komunii Świętej protestantom wówczas, gdy „istnieje niebezpieczeństwo śmierci” lub zachodzi „inna poważna konieczność”, ale pod pewnymi warunkami. To po pierwsze, niemożność przyjęcia Komunii w swojej wspólnocie, po drugie, prośba ze strony niekatolika, po trzecie, podzielanie wiary katolickiej odnośnie sakramentu i gotowość do jego przyjęcia. Kardynał Kasper mówił o „elastyczności” przepisów, ale w tym wypadku mamy do czynienia po prostu z ich pomijaniem, bo niemieccy biskupi całkowicie zignorowali warunek pierwszy, a zatem niemożność przyjęcia sakramentu w swojej wspólnocie. Jak wiadomo, w sytuacji Niemiec nigdy to nie zachodzi. Wszystko sprowadzono do kwestii interpretacji sformułowania „inna poważna konieczność”. Jak wytłumaczył Episkopat, podobnie jak cytowany wcześniej prof. Schüller, sama „chęć” mieszanego małżeństwa, tak wielka, że grożąca aż rzekomo utratą wiary, została uznana za taką „konieczność”. Z pomocą przychodzi tu naturalnie adhortacja apostolska Amoris laetitia i „zmiana paradygmatu” w podejściu do Magisterium, o której mówił niedawno watykański sekretarz stanu kardynał Pietro Parolin. Tak samo jak w przypadku rozwodników w nowych związkach, tak i w kwestii protestantów „miłosierdzie” - a raczej to, co chce za nie uchodzić - triumfuje nad prawem i Urzędem Nauczycielskim. Nieprzypadkowo niemieccy biskupi w swoim oświadczeniu o rewolucji interkomunii wymieniają spośród wszystkich dokumentów Kościoła tylko Amoris laetitia.

Niemcy tylko torują drogę?

Decyzja niemieckiego episkopatu część progresistów może rozczarować, bo dotyczy tylko szczególnych przypadków i wyłącznie małżeństw. Cytowany tu już portal Katholisch.de nie ukrywa, że nadzieje wielu środowisk były większe. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że bynajmniej nie jest to ostatni przystanek pociągu reformy. To raczej tworzenie praktycznych podstaw i stopniowa reinterpretacja nauczania Kościoła, służąca przygotowywanemu przez Papieską Radę ds. Popierania Jedności Chrześcijan wspólnego z heretykami oświadczeniu o Eucharystii.

Niemiecki episkopat nie tyle idzie własną drogą, przed czym przestrzegał abp Heiner Koch; on raczej chce torować drogę Kościołowi powszechnemu. Kardynał Marx krótko przed 500. rocznicą reformacji deklarował, że skoro to w Niemczech rozpoczął się podział Kościoła, to właśnie z Niemiec musi wyjść inicjatywa jego przezwyciężenia. Wszystko wskazuje na to, że z tym właśnie mamy dzisiaj do czynienia.

Paweł Chmielewski

https://www.pch24.pl/niem...a-,58478,i.html
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 01 Kwi 2008
Posty: 17628
Skąd: Polska
Wysłany: 28 Luty 2018, 07:12   Re: Amoris laetitia [Cytuj]

Czy Kościół ma błogosławić bigamię?



Temat dopuszczania do Komunii Świętej rozwiedzionych osób w ponownych związkach nie został dobrze przedyskutowany wewnątrz Kościoła, a pospieszne wdrażanie w życie tych reguł jest bardzo groźne. Pytań jest więcej niż odpowiedzi. Reforma grozi dramatycznymi skutkami dla świeckich, ale także wiąże się z niepokojami moralnymi księży i biskupów – przestrzega Natalia Zimniewicz, współautorka Listu Wątpliwości Rodzin, adresowanego do hierarchów Kościoła.

W Liście Wątpliwości Rodzin wskazują Państwo na szereg praktycznych niebezpieczeństw związanych z wprowadzeniem w życie założeń adhortacji Amoris laetitia. Są wśród nich: rozgrzeszanie bez postanowienia poprawy oraz swego rodzaju utwierdzanie w niewierności małżonków, którzy zerwawszy swoje, zawarte przed Bogiem przymierze, związali się z innymi osobami. Krytykom tych rozwiązań zarzuca się brak miłosierdzia. Czy ta ocena na pewno jest słuszna?

List biskupów argentyńskich interpretuje adhortację apostolską Amoris laetitia w sposób odmienny od nauczania wszystkich świętych Kościoła. Dopuszcza mianowicie rozgrzeszenie i udzielanie Komunii Świętej parom po rozwodzie bez postanowienia życia w czystości.

Przekaz lewicowy na temat przyjmowania Komunii Świętej przez osoby po rozwodzie według interpretacji argentyńskiej nakazuje okazywanie współczucia wobec tych osób i zawiera oskarżenia o brak miłosierdzia, formułowane wobec tych, którzy krytykują to rozwiązanie. Stojący na straży tradycyjnej nauki Kościoła są tu prezentowani jak przysłowiowe psy ogrodnika, których temat w ogóle nie dotyczy, ale zabraniają udzielania czegoś dobrego (w tym przypadku Komunii Świętej) drugiemu człowiekowi.

Retoryka ta jest jednak wybiórcza i nieuczciwa. Wprowadza w błąd, gdyż nie tłumaczy do końca, na czym te reguły mają polegać w praktyce. Ludzie nie są informowani, że mogą boleśnie zapłacić za dramatyczne konsekwencje tych rozwiązań.

W teorii gier istnieje pojęcie gry o sumie zero, w której zysk jednego gracza jest jednocześnie stratą drugiego. W rozgrzeszaniu osób po rozwodzie mamy do czynienia z jakąś korzyścią osób po rozwodzie żyjących w nowych związkach, ale zawsze kosztem innych ludzi, w tym opuszczonego małżonka, innych rodzin i księży. Suma jest zdecydowanie poniżej zera, gdyż koszty społeczne przewyższają osiągnięte korzyści.

Pomiędzy związkami po rozwodzie a małżeństwami sakramentalnymi istnieje naturalny antagonizm. Osoby żyjące z kimś po rozpadzie prawowitego związku często utrudniają jego kontakty z sakramentalnym małżonkiem, nierzadko mają skłonność do złej mowy na jego temat. Trudno stworzyć reguły satysfakcjonujące wszystkich. Dokonanie wyboru jest nieuniknione, do czego potrzebne są dary roztropności, mądrości rozsądzania sporów i tworzenia mądrego prawa.

Skutki społeczne prawa działają według prostej reguły. Jeśli zachodzenie jakiegoś zjawiska jest ułatwiane, to z biegiem czasu jego nasilenie wzrasta. I na odwrót: utrudnia się różne praktyki po to, aby było ich mniej. Do tej pory w całej swojej historii Kościół motywował świeckich do budowania związków sakramentalnych. To między innymi dlatego osobom w związkach po rozwodzie odmawiano udzielania Komunii Świętej aby ich zmotywować do uporządkowania tej sytuacji i poszukiwania trwałej relacji z dożywotnim zobowiązaniem wierności. Omawiane zmiany dopuszczające osoby po rozwodzie żyjące w nowych związkach do Komunii Świętej ciągną wszystkich do realiów związków porozwodowych. To sakramentalni małżonkowie są pozbawiani praw po to, aby w pewien sposób nobilitować związki po rozwodzie.

Odmowa udzielania Komunii Świętej czy nakaz życia w czystości po rozwodzie mają również funkcję odstraszającą. W momencie kryzysu w małżeństwie ludzie wiedzą, że opuszczenie rodziny nie pomoże, tylko pogorszy sytuację. Daje to motywację do pokonania trudności. W ten sposób Kościół uratował miliony rodzin przed rozpadem. List biskupów argentyńskich likwiduje tę ochronną moc doktryny Kościoła. Miłosierdzia jest aż nadto dla osób po rozwodzie, ale brakuje go dla innych, którzy nie chcą być porzuceni i zdradzeni. Wszyscy, którzy wprowadzają w życie lub forsują takie rozwiązania, biorą na siebie duchową odpowiedzialność za dramaty rozpadu wielu rodzin.

U ludzi promujących Komunię po rozwodzie według reguł argentyńskich można zaobserwować syndrom tak silnego zapatrzenia w rozwody, że stracili oni z oczu innych, którzy również zostali objęci nowymi regulacjami i którzy poniosą ciężar przemilczanych skutków ubocznych tych rozwiązań. List Wątpliwości Rodzin pokazuje te właśnie przeoczone konsekwencje dla innych ludzi.

Czyżby Kościół zdawał się mówić młodym ludziom: „Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela, chyba że po odpowiednim duszpasterskim towarzyszeniu i rozeznaniu”? Jakie może rodzić to skutki w życiu katolików, rodzin dotkniętych rozpadem?

Usprawiedliwienie i utwierdzenie w niewierności uzyskuje jeden z małżonków, drugi jest nadal związany przysięgą małżeńską. Sytuacja drugiego małżonka robi się dramatyczna, gdyż Kościół właśnie pogrzebał ostatnie nadzieje na naprawę małżeństwa i taka osoba jest dożywotnio związana przysięgą wierności wobec kogoś, kto od Kościoła usłyszał, że nie musi być mu wiernym i może go „legalnie” zdradzać oraz że rzekomo Pan Bóg tak chce. Taki Bóg jest nie do obronienia w ludzkim sercu i musi być odrzucony. Taki obraz Boga jest dla zdradzanej osoby ciężarem nie do uniesienia. Oczywiście, ktoś może powiedzieć, że ta osoba też powinna starać się o analogiczne rozgrzeszenie. To jednak nie jest takie proste, gdyż kryteria rozgrzeszania są wiedzą tajemną. Świeccy nie są w stanie przewidzieć konsekwencji swoich decyzji. Nie ma kryteriów udzielania rozgrzeszeń poza niejasnym sformułowaniem dotyczącym dzieci. Statystycznie zatem kobiety będą miały więcej problemów z rozgrzeszeniem w nowych związkach, gdyż mogą być matkami krócej niż mężczyźni ojcami. Jeśli rozwiedzie się para po czterdziestce, mężczyzna po związaniu się z młodszą kobietą może mieć swoje dzieci, u kobiety nie jest to już takie proste.

Formuła ta zresztą nagradza ludzi po rozwodzie tym bardziej, im mocniejsze jest pognębienie sakramentalnego małżonka. Uzyskanie rozgrzeszenia jest bowiem tym bardziej prawdopodobne, im dłużej trwa kolejny związek i im więcej urodziło się w nim dzieci, czyli im bardziej dosadna jest zdrada.

Utwierdzenie w niewierności jest udzielane w tajemnicy spowiedzi. Osoba porzucona nie ma żadnej możliwości obrony, apelacji, a biskupi nie mają nad tym procesem żadnej kontroli. Z uwagi na tajemnicę spowiedzi nikt, nawet papież, nie ma możliwości weryfikacji i ograniczania nadużyć oraz ochrony zdradzanych małżonków. Biskupi nie mają wielu możliwości ograniczania skali procederu, jeśli okaże się w praktyce, że udzielanie rozgrzeszenia parom po rozwodzie jest powszechne.

Rozgrzeszona strona uzyskuje zwolnienie ze zobowiązań wierności i nieopuszczenia małżonka podjętych w sakramencie małżeństwa, ale jednocześnie nie uzyskuje prawa do kolejnego ślubu kościelnego z uwagi na to, że sakrament małżeństwa jednak obowiązuje. Sakramentalne zobowiązanie jest zatem ważne, utrzymane w mocy, ale nie trzeba go przestrzegać. Przysięga małżeńska obowiązuje i nie obowiązuje jednocześnie.

Chyba każdy uczciwy człowiek prędzej czy później uzna, że całe to rozgrzeszanie jest zakłamane. Brak reguł udzielania tych rozgrzeszeń sprawia, że wszystko jest kwestią znalezienia odpowiedniego spowiednika. Szybko może się okazać, że nie ma takiej zdrady, której się nie da teologicznie uzasadnić. Osoby po rozwodzie otrzymują poprawę nastroju, ale są demotywowane do pracy nad sobą w wielu obszarach życia. Poza tym otrzymują protezę małżeństwa i same mogą być łatwo porzucone. Żyją w związku, w którym druga osoba do niczego się nie zobowiązuje.

Inni małżonkowie uzyskują ułatwienie porzucenia rodziny. W obliczu małżeńskich trudności nie ma już takiej motywacji do ich pokonywania. Już dziś są sygnały o porzucaniu swoich małżonków i dzieci przy powoływaniu się na miłosierdzie papieża Franciszka.

Opisy takich historii można nam przysyłać na adres kontakt@familiesdoubts.com. Jeśli takie znamy, nie milczmy.

Czy Amoris laetitia przynosi nam „katolicką bigamię”?

Sama ta adhortacja tego nie przynosi, gdyż nie zawiera dosłownych zmian w nauce Kościoła katolickiego w sprawie małżeństwa i rodziny. To, co wprowadzają interpretacje liberalne, jest już jak najbardziej tworzeniem związków bigamicznych i to, niestety przez sam Kościół. Innymi słowy, to Kościół błogosławi związki danego człowieka z dwiema różnymi osobami i tak naprawdę obie są w tym poszkodowane.

Wcześniej o bigamii po rozwodzie mówiono w takim rozumieniu, że z opuszczonym małżonkiem istniała więź sakramentalna, która nie wygasła mimo rozwodu, w nowym związku istnieje na przykład więź wynikająca ze ślubu cywilnego. Jedna osoba jest związana z dwiema różnymi osobami, ale więzami tworzonymi przez odrębne instytucje. Do tej pory Kościół to krytykował. W liberalnej interpretacji adhortacji Amoris laetitia następuje związanie jednego człowieka więzami moralnymi z dwiema osobami, przez tę samą instytucję Kościoła. Zanim Kościół udzieli zgody na przystępowanie do Komunii świętej osobie rozwiedzionej w nowym związku, musi wcześniej nastąpić etap rozgrzeszenia z grzechu niewierności. W tym przypadku jest ono sugestią, że w sytuacji danego związku niesakramentalnego rzekomo nie ma zła ani krzywdy wobec opuszczonego małżonka, można, a wręcz zaleca się ją kontynuować, nie trzeba lub wręcz nie powinno się wracać do sakramentalnego małżonka.

Formuła rozgrzeszenia zawiera słowa: „(…) przez posługę Kościoła”. Związek niesakramentalny zyskuje moralną ochronę, błogosławieństwo Kościoła katolickiego w całym jego autorytecie. Kościół staje między małżonkami i potwierdza moralnie rozerwanie węzła małżeńskiego.

Usprawiedliwienie i utwierdzenie w niewierności uzyskuje jeden z małżonków, drugi jest nadal związany przysięgą małżeńską i najlepiej, żeby żył w samotności.

Podsumowując, jeśli ktoś po rozwodzie dostaje rozgrzeszenie ze związku z inną osobą, to uzyskuje moralne błogosławieństwo Kościoła do pożycia na zasadach małżeńskich, ale utrzymuje również w zobowiązaniu opuszczoną osobę. Taki człowiek jest zatem związany więzami Kościoła z dwiema osobami jednocześnie, co tworzy rodzaj katolickiej bigamii.

Jak zrodziła się Państwa inicjatywa? Kto ją tworzy?

W tworzeniu inicjatywy pomagali małżonkowie z kilkunastu rodzin. W pewnym sensie wszyscy sygnatariusze stają się współtwórcami tej inicjatywy. List podpisany przez 50 osób i list podpisany przez 1 000 osób to dwie różne inicjatywy. Od liczby podpisów zależy, czy ta petycja w ogóle będzie przeczytana. Dlatego każdy podpis jest bardzo ważny.

Inicjatywa kiełkowała długo. Mieliśmy nadzieję, że nie będzie konieczna i że zamęt zostanie oddalony przez osoby stojące na czele Kościoła. Tak się jednak nie stało. Równocześnie w wielu miejscach zaczęło się pojawiać wezwanie do świeckich, aby nie milczeli i angażowali się w temat.

Zdajemy sobie sprawę, że ciężar skutków ubocznych tego eksperymentu poniosą małżonkowie. Oni zapłacą cenę w postaci opuszczenia i rozwodu. Dlatego małżeństwa przeżywają ten temat często mocniej niż wielu księży czy biskupów. Spotykamy się poza tym ze zjawiskiem niedoinformowania zarówno wśród świeckich, jak i księży. Temat nie został dobrze przedyskutowany wewnątrz Kościoła i pospieszne wdrażanie w życie tych reguł jest bardzo groźne.

Reforma grozi dramatycznymi skutkami dla świeckich, ale także wiąże się z niepokojami moralnymi księży i biskupów. Przecież do tej pory udzielenie takiego rozgrzeszenia związków po rozwodzie było grzechem ciężkim księdza, obciążonym karą wiecznego potępienia. Księży też uczono, że posłuszeństwem nie można zasłaniać swojego grzechu. Teraz nagle w pewnych krajach różni teologowie ogłaszają w mediach, że oto rzekomo Pan Bóg powiedział im coś zupełnie odwrotnego. Jak księża i biskupi mają znaleźć pokój serca i pewność, że na pewno jest to głos Boga? Być może właśnie ten powszechny niepokój jest działaniem Boga, który ich przestrzega przed tym pomysłem ? Pytań jest więcej niż odpowiedzi.

Poza tym reguły argentyńskie są nieobojętne prawnie nie tylko w wymiarze kościelnym. Mogą one bowiem stanowić naruszenie konkordatów zawartych z szeregiem państw, w tym z Polską, w których Kościół jednostronnie zobowiązał się do zachowania nierozerwalności małżeństwa. W wielu konkordatach, choć akurat nie w polskim, władze kościelne zobowiązały się także do powiadamiania instytucji państwowych o wszelkich orzeczeniach w sprawach małżeńskich przewidzianych w prawie kanonicznym – co w oczywisty sposób nie będzie mogło nastąpić, jeżeli zwolnienie z obowiązków małżeńskich nastąpi w ramach tajemnicy spowiedzi. W konsekwencji rozwiązania argentyńskie dają nawet możliwość wypowiedzenia konkordatu przez któryś z kolejnych rządów. Kościół stworzyłby łatwe argumenty ku temu, gdyż sam nie przestrzegałby konkordatu w rażący sposób.

Nie można wykluczyć tego, że diecezje, które wprowadzą reguły argentyńskie, będą musiały liczyć się w przyszłości z pozwami o odszkodowanie z powodu naruszenia dóbr osobistych kierowanymi wobec nich przez porzuconych małżonków. Skoro bowiem Kościół nie tylko we własnym nauczaniu, ale też w akcie prawa powszechnie obowiązującego, gwarantował nierozerwalność małżeństwa, a następnie zwolnił jednego z małżonków z obowiązków wynikających z przysięgi małżeńskiej, można sobie wyobrazić, że niejedna taka osoba nie tylko będzie miała poczucie, że została wprowadzona w błąd, ale też, że rozwinie argumentację dowodzącą, że ta dziwna niekonsekwencja stanowi po prostu niedozwoloną manipulację oraz naruszenie jej praw podmiotowych ugruntowanych w umowie międzynarodowej.

W mojej ocenie intencje tworzenia reguł argentyńskich były dobre, ale przekucie ich na praktyczne realia okazało się niełatwe. Pomimo szczerych chęci nie da się utwierdzać w niewierności ludzi po rozwodzie, aby jednocześnie nie naruszyć zasady nierozerwalności małżeństwa i nie uruchomić w ludziach decyzji o kolejnych rozwodach.

Dziękuję za rozmowę.

Roman Motoła


List rodzin można poprzeć na stronie www.familiesdoubts.com

https://www.pch24.pl/czy-...e-,58565,i.html
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 01 Kwi 2008
Posty: 17628
Skąd: Polska
Wysłany: 2 Marzec 2018, 08:38   Re: Amoris laetitia [Cytuj]

Diabeł z niemiecka ubrany?

Jeżeli przez dobór materiałów medialnych, odbiorca może urobić sobie opinię, że problem deformacji katolickiego depozytu wiary to głównie problem niemiecki, to – najdelikatniej rzecz ujmując – mamy do czynienia z rozminięciem się z prawdą.
Las płonie.


https://sacerdoshyacinthus.com/2018/03/02/diabel-z-niemiecka-ubrany/
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 01 Kwi 2008
Posty: 17628
Skąd: Polska
Wysłany: 18 Kwiecień 2018, 10:41   Re: Amoris laetitia [Cytuj]

Czy polscy biskupi odniosą się do Amoris Laetitia?



Już jesienią zeszłego roku miał ujrzeć światło dzienne dokument Konferencji Episkopatu Polski, porządkujący temat duszpasterstwa rodzin, w tym dyscypliny sakramentalnej dotyczącej m.in. praktyki udzielania Komunii świętej rozwodnikom żyjącym w ponownych związkach. Jednak księża biskupi nie określają daty ukazania się nowej instrukcji, i w żaden oficjalny sposób nie odnoszą się do inicjatyw świeckich wiernych, zaniepokojonych chaosem i nadużyciami w interpretacji nauczania Kościoła.

Nad wytycznymi dotyczącymi duszpasterstwa małżeństw i rodzin polski Episkopat pracował m.in. podczas ubiegłorocznego, dwudniowego posiedzenia w Zakopanem, na początku czerwca. Przedstawiciele KEP zapowiadali wówczas, że dokumentu w ostatecznym kształcie można spodziewać się jesienią 2017.

Mowa była o instrukcji omawiającej tematy: przygotowania do małżeństwa, duszpasterstwa rodzin oraz związków niesakramentalnych. Stojący na czele zespołu opracowującego dokument biskup Jan Wątroba zapowiadał, że materiał liczyć będzie kilkadziesiąt stron a wydane w 2003 roku Dyrektorium Duszpasterstwa Rodzin nie utraci swej aktualności. Zezwala ono na przyjmowanie Komunii świętej osobom żyjącym w związkach niesakramentalnych pod jednoznacznie sformułowanymi warunkami: niemożności rozejścia się, np. z powodu wychowania dzieci bądź potrzeby pomocy w chorobie i w podeszłym wieku; zdecydowanej, potwierdzonej przysięgą złożoną wobec kapłana woli powstrzymania się od współżycia; uregulowania ewentualnych krzywd i niesprawiedliwości, popełnionych w poprzednich związkach; uniknięcia zgorszenia. Dyrektorium zalecało przyjmowanie Najświętszego Sakramentu poza środowiskiem własnej parafii.

Przy okazji czerwcowego spotkania KEP biskup Wątroba podkreślił, że w kwestii możliwości przystępowania do Komunii świętej przez osoby pozostające w związkach niesakramentalnych nie nastąpiła żadna zmiana w doktrynie Kościoła. Warunkiem przystąpienia do Stołu Pańskiego pozostaje stan łaski uświęcającej. Robiące w ostatnim czasie olbrzymią karierę „rozeznawanie” polegać ma natomiast na upewnieniu się czy poprzedni związek sakramentalny został zawarty w sposób ważny. Nie było jednak mowy o tym, że spowiedź jednej ze stron mogłaby zwolnić ją z wierności wobec sakramentalnego małżonka. Hierarcha zaznaczył, że rozmowy z kapłanem mogły prowadzić wyłącznie do skierowania sprawy w ręce sądu kościelnego, do którego należy dopiero wiążące orzeczenie o tym, czy małżeństwo w ogóle doszło do skutku w momencie jego formalnego zawarcia.

Także arcybiskup Henryk Hoser wskazywał, że nie następuje żadna modyfikacja dyscypliny sakramentalnej, a jedynie „podejście duszpasterskie wobec osób, które często tęskną do pełnej komunii z Kościołem ale nie zawsze mogą ją zrealizować”.

Ad calendas graecas…
W połowie października polski Episkopat spotkał się ponownie. Nie nastąpiło wówczas zapowiadane ogłoszenie nowych wytycznych dotyczących m.in. praktyki duszpasterskiej i sakramentalnej. Zwyczajowy komunikat z posiedzenia KEP zawierał zaledwie krótką wzmiankę na ten temat: „Biskupi kontynuowali prace nad dokumentami dotyczącymi duszpasterstwa małżeństw i rodzin. Podkreślili konieczność towarzyszenia małżeństwom i rodzinom na wszystkich etapach ich życia. Dziękują jednocześnie kapłanom, osobom życia konsekrowanego i wiernym świeckim, którzy służą na co dzień pomocą w realizacji zadań i celów rodziny”.

W połowie stycznia 2018 roku Instytut Księdza Skargi zainaugurował internetową odsłonę akcji „Polonia Semper Fidelis”, czyli inicjatywy wspierającej polskich biskupów oraz zachęcającej ich do potwierdzenia trwania Kościoła w naszym kraju w wierności nauce Chrystusa o nierozerwalności małżeństwa. Wcześniej korespondenci instytutu mogli składać swe podpisy pod tym wezwaniem za pośrednictwem poczty tradycyjnej. Pośród sygnatariuszy znalazło się wiele znanych postaci życia publicznego, w tym naukowców, artystów i dziennikarzy.

5 marca, w siedzibie Konferencji Episkopatu Polski na ręce księdza Przemysława Drąga, Krajowego Duszpasterza Rodzin, trafiły listy z podpisami ponad 145 tysięcy osób popierających inicjatywę Polonia Semper Fidelis. Data nie była przypadkowa. Kilka dni później zaplanowane było kolejne, 378. Zebranie Plenarne KEP. W jego podsumowaniu znalazło się kilka zdań poświęconych rodzinie i adhortacji AL. Hierarchowie nie odnieśli się jednak w żaden sposób – nawet pomimo pytań zadanych na konferencji prasowej – ani do akcji świeckich wiernych, ani też nie określili przybliżonej chociażby daty opublikowania wyczekiwanej instrukcji.

Już w kwietniu spytaliśmy zatem ponownie, tym razem Rzecznika Episkopatu: „W związku z ogromnym zainteresowaniem pośród wiernych inicjatywą Polonia Semper Fidelis, a także podjętą niedawno akcją List „Wątpliwości Rodzin”, uprzejmie proszę o odpowiedź, czy księża biskupi zechcą się odnieść do wyrażonych w nich bardzo poważnych problemów dotyczących udzielania sakramentów świętych. Czy znana jest już perspektywa czasowa opublikowania szykowanego od wielu miesięcy dokumentu KEP odnośnie adhortacji Amoris laetitia?”.

Odpowiedź uzyskana przez portal PCh24.pl z biura prasowego Episkopatu brzmiała: „(…) nie jest znana perspektywa czasowa co do dokumentu KEP. Jeśli będą jakiekolwiek informacje w tej sprawie, zostaną one opublikowane na stronie www.episkopat.pl”.

Nie znamy zatem chociażby przybliżonej daty ogłoszenia stanowiska, na które oczekuje tak wielu wiernych, zarówno w Polsce, jak i poza granicami. Hierarchowie znad Wisły stanęli bowiem w obronie tradycyjnej nauki Kościoła o małżeństwie podczas dwóch pamiętnych synodów o rodzinie. Potwierdzenie tego stanowiska, zwłaszcza w obliczu presji wywieranej na Episkopat spoza Polski, dałoby katolikom nadzieję na zażegnanie ogromnego chaosu wywołanego dopuszczaniem przez niektóre diecezje (np. w Niemczech, Stanach Zjednoczonych i na Malcie) do Komunii świętej cudzołożników – osób, które żyją na sposób małżeński z nowymi partnerami, mimo zawartego wcześniej ślubu kościelnego.

„Małżeństwo jest nierozerwalne, ale…”?
Milczenie polskich biskupów wpisuje się w pewien szerszy kontekst. Otóż na kilkanaście dni przed wspomnianym powyżej, październikowym posiedzeniem Konferencji Episkopatu Polski, na łamach portalu National Catholic Register ukazał się wywiad ze zdymisjonowanym przez Franciszka byłym prefektem Kongregacji Nauki Wiary, Gerhardem Muellerem. Hierarcha nie zaprzeczył sformułowanej w rozmowie sugestii, że papież w kwestii powstającej adhortacji Amoris laetitia chętniej radził się takich osobistości jak arcybiskup Victor Manuel Fernández, rektor Papieskiego Katolickiego Uniwersytetu Argentyny (uważany za faktycznego autora AL) niż samej Kongregacji. Przyznał natomiast wprost, że część poprawek do dokumentu proponowanych przez KNW została przez Franciszka zignorowana.

To jednak nie wszystko. Niedawny prefekt powiedział ni mniej, ni więcej, tylko, że podobnie jak ma to miejsce w Kurii Rzymskiej, tak samo na wydziałach teologicznych, krytyczne uwagi czy wątpliwości wobec papieskiej adhortacji karane są wyrzucaniem „niedowiarka” z uczelni.

Na początku 2018 roku wybuchła prawdziwa doktrynalna „bomba”. Katolickie portale ujawniły, że Franciszek nadał status oficjalnego Magisterium Kościoła listowi z 5 września 2016 r. do biskupa Sergio Alfredo Fenoya, delegata regionu Buenos Aires Konferencji Episkopatu Argentyny, a także sformułowanym przez biskupów z tego samego regionu (również sygnowanych datą 5 września 2016 r.) kryteriom stosowania słynnego rozdziału VIII Amoris laetitia.

Dyrektywy biskupów z Buenos Aires interpretowały wspomniany fragment papieskiej adhortacji apostolskiej jako otwarcie możliwości przyjmowania Komunii Świętej „w niektórych przypadkach” przez osoby pozostające w powtórnych związkach, bez zobowiązania ich do życia w czystości.
„Dokument jest bardzo dobry i całkowicie wyjaśnia znaczenie rozdziału VIII Amoris laetitia” – pisał papież. „Nie ma innych interpretacji” – dodał.

Jak wiemy, dokumenty Kościoła aby zyskać rangę Magisterium, muszą pozostawać w zgodności z dotychczasowym nauczaniem Stolicy Apostolskiej. „Argentyńska” interpretacja tego warunku nie spełnia. Ponieważ w obronie – faktycznej, a nie tylko deklaratywnej – nierozerwalności małżeństwa stanęli zaledwie pojedynczy hierarchowie, pozostaje katolikom już tylko oczekiwać formalnej korekty błędów zawartych w liberalnej wykładni Amoris laetitia.

Roman Motoła

www.pch24.pl/czy-polscy-b...--,59662,i.html
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 01 Kwi 2008
Posty: 17628
Skąd: Polska
Wysłany: 13 Czerwiec 2018, 09:17   Re: Amoris laetitia [Cytuj]

Wątpliwości wciąż nierozwiane. Co nam mówią „Wytyczne” polskich biskupów?



Zapowiadany od dawna i długo wyczekiwany przez zaniepokojonych wiernych dokument polskich biskupów na temat posynodalnej adhortacji o rodzinie, nie wyjaśnia, niestety, wątpliwości, które od ponad dwóch lat wstrząsają Kościołem powszechnym. Wytyczne pastoralne do adhortacji Amoris laetitia oparte są głównie na dokumentach papieża Franciszka i stąd – utrzymane w przyjętej przezeń i konsekwentnie realizowanej konwencji stosowania bardzo ogólnych sformułowań. Otwierają one pole do rozmaitych interpretacji – zarówno zgodnych z nauczaniem Kościoła katolickiego, jak i od niego bardzo odległych.

„Dokument nie podejmuje kwestii komunii świętej dla osób żyjących w związkach niesakramentalnych” – zastrzegał już we wstępie niedzielny (10 czerwca 2018) komunikat Biura Prasowego Konferencji Episkopatu Polski. I rzeczywiście, Wytyczne… nie zawierają bezpośrednich odniesień do sprawy prowokującej wciąż tak wiele pytań, wyrażonych chociażby w Dubia autorstwa czterech kardynałów: Carla Caffarry, Raymonda Burke, Waltera Brandmüllera i Joachima Meisnera. Opracowanie polskich biskupów w kilku miejscach zawiera jednak fragmenty Amoris laetitia oraz innych dokumentów Franciszka, które hierarchowie m.in. z Argentyny, Niemiec i Malty uznali za otwarcie drogi do udzielania Najświętszego Sakramentu rozwodnikom żyjącym w ponownych związkach – a zatem w grzechu ciężkim.

Jedność czy decentralizacja?

Czytamy w Wytycznych…: „(…) Amoris laetitia nie tylko uwzględnia, ale nade wszystko dopełnia i aktualizuje wcześniejsze wypowiedzi Magisterium Kościoła na temat małżeństwa i rodziny. Wśród wcześniejszych dokumentów programowych należy wymienić Humanae vitae Pawła VI, Familiaris consortio, Reconcilliatio et poenitentia, Veritatis splendor Jana Pawła II oraz Deus caritas est i Sacramentum caritatis Benedykta XVI. Nie ulega więc wątpliwości, że papież Franciszek w adhortacji Amoris laetitia w żaden sposób nie podważa nauczania swych Poprzedników. Wyraźnie uznaje konieczność istnienia w Kościele jedności doktryny i działania, która jednak nie wyklucza istnienia „różnych sposobów interpretowania pewnych aspektów nauczania lub niektórych wynikających z niego konsekwencji” (AL 3)”.

Możemy jednak nabrać wątpliwości co do „jedności doktryny i działania” gdy biskupi z Malty, w analogicznej instrukcji dla duchownych i wiernych napisali przed 1,5 roku, w kontekście kwestii udzielania Najświętszego Sakramentu cudzołożnikom: „(…) istnieją skomplikowane sytuacje, w których wybór życia jak brat i siostra staje się po ludzku niemożliwy i prowadzi do większej szkody” – zupełnie wbrew warunkowi jasno postawionemu w Familiaris consortio, i tak wyrozumiale traktującej zawieranie ponownych związków (w pewnych okolicznościach). „Przymus” współżycia zadekretowany przez hierarchów – lokalnego co prawda – Kościoła? To przecież była – zamiast obrony wiernych – kompletna kapitulacja przed trwającym od dziesięcioleci naporem rewolucji seksualnej.

Podobnie jak maltańscy hierarchowie, postąpiła m.in. Rada Stała Episkopatu Niemiec i diecezja rzymska. Z kolei liberalna interpretacja Amoris laetitia, sformułowana przez biskupów z Buenos Aires, wraz z aprobującym ją listem Franciszka, trafiła do oficjalnego wykazu dokumentów Stolicy Apostolskiej – Acta Apostolicae Sedis (AAS).

Jak w tym kontekście odczytać inny fragment Wytycznych…, również nawiązujący bezpośrednio do nauczania Franciszka, tym razem adhortacji Evangelii gaudium? Czytamy w nim: „(…) nie można oczekiwać od papieskiego nauczania definitywnego lub wyczerpującego słowa na temat wszystkich spraw dotyczących Kościoła i świata. Nie powinno się też zastępować lokalnych episkopatów w rozeznaniu problemów wyłaniających się na ich terytoriach i stąd mowa papieża o potrzebie „decentralizacji” w Kościele (por. EG 16)”.

Niestety, owa decentralizacja – co wyraźnie widać po zróżnicowanych i wzajemnie sprzecznych interpretacjach Amoris laetitia – sprzyja podziałom. To co jest grzechem nad Wisłą, „nie jest” nim już za Odrą – nie przestają alarmować ci spośród wierzących, którzy troszczą się o jedność katolickiej wspólnoty i zachowanie zdrowej nauki Kościoła, nazywanego przez nas przecież w Credo „jednym, świętym, powszechnym i apostolskim”. Czy nie przypomina to sytuacji znanej nam doskonale z dziejów rozwoju protestantyzmu?

Towarzyszenie w grzechu czy wezwanie do nawrócenia?

Tekst wskazówek dla polskich duszpasterzy i wiernych mocno akcentuje pojęcia kluczowe dla nauczania papieża Franciszka o rodzinie: przyjęcie, towarzyszenie, rozeznawanie i integracja. Gęsto przywoływane przez księży biskupów fragmenty odnoszące się do reguł postępowania wobec małżonków trafnie ukazują ducha promowanego dziś duszpasterstwa. Trudno, niestety znaleźć w przytaczanych tekstach jednoznacznego wezwania do nawrócenia, które Kościół przez wieki kierował do osób trwających w permanentnym grzechu ciężkim. To raczej od duchownych oczekuje się tutaj „duszpasterskiego i misyjnego nawrócenia”. Tak jak gdyby to nie grzesznik miał dla ocalenia własnej duszy zerwać ze stanem duchowej śmierci i powrócić na łono Kościoła, lecz Kościół „powinien” towarzyszyć cudzołożnikowi na jego drodze, dbać o jego dobre samopoczucie, a nawet poszukiwać sposobów na stwierdzenie nieważności jego ślubu.

Wytycznym… zawdzięczamy więc wypunktowanie kluczowych dla zrozumienia zamierzonego sensu Amoris laetitia kwestii. Choćby takich:

„Papież podkreśla, że duszpasterskie i misyjne nawrócenie w promowaniu małżeństwa i rodziny nie może pomijać osób potrzebujących i żyjących w sytuacjach trudnych: (…) Kościół musi zachować szczególną uwagę, aby zrozumieć, pocieszyć, włączyć, unikając narzucania im zestawu norm, jakby były ze skały, zyskując w ten sposób efekt, że czują się osądzone i porzucone przez tę Matkę, która jest powołana, by nieść im Boże miłosierdzie (AL 49). Kościół jest ojcowskim domem, gdzie jest miejsce dla każdego z jego niełatwym życiem (EG 47). Takie traktowanie najbardziej delikatnych kwestii ludzkiej egzystencji stawia nas raczej w kontekście rozeznania duszpasterskiego, pełnego miłości miłosiernej, która zawsze gotowa jest zrozumieć, przebaczyć, towarzyszyć, czekać, a przede wszystkim włączać (AL 312)”.

Czyżby zatem rolą biskupów i księży nie było już wskazywanie Dekalogu jako powołania każdego człowieka i jedynej drogi do zbawienia? Czy Kościół miałby zrezygnować z zaszczytnej misji prowadzenia dusz według wymagań jasno określonych przez Pana Jezusa i Apostołów? Co oznacza sformułowanie: włączyć, unikając narzucania im zestawu norm, jakby były ze skały? Czy to nie otwarcie drogi do ignorowania warunków ważnej spowiedzi, w tym konieczności zerwania z grzechem – tym bardziej permanentnym, takim jak choćby życie w cudzołożnym związku? Takie pytania wciąż nie doczekały się odpowiedzi. Jeszcze dwa-trzy lata temu mogły być łatwiej uznane za przejaw nadwrażliwości i nadinterpretację „nieprecyzyjnych” sformułowań. Dzisiaj patrzymy na skutki wprowadzania w życie w kolejnych krajach założeń Amoris laetitia i czarno na białym obserwujemy realizację najbardziej pesymistycznych przypuszczeń przez „progresywistów”, którzy – nawiasem mówiąc – ze swoimi zamiarami nigdy się przecież nie kryli (na przykład hierarchowie niemieccy).

Tymczasem bez nawrócenia nie możemy mówić o prawdziwym miłosierdziu. Człowiek może bowiem spotkać się z Bożą łaską wyłącznie w sakramencie spowiedzi i – przypomnijmy – po wypełnieniu wszystkich jej warunków. „Miłosierdzie” bez prawdy i uczynienia zadość sprawiedliwości staje się zwykłą pobłażliwością i utwierdzaniem w grzechu – to fundamentalne zastrzeżenie, którego brak w przytaczanych na kartach Wytycznych… fragmentach Amoris laetitia, Evangelii gaudium i innych dokumentów papieża Franciszka.

Uzasadnione pytania budzi również następująca część dokumentu KEP: „W realizacji trudnego dzieła towarzyszenia i rozeznawania bardzo pomocne jest prawo stopniowości, na które zwrócił uwagę św. Jan Paweł II w Familiaris consortio. Prawo to zakłada, że człowiek poznaje, miłuje i czyni dobro moralne, odpowiednio do etapów swego rozwoju (FC 34, AL 295). Franciszek uzupełnia myśl stwierdzeniem Katechizmu Kościoła Katolickiego o warunkach, pod jakimi poczytalność i odpowiedzialność mogą zostać zmniejszone, czy wręcz zniesione [11]. Mówi również o okolicznościach zmniejszających odpowiedzialność moralną [12]. Z tego powodu negatywny osąd odnośnie do sytuacji obiektywnej nie oznacza orzeczenia o odpowiedzialności lub winie danej osoby (AL 302)”.

Czy więc mamy tu do czynienia z koncepcją złagodzenia odpowiedzialności moralnej za cudzołóstwo ze względu na ograniczoną poczytalność bądź jakieś inne szczególne warunki? Założenie takie potwierdzał już kardynał Christoph Schönborn, wskazywany przez papieża Franciszka jako wybitny interpretator jego intencji: – Sądzę, że spór wokół Amoris Laetitia byłby znacznie bardziej pokojowy, gdyby jej krytycy przestudiowali fundamenty Katechizmu, oparte bezpośrednio na Tomaszu z Akwinu. Chodzi o passusy wskazujące, że każde moralne działanie dokonuje się w ramach pewnej narracji, w historii konkretnych bytów ludzkich, z ich uwarunkowaniami, możliwościami, warunkami, okolicznościami życia i ograniczeniami oraz szansami wolności – mówił austriacki hierarcha jeszcze w 2016 roku.

Owszem, fragment o „prawie stopniowości” nie został w Wytycznych… jednoznacznie użyty w kontekście dopuszczenia do Stołu Pańskiego rozwodników trwających w grzesznych związkach. Jednak również i on może łatwo posłużyć – i służy! – w narracji otwarcia się na pragnienia osób wprawdzie niezdolnych do porzucenia grzechu, lecz niemogących także obyć się bez przyjmowania Komunii świętej.

Instrukcja Konferencji Episkopatu Polski przypomina nam także kolejny fragment Amoris laetitia, który budzi poważne wątpliwości. Papież napisał nam o osobach „które zawarły małżeństwo cywilne, rozwiedzionych żyjących w nowych związkach lub które jedynie mieszkają razem” (AL 297)”. „Oni nie tylko nie muszą czuć się ekskomunikowani, ale mogą żyć i rozwijać się jako żywe członki Kościoła, odczuwając, że jest on matką, która ich zawsze przyjmuje, troszczy się o nich z miłością i wspiera ich na drodze życia i Ewangelii”” – czytamy w adhortacji (AL 299). Mamy tu więc do czynienia z niekompletnym stopniowaniem stanów duszy człowieka, co może łatwo wprowadzić w błąd. Po pierwsze bowiem, grzech ciężki oznacza duchową śmierć i nie można w poprawny teologicznie sposób nazwać osób w nim trwających „żywymi członkami Kościoła, które mogą żyć i rozwijać się”. Pisze bowiem o poważnej winie Katechizm Kościoła Katolickiego: „Pociąga (…) za sobą utratę miłości i pozbawienie łaski uświęcającej, to znaczy stanu łaski. Jeśli nie zostanie wynagrodzony [grzech – red.] przez żal i Boże przebaczenie, powoduje wykluczenie z Królestwa Chrystusa i wieczną śmierć w piekle; nasza wolność ma bowiem moc dokonywania wyborów nieodwracalnych, na zawsze (KKK 1861)”.

Po drugie, stan grzechu śmiertelnego to jednak nie to samo co ekskomunika. Owszem, można w przypadku niektórych wykroczeń przeciw Dekalogowi zaciągnąć ją nawet automatycznie, lecz nie dotyczy to cudzołóstwa.

W stronę „katolickiego rozwodu”?

Skoro duszpasterstwo ma dzisiaj w dużej mierze oznaczać podążanie za człowiekiem, jego oczekiwaniami i stanami emocjonalnymi, zmienia swój kontekst także instytucja stwierdzania nieważności małżeństwa. Taki wniosek można przynajmniej wyciągnąć, po odpowiednim rozeznaniu, z następującego fragmentu Wytycznych…: „Mając na uwadze złożoność sytuacji duszpasterskiej wiernych związanych węzłem małżeńskim i nie mogących z tego powodu – pomimo ogromnego pragnienia – zawrzeć małżeństwa sakramentalnego z osobą, z którą pozostają w związku pozasakramentalnym, należałoby rozważyć w poszczególnych przypadkach możliwość wnikliwego rozeznania ich sytuacji. To rozeznanie powinno najpierw prowadzić do udzielenia na drodze kościelnego procesu sądowego odpowiedzi na pytanie, czy można stwierdzić nieważność pierwszego związku małżeńskiego”.

Warto zwrócić uwagę: wniosek o orzeczenie, że sakramentalny związek małżeński faktycznie nie zaistniał, może zostać zdeterminowany przez „ogromne pragnienie” zawarcia kolejnego. Stwierdzenie nieważności jest tu w jakimś sensie celem dążenia osoby zaangażowanej, m.in. emocjonalnie w kolejną relację. Staje się sposobem na rozwiązanie niewygodnej sytuacji. Oczywiście, takie sytuacje, z wielu względów zdarzają się i dzisiaj, ale czy to nie furtka do „katolickiego rozwodu”? Czy Kościół powinien takie sytuacje ułatwiać i uprawniać, sprzyjając kształtowaniu się wśród katolików „mentalności rozwodowej” – jakby zbyt mało jeszcze rozpanoszonej?

„Nieregularny związek”, czytaj: cudzołóstwo!

Czytając Wytyczne… niejeden katolik zwróci uwagę na charakterystyczny język, który od pewnego czasu zdominował wypowiedzi hierarchów Kościoła. Niestety, nie sprzyja on klarowności i jednoznaczności, których oczekują od pasterzy wierni, jest jednak poniekąd logiczny. Jak bowiem brzmiałoby poniższe zdanie, gdyby „sytuację nieregularną” zastąpić tradycyjnym „cudzołóstwem”?
Czytamy w opracowaniu KEP: „W duszpasterstwie osób, które znalazły się w sytuacjach trudnych (np. śmierć współmałżonka) i nieregularnych, duszpasterze i ich współpracownicy winni nade wszystko oferować wiernym światło wiary oraz współczującą i delikatną obecność (por. AL 253–258)”.

Jeśli już mowa o języku, Amoris laetitia wprowadza mocno zastanawiającą kategorię, którą można by nazwać „wiernością w zdradzie”. Nie chce się wierzyć, że zadaniem duszpasterzy miałoby być utwierdzanie cudzołożników w ich wyborach, jednak co powiedzieć o takim stwierdzeniu, zaakcentowanie którego zawdzięczamy Wytycznym…?:

„Trzeba bowiem rozeznać, czy osoby żyjące w nieuregulowanych związkach zachowują wierność, poświęcają się dla dzieci, angażują się w życiu chrześcijańskim, świadome są nieprawidłowości swego związku i życia w grzechu, pragnęłyby zmienić sytuację, w której się znajdują, lecz nie mogą tego uczynić bez zaciągnięcia kolejnej winy (np. kwestia odpowiedzialności za wychowanie dzieci, por. AL 298)”.

Wprawdzie więc tutaj uświadamiamy cudzołożnikowi jego grzech, ale zaraz sprawdzamy, czy nie będzie kolejną, większą winą powrót do prawowitego małżonka? Jeśli zatem Wytyczne… doczekają się swoich własnych Dubiów, zapewne nie zabraknie tam i takiego pytania.

W którą stronę pójdzie polski Kościół?

Trudno, niestety, zgodzić się z zawartym w zakończeniu Wytycznych pastoralnych do adhortacji Amoris laetitia stwierdzeniem, że „Papieżowi Franciszkowi zawdzięczamy jasne wskazanie i określenie” zadań wynikających ze współczesnej kondycji rodziny, małżeństwa i młodego pokolenia. Powyżej wymienione wątpliwości nie wyczerpują, rzecz jasna, zastrzeżeń omówionych w takich wystąpieniach katolików jak wspomniane Dubia, list kardynałów z Kazachstanu czy – w szczególnie radykalnej formie – na kartach Correctio Filialis de Haeresibus Propagatis. Czy musimy więc z niepokojem oczekiwać zapowiedzianego w dokumencie nowego Dyrektorium Duszpasterstwa Rodzin dla Kościoła w Polsce? Skoro czytamy, że „pasterską posługę musimy naznaczyć bliskością, spojrzeniem pełnym szacunku i współczucia, które jednocześnie leczą, wyzwalają i zachęcają do dojrzewania w życiu chrześcijańskim” to warto pamiętać, że empatia i inne przyrodzone środki nie wystarczą do wyzwolenia ludzi zatwardziałych w grzechu. Aby skutecznie pomóc w ocaleniu ich dusz nie obejdzie się bez jasnego wskazania drogi życia wiecznego dzięki Bożej łasce i sakramentom, dostęp do których uwarunkowany jest pełnym nawróceniem.

Trudno będzie też mówić o skutecznym leczeniu bez napiętnowania przyczyn choroby, która toczy dzisiejszy świat, a więc: plagi pornografii, uzależnień seksualnych, promocji egoistycznego życia w samotności, homoseksualizmu i gender, mentalności antykoncepcyjnej i aborcyjnej. Nie będzie też rzeczywistym wyzwolenie, jeśli „towarzysząc” grzesznikowi zepchniemy na dalszy plan bądź wręcz całkiem zamkniemy oczy na porzuconych małżonków i dzieci – największe ofiary cudzołóstwa.
Może powinniśmy oczekiwać też jasnego wskazania, że stworzona przez Pana Boga natura ludzka, jest niezmienna i stanowi fundament ludzkich działań, które dzięki temu mogą podlegać obiektywniej ocenie moralnej. Historyczne uwarunkowania, trudności i niedoskonałe realizacje są okolicznościami, które nie mogą neutralizować obiektywnej sytuacji życia w grzechu czyli popełniania moralnego zła.

Wreszcie, na koniec akcent optymistyczny. Piszą bowiem księża biskupi: „Papież apeluje o głoszenie Ewangelii w nowy sposób. Ma na myśli zaangażowanie wszystkich chrześcijan, celem dawania świadectwa o swojej wierze z jeszcze większym entuzjazmem i przekonaniem (por. MV 4). Przypomina, że Kościół jest wezwany do misyjnego wyjścia, aby dotrzeć na wszystkie peryferia świata potrzebujące światła Ewangelii (EG 20). W realizacji zadania nie może zabraknąć odnowionego dialogu pomiędzy duszpasterzami i wiernymi”.

To bardzo budująca deklaracja, którą przyjmą na pewno z wdzięcznością polscy wierni, wypatrujący pośród trwającego zamętu jasnych wskazań od swoich pasterzy. Wśród nich jest ponad 145-tysięczna rzesza sygnatariuszy apelu „Polonia Semper Fidelis”, zagrzewających polski Episkopat do potwierdzenia prawdziwej nauki Kościoła o Dekalogu oraz sakramentach – małżeństwie, spowiedzi i Komunii świętej. Są w tym gronie też wierni popierający List Wątpliwości rodzin i wielu innych katolików, którzy zwracają się ze swymi pytaniami bezpośrednio do duchownych.

Roman Motoła

https://www.pch24.pl/watp...w-,60909,i.html
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Informacje | TV Trwam | Radio Maryja na żywo |
Polecamy:informacje ktorych potrzebujesz Fundacja Skierniewice i Szkola Skierniewice
Korzystanie z forum oznacza pełną akceptację otrzymywania plików cookies.

phpBB by przemo  
Strona wygenerowana w 0,195 sekundy. Zapytań do SQL: 9