ND Forum - Dzień dobry POLSKO! Strona Główna ND Forum - Dzień dobry POLSKO!
Ludzie z sercem i głową

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Zamknięty przez: Coltrane
25 Lipiec 2012, 01:20
Teorie Ewolucyjne - testy wiarygodnosci
Autor Wiadomość
Andrzej Gdula

Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 712
Wysłany: 1 Luty 2011, 00:14   Teorie Ewolucyjne - testy wiarygodnosci

Witam!
Nauki ewolucyjne – testy wiarygodności

Jak już wcześniej pisałem zajmuję się anty-ewolucjonizmem to znaczy wykrywaniem niedopuszczalnych błędów i niezgodności z prawdą hipotez Abiogenezy, teorii Filogenezy oraz teorii Antropogenezy. I dlatego nie dyskutuję na temat Teorii Inteligentnego Projektu i różnych kierunków Kreacjonizmu bo nie mam na to czasu.

Ale korzystając z pomysłów pana SYLQ, bardzo proszę w tym miejscu, aby pan SYLQ1972 zaprezentował nam, jakie ewolucjoniści w przeszłości w swoim pracach badawczych nad opracowaniem Ogólnej Teorii Ewolucji, hipotez Abiogenezy, Teorii Filogenezy oraz Teorii Antopogezy, określili robocze hipotezy ich falsyfikowalność w celu zbadania zaproponowanego obszaru tematycznego. Oraz w jaki sposób dokonali potwierdzenia słuszności tych hipotez poprzez:
1. Dobór odpowiednich metod badawczych.
2. Dobór i przeprowadzenie odpowiednich badań i eksperymentów potwierdzających słuszność założonych hipotez roboczych.
3. Dobór odpowiednich technik obliczeniowych ze źródłowym potwierdzeniem ich poprawności metodologicznej lub dowodem autorskim.
4. Zaprezentowanie wyników badań i/lub eksperymentów własnych.
5. Wskazanie źródeł w literaturze potwierdzających założoną hipotezę.
6. Wskazanie źródeł w literaturze potwierdzających prawidłowość doboru metod badawczych (jeśli są konieczne).
7. Propozycje technik weryfikacyjnych odpowiednich dla wskazanych hipotez roboczych.
8. Propozycje metod potwierdzenia hipotez za pomocą późniejszych badań i/lub eksperymentów.
9. Wskazanie hipotez, które zostały zastąpione przez udowodnioną w pracy własną hipotezę.
10. Ewentualne wskazanie błędów w zastąpionych hipotezach wraz z dowodami na ich błędność za pomocą proponowanych lub wykonanych badań i/lub eksperymentów.

Co ciekawe, jeśli ewolucjoniści chcieli obalić wszystkie uprzednie teorię o powstaniu i rozwoju życia (a twierdzą, że tego właśnie dokonali), to pan sylq uważa, że nie wystarczy obalić tę czy inną hipotezę (choć nawet to mu się nie udało) dodam od siebie - nawet teorię społecznie szkodliwą, a należy zaprezentować całą nową teorię spełniającą warunki:
1. Poszanowania rzeczywistości - nowa teoria musi opisywać swoimi metodami i technikami wszystkie elementy, które opisywała teoria obalana.
2. Poszerzenia zakresu - nowa teoria musi opisać choć jeden element, z którym nie radziła sobie teoria obalana.
3. Przewidywanie - nowa teoria powinna przewidywać przyszłe zdarzenia ewolucyjne, jakie dzięki niej mogą pojawić się w przyszłości
Trzeci punkt jest bezwzględnie konieczny jako warunek uprawniający naukowo potraktowania hipotezy jako teorii naukowej.

No to panie SYLQ1972 masz pan teraz wyjątkowe pole do popisu. Dlatego proszę o rzeczowe odpowiedzi bez zbaczania z tematu. Najlepiej punkt po punkcie.

Pozdrawiam A.G.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Andrzej Gdula

Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 712
Wysłany: 1 Luty 2011, 12:39   

Witam!
W uzupełnieniu przesyłam kilka dodatkowych wyjaśnień:
Panie SYLQ1972 czy do pana nie dociera, że celem anty-ewolucjonizmu nie jest tworzenie nowych hipotez lub nowych teorii naukowych. Dlatego ja w całym moim opracowaniu nie przedstawiłem żadnej nowej teorii lub hipotezy bo takim mianem niczego w moim opracowaniu nie nazwałem.
Ale pan tego nie wie ponieważ pan tego opracowania do końca nie przeczytał. Bo z pańskich błędnych zastrzeżeń że ja się nie powołuję na żadne dane literaturowe wynika, że przeczytał pan być może tylko zaledwie kilka pierwszych kartek mojego opracowania.
Dlatego ja tu nie mam powodów do udowadniania jakiś nowych teorii lub hipotez których nigdzie nie przedstawiłem.
Natomiast w moim opracowaniu staram się wykazać podstawowe i niedopuszczalne błędy oraz przyczyny niezgodności z prawdą ewolucyjnych hipotez Abiogenezy oraz Teorii Filogenezy i Antropogenezy.

A o tym jaki jest pan beznadziejny nawet w przedmiocie metodologii nauki świadczy pańskie zmyślone sobie urojone pojęcie ROBOCZE HIPOTEZY FALSYFIKOWALNE

Wyjaśniam, że zarówno hipotezy jak i teorie naukowe nie mogą być już na roboczo falsyfikowalne, bo to już na wstępie negowało by ich słuszność.
I słuszne mogą być tylko hipotezy lub teorie które nie dadzą się falsyfikować. Ale jeśli już robocza hipoteza jest falsyfikowalna to z zasady jest ona błędna.

Tu kilka zdań dodatkowego wyjaśnienia;
Zgodnie z klasycznymi poglądami filozofii nauki Karla Poppera, jeśli nawet miliony faktów potwierdzają słuszność danej Teorii naukowej, to jednak może się wydarzyć, że ktoś wskaże na jeden fakt niezgodny z jej przewidywaniami i tym samym wykaże, że teoria ta jest fałszywa. Stąd też aby mieć całkowitą pewność, że potwierdzona przez wiele faktów teoria naukowa jest całkowicie słuszna, jako kryterium naukowości danej teorii, Karl Popper zaproponował poddanie jej dodatkowo sprawdzianowi tak zwanej falsyfikowalności, czyli sprawdzania negatywnego. Takie wnioskowanie falsyfikujące, to znaczy negatywne sprawdzanie słuszności naukowej danej teorii, przebiegać powinno według następującego przykładowego schematu; Jeśli Ogólna Teoria Ewolucji Biologicznej czy też Teorie Filogenezy lub Antropogenezy implikują zajście określonego obserwowalnego jednostkowego zdarzenia. A zdarzenie to nie zachodzi. To Ogólna Teoria Ewolucji Biologicznej czy też Teoria Filogenezy lub Antropogenezy jest fałszywa lub co najmniej nieadekwatna. Niestety Ogólna Teoria Ewolucji Biologicznej czy też Teoria Filogenezy lub Antropogenezy nie mogą być z przyczyn zasadniczych poddana ocenie takiego kryterium falsyfikowalności Karla Poppera, ponieważ procesy makroewolucyjnej i megaewolucyjnej zmienności z zasady są bezkierunkowe, nie planowe i nie przewidywalne. Stąd też dotycząca tych zakresów zmienności biologicznej Ogólna Teoria Ewolucji Biologicznej czy też Teoria Filogenezy lub Antropogenezy niczego określonego nie jest w stanie implikować. Poza tym chyba jest całkowicie logiczne, że można poddać kryterium falsyfikowalności tylko takie teorie naukowe, których słuszność jest udokumentowana reprezentatywną liczbą potwierdzających ją obserwowanych faktów. A niestety nie da się wskazać nawet jednego obserwowalnego faktu potwierdzającego makroewolucyjną i megaewolucyjną zmienności biologiczną ani w świecie roślin ani w świecie zwierząt. Stąd też zgodnie z klasycznym kryterium naukowości Poppera, Ogólna Teoria Ewolucji Biologicznej, czy też Teoria Filogenezy lub Antropogenezy nie może być uznawana jako teoria naukowa.

Panie STLQ1972, musi pan zrozumieć, że całkowicie błędne lub fałszywe teorie naukowe powinny być niezwłocznie eliminowane z trzech podstawowych przyczyn:
1.Mogą być szkodliwe dla życia lub zdrowia ludzkiego a także stanowić
2.Niedopuszczalnie prawnie jest wychowywanie młodego pokolenia w zakłamaniu wymuszając uznania przez młodzież fałszywych teorii jako prawdziwe. Tak jak w bajce Andersena Nowe Szaty Cesarza.
3.Fałszywe Hipotezy Abiogenezy i fałszywe Teorie Ewolucyjne Filogenezy i Antropogenezy są zarzewiem bardzo silnych konfliktów społecznych pomiędzy ludźmi niewierzącymi a wierzącymi. Ponieważ ludzie niewierzący chcą wymusić na ludziach wierzących uznawanie jedynej słuszności tych ewolucyjnych hipotez i teorii.

Udowadnianie jedynej słuszności hipotez i teorii ewolucyjnych musi być wykonane za pomocą metod naukowych: falsyfikowalnych i testowalnych metod badawczych w zakresie zjawisk poznawalnych empirycznie. Techniki dywagacji filozoficznych i domniemań oraz ewolucyjnych legend, nie są tu w użyciu. W zakresie nauk przyrodniczych nie stosuje się metodologii pochodzącej z nauk humanistycznych.

Dlatego przypominam, że faktem dokumentującym ewoluowanie nowych gatunków jest obserwacyjne potwierdzenie tego faktu. I dlatego na podstawie skamieniałości nielicznych form przejściowych, nieuprawnione jest naukowo stosowanie pochodzącej z nauk humanistycznych metodologii DOMNIEMANIA.

Ponieważ teorie ewolucyjne w takim samym stopniu dotyczą wszystkich gatunków, to również wszelkie definicje a przede wszystkim definicja nowego gatunku jako miary zajścia ewolucyjnej zmienności ponad gatunkowej musi być jednolita dla wszystkich gatunków.

Teoria Ewolucji w zakresie ponad gatunkowej zmienności, w sposób naukowo nieuprawniony jest nazywana Teorią naukową. Ponieważ cechą podstawową każde teorii jest możliwość jednoznacznego i PRECYZYJNEGO przewidywania kierunków przyszłej zmienności istniejących gatunków, a to jest niemożliwe bo sprzeczne z podstawową zasadą bezkierunkowości zmienności procesów ponad gatunkowej zmienności.

Pozdrawiam A.G.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Andrzej Gdula

Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 712
Wysłany: 26 Marzec 2011, 15:57   

Witam!
Poniżej zamieszczam z forum RACJONALISTA tekst ewolucjonisty Mateusza Korycińskiego i bardzo ciekawe i wnikliwe odpowiedzi Pana Roberta Brzezińskiego

Założenia i definicja teorii naukowej - ewolucjonizm i kreacjonizm
Autor tekstu: Mateusz Koryciński

Wywód ten należy rozpocząć od zdefiniowania, czym dokładnie jest teoria naukowa oraz jakie warunki muszą zostać spełnione, aby hipotezę uznać za teorię. Definicję pragnę zaprezentować na przykładzie porównania dwóch prób wyjaśnienia problemu pochodzenia życia na ziemi. Pierwszą z nich jest teoria ewolucji drogą doboru naturalnego będąca teorią naukową, drugą zaś kreacjonizm, któremu nie można przypisać tego miana.
Teoria ma za zadanie zebrać w sobie owoc pracy badawczej mającej na celu poznanie grupy zjawisk rządzonych przez pewne prawidłowości. Ma ona przybliżyć nam w przystępny sposób zakres badań oraz ich wynik tak, aby każdy dzięki niej mógł pojąć pewną część otaczającego nas świata w sposób głębszy niż dotychczas. Nie ogranicza się ona jedynie do opisu zachodzących w przyrodzie zjawisk. Stanowi również wyjaśnienie mechanizmów rządzących nimi.
Jedną z cech teorii naukowej jest przewidywalność. Dobrze sformułowana teoria naukowa jest otwarta na nowe koncepcje, które mogą ją wzbogacić czyniąc z niej jeszcze bogatsze źródło wiedzy poparte większą ilością dowodów. Nie może to być zbiór luźnych myśli i przypuszczeń, nawet takich, które znajdują potwierdzenie empiryczne. Przedmiot badań musi zostać opisany w sposób ścisły pozostając jednocześnie jasnym dla odbiorcy — w przeciwnym razie nie odgrywałby roli naukowej.
Teoria naukowa musi posiadać możliwość poddania jej falsyfikacji. Jeśli nie jest możliwe przeprowadzenie eksperymentu lub obserwacji, która mogłaby zaprzeczyć badanej koncepcji, nie można przyznać jej miana teorii naukowej. John Herschel wręcz nakłaniał naukowców do szukania dowodów przeczących ich własnym hipotezom. Mieli oni stanąć naprzeciw swych założeń jedynie po to, aby wykazać odporność teorii na falsyfikację, co czyniło ją jeszcze silniejszą.
Z pojęciem teorii naukowej wiąże się pojęcie faktu. Faktem jest element wiedzy, dzięki któremu jesteśmy w stanie formułować prawa oraz teorie. Jeśli mamy do czynienia ze scaleniem dwóch teorii jedna z nich, która przeniknęła do drugiej staje się faktem ją popierającym.
Nie należy pomijać w tym miejscu również pojęcia idei — zasad rozumowych, których zadaniem jest spajanie faktów ze sobą. Idea jest niezbędna do tego, aby zrozumieć sens teorii. Wykorzystując te dwa pojęcia możemy wypracować nieco inną definicję teorii. Mianowicie w tym kontekście teoria staje się zbiorem idei łączących obserwowane empirycznie fakty. Należy jednocześnie rozgraniczyć pojęcie „faktu" oraz „teorii", aby nie mylić ich ze sobą. Fakt jest obserwowanym zjawiskiem lub procesem, teoria zaś wnioskami, powstałymi na podstawie obserwacji tych faktów, służącymi do wyjaśnienia praw rządzących przyrodą.
Teoria naukowa jest zarazem zwieńczeniem pracy naukowej mającej na celu wyjaśnienie nieznanego aspektu przyrody. William Whewell zwrócił uwagę na trzystopniowy schemat odkrycia naukowego pokazujący w prosty sposób drogę wiodącą do stworzenia teorii naukowej. Obejmuje on trzy fazy: wstęp, fazę indukcyjną oraz zakończenie.
Wstęp obejmuje gromadzenie faktów oraz tworzenie pojęć.
Kolejna faza polega na wypracowaniu ogólnego schematu pojęciowego na podstawie zebranych faktów oraz wyjaśnianie pojęć, co łączyło się z dyskusjami grona naukowego). W tej fazie następuje również formułowanie hipotez. Może ono być poprzedzone lub poprzedzać weryfikację. Jednakże należy pamiętać, że do zaakceptowania teorii przez społeczność naukową konieczne jest jej empiryczne potwierdzenie.
Ostatni etap - zakończenie stanowi konsolidację i rozszerzenie postawionego założenia (lub wielu założeń składających się na teorię).
Chęć wyjaśnienia tego, co nieznane jest na tyle silna, że grupy popierające konkurujące teorie, czy też mówiąc bezpieczniej — hipotezy, toczą spór mający na celu obalenie założeń „przeciwników" i dowiedzenie tym samym własnych racji. Nie ma to zbyt wiele wspólnego z czystą i rzetelną chęcią poznania prawd rządzących przyrodą. Przykładem takiego zachowania jest spór ewolucjonistów z kreacjonistami. Dzięki niemu w prosty sposób można uwidocznić cechy teorii naukowej w teorii ewolucji, konfrontując ją z hipotezą konkurującą, nie posiadającą tych cech — kreacjonizmem.
Teoria ewolucji drogą doboru naturalnego zaproponowana przez Darwina, jest teorią zakładającą, iż formy życia obecnie występujące na Ziemi powstały z form istniejących przed nimi, na skutek kumulacji zmian. Zmiany te stanowią cechy przystosowawcze do środowiska, w którym dane organizmy żyją. Pogląd ten zasługuje na miano teorii naukowej, ponieważ jest oparty na zaobserwowanych faktach. Karol Darwin w czasie swoich podróży obserwował i opisywał szczegółowo napotkane organizmy. Na podstawie tych obserwacji sformułował hipotezę, która została potwierdzona przez liczne badania. Z pewnością teoria ta spełnia pierwszy wymóg — wyjaśnia pochodzenie poszczególnych gatunków organizmów żywych. Przybliża nam to w sposób przystępny, logiczny i zrozumiały. Jednocześnie opis ten jest ścisły, dokładny i rzetelny.
Teoria ta wyjaśnia również mechanizmy ewolucji jak choćby dobór naturalny stanowiący jej nieodłączny element. Mamy w tym przypadku do czynienia również z przewidywalnością. Teoria ta nie jest zamknięta na nowe fakty i koncepcje, które mogą ją wzbogacić i udoskonalić. Cały czas znajdujemy nowe płaszczyzny, w których dostrzec można dowody potwierdzające ewolucję. Pierwotnie wnioski zostały wysnute na podstawie obserwacji cech morfologicznych organizmów. Dzisiaj obserwujemy również ewolucję z perspektywy biologii molekularnej (badanie podobieństwa materiału genetycznego czy też sekwencji białek konserwatywnych). Teoria ta jest odporna na falsyfikację.
Odkąd została zaproponowana przez Darwina, mamy stale do czynienia z jej przeciwnikami usilnie starającymi się ją obalić. Jednakże próby te nie dają rezultatów a każde niepowodzenie falsyfikacji wzmacnia teorię, o czym mówił John Herschel. Jednak sam brak negacji nie stanowi o spełnieniu tego wymogu. Ważny jest fakt, iż próba taka jest w ogóle możliwa. Istnieje możliwość przeprowadzenia doświadczenia czy też obserwacji, która byłaby w stanie obalić ideę ewolucji. Dowodem takim mógłby być chociażby szkielet organizmu obecnie występującego, w erze odległej o kilka milionów lat od dzisiejszych czasów. Jak na razie dowodów takich nie ma, co potwierdza, że teoria ewolucji została oparta na faktach potwierdzonych empirycznie. Ewolucjonizmowi towarzyszą od początku pojęcia, które na stałe weszły do biologii. Są nimi pojęcie gatunku czy też zmienności genetycznej.
Ponadto teoria ewolucji została szeroko przyjęta przez grono naukowe oraz rzuciła nowe światło na badania w dziedzinie biologii. Genetyk, Theodosius Dobzhansky powiedział: „Nic w biologii nie ma sensu, jeśli nie rozpatruje się tego w świetle teorii ewolucji".
Istnieje szereg powodów przeczących jakoby kreacjonizm, czy też mówiąc szerzej, teoria inteligentnego projektu, była godna nazwania jej teorią naukową. Przede wszystkim o ile ewolucja podejmuje rzetelną próbę wytłumaczenia przedmiotu sporu, o tyle idea inteligentnego projektu nie tłumaczy nic, o czym mówił znany filozof, Daniel C. Dennet: „Biologia ewolucyjna z pewnością nie wyjaśnia jeszcze wszystkich problemów, z jakimi borykają się biologowie, lecz teoria inteligentnego projektu nie podjęła, jak na razie, próby wyjaśnienia czegokolwiek.". Teoria naukowa stanowi, jak zostało to już wyżej wspomniane, zwieńczenie pracy badawczej składającej się z doświadczeń i obserwacji, których brak w przypadku kreacjonizmu. Nie jest ona ponadto jasna i przejrzysta jak teoria ewolucji. Kreacjonizm opiera się na tym, co zapisane zostało w Księdze Rodzaju w Biblii.
Nie jest to opis jasny, ścisły i rzetelny. Stwarza tak naprawdę jedynie pozory klarowności i ścisłości. Nasuwa więcej pytań niż odpowiedzi (chociażby pytanie o samego stwórcę). Idea ta nie jest również poparta żadnymi dowodami empirycznymi. Sam tekst, który stanowi jej podstawę nie może być dowodem wystarczającym do uznania całej hipotezy za prawdziwą. Kolejnym słabym punktem tego poglądu jest brak przewidywalności. Zakładając, że to Bóg stworzył świat wraz z istotami żyjącymi nie możemy włączyć w to nowych koncepcji gdyż z założenia świat wygląda tak jak w bożym zamyśle. Zatem wszystkie mechanizmy i fakty są z góry ustalone i niezmienne. Falsyfikacja z kolei nie ma w tym przypadku racji bytu gdyż nie możliwe jest przeprowadzenie jakiegokolwiek doświadczenia czy też obserwacji, która byłaby w stanie podważyć hipotezę kreacjonizmu. Wynika to z faktu, iż dotyczy ona sfery metafizycznej, obszaru wiary, który z założenia nie daje się zweryfikować empirycznie. Wynika to z oparcia wierzeń, do których należy zaliczyć kreacjonizm, na aksjomatach. Zwolennicy tego poglądu nie widzą potrzeby dowodzenia czegokolwiek za pomocą nauki. Wystarczy im świadomość czy też wiara, że słowa zawarte w Biblii są faktycznie słowami Boga, z czego bezpośrednio wynika ich nieomylność. Jest to podejście definitywnie nie naukowe, co stanowi kolejny dowód przeciwko uznaniu kreacjonizmu za teorię naukową równoważną lub nawet przewyższającą rangą teorię ewolucji.
Hipoteza postawiona przez badacza musi spełnić szereg wymogów, aby stać się teorią naukową. Wynika to z chęci uniknięcia przez naukę trwania w błędnym mniemaniu w odniesieniu do przedmiotu dyskusji i badań. Należy ostrożnie podchodzić do nowinek naukowych charakteryzując się zdrowym sceptycyzmem.
Literatura:
1. Losee John, ,,Wprowadzenie do filozofii nauki", Wyd. Pruszyński i S-ka, Warszawa 2001.
2. Hempel Carl G., ,,Filozofia nauk przyrodniczych", Warszawa 2001
3. Brockman John, „Nauka a kreacjonizm", Wyd. CiS, Warszawa 2007
4. Solomon E. P., Berg L. R., Martin D. W., Villee C. A., „Biologia", MULTICO Oficyna Wydawnicza,Warszawa 1998

Komentarze do strony Założenia i definicja teorii naukowej - ewolucjonizm i kreacjonizm

Autor: robert brzezinski  Dodano: 31-10-2010
Wydaje mi się,że autor zakochany w ewolucjonizmie patrzy na niego nazbyt łaskawym okiem. Mateusz Koryczyński napisał,że teoria ewolucji  udanie przechodzi próby falsyfikacji ,bowiem mamy "stale do czynienia z jej przeciwnikami usilnie starajacymi się ją obalić".Nie jest to do końca prawda. Juz jakiś czas temu Karl Popper  wykazał,że ewolucjonizm przybiera metafizyczny charakter ,bowiem jest taką nauka ,która jest zawsze broniona i zawsze można ja obronić przed niewygodnymi faktami. Według K.Poppera jak pisał Robert Yongson fakt,że jakąś teorię można zawsze bronić,że jest taką,że można ją dowolnie interpretować,oraz wszystko nią wytłumaczyć a ją samą na różne sposoby wyjaśniać sprawia,że jest ona nie tyle nauką co pseudonauką i przybiera metafizyczny charakter.
Pewne jest też ,że to co w pewnym czasie uchodzi za naukowe,może stać się nienaukowe i odwrotnie. Tak stało się w przypadku uznawania ewolucjonizmu i kreacjonizmu .Ten ostatni jak pisał R.G.A.Dolby w przeszłości uchodził w pełni za naukowy,a ewolucjonizm egzystował na peryferiach nauki. Obecnie jest tak,że to kreacjonizmowi odmawia się rangi nauki,a ewolucjonizm stał się naukową ortodoksją.


Autor: Koraszewski  Dodano: 31-10-2010
Argument ładny tylko pusty. Żadna teoria naukowa nie jest świętą krową i jeśli będzie cokolwiek równie skutecznie wyjaśniać wszystko w biologii, to oczywiście wszyscy się na to rzuca. Nagroda Nobla czeka.

Autor: robert brzezinski  Dodano: 01-11-2010
Napisał pan,iż  teoria naukowa "nie może to być zbiór luznych przypuszczeń".Niestety w przypadku ewolucjonizmu okazuje się,że teoria ta jest zbiorem błędnych myśli. Twierdzeń,które chociaż jak chciał tego K.Darwin uchodziły  za "dowiedzione następstwo zjawisk".,to okazały się błędne. M. Ryszkiewicz napisał,że z pośród dziesięciu praw ewolucji ,które "obowiązywały w przeszłości",obowiązują tylko dwa. Dodał też,że jedno z tych praw"nie ma tak powszechnego zastosowania. A o prawie "nieodwracalności ewolucji" w które wierzy ,że obowiązuje ,wiemy obecnie,że jest inaczej. Co więcej B.Rensch doliczył się okołu stu takich "praw",których istnienie obecnie usprawiedliwia się ich niewielkim znaczeniem. Jeśli teoria naukowa ma "na celu poznanie grup zjawisk rządzonych przez pewne prawidłowości",to ewolucja nie spełnia tego wymogu,bowiem  niemal wszystkie deklarowane jej prawidłowości,niestety okazały się "zbiorem luźnych myśli i przypuszczeń".Już jakiś czas temu B.M.Kiedrow pisał,że"Obiektywność ,niezależność od człowieka jest istotną cechą prawidłowości przyrody w odróżnieniu do praw,zasad i norm ,ustanowionych przez ludzi według własnego uznania. Wynika z tego,że nie można dowolnie zmieniać,a tym bardziej unicestwiać lub tworzyć prawidłowości przyrody,czy chociażby naruszać ich powszechności”
B.M.Kiedrow napisał ,że nawet opanowanie praw przyrody "nie pozbawia ich charakteru obiektywnego,nie sprawia,że stają się czymś dowolnym,czy też że mogą być zmieniane przez człowieka".Nie jest tak,że naukowcy muszą trzymać się wszystkich wcześniejszych wyjaśnień. Nie może być jednak tak,że mówi się o prawach ewolucji jako pewnych,a potem zmienia zdanie. Jeżeli zadeklarowało się dziesięć głównych zasad ewolucji a w ogóle ze sto,a potem okazuje się,że nie obowiązują żadne. To niewykluczone,-a można przewidywać jako pewne,-że ani jedno z kolejnych "praw" ewolucji nie jest prawdziwe. Z uznaniem autor artykułu pisze o słuszności sugestii Johna Herschela do "szukania dowodów przeczących ich własnym hipotezom",ale w jego artykule nie ma nawet najmniejszej tego próby. Napisał,że dowodem,który"byłby w stanie obalić ideę ewolucji",byłoby znalezienie szkieletu "organizmu obecnie występującego w erze odległej o kilka milionów lat od dzisiejszych czasów".Zdaje się,że autor nie ma pojęcia o pracach Hansa-Joachima Zillmera i jego ks."Pomyłki K.Darwina"i "Kłamstwo ewolucji", w których dowodzi,że "ewolucji nie było i,że powiązane z ta teorią datowania geologiczne są błędne",że ewolucyjne datowania "po prostu zmyślono",przedstawiano jako dowiedzione a są to "wyssane z palca bajki".
I jeśli moim zdaniem na niektóre z wywodów Hansa Zillmera trzeba patrzeć przez palce ,to wiele z jego argumentów przeczy słowom M.Korycińskiego "że,jak na razie dowodów takich brak".To prawda,że ewolucjonizm tworzy ideę łączącą inne nauki. Niestety samo w sobie nie świadczy to o jej prawdziwości,a nawet może stanowić problem. Prawdziwości ewolucji na pewno nie dowodzi fakt myślenia ewolucyjnego,czy powszechność używania tego słowa. Wiadome jest bowiem,że w metodzie naukowej zawarte są twierdzenia zaakceptowanej teorii,które ujawnia się w przepisach i normach,które wskazują,jak powinno przebiegać zarówno myślenie i działanie w procesie poznawczym i interpretacyjnym. Tak ,czy inaczej jak napisał J.Seifert "Przedstawianie teorii ewolucji jako faktu naukowego jest skandalem".Jeśli nawet M.Koryciński ma rację,że "teoria naukowa jest otwarta na nowe koncepcje",to w przypadku ewolucjonizmu problemem jest,jak to przyznał znawca tematu W.R.Thomson iż:"całkowitą zmianę zapatrywań na podstawie wątpliwych dowodów należy uznać za godną ubolewania".Słowa M.Korycińskiego,że ewolucja wyjaśnia powstanie gatunków i czyni to w sposób "przystępny,logiczny i zrozumiały. Jednoczesnie opis ten jest ścisły,dokładny i rzetelny" świadczą jeśli nawet nie o nieuczciwości autora,to już na pewno o niedostatecznej
znajomości ewolucyjnych problemów. O nieznajomości prawdy wyrażonej przez W.R.Thomsona ,że niedobrze jest z ewolucjonistami bowiem ci z jednej strony wdają się "w spekulacje,których słuszności nie da się sprawdzić".Z drugiej "...sprzymierzają się po to,aby stawać w obronie doktryny, której wiarygodności w opinii publicznej starają się podeprzeć tłumieniem krytyki oraz przemilczaniem trudności".Artykuł ten nie jest żadnym dowodem na ewolucję. Jest tylko dowodem jej przez niektórych akceptacji. Zdaje się,że M.Koryciński należy do tej grupy osób,o których A.G.Kerkut w "Teoria ewolucji i jej implikacje"napisał,że niektórzy powtarzają "jak papuga poglądy współczesnego "arcybiskupa" ewolucji".Tak czy inaczej jego zdaniem "zanim ktokolwiek stwierdzi,że teoria ewolucji jest najlepszym współczesnym wyjaśnieniem rozwoju form życia,powinien przemyśleć wszystkie następstwa takiego przekonania".Nie jest też tak,że kreacjoniści,że zwolennicy kreacjonizmu "nie widzą potrzeby dowodzenia czegokolwiek za pomocą nauki".Już jakiś czas temu prof.Dean Kenyon całkiem udanie przekonywał,że "Naukowo rzetelne kreacjonistyczne ujęcie pochodzenia życia jest nie tylko możliwe,ale jest lepsze od ujęcia ewolucyjnego".Wygląda na to,że autor z takimi wyjaśnieniami nie miał okazji się zapoznać.
Nie tędy chyba jednak prowadzi droga rzetelnego badacza. Jak pisał B.M.Kiedrow "Nie należy oświadczać z góry ,jakoby jedna i tylko jedna ze stron walczących w tej lub innej dziedzinie nauk przyrodniczych miała rację i że wszyscy inni,którzy reprezentują odmienne poglądy są w błędzie".Niestety ewolucjonizm nie spełnia wielu ze stawianych teorii naukowej wymogom. Bo jak to wykazał S.Toulmin ,teoria ewolucji biologicznej ze swoim doborem naturalnym jest przemieniana w metafizykę i porywa swym rzekomo naukowym rozmachem na pozycje pozbawione podstawy naukowej. Wierzę,że autor nie poprzestanie na pozbawionym argumentów stwierdzeniu,że moje są "ładne ale puste",tylko zbierze się na rzeczową odpowiedz. Boleję,że tak jak w przeszłości używano niemądrych sposobów byleby tylko poniżyć teorię ewolucji .Obecnie takie metody stosuje się wobec kreacjonizmu. Jak pisał  K.Petrusewicz "Nie ma takich argumentów,często a może nawet przeważnie mało mających wspólnego z argumentami naukowymi lub z argumentami w ogóle,a nieraz mających raczej charakter ordynarnej polemiki,prób ośmieszenia i zohydzenia teorii ewolucji i jej twórcy Karola Darwina,których by nie używano w trakcie tej walki".Myślę,że ewolucjoniści po takich doświadczeniach powinni bardziej tolerancyjnie patrzeć na kreacjonistów.


Kreacjonizm a ewolucjonizm w ujęciu M.Korycińskiego-poprawka
07-01-2011 09:56 R.Brzeziński robbo (-18 punktów)
Zdaję sobie sprawę,że na takim portalu jak racjonalista ,raczej nie spotkam sie z przychylnymi opiniami. Niemniej ponieważ główne zarzuty wobec mojego elaboratu skierowane były,co do formy jego napisania. Postanowiłem,że zanim przedstawię jego kontynuację,zacznę wszystko od początku. Chciałbym poinfomować, że w napisanym tutaj wypracowaniu polemizuję w pewnym stopniu z atr.M.Korycińskiego p.t."Założenia i definicja teorii naukowej-ewolucjonizm i kreacjonizm".Orginał (www.racjonalista. pl/kk.php/,6978)Uważam bowiem ,że te same zarzuty,które autor kieruje przeciw kreacjonizmowi z powodzeniem można wykorzystać przeciw ewolucjonizmowi.
Po co?
Aby wykazać,że i ten nie spełnia wymogów jakie stawia się teorii,by ta uchodziła za naukową.
Zaczynamy.
Uważam,że obecna niechęć do kreacjonizmu sama w sobie nie dowodzi jego nieprawdziwości.
Dlaczego?
Po pierwsze-jeszcze nie tak dawno a w niektórych kręgach ewolucję nadal spycha się za bramę prawdy.
Po drugie-niechęć nie jest równoznaczna z nieprawdą,bo przez tą nigdy do końca nie przebiła się teoria ewolucji.
Uważam też, że obecnie kieruje się do kreacjonizmu te same zarzuty,które wcześniej kierowano do ewolucjonizmu. W obu też przypadkach nie zawsze mają one też podłoże naukowe.
Ciekawie na ten temat pisał kiedyś K.Petrusewicz:"Nie ma takich argumentów często,a może nawet przeważnie mało mających wspólnego z argumentami naukowymi lub argumentami w ogóle,a nieraz mających raczej charakter ordynarnej polemiki,prób ośmieszenia i zohydzenia teorii ewolucji...których by nie użyto w trakcie tej walki".
W naszych czasach role wyraźnie się zmieniły .W przeszłości ofiarą naukowej niechęci był ewolucjonizm,obecnie jest kreacjonizm. Ciekawie na ten temat w ks."Niepewność wiedzy" pisał R.G.A.Dolby. Jego zdaniem w przeszłości kreacjonizm uchodził za w pełni naukowy,a ewolucjonizm egzystował na peryferiach nauki. Obecnie kreacjonizmowi odmawia sie rangi nauki a ewolucjonizm stał się naukową ortodoksją.

Wracając jednak bezpośrednio do art.M.Korycińskiego to ten napisał,że teoria,aby uchodziła za naukową musi spełniać kilka warunków. Jakich?
Oto pierwsze cztery z nich.I-IV
Musi ona:
I >Zebrać w sobie owoc pracy badawczej mającej na celu poznanie grupy zjawisk rządzonych przez pewne prawidłowości.
II Teoria naukowa musi stanowić >wyjaśnienie mechanizmów rządzących" zjawiskami w przyrodzie
III >Nie może to też być zbiór luźnych myśli i przypuszczeń
IV >Przedmiot badań musi zostać opisany w sposób ścisły pozostając jednocześnie jasnym dla odbiorcy-w przeciwnym razie nie odgrywałby roli naukowej.
Moim zdaniem uwzględniając już chociażby te warunki,to ewolucjonizm ich nie spełnia.
Zaraz postaram się to wykazać.
M.Koryciński nap.,że teoria ,aby uchodzić za naukową musi I "Zebrać w sobie owoc pracy badawczej...przez pewne prawidłowości".
Co się dzieje,gdy ten warunek zastosujemy do ewolucjonizmu?
Prawda jest taka,że jeśli idzie o prawidłowości ewolucji,to niemal żadna z nich nie jest uznana za obowiązującą. Wielu uczonych zbyt łatwo i zbyt udanie tego dowiodło. Tak naprawdę to naukowe odkrycia zadawały kłam słuszności deklarowanych prawidłowości ewolucji. Znawca tematyki ewolucyjnej Marcin Ryszkiewicz w ks."Ewolucja od Wielkiego wybuchu po Homo sapiens" napisał,że spośród wielu praw ewolucji,obowiązują tylko dwa.
Jakie to prawa?
Jego zdaniem jest to prawo E.Cope'a,.Tyle tylko,że jego zdaniem prawo to "nie ma takiego zastosowania".A o dobrze znanym prawie nieodwracalności ewolucji L.Dollo,obecnie wiemy,że nie obowiązuje. Tak naprawdę od początku było ono niejednoznaczne a i obecnie dla tradycyjnych ewolucjonistów stanowi problem.
Co więcej B.Rensch doliczył się około stu takich nieaktualnych "praw".
Widać więc już chociażby z tego,że jeśli teorię ewolucji poddać pod dyktando wymogu,by teoria naukowa przedstawiała "pewne prawidłowości",to ta ich nie spełnia.
W związku z powyższym ujawniają się dwa problemy.
Po pierwsze nie może być tak,że przez dziesięciolecia przedstawia się je jako pewne i dowodzące ewolucji,a potem gdy wychodzi na jaw ,że nie są pewne,zmienia sie zdanie i udaje,że popełniło się nic nie znaczące pomyłki. Jeżeli zadeklarowało się dziesięć głównych prawidłowości ewolucji,a w ogóle ze sto a potem okazuje się,że nie obowiązują niemal żadne,to zdaniem M.Koryćinskiego coś takiego dyskwalifikuje teorię,bo jak sam napisał jedno z wymogów stawianych teorii ,by ta uchodziła za naukową jest to,że nie może byc tak,że jej prawidłowości to III "zbiór luźnych myśli i przypuszczeń".W dodatku jeśli okazało się ,że sformułowano tyle prawidłowości ewolucji a prawdziwymi okazały sie nie być niemal żadne,to istnieją uzasadnione podstawy do powątpiewania w słuszność nowo deklarowanych prawidłowości ewolucji.
Drugim problemem jest to,że jeżeli prawdą jest ,że teoria ,aby uchodzić za naukową musi zebrać w sobie "owoc...przez pewne prawidłowości",to ewolucjonizm spełnił go połowicznie.
Dlaczego?
To prawda,że wydał ich około 100,tyle tylko,że niemal wszystkie one okazały się być zbiorem swobodnych,nieprawdziwych pomysłów. A wg.M.Korycińskiego to dyskwalifikuje teorie jako naukową.Jak sam napisał
>w przeciwnym razie nie odgrywałaby roli naukowej.
Innym wspomnianym kryterium teorii naukowej zdaniem M.Korycińskiego jest to ,że IV "przedmiot badań musi zostać opisany w sposób ścisły pozostając jednocześnie jasnym dla odbiorcy.
Do tego problemu jeszcze wrócę.
Mam nadzieję,że moje wypracowanie jest już na tyle uporządkowane, że wypowiedzi odnośnie jego skupią się nie na tym jak jest napisany,tylko bezpośrednio tego,co jest w nim napisane. Na te uwagi chętnie odpowiem. Nie chodzi mi o wypowiedzi odnośnie kreacjonizmu,czy do niego czyjejś niechęci. Prosiłbym o bezpośrednie komentarze do tego co tutaj napisałem. Za te będę szczególnie wdzięczny. c.d.n

ANDRZEJ;Osobiście dziękuję Panu Robertowi Brzezińskiemu za tak cenne uwagi.
Pozdrawiam Andrzej
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
longinus9


Dołączył: 19 Lut 2009
Posty: 2190
Skąd: Łódź
Wysłany: 1 Kwiecień 2011, 20:06   

Myśląc Ojczyzna (2011-03-29)
Rodzaj audycji: [Felieton]
Autor: prof. dr hab. Piotr Jaroszyński
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=25325
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Andrzej Gdula

Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 712
Wysłany: 3 Kwiecień 2011, 12:59   

JAK NIEKTÓRZY EWOLUCJONIŚCI DYSKUTUJĄ SAMI ZE SOBĄ

Prawda jest taka, że ewolucjoniści uproszczone szkolne opisy działania zjawisk przyrodniczych na zasadzie dogmatów nazywają prawami Biologii Ewolucyjnej.
I niestety te liczne dogmatyczne prawa ewolucyjne całkowicie zwalniają ewolucjonistów od myślenia. Ktoś na forum Racjonalista doliczył się nawet do setki takich ewolucyjnych dogmatów.
Z tej zasady funkcjonowania ewolucyjnych dogmatycznych nauk wynikają trzy obserwowalne fakty.
Po pierwsze – opierając swoje „oświecone” rozumowanie na dogmatach, niektórzy wybitni internetowi dyskutanci ewolucjoniści opierając się w dyskusjach na dogmatach, nie potrafią samodzielnie myśleć. I dlatego jeśli trafią w takiej dyskusji nawet na bardzo proste szkolne zadanie, to wiedzą na podstawie swoich dogmatów, a szczególnie tego nadrzędnego zasady naturalizmu metodologicznego, że takie zadanie musi być merytorycznie błędne – ale ze względu na swój ubogi poziom wiedzy merytorycznej nie są w stanie tego udowodnić. I w tej sytuacji ci geniusze ewolucjonizmu zwracają się o braterską pomoc na forum racjonalisty. Gdyż sami są zdolni tylko do „wyliczanek liczby liter w zdaniach adwersarza, lub do wytykania że na końcu wypowiedzi adwersarz nie zamieścił spis bibliografii.
Po drugie – w sytuacji ubogiego poziomu wiedzy merytorycznej tych bardziej zawziętych obrońców ewolucjonizmu, oraz ich opieraniu się na licznych ewolucyjnych dogmatach, każdy rozsądnie myślący człowiek nie podejmuje się dyskusji merytorycznej z takimi geniuszami, bo z nimi po prostu nie ma o czym dyskutować.
Po trzecie – w sytuacji gdy ewolucjoniści nie są w stanie rzeczowo merytorycznie bronic słuszności swoich teorii bo wszystkie ataki na kreacjonizm są merytorycznie odpierane. Ewolucjoniści tak jak tonący chwyta się nawet brzytwy, tak oni starają się przynajmniej ośmieszyć kreacjonistów. A ponieważ prowokowani kreacjoniści nie dadzą się wciągać i wrabiać w takie prymitywne i przebiegłe dyskusje. To w tej sytuacji bardziej gorliwi ewolucjoniści poniżają się nawet do tego,że sami między sobą na opanowanym przez nich forum dyskusyjnym, urządzają fikcyjne dyskusje kreacjonistów z ewolucjonistami po to żeby prymitywnymi wypowiedziami włożonymi w usta rzekomego kreacjonisty kompromitować go tryumfalnym wytykaniem podstawowych szkolnych błędów. I to są metody praktycznej etyki psychologii ewolucyjnej, wymuszania jedynej słuszności ewolucjonizmu. Gdzie w dyskusji wszystkie nawet najmniej etyczne chwyty są dozwolone i stosowane.

Pozdrawiam Andrzej
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Andrzej Gdula

Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 712
Wysłany: 25 Kwiecień 2011, 11:35   

NEGACJA ARGUMENTÓW JERRY A. COYNE'A - ŚLADÓW PRZESZŁOŚCI, ATAWIZMÓW I MARTWYCH GENÓW RZEKOMO DOWODZĄCYCH SŁUSZNOŚCI EWOLUCYJNYCH TEORII FILOGENEZY I ANTROPOGENEZY.

Uprzejmie informuję że dodałem 20 nowych stron do opracowania pt. PRZEWROTNE OBLICZE EWOLUCJONIZMU - zamieszczonego pod adresem http://www.anty-ewolucjonizm.com/ . Poniżej zamieszczam ten tekst.

W książce pt. „Ewolucja jest faktem” [wyd. Prószyński i S-ka 2009] profesor wydziału Ekologii i Ewolucji Uniwersytetu z Chicago, Jerry A. Coyne, w rozdziale 3 „Okruchy przeszłości: narządy szczątkowe, zarodki i błędy projektu.” [str 79 – 112] w oparciu o własną subiektywną interpretację szeregu różnych znanych faktów biologicznych, stara się domniemać słuszność ewolucyjnych teorii filogenezy i antropogenezy.

A - Skrzydła u ptaków nielotów
Jak pisze Jerry A. Coyne na str 81-83: „...strusie nie potrafią fruwać, ale robią użytek ze swoich skrzydeł. Podczas biegu wymachują nimi dla utrzymania równowagi i uniknięcia upadku. A kiedy czują się podniecone – na przykład wówczas, gdy ktoś ugania się za nimi w zagrodzie – nacierają wprost na intruza, rozpościerają skrzydła w geście grożenia.... Strusie używają też swych skrzydeł podczas popisów godowych, a także do zapewnienia cienia swym młodym podczas afrykańskiej spiekoty.......
Struś afrykański nie jest jedynym nielotnym ptakiem. Poza ratytami - wielkimi nielotami, do których należą południowo amerykańskie Nandu, australijskie Emu i nowozelandzkie Kiwi – dziesiątki innych gatunków ptaków całkiem niezależnie utraciło zdolność do lotu. Można tu wymienić bezlotne przepiórki, prekozy, kaczki i – rzecz jasna pingwiny. Zapewne najdziwaczniejszym gatunkiem nielotnym jest dziś nowozelandzka kakapo – ociężała papuga...Wszystkie nielotne ptaki nadal posiadają skrzydła. U niektórych, na przykład u kiwi, skrzydła te są tak małe – zaledwie kilkucentymetrowe, i w dodatku ukryte w gęstwinie piór – że zdają się nie pełnić żadnych funkcji. U innych, takich jak strusie zmieniły tylko funkcje na nowe. U pingwinów dawne skrzydła przekształciły się we wiosła, pozwalające ptakom na pływanie pod wodą z niebywałą zręcznością. Ale zawsze zbudowane są z tych samych kości, które obecne są u form fruwających. Jest tak dlatego, że skrzydła nielotów nie zostały zaprojektowane od nowa [dlaczego projektant miałby używać dokładnie tych samych kości u form fruwających i nielotów, a także u pływających pingwinów] ale powstały na skutek ewolucyjnych przekształceń.
Przeciwnicy ewolucji, kiedy mówi się im o narządach szczątkowych, zawsze wysuwają ten sam argument. „Te cechy nie są bezużyteczne”, powiadają. „Albo służą do czegoś, albo nie wiemy po prostu do czego są wykorzystywane”. Innymi słowy narząd nie może być szczątkowy, jeśli wciąż do czegoś służy lub jeśli jego funkcja nie została jeszcze poznana....
Ewolucjoniści nie twierdzą, że cechy szczątkowe nie pełnią żadnych funkcji. Każda cecha może być jednocześnie szczątkowa i użyteczna. Jej szczątkowość nie wynika z braku funkcji, ale z faktu, że nie pełni już funkcji które pełniła kiedyś....Prawdę mówiąc, ewolucjoniści oczekują wręcz, że funkcje narządów będą zmieniać się w czasie: ewolucja tak właśnie tworzy nowe cechy z już istniejących.
Dlaczego więc niektóre gatunki utraciły zdolność do lotu? Nie wiemy tego na pewno, ale mamy poważne podejrzenia. Większość nielotnych ptaków żyje dziś [lub żyła niedawno] na wyspach – wymarły już dodo z
Mauritiusa, hawajskie chruściele, kapo i kiwi z Nowej Zelandii oraz wiele innych gatunków, których nazwy odzwierciedlają ich pochodzenie [kokoszka żółtodzioba – kokoszka z wysp Gough, cyraneczka auklandzka i tak dalej. Jak zobaczymy...jedną z ważnych cech odległych wysp jest brak na nich ssaków i gadów – zwierząt polujących na ptaki. Ale cóż z ratytami, które żyją na ladach – takimi jak strusie.? Otóż wszystkie one powstały na ladach południa, gdzie drapieżnych ssaków było znacznie mniej niż na północy.
Najkrótsze wyjaśnienie jest takie; lot jest metabolicznie kosztowny, ptak zużywa dużo energii, którą mógłby zużyć dla innych celów, na przykład rozmnażania. Jeśli lot służy głównie do ucieczki przed drapieżnikiem, a drapieżników często na wyspach nie ma, lub jeśli pożywienie zdobyć można na ziemi [tak jak w przypadku wysp gdzie często brak drzew], to po co wykosztowywać się na w pełni funkcjonalne skrzydła? W takiej sytuacji ptaki o zredukowanych skrzydłach będą miały większą zdolność do reprodukcji i dobór naturalny zacznie faworyzować nie lotność. Skrzydła są też sporymi przydatkami, które łatwo uszkodzić....W obu przypadkach dobór będzie sprzyjał mutacjom prowadzącym z czasem do zmniejszenia skrzydeł i w końcu do pełnej nielotności. Dlaczego zatem skrzydła nie zanikły zupełnie? U niektórych gatunków tak się właśnie stało; skrzydła kiwi to dziś już pozbawione funkcji kikuty. U innych ptaków skrzydła mogą być w trakcie zaniku, a my widzimy je w trakcie połowy tego procesu.

A. GDULA - Ta wypowiedź Coneya obejmuje analizę słuszności trzech ewolucyjnych zagadnień:
Pierwsze - Utratę lotności ptaków spowodowana selekcyjną redukcją wielkości skrzydeł lub znacznym wzrostem wagi ptaka przy nie zmienionej adekwatnie wielkości a tym samym siły nośnej jego skrzydeł nie jest dowodem wyewoluowania ptaków nielotów od nawet nieznanych z nazwy wspólnych przodków
Ponieważ przypadek pierwszy to typowe zagadnienie wewnątrz gatunkowej mikrewolucyjnej zmienności trwającej dłużej w odpowiednich warunkach naturalnych lub znacznie szybciej w warunkach hodowlanych. Należy tu przypomnieć, że przykładowo zarówno udomowione kaczki jak i gęsi wywodzą się od latających dzikich przodków. I wystarczyło że przed kilku tysięcy laty [Kaczka domowa została udomowiona z latającej dzikiej kaczki krzyżówki 4500 lat temu, natomiast gęś domowa została udomowiona z dzikiej latającej gęsi gęgawy 3000 lat temu. Wyselekcjonowany w hodowli najmniejszy dorosły pies waży ok. 1 kg a największy ok. 100 kg] selekcyjne wybierać do dalszej hodowli osobniki bardziej utuczone lub też o krótszych skrzydłach, żeby ptaki te utraciły zdolność latania. Stąd też takie formy przystosowania nie mogą być dowodem słuszności ewolucyjnej teorii filogenezy.
Drugie – Brak dowodów na kolejność w jakiej nastąpiło wg ewolucjonistów u ptaków pozyskanie oraz zmiana określonej cechy na inną jako argumentów uzasadniającego filogenetyczne pochodzenie ptaków nielotów oraz ptaków pływająco nurkujących od wspólnych przodków.
Drugi przypadek to określenie kolejności nabywanych lub traconych cech. I tu są możliwe dwa warianty;
**W pierwszym wariancie jaki zakłada Coney pierwotne ptaki były zdolne tylko do latania i chodzenia a dopiero po tym mogły utracić zdolność do latania na rzecz życia lądowego, lub utraciły zdolność do latania na rzecz udoskonalenia chodzenia lub udoskonalenia zdolności bytowania na wodzie lub też nurkowania pod wodą.
**Ale też możliwy jest drugi wariant, że pierwsze pojawiły się ptaki które zarówno umiały latać, chodzić jak i bytować na wodzie. A dopiero potem nastąpił u nich kierunkowy korzystniejszy rozwój tylko jednego przystosowania i zanik jednego lub obu przystosowań. I tak mogły pojawić się trzy dodatkowe grupy ptaków:ptaki tylko chodząco latające, ptaki chodzące nieloty, oraz ptaki chodząco pływające lub też nurkujące. Nie jest to prawda,że funkcja skrzydeł zmieniała się ewolucyjnie w czasie, ponieważ niektóre które ptaki lotne jak kaczki, kormorany, grążyce, tracz, nurogęś, nur pelikany – a szczególnie te które mają pełne kości, świetnie za pomocą swoich skrzydeł którym latają nurkują i poruszają się pod wodą. Dlatego też należało by stwierdzić, że nawet pingwiny wcale nie wyewoluowały nowej funkcji swoich skrzydeł, a jedynie częściowo ograniczyły ich uniwersalną użyteczność. Stąd też jeśli założy się słuszność tego drugiego wariantu, to nie prawdziwy jest następny argument Coneya, świadczący o słuszności teorii filogenezy, że nowe funkcje organów anatomicznych powstawały na skutek ewolucyjnych przekształceń.
Trzecie – Niemożliwe było samoistnego wyewoluowania nowych odmiennych endemicznych gatunków ptaków nielotów na wyspach Nowej Zelandii z następujących kilku przyczyn:
**Nieznani są nawet z nazwy domniemani wspólni przodkowie endemicznych Nowo Zelandzkich gatunków ptaków nielotów: wymarłych Moa [o wzroście o 1 – 3,5m] i żyjących Kiwi, Takahe papugi Kakapo, oraz latającej papugi Kea. Brak dowodów wykopaliskowych wspólnych przodków tych ptaków. A ponieważ wielkość genomów ptaków waha się w granicach od 1 – 2,2 miliarda par zasad. A zatem różnić się mogą one nawet o ponad 50%. Stąd też można przyjąć że genomy w/w endemicznych ptaków różniły się od genomów swoich wspólnych przodków, co najmniej o 100 milionów par zasad. Przyjmując tym razem do obliczeń zachodzenie, na etapie domniemanego ewoluowania tych ptaków, jednej mutacji punktowej na 500000 pz/pokolenie, to przy założeniu nawet 1/100 korzystnej mutacji, liczba osobników przejściowych każdego z tych gatunków, powinna była wynosić co najmniej:
100 000 000 * 500 000 * 100 = 5 000 000 000 000 000 osobników każdego gatunku ptaków Stad też gdyby prawdziwe było samoistne wyewoluowanie tych czerech endemicznych gatunków ptaków od wspólnych przodków, to wyspy Nowej Zelandii o powierzchni 268 680 km² powinny być zasłane szkieletami tych ptaków oraz pokładami ptasiego guana. A tak nie jest.
Poza tym gdyby założyć średnią długość życia tych ptaków nawet tylko 10 lat i czas ewoluowania każdego z tych gatunków 5 000 000 lat. To łatwo wyliczyć, że przez ten czas rozwoju tych nowych gatunków na każdych 2 m2 powierzchni wysp Nowej Zelandii musiało by bytować
[5 000 000 000 000 000 * 10]/ [5 000 000 * 268 680 * 1 000 000] = 1/2m2
po jednym ptaku każdego z tych 4 gatunków endemicznych na powierzchni 2m2. A to jest niemożliwe bo po pierwsze te ptaki nie miały by co jeść. A po drugie nawzajem by się od tego tłoku zadziobały.
**Z przyczyn genetycznych niemożliwe było i jest samoistne wyewoluowanie nowych gatunków. I w tym względzie, niestety ewolucjoniści są dogmatycznie przekonani, że na skutek przypadkowej mutacyjnej zmienności DNA, ponieważ zmiany te mogą być neutralne lub może dochodzić do korzystnej albo niekorzystnej zmienności cech użytkowych ewoluujących gatunków w stosunku do warunków środowiska. W tej sytuacji, jeśli będzie dochodzić do pozytywnej zmienności, to ta grupa osobników będzie wykazywała wyższą od innych przeżywalność oraz liczniejsze potomstwo w danych warunkach środowiska.
Ale tu natychmiast nasuwa się zastrzeżenie, czy rzeczywiście na zasadzie przypadkowych mutacyjnych zdarzeń, przypadkowej mutacyjnej zmienności DNA może dochodzić do korzystnej zmienności ponad gatunkowych cech każdego żywego organizmu. Bo jak dotychczas ponieważ poliploidy i międzygatunkowe krzyżówki niestety nie mogą przykładem wyewoluowania nowych genetycznie cech, to znane są tylko obserwowalne przez człowieka przykłady
****selekcyjnej wewnątrz gatunkowej zmienności podstawowych poligenicznych cech ilościowych
****wyewoluowania nowych allelicznych odmian istniejących podstawowych wielo-allelicznych cech jakościowych
****oraz możliwość wyewoluowania w odpowiedzi na zmiany warunków środowiska nowych mono-allelicznych cech adaptacyjnych

Ale ponieważ mutacyjna zmienność DNA może mieć charakter przypadkowej:
****punktowej zamiany w przypadkowym miejscu łańcucha DNA jednego z nukleotydów A, T, C, G na inny
****insercji czyli wstawienia w przypadkowym miejscu łańcucha DNA na ogół punktowej czyli jednego a czasem większej liczby nukleotydów
****delecji czyli wycięcia w przypadkowym miejscu łańcucha DNA, na ogół punktowej czyli jednego a czasem większej liczby nukleotydów
****inwersji czyli odwróceniu w przypadkowym miejscu łańcucha DNA, kolejności nukleotydów w określonym odcinku DNA złożonym z większej liczby nukleotydów
****duplikacji czyli podwojenia całego odcinka DNA w określonym genie, lub podwojenie całego genu

Dzięki zachodzeniu takich przypadkowych mutacyjnych zmienności wg dogmatycznego domniemania ewolucjonistów możliwe jest samoistne wyewoluowanie nowego genu kodującego w zasadzie dowolną nową korzystną cechę biologiczną, która następnie dzięki doborowi naturalnemu będzie rozprzestrzeniać się w całej populacji danego gatunku zwierząt lub roślin. Przy czym w pierwszy etapie ewaluacji nowego genu dzięki duplikacji jednego z istniejących genów może dochodzić do wstawienia się nowego dodatkowego dłuższego odcinka DNA, z którego dzięki dalszym, na ogół punktowym mutacjom może zostać wyaranżowany nowy gen. A ponieważ ewoluowanie nowych ponad-gatunkowych cech z podstawowej zasady działania ewolucji jest bezkierunkowe, zatem nie może być od początku znana końcowa postać nowego genu. Stąd też nie może być wiadomym które kolejne mutacje są korzystne a które nie. Bo ani komórkowe układy naprawcze nie mają tego z czym porównać. Ani też dobór naturalny ze względu na przejściową niefunkcjonalność takiego rearanżowanego genu, nie jest w stanie tego wykryć. A to dlatego, że w miarę narastania mutacyjnych zmian nawet pojedynczo korzystnych niemożliwe jest stopniowe kontrolowanie narastanie korzystnej użytecznej zmienności rearanżowanego genu, ponieważ dróg przypadkowej zmienności jest bardzo wiele i dlatego użyteczną funkcję ewoluującego genu można sprawdzić w zasadzie dopiero po zakończeniu procesu rearanżacji. To się nazywa, że w zakresie ponad-gatunkowej zmienności nie funkcjonuje dobór kumulatywny przede wszystkim na poziomie osobniczy. Podobnie z tych samych przyczyn niemożliwe jest przekazywanie przez obu rodziców potomstwu poprzez krzyżowanie w crossing-over tylko pozytywnie rearanżowanych części rearanżowanych genów ponieważ nieznana jest prawie do końca, zgodnie z podstawową zasadą bezkierunkowości ewolucji, ostateczna funkcja a tym samym i sekwencyjna struktura rearanżowanego genu. Potwierdzają to zresztą wyniki badań Lenskiego, nad przystosowaniem adaptacyjnym bakterii E. coli do odżywiania się cytrynianem sodu. I dlatego biologicznie możliwe jest przekazywanie potomstwu przez rodziców tylko w pełni rozwiniętych nowych genów. Zresztą potwierdzeniem tego może być również fakt, że w przypadku spotykanego w przyrodzie horyzontalnego transferu np. odpornościowych genów, bakterie przekazują sobie tylko w pełni funkcjonalne geny.

Poza tym zupełnie bezzasadne jest sugerowanie przez J.A. Coyna że; „Jeśli lot służy głównie do ucieczki przed drapieżnikiem, a drapieżników często na wyspach nie ma, lub jeśli pożywienie zdobyć można na ziemi [tak jak w przypadku wysp gdzie często brak drzew], to po co wykosztowywać się na w pełni funkcjonalne skrzydła? W takiej sytuacji ptaki o zredukowanych skrzydłach będą miały większą zdolność do reprodukcji i dobór naturalny zacznie faworyzować nie lotność.”
Ponieważ;
**ptaki nielotne na takich dużych wyspach jak Nowa Zelandia mają bardzo ograniczone możliwości zdobywania pożywienia tylko grzebiąc w ziemi i to tylko w niewielkich odległościach od miejsca bytowania a szczególnie gniazdowania, w porównaniu z ptakami latającymi, które mogą się wyprawiać po pokarm na dalsze odległości a także polować na owady w powietrzu lub na drzewach.
**Poza tym jest powszechnie wiadomo, że do lotów na większe odległości ptaki wykorzystują powietrzne prądy wznoszące, dzięki czemu mogą nie męcząc się szybować w powietrzu długimi godzinami.

W uzupełnieniu należało by jeszcze podać, na podstawie badań geofizycznych z literatury wiadomym jest, że:
http://news.nationalgeogr...ght-dinosaurs/]
Przez większą część okresu kredowego (146 do 65 mln lat temu), Ameryka Południowa, Nowa Zelandia, Australia, Antarktyda i zostały połączone jako część ogromnych południowej części kontynentu Gondwany. Około 80 milionów lat temu Nowa Zelandia oddaliła się od Gondwany. I tu jak wyżej można wyliczyć i należy stwierdzić, że nie da się udowodnić, że na tak oddalonych o 2000 km od najbliższego kontynentu wyspach Nowej Zelandii o stosunkowo małej sumarycznej powierzchni 268 680 km² mogło dojść niezależnie od innych kontynentów, do samoistnego wyewoluowania gatunków endemicznych ptaków nielotów nieobecnych na innych kontynentach.
**Szczególnie po tak olbrzymich ewolucyjnych populacjach od 1 do 3,5 metrowych olbrzymich ptakach Moa powinno pozostać mnóstwo skamieniałości, tym bardziej że nie było dużych mięsożernych ssaków drapieżnych, a szczególnie padlinożerców, odżywiających się padliną tych ptaków.
**Poza tym raczej niemożliwy byłby tak liczny rozwój populacji tych dużych ptaków ponieważ ich typowo naziemne gniazda przetrzebiały by z jaj i piskląt liczne populacje gadów.

Według http://news.nationalgeogr...050615_moa.html
Analiza DNA opublikowanych w 7 czerwcowym wydaniu Proceedings of the National Academy of Sciences wskazują pierwsze Moa ewoluowały około 18,5 milionów lat temu i zróżnicowane na co najmniej dziesięć gatunków. Ostatnie osobniki Moa wyginęły ok 700 lat temu.

Takahe,. długość ciała - 52-63 cm; masa - 2,3-2,7 kg, ptak, ze zredukowanymi skrzydłami
Kakapo długość ciała ok. 64 cm masa ok. 3 kg, skrzydła krótkie, częściowo zredukowane.
Kiwi długość ciała 33–56 cm, masa do 3,5 kg, skrzydła szczątkowe o długości 5 cm
Kea latająca długość: 46 cm masa: 0,8 -1 kg. rozpiętość skrzydeł: 90 cm.

Stąd też w podsumowaniu należy stwierdzić, że endemiczne gatunki ptaków Nowej Zelandii w tym ptaki nieloty musiały powstać w akcie Boskiego Stworzenia. Dlatego fakt istnienia ptaków nielotów nie może być jednym z dowodów słuszności teorii filogenezy.

Poza tym to i ja mam pytanie. Skoro ewolucjoniści są tak bardzo dogmatycznie przekonani, że możliwe było samoistne wyewoluowanie nowych gatunków ptaków dzięki zupełnie przypadkowej mutacyjnej zmienności DNA i selekcyjnemu działaniu doboru naturalnego wynikającego z naturalnych praw, to po pierwsze proponuję najpierw wyjaśnienie z jakich naturalnych praw wynikają prawa doboru naturalnego. A następnie proponuje żeby jakiś ewolucjonista biolog zoolog specjalizujący się w zakresie ornitologii zaprojektował nowy gatunek ptaka, to znaczy nowe gatunki białek enzymatycznych i białek struktury budowy komórek oraz program realizacji jego struktury budowy anatomiczno komórkowej komórka po komórce od zygoty do dorosłego osobnika. Życzę powodzenia

B - Zanikowe oczy lub brak oczu
Na stronie 84 Jerry A. Coyne pisze: Szczątkowe oczy to również częste zjawisko. Wiele zwierząt, zwłaszcza grzebiących w gruncie czy zamieszkujących jaskinie, żyje w całkowitej ciemności, choć wiemy na podstawie ich położenia na drzewie rodowym, że wywodzą się z gatunków naziemnych, opatrzonych w pełni funkcjonującymi oczami. Podobnie jak skrzydła, oczy gdy nie są już - potrzebne mogą tylko sprawiać kłopot. Ich funkcjonowanie wymaga dużo energii, a ponadto mogą łatwo zostać uszkodzone. W sytuacji gdy jest zbyt ciemno, by cokolwiek widzieć, każda mutacja, która pozwoli je wyeliminować, będzie faworyzowana...Tak właśnie doszło do ewolucyjnej utraty wzroku u przodków śródziemnomorskich ślepców. Ślepce to długie walcowate gryzonie o krępych kończynach przypominające pokryte futrem salami z małym otworem gębowym. Stworzenia te całe życie spędzają pod ziemią. Nie mają oczu, ale też nie utraciły ich zupełnie – w ich miejscu znajdują się maleńkie, milimetrowej średnicy otwory; całkowicie ukryte pod ochronną warstwą skóry. Te resztkowe oczy nie mogą tworzyć żadnych obrazów. Analizy molekularne pokazują, że ślepce pochodzą od widzących gryzoni, od których oddzieliły się 25 milionów lat temu – ich zmarniałe oczy są świadectwem tej długiej historii. Ale po co w takim razie cokolwiek z tych oczu zostało? Ostatnie badania sugerują, że zawierają one barwnik światłoczuły, zdolny wychwytywać najmniejsze wiązki fotonów i umożliwiające zwierzęciu regulację dobowych rytmów życiowych. Ta resztkowa funkcja, zależna od śladów światła docierającego po ziemię może tłumaczyć trwanie tych szczątkowych narządów.
Prawdziwe krety, które należą do owadożernych, a nie gryzoni, utraciły oczy niezależnie, zachowując je w szczątkowej , pokrytej skórą postaci, .można je zobaczyć, rozchyliwszy futro na głowie zwierzęcia. Podobnie u niektórych grzebiących węży oczy są zupełnie skryte pod warstwą łuskowatej skóry. Również wiele zwierząt jaskiniowych ma oczy zredukowane, lub nie ma ich wcale. Wymienić tu można Lustrzeń meksykański zwany też ślepcem jaskiniowym....pająki, salamandry, krewetki i chrząszcze. Można nawet spotkać jaskiniowe raki, które zachowały słupki oczne, choć samych oczu na nich nie ma.!

A. GDULA - W tych w/w przypadkach należy rozróżnić dwa różne zjawiska biologiczne:
**Utrata oczu u gatunków które w warunkach życia naziemnego posiadają wzrok, a utraciły ten wzrok w warunkach życia jaskiniowego. W tym przypadku brak oczu u ryby jaskiniowej ślepczyka i innych gatunków zwierząt lub owadów jaskiniowych, jak wyjaśniono w rozdziale 9.1. fakt ten spowodowany wewnątrzgatunkowym mutacyjnym zablokowaniem ekspresji genów kodujących wzrok.
**Zredukowane oczy u wszystkich osobników różnych gatunków gryzoni jak ślepce lub owadożernych jak kret, zwierząt bytujących cały czas w podziemnych norach. I tu należy wyjaśnić, że twierdzenie J.A.Coyne, że „Analizy molekularne pokazują, że ślepce pochodzą od widzących gryzoni, od których oddzieliły się 25 milionów lat temu – ich zmarniałe oczy są świadectwem tej długiej historii.” - jest tylko nie uprawnionym naukowo, bo nie udowodnionym domniemaniem. Ponieważ:
****brak dokumentujących ten fakt form przejściowych
****nawet w darwinowskim filogenetycznym drzewie rodowym, drzewie życia stworzonym w oparciu o podobieństwa cech morfologicznych nie ma ani jednego wspólnego przodka dla wszystkich gatunków zwierząt i roślin.
****Z brak szeregu podstawowych danych niemożliwe jest dotychczas utworzenie pełnego filogenetycznego drzewa rodowego w oparciu o analizy molekularne. Z tych względów dotychczas opracowano jedynie system klasyfikacji APG odnoszący się do roślin okrytonasiennych, oparty tylko na analizie genetycznej zmienności dwu genów chloroplastowego i jednego kodującego rybozymy, czyli na zupełnie fragmentarycznej informacji zapisanej w całym DNA. Jedynie wiarygodne mogły by być wewnątrzgatunkowe filogenetyczne drzewa rodowe. Ale i to też nie jest zbyt pewne ponieważ analizy molekularne zmienności genetycznej różnych gatunków Pielęgnic wykonane przez T.Goldschmidt'a Średnio w mtDNA różnych gatunków Pielęgnic wziętych z jeziora Wiktoria, różnice sięgały zaledwie trzech podstawień par zasad. Dla porównania, różnica między mtDNA Pielęgnic z jeziora Wiktoria i mtDNA Pielęgnic z jeziora Malawia dotyczyła ok 75 par zasad, a między Pielęgnicami z jeziora Wiktoria a pielęgnicami pochodzącymi z jeszcze innych miejsc – co najmniej 77.” Stąd też z tego faktu może wynikać taki wniosek, że zmienność genetyczna w ramach monofiletycznego taksonu [np. wielu gatunków pochodzących od wspólnego przodka] zależna może być nie tylko od wyjściowej początkowej struktury sekwencji badanego mtDNA, ale też w różnych ekosystemach może przebiegać w znacząco różnym tempie.
****Jak już wyjaśniono uprzednio w podpunkcie A genetycznie niemożliwe jest samoistne ewoluowanie ponad gatunkowych cech.

A zatem zanik lub znaczna redukcja oczu, nie może dowodzić słuszności teorii filogenezy

C - Wyrostek robaczkowy
Na stronie 85 Jerry A. Coyne pisze: Również i my ludzie mamy liczne organy szczątkowe świadczące o tym, że podlegaliśmy ewolucji. Najsłynniejszy z nich jest wyrostek robaczkowy, położony na końcu specjalnej kieszonki, czyli jelita ślepego, w miejscu połączenia jelita grubego z cienkim – jego nazwa nawiązuje do wydłużonego kształtu przypominającego robaka. Jak w przypadku wielu innych narządów szczątkowych są bardzo zmienne – jego długość u człowieka waha się od około 2,5 do ponad 30 centymetrów. Zdarzają się też ludzie, którzy rodzą się w ogóle bez niego. U zwierząt roślinożernych, takich jak koala, królik czy kangur, jelito ślepe i jego wyrostek, są znacznie bardziej rozwinięte niż u nas. To samo dotyczy liściożernych naczelnych, takich jak lemury, lori czy czepiaki. Ów rozrośnięty uchyłek jelit, służy in jako komora fermentacyjna [na podobieństwo dodatkowego żołądka krów], zawierająca bakterie pomagające zwierzęciu w rozkładaniu błonnika na łatwo przyswajalne cukry.

A. GDULA - Jelito ślepe jest miejscem magazynowania zaczynu fermentacyjnego. Gdyby jego nie było to sfermentowany w układzie pokarmowym pokarm nie mógłby zwrotnie doprowadzać zaczyn fermentacyjny do świeżych porcji zjedzonych liści.

J.A. COYNE - U małp, takich jak orangutany czy makaki, których dieta zawiera mniej liści inie są w stanie trawić celulozy, jelito ślepe i jego wyrostek są zredukowane. U ludzi, którzy nie jedzą liści i nie są w stanie trawić celulozy, ten wyrostek prawie nie istnieje. Reguła jest prosta; in zwierzę mniej roślinożerne, tym mniejsze jest jelito ślepe i wyrostek robaczkowy. Jednym słowem nasz wyrostek jest już tylko pozostałością narządu, który był niezbędny naszym przodkom, ale u nas utracił swoją użyteczność. Czy wyrostek robaczkowy pełni u nas jakąkolwiek funkcje? Jeśli tak to trudno ją wskazać...W jego wnętrzu znajdują się wiązki tkanek, które mogą stanowić część układu odpornościowego. Są sugestie, że daje on schronienie ważnym bakteriom jelitowym, kiedy w wyniku infekcji giną one w pozostałej części układu pokarmowego. ..Jeśli położymy na szali z jednej strony te niewielkie korzyści, jakie mamy z wyrostka robaczkowego, i wielkie szkody jakie mogą one powodować, jasne jest, że lepiej, by ich w ogóle nie było.

A. GDULA - Funkcje wyrostka robaczkowego w organizmie człowieka wyjaśniono szerzej w rozdziale 9.27.
Wiemy z doświadczenia, że podawane doustnie antybiotyki, mogą zrujnować funkcjonowanie przewodu pokarmowego zabijając potrzebne człowiekowi do trawienia bakterie jelitowe. Dlatego równolegle z antybiotykami powinniśmy pić kwaśne mleko lub zażywać odpowiedni zestaw bakterii kwasu mlekowego odbudowujący naszą jelitową florę bakteryjną. Wprawdzie nasi przodkowie sprzed tysięcy lat, nie zażywali antybiotyków, ale często z różnych przyczyn przez długie dnie przymierali z głodu. W dzisiejszych czasach na ogół konsumujemy posiłek kilka razy w ciągu dnia. I w takiej sytuacji magazynowany w ślepej kiszce rezerwuar bakterii jelitowych jest w zasadzie człowiekowi zupełnie nie potrzebny. Ale dla często przymierających z głodu naszych protoplastów, a także niestety i współcześnie kiedy to wielu ludzi z braku pracy, czy też wielu samotnych emerytów lub rencistów żyjących z głodowych emerytur lub rent, którzy nie w każdy dzień mają co do garnka włożyć i nieraz są zmuszeni głodować – ślepa kiszka z wyrostkiem robaczkowym jako pewien zapasowy na okresy głodu, rezerwuar jelitowej flory bakteryjnej, był i nadal jest ludzkości nieodzownie potrzebny.
A zatem wyrostek robaczkowy u człowieka, nie może dowodzić słuszności teorii filogenezy

D - Kość ogonowa
Na str 86-88 Jerry A. Coyne pisze: Jesteśmy na przykład posiadaczami szczątkowych ogonów [kość guziczna] trójkątnego zakończenia kręgosłupa, zbudowanego z kilku silnie zrośniętych [żeby było do czego przyczepić] kręgów poniżej miednicy. Tyle tylko pozostało z długich i bardzo funkcjonalnych ogonów naszych odległych przodków. Ta nasza „kość ogonowa nie jest całkowicie pozbawiona funkcji [służy jako przyczep dla niektórych mięśni], ale pamiętajmy, że jej szczątkowość odzwierciedla nie tyle całkowity brak funkcji, ile oderwanie od pierwotnych funkcji, którą spełniała. Jest rzeczą wielce wymowną, że u niektórych ludzi zachowały się szczątkowe mięśnie ogonowe, identyczne z tymi, które poruszają ogonami u małp i innych ssaków. Są one przymocowane do kości guzicznej, ale ponieważ jest nieruchoma, są zupełnie bezużyteczne. Można je mieć i nie zdawać sobie z nich sprawy.

A. GDULA - Jej funkcje w organizmie człowieka wyjaśniono wyjaśniono w rozdziale 9.27.
A zatem istnienie kości ogonowej u człowieka, nie może dowodzić słuszności teorii filogenezy

E - Gęsia skórka
Na str 88 Jerry A. Coyna pisze: Obecność innych szczątkowych mięśni często objawia się zimą – lub na filmach grozy. To arrector pili [mięśnie przywłosowe] drobne wiązki włókien mięśniowych przytwierdzonych do nasady każdego włosa. Kiedy się kurczą, włos się podnosi, co objawia się u nas „gęsia skórką” [nazwa nawiązuje do skóry oskubanej gęsi]. Gęsia skórka [i mięśnie które ją wywołują] nie pełni już żadnych funkcji, przynajmniej u ludzi. Za to u innych ssaków podnoszenie włosów futra zwiększa jego własności izolacyjne, co przydaje się podczas mrozu; czasem może też służyć do odstraszania wrogów, gdyż nastroszona sierść nadaje zwierzęciu groźniejszy wygląd i zwiększa jego wielkość...Naszą gęsią skórkę wywołują dokładnie te same bodźce – chłód lu nagły zastrzyk adrenaliny.

A. GDULA - Jej funkcje w organizmie człowieka wyjaśniono wyjaśniono w rozdziale 9.27.
A zatem występowanie gęsiej skórki u człowieka, nie może dowodzić słuszności teorii filogenezy

F - Trzy mięśnie czaszkowe przytwierdzone do uszu
Na stronie 88 Jerry A.Coyne pisze; I jeszcze jeden ostatni przykład – jeśli potrafisz poruszać uszami, jesteś żywym dowodem na rzecz ewolucji. Mamy trzy mięśnie czaszkowe przytwierdzone do uszu. U większości z nas są one całkiem bezużyteczne, ale niektórzy potrafią dzięki nim poruszać małżowinami usznymi.....Są to te same mięśnie, których używają zwierzęta, na przykład koty lub konie, obracając uszami podczas nasłuchiwania. U gatunków tych poruszanie uszami pozwala zlokalizować drapieżnika, czy odnaleźć młode, ale u ludzi służy już tylko do zabawy.
To mięśnie ucha zewnętrznego, zaliczane do wielu mięśni mimicznych twarzy człowieka jak: mięśnie sklepienia czaszki, mięśnie szpary powiek, mięśnie szpary ust, mięśnie otoczenia nozdrzy oraz mięśnie ucha zewnętrznego. Dzięki ich skurczom możemy zmieniać wyraz naszej twarzy. Wyróżniamy 6 podstawowych emocji, które można wyrazić odpowiednią mimika twarzy: szczęście, smutek, gniew, zdziwienie, wstręt, strach. To też zwyczajowo się mówi – Tak mu smakuje, że jak je to aż mu się uszy trzęsą. Na początku kiedy ludzie jeszcze nie znali języka mimika twarzy była widocznym obrazem naszych uczuć. I wtedy te mięśnie czaszkowe mogły być ludziom przydatne.
A zatem istnienie trzech usznych czaszkowych mięśni u człowieka, nie może dowodzić słuszności teorii filogenezy

G - Nogi wielorybów
Na stronie 89 Jerry A. Coney pisze: Najsłynniejszych z atawizmów są zapewne nogi wielorybów. Pamiętamy, że niektóre gatunki tych morskich ssaków mają szczątkowe miednice i kości kończyn tylnych, ale średnio raz na pięćset porodów rodzą się młode, których nogi wystają poza ścianę ciała. Kończyny te wykazują różny stopień rozwoju – często zawierają główne kości nóg ssaków lądowych; kość udową, goleniową i strzałkową. Zdarzają się nawet przypadki, gdy widać również stopy z palcami. Jaka jest przyczyna takich atawizmów? Najbardziej prawdopodobne jest wyjaśnienie, że wywołują je „pobudzone” geny, które były funkcjonalne u naszych przodków, ale potem kiedy przestały być potrzebne, zostały uciszone przez dobór naturalny. Takie przebudzenie może być wynikiem błędów w rozwoju osobniczym. U wielorybów wciąż obecna jest część informacji z instrukcjami do budowy nóg. - niedoskonałych co prawda, gdyż część tej informacji została zdegradowana w ciągu milionów lat bezużyteczności, ale jednak czegoś, co nogi wyraźnie przypomina. A informacja ta jest oczywiście wspomnieniem po lądowych przodkach, które z niej korzystały. Tak jak powszechnie występująca u wielorybów miednica, również ich sporadycznie ujawniające się nogi są świadectwem ewolucji.
***Niestety Wieloryby nie ma żadnej miednicy stąd doszukiwanie się jej u tego ssaka jest nieporozumieniem. Zamiast niej ma on całkowicie odmienną strukturę kostną, z którą połączony jest wielki płaski ogon poruszający się w górę i w dół nadając w wodzie ruch postępowy całemu organizmowi.
Jak podaje: http://hydrocorner.pl/201...lfina-anatomia/
...Kręgosłup waleni zbudowany jest z czterech podstawowych odcinków: szyjnego, piersiowego, lędźwiowego oraz ogonowego. Nie występuje odcinek krzyżowy. Istnieje tylko pozostałość po kości miednicznej, która jest oddzielona od kręgosłupa.... Nie występują ślady po tylnych odnóżach..Granica między odcinkiem lędźwiowym a ogonowym zaznacza się wyraźnie obecnością na kręgach ogonowych specyficznych wyrostków skierowanych w dół. Są to tzw. szewrony...
Rys. 2.4. Szkielet Delphinus delphis (fot. M. Magas)

Natomiast wzmiankowana przez J.A.Coynea domniemana szczątkowa struktura kostna tylnych kończyn, w której ewolucjoniści dopatrują się resztek tylnych kończyn [jak podaje Wikipedia pod hasłem walenie - „Tylne kończyny są całkowicie zredukowane, jedyną pozostałością są drobne kości wewnątrz ciała.”] zapewne pełni u waleni inne zadanie, prawdopodobnie lokalne usztywnienie struktury anatomicznej, tym bardziej że są one usytuowane w znacznej odległości od kręgosłupa i choćby z tego powodu przypisywanie im funkcji kończyn dolnych stanowi całkowite nieporozumienie. Zresztą nikt z biologów nie wie nawet, gdzie w komórkach wszystkich istot żywych, zakodowana jest instrukcja struktury budowy anatomicznej każdego żywego organizmu, dlatego pisanie o takiej instrukcji jest tylko wielkim nieporozumieniem. Natomiast obecność w DNA WALENI rzekomej „części informacji z instrukcjami do budowy nóg” wynika stąd, że ponieważ większość genów kodujących nogi ssaków to zapewne geny plejotropowe współ-kodujące białka innych organów anatomicznych, stąd też przy braku nóg musiała w DNA waleni pozostać część tych genów.
W konkluzji należy stwierdzić, że domniemane szczątkowe nogi wielorybów nie mogą dowodzić słuszności teorii filogenezy.
H - Płody koni mają jeszcze trzy palce
Na stronie 89-90 Jerry A. Coyne pisze: Dzisiejsze konie pochodzą od pięciopalczastych przodków, również wykazują podobne atawizmy. Zapis kopalny dokumentuje stopniowy zanik końskich palców, aż pozostaje tylko jeden – środkowy. Płody koni mają jeszcze trzy palce, a ich tempo wzrostu jest zrazu jednakowe. Później jednak środkowy palec zaczyna rosnąć szybciej od dwu pozostałych, które w momencie narodzin są już tylko kostnymi blaszkami [„kości rysikowe” sprint bones] przylegającyjmi z obu stron do kości śródręcza. [Kości rysikowe to prawdziwe cechy szczątkowe. Ich zapalenie prowadzi do u koni do przypadłości zwanej „the splints”]. W rzadkich przypadkach rozwój tych dodatkowych palców nie zostaje jednak wstrzymany i źrebie rodzi się z trzema palcami, a każdy z własnym kopytem. Często te atawistyczne palce nie sięgają do ziemi, chyba że koń jest w galopie. Dokładnie tak samo wyglądały nogi u przodka dzisiejszych koni sprzed 15 milionów lat – Merychippus. Konie z dodatkowymi palcami uważano kiedyś za stworzenia cudowne – wedle podań dosiadali ich zarówno Juliusz Cezar, jak i Aleksander Macedoński.

**Tak samo jak zmarszczki u embriona człowieka mogą przypominać rybie płaty skrzelowe, a nimi nie są, bo człowiek nie jest wyposażony w programy genetyczne kodujące rybie oskrzela, tak samo w przypadku wczesnego płodu źrebięcia, może się wydawać, że rozwijane są trzy palce. A tymczasem te dodatkowe niby dwa palce, są to tylko wstępne etapy rozwojowe 2 kości rysikowych. Natomiast to że w rzadkich przypadkach źrebie rodzi się z trzema palcami. Ale jest to tylko wynik szkodliwych mutacji. W rzadkich przypadkach ludzie też rodzą się z większą niż 5 liczbą palców zarówno u rąk jak i u nóg.
Obserwowane u płodów koni dwa z trzech palców każdej kończyny to tylko początki rozwoju anatonomicznego kości rysikowych. Dlatego nie dowodzą one filogenetycznego pochodzenia konia od trójpalczastych przodków

I - Ogon u człowieka
Jak podaje na str 90 Jerry A. Coyne; Najbardziej niezwykłym z ludzkich atawizmów jest ogon. Jak się za chwilę przekonamy, we wczesnym rozwoju płodowym ludzie mają sporych rozmiarów rybi ogon, który zaczyna zanikać w siódmym tygodniu ciąży [jego kości i tkanki zostają po prostu wchłonięte przez rozwijające się ciało]. Czasem jednak zdarza się, że taka absorpcja się zatrzymuje i dziecko rodzi się z wystającym z ciała ogonem. Te nasze „ogony” cechuje różnorodność; niektóre są „miękkie”, bez wewnętrznych kości; inne mają kręgi, te same, które - zrośnięte – znajdujemy w naszej kości ogonowej. Czasem są krótkie – mierzą niecałe 3 centymetry, kiedy indziej potrafią osiągnąć długość 25 centymetrów. I nie są to tylko skórne płaty – wiele z nich ma także mięśnie, włosy, naczynia krwionośne i nerwy. Niektórymi można nawet machać!

**Przyczyny rzadkiego pojawiania się w organizmie człowieka fałdu skórnego wypełnionego miękka tanka wizualnie podobnego do ogona zwierzęcego wyjaśniono wyjaśniono w rozdziale 9.27.
Bardzo rzadkie pojawianie się u niektórych ludzi takiego lokalnego zmutowania anatomicznego w kształcie ogona, nie może dowodzić słuszności teorii antropogenezy.


J - Wywołane sztucznie kurze zęby
Jak podaje Jerry A. Coyne na str 90-91: Niektóre atawizmy można wywołać sztucznie. Przykładem który odbił się szerokim echem są kurze zęby. W 1980 roku E.J.Kollar i C. Fisher z Universiti of Connecticut połączyli ze sobą tkanki różnych gatunków zwierząt [zaszczepili] nakładając komórki wyściełające szczęki zarodka kury, na tkankę szczękową rozwijającego się płodu myszy. Ku zdumieniu badaczy tkanka kury zaczęła wytwarzać zębopodobne twory. Ponieważ tkanka myszy nie mogłaby wyprodukować takich zębów, Kollar i Fisher uznali, że sama jej obecność rozbudziła uśpiony program budowy zębów, zawarty w kurzych komórkach. Znaczyło to, że genom kury zawiera wszystkie niezbędne do budowy zębów geny, a tkanka myszy jedynie pobudziła je do działania. W dwadzieścia lat później, wraz z postępem biologii molekularnej,udało się potwierdzić przypuszczenia Kollara i Fishera; ptaki istotnie mają genetyczne wyposażenie do budowy zębów, a nie wykorzystują go z braku jednego, kluczowego dla tego procesu białka. Gdy zostanie ono dostarczone, dziób kury zostaje uzębiony.

**Wyjaśniono w rozdziale 9.9.2. że w wyniku badań genomów indyka, kury domowej i zeberka,stwierdzono u ptaków brak genów kodujących zęby.
A zatem wywołane sztucznie kurze zęby, nie mogą dowodzić słuszności teorii filogenezy

K - Martwe geny- pseudogeny, ludzkie pseudogeny GLO
Na stronach 91-34 Jerry A. Coyne pisze: Atawizmy i narządy szczątkowe pokazują, że gdy jakaś cecha przestaje być użyteczna lub zostaje zredukowana, stojące za nią geny nie znikają od razu z genomu; ewolucja je wyłącza, ale nie wymazuje ich zupełnie z DNA. To pozwala nam wysunąć pewne przypuszczenie – takie mianowicie, że w genach wielu gatunków istnieją wyłączone lub martwe geny, które kiedyś były aktywne, ale dziś są już zdegradowane i nie podlegają ekspresji. Innymi słowy, geny szczątkowe. Gdyby wszystkie gatunki były stworzone z niczego, należało by przypuszczać, że takie geny i narządy nie powinny istnieć, gdyż nie mogły by się odwoływać do wspólnych przodków u których były jeszcze aktywne....
Dzisiaj jednak....Możemy na przykład stwierdzić, czy mutacja tak bardzo uszkodziła gen, że nie jest już w stanie wytwarzać funkcjonalnych białek, czy może wyłączone zostały obszary „kontrolne” genu odpowiedzialne za jego aktywację. Gen który przestał już funkcjonować nazywany jest pseudogenem......Na przykład spośród około 30 000 genów ludzkiego genomu ponad dwa tysiące to pseudogeny......Najbardziej znanym z ludzkich pseudogenów jest GLO, który u innych gatunków koduje enzym zwany oksydazą gulonolaktonu [stąd nazwa pseudogenu]. Enzym ten wspomaga produkcję witaminy C [kwasu askorbinowego] z prostego cukru – glukozy. Witamina C pełni kluczową rolę w procesach przemiany materii i niemal każdy ssak potrafi ją wytwarzać – niemal każdy, bo nie dotyczy to naczelnych, owocożernych nietoperzy i świnek morskich.....Proces wytwarzania witaminy C z glukozy obejmuje cztery kroki, z których każdy wspomagany jest przez produkt innego genu. Naczelne i świnki morskie mają wciąż aktywne geny dla pierwszych trzech kroków ale ostatni krok – który wymaga obecności enzymu GLO – nie może zostać dokonany, gdyż GLO jest nieaktywny z powodu mutacji. Stał się więc pseudogenem o nazwie ψGLO. [ψ to grecka litera psi, zastępująca „pseudo”]. ψGLO jest nieaktywny, gdyż brak mu pojedynczego nukleotydu w sekwencjach DNA. To oznacza, że mutacja, która spowodowała naszą niezdolność do produkcji witaminy C, była już obecna u wspólnego przodka wszystkich naczelnych i została potem przekazana jego następcom. Inaktywacja GLO u świnek morskich musiała zajść niezależnie, gdyż spowodowana jest inną mutacją......
Martwy gen, który ma swoje odpowiedniki u innych gatunków, jest przemożnym świadectwem ewolucji, ale to nie wszystko. Gdy porównujemy ψGLO u żyjących gatunków naczelnych, stwierdzamy, że podobieństwo jego sekwencji u bliższych krewnych jest większe niż u dalszych. Na przykład sekwencja ψGLO szympansa i człowieka jest bardzo podobna, ale różni się znacząco od orangutana, który jest dalszym krewnym obu gatunków. A sekwencja ψGLO świnek morskich jest już całkiem odmienna od ψGLO któregokolwiek z naczelnych. Tylko ewolucja i wspólnota pochodzenia mogą tłumaczyć te fakty....

A. GDULA - Przede wszystkim, stworzenie tylu stabilnie współ koegzystujących na ziemi ze sobą kilku milionów gatunków wymagało przemyślanego projektowania systemowego. Stąd też pojawiające się na ziemi nowe gatunki nie mogły być stwarzane z niczego w oderwaniu od całego ekosystemu. Nawet ze skrótowego zapisu biblijnego wynika Stwórca stwarzał nowe gatunki na ziemi systemowo całymi rodzajami jednocześnie. Przy czym kolejne etapy stwarzania musiały przebiegać zgodnie z koniecznym łańcuchem zależności pokarmowych, przy jednoczesnym zabezpieczeniu podstawowej niezmienności gatunków, możliwości przystosowań stworzonych gatunków do zmiennych warunków otoczenia oraz stworzenia człowiekowi możliwości krzyżowania podobnych gatunków w celu lepszego dostosowania tych krzyżówek do ludzkich potrzeb. A to wszystko wymagało zastosowania pewnych unifikacji genetycznych, które nie mogą dowodzić słuszności teorii filogenezy i antropogenezy.
Zgodnie ze stosowanymi w literaturze definicjami Pseudogeny [wg Wikipedii hasła pseudogen] - to Sekwencje nukleotydowe genomów organizmów przypominające geny, lecz transkrypcyjnie nieaktywne, rozproszone, powtarzające się, niedziałające kopie genów, zawierająca błędy w obszarze kodującym. Co sprawia, że zawartej w nim informacji genetycznej nie można odczytać.
Kolejną część nadmiarowego DNA stanowią liczne niefunkcjonalne kopie genów, tak zwane pseudogeny. Pseudogeny zazwyczaj nie mogą ulegać ekspresji albo ze względu na liczne delecje (ubytki fragmentów sekwencji kodującej), albo z powodu mutacji uniemożliwiających syntezę białka, lub też brak odcinków promotorowych bądź sekwencji regulatorowych. Liczba pseudogenów jest różna dla różnych genów (od 1 do 1000) i zazwyczaj zmienia się w zależności od gatunku – wyjątkowo wysoka jest u ssaków. Okazuje się zatem, że w genomach eukariotycznych sekwencja genu może występować nie tylko raz lub też należeć do całej rodziny sekwencji powtórzonych. Członkami tej rodziny może być kilka funkcjonalnych genów, które są ze sobą blisko spokrewnione, ale ulegają ekspresji w różnych okresach rozwoju lub w różnych tkankach bądź komórkach, albo kilka pseudogenów, albo jednych i drugich. Bywa że są one zebrane razem w jednym regionie genomu albo rozrzucone nawet po wielu różnych chromosomach.

Mimo, że niektóre pseudogeny nie mają intronów lub promotorów (w przypadku gdy te pseudogeny są kopiowane z mRNA i włączone do chromosomu oraz nazywane jako przetwarzane pseudogeny), większość z nich ma pewne cechy podobne do genów. Są jednak niefunkcjonalne, ze względu na brak zdolności kodowania białka, wynikające z różnych genetycznych przyczyn. Lub niezdolności do kodowania RNA.
Pseudogeny charakteryzuje połączenie homologii do znanego genu i niefunkcyjności. Oznacza to, że chociaż każdy pseudogen jest podobny do jakiegoś funkcjonalnego genu, to jednak nie jest w stanie wytworzyć funkcjonalnych produktów końcowych (nonfunctionality). PSEUDOGENY SĄ DOŚĆ TRUDNE DO IDENTYFIKACJI I OPISU W GENOMACH, BO DWA WYMOGI: HOMOLOGII I NONFUNCTIONALITY SĄ TYLKO DOMNIEMANE PRZEZ PORÓWNYWANIE I OBLICZENIA SEKWENCJI, A NIE BIOLOGICZNIE UDOWODNIANIE.
**Homologii to wynika z identyczności sekwencji między sekwencjami DNA genu pseudogenu i rodziców. Polega na zestawieniu dwu sekwencji, i obliczeniu procentu identycznych par zasad . Wysoka identyczność sekwencji (zwykle od 40% do blisko 100%) oznacza, że jest wysoce prawdopodobne, że te dwie sekwencje różni się od wspólnej sekwencji przodków (są homologiczne). I dlatego wg ewolucjonistów bardzo mało prawdopodobne, że te dwie sekwencje zostały niezależnie stworzonego
**Nonfunctionality może objawiać się na wiele sposobów. Normalnie gen musi przejść przez kilka etapów, począwszy od genetycznych sekwencji DNA do w pełni funkcjonalnego białka: transkrypcji, obróbki pre-mRNA, translacji i zwijanie białek. Takie są wszystkie wymagane elementy tego procesu. Jeśli którykolwiek z tych kroków nie powiedzie się, to sekwencja może być uznana za niefunkcjonalną.
**Pseudogeny genów mRNA są często łatwiejsze do odkrycia.. Wiele genów mRNA występuje w wielu genów kopiowania i pseudogeny są określane w identyczności sekwencji i lokalizacji w określonym regionie.
Istnieją trzy główne rodzaje pseudogeny, wszystkie o odmiennych mechanizmach pochodzenia i cech charakterystycznych.
**Nie przetworzone (lub kopiowane) pseudogeny, powstające w wyniku duplikacji odcinka DNA w procesie niewzajemnego crossing-over i i uszkodzenia tej dodatkowej kopii. To znaczy, że kopia jakiegośfunkcjonalnego genu może powstać w wyniku duplikacji genu, a następnie nabyć mutacje , które powodują, że staje się on niefunkcjonalny. Duplikaty pseudogeny zwykle mają te same właściwości genów, w tym nienaruszone eksony, introny oraz struktury sekwencji i promotora. Utrata funkcji genu powielony zazwyczaj ma niewielki wpływ na organizm w jego przystosowaniach, ponieważ nienaruszona funkcjonalna kopia wciąż istnieje. Według niektórych modeli ewolucyjnych, wspólne powielane pseudogeny wskazują na pokrewieństwo ewolucyjne ludzi i innych naczelnych.
**Przetworzone (lub retrotranspozony) pseudogeny.- tworzy się w wyniku integracji do chromosomu segmentu DNA powstałego podczas retrotranskrypcji cząsteczki mRNA [to znaczy na drodze retropozycji, czyli odwrotnej transkrypcji mRNA] danego genu i następnie integracji tego transkrypt do DNA genomu. W tym przypadku pseudogeny - Retropseudogeny nie posiadają sekwencji regulatorowych, nie posiadają promotora oraz intronów, na końcu 3’ towarzyszy im sekwencja poliA. U wyższych eukariontów, w szczególności ssaków, retrotransposition jest dość powszechne wydarzenie, które miało ogromny wpływ na skład genomu. Ponieważ 30% - 44% genomu człowieka składa się z powtarzalnych elementów, takich jak SINE i LINE W procesie retrotranspozycji, część mRNA transkryptu genu podlega spontanicznie odwrotnej transkrypcji, i zostaje z powrotem wstawione do chromosomalnego DNA.
**Niepełnosprawne geny, pełne pseudogeny. Mogą powstać z przyczyn różnych mutacji genu, które mogą spowodować zaprzestanie transkrybowania genu, lub gen może stać się niefunkcjonalny – oczywiście w przypadku jeżeli tylko taka mutacja utrwali się w populacji. Zwykle takie włączenie genu jest mało prawdopodobne, aby rozprzestrzenił się w populacji. Ale różne mechanizmy ewolucji, takie jak dryf genetyczny, wąskie gardło populacji, lub w niektórych przypadkach, dobór naturalny, mogą prowadzić do utrwalenia się takich mutacji w całej populacji. Klasycznym przykładem takiego pełnego pseudogenu jest gen, w którym prawdopodobnie jest zakodowany enzymu L-gulono-γ-laktonu oksydazy (GLO) u naczelnych. Enzym ten u wszystkich ssaków oprócz naczelnych (z wyjątkiem świnek morskich i niektórych nietoperzy), jest pomocny w biosyntezie kwasu askorbinowego (witaminy C). Ale istniejący gen GLO jest wyłączony u ludzi i innych naczelnych.
Pseudogeny mogą komplikować badania genetyczne....Ponieważ pseudogeny czasami uważane są jak geny
Ciąg dalszy na następnym wpisie. Pozdrawiam A.Gdula
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Andrzej Gdula

Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 712
Wysłany: 25 Kwiecień 2011, 11:48   

Ciąg dalszy:
w genomowych sekwencjach. A szczególnie Przetworzone pseudogeny stanowią problem dla programów identyfikujących geny stąd też, często są mylnie identyfikowane jako prawdziwe geny lub eksony.
Jak pisze Kamil Solarczyk w artykule Pseudogeny - śmieci czy funkcjonalne DNA ? http://bioinfo.mol.uj.edu.pl/articles/Solarczyk06
Czym sobą pseudogeny ? ....Co więcej, coraz częściej okazuje się, że nie są one rzeczywiście wymarłe. ...Ludzki genom składa się z ponad 3 mld par nukleotydów. Kodowaniu białek opowiada zaledwie 2% z nich, natomiast jedna trzecia to introny – sekwencje niekodujące. Większość naszego DNA stanowią zatem obszary między genami – ich funkcja w dużej mierze pozostaje nieznana. To właśnie w tych, wydawać by się mogło niepotrzebnych obszarach, rozrzucone są pseudogeny. Niektóre, bardzo nieliczne z nich były kiedyś prawidłowo funkcjonującymi genami, padły jednak ofiarą szkodliwych zmian w sekwencji nukleotydów. Większość z pseudogenów, to uszkodzone kopie działających genów..... W następstwie badań nad ludzkim genomem udało się zidentyfikować do tej pory ok. 19 tys. pseudogenów, nie jest to jednak ich całkowita ilość. Bardzo prawdopodobne, że łączna ilość pseudogenów może przekroczyć liczbę genów kodujących białka, która u ludzi określana jest na ok. 25 tys. ......W przypadku gdy DNA będące produktem retrotranspozycji, włącza się w przypadkowe miejsce na chromosomie powodując powstanie nowego genu. Komórka nie korzysta z niego, gdyż pozbawiony on jest sekwencji promotorowych..... Istnieje jednak możliwość rozpoznania, czy dany pseudogen powstał w wyniku duplikacji całego genomu, czy też w procesie retrotranspozycji na bazie mRNA (tzw. gen obrobiony) : jeśli pseudogen zawiera introny i egzony, należy prawdopodobnie do pierwszej grupy, gdy natomiast nie ma w nim intronów, powstał na skutek retrotranspozycji. ..........Analiza pseudogenów daje możliwość badania zmienności i ewolucji genomu. [ale tylko w sposób pewny w zakresie wewnątrz gatunkowej zmienności]. Prawa kierujące ewolucją narzucają poważne ograniczenia na mutowanie sekwencji, które już funkcjonują. Jak wiadomo, korzystne mutacje są zwykle utrwalane, natomiast zmiany powodujące spadek funkcjonalności genu są eliminowane. Okazuje się jednak, że prawa te nie dotyczą pseudogenów. Ponieważ utraciły one zdolność kodowania funkcjonalnych białek, losowe zmiany w ich sekwencji nie wpływają na fenotyp, nie podlegają presji doboru i akumulują się z maksymalną częstością, będącą wypadkową losowych błędów w replikacji DNA czy też działania naturalnych czynników mutagennych. Gromadzą więc wszelkie mutacje - w tym także te, które dla funkcjonalnych genów byłyby szkodliwe. Bazując na tych właściwościach naukowcy mają możliwość odkrywania narodzin i śmierci genów. ...... W takim razie, dlaczego w toku ewolucji te „bezużyteczne” geny nie zostały wyeliminowane ? Szukając odpowiedzi na to pytanie naukowcy dokonali dokładniejszej analizy pseudogenów oraz porównania ich sekwencji z różnych genomów, co doprowadziło do jednego wniosku : niektóre z nich wydawały się stabilniejsze niż mogłoby to wynikać z poddania ich ewolucji bez żadnych ograniczeń, tak jak wcześniej przypuszczano. Okazało się więc, że pseudogeny również podlegają ewolucyjnym ograniczeniom. To z kolei prowadzi do przypuszczenia, że niektóre z pseudogenów mogą jednak pełnić jakąś funkcję. Aby zbadać słuszność tej hipotezy, przeprowadzono doświadczenia polegające na sprawdzeniu, czy pseudogeny są przepisywane na cząsteczki RNA. Okazało się, że znaczna część obszarów międzygenowych w ludzkim genomie jest tłumaczona na RNA. Kolejne badania potwierdziły, że co dziesiąty ludzki pseudogen może ulegać transkrypcji. Fakt, że pseudogeny mogą ulegać transkrypcji, nie dawał jednak żadnych wskazówek co do funkcji, jakie mogą one pełnić. Przypuszcza się, że podobnie jak wiele genów nie kodujących białka, także pseudogeny mogą odgrywać jakąś rolę w regulacji aktywności funkcjonalnych genów. Udało się dowieść, że co najmniej dwa pseudogeny pełnią tę właśnie rolę..... Badania przeprowadzone niedawno w Japonii potwierdziły przypuszczenia, jak ważną rolę mogą pełnić pseudogeny. Naukowcy dowiedli, że jeden z mysich pseudogenów pełni bardzo ważną funkcję stabilizacyjną dla bardzo podobnego genu kodującego funkcjonalne białko. Kiedy został on zablokowany, produkcja białka na podstawie „normalnego” genu nie przebiegała prawidłowo, dając w efekcie źle rozwinięte kości oraz nerki u myszy. Kiedy omawiany pseudogen został przywrócony do mysiego embrionu, rozwój przebiegał prawidłowo. .....Jeszcze ciekawsze okazało się niedawne odkrycie, które pozwala przypuszczać, że istnieje możliwość „zmartwychwstania” genu, czyli jego przekształcenia w normalny, funkcjonalny gen kodujący białko. Na podstawie badań stwierdzono, że jeden z krowich genów kodujących enzym rybonukleazę przez większość swojej historii będący pseudogenem, niedawno na nowo zyskał aktywność. Istnieją również niewielkie różnice w składzie pseudogenów u ludzi. Z kolei badania na drożdżach dowodzą, że niektóre pseudogeny mogą być reaktywowane w odpowiedzi na stres wynikający z przeniesienia do nowego środowiska.
Poza tym jak wynika z literatury [Nishikimi M, Fukuyama R, Minoshima S, Shimizu N, Yagi K (May 1994). "Cloning and chromosomal mapping of the human nonfunctional gene for L-gulono-gamma-lactone oxidase, the enzyme for L-ascorbic acid biosynthesis missing in man". J. Biol. Chem. 269 (18): 13685–8. PMID 8175804. http://www.jbc.org/cgi/co.../269/18/13685.] gen GLO u naczelnych jest w sekwencjach kodujących tak znacznie różniący się od aktywnych genów GLO u czworonogów, że można tylko przypuszczać a nie mieć pewność że ten nieczynny gen koduje koduje enzym L-gulono-γ-laktonu oksydazy umożliwiający syntezę witaminy C. Zresztą gdyby nawet domniemany pseudogen GLO u naczelnych był zupełnie nie funkcyjnym genem, to jako sekwencja DNA definicyjnie nie kodująca, musiał by być przypadkowo zmutowany w sposób różny u każdego osobnika całej populacji ludzkiej.
Ponadto w sytuacji gdy:
**spośród 25 000 [30000] ludzkich genów stanowiących ok. 2% DNA rozpoznano dotychczas funkcje tylko ok. ¼ tych genów. Czyli rozpoznano funkcje zaledwie 0,5 % całego ludzkiego DNA,
**już dawno minęły czasy gdy dogmatem było, że jeden gen koduje jedno białko. Dziś już wiemy, że na podstawie informacji zapisanej w tych 25 000 genów, genom człowieka, może za pomocą nieznanych programów genetycznych, z nieznanych fragmentów genów z DNA na etapie obróbki postsplicingowej mRNA, wytwarzać kilkaset tysięcy różnego rodzaju białek
**nie ma prostej zależności pomiędzy poziomem rozwoju danego gatunku a wielkością genomu różnego rodzaju gatunków. Na przykład:
****Naukowcy zbadali pierwszy genom skorupiaka. Okazało się, że rozwielitka, mikroskopijny składnik planktonu, ma znacznie więcej genów, niż… człowiek.
****Ameba – organizm jednokomórkowy - 670 000 000 000 pz
****Szarańcza – owad - 5 000 000 000 pz
****Odmieniec – płaz – 120 000 000 000 pz
****Ryba dwudyszna 102 000 000 000 pz
****Niektóre ssaki – 8 000 000 000 pz
****Człowiek – najwyżej rozwinięta istota - ok. 3 200 000 000 pz
**na etapie rozwoju organizmu potomnego od embriona do dorosłego osobnika dochodzi do przejściowej ekspresji różnych nie rozpoznanych odcinków DNA, które następnie podlegają pełnemu zablokowaniu
**niektóre geny lub odcinki genów tylko w bardzo rzadkich nieznanych nadzwyczajnych sytuacjach ulegają ekspresji i dlatego może się wydawać, że są one tyko nieczynnymi pseudogenami.
to zupełnie nieuzasadnione, nie uprawnione naukowo a tym samym tylko niepoważne lub spekulacyjne jest autorytatywne twierdzenie że jakiś inny poza rozpoznanymi genami, rzekomo nieczynny zmutowany gen pseudogen, lub inny odcinek DNA jest martwym genem lub całkowicie zbędną śmieciową sekwencją DNA.
A ponieważ jak już kilkakrotnie obliczeniowo wykazano wcześniej, że genetycznie niemożliwe było również, samoistne wyewoluowanie tak dużej bezwzględnej różnicy DNA pomiędzy człowiekiem i szympansem, dlatego też dopatrywanie się homologii pomiędzy domniemanym genem GLO u wszystkich naczelnych i pozostałych ssaków, w w/w względów, takie dopatrywanie się homologii genów GLO, nie może być uprawnionym naukowo dowodem słuszności zarówno teorii filogenezy, jak i teorii antropogenezy. I dlatego widocznie gen GLO pełni w procesach komórkowych u naczelnych bardzo rzadkie, stąd trudne do wykrycia funkcji.
L - Endogenne retrowirusy
Na stronie 94 Jerry A. Coyne pisze: W naszym genomie obecne są również martwe geny pochodzące od innych gatunków, a dokładniej – wirusów. Niektóre z nich, zwane „endogennymi wirusami”, potrafią kopiować swe genomy i wprowadzać je do DNA zarażanych przez siebie gatunków [takim retrowirusem jest na przykład HIV]. Jeśli wirusy wnikną do komórek płciowych [jaj lub plemników], mogą przechodzić wraz z nimi do następnych pokoleń. W ludzkim genomie są tysiące takich duchów wirusów, i wszystkie są od dawna unieszkodliwione przez mutacje. Są to wciąż czytelne ślady dawnych infekcji. Otóż niektóre z tych „duchów” występują dokładnie w tych samych miejscach na chromosomach człowieka i szympansa. Muszą to więc być resztki wirusów, które zaatakowały naszego wspólnego przodka, a potem zostały odziedziczone przez jego następców. Zważywszy na prawie zerowe prawdopodobieństwo niezależnego wniknięcia wirusów w dokładnie w to samo miejsce na chromosomach u dwu gatunków, jest to bardzo silna przesłanka na rzecz wspólnoty pochodzenia.

A. GDULA -
http://www.nauka.sepri.wa...rv-sa%E2%80%A6/
Otóż już w latach 80 –tych ubiegłego wieku odkryto tzw. ludzkie endogenne retrowirusy (HERV). Stanowią one 8% całości ludzkiego genomu i należą do grupy wielu innych tzw. retroelementów, które także mają zdolność do przemieszczania się w obrębie genomu ludzkiego, dzięki tzw. odwrotnej transkryptazie. Ludzkie endogenne retrowirusy weszły w skład genomu ludzkich komórek płciowych ok. 40 milionów lat temu i są przekazywane potomkom "wertykalnie", zgodnie z zasadami genetyki Mendlowskiej. Okazuje się ostatnio, że te "milczące" na ogół sekwencje czasami stają się aktywne i pełnią nawet role fizjologiczne.

Wiadomym jest, że niektóre wirusy atakują wybiórczo tylko niektóre ludzkie i zwierzeceeorgany anatomiczne i być może dlatego wbudowują się w geny kodujące te organy oraz w odpowiednie do tego celu miejscy w danym genie. A ponieważ genomy człowieka i szympansa różnią się w całości o ok. 30% i te same chromosomy i te same geny też są tylko do siebie podobne, więc nie może tu być mowy o dokładnie tych samych miejscach występowania tych wirusów u człowieka i szympansa jak twierdzi J.A. Coyne.
Poza tym retrowirusy endogenne, to być może baza danych o setkach chorób wirusowych zagrażających człowiekowi, umożliwiająca tak jak w przypadku komputerowego programu antywirusowego, szybką identyfikację zagrażającego człowiekowi wirusa oraz szybkie wyewoluowanie genów wytwarzających antyciała zwalczające zagrażające organizmowi człowieka wirusy. Usytuowanie się retrowirusów w tych samych miejscach genomu człowieka i podobnego genomu orangutana świadczy o tym, że to były miejsca genomu atakowane przez wirusy. A te same miejsca zmutowania endogennego retrowirusa w celu jego unieczynnienia, świadczą o tym, że są to wybrane przez genom najbardziej skuteczne miejsca unieczynnienia retrowirusa. Zresztą kopiowanie zbędnych odcinków DNA wymaga dodatkowej energii, stąd też gdyby ogromne niekodujące odcinki DNA były niepotrzebne bezużyteczne, to takie osobniki zostały szybko wyeliminowane jako słabsze przez dobór naturalny. Poza tym gdyby rzeczywiście retrogenne retrowirusy były w genomie człowieka niepotrzebne a tym bardziej gdyby był szkodliwe, to przez tysiące ludzkich pokoleń, to zostały by one usunięte przez komórkowe układy naprawcze w procesie crossing-over. W podobny sposób jak stwierdzono [wzmiankowane uprzednio] skuteczne usuwanie do 20 pokolenia, szkodliwie zmutowanych odcinków DNA.
Natomiast kilkaset tego samego typu wirusów endogennych w naszym genomie może być tylko dowodem na to ile razy w historii rozwoju naszego gatunku nasi ludzcy przodkowie byli zainfekowani przez taki wirus lub jego własne zmutowane odmiany, który zdążył się już wbudować do ich genomu.
Z wyżej wymienionych przyczyn, stwierdzana w genomach szympansa i człowieka obecność niektórych tych samych endogennych retrowirusów w tych samych chromosomach człowieka i szympansa nie może być dowodem pochodzenia obu gatunków od nieznanego wspólnego zwierzęcego przodka. Natomiast fakt ten może dowodzić, że ludzie zarazili się tymi wirusami, spożywając surowe mięso chorych małp.

M - Geny receptorów węchu
Na str 94-96 Jerry A. Coyne pisze: „ Inna ciekawa historia dotycząca martwych genów wiąże się z naszym zmysłem powonienia, czy raczej jego niedostatkami: ludzie nie mogą się pod tym względem równać z innymi ssakami lądowymi. Nie mniej wciąż potrafimy rozróżniać ponad dziesięć tysięcy różnych zapachów. Dzięki czemu jesteśmy do tego zdolni...Dziś wiemy, że ta odpowiedź leży w DNA – w naszych licznych receptorach węchu OR...Przyjrzyjmy się OR u prawdziwego mistrza w rozpoznawaniu zapachów – myszy.
Węch ma w życiu myszy kluczowe znaczenie – od niego zależy nie tylko to, czy znajdą pożywienie i czy same nie padną łupem drapieżnika; jest także potrzebny do rozpoznawania fermonów wysyłanych przez inne myszy....Myszy mają około tysiąca aktywnych genów OR. Wszystkie one wywodzą się od pojedynczego genu wyjściowego, który narodził się przed milionami lat i podlegał potem wielokrotnym duplikacjom, tak że dziś każdy z tych potomnych genów różni się tylko nieznacznie od pozostałych. I każdy odpowiada za produkcję innego białka – receptora węchu – rozpoznającego odmienne cząsteczki zapachowe z powietrza. Każde białko OR pojawia się w specyficznym dla siebie typie komórek receptorowych w tkance wyściełającej nos. Różne zapachy wiążą się z różnymi kombinacjami cząsteczek a każda z tych kombinacji pobudza osobną grupę komórek. Komórki te wysyłają sygnały do mózgu, który je integruje i odkodowuje poszczególne sygnały. W ten sposób mysz potrafi odróżnić zapachy kota od woni sera. Integrując kombinacje sygnałów myszy [i inne ssaki] potrafią rozróżnić znacznie więcej zapachów niż mają genów OR....Trudno przecenić korzyści przystosowawcze takich zdolności. Jak dobór naturalny potrafił tego dokonać? Po pierwsze za sprawą duplikacji genów od pojedynczego genu ancestralnego [właściwego przodkom] zaczynając. Takie duplikacje zdarzają się od czasu do czasu w wyniku błędnego kopiowania przy podziale komórki. Z czasem te zdublowane kopie różniły się od siebie coraz bardziej , a produkowane przez nie białka rozpoznawaly odmienne cząsteczki zapachowe. To zdumiewające osiągnięcie ewolucji, napędzane przez przystosowawczą wartość każdego pociągnięcia nosem!
Nasz zmysł powonienia nie może się równać z mysim. Z jednej strony wynika to z mniejsze aktywności genów OR – nasz genom ma ich około czterystu. Ale wszystkich genów OR mamy osiemset – to nieomal trzy procent całego genomu. Tyle że połowa z nich to pseudogeny, na zawsze już wyciszone przez mutacje. To samo dotyczy też innych naczelnych. Dlaczego? Zapewne dlatego, że jesteśmy – wraz z innymi prymatami – zwierzętami aktywnymi za dnia i polegamy bardziej na zmyśle wzroku niż powonienia, nie musimy więc rozróżniać tyle zapachów. Zbędne geny są zawsze z czasem unieszkodliwiane przez mutacje. Można przewidywać, że naczelne widzące w kolorach [to rzadkie wśród ssaków], a więc lepiej rozróżniające szczegóły swego otoczenia, mogą mieć więcej martwych genów OR niż inne. Jeżeli przyjrzymy się uważnie sekwencjom ludzkich genów OR – zarówno aktywnych jak i nie aktywnych – dostrzeżemy że są najbardziej podobne do tych genów u naczelnych, mniej podobne podobne do genów OR u takich prymitywnych ssaków jak dziobak i jeszcze mniej podobne do genów OR u naszych odległych krewnych, takich jak gady. Czemu martwe geny miały by wykazywać takie podobieństwo, gdyby nie było ewolucji? Zresztą sam fakt, że mamy tak dużo nieaktywnych genów OR, też przemawia za ewolucją: ten bagaż genetycznego podobieństwa świadczy dobitnie, że kiedyś był nam potrzebny – wtedy gdy los naszych odległych przodków zależał od wyczulonego zmysłu powonienia.
Ale najbardziej zdumiewającego przykładu ewolucji - czy raczej dewolucji - genów OR dostarczają delfiny. Te morskie ssaki nie muszą odbierać unoszących się w powietrzu zapachów [ich życie przebiega w głębinach oceanicznych] i mają zupełnie inny zestaw genów „zapachowych” do wyczuwania substancji rozpuszczonych w wodzie. Geny delfinów powinny zatem ulec degradacji – i w rzeczy samej 80% z nich jest nieaktywnych. Setki tych nieaktywnych genów nadal tkwi w genomie delfinów jako niemi świadkowie ewolucyjnej historii. Ale sekwencje nukleotydów owych martwych genów wciąż przypominają DNA u ssaków lądowych. Można to zrozumieć tylko wówczas, gdy uświadomimy sobie, że przodkami delfinów były zwierzęta lądowe o funkcjonalnych genach OR - i funkcja ta została utracona wraz z opanowaniem środowiska wodnego. Gdyby delfiny były stworzone od nowa, nie miało by to sensu.

A.GDULA - Wokół małej wyspy zapachy unoszone w powietrzu są prawie takie same jak na tej wyspie. Płynąca ławica małych ryb ma charakterystyczny choć ledwo wyczuwalny zapach unoszący się nad wodami oceanu i unoszony przez wiatr. Skąd by jak nie węchem delfiny trafiały na taką ławicę na rozległych bezbrzeżach oceanów.

Węch [wg Wikipedii] – jeden z dwóch – obok smaku – zmysłów chemicznych. Działanie węchu polega na wykrywaniu zapachów, czyli (detekcji) i rozpoznawaniu bodźców, jakimi są cząsteczki określonych związków chemicznych lub ich mieszaniny (odoranty).
Chemiczne sygnały o stanie otoczenia są odbierane przez wszystkie organizmy – od pojedynczych komórek przez proste organizmy wielokomórkowe do człowieka. Każda z tych komórek jest skomplikowanym układem biochemicznym, oddzielonym od otoczenia błoną komórkową – podwójną dwuwarstwą lipidową, w której pływają cząsteczki różnych białek (model "płynnej mozaiki"), w tym integralne białka transbłonowe. Struktura tych cząsteczek jest zakodowana w DNA danego organizmu.... Białka receptorowe węchu i smaku reagują zmianami konformacji na obecność w otoczeniu komórki określonych związków chemicznych, co wywołuje zmiany procesów przebiegających wewnątrz komórki.
Wg B.Sadowskiego [Biologiczne mechanizmy zachowania się ludzi i zwierząt - PWN – 2009 str 235-236] – Zdolność odbierania przez narząd węchu znacznej liczby zapachów jest możliwa dzięki różnorodności białek receptorowych....Każde białko ma postać łańcucha zbudowanego z około 300 aminokwasów, który siedem razy przechodzi przez błonę włoska węchowego, tworząc w jego obrębie spirale helikoidalne zwane domenami. W skład każdej domeny wchodzi ponad 30 aminokwasów. Poza domenami zarówno na zewnątrz komórki węchowej, jak i w jej wnętrzu, łańcuch polipeptydowy, układa się w pętle utworzone przez kilka do kilkudziesięciu aminokwasów....Jest interesujące, że w każdej komórce węchowej występuje zazwyczaj jeden rodzaj białka receptorowego...
Wg Berga Tymoczki i Stryera – Biochemia PWN – 2005 str 900 białka receptorowe wykazują 30-60% identyczność sekwencyjnego składu aminokwasów.
Poza złożonymi nie globularnymi białkami receptorowymi, cały system przetwarzania chemicznego sygnału zapachowego na sygnały elektrochemiczne kierowane do mózgu, złożony jest z całego kompleksu białkowego.
Wg B.Sadowskiego [Biologiczne mechanizmy zachowania się ludzi i zwierząt - PWN – 2009 str 236] – Po przyłączeniu do receptora swoistej substancji zapachowej,białko receptorowe zmienia swoją strukturę przestrzenną [konformacje] i tak przekształcone aktywuje białko G....białko G wyzwala kaskadę reakcji biochemicznych, w wyniku których powstają przekaźniki wtórne. Na kolejnych etapach tego procesu zwanego transdukcją sygnału w komórce, efekt działania bodźca na białko receptorowe zostaje wielokrotnie zwiększony. Skutkiem tego jest znaczne pobudzenie komórek węchowych, mimo nikłego stężenia substancji zapachowej w powietrzu.
Ta kaskada przewodzenia sygnału powoduje pojawienie depolaryzacji błony komórki węchowej - elektrochemicznego sygnału kierowanego do ośrodkowego układu nerwowego, gdzie sygnały te są przetwarzane i kojarzone z innymi sygnałami.
[Wikipedia – Węch] Dzięki rozgałęzieniu dendrytów jedna komórka węchowa może przekazywać informację o pobudzeniu wielu innym komórkom układu nerwowego. Przekazanie sygnału zachodzi w synapsach. Gdy strefa depolaryzacji błony presynaptycznej dociera do zakończenia aksonu, do szczeliny między sąsiadującymi neuronami (szczeliny synaptycznej) są uwalniane tzw. neurotransmitery (przekaźniki uwalniane z pęcherzyków). Dyfundują one w kierunku błony drugiej komórki (postsynaptycznej) i pobudzają receptory, znajdujące się w tej błonie. Jeżeli pobudzenie jest większe od poziomu progowego, sygnał biegnie dalej – poprzez kolejne połączenia synaptyczne – do struktur neuronów analizujących wrażenie (mniej lub bardziej złożonych).

Jak z powyższego wynika, struktura funkcjonalna komórek węchowych stanowi specyficznie złożony kompleks białkowy. Poza tym trzeba już zupełnie niczego nie pojmować, żeby nie zrozumieć, że jakiekolwiek czujniki zapachu nie mogły samoistnie wyewoluować, ponieważ nie było wówczas żadnych wzorców porównawczych względem których możliwe by było i jakościowe i ilościowe testowanie wskazań takiego samoistnie ewoluującego czujnika biochemicznego. To jest przez analogię, porównawczo tak, jakby do konstruowania i testowania czujnika zapachów zabierał się ktoś kto zupełnie stracił powonienie. I o tym wie z logiki konstruowania oraz doświadczenia każdy inżynier zajmujący się konstruowaniem, a przede wszystkim konstruowaniem takich czujników. Niestety nie mają o tym pojęcia i nie rozumieją tego biolodzy ewolucjoniści. Skoro dla J.A. Coyne'a dochodzące nawet do 70% różnice sekwencyjnego składu receptorów zapachu, czyli w genie 630 pz umożliwiały łatwe samoistne wyewoluowanie poprzez duplikację i małe błędy kopiowania [bez możliwości wzorcowania wskazań] nowych rodzajów receptorów zapachowych., Stąd też choćby ze względu na brak możliwości testowalnego rozróżniania przez dobór naturalny zarówno rodzaju jak i natężenia zapachu, biochemiczne czujniki zapachu są układami nieredukowalnie złożonymi. Tym bardziej, że dzięki możliwości przez mózg integrującej kombinacje sygnałów z receptorów różnych podstawowych zapachów, myszy [i inne ssaki] potrafią rozróżnić znacznie więcej zapachów niż posiadanych rodzajów genów OR. Ale do tego konieczny jest specyficznie złożony program, który również nie mógłby samoistnie wyewoluować przy potencjalnie możliwych dziesiątkach a nawet setkach sygnałów składowych.

Wg http://migg.wordpress.com...e-chromosom-11/
Mysi genom zawiera 1037 aktywnych genów zapachowych i 354 pseudogenów. Szczura genom zawiera 1201 aktywnych genów zapachowych i 292 pseudogenów. Genom psa zawiera 872 aktywnych genów zapachowych i 222 pseudogenów. A genom człowieka zawiera 856 genów zapachowych w tym 388 pseudogenów.
Patrząc na te dane trudno dopatrywać się filogentycznych korelacji. Po prostu ze względu na różne warunki kontynentalne czy też lokalne, oraz historyczne gatunki rozwojowe, genomy każdego gatunku zwierząt i człowieka, zostały wyposażone w niezbędną do bytowania w różnych warunkach liczbę różnych rodzajów genów zapachowych. Przy czym aktywowane są tylko te geny zapachowe, które są niezbędne w danych warunkach bytowania. Pozostałe geny zapachowe po wyciszeniu pozostają w genomach jako możliwa do odtworzenia baza danych, w postaci tak zwanych pseudogenów.

Natomiast w przypadku wspomnianych przez J.A. Coneya delfinów;
http://www.is.umk.pl/~duc.../09-2-sluch.htm
Wieloryby i delfiny nie mają węchu (nos zastąpiła im dziura oddechowa na grzbiecie),...

Wg Danuty Grabczan:http://czydelfinoterapia.pl/artykuly/terapia-z-udzialem-delfinow-i-krotka-historia-wspolistnienie-naszych-gatunkow/
Delfiny są wyposażone w receptory smakowe na wargach przedniej części jamy gębowej i języku. Receptorów węchu nie wykryto, ale ich zmysł chemiczny jest bardzo czuły, co nastręcza dodatkowych trudności przy sztucznym karmieniu.
Wg HydroCorner http://hydrocorner.pl/201...m-delfina-wech/
U waleni zmysł węchu jest bardzo mocno zredukowany, u większości całkowicie zanikł. Zębowce nie posiadają opuszków oraz nerwów węchowych, co wskazuje na całkowity brak węchu (Berta i in., 2006). Jedynie u fiszbinowców występują narządy węchowe, lecz ich zdolność do wyczuwania zapachów jest nikła (Gill i Gibson, 1998)... Oddychanie waleni charakteryzuje się dużymi przerwami między kolejnymi wdechami, a szczelnie zamknięte pod wodą nozdrza otwierają się tylko na czas wynurzenia. Czyste powietrze nad oceanem nie ma rzeczywistych i bogatych bodźców zapachowych. Dla waleni więc zmysł ten utracił znaczenie. Organ Jacobsona (odbierający zapach pożywienia w jamie gębowej) także został zredukowany (Tomilin, 1972).
Stąd też ponieważ walenie zupełnie nie posiadają lub posiadają bardzo zredukowany węch nawet nie ma co pisać o tym że geny zapachowe są u delfinów w 80% nieaktywne. Bo to wcale nie dowodzi pochodzenia waleni od czworonogów, które mają ok 1000 genów zapachowych.
Poza tym należy dodatkowo wyjaśnić, że niewielkie zróżnicowanie genetyczne oraz utworzenie barier rozrodczych między gatunkami przynależnymi do tej samej grupy taksonomicznej zostało utworzone przez Stwórcę po to, żeby w naturalnych warunkach, te różne gatunki zwierząt same się ze sobą nie mieszały utrzymując tym samym genetyczną niezmienność wszystkich gatunków. Ale aby jednocześnie bliskie podobieństwo genów zostało utrzymane po to, żeby człowiek w warunkach hodowlanych mógł dla swoich potrzeb krzyżować bliskie gatunki. Natomiast mniejsze podobieństwo gatunków o niższym poziomie rozwoju do gatunków wykazujących wyższy poziom, np. szympans i człowiek, zostało stworzone po to, żeby gatunki te nie można je było ze sobą nawzajem krzyżować.
Stad też takie genetyczne zróżnicowanie międzygatunkowe oraz wyższe genetyczne zróżnicowanie między gatunkami o różnych poziomach rozwoju zapobiegające naturalnemu krzyżowaniu i chroniące odrębność gatunków, musiało w konsekwencji prowadzić do narastających wraz z poziomem rozwoju różnic genetycznych.

W podsumowaniu należy stwierdzić, że znaczny procent liczby pseudogenów zapachowych u człowieka i waleni, nie może być dowodem wskazującym zarówno na filogenetyczne pochodzenie człowieka od zwierzęcych przodków jak też filogenetyczne pochodzenie waleni od czworonogów.

N - Zanikowe geny u ssaków wytwarzające białko znajdujące się w woreczku żółtkowym
Na str 96-97 Jerry A. Coyne pisze: „Szczątkowe geny mogą współwystępować ze szczątkowymi narządami. Ssaki jak pamiętamy pochodzą od gadów – a te składają jaja. Z wyjątkiem stekowców [rząd ssaków, do których należą australijskie dziobaki i kolczatki] ssaki porzuciły obyczaj składania, a matki karmią rozwijające się młode bezpośrednio poprzez łożysko, zamiast produkować dla nich zapasy w postaci żółtka. U ssaków można jednak znaleźć trzy geny, które u gadów odpowiadają za produkcję pożywnego białka witellogeniny występującego obficie w woreczku żółtkowym. Tyle tylko, że u wszystkich nieomal ich gatunków są one martwe, całkowicie wyłączone przez mutacje. Natomiast jajorodne stekowce wciąż produkują witellogeninę choć wystarczy do tego jeden gen – dwa pozostałe są nieaktywne. Co więcej ludzie i ssaki wciąż produkują woreczki żółtkowe, tyle że szczątkowe i pozbawione już żółtka – są duże, wypełnione płynem pęcherzyki, połączone z przewodem pokarmowym płodu. U człowieka w drugim miesiącu ciąży pęcherzyk ten odłącza się od reszty płodu.”

A. GDULA - Nie jest to prawda, że szczątkowe geny mogą współwystępować ze szczątkowymi narządami. Ponieważ jest wiadomym, że dzięki obróbce post-splicingowej 25000 ludzkich genów może kodować wg nieznanych programów genetycznych kilkaset tysięcy różnych białek. Stąd też każdy gen może wspókodować kilka białek i nazywany jest wtedy genem plejotropowym. Poza tym z 25000 ludzkich stanowiących ok. 2% DNA rozpoznano funkcje tylko ok. ¼ tych genów. Stąd też nie wiemy na pewno, czy w/w trzy geny nie są potrzebne do współkodowania innych białek lub jakiś innych elementów komórkowych układów regulatorowych. Poza tym nie wiemy czy geny te są wyciszone i nie eliminowane przez genom jako zbędne, ponieważ mogą być zawsze odblokowane gdy w nieznanych nam sytuacjach nadzwyczajnych będą one potrzebne dla organizmu człowieka.
Ponadto jak wyjaśniono to w rozdziale 9.11.1. - nie oznacza, że można bezkarnie odciąć błonę żółtkową u ludzkiego embriona, gdyż okazało się, że błona żółtkowa jest źródłem pierwszych komórek krwi, tego ludzkiego płodu.

O - Pseudogeny kodujące enzymy trawienne u dziobaka
Na str 98 Jerry A. Coyne pisze: „Osobliwością natury są australijskie dziobaki. I pod wieloma względami : mają dzioby jak kaczki i tłuste ogony; samce wyposażone są w jadowite kolce na tylnych kończynach, a samice składają jaja. Jeśli jakiekolwiek stworzenie mogło by być dziełem inteligentnego projektu – lub po prostu igraszką twórcy – byłby z pewnością właśnie dziobak. Charakteryzuje go jeszcze jedna, szczególna osobliwość – brak mu żołądka. Inaczej niż niemal u wszystkich kręgowców, u których ten kieszonkowaty narząd, służy do rozkładania pożywienia za pomocą kwasów żołądkowych, „żołądek” dziobaka to tylko niewielki rozdęcie, w miejscu gdzie przełyk łączy się z jelitem. W strukturze tej brak gruczołów które u innych kręgowców produkują enzymy trawienne. Trudno powiedzieć dlaczego ewolucja wyeliminowała żołądek dziobaka – być może jego dieta złożona z miękkich owadów nie wymagała długiego trawienia – ale wiemy na pewno, że u przodków dziobaka żołądki były obecne. To przekonanie wynika z faktu, że w genomie dziobaka są dwa pseudogeny, które kiedyś kontrolowały wytwarzanie enzymów trawiennych. Dziś już nie potrzebne zostały zdezaktywowane przez mutacje, ale wciąż są świadectwem ewolucji tego zwierzęcia.”

A.GDULA - W rzeczywistości pewne zwierzęta, takie jak dziobak, posiadają organy całkowicie odmienne od ich rzekomych ewolucyjnych przodków. Poza tym Dziobak:
jest okryty futrem,
jest ciepłokrwisty
oraz karmi młode mlekiem jak ssaki.
Składa skórzaste jaja, posiada pojedynczy otwór brzuszny (wspólne ujście dla przewodu wydalniczego, moczowego i płciowego),
ma również pazury i kość kruczą podobnie jak większość gadów.
Dziobak potrafi wykrywać prąd elektryczny (stały i zmienny) podobnie jak niektóre ryby,
zaś dziób ma jak kaczka (która jest ptakiem).
Ma z przodu płetwonogi jak wydra,
ma płaski ogon jak bóbr, a samiec może wstrzyknąć truciznę podobnie jak żmija. Na pewno nie po to, żeby nimi zabijać owady, którymi się odżywia.
Takie „łatane” zwierzęta lub rośliny, nazywane mozaikowymi, nie mają logicznego miejsca w ewolucji.
Brak jakichkolwiek śladów form przejściowych, które by świadczyły o tym, że dziobak o tak różnorodnych cechach szeregu różnorodnych gatunków, samoistnie wyewoluował jako wielokrotny międzygatunkowy mieszaniec
I tu należy z pełnym przekonaniem stwierdzić, że; Przede wszystkim jeśli dziobak posiada zanikowy żołądek, to również powinien posiadać unieczynnione pseudogeny, które po uczynnieniu mogły by kontrolować produkcję enzymów trawiennych żołądka. Tym bardziej że u ludzi zaobserwowano, że po operacji wycięcia nawet znacznej części żołądka, żołądek ten jest zdolny do regeneracji. I być może Stwórca przewidując możliwość mikroewolucyjnego przestawienia się dziobaka na alternatywnie jego odżywianie się innym pokarmem wymagającym rozwiniętego żołądka i trawienia pokarmu za pomocą kwasów żołądkowych, pozostawił w jego DNA te unieczynnione PSEUDOGENY.
Poza tym co najważniejsze, jeśli w przypadku jakiekolwiek stworzenia można by było znajdować uzasadnienie, że jest ono dziełem ponad gatunkowej ewolucji, to dziobak jest tego wybitnie jaskrawym zaprzeczeniem i ewolucjoniści nie powinni prezentować dziobaka jako przykład ponad gatunkowej ewolucji, bo się tym tylko ośmieszają. I być może stworzenie takiego doskonale przystosowanego dziwadła ma być jaskrawy dowodem, że żadne stworzenie nie mogło samoistnie wyewoluować od domniemanych podobnych przodków.
W podsumowaniu należy wykazać nierzetelny bo błędny tautologicznie sposób rozumowania i dowodzenia słuszności ewolucyjnych argumentów stosowany przez Jerry Coyna. - Ponieważ nikt nie wie i nie jest w stanie tego udowodnić że dziobak wyewoluował i od jakich przodków, i nikt nie wie dlaczego on nie ma żołądka, bo brak na to jakichkolwiek dowodów kopalnych form przejściowych lub choćby żywych form przejściowych tak zwanych żywych skamieniałości. Dlatego też zupełnie bezpodstawnie ewolucjoniści zakładają, że przodkowie dziobaka mieli żołądki, a tym samym w genomach tych przodków dziobaka musiały być te dwa geny, które kiedyś kontrolowały wytwarzanie enzymów trawiennych. Z czego ich zdaniem wynika wniosek, że dziobak musiał odziedziczyć te dwa pseudogeny po swoich przodkach. A skoro odziedziczył te dwa geny po swoich przodkach, to to jest dowodem, że dziobak musiał samoistnie wyewoluować od swoich [choć nieznanych] homologicznych przodków. I tak błędne koło dowodzeni się zamyka.
P - Teoria rekapitulacji
Na stronach 98-106 Jerry A. Coyne w całym rozdziale pt. Zarodkowe palimpsesty usiłuje, widocznie z świadomości braku innych wiarygodnych dowodów słuszności teorii filogenezy i antropogenezy, uzasadniać słuszność tych teorii w oparciu o dawno skompromitowaną i uznaną jako nie słuszną Teorią Rekapitulacji Ernsta Haeckla z 1866 roku.
Szersze uzasadnienie braku słuszności tej teorii wyjaśniono w rozdziale 9.27.

A. GDUAL - A zatem błędna teoria rekapitulacji, nie może dowodzić słuszności teorii filogenezy

R - Niesymetryczna budowa anatomiczna flądrowatych
Jak pisze Jerry A. Coyne na str 107-108: Każdy gatunek jest na swój sposób niedoskonały......Używając określenia „nieudany projekt” mam na myśli to, że gdyby organizmy były zaprojektowane od zera przez inteligentnego projektanta – z tych samych biologicznie materiałów [nerwy, mięśnie, kości i tak dalej] – nie wykazywały by tych wszystkich niedoskonałości.....Dobrych przykładów takich nieudanych projektów dostarczają flądrowate [płastugowate]......Flądrowate przychodzą na świat jako normalne ryby, pływające w pozycji pionowej i mające po jednym oku z każdej strony ciała. Ale już w miesiąc później zaczyna się dziać coś dziwnego; jedno oko rozpoczyna wędrówkę w kierunku szczytu czaszki, a potem migruje dalej, zatrzymując się w pobliżu drugiego oka; w ten sposób para oczu znajduje się teraz po jednej stronie – lewej lub prawej, zależnie od gatunku. Również sama czaszka odkształca się teraz po jednej stronie, jakby dla ułatwienia tej wędrówki; zmieniają się też płetwy i kolor ciała. Ryba kładzie się na boku, stroną bez oczu przylegającą do osadu, tak, że para oczu skierowana jest teraz do góry. Upodobniona barwą do otoczenia, staje się nieruchomym, choć groźnym łowcą innych ryb. Gdy musi się poruszyć, wzbija się z osadu, płynąc na boku. Flądrowate są najbardziej asymetrycznymi kręgowcami na świecie;.....Gdybyśmy chcieli zaprojektować rybę flądrowatą, z pewnością nie zrobili byśmy tego w ten sposób. Nasza ryba wyglądała by raczej jak płaszczka, która jest płaska od urodzenia i leży na brzuchu, a nie na boku, Nie musi więc przemieszczać swego oka i deformować czaszki.
Ale wtedy nie była by to flądrowata tylko już stworzona prze Stwórcę płaszczka.
Flądrowate są zaprojektowane bardzo kiepsko i ten projekt odzwierciedla ich historię ewolucyjną. Z badań nad filogenezą ryb wiemy, że flądrowate wywodzą się od normalnych a więc symetrycznych ryb. Musiały odnieść jakąś korzyść z przekręcenia się na bok i położenia się na dnie – dzięki ochronnemu ubarwieniu stały się niewidoczne zarówno dla napastników, jak i potencjalnych ofiar. To jednak stwarzało nowy problem – dolne oko było odtąd zupełnie bezużyteczne i podatne na obrażenia. By ów problem rozwiązać, dobór naturalny poszedł krętą, ale zapewne jedyną dostępną drogą; doprowadził do przemieszczenia tego oka na drugą stronę poprzez odpowiednią deformację czaszki i całego ciała.

A. GDULA - Zarzut nie trafiony Ze względu na pewne naturalne fluktuacje segmentowych proporcji podziałowych występujące podczas kolejnych etapów embrionalnego rozwoju regulowanego wielokomórkowych organizmów zwierzęcych, i programowo i wykonawczo, znacznie prostszy jest początkowy rozwój osobnika o symetrycznej budowie ciała. A dopiero po tym rozwijanie desymetryzacji jego jednej symetrycznej połówki. Aniżeli utworzenie i realizacja programu regulowanego rozwoju z pewnymi naturalnymi fluktuacjami segmentowych proporcji podziałowych na osobniku wykazującym od samego początku niesymetryczną strukturę budowy anatomicznej. Jest to nie tylko logiczne, ale też potwierdzi to każdy kierunkowo wykształcony i doświadczony konstruktor.
A zatem zarzut zupełnie chybiony, bo niesymetryczna budowa anatomiczna flądrowatych nie świadczący o słuszności teorii filgenezy.
S - Nerw krtaniowy
Na stronie 109-111 Jerry A. Coyne pisze: „Jedno z najgorszych rozwiązań jaki spotykamy w przyrodzie, dotyczy tak zwanego nerwu krtaniowego wstecznego u ssaków. Ten nerw biegnący z mózgu do krtani, umożliwia nam mówienie i połykanie. Osobliwa jest wszakże jego nienaturalna długość – zamiast biec prosto z mózgu do krtani [to u ludzi odległość około 25 centymetrów], nerw ten opuszcza się najpierw aż do klatki piersiowej, robi pętlę wokół aorty i więzadła tętniczego, po czym wraca ku górze, by połączyć się z krtanią. Ten slalom obejmuje w sumie 75 centymetrów. U żyrafy nerw krtaniowy biegnie tak samo, tyle że musi pokonać – dwukrotnie! - całą długość jej imponującej szyi – to odległość o 4,5 metra dłuższa niż byłaby bez tych niepotrzebnych zawijasów.....I ta właśnie okrężna droga odtwarzana jest za każdym razem podczas rozwoju płodowego, gdyż wszyscy zaczynamy życie z rybim układem nerwów i naczyń krwionośnych. W rezultacie wszyscy jesteśmy skazani na to kiepskie rozwiązanie.”

A. GDULA -Funkcje nerwu krtaniowego w organizmie człowieka wyjaśniono wyjaśniono w rozdziale 9.27.
Zarzut zupełnie chybiony i dlatego nie może dowodzić słuszności teorii filogenezy.

T - Przyczyny przepuklin
Na str 110 Jerry A. Coyne pisze: „Ewolucji zawdzięczamy też wszystkie absurdy związane z rozmnażaniem. Pamiętamy, że opuszczenie męskich jader – pamiątka ich pochodzenia od rybich gonad – sprawiło, że mamy słabe punkty w dolnej części ciała; przyczynia się to do powstawania przepuklin.”

A. GDULA - Zdrowy człowiek, niestety na ogół nie jest przyzwyczajony do dorywczej szczególnie ciężkiej pracy fizycznej. Dlatego jeśli tylko nie dźwiga nadmiernych ciężarów, prawie nigdy nie będzie mieć żadnych problemów z przepuklinami. A stany patologiczne to zupełnie odrębne zagadnienie. Dlatego ten argument to typowe nie trafione szukanie dziury w całym.
Zarzut zupełnie chybiony i dlatego nie może dowodzić słuszności teorii filogenezy.

U - Gruczoł krokowy
Na str 110-111 Jerry A. Coyne pisze; Samce [a więc i mężczyźni] są też upośledzeni kiepskim rozwiązaniem cewki moczowej, która biegnie bezpośrednio przez środek gruczołu krokowego [prostaty], wytwarzającego niezbędne składniki naszego płynu nasiennego...U znacznych odsetek mężczyzn prostata rozrasta się w późnym wieku i uciska cewkę moczową, powodując poważne kłopoty z oddawaniem moczu [nie byłby to zapewne poważny problem przez większą część naszej ewolucji, kiedy mężczyźni rzadko dożywali trzydziestu lat]. Żaden przytomny projektant nie poprowadziłby miękkiego przewodu przez narząd skłonny do rozrastania się i infekcji. Stało się tak dlatego, że gruczoł krokowy u ssaków powstał z tkanek budujących cewkę moczową.

A. GDULA - Jego funkcje w organizmie człowieka wyjaśniono wyjaśniono w rozdziale 9.27.
Zarzut zupełnie chybiony i dlatego nie może dowodzić słuszności teorii filogenezy.

W - Poród przez miednicę
Na stronie 111 Jerry A. Coyne pisze: „Kobiety też nie mają powodu do zadowolenia. Poród obywa się u nich przez miednicę; jest na tyle bolesny i uciążliwy, że – przed epoką nowoczesnej opieki lekarskiej, - był powodem licznych zgonów matek i niemowląt. Problem jest w tym, że wraz z powiększaniem się naszego mózgu, głowa noworodka w coraz większym trudem przeciskała się przez kanał rodny, który musiał pozostawać na tyle wąski, by nie zakłócić skuteczność dwunożnej lokomocji. Konieczność osiągnięcia kompromisu sprawiła, że naszym narodzinom towarzyszą kłopoty i ogromne bóle. Gdybyśmy mieli zaprojektować kobietę, czy nie lepiej byłoby przekierować ujście kanału rodnego tak, żeby noworodek opuszczał łono matki w okolicy miękkiego brzucha, zamiast przeciskać się przez ciasną obręcz miedniczną? Ale my, ludzie, pochodzimy od istot, które składały jaja, a później rodziły żywe młode [ale bez bólów, porodowych] poprzez miednicę – i tego dziedzictwa ewolucyjnej historii nie da się już zmienić.

A. GDULA - Trzeba tu mieć na uwadze, że brzuch kobiecy poza macicą musi jeszcze pomieścić funkcjonalnie cały szereg innych organów utrzymywanych w tułowiu przez kilkuwarstwową powłokę jamy brzusznej. Ujście dróg rodnych przez powłokę jamy brzusznej musiałby spowodować cały szereg niekorzystnych funkcjonalnie i estetycznie zmian w budowie anatomicznej kobiet i mężczyzn. A przede wszystkim osłabił by bardzo powłokę jamy brzusznej kobiety, poród przez powłokę. I w tym kontekście zarówno okres ciąży, jak i poród przez miednicę jest rozwiązaniem optymalnym. A w razie anomalnych współcześnie kłopotów porodowych zawsze możliwe jest cesarskie cięcie. Dawnymi czasy nie było problemów z porodami takich jak obecnie. Kobiety miały więcej ruchu stąd też porody nie były tak ciężkie jak się to czasami zdarzać może obecnie.
„Mózg dziecka, w przeciwieństwie do mózgu któregokolwiek zwierzęcia, zwiększa swą objętość w ciągu pierwszego roku życia trzykrotnie” — czytamy w książce The Universe Within (Wszechświat w naszym wnętrzu).
Zarzut zupełnie chybiony i dlatego nie może dowodzić słuszności teorii filogenezy.

Z - Niewielka przerwa między jajnikami a jajowodem
Na str 110 Jerry A. Coyne pisze: „ Który inteligentny projektant zaplanował by też niewielką przerwę między jajnikami kobiety a jajowodem, tak by jajeczko musiało przebywać tę lukę w swej drodze do macicy? Zdarza się czasem, że jajeczko zgubi się i trafi do jamy ciała. Takie „ciąże pozamaciczne” kończą się zawsze fatalnie dla dziecka, a - bez interwencji chirurgicznej – także dla matki. Owa luka jest pamiątką po naszych rybich i gadzich przodkach, którzy wrzucali jaja wprost z jajników, na zewnątrz ciała. Jajowód jest niedoskonałym łącznikiem, gdyż powstał później jako swoista „nakładka” u ssaków.

A. GDULA - W przypadku uszkodzeń genetycznych lub różnych schorzeń kobiecych narządów rodnych różne nieprawidłowości mogą się zdarzać. Ale takie też są przykre skutki różnych chorób cywilizacyjnych.

http://www.anatomia24.pl/jajowod.htm
Jajowód (łac. salpinx) jest parzystym przewodem stanowiącym drogę dla wędrującej komórki jajowej pomiędzy jajnikiem a jamą macicy. Odchodzi od końca jajnikowego wyposażonego w strzępki, a dochodzi do górnego kąta macicy. ....Swoją budową zewnętrzną jajowód upodabnia się do trąbki rozszerzającej się w kierunku macicy. Całkowita długość jajowodu to 14-20 cm. W jego przebiegu wyróżnia się lejek, bańkę, cieśń oraz część maciczną. Najbardziej leżący dystalnie (zewnętrznie) lejek skierowany jest do dołu i zawiera ruchome strzępki. Najdłuższy ze strzępków tworzy połączenie z jajnikiem w postaci więzadła lejkowo-jajnikowego. Zadaniem strzępek jest wyłapanie i wprowadzenie uwolnionej komórki jajowej do lejka jajowodu.
http://www.vns.pl/_poznaj...ia_anatomia.htm
Co miesiąc dojrzały pęcherzyk pęka i wydostaje się z niego dojrzała komórka jajowa. Strzępki jajowodu wychwytują komórkę jajową , która dostaje się do bańki jajowodu, gdzie dochodzi do zapłodnienia (jeżeli znajdują się tam dojrzałe plemniki). Niezależnie od tego czy jajeczko zostaje zapłodnione czy nie, wędruje ono przez jajowód do macicy. Wędrówka ta trwa około 5 - 7 dni. Tą długą drogę muszą przebyć plemniki, aby mogły zapłodnić dojrzałe jajeczko w trakcie owulacji.
Wikipedia – Ciąża pozamaciczna
99% ciąż pozamacicznych rozwija się w jajowodzie (najczęściej dochodzi do tej sytuacji w wypadku zaburzenia jego drożności), możliwe są dwie sytuacje:
uwolnienie się jaja do jamy otrzewnowej tzw. poronienie trąbkowe
pęknięcie jajowodu, które przebiega z objawami wstrząsu.
Jak z powyższych informacji literaturowych wynika to: - po pierwsze, jajowód jest powiązany z jajnikiem, ponieważ „ Najdłuższy ze strzępków tworzy połączenie z jajnikiem w postaci więzadła lejkowo-jajnikowego” A po drugie ponieważ ciąże pozamaciczne są niezmiernie rzadki i w 99% rozwijają się w jajowodzie, stąd wydostanie się zapłodnionego jajeczka na przejściu od jajnika do jajowodu jest przypadkiem niezmiernie rzadkim i spowodowanym jakimś niezmiernie rzadkim stanem chorobowym. A po trzecie – pewne zdystansowanie jajnika od jajowodu może nie dopuszczać do wzajemnego łatwego przenoszenia się stanów zapalnych.
Stąd też podniesione przez Jerrego A. Coyne zastrzeżenia odnoszące się w tym względzie do błędów w budowie anatomiczej przydatków macicy są zupełnie nie przemyślane i nie uzasadnione.
Zarzut zupełnie chybiony i dlatego nie może dowodzić słuszności teorii filogenezy.

W PODSUMOWANIU NALEŻY STWIERDZIĆ, ŻE TYLKO WEDŁUG WYIMAGINOWANYCH DOGMATYCZNYCH DOMNIEMAŃ EWOLUCJONISTÓW ŚLADY PRZESZŁOŚCI, ATAWIZMY, MARTWE GENY I RZEKOME BŁĘDY PROJEKTANTA DOWODZĄ SŁUSZNOŚCI EWOLUCYJNYCH TEORII FILOGENEZY I ANTROPOGENEZY.

Pozdrawiam A. Gdula
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Cayman

Dołączył: 18 Kwi 2011
Posty: 139
Skąd: Nie mieszka w Polsce
Wysłany: 26 Kwiecień 2011, 23:52   

panie andrzeju zapytam wprost....pan cos z tego co zapodał rozumie...bo ja na początku tak ale w połowie zaczynałem wątpic a na koniec pogubiłem sie/?
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Andrzej Gdula

Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 712
Wysłany: 27 Kwiecień 2011, 04:09   

Witam Pana Caymana!
Proszę czytać ten rozdział z oryginalnego opracowania, zamieszczonego pod adresem
"Przewrotne oblicze ewolucjonizmu" http://www.anty-ewolucjonizm.com/
Proponuję analizować kolejno z osobna każde odrębne zagadnienie.
Czekam na pytania.
Ale pocieszające jest, że na początku coś pan zrozumiał.
Pozdrawiam Andrzej
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
malakamila
[Usunięty]

Wysłany: 1 Marzec 2012, 13:47   

Andrzej Gdula napisał/a:
W dwadzieścia lat później, wraz z postępem biologii molekularnej,udało się potwierdzić przypuszczenia Kollara i Fishera; ptaki istotnie mają genetyczne wyposażenie do budowy zębów, a nie wykorzystują go z braku jednego, kluczowego dla tego procesu białka. Gdy zostanie ono dostarczone, dziób kury zostaje uzębiony.

**Wyjaśniono w rozdziale 9.9.2. że w wyniku badań genomów indyka, kury domowej i zeberka,stwierdzono u ptaków brak genów kodujących zęby.
A zatem wywołane sztucznie kurze zęby, nie mogą dowodzić słuszności teorii filogenezy
Wyjaśniono? Suche odwołanie się do innego artykułu który sucho odwołał się do innego? Sama musiałam, po nitce do kłębka, śladami Sherlocka Holmes'a dotrzeć do źródeł. Twoje podejście nie jest profesjonalne. Nieważne.
Znalazłam ów artykuł: "Multi-Platform Next-Generation Sequencing of the Domestic Turkey (Meleagris gallopavo): Genome Assembly and Analysis" Nikt z kreacjonistów nie zadał sobie trudu by odwołać czytelnika do źródeł. Dlaczego?
No nic, w artykule na który powołuje się ktoś, na którego Ty się powołujesz przedstawiono opis i wyniki badań, wraz z informacją że nie przebadano całego genomu. Wyciąganie jednak wniosków z braku informacji jest dezinformacją. Prawda?

Należy więc poczytać o badaniach z wynikiem dodatnim w sprawie możliwości formacji zębów. Dlatego proponuję przeczytać:
1, "Baldness hope as birds get teeth" oraz
2. "The Development of Archosaurian First-Generation Teeth in a Chicken Mutant".
Teksty źródłowe nie są po polsku, bo w Polsce o takich badaniach nie słyszałam.
 
 
Andrzej Gdula

Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 712
Wysłany: 1 Marzec 2012, 21:48   Ptaki nie posiadają genów kodujących zęby.

Witam

MALAKAMILA – to najpewniej kolejne wcielenie sylq1972 vel Rutus.

Poniżej cytuję w całości artykuł z Polskiego Serwisu Naukowego
Pt. ZNAMY PONAD 90 PROCENT GENOMU INDYKA autorstwa pana Maksymiliana Gajdy
Nie jest to więc żadna publikacja Kreacjonistyczna I NIE SĄ TO PREZENTOWANE W NIEJ WNIOSKI KREACJONISTÓW..
Rozumiem że Malakamila nie rozumie tego faktu że zsekwencjonowanie 93% GENOMU wystarczyła naukowcom ewolucjonistom do stwierdzenia, że CO WIĘCEJ PTAKI NIE POSIADAJĄ GENÓW WYMAGANYCH DO WYKSZTAŁCENIA SIĘ TAKICH CECH SSAKÓW JAK ZĘBY. Tak jak Malakamila nie wiadomo czy rozumie, że wyrostka robaczkowego nie szuka się w głowie. Stąd też chyba nie rozumie że zeskanowanie 93% GENOMU PTAKA wystarczy genetykom do stwierdzenia, że PTAKI NIE POSIADAJĄ GENÓW WYMAGANYCH DO WYKSZTAŁCENIA SIĘ TAKICH CECH SSAKÓW JAK ZĘBY.

A oto treść artykułu;ZNAMY PONAD 90 PROCENT GENOMU INDYKA
Międzynarodowy zespół naukowców przeprowadził sekwencjonowanie ponad 90% genomu indyka (Meleagris gallopavo). Szczegóły genomu, opublikowane w czasopiśmie PLoS [Public Library of Science] Biology, rzucają nowe światło na biologię ptaków i mogą pomóc hodowcom indyków w podniesieniu jakości swojej produkcji.

Prace zostały w części dofinansowane przez UE za pośrednictwem projektu QUANTOMICS (Od sekwencji do konsekwencji - narzędzia do badania genomów zwierząt hodowlanych), który został dofinansowany na kwotę 6 mln EUR z tematu "Żywność, rolnictwo, rybołówstwo i biotechnologia" Siódmego Programu Ramowego (7PR) UE.

Genomy ptaków mają zazwyczaj mniejszą liczbę dużych chromosomów (nazywanych "makrochromosomami") i większą liczbę mniejszych "mikrochromosomów". Do tej pory naukowcy przeprowadzili sekwencjonowanie 93% genomu indyka, odkrywając w trakcie tej pracy około 16.000 genów, z czego większość danych pochodzi z 10 makrochromosomów. Zespół nadal pracuje nad jak najlepszym sposobem sekwencjonowania mikrochromosomów.

"Opisaliśmy już tysiące genów nieznanych wcześniej ornitologom" - komentuje naczelny autor artykułu, Rami Dalloul z Virginia Tech w USA.

"W perspektywie krótkoterminowej sekwencja genomu indyka dostarczy naukowcom wiedzy na temat specyficznych genów, które są ważne dla produkcji mięsa i jego jakości, zdrowia, odporności na choroby, płodności i reprodukcji" - dodaje dr Dalloul. "Na przykład nie zawsze znamy mechanizm interakcji między żywicielem a patogenem. Sekwencja genomu umożliwi nam pełniejsze poznanie tego procesu, który z kolei da nam lepsze pojęcie o profilaktyce i leczeniu chorób."

Ostatecznie odkrycia przełożą się na opracowanie narzędzi, które umożliwią hodowcom hodowanie chudego mięsa indyczego o podwyższonych walorach smakowych i estetycznych.

Genom indyka może również mieć znaczenie dla branży medycznej. Podobnie jak ludzie, indyki są podatne na chorobę zwaną kardiomiopatią rozszerzeniową, w której serce staje się osłabione i powiększone, co wpływa na jego zdolność do skutecznego rozprowadzania krwi po organizmie. Naukowcy interesują się również wyjątkowo wysoką wrażliwością indyków na aflatoksyny. Te naturalnie występujące kancerogeny są wytwarzane przez grzyby i tłumią działanie układu immunologicznego.

Indyk jest trzecim ptakiem, którego genom poddano sekwencjonowaniu, a pozostałe dwa to kura domowa i zeberka. Porównanie sekwencji genów indyka i kury wskazuje na względną stabilność genomów u grzebiących (rzędu ptaków, do którego należą obydwa gatunki). Zdaniem naukowców około 10% genomu indyka podlega "selektywnej presji", podczas gdy w przypadku ssaków ten wskaźnik wynosi zaledwie 5%. Ponadto genomy kury i indyka pozostają zbliżone, mimo że drogi tych gatunków rozeszły się dwa razy wcześniej niż myszy i szczurów czy ludzi i gibonów.

Tymczasem porównanie genomu ptaków z genomem dziobaka, ssaka składającego jaja pokazuje, że podczas gdy niektóre funkcje są wspólne dla wszystkich ssaków składających jaja, inne są specyficzne dla ptaków składających jaja. CO WIĘCEJ PTAKI NIE POSIADAJĄ GENÓW WYMAGANYCH DO WYKSZTAŁCENIA SIĘ TAKICH CECH SSAKÓW JAK ZĘBY. Wybiegając w przyszłość naukowcy są zainteresowani zbadaniem, w jaki sposób udomowienie wpłynęło na genom kury i indyka, bowiem ptaki te są poddawane intensywnej presji selekcyjnej w zakresie podobnych cech.

Prace nad genomem indyka stanowią również ważny postęp w sekwencjonowaniu genomu, gdyż po raz pierwszy genom eukariotyczny został poddany sekwencjonowaniu poprzez połączenie informacji z dwóch uzupełniających się technologii sekwencjonowania nowej generacji. Dzięki temu sekwencjonowania genomu indyka dokonano znacznie szybciej niż genomu kury (który został opublikowany w 2004 r.) przy znacznie niższych kosztach.

"To pierwszy projekt genomu, w którym koszty produkcji zostały zainwestowane w analizę i interpretację, a nie w generowanie sekwencji" - oświadczyli naukowcy.

Przy okazji mam pytanie kiedy to pan Rutus spodziewa się NOBLA za swoją genialną teorię TELOMERÓW.

Pozdrawiam Andrzej
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
malakamila
[Usunięty]

Wysłany: 2 Marzec 2012, 18:00   Re: Ptaki nie posiadają genów kodujących zęby.

Andrzej Gdula napisał/a:
MALAKAMILA – to najpewniej kolejne wcielenie sylq1972 vel Rutus.
Najpewniej? Chętnie się dowiem na czym ta "najpewność" się opiera, ale NA PEWNO nie na faktach, czyli na widzi-mi-się. Na drugi raz zatrudnij Rutkowskiego, bo jedno jest pewne - walnąłeś straszną gafę. Jeśli masz jeszcze w sobie jakieś resztki gentlemana (może w kapeluszu), czekam na przeprosiny. Inaczej pozostaniesz samcem-palantem.

No chyba, że to taki samczy sposób na odsunięcie kobiet od dyskusji.

Andrzej Gdula napisał/a:
Rozumiem że Malakamila nie rozumie tego faktu że zsekwencjonowanie 93% GENOMU wystarczyła naukowcom ewolucjonistom do stwierdzenia, że CO WIĘCEJ PTAKI NIE POSIADAJĄ GENÓW WYMAGANYCH DO WYKSZTAŁCENIA SIĘ TAKICH CECH SSAKÓW JAK ZĘBY.
To może "pan" Andrzej porozmawia z Maksem na temat badań opisanych w podanych przeze mnie linkach, zamiast epatować głupkowatym cynizmem. Umowa?


Andrzej Gdula napisał/a:
Przy okazji mam pytanie kiedy to pan Rutus spodziewa się NOBLA za swoją genialną teorię TELOMERÓW.
Jak "panowie" się spotkają to sobie porozmawiają. Proszę mnie nie mieszać w wasz szczenięcy konflikt, ok? I żeby mi to było ostatni raz!

Na to forum trafiłam przypadkowo bo szukałam materiałów na temat kreacjonizm vs. Teoria Ewolucji - czasem coś na ten temat czytam.

Trafiłam między innymi na ten tu wątek. Ponieważ przeglądnęłam też i inne artykuły w sprawie "zębów u ptaków" zauważyłam owe stwierdzenie o 90% przebadanego materiału genetycznego. Więc aby pogodzić oba wyniki badań naukowych przyszła mi do głowy hipoteza którą przedstawiłam.

Podałam dwa linki do innych badań, których wyniki są dość ciekawe, ale widzę, że Twoja taktyka jest zbliżona do tej jaką prezentują w rozmowach Świadkowie Jehowy - nastawiają się na nauczanie i pomijanie niewygodnych informacji. Typowy beton.

Nie wiem czy Twój brak reakcji na informacje w linkach jest spowodowany nieumiejętnością czytania w j.ang. czy ignorancją. Czekam więc na wyjaśnienie i ewent. zapoznanie się z podanymi przeze mnie linkami.

Może podam jeszcze inny artykuł K. R. Miller'a: "Wielki Projekt Życia". Bardzo łatwo wygooglać.


Bez pozdrowień
 
 
Andrzej Gdula

Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 712
Wysłany: 2 Marzec 2012, 20:52   Znamy ponad 90% genomu indyka

Pani Malakamilo
Może pani negować słuszność wypowiedzi pana red. Maksymiliana Gajdy w artykule pt. ZNAMY PONAD 90 PROCENT GENOMU INDYKA, zamieszczonym na forum Polskiego Serwisu Naukowego, pod adresem http://www.naukowy.pl/zna...yka-vt43275.htm
Jest tam też forum dyskusyjne ale jakoś nikt od 09.09.2010 nie zabrał głosu na temat zagadnień prezentowanych przez pana Red. Maksymiliana Gajdę w tym artykule. Może pani swoje obiekcje tam przestawić. Ale swoją wypowiedź niestety trzeba merytorycznie uzasadnić.

Pozdrawiam A.G.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
malakamila
[Usunięty]

Wysłany: 3 Marzec 2012, 01:39   Re: Znamy ponad 90% genomu indyka

Andrzej Gdula napisał/a:
Pani Malakamilo
Panie Andzeju, jest Pan zwykłym chamem i ignorantem. Gentelman już by dawno przeprosił za swoje faux pas.


Andrzej Gdula napisał/a:
Może pani negować słuszność wypowiedzi pana red. Maksymiliana Gajdy w artykule pt. ZNAMY PONAD 90 PROCENT GENOMU INDYKA, zamieszczonym na forum Polskiego Serwisu Naukowego, pod adresem http://www.naukowy.pl/zna...yka-vt43275.htm
Negować? Co? Z dziennikarskimi nowinkami nie zwykłam dyskutować. Wolę poczytać naukowe opracowania, które zapodałam a które pozostają dziwnie bez echa z twojej strony. Jakbym z Jehowym gadała...


Andrzej Gdula napisał/a:
Jest tam też forum dyskusyjne ale jakoś nikt od 09.09.2010 nie zabrał głosu na temat zagadnień prezentowanych przez pana Red. Maksymiliana Gajdę w tym artykule. Może pani swoje obiekcje tam przestawić. Ale swoją wypowiedź niestety trzeba merytorycznie uzasadnić.
merytorycznie uzasadnić wypowiedź pod nienaukowo napisanym artykułem przez jakiegoś dziennikarza? Szkoda mi czasu. Może wielbiciele mięsa indyczego się wypowiedzą. Z dziennikarzem mam rozmawiać? Arykuł na naukowym poziomie podaje przypisy, odnośniki. Najwidoczniej artykuł pozostał bez echa bo nie jest ciekawy, lub zbyt żmudny do zweryfikowania. Pomyślałeś o tym?

Ja skomentowałam jeden z twoich linków. Czekam więc na na analogiczną reakcję z twojej strony co do linków przeze mnie podanych. Propozycja z poprzedniego mojego post'u wciąż aktualna. Czekam na reakcję. Doczekam się?
 
 
Andrzej Gdula

Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 712
Wysłany: 3 Marzec 2012, 08:41   Znamy ponad 90% genomu indyka

Witam!
Sprawa jest poważna bo wygląda na to, że usiłuje pan anonimowo podszywając się pod Malakamila wrobić mnie imiennie w negowanie wiarygodności i rzetelności informacji podawanych w artykule Polskiego Serwisu Naukowego. Uczciwość i rzetelność nakazywały by żeby pańskie nie sprecyzowane zresztą dokładnie wątpliwości miał najpierw szanse wyjaśnić w dyskusji pan Maksymilian Gajda.
Poza tym niech się pan wreszcie ma odwagę imiennie osłonić, a nie brzydkim zwyczajem jak zwykle pod przeróżnymi nickami atakować innych jak bohatersko odważny ujadający pies zza węgła.
A dyktowanie mi na jaki temat mam z panem dyskutować niech pan sobie zostawi na egzaminowaniu studentów z zakresu Fizjologii Zwierząt, lub swoim podwładnym pracownikom.
W podawanych przez siebie linkach nie podaje pan ani autorów tych publikacji, ani też w jakim czasopiśmie lub periodyku naukowy oraz pod jaką datą były one publikowane. Gdyż może się okazać że te publikacje to jakieś zamieszczone w internecie fałszywki.
Poza tym jeśli chce pan dalej dyskutować na ND FORUM to niech się pan nauczy elementarnej kultury dyskusji bez wulgaryzmów.

Pozdrawiam Czytelników Nd Forum A.G.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ZAMKNIĘTY ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Informacje | TV Trwam | Radio Maryja na żywo |
Polecamy:informacje ktorych potrzebujesz Fundacja Skierniewice i Szkola Skierniewice
Korzystanie z forum oznacza pełną akceptację otrzymywania plików cookies.

phpBB by przemo  
Strona wygenerowana w 0,293 sekundy. Zapytań do SQL: 9