ND Forum - Dzień dobry POLSKO! Strona Główna ND Forum - Dzień dobry POLSKO!
Ludzie z sercem i głową

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Żółnierze wyklęci
Autor Wiadomość
Coltrane


Dołączył: 01 Kwi 2008
Posty: 15215
Skąd: Polska
Wysłany: 21 Marzec 2011, 14:18    [Cytuj]

Wolny_Polak napisał/a:

Napisałem piosenkę odnośnie obecnej sytuacji:

Josifek z Adolfem wiwatują w piekle
Że ich testamenty dzisiaj weszły w moc
Oni nadaremnie walczyli zaciekle
Aby zniewolenia nam nastała noc
-
Dziś się wreszcie dzieje to czego pragnęli
Polak sprzedał wolność za plastików stek
Dawni buntownicy grzecznie karki zgięli
By nowych zaborów wnet rozpocząć wiek
-
Gdy Kutscherę w wozie dziurawiły kule
To pośród przechodniów szedł radości szmer
Dzisiaj okupantów się przytula czule
Bo podziw zapewnia w banku ilość zer
-
Dziś i kolaborant jest tu szanowany
Stoi narodowi za biznesu wzór
Kto chce się buntować ten zakłada glany
Ale twardszy od nich jest bankowy mur


Ładna piosenka. Widzę że masz talent do pisania tekstów piosenek. :->

Mieliśmy na forum Krzysztofa, który jest wręcz fraszkopisarzem z urodzenia.
Jak dobrze poszukasz, to znajdziesz na forum kilka jego perełek.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Wolny_Polak

Dołączył: 13 Mar 2011
Posty: 21
Skąd: Wrocław
Wysłany: 22 Marzec 2011, 14:19    [Cytuj]

Coltrane napisał/a:
Widzę że masz talent do pisania tekstów piosenek.


I tak i nie. Tę piosenkę napisałem w kilka minut, niewiele wolniej, niż gdybym miał pisać prozą, ale taki talent objawiam tylko wtedy, kiedy piszę "z serca". Nie umiałbym napisać piosenki na dowolny zadany temat, który mnie osoboście nie porusza.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
longinus9


Wiek: 59
Dołączył: 19 Lut 2009
Posty: 2162
Skąd: Łódź
Wysłany: 24 Sierpień 2011, 05:32    [Cytuj]

O węgierskiej ścieżce rozliczenia komunizmu mówi w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" Tibor Navracsics, wicepremier i minister sprawiedliwości Węgier
Węgrzy podziwiają Pileckiego


Minister sprawiedliwości zapowiada wystąpienie do sądów o uchylenie wyroków śmierci i więzienia wydawanych przez sądy PRL na członków podziemia niepodległościowego. Chodzi o osoby z prawem do rehabilitacji, ale niemające bliskich, którzy mogliby o to wnioskować. Ich sprawy przejmie resort sprawiedliwości. Minister Krzysztof Kwiatkowski kilkakrotnie przywoływał wczoraj symbole polskiej walki z totalitaryzmem, choćby życie i ofiarę rtm. Witolda Pileckiego. Dwa lata temu, kiedy do kampanii wyborczej było jeszcze daleko, Parlament Europejski, także głosami polskich deputowanych z Platformy Obywatelskiej i Lewicy, odrzucił propozycję wpisania nazwiska rotmistrza do rezolucji poświęconej totalitaryzmowi.

Europejski Dzień Pamięci Ofiar Reżimów Totalitarnych to nowe święto ustanowione przez Parlament Europejski jeszcze we wrześniu 2008 roku. Publicznie jest obchodzone po raz pierwszy, a jako miejsce uroczystości i okolicznościowej konferencji wybrano Warszawę. Wydarzenia te są przedstawiane jako jedna z inicjatyw polskiej prezydencji w Unii Europejskiej, ale decyzję o ogólnoeuropejskim upamiętnieniu ofiar totalitarnych reżimów podjęto podczas prezydencji węgierskiej 10 czerwca w Luksemburgu. Data 23 sierpnia nie jest przypadkowa. To rocznica podpisania paktu Ribbentrop-Mołotow, gdy dwa największe zbrodnicze systemy - sowiecki komunizm i niemiecki nazizm - zwarły szyki przeciw wolności wielu narodów Europy.
Jeszcze w poniedziałek w obecności przewodniczącego Parlamentu Europejskiego Jerzego Buzka zainaugurowano obchody unijnego święta, wczoraj zaś odbyła się konferencja w Muzeum Powstania Warszawskiego zorganizowana przez Ministerstwo Sprawiedliwości i Instytut Pamięci Narodowej z udziałem marszałka Senatu Bogdana Borusewicza. Obecni byli m.in. wicepremierzy Łotwy i Węgier, ministrowie sprawiedliwości Litwy, Estonii, Chorwacji, Rumunii, Czech, Hiszpanii, Szwecji, Słowacji i Malty, zaś minister sprawiedliwości Norwegii odwołał przyjazd z powodu sytuacji w swoim kraju po zamachach terrorystycznych 22 lipca. Zaproszeni zostali również przedstawiciele instytucji stanowiących w innych państwach odpowiedniki naszego IPN. Nie pojawił się spodziewany premier Donald Tusk, zaś unijna komisarz sprawiedliwości (i wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej) Viviane Reding przysłała nagrane wystąpienie, w którym na uwagę zasługuje deklaracja przeznaczenia środków finansowych z budżetu Wspólnoty na badania, edukację i upamiętnienie zbrodni reżimów totalitarnych.
- To dla nas ogromny zaszczyt, że w ramach polskiej prezydencji spotykamy się tutaj, w mieście symbolu, które tak boleśnie przeżyło współpracę dwóch totalitaryzmów - mówił minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski. Polski polityk kilkakrotnie przywoływał niektóre symbole polskiej walki z totalitaryzmem: Powstanie Warszawskie oraz życie i ofiarę rtm. Witolda Pileckiego. Przypomnijmy, że 2 kwietnia 2009 roku Parlament Europejski, także głosami polskich deputowanych z Platformy Obywatelskiej i Lewicy, odrzucił propozycję wpisania jego nazwiska do rezolucji poświęconej totalitaryzmom gnębiącym w przeszłości Europę i ustanowienia dnia jego śmierci (25 maja) Międzynarodowym Dniem Bohaterów Walki z Totalitaryzmem. Jednak minister Kwiatkowski zapewnia, że obecnie jego priorytetem jest pokazywanie całej Europie prawdy o równorzędnym zbrodniczym charakterze obu reżimów: nazistowskiego i komunistycznego. Co więcej, okazuje się, że powróci do łask postać bohaterskiego rotmistrza. - Nie wyobrażam sobie, by ktoś inny lepiej uosabiał swoim losem negatywne konsekwencje tych dwóch zbrodniczych totalitaryzmów: komunizmu i faszyzmu. Stąd to moje zaangażowanie w pokazywanie osoby rtm. Pileckiego. Deklaruję, że w ramach tych obchodów, które będą organizowane w Polsce przez Ministerstwo Sprawiedliwości, będzie ta postać zawsze w sposób szczególny zauważana - powiedział "Naszemu Dziennikowi" Krzysztof Kwiatkowski.

Minister Krzysztof Kwiatkowski zapowiedział, że wystąpi do sądów o uchylenie wyroków śmierci i dwuletniego więzienia wydawanych przez sądy PRL na członków niepodległościowego podziemia. Minister nazwał to "symbolicznym zmyciem plamy na honorze wymiaru sprawiedliwości". Chodzi o te osoby, którym przysługuje rehabilitacja, a nie mają żyjących bliskich, którzy mogliby o to wnioskować. Sprawy te ma przejąć Ministerstwo Sprawiedliwości.
Referat prezesa Instytutu Pamięci Narodowej dr. Łukasza Kamińskiego poświęcony był zarysowaniu głównych problemów, z jakimi borykają się IPN i podobne instytucje w Europie. Są to trudności ze skutecznym ściganiem i karaniem żyjących sprawców zbrodni, problemy w dostępie do dokumentów archiwalnych wytworzonych przez organy zbrodniczych reżimów (w tym kontekście wymienił brak odpowiedniej współpracy z Rosją) oraz obecność nawiązań do niechlubnej przeszłości w przestrzeni publicznej (w postaci np. nazw ulic, patronatów szkół itp.).
Litewski minister sprawiedliwości Remigijus Szimaszius omówił przykłady współpracy Niemców i Sowietów podczas II wojny światowej: uzbrajania, szkolenia i taktycznego współdziałania żołnierzy i tajnych służb obu reżimów. W krótkim przemówieniu zastępcy dyrektora Muzeum Powstania Warszawskiego Dariusza Gawina pojawił się akcent wskazujący na nierówność pomiędzy statusem obu totalitarnych reżimów. - Zachód, aby zniszczyć jeden z nich, sprzymierzył się z drugim i skutki tego odczuwamy do dziś - stwierdził mówca.
Na zakończenie konferencji uczestnicy podpisali wspólną tzw. Deklarację Warszawską dla potępienia totalitarnych reżimów i upamiętnienia ich ofiar. "Oświadczamy, że zbrodnie reżimów totalitarnych w Europie, bez względu na ich rodzaj i ideologię, powinny być uznane i potępione; deklarujemy nasze wsparcie dla ofiar reżimów totalitarnych i zapewniamy, że ich cierpienia nie popadną w zapomnienie, ich prawa będą uznane, a sprawcy będą postawieni przed wymiarem sprawiedliwości; deklarujemy naszą determinację w podtrzymywaniu pamięci o zbrodniach popełnionych przez reżimy totalitarne" - czytamy w tekście dokumentu.
Wszyscy goście zagraniczni mieli możliwość zwiedzenia Muzeum Powstania Warszawskiego, zaś po południu wspólnie z polskimi osobistościami złożyli wieńce pod pomnikami: Powstania Warszawskiego, Poległym i Pomordowanym na Wschodzie oraz Bohaterów Getta.

Piotr Falkowski

NASZ DZIENNIK 2011-08-24
_________________
Bo ciernie deptać słodziej - i z ochotą
na dzid iść kły,
Niż błoto deptać, ile z łez to błoto,
A z westchnień mgły...

Paryż 1849 C.K.Norwid
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Syriusz

Dołączył: 03 Paź 2008
Posty: 4235
Wysłany: 13 Luty 2012, 11:05    [Cytuj]

70. rocznica powstania Armii Krajowej.

Jutro – 14 lutego - mija 70. rocznica powstania Armii Krajowej, najlepiej zorganizowanej podziemnej armii II wojny światowej. Z tej okazji w całej Polsce odbędzie wiele uroczystość upamiętniające żołnierzy AK.

„Po agresji niemieckiej i sowieckiej we wrześniu 1939 roku życie państwowe zeszło do konspiracji. Rząd polski działający na uchodźstwie – najpierw we Francji, a później w Londynie – kontynuował działalność władz państwowych z lat 1918–1939. W podziemiu odtworzono struktury władzy cywilnej oraz siłę zbrojną. Od 14 lutego 1942 roku była nią Armia Krajowa, najsilniejsza i najlepiej zorganizowana podziemna armia europejska II wojny światowej.” – czytamy na stronie internetowej Instytutu Pamięci Narodowej.

Obchody rocznicy w całej Polsce:

* Puławy - 70. rocznica powstania Armii Krajowej, 14 lutego w hołdzie dla nich na cmentarzach powiatu puławskiego zapalone zostaną znicze na ich grobach. Organizatorzy akcji: Światowy Związek Żołnierzy AK Oddział w Puławach, Puławski Klub "GP".

* Lublin - 14 lutego 1942 r. Naczelny Wódz gen. Władysław Sikorski oficjalnie przemianował Siły Zbrojne okupowanej Rzeczpospolitej (Związek Walki Zbrojnej) na Armię Krajową. W 70. rocznicę tej decyzji w dyskusji nad historią AK wezmą udział historycy: prof. dr hab. Jerzy Markiewicz, prof. dr hab. Rafał Wnuk i dr Adam Puławski. Spotkanie odbędzie się w Galerii Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej im. H. Łopacińskiego, ul. Narutowicza 4 o godz. 12.30.

* Żywiec - 14 lutego 2012 r. w Żywcu odbędą się wojewódzkie uroczystości 70. rocznicy przekształcenia Związku Walki Zbrojnej w Armię Krajową. W ramach obchodów odbędzie się podsumowanie wyników wojewódzkiego konkursu historycznego Polskie Państwo Podziemne 1939–1945 w prezentacji multimedialnej” – „Armia Krajowa w moim regionie”. Organizatorem przedsięwzięcia był Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej – Zarząd Okręgu Śląskiego w Katowicach oraz Stowarzyszenie Pamięci Armii Krajowej w Bielsku-Białej i Regionalny Ośrodek Doskonalenia Nauczycieli „WOM” w Bielsku-Białej. Oddział Instytutu Pamięci Narodowej w Katowicach objął patronat honorowy nad konkursem. Wszystkich laureatów i autorów prac zapraszamy na uroczyste wręczenie nagród i dyplomów, które odbędzie się w trakcie wojewódzkich uroczystości.

Godz. 9.00
Uroczysta Msza św. w Katedrze Najświętszej Marii Panny w Żywcu (ul. Zamkowa 6) koncelebrowana przez biskupa Tadeusza Rakoczego, ordynariusza diecezji bielsko-żywieckiej, księdza infułata Władysława Fidelusa, dziekana dekanatu żywieckiego i księdza prałata Stanisława Kozieła, kapelana Armii Krajowej obwodu żywieckiego
Godz. 10.15
Przemarsz ulicami Żywca do Miejskiego Centrum Kultury w Żywcu prowadzony przez IV Pułk Korpusu Ochrony Pogranicza Pokazy militarne przed budynkiem Miejskiego Centrum Kultury przygotowane przez grupę rekonstrukcji historycznej – Batalionu Obrony Narodowej w Żywcu
Godz. 11.00
Oficjalne uroczystości w Miejskim Centrum Kultury (al. Wolności 4)
Godz. 12.10
Wykład dr. Mirosława Sikory (OBEP Katowice) „Aktion Saybusch. Wysiedlenia z Żywiecczyzny podczas wojny”
Godz. 12.30
Podsumowanie Wojewódzkiego Konkursu Historycznego „Polskie Państwo Podziemne 1939-1945 w prezentacji multimedialnej” – „Armia Krajowa w moim regionie”
Godz.12.45
Wręczenie odznaczeń i dyplomów.
Godz. 13.10
Zwiedzanie Muzeum Czynu Zbrojnego Żywiecczyzny w bunkrach przed Miejskim Centrum Kultury

* Łódź - konferencja popularnonaukowa pt. „Zwycięstwo będzie twoją nagrodą..” W 70. rocznicę powstania Armii Krajowej”, organizowana 14 lutego 2012 r. przez Oddział Instytutu Pamięci Narodowej w Łodzi.
Przedsięwzięcie odbędzie się w sali konferencyjnej Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej im. Marszałka Józefa Piłsudskiego w Łodzi (ul. Gdańska 100/102). Rozpocznie je o godz. 10.00 otwarcie wystawy IPN Oddział w Łodzi pt. „Dla Polski Walczącej – żołnierze Okręgu Łódź AK „Barka”.

Program konferencji:
Godz. 10.30
Marek Drużka, dyrektor Oddziału IPN w Łodzi – powitanie gości
dr Waldemar Grabowski, Armia Krajowa – podziemne wojsko
dr Tomasz Toborek, Okręg łódzki AK – dowódcy i struktury
Artur Ossowski, Akcje zbrojne łódzkiej AK
Godz. 12.00
Agnieszka Jędrzejewska, Kobiety – żołnierze AK w więzieniu przy ul. Gdańskiej 13 w Łodzi
Konrad Czernielewski, Cichociemni oficerowie 1 Samodzielnej Brygady Spadochronowej
dr Joanna Żelazko, Represje sądowe wobec akowców po 1945 r.
Godz. 13.00
Zapowiedź książki Mirosława Kopy Inspektorat Piotrkowski AK w dokumentach i komentarzach
Godz. 13.30
Dyskusja


Autor: gb, | Źródło: Niezależna.pl,
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Syriusz

Dołączył: 03 Paź 2008
Posty: 4235
Wysłany: 14 Luty 2012, 10:28    [Cytuj]

Andrzej Waśko o dziedzictwie Armii Krajowej.

Propaganda III RP na ogół nie fałszuje i nie cenzuruje faktów historycznych, tylko usilnie przekonuje, że dziś nie mają one żadnego praktycznego znaczenia. Tymczasem, jeśli komunistom nie udało się całkiem zsowietyzować Polaków, jest to m.in. wielka zasługa pokolenia AK-owskiego. Nie doceniamy jego kluczowej roli w ratowaniu tożsamości narodowej po roku 1945 i 1956.

14 lutego mija 70. rocznica rozkazu gen. Władysława Sikorskiego, formalnie powołującego do życia Armię Krajową. AK była największą podziemną siłą zbrojną w Europie okresu II wojny światowej. Jej celem było zbrojne wystąpienie przeciwko Niemcom w kraju, umożliwiające ujawnienie się suwerennych władz polskich na terenach zajmowanych przez Rosjan. Realizacja tego planu była koniecznym warunkiem zachowania niepodległości Polski po wojnie.

„Muzeum” III RP

Czym jest historia AK dzisiaj? W latach PRL najpierw była wrogiem władzy, potem jej obraz cenzurowano, w deprecjonującym, korzystnym dla komunistów oświetleniu. W III RP działalność Światowego Związku Żołnierzy AK, Muzeum Powstania Warszawskiego, Muzeum Armii Krajowej w Krakowie i innych w znacznej mierze zmieniły ten sfałszowany obraz. Ale ten prawdziwy wizerunek AK sytuuje się dziś właśnie „w muzeum” – na przeciwnym wobec współczesnego życia biegunie historii. Dzisiejsi Polacy chętnie oddają cześć bohaterom, ale w ich przekonaniu nie ma to żadnego związku ze światem, w którym sami obecnie żyją. Propaganda III RP na ogół nie fałszuje bowiem i nie cenzuruje faktów historycznych, tylko usilnie przekonuje, że dziś nie mają one żadnego praktycznego znaczenia. Bo dawna historia „skończyła się”, a my po Okrągłym Stole i po wejściu do UE żyjemy jakoby w jakimś innym świecie.

Źródła niepodległości

Dla mnie jednak historia Armii Krajowej nie skończyła się ani w 1945, ani w 1956 r. Mylili się krytycy, tuż po wojnie odsyłający Armię Krajową do lamusa historii, tacy jak Czesław Miłosz. To właśnie AK-owcy bowiem po wyjściu z więzień tworzyli główny, nieoficjalny nurt polskiego życia. Jeśli komunistom nie udało się całkiem zsowietyzować Polaków, jest to m.in. wielką zasługą pokolenia AK-owskiego. Nie doceniamy jego kluczowej roli w ratowaniu tożsamości narodowej po roku 1945 i 1956 – w kulturze i wychowaniu. A to przecież stworzyło podwaliny pod działalność opozycji demokratycznej w latach 70. Do dziejów pokolenia AK należy też udział jego przedstawicieli w ruchu „Solidarności” i wielka rola w organizowaniu masowego wsparcia, z jakim spotkała się w społeczeństwie działalność kard. Stefana Wyszyńskiego i misja Jana Pawła II. Do zasług tej generacji należy też stworzenie niepodległościowej emigracji, nastawionej na pomoc dla kraju, w której przez cały okres PRL-u mieliśmy oparcie moralne i materialne. I w III RP, kiedy po „nocnej zmianie” drogi obozu solidarnościowego zaczęły się gwałtownie rozchodzić, środowiska, partie i media kontestujące ugodę elit mogły liczyć w pierwszej kolejności na ludzi z AK-owską przeszłością, którzy w świetle własnych doświadczeń łatwo dostrzegali mistyfikację, jaką okazywała się demokracja sterowana przez magdalenkowy układ.

Dziedzictwo Armii Krajowej

Dziś wypada przypomnieć nie tylko to, że AK-owcy są ostatnim pokoleniem, które walczyło za Polskę z bronią w ręku. Od następnych generacji odróżnia ich też wyniesiona z II Rzeczypospolitej i z okresu wojny formacja: nastawienie egzystencjalne na życie w Polsce niepodległej, identyfikowanie własnego sukcesu z suwerennością Polski. Trzecią cechą pokolenia AK jest pojmowanie życia jako służby, a nie indywidualnej pogoni za sukcesem. Jeśli po wojnie od tych wartości się odwracano, to dlatego, że ciążyło nad nimi piętno klęski, wielka trauma przegranego powstania. Dziś jednak młodzi Polacy stają w obliczu nowej traumy, którą rodzi brak perspektyw w Polsce, która lekceważąc suwerenność jako konieczny warunek sukcesu, sama zgodziła się na swój obecny, półkolonialny status. Patrząc z tego punktu widzenia, polityczne i moralne dziedzictwo pokolenia AK powinno zostać przemyślane od nowa.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
longinus9


Wiek: 59
Dołączył: 19 Lut 2009
Posty: 2162
Skąd: Łódź
Wysłany: 15 Luty 2012, 08:07    [Cytuj]

I jak mają znać piękną kartę naszej historii najmłodsi i młodzież kiedy dziadostwo POlszewickie ogranicza lekcje historii w szkołach..
_________________
Bo ciernie deptać słodziej - i z ochotą
na dzid iść kły,
Niż błoto deptać, ile z łez to błoto,
A z westchnień mgły...

Paryż 1849 C.K.Norwid
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
robroy
robroy

Dołączył: 15 Sty 2012
Posty: 160
Skąd: Wrocław
Wysłany: 15 Luty 2012, 13:33    [Cytuj]

Armia Krajowa była rzeczywiście niezwykłym zjawiskiem w okupowanej przez Niemców Europie. Porównać ją można jedynie do partyzanckiej armii Josipa Broza-Tito w Jugosławii; jugosłowiańska partyzantka dysponowała nawet własnym lotnictwem.
Dała się Niemcom tak we znaki, że ci podobno bardziej nienawidzili Jugosłowian, niż nas, czy Rosjan.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 01 Kwi 2008
Posty: 15215
Skąd: Polska
Wysłany: 15 Luty 2012, 15:02    [Cytuj]

Oddajmy jeszcze głos prof. Józefowi Szaniawskiemu :

70. rocznica powstania Armii Krajowej

Był to największy w skali Europy ruch oporu.

Armię Krajową powołano ją 14 lutego 1942 roku rozkazem wodza naczelnego gen. Władysława Sikorskiego. Armia Krajowa powstała z przekształcenia Związku Walki Zbrojnej i podlegała polskiemu rządowi RP na uchodźstwie. Jej głównym komendantem został gen. Stefan "Grot" Rowecki.

Armia Krajowa była największą strukturą militarną podziemia w czasie II wojny światowej, ale także w całej historii Europy. Zwalczana była nie tylko przez okupanta hitlerowskiego, ale także przez okupanta sowieckiego. Do walki z Armią Krajową włączyli się również komuniści; Polska Partia Robotnicza i Gwardia Ludowa, które były integralną częścią sowieckiego NKWD. AK była największym w skali Europy ruchem oporu, podziemną działalnością militarną. Jej głównym zadaniem było prowadzenie walki o odzyskanie niepodległości przez organizowanie i prowadzenie samoobrony. Przygotowywała także armię podziemną na okres powstania, które miało wybuchnąć na ziemiach polskich w okresie militarnego załamania Niemiec.

Prof. Józef Szaniawski powiedział, że nie oznacza to jednak, że wcześniej w Polsce nie było ruchu oporu przeciwko okupantowi sowieckiemu i niemieckiemu. Dodał, że od samego początku ruch oporu, armia podziemna istniała tylko pod inną nazwą i nie była ona zintegrowana. Nazwy oddziałów były różne; Związek Walki Zbrojnej, Służba Zwycięstwu Polsce - powiedział prof. Józef Szaniawski. Dodał, że ostateczna decyzja była w spisie 14 grudnia 1942 r.- wtedy powstała Armia Krajowa.

Na czele Armii Krajowej stało 4 komendantów głównych; gen. Michał Tadeusz Karaszewicz -Tokarzewski, gen. Stefan "Grot" Rowecki, gen. Tadeusz Bór - Komorowski i gen. Leopold Okulicki, przypomina prof. Józef Szaniawski. Dodał, że poza tymi nazwiskami wspomnieć trzeba również o rotmistrzu Witoldzie Pileckim- który odegrał ogromną rolę w wywiadzie Armii Krajowej. Kolejną ważną postacią był zastępca komendanta głównego AK szef Kedywu gen. Emil Fieldorf " Nil", czy grupa harcerzy szarych szeregów, którzy dokonali najsłynniejszego zamachu AK na szefa SS i policji niemieckiej Franza Kutscherę, zwraca uwagę prof. Józef Szaniawski.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Syriusz

Dołączył: 03 Paź 2008
Posty: 4235
Wysłany: 29 Luty 2012, 11:44    [Cytuj]

Wywieśmy flagi narodowe.

Zaledwie od dwóch lat 1 marca oficjalnie upamiętniamy bohaterów antykomunistycznego podziemia. Społeczny Komitet Obchodów Narodowego Dnia Żołnierzy Wyklętych apeluje, byśmy oddali hołd tym, którzy nawet wobec przeważających sił represji mieli odwagę bić się o Niepodległą Polskę.

„Wywieśmy narodowe flagi, połóżmy kwiaty i zapalmy znicze, przywołajmy we wspomnieniu i w modlitwie" – piszą organizatorzy obchodów w wydanym ogłoszeniu. Wiem, że początki bywają trudne, że prawdopodobnie apel ten usłyszało niewielu i pewnie nieliczni z nas zadbają, aby balkony, okna i fasady domów udekorować narodowymi barwami. Nie zrażajmy się tym. Tradycja tworzy się latami.

Ten gest, zanim stanie się zwyczajem, zanim wejdzie w krew, potrzebuje pielęgnacji. Ale samo to się nie stanie. To może się udać tylko wtedy, gdy pojawią się odważni, aby być awangardą. W takiej sprawie, jak pamięć o bohaterach, którzy wykazali się niezwykłą odwagą, warto mieć odwagę być wśród pierwszych.

Autor: Jan Pospieszalski, | Źródło: Gazeta Polska Codziennie,
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 01 Kwi 2008
Posty: 15215
Skąd: Polska
Wysłany: 1 Marzec 2012, 14:43   Re: Żółnierze wyklęci [Cytuj]

1 Marca Dzień Żołnierzy Wyklętych - PamiętaMY

W roku 2012 drugi raz obchodzimy Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Kibice Legii zapraszają do czynnego uczestnictwa w uroczystościach organizowanych samodzielnie lub we współpracy z różnymi organizacjami. O godzinie 17:00 przy tablicy-pomniku Żołnierzy Wyklętych na Bemowie, róg ul. Pirenejskiej i Żołnierzy Wyklętych, kibice Legii odpalą znicze, by upamiętnić Bohaterów.

Głównym punktem tego dnia będzie przemarsz z Pl. Na Rozdrożu – zbiórka 19:30, okolice pomnika Romana Dmowskiego – pod mur więzienia na Rakowieckiej, gdzie zakatowano oraz dokonano sądowych zbrodni na wielu żołnierzach antykomunistycznej konspiracji. Demonstrację organizuje Stowarzyszenie Zjednoczony Ursynów, Autonomiczni Nacjonaliści Warszawa oraz kibice warszawskiej Legii, w ramach akcji "O Poległych PamiętaMY". Honorowym patronatem objął ją Związek Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych.

W niedzielę 4 marca fundacja Ave Patria organizuje w kościele Miłosierdzia Bożego w Ożarowie Mazowieckim o godz. 19:00 koncert "Nie dajmy zginąć poległym", poświęcony Żołnierzom Wyklętym. Koncert poprzedzony jest uroczystą mszą świętą w intencji Żołnierzy Wyklętych, która ma się rozpocząć o 18:00. Kościół znajduje się przy ul. Poznańskiej 183 (wielki nowoczesny gmach z wysoką dzwonnicą przy wylotówce na Poznań).

Wszyscy kibice warszawskiej Legii są serdecznie zaproszeni do udziału w wyżej wymienionych uroczystościach.

We wszystkie wspomniane miejsca zabieramy biało-czerwone flagi. Zdajemy sobie sprawę, że nie wszyscy mogą wiedzieć, komu oddajemy hołd w tych dniach. Lata komunistycznej propagandy i zamilczanie tzw. drugiej konspiracji przez elity III RP zrobiły swoje. Niżej podstawowe informacje opatrzone muzyczną ilustracją.

http://legionisci.com/new...paign=kanal+RSS
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
robroy
robroy

Dołączył: 15 Sty 2012
Posty: 160
Skąd: Wrocław
Wysłany: 1 Marzec 2012, 18:34    [Cytuj]

Znamienne, że gros owych "żołnierzy wyklętych", to byli żołnierze rezerwy - przed wojną nauczyciele, kupcy, urzędnicy, chłopi, robotnicy. Sama sprawność systemu szkolenia i pozyskiwania rezerw osobowych to jedno, a ideowość rezerwistów to drugie. Patriotyczne postawy, jakimi wykazali się polscy rezerwiści w czasie wojny i okupacji, świadczy o ich wysokim morale, stanowiącym pokłosie wychowania w domu i szkole. Piszę o tym w takim duchu, bo dla cywila ćwiczenia wojskowe w rezerwie to duża uciążliwość; a mimo to potrafili nasi dziadowie powiązać interes ojczyzny z własnym, o co w dzisiejszych czasach jest coraz trudniej.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 01 Kwi 2008
Posty: 15215
Skąd: Polska
Wysłany: 2 Marzec 2012, 00:03    [Cytuj]

http://www.zolnierzewykleci.pl/

Strona poświęcona Żołnierzom Wyklętym.

„Nie dajmy zginąć poległym…” – 1 marca Narodowym Dniem Pamięci Żołnierzy Wyklętych!
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
longinus9


Wiek: 59
Dołączył: 19 Lut 2009
Posty: 2162
Skąd: Łódź
Wysłany: 18 Maj 2012, 07:27    [Cytuj]

Mieliśmy zablokować "gardziel"

Z płk. Edmundem Brzozowskim, żołnierzem 1. Batalionu 1. Brygady Strzelców Karpackich, uczestnikiem walk o Monte Cassino, rozmawia Mariusz Bober

Wraz z innymi polskimi żołnierzami 3. Dywizji Strzelców Karpackich wziął Pan udział w bitwie pod Monte Cassino. Jakie koleje losu rzuciły Pana z Polski do dalekich Włoch?
- Trafiłem tam wraz z armią gen. Władysława Andersa, z którą wyszedłem ze Związku Sowieckiego w 1941 roku. Dzięki polskiej armii i amnestii ogłoszonej na mocy porozumień Sikorski - Majski zostałem wcześniej wypuszczony z łagru w rejonie Workuty, gdzie odsiadywałem karę 5 lat obozu jako "wrogi element narodowy". Ewakuując się ze Związku Sowieckiego, wraz z armią gen. Andersa przez Persję i Palestynę dotarliśmy do Egiptu. Tam zostaliśmy włączeni do tworzonej 3. Dywizji Strzelców Karpackich, która później weszła w skład 2. Korpusu Polskiego. Następnie po trwających prawie rok ćwiczeniach w Iraku w grudniu 1943 r. zostaliśmy skierowani do Włoch. Takie bowiem były ostateczne ustalenia aliantów o otwarciu tam frontu, choć wcześniej planowano uderzenie na Grecję, na czym nam, Polakom, zależało. Amerykanie jednak nie zgodzili się na to, bo nie chcieli wchodzić w drogę Sowietom.

Wiedział Pan i pozostali polscy żołnierze o ogromnej liczbie ofiar po stronie aliantów dotychczasowych szturmów na Monte Cassino?
- Oczywiście, że wiedzieliśmy, jakie były wyniki szturmów Brytyjczyków czy Amerykanów. Ale prawdę mówiąc, nie zastanawialiśmy się tak bardzo nad tym. Dla nas najgorszy był czas oczekiwania na rozpoczęcie ataku. Poprzedzony był on bardzo silnym i długim ostrzałem artylerii. Nic wtedy nie można było zrobić i różne myśli przychodziły do głowy. Ale gdy padł już rozkaz ataku, wszystko mijało i po prostu stawaliśmy do walki. Nie zwracaliśmy nawet uwagi na świst przelatujących nad głową pocisków i kul. Tak naprawdę Monte Cassino to jest pasmo wzgórz. Główne pozycje niemieckie znajdowały się w rejonie klasztoru oraz na sąsiednich wzniesieniach.

Brał Pan udział w pierwszym polskim ataku 12 maja?
- Tak. 1. Batalion, a dokładnie mój 3. pluton 3. kompanii, miał za zadanie zdobyć tzw. gardziel, czyli zwężenie między dwoma wzgórzami. Pośrodku znajdowała się wąska droga do farmy Massa Albanetta, przy której biegła droga do Rzymu. Walka toczyła się właśnie o otwarcie drogi do stolicy Włoch. To była pierwsza faza natarcia. Obok, na wzgórzach nr 593 i 569, walki prowadził 3. Batalion 3. DSK. Polacy kilkakrotnie zdobywali te wzgórza i wycofywali się stamtąd pod naporem Niemców. 3. Batalion został w tych walkach zdziesiątkowany i musiał się wycofać. Mojemu plutonowi udało się opanować "gardziel", ale tylko częściowo. W tym czasie nie mogliśmy bowiem całkowicie wyprzeć Niemców z umocnień znajdujących się na wzniesieniu naprzeciwko naszego stanowiska. Mieliśmy ostrzelać ich, by zapewnić osłonę dla naszego czołgu, który miał tamtędy przejechać, by ominąć wzgórze i ostrzelać niemieckie stanowiska na farmie Massa Albanetta. Ale wszystko potoczyło się trochę inaczej. Zajęliśmy nasze pozycje jeszcze nocą, gdy wszystko wygląda inaczej niż za dnia. Poza tym nawet o świcie na tym terenie widoczność była bardzo ograniczona z powodu dymów wywołanych ostrzałem. Dlatego najpierw usłyszeliśmy nadjeżdżający czołg, dopiero po pewnym czasie wyłonił się z mgły. Gdy zbliżył się na wysokość naszego stanowiska, nagle zgasł mu silnik. Zatrzymał się. W tym momencie zauważyliśmy płomienie wydobywające się od spodu. Po chwili rozległy się jęki. Nagle otworzyła się klapa czołgu i z otworu wyskoczył palący się czołgista. Upadł na ziemię i zaczął się tarzać. W końcu udało mu się ugasić ogień na swoim ubraniu i wycofać się. Później dowiedziałem się, że trafił do szpitala, ale wkrótce potem zmarł na skutek odniesionych poparzeń. Zaraz po nim wyskoczył z czołgu drugi żołnierz, ale ten już palił się całkowicie. Po chwili z niemieckiego stanowiska padła seria z karabinu. Zginął na miejscu. Wszystko działo się na naszych oczach, a my nic nie mogliśmy zrobić. Po drugiej stronie na stanowiskach byli przecież Niemcy. Po chwili z czołgu odpalił karabin maszynowy, a zaraz potem samoczynnie odpaliło działo. Zaraz potem eksplodował cały czołg. Jego wieżyczka została zerwana i spadła niedaleko pojazdu.

Dlaczego czołg się zapalił? Wjechał na minę?
- Do dziś nie ma pewności co do tego, jak to się stało. Być może jeszcze zanim czołg wynurzył się z mgły, jakiś Niemiec rzucił na niego butelkę z benzyną. Ale to mało prawdopodobne, bo czołg zaczął palić się od spodu. Znajomi czołgiści, z którymi później rozmawiałem, przypuszczali, że mógł wjechać na wiązkę min, o czym świadczyłoby to, że miał dziurę od spodu, z wgięciami do wewnątrz. My jednak wcześniej nie słyszeliśmy żadnej eksplozji.

Ale to nie był koniec udziału Pana plutonu w bitwie o Monte Cassino?
- Nie. Ale po wybuchu czołgu zmieniła się sytuacja, a my nie wiedzieliśmy, co robić. Łączność została zerwana, a nie przychodziły nowe rozkazy. Dowódca mojego plutonu i mój kolega ppor. Mieczysław Grażyński zaproponował w końcu, że pójdziemy razem poszukać dowódcy kompanii. Znaleźliśmy go po pewnym czasie. Okazało się, że już pierwszego dnia natarcia pozostałe polskie oddziały wycofały się na pozycje wyjściowe. Jednak z powodu zerwania łączności rozkaz nie dotarł do dowódcy naszej kompanii. Wróciliśmy na nasze pozycje i zaczęliśmy wycofywać się na pozycję wyjściową, czyli na szczyt wzgórza. Ale wtedy Niemcy z naprzeciwka zaczęli nas ostrzeliwać. Uciekając "zygzakiem", szczęśliwie udało nam się wycofać, z wyjątkiem zastępcy dowódcy kompanii por. Wagnera, który przyszedł osobiście dostarczyć nam rozkaz wycofania się, choć nie musiał tego robić. Został raniony w brzuch odłamkiem i na drugi dzień zmarł.

Drugi szturm był łatwiejszy? Podczas pierwszego udało się w większości rozpoznać pozycje niemieckie?
- Naturalnie, on bardzo pomógł podczas przeprowadzania drugiej fazy natarcia. Zresztą Niemcy również ponieśli duże straty. Poza tym związanie podczas tych szturmów dużych sił niemieckich przez nasze oddziały ułatwiło też zadanie siłom brytyjskim atakującym Niemców z drugiej strony wzgórza. Polskie jednostki skupiły bowiem na sobie ogromny ogień artylerii niemieckiej. 16 i 17 maja 2. Brygada powtórzyła manewr, obsadzając "gardziel", w którą znowu skierowano czołgi. Po pewnym czasie również wycofali się właściwie na pozycje wyjściowe. Następnego dnia moja kompania miała przeprowadzić natarcie na wzgórze klasztorne. Zanim jednak zajęliśmy pozycje, przybiegł do nas goniec z 12. Pułku Ułanów, przekazując wiadomość o wycofaniu Niemców z klasztoru.

Pana pluton wkroczył do jego ruin?
- Nie. Otrzymaliśmy zadanie wraz z innymi oddziałami zbierania zabitych żołnierzy z pola walki. W sumie zebrano ok. 1000 samych tylko ciał żołnierzy niemieckich. Zbieranie ciał było wtedy bardzo trudnym zadaniem, także dlatego, że wzgórze wciąż było zaminowane. Jeszcze wiele lat po wojnie zdarzały się tam przypadkowe eksplozje, gdy ktoś zapuścił się poza wyznaczoną trasę.

Ale nie był to zapewne koniec Pana udziału w tzw. kampanii włoskiej?
- Nie. Po zakończeniu walk w rejonie Monte Cassino i krótkim odpoczynku 2. Korpus został skierowany do działań wzdłuż wybrzeża Morza Adriatyckiego aż do Bolonii. Wziąłem udział jeszcze w walkach od Pesaro aż do Apeninów Emiliańskich. W grudniu 1944 r. zostałem przeniesiony do Centrum Wyszkolenia 3. DSK, gdzie pełniłem funkcję zastępcy dowódcy kompanii.

Co było najtrudniejsze dla szturmujących Monte Cassino żołnierzy?
- Chyba brak łączności. Było to odczuwalne zwłaszcza podczas akcji nocnych, gdy ciężko było zapewnić sobie orientację w tym trudnym terenie górskim.

Politycznie chyba jednak polskim przywódcom nie udało się wystarczająco wykorzystać tego zwycięstwa dla sprawy polskiej?
- To prawda. Zresztą nie udało się też należycie wykorzystać w tym celu całego udziału polskich sił zbrojnych walczących na Zachodzie. Nie udało nam się bowiem wrócić do Polski. Zresztą już walcząc pod Monte Cassino, mieliśmy świadomość, że nie będziemy mieli po co wracać... Rozumieliśmy, że prezydent USA Franklin D. Roosevelt robi ogromne ustępstwa na rzecz Rosjan. Walczyliśmy jednak, by pokonać Niemcy. Mimo to, gdy alianci cieszyli się później z zakończenia wojny, my płakaliśmy, bo rozumieliśmy, że to Sowieci kontrolują Polskę.

Dziękuję za rozmowę.

NASZ DZIENNIK 2012-05-18

Wierni, oddani, niezłomni.. mimo zdrady sojuszników.. żołnierze z pod Monte Cassino.. Polscy żołnierze..
_________________
Bo ciernie deptać słodziej - i z ochotą
na dzid iść kły,
Niż błoto deptać, ile z łez to błoto,
A z westchnień mgły...

Paryż 1849 C.K.Norwid
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Syriusz

Dołączył: 03 Paź 2008
Posty: 4235
Wysłany: 18 Październik 2012, 18:33    [Cytuj]

Rzeź w Nalibokach – 8 maja 1943 roku.

Historiografia sowiecka i białoruska od zawsze lansowała tezę, że za konflikt między Armią Krajową a partyzantką sowiecką odpowiedzialna była strona polska, która na Nowogródczyźnie działała zgodnie z „teorią dwóch wrogów”, wymyśloną przez dowództwo AK na tamtejszym terenie. Niestety „teoria dwóch wrogów” nie była niczyim wymysłem, ale wyjątkowo brutalną rzeczywistością, z którą musieli zmagać się nie tylko żołnierze AK, lecz także polscy mieszkańcy kresowych wiosek.

W Nowogródzkiem

W pierwszym okresie okupacji niemieckiej na Nowogródczyźnie nie było zorganizowanej partyzantki sowieckiej. Dopiero w lecie i jesienią 1941 roku pojawiły się jej zaczątki, w większości złożone z żołnierzy rozbitej przez Niemców Armii Czerwonej. Grupy te, przez swoje bandyckie zachowania, nie miały wsparcia miejscowej ludności, przez co bazowały głównie w rejonach leśnych, a ich niewielki skład powodował, że bardziej myślano o przetrwaniu niż działalności bojowej. Wiosną 1942 r., na skutek działań władz niemieckich, powstały pierwsze oddziały partyzantki sowieckiej, które rozpoczęły działalność zbrojną w kilku powiatach. Początkowo skład osobowy tych grup nie przekraczał kilkuset osób, jednak już w drugiej połowie 1942 r. liczba ich wzrosła do ok. 2600 ludzi. W latach 1942-1943 oddziały te zostały zasilone również przez znaczną liczbę Żydów, chroniących się przed zagładą w lasach Nowogródczyzny.

Wartość bojowa oddziałów sowieckich w początkowym okresie była niewielka. Zdarzało się, że bolszewicy uciekali nawet przed niewielkimi oddziałami policji, a większość operacji zbrojnych przeprowadzono przeciwko formacjom pomocniczym i partyzantce AK. Sowieci dążyli do podporządkowania sobie, lub wręcz zlikwidowania, nielicznych jeszcze polskich oddziałów partyzanckich, a akcje przeciwko Polakom były często połączone z represjami w stosunku do ludności cywilnej, na którą przede wszystkim spadł ciężar aprowizacji coraz większych i brutalniejszych oddziałów czerwonej partyzantki. Początkowo źródłem zaopatrzenia były nie tylko gospodarstwa chłopskie, ale i majątki ziemskie, które jednak dość szybko wyniszczono, co spowodowało, że wyżywieniem oddziałów sowieckich został obciążony wyłącznie miejscowy rolnik. Bardzo często w żywność i odzież Sowieci zaopatrywali się w drodze rabunku, a takim „operacjom gospodarczym” nierzadko towarzyszyły pijaństwo, gwałty i zabójstwa.

W kwietniu 1943 roku w Niecieczy spalono dwór i gospodarstwo Domańskich, mordując przy tym żołnierza AK Aleksandrę Wodziczko „Olę”, a kilka dni później w tej samej wsi sowieci spalili żywcem panią Tarasiewicz „Helenę” z dziećmi. W Dzitrykach zabito Franciszka Czarnela „Gajowego” i Jana Krzywca z dziećmi. W nocy z 30 kwietnia w Worończy w szczególnie bestialski sposób zamordowano czteroosobową rodzinę ziemiańską Czarnowskich, w tym ciężarną Jadwigę Czarnowską, a ich zwłoki spalono we dworze. W maju z rąk bolszewików zginęli AK-owcy: Jan Danejko z folwarku Korosno i bracia Haraburdowie z chutoru Trosiejki. Na pytania miejscowych ludzi, dlaczego to robią, Sowieci odpowiadali: „Mamy rozkaz niszczyć polskich „pamieszczyków”.

Do największej tragedii na Nowogródczyźnie doszło jednak w Nalibokach, pow. Stołpce, gdzie nad ranem 8 maja 1943 roku partyzanci sowieccy z oddziałów stacjonujących w Puszczy Nalibockiej zamordowali 128 mieszkańców tej miejscowości. Jeden z dowódców nalibockiej „samoobrony” Eugeniusz Klimowicz wspominał, że w kwietniu 1943 roku doszło do spotkania przedstawicieli tej samoobrony z Sowietami proponującymi wcielenie jej członków do własnych oddziałów partyzanckich. Polacy zdecydowanie odmówili, dlatego też masakrę w Nalibokach można traktować jako działanie wyraźnie skierowane na rozbicie miejscowych struktur AK. Jak podawał w swoich pamiętnikach por. Adolf Pilch „Góra”, dowódca Zgrupowania Stołpecko-Nalibockiego AK, jednym z powodów pacyfikacji mógł być również fakt, że „za pierwszego sowieta” mieszkańcy Naliboków silnie sprzeciwiali się kolektywizacji, co mieli zapamiętać enkawudziści i politrucy, którzy w 1943 roku zajmowali już eksponowane stanowiska w partyzantce sowieckiej. Atak przeprowadziły Brygady im.: Stalina, Suworowa, Dzierżyńskiego i „Bolszewik”. Według relacji niektórych ocalałych mieszkańców Naliboków (złożonych w śledztwie IPN), w sowieckim oddziale dużą część stanowili Żydzi, w tym członkowie oddziału Tewje Bielskiego, jednak świadkowie nie wskazali na jakich przesłankach opierają swoje twierdzenia.

Sąsiedzi

Do pogrążonych we śnie Naliboków wdarło się około ok. 150 sowieckich partyzantów. Wacław Nowicki, który 8 maja 1943 roku miał 18 lat, do dziś pamięta tamtą tragedię. O świcie Nowiccy, którzy mieszkali na obrzeżach miasteczka, zobaczyli przez okno pierwsze płomienie i usłyszeli gęstą kanonadę... - Była 4.30, może 5 w nocy. Obudził mnie potężny huk. Długa seria z karabinu maszynowego poszła po chałupie. Kule przebiły na wylot belki i przeleciały nad naszymi łóżkami. Pocisk utkwił w ścianie, kilka centymetrów nad moją głową. Usłyszałem wrzaski. Zabarykadowaliśmy się w domu, ale napastnicy pobiegli dalej, w stronę centrum Naliboków. To nas uratowało -.

Inni ocaleli mieszkańcy Naliboków również nie mogą wymazać tego koszmaru z pamięci. 15-letni wówczas Bolesław Chmara wspominał:
- Wywołali mojego starszego o trzy lata brata na ganek. Wyszedł. Wśród nich była kobieta. Podniosła karabin i trafiła go prosto w pierś. To była rozrywająca kula dum-dum. Wyrwało mu całe ramię. Ona wzruszyła ramionami, odwróciła się na pięcie i poszli dalej. Zrabowali, co się dało, a chałupę puścili z dymem.
- Szli przed siebie, wpadali do chałup. Każdego, kogo napotkali na swojej drodze, zabijali z zimną krwią. Dla nikogo nie było litości - opowiadał inny świadek wydarzeń Wacław Chilicki.

W Nalibokach zamordowano głównie mężczyzn i nastolatków, ale także 10-letnie dziecko i kilka kobiet, z których jedna zginęła, broniąc trzech synów. W kilku przypadkach zabito po 7-8 członków jednej rodziny. Wielu ludzi zamordowano w łóżkach, pozostałych wyprowadzano na podwórza i rozstrzeliwano po kilkunastu, w zbiorowych egzekucjach. Od pocisków zapalających zajęło się kilka chałup, spłonęły także wieża kościelna, poczta i remiza. Zrabowano dużą ilość żywności, koni i bydła.

- To, co zobaczyliśmy, gdy odeszli partyzanci, przechodziło ludzkie pojęcie. Wypalone budynki. Stosy trupów. Głównie rany postrzałowe, porozbijane głowy, wytrzeszczone w przerażeniu, martwe oczy. Wśród zabitych dojrzałem szkolnego kolegę. Dla młodego chłopaka, jakim wówczas byłem, to był prawdziwy szok. Nie zapomnę tego widoku do końca życia. […] To Żydzi, którzy przed wojną mieszkali wśród nas, brylowali wśród napastników. Doskonale wiedzieli, kto, gdzie mieszka, kto jest kim - wspominał Wacław Nowicki.

Mieszkańców Naliboków, którym udało się przeżyć sowiecką pacyfikację, wkrótce dotknęła kolejna tragedia. 6 sierpnia 1943 roku do miasteczka wkroczyły niemieckie oddziały prowadzące w Puszczy Nalibockiej operację przeciwpartyzancką pod kryptonimem „Hermann”. Ludność została wymordowana lub wywieziona na roboty do Rzeszy, a wszystkie ocalałe po pierwszej pacyfikacji zabudowania spalono i zrównano z ziemią.

Grzegorz Makus
historyk, twórca strony internetowej „Żołnierze Wyklęci – Zapomniani Bohaterowie”

Autor: Grzegorz Makus, | Źródło: podziemiezbrojne.blox.pl,
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Syriusz

Dołączył: 03 Paź 2008
Posty: 4235
Wysłany: 2 Kwiecień 2013, 20:32    [Cytuj]

Wyklęci zmartwychwstają.

Żołnierze Niezłomni są dziś wydobywani z dołów śmierci na Łączce, przywracani polskiej pamięci. Z przestrzeloną potylicą, w mundurach Wehrmachtu, ale do końca wierni wolnej Polsce i idei Chrystusowej. Szatański plan Sowietów, aby ich pohańbić i skazać na zapomnienie, się nie powiódł.

„My chcemy Polski suwerennej, Polski chrześcijańskiej, Polski – polskiej! […] Tak jak walczyliśmy w lasach Wileńszczyzny czy na gruzach kochanej stolicy – Warszawy – z Niemcami, by świętej Ojczyźnie zerwać pęta niewoli, tak dziś do ostatniego legniemy, by wyrzucić precz z naszej Ojczyzny Sowietów. Święcie będziemy stać na straży wolności i suwerenności Polski i nie wyjdziemy dotąd z lasu, dopóki choć jeden Sowiet będzie deptał Polską Ziemię" – tak cel powojennej walki przedstawiał kpt. Władysław Łukasiuk „Młot", dowódca 6. Brygady Wileńskiej AK, legenda Podlasia.

A komendant IV Zarządu Głównego Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość" płk Łukasz Ciepliński w grypsie z celi śmierci napisał: „Zrobili ze mnie zbrodniarza. Prawda jednak wkrótce zwycięży. Nad światem zapanuje idea Chrystusowa, Polska niepodległość – a człowiek pohańbioną godność ludzką – odzyska".

Ciepliński miał rację. Nie tylko angażując się w II konspirację niepodległościową. Przewidział, że prawda i idea Chrystusowa w końcu zwyciężą. Bo w III RP Żołnierze Wyklęci, którzy do końca pozostali niezłomni, wracają do świadomości Polaków. Podziemna Armia powraca – jak śpiewali miesiąc temu, na trzecią rocznicę Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych Leszek Czajkowski, Paweł Piekarczyk i Jerzy Zelnik. Niezłomni zmartwychwstają.

„By sumą kar wszystkich – mnie tylko karano"

Nie tylko w grypsie komendanta WiN-u kluczowe jest przesłanie o zmartwychwstaniu Polski i jej wiernych żołnierzy. Tak samo brzmiały ostatnie słowa innych bohaterów Niepodległej, skazanych przez Sowietów i ich polskich kolaborantów. Słowa przekazywane rodzinom czy współwięźniom mówiły, że umierają za wolną Polskę i za wiarę w Boga. W jednej z homilii ksiądz prałat Józef Maj z kościoła św. Katarzyny na warszawskim Służewiu, wokół którego komuna też wykopała zbiorowe doły śmierci dla ofiar swojego reżimu, mówił: – Ich niezłomność bardzo często była podyktowana nie tylko walką o niepodległość, ale także wiarą w Boga i wiernością Jego prawom.

„Dlatego więc piszę niniejszą petycję. By sumą kar wszystkich – mnie tylko karano. Bo choćby mi przyszło postradać me życie. Tak wolę – niż żyć wciąż, a w sercu mieć ranę" – pisał w wierszu „Dla Pana Pułkownika Różańskiego" bohater KL Auschwitz rotmistrz Witold Pilecki (Mokotów, 14 maja 1947 r.).

Rotmistrz Pilecki, maltretowany na Rakowieckiej, do końca pozostał wierny triadzie: Bóg, Honor, Ojczyzna. Za te ideały oddał życie 25 maja 1948 r., zamordowany sowieckim strzałem w tył głowy przez kata Mokotowa ubeka Piotra Śmietańskiego. Mój Ojciec – bliski współpracownik i kurier Witolda do gen. Andersa – nieprzypadkowo nazywał swojego dowódcę „świętym polskiego patriotyzmu", bo Rotmistrza, jako jednego z nielicznych męczenników za wolną Polskę spotkał „przywilej" ostatniego namaszczenia. W jego egzekucji w oddzielnie stojącym bunkrze, tzw. kartoflarni, brał udział ks. Wincenty Martusiewicz.

W Gdańsku ostatnim chwilom 17-letniej Danuty Siedzikówny z 5. Brygady Wileńskiej AK towarzyszył ks. Marian Prusak, ściągnięty przez ubeków z kościoła w Rumi. Dziś sanitariuszka „Inka" jest bohaterką młodzieży. Ona też, zmartwychwstając, zwyciężyła.

„Obróci się wam na zgubę"

Komuniści tak samo traktowali mężczyzn, kobiety, patriotyczną młodzież, księży. Płk Julia Brystygier, szefowa Departamentu V Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego do walki z Kościołem, szczególny sadyzm wykazywała wobec młodych więźniów – biła ich pejczem po genitaliach i miażdżyła je, przycinając szufladą. Ordynariusza kieleckiego bp. Czesława Kaczmarka ubecy doprowadzili w śledztwie do stanu przedagonalnego.

O innym księdzu – Józefie Fudalim, katechecie z podkrakowskich Liszek, aresztowanym w sprawie „szpiegowskiej działalności" kurii krakowskiej – 20 listopada 1952 r. „agent celny" (ubecki kapuś w celi) donosił: „Na celi dyskutuje bardzo dużo na tematy religijne. Udowadnia dogmaty religijne i rozstrzyga różne kwestie społeczne [...]. Prócz tego organizuje zbiorową modlitwę na celi". Ks. Fudalego Wojskowy Sąd Rejonowy w Krakowie skazał na 13 lat więzienia.

I jeszcze ks. Władysław Gurgacz, ps. Ojciec, Sem, jezuita, kapelan partyzantów z Nowosądecczyzny. Przed sądem 13 sierpnia 1949 r. mówił: „Na śmierć pójdę chętnie. Cóż to jest zresztą śmierć […]. Wierzę, że każda kropla krwi niewinnie przelanej zrodzi tysiące przeciwników i obróci się wam na zgubę". Dziś okazuje się, że ks. Gurgacz miał rację.

Zniszczyć fizycznie i moralnie

Niezłomni zmartwychwstają przede wszystkim na warszawskiej Łączce. W tym świętym dla polskiego patriotyzmu miejscu IPN ekshumował szczątki ponad stu żołnierzy niepodległościowego podziemia i antykomunistycznych działaczy politycznych. Siedmiu bohaterów zidentyfikowano. Kierujący pracami dr hab. Krzysztof Szwagrzyk mówi, że są kolejni zidentyfikowani, ale najpierw dowiedzą się o tym rodziny, a dopiero potem ogłosi to oficjalnie. I choć dodaje już otwarcie, że niestety nie wszystkich uda się odnaleźć, nie ulega wątpliwości, że Niezłomni zmartwychwstają. Bo przecież oni mieli zniknąć na zawsze. Zrzucani potajemnie przez stalinowskie bestie do bezimiennych dołów, posypywani wapnem. Rodziny często w ogóle nie wiedziały o ich śmierci. Naczelnik więzienia mokotowskiego Alojzy Grabicki powiedział żonie jednego ze skazanych: „Po takich zbrodniarzach ziemia musi być zrównana".
W tych słowach wybrzmiewa cel komunistycznych oprawców – zaorać pamięć o prawdziwej Polsce i jej najlepszych synach. Elicie II RP, polskim wojsku. Bo najpierw Niezłomnych – groźnych wrogów politycznych – mordowano, a potem przez cały PRL niszczono pamięć o nich.

Niszczono ich bliskich – żony, dzieci, odbierając im możliwość nauki i pracy. Wmawiając sąsiadom, że to rodziny bandytów. „Zadaniem naszym jest nie tylko zniszczyć was fizycznie, ale my musimy zniszczyć was moralnie w oczach społeczeństwa" – mówił mjr UB Wiktor Herer w 1948 r. do jednego z katowanych Polaków.

Muzeum na Rakowieckiej

Skandaliczne jest to, że IPN-owi pozwolono na badanie Łączki dopiero po 22 latach okrągłostołowej Polski. Niektórzy bohaterowie doczekali w III RP pośmiertnej rehabilitacji, ale cały czas nie mają grobów. Bliscy nie mogą zapalić im lampki, pomodlić się na ich mogiłach. A gdyby ekshumacje w kwaterze „Ł" zaczęły się zaraz po „ustrojowej transformacji", prawdopodobnie udałoby się wykopać wszystkie leżące tam ofiary terroru komunistycznego. Kilka lat temu, zaraz obok warszawskich Powązek Wojskowych, powstała trasa szybkiego ruchu. I teraz uwaga!!! – pierwszy raz dzielę się z Państwem tą informacją – budujący trasę robotnicy mieli wykopać masę ludzkich kości. Bo teren Łączki w latach 50. był rozległy i sięgał poza granice dzisiejszej nekropolii. Co robotnicy zrobili ze szczątkami – nie wiadomo. Od wysoko postawionych osób dostali zakaz mówienia o tym, co znaleźli. Bo komuniści i ich spadkobiercy do dziś boją się grobów żołnierzy Niepodległej i robią wszystko, aby odkopywaną prawdę zablokować. To strach przed pamięcią o tych, których świadomie, z premedytacją eliminowali. Strach przed manifestacjami patriotycznymi, które – mam nadzieję – będą towarzyszyły pochówkowi każdego zidentyfikowanego żołnierza podziemnej armii. Strach przed odkryciem nazwisk oprawców – śledczych, sędziów, prokuratorów, którzy często spoczywają obok. Spoczywają w chwale budowniczych PRL-u, a także – o zgrozo – III Rzeczypospolitej.

W końcu strach przed uświęceniem Łączki jako Panteonu Żołnierzy Wyklętych-Niezłomnych. Uświęcenia również aresztu przy ul. Rakowieckiej, w którym przed zrzuceniem do dołów śmierci ginęli polscy niepodległościowcy. Tu jest najlepsze miejsce dla Muzeum Komunizmu – nie w części wciąż czynnego więzienia – jak tego propagandowo chce prezydent Komorowski – ale na całym terenie byłej komunistycznej katowni. Krzyczą o to mury, cele, niszczejące podziemne piwnice i miejsca straceń. Bo te miejsca przypominają o założycielskim planie komunistów – zniszczeniu polskości. I tymi korytarzami, po Pawilonie X, ubeckim Pałacu Cudów, w którym przesłuchiwał Różański, Humer, Chimczak, Leszkowicz, karcerach, spacerniakach trzeba oprowadzać szkolne wycieczki. Bo ten obraz pozwala zrozumieć bezmiar sowieckiego zła.

Niech się Pani pomodli

„Niech się Pani pomodli, dzisiaj w mojej intencji, bo wyprawa mnie czeka, niebezpieczna i zła. Może Pani modlitwa, będzie dla mnie skuteczną i uchroni od złego, tego co prosi tak" – to piosenka śpiewana w oddziałach mjr. Hieronima Dekutowskiego „Zapory" na Lubelszczyźnie. Piosenka ludzi bez domu, których masowo wspierała miejscowa ludność, dając im schronienie i nadzieję. „Niech się Pani pomodli" – śpiewajmy tę piosenkę dziś, prosząc o modlitwę za poległych i pomordowanych żołnierzy Powstania Antykomunistycznego, ostatniego jak dotąd polskiego powstania. Podziemna armia powraca. Żołnierze Niezłomni zmartwychwstają.

Autor jest publicystą, szefem działu Opinie „Super Expressu", autorem książek o zbrodniach komunistycznych: „Bestie", „Bestie 2", „Oprawcy. Zbrodnie bez kary"
Autor: Tadeusz Płużański
Żródło: Gazeta Polska Codziennie
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   

[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group - anime - Mapa Forum Wersja forum PDA/GSM


Wymiana Banerów Stron Chrzescijańskich | Informacje | Wybory |
Polecamy:informacje ktorych potrzebujesz Fundacja Skierniewice i Szkola Skierniewice
Korzystanie z forum oznacza pełną akceptację otrzymywania plików cookies.
Strona wygenerowana w 0,2 sekundy. Zapytań do SQL: 14