ND Forum - Dzień dobry POLSKO! Strona Główna ND Forum - Dzień dobry POLSKO!
Ludzie z sercem i głową

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Niezłomni..
Autor Wiadomość
longinus9


Dołączył: 19 Lut 2009
Posty: 2190
Skąd: Łódź
Wysłany: 23 Grudzień 2011, 06:03   Niezłomni.. [Cytuj]

Maria Trzcińska nie żyje


Wczoraj zmarła sędzia Maria Trzcińska. W latach 1974-1996 prowadziła śledztwo w sprawie niemieckiego obozu koncentracyjnego w Warszawie.

Poświęciła temu wiele lat swojego życia, pracując w Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce w Instytucie Pamięci Narodowej. Wyniki swoich badań przekazała w 1995 r. do niemieckiej prokuratury w Monachium, która prowadziła własne dochodzenie w tej sprawie. Sędzia Trzcińska była również animatorką ruchu na rzecz pomnika dla Polaków wymordowanych w KL Warschau.
- Ogromną zasługą sędzi Marii Trzcińskiej jest skrupulatne udokumentowanie istnienia na terenie Warszawy obozu koncentracyjnego - podkreśla reżyser Alina Czerniakowska. O dużym wkładzie pani sędzi w odkrywanie tragicznych kart naszej historii z uznaniem mówi historyk IPN prof. Jan Żaryn. Podkreśla, że badaczom dziejów Polski będzie się ona kojarzyć przede wszystkim z olbrzymią pracą, jaką wykonała, próbując dotrzeć do prawdy o KL Warschau. - Niewątpliwie będzie zapamiętana z zaangażowania i pasji, dzięki którym wcześniej nieznany, a do dzisiaj nieupamiętniony obóz koncentracyjny, znajdujący się na terenie Warszawy, stał się w sferze naukowej, ale również medialnej, obiektem coraz bardziej rozpoznawalnym - twierdzi prof. Żaryn. Opowiada, że niegdyś jako dyrektor Biura Edukacji Publicznej IPN wraz ze śp. Januszem Kurtyką, prezesem IPN, mieli szczęście poznać Marię Trzcińską i zaproponować jej współpracę w związku z przygotowywaną pracą o KL Warschau. - Nie do końca zgadzaliśmy się z jej wnioskami naukowymi, ale niezależnie od tego, że IPN miał inne zdanie na temat jej ustaleń niż ona sama, to zawsze odnosiliśmy się do nich z pełnym szacunkiem - zaznacza. I dodaje: - Jej pasja w podejmowaniu różnych ważnych tematów powinna służyć nam za przykład.
- Jestem jej ogromnie wdzięczna za to, że dokładnie wytłumaczyła mi, na czym polegała jej praca. Swoje badania prowadziła bardzo fachowo pod względem prawnym i historycznym, a prawdziwość zebranych materiałów została potwierdzona przez prokuraturę w Niemczech. Wydawała też książki i biuletyny na ten temat - opowiada reżyser Alina Czerniakowska. Zwraca również uwagę na to, że to dochodzenie do prawdy niejednokrotnie rodziło konflikty, bo fakt istnienia takiego obozu był i jest niewygodny. - Wielu ludziom nie odpowiadało, że mówiła o tym, iż w Warszawie, w okupowanej stolicy europejskiej, jako w jedynej istniał obóz koncentracyjny, który zakładał zniszczenie serca Polski: miasta i ludzi. I to się dokonywało. Życie w tym obozie straciło około 230 tys. ludzi - podkreśla Czerniakowska.
Senator prof. Ryszard Bender zauważa, że jako Polacy powinniśmy dziękować Bogu za to, że żyła wśród nas osoba, która wykazała się tak wielkim uporem w słusznej sprawie. - Maria Trzcińska, prowadząc swoje badania, docierała do materiałów, które z różnych, pozawarsztatowych względów były przez wielu historyków pomijane i relatywizowane. Jej książka "KL Warschau" była pionierska i dostarczyła ogromnej ilości faktów ze wskazaniem na materiały źródłowe - mówi emerytowany profesor KUL. Podkreśla, że zmarła badaczka wielkiej klasy. - W dzisiejszych czasach nieprędko znajdzie się ktoś, kto będzie miał odwagę ją zastąpić i kontynuować jej pracę - podsumowuje prof. Bender.

Bogusław Rąpała

NASZ DZIENNIK 2011-12-23


CZEŚĆ JEJ PAMIĘCI..
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
longinus9


Dołączył: 19 Lut 2009
Posty: 2190
Skąd: Łódź
Wysłany: 7 Maj 2012, 13:18    [Cytuj]

Przyjdź na marsz dla Pileckiego

Rotmistrz Witold Pilecki to postać dla nas ważna - podkreślają organizatorzy II Toruńskiego Marszu Witolda Pileckiego, który odbędzie się 13 maja. Zapraszają wszystkich chętnych do upamiętnienia postaci bohatera.

"Marsz rotmistrza Pileckiego to inicjatywa mająca na celu upamiętnienie postaci dla nas ważnej, bo odważnej!" - przekonują organizatorzy II Marszu, zapraszając do uczestnictwa w nim. Przypominają, że Pilecki jest uznawany za jedną z sześciu najodważniejszych postaci ruchu oporu podczas II wojny światowej. Postawa rotmistrza jest wzorem dla współczesnych Polaków, którzy z odwagą powinni bronić wartości. "W świecie, w którym ODWAGA stała się archaizmem, a jej imitacje rodzą bezczelnych cwaniaków albo bezpardonowych pozorantów, my chcemy na nowo nauczyć się ODWAGI, tj. umiejętności stanięcia w obronie wartości, nawet kosztem własnego imienia, interesu lub powodzenia - to bycie mocnym, silniejszym nawet od siebie samego" - stwierdzają organizatorzy.
"Rotmistrz Pilecki to dla nas polskie "Waleczne Serce" i takim chcielibyśmy, aby był też dla Ciebie. Nie daj sobie jednak wmówić interpretacji, zapamiętaj nazwisko PILECKIEGO i sam poszperaj w źródłach! Zawalcz ODWAŻNIE o prawdziwe inspiracje dla swego życia" - dodają.
- Rok temu był to marsz organizowany spontanicznie - mówi nam Karol Wojtasik, jeden z organizatorów. - Natomiast w tym roku od kilku miesięcy spotykamy się, żeby zorganizować ten marsz profesjonalnie, będzie wojsko, kompania honorowa, zostanie oddana salwa - wylicza.
Marsz zostanie poprzedzony Mszą św. w kościele św. Jakuba o godz. 15.00, na którą zostali zaproszeni hierarchowie kościelni z Torunia i przedstawiciele lokalnego duchowieństwa. Natomiast właściwy marsz rozpocznie się o godz. 16.00 na Rynku Nowomiejskim. Jego uczestnicy przejdą pod pomnik Ofiar Stalinizmu.
- Rotmistrz Pilecki był ofiarą tego systemu, pod obeliskiem będzie odczytany Apel Poległych specjalnie napisany na tę okazję przez panią Marię Mazurkiewicz, a "Przesłanie Pana Cogito" będzie wyrecytowane przez aktora Jarosława Felczykowskiego - informuje Wojtasik.

NASZ DZIENNIK 2012-05-07

Rotmistrz Pilecki to Przewodnik do wolności..
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
longinus9


Dołączył: 19 Lut 2009
Posty: 2190
Skąd: Łódź
Wysłany: 23 Sierpień 2012, 07:31    [Cytuj]

Pułkownik "Kotwicz" - kresowy diament

Piotr Szubarczyk Oddziałowe Biuro Edukacji Publicznej IPN w Gdańsku

Partyzanci ze Zgrupowania Stołpecko-Nalibockiego AK do znanego hymnu-suplikacji z czasów okupacji - "O Panie, któryś jest na niebie" - dopisali ostatnią zwrotkę: "W poszumie drzew, o Twórco, Panie, błogosław nasz żołnierski trud. Cokolwiek stało się lub stanie, nie damy Kresów - to nasz ślub"...
Ten ślub wypełnił do końca i bezwarunkowo legendarny oficer dyplomowany Wojska Polskiego i Armii Krajowej, cichociemny - ppłk Maciej Kalenkiewicz "Kotwicz". Nawet wtedy, gdy do obsługi broni pozostała mu już tylko jedna ręka... Żołnierze "Kotwicza" ślubowali w pieśni, że nie dadzą Kresów i pozostali wierni tej przysiędze tak długo, jak długo żyli.


Partyzant Rzeczypospolitej
"Należymy do narodu, którego losem jest strzelać do wroga z brylantów" - powiedział kiedyś prof. Stanisław Pigoń, a jego słowa odnosiły się do śmierci Krzysztofa Kamila Baczyńskiego na stanowisku bojowym, w czwartym dniu Powstania Warszawskiego. Można by, idąc śladem tej metafory, wymienić jeszcze inne młode, poetyckie diamenty, które złożyliśmy hojnie na ołtarzu Ojczyzny: Tadeusza Gajcego, Andrzeja Trzebińskiego, Zdzisława Stroińskiego i wielu innych. Mogli współtworzyć po wojnie polską kulturę, ale moralny nakaz, by "zachować się jak trzeba" (słowa 17-letniej sanitariuszki Danuty Siedzikówny "Inki" po wyroku śmierci), był silniejszy i poszli "w mrok".
Kiedy myślę o takich jak oni, to zawsze rodzi się refleksja, że polskie brylanty tego czasu to nie tylko młodzi, dobrze zapowiadający się poeci. To ci wszyscy, którzy dali się poznać jako ludzie nieprzeciętnie uzdolnieni w różnych dziedzinach życia, wykształceni i dumni ze swej polskości, gotowi jej służyć. I służyli. "Aż do ofiary życia" - jak nakazywała przysięga Armii Krajowej. Do takich polskich brylantów czasu wojny należał oficer, który już za życia był legendą dla swoich podkomendnych i o którym nawet wróg wyrażał się z szacunkiem.
Podpułkownik Maciej Kalenkiewicz (1 lipca 1906 - 21 sierpnia 1944, pseudonim okupacyjny "Kotwicz") urodził się w rodzinie ziemiańskiej Jana Kalenkiewicza, posła na Sejm RP, i Heleny z Zawadzkich. Ukończył Oficerską Szkołę Inżynierii w Warszawie i Wydział Inżynierii Lądowej Politechniki Warszawskiej. Studiował także w Warszawskiej Wyższej Szkole Wojennej. Posiadał najwyższe kwalifikacje wojskowe, choć w chwili wybuchu wojny miał dopiero 33 lata.
We wrześniu 1939 r. kpt. Kalenkiewicz był oficerem sztabowym w Suwalskiej Brygadzie Kawalerii. Pod koniec kampanii dołączył jako ochotnik do rezerwowego 110. Pułku Ułanów ppłk. Jerzego Dąmbrowskiego "Łupaszki" - bohatera samoobrony polskiej w czasach wojny z bolszewikami, po którym później mjr Zygmunt Szendzielarz przyjął pseudonim. Dąmbrowski "Łupaszko" był w roku 1939 pierwszym polskim partyzantem w sowieckiej zonie okupacyjnej. Pierwszym partyzantem w strefie okupacji niemieckiej był jego zastępca, sławny dziś mjr Henryk Dobrzański "Hubal". Kalenkiewicz miał się od kogo uczyć dzielności i wierności Polsce, bez względu na "terminy", w jakich się ona znajdowała. Był zastępcą "Hubala". Przyjął pseudonim "Kotwicz" - od herbu rodowego Kalenkiewiczów.


Żołnierz tułacz
Przedostał się następnie do Francji, gdzie ukończył oficerski kurs saperów. Już wtedy deklarował chęć powrotu do kraju i walki konspiracyjnej. Po upadku Francji trafił z polskim wojskiem na Wyspy. Jako wysokiej klasy wykształcony oficer słał w imieniu grupy młodych dyplomowanych oficerów memoriały do Naczelnego Wodza w sprawie systemu łączności z krajem i działań dywersyjnych na okupowanym terytorium Polski. Uważał, że szkolenie w Polskich Siłach Zbrojnych na Zachodzie powinno być ukierunkowane na działania aktywne, zaczepne: lotnicze, desantowe, dywersyjne. Uważa się, że pod wpływem tych memoriałów mogła powstać 1. Samodzielna Brygada Spadochronowa gen. Stanisława Sosabowskiego i rozpoczęto szkolenia późniejszych cichociemnych. "Niestety", za sprawą naszych "aliantów" szkoleni do walki w okupowanej Polsce spadochroniarze gen. Sosabowskiego nigdy do niej nie dotarli - ku rozpaczy ich dowódcy. Polska należała bowiem do sowieckiego "obszaru operacyjnego", czyli do sowieckiego obszaru Europy, sprzedanego przez "aliantów" Stalinowi.


Znowu na polskiej ziemi
27 grudnia 1941 r. jako cichociemny Maciej Kalenkiewicz (wtedy już major) wyleciał nad Polskę i razem z 5 innymi skoczkami wylądował blisko granicy z Generalnym Gubernatorstwem. Niestety, na terenie... Niemiec! Zostali aresztowani przez niemiecką straż graniczną i zaprowadzeni na posterunek. Tam polscy komandosi wykorzystali umiejętności nabyte podczas szkoleń w Anglii. Zlikwidowali załogę posterunku i poszli dalej, na teren Generalnego Gubernatorstwa...
W Warszawie Kalenkiewicz otrzymał przydział do oddziału operacyjnego sztabu ZWZ (późniejszej AK). Wyróżnił się kompetencją i ofiarnością w służbie. Za pracę w konspiracji został odznaczony 19 marca 1942 roku orderem Virtuti Militari. Szkolił oficerów ZWZ-AK w zakresie walk partyzanckich, łączności i dywersji.
We wrześniu 1942 r. mjr Kalenkiewicz opracował plan powszechnego powstania w okupowanej Polsce, przewidywanego w decydującym momencie wojny. To był plan W. Nie była to nowość, ogólnonarodowe powstanie (które w 1944 r. przybrało postać operacji "Burza") było planowane już na jesieni 1939 roku, ale Kalenkiewicz nadał mu konkretny kształt, wynikający z jego kompetencji w zakresie walki dywersyjnej, pozafrontowej.
W sierpniu 1943 r. dowodził akcją AK "Taśma" - atakami skierowanymi przeciwko niemieckim posterunkom na granicy Rzeszy i GG. Miały one znaczenie bardziej propagandowe niż militarne. Trzeba było zademonstrować, że Polska żyje i że nie ma żadnych innych granic niż te z lat 1918-1922.


Na Kresach
W marcu 1944 r. został skierowany do Okręgu Nowogródzkiego AK jako delegat Komendy Głównej. Objął dowództwo Zgrupowania Nadniemeńskiego AK. Dowodził akcjami bojowymi przeciwko Niemcom i "partyzantom" sowieckim, czyli sowieckim bandom dywersyjnym, dowodzonym z Moskwy, przeznaczonym do "czyszczenia" zaplecza. Nie tyle z Niemców, co z polskich oddziałów partyzanckich AK - na terenie okupowanej Rzeczypospolitej Polskiej! Bandy te dokonały wielu zbrodni zarówno na polskich partyzantach, jak i na polskiej ludności cywilnej.
Major Kalenkiewicz był współautorem koncepcji operacji "Ostra Brama", czyli wyzwolenia Wilna od Nie-mców wspólnie z armią sowiecką, a następnie przejęcia inicjatywy - dla podkreślenia, że to obszar Rzeczypospolitej i że Polacy są tu gospodarzami. Niestety, działania te - wobec zdrady przez "aliantów" interesów polskich i uznania sowieckiego zaboru Polski z roku 1939 - nie miały szans powodzenia. Po wyzwoleniu Wilna od Niemców polscy oficerowie i żołnierze byli osaczani przez sowieckie lotnictwo i siły pancerne, kierowani do obozów i punktów przejściowych (obóz w Miednikach Królewskich), skąd wywieziono ich do Kaługi.


"Bezręki Major"
W czerwcu 1944 r. mjr Kalenkiewicz został w walce z Niemcami ciężko ranny, stracił prawą rękę. Mimo to nie wycofał się ze służby! To wtedy, z dnia na dzień, powstała legenda "Bezrękiego Majora", który dawał najpiękniejszy przykład swoim podkomendnym i innym kresowym Polakom. Był zwolennikiem pozostania w konspiracji i demonstrowania polskiej obecności, nawet po podstępnym aresztowaniu przez Sowietów płk. Aleksandra Krzyżanowskiego "Wilka" i innych oficerów wileńskiej i nowogródzkiej AK. Pozostał w Puszczy Rudnickiej ze stuosobowym oddziałem. Przejął też dowództwo Okręgu Nowogródzkiego AK (od 5 sierpnia 1944 r.), choć sytuacja była już wtedy beznadziejna. Skierował się ze swym oddziałem do Puszczy Grodzieńskiej. Korzystając ze swych kontaktów z Londynem, usiłował zainteresować "aliantów" sytuacją na zajmowanych przez armię sowiecką terenach wschodniej Polski. Akcja ta nie miała oczywiście żadnych widoków powodzenia, bowiem "alianci" sami doskonale wiedzieli, co się tu dzieje, ale nie zamierzali interweniować.


Awans i śmierć
18 sierpnia 1944 r. został awansowany do stopnia podpułkownika. Następnego dnia Sowieci rozpoczęli bezwzględną walkę z ostatnimi oddziałami AK w rejonie Puszczy Rudnickiej. Oddział ppłk. Kalenkiewicza został osaczony 21 sierpnia przez przeważające siły wroga w Surkontach, 20 km na północny zachód od Lidy. Siły sowieckie były ośmiokrotnie liczniejsze. Przez większą część dnia Polacy odpierali ataki, zginęło wielu enkawudzistów. Po południu ulegli wrogowi.
Podpułkownik Maciej Kalenkiewicz poległ w walce i został pogrzebany we wspólnej mogile ze swymi podkomendnymi - niedaleko zbiorowej mogiły powstańców styczniowych, których walka była tak samo beznadziejna, ale którzy - tak jak "Kotwicz" i jego żołnierze - byli do końca wierni świętej sprawie.
Po wojnie Sowieci - zgodnie ze swoją "kulturą" - urządzili na ich mogiłach kołchozowe pastwisko. W latach 90. w Surkontach (dziś na terenie Białorusi) Polacy zbudowali cmentarz i złożyli hołd swoim bohaterom. Niech pamięć o panu pułkowniku i jego podkomendnych nigdy nie umiera...

NASZ DZIENNIK 2012-08-23

Służba Polsce.. sumiennie i do końca..
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
AnnaE


Dołączyła: 02 Lut 2007
Posty: 2139
Skąd: Śląsk
Wysłany: 26 Luty 2016, 18:05   Niezłomny [Cytuj]

[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
sonia
sonia

Dołączyła: 07 Gru 2008
Posty: 6384
Skąd: z Polski
Wysłany: 29 Luty 2016, 18:07    [Cytuj]

Dzięki Anno E :)
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Informacje | TV Trwam | Radio Maryja na żywo |
Polecamy:informacje ktorych potrzebujesz Fundacja Skierniewice i Szkola Skierniewice
Korzystanie z forum oznacza pełną akceptację otrzymywania plików cookies.

phpBB by przemo  
Strona wygenerowana w 0,522 sekundy. Zapytań do SQL: 8