ND Forum - Dzień dobry POLSKO! Strona Główna ND Forum - Dzień dobry POLSKO!
Ludzie z sercem i głową

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Świadectwa wiary
Autor Wiadomość
gita


Dołączyła: 21 Sty 2011
Posty: 232
Skąd: Rumia
Wysłany: 14 Czerwiec 2012, 11:23   Świadectwa wiary [Cytuj]

Wielu sportowców nie wstydzi się wiary i Jezusa i pokazują to w różnych okolicznościach.
Świadectwo Roberta Lewandowskiego:
http://www.youtube.com/wa...ayer_embedded#!
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 31 Mar 2008
Posty: 17750
Skąd: Polska
Wysłany: 15 Czerwiec 2012, 12:36   Re: Świadectwa wiary [Cytuj]

gita napisał/a:
Wielu sportowców nie wstydzi się wiary i Jezusa i pokazują to w różnych okolicznościach.
Świadectwo Roberta Lewandowskiego:
http://www.youtube.com/wa...ayer_embedded#!


[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=VmCYF-808Eo&feature=player_embedded#[/youtube]


Czołowy polski napastnik, nadzieja narodowej reprezentacji odważnie przyznaje się do wiary w Boga. "Lewy" mówi o sile jaką daje mu wiara, zarówno na boisku, jak i w życiu codziennym.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
KASIA
Huragan Katrina


Dołączyła: 16 Kwi 2007
Posty: 6624
Skąd: Alaska
Wysłany: 19 Grudzień 2012, 21:54    [Cytuj]

Przyjęła Komunię Świętą z podłogi .

"Podeptać ich Boga!"... Uklękła i z szacunkiem podniosła językiem jedną hostię, spożywając ją...

Przedstawiona straszliwa historia została napisana przez jej świadka, a zarazem uczestnika, którym byt katolicki kapłan-misjonarz w Chinach, jest wstrząsająca, jako zapis szczególnego okrucieństwa. Lecz zachwyca także i buduje nadzwyczajną mocą wiary, której zarazem jest dowodem.

"...Ukląkłem na miejscu udzielania komunii i modliłem się, w oczekiwaniu na kolejne zdarzenia. Za każdym razem, gdy słyszałem jakiś hałas w kościele lub głośny rozkaz na ulicy, liczyłem się z bliską śmiercią. Lecz nic szczególnego nie zdarzyło się tamtego dnia. Nazajutrz przeżyłem niespodziewaną wizytę. "Policja" - pomyślałem sobie i przeszły mnie już ciarki. Nie, był to tylko jeden oficer, władający doskonale chińskim. Udzielił mi następującego pouczenia: "Proszę kontynuować swoje zajęcie". Ofiarowałem mu jedno cygaro. Ukłonił się i wyszedł. Kolejne dni również nie przyniosły niczego specjalnego. Żołnierze odnosili się do mnie z rezerwą i z ciekawością patrzyli, kiedy chodziłem po ulicy.

Miesiące mijały, a ja zacząłem przyzwyczajać się do komunistycznego reżimu. Lecz nie potrwało to długo... Pewnego letniego popołudnia, do szkoły przyszedł inspektor w towarzystwie czterech żołnierzy. Weszli do sali bez pukania. Czasy zmieniły się dla Chin - orzekł głośno inspektor - i wszystkie te pobożne przedmioty trafią zaraz do pieca. Jazda, do roboty dzieciaki... Po chwili, wraz z żołnierzami, zaczął zdzierać ze ścian obrazy, krzyż i figurki, kładąc je na ławkach. Następnie, rozkazał dzieciom włożyć to wszystko do kartonów i wynieść do ubikacji. Przerażone dzieci nie ruszały się z miejsc. Szybciej - krzyczał inspektor - bo inaczej zrobię użytek z mojego rewolweru.

Lecz dzieci okazywały ciągle ten sam opór. W ostatniej ławce siedziała mała dziewczynka, z przygryzionymi wargami i z rękoma złożonymi, jak figura. Ty tam, z tyłu! - wrzasnął inspektor, podążając w jej kierunku. Grożąc i obkładając ją najgorszymi przekleństwami, usiłował zmusić ją do wykonania rozkazu. Mała spuściła oczy, lecz nie poruszyła się. Pozostałe dzieci były zmrożone strachem. Panowała śmiertelna cisza. Nagle, jeden z żołnierzy wyciągnął rewolwer i strzelił w okno. Dzieci krzyknęły z przerażenia i zaczęły płakać. Pod szkołę podchodziło coraz więcej ludzi, zdziwionych hałasem. Inspektor terroryzował dziewczynkę krzykiem, lecz ona nadal nie ruszała się z miejsca. Tylko wielka łza spływała po jej policzku. Spoglądając na grupę zebranych ludzi, rozkazał: "Sprowadźcie mi jej ojca, a potem zbierzcie wszystkich w kościele".

Sprowadzono ojca dziewczynki z rękoma związanymi z tyłu. W międzyczasie, kościół wypełnił się. Ojcu kazano stanąć na prawo przy balaskach, w ten sposób, aby dokładnie widział córkę, którą przyprowadzono na miejsce udzielania komunii. Inspektor zamruczał coś do samego siebie, a potem głośno przemówił: "Nauczono was, że Bóg wasz jest wszechmogący i że przebywa tu w tabernakulum. Oto pokaże wam teraz, jak was oszukiwano. On nie może zupełnie nic! Zaraz zostanie zmiażdżony pod naszymi butami i nawet nie piśnie!" Żołnierze rozwalili drzwiczki tabernakulum jedną salwą strzałów. Zapanowało kamienne milczenie. Inspektor wziął puszkę, otworzył ją i wysypał wszystkie hostie na posadzkę w prezbiterium. "Podeptać ich Boga! - krzyknął do żołnierzy, którzy natychmiast wykonali rozkaz. - I co powiecie teraz?" Wszyscy wstrzymali dech. "Wierzycie nadal w to, co opowiadają wam księża?" - zwrócił się do ojca dziewczynki: "Odpowiadaj!" "Tak, nadal wierzę" - odpowiedział spokojnie. Rozpalony wściekłością, inspektor wrzasnął: "Dawajcie mi go tutaj!" W tym samym momencie, zbliżył się do niego pewien podoficer i powiedział mu coś na ucho. "Wszyscy wyjść z kościoła. Zostać ma tylko samo dziecko!" - rozporządził inspektor, wyraźnie ugięty otrzymanym rozkazem. Mnie samego, natomiast, zamknięto w komórce na węgiel, przylegającej do kościoła. Wewnątrz niej znalazłem dziurę, z której mogłem obserwować prezbiterium kościoła. Patrzyłem na rozsypane hostie i na dygocącą z przerażenia dziewczynkę. Nie upłynęło wiele czasu, jak do kościoła weszła jakaś kobieta, bogato ubrana, wystrojona w bransolety i pierścionki. Z uśmiechem podeszła do małej, rozwarła ramiona i powiedziała: Cóż ci ludzie tobie zrobili? Choć, nie zrobię ci nic złego... Dziewczynka zaczęła szlochać i rzuciła się w ramiona nieznanej. Po chwili, obydwie opuściły kościół.

W ciemności mojego "więzienia" straciłem poczucie czasu. Modliłem się, spałem, odczuwałem głód i bolała mnie głowa. Panowała wokół mnie śmiertelna cisza. Przypuszczam, że był to ranek, kiedy nagle usłyszałem jakby ciche otwieranie drzwi. I kogóż ujrzałem przez dziurkę od klucza? Moją małą dziewczynkę, która z wahaniem podążała w stronę prezbiterium. Skupiona, zatrzymała się, popatrzyła wokoło, zrobiła jeszcze kilka kroków, uklękła i z szacunkiem podniosła językiem jedną hostię, spożywając ją. Gdy się podniosła, złożyła ręce i z zamkniętymi oczyma modliła się... Potem wstała i znikła. Prawie identyczna scena powtarzała się co ranek, będąc dla mnie jedynym pocieszeniem w mej ciemnej kryjówce. Z niecierpliwością oczekiwałem ranka, kiedy dziewczynka znowu przyjdzie spożyć kolejną z hostii. Piękno jej dziecięcej sylwetki, rozpromienione oczy i jej pełne nieśmiałości kroki wprowadzały mnie w prawdziwy zachwyt. Ileż razy jeszcze ją ujrzę? Lecz pewnego ranka, kiedy po komunii modliła się swoim zwyczajem, brutalnie otworzyły się drzwi. Rozległ się najpierw dziki okrzyk, a potem strzał. Dziewczynka, wspierając się na rękach, powoli osuwała się na posadzkę. Zbierając ostatnie siły, przyjęła językiem jeszcze jedną ze sprofanowanych hostii. Żołnierz stanął nad nią i przyglądał się pilnie. Po raz ostatni usiłowała się podnieść i złożyć ręce do modlitwy, lecz bezwładnie upadła. Po kościele rozległo się głuche uderzenie jej głowy o posadzkę. Żołnierz wlepił wzrok w jej martwe ciało, potem popatrzył na rozsypane hostie i z ciężkim krokiem opuścił świątynię.

Gdy kontemplowałem jeszcze ciało młodziutkiej męczennicy, znienacka otwarły się drzwi komórki. Ten sam żołnierz, który przed chwilą zastrzelił dziewczynkę, oznajmił mi, że jestem wolny. Zdziwiony, podziękowałem i natychmiast pośpieszyłem do prezbiterium. Ledwo zdążyłem uklęknąć przed martwym ciałem, a oto żołnierz stał już nade mną. "Gdyby w każdej miejscowości była taka dziewczynka - powiedział to nie byłoby nawet jednego żołnierza, walczącego po stronie komunizmu". Gdy tylko pogrzebałem ciałko męczennicy, podszedł do mnie pewien mężczyzna, wziął mnie do samochodu i odstawił do samej granicy..."
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 31 Mar 2008
Posty: 17750
Skąd: Polska
Wysłany: 19 Grudzień 2012, 22:03    [Cytuj]

KASIA napisał/a:
Przyjęła Komunię Świętą z podłogi...


Wzruszająca historia i piękne świadectwo wiary ...
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 31 Mar 2008
Posty: 17750
Skąd: Polska
Wysłany: 30 Marzec 2013, 09:31   Re: Świadectwa wiary [Cytuj]

"Rola Barabasza zmieniła moje życie"

Pietro Sarubbi, włoski aktor, nawrócił się po roli w filmie "Pasja" Mela Gibsona. O swojej przemianie opowiada w Czwórce.
Pietro Sarubbi jest bardzo znanym włoskim aktorem. Po roli w filmie "Kapitan Corelli" (8 Oscarów) został zauważony przez Mela Gibsona, który zaproponował mu rolę w swoim obrazie.

- Ja zawsze grałem złe charaktery. Myślałem, że ten nowy film Gibsona to będzie "Naga broń 5". Nie wyobrażałem sobie, bym mógł zagrać w jakimś filmie związanym z Męką Chrystusa, bo wtedy byłem bardzo daleko od Kościoła - mówi Pietro Sarubbi. - Jak się dowiedziałem, że będzie to "Pasja", zacząłem pytać moich bliskich o religię, Ewangelie, ważne postaci. Mel Gibson zaproponował włoskiemu aktorowi rolę Barabasza, z czego Sarubbi nie był zadowolony. Zależało mu na poważniejszych rolach, na których można zarobić większe pieniądze.

- Reżyser wytłumaczył mi, że najważniejsze w tym filmie nie będą słowa, tylko to, co się stanie między oczami postaci, w ich spojrzeniach - wyjaśnia gość Czwórki. Praca nad "Pasją" trwała bardzo długo, jedna scena bywała nagrywana nawet 3 tygodnie. Pietro Sarubbi zdradza, że podczas pierwszej próby jego sceny zauważył ogromną dobroć i miłość w oczach aktora wcielającego się w postać Jezusa. To wyjątkowe spojrzenie nie zdarzyło się nigdy więcej, mimo że było mnostwo dubli
- Po tym doświadczeniu stało się ze mną coś dziwnego, nie mogłem spać, bałem się ciemności. Nie mogłem zrozumieć... Dopiero po kilku rozmowach z księżmi i lekturach książek zacząłem pojmować, co stało się w moim życiu. Od tamtego momentu zmieniło się wszystko - opowiada Sarubbi w Czwórce.

Aktor wrócił na łono Kościoła, zaczął chodzić do kościoła, wziął ślub, ochrzcił dzieci. O swoim nawróceniu napisał książkę, która została przetłumaczona na język polski i ukazała się pod tytułem "Od Barabasza do Jezusa. Nawrócony jednym spojrzeniem". Więcej o tej publikacji i nawróceniu Pietro Sarubbi dowiesz się, słuchając załączonej audycji "W dobrych zawodach", której gośćmi byli włoski aktor i ks. Maciej Makuła z Salezjańskiego Ośrodka Misyjnego.

http://www.polskieradio.p...nila-moje-zycie
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
KASIA
Huragan Katrina


Dołączyła: 16 Kwi 2007
Posty: 6624
Skąd: Alaska
Wysłany: 3 Kwiecień 2013, 20:46    [Cytuj]

28.03.2013 SYRIA: „TO CO SIĘ TU DZIEJE JEST NIELUDZKIE”

Siostra Joseph-Marie od Sióstr Miłości z Besancon razem z pięcioma innymi siostrami pomaga rodzinom, które ucierpiały w wojnie w syryjskiej stolicy Damaszek.
„Dlaczego Bóg pozwala na tak duże cierpienie w Syrii? Dlaczego niewinni ludzie muszą umierać? Dlaczego Bóg nie zsyła nam pokoju chociaż modlimy się o niego?" - są to pytania, które młodzi ludzie z Damaszku zadają każdego dnia siostrom zakonnym. Siostra Marie-Joseph Chanaais zdruzgotana cierpieniem, które każdego dnia widzi opowiada ze łzami w oczach: „Ci ludzie są w ogromnym szoku. Nawet dzieci są zmuszane, do tego by patrzeć na ludzkie ciała spalone przez wybuchy bomb. Widzą części ciał porozrzucane na ulicach. Kiedy słyszą eksplozję, biegną do swoich rodziców, żeby się schować. Jedna dziewczynka przyprowadzona do szkoły przez mamę, nie pozwoliła jej wyjść ponieważ bała się, że może zginąć. Matka musiała zostać na wszystkich lekcjach tego dnia. Wszyscy się boją. Nie wiedzą jak długo będą żyć. Kiedy ktoś wychodzi do pracy, nie wie czy wróci jeszcze do domu. Strach przenika każdą chwilę życia."

Ale ta drobniutka zakonnica jest nie tylko smutna ale również zła: „To co się tu dzieje jest nieludzkie. Młodzi ludzie są uprowadzani. Martwe ciała są wręcz siekane, ręce i nogi odcinane a następnie krojone na kawałki. Czy ktoś kiedykolwiek słyszał o takich rzeczach?". W niewielkiej odległości od klasztoru został uprowadzony niedawno 15letni chłopiec. „Powiesili chłopca za nogi głową w dół i tak wisiał przez kilka dni. Jego rodzice w tym czasie mieli zapłacić okup w wysokości 100 tysięcy dolarów. Żeby zebrać pieniądze sprzedali dosłownie wszystko: swój dom, biznes i swój samochód. Kiedy porywacze wypuścili chłopca, przez trzy dni pozostawał w śpiączce. Żył jeszcze tylko przez kolejne trzy dni. W konsekwencji rodzina straciła nie tylko syna ale również cały dobytek życia stając się biedakami."

Zaopatrywanie rodzin jest również walką. Ceny żywności wzrosły niemal dwukrotnie a gaz kosztuje prawie siedem razy więcej niż przed wojną. Rodziców nie stać na mleko dla swoich dzieci, a wielu nie ma co marzyć nawet o owocach czy mięsie. Ubrania to również towar luksusowy. Siostry próbują pomagać im. Tak często jak tylko mogą dostarczają mleko 150 rodzinom. „Powinniście zobaczyć jak te dzieci piją mleko"- mówi w pełni poruszona siostra Joseph-Marie. Jej codzienna modlitwa to „Panie ześlij nam jedzenie". Nie ma innego sposobu w jaki mogłaby pomóc cierpiącym.

Siostra Joseph-Marie nie poddaje się kiedy inni popadają w rozpacz. „Zawsze mówię: ‘Panie jestem w Twoich rękach' żyję, żeby pomagać tym ludziom i dodawać otuchy. Razem z innymi siostrami powtarzamy im ‘Nigdy nie trać nadziei' Dużo się modlimy z innymi ludźmi za Syrię, modlimy się każdego dnia: z dziećmi, rodzinami, z chorymi. Bóg jest z nami w tej próbie".

PKWP - Eva-Maria Kolamann
(tł. S. Lewandowska)

http://www.pkwp.org/news/...est_nieludzkie/
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
KASIA
Huragan Katrina


Dołączyła: 16 Kwi 2007
Posty: 6624
Skąd: Alaska
Wysłany: 30 Kwiecień 2013, 13:45    [Cytuj]

Zwyczajny niezwyczajny .

Śmierć kapłana przy ołtarzu

W minioną niedzielę, wkrótce po ochrzczeniu dziecka zmarł podczas Mszy św. proboszcz parafii św. Patryka w Napier, na terenie diecezji Palmerstone North, 81-letni ks. prał. Timothy Francis Hannigan.

Pochodzący z Irlandii kapłan pracował w Nowej Zelandii od 1956 roku, a od ponad 30 lat był proboszczem parafii św. Patryka.

Wcześniej ks. Hannigan wygłosił kazanie. Był kapłanem powszechnie szanowanym i lubianym. Najprawdopodobniej przyczyną śmierci był zawał serca. Kiedy upadł, natychmiast pospieszyli z pomocą obecni na liturgii lekarze i pielęgniarki. Zebrani wierni kontynuowali modlitwę także kiedy wynoszono ciało.

Wyrazem uznania za pracę ks. Hannigana był przyznany w roku 2000 przez nowozelandzkie władze Order Zasługi. Uroczystości pogrzebowe zmarłego kapłana odbędą się w czwartek 2 maja.


http://gosc.pl/doc/153924...na-przy-oltarzu
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
AnnaE


Dołączyła: 02 Lut 2007
Posty: 2198
Skąd: Śląsk
Wysłany: 2 Maj 2013, 09:05    [Cytuj]

R.I.P.
+++
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
KASIA
Huragan Katrina


Dołączyła: 16 Kwi 2007
Posty: 6624
Skąd: Alaska
Wysłany: 28 Lipiec 2013, 17:39    [Cytuj]

LEKCJA DLA NAS WSZYSTKICH

Taksówkarz z Nowego Jorku napisał:

Przyjechałem pod adres do klienta, i zatrąbiłem. Po odczekaniu kilku minut, zatrąbiłem ponownie. Był późny wieczór, pomyślałem że klient się rozmyślił i wrócę do "bazy"... ale zamiast tego zaparkowałem samochód, podszedłem do drzwi i zapukałem. "Minutkę!", odpowiedział wątły, starszy głos. Usłyszałem odgłos tak jakby coś było ciągnięte po podłodze...

Po długiej przerwie, otworzyły się drzwi. Stała przede mną niska , na oko dziewięćdziesięcioletnia kobieta. Miała na sobie kolorową sukienkę i kapelusz z dopiętym welonem; wyglądała jak ktoś z filmu z lat czterdziestych.

U Jej boku była mała nylonowa walizka. Mieszkanie wyglądało tak, jakby nikt nie mieszkał w nim od lat. Wszystkie meble przykryte były płachtami materiału.

Nie było zegarów na ścianach, żadnych bibelotów ani naczyń na blacie. W rogu stało kartonowe pudło wypełnione zdjęciami i szkłem.

"Czy mógłby Pan zanieść moją torbę do samochodu?", zapytała. Zabrałem walizkę do auta, po czym wróciłem aby pomóc kobiecie.

Wzięła mnie za rękę i szliśmy powoli w stronę krawężnika.

Trzymała mnie za ramię, dziękując mi za życzliwość. "To nic", powiedziałem, "Staram się traktować moich pasażerów w sposób, w jaki chciałbym aby traktowano moją mamę."

"Och, jesteś takim dobrym chłopcem" , odrzekła. Kiedy wsiedliśmy do samochodu, dała mi adres, a potem zapytała: "Czy mógłbyś pojechać przez centrum miasta?

"To nie jest najkrótsza droga", odpowiedziałem szybko, włączając licznik opłaty.

"Och, nie mam nic przeciwko temu", powiedziała. "Nie spieszę się. Jestem w drodze do hospicjum."

Spojrzałem w lusterko. Jej oczy lśniły. "Nie mam już nikogo z rodziny", mówiła łagodnym głosem. "Lekarz mówi, że nie zostało mi zbyt wiele..."

Wyłączyłem licznik... "Którędy chce Pani jechać?"

Przez kilka godzin jeździliśmy po mieście. Pokazała mi budynek, gdzie kiedyś pracowała jako operator windy.

Jechaliśmy przez okolicę, w której żyli z mężem jako nowożeńcy. Poprosiła abym zatrzymał się przed magazynem meblowym który był niegdyś salą balową, gdzie chodziła tańczyć jako młoda dziewczyna.

Czasami prosiła by zwolnić przy danym budynku lub skrzyżowaniu, i siedziała wpatrując się w ciemność, bez słowa.

Gdy pierwsze promienie Słońca przełamały horyzont, powiedziała nagle "Jestem zmęczona. Jedźmy już proszę". Jechaliśmy w milczeniu pod wskazany adres. Był to był niski budynek z podjazdem, tak typowy dla domów opieki.

Dwaj sanitariusze wyszli na zewnątrz gdy tylko zatrzymałem się na podjeździe. Musieli się jej spodziewać. Byli uprzejmi i troskliwi.

Otworzyłem bagażnik i zaniosłem małą walizeczkę kobiety do drzwi. Ona sama została już usadzona na wózku inwalidzkim.

"Ile jestem panu winna?" Spytała, sięgając do torebki.

"Nic", odpowiedziałem.

"Trzeba zarabiać na życie", zaoponowała.

"Są inni pasażerowie," odparłem.

I nie zastanawiając się kompletnie nad tym co robię, pochyliłem się i przytuliłem Ją. Objęła mnie mocno.

"Dałeś staruszce małą chwilę radości", powiedziała. "Dziękuję".

Uścisnąłem jej dłoń, a następnie wyszedłem w półmrok poranka. Za mną zamknęły się drzwi - był to dźwięk zamykanego Życia.

Tego ranka nie zabierałem już żadnych pasażerów.Jeździłem bez celu, zagubiony w myślach. Co jeśli do kobiety wysłany zostałby nieuprzejmy kierowca, lub niecierpliwy aby zakończyć jego zmianę? Co gdybym nie podszedł do drzwi, lub zatrąbił tylko raz, a następnie odjechał?

Myśląc o tym teraz, nie sądzę, abym zrobił coś ważniejszego w całym swoim życiu.

Jesteśmy uzależnieni od poszukiwania emocjonujących zdarzeń i pięknych chwil, którymi staramy się wypełnić nasze życia.

Tymczasem Piękne Chwile mogą przydarzyć się nam zupełnie nieoczekiwanie, opakowane w to, co inni mogą nazwać rutyną. Nie przegapmy ich..
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
sonia
sonia

Dołączyła: 07 Gru 2008
Posty: 6384
Skąd: z Polski
Wysłany: 30 Lipiec 2013, 09:53    [Cytuj]

"Lekcja dla nas wszystkich"
"Dałeś staruszce małą chwilę radości", powiedziała. "Dziękuję".
ot prawdziwa lekcja
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 31 Mar 2008
Posty: 17750
Skąd: Polska
Wysłany: 27 Wrzesień 2013, 11:42    [Cytuj]

Uczestniczyłem w spotkaniu z o. Bashoborą. Modlitwa silniejsza od krzyku demona

Dla jednych afrykański ksiądz z Ugandy był kimś w rodzaju szamana, tajemniczego uzdrowiciela, czy drugiego Kaszpirowskiego. Dla innych tym, którego Bóg obdarzył charyzmatem pomocy innym w ich chorobach i cierpieniach. Przed spotkaniem, które oficjalnie nazwano rekolekcjami, wielu chciało to religijne wydarzenie - będące ważnym elementem Roku Wiary w Warszawie - ośmieszyć i zdeprecjonować. Nie udało się. Widok blisko 60 tys. osób na trybunach Stadionu Narodowego i płycie głównej boiska był odpowiedzią na te zarzuty. Pokora kapłana i spokój jaki panował podczas rekolekcji potwierdziły, że Pan Jezus bardzo realnie przychodzi do tych, którzy Go wzywają, którzy na Niego czekają.

Pierwszy raz o o. Bashoborze powiedział mi chłopak, który wychodził z uzależnienia od pornografii. Wspominał spotkanie, jakie wydarzyło się kiedyś po modlitwie z o. Johnem, gdy w zakrystii zostali ci, którzy chcieli, aby kapłan z Ugandy pomodlił się za nich. Wspominał, że czekał w kolejce i widział jak podeszła do księdza dziewczyna i jak zaczęło nią nagle trząść. Ksiądz się za nią modlił i opuszczał ją demon. Chłopak powiedział, że to mu wystarczyło. Zobaczył, że istnieje Bóg i szatan, Jezus jest tu silniejszy.

Sam o. John Bashobora mówił o sobie podczas rekolekcyjnej konferencji: - Jestem księdzem, nie uzdrowicielem, a moc ma Słowo. Nie należy wpatrywać się w kaznodzieję, a w Jezusa Chrystusa, kaznodzieja cię nie uzdrowi.


O. Johna spośród innych katolickich kapłanów wyróżniały też rzekome wskrzeszenia. - Ojciec Bashobora nigdy i nigdzie nie powiedział, że uzdrawia czy wskrzesza umarłych – tłumaczył na łamach „Gościa Niedzielnego” abp Henryk Hoser, gospodarz spotkania na stadionie

Przed rekolekcjami, organizatorzy spotkali się z dziennikarzami, mówiąc, że Ugandyjczyk nie jest uzdrowicielem ani egzorcystą. Przestrzegali, że będą na stadionie osoby opętane, bo tak po prostu jest na spotkaniach z o. Johnem. Proszono też, że nawet jeśli będą się zachowywać dziwnie i specyficznie – aby nie robić z tego sensacji. Na stadionie mieli być egzorcyści i przeszkoleni w pomocy wolontariusze.


Były więc na Stadionie Narodowym demoniczne krzyki, które sam słyszałem, ale była też i szybka duchowa pomoc. Dzięki temu, że było to sprawnie zorganizowane - nie było niepotrzebnej paniki i lęku. Objawiała się natomiast siła Boga.

Podczas kończącej rekolekcje wieczornej adoracji Najświętszego Sakramentu ksiądz z Ugandy mówił o dziecku w niebezpieczeństwie śmierci, a które odzyskuje zdrowie. Głosił, że „pewne osoby są uzdrawiane z ukrytego gniewu, który zatruwa ich życie". O. John zachęcił też, aby położyć dłoń na ramieniu osoby będącej obok i modlić się za nią. Ścisnąłem więc za ramię kolegę z zaprzyjaźnionej redakcji i modliłem się za niego. Podziękował mi za to. Inni robili podobnie. „Jezus uzdrawia cię całego, całe twoje życie. Uzdrawia cię z każdej męki, którą przeżywasz w swoim życiu” - mówił o. John.

Na stronie katolickiego tygodnika „Idziemy”, który relacjonował to spotkanie „na żywo” pojawił się wtedy następujący wpis: "Przyjmij uzdrowienie z mocy złego!" (w kilku miejscach Stadionu słychać było krzyki osób uwalnianych z mocy złego). "Nie będzie już żadnego lęku, żadnej męki, której doświadczałeś. Jesteś oczyszczany krwią Jezusa Chrystusa. Obrazy, które ciebie przerażały, odeszły. Teraz przyszedł Pan". Tak było.


O. John zwrócił się też do małżeństw, które pragną mieć dzieci, aby się nie obawiali: „Nie myślcie, że za późno. Bóg daje swoją łaskę. Szczególnie niech się nie boi Elżbieta, która z mężem stara się o dziecko od 13 lat” - mówił, wpatrując się w Najświętszy Sakrament. Powiedział też słowo skierowane do osób na wózkach inwalidzkich: „Wstań, Bóg Cię uzdrawia”- stwierdził i dodawał: „Ktoś cierpi z powodu migreny. Ktoś inny ma oczy chore. Pan Bóg mówi: nie wahaj się, uwierz. Bóg Cię uzdrawia.” Głosił o uzdrowieniu osób z hazardu i narkotyków. To wszystko było przeplatane śpiewem uwielbiającym Jezusa Chrystusa. Na zakończenie pobłogosławiono procesyjnie zebranych Najświętszym Sakramentem. Nikt nie składał publicznie świadectwa o uzdrowieniu.

Na mnie jednak największe wrażenie zrobił młody, chudy chłopak o kulach, w koszulce zespołu „Luxtorpeda”, który miał na szyi różaniec. Przyniósł ze sobą, trzy zdjęcia, które umieścił przed swoim krzesełkiem. Wierzę, że jego bliscy byli obecni na stadionie podczas naprawdę gorącej modlitwy.

Miało miejsce istotne wydarzenie w życiu warszawskiego Kościoła, które poruszyło media. Był to tryumf Boga w czasach niepokoju i lęku. Na zakończenie bp. Marek Stolarczyk założył na sutannę podarowaną mu koszulkę z napisem „Jezus na stadionie”.


Zapowiedziano, że takie modlitewne spotkania mogą być kontynuowane. Stadion nie przytłaczał, modlitwy nie zmieniono w show, a to co się działo – mimo kilkudziesięciu tysięcy osób – odbywało się w skupieniu i miało osobisty charakter, przemawiający do serca. Prowadzący rekolekcje ksiądz krzyknął: „Jezus Króluje na Narodowym!” Odezwał się aplauz... jak po strzeleniu zwycięskiej bramki.

http://niezalezna.pl/4331...d-krzyku-demona
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
KASIA
Huragan Katrina


Dołączyła: 16 Kwi 2007
Posty: 6624
Skąd: Alaska
Wysłany: 19 Styczeń 2014, 18:22    [Cytuj]

Kolejny burmistrz zawierzył gminę Jezusowi .

Burmistrz Kamienia Pomorskiego zawierzył gminę Jezusowi Chrystusowi. Jako pierwszy w Zachodniopomorskiem na ten akt zdecydował się w listopadzie ubiegłego roku burmistrz Goleniowa Robert Krupowicz.

Uroczystość w Kamieniu odbyła się w ostatnią niedzielę, podczas mszy świętej odprawionej z okazji obchodów 740-lecia nadania praw miejskich Kamieniowi Pomorskiemu, a także w intencji ofiar wypadku, do którego doszło w Nowy Rok. Pijany kierowca wjechał w grupę pieszych i zabił sześć osób.

Ta tragedia zdominowała media, jednak - jak zapewnia burmistrz Kamienia, Bronisław Karpiński - przyczyny zawierzenia gminy były inne.

- 740-lecie nadania praw miejskich jest ważnym wydarzeniem. To także jest powód do tego, aby się pomodlić i oddać Jezusowi całą społeczność, którą tworzymy - wyjaśnia Karpiński.

Pierwszy w naszym regionie i w Polsce aktu zawierzenia gminy dokonał burmistrz Goleniowa. Bronisław Karpiński przyznaje się do inspiracji. - Jestem też osobą wierzącą i taką decyzję podjąłem.

Decyzja Roberta Krupowicza z Goleniowa spotkała się z krytyką SLD. Politycy tej partii uważają, że to łamanie Konstytucji.

http://radioszczecin.pl/1...-gmine-jezusowi
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
KASIA
Huragan Katrina


Dołączyła: 16 Kwi 2007
Posty: 6624
Skąd: Alaska
Wysłany: 29 Kwiecień 2014, 12:34    [Cytuj]

Zobaczcie radość i wzruszenie chrześcijan w Chinach po otrzymaniu swojej pierwszej Biblii .... Bez komentarza...

http://www.301avenue.com/...e-cosa-succede/
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 31 Mar 2008
Posty: 17750
Skąd: Polska
Wysłany: 29 Kwiecień 2014, 13:29    [Cytuj]

KASIA napisał/a:
Zobaczcie radość i wzruszenie chrześcijan w Chinach po otrzymaniu swojej pierwszej Biblii .... Bez komentarza...

http://www.301avenue.com/...e-cosa-succede/


Po prostu szok !
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 31 Mar 2008
Posty: 17750
Skąd: Polska
Wysłany: 3 Wrzesień 2014, 08:29   Re: Świadectwa wiary [Cytuj]

Historia prof. Chazana pokazuje jedno. Że Bóg nigdy nie rezygnuje. Przez swoje miłosierdzie może wyprowadzić człowieka z największej ciemności i sprawić że będzie szczęśliwy. To może być także Twoje doświadczenie!

Zobacz świadectwo prof.Chazana

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=DSqZ3hBdvS8[/youtube]

Doświadczenie miłosierdzia Bożego jest tak mocne, że każdy kto je przeżył jest gotowy wiele ryzykować. Pracę, dobre imię, czasem nawet życie.

Bo jeśli poznasz moc Bożego miłosierdzia, zrozumiesz że Bóg jest większy od każdego zła które w Ciebie godzi. Że nie ma nic lepszego niż życie blisko Boga. Nawet za cenę życia.

I Ty i Ja potrzebujemy miłosierdzia. Żeby żyć naprawdę. Pełnią życia. Tak jak to wymarzył sobie dla dobry Ojciec w Niebie. Wołaj do niego!
Dla Boga nigdy nie jest za późno żeby uratować Twoje życie.
Miłosierdzie jest silniejsze niż grzech i śmierć!
Odwagi!

http://dobro.opoka.org.pl...losierdzie.html
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Informacje | TV Trwam | Radio Maryja na żywo |
Polecamy:informacje ktorych potrzebujesz Fundacja Skierniewice i Szkola Skierniewice
Korzystanie z forum oznacza pełną akceptację otrzymywania plików cookies.

phpBB by przemo  
Strona wygenerowana w 0,081 sekundy. Zapytań do SQL: 9