ND Forum - Dzień dobry POLSKO! Strona Główna ND Forum - Dzień dobry POLSKO!
Ludzie z sercem i głową

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Papież Franciszek
Autor Wiadomość
Coltrane


Dołączył: 01 Kwi 2008
Posty: 17462
Skąd: Polska
Wysłany: 14 Marzec 2016, 10:43    [Cytuj]

Czego właściwie chce Bergoglio ?? Czegoś nowego czyli czego ?
Czy chce przekreślić wszystko co nam przekazał Jezus Chrystus ? Czy chce załozyć nową religię, nowy dekalog, nową moralność ?
Czy ktoś wie ?



Kard. Marx: nie możemy oglądać się za siebie, Bergoglio chce od nas czegoś nowego



Kard. Reinhard Marx z Niemiec przypomina o wielkich oczekiwaniach, jakie wiązane są z synodem. Po wysłuchaniu wstępnych wystąpień podkreśla, że dyskusja synodalna nie może schodzić poniżej poziomu, który ustalił Franciszek. Myślę, że powinniśmy się dostosować do tego, o co prosi nas Papież – powiedział przewodniczący Episkopatu Niemiec w wywiadzie dla dziennika La Repubblica.

Jego zdaniem Synod musi być bardziej konkretny i nowatorski. Przyznaje, że z komunikacją między ojcami synodalnymi bywają problemy. „Brak komunikacji między kardynałami musi się przekształcić w systematyczną dyskusję” – dodał kard. Marx.

kb/ rv, repubblica

http://pl.radiovaticana.v...siebie,/1177162
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 01 Kwi 2008
Posty: 17462
Skąd: Polska
Wysłany: 16 Marzec 2016, 09:36    [Cytuj]

Co zrobi Franciszek?



Według zapowiedzi Watykanu, 19 marca ma zostać opublikowana adhortacja papieża Franciszka podsumowująca synod o rodzinie, podczas którego wielkie emocje budziły próby nowego podejścia do kwestii rozwodników żyjących w nowych związkach. Choć wydaje się, że stanowisko Kościoła w tej i podobnych sprawach powinno być oczywiste, Franciszek nie ma wcale łatwego zadania. Kościół jest dziś bowiem w takim stanie, że cokolwiek zostanie przez papieża napisane, przyniesie iście dramatyczne konsekwencje.

Przypomnijmy – synod do spraw rodziny, zwołany przez papieża Franciszka – zakończył się nierozstrzygniętym sporem pomiędzy frakcją biskupów wiernych nauczaniu Chrystusa a progresistami spod znaku kardynała Kaspera. Pod płaszczykiem „miłosierdzia” chcieliby oni udzielać Komunii Świętej rozwodnikom żyjącym w nowych związkach – mimo wyraźnego zakazu Pana Jezusa, wprost mówiącego o nierozerwalności małżeństwa i zakazie rozwodów. Synod, podczas którego doszło do tego starcia, miał bardzo niespokojny przebieg – nawzajem zarzucano sobie „herezję” i „brak miłosierdzia”, „schizofrenię pastoralną” i „oderwanie od rzeczywistości”.

Ostatecznie synod zakończył się opublikowaniem dokumentu, z którego niewiele wynika. Mówi się w nim jedynie o potrzebie większej integracji rozwodników żyjących w nowych związkach z Kościołem. Sformułowanie to może być przeróżnie interpretowane w zależności od formacji danego biskupa – zaraz po synodzie bowiem kardynał Kasper, promotor zmian i formalny sprawca całego zamieszania, w triumfalnym tonie ogłaszał, że to jego stanowisko (a więc zgoda na udzielanie Komunii rozwodnikom, stanowiące de facto „legalizację” rozwodów) zyskało poparcie większości ojców synodalnych. Zdanie mówiące o „większej integracji” zupełnie inaczej interpretowali natomiast biskupi zachowujący szacunek dla nauczania Chrystusa, twierdząc, iż dokument synodalny wzywając do „integracji” proponuje dopuszczenie rozwodników do czytania Pisma Świętego podczas Mszy, by nie czuli się oni „rugowani z Kościoła”.

Sytuacja papieża może wydawać się bardzo trudna. Publikując bowiem posynodalną adhortację może wybrać trzy drogi, z których każda niesie za sobą ogromne zagrożenie dla jedności Kościoła.

Zapisanie w dokumencie wprost tez kardynała Kaspera (na którego „ogromny autorytet” papież z Argentyny wielokrotnie się powoływał), może sprawić, że w adhortacji – wliczanej wszak do oficjalnego kościelnego Magisterium – pojawią się zdania, które przez licznych kardynałów i biskupów wprost nazywane są herezją. Doprawdy trudno sobie wyobrazić taką sytuację, ale wówczas obowiązkiem tych hierarchów byłoby zwrócenie papieżowi uwagi na błędy w jego dokumencie. Tego typu sytuacja może doprowadzić do ogromnego kryzysu na szczycie Chrystusowej Owczarni, i potwornego zgorszenia rozlewającego się (poprzez działanie mediów) na cały świat.

Drugą możliwością, którą może wybrać papież Franciszek, pozostaje – najbardziej wydawałoby się oczywista – potwierdzenie nauczania Pana Jezusa, w mniej więcej taki sposób w jaki zrobił to w adhortacji Familiaris Consortio Jan Paweł II. To droga jednak tylko pozornie oczywista, a w czasach kryzysu posoborowego wręcz trudna do wyobrażenia – Ojciec Święty stoi bowiem na straży jedności Kościoła. Jego decyzja o twardym przypomnieniu nauczania Pana Jezusa (raz jeszcze powtórzmy – decyzja bardzo pożądana) może doprowadzić do dramatycznego podziału Kościoła, być może nawet do formalnej schizmy. Nie jest przecież trudno wyobrazić sobie, że przewodniczący niemieckiego episkopatu, kardynał Reinhard Marx, powtórzy wypowiedziane już kiedyś słowa: „Nie jesteśmy filią Rzymu”. Faktycznie zresztą wiele niemieckich diecezji od lat pozostaje w stanie schizmy, gdyż ich ordynariusze – wbrew stanowisku papieży – udzielają Komunii rozwodnikom, a niektórzy z nich błogosławią nawet związki homoseksualne… Czy jednak papież Franciszek znajdzie w sobie odwagę, by przypomnieć odwieczne stanowisko Kościoła i jego Założyciela? Z pewnością ma świadomość, że biskupi z Niemiec chętnie zrzucą na niego odpowiedzialność za – będącą przecież konsekwencją ich własnych decyzji - ewentualną schizmę.

Istnieje jeszcze trzecia możliwość – papież w swej adhortacji powtórzy niejasne stanowisko zapisane w dokumencie końcowym synodu. Kardynałowie Kasper i Marx stwierdzą, że oznacza ono, iż rozwodnicy żyjący w nowych związkach mogą wreszcie przystępować do Komunii, a wierni nauczaniu Chrystusa biskupi, na przykład z Polski, zinterpretują zapis jako wspomniane już dopuszczenie takich osób do posługiwania przy ołtarzu. Co wtedy? Czyżby za cenę formalnej jedności Kościoła miały powstać swoiste Kościoły narodowe, w których to dany biskup będzie decydował, co jest zgodne z wolą Pana Jezusa?

Wybór tej właśnie drogi, powtórzenia trudnych do interpretacji zapisów synodalnego dokumentu, wydaje się dziś najbardziej prawdopodobny. Może o tym świadczyć wykazywana od początku aktualnego pontyfikatu promocja decentralizacji kościelnych decyzji, w tym – zapowiedziana wprost przez papieża Franciszka – „droga synodalności Kościoła”. Przesłanką do przewidywania, iż papież w sprawie rozwodników zachowa się tak jak autorzy synodalnego dokumentu, mogą być słowa Ojca Świętego z niedawnej konferencji prasowej. Zapytany wprost, czy rozwodnicy żyjący w nowych związkach będą mogli przystępować do Komunii, papież odpowiedział: - To jest koniec. Zintegrować się w Kościele nie oznacza przystępować do Komunii. Bo znam takich katolików rozwiedzionych i żyjących w nowym związku, którzy chodzą do kościoła raz czy dwa razy w roku i mówią: „A ja bym chciał do Komunii!”, jakby Komunia była jakimś odznaczeniem. Trud integracji! Wszystkie drzwi są otwarte. Ale nie można powiedzieć, że odtąd „mogą przystępować do komunii”. Byłaby to rana dla tych małżeństw, par, bo nie wejdą na drogę integracji. Ale ci dwoje, którzy składali świadectwo, byli szczęśliwi! I wypowiedzieli bardzo piękne słowa: „My nie przystępujemy do Komunii eucharystycznej, ale przystępujemy do komunii przez wizyty w szpitalu itp.”. Ich integracja pozostała w tym punkcie. Jeśli jest coś jeszcze, Pan im to powie, ale jest to droga” – stwierdził papież. To typowa dla papieża wypowiedź. Czym jest wspomniana przezeń „droga” do integracji, która u początku nie zakłada przystępowania do Komunii Świętej – nie wiadomo.

Być może wyjaśni to papieska adhortacja, której zawartość pozostaje dla nas na razie tajemnicą. Z tej jednej samolotowej wypowiedzi Franciszka wynikać jednak może co innego – najwyraźniej Kościół pod jego przewodnictwem nie ma już zachęcać rozwodników do powrotu do ich prawdziwych małżonków, czy modlitwy za ich powrót do domu…

Krystian Kratiuk

http://www.pch24.pl/co-zr...k-,41933,i.html
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 01 Kwi 2008
Posty: 17462
Skąd: Polska
Wysłany: 5 Kwiecień 2016, 12:57    [Cytuj]

Chyba kogoś pogięło ...


Papież odprawi Mszę dla Rotarian :shock: :shock: :shock:



30 kwietnia na Placu Świętego Piotra w Rzymie odbędzie się specjalna jubileuszowa Msza dla Rotarian celebrowana przez Jego Świątobliwość Papieża Franciszka – poinformowała gubernator Klubu Rotariańskiego na Polskę Barbara Pawlisz.

Dla członków Rotary International a także ich rodzin i przyjaciół zarezerwowanych jest 8000 miejsc.

„Zapraszam Was do uczestnictwa w tym wydarzeniu. Rotarianie z Dystryktu 2080 przygotowują także specjalne wydarzenia towarzyszące dla uczestników. Na to wydarzenie, niezależnie od wyznawanej religii i przekonań, zaprasza Prezydent Ravi Ravindran, z przekonaniem, że dzięki tym uroczystościom pozycja Rotary na świecie wzrośnie dając nam wiele satysfakcji.” napisała Pawlisz.

Klub Rotariański jest uważany za przedmurze masonerii. Mszę celebrowaną przez papieża Franciszka traktuje – co wynika bezpośrednio z wypowiedzi gubernator Pawlisz – jako wydarzenie mające dodać znaczenia Rotarianom, którym do katolicyzmu jest bardzo daleko.

Otwartym pozostaje pytanie, czym kierował się sam Franciszek, wyrażając zgodę na masońskie uroczystości na Placu Świętego Piotra w Rzymie?

Źródło: Rotary.org

http://prawy.pl/28597-pap...e-dla-rotarian/
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 01 Kwi 2008
Posty: 17462
Skąd: Polska
Wysłany: 28 Maj 2016, 09:07    [Cytuj]

Papież Franciszek znowu szokuje - porównał ISIS do apostołów i wezwał Europejki do rozmnażania się z islamistami
autor: admin (2016-05-26 23:05)



Ostatni wywiad prasowy, którego udzielił tak zwany papież Franciszek, pełen jest kolejnych szokujących twierdzeń tego jezuity zasiadającego na tronie św Piotra. Tym razem wyznał on francuskiej gazecie La Croix, że Europejki muszą się wiązać z islamskimi imigrantami aby wspomagać spadający przyrost naturalny.

Dodatkowo jezuita Bergoglio stwierdził, że co prawda rzeczywiście w definicji islam zakłada podbój za pomocą wojny, ale w podobnym stylu można interpretować Ewangelię św Mateusza, gdzie jest napisane jak Jezus wysyła swoich uczniów aby nauczali inne narody i nauczali ich oraz konwertowali religijnie na drodze podboju. Tym samym porównał barbarzyńców z ISIS do apostołów, Jezusa.

Papież Franciszek jako modernista bratający się z masonami z UE dodał, że obawia się ruchów politycznych odwołujących się do chrześcijańskiej tożsamości. Uznał, że nie są one chętne do integracji z islamistami. Według argentyńskiego papieża rozwodnienie chrześcijańskiej Europy w islamie jest czymś koniecznym ze względu na hedonistyczne postawy prezentowane przez mieszkańców starego kontynentu. Papież uważa, że spadek liczby urodzin może zostać zatrzymany poprzez stosunki seksualne Europejek z napływającymi islamistami, co eufemistycznie nazywa "konieczną integracją".



Jorge Mario Bergoglio, jako papież, pokonuje kolejne granice wypowiadając się w taki sposób, że katolicy są coraz bardziej zszokowani. Jeśli wkrótce nie dojdzie do zmiany na tronie w Stolicy Piotrowej, w Watykanie, można się spodziewać nawet schizmy. Ewidentne herezje wypowiadane przez obecnego papieża, powodują zagubienie wiernych.

Wcześniej papież Franciszek oświadczył, że popiera plany wprowadzenia rządu światowego, a całkiem niedawno przyjmował polityczne odznaczenie z rąk masonów z loży Grand Orient, reprezentujących quasi-państwową organizację znaną jako Unia Europejska. Jednocześnie żarliwie potępiał kandydata na prezydenta USA odmawiając mu miana chrześcijanina.

Katolicki przywódca znany jest jako wielki zwolennik judaizmu i islamu oraz całego zgniłego ekumenicznego pseudo-dialogu. Bardzo wspiera on dążenia obcych religii do ekspansji na świecie. Żydów zabronił nawet nawracać jako braci w wierze, a z islamistami każe się integrować nie zważając na nic, najlepiej tak, aby było potomstwo.

Można tylko mieć nadzieję, że ten fatalny papież nie będzie rządził wiecznie. Pojawiają się nawet pogłoski, że jeszcze w tym roku, na jesieni, może on ogłosić swoją abdykację. Papież Franciszek wzbudza wielki entuzjazm u wszelkiej maści ateistów, lewicowców i wielką konsternację wśród tradycjonalistów postrzegających kościół jako wielowiekową ostoję. Lepiej, żeby to nie były tylko plotki, bo jeśli pontyfikat ten potrwa jeszcze kilka lat to z katolicyzmu nie będzie co zbierać.

http://zmianynaziemi.pl/w...al-europejki-do
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 01 Kwi 2008
Posty: 17462
Skąd: Polska
Wysłany: 28 Maj 2016, 10:56    [Cytuj]

Poniższy tekst pochodzi ze strony "Radio watykańskie". Tekst dotyczy wywiadu Franciszka dla dziennika La Croix. W tekście tym czytamy m.i. : "Ojciec Święty zwrócił uwagę, że konieczność integracji w Europie jest tym większa, ponieważ przeżywa ona poważny problem spadku wskaźnika narodzin..." - jak mamy to rozumieć ?


Papież do La Croix: integracja migrantów, sprzeciw sumienia



Sprawy takie jak migracja, wojny, terroryzm czy świeckość państwa podjął Papież w wywiadzie dla francuskiego dziennika katolickiego La Croix. Zapytany, czy Europa jest w stanie przyjąć tak wielu migrantów, Franciszek zauważył, że to słuszne i odpowiedzialne pytanie.

„Nie można otwierać im drzwi nieracjonalnie. Jednak zasadnicza kwestia to dlaczego jest dziś tylu migrantów. Wyjściowym problemem są wojny na Bliskim Wschodzie i w Afryce oraz niedorozwój kontynentu afrykańskiego, powodujący głód” – mówił Papież. Jeśli są wojny, to dlatego, że są producenci broni – co może być usprawiedliwione obroną – a przede handlarze bronią. Jeśli jest tyle bezrobocia, to z braku inwestycji mogących dać pracę, której Afryka tak potrzebuje. Szerzej chodzi o sprawę światowego systemu gospodarczego, który popadł w bałwochwalstwo pieniądza. Ponad 80 proc. bogactw ludzkości jest w rękach ok. 16 proc. ludzi. Franciszek wskazał, że „najgorszy sposób przyjmowania migrantów to spychać ich do getta; tymczasem trzeba ich integrować. W Brukseli terroryści byli Belgami, dziećmi migrantów, ale pochodzili z getta – przypomniał Papież. - W Londynie nowy burmistrz, muzułmanin, złożył przysięgę w katedrze. Wskazuje to, jak ważne jest dla Europy, by odnalazła swą zdolność integracji”.

Ojciec Święty zwrócił uwagę, że konieczność integracji w Europie jest tym większa, ponieważ przeżywa ona poważny problem spadku wskaźnika narodzin wskutek egoistycznego dążenia do dobrobytu. Zapytany dalej o lęk przed islamem wskazał, że chodzi raczej o strach przed Państwem Islamskim i jego podbojami.

Przyznając, że idea podboju wiąże się z duchem islamu, Papież stwierdził, że „wobec aktualnego terroryzmu islamskiego trzeba by zapytać o sposób, w jaki eksportowano zbyt zachodni model demokracji do takich krajów, jak Irak, gdzie była wcześniej silna władza, albo jak Libia, gdzie jest struktura plemienna. Nie można iść naprzód, nie licząc się z tą kulturą. Pewien Libijczyk powiedział: «Kiedyś mieliśmy Kadafiego, teraz mamy ich 50». W gruncie rzeczy współistnienie między chrześcijanami a muzułmanami jest możliwe – podkreślił Franciszek. - Jak mi opowiadano, w jednym z krajów afrykańskich w związku z Jubileuszem Miłosierdzia muzułmanie stoją w długiej kolejce do katedry, żeby przejść przez Drzwi Święte. W Republice Środkowoafrykańskiej przed wojną chrześcijanie i muzułmanie żyli razem i dziś powinni się tego znowu nauczyć. Liban też pokazuje, że jest to możliwe”.

Zapytany przez dziennikarzy z La Croix o miejsce religii w życiu publicznym, Franciszek przyznał, że państwo powinno być świeckie, jednak każdy musi w nim mieć wolność okazywania na zewnątrz swej wiary.
„Jeśli muzułmanka chce nosić chustę, trzeba jej na to pozwolić, jak też katolikowi nosić krzyżyk. Trzeba móc wyznawać swą wiarę nie na marginesie, ale w samym sercu kultury” – wskazał Papież. Wyznał, że jest trochę krytyczny wobec Francji, która przesadza z laickością. „Wiąże się to z traktowaniem religii jako «podkultury», a nie kultury pełnoprawnej. To oświeceniowe dziedzictwo jeszcze się utrzymuje. Francja winna zrobić tu krok naprzód przyjmując, że otwarcie na transcendencję jest prawem dla wszystkich” – podkreślił Ojciec Święty. Zaznaczył, że państwo musi respektować sumienie. „W każdej strukturze winien być obecny sprzeciw sumienia, bo jest to prawo człowieka. Przysługuje też urzędnikowi publicznemu, bo i on jest osobą ludzką. Nie można kwitować argumentów katolików powiedzonkiem: «Mówicie jak księża», bo opierają się oni na myśli chrześcijańskiej, którą Francja tak bardzo rozwinęła” - przypomniał Franciszek w wywiadzie dla La Croix.

Ojca Świętego zapytano go też o sprawę reintegracji lefebrystów. Odpowiadając, wyszedł od swych doświadczeń argentyńskich. „W Buenos Aires zawsze z nimi rozmawiałem. Pozdrawiali mnie, prosili na kolanach o błogosławieństwo. Uważają się za katolików, kochają Kościół – mówił Papież. - Bp Fellay jest człowiekiem, z którym można prowadzić dialog. Niektórzy, jak bp Williamson, są bardziej radykalni. Myślę, jak już mówiłem w Argentynie, że są to katolicy w drodze do pełnej komunii. W tym Roku Miłosierdzia uznałem za słuszne, by ich spowiedników upoważnić do odpuszczania grzechu aborcji. Dziękowali mi za to. Wcześniej Benedykt XVI, którego bardzo szanuję, zliberalizował Mszę w rycie trydenckim. Dialog idzie dobrze”.

ak/ rv

http://pl.radiovaticana.v...umienia/1230477
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 01 Kwi 2008
Posty: 17462
Skąd: Polska
Wysłany: 3 Lipiec 2016, 20:31    [Cytuj]

Abdykacja Franciszka już wkrótce. Potwierdzają to nasze watykańskie źródła



Gdy 13 marca 2013 r. stojący na balkonie papieskim kard. Bergolio wypowiedział charakterystyczne „buongiorno”, świat zamarł... Jedni z zachwytu, inni z przerażenia. Pierwszy w historii papież z kontynentu amerykańskiego przejął urząd Świętego Piotra. Przez pierwsze dwa lata pontyfikatu dominująca większość społeczeństwa miała „ubogiego Franciszka” niemalże za papieża marzeń. Zwłaszcza gdy porównywano go z zakłamanym, wykreowanym przez mainstream wizerunkiem poprzednika.

Przez pierwsze dwa lata oblicze papieża zdobiło niemalże wszystkie okładki poważnych i mniej poważnych czasopism. Nareszcie papież, który mówi ludzkim głosem, „papież ubogich”, „duszpasterz”... Niekończące się laudacje. Można było mówić o pewnym hurraoptymizmie wśród wiernych. Ale byli i tacy, którzy od początku wróżyli niebezpieczeństwo. Przyznam... ja do nich nie należałem. Po dwóch latach od wyboru „efekt Franciszka” prysł niczym sztucznie napompowana bańka mydlana. Do pieca dołożył Antonio Socci, który dowodzi, że wybór Bergolio na papieża był nielegalny (por. książka Non e Francesco). Czyżby świat zrozumiał, kim jest ubrany w populistyczne szaty biskup z Argentyny? Statystyki nie kłamią. Liczba wiernych na środowych audiencjach spadła w ciągu dwóch lat o niemal 68 proc. Podobnie na modlitwach „Anioł Pański” i innych spotkaniach. Odpływ wiernych od Franciszka jest widoczny gołym okiem. Czym katolikom podpadł duchowny z Buenos Aires? Czyżby i on, podobnie jak nuncjusz Migliore, szykował się do ewakuacji z Watykanu?

Trefne publikacje

Wszystko zaczęło się od „ekologicznej” encykliki Laduato si, której bliżej do „zielonego manifestu” czy deklaracji ideowej partii Zielonych lub Greenpeace’u niż do oficjalnego orędzia Namiestnika Świętego Piotra. Papież doskonale wpisał się w lewacką narrację o globalnym ociepleniu, którego nikt nie jest w stanie ostatecznie udowodnić. Encyklika zredukowała nauczanie o jedynym Zbawcy Jezusie Chrystusie do ekologicznej gadki. Niebawem przyjdzie na świat Antychryst. Ukaże się w postaci ekologa i pacyfisty. Bądźcie czujni – w 2007 r. ostrzegał kard. Giacomo Biffi, arcybiskup Bolonii. Nie wiem, kogo kardynał miał na myśli, ale jego profetyzm brzmi znajomo... Ponadto metropolita przestrzegał przed budowaniem tzw. nowego chrześcijaństwa. Czy jego przejawem nie jest pierwsza lewicowa encyklika w historii Kościoła oraz pełna relatywizmu moralnego adhortacja Amoris laetitia, która bagatelizuje pojęcie grzechu śmiertelnego oraz zmienia spojrzenie na związki niesakramentalne?

Spolegliwość międzyreligijna

Franciszkowa koncepcja dialogu międzyreligijnego nijak się ma do tej objawionej w Słowie Bożym. Papieski dialog nie opiera się na głoszeniu nawrócenia i budowaniu koegzystencji społecznej, ale na próbie zrównania ze sobą wszystkich religii. W tych poczynaniach radykalnie faworyzuje on islam i religię mojżeszową. Nie sposób wymienić wszystkich sygnałów wskazujących, że zależy mu na połączeniu islamskiej sekty z wiarą w Jezusa Chrystusa. Przypomnę jedynie kilka z nich. W skandalicznym wywiadzie dla francuskiej gazety „La Croix” przyrównał apostołów do… terrorystów z ISIS. Nie sposób nie wspomnieć o całowaniu Koranu czy muzułmańskich stóp podczas wielkoczwartkowych uroczystości, które dało imamom jasną informację, jakoby chrześcijaństwo sprawowało poddańczą rolę wobec islamu. Franciszek ma krzepę, by uklęknąć przed muzułmanką i ucałować jej stopy, nie mając już siły, by uklęknąć w kościele przed żywym Jezusem obecnym w Najświętszym Sakramencie. Czy Chrystus całował fałszywe księgi lub stopy pogan podczas Ostatniej Wieczerzy? Papież Franciszek przeszedł samego siebie podczas uroczystości wręczenia nagrody im. Karola Wielkiego, gdy u boku Martina Schulza zasugerował, że Europa winna odrodzić się w... islamie. Nie w pogłębionej wierze w Chrystusa. Nie w renesansie sakramentalnego życia, ale w islamie!

Podobnie zachowuje się w kwestii żydowskiej. Nieodwzajemnione służalcze pocałunki rąk rabinów są jedynie tego symbolem. Na szczególną uwagę zasługuje opublikowany niecałe pół roku temu dokument Komisji ds. Stosunków Religijnych, który stawia pod ogromnym znakiem zapytania istotowy, misyjny charakter Kościoła. W dokumencie wyjaśniono, że „dobrzy katolicy”, którzy szanują tak zwany „ekumeniczny dialog z judaizmem”, powinni powstrzymać się od wszelkich prób ewangelizacji Żydów. Stwierdzono wprost, że Kościół katolicki nie przewiduje już nawracania wyznawców religii mojżeszowej, uważając, że chrześcijaństwo jest jakąś formą pochodną judaizmu. A co ze słowami Chrystusa: tylko przeze Mnie pójdziecie do Ojca? Budowanie dialogu międzyreligijnego, innego niż nawracanie i budowanie koegzystencji społecznej, trąci herezją.

Niestety heretyckie, a nawet masońskie próby łączenia wszystkich religii w jedno zostały wyraźnie zaprezentowane w propagandowym spocie, w którym pierwsze skrzypce odgrywał Franciszek. Chrześcijaństwo, islam, judaizm i buddyzm (zaliczany do nonteizmu!) dla biskupa Rzymu wydają się być jednym i tym samym!

Takie kroki bardziej stawiają Franciszka w roli namiestnika Mahometa czy Mojżesza naszych czasów, aniżeli ziemskiego następcy Chrystusa.

Gwiazda popkultury

Zaraz po wyborze księża z Argentyny ostrzegali, że Bergolio bardziej będzie dbał o wizerunek medialny, aniżeli o rzeczywiste budowanie wspólnoty Chrystusa. Wielu nie dowierzało. Po kilku miesiącach te rewelacje potwierdzili jego bliscy współpracownicy oraz konkretne wydarzenia. Papież stał się ulubieńcem mediów, co niestety nie ma realnego przełożenia na skuteczną ewangelizację, nawrócenia, liczbę wiernych w Kościele czy powrót do życia sakramentalnego. Franciszek ma czas na spotkania z Salmą Hayek i przedstawicielami amerykańskich organizacji homoseksualnych, nie znajdując go jednocześnie na spotkanie ze stającą w obronie życia nienarodzonych Mary Wagner.

Stać go było na list do muzułmanów z okazji rozpoczęcia Ramadanu z życzeniami, by okres ten przynosił im obfite owoce duchowe, ale nie stanął ani razu w obronie Asi Bibi, skazanej na śmierć za wierność Chrystusowi – komentuje sprawę publicysta Grzegorz Górny.

Zwrócony w kierunki Mekki, pokornie modlił się w meczecie (w 2014 r.), zapominając o przelewających krew chrześcijańskich wspólnotach, których świątynie już dawno leżą w gruzach. Czy tak postępuje pasterz swoich owiec? Czy pasterz powinien budować swój PR kosztem wiernych będących w niebezpieczeństwie?

To efekt Franciszka – tak z zachwytem tłumaczy poczynania papieża od lat związana ze środowiskami LGBT zakonnica Jeannine Gramick.
Efekt Franciszka ma jakieś granice przyzwoitości, które, jak się wydaje, już dawno zostały przekroczone.

Wizerunek papieża walczącego z pedofilią i kościelnymi skandalami, co wbrew kłamstwom mainstreamu czynił Benedykt XVI, nadszarpnęła sprawa abp. Józefa Wesołowskiego. Co ciekawe, delikwent tuż przed rozprawą zmarł na zawał. Dziwne? Czy nie narzuca się na myśl mafijna próba zlikwidowania problemu, który poprzez długie sądowe procesy nadszarpnąłby PR medialnej gwiazdy?

Jedno jest pewne, papież wpada, świadomie lub nie, w pułapkę szukania taniego poklasku wszędzie i u wszystkich. Stał się skupiającą się na opinii długoletnich wrogów Kościoła gwiazdą popkultury, co najwyraźniej mu odpowiada. Takie stanowisko nijak się ma do ewangelicznego: Biada wam, gdy wszyscy ludzie chwalić was będą. Tak samo bowiem przodkowie ich czynili fałszywym prorokom (Łk 6,26).

Masoneria

W 1999 r. kard. Bergolio został honorowym członkiem Rotary International w Buenos Aires. Wkrótce po wyborze na Stolicę Apostolską informacja o papieskich związkach z tą organizacją zniknęła z internetu. Dopiero niedawno na nowo zagościła również na polskich serwerach. Członkostwem Franciszka chwalą się loże masońskie oraz rotarianie. Doskonale wiadomo, że to, co zgodnie z myślą Artura Schopenhauera, przez lata było sprowadzane do absurdu, w rzeczywistości jest prawdą. Chodzi o główny cel masońskich lobbystów – budowanie Nowego Porządku Świata (New World Order), na zasadzie łączenia wszystkich religii w jedną (o czym już wyżej była mowa), wynarodowienia i zderzania ze sobą odmiennych cywilizacji. To wszystko, pod przykrywką pacyfizmu i fałszywego miłosierdzia, zdaje się realizować aktualny biskup Rzymu.

Jeszcze niedawno, przyjmując nagrodę im. Karola Wielkiego, Franciszek wygłosił mowę na temat wyzwań przed jakimi, jego zdaniem, stoi Europa. Dał do zrozumienia, że państwa narodowe to przeżytek. Co więcej, kilka tygodni później wyznał w wywiadzie, że irytuje się, gdy słyszy o chrześcijańskich korzeniach Europy, widząc w nich zbrodniczy kolonialny charakter. To lewackie, marksistowskie spojrzenie całkowicie przeciwstawia się słowom św. Jana Pawła II, który wielokrotnie przestrzegał, by Europa nigdy nie wyrzekła się „korzeni chrześcijańskich”.

Krótko przed Jubileuszem Miłosierdzia apeluję do parafii, wspólnot zakonnych, klasztorów i sanktuariów całej Europy, aby wyrazić konkretność Ewangelii i przyjąć rodzinę uchodźców – w zeszłym roku apelował papież Franciszek.

Papież przeszedł samego siebie w wywiadzie dla francuskiego periodyku, gdzie Europejkom zasugerował, by współżyły z islamskimi imigrantami i w ten sposób zniwelowały ujemny przyrost naturalny. Takich apeli było o wiele więcej. Biorąc pod uwagę, jak wielką liczbą doradców otoczony jest papież, należy wykluczyć jakąkolwiek naiwność. Niemożliwe, że Franciszek nie wie o aktach terrorystycznych czy gwałtach na kobietach, jakich dopuszczają się islamscy fundamentaliści. Niemożliwe, że nie zna doktryny koranicznej, zezwalającej na morderstwo innowiercy, czym trudzą się liczni salafici.

Za dalszą współpracą z masonerią przemawia iluminacja w dzień Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny na fasadzie Bazyliki Świętego Piotra w Rzymie (8 grudnia 2015). Projekt rzekomo był poświęcony zmianom klimatycznym. Wpływowi watykaniści, tacy jak Sandro Magister czy Antonio Socci, uznali, że spektakl był jawną manifestacją duchowości New Age, NWO oraz pogaństwa. Tego samego zdania są byli członkowie sekt, którzy zaprezentowaną symbolikę rozumieją doskonale. Zgodnie dowodzą, że iluminacja zaprojektowana przez działacza masońskiej loży, a zarazem zadeklarowanego satanistę, była perfidną okultystyczną propagandą, którą sponsorował wspierający ideologię eugeniczną Bank Światowy, a „pobłogosławił” ją namiestnik Chrystusa.

Niepokojące są również doniesienia o próbach zanegowania prawdziwości objawień fatimskich, których trzecia tajemnica nie została zaprezentowana w całości (na ten temat napiszę więcej innym razem).

Abdykacja

Według informacji, które dotarły do nas z trzech watykańskich źródeł, Franciszek podpisał dokument o abdykacji prawie dwa miesiące temu. Jak zgodnie donoszą trzej kapłani pracujący w watykańskich kongregacjach, abdykacja nastąpi pod koniec października lub w listopadzie. W kontekście tych doniesień łatwiej zrozumieć bezkompromisowe, skrajnie modernistyczne kroki, jakie wykonał od ostatniego roku. Jeszcze jedno jest niepokojące. Podobno kolejny papież już jest wybrany, a poczynania Franciszka są jedynie grą wstępną dla jego następcy, by doprowadzić do zupełnej destabilizacji Kościoła Chrystusowego. Prośmy Boga, by odmienił te niepokojące zapowiedzi! Codziennie o 12.00 módlmy się jednym „Zdrowaś Maryjo” w intencji Kościoła i jego pasterzy. Jeśli nic się nie zmieni po najbliższych wakacjach, Franciszek zrealizuje to, o czym prawił dziennikarzom niecałe dwa lata temu na pokładzie samolotu – ustąpi z urzędu po bardzo krótkim czasie. Trzy lata „trefnego pontyfikatu” to absolutnie za dużo. Nie potrzebujemy gwiazdy popkultury w Watykanie, tylko papieża, który odstawiając na bok budowanie medialnego wizerunku, poświęci się radykalnemu głoszeniu Świętej Ewangelii.

Komentarz ukazał się na łamach tygodnika Warszawska Gazeta. Kupujcie nowy numer w formie e-wydania: https://wogoole.pl/lipiec/264-warszawska-gazeta-262016.htmlv

http://warszawskagazeta.p...ykanskie-zrodla
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 01 Kwi 2008
Posty: 17462
Skąd: Polska
Wysłany: 5 Lipiec 2016, 00:09    [Cytuj]

[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 01 Kwi 2008
Posty: 17462
Skąd: Polska
Wysłany: 25 Lipiec 2016, 09:10    [Cytuj]

Chciałbym przy okazji zwrócić tu uwagę na taki fakt : dwóch papieży w Kościele Katolickim ? - to jakieś totalne nieporozumienie !


O krytyce hierarchów i niewygodnej tajemnicy fatimskiej



W ostatnich publikacjach podjąłem się konstruktywnej krytyki abp. Migliore, który na szczęście ewakuuje się z Polski, przewodniczącego KEP abp. Gądeckiego oraz słynącego z populizmu papieża Franciszka. Na temat papieża nie napisałem wszystkiego. Ostatnie rewelacje niemalże wymuszają na mnie, aby w imię odpowiedzialności za Matkę Kościół ujawnić kolejny rąbek prawdy na temat Namiestnika Świętego Piotra.

Duch Święty na konklawe?

Stosunkowo często spotykam się z zarzutem, że jakakolwiek krytyka papieża jest niewskazana, gdyż jego wybór jest naznaczony mandatem samego Ducha Świętego. Taka wyjątkowo infantylna argumentacja nijak się ma do rzeczywistości. Na pomoc przychodzi wybitny teolog kard. Joseph Ratzinger, którego mądrości nikt nie jest w stanie zakwestionować:

Kto wybiera papieża? Normy prawne stanowią jasno: są to kardynałowie – elektorzy (…). Konklawe ma być natomiast czasem szczególnej współpracy kardynałów z Duchem Świętym. (…) Równocześnie wiemy, że człowiek posiada zawsze wolną wolę i może odrzucić łaskę Bożą, niezależnie od tego, czy jest świeckim, wikarym, kardynałem czy papieżem. Może ją odrzucać na różny sposób, poprzez niewiarę, pychę i wszystkie inne grzechy świata.
W dziejach Kościoła było wielu bardzo złych papieży. Część z nich była, kolokwialnie mówiąc, złymi ludźmi, inni nie mieli predyspozycji moralnych, umysłowych czy organizacyjnych. Nie godzi się obarczać tymi wszystkimi wyborami Ducha Świętego – tak powiedział prefekt Kongregacji ds. Nauki i Wiary kard. Joseph Ratzinger.

Biorąc pod uwagę wypowiedź kardynała Ratzingera, nie możemy mieć pewności, czy obecny papież został wybrany pod natchnieniem Trzeciej Osoby Trójcy Świętej, czy może nie stoi w jednym szeregu z potomkami Borgiów? Na to pytanie nie stawiam konkretnej odpowiedzi, jednak biorąc pod uwagę rewelacje na temat jego pontyfikatu, odpowiedź niemal nachalnie narzuca się sama...

Papież przeprasza gejów, a katolików wyklucza z Kościoła

Wracający samolotem z podróży apostolskiej do Armenii papież Franciszek podczas tradycyjnej konferencji prasowej z obecnymi tam dziennikarzami został poproszony o komentarz do słów kardynała Reinharda Marxa, przewodniczącego niemieckiego episkopatu, który stwierdził, że katolicy winni są przeprosiny osobom homoseksualnym, ponieważ przyczynili się do ich marginalizacji. Wypowiedź kardynała miała związek z czerwcową masakrą, jaka miała miejsce w klubie gejowskim w Orlando.

Katolicy i inni chrześcijanie muszą prosić o wybaczenie nie tylko osoby homoseksualne. Muszą prosić Boga, by wybaczył, że ich dyskryminowali i wzbudzali wrogie postawy wobec nich – powiedział na pokładzie samolotu papież Franciszek.

Zaskakujące, że Franciszek zabrał się za przepraszanie gejów, podczas gdy terrorystą, który doprowadził do masakry w Orlando, był zwolennik Państwa Islamskiego. Katolicy nie mają powodów, by przepraszać gejów za ich dewiacje. Co więcej, to homoseksualiści winni to uczynić, przepraszając młode pokolenie za deprawację, jakiej przynajmniej część z ich środowiska dopuszcza się w przestrzeni publicznej. Pismo Święte, począwszy od prawa Mojżeszowego, traktuje homoseksualizm wyjątkowo surowo, a żaden prorok, apostoł czy sam Jezus Chrystus żadnego homoseksualisty nigdy nie przepraszał. Biblia zboczeńców wyklucza z Kościoła.

Niecałe dwa tygodnie temu, podczas wizyty w Villa Nazareth, czyli w kościelnym akademiku dla ubogiej młodzieży, papież Franciszek powiedział, kto nie jest chrześcijaninem. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby w swą litanię włączył wspomnianych homoseksualistów, rozpustników, bałwochwalców, cudzołożników, rozwiązłych, złodziei, pijaków, chciwych, oszczerców oraz zdzierców, bo w myśl Pisma Świętego tacy „nie odziedziczą królestwa Bożego” (1Kor 6,9; por. Rz 1,26-27; 1Tm 1,9-11). Tymczasem Franciszek wydaje się tworzyć własną wykładnię biblijną. Podczas gdy przeprasza gejów za rzekome krzywdy, jakich doświadczają ze strony Kościoła, wyklucza z Kościoła tych, którzy nie chcą przyjąć „uchodźców” w swoich wspólnotach. Twierdzi, że „bronimy się przed innymi”, żyjąc w „cywilizacji zamkniętych drzwi i zamkniętych serc”.

Jeśli nie przyjmujemy potrzebujących, to nie jesteśmy chrześcijanami i nie zostaniemy przyjęci do Królestwa Niebieskiego – ostrzegał papież.

Biorąc pod uwagę kontekst wypowiedzi papieża w Villa Nazareth oraz podejmowanego z pasją tematu imigrantów, możemy mieć pewność, kogo w tej wypowiedzi miał na myśli. Myślę, że można już mówić w tym miejscu o pewnego rodzaju obsesji, jeśli wręcz nie herezji.

Od kogo jak od kogo, ale od papieża Franciszka należy wymagać prawdziwie ewangelicznej wykładni, zwłaszcza jeśli ponad nią stawia typowe dla siebie, populistyczne zagrywki. Wobec tego typu wydarzeń odpowiedzialny katolik nie może przejść obojętnie.

Niewygodne tajemnice fatimskie

Podczas gdy wielkimi krokami zbliża się setna rocznica objawień fatimskich, a zarazem 500. rocznica reformacji, o. Enzo Bianchi – w 2014 r. mianowany przez Franciszka konsultorem Papieskiej Rady Popierania Jedności Chrześcijan – w grudniu zeszłego roku stwierdził, że objawienia fatimskie to oszustwo. Papieski funkcjonariusz uznał również, że w orędziu fatimskim Bóg jawi się jako Bóg katolickiego rasizmu, który dba tylko o swoją rodzinę, zapominając o innych denominacjach chrześcijańskich. Ponadto o. Bianchi, znany ze swoich kontrowersyjnych wypowiedzi, twierdzi, że Matka Boża, nie reprezentująca odpowiedniego modelu dla promocji kobiet w Kościele, zapomniała w orędziu o pomordowanych Żydach oraz nazistowskich Niemcach (sic!), skupiając się jedynie na błędach Rosji i prześladowaniu chrześcijan.

Okazuje się, że te argumenty Bianchiego są tylko jedynymi z wielu. Dowodzą tego rewelacje przekazane przez księdza Ingo Dollingera, długoletniego sekretarza biskupa Augsburga Josepha Stimpfle, a zarazem przyjaciela kardynała Josepha Ratzingera, późniejszego papieża Benedykta XVI. Niedługo po publikacji treści trzeciej tajemnicy fatimskiej w 2000 r., w prywatnej rozmowie kard. Ratzinger wyznał przyjacielowi, że spora część trzeciej tajemnicy fatimskiej nie została jeszcze opublikowana.

Wciąż więcej treści jest trzymanych w tajemnicy, niż zostało opublikowanych – powiedział przyjacielowi przyszły papież.

W dalszej części prefekt kongregacji potwierdził, że opublikowana treść objawienia jest prawdziwa, jednak pozostałe, trzymane w sekrecie fragmenty, byłyby zbyt szokujące, objawiając błędne posunięcia Kościoła. Według relacji Dollingera, nieopublikowana część objawienia mówi o niegodnym Soborze Watykańskim II oraz związanej z nim modernizacji liturgii Mszy Świętej. Przypomnijmy, że podczas Soboru Watykańskiego II związany z wolnomularstwem kapłan Zgromadzenia Księży Misjonarzy Świętego Wincentego a Paulo Annibale Bugnini dokonał reformy liturgii Najświętszej Ofiary, doprowadzając tym samym do protestantyzacji zasługującej na najwyższy szacunek Eucharystii.

Może zastanawiać, dlaczego właśnie Dollingerowi przyszły papież przekazał te informacje. Niemiecki duchowny przez lata zajmował się problemem wolnomularstwa przy Konferencji Episkopatu Niemiec, wielokrotnie potępiając masonerię i przypominając, że ta diabelska ideologia, która wkradła się do Kościoła, nie ma nic wspólnego z duchem Ewangelii. Najprawdopodobniej kard. Ratzinger przekazał informacje przyjacielowi, łącząc orędzie fatimskie z tematyką podejmowaną przez kapłana od lat.

Matka Boża w trzeciej tajemnicy fatimskiej wyznała, że na przestrzeni kilkudziesięciu lat Kościół znajdzie się w czasach zagubienia, a nawet rozpadu – stwierdził w wywiadzie ks. Dollinger.

Tej dewastacji, nie ujawniając publicznie pełnego orędzia objawienia fatimskiego, starał się zapobiec papież Benedykt XVI. Kiedy został papieżem, próbował przywrócić piękno liturgii, w 2007 r. wydał motu proprio „Summorum Pontificum”, zezwalając w nim na odprawianie mszy trydenckiej każdemu kapłanowi bez konieczności zgody biskupa, a w 2009 r. uczynił ukłon w kierunku Bractwa Świętego Piusa X, ściągając kary ekskomuniki z wyświęconych biskupów.

Będziemy w błędzie, myśląc, że proroctwo fatimskie jest zakończone –oświadczył papież Benedykt XVI w 2010 r.

Czy zatem brak słusznej odpowiedzi Franciszka na treść trzeciej tajemnicy fatimskiej, zapowiedziane uczestnictwo podczas uroczystości 500. rocznicy reformacji Kościoła, postęp w modernizacji Eucharystii, ukłony w kierunku homoseksualistów oraz próba zdelegalizowania objawień fatimskich rękami jednego z funkcjonariuszy watykańskich są właściwą reakcją na potrzebę odnowy Kościoła, jakiej zapragnęła Madonna z Portugalii?

Leczenie z gangreny

Papież Benedykt w czasie podróży samolotem do Fatimy odpowiedział, która przestrzeń Kościoła wymaga szczególnego uleczenia z gangreny.

Cierpienia Kościoła pochodzą z jego wnętrza i biorą swój początek w grzechu. Dziś widzimy to w wyjątkowo okrutny sposób. Największe prześladowania Kościoła nie pochodzi od jego wrogów, ale wynika z grzechu panującego wewnątrz niego – powiedział papież Benedykt XVI.

By odnowić Kościół, trzeba objawić o nim prawdę. Nie po to, by się nad Kościołem pastwić i rozdzierać powstałe już rany, lecz by uzdrawiając z patologii, dobrać odpowiednie środki. Przemilczanie problemów czy gloryfikacja tych, którzy na drodze taniego populizmu próbują Ewangelię dostosować do świata, jest jeszcze większą zbrodnią, niż ataki „Gazety Wyborczej”, przypuszczane w celu osłabienia odwiecznego przeciwnika diabła.

Umiłowana Matka Kościół potrzebuje uleczenia u swoich źródeł. Jako jej synowie, winniśmy dołożyć wszelkich starań, aby prawda o hierarchach ujrzała światło dzienne, by skutecznie wilki w owczej skórze czym prędzej przepędzić z chrystusowego stada.

PS W ostatnim artykule pt. Abdykacja Franciszka już wkrótce pojawił się chochlik. Napisałem, że sekretarzem Stanu Stolicy Apostolskiej jest kard. Tarcisio Bertone. Nic bardziej mylnego. Owszem, salezjanin piastował tę funkcję, ale do 2013 r. Aktualnie sekretarzem Stanu Stolicy Apostolskiej jest kard. Pietro Parolin. Za zwrócenie uwagi dziękuję i przepraszam za błąd.

http://warszawskagazeta.p...nicy-fatimskiej
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 01 Kwi 2008
Posty: 17462
Skąd: Polska
Wysłany: 26 Lipiec 2016, 09:57    [Cytuj]

„Rzeczpospolita” obnaża hipokryzję lewicowych suflerów papieża Franciszka



Franciszek od kilku dni dostaje tezy przesłania, które powinien wygłosić do Polaków. Podsuwają je środowiska, które od dawna traktują papieża instrumentalnie – pisze Tomasz Krzyżak na łamach „Rzeczpospolitej”. Ojciec święty przybędzie do naszego kraju już w środę.

W przededniu pielgrzymki papieża do Polski coraz głośniej słychać pytanie: „Co powie papież”. Jak zauważa Tomasz Krzyżak, wielu chciałoby „aby upomniał rządzących w kwestii uchodźców, nie pominął ochrony klimatu, by powiedział rodzimym politykom, że podważają zasady demokratycznego państwa prawa”.

Czego jeszcze chcą suflerzy papieża? Apelują, aby „Franciszek wystąpił z mocnym przesłaniem do biskupów i w kontekście uchodźców przypomniał im, że miłosierdzie Boże jest dla każdego, nie tylko dla wybranych. By zwrócił im uwagę na to, że nie robią nic, by powstrzymać falę hejtu, homofobii. By powiedział, że nie wolno im współpracować lub po cichu popierać jednej opcji politycznej, bo przecież w Kościele jest miejsce dla wszystkich”. Do ich listy życzeń warto również dorzucić krytykę polskiego episkopatu.

Zdaniem autora „cała ta troska o moc papieskiego przesłania jest o tyle dziwna, by nie powiedzieć kuriozalna, że pojawia się w środowiskach, którym z Kościołem od dawna jest nie po drodze. Które za nic mają jego nauczanie odnoszące się do życia, promują zapłodnienie in vitro i otwarcie dążą do legalizacji aborcji. W środowiskach, które w ostatnich latach wydatnie przyczyniły się do głębokiego podziału polskiego społeczeństwa i same nakręcają spiralę nienawiści. Nie biorą one – wypływającego z ewangelii – nauczania Kościoła w całości, ale czerpią z niego jedynie fragmentarycznie”.

„Traktując Franciszka instrumentalnie, nigdy do niczego nie dojdziemy. Nigdy nie osiągniemy żadnego pojednania, jeśli z ogromnego tortu weźmiemy jedynie kawałek. Trzeba wziąć całość albo nic. Innej drogi nie ma” – puentuje autor.

Źródło: „Rzeczpospolita”

luk

http://www.pch24.pl/rzecz...ka,44904,i.html
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 01 Kwi 2008
Posty: 17462
Skąd: Polska
Wysłany: 29 Lipiec 2016, 09:54    [Cytuj]

Pierwsze wystąpienie Franciszka w oknie – kpina z chrześcijańskiej eschatologii

Niestety, nie znajduję w żadnych mainstremowych mediach (pobożne życzenie) ani nawet tradycyjnych katolickich portalach jakiejkolwiek refleksji krytycznej w temacie tego, co Franciszek powiedział wieczorem w oknie na Franciszkańskiej pierwszego dnia swojej pielgrzymki, 27 lipca 2016 roku. Może za wcześnie jeszcze.



Niemniej wszyscy wokół są pełni euforycznego uniesienia do takiego stopnia, że nie zauważają w ogóle problemu. W moim odczuciu wystąpienie Franciszka jest wyraźną parodią chrześcijańskiej eschatologii. W ogólnym nastroju entuzjastycznej franciszkomanii, bez choćby chwili uważnego przeanalizowania tego, co Franciszek rzeczywiście powiedział, nie jest łatwo dostrzec, że odżegnuje się on od zdrowej tradycji duchowości i praktyki chrześcijańskiej. Przyjrzyjmy się temu dokładnie, nie wpadając w emocjonalne bagatelizowanie powagi sytuacji, i zobaczmy, jak bardzo to, co Franciszek czyni i mówi, obiega od postawy chrześcijańskiej.

Najpierw źródła.
Tutaj jest pełny tekst wypowiedzi Franciszka: http://papiez.wiara.pl/do...knie-Jana-Pawla
Tutaj wideo z tego wystąpienia: https://www.youtube.com/watch?v=Tn_e9bAN_X8
Pierwszy tekst o Macieju, do którego Franciszek nawiązuje:http://krakow.gosc.pl/doc/3273382.Bog-chcial-nieziemskiego-designu
Drugi tekst o Macieju (z wideo, na którym kieruje do wszystkich swoje przesłanie):http://wiadomosci.onet.pl/krakow/sdm-maciej-szymon-ciesla-wolontariusz-swiatowych-dni-mlodziezy/wdqnee

Franciszek zaczyna od „Dobry wieczór” – w tym kontekście można by to jeszcze zrozumieć, bo spotkanie jest nieformalne. Ale nie w tym rzecz.

Całe wystąpienie Franciszka poświęcone jest Maciejowi Szymonowi Cieśli, młodemu człowiekowi, który mocno angażował się w projekty graficzne na rzecz ŚDM, niestety zachorował na raka i odszedł z tego świata, nie doczekawszy ŚDM.

Zasadniczy problem w wystąpieniu Franciszka jest taki, że z miejsca czyni on z Macieja świętego, twierdząc w sposób całkowicie niezrozumiały, że jest on już w niebie. Skąd Franciszek wie, że Maciej nie jest jeszcze w czyśćcu?

Zdrowa katolicka pobożność zaleca modlitwę za zmarłych – tymczasem Franciszek nie zachęca do modlitwy za chłopaka. Wprowadza co prawda chwilę ciszy, modlitwy – taką jednak, w której mielibyśmy stanąć w obecności świętego Macieja: „On tutaj jest”. Pomija zupełnie realizm chrześcijański, który nakazuje roztropność w takich sprawach. Stwierdzenie, że ktoś przebywa w niebie, nie jest rzeczą, o której można sobie dowolnie wyrokować.

Nie taka jest praktyka Kościoła, aby na podstawie zaangażowania w jakieś słuszne sprawy, choćby przy wydarzeniach religijno-społecznych, i śmierci z powodu choroby czynić z kogoś świętego i od razu go w praktyce go kanonizować, twierdząc że koniecznie musi być już w niebie. Nawet w przypadku osób prowadzących życie świątobliwe, Kościół zawsze zachęca do modlitwy za duszę danej osoby. Nie znamy jej sumienia i niczego nie możemy być pewni.

Święci, którzy są w niebie, powinni być dla nas przykładem wiary. Franciszek nie wskazał na głęboką wiarę u chłopaka, choćby na religijne nastawianie do rzeczywistości, a tym bardziej na coś, co mogłoby jakoś dowodzić, że jest już w niebie. Czy sama wiara albo poświęcenie się projektom graficznym i śmierć na raka miałyby być dowodem przejścia do nieba? Franciszek mówi: „Problem polega tylko na tym, aby wybrać dobrą drogę życia” – czy naprawdę wybór swojego świeckiego zaangażowania i drogi życia jest jedynym problemem?

Aby stwierdzić, że ktoś jest w niebie, potrzeba wiele elementów. Świętość wymaga choćby heroiczności cnót. Tymczasem nawet pobieżne przyjrzenie się osobie Macieja sprawia, że mamy wątpliwości w tym względzie. Znajomi mówią: „początkowo nie był nawet tak blisko Kościoła”. Na wideo nagranym przez niego po czasie (link powyżej) jedyne, co chce zrobić, to uniknąć za wszelką cenę raka i pozostać przy życiu. Czy święci nie powinni w pokorze najpierw przyjąć swojej choroby i cierpienia, a nie z nią walczyć za wszelką cenę? Z okazji Wielkanocy Maciej życzy wszystkim: cieszcie się swoim życiem. Czy takie życzenia składa człowiek religijny? Na wideo nie ma żadnych odniesień do Chrystusa i wiary (poza koniecznością podziękowania za modlitwy innych) – wszystko jest jakąś humanistyczną próbą pogodzenia się ze swoim losem. Żadnej chrześcijańskiej nauki duchowej.

Czy Franciszek chce powiedzieć, że wszyscy, którzy angażujemy się w jakieś inicjatywy społeczno-religijne, trafiamy do nieba?

Jest rzeczą niesłuszną, wręcz parodią i wypaczeniem chrześcijańskiej eschatologii, jeśli nie modlimy się za naszych zmarłych, o zmniejszenia ognia czyśćcowego dla nich, tylko próbujemy się stawiać w ich obecności w niebie.

Wieczny odpoczynek racz dać Panie, Maciejowi, a Światłość Wiekuista niechaj mu świeci. Niech odpoczywa w pokoju na wieki wieków.

Requiem aeterna dona ei, Domine.

Za: https://franciszekfalszywyprorok.wordpress.com/2016/07/28/pierwsze-wystapienie-franciszka-w-oknie-kpina-z-chrzescijanskiej-eschatologii/#more-3979

https://franciszekfalszywyprorok.wordpress.com/
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 01 Kwi 2008
Posty: 17462
Skąd: Polska
Wysłany: 3 Sierpień 2016, 08:41    [Cytuj]

WMM (Wspólna Mowa Mainstreamu) pracuje nad, aby rozwalić Kościół, oj pracuje.
Będące w rękach żydomasonerii media robia wszystko, dosłownie stają na głowie, aby zniszczyć Kościół Katolicki.
Jak więc widać, walka szatana z Bogiem trwa od początku, aż po dzień dzisiejszy, i trwać będzie aż do końca świata.
"Bramy piekielne Go (Kościoła) nie przemogą." Ale cóż ma diabeł do stracenia ?
Przegrał już w momencie, gdy jako Anioł zbuntował się przeciwko Bogu.
Teraz walczy już tylko o to, aby jak najwięcej ludzi doprowadzić do wiecznego potępienia.
Stąd ta nieustanna walka z Kościołem, bo tylko przez Niego można się zbawić. Nie ma bowiem żadnego zbawienia poza Kościołem, i diabeł dobrze o tym wie ...



Papież i „konserwatyści”



Po lekturze zachodnioeuropejskiej prasy można już z grubsza dowiedzieć się, jak WMM [Wspólna Mowa Mainstreamu] opisuje niedawno zakończoną wizytę papieża Franciszka w Polsce z okazji Światowych Dni Młodzieży w Krakowie. W tej wizji najważniejszym punktem wizyty były odwiedziny Franciszka w dawnym niemieckim obozie zagłady Auschwitz, a najważniejsze przesłanie papieskie dotyczyło kwestii przyjmowania imigrantów, z dodatkowym bonusem w postaci mniej lub bardziej (za tą drugą wersją optuje WMM) zakamuflowaną krytyką polityki polskiego rządu w tej kwestii.

Dodatkowo WMM odczuwała podskórne napięcie w związku z tym, że „otwarty na ludzi” Franciszek przybywał do „konserwatywnego polskiego Kościoła”. A jak udowadniał całkiem niedawno na łamach polskojęzycznego „Newsweeka” pewien uczony mąż, po „konserwatywnych” polskich biskupach można spodziewać się wszystkiego, nawet tego, że zamordują papieża w katedrze wawelskiej korzystając z okazji, jaką było spotkanie Franciszka z całym polskim episkopatem.

Relacja z polskiej pielgrzymki Franciszka posłużyła jako pretekst do analizy sposobu „osaczania” dobrego papieża Franciszka przez złych konserwatystów w Kurii rzymskiej, której to analizy dokonał m. in. brytyjski tygodnik „The Eeconomist”, jako żywo nieznany dotąd z pogłębionej wiedzy teologicznej i eklezjologicznej. W artykule zatytułowanym „Hearts, minds and souls”, datowanym na 30 lipca 2016, periodyk dokonuje surowego bilansu dotychczasowego przebiegu pontyfikatu Franciszka i wychodzi mu, że nie jest tak dobrze, jak mogło by być. „Reforma Kurii” (czyli destrukcja dotychczasowego modelu zarządzania dykasteriami rzymskimi, tak aby pozbyć się z nich „konserwatystów”) stanęła w miejscu, podobnie jak „zmiany w doktrynie” (czyli zakwestionowanie Pisma Świętego i Tradycji). Zdaniem „The Economist” pod tym względem zawodzi nawet adhortacja „Amoris laetitia”. Według brytyjskiego tygodnika, „konserwatyści” na zakończonym rok temu synodzie biskupów o rodzinie okazali się bowiem o wiele silniejsi, niż nawet tego spodziewał się sam papież. Byli na tyle silni, że udało im się zablokować dalej idące, „a konieczne” przecież zmiany, na przykład w nauczaniu Kościoła dotyczącego homoseksualistów.

Artykuł opublikowany na łamach „The Economist” jest opublikowany w typowej dla WMM manierze. „Dobry” papież Franciszek podduszany przez wszechmocnych konserwatystów z Kurii Rzymskiej. Jeden jest nawet wymieniony z imienia i nazwiska. To kardynał Robert Sarah, prefekt – mianowany na to stanowisko przez obecnego papieża – Kongregacji Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów.

Na podejrzenia o bycie „konserwatystą” (tłumacząc z WMM na język polski: pozostawanie wiernym nauce i tradycji Kościoła) ten afrykański purpurat zasłużył już sobie dawno. Przynajmniej od czasu odważnego występowania w obronie nauczania nie tyle Kościoła, co samego Chrystusa o nierozerwalności sakramentalnego małżeństwa podczas niedawnego synodu o rodzinie (a raczej synodu w obronie rodziny przed desantem modernistów). Z kolei w ostatnim czasie WMM wyciąga inne, „kompromitujące” gwinejskiego kardynała fakty. Ot, choćby jego wezwanie do kapłanów, by odprawiali Najświętszą Ofiarą zwróceni wraz z wiernymi ad orientem.

Podczas odbytej na początku lipca w Londynie konferencji „Sacra Liturgia” kardynał Sarah wygłosił wykład pt. „Ku autentycznemu wprowadzeniu w życie Sacrosanctum Concilium”. Słowa, które w dniu 5 lipca 2016 roku powiedział prefekt kongregacji kultu Bożego i dyscypliny sakramentów z pewnością przyczynią się do przylgnięcia do niego zaszczytnego miana „konserwatywnego” (czytaj: wierzącego na serio) kardynała. Używając słów papieża Franciszka, można powiedzieć, że kardynał Sarah nie osiadł na żadnej „kanapie szczęścia” i – raz jeszcze posłużmy się słowami Ojca Świętego, które słyszeliśmy w Krakowie – ma pamięć i ma odwagę, czyli spełnia dwa podstawowe warunki, aby być nadzieją dla Kościoła. Tak. Papież Franciszek mówił o tym, zwracając się w Krakowie do tysięcy młodych wolontariuszy, ale przecież te walory (pamięć o przeszłości i odwaga) są cechami, których nie należy odmawiać nikomu.

Londyński wykład kardynała Saraha był odważnym przypominaniem o tym, co jest zapisane w soborowej konstytucji o Świętej Liturgii („Sacrsanctum Concilium”) i co było wyrazem rzeczywistych intencji Ojców Soborowych, a tym, co stało się potem w wyniku działań tzw. ducha soboru ucieleśnionego w komisji Bugniniego, która doprowadziła do ostatecznej destrukcji rzymskiej liturgii. Według kardynała Saraha praca tego powołanego do życia w 1964 roku gremium „z pewnością była poddana wpływom, ideologiom i nowym propozycjom, które nie były obecne w „Sacrosanctum Concilium” „, a „część modlitw i rytów zostało utworzonych lub zrewidowanych zgodnie z duchem czasu, zwłaszcza zaś zgodnie z ekumeniczną wrażliwością”. Na to nałożyła się kolejna fatalna okoliczność, a mianowicie „pojawienie się po zakończeniu oficjalnej reformy [liturgicznej] bardzo poważnych błędnych interpretacji liturgii, które zakorzeniły się w różnych miejscach na całym świecie”. Źródłem tego zła było, jak wyjaśniał w swoim wykładzie prefekt kongregacji kultu Bożego, „błędne rozumienie Soboru, wiodące do liturgicznych celebracji, które koncentrowały się na spełnianiu pragnień konkretnej wspólnoty, a nie na ofiarnym kulcie składanym Wszechmocnemu Bogu”. Co charakterystyczne, watykański dostojnik nie uważa tych groźnych symptomów za zamkniętą przeszłość.

Kardynał Sarah podkreślał, opierając się na soborowym dokumencie i jego literze (a nie bliżej nieoznaczonym duchu), że zamiarem autorów „Sacrosanctum Concilium” nie była „protestantyzacja Świętej Liturgii, czy też wyrażenie zgody na poddanie jej jakiejś fałszywej inkulturacji”. Ten ostatni wątek jest godny szczególnego podkreślenia, zważywszy na to, że mówił o tym kardynał z Czarnego Lądu. Do tej okoliczności bezpośrednio odniósł się wykładowca: „Jestem Afrykańczykiem. Powiedzmy to sobie jasno: liturgia nie jest miejscem do promowania mojej kultury. Raczej jest miejscem, gdzie moja kultura jest chrystianizowana, gdzie moja kultura podniesiona jest do tego, co jest boskie”. I dalej: „im bardziej dane społeczność staje się chrześcijańska, błyszczy świętością i promieniuje wartościami ewangelicznymi, tym bardziej jest prawdopodobne, że będzie inkulturować chrześcijańskie przesłanie”, bo „inkulturacja nie jest religijnym folklorem”. Stąd, jak kontynuował gwinejski kardynał, inkulturacja „nie realizuje się koniecznie za pomocą lokalnych języków, instrumentów, czy latynoamerykańskiej muzyki, afrykańskich tańców lub azjatyckich, czy też afrykańskich rytuałów w liturgii i sakramentach”.

W swoim wykładzie kardynał Sarah zarysował również program przełamania obecnego kryzysu liturgii w Kościele powszechnym. Jako rzecz pierwszorzędnej wagi wskazywał w tym kontekście konieczność odnowienia nauczania o liturgii w seminariach duchownych, tak aby liturgiczna formacja „polegała na zanurzeniu się w liturgii, w głębokiej tajemnicy Boga naszego kochającego Ojca”. „Rzecz polega – kontynuował afrykański kardynał – na tym, by żyć liturgią w całym jej bogactwie, tak aby zaczerpnąwszy z jej źródła, mieć ciągle pragnienie jej piękna i ładu, jej ciszy i kontemplacji, jej uwielbienia i adoracji, jej zdolności, by łączyć nas z Tym, który działa w i poprzez święte ryty Kościoła”.

Jako drugi krok w kierunku odnowy liturgii wskazuje kardynał Sarah konieczność właściwego rozumienia wspominanego w soborowej konstytucji „participatio actuosa” wiernych. Nie należy mylić tego terminu z „hałaśliwym i niebezpiecznym liturgicznym aktywizmem, który był zbyt widoczny w ostatnich dziesięcioleciach”, ale należy pamiętać, że koniecznym warunkiem wstępnym do „participatio actuosa” jest „życie wewnętrzne, życie zanurzone w Bogu”. W tym kontekście po raz kolejny w swoim wykładzie prefekt kongregacji kultu Bożego zwracał uwagę na wielką odpowiedzialność kapłanów: „My, księżą musimy być przede wszystkim ludźmi zanoszącymi modły.[…] Nie możemy robić niczego ważniejszego aniżeli sprawować święte tajemnice. Strzeżmy się pokusy liturgicznego lenistwa czy letniości, ponieważ jest to pokusa szatańska”.

Ta sama pokusa ujawnia się również w inny sposób. Z ust kardynała Saraha padły twarde słowa o zjawisku, które niejednokrotnie mogliśmy widzieć także przy okazji niedawnych wielkich celebracji liturgicznych podczas papieskiej pielgrzymki w Polsce: „Widziałem księży i biskupów, ubranych do sprawowania Mszy Świętej, którzy wyjmowali telefony i aparaty fotograficzne i używali ich w czasie Świętej Liturgii. Jest to straszliwe świadectwo tego, co oni uważają za misję, którą podejmują ubierając liturgiczny strój. Ubiera on nas i przekształca nas w „alter Christus” – a nawet w coś więcej, w „ipse Christus”, w Chrystusa samego. Postępować w ten sposób jest bluźnierstwem. Żaden biskup, ksiądz czy diakon, ubrany w strój liturgiczny i obecny w świątyni nie powinien robić zdjęć, nawet w czasie Mszy odprawianych dla wielkiej liczby ludzi”. To z kolei nasuwa konieczność, jak podkreśla kardynał Sarah, „pilnego przemyślenia zasadności tych olbrzymich koncelebracji, zwłaszcza jeśli wiodą one do tak skandalicznego zachowania, tak niegodnego odprawianego misterium, albo jeśli poprzez ich ogrom stwarzają zagrożenie profanacji Najświętszego Sakramentu”.

W tym samym wykładzie kardynał – prefekt po raz kolejny powtórzył swoje wezwanie do odprawiania Mszy Świętej „ad orientem”. Krytycznie się odniósł także do istnienia tzw. świeckich szafarzy, uważając, że ich praca „jest czymś złym, jest zaprzeczeniem kapłańskiej służby jak również klerykalizacją świeckich”.

Tak mówi kardynał – „konserwatysta” (wg WMM), czyli w tłumaczeniu na język polski wierzący kardynał, serio traktujący swoje obowiązki jako Prefekt Kongregacji Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów. Jego wykład odbył się na niespełna miesiąc przed ŚDM w Krakowie. Uczestniczyli w nim także tacy kapłani, którzy ubrani w ornaty robili zdjęcia telefonami komórkowymi w czasie całej Mszy Świętej. Wypada jednak zgodzić się z opinią już wyrażoną na tych łamach, że oprawa liturgiczna krakowskiego ŚDM – z łaciną i modlitewną ciszą przed Najświętszym Sakramentem – bardzo korzystnie odróżniała się od tego, co widzieliśmy w Rio.

Także papież Franciszek okazał się nie taki straszny, jak go malowali. Papież, który wcześniej tak dużo mówił o rabanie w Kościele potrafił w Polsce katechizować ciszą, potrafił milczeć i to milczeć na temat, jak choćby podczas modlitwy przed Cudownym Obrazem Królowej Polski na Jasnej Górze, czy w czasie przejmującej ciszy w ciemnicy celi śmierci św. Maksymiliana w Auschwitz. Nie można też zarzucać papieżowi, że zrównywał miłosierdzie z jakimś „feel-good factor” (czynnikiem poprawiającym samopoczucie). Raczej odwrotnie. Wzywał do porzucenia „kanap” i „wcześniejszych emerytur”, zrzucenia „makijażu nakładanego na duszę”. Dla wielu wiernych, ale i kapłanów z Zachodu wymownym gestem papieża był sakrament spowiedzi udzielony w konfesjonale kilku młodym ludziom. Dla nas w Polsce jest to ciągle coś oczywistego, że ksiądz (biskup) spowiada w konfesjonale. W krajach, które od dawna – werbalnie, czy też w inny sposób – zadeklarowały, że nie są „filią Watykanu”, jest to widok egzotyczny. No cóż, żyjemy w czasach, w których rzeczy oczywiste stają się coraz rzadsze, a zakwestionowane stają się dogmatami. Parę takich „dogmatów” przypomniał w Polsce papież Franciszek.

Grzegorz Kucharczyk

http://www.pch24.pl/papie...ci,45067,i.html
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 01 Kwi 2008
Posty: 17462
Skąd: Polska
Wysłany: 4 Sierpień 2016, 11:34    [Cytuj]

Chciałbym tutaj zwrócić uwagę na fragment dotyczący tradycjonalistów, czyli zwolenników m.i. powrotu do mszy trydenckiej.
Otóż dla Franciszka to, że młode pokolenie skłania się ku tradycji, ku mszy trydenckiej to jest tylko taka moda ( :roll: ), i skoro to jest tylko moda, to przeminie ( :roll: ) i ... nie warto się nią interesować...



Rok Franciszka. Terlikowski: To będzie pontyfikat ewangelizacyjny
13 marca 2014



Zauważyłem, że tradycjonaliści katoliccy, którzy bardzo szanują Benedykta XVI, są nieco rozczarowani Franciszkiem. Dlaczego?

Myślę, że niezrozumienie jest wzajemne. Papież Franciszek rzeczywiście nie jest ukochanym papieżem tradycjonalistów. Także dlatego, że nie jest liturgistą. Liturgia nie jest dla niego celem samym w sobie, lecz narzędziem ewangelizacji. Ale też trzeba powiedzieć, że – z drugiej strony – papież Franciszek nieszczególnie rozumie tradycjonalistów. Było kilka jego wypowiedzi, które pokazują, że jest to człowiek uformowany na fali entuzjazmu posoborowego i to mu bardzo utrudnia zrozumienie, dlaczego młodzi ludzie wracają do liturgii trydenckiej. Papież wygłosił kiedyś tezę, że to jest tylko moda, która minie. Gdy się rozmawia z tradycjonalistami, to można zauważyć, że jest w tym jakiś element mody, fascynacji, ale jednocześnie jest to jednak coś głębszego. Benedykt XVI lepiej czuł te sprawy, a Franciszek nie przykłada do nich wagi. A że ma zwyczaj mówienia zupełnie otwarcie prawie wszystkiego co pomyśli, to to buduje dystans do niego ze strony części środowisk tradycyjnych.

http://dziennikparafialny...wangelizacyjny/
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 01 Kwi 2008
Posty: 17462
Skąd: Polska
Wysłany: 11 Sierpień 2016, 10:32    [Cytuj]

Franciszku, dlaczego nie uklękniesz przed Matką Bożą Jasnogórską, skoro klękasz przed muzułmanami, hinduistami i transseksualistami? :roll:



Chcielibyśmy szczerze zapytać Franciszka, dlaczego nie klęka przed Matką Bożą? Czy nie odczuwa potrzeby klękania także przed Najświętszym Sakramentem? Poniżej zamieszczam dwa wideo z jego wizyty na Jasnej Górze, oraz dodatkowo dla porównania wideo z obmycia nóg poganom i innowiercom, i zadaję szereg pytań. Czego nas uczy Franciszek swoją postawą?
Pierwsze wideo, poniżej, pokazuje postawy Jana Pawła II i Benedykta XVI podczas pielgrzymki do Polski. W dalszej części filmiku widzimy, że Franciszek, wchodząc do prezbiterium, do kaplicy jasnogórskiej, nie uklęknie.

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=hV12aiBr5V4[/youtube]

Drugie wideo przedstawia całe przywitanie Franciszka, które dokonuje się w kaplicy jasnogórskiej. Czy takie coś miało kiedyś miejsce za Jana Pawła II lub Benedykta XVI, by oni siedzieli w kaplicy, zaraz po wejściu do niej, i by w tym czasie wysłuchiwali na swój temat ciepłych słów?
Franciszek siedzi, słuchając, po czym na odsłonięcie obrazu wstaje. Wychodząc czyni jedynie skłon. Ani razu nie klęka przed Matką Bożą i przed tabernakulum, przed Przenajświętszym Sakramentem!

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=d-BF452MrBw[/youtube]

Dlaczego Franciszek nie miał przygotowanego klęcznika? Bo miał przygotowany fotel dla samego siebie i jedno z drugim nie współgra? Nie wiem, na ile szczegóły wizyty Franciszka na Jasnej Górze były wcześniej konsultowane z osobami odpowiedzialnymi z jego delegacji, ale rozsądek podpowiada, że takie rzeczy są jednak zwykle konsultowane dostatecznie we wszystkim, co jest istotne. Jak widać, klęcznik i postawa klęcząca nie są istotne dla Franciszka. Wątpliwe, by paulini sami decydowali o postawach Franciszka na przekór minionym postawom Jana Pawła II i Benedykta XVI i zwykłej postawie katolickiej – klęczenie przed obrazem Matki Bożej oraz uklęknięcie przed samym tabernakulum, przy wejściu do prezbiterium czy kaplicy, powinno być oczywistością.

Jaki przykład daje Franciszek całemu ludowi chrześcijańskiemu? Dlaczego odstępuje od postawy klęczącej? W przypadku mycia nóg muzułmanom czy transseksualistom, potrafi nawet trwać w postawie klęczącej, przesuwać się na klęczkach, dodatkowo głęboko się skłaniając i całując ich nogi. Dowodzenie, że ma problemy zdrowotne uniemożliwiające klękanie (nota bene na podstawie plotek), nie bardzo przekonują w obliczu tak wyrazistych jego postaw jak na umycie nóg, jak pokazuje to wideo – żadnych poważnych problemów z klęczeniem, pochylaniem się, prostowaniem.

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=trxrLUTSqTA[/youtube]

Ktoś mógłby pokazać zdjęcia, na których Franciszek klęczy z różańcem i przed Matką Bożą. Tak, to prawda. Ale byłoby jakimś zafałszowaniem, jeśli nie chciałoby się dostrzec, że coraz częściej Franciszek przybiera postawę inną niż klęcząca w obliczu sacrum, że nie raz odstępuje w tym od tradycji. Nie jest to jakiś jednorazowy gest. Jest to stała praktyka. Wobec Najświętszego Sakramentu pisaliśmy o tym tutaj: Franciszek notorycznie nie klęka przed Najświętszym Sakramentem, łamiąc przepisy liturgiczne.

Dlaczego, Franciszku, nie klękasz? Czy nie odczuwasz tej potrzeby uklęknięcia przed Najświętszym Sakramentem albo obrazem Matki Bożej, klękanie jednak przed człowiekiem nie jest dla Ciebie problemem?

P.S. Komentujących proszę o rozwagę i nie unoszenie się w epitetach lub osądach, zadajemy pytania i szukamy na nie odpowiedzi.

P.S. nr 2 Dopisane w dwa dni po publikacji tego posta.
Znalazłem gdzieś w Interencie próbę tłumaczenia, że jednak choroba jest przyczyną nieklękania, ponieważ Franciszkowi dokucza rwa kulszowa i ma problemy z kręgosłupem – co zostało jasno przekazane, oficjalnie. Próbuje się tłumaczyć, że Franciszek ma już 80 lat, jest stary i zniedołężniały, i jak klękał przy muzułmanach, czasem musieli mu pomagać i go podtrzymywać.
Można na to odpowiedzieć w ten sposób:
1. Benedykt XVI i Jan Paweł II też byli starzy i coraz mniej sprawni ruchowo, a mimo to zawsze chcieli uklęknąć nawet w złym stanie zdrowia (Franciszek na co dzień normalnie się porusza i to bardzo dobrze – widać, że jest sprawny i samodzielny).
2. Jeśli Franciszek potrzebowałby pomocy w jakiejś mierze przy klękaniu (zdjęcia pokazują, że ta pomoc przy uwijaniu się w myciu nóg muzułmanom ze strony innych osób była zupełnie drugorzędna), przecież mógł o to poprosić i tutaj.
3. Brak przygotowanych klęczników oraz powtarzanie gestów ukazują, że nie jest to problem jednorazowy, jakaś chwilowa niemoc czy niespodziewane najście choroby, ale celowe, zaplanowane działanie. Widzimy, że postawy Franciszka idą w pewnych kierunkach.
4. Nikt nie stwierdził oficjalnie, że problemy zdrowotne Franciszka mają wpływ na klękanie – tak więc taka informacja pozostaje plotką i domyślną hipotezą, zupełnie niepotwierdzoną w źródłach. Widzimy na szeregu zdjęć i wideo, że Franciszek jednak, jak chce, to potrafi uklęknąć. Na przykład, kiedy heretycy mają na niego ręce nakładać i się za niego modlić:



5. Tezę „papież Franciszek nie może samodzielnie uklęknąć z powodu choroby” można bardzo łatwo obalić oglądając różne wideo, na przykład to wideo 0:35 – tutaj. A nawet jakby teza była prawdziwa, czy nikt nie mógłby mu pomóc uklęknąć?

http://video.dailymail.co...-to-confess.mp4

https://franciszekfalszywyprorok.wordpress.com/2016/08/06/franciszku-dlaczego-nie-uklekniesz-przed-matka-boza-jasnogorska-gdy-klekasz-przed-muzulmanami-hinduistami-i-transseksualistami/#more-4370
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 01 Kwi 2008
Posty: 17462
Skąd: Polska
Wysłany: 24 Październik 2016, 09:42    [Cytuj]

Realia złożone

Słusznie ktoś dzisiaj zauważył, że niektórzy uważają Franciszka za papieża, inni uważają Benedykta za papieża, a jeszcze inni uważają, że aktualnie nie ma prawowitego papieża.
Bez komentarza. To tylko stwierdzenie faktu, że aktualnie takie trzy opinie istnieją.


https://verbumcatholicum.com/2016/10/23/realia-zlozone/

No właśnie, jak to w końcu jest ? Kto jest prawowitym papieżem ? Franciszek czy Benedykt XVI ?
Czy nie jest tak, że Benedykta XVI przymuszono do abdykacji, a Franciszek tylko pełni obowiązki papieża ?
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 01 Kwi 2008
Posty: 17462
Skąd: Polska
Wysłany: 9 Grudzień 2016, 10:15    [Cytuj]

Bóg sprawiedliwie osądzi Franciszka


Ks. Łukasz Weber FSSPX

Kazanie ks. Łukasza Webera FSSPX, wygłoszone 6 listopada br. w Warszawie po oficjalnej wizycie papieża Franciszka u protestantów.

Drodzy Wierni!

Wszystkich nas smuci to, co wydarzyło się w tym tygodniu, a mianowicie oficjalna wizyta papieża Franciszka w szwedzkim Lund, gdzie wspólnie z luteranami odprawił ekumeniczne nabożeństwo. W ten sposób z okazji pięćsetlecia wystąpienia Lutra uczcił jego rzekome zasługi dla chrześcijaństwa.

Zdjęcia z tego wydarzenia obiegają cały świat. Widać na nich papieża w albie, prostej czerwonej stule i z krzyżem na piersi, czyli w szatach liturgicznych. Obok niego stoją koncelebrujący mężczyźni, również w albach, czerwonych stułach i z krzyżami na piersiach. Nazywa się ich luterańskimi biskupami, ale my wiemy, że są jedynie świeckimi. Do tego jeszcze kobieta ubrana jak oni – luterańska „arcybiskupka”.

Ta sytuacja wprowadza w błąd. Fałszywy przekaz głosi, albo że te wszystkie osoby są wyświęconymi szafarzami, co nie odpowiada prawdzie, albo (gdyby nie brać pod uwagę ważności święceń), że sakrament święceń nie jest tak naprawdę ważny, a insygnia biskupie mogą być również noszone przez świeckich. Przecież papież uznaje te osoby za biskupów.

W opracowanym za Piusa X Kodeksie prawa kościelnego takie działanie zostało zakazane.

Niestosujący się do tego byli podejrzewani o herezję, natomiast księża, którzy by świadomie i dobrowolnie odprawiali nabożeństwa z niekatolikami (określane przez prawo kościelne jako communicatio in divinis) zaciągali na siebie ekskomunikę. Papież Pius XI w swojej encyklice Mortalium animos wyjaśnił, dlaczego katolikom nie wolno obcować z protestantami w duchu tzw. panchrześcijaństwa.

Dzisiaj jednak papież przez swoje działanie zachęca wszystkich katolików do sprawowania nabożeństw wspólnie z protestantami!

To jeszcze nie wszystko. Papież Franciszek podpisał z przewodniczącym Światowej Federacji Luterańskiej wspólne oświadczenie. Jest w nim mowa o jedności w Chrystusie katolików i protestantów, której… nie ma. To nie więcej niż domek z kart zbudowany na fundamencie emocji.

Faktycznie luteranie nie uznają Chrystusa za Najwyższego Kapłana, Mszy św. za ofiarę, rzeczywistą obecność Jezusa w Sakramencie Ołtarza za następstwo transsubstancjacji ani święceń kapłańskich za sakrament wyciskający na duszy nieutracalne piętno…

To wszystko – i jeszcze inne dogmaty – papież przemilcza bądź pomija. Najwyraźniej przyjazna atmosfera jest dla niego ważniejsza. Odpowiednio do tego w deklaracji z Lund pisze: „Przez dialog i wspólne świadectwo nie jesteśmy już dłużej sobie obcy. Raczej nauczyliśmy się, że to, co nas łączy, jest większe niż to, co nas dzieli”.

Jedyny prawdziwy Kościół, poza którym nie ma zbawienia, jest przez tę deklarację stawiany na równi z heretykami. Cytat: ,,Wzywamy naszych ekumenicznych partnerów do przypominania nam naszych obowiązków i dodawania nam odwagi”. Z tego wynika, że Kościół katolicki i luteranie są ekumenicznymi partnerami, a luteranie mają przypominać katolikom o ich powinnościach!

Już od dawna nie chodzi o to, żeby heretyków i schizmatyków nawracać na prawdziwą wiarę, do jedynego, prawdziwego Kościoła, jak tego żąda Pius XI w zgodzie z nakazem misyjnym Pana Jezusa. Posłuchajcie, w jakże innym języku przemawia encyklika Mortalium animos: „Z tego wynika, wielebni Bracia, z jakich powodów Tron Apostolski nigdy nie brał udziału w konferencjach niekatolików. Nie ma bowiem innej drogi do zjednoczenia wszystkich chrześcijan niż ta, żeby wspomagać powrót wszystkich odłączonych braci do prawdziwego Kościoła Chrystusowego, od którego się przecież w zgoła nieświęty sposób oddzielili”. Zauważcie, że papież mówi jedynie o konferencjach, a nie o wspólnych nabożeństwach z niekatolikami!

W opozycji do tego papież Franciszek uznał prozelityzm, jak się dzisiaj z pogardą mówi o apostolacie na rzecz nawrócenia innowierców, jako niekorzystny dla ekumenizmu. Zatem czytamy w deklaracji z Lund: „Zwracamy się do wszystkich luterańskich i katolickich wspólnot, aby nieustraszenie i twórczo, radośnie i pełne nadziei kontynuowały tę wielką podróż, która przed nami leży. Bardziej niż dawne konflikty, Boży dar jedności będzie prowadził naszą współpracę i pogłębiał naszą solidarność”.

Już się nie dąży do nawrócenia protestantów – raczej jesteśmy „w podróży”, której celem jest pogłębiona jedność i solidarność. To znaczy tyle, że prawdy wiary nie grają żadnej roli albo że Kościół katolicki tych prawd nie ma i musi ich szukać razem z protestantami.

Deklaracja dąży też (nieco skrycie) do tak zwanej interkomunii, czyli do tego, aby również protestanci mogli przyjmować Najświętszy Sakrament. A przecież oni nawet nie wierzą w prawdziwą obecność Chrystusa w Hostii! Cytat: „Wielu członków naszych wspólnot tęskni za tym, żeby przyjmować komunię na jednej «uczcie» jako wyraz pełnej jedności. Dowiadujemy się o bólu tych, którzy dzielą ze sobą całe życie [chodzi zapewne o dobrowolnie zawarte małżeństwa mieszane], ale nie mogą dzielić zbawczej obecności Boga w jednej Uczcie Eucharystycznej. Rozpoznajemy naszą wspólną duszpasterską odpowiedzialność jako zaspokojenie głodu i pragnienia naszych ludzi do zjednoczenia w Chrystusie”.

Są to wzniosłe słowa, które co prawda wskazują pewien kierunek, ale nie powiedziano wyraźnie, że chce się udzielać komunii wszystkim bez różnicy.

Przewodniczący Papieskiej Rady ds. Jedności Chrześcijan kard. Kurt Koch tego samego dnia wieczorem w Lund tłumaczył, że wspólna komunia jest wyrazem jedności. Tej jedności między katolikami i luteranami jeszcze nie udało się osiągnąć, jednak przy szczególnych okazjach, jak na przykład ślub mieszany, niekatolicki partner również mógłby przyjąć komunię. Chodziłoby nie o eucharystyczną wspólnotę, ale o „eucharystyczną gościnność”. Ta ostatnia byłaby jedynie wyjątkiem. Trudno byłoby podać uniwersalne wytłumaczenie, bo sytuacje duszpasterskie są bardzo zróżnicowane.

Ale czym ma być ta eucharystyczna gościnność? Luteranina można zaprosić na kawę i ciasto, ale przecież nie do przyjmowania komunii! Czy najwyżsi dostojnicy Kościoła zapomnieli o upomnieniu św. Pawła skierowanym do Koryntian? „Tak więc ktokolwiek by jadł ten chleb, albo pił kielich Pański niegodnie, będzie winien ciała i krwi Pańskiej (…) Kto bowiem je i pije niegodnie, sąd sobie je i pije, nie rozróżniając ciała Pańskiego” (1 Kor 11, 27–29). Kto, jak protestanci, nie wierzy w rzeczywistą obecność Boga w komunii, w katolickim sensie, nie jest godny przyjmowania komunii!

Jest to kolejny skandalon na drodze błędów od II Soboru Watykańskiego. Słowo skandalon oznacza teologiczne zgorszenie, a mianowicie skłanianie do grzechu. Obecny papież do tego przykłada rękę, a to jest bardzo poważna sprawa!

Ale uwaga, musimy się wystrzegać wyciągania złych wniosków! To nie znaczy, że Franciszek nie jest papieżem, a tylko tyle, że papież popełnia poważny błąd. Historia daje nam wiele przykładów, że jest to możliwe.

W XX wieku rozwinęła się papolatria, która z rosnącym modernizmem stawała się coraz większa. Wzmaganie się personalistycznego i subiektywistycznego myślenia w kombinacji z aktorskimi zdolnościami Jana Pawła II zwiększyły posłuch dla papieża jako człowieka i jego prywatnych opinii. Oddawanie czci papieżowi jako papieżowi, jak to jeszcze było za Piusa XII, zostało zastąpione przez przywiązanie do osoby papieża, który jest traktowany jak współczesny celebryta. Jest to niebezpieczne i dla wiernych, i dla samego papieża! Taka postawa może się łatwo zmienić w coś odwrotnego.

Nie wolno nam popełniać tego błędu: żadnej papolatrii! Nie powinniśmy mieć ani złego przywiązania do dobrego papieża (kiedy taki będzie), ani nie powinniśmy odrzucać złego papieża. Bóg sprawiedliwie osądzi Franciszka, tak jak każdego z nas.

Jednakże nie możemy iść za nim błędną drogą. Raczej musimy zachowywać ciągłą naukę Kościoła. JE Athanasius Schneider, biskup pomocniczy w Astanie w Kazachstanie, wypowiedział się przed trzema dniami w zrozumiały sposób: „Mamy już nieomylną odpowiedź na błędy Marcina Lutra: Sobór Trydencki. Nauki soboru są, w przeciwieństwie do tych Lutra, powtarzam – nieomylne, ex cathedra. Komentarze papieża w samolocie nie są ex cathedra”.

Oczywiście nie chodziło mu tylko o mylące wypowiedzi papieża w samolocie, ale ogólnie o jego złe kroki. W moim odczuciu samolot symbolizuje to, że papież opuścił pewny grunt nauki wiary i leci w kierunku niebezpiecznych ideologii i uczuć.

Odnośnie do nieomylności papieża, ma on ją jedynie gdy ogłasza coś ex cathedra, jak zresztą naucza I Sobór Watykański: „Kiedy rzymski pontifex przemawia ex cathedra, ma wtedy tę nieomylność, którą boski Wybawiciel wyposażył Kościół przy definiowaniu nauki o wierze i obyczajach; dla tego taki definicje są nieodwołalne”. To nie znaczy, że Duch Święty zasadniczo zapobiega głoszeniu błędów przez papieża – On jedynie zapobiega głoszenia tychże ex cathedra. Jednak ani Vaticanum II, ani papież Franciszek nie ogłosili niczego ex cathedra. To znaczy, że nie cieszą się nieomylnością, ale że obowiązują tu zwykłe teologiczne kryteria oceny.

W tych niespokojnych czasach nie jesteśmy w stanie wszystkiego na bieżąco krytycznie komentować. To nie jest też konieczne, chociaż czasem musimy zabrać głos. Abp Marcel Lefebvre i Bractwo Kapłańskie Św. Piusa X już dostatecznie jasno wyrazili swoją postawę. Aktualnie jesteśmy dla Watykanu niejako solą w oku. Decydujące jest to, że dalej konsekwentnie dajemy świadectwo i w zgodzie z tradycją kontynuujemy odbudowę Kościoła.

Jak Matatiasz za czasów machabejskich ok. 170 roku przed Chrystusem, abp Lefebvre powstał i zawołał: „Każdy, kto gorliwie miłuje zakon zachowując przymierze, niech wyjdzie ze mną!” (1 Mach 2, 27). Przed swoją śmiercią Matatiasz przekazał dowodzenie swoim synom. Fazy walk i odbudowy następowały po sobie. W naszym bractwie jest analogicznie.

Kto bezinteresownie był wierny, tego Bóg chronił, kto jednak szukał własnej chwały i nie był posłuszny, tego masakrowali wrogowie. Tak i my musimy rozważnie i nie przeceniając siebie trzymać się katolickiej tradycji. Pokornie, odważnie i ofiarnie, jak o to prosiła Najświętsza Maryja Panna w Fatimie. Kto się jej nie będzie trzymał, marnie skończy.

To jest jak w przypowieści z dzisiejszej Ewangelii (Mt 13, 24–30): chwastu nie można wyrwać od razu, ale gdy nadejdą żniwa zostanie oddzielony od zboża i w ogień rzucony. Ćwiczmy się zatem w cierpliwości i zaufajmy pewnej pomocy Maryi. Amen.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Kazania, przemówienia i listy i oznaczony tagami ekumenizm, ks. Łukasz Weber FSSPX, luteranizm, papież Franciszek, spotkanie w Lund. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

← Z Bożą pomocą nie skapitulujemy

https://news.fsspx.pl/2016/11/bog-sprawiedliwie-osadzi-franciszka/
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Informacje | TV Trwam | Radio Maryja na żywo |
Polecamy:informacje ktorych potrzebujesz Fundacja Skierniewice i Szkola Skierniewice
Korzystanie z forum oznacza pełną akceptację otrzymywania plików cookies.

phpBB by przemo  
Strona wygenerowana w 0,198 sekundy. Zapytań do SQL: 9