ND Forum - Dzień dobry POLSKO! Strona Główna ND Forum - Dzień dobry POLSKO!
Ludzie z sercem i głową

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Resortowe dzieci
Autor Wiadomość
Syriusz

Dołączył: 03 Paź 2008
Posty: 4297
Wysłany: 21 Styczeń 2014, 14:19    [Cytuj]

„Resortowe dzieci” wśród 10 najczęściej kupowanych książek w grudniu.

Książka autorstwa Doroty Kani, Jerzego Targalskiego i Macieja Marosza „Resortowe dzieci. Media” - nie schodzi z listy bestsellerów wielu księgarni w kraju. Z danych Narodowego Centrum Kultury wynika, że publikacja znalazła się wśród 10 najczęściej kupowanych książek w grudniu. Łączny nakład „Resortowych dzieci” to już 140 tysięcy egzemplarzy.

Lista Narodowego Centrum Kultury obejmuje najlepiej sprzedające się książki spośród wszystkich publikacji dostępnych w księgarniach należących do Sieci Księgarń Partnerskich NCK: Bookarest, Główna Księgarnia Naukowa im. Bolesława Prusa, Księgarnia Sztuki przy CSW w Toruniu, MOCAK Bookstore, Strefa Książki Księgarnia oraz Księgarnia Artystyczna Zachęta.

„Resortowe dzieci. Media” - książka autorstwa Doroty Kani, Jerzego Targalskiego i Macieja Marosza nie schodzi z listy bestsellerów w Empiku już od połowy grudnia, co ciekawe książka stała się bestsellerem gdy jeszcze nie było jej nawet w salonach tej księgarni. Liczba zamówień cały czas składanych na tę publikację bije wszelkie rekordy.

Daniel Passent, Ernest Skalski, Aleksander Kwaśniewski, Jerzy Baczyński, Krzysztof Teodor Toeplitz, Mariusz Walter to tylko niektórzy bohaterowie książki „Resortowe dzieci. Media”. Bohaterowie książki wychowani zostali przez działaczy i funkcjonariuszy KPP, PZPR, Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, a potem SB. Doskonale ustawieni w życiu, dzięki koneksjom, a potem pieniądzom i „grubej kresce”. Czasem, choć wywodzą się z niekomunistycznych środowisk, związali się ideologicznie oraz materialnie z byłą władzą i bezpieką.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Syriusz

Dołączył: 03 Paź 2008
Posty: 4297
Wysłany: 23 Styczeń 2014, 09:01    [Cytuj]

Antyrozwojowe Grupy Interesu. Resortowy system?

Resortowe dzieci zasługują na to miano wcale nie ze względu na to – jak twierdzą jego przedstawiciele i zakolegowani z nimi propagandyści – kim są ich rodzice i wujkowie. Zasługują na to miano ze względu na stosunek do dziedzictwa systemu przez ich krewnych zbudowanego

„Rzeczpospolita wymierająca” to główny temat wydanego w 2013 r. numeru pisma republikańskiego „Rzeczy wspólne”. Główny blok tekstów nosi tytuł „Polska w zapaści demograficznej”. Redaktor naczelny Mariusz Staniszewski pisze: „Jeszcze nigdy nie musieliśmy myśleć o Polsce w kategoriach państwa, które swoje znaczenie, pozycję międzynarodową, potencjał gospodarczy i rozwój traci nie z powodu obcej interwencji czy zmowy mocarstw, ale z powodu utraty zdolności do odtwarzania pokoleń”.
Dlaczego do tego dopuściliśmy?

Ślepy system
W dobrze funkcjonujących systemach społecznych negatywne zjawiska są wcześnie rozpoznawane, a różne części systemu społecznego sprawnie się ze sobą komunikują ‒ wysyłają sygnały dostatecznie wyraźne, by negatywnym zjawiskom przeciwdziałano jak najszybciej. Dlaczego tak nie jest w III RP? Odpowiadam, stawiając hipotezę: bo żyjemy w systemie „resortowym”. Występuje tu zjawisko „wiedzy reglamentowanej”, by użyć określenia Krzysztofa Wołodźko, który w „Nowej Konfederacji” napisał recenzję z „Resortowych dzieci” Doroty Kani, Jerzego Targalskiego i Macieja Marosza.

Wróćmy do demografii. Aby dana zbiorowość zachowywała swą liczebność, statystyczna kobieta musi urodzić co najmniej 2,1 dziecka. W Polsce dzietność wynosi 1,3. Jesteśmy na szarym końcu statystyk ONZ. Stoimy w obliczu katastrofy demograficznej. Zakładając, że każdy interesujący się sprawami publicznymi Polak (a Czytelnicy „Gazety Polskiej” tacy właśnie są) rozumie, na czym polegają konsekwencje tej sytuacji, skupmy się nad źródłami tego problemu.
Problem dramatycznie niskiej dzietności narastał od lat, ale dopiero od niedawna jest na szerszą, chociaż nadal niedostateczną skalę dyskutowany publicznie. I nadal brak środków zaradczych proporcjonalnych do rangi zagrożenia.
Podobnie rzecz wygląda z emigrowaniem Polaków za granicę. Zjawisko to przybrało na sile od czasu wejścia naszego kraju do Unii Europejskiej w 2004 r. Młodzież, czyli grupa społeczna niezbędna do ocalenia Polski przed demograficzną klęską, coraz częściej deklaruje, iż nie widzi przed sobą w naszym kraju przyszłości. Również to zjawisko narastało od lat, ale rzeczywista waga jego negatywnych konsekwencji jest podnoszona dopiero od niedawna.
Widzimy zatem, jaki aspekt problemu mnie tu interesuje: ślepota i niezdolność systemu III RP do płynnego reagowania na wyzwania we właściwym czasie. Jeśli reagowanie jest opóźnione, przestaje być płynne i może wiązać się z społecznymi konwulsjami.
Każdy chyba rozumie prostą zasadę: gdy negatywnym zjawiskom przeciwstawiamy się w fazie początkowej, gdy szkody jeszcze są niewielkie, społeczne straty są mniejsze od sytuacji, gdy środki naprawcze wprowadza się dopiero wtedy, gdy choroba organizmu jest już bardzo zaawansowana.

System nie diagnozuje samego siebie
Nieraz już pisałem, także na łamach „Gazety Polskiej”, że w III RP występuje zjawisko diagnozy bez konsekwencji – pewne zagrożenia są publicznie sygnalizowane i debatowane, ale skuteczne środki zaradcze nie są w życie wprowadzane.
Dlaczego system III RP zachowuje się tak, jak gdyby był albo ślepy na najpoważniejsze wyzwania, albo niezdolny do reagowania na nie?
Moja odpowiedź na to pytanie jest następująca: ta niezdolność systemu do należytego, zgodnego z wymogami rozwoju społecznego reagowania ma swoje źródło w dwóch wadach konstrukcyjnych tego systemu. Wada pierwsza to kapitał z nieprawego łoża; wada druga to fałszywe autorytety.

Fałszywe autorytety
Kto zasługuje na miano autorytetu społecznego? Tylko taki podmiot, który uczciwie odczytuje znaki czasu, prawdziwie informuje zbiorowość o szansach i zagrożeniach, w pewnym sensie wykonuje za innych pracę troski o prawdę i wartości dla danej wspólnoty ważne. Faktycznym autorytetem jest podmiot, którego interesy (przecież każdy z nas ma jakieś interesy, prawda?) nie znajdują się w kolizji z wymogami dobra publicznego. Osoba lub instytucja, która ma powody, by przed opinią publiczną ukrywać jakieś istotne okoliczności wywierające wpływ na życie społeczne, jest co najwyżej autorytetem fałszywym. W tym sensie na miano autorytetu zasługiwał Jan Paweł II, ale już nie np. Adam Michnik i rozmaite osoby lansowane przez środowisko „Gazety Wyborczej”. Jak uzasadniam taki pogląd?

Kapitał z nieprawego łoża
Szerszy mechanizm zilustrujmy za pomocą konkretu. „Wprost” w numerze z 31 marca 2013 r. publikuje rozmowę Tomasza Sekielskiego z kluczową postacią afery Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego Grzegorzem Żemkiem. Redakcja określa Żemka mianem bohatera „największej afery III RP”. W rozmowie ujawnia on nieznane wcześniej opinii publicznej aspekty afery FOZZ. Szkicuje mechanizm swoistej, nielegalnej prywatyzacji części długu publicznego PRL zastosowany przez część środowiska tajnych służb i podsumowuje: „Na wszelki wypadek nie powiem, jakie firmy, ale jest w Polsce kilka dużych banków, które powstały w oparciu o ten mechanizm”.

Tego typu źródła sporego, a na polskie warunki wielkiego bogactwa mam na myśli, gdy piszę o kapitale z nieprawego łoża. Na początku transformacji w tym kontekście mówiono o tzw. uwłaszczeniu nomenklaturowym.
Nietrudno domyślić się, iż taki kapitał ma interes w tym, by źródła jego pochodzenia nie były opinii publicznej znane. Ma interes w tym, by pewne mechanizmy funkcjonowania PRL nie były odkrywane (w tym rola zasobów służb tajnych w ówczesnej gospodarce) oraz by odwrócono uwagę tej opinii od faktycznych mechanizmów tworzenia własnościowych podstaw nowego ładu gospodarczego.
Taki kapitał ma naturalny, wynikający z jego pochodzenia, interes w ściemnianiu obrazu wyłaniania się części elit biznesu III RP. Naprzeciw tej potrzebie w nie mniej naturalny sposób wyszło środowisko, które dzięki głośnej książce nazywamy mianem „resortowych dzieci”. Środowisko, które sprytnie obsadziło siebie i osoby zaprzyjaźnione w roli autorytetów III RP.

Są resortowi, bo mają interes w ściemnianiu
Ludzie tego środowiska zasługują na miano resortowych dzieci wcale nie ze względu na to (jak twierdzą jego przedstawiciele i zakolegowani z nimi propagandyści), kim są ich rodzice i wujkowie. Zasługują na to miano ze względu na stosunek do dziedzictwa systemu przez ich krewnych zbudowanego. Zasługują na to miano ze względu na walkę z lustracją i dekomunizacją prowadzoną nieuczciwie, bo w warunkach maskowanego konfliktu interesów. Zasługują na to miano także za to, że w procesie budowania podstaw gospodarki rynkowej i demokracji media tego środowiska stanęły aktywnie po stronie kapitału z nieprawego łoża, na różne sposoby odwracając uwagę społeczeństwa od konstrukcyjnych wad systemu III RP. W dobrze pojętym swoim, a nie całego społeczeństwa, interesie.
Ludzie tego środowiska, wkładając wiele wysiłku w zwalczanie lustracji i dekomunizacji, nie przyznali uczciwie, iż działają w konflikcie interesów. Że chronią biografie swoich bliskich. Wmawiali Polakom, że po prostu występują w obronie wyższych wartości. Jako środowisko (nie wypowiadam się tu na temat konkretnych osób) zasługują na miano resortowych dzieci, bo do dzisiaj wielu z nich odwraca uwagę społeczeństwa od „resortowych” interesów ‒ operacji biznesowych, przy których niezgodnie z zasadami uczciwej konkurencji wykorzystuje się zasoby tajnych służb.

Ludzie tego środowiska zasługują na „resortowe” miano, bo są po stronie Anty-Rozwojowych Grup Interesu i sami stanowią jedną z takich grup – bodaj czy nie tę najbardziej szkodliwą. Resortowe dzieci zasługiwać będą na to miano co najmniej tak długo, jak długo swą narracją będą stać po stronie systemu społecznego, który jest ślepy na wyzwania rozwojowe.

Ściema
Słowem: doszło do zapaści demograficznej, gdyż pozwoliliśmy, by media jako jeden z regulatorów systemu III RP zależały od środowiska, które w sojuszu z kapitałem z nieprawego łoża ściemnia nam świat.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 01 Kwi 2008
Posty: 17418
Skąd: Polska
Wysłany: 23 Styczeń 2014, 09:53    [Cytuj]

Syriusz napisał/a:

Resortowe dzieci zasługują na to miano wcale nie ze względu na to – jak twierdzą jego przedstawiciele i zakolegowani z nimi propagandyści – kim są ich rodzice i wujkowie. Zasługują na to miano ze względu na stosunek do dziedzictwa systemu przez ich krewnych zbudowanego


Dobrze powiedziane. Oni kontynuują dzieło swoich ojców i matek. Kontynuują gorliwie.
Przykłady Olejników, Lisów i innych zaprzańców, mówią same za siebie. Jest tylko jedna różnica w tym co robili ich rodzice, a co robią dzieci. Sposób szkalowania i oczerniania Ojczyzny. Robią to głównie poprzez media. Mówimy tu o tzw. dziennikarzach. Ale również politycy aktywnie działający i siedzący np. w ławach sejmowych kontynuują dzieło swoich ojców. Uderzając na Polskę poprzez skandaliczne ustawy, poprzez wyprzedaż majątku narodowego, lasów, ziemi, bogactw naturalnych, poprzez zabieranie Polakom pracy, i sprowadzanie ich do roli niewolników ciężko harujących na kromkę chleba, dalej poprzez niszczenie kultury narodowej. Poprzez walkę z Kościołem, co jest szczególnie widoczne.

Te resortowe dzieci - to zmora naszych dzisiejszych czasów.

Trzeba bezwzględnie pozbawić ich możliwości wpływania na losy naszej udręczonej Ojczyzny. Doskonałą okazją ku temu są wybory parlamentarne. Ale czy większość Polaków to rozumie ? Poparcie dla Tusków, Komoruskich, Palikotów - świadczy o tym, że większość Polaków zupełnie nie zdaje sobie sprawy kim ci ludzie są.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Syriusz

Dołączył: 03 Paź 2008
Posty: 4297
Wysłany: 23 Styczeń 2014, 22:14    [Cytuj]

Resortowe dzieci się tłumaczą – Michał Komar.

Kochałem ojca i nadal go kocham. Był wspaniałym, prawym, bardzo odważnym człowiekiem. Wiem, gdzie popełnił błędy. To są skomplikowane sprawy – mówił w wywiadzie dla „Tygodnika Powszechnego” Michał Komar. Zapomniał dodać, że jego ojciec Wacław Komar „Kucyk” był w KPP specjalistą od wykonywania partyjnych wyroków śmierci.

Mendel Kossoj ps. Kucyk był w Komunistycznej Partii Polski wykonawcą wyroków śmierci wydawanych przez partię na ludzi uznanych za „agentów burżuazji” i współpracowników policji państwa polskiego, które komuniści chcieli zniszczyć. Sam Wacław Komar chwalił się tymi skrytobójstwami: „26 lipca 1926 roku wspólnie z Felkiem dziobatym i Pikusiem zabiłem prowokatora Bednarza”, a następnie „18 października 1926 zabiłem prowokatora »Kostka«”. „Kucyk” miał ręce pełne roboty, czym chwali się w swoich zapiskach: „W listopadzie 1926 tow. Lampe wysłał mnie z ramienia partii dla organizacji zabójstwa prowokatora w Zagłębiu Dąbrowskim”. Po pół roku znów była dla niego robota. „10 maja 1927 r. zabiłem prowokatora Niewiarowskiego”. Predyspozycje Wacława Komara do mokrej roboty spowodowały, że jeszcze w tym samym – 1927 – roku partia przerzuciła go do kraju, w którym najwyżej ceniono takie talenty. W Sowietach „Kucyk” ukończył kurs przygotowawczy dla kadry dowódczej organizowany przez sztab Armii Czerwonej.

Sowiecki agent

Teraz już czekała go kariera w czołowym oddziale klasy robotniczej, czyli w NKWD. To właśnie sowiecka bezpieka w 1933 r. skierowała Komara do przygotowywania krwawej rewolucji w Niemczech. W tym czasie faszyści byli jeszcze wrogami ZSRS na równi z socjaldemokratami. Sowieckiego agenta „Kucyka” szybko przerzucono do Polski. Wkrótce czekało na niego nowe zadanie.

W 1936 r. Wacław Komar pojechał walczyć o władzę sowiecką w Hiszpanii, gdzie był dowódcą brygady. Trzeba pamiętać, że enkawudyści zajmowali się wówczas przede wszystkim mordowaniem niekomunistów, walczących w szeregach wojsk republiki przeciwko gen. Franco.

Po upadku republiki Komar wycofał się do Francji, gdzie w roku 1940 wstąpił do tworzonej właśnie Armii Polskiej. Zgodnie z dyrektywami Stalina komuniści mieli rozkładać od środka Armię Polską we Francji, gdyż przecież wojna była „imperialistyczna” i należało „demaskować jej prawdziwe oblicze jako broni w rękach anglo-francuskiego imperializmu”.

Po kapitulacji Komar doczekał wyzwolenia Francji w obozie jenieckim. Gdy w 1945 r. wrócił do kraju, był nieocenionym organizatorem bezpieczeństwa. Najpierw został szefem II Oddziału Sztabu Generalnego WP (1945–1947), czyli wywiadu wojskowego, a wkrótce (1947) dyrektorem Wydziału II Samodzielnego, czyli wywiadu cywilnego, i pełnił te funkcje jednocześnie. Po połączeniu obie te instytucje przekształcono w Departament VII MBP (1947–1950). Po pobycie w więzieniu (1952–1954) gen. Komar powrócił do MSW, w którym zajmował funkcje kierownicze do roku 1967, czyli do kolejnej wojny komunistycznych gangów.

„Pan Tadeusz” w optyce postsowieckiej

Syn Wacława Komara, Michał, pisarz, scenarzysta filmowy, autor sztuk teatralnych i publicysta – jak czytamy w notkach biograficznych – w 1982 r. otrzymał doktorat w dziedzinie nauk humanistycznych. Pracował w redakcjach „Szpilek” i „Miesięcznika Literackiego”, współpracował z redakcjami „Współczesności” i „Dialogu”. W czasie pierwszej Solidarności i stanu wojennego był kierownikiem literackim zespołu filmowego „Silesia”, kiedy kierował nim Ernest Bryll.

Michał Komar jest m.in. autorem wywiadów z Władysławem Bartoszewskim, Stefanem Mellerem, Sławomirem Petelickim, Krzysztofem Kozłowskim. Publikuje na łamach „Gazety Wyborczej” oraz „Tygodnika Powszechnego”. W telewizji TVN24 można było go oglądać w programie Mateusza Cieślika i Agaty Passent „Xięgarnia”. Na uwagę zasługuje jego recenzja „Pana Tadeusza” (odcinek 21). Epopeję narodową sprowadził do opowieści, w której polska szlachta jest bandą pijaków, nieudolnych napastników – Komar starannie wylicza, co piją, twierdzi, że potem mają „straszny sen na kacu”. Rosjanie, przebiegli i mądrzejsi, przyjeżdżają i wiążą pijaną tłuszczę. Niczego więcej Komar w dziele Mickiewicza nie dostrzegł. „Czytajcie Pana Tadeusza, to dzieło nieśmiertelne” – zakończył. Już sama ta recenzja najważniejszego dla polskiej tożsamości utworu demaskuje tego „intelektualistę” III RP.

„Jakieś obce smoki” – można powtórzyć za Jarosławem Markiem Rymkiewiczem słowa opisujące postkomunistyczne elity rządzące. Współczesne teksty Michała Komara też nie pozostawiają złudzeń – widać w nich przywiązanie do establishmentu III RP.

Po 1989 r. Michał Komar założył Nową Telewizję Warszawa – NTW, która nadawała na częstotliwościach należących do wojska. NTW była powiązana z Polonią 1 – stacją Nicoli Grauso. Została jednak zlikwidowana w 1994 r. w związku z decyzją KRRiT, która nie przyznała Polonii 1 koncesji na nadawanie.

Niedługo po zamknięciu NTW Michał Komar został redaktorem naczelnym „Sztandaru Młodych”. Pismo młodych komunistów, które przejął we władanie, przestało się ukazywać w lipcu 1997 r. Komar stał się w ten sposób grabarzem tytułu istniejącego od 1950 r.

Porachunki w bezpiece

W wywiadzie przeprowadzonym przez Pawła Reszkę w „Tygodniku Powszechnym” Komar junior opowiada, jak komuniści torturowali jego ojca w roku 1952. Zapomina tylko, że to były porachunki między zbrodniarzami. To nie za wolną Polskę cierpiał jego ojciec w więzieniu Informacji Wojskowej.

Komara posadzili jego towarzysze zbrodni, gdy Bierut przystąpił do wyeliminowania tzw. hiszpanów, czyli komunistów, którzy na rozkaz Stalina walczyli w Brygadach Międzynarodowych w Hiszpanii, a później krwawo budowali komunizm w Polsce. Teraz stali się niepotrzebni, więc zastosowano wobec nich metody, którymi to oni przedtem tępili patriotów. Dlatego później „hiszpanie” mogli występować jako ofiary stalinizmu. I tak wojna gangów urosła do rangi bohaterskiej walki o wolność.

Michał Komar skarży się, że ludzie się cieszyli, iż jego „prawy” ojciec siedzi. A dlaczego mieli się wzruszać, że człowiek, który budował komunizm na trupach patriotów padł ofiarą własnych metod? Gdy gangsterzy do siebie strzelają, normalny człowiek żadnego z nich nie żałuje. A niech się wytłuką nawzajem. Niech zobaczą, jak smakuje los, który gotowali innym.

Nie błędy, tylko zbrodnie

Nikt nie oczekuje, by Michał Komar wyrzekł się ojca, tylko by nie fałszował historii. Wacław Komar nie popełniał błędów, tylko większość życia poświęcił budowie zbrodniczego systemu. Zakończył swoje dzieło w 1967 r. nie z własnej woli, tylko dlatego że tak postanowili towarzysze z bezpieki.

Michał Komar proponuje też szlachetne wzorce do naśladowania. „Ale Gross wywołał dyskusję tą książką, książką o Jedwabnem, […]. To doskonały socjolog i historyk. On stawia istotne pytania”.

No to już wiemy, jak stawiać istotne pytania. Wszystko, co o nas źle świadczy, jest kłamstwem. Wobec innych kłamać można i należy, boto jest stawianie istotnych pytań.

Dowiadujemy się nawet, że sfałszowaliśmy faksymile dokumentu IPN u, ponieważ dotyczy Eugeniusza Smolara, no a on jest „nasz”, czyli z definicji poza wszelkimi zarzutami – prawy i szlachetny.

„Resortowe dzieci” najwyraźniej czekają na książkę, która wybieli ich rodziców, tzn. pokaże „złożoność historii” i uzasadni pozycję zajmowaną przez nich dzięki stalinowskiemu desantowi seniorów. I wtedy taka głęboka książka może opisywać „bohaterskie” dokonywanie przez Wacława Komara mordów na partyjny rozkaz.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 01 Kwi 2008
Posty: 17418
Skąd: Polska
Wysłany: 23 Styczeń 2014, 23:08    [Cytuj]

Syriusz napisał/a:
Resortowe dzieci się tłumaczą – Michał Komar.

Kochałem ojca i nadal go kocham. Był wspaniałym, prawym, bardzo odważnym człowiekiem. Wiem, gdzie popełnił błędy. To są skomplikowane sprawy – mówił w wywiadzie dla „Tygodnika Powszechnego” Michał Komar. Zapomniał dodać, że jego ojciec Wacław Komar „Kucyk” był w KPP specjalistą od wykonywania partyjnych wyroków śmierci.

Mendel Kossoj ps. Kucyk był w Komunistycznej Partii Polski wykonawcą wyroków śmierci wydawanych przez partię na ludzi uznanych za „agentów burżuazji” i współpracowników policji państwa polskiego, które komuniści chcieli zniszczyć.


Wikipedia podaje, że Mendel Kossoj urodził się w żydowskiej rodzinie, jako syn rymarza Dawida. A więc tak naprawdę nie nazywa się Wacław Komar, lecz Mendel Kossoj.

http://pl.wikipedia.org/wiki/Wac%C5%82aw_Komar

Mamy więc przykład, że jedno z resortowych dzieci ma żydowskie korzenie. Ilu jeszcze takich o żydowskich korzeniach jest wśród resortowych dzieci ?
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
DarekMirror
Defensor RM


Dołączył: 06 Lis 2011
Posty: 1260
Skąd: Polska
Wysłany: 24 Styczeń 2014, 20:50    [Cytuj]

Prawdę o książce ,,Resortowe Dzieci " mówi prof J.R Nowak w Gazecie Warszawskiej .
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 01 Kwi 2008
Posty: 17418
Skąd: Polska
Wysłany: 24 Styczeń 2014, 23:45    [Cytuj]

DarekMirror napisał/a:
Prawdę o książce ,,Resortowe Dzieci " mówi prof J.R Nowak w Gazecie Warszawskiej .


Z tego co twierdzi J.R.Nowak, książka "Resortowe dzieci" jest plagiatem jego książki pt. "Czerwone dynastie". I wygląda na to, że tak właśnie jest. Wielka szkoda że książka J.R.Nowaka nie zdobyła takiego rozgłosu. Podczas gdy książka "Resortowe dzieci" jest dosłownie rozchwytywana.


Michalkiewicz o „Resortowych dzieciach”: trzecie pokolenie UB kontra trzecie pokolenie AK.

Stanisław Michalkiewicz - nawiązując do książki „Resortowe dzieci” oraz laureatów Nagrody Kisiela z ostatnich lat - ostro ocenia tuzów mainstreamowych mediów.

Nic tak nie gorszy jak prawda – mawiał Stefan Kisielewski, który – jak przypuszczam – musi przewracać się w grobie, widząc niektórych laureatów nagrody swego imienia
– pisze Michalkiewicz w „Naszym Dzienniku”.

Publicysta sądzi, że Kisiel wielu z tych laureatów dołączyłby do swojej listy „Moje typy”, którą kompletował z największych dziennikarskich lizusów jeszcze za komuny.

Czyż nie znalazłby się na niej laureat Nagrody Kisiela z 2005 roku Tomasz Lis albo laureatka z roku 2011 Janina Paradowska?
– pyta retorycznie Michalkiewicz.

Jak zauważa publicysta, wśród zwycięzców plebiscytu jest coraz więcej „lizusowskich konformistów”, a nawet „ormowców politycznej poprawności”.

Za jednego z takich ormowców uważam pana redaktora Jacka Żakowskiego, który wprawdzie nie jest ani laureatem wspomnianej nagrody, ani nie ma resortowego rodowodu, ale ostatnio występuje jako negotiorum gestor [osoba prowadząca cudzą sprawę bez zlecenia – red.] bohaterów książki „Resortowe dzieci”, ukazującej kariery drugiego, a nawet trzeciego pokolenia ubeckich dynastii w III Rzeczypospolitej
– stwierdza Michalkiewicz, zauważając, że podobną książkę pt. „Czerwone dynastie” napisał wcześniej Jerzy Robert Nowak, ale nie wywołała ona szerokiego odzewu.

Być może ukazała się za wcześnie, kiedy jeszcze opinia publiczna nie uświadamiała sobie istoty społecznego i politycznego konfliktu w naszym nieszczęśliwym kraju. Teraz, między innymi dzięki pojawieniu się i okrzepnięciu młodzieżowego ruchu politycznego, coraz więcej ludzi uświadamia sobie, że oto trzecie pokolenie UB przygotowuje się do konfrontacji z trzecim pokoleniem Armii Krajowej
– podkreśla Michalkiewicz.

I dodaje:

Myślę, że to właśnie ta dekonspiracja wywołuje wściekłą irytację resortowego potomstwa, które pragnąc uniknąć zbędnej ostentacji, chętnie wykorzystuje ochotników w rodzaju pana redaktora Żakowskiego, z tego powodu uważanego przeze mnie za ormowca.

JUB/”Nasz Dziennik”

http://wpolityce.pl/artyk...kowski-ormowcem
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Syriusz

Dołączył: 03 Paź 2008
Posty: 4297
Wysłany: 25 Styczeń 2014, 21:28    [Cytuj]

Sowiecki rodowód braci Artymowiczów - Resortowi eksperci smoleńscy.

Prof. Paweł Artymowicz to najbardziej medialny uczony atakujący ekspertów, którzy śmieli podważać wiarygodność rosyjskiego oraz polskiego – oficjalnego – smoleńskiego śledztwa. Jest autorytetem u Lisa, Sekielskiego czy na łamach „Faktów i Mitów”. Jego brat Andrzej Artymowicz zasiada w zespole ekspertów powołanym przez Wojskową Prokuraturę. Ojciec obu braci Artymowicz, jak sam napisał, „walczył z bandami NSZ”. Natomiast dziadek należał do Komunistycznej Partii Zachodniej Białorusi i siedział w II RP w więzieniu za antypolską działalność

Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie potwierdziła w odpowiedzi na pytania „Gazety Polskiej”, że Andrzej Artymowicz wykonuje w śledztwie w sprawie katastrofy smoleńskiej czynności biegłego o specjalności przetwarzanie oraz inżynieria dźwięku. Jednocześnie nie chciano nam odpowiedzieć na pytanie, jakie wynagrodzenie pobiera za swoje usługi.

‒ Informacja w tym zakresie stanowi tajemnicę skarbową – stwierdził p.o. rzecznika prasowego Naczelnej Prokuratury Wojskowej ppłk Janusz Wójcik.
Nie ma wątpliwości, że biegły ‒ brat medialnego eksperta ‒ ma tym samym dostęp do poufnych materiałów śledztwa.

Powołany po przesłuchaniu ekspertów zespołu
Andrzej Artymowicz, absolwent Wydziału Reżyserii Dźwięku warszawskiej Akademii Muzycznej, zajmuje się m.in. budową symulatorów dla pilotów wojskowych i cywilnych.
Ustaliliśmy, że w śledztwie smoleńskim Andrzej Artymowicz opracowuje m.in. opinie z zakresu dźwięków, które zarejestrowano w kokpicie rządowego tupolewa, który rozbił się w Smoleńsku 10 kwietnia 2010 r. Chodzi np. o dźwięk, jaki wydaje samolot po zderzeniu z drzewami.

Do zespołu biegłych, który działa od trzech lat, został on powołany 25 lipca 2013 r., już po przesłuchaniu ekspertów zespołu parlamentarnego, którym kieruje Antoni Macierewicz. Jako ostatni z ekspertów został przesłuchany prof. Wiesław Binienda – miało to miejsce 28 czerwca 2013 r. Binienda jest autorem ekspertyz przygotowanych dla zespołu Antoniego Macierewicza. Z opracowanej przez niego symulacji wynika, że skrzydło Tu-154M nie mogło się złamać po uderzeniu w brzozę w Smoleńsku.
Ekspertyza prof. Biniendy obala tezy rządowego raportu Jerzego Millera, według którego oderwanie się skrzydła w wyniku zderzenia z brzozą było bezpośrednią przyczyną katastrofy smoleńskiej.
Zespół biegłych, w którym jest Andrzej Artymowicz, ma opracować końcową, kompleksową opinię w sprawie przyczyn katastrofy smoleńskiej.

Komentator Lisa oraz „Faktów i Mitów”
Zdecydowanie bardziej znany opinii publicznej jest starszy z braci – Paweł Artymowicz. To on ordynarnie obrażał gen. Andrzeja Błasika i kolportował tezę o winie pilotów. Na Salonie24 ma założony blog o nicku „you-know-who” pod nazwą Fizyka Smoleńska. W październiku 2013 r., a więc już po tym, jak jego brat Andrzej został biegłym prokuratury, opublikował list otwarty do prof. Biniendy, w którym bezpardonowo zaatakował profesora za opracowaną przez niego symulację zderzenie skrzydła tupolewa z brzozą.
‒ To kontynuacja tych samych bredni. Jest to dalszy ciąg walki z brzozą – mówił w programie „Tomasz Lis na żywo” w TVP2, komentując w październiku ubiegłego roku konferencję ekspertów zespołu Antoniego Macierewicza.
Z kolei 10 kwietnia 2013 r., po emisji filmu Anity Gargas „Anatomia upadku”, był gościem w radiu Agory TOK FM u Tomasza Sekielskiego. ‒ Żeby mówić o wybuchu, to musiałby się on zdarzyć w promieniu nie więcej niż 10 m od brzozy. Czyli ktoś musiałby zaminować brzozę. I jeszcze pilot musiałby trafić właśnie w to drzewo – mówił, dodając, że do katastrofy doszło, ponieważ „źle wyszkoleni piloci przekroczyli przepisy”. Warto podkreślić, że Paweł Artymowicz nie podał żadnych dowodów na potwierdzenie swoich słów.

Paweł Artymowicz chętnie rozmawia także z „Gazetą Wyborczą” oraz tygodnikiem „Polityka”, gdzie 15 kwietnia 2013 r. mówił:
„Konsultanci Macierewicza, jeden po drugim, przeczą nawzajem sami sobie. Politycy i eksperci zespołu Macierewicza brną w teorie wybuchów i bomb termopróżniowych (czy jak je tam nazywają), podając zupełnie inne czasy, położenia na mapie i wysokości samolotu nad ziemią, kiedy miał on rzekomo eksplodować. Pomiędzy bombami zmyślonymi przez dr. inż. Grzegorza Szuladzińskiego a wybuchami następującymi zupełnie nonsensownie na końcu pola rozrzutu szczątków Tupolewa, głoszonymi przez pana Macierewicza, zieje przepaść 9 sekund lotu, czyli ok. 700 m odległości. Jeśli podaje się pięć sprzecznych wersji wybuchu i żadna nie jest prawdziwa – intencje są jasne: poprzeć teorię zamachu, nie bacząc na logikę”.
W końcu ubiegłego roku Paweł Artymowicz udzielił wywiadu antyklerykalnemu tygodnikowi „Fakty i Mity”. Wywiad nosił tytuł „Air Show Smoleńsk 2013” i był w całości poświęcony ekspertom zespołu Antoniego Macierewicza ‒ prof. Wiesławowi Biniendzie i prof. Chrisowi Cieszewskiemu. Redaktorem naczelnym „FiM” jest Roman Kotliński ‒ były ksiądz, poseł partii Palikota.

Paweł Artymowicz od lat jest profesorem i wykładowcą Uniwersytetu w Toronto. Zagraniczną edukację zaczął w końcu 1986 r. po wyjeździe do USA, gdzie uzyskał stypendium Był już absolwentem Politechniki Warszawskiej, gdzie uzyskał tytuł magistra astronomii.
Wcześniej wielokrotnie wyjeżdżał za granicę, miał także uprawnienia pilota wycieczek. Nie miał żadnych trudności z uzyskaniem paszportu i bez przeszkód wyjechał do Stanów Zjednoczonych. W kraju zostali jego młodszy brat Andrzej oraz rodzice.

Dziadek w KPZU, ojciec w MBP
Stefan Artymowicz, dziadek Pawła i Andrzeja, podczas I wojny światowej został ewakuowany z okolic Augustowa do ZSRS i do 1921 r. mieszkał w Charkowie. Po powrocie do Polski nawiązał kontakt z Komunistyczną Partią Zachodniej Białorusi – za antypolską działalność został aresztowany i osadzony w białostockim więzieniu.

Po sowieckiej agresji w 1939 r. Stefan Artymowicz został skierowany na kurs buchalteryjny, a jego 10-letni syn Mikołaj został uczniem powszechnej szkoły rosyjskiej i członkiem „Pionierów”.
„Za czasów okupacji pasałem trzodę chlewną, następnie zaś zwerbowany przez Arbeitsamt pracowałem przy budowie szosy. W 1945 r. wstąpiłem w szeregi Związku Walki Młodych. Należałem do ORMO. Brałem czynny udział w akcji propagandowej referendum [chodzi o sfałszowane referendum w styczniu 1946 r. ‒ red.]. W czasie wyborów do Sejmu Ustawodawczego byłem członkiem obsługi punktu wyborczego w Mielniku. Tam również walczyłem z bandą, która zaatakowała nasz punkt wyborczy” – napisał Mikołaj Artymowicz w swoim życiorysie, załączonym do podania o przyjęcie do pracy w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego.

‒ Na podstawie tego opisu trudno jednoznacznie wskazać, które oddziały niepodległościowego podziemia zaatakowały komunistyczny punkt wyborczy w Mielniku. W tamtych rejonach bardzo aktywnie działały oddziały zarówno Narodowych Sił Zbrojnych, jak i Armii Krajowej, czyli V Brygada Wileńska dowodzona przez mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszkę” oraz miejscowe oddziały poakowskie – mówi „GP” Leszek Żebrowski, historyk, badacz dziejów Żołnierzy Wyklętych.

Mikołaj Artymowicz w 1948 r. wstąpił do Polskiej Partii Robotniczej, a następnie do PZPR. Jako student Politechniki Warszawskiej uzyskał stypendium Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego – pracę w MBP rozpoczął na początku lat 50., a ślubowanie złożył 15 lutego 1953 r.
Z MBP przeszedł do pracy do Zakładów Radiowych im. M. Kasprzaka, będąc jednocześnie aktywnym działaczem PZPR. Był w partii do jej końca.

Poniżej publikujemy wpisy blogera you-know-who (takim samym nickiem na Salonie24 posługuje się Paweł Artymowicz), które ukazały się na forum internetowym „Gazety Wyborczej” w listopadzie 2010 r. – na tekst nanieśliśmy polskie znaki, zachowaliśmy natomiast oryginalną treść również bełkotliwych komentarzy:

jest mi przykro, potwierdza się najgorsza teoria
Autor: you-know-who – 07.11.10, 06:46
a wydawało mi się że niewiele może już mnie zaszokować.
czyżbym stracił czas myśląc o szczegółach technicznych, fizyce katastrofy?
przeteoretyzowałem? miałem blokadę wiary w prostsze rozwiązania?

* * *
myślę, że myślących tak jak ja jest w polsce więcej. wiem, że ostateczną odpowiedzialność ponosi wojsko i jego piloci. ale kiedy ktoś mówi mi że:

(i) kapitan Protasiuk, dowódca samolotu nabitego po brzegi jakimi by tam nie byli, ale oficjelami państwa polskiego, ma ok. 340 godzin nalotu na b. wymagającym tupolewie-154,

(ii) że jest po prostu lekkomyślnym młodziakiem, mówiącym do swojego jeszcze bardziej bezmyślnego kolegi pilota jaka-40 artura wosztyla: „tak lądują debeściaki”
(*lądują*, z premedytacją).

(iii) że nie była to awaria ani pomyłka, wstukanie do komputera pokładowego złej współrzędnej, bo „takich rzeczy się w ogóle nie robi”, tj. nie można tam wstukać dobrej ani złej współrzędnej.

-- to jaka jest moja reakcja? nie wierzę. to nieporozumienie, zła interpretacja!
ż, (i)-(iii), to prawda.

teraz już naprawdę ci, co chcą wierzyć że setki ludzi nie zabiła brawura i bezmyślność podparta brakiem umiejętności lotniczych, musi przekonać się do wersji zamachistów, że od początku do końca wszystkie dowody są sfingowane.

* * *
nie powiem od kogo to osobiście dzisiaj usłyszałem. ale może powiem tak.
znam się co nieco na rzeczy (a w miarę rzeczowe uzasadnienie, bez zbędnych emocji, tego co mówi, jest główna zabawa nicka you-know-who, i wszystko co mówi można właściwe sprawdzić; to że lata wzdłuż i wszerz ameryki, jest chyba wiarygodne? chyba że ukradł komuś całą dużą galerię zdjęć).
otóż jeśli moja znajomość lotnictwa to 6/10, to osoba z którą miałem przyjemność dziś rozmawiać przy obiedzie to coś pomiędzy 10/10 a 11/10. osoba ta słyszała osobiście nagranie dźwięku z kokpitu.

Poniższy wpis internauty o nicku you-know-who został usunięty, zachował się jednak screen:
„muszę przeprosić gen błasika za chuja którym go nazwałem jak się okazało że
siedział do końca w kabinie pilotów - zdaje mi się teraz, że starał się być
pomocny. a że nie był, to mogło wyjść w sposób niezamierzony! po prostu mógł
spowodować niejasność kto tu dowodzi, stąd milczenie i rozsypka crm;”

źródło: http://forum.gazeta plforum/w,1157,112339551,112344381,mea_culpa_eorum_culpa.htmKatastrofa w Smoleńsku

Tekst ukazał się w aktualnym wydaniu tygodnika "Gazeta Polska"
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Syriusz

Dołączył: 03 Paź 2008
Posty: 4297
Wysłany: 26 Styczeń 2014, 07:55    [Cytuj]

JAK SIĘ POZBYĆ "RESORTOWYCH ŚMIECI"?

Komusze parchy mają taka specyficzną cechę,
że im dłużej stoją przy korycie, zgodnie i równo,
tym bardziej przypominają w zapachu i wyglądzie,
najprawdziwsze i orginalne stare ośle gówno.

Ta kupa ma jeszcze jeden prawdziwy talent:
potrafi sie przylepiać do cieniasa każdego,
by go w krótkim czasie, nie wysilając się wcale,
zamienić w leminga polskiego pospolitego.

Rozmnaża się raczej szybko - przez seplenienie,
z dodatkiem paru polskiej ortografii plemników,
a końcowe i radosne tego stosunku spełnienie,
odbywa się wśród starych cmentarnych pomników.

Nowe pokolenie gnidośmieci, dorasta w rozpędzie
Nowaczego Pindolino, co zapieprza u nas bez torów;
kopie Evita, chleje Palikmiot, Grocka zrzędzi na grzędzie,
nawet udają już, że pachną - dla zachowania pozorów.

Profesor opluwa polskie bydło, pierdząc bez kontroli,
Stefek szuka ukochanych, by je w ubecji zakapować,
Guwnin - jakiegokolwiek członka, co jego gębę woli,
Bulu nie wie, czy Łożeł to cuś co morzna ópolowadż?

Kalosz z Pedroniem przymierzają kolorowe kiecki,
Marylin nas opieprza,że nie wiemy iż jest fucken zima!
Muller ciągle najbardziej kocha Związek Radziecki,
a słoika Owsika jak nie było, tak go ciągle nima!

Jest tylko jedna metoda oczyszczenia tego szamba,
w które to nasz kraj zamieniły te resortowe śmieci;
zbudować giga-szambiarę, włożyć do niego rurę
i nie wyłączać aż ostatnie czerwone gówno z niej wyleci.

Marcus Polonus
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Syriusz

Dołączył: 03 Paź 2008
Posty: 4297
Wysłany: 1 Luty 2014, 14:00    [Cytuj]

Krzyk i histeria - ciąg dalszy „Resortowych dzieci” - CZYTAJ WIĘCEJ w „Nowym Państwie”.

Najnowsze „Nowe Państwo” swoim głównym tematem uczyniło odkłamywanie najnowszej historii Polski, kontynuując piórami Doroty Kani i Jerzego Targalskiego demaskowanie strukturalnej przemocy medialnej, na której oparty jest system III RP.

Krzyk i histeria, tak można opisać reakcję głównych polskich mediów na publikację książki Doroty Kani, Jerzego Targalskiego i Macieja Marosza. Najnowsze „Nowe Państwo” kontynuuje opis naszej współczesności rozpoczęty tą książką, precyzując diagnozę choroby. I tak, po pierwsze, Andrzej Waśko słusznie zauważa, że „zwykli ludzie już od dawna uważają za »prawdziwą władzę« nie Wałęsę, Tuska i Komorowskiego, tylko właśnie Lisa, Olejnik i Michnika”.

Najpierw garstkę cudownych milicyjnych dzieci odpowiednio przeszkolono na Europejczyków, a potem zaniesiono w lektykach przed kamery i za biurka redaktorów naczelnych. Po drugie, Piotr Lisiewicz opisuje skutki takiej sytuacji: „Skoro polskie państwo, elity, prokuratorzy, liczni dziennikarze i artyści zachowali się po 10 kwietnia jak obca agentura, to obowiązkiem patriotów jest najpierw precyzyjnie opisać, dlaczego coś tak nieprawdopodobnego było możliwe. Ten opis choroby to wstęp do wycięcia skalpelem z organizmu chorych tkanek”.

Po trzecie, Dorota Kania zapowiada ciąg dalszy. Resortowe dzieci w służbach, w polityce, w biznesie i w polskiej nauce. Ten krzyk i ta histeria trwać zatem będą jeszcze przynajmniej dwa lata, kiedy ukażą się cztery kolejne części tej ważnej publikacji. Natomiast tekst Jerzego Targalskiego „Dominacja elit sowieckich w warunkach pluralizmu” mógłby być posłowiem do omawianego cyklu. Pokazuje bowiem, że warunkiem utrzymania władzy tych elit mimo zgody na pluralizm polityczny i rozwój własności prywatnej jest posiadanie kontroli strukturalnej nad państwem i społeczeństwem.

Poza tym lekturą obowiązkową tego miesiąca jest tekst Lisiewicza o najwybitniejszym ukraińskim poecie drugiej połowy XX w., Wasylu Stusie, który został zamordowany w sowieckim łagrze w 1985 r. w czasie gorbaczowowskiej pierestrojki, oraz portret Villona socrealizmu, czyli Janusza Szpotańskiego pióra Magdy Michalskiej.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
DarekMirror
Defensor RM


Dołączył: 06 Lis 2011
Posty: 1260
Skąd: Polska
Wysłany: 5 Luty 2014, 11:24    [Cytuj]

Szkoda że nie wszystkie tytuły prasowe mają swoje odpowiedniki internetowe.
Nie będę tu przepisywał wam tekstów z gazet - po pierwsze to pracochłonne, żmudne, można często się pomylić i praca niezbyt doceniona.
Musicie sami sięgać po dajmy na to : warszawską gazetę, Czas Najwyższy...
jeśli nie będziecie tego robić to zostaniecie zmanipulowani co do ważności książki tutaj omawianej.

W skrócie napiszę : prawady mieszają się z : półprawdami, kłamstwami , manipulacją, przemilczeniami i nierzetelnością ...
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 01 Kwi 2008
Posty: 17418
Skąd: Polska
Wysłany: 5 Luty 2014, 11:32    [Cytuj]

DarekMirror napisał/a:

W skrócie napiszę : prawdy mieszają się z : półprawdami, kłamstwami , manipulacją, przemilczeniami i nierzetelnością ...


Darku, a czy ktoś gdzieś podważył rzetelność tej książki ? Ja tylko wiem o tym, że J.R.Nowak uznał tę książkę za plagiat jego książki o tytule "Czerwone dynastie". Poza tym nigdzie nie czytałem, że prawdy mieszają się w tej książce z półprawdami, kłamstwami, manipulacją itd. Ale jeżeli faktycznie tak jest, to należałoby to nagłaśniać, podając konkretne przykłady.

Tak na marginesie, to wielka szkoda, że książka "Czerwone dynastie" nie miała takiego rozgłosu, i nie była tak rozchwytywana jak książka "Resortowe dzieci".
Ostatnio zmieniony przez Coltrane 6 Luty 2014, 09:40, w całości zmieniany 1 raz  
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Syriusz

Dołączył: 03 Paź 2008
Posty: 4297
Wysłany: 6 Luty 2014, 08:59    [Cytuj]

„Resortowe dzieci” w biznesie. Na scenę wkracza młode pokolenie.

W ostatnim czasie dochodzi do sporych przetasowań w największych spółkach w Polsce. Dziś Polkomtel poinformował, że Zygmunt Solorz-Żak zakończył pełnienie swoich funkcji w zarządzie spółki, a nowym prezesem został jego syn Tobias Solorz. Ostatnio informowaliśmy, że Marcin Dukaczewski - syn Marka Dukaczewskiego, szefa rozwiązanych Wojskowych Służb Informacyjnych - został przewodniczącym Rady Nadzorczej Petrolinvest S.A. - spółki przez lata kierowanej przez Ryszarda Krauze. Na scenę wkracza nowe pokolenie.

- Wielki biznes III RP ma rodowód służb specjalnych PRL. Czołówka postaci biznesu z tamtych lat tworzy dziś zwarty, zamknięty krąg rozgrywający karty w polskim biznesie. Przedsiębiorcy zaczynający w PRL przekazują dziś pałeczkę swoim dzieciom. Przypomnienie o tym wywołuje agresywną reakcję. Nie inaczej jest po słowach Jarosława Kaczyńskiego w wywiadzie prasowym o tym, że biznes jest przystanią ludzi z PRL – pisał na łamach „Gazety Polskiej” Maciej Marosz w artykule ukazującym powiązania biznesowej czołówki z PRL.

W książce "Resortowe dzieci. Media" zostały opisane kariery polskich magnatów medialnych, z których wielu figuruje w archiwach komunistycznej bezpieki jako tajni współpracownicy. Z informacji uzyskanych przez autorów książki w archiwach IPN wynika, że Zygmunt Solorz, szef telewizji Polsat, był zarejestrowany TW „Zegarek”.

Zygmunt Solorza-Żak, jeden z najbogatszych Polaków kierował Polkomtelem od 2011 roku. Dzisiaj Rada Nadzorcza Polkomtelu, operatora sieci Plus, podjęła uchwałę, zgodnie z którą nowym Prezesem Zarządu Spółki został wybrany Tobias Solorz. Zygmunt Solorz-Żak oraz Wojciech Pytel zakończyli pełnienie swoich funkcji w Zarządzie Spółki i zostali wybrani przez Nadzwyczajne Zgromadzenie Wspólników do Rady Nadzorczej.

- Mogę ze spokojem przekazać zarządzanie firmą nowemu Prezesowi. Oczywiście cieszę się i jestem szczęśliwy, że mój syn obejmuje tę funkcję. Podczas naszej wspólnej pracy w Zarządzie, Tobias wiele się nauczył i zdobył niezbędne doświadczenie, które niewątpliwie będzie teraz procentowało. Stał się wysokiej klasy menedżerem i jestem przekonany, że świetnie sobie poradzi i poprowadzi firmę ku kolejnym sukcesom. Zarówno jego, jak i cały Zarząd będę teraz wspierał pełniąc funkcję Przewodniczącego Rady Nadzorczej Spółki – tłumaczy Zygmunt Solorz-Żak w oficjalnym komunikacie prasowym spółki Polkomtel.

Z krótkiej notki biograficznej na oficjalnej stronie firmy wynika, że Tobias Solorz karierę w branży medialnej rozpoczął w 2003 roku. Pierwsze kroki stawiał jako asystent zarządu w należącym do jego ojca Polsacie. Następnie piastował wysokie stanowiska w Cyfrowym Polsacie i Sferii, a od 2011 roku związany był już z zarządem Polkomtelu.

Podobna sukcesja nastąpiła w rodzinie Kulczyków. Na początku roku Jan Kulczyk przekazał kierowanie Kulczyk Investments swojemu synowi Sebastianowi.

To nie jedyne zmiany pokoleniowe w związanych z polskimi oligarchami spółkach. Ostatnio informowaliśmy, że Marcin Dukaczewski - syn gen. Marka Dukaczewskiego, szefa rozwiązanych Wojskowych Służb Informacyjnych - został niedawno przewodniczącym Rady Nadzorczej Petrolinvest S.A. Po wielu latach Ryszard Krauze przestał szefować swojej flagowej spółce.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Syriusz

Dołączył: 03 Paź 2008
Posty: 4297
Wysłany: 7 Luty 2014, 15:11    [Cytuj]

Prowadzący u swoich TW, witani z honorami, chodzi o media.

Gromek Czempiński i Marek Dukaczewski zawitali do swoich współpracowników, którym tak się poszczęściło że jeden w 1992 a drugi w 1997 r dostali koncesje na prywatne telewizję.
Ci „patrioci” inaczej zawsze wierni swoim mocodawcom z Moskwy, którzy ich tak wspaniale wyszkolili, zawitali u swoich TW. Pan Walter i Wejhert oraz pan Solorz - Żak stali się magnatami medialnymi i miliarderami.

TVN , zwane WSI 24, których właściciele mając tak mocne papiery jak Mariusz Walter, członek PZPR w latach 1967 – 1983, którego Urban w liście z 1983 r. do Kiszczaka zarekomendował jako „najzdolniejszego redaktora telewizyjnego w Polsce, organizatora i koncepcjonalistę”, zarejestrowanego jako TW „ Mewa ” oraz śp. Jan Wejhert zarejestrowany jako TW W.Konarski wspólnie w 1984 założyli grupę ITI , która kilka lat później stała się właścicielem koncesji telewizyjnej i potężnej grupy medialnej TVN.

Pan Zygmunt Solorz- Żak, znany jako Zygmunt Krok, Piotr Krok oraz Piotr Zagórski, w latach 1983 – 1985 został zwerbowany jako agent do współpracy z wywiadem pseudonimie Zeg. Jako ciekawostkę, można podać , że ten pan w owych latach miał paszport konsularny co nie zdarzało się często. Trzeba dodać , że Pol – Sat był bardzo mocny, gdyż koncesję dostał już w 1992r. a ITI (TVN) „dopiero” w 1997 r.

Stąd nie dziwi, że generałowie z WSI, głównie Dukaczewski i Czempiński są tak częstymi gośćmi w tych stacjach.

Oni wypowiadają się na temat płk Kuklińskiego, nazywając go zdrajcą, oni również, atakują niezłomnego opozycjonistę Antoniego Macierewicza, który miał czelność zlikwidować długie ramię Moskwy.
Rzeczywiście ich krokodyle łzy są zasadne, przecież wiernie służyli i służą swoim panom z Moskwy, a tu taki Macierewicz popsuł im wszystko, stąd te częste wizyty u swoich współpracowników, którzy dzierżą media. Przecież tu nikt tych panów nie zaskoczy trudnymi pytaniami, a pani redaktor jedna lub druga pochyli się i nad biednym generałem zrozumie a może i przytuli.

http://wpolityce.pl/artyk...yce-jesli-pl...
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Syriusz

Dołączył: 03 Paź 2008
Posty: 4297
Wysłany: 8 Luty 2014, 08:09    [Cytuj]

Gdzie są chłopcy z tamtych lat?

Rany Boskie! Powoli przebijam się przez "Resortowe dzieci – MEDIA". Jestem właśnie na stronie 177. Tego w moim wieku nie wolno już pochłaniać jednym tchem. Bo co nazwisko, co ówczesny celebryta, to TW – tajny współpracownik, KO – kontakt operacyjny, albo zwykli oficerzy, ppor., por, kpt. I jaka plejada – Kapuściński, Passent, Krzysztof Teodor Toeplitz,Kałużyński, Krzemiński, Falkowska, Krall...
Nie było normalnych? Jaki był wówczas procent ubeków i donosicieli?
I najważniejsze – gdzie się oni wszyscy teraz podziali?


Mój ojciec zmarł w 1987 roku. Boleję nad tym strasznie, ze nie doczekał "transformacji". Tata znany był z tego, że w pobliskim kiosku Ruchu miał największą teczkę i wykupywał praktycznie wszystkie znaczące tytuły tygodników, łącznie ze "Szpilkami" i "Skrzydlatą Polską". Z tej wielokilogramowej masy gazet starał się wyłowić jakieś istotne informacje. Czy on już wówczas zdawał sobie sprawę, że większość piszących to agenci i donosiciele?
Jestem przekonany, że do końca swoich dni nie zakładał, że system komunistyczny w Polsce może upaść. W 1987 nic jeszcze na to nie wskazywało, choć poufne rozmowy na ten temat były już od dawna prowadzone. Ale to były bardzo tajne sprawy w kręgu – Kiszczak i spółka, oraz Michnik i spółka. Wzajemnie targowali się nad przyszłymi losami kraju – jawni komuniści z krypto-komunistami. Oni nam gotowali ten los, którego skutki odczuwamy dzisiaj, po 25 latach (czyli dłużej niż całe trwanie II RP).

Ale wróćmy jednak do tych wszystkich ubeków i TW, czy KO. Mimo, że jestem dopiero na 177 stronie książki, wobec wszystkich 430, obraz, który się wyłania jest przerażający. Nie, żebym nie wiedział, albo wcześniej nie podejrzewał. Jednakże zetknięcie się z suchymi faktami, bo książka jest świetnie udokumentowana i wali po nazwiskach, bez owijania w bawełnę, powoduje pewnego rodzaju szok poznawczy.
Rodzą się pytania – jakie było faktyczne nasycenie społeczeństwa służbami i ich współpracownikami. Czy było zbliżone do ideału, czyli NRD, gdzie Stasi opanowało połowę narodu. Praktycznie co drugi Niemiec wschodni był pracownikiem służb, albo współpracownikiem, czyli donosicielem. Czy u nas było podobnie? Chyba nie aż tak bardzo, przynajmniej na prowincji, jaką była Gdynia.
Chociaż, jak podjąłem pracę w załogach pływających w Polskich Liniach Oceanicznych, to poczułem się natychmiast osaczony. To środowisko miało bardzo wysokie nasycenie służbami, a agenci specjalnie nawet się nie kryli. Wszyscy zresztą wiedzieli, że szefem Działu Kadr był pułkownik służb (to 1-wsze piętro gmachu PLO na ul 10 Lutego). Natomiast wywiad wojskowy, który też miał dużo do powiedzenia, szczególnie w stosunku do wyższych stopniem oficerów marynarzy, mieścił się na ostatnim piętrze gmachu (blisko anten :D). Jeszcze tylko, jako ciekawostkę podam, ze długo na parterze budynku PLO mieściła się słynna Cafe Bałtyk, centrum lepszych prostytutek, alfonsów i cinkciarzy. Jak zawsze, służby starały się być blisko swojego półświatka.

Czyli nasi liderzy, wzorce do naśladowania (pamiętam jak w liceum moją polonistka, świetna zresztą, skarciła mnie, że w wypracowaniu za bardzo lecę Toeplitzem), i władcy naszych umysłów, to były prowadzone za rękę przez ubeków szuje i kanalie.

Najgorsze, że oni do dzisiaj nie uważają się za szuje i kanalie. Miałem wczoraj wątpliwą przyjemność oglądać wywiad, raczej dosyć nieprzyjemnego typka, Konrada Piaseckiego z super kanalią w moich oczach, Jerzym Urbanem.
Buta, cynizm, poczucie bezkarności, zakłamanie i bezczelność. Mógłbym jeszcze dorzucić tysiąc pejoratywnych określeń, a nie oddałbym w pełni prawdziwej postaci tego człowieka.
Miał się on czelność pytać, gdzie są milionerzy spośród byłych członków Biura Politycznego, czy Komitetu Centralnego PZPR. Faktycznie, poza jednym wyjątkiem Ireneusza Sekuły ( samobójczo trzykrotnie (!!!) postrzelił się w brzuch ten nasz Rambo), nie ma w grupie 100 najbogatszych Polaków, Rakowskiego, Kani, czy innych.
Lecz o czym to świadczy? Tylko o tym, że byli tylko figurantami. Glinianymi babuszkami postawionymi w różnych tam BP, KC, a faktyczna władza była właśnie w służbach. I oni teraz spijają szampana i konsumują kawior łyżkami do zupy.

Dlatego też, Drodzy Państwo Autorzy – Doroto Kanio, Jerzy Targalski i Macieju Maroszu, proszę was o dwie rzeczy (zresztą dla waszego dobra, bo nie wątpię, że następne tomy rozejdą się też, jak ciepłe bułki, A propos, tą książkę, po długich, bezskutecznych poszukiwaniach, kupiłem wreszcie w hipermarkecie Tesco. W Tesco!!! Stała na pierwszym miejscu w dziale bestsellerów. Tak to w końcu książka trafiła pod strzechy).

- Napiszcie co się stało, co się dzieje i jak się mają ci właśnie medialni liderzy, nie resortowe dzieci, tylko ci, co w latach 60-tych, 70-tych i 80-tych posiadali rząd dusz i umysłów Polaków.

- Napiszcie też, jak ludzie służb, agenci wojskówki i ubecy, oraz ci wszyscy TW i KO urządzili się w III RP.

Trzymajcie standardy – nadal po nazwiskach i nadal gołe fakty.

Jazgdyni
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Informacje | TV Trwam | Radio Maryja na żywo |
Polecamy:informacje ktorych potrzebujesz Fundacja Skierniewice i Szkola Skierniewice
Korzystanie z forum oznacza pełną akceptację otrzymywania plików cookies.

phpBB by przemo  
Strona wygenerowana w 0,108 sekundy. Zapytań do SQL: 8