ND Forum - Dzień dobry POLSKO! Strona Główna ND Forum - Dzień dobry POLSKO!
Ludzie z sercem i głową

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Wybory Parlamentarne 2015 r.
Autor Wiadomość
Coltrane


Dołączył: 01 Kwi 2008
Posty: 17467
Skąd: Polska
Wysłany: 2 Wrzesień 2015, 12:32   Wybory Parlamentarne 2015 r. [Cytuj]

http://wirtualnapolonia.c...28/pewni-swego/

[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 01 Kwi 2008
Posty: 17467
Skąd: Polska
Wysłany: 19 Październik 2015, 13:45   Re: Wybory Parlamentarne 2015 r. [Cytuj]

Nowa twarz w POlityce…



http://mirekkabala.pl/?p=5781
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
sonia
sonia

Dołączyła: 07 Gru 2008
Posty: 6384
Skąd: z Polski
Wysłany: 19 Październik 2015, 16:52    [Cytuj]

Coltrane, warto przypomnieć ścieżkę kariery tego "młodego,dobrze wykształconego z Dużego Miasta " :)
wystarczająco długo żyję ,więc co nie co pamiętam z tamtych lat,lat Balcerowicza,gdy ten 1.Młody był jego asystentem
2.po awansie Balcerowicza,dawnego nauczyciela w Szkole partyjnej,Młody został jego doradcą...
3.Tworzył też niegdyś Unię Wolnosci z Geremkiem,to chyba to zdjęcie z owego czasu
4.Młody był również jednym z twórców u Frasyniuka,tzw Unii Demokratycznej
5. Pamiętam go również jako szefa rady nadzorczej PKP SA
Fundacja Case,Balcerowicza,to też jego niegdysiejsze "miejsce pracy" pracy w czasach,gdy Balcerowicz kazał nam zaciskać pasa,aż dziurek zaczynało na nim brakować,a sam kosił KASĘ...
i długo jeszcze można by wymieniać...ale podsumowanie jest JEDNO
albo resortowy dzieciak albo ?
bo taką scieżką kariery zwyczajny kowalski po SGPiSie raczej nie mógł się pochwalić...
jak odkurzę pamięć to na pewno jeszcze coś skrobnę :)
pozdr
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 01 Kwi 2008
Posty: 17467
Skąd: Polska
Wysłany: 20 Październik 2015, 11:51    [Cytuj]

Robią nas w konia: Ryszard Petru i NowoczesnaPL -na czym polega szwindel

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=yUUbxHnl_Yg[/youtube]

Zanim zagłosujesz na Nowoczesną, dowiedz się jak Petru robi Cię w konia.
Petru robi w konia dokładnie tak samo, jak robił Was w konia Donald Tusk.
To jest dokładnie ten sam typ, ta sama klika, ta sama mafia.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 01 Kwi 2008
Posty: 17467
Skąd: Polska
Wysłany: 20 Październik 2015, 21:40    [Cytuj]

Kim są naprawdę ludzie Ryszarda Petru? To przemalowani ludzie PO ZOBACZ GRAFIKĘ

Kim są naprawdę ludzie Ryszarda Petru? To tak naprawdę przemalowani działacze PO - na żadną zmianę nie ma więc co liczyć.

Dane w grafice poniżej.



To nowocześni krętacze.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Smutas23

Dołączył: 17 Paź 2015
Posty: 10
Skąd: Poznań
Wysłany: 20 Październik 2015, 22:23    [Cytuj]

Jak tak na to patrzę, to wymordowanie polskiej inteligencji podczas II Wojny Światowej ciągnie się za nami nadal...:( Byle do koryta...
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
sonia
sonia

Dołączyła: 07 Gru 2008
Posty: 6384
Skąd: z Polski
Wysłany: 21 Październik 2015, 01:36    [Cytuj]

"byle do koryta" no cóż oni już tak mają od "kołyski"
i dlatego wycinać takie chwasty...i obnażać...
pozdr
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 01 Kwi 2008
Posty: 17467
Skąd: Polska
Wysłany: 21 Październik 2015, 11:41    [Cytuj]

NOWOCZESNA to kontynuatorka PO, ale dla elektoratu o niskich kompetencjach politycznych nie ma to żadnego znaczenia. Liczy się "trendy".

Powtórzmy jeszcze raz :

Rosnąca popularność ugrupowania Petru może świadczyć również o tym, że dla niektórych wyborców jego formacja jest aktualnie czymś "trendy". - W Polsce występują mody na partie. Są na nie podatne osoby o liberalnym światopoglądzie, wykształcone, dobrze zarabiające i mieszkające w dużych miastach. W 2007 roku modna była PO, cztery lata później Ruch Palikota, podczas ostatnich wyborów prezydenckich Kukiz, a obecnie trwa próba wykreowana mody na Nowoczesną Ryszarda Petru - mówi Chwedoruk.

O tym, że ktoś staje się modny w wielkomiejskim środowisku liberalnym decyduje kilka czynników. - Częsta obecność w mediach, język jakim się posługuje, oraz wygląd. Do tego dochodzi oczywiście treść: trzeba być liberałem gospodarczym, poprawnym politycznie, niekonserwatywnym obyczajowo, nielewicowym w kwestiach społeczno-gospodarczych - wyjaśnia Chwedoruk. I dodaje, że na bazie tych czynników wybory w 2007 i 2011 roku wygrała Platforma Obywatelska. Zdaniem politologa UW aktualny spadek notowań tej partii związany jest, m.in. z tym, że przestała być już modna. Dla części osób taką rolę może spełniać teraz Nowoczesna.

Część elektoratu Nowoczesnej stanowią osoby o niskich kompetencjach politycznych. Wyborcy należący do tej grupy nie są nawet świadomi tego faktu. - Są ludzie wykształceni, nowocześni i wielkomiejscy, którzy o polityce nie mają bladego pojęcia. Dlatego, że sami uważają się za elitarnych, chcą głosować na partię o podobnym charakterze. Gdy na scenie politycznej pojawia się formacja, która wysyła im sygnał, że jest ugrupowaniem spełniającym te warunki, nie sprawdzają szczegółów, tylko idą za PR-owskim sygnałem - tłumaczy Sokała.


Zdaniem politologa UW wynika to z aspiracji tej grupy wyborców. - Nie szkodzi, że jesteś kasjerem w supermarkecie, jak zagłosujesz na pana X będziesz taki fajny jak my, menedżerowie dużych banków. Tak działa ten mechanizm - wyjaśnia Chwedoruk. I dodaje, że jakaś część wyborców może uważać, że głosowanie na daną osobę może automatycznie oznaczać przystąpienie do świata, który ten polityk reprezentuje. - W przypadku Ryszarda Petru mowa o świecie finansistów, bankierów i znanych ekonomistów - tłumaczy rozmówca WP.

http://wiadomosci.wp.pl/k...,wiadomosc.html
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 01 Kwi 2008
Posty: 17467
Skąd: Polska
Wysłany: 22 Październik 2015, 08:39    [Cytuj]

Reprezentacja narodu czy bezwolne cielęta?



Zbliżają się wybory. Wiele wskazuje na to, że data 25 października 2015 roku oznaczać będzie zakończenie pewnej epoki w najnowszej historii naszego kraju. Pierwsza wojna światowa trwała cztery lata, druga - sześć. Napoleon był cesarzem Francuzów przez niecałą dekadę. Osiem lat może więc być epoką. Dziś jeszcze trudno jednoznacznie ocenić okres koalicyjnych rządów PO i PSL, gdyż wiązki informacyjne wysyłane przez poszczególne obozy polityczne opisują Polskę albo jako kraj w ruinie, albo jako zieloną wyspę, nie przebijając się z jednej strony z rzetelnym uzasadnieniem swych tez, z drugiej strony nie pozostawiając wiele miejsca na inny ogląd rzeczywistości. Być może słusznie, bo wiele wskazuje na to, że prawda i tym razem wcale nie leży pośrodku.


Nasza Konstytucja stanowi, że Polska jest demokratycznym państwem prawa. W teorii zatem wprowadzone zostały demokratyczne procedury umożliwiające transponowanie woli społecznej na tworzone w kraju prawo. To zaś ma być zwierciadłem, w którym przegląda się tworząca państwo zbiorowość, a jednocześnie szytym na miarę płaszczem, który powinien chronić od chłodu, zapewniając zarazem względną swobodę ruchu i poczucie elegancji.


Płaszcza na naszą miarę nie da się uszyć w Pekinie ani w żadnej innej stolicy. Dokładne wymiary potrzebne do odpowiedniego skrojenia ubioru zakodowane są w naszych umysłach i sercach, i są nie do odszyfrowania dla kogoś z zewnątrz, nawet gdyby założyć najlepszą jego wolę. Próbowano już wcześniej i zawsze kończyło się to mniej lub bardziej szaleńczymi próbami zdarcia przez nas z pleców niechcianego sukna. Dlatego tak ważnym jest, żeby krawcy, jakich dobieramy do tego trudnego i odpowiedzialnego dzieła, znali niezbędne do szycia wskazówki. Siła ich charakteru ma być dość duża, by mogli głośno krzyczeć zawsze, kiedy kolega przy maszynie zacznie pruć tam, gdzie trzeba podwójnego szwu.


Ostatnich osiem lat dało nam sporo powodów, by źle czuć się w szytym dla nas płaszczu przepisów prawnych. Odczuwać to muszą przedsiębiorcy, rezygnujący z prowadzenia działalności w kraju. Czują to kobiety powstrzymujące się od rodzenia dzieci i czują to ci wszyscy, którzy nogami zagłosowali za lepszym życiem w „jukej”. Ten płaszcz nie daje ciepła, krępuje ruchy, i do tego źle leży.



Żadna partia nie jest bez winy

Niniejszy artykuł ma wskazać dziesięć poważnych błędów w szyciu płaszcza przepisów prawnych w naszym kraju przez ostatnie dwie kadencje sejmowe. Ci, którzy się do tych błędów przyczynili, zawinili niekompetencją, brakiem charakteru lub jednym i drugim. Za to niekoniecznie należy się trybunał. Ale musimy pamiętać, bo kto nie pamięta, ten powtarza błędy. Nieudolnych krawców należy wykluczyć z cechu, nie pozwolić, by nasze dzieci i wnuki krępowane były tak samo partacko skrojoną materią.


Kluczem do zrozumienia tego tekstu nie jest jednak krytyka, a nadzieja, którą - słabnącą - dostrzegam wśród swoich rówieśników. Nadzieję na zmianę i wiarę w to, że są ludzie, niekoniecznie tylko po jednej stronie sceny politycznej, zdolni przekuć tę nadzieję w ideę, która podniesie nam czoła i wyprostuje plecy.


Ustawy, które wybrałem, jak i tryb, w jakim niektóre spośród nich zostały uchwalone, ukazują w mojej ocenie najgroźniejsze schematy, z jakimi mieliśmy do czynienia w trakcie prawdopodobnie kończącej się epoki rządów PO-PSL. Nie jest moim celem potępienie tej konkretnej konfiguracji politycznej. Podobny artykuł mógłby (i powinien był) powstać po każdej zakończonej kadencji sejmowej i bilans byłby zapewne niewiele bardziej pocieszający (fatalny pomysł na transformację w czasach realizacji planu Sorosa-Sachsa, tragiczne rządy postkomunistów, katastrofalne efekty tzw. reform Buzka, finał negocjacji traktatu lizbońskiego w czasach PiS, etc.). Rzecz jasna, odpowiedzialność za zaistniały stan rzeczy ponoszą konkretne osoby. Będąc winowajcami są one jednocześnie ofiarami systemu, w jakim przez tych osiem lat funkcjonowały. Niekiedy w pełni świadomie. Chodzi zatem o napiętnowanie ich postaw, ale przede wszystkim chodzi o wskazanie patologii systemu polskiego prawodawstwa, a więc samego serca polskiej państwowości z nadzieją na zmianę w najbliższej przyszłości. W przeciwnym razie w nadchodzących wyborach wybierzemy raz jeszcze nie reprezentację narodu do pracy w głównej instytucji ustawodawczej w kraju, tylko „malowniczą trupę” bezwolnych cieląt bezwiednie podążających za „byle mistycznym kpem” w roli pasterza. Nie licuje to z powagą ich urzędu.


Ustawy zaprezentowane tutaj to tylko kilka spośród całej gamy „kontrowersyjnych” rozwiązań, jakie wyszły spod pióra panującej nam koalicji. W wyjściowej dziesiątce nie zmieściły się takie kwiatki, jak wtłoczenie sześcioletnich dzieci (w wielu przypadkach – jeszcze pięcioletnich) do szkół podstawowych bez zgody rodziców, ratyfikacja pakietu klimatycznego, ustawa o przymusowych szczepieniach (pierwsza na świecie przymusowa szczepionka przeciwko wirusowi HPV). Kilku rzeczy próbowano, ale nie udało się ich przeprowadzić – np. ustawy o związkach partnerskich, nowelizacji konstytucji umożliwiającej w dłuższej perspektywie prywatyzację lasów państwowych, ACTA. Miało też miejsce kilka ważnych wydarzeń, które nie były regulowane ustawami, ale wobec których posłowie mieli prawo (obowiązek?) publicznie wyrazić swój sprzeciw: skandaliczna umowa na dostawę gazu podpisana przez wicepremiera Waldemara Pawlaka w 2010 r. (najwyższe ceny gazu w Europie w zakupywanych ilościach, które praktycznie czyniłyby bezsensownymi próby dywersyfikacji źródeł dostaw, przekazanie w rosyjskie ręce polskich linii przesyłowych – wszystko to aż do roku 2036!); porozumienie o współpracy pomiędzy FSB a SKW (wciąż obowiązujące?); pigułka „dzień po” dla piętnastolatek, którym w szkolnym sklepie nie wolno kupić paczki chipsów; ograniczenie wymiaru nauczania historii i języka polskiego w szkołach; przyjęcie raportu Millera w sprawie katastrofy smoleńskiej; brak reakcji Rządu RP na budowę rurociągów Nord Stream i Nord Stream 2.


Żadna z tych rzeczy nie okazała się dla usłużnych posłów dostatecznie silnym bodźcem do tego, by podjąć zauważalne kroki zmierzające do zmiany takiego stanu rzeczy, np. zrezygnować z dalszego członkostwa w partii. Przeciwnie, większość z nich ubiega się w tym roku o kolejną reelekcję z ramienia PO.


Przejdźmy zatem do analizy poszczególnych ustaw, które tak mocny przyczyniły się do dzisiejszej kondycji naszego kraju.


ROZBROJENIE ARMII

Ustawa z dn. 27 sierpnia 2009 r. o zmianie ustawy o powszechnym obowiązku obrony Rzeczypospolitej Polskiej oraz o zmianie niektórych innych ustaw (Dz.U. 2009 nr 161 poz. 1278)


O tym, jak dużym błędem był model, jaki wykorzystano do „profesjonalizacji” polskiej armii wiemy dzisiaj, z perspektywy czasu. Pod płaszczykiem „uzawodowienia” armii wykonano manewr zawieszający powszechny obowiązek służby wojskowej i ustanawiający armię ochotniczą, albo - jak przyjęło się mówić - „profesjonalną”. Ostatecznie profesjonalizacja sprowadziła się do ograniczenia liczebności armii do kilkudziesięciu tysięcy ludzi, z czego blisko połowa to żołnierze biurowi. Jednostki wojskowe osłaniane są przez firmy ochroniarskie, a o skali destrukcji wojska przekonać się może każdy, kto uświadomi sobie kiedy ostatni raz widział na ulicy żołnierza w mundurze. Przed osobą chcącą nauczyć się obsługiwać broń stoi ściana formalnych utrudnień. Dostęp do możliwości zgłębienia tajników taktyki wojskowej czy nauki obsługi prostego sprzętu polowego jest bardzo utrudniony, w szczególności dla osób mieszkających w mniejszych miejscowościach.


Podstawowym dostarczycielem czołgów dla polskiej armii stały się Niemcy, wbrew zdroworozsądkowej regule nakazującej wzmacniać przemysł zbrojeniowy nie swojego sąsiada, tylko, jeśli już koniecznie nie swój, to sąsiada swojego sąsiada. Kluczową postacią w procesie „uzawodowienia” polskiej armii był minister Bogdan Klich, z wykształcenia psychiatra, który zanim rozpoczął karierę polityczną, przez lata prowadził w Krakowie Międzynarodowe Centrum Rozwoju i Demokracji (przemianowane na Instytut Studiów Strategicznych), dotowane m.in. przez German Marshall Fund, Fundację im. Friedricha Naumanna, Fundację im. Friedricha Eberta czy Fundację im. Stefana Batorego (http://iss.civ.pl/o-instytucie/sponsorzy).


Jako finalny etap modernizowania polskiej armii zafundowano nam zmianę struktury zarządzania polską armią. Efekt jest taki, że na dzień dzisiejszy nie wiadomo w zasadzie, kto konkretnie w razie konfliktu zbrojnego miałby prowadzić do zwycięstwa naszą armię. Romuald Szeremietiew w wywiadzie dla „Polska the Times” (6 marca 2014 r.): Złamana została zasada jednoosobowego dowodzenia obowiązująca w każdej armii. W wojsku na każdym szczeblu musi być jeden dowódca. Jak ulicą idzie dwuosobowy patrol, to jeden z żołnierzy jest dowódcą. I tak jest od dołu do góry, Na szczycie wojskowej hierarchii jest naczelny dowódca. Dotąd tym dowódcą był szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego. Jemu podlegali dowódcy rodzajów sił zbrojnych i tak dalej. Ale to zostało zmienione. Szef Sztabu Generalnego stracił uprawnienia dowódcze i spadł na pozycję doradcy ministra obrony, a na szczeblu najwyższym powołano... dwóch dowódców. Generalnego i operacyjnego. Są sobie równi. Czyli na szczeblu strategicznym złamano zasadę jednoosobowego dowodzenia.

Reforma struktury dowodzenia polskiej armii jest kolejnym etapem procesu dekompozycji polskiego wojska, rozpoczętego przegłosowaną przy szerokim poparciu ustawą zawieszającą powszechny pobór wojskowy.


WIEK EMERYTALNY

Ustawa z dnia 11 maja 2012 r. o zmianie ustawy o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. 2012 nr 0 poz. 637)


Kwestia podniesienia wieku emerytalnego jest złożona. O takiej konieczności w ekonomicznych środowiskach – akademickich i nie tylko – mówi się od lat. Wynika to z dwóch przesłanek. Po pierwsze, z uwarunkowań budżetowych (deficyt), po drugie, z sytuacji demograficznej. Reformy domaga się sam system, który w sytuacji, kiedy na rynku pracy znajdowały się dwa wielkie wyże demograficzne (powojenny i ten z lat 80.) okazał się nierentowny, generując potężny deficyt. Problem z ustawą uchwaloną przez koalicyjny rząd PO-PSL polegał na tym, że nie wyeliminowała ona przyczyn deficytu w rachunkach naszego systemu opieki społecznej. Chodzi m.in. o nadmierny rozrost przywilejów emerytalnych, które czynią system nie tylko niewydolnym, ale także, w powszechnym odczuciu, niesprawiedliwym. Innym problemem jest bezrobocie, zatrudnienie w szarej strefie i pozostałe patologie rynku pracy, które skutecznie blokują dopływ pieniędzy do systemu. Ostatnimi czasy poważnym wyzwaniem dla systemu ubezpieczeń społecznych jest także emigracja zarobkowa oraz związane z nią odprowadzanie składek emerytalnych do systemów innych krajów. Reforma PO-PSL-PR (pamiętajmy, że ustawa mogła wejść w życie dzięki poparciu Ruchu Palikota, który częściowo obumarł, a częściowo przepoczwarzył się w część ZLEW-u, włączając w to liderkę tej nowej formacji) żadnego z tych problemów nie rozwiązała. Nie można bez komentarza pozostawić trybu przeprowadzenia „reformy”. Ustawa została uchwalona w maju 2012 r., a więc prace nad nią rozpoczęły się tuż po wyborach parlamentarnych z 2011 r., z pominięciem jakiejkolwiek debaty w tym zakresie podczas kampanii wyborczej, czy w trakcie poprzedniej kadencji. Została uchwalona w trybie ekspresowym, a konsultacje społeczne miały charakter co najwyżej szczątkowy, czego najlepszym dowodem jest fakt zebrania przez „Solidarność” już po uchwaleniu ustawy blisko 2,5 mln podpisów pod wnioskiem o referendum w tej sprawie.


Krótko mówiąc, istnieje pilna potrzeba reformy systemu emerytalnego, a najlepszy czas na jej wprowadzenie (wejście na rynek pracy wyżu demograficznego) już minął. Dokonanie zmian będzie trudniejsze, ale potrzeba jest coraz bardziej paląca. Być może nie da się uniknąć utrzymania podniesionego wieku emerytalnego, ale krok taki winien być elementem szerszego działania, a nie centralnym punktem reformy.


ZADŁUŻANIE PAŃSTWA

Ustawa z dnia 27 września 2013 r. o zmianie ustawy budżetowej na rok 2013 (Dz. U. 2013 nr 0, poz. 1212)


Poszczególne ustawy budżetowe uchwalane przez 8 lat rządów PO-PSL doprowadziły przede wszystkim do skokowego zadłużenia państwa. Szacuje się, że dług pochodzący wyłącznie z deficytów generowanych przez PO w latach 2008-2016 (łącznie z najnowszym projektem ustawy budżetowej) to ok. 400 mld PLN (liczone jako prosta suma wszystkich deficytów budżetowych w w/w okresie). Nie jest to całkowita kwota, na którą rządy PO-PSL zadłużyły państwo, gdyż cały szereg pozycji nie jest w niej uwzględniany (np. zobowiązania spółek zależnych od jednostek samorządu terytorialnego czy zadłużenie Krajowego Funduszu Drogowego). Popisem finansowej nonszalancji była jednak zdecydowanie nowelizacja budżetu z roku 2013, kiedy to wskutek „niedoszacowania” niektórych agregatów makroekonomicznych przez niezawodnego ministra Jacka vel Jana Vincenta Rostowskiego (wtedy jeszcze wicepremiera) oraz „przeszacowania” innych (np. założenia kwoty przekraczającej 1 mld PLN tytułem dochodu z fotoradarów) deficyt publiczny trzeba było zwiększyć w połowie roku o 16 mld PLN (z 35 do 51 mld PLN w ujęciu rocznym) i tylko dlatego nie o więcej, że obcięto wydatki na Obronę Narodową do poziomu poniżej konstytucyjnego progu 1,95 proc. PKB. Usłużni posłowie na dany sygnał podnieśli rękę i wcisnęli przycisk, a pan prezydent podpisał, co trzeba, choć, jak stwierdził, niechętnie. Warto pamiętać, że ów delikt konstytucyjny miał miejsce na kilka miesięcy przed inwazją wojsk rosyjskich na Ukrainę.


Nie był to jednak koniec przykrych dla państwa konsekwencji finansowej szarży ministra Rostowskiego. Okazało się bowiem, że tak znaczny, nieplanowany przyrost zadłużenia publicznego wepchnie Polskę w strefę obowiązywania tzw. pierwszego progu ostrożnościowego przewidzianego w Ustawie o finansach publicznych, a ustanowionego w celu niedopuszczenia do nadmiernego zadłużenia państwa. Ustawa przewidywała, że, jeśli relacja długu publicznego do PKB znajdzie się pomiędzy 50-55 proc., to rząd, mówiąc oględnie, nie ma prawa powiększania deficytu w następnym budżecie. Rząd koalicyjny najwyraźniej miał inne plany, bo najpierw „zawiesił” do końca roku 2013 obowiązywanie tej części ustawy (kto trzeba podniósł rękę i nacisnął przycisk), a następnie, już po cichu, w ogóle wyrzucił ten zapis Ustawy o finansach publicznych z przepisów. Pomogli posłowie.


PSYCHUSZKI

Ustawa o postępowaniu wobec osób z zaburzeniami psychicznymi stwarzających zagrożenie życia, zdrowia lub wolności seksualnej innych osób (Dz.U. 2014 poz. 24) 22 list 2013r.


Ustawa definiuje tzw. osobę stwarzającą zagrożenie, którą można z mocy prawa bezterminowo umieścić w zamkniętym zakładzie będącym czymś pomiędzy więzieniem a zakładem psychiatrycznym, o ile opinię o stwarzanym przez delikwenta zagrożeniu podżyruje np. psychiatra. Ustawa została wprowadzona pod pretekstem zagrożenia stwarzanego przez niejakiego Mariusza Trynkiewicza, wielokrotnego pedofila i mordercę, skazanego w czasach PRL na śmierć, który to wyrok zamieniono na 25 lat pozbawienia wolności. Ponieważ p. Trynkiewicz źle rokował po opuszczeniu zakładu karnego, postanowiono w pośpiechu przygotować rękami świętego, gdyby nie to, posła Gowina ustawę znaną szerzej jako Lex Trynkiewicz. Ustawa pozwala zatem ponownie wymierzyć karę osobie skazanej już wcześniej za popełniony czyn na mocy ekspertyzy przygotowanej przez „biegłego”. Co więcej, ustawa działała wstecz, bo konsekwencjami obejmowała także osoby skazane prawomocnymi wyrokami przed wejściem ustawy w życie. Ośrodek odosobnienia, jaki stworzono na mocy postanowień lex Trynkiewicz, jako żywo przypomina sowiecką psychuszkę, w której swoje odsiedział m.in. Władymir Bukowski (a dziś m.in. Nadia Sawczenko – gwiazda ukraińskiego lotnictwa) i wielu innych politycznych dysydentów. Co smutne, ustawę poparli posłowie nie tylko z PO, ale także z prawie wszystkich partii (w tym z PiS), z wyjątkiem dychającej jeszcze wtedy Partii Palikota.


LIKWIDACJA OFFE

Ustawa z dnia 6 grudnia 2013 r. o zmianie niektórych ustaw w związku z określeniem zasad wypłaty emerytur ze środków zgromadzonych w otwartych funduszach emerytalnych (Dz.U. 2013 poz. 1717)


Ustawa, o której mowa, była kolejnym etapem specyficznie rozumianej przez środowisko PO tzw. reformy systemu emerytalnego, która rozpoczęta została podniesieniem wieku emerytalnego, a która miała być etapem w procesie „uzdrawiania finansów państwa”. Ustawa sankcjonowała przejęcie większej części majątku zgromadzonego przez ubezpieczonych na kontach założonych w ramach OFE. Przyczyna dla uchwalenia tej ustawy wydaje się dość prozaiczna, a były nią wspomniane tutaj potężne problemy natury fiskalnej wygenerowane w wyniku skrajnie nieodpowiedzialnej polityki budżetowej Jacka vel Jana Vincenta Rostowskiego. Inną przyczyną mógł być wstydliwy fakt, że ustawodawca (rząd Jerzego Buzka) nie uznał za stosowne ustanowić w pierwotnym tekście ustawy trybu wypłaty środków ubezpieczonym. Ustawa przewidywała, i owszem, tryb wpłaty środków na konta prywatnych funduszy, za które te w majestacie prawa inkasowały prowizję rzędu 7 proc. wartości wniesionego kapitału (czego potem nie były w stanie odrobić przez lata na wzrostowym rynku), nie przewidziała natomiast sposobu, w jaki te pieniądze miały być przekazane emerytom, kiedy ci osiągną wiek emerytalny. Najwyraźniej nigdy nie mieli tych pieniędzy zobaczyć i, zgodnie z planem, nie zobaczyli, dzięki poparciu ze strony usłużnych posłów koalicji rządzącej, którzy w nacjonalizacji prywatnych kont emerytalnych nie widzieli niczego złego.


LASY PAŃSTWOWE

Ustawa z dnia 24 stycznia 2014 r. o zmianie Ustawy o lasach (Dz.U. 2014 poz. 222)


Według znowelizowanej ustawy, Lasy Państwowe w 2014 i 2015 roku miały przekazać do budżetu po 800 mln zł. Od 2016 r. Lasy rocznie będą przekazywać do państwowej kasy 2 proc. wartości sprzedanego drewna. Jest to więc rodzaj podatku obrotowego nałożonego na spółkę państwową, przed wprowadzeniem którego bronią się wszelkimi możliwymi środkami hipermarkety i instytucje finansowe. Jeśli wziąć pod uwagę podatek dochodowy płacony w Polsce przez sieci handlowe to odpowiada on średnio podatkowi obrotowemu wysokości 0,5 proc. rocznych obrotów. Lasom państwowym wystawiono rachunek czterokrotnie wyższy. Ponownie, forsowanie ustawy odbywało się w atmosferze skandalu, niemającego nic wspólnego z lasami. Zasłonę dymną umożliwiającą przeforsowanie ustawy bez niepotrzebnych komplikacji zagwarantował skandal związany z rozliczaniem pieniędzy przekazywanych na fundację WOŚP Jerzego Owsiaka, nagłośniony akurat w tym czasie, a także kwestia rzekomo nielegalnego tłumaczenia raportu z weryfikacji WSI, jakie zlecić miał jego autor, poseł Antoni Macierewicz. O lasy państwowe nikt już później nie pytał. Tzw. opinię publiczną bardziej interesowały igrzyska olimpijskie w Soczi i, następujące bezpośrednio po nich, wydarzenia z kijowskiego Majdanu.


Tymczasem ustawa jest modelowym przykładem tego, jak w Polsce (za czasów tej koalicji, ale także i wcześniej) dba się o stabilność finansową firm stanowiących państwowy majątek. Podobnych przykładów jest sporo. KGHM od kilku lat doświadcza „dobrodziejstwa”, jakim jest podatek od kopalin wprowadzony wcześniej przez wiadomą koalicję. Tylko w 2013 r. tytułem tego podatku KGHM oddało polskiemu fiskusowi kwotę blisko 2 mld PLN (podatek obciąża koszt wydobycia produktu podstawowego, ale nie stanowi, zgodnie z uchwalonymi przepisami, kosztu uzyskania przychodu!) i to w sytuacji gwałtownie pikujących cen miedzi na międzynarodowym rynku (dzisiejsza cena miedzi w porównaniu ceną z 2011 r. jest niższa o ponad połowę). Inne spółki osłabia się poprzez „zamodernizowanie” ich na śmierć – vide Dreamliner dla PLL Lot, czy Pendolino dla PKP. Jeszcze inne, jak stocznie, dusi się brakiem dopływu kapitału. Bankruta, wiadomo, bez żalu sprzedaje się na wolnym rynku i to za bezcen.


Jako epilog losów lasów państwowych należy podać głosowanie odbywające się o godzinie 0:44 w nocy z 18/19 grudnia 2014 r. nad projektem poprawki konstytucyjnej wprowadzającej do Konstytucji następujący zapis: ˝Lasy stanowiące własność Skarbu Państwa nie podlegają przekształceniom własnościowym, z wyjątkiem przypadków określonych w ustawie”. Zapis ten umożliwiałby wprost prywatyzację lasów państwowych zwykłą ustawą. Warto pamiętać o tym fakcie dziś, kiedy rządząca koalicja tak gwałtownie zaprzecza swej chęci prywatyzacji tego składnika polskiego majątku.


Projekt zmiany konstytucji poparli posłowie m.in. PSL, SLD, TR (PiS i przystawki były przeciw). Jeden poseł PO (P. Leszek Jastrzębski) wstrzymał się od głosu. Do uchwalenia poprawki konstytucyjnej zabrakło 5 głosów poparcia.


USTAWA 1066

Ustawa z dnia 7 lutego 2014 r. o udziale zagranicznych funkcjonariuszy lub pracowników we wspólnych operacjach lub wspólnych działaniach ratowniczych na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej

(Dz. U. 2014 nr 0 poz. 295).


Ustawa umożliwia wprowadzenie do Polski funkcjonariuszy lub pracowników obcych służb w związku ze zgromadzeniami, imprezami masowymi lub podobnymi wydarzeniami, klęskami żywiołowymi oraz poważnymi wypadkami, w celu ochrony porządku i bezpieczeństwa publicznego oraz zapobiegania przestępczości. Przy określaniu rodzaju sił, jakie mogą być w tym celu sprowadzone do kraju ustawodawca odwołuje się do decyzji Rady UE nr 2008/617/WSiSW z dnia 23 czerwca 2008 r., która mówi o interwencji „specjalnych jednostek interwencyjnych”, które na terenie „państwa członkowskiego” mają prawo na wniosek zainteresowanego państwa wesprzeć je w przypadku zaistnienia „sytuacji kryzysowej”. Specjalna jednostka interwencyjna oznacza: ”każdą jednostkę ochrony porządku publicznego w państwie członkowskim, która specjalizuje się w kontroli sytuacji kryzysowych”. „Sytuacja Kryzysowa” oznacza każdą sytuację podczas której właściwe organy państwa członkowskiego mają uzasadnione powody, by przypuszczać, że popełniono przestępstwo stanowiące poważne bezpośrednie zagrożenie fizyczne dla osób, majątku, infrastruktury lub instytucji w tym państwie członkowskim (…)”. Kiedy można z takiej pomocy skorzystać? Między innymi „ze względu na charakter zdarzenia uzasadniającego przeprowadzenie wspólnej operacji lub wspólnego działania ratowniczego użycie wyłącznie sił i środków krajowych jest niemożliwe lub może okazać się niewystarczające”. „Zaproszeni” przez lokalne władze funkcjonariusze mają prawo do noszenia swojego munduru służbowego, a także do wwozu na terytorium RP i posiadania broni palnej, amunicji i środków przymusu bezpośredniego. Z broni tej mają prawo skorzystać „w celu odparcia bezpośredniego i bezprawnego zamachu na życie, zdrowie lub wolność zagranicznego funkcjonariusza lub pracownika albo innej osoby.


RENTY DLA OFIAR DOKONANEGO PRZEZ NIEMCÓW HOLOKAUSTU

Ustawa z dnia 14 marca 2014 r. o zmianie ustawy o kombatantach oraz niektórych osobach będących ofiarami represji wojennych i okresu powojennego oraz niektórych innych ustaw (Dz. U. 2014, poz. 496)


Prawdziwym skandalem było uchwalenie nowelizacji Ustawy o kombatantach oraz niektórych osobach będących ofiarami represji wojennych i okresu powojennego. Zgodnie z literą ustawy, RP zobowiązuje się do wypłat w formie comiesięcznego zasiłku kwot w wysokości do kilkuset złotych miesięcznie trzem kategoriom osób: kombatantom, osobom prowadzącym podczas wojny działalność równorzędną z działalnością kombatancką (np. ratowanie Żydów, udział w tajnym nauczaniu, etc.) oraz osoby, „które podlegały represjom wojennym i okresu powojennego”. Represje te to m.in. „przebywanie w obozach koncentracyjnych” i „ośrodkach zagłady”, a także przebywanie „z przyczyn narodowościowych i rasowych w gettach”. Oznacza to, że wprowadzone przepisy de facto zrównują moralnie osoby narażające na bezpośrednie zagrożenie życia swojego i swoich najbliższych w czynnej walce z okupantami z osobami, które w tragicznych okolicznościach poniosły śmierć lub uszczerbek na zdrowiu w wyniku realizacji obłąkańczej polityki kolejnej mutacji państwowości niemieckiej. Problem w tym, że w celu przeforsowania pewnych nowych rozwiązań markuje się regulację innych kwestii. Nowelizuje się ustawę o kombatantach, wprowadzając dla zainteresowanych kosmetyczne zmiany, przy okazji wprowadzając poważne zmiany w miejscu, na które nazwa ustawy zupełnie nie wskazuje. Być może takie rozwiązanie miał na myśli przewodniczący żydowskiej delegacji, która w 2013 r. odbyła serię spotkań z 6 polskimi ministrami, które zakończyć się miały „przełomem”. Donosiły o tym swego czasu portal Times of Israel i inne źródła.


Uzasadnieniem dla wprowadzenia nowych przepisów wg. Urzędu ds. Kombatantów i osób represjonowanych jest to, by „uczynić życie choć trochę łatwiejsze tym, którzy cierpieli w latach 1939 – 1956 represje za to tylko, że byli polskimi obywatelami lub za to, że nie chcieli pogodzić się z utratą przez Polskę niepodległości.”. Czy Żydzi w Auschwitz cierpieli za to tylko, że byli polskimi obywatelami albo dlatego, że nie chcieli pogodzić się z utratą przez Polskę niepodległości? Kpina.


Uchwalenie ustawy wysłało w świat sygnał, że Polacy zaczynają „dojrzewać” do zrozumienia swojej smutnej roli w czasie Holokaustu, roli, jeśli nie kata lub współsprawcy, to przynajmniej biernego widza dziejącego się wokół nich dramatu. Zaczynają swój „błąd” rozumieć i wyciągać „wnioski”. Jak na uchwalenie ustawy zareagowały środowiska żydowskie? Warto zacytować list wystosowany przez World Jewish Restitution Agency z dn. 28 maja 2014r., w którym napisano, m.in., co następuje (http://www.jfsottawa.com/wp-content/uploads/2014/05/Poland-pensions-2014-press-release.pdf ): „Wierzymy, że te symboliczne wypłaty powinny stanowić pierwszy krok dla Polski na drodze do stworzenia spójnego programu restytucji prywatnego mienia skonfiskowanego przez nazistów i komunistów”. I dalej, w tym samym liście: „Polska wydała ustawodawstwo dotyczące zwrotu gminom żydowskim i innym związkom wyznaniowym mienia komunalnego. Jednakże, pozostaje ona [Polska] jedynym większym krajem w Europie Środkowej i Wschodniej bez ustawy [dotyczącej] zwrotu lub kompensacji [utraty] prywatnego majątku w trakcie Holokaustu i/lub następnie znacjonalizowanego przez reżim komunistyczny”.

Najsmutniejsza jest tak rzadko widziana przy innych okazjach jednogłośność polskiego parlamentu przy uchwalaniu tej ustawy. Przeciwko jej uchwaleniu głosowało bowiem tylko dwóch posłów (Poseł Szarama z PiS oraz poseł Wipler, wtedy niezrzeszony). Nikt się nie wstrzymał. Reszta zagłosowała za, a prezydent pod ustawą złożył swój podpis.


GMO

Ustawa z dnia 15 stycznia 2015 r. o zmianie ustawy o organizmach genetycznie zmodyfikowanych oraz niektórych innych ustaw (Dz. U. 2015 poz. 277)


Kolejna już, uchwalona wbrew społeczeństwu ustawa. GMO do Polski wprowadzono niejako tylnymi drzwiami, tj. w trybie nowelizacji istniejącej już ustawy. Ustawa uchwalona została przy poparciu 231 posłów w samym środku zamieszania spowodowanego najdelikatniej mówiąc – niefrasobliwym działaniem PKW po wyborach samorządowych z 2014r. Ustawę udało się przepchnąć, unikając jakiejkolwiek debaty społecznej, kampanii informacyjnej mającej na celu propagowanie tematyki w społeczeństwie, etc. Ustawa de facto wprowadza na teren Polski obrót genetycznie modyfikowaną żywnością lub surowcami niezbędnymi do pozyskania takowej (np. nasionami). Ustawodawca wprowadził w ustawie m.in. pojęcie zamierzonego uwolnienia GMO do środowiska, przez które rozumie się „każde planowane wprowadzenie do środowiska GMO bez zabezpieczeń mających na celu ograniczenie kontaktu GMO z ludźmi lub środowiskiem oraz zapewniających wysoki poziom ich ochrony”. Ustawodawca wprowadza co prawda pewne utrudnienia dla wprowadzania GMO na rynek – w postaci np. konieczności pozyskania w tym zakresie zgody Ministerstwa Ochrony Środowiska.



POSTULATY IDEOLOGÓW LEWICOWYCH I BIZNESU IN VITRO

Ustawa z dnia 6 lutego 2015 r. o ratyfikacji Konwencji Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej, sporządzonej w Stambule dnia 11 maja 2011 r. (Dz. U. 2015 nr 0, poz. 398)


Ustawa z dnia 25 czerwca 2015 r. o leczeniu niepłodności (Dz. U. 2015 nr 0, poz. 1087)


Ustawa o uzgodnieniu płci (nie wprowadzono do porządku prawnego RP)


Seria tzw. ustaw „prorodzinnych” forsowanych przez rządzącą koalicję poszerzoną o środowiska lewicowe i postkomunistyczne. Szczególnym przykładem wprowadzania w błąd opinii publicznej była ustawa o ratyfikacji Konwencji Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej. W związku z faktem, że kwestie, które porusza konwencja były w opinii specjalistów dobrze uregulowane, a Polska odnotowuje niższy odsetek przestępstw poruszanych przez Konwencję niż większość państw Europy Zachodniej (z których nie wszystkie ratyfikowały konwencję – np. Niemcy), ustawa uznawana była za mocno kontrowersyjną. Ustawa wprowadza do polskiego porządku prawnego pojęcie płci społeczno-kulturowej, którą rozumie jako: „społecznie skonstruowane role, zachowania, działania i atrybuty, które dane społeczeństwo uznaje za odpowiednie dla kobiet lub mężczyzn”. Do czego zobowiązuje się Polska? Art. 12. Stanowi, że: podejmie „działania niezbędne do promowania zmian wzorców społecznych i kulturowych dotyczących zachowania kobiet i mężczyzn w celu wykorzenienia uprzedzeń, zwyczajów, tradycji oraz innych praktyk opartych na idei niższości kobiet lub na stereotypowym modelu roli kobiet i mężczyzn”. Inny ciekawy artykuł tej konwencji (Art. 4 pkt 6. ) i nowy termin prawny wprowadzony w krwioobieg polskiego prawa: „Wdrożenie przepisów niniejszej konwencji przez Strony, w szczególności środków chroniących prawa ofiar, zostanie zagwarantowane bez dyskryminacji ze względu na: płeć biologiczną, płeć społeczno-kulturową, (…) orientację seksualną, tożsamość płciową (…)”. Szkoda, że ważne kwestie, które poruszane są w innych przepisach Konwencji stały się tylko płaszczykiem, pod którym przemyca się nieakceptowaną szeroko ideologię.

Kwestia in vitro bulwersuje dużą część opinii publicznej ze względów oczywistych – chodzi o postępowanie z embrionami, które w toku operacji zapłodnienia pozaustrojowego okazują się zbędne. Sama definicja zarodka daje pojęcie o jego statusie w pojęciu ustawodawcy. Zgodnie z literą ustawy (ludzki) „zarodek” to: „grupa komórek powstała wskutek pozaustrojowego połączenia się żeńskiej i męskiej komórki rozrodczej, od zakończenia procesu zlewania się jąder komórek rozrodczych (kariogamia) do chwili zagnieżdżenia się w śluzówce macicy”.


Inną kwestią jest element eugeniki nieodłącznie związany z procedurą in vitro. Kwestie obyczajowe są kolejnym elementem przytaczanym przez środowiska oponujące wprowadzeniu ustawy (forma adopcji dzieci przez pary homoseksualne, problem surogacji, etc.). Istotnym problemem jest także kwestia dofinansowywania procedury z budżetu państwa, co wiąże się z koniecznością opłacania jej z portfeli osób jednoznacznie się jej sprzeciwiających.


Ponownie, ustawa uchwalona została w trybie ekspresowym ze szczątkową tylko debatą publiczną pod presją konieczności uregulowania kwestii, która bez tego wymknąć by się miała spod kontroli na wolnym rynku (lepsza taka regulacja, niż żadna). Naturalnie, problem par cierpiących z powodu niepłodności jest palący. Istnieją jednak sposoby, by opór środowisk przeciwnych procedurze in vitro złagodzić, zbliżając proponowane rozwiązania do możliwego kompromisu. Takie próby nie zostały niestety podjęte. Podobnie, do opinii publicznej zupełnie nie docierają wyniki badań mogących wyjaśnić przyczyny, dla których niepłodność unieszczęśliwia dziś tak wiele par.


Ustawa o uzgodnieniu płci, będąca kolejną z cyklu prorodzinnych ustaw, znana często pod nazwą Lex Bęgowski (od nazwiska pomysłodawcy) reguluje prawnie sytuacje osób transseksualnych. Dzięki prezydenckiemu wetu, projekt ustawy sczezł na ostatnim posiedzeniu Sejmu. Szkoda czasu na szczegółowe omawianie zapisów nieboszczki ustawy. Za referencję niech posłuży nazwisko jej twórcy. Odnotować jednak warto, dzięki czyim głosom ustawa na biurko prezydenta w ogóle trafiła.


POST SCRIPTUM

W poczekalni do wdrożenia w Polsce czekają kolejne unijne dyrektywy. Nie są one procedowane tylko i wyłącznie ze względów wyborczych. Jedną z nich jest Dyrektywa 2014/59/EU z 15 maja 2014 r., m.in. umożliwiająca bankowym spółkom-matkom drenowanie pieniędzy ze swoich spółek-córek, w przypadku kłopotów finansowych tych pierwszych. Wśród działających w naszym kraju dziesięciu największych banków nie ma ani jednego polskiego. Dyrektywa uchyla także de facto jakiekolwiek gwarancje dla lokat przekraczających poziom 100 tysięcy euro. To, czy ona i inne szkodliwe rozwiązania zostaną przeniesione na grunt polski, zależy od tego, kogo poprzemy w nadchodzącym glosowaniu. Życzę dobrych wyborów.

Ksawery Jankowski

http://www.pch24.pl/repre...a-,38890,i.html
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 01 Kwi 2008
Posty: 17467
Skąd: Polska
Wysłany: 22 Październik 2015, 11:31    [Cytuj]

Ciekawy tekst ...


Andrzej Pilipiuk: WYBORY
Informację zamieścił Oskar Polsky
Strona www Oskar Polsky



AP
Jestem pisarzem uprawiającym fantastykę. Wymyślam rzeczy które nie istnieją. Jestem pisarzem zawodowym – żyję z tego że moje książki się sprzedają. To wymaga pogodzenia dwu rzeczywistości. Świat fikcji, paradoksalność myślenia umożliwiająca tworzenie prozy współgra z twardą rzeczywistością człowieka który musi żyć z tego że ktoś te fantazje kupuje.
Książka to towar skrajnie wrażliwy. Gdy pogarsza się sytuacja materialna w pierwszej kolejności ludzie oszczędzają na książkach dopiero potem z listy zakupów znikają ubrania i mydło… Gdy zaczyna być naprawdę źle z mapy miasta znikają księgarnie. Cóż księgarnia i sklep monopolowy lub lumpex płacą taki sam czynsz od metra powierzchni… By pojawiła się potrzeba doznań kulturalnych najpierw ludzie muszą nakarmić siebie i swoje dzieci. Mój byt jest ściśle powiązany z dobrobytem i zasobnością Polaków. Im lepiej żyje się ludziom tym lepiej żyje się mi.
Przed laty po koszmarnej nocy rządów SLD-UW (1999-2004) nadzieją na zmiany była Platforma Obywatelska. Partia deklarująca się wówczas jako konserwatywno – liberalna. Pokładałem niej pewne nadzieje – tym mocniejsze że topniała wówczas moja wiara w szanse UPR. Niestety gdzieś w drugim tygodniu istnienia PO zaczęła na potęgę zasysać muł denny – polityków umykających z tonącej Unii Wolności. Zrozumiałem że trzeba ten projekt skreślić.
Prawo i Sprawiedliwość nie budziło mojego szczególnego entuzjazmu. Jednak u schyłku lat 90-tych politycy tego ugrupowania mówili wiele o konieczności zaostrzenia prawa, kodyfikacji przepisów, poprawy bezpieczeństwa. Śp. Lech Kaczyński pracował w Najwyższej Izbie Kontroli, potem był prezydentem Warszawy. Odnosiłem wrażenie że jest to polityk poważny, rzetelny i uczciwy choć nie interesowała mnie bliżej jego działalność.
Nie czytywałem od lat Gazety Wyborczej i rozstawałem się z nałogiem telewizyjnym – więc wzbierająca fala nienawiści uszła mojej uwadze.
Przyszły wybory roku 2005-tego. W wyborach tych UPR przegrała na własne życzenie – w najgorętszym okresie gdy ważyły się głosy a członkowie i sympatycy latali jak koty z pęcherzem byle tylko przekonać kogo się da p. Janusz Korwin Mikke zaliczył cykl malowniczych wpadek medialnych. Na łamach „Najwyższego Czasu” jacyś kretyni (agenci?) wiedli ożywioną dyskusję „czy karać za jazdę po pijanemu jeśli nie doszło do wypadku”. Nie wiem czy była szansa przekroczenia progu. Ja namówiłem 4 przyjaciół do oddania głosu na UPR. Niestety po kolejnej żenującej wpadce Korwina poparli ostatecznie LPR. Ile było podobnych straconych na ostatniej prostej głosów? Myślę że DUŻO.
*
Przed wyborami zarówno bracia Kaczyńscy jak i Donald tusk deklarowali że utworzą koalicję. Łącznie dysponowali ogromnym potencjałem sięgających 70% głosów w Sejmie. Po aferze starachowickiej była szansa na całkowitą likwidację lewicy w Polsce. Było przyzwolenie społeczne na delegalizację SLD. Koalicja PO-PiS miała szansę zbudować nową Polską. Tak się nie stało.
*
Wnioski z ówczesnych wyborów?
UPR – po prostu nie chce wygrać – trzeba się chyba pożegnać.
LPR – ciekawy projekt do dalszej obserwacji
Samoobrona – kompletnie mi z nimi nie po drodze ale zgarnęli głosów…
PiS – to raczej nie moja bajka ale nie jest źle że to oni będą grali pierwsze skrzypce.
PO – co to w ogóle ma być? Niepoważnie ludzie. Najpierw obiecują koalicję, potem szantażują bo chcą konkretne ministerstwa, wreszcie się obrażają jak małolaty.
*
Wobec focha Tuska PiS stworzył egzotyczną koalicję z Samoobroną i nieco mniej egzotyczną z LPR. Powstał rząd. Ten rząd jakoś tam działał. Zaczęło spadać bezrobocie. Skoczyły ceny materiałów budowlanych – ale na placach budowy zaczął się ruch. Obniżono podatki na usługi budowlane i branża ożyła.
Zaczął się też ruch w księgarniach – w zasadzie z miesiąca na miesiąc rosły mi dochody. Jestem pisarzem. Moja książki się sprzedawały – ergo: LUDZIE MIELI WIĘCEJ PIENIĘDZY.
Pojawiły się propozycje dwu bardzo ciekawych ustaw. PiS chciał uwłaszczyć działkowiczów oraz automatycznie odrolnić grunta w obrębie miast. Oznaczałoby to kolejny wielki boom budowlany a setki tyś ludzi mogłoby w ciągu kilku lat zrealizować marzenie o małym domku z ogródkiem.
(prezesi ogródków działkowych ganiali jak koty z pęcherzem strasząc podle emerytów i zbierając podpisy przeciw)(ci sami prezesi nawet nie pisnęli gdy kilka lat później wchodziła ustawa umożliwiające przejmowanie działek za grosze na potrzeby deweloperów).
Obserwowałem nieustanny jazgot medialny. I regularnie odkrywałem że na PiS w niewybredny sposób plują ludzie którymi gardziłem, ludzie których uważałem za łajdaków, szczujni pseudodziennikarze z wyborczej i temu podobne kreatury.
Lot do Tbilisi był tą chwilą gdy mogliśmy zobaczyć ohydę tego środowiska w pełnej krasie. Heroizm tego czynu był dla każdego myślącego człowieka niepodważalny. Grupa prezydentów udając się do napadniętego kraju stała się de facto zakładnikami. I udało się. Niepodległość Gruzji została uratowana na całą dekadę. To była jedna z niewielu w moim życiu chwil gdy byłem autentycznie dumny z bycia Polakiem. Nasz prezydent dokonał manewru absolutnie niezwykłego i bezprecedensowego.
Recepcja wydarzeń w Polsce? Byłem w szoku że tyłu jest u nas nienawistnych DURNI. Że tylu jest karłów moralnych którzy nie rozumieją tego co się stało i najwyraźniej nie chcą zrozumieć. I że te kreatury mają w rękach media.
Potem był Smoleńsk. Absolutny niewyobrażalny wieloaspektowy skandal. Ludzie reprezentujący polskie państwo okazali się tchórzami i śmierdzielami. W chwili gdy należało podjąć konkretne i ostre działanie oni zawiedli. Jeśli czuli się zbyt słabi – mieli przecież za plecami potęgę UE i NATO. Nie skorzystali.
Obok zaniedbań pojawiają się elementy zagadkowe. Szef BOR mimo utraty „podopiecznego numer 1” otrzymuje awans. Minister zdrowia która kłamała z mównicy sejmowej i została na tym przyłapana zamiast iść do więzienia zostaje w ekspresowym tempie marszałkiem sejmu a potem premierem kraju. Zakazuje się przeprowadzenie w Polsce sekcji zwłok.
Cytując R.A.Ziemkiewicza „Nie wiem czy był zamach. Wiem że Ruscy kłamią”. Od siebie dodam że bezczelnie kłamali także nasi. Jeśli nie było zamachu – po co kłamali?
Przyszedł czas pogrzebu. Na chwilę pękła zmowa medialna. Miliony ludzi żegnało ofiary… Po tragedii smoleńskiej najbardziej zszokowały mnie zdjęcia pary prezydenckiej. Do tej pory Lecha i jego Żonę przedstawiano jako gnoma z kwaśną miną w towarzystwie czarownicy. Co tu dużo gadać – naprawdę sądziłem że nasz prezydent nie grzeszy urodą ani prezencją a tu… kompletne zaskoczenie. Nagle okazało się że wszystkie media mają też fotografie inne. Przedstawiające tę Parę jako normalnych sympatycznych, pogodnych życzliwych ludzi. Nie ja jeden przecierałem oczy…
I znowu – film… Tusk i Komorowski czekają na przylot trumien z ciałami ofiar. Nie ma fonii – kręcono z daleka – ale widać że dobrze się bawią. Całe lata po tragedii wypłynęły jeszcze inne zdjęcia – radosny Tusk na wrakowisku przybijający żółwika z Putinem. W każdym kraju taki film spowodowałby natychmiastowy upadek obu polityków. W każdym kraju publikacja takiego zdjęcia oznaczałaby koniec jakiejkolwiek kariery premiera i zapewne upadek rządu.
W każdym normalnym kraju…
Wiele było afer. Syn premiera używając fałszywej tożsamości „Józef Bąk” pracował dla wielokrotnie skazywanego aferzysty – recydywisty. Powinny za to polecieć głowy. Ktoś zawiódł – bo członek rodziny premiera musiał mieć dyskretną obstawę – podstawową ochroną kontrwywiadowczą…
Jeśli nie Aber-gold rząd powinna pogrzebać afera taśmowa…
Wszędzie ale nie u nas.
*
Idą wybory. Sytuacja wydaje mi się dość prosta – PiS zdobędzie znaczącą pulę mandatów. Jeśli zdobędzie 50-60% głosów może rządzić samodzielnie i ma większość umożliwiającą zmianę konstytucji. Na to raczej nie ma szans.
Koalicja? PSL zawrze ją z każdym – o ile przekroczy próg…
PO – odpada.
Nowoczesna – to moim zdaniem mocno nieudana szalupa ratunkowa PO.
Zjednoczona lewica – to w moich oczach niestety główne nierogacizna – sojusz z nimi wywołałby dysonanse.
Pozostają Korwin i Kukiz.
Niestety jestem przekonany ze Janusz Korwin Mikke znajduje się w stanie psychicznym uniemożliwiającym pełnienie obowiązków publicznych. Piszę to z żalem byłego wyznawcy – gdyż środowiska postupeerowskie z „kaczystami” znacznie więcej łączy niż dzieli a współpraca była by korzystana i dla obu partii i dla Polski.
Kukiz – może się mylę ale wydaje mi się że nie można mu wierzyć. Już mieliśmy dwa „bunty niezadowolonych” najpierw skanalizowała je Samoobrona, potem Ruch Palikota. Skutki znamy. Ruch Kukiza to w moim odczuciu trzeci akt tej samej sztuki. Nawet trzecioplanowi aktorzy pojawili się ci sami…
Wydaje mi się że Kukiza wykreowano w dwu celach. W wyborach prezydenckim miał odebrać Dudzie tyle głosów by prezydent Komorowski wygrał w pierwszej turze. W wyborach parlamentarnych ma wyrwać PiS-owi tyle głosów by uniemożliwić samodzielne rządzenie i pozbawić szans na większość umożliwiającą zmianę konstytucji. Czy p. Kukiz w ogóle panuje nas swoim ruchem? Czy Ruch Kukiza posiada swój wywiad i co ważniejsze KONTRWYWIAD? Śmiem wątpić. A przecież trzeba prześwietlić swoich kandydatów, wyjaśnić kim są skąd mają pieniądze etc…
Ewentualna koalicja PiS-Kukiz-Korwin będzie powtórką z lat 2005-2007 – nieustanie stanie w rozkroku z nahajką w ręce i godzenie ognia z wodą… Niestety jestem też sobie w stanie wyobrazić sytuację gdy PiS bierze 45% mandatów ale rządzi „koalicja strachu” – wszyscy przeciw PiS pod wodzą PO…
*
PiS nie jest partię doskonałą. Zapewne i tam nie brak karierowiczów, złodziei i rozmaitego śmiecia które fala historii wyniesie teraz do góry. Wierzę jednak że partia poradzi sobie z tymi czerwikami i że wrócimy do norm etycznych i podwyższonych standardów sprawowania władzy okresu 2005-2007. Nie wróci tamta koniunktura gospodarcza. Będzie naprawdę ciężko – gdyż nasz kraj przez 8 lat był na ogromną skalę niszczony i zadłużany. Nie odrobimy tych strat w 4 lata.
Będzie ciężko bo opozycja wiele niezbędnych zmian uwali z czystej złośliwości i nienawiści do „kaczyzmu”. To będzie wojna o każdą ustawę, o każdą regulację ułatwiającą życie ludziom.
Będzie ciężko także dla tego że niestety w moim odczuciu PiS jest partią zbyt łagodną i szlachetną. Nie będzie dobijania powalonego wroga. Zapewne nie będzie nawet procesów prominentów z PO. Nie będzie wielu innych posunięć gwarantujących trwałe usunięcie tych ludzi ze sceny politycznej i życia społecznego kraju. Mi się marzy las szubienic. Ale tak też się nie stanie. Trudno. Będzie bardzo trudno wrócić do koncepcji Jagiellońskiej realizowanej przez Lecha Kaczyńskiego.
To najważniejsze wybory. Jeśli nasz kraj ma mieć w ogóle jakąś przyszłość zwycięstwo PiS musi być absolutnie miażdżące. Wszyscy na wybory. Opornych zawleczcie. Chorych zanieście. Wygra nie partia z lepszym programem, nie ta która wystawi lepszych kandydatów, ale ta której elektorat będzie bardziej zdyscyplinowany.
Ja oddam głos na PiS. Wierzę że będzie to wybór słuszny. A w każdym razie jedyny sensowny.


za http://www.pilipiuk.com/i...-10-18-11-08-17

http://kmn.info.pl/?p=30434
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
sonia
sonia

Dołączyła: 07 Gru 2008
Posty: 6384
Skąd: z Polski
Wysłany: 23 Październik 2015, 00:48    [Cytuj]

Naszym największym PROBLEMEM na dzień dzisiejszy,to możliwe manipulacje związane z wydrukiem książeczek -instrukcji,
te POtwory nie pozwolą się tak łatwo "odspawać "od koryta..więc użyją wszelkich sposobów by majstrować przy drukach wyborczych... i nie tylko
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 01 Kwi 2008
Posty: 17467
Skąd: Polska
Wysłany: 23 Październik 2015, 00:57    [Cytuj]

Wybory 2015: poważna zmiana czy kolejna tragifarsa?



Tak zwane nowe twarze polskiej polityki wciąż okazują się uczestnikami jednej i tej samej pookrągłostołowej cyrkowej trupy, której członkowie cyklicznie dokonują przegrupowań i zamiany ról. Co przyniosą Polsce niedzielne wybory?

Zarówno sztabowcy partii Jarosława Kaczyńskiego, jak i Platformy Obywatelskiej zgodnie i uczciwie pracują na zdecydowane zwycięstwo PiS. Beata Szydło korzysta z doświadczeń prezydenckiej kampanii, której przewodziła jako szefowa zaplecza Andrzeja Dudy, i konsekwentnie dystansuje przeciwnika konkretem (co prawda, niejednokrotnie populistycznym), opanowaniem i wizerunkiem. Znerwicowana Ewa Kopacz za to „weszła w buty” byłego prezydenta Komorowskiego, raz za razem zaliczając spektakularną wpadkę. Nie ma właściwie dnia, by sztab PO nie lizał ran po wizerunkowych kraksach. A to wypuści w świat wyborcze hasło „Go west” [w zamyśle: „Idziemy na Zachód”, ale tłumaczone jako idiom „zginąć, przepaść”], a to „Misiek” Kamiński rzuci do wyborców: „Postawcie krzyżyk na Platformie”.

Jak przystało na liderkę partii – przynajmniej nominalną - to jednak sama pani premier przoduje przy wyrębywaniu dziury w tonącym od dłuższego czasu statku. Wyróżniła się nawet podczas tak spektakularnego festiwalu niespełnialnych obietnic jak wtorkowa „debata liderów”. Roztaczała wówczas przed młodymi Polakami między innymi wizję… płac na poziomie krajów Zachodu i deklarowała powstrzymanie budowy rurociągu Nord Stream 2. Drugiej z tych obietnic wyparła się już dzień później, ale przy pierwszej uparcie obstawała jeszcze w środowej rozmowie z TVN24.

Z kolei w nocy ze środy na czwartek w internecie posypały się „memy” dotyczące upublicznionych przez Telewizję Republika rozmów Jana Kulczyka z Krzysztofem Kwiatkowskim, Piotrem Wawrzynowiczem i Radosławem Sikorskim. Podobnie jak w przypadku pamiętnych spotkań ministra Janusza Kaczmarka z Ryszardem Krauze w hotelu Marriott (2007 r.), po raz kolejny okazało się, że część wysokich urzędników III RP w relacjach z rekinami biznesu chętnie przyjmuje role lokajów dbających o interesy oligarchów, a nie polskiego państwa. Treść rozmów, z których wyłania się obraz „ustawionej” sprzedaży spółki chemicznej „Ciech”, nie tylko dyskwalifikuje byłego ministra spraw zagranicznych w rządzie PO oraz wciąż aktualnego prezesa Najwyższej Izby Kontroli, ale i ówczesnego premiera Donalda Tuska, mającego lekką ręką sprzedać Kulczykowi strategiczne dla Polski przedsiębiorstwo.

Czy sprawa „Ciechu” pogrzebie Platformę, jeszcze nie wiemy, główne media robią bowiem wiele, by to, co istotne w nagraniach nie przebiło się do opinii publicznej. Z całą pewnością natomiast partii rządzącej zaszkodzi lawirowanie, milczenie i kapitulancka postawa w kwestii imigrantów, którzy mają trafić do Polski z zachodnioeuropejskiej nadwyżki.

Fajerwerki z marksistami

Nieuchronna (o ile nie nastąpią „cuda nad urną”) klapa PO pobudziła aktywność nowych i starych ugrupowań lewicowych. Tym, przypomnijmy, w ostatnich miesiącach Platforma odbierała potencjalne głosy wyborców, forsując rozwiązania, których nie powstydziłyby się najbardziej „czerwone” partie (legalizacja in vitro, płeć na życzenie, konwencja antyrodzinna zwana antyprzemocową, przygotowania do agresywnej, genderowej seksedukacji w szkołach). Klęska przypadkowej kandydatki SLD w wyborach prezydenckich oraz bankructwo prostackich metod stosowanych w walce z Kościołem przez ugrupowanie Palikota wymusiły przetasowania i gorączkowe poszukiwania nowych twarzy. Stąd właśnie wzięła się dynamiczna kariera Barbary Nowackiej, stąd też gwałtowne pojawienie się na mainstreamowym firmamencie partii Razem. Widząc jak szybko zanurza się pod wodą Platforma pod wodzą Ewy Kopacz (gdyby nie zmasowana osłona medialna, dawno poparcie dla niej spadłoby gdzieś w okolice progu wyborczego), nawet prorządowe ośrodki opiniotwórcze uporczywie stręczą w ostatnim tygodniu kampanii ugrupowanie elokwentnego marksisty Adriana Zandberga. Świadczy to o skali paniki, jaka ogarnęła obóz III RP na widok tak radykalnego kurczenia się społecznych wpływów PO i PSL. Największe środki przekazu na gwałt lansują kolejne liberalne i lewicowe projekty polityczne, zaś głównym hasłem tej operacji stało się hasło: „Każdy, byle nie PiS”.

Tak zwane nowe twarze polskiej polityki jednak wciąż okazują się uczestnikami jednej i tej samej pookrągłostołowej cyrkowej trupy, której członkowie cyklicznie dokonują przegrupowań i zamiany ról. Tuż po wtorkowym telewizyjnym evencie nazywanym debatą liderów okazało się, iż Zandberg jest pracownikiem uczelni, w której funkcję kanclerza pełni… Nowacka (córka nieżyjącej już działaczki lewicy Izabeli Jarugi-Nowackiej). Oboje współpracowali w wierchuszce młodzieżówki Unii Pracy, byli też przez kilka lat związani ze sobą prywatnie, do czego na parę dni przed wyborami niezbyt są skłonni się przyznawać.

Liberałowie z przeszłością

„Nie należy do partii politycznej” – to hasło-mantra widniejące przy nazwiskach przytłaczającej większości kandydatów list Ryszarda Petru. Resetowanie partyjnych CV działaczy Nowoczesnej.pl objęło tak pokaźne grono kandydatów związanych dawniej chociażby z Platformą oraz nieboszczką Unią Wolności, że chyba niewielu da się na nie nabrać. Pompowanie poparcia dla każdego potencjalnego koalicjanta PO przybrało w przypadku wiernego giermka Leszka Balcerowicza szczególnie groteskową formę gdy światło dzienne ujrzały fotografie z wiecu Petru, skonfrontowane z obrazem wyemitowanym w telewizji. Garstkę sztabowców ukazano na ekranach niemalże jako tłum entuzjastów wirtualnej de facto siły politycznej. Jak wielu Polaków da się nabrać na zaklęcia niegdysiejszego stręczyciela kredytów we franku? Jaki zasób swego społecznego kapitału z wyborów prezydenckich roztrwonił chwiejny naturszczyk Paweł Kukiz? Zobaczymy już niedługo.

Jak dotychczas konsekwentnie pozyskuje natomiast rzeczywiste poparcie KORWIN. Jej lider póki co (stan na czwartek przed południem) nie wykonał gestu znanego z bodaj wszystkich kampanii, w których „groził” mu przyzwoity wynik, i nie „palnął” niczego dyskwalifikującego w rodzaju bon-motów o kobietach, niepełnosprawnych bądź Adolfie Hitlerze.

Błyskotliwy Przemysław Wipler w wędrówce od studia do studia telewizyjnego bądź radiowego wypowiada się trzeźwo i sensownie, powiększając prawdopodobieństwo przekroczenia przez swoją partię pięcioprocentowego progu wyborczego. Czy po długiej przerwie ugrupowanie ekscentrycznego, liberalnego konserwatysty-rusofila JKM dostanie się do polskiego Sejmu? To jedna z najciekawszych zagadek kończącej się kampanii.

Doczekamy się weryfikacji?

Panika paniką, jednak to, czy naprawdę układ III RP ma się czego obawiać, okaże się dopiero po owocach wielce prawdopodobnych rządów Prawa i Sprawiedliwości. O ile tuż przed głosowaniem PiS nie potwierdzi krążących tu i tam pogłosek, że wcale nie chce samodzielnie rządzić, i nie wykręci jakiegoś numeru skutkującego obniżeniem reputacji, prawicowi wyborcy mogą osiągnąć cenną korzyść. Chodzi o weryfikację rzeczywistych intencji deklaratywnie prawicowo-patriotycznej partii, która w latach 2005-2007 już raz sromotnie zawiodła oczekiwania swojego ideowego, w ogromnej części katolickiego elektoratu. Większość parlamentarna pozbawi PiS możliwości obarczania ewentualnymi grzechami zaniechania koalicjantów (jak poprzednio LPR i Samoobrony).

Może też okazać się, że pretendenci do najwyższych urzędów w państwie po wyborach parlamentarnych rzeczywiście podejmą wysiłek prowadzenia suwerennej polityki krajowej i międzynarodowej. Może porzucą pokusę socjalistycznego rozdawnictwa na rzecz stworzenia w Polsce prawdziwie wolnego rynku i zdrowych warunków sprzyjających rozwojowi przedsiębiorczości. Może wreszcie katolicka premier Beata Szydło i katolicki prezydent Andrzej Duda pojmą, na czym polega istota problemu eugenicznej „aborcji” i hodowli ludzi metodą in vitro.

O nieświęta naiwności!

Roman Motoła

http://www.pch24.pl/wybor...a-,38922,i.html
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
sonia
sonia

Dołączyła: 07 Gru 2008
Posty: 6384
Skąd: z Polski
Wysłany: 23 Październik 2015, 01:52    [Cytuj]

ad WYBORY
no to posłuchajmy co nam radzi wasza wysokość Jacek Żakowski na WP

"Jacek Żakowski: pytania padły. Odpowiedź brzmi "Zandberg"!

Pamiętamy wszyscy jak to pan Jacuś nie tak dawno latał do Londynu na "przesłuchania"
do apartamentu hotelowego Kulczyka,/chyba razem z ciotką Paradowską / i to na dodatek za nasze pieniądze..a dzisiaj ?
Dzisiaj w ramach wyborów pan jacuś radzi...jak wyżej... śmiać się ,czy płakać..? jeśli nie rozprawimy się z funkcjonariuszami meRdialnymi,to naprawdę nie wiele zdziałamy...
W sieci krąży /nie wiem,czy prawdziwy?/ artykuł na temat powiązań rodzinnych dotyczący REKLAMOWANEGO PRODUKTU,czyli pana Zandberg Polsko ,bedzie bolało,jak się nie obudzisz i nie popędzisz tego "tatałajstwa"

25 pażdziernika mamy niepowtarzalną szansę na Ratowanie Ojczyzny,ale czy zdamy egzamin przed urną ?
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
sonia
sonia

Dołączyła: 07 Gru 2008
Posty: 6384
Skąd: z Polski
Wysłany: 23 Październik 2015, 01:55    [Cytuj]

a oto jedna z wypowiedzi znaleziona w sieci :
"Kukiz o Zandbergu: noszenie koszulki z Marksem jest tożsame z noszeniem koszulki z Hitlerem"
i tu się zgadzam z panem Pawłem...
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 01 Kwi 2008
Posty: 17467
Skąd: Polska
Wysłany: 23 Październik 2015, 10:23    [Cytuj]

Powiązania Rysia Petru z Unią Wolności są aż nazbyt widoczne.
Tylko głupcy i lemingi zagłosują na Nowoczesną.






[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Informacje | TV Trwam | Radio Maryja na żywo |
Polecamy:informacje ktorych potrzebujesz Fundacja Skierniewice i Szkola Skierniewice
Korzystanie z forum oznacza pełną akceptację otrzymywania plików cookies.

phpBB by przemo  
Strona wygenerowana w 0,166 sekundy. Zapytań do SQL: 9