ND Forum - Dzień dobry POLSKO! Strona Główna ND Forum - Dzień dobry POLSKO!
Ludzie z sercem i głową

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Amoris laetitia
Autor Wiadomość
Coltrane


Dołączył: 31 Mar 2008
Posty: 17529
Skąd: Polska
Wysłany: 28 Sierpień 2017, 07:34   Amoris laetitia [Cytuj]

Czym jest „rozeznanie” w Amoris laetitia?
Odpowiada bp Athanasius Schneider


http://www.youtube.com/watch?v=zSnAP5BUQ9Q

W Amoris laetitia mówi się, że spowiednik powinien zastosować „rozeznanie” w osądzaniu przypadków np. rozwiedzionych i będących w ponownych związkach. Do jakiego stopnia może to rozeznanie się posunąć? Jakie jest dokładne znaczenie albo dokładny zakres tego „rozeznania”?


Treść konferencji:

Wiecie kiedy zaczęło się pierwsze „rozeznanie” ?
To był dialog pomiędzy wężem a Ewą.
Szukanie rozeznania, czy być posłusznym Bogu, czy też nie być Mu posłusznym.
Ewa powiedziała: „Ach, Bóg powiedział nam, by nie jeść tych owoców”.
A wówczas diabeł odparł: „Och, dokonajmy rozeznania:
Czy to prawda, że Bóg to powiedział? A może nie? Co Bóg powiedział?”
A Ewa: „Och, Bóg powiedział, że jeśli je zjemy, pomrzemy”.
„A nie, to nieprawda! - odpowiedział – Dokonajmy rozeznania.
Będziecie wiedzieć, co jest dobre...”
A zatem podjęli proces rozeznania. Pierwszy.
I znamy rezultat tego rozeznania: katastrofa ludzkości.
A więc teraz ponosimy w swoich duszach i ciałach konsekwencje
tego grzechu pierworodnego, tego złego rozeznania.
Tak więc rozeznanie może być tylko na rzecz dobra.
Rozeznanie może być przeprowadzone jedynie po to, aby wypełnić wolę Boga.
Ale kontynuowanie cudzołóstwa w praktyce nie jest wypełnieniem woli Boga.
Jest to obrażanie Boga. A więc jest to antyrozeznanie.
Absurdalne rozeznanie, które utwierdzi duszę w grzechu.
To rozeznanie może nawet doprowadzić do zatracenia duszy na całą wieczność.
Nie wolno nam igrać z naszą wiecznością.
Jak mówi przysłowie: „Nie igraj z ogniem”.
Wyraźnie wolą Boga jest to, że akt seksualny jest dopuszczalny jedynie
(i tak jest wola Boga) w ważnym związku małżeńskim.
Jest to wyraźna wola Boga. Nie ma żadnych innych wyjątków. Nie.
Otóż, skoro nie ma wyjątków, jeśli ktoś woli kłamać, to chce kłamać:
„Dokonajmy rozeznania” - [mówi], aby mógł kontynuować kłamstwo.
Jeśli ktoś lubi kraść, jeśli jest tak egzystencjalnie powiązany z kradzieżą,
wraz z rodziną, może mafioso, to mówi: „Dokonajmy rozeznania”,
aby mógł jeszcze odrobinę kontynuować złodziejski fach.
To to samo: dokonanie rozeznania nawet w konfesjonale,
by pozwolić cudzołożnym kontynuowanie cudzołóstwa.
Jest to sprzeczność i naprawdę poważne niebezpieczeństwo dla duszy
i poważna odpowiedzialność.
Bardziej po stronie księdza, który to dopuszcza.
I bardziej po stronie papieża, który wydaje się to dopuszczać.
Jak powiedziałem: „Który wydaje się” i który nie robi nic, by temu zapobiec.
Wydaje się, że Amoris laetitia zmierza w tym kierunku.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 31 Mar 2008
Posty: 17529
Skąd: Polska
Wysłany: 30 Listopad 2017, 09:44   Re: Amoris laetitia [Cytuj]

Amoris Laetitia – między posłuszeństwem a prawdą



„Amoris Laetitia to owoc kryzysu jaki pojawił się wskutek Soboru Watykańskiego II. Ten ścisły związek między Soborem a Amoris Laetitia podkreślali sami zwolennicy zmian podczas synodu na temat rodziny sprzed dwóch lat - papieski dokument jest podsumowaniem obrad”, mówi Paweł Lisicki, redaktor naczelny tygodnika „Do Rzeczy”.

Co mogą zrobić polscy katolicy, żeby zamieszanie w kościele w związku z Amoris Laetitia się zmniejszyło?

Rzeczywiście, pytanie jest bardzo trudne. Nigdy wcześniej, sądzę, nie zdarzyło się, żeby oficjalnie promulgowany dokument papieski zawierał tyle niejasności i nie pozwalał się tak łatwo interpretować wbrew całej nauce Tradycji. Zwykli katolicy znajdują się w związku z tym w sytuacji faktycznie dramatycznej.

Z jednej strony, co jest charakterystyczne dla Polski, wychowani zostali w naturalnej niejako ufności wobec wszystkiego, co przychodzi z Rzymu. To jedna z kotwic siły polskiego katolicyzmu: być zawsze po stronie papieża, przeciwstawiać się jego krytykom. Ta postawa została jeszcze umocniona podczas pontyfikatu Jana Pawła II. Nic zatem dziwnego, że kiedy pojawiają się słowa i gesty, dokumenty i nauki wątpliwe, wewnętrznie sprzeczne albo - jak w przypadku Amoris Laetitia -pozwalające na wnioski sprzeczne z całą dotychczasową doktryną Kościoła, polscy katolicy nie wiedzą, jak się zachować. Czy dać posłuch wrodzonemu przywiązaniu do Rzymu i naturalnej miłości do papieża, czy stawić czoło trudnej prawdzie, która kazałaby papieski dokument zakwestionować i uznać co najmniej za przejaw braku jasności.

Dodatkowo polscy katolicy, inaczej niż w pozostałych państwach Europy, wciąż są grupą znaczącą, a katolicyzm ma duży wpływ na życie społeczne. Z tego punktu widzenia ostra krytyka działań papieża natychmiast może być wykorzystana przez drugą stronę ideologicznego sporu. Liberalne media uwielbiają wręcz przeciwstawiać sobie rzekomo oświeconą religijność obecnego Rzymu i płaską, fanatyczną wręcz religijność Polaków. Ta sytuacja jest coraz bardziej niebezpieczna, bo, czego dowodem jest Amoris Laetitia, coraz trudniej nie dostrzec, że suma różnych papieskich wypowiedzi, czynów, nauk, sądów, dokumentów, gdyby je przyjmować za dobrą monetę, prowadziłaby katolika do zerwania z dziedzictwem wszystkich wcześniejszych pokoleń.

Niektórzy zatem wypierają niewygodne fakty i po prostu milczą. Inni próbują przekonywać, że nie mamy do czynienia z samymi w sobie osobliwymi naukami papieża Franciszka, tylko z ich medialnym nadużyciem. Wreszcie są i tacy, którzy sądzą, że nie ma wyjścia i trzeba nazywać rzeczy po imieniu. Dobrego wyjścia z sytuacji nie widzę. Źródłem zamieszania nie są polscy katolicy, ale dwuznaczne co najmniej teksty wydane przez papieża Franciszka, dlatego kryzys może być przezwyciężony tylko u źródła. Jedno na pewno polscy katolicy mogą zrobić: modlić się i nie popadać w rozpacz.

A co mogą zrobić polscy biskupi, żeby zamieszanie w Kościele w związku z Amoris Laetitia się zmniejszyło?

Polscy biskupi znajdują się, co w pewien sposób naturalne, w sytuacji jeszcze trudniejszej niż zwykli wierni. Gdyby faktycznie nazwali publicznie błędy i słabości papieskiego dokumentu, mogliby wywołać zgorszenie zwykłych wiernych. Czy biskup może publicznie piętnować błędy Ojca Świętego? I jak wpłynie to na jego własny autorytet wśród wiernych? Nie sądzę, żeby to była właściwa postawa.

Drugie wyjście to zachowywanie się jakby nic się nie stało i interpretowanie nauk Amoris Laetitia w zgodzie z Tradycją. Zaletą takiego stanowiska jest unikanie skandalu, wadą – słabość logiczna. Biskupi muszą udawać, że nie zauważają, iż ich interpretacja jest sprzeczna z tą, jaką dali ich bracia w biskupstwie w Niemczech, Belgii czy Argentynie. Znaczyłoby to, że godzą się z tym, że nauka moralna jest zależna od geografii i sami poniekąd przyznają Polsce status pewnego konserwatywnego rezerwatu.

Wolno im niczego nie zmieniać, co się tyczy moralności, bo mieszkają w tradycyjnym społeczeństwie. W sensie logicznym jednak to postawa nie do utrzymania: to co prawdziwe w Polsce, nie może być nieprawdziwe w Niemczech. Poszczególni biskupi muszą się też liczyć ze sprawowaniem urzędu przez papieża Franciszka. Zbyt wyraźny sprzeciw pociąga za sobą brak szans na karierę, w skrajnym przypadku groźbę degradacji.

Po raz pierwszy żyjemy w czasach, kiedy zasada hierarchiczna, zasada posłuszeństwa ze względu na Chrystusa, jest tak śmiało i zuchwale wykorzystywana przeciw wierności naukom samego Chrystusa. Można sądzić, że biskupi uznali, że najlepszym sposobem na wyjście z obecnej sytuacji zamieszania będzie przeczekanie. Niestety, taka postawa, choć politycznie zrozumiała - byle nie gorszyć wiernych - niesie w sobie ogromne ryzyko. Tam, gdzie nie nazywa się błędów po imieniu, tam pozwala się na ich szerzenie.

Argentyna, Filipiny, Niemcy itd. wydały interpretacje Amoris Laetitia – co z nich wynika, jak bardzo się różnią, która jest „prawdziwa”?

Największym problem Amoris Laetitia, na co wskazało czterech kardynałów w swoich dubiach, jest faktyczne przyzwolenie na głoszenie etyki sytuacyjnej. Być może najtrafniej słabość tego dokumentu pokazali Joseph Seifert, wielki filozof i teolog katolicki, uczeń Dietricha von Hildebranda, moim zdaniem jednego z najważniejszych myślicieli nowożytnego katolicyzmu, w Polsce niestety jest on niemal nieznanego, oraz Robert Spaemann, podobnie wielki współczesny katolicki intelektualista.

Otóż Seifert zauważył, że według Amoris Laetitia katolik może uznawać za nakaz Boży głos swego prywatnego sumienia, mimo że sprzeciwia się to obiektywnym normom etycznym. Jest to niemal dosłowne przeniesienie nauk Lutra i jego koncepcji prywatnego osądu, zgodnie z którą Bóg jest twórcą dobra i zła i może nakazywać działania nawet jeśli kłócą się one z moralnym porządkiem i dekalogiem. Seifert wskazał, że gdyby posłużyć się takim rozumowaniem, obecnym w Amoris Laetitia, to w ogóle znikają wszelkie normy. Jeśli nie ma bezwzględnie złych zachowań, to wszystko staje się dozwolone i każdy akt ludzki może zostać wytłumaczony.

W konsekwencji będzie można bronić eutanazji, bo to rzekomo lepsze niż cierpienie, lub aborcji: skoro i tak się je przeprowadza, to po co jeszcze obciążać sumienia? Takie rozumowanie, które znajduje swoje oparcie w samych słowach dokumentu papieskiego, prowadzi do całkowitego relatywizmu i nihilizmu.

Czy można powstrzymać zamieszanie związane z „interpretacjami” Amoris Laetitia?

Zamieszanie można powstrzymać tylko w jeden sposób: odrzucając niejasne fragmenty i przypominając Tradycję. Jednak kto miałby tego dokonać? Wyraźnie nie chce tego zrobić papież Franciszek, autor całego zamieszania. Jego wybór na Stolicę Piotrową pokazuje zresztą, że zwolennikami nowego podejścia, będącego praktycznie katolicką wersją liberalnego protestantyzmu, musiało być wielu kardynałów.

Papież Franciszek i Amoris Laetitia to owoc kryzysu, jaki pojawił się wskutek Soboru Watykańskiego II. Ten ścisły związek między Soborem a Amoris Laetitia podkreślali sami zwolennicy zmian podczas synodu na temat rodziny sprzed dwóch lat - papieski dokument jest podsumowaniem obrad. Otóż najbardziej radykalni uczestnicy synodu, zwolennicy zmiany stosunku Kościoła do związków homoseksualnych, wskazywali, że uznanie dla takiej formy współżycia wynika z wcześniejszego uznania przez Kościół na Soborze tezy, że w innych religiach są pierwiastki uświęcenia i prawdy. Skoro godzimy się na to - zauważali zwolennicy zmian - powinniśmy też przyjąć, że takie pierwiastki obecne są w innych rodzajach związków seksualnych. I trudno im odmówić logiki.

Rozchwianie nauki moralnej jest pochodną coraz większej niejasności dogmatycznej, uznanie dla ludzkiej godności jako absolutnie bezwzględnej i zamazanie, rozmycie, niekiedy wręcz odrzucenie nauki o grzechu pierworodnym, tak charakterystyczne dla czasów soborowych, z czego dalej wynika docenienie innych religii i innych systemów etycznych, faktycznie musi prowadzić do zakwestionowania tradycji etycznej chrześcijaństwa.

A więc tylko wskazując słabości tekstów soborowych i późniejszych papieży dociera się do istoty kryzysu. To nie tylko kwestia moralna, ale przede wszystkim dogmatyczna. Nie wiem i nie umiem sobie wyobrazić, jak mogłoby to praktycznie wyglądać. W takiej sytuacji katolikowi pozostaje jedynie wiara w Ducha Świętego i w to, że nie opuści On swego Kościoła, Kościoła Chrystusa.

Dziękuję za rozmowę

Tomasz D. Kolanek

AUTOR: PAWEŁ LISICKI DLA PCH24.PL

https://www.pch24.pl/amor...da,56461,i.html
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 31 Mar 2008
Posty: 17529
Skąd: Polska
Wysłany: 2 Styczeń 2018, 11:48   Re: Amoris laetitia [Cytuj]

To co oferuje Kościołowi Katolickiemu mason Bergoglio jest obce Tradycji wiary katolickiej i apostolskiej. Fałszywy prorok wiedzie rzesze wiernych na manowce ...


Biskupi z Kazachstanu: Komunia dla rozwodników obca wierze katolickiej



Biskupi Kazachstanu - rok po wystosowaniu apelu wzywającym do modlitwy, aby papież zachował katolickie nauczanie o małżeństwie - wydali nowe oświadczenie, w którym wyraźnie stwierdzili, że każda zmiana w sakramentalnej dyscyplinie, pozwalająca rozwodnikom żyjącym w nowych związkach przyjmować Komunię Świętą, jest „obca całej Tradycji wiary katolickiej i apostolskiej”.

Trzech hierarchów: Tomasz Peta, arcybiskup metropolii archidiecezji Najświętszej Maryi Panny w Astanie, Jan Paweł Lenga, arcybiskup emerytowany z Karagandy i Atanazy Schneider, biskup pomocniczy archidiecezji Najświętszej Maryi Panny w Astanie, 18 stycznia 2017 r. wzywali wiernych do modlitwy, aby papież Franciszek „potwierdził niezmienną praktykę Kościoła w odniesieniu do prawdy o nierozerwalności małżeństwa”.

W swoim nowym oświadczeniu, opublikowanym w Święto Świętej Rodziny (31 grudnia), kazachscy hierarchowie ostrzegają, że dopuszczenie osób „rozwiedzionych” jak i żyjących w ponownych (cywilnych) związkach do Komunii Świętej, która jest najwyższym wyrazem jedności Chrystusa Oblubieńca z Jego Kościołem, oznacza w praktyce w pewien sposób aprobatę lub legitymizację rozwodu i w tym sensie jest rodzajem wprowadzenia rozwodu w życiu Kościoła.

Hierarchowie ostrzegli, że nowe normy, które będą wdrażane przez hierarchów w różnych częściach świata (zgodnie z poparciem papieża udzielonym wytycznym biskupów Buenos Aires) przyczynią się do rozprzestrzenienia plagi rozwodów „nawet w życiu Kościoła, tymczasem Kościół, ze względu na swoją bezwarunkową wierność doktrynie Chrystusa, powinien stanowić przedmurze i niewątpliwy znak sprzeciwu wobec plagi rozwodów, które są coraz bardziej powszechne w społeczeństwie cywilnym”.

Biskupi wyjaśniają powagę zmiany kierunku Watykanu:

„Jednoznacznie i bez żadnego wyjątku nasz Pan i Odkupiciel Jezus Chrystus uroczyście potwierdził Bożą wolę dotyczącą absolutnego zakazu rozwodu. Zatwierdzenie lub legitymacja naruszenia świętości więzi małżeńskiej, nawet pośrednio poprzez wspomnianą nową sakramentalną dyscyplinę, poważnie zaprzecza woli Bożej i Jego przykazaniom. Ta praktyka stanowi zatem istotną zmianę w dwutysiącletniej sakramentalnej dyscyplinie Kościoła. Co więcej, zasadniczo zmieniona dyscyplina ostatecznie doprowadzi do zmiany odpowiedniej doktryny” – czytamy w oświadczeniu.

Duchowni - powołując się na swój obowiązek biskupów, którzy ponoszą „poważną odpowiedzialność” i mają „zobowiązanie wobec wiernych oczekujących od nich publicznego i jednoznacznego wyznania prawdy, i niezmiennej dyscypliny Kościoła w odniesieniu do nierozerwalności małżeństwa” przypomnieli innym hierarchom na całym świecie, że „nie wolno im milczeć w obliczu próby zmieniania nauczania o nierozerwalności małżeństwa, „uzasadniania, zatwierdzania lub legitymizowania bezpośrednio lub pośrednio” rozwodu i stosunków seksualnych w tego typu związkach nie będących związkami sakramentalnymi poprzez sakramentalną dyscyplinę dopuszczania do Komunii świętej tzw. „rozwiedzionych i ponownie ożenionych”.

Źródło: onepeterfive.com

AS

https://www.pch24.pl/bisk...ej,57240,i.html
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 31 Mar 2008
Posty: 17529
Skąd: Polska
Wysłany: 8 Styczeń 2018, 14:15   Re: Amoris laetitia [Cytuj]

Abp Negri o wsparciu biskupów z Kazachstanu: duchowni muszą działać, by „blask Tradycji” powrócił



„Istnieje zamieszanie. Istnieje i jest poważne. Żadna rozsądna osoba nie może temu zaprzeczyć” – uważa abp Luigi Negri, były nuncjusz apostolski w USA, który wsparł oświadczenie kazachskich hierarchów w sprawie „Amoris laetitia”, podtrzymujące „niezmienne prawdy o małżeństwie sakramentalnym”.

Arcybiskup wyjaśnił w wywiadzie udzielonym włoskiej agencji katolickiej „La Nuova Bussola”, dlaczego poparł stanowisko biskupów z Kazachstanu. Stwierdził m.in., że duchowni muszą działać, by „blask Tradycji” powrócił i przyniósł obfite owoce w życiu chrześcijańskim. Jednocześnie skrytykował próby wypierania się tożsamości katolickiej w dialogu z innymi religiami i pozytywny wizerunek heretyka Marcina Lutra, przedstawiany przy okazji obchodów 500. rocznicy reformacji protestanckiej. Taki Marcin Luter „nie istnieje” – przekonywał.

Duchowny zapytany o to, co skłoniło go do sygnowania oświadczenia stwierdził: W obliczu poważnego zamieszania w Kościele, jeśli chodzi o kwestię małżeństwa, uważam, że należy ponownie przedstawić klarowne, tradycyjne stanowisko. Uznałem, że powinienem podpisać dokument, ponieważ jego treść przedstawia to, co ukazywałem rozlegle w ciągu ostatnich lat swojej posługi - nie tylko w ostatnich miesiącach - na każdym etapie starań poświęconych tematowi rodziny, życia, prokreacji i odpowiedzialności za edukację oraz kształcenie młodych ludzi. Są to kwestie absolutnie ważne, których świat katolicki jako całość nie wydaje się być świadomy.

Hierarcha podkreślił, że „zgodnie z doktryną społeczną Kościoła, kwestia tożsamości i rozwoju osoby oraz jej odpowiedzialności w świecie są szczególnym, podstawowym, niezbędnym zadaniem Kościoła”. - Walka toczy się pomiędzy mentalnością świata – jak to papież Franciszek w pierwszych miesiącach pontyfikatu nazwał „dominującą jednostronnością” - i chrześcijańską koncepcją życia oraz egzystencji. Jeśli Kościół nie zaangażuje się w pełni w tę konfrontację, w efekcie doprowadzi to do zredukowania Jego pozycji i znacznej marginalizacji w życiu społecznym – wyjaśniał.

Purpurat zapytany o to, czy słusznie niektórzy sądzą, że nie istnieje żadne zamieszanie w Kościele i że mamy jedynie do czynienia z kwestią oporu wobec drogi ku Jego odnowie, zdecydowanie odrzucił takie stanowisko. Uznał je za „nierozsądne”.

- Jest zamieszanie - mówił. - Istnieje i jest poważne. Żadna rozsądna osoba nie może temu zaprzeczyć. Pamiętam mocne, lecz przerażające słowa kardynała Caffarry wypowiedziane na pewien czas przed śmiercią. Stwierdził: „Kościół, który niewiele uwagi poświęca doktrynie, nie jest bardziej duszpasterskim Kościołem, lecz bardziej ignoranckim”. To niewiedza rodzi zamieszanie. Ponownie zacytuję kardynała Caffarrę, który powiedział, że „tylko ślepiec może zaprzeczyć, że w Kościele panuje wielkie zamieszanie”. Mogę zaświadczyć o tym z tego, co obserwowałem, szczególnie w ostatnich miesiącach mojej posługi w archidiecezji Ferrara-Comacchio. Codziennie rozmawiałem z dobrymi chrześcijanami, których sumienia były pełne wielkiego rozczarowania i którzy bardzo cierpieli. Powiem dobitnie: ich cierpienie było większe niż to, którego doświadcza wielu duchownych i tylu moich braci biskupów. To cierpienie ludzi, którzy nie czują już troski i wsparcia w wypełnianiu podstawowych wymagań prawdy, dobroci, piękna i sprawiedliwości, które konstytuują samo serce człowieka i które tylko tajemnica Chrystusa głęboko objawia i wprowadza w niezwykły sposób.

Hierarcha zastrzegł, że „nie chce z nikim wdawać się w polemikę, ale nie może pominąć stwierdzenia, że ​​musimy pracować, by blask Tradycji powrócił, by był doświadczany przez chrześcijański lud i by stał się ofertą, którą chrześcijanie zaproponują wszystkim ludziom”.

Abp Negri odniósł się także do oskarżeń o błędy doktrynalne Vaticanum II, pontyfikatów poprzedników Franciszka czy obchodów reformacji i samej postaci Marcina Lutra.

O Soborze Watykańskim II powiedział, że „było to niezwykłe i złożone doświadczenie ... z aspektami, które nie zawsze są jasne”. Tłumaczył, że nie można porównywać pontyfikatów św. Jana Pawła II, Benedykta XVI z pontyfikatem Franciszka, ponieważ każdy z papieży ma swoją rolę do spełnienia w dziejach Kościoła. Na przykład Jan Paweł II przypominał, że źródłem zbawienia jest Chrystus, a Kościół katolicki jest miejscem „odnowy” życia duchowego. Magisterium Benedykta XVI wzywało do ciągłości w przejściu od rzeczywistości przedsoborowej do rzeczywistości posoborowej.

- Jan Paweł II i Benedykt XVI wynieśli magisterium katolickie na poziom nadzwyczajny. Absurdem jest naginać interpretację tych wielkich postaci w życiu Kościoła dla własnych interesów. Jednocześnie absurdem jest także porównywanie pontyfikatów Jana Pawła II i Benedykta XVI z magisterium papieża Franciszka. W dziejach Kościoła każdy papież ma swoją rolę. Rola Franciszka z pewnością nie polega na ponownym proponowaniu pełności i rozległości chrześcijańskiego przesłania, lecz na wyciągnięciu pewnych niezbędnych konsekwencji na płaszczyźnie etycznej i społecznej – tłumaczył.

I dalej hierarcha odniósł się do „szokujących” rzeczy w Kościele. - [Obecne] zamieszanie doktrynalne i kulturowe ma pewne aspekty, w które ludziom o zdrowym rozsądku i odpowiedniej kulturze wprost trudno uwierzyć. Ta sprawa dotycząca Lutra jest niesamowita. Luter, o którym tak dużo mówiono, nie istnieje. Ten reformujący Luter, ten ewangelizujący Luter, ten Luter, którego przedstawiano jako postać pozytywną i dobrą dla Kościoła, nie ma historycznych i krytycznych podstaw bytu – dodał.

Dalej hierarcha stwierdził, że współpraca z duchownymi innych religii w obliczu poważnego ataku na tradycję religijną w ogóle na Zachodzie jest konieczna, ale „by współpracować, nie musimy osłabiać naszej własnej tożsamości ani myśleć, że jej istnienie jest przeszkodą w naszych wysiłkach”. - Jest dokładnie odwrotnie: ci, którzy angażują się w dialog religijny, w dialog ekumeniczny, w dialog ze społeczeństwem na temat własnej tożsamości, mają niezwykle ważny wkład. Nie możesz współpracować i rozmawiać, kiedy zaczynasz od zamieszania. Dialog rozpoczynający się od tożsamości i gdy katolicka tożsamość jest w pełni przeżywana, ma niepowtarzalny i niezastąpiony wkład w życie społeczeństwa – zaznaczył.

Źródło: lifesitenews.com

AS

http://www.pch24.pl/abp-n...il,57358,i.html
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 31 Mar 2008
Posty: 17529
Skąd: Polska
Wysłany: 18 Styczeń 2018, 11:37   Re: Amoris laetitia [Cytuj]

Akceptacja cudzołóstwa? Jan Chrzciciel umarł na darmo?
Rozmowa z o. Augustynem Pelanowskim



Już dla Żydów konsekwencje cudzołóstwa były katastrofalne, ponieważ cudzołóstwo, morderstwo i bałwochwalstwo było hilul haSzem, czyli zbezczeszczeniem Imienia Bożego. Przez cudzołóstwo człowiek wchodzi w zakres działania złego ducha, ponieważ jest to drwina z Prawa Bożego – powiedział w rozmowie z PCh24.pl o. Augustyn Pelanowski.

Co Pismo Święte mówi o rozwodach?

Nowy Testament jest bardzo jasny, zdecydowany i bez żadnych możliwości interpretacji, nawet takich, do jakich dochodzi w Amoris Laetitia. W Ewangelii św. Mateusza Jezus mówi „kto oddala swoją żonę, a bierze inną, popełnia cudzołóstwo. I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo” (Mt 19,9). Tutaj nie ma już nic do wymanipulowania, z tego sformułowania nie da się już niczego wyciągnąć. Ostatni redaktor świętego Mateusza dodał w glosie jeszcze słowa „chyba w wypadku nierządu”. Ale to oznacza, że jeśli ktoś żyje „na kocią łapę” mówiąc kolokwialnie, czyli bez związku sakramentalnego myśląc w kategoriach Kościoła , to oczywiście, że może się rozejść. Ale jeśli to jest prawnie zawarty związek małżeński, czyli sakrament, to „nie ma przeproś”. Tu nic się z tym nie da zrobić.

I nawet jeśli generał jezuitów, ojciec Arturo Sosa Abascal, będzie mówił, że wtedy nie było dyktafonów, to ośmielam się mu przypomnieć, że w tamtych czasach zapisywanie tego typu tekstów, między innymi tekstu proroctw, było ściśle kontrolowane przez soferów i nie można było niczego dodać czy ująć. Zresztą Apokalipsa mówi nam, że jeśli ktoś dołożyłby słowo do tych proroctw, to Bóg dołoży mu plag (Ap 22, 18-19). Dlatego biorąc pod uwagę bojaźń starożytnych, żeby zmienić coś w tych tekstach, to okazuje się, że jest to sytuacja niemożliwa. Dlatego generał jezuitów jest w ogromnym błędzie. Sam oczywiście może nagrywać dyktafonem swoje wypowiedzi i sprawdzać czy powiedział dobrze czy nie, natomiast w Ewangelii św. Mateusza, w 19 rozdziale, w 9 wierszu jest „kawa na ławę”: drugi związek jest cudzołóstwem, jeśli pierwszy był zawarty prawnie.

A jakie są konsekwencje cudzołóstwa? Często zapomina się o tym, że nie bez powodu to bardzo poważny grzech.

Już dla Żydów konsekwencje cudzołóstwa były katastrofalne, ponieważ cudzołóstwo, morderstwo i bałwochwalstwo było hilul haSzem, czyli zbezczeszczeniem Imienia Bożego. Natomiast od strony psychologicznej jest to bardzo prosta rzecz: mamy depresję pierwszej żony, autoagresję dzieci, obniżenie poczucia własnej wartości – a to są pierwsze z rzędu konsekwencje psychologiczne. Mogą do tego dołączyć inne rzeczy: przez cudzołóstwo człowiek wchodzi w zakres działania złego ducha, ponieważ jest to drwina z Prawa Bożego. Wystarczy sięgnąć do Księgi Rodzaju, gdzie czytamy o ustanowieniu małżeństwa. Człowiek wchodzi na teren działania szatana i siły ciemności oddziałują na porzuconą rodzinę. Oskarżanie, zasmucanie, rozpacz to ich codzienność. Tylko kapłan, który spowiada osoby porzucone widzi jakie to są dramaty.

A cudzołożnik, czyli osoba żyjąca w kolejnym związku rzadko kiedy ma właściwe odniesienie do Pana Boga, ponieważ to jest prawie niemożliwe. On jest człowiekiem opętanym; nie stricte verbis, ale jest to rodzaj zniewolenia demonicznego. Dlatego cudzołóstwo jest strasznym grzechem.

Jak w tym kontekście patrzeć na adhortację Amoris Laetitia? Pojawiają się w niej zapisy otwierające wiele niebezpiecznych furtek.

Niektóre zapisy Amoris Laetitia są bardzo niebezpieczne. Nie ośmielę się jednak mówić o schizmie czy herezji – to nie jest dla mnie właściwa nomenklatura, poza tym nie jestem w tej dziedzinie fachowcem, zostawiam to innym. Jest to natomiast sprzeciw wobec słów Jezusa, który jasno powiedział czym jest cudzołóstwo – rozmawialiśmy o tym wcześniej: nie ma drugich, trzecich czy czwartych związków. A podważenie jednego przykazania, w tym wypadku: „nie cudzołóż”, jest niczym uderzenie w punkt krytyczny kryształu. Sam Jakub mówi w swoim liście, w 2 rozdziale, w wierszu 10 takie słowa: „choćby ktoś przestrzegał całego Prawa, a przestąpiłby jedno tylko przykazanie, ponosi winę za wszystkie. Ten bowiem, który powiedział: Nie cudzołóż!, powiedział także: Nie zabijaj!”. To może doprowadzić do efektu domina: podważenie jednego przykazania sprawia, że wszystko jest możliwe; wtedy wszystko jest do podważenia. Czyli wtedy już nie ma sensu żadna spowiedź, nie ma sensu pojęcie grzechu, ponieważ każdy grzech może być usprawiedliwiony.

Dlatego albo wszystkie grzechy są grzechami, albo żaden z nich nie jest grzechem, jeśli choćby jeden nie jest grzechem. To jest bardzo niebezpieczna sytuacja. Prawda nie jest efektem dyskursu jakby chciał Derrida.

A jakie konsekwencje niesie za sobą przyjmowanie Ciała i Krwi Pańskich mając na sumieniu nie odpuszczony grzech cudzołóstwa?

W 11. rozdziale Listu do Koryntian święty Paweł mówi, że jeśli ktoś przyjmuje świętokradzko Komunię świętą, to niech się nie dziwi swoim chorobom i dodaje: „wielu z was umarło z tego powodu!”. Jeśli ktoś nie zważając na Ciało i Krew Pańską, to mówi święty Paweł, przyjmuje Komunię świętą, to popełnia grzech, który przynosi śmierć! Każdy, kto w grzechu ciężkim przyjmuje świętokradzko Komunię uniemożliwia sobie zbawienie i doprowadza do śmierci. Nikomu śmierci nie życzę, ani chorych klimatów życia, ani chorób tym bardziej, dlatego nie mogę milczeć w sprawie cudzołóstwa. Gdyby można było wchodzić w drugie związki małżeńskie to Jan Chrzciciel umarł na darmo, prawda?

Bóg zapłać za rozmowę.

Rozmawiał Mateusz Ochman

https://www.pch24.pl/akce...o-,56796,i.html
  
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Informacje | TV Trwam | Radio Maryja na żywo |
Polecamy:informacje ktorych potrzebujesz Fundacja Skierniewice i Szkola Skierniewice
Korzystanie z forum oznacza pełną akceptację otrzymywania plików cookies.

phpBB by przemo  
Strona wygenerowana w 0,076 sekundy. Zapytań do SQL: 9