ND Forum - Dzień dobry POLSKO! Strona Główna ND Forum - Dzień dobry POLSKO!
Ludzie z sercem i głową

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
17 września 1939
Autor Wiadomość
longinus9


Dołączył: 19 Lut 2009
Posty: 2190
Skąd: Łódź
Wysłany: 16 Wrzesień 2009, 14:38   17 września 1939 [Cytuj]

Polska między historią a geopolityką

Agresja 17 września






O świcie 17 września 1939 r. odwieczny wróg napadł na Polskę. Agresja Rosji zwanej wówczas Związkiem Sowieckim była skoordynowana z agresją Niemiec zwanych wtedy III Rzeszą, które napadły na nas 1 września. Agresja była konsekwencją zawartego w Moskwie traktatu niemiecko-sowieckiego z 23 sierpnia 1939 roku. Już od 1 września trwała współpraca Niemców i Rosjan przeciwko Polsce: sowieckie stacje radiolokacyjne naprowadzały naloty bombowców Luftwaffe na jednostki Wojska Polskiego na wschód od Wisły.

Napad rosyjski był zdradziecki, wiarołomny, bez wypowiedzenia wojny, był dla Polski zabójczym ciosem w plecy. Dlatego jest historycznym fałszerstwem używanie takich eufemizmów jak: "Armia Radziecka przekroczyła granicę polską" albo "Armia Radziecka wkroczyła", albo "Armia Radziecka dokonała inwazji". Nie - nie mówimy przecież, że Wehrmacht wkroczył do Polski, tylko że to Niemcy na Polskę napadły. Tak samo należy określać atak z 17 września: Rosja napadła na Polskę! I nie "radziecka" tylko "sowiecka", bo taka była nazwa tego zbrodniczego, totalitarnego i ludobójczego państwa. Dyktator tego imperium zła Stalin planował likwidację państwa polskiego wspólnie z Leninem jeszcze w listopadzie 1918 roku! Autorem planu agresji z 17 września był marszałek Borys Szaposznikow - szef sowieckiego sztabu generalnego, całością sił dowodził marszałek Woroszyłow, a na Polskę ruszyli najwybitniejsi sowieccy generałowie: Timoszenko, Czujkow, Batow, Kowaliow, Tieliegin. W pierwszym rzucie strategicznym uderzyło na Polskę ponad pół miliona żołnierzy.

Pierwsze uderzenie spadło o trzeciej nad ranem na Podwołoczyska, Czortków, Skałę i Husiatyń. Pułk Korpusu Ochrony Pogranicza (KOP Czortków) był najdalej na wschód wysuniętą placówką obronną Rzeczypospolitej. Nieliczni i słabo uzbrojeni żołnierze dowodzeni przez podpułkownika Marcelego Kotarbę podjęli natychmiast pełną determinacji walkę w obronie napadniętej Ojczyzny. Stawili czoło całemu korpusowi sowieckiemu złożonemu z czołgów i kawalerii. Bohaterstwo tych kilkuset żołnierzy KOP podpułkownika Kotarby porównywalne jest z bohaterstwem żołnierzy majora Sucharskiego broniących Westerplatte. Jeżeli o Westerplatte napisano tysiące publikacji, książek i filmów, to o żołnierzach KOP Czortków nadal trwa zmowa milczenia. Wojsko Polskie podjęło walkę z Armią Czerwoną m.in. w obronie Grodna, Wilna, Podola. Bitwy z rosyjskim najeźdźcą stoczono pod Tomaszowem Lubelskim, pod Szackiem i Wytycznem. Lwów i Brześć oblegali wspólnie Rosjanie i Niemcy. Podobnie pod Kockiem 4 i 5 października grupa operacyjna "Polesie" generała Franciszka Kleeberga stoczyła ostatni bój w obronie Polski otoczona przez dywizje sowieckie i niemieckie. W zdobytych polskich miastach, m.in. w Białymstoku, Brześciu, Przemyślu, oddziały Armii Czerwonej i Wehrmachtu odbywały wspólne defilady. W Krakowie tuż obok siedziby gubernatora Hansa Franka utworzony został konsulat generalny Związku Sowieckiego. To właśnie tutaj NKWD i gestapo wspólnie ustalały szczegóły ludobójstwa niemieckiego i sowieckiego, w tym eksterminację elit polskiej inteligencji. Do niewoli sowieckiej dostało się około ćwierć miliona podoficerów, oficerów i generałów Wojska Polskiego. Oprócz nich Rosjanie zagarnęli ponad 120 tysięcy funkcjonariuszy KOP, policji, straży więziennej, straży leśnej, a także urzędników państwowych, bankowych oraz księży. Spośród nich nad dołami śmierci w Katyniu NKWD zamordowało "tylko" 4600 bezbronnych jeńców - oficerów WP. Prawdziwą liczbę ofiar zbrodni sowieckiego ludobójstwa po 17 września 1939 r. kryją moskiewskie archiwa. I właśnie dlatego Rosjanie konsekwentnie odmawiają nam do nich dostępu.

Stalin chciał podbić całą Europę, a Polska miała być i była jego pierwsza ofiarą. Taka jest prawda, a prawda nie powinna podlegać zgniłym kompromisom politycznym w obawie przed gniewem Kremla. Prawda jest niepodzielna! Rosja sowiecka była państwem ludobójczym, które wymordowało kilkadziesiąt milionów ludzi. To państwo nie bez przyczyny określane było jako "imperium zła", "inny świat", "nieludzka ziemia". To państwo napadło na Polskę 17 września 1939 roku, mając z góry przygotowane i sprecyzowane plany totalitarnego ludobójstwa.

Józef Szaniawski



Nasz Dziennik 2009-09-16
Ostatnio zmieniony przez admin 13 Październik 2009, 12:22, w całości zmieniany 2 razy  
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
longinus9


Dołączył: 19 Lut 2009
Posty: 2190
Skąd: Łódź
Wysłany: 17 Wrzesień 2009, 04:55    [Cytuj]

"Sowiety wkroczyły"



Tomasz Bereza, Mariusz Krzysztofiński



--------------------------------------------------------------------------------



17 września 1939 r. o godzinie 3.00 zastępca ludowego komisarza spraw zagranicznych Związku Sowieckiego Władimir Potiomkin przedstawił polskiemu ambasadorowi w Moskwie Wacławowi Grzybowskiemu notę rządu sowieckiego. Informowano w niej, iż w obliczu "całkowitego rozkładu państwa polskiego" straciły moc układy wiążące ZSRS z Rzeczpospolitą Polską, zaś rząd Związku Sowieckiego, mając na względzie los ludności ukraińskiej i białoruskiej, polecił Armii Czerwonej "przekroczyć granicę i wziąć pod swoją opiekę" powyższe nacje. Oczywiście stwierdzenie to było nieprawdziwe. Wojsko Polskie pomimo licznych strat liczyło jeszcze wówczas około 650 tysięcy żołnierzy. Jedna trzecia terytorium państwa polskiego pozostawała wolna, wciąż przebywały na niej władze państwowe. Pomimo nieprzyjęcia wystosowanej przez Sowietów noty dyplomatycznej niecałą godzinę później Armia Czerwona przekroczyła granicę Polski.



Wieczorem 17 września marszałek Edward Rydz-Śmigły wydał dyrektywę ogólną do walczących oddziałów: "Sowiety wkroczyły. Nakazuję ogólne wycofanie na Rumunię i Węgry najkrótszymi drogami. Z bolszewikami nie walczyć, chyba w razie natarcia z ich strony i próby rozbrojenia oddziałów. Zadanie Warszawy i miast, które miały się bronić przed Niemcami - bez zmian. Miasta, do których podejdą bolszewicy, powinny z nimi pertraktować w sprawie wyjścia garnizonów do Węgier lub Rumunii". Rozkaz ten do dziś wywołuje wśród historyków dyskusje i polemiki.



Karabiny na sznurkach

Wkraczająca na Polski Armia Czerwona liczyła prawie 470 tysięcy żołnierzy. Dysponowała 5 tysiącami czołgów i 3 tysiącami samolotów. Przeciwstawić się jej próbowały głównie placówki Straży Granicznej, oddziały Korpusu Ochrony Pogranicza oraz drugorzutowe oddziały Wojska Polskiego. Oddziały Armii Czerwonej szybko posuwały się w głąb terytorium Polski. 18 września Sowieci zajęli Łuck, dzień później wkroczyli do Wilna, zaś 22 września po ciężkich walkach zdobyli Grodno. Walki regularnych jednostek Wojska Polskiego z Armią Czerwoną trwały jeszcze niemal dwa tygodnie.

Propaganda bolszewicka, opisując działania wojsk ZSRS, przedstawiała je jako "marsz wyzwoleńczy". W myśl instrukcji opracowanych przez pion polityczny Armii Czerwonej, sowiecki żołnierz miał być "żołnierzem-wyzwolicielem", żywym świadectwem rzekomego dobrobytu robotników i chłopów żyjących w "ojczyźnie proletariatu". Postulaty pionu politycznego często jednak pozostawały na papierze. Mieszkańcom wschodniej Polski dane było przyjrzeć się Armii Czerwonej i jej żołnierzom. Świadkom tamtych wydarzeń w pamięci utkwiły nie tylko uzbrojenie i wygląd armii sowieckiej, lecz również zachowanie jej żołnierzy. Z relacji świadków sowieckiej agresji rysuje się obraz czerwonoarmisty jako marnie ubranego w podarty, połatany i postrzępiony płaszcz; uzbrojonego w zawieszony na sznurku karabin. Wkraczające oddziały sowieckiej kawalerii zamiast siodeł miały wypełnione sieczką worki, zaś strzemiona wykonane ze sznurków. Sowieccy żołnierze palili "kryszkę" - grubą sieczkę z łodyg tytoniowych. Andrzej Soroń, który w okresie wojny zamieszkiwał na przysiółku Hrymaki (10 km na północny wschód od Lubaczowa), wspominał: "Armia Czerwona po prostu prezentowała się fatalnie. W ogóle nie można było ich porównywać z Wojskiem Polskim - nawet tymi oddziałami, które skapitulowały tydzień wcześniej pod naszą miejscowością. A przecież polscy żołnierze mieli za sobą trzy tygodnie ciężkich walk i pewnie 400-kilometrowy marsz" ("Lwowskie pod okupacją sowiecką. 1939-1941". Wstęp i redakcja Tomasz Bereza, IPN Rzeszów 2006; z tej publikacji pochodzą kolejne cytowane w artykule relacje). Podobne spostrzeżenia miał Franciszek Haliniak z Horyńca: "Od razu było widać różnicę między nimi a polskim wojskiem czy niemieckimi oddziałami. Wyglądali bardzo marnie, czarne owijacze, ta długa wintowka [karabin] z graniastym sztykiem [bagnetem]".

Oddziały sowieckie dopuściły się licznych samosądów oraz zbrodni wojennych. Szczególnie bezwzględnie traktowano żołnierzy i cywilów biorących udział w walkach z agresorem ze wschodu. Najbardziej znane są wydarzenia w Grodnie, gdzie w odwecie za twardą obronę miasta zamordowano około 300 żołnierzy i cywilów, zazwyczaj kilkunastoletnich chłopców.



Grabili, co mogli

Żołnierze Armii Czerwonej dopuszczali się także licznych dewastacji i grabieży będących zarazem swoistym pokazem siły. W działaniach tych czynnie uczestniczyli wyrażający w ten sposób swoje poparcie i korzystający z poczucia bezkarności miejscowi komuniści - niejednokrotnie żydowskiego bądź ukraińskiego pochodzenia. W kronice katedry przemyskiej obrządku łacińskiego sufragan przemyski ks. bp Wojciech Tomaka tak opisał pierwsze dni po wkroczeniu Sowietów: "Dziś, 28 września po południu, weszły do Przemyśla od strony Lwowa wojska sowieckie i zajęły część miasta z tej strony (południowej) Sanu. Ludność polska została w domach, natomiast Żydzi wyszli tłumnie na ich powitanie. Znalazły się zaraz czerwone sztandary, czerwone gwiazdy. Żydówki młode podawały żołnierzom kwiaty itp. Młodzi Żydzi od razu stanęli do współpracy, najpierw jako przewodnicy do konfiskowania różnych rzeczy, nie tylko w instytucjach różnych, lecz i po domach prywatnych. Mnie zabrano radio. Z kurii i z Akcji Katolickiej] [zabrano] wszystkie maszyny do pisania. Z biura zarządu dóbr biskupstwa zabrali bolszewicy przy pomocy Żydów pieniądze i wiele akt zniszczyli. Wielkiemu zniszczeniu uległa biblioteka Seminarium Duchownego i kapituły. Wiele cennych dzieł spalono w piecach jako opał". Z kolei kronikarz klasztoru Ojców Bernardynów w Sokalu pod datą 13 października zanotował: "O godzinie 9.30 rano przybyło około ośmiu wojskowych sowieckich - do klasztoru i przeglądają cele. Do nich przyłączyły się tłumy mieszkających w klasztorze! Porywają, co mogą: bratu kucharzowi Sebastianowi zabrali sweter! Innym - co się nadarzyło. Oto ludzie. Zaszli do celi o. przełożonego. Tu podobało się komendantowi wszystko: urządzenie, obrazy, pościel, zegar itp. Sprowadzono auto i wywieziono wszystko - z pościelą. Ojciec przełożony usunął się - ponieważ wskazane to było. Potem w kościele był przegląd. Zabrali tu tylko przykrycie czerwone z frędzlami z ołtarzy, świeczniki".



Terror NKWD

28 września 1939 r. w Moskwie podpisany został sowiecko-niemiecki "układ o granicy i przyjaźni", który wprowadzał korektę przebiegu linii granicznej między agresorami. Przypomnieć w tym miejscu należy, że tajny protokół dodatkowy do paktu o nieagresji między Niemcami a Związkiem Sowieckim z 23 sierpnia 1939 r. (pakt Ribbentrop - Mołotow) zakładał, że "w wypadku terytorialno-politycznych przekształceń na obszarach należących do państwa polskiego podział sfer interesów między Niemcami a ZSRS przebiegać będzie wzdłuż linii rzek Narew, Wisła i San". 28 września, w zamian za Lubelszczyznę, Niemcy zrezygnowali z rozciągnięcia swych wpływów na teren Litwy. 4 października ustalono szczegółowy przebieg linii granicznej, która miała przebiegać wzdłuż rzek: Pisa, Narew, Bug, następnie m.in. nurtem Sołokiji, Gnojnika, Przykopy i Przyłubnia do Sanu. W związku z korektą strefy wpływów oddziały Armii Czerwonej zostały zmuszone do opuszczenia terenów Lubelszczyzny w terminie do 12 października 1939 roku. Wycofując się za Bug, zabierały ze sobą zdobycz wojenną oraz jeńców - głównie oficerów, z których większość została w 1940 r. zamordowana strzałem w tył głowy w Lesie Katyńskim lub w kazamatach charkowskiego więzienia. Z Armią Czerwoną odeszła również część sympatyków ustroju komunistycznego, przeważnie przedstawicieli mniejszości narodowych, którzy pod koniec września budowali bramy powitalne i tworzyli na Lubelszczyźnie "Czerwoną Milicję".

17 września 1939 r. wraz z Armią Czerwoną na teren państwa polskiego wkroczyły grupy operacyjne NKWD. Ich celem była instalacja struktur aparatu bezpieczeństwa przy równoczesnym tworzeniu agentury, paraliżowanie wszelkich przejawów oporu wobec władzy sowieckiej oraz oczyszczenie terenu z "wrogiego elementu". Aresztowania osób podejrzewanych o wrogą działalność objęły całość okupowanych terenów. Tylko do 1 października 1939 r. grupy operacyjne NKWD na "Zachodniej Ukrainie" aresztowały 3914 osób. Tak opisywał aresztowania Stanisław Skrzypek, we wrześniu 1939 r. żołnierz Armii "Małopolska", potem działacz Stronnictwa Narodowego we Lwowie, więzień NKWD, wreszcie żołnierz Armii gen. Andersa: "Aresztowania zaczęły się zaraz po wkroczeniu wojsk sowieckich. Początkowo były one nieliczne. Masowy charakter przybrały dopiero gdzieś w połowie października. Przyczyną ich była z jednej strony chęć usunięcia ze społeczeństwa wszystkich tych elementów, które mogły mieć wpływ na społeczeństwo w zbliżających się 'wyborach', z drugiej zaś chęć wydzielenia ze społeczeństwa niebezpiecznych dla nowego porządku grup i jednostek. Aresztowania odbywały się zwykle nocą. Zajeżdżały samochody z funkcjonariuszami NKWD, obstawiano wszystkie bramy domów, po czym dokonywano rewizji i zabierano upatrzone ofiary. Zapewniano przy tym członków rodziny, że zabierają ich mężów, braci, ojców tylko na pół godziny ('połczasa') i że niczego im nie trzeba dawać na drogę, bo zaraz wrócą. Czasami milicja sowiecka chwytała się innych sposobów. Zatrzymywano na ulicach idących parami przechodniów, brano ich pojedynczo do bram i zapytywano, o czym rozmawiali. Gdy relacje się nie pokrywały, następowało aresztowanie. Znany był powszechnie wypadek, że pewnego dnia zarządzono, ażeby wszyscy prokuratorzy i sędziowie Sądu Okręgowego stawili się do normalnej pracy. Dużo naiwnych przyszło. Po rozpoczęciu urzędowania zjawiła się w gmachu milicja i aresztowała wszystkich obecnych. To samo stało się z kierownictwem pierwszej milicji utworzonej zaraz po wejściu wojsk sowieckich. Wezwano ich na odprawę do Kasyna Literackiego przy ul. Akademickiej i tam zaraz po otwarciu posiedzenia wyaresztowano. Z komendantem tej milicji miałem później wątpliwą przyjemność siedzenia przez jakiś czas w jednej celi więziennej".

Rządy wojenne na terytoriach okupowanych przez Sowietów trwały ponad miesiąc. W drugiej połowie października 1939 r. Sowieci zorganizowali "wybory" do tzw. Zgromadzeń Ludowych, które miały "zadecydować" o dalszym losie "wyzwolonych" przez Armię Czerwoną ziem. Wybory były wielką farsą. Zgromadzenia Ludowe Zachodniej Ukrainy i Zachodniej Białorusi zebrały się tylko jeden raz, by skierować do Rady Najwyższej ZSRS prośbę o przyjęcie w skład republik sowieckich. Na przełomie października i listopada 1939 r., łamiąc obowiązujące przepisy prawa międzynarodowego, Rada Najwyższa ZSRS przyłączyła okupowane tereny do Związku Sowieckiego. Tak zwana Zachodnia Ukraina przyłączona została do Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Sowieckiej, zaś tzw. Zachodnia Białoruś do Białoruskiej Socjalistycznej Republiki Sowieckiej. Kresy wschodnie wkroczyły w ponurą noc czerwonej okupacji.





Nasz Dziennik 2009-09-17
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 01 Kwi 2008
Posty: 17446
Skąd: Polska
Wysłany: 17 Wrzesień 2009, 07:19    [Cytuj]

A oto wpis Gaelic04 z ubiegłorocznej rocznicy 17 września zamieszczony na forum GP, który opisuje tu koszmar jaki kresowiacy przeżyli w związku z napaścią CCCP na Polskę. Jest to świadectwo mieszkańca Grodna, które przeżyło w tym dniu ciężkie chwile.

Zresztą przeczytajcie sami :



gaelic04



Dzisiaj kolejna rocznica napaści sowietów na Polskę. Tylko kresowiacy i ich potomkowie znający ten straszliwy dzień z opowieści starszych mogą to odtworzyć, ten horror. dla nich ten dzień był nawet straszliwszym niż 1 września.

Ludzie nie martwią się już o granice! ludzie martwią się o ogniska domowe!

To walka już nie tylko o wolność, ale o ducha!

Bo ludzie na kresach wiedzą i czują kim są sowieci, czym jest bolszewicka Rosją.

Nie ma już administracji, nie ma dowództwa, nie ma armii.

Ale jest dwóch wrogów. Jest broniąca się Warszawa. Walczą nieliczne zgrupowania wojsk polskich na kresach z przeważającą nawałą sowiecką.

Rozpoczyna obronę Grodno. Przez pięć bojowych dni Grodno, cząstka wolnej Polski, której Polacy nie chcą oddać za darmo. Będą jej bronić do końca.

Nieliczne pozostałe w mieście oddziały wojska polskiego. Cywile; mężczyżni, kobiety, studenci, młodzież harcerska i dzieci samorzutnie ale jednomyślnie- wszyscy razem do obrony przed bolszewikiem. Nie było czasu na odpoczynek, na sen! Nie było w sercach trwogi!zwątpienia, skargi. Była za to jedna wspólna wola "Bronimy się"!!! do końca!

Były prezydent Grodna, Roman Sawicki staje na czele obrony. Na jego wezwanie tysiące ludzi z łopatami rusza na kopanie rowów i zapór przeciwczołgowych na wszystkich drogach wiodących do miasta.Nie wiadomo który z wrogów i z której strony uderzy. Sowieci czy Niemcy? Uczniowie zamiast mundurków szkolnych przyodziewają przyduże mundury żołnierskie.

20 września pojawiają się czołgi sowiecki na rogatkach Grodna. Na jednym z nich bukiet kwiatów. Kto go umaił? Na pewno nie powitano go tym bukietem w Grodnie! Pewnie jakiś Cimoszewicz albo inny sprzedawczyk! Obrońcy Grodna mają dla niego pocisk z działka przeciwlotniczego ustawionego do strzelania na wprost. A inni dorzuca kilka butelek z z benzyną! Niestety niem w Grodnie jednolitego dowództwa!Sowieci podciągają artylerię i piechotę, która nie pali się do walk ulicznych. Rosjanie zmieniają więc taktykę, atakują czołgi gdyż krasnoarmiejcy nie palą się do ataków. I otóż na jednych ze stalowych potworów przywiązany do wieżyczki trzynastoletni chłopczyk.

To jeden z bohaterów obrony Grodna; Tadzio Jasiński, półsierota, wychowanek Zakładu Dobroczynności.

Poszedł na bój z czołgami z butelkami z benzyną. Rzucił ale nie potrafił jej zapalić. Wyskoczyli z czołgi tankisty, zbili go i uwiązali do wieżyczki.

Do rannego, umierającego chłopca przyprowadzili matkę, zrozpaczona ale jednocześnie podbudowana czynem synka mówi mu słowa pociechy'" Tadzik, ciesz się! Polska armia wraca!

Nieliczne punkty polskiego oporu milkną stopniowo. Czołgi sowieckie coraz śmielej zapuszczają się w uliczki Grodna.

Z domów wychodzą Zydzi, cieszą się, że widza Rosjan a nie Niemców. Wielu z nich wita tankistów po bolszewicku przez podniesienie ręki z zaciśniętą pięścią.Gdzie oni tego się nauczyli?

Ale kwiatami nikt nie wita.Tylko wiele czerwonej krwi na bruku ulic i krwawa łuna zachodzącego słońca.

Ciemnieje , wielu grodnian wymyka się z miasta, chroni się przed zemstą wroga.

Z chwilą opanowania miasta przez bolszewików rodzi się w pokonanym mieście, wyrodek, bękart, twór sowieckiego piekła i nieodłączny towarzysz komunistycznego systemu DONOS!

To wybitny , najistotniejszy czynnik utrzymywania się komunistów przy władzy przez całe dekady. Donos wyniesiony do najwyższej obywatelskiej cnoty w państwie zbudowanym przez Lenina.

Kim byli donosiciele na kresach? Miejscowi komuniści? Żydzi? Nie! Ani polscy ani białoruscy komuniści ani żydzi nie znali tej instytucji w roku 1939. To sowieccy agenci co przez lat niemal dwadzieścia zaczajeni czekali na ten dzień! Jednak byli oni nieliczni. Dopiero system sowiecki stworzył na tych ziemiach podbitych donosicielstwo na skalę masową. Ludzie o najniższych instynktach ochoczo rzucili się do gwałcenia norm etycznych, religijnych, tradycji. Uzbrojeni w donos stali się orężem administracji sowieckiej.

Biada każdemu krajowi podbitemu przez armię czerwoną! Do pomocy jej stają natychmiast rodzimi, ukryci do tej pory nikczemnicy, ludzkie kreatury, pozbawione czci i wiary. Żądni władzy i bezkarnego, bezgranicznego wyżycia się na niedawnych sąsiadach.

To przymierze szczególne, aczkolwiek typowe dla każdego kraju opanowanego przez Rosjan po roku 1920. To wyzwolona z ludzkich odruchów lokalna bestia spowinowacona z sowietami.

Tak było w Grodnie od 22 września od świtu. Sowieckie oddziały frontowe czekając na prawdziwych władców stalinowskiej Rosji, na oddziały nkwd przekazały na trzy dni miejscowej wszelakiej swołoczy, bandyterii Grodno we władanie. Trzy dni rozstrzeliwań Polaków be z sądu, jak za bunt na froncie. Trzy dni na bezkarne zabijanie, gwąłty i mordy wedle upodobania . "Po uważaniju" jak to nazywali sowieci. Pijana rozbestwiona soldateska wspomagała bandytów.

Mordy odbywają się nie tylko w Grodnie ale w pozostałych małych miasteczkach i wsiach a na pierwszy plan idą nauczyciele, lekarze, inteligencja.Kryminalistom i metom podsuwa się listy.

Po paru dniach wkraczają liczne oddziały nkwd i zaczyna się kolejny etap, tym razem zaplanowanej rozprawy z polskością. Na ulicach rozpasana hałastra. Zaczynają się mitingi

na które spędzają polską ludność. Wszak już 22 pażdziernika 1939...wybory! Potem juz zaczna nad ranem zajeżdżać pod domostwa Polaków ok. tzreciej nad ranem czornyje worony i dalej załadunek na celatniki/ wagony bydlęce/ i na wschód....A o kazamatach w więzieniach nkwd nie wspominająć!

Taki oto obraz z 17 września 1939 r. mam zakodowany o lat moich najmłodszych w pamięci z opowiadań moich pradziadów, dziadków i rodziców.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 01 Kwi 2008
Posty: 17446
Skąd: Polska
Wysłany: 17 Wrzesień 2009, 08:36   Re: Sowiecki nóż w plecy Polsce [Cytuj]

A oto efekt zbrojnej napaści dwóch totalitaryzmów na Polskę we wrześniu 1939 roku :



[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 01 Kwi 2008
Posty: 17446
Skąd: Polska
Wysłany: 17 Wrzesień 2009, 16:37   Re: Sowiecki nóż w plecy Polsce [Cytuj]

http://www.info.wiara.pl/doc/331218.Nozem-w-plecy



Nożem w plecy



Gdyby Polska miała w 1939 roku zmierzyć się z samym tylko Związkiem Sowieckim, raczej znowu by wygrała.



Sowieci mieli co prawda w 1939 roku tysiące czołgów i samolotów, ale nie umieli ich używać. Przede wszystkim dlatego, że Stalin zaledwie dwa lata wcześniej kazał wymordować kilka tysięcy własnych, sowieckich oficerów. Młodzi, którzy ich zastąpili, byli w kwestii wojskowej taktyki całkiem zieloni.



Kiedy 17 września 1939 roku fala 480 tys. żołnierzy sowieckich wlała się do Polski, Wojsko Polskie dostało rozkaz, żeby z nimi nie walczyć. W sytuacji, gdy większość Wojska Polskiego krwawiła na zachodzie w bojach z Niemcami, nieliczni obrońcy Kresów nie mieli żadnych szans na powstrzymanie bolszewików.Czasem jednak dochodziło do lokalnych starć. Oddziały, które podjęły tę beznadziejną walkę, co zaskakujące, czasem odnosiły sukcesy.

Doświadczył tego gen. Władysław Anders. W walkach z Niemcami jego ułanom szło jak po grudzie. Wyrąbywali sobie co prawda wśród Niemców korytarz ku węgierskiej granicy, jednak kosztem sporych strat. Niemieccy oficerowie znali dobrze swoje rzemiosło i nie popełniali głupich taktycznych błędów.



Inaczej było z Armią Czerwoną, która zagrodziła Andersowi drogę pod miastem Sambor. Na kawalerzystów Andersa ruszyły sowieckie czołgi, licząc, że łatwo zgniotą niedobitki polskiej armii. Zahartowani w bojach ułani na zimno otworzyli ogień. Wkrótce aż 18 sowieckich tanków stało w płomieniach. Przed dalszą masakrą uratował Sowietów fakt, że Polakom brakło pocisków do działek. Tylko dlatego Anders rozwiązał formację i kazał przebijać się dalej w małych grupach.



Dość amunicji miał jednak polski Korpus Ochrony Pogranicza pod miasteczkiem Szack, 28 i 29 września 1939 r. Z całego sowieckiego batalionu czołgów, które ruszyły na Polaków, ocalało tam zaledwie trzech rannych żołnierzy. Wtedy do natarcia na Szack ruszyli żołnierze polscy. Wycofała się przed nimi z miasteczka zaskoczona sowiecka 52. Dywizja Strzelecka.

Marna jakość sowieckiego dowodzenia wyszła na jaw przed całym światem trzy miesiące później, kiedy gigantyczny ZSRR uderzył na maleńką Finlandię. Fiński Dawid co prawda nie pokonał sowieckiego Goliata, ale boleśnie go obił podczas „wojny zimowej”. I ocalił swoją niepodległość.



Polsce nie było to dane. Straciliśmy niepodległość. Wiaczesław Mołotow, sowiecki minister spraw zagranicznych, tryumfował, że Polska, ten „pokraczny bękart Traktatu Wersalskiego”, wreszcie znikła. Zarówno Niemcy, jak i Sowieci, uważali Polskę za państwo sezonowe, które nie ma w sobie dość siły, żeby przetrwać. Zwłaszcza w miejscu, które jest bramą między Wschodem a Zachodem.



Na szczęście Polacy nie dali sobie tego wmówić. I wbrew kolejnym wichurom historii, uparcie trzymają się swojego miejsca na mapie.



Przemysław Kucharczak
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
sonia
sonia

Dołączyła: 07 Gru 2008
Posty: 6384
Skąd: z Polski
Wysłany: 23 Wrzesień 2009, 14:44    [Cytuj]

TAK.17 wrzesnia Rosja wbiła nam noż w plecy,podstępnie,obłudnie

i niestety skutecznie a Francja i Anglia

nie ruszyły na pomoc
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 01 Kwi 2008
Posty: 17446
Skąd: Polska
Wysłany: 17 Wrzesień 2010, 08:41   17 września 1939 [Cytuj]

Dzisiaj mija kolejna, 71 już rocznica napaści Sowietów na Polskę, 17 września 1939 roku. Było to podstępne uderzenie nożem w plecy na mocy układu z Niemcami, podczas gdy Polacy bronili się z przeważającymi siłami niemieckimi.

17 września 1939: sowiecka zemsta po 20 latach.

Siedemnastego września Stalin, realizując zapisy traktatu Ribbentrop-Mołotow z 23 sierpnia, wbił desperacko walczącej Polsce nóż w plecy: oddziały sowieckie realizując postanowienia tajnego protokołu i łamiąc polsko-sowiecki pakt o nieagresji przekroczyły granice Rzeczypospolitej zajmując jej wschodnie terytoria.

Tego samego dnia polski prezydent i rząd przeszli granicę z Rumunią. Zgodnie z prawem międzynarodowym na terytorium sojuszniczej Rumunii polskie władze miały zapewnione prawo pobytu i funkcjonowania. Władzom cywilnym towarzyszył marszałek Śmigły – Rydz: naczelny wódz opuścił walczących żołnierzy grzebiąc swą żołnierską sławę i przyszłą karierę polityczną.

Choć po agresji sowieckiej sytuacja stała się beznadziejna, to Wojsko Polskie wciąż walczyło. Do 19 września bronili się odcięci od reszty kraju obrońcy Gdyni, krwawe walki bitwy nad Bzdurą trwały do 20 września, dwa dni później oddziały sowieckie wkroczyły do Lwowa, którego nie zdołali zdobyć Niemcy. Do 27 września trwały walki na Lubelszczyźnie, tego samego dnia uległa sowieckim jednostkom pancernym Podolska Brygada Kawalerii w ciężkich walkach przebijająca się na południe od granicy z Prusami. Dzień później skapitulowała Warszawa, bezlitośnie bombardowana z ziemi i z powietrza, broniona do ostatka przez wojsko i ludność cywilną. Do 2 października walczył Hel. Wtedy też Samodzielna Grupa Operacyjna „Polesie” dowodzona przez generała Franciszka Kleeberga rozpoczęła pod Kockiem ostatnią bitwę kampanii wrześniowej: w czterodniowych walkach zadała ciężkie straty dwom niemieckim dywizjom zmotoryzowanym, by skapitulować 6 października z powodu braku amunicji.

W dniu kapitulacji Warszawy, w Brześciu nad Bugiem odbyła się uroczysta defilada oddziałów obu armii sprzymierzonych w dziele niszczenia Polski. Brzeskiej defiladzie towarzyszyły moskiewskie rozmowy o nowym podziale łupów. Granicę niemiecko-sowiecką przesunięto z Wisły na Bug, a jako rekompensatę ZSRS otrzymał zgodę na zajęcie całej Litwy. Niemniej istotny był podpisany wówczas traktat handlowy: w zamian za dostawy sprzętu wojskowego i amunicji ZSRR miał dostarczać Trzeciej Rzeszy tak bardzo jej potrzebne surowce – głównie ropę naftową i rudę żelaza. Ścisłe kontakty nawiązały również organy bezpieczeństwa obu państw – Gestapo i NKWD – zobowiązując się między innymi do współpracy w zwalczaniu polskiego ruchu oporu.

W pokonanej Polsce najeźdźcy umacniali swoje panowanie. Część podbitych ziem polskich została bezpośrednio włączona do Trzeciej Rzeszy - województwa poznańskie, pomorskie, śląskie, znaczne części łódzkiego i warszawskiego oraz kilka powiatów z województw kieleckiego i krakowskiego. Na pozostałym obszarze utworzono Generalne Gubernatorstwo, gdzie zamierzano osiedlić wszystkich Polaków. Jako „rasa niższa” Polacy mieli stanowić rezerwuar taniej siły roboczej, pracując na potrzeby „rasy panów” i Wielkich Niemiec. Stolicą GG został Kraków, w którym urzędował gubernator Hans Frank, pan życia i śmierci 12 milionów Polaków.

Na ziemiach polskich zajętych przez Związek Sowiecki, Stalin zarządził „wybory” do lokalnych sowietów (rad). Pod lufami karabinów wojsk NKWD (siły zbrojne Ministerstwa Spraw Wewnętrznych) spędzano ludzi do lokali wyborczych, gdzie kazano im głosować na komunistów przysłanych przez Moskwę i - mniej licznych – miejscowych (22 X). Na kartkach wyborczych nie było zresztą innych kandydatów. Wyłonione w tej karykaturze wyborów tak zwane Zgromadzenia Narodowe zachodniej Ukrainy i Białorusi zwróciły się do władz Związku Sowieckiego z gorącą prośbą o przyłączenie ziem dawnej „pańskiej” Polski do ZSRR. Rada Najwyższa ZSRR na prośbę ową wyraziła zgodę (1-2 listopada). Podobnie jak Niemcy, także Rosjanie wprowadzili rządy terroru i planową eksterminację ludności polskiej.

Nota sowiecka, która próbowano wręczyć poskiemu ambasadorowi. Wacław Grzybowski noty nie przyjął.

"Wojna polsko-niemiecka ujawniła wewnętrzne bankructwo państwa polskiego.

W ciągu dziesięciu dni operacji wojennych Polska utraciła wszystkie swoje regiony przemysłowe i ośrodki kulturalne. Warszawa przestała istnieć jako stolica Polski. Rząd polski rozpadł się i nie przejawia żadnych oznak życia.

Oznacza to, iż państwo polskie i jego rząd faktycznie przestały istnieć. Wskutek tego traktaty zawarte między ZSRR a Polską utraciły swą moc. Pozostawiona sobie samej i pozbawiona kierownictwa, Polska stała się wygodnym polem działania dla wszelkich poczynań i prób zaskoczenia, mogących zagrozić ZSRR.

Dlatego też rząd sowiecki, który zachowywał dotąd neutralność, nie może pozostać dłużej neutralnym w obliczu tych faktów. Rząd sowiecki nie może również pozostać obojętnym w chwili, gdy bracia tej samej krwi, Ukraińcy i Białorusini, zamieszkujący na terytorium Polski i pozostawieni swemu losowi, znajdują się bez żadnej obrony.

Biorąc pod uwagę tę sytuację, rząd sowiecki wydał rozkazy naczelnemu dowództwu Armii Czerwonej, aby jej oddziały przekroczyły granicę i wzięły pod obronę życie i mienie ludności zachodniej Ukrainy i zachodniej Białorusi.

Rząd sowiecki zamierza jednocześnie podjąć wszelkie wysiłki, aby uwolnić lud polski od nieszczęsnej wojny, w którą wpędzili go nierozsądni przywódcy, i dać mu możliwość egzystencji w warunkach pokojowych".

Podpisano: komisarz ludowy spraw zagranicznych /-/

WIACZESŁAW MOŁOTOW

Fragment przemówienia Wiaczesława Mołotowa z 31 X 1939 r.

"…ideologię hitleryzmu, jak każdą inną ideologię, można odrzucić lub uznać. To kwestia poglądów politycznych. Ale wszyscy zdają sobie sprawę, że ideologii nie da się zniszczyć siłą, że wojna nie jest odpowiednią metodą unicestwiania ideologii. Dlatego wojna mająca na celu zniszczenie siłą hitleryzmu nie tylko nie ma najmniejszego sensu, ale jest po prostu zbrodnicza"

"Koła rządzące Polski chełpiły się trwałością państwa i potęgą armii. Okazało się, że wystarczyło krótkie natarcie wojsk niemieckich, a następnie Armii Czerwonej, by nic nie pozostało po tym bękarcie traktatu wersalskiego, żyjącym z ucisku niepolskich narodowości."

http://lubczasopismo.salo...ta-po-20-latach
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
KASIA
Huragan Katrina


Dołączyła: 16 Kwi 2007
Posty: 6532
Skąd: Alaska
Wysłany: 17 Wrzesień 2010, 11:13    [Cytuj]

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=5UB1hlbDLuo[/youtube]
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 01 Kwi 2008
Posty: 17446
Skąd: Polska
Wysłany: 18 Wrzesień 2011, 11:04    [Cytuj]

http://bezdekretu.blogspo...9/dwa-gosy.html

DWA GŁOSY
SOBOTA, 17 WRZEŚNIA 2011

Gdy przeczytałem dziś wystąpienie Bronisława Komorowskiego wygłoszone w 72. rocznicę napaści sowieckiej na Polskę, po raz kolejny zrozumiałem, że państwo, którego przedstawicielem jest ten człowiek nigdy nie wyzwoli się ze stanu haniebnego upodlenia.
Każdy, kto poznał dzieje naszego kraju i wie, czym była rozciągająca się nad Polską noc sowieckiej okupacji, musi odczuwać głębokie upokorzenie czytając słowa Komorowskiego. Upokorzenie – ale i gniew, że moi rodacy wybrali prezydentem postać tak niegodną i daleką od rozumienia polskiej historii.
Nie znajduję w języku konwenansów słów dostatecznie mocnych, by wyraziły odrazę wobec wykorzystywania tej daty dla wygłoszenia prostackiej, nacechowanej żałosną próżnością mowy, w której megalomania miesza się z intencją zamazywania prawdy historycznej. Można byłoby pytać: co wspólnego z agresją sowiecką mają opowieści o budowaniu pomników, recenzja marnego filmu Wajdy czy pogadanki o bohaterskich bojach Komorowskiego, okraszone ukraińskimi reminiscencjami? Jaki historyczny przekaz płynie dla Polaków od kogoś, kto nie potrafi nawet nazwać agresora po imieniu i chce w tragicznej dla nas dacie upatrywać „dobry dzień”? Nie zamierzam jednak cytować nawet fragmentów tego wystąpienia, pozostawiając jego lekturę zainteresowanym.

Tak brzmi głos człowieka, którego nie stać na prowadzenie odpowiedzialnej i godnej niepodległego państwa polityki historycznej. Człowieka, który z racji swoich słów i czynów -nie ma moralnego prawa, by stać się reprezentantem narodu zdradzonego o świcie 17 września 1939 roku.

Pamięć o tym dniu, pamięć o milionach ofiar sowieckiego bestialstwa wymaga, żebyśmy dziś właśnie usłyszeli głos człowieka odważnego i dumnego. Kogoś, kto mówił językiem wolnych Polaków i nie kłaniał się kremlowskim satrapom.
Dlatego chcę przypomnieć słowa mojego prezydenta Lecha Kaczyńskiego, wygłoszone 17 września 2009 roku pod warszawskim pomnikiem Poległych i Pomordowanych na Wschodzie:

„Dokładnie siedemdziesiąt lat temu Polska otrzymała cios w plecy. Wojsko Polskie walczyło wtedy w Warszawie, Modlinie, na Helu, w rejonie Lwowa, na Lubelszczyźnie i w wielu innych miejscach naszego kraju; trwała jeszcze bitwa pod Kutnem. Tego dnia około drugiej w nocy ponad sześćsettysięczna armia sowiecka wdarła się w granice Rzeczypospolitej – dokonała aktu agresji; nie było to wkroczenie. O godzinie trzeciej nad ranem polski ambasador został wezwany do sowieckiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, żeby dowiedzieć się, że państwo polskie nie istnieje, a rząd uciekł. W rzeczywistości rząd Rzeczpospolitej urzędował wtedy na jej terytorium.
Doszło do najzwyklejszego aktu agresji – aktu, który był aktem wojennym. Polska stała się ofiarą dwóch agresorów w trakcie, gdy wojna jeszcze trwała. Wiem, że powtarzam to nie po raz pierwszy, ale tę prawdę trzeba choćby i codziennie powtarzać.
Nasza armia w niejednym miejscu stawiała opór sowieckiemu agresorowi. Niektóre z licznych bitew i potyczek zostały przed chwilą przypomniane. Bohaterska była obrona Grodna, bohaterstwo żołnierze polscy wykazali w wielu innych miejscach, chociaż działali bez wyraźnego rozkazu. Po prostu bronili swojej ojczyzny i był to akt spontaniczny i normalny; żołnierze są od tego, żeby ojczyzny bronić.
Wielu z nich, w szczególności wielu oficerów dostało się do niewoli i decyzją z 5 marca 1940 roku, która formalnie była decyzją Biura Politycznego, a w rzeczywistości decyzją Stalina, zostali wymordowani. Jeżeli tego rodzaju akt, dotyczący 30 tysięcy ludzi, nie jest aktem ludobójstwa, to co nim jest? Pytam, bo to zostało w Polsce zakwestionowane, i to nie przez byle kogo. Świetnie rozumiem potrzebę pojednania, ale narody jednać się mogą tylko i wyłącznie w prawdzie, powtarzam: tylko i wyłącznie w prawdzie, szczególnie jeżeli chodzi o duży naród, taki jak polski, i jeszcze większy. Prawda natomiast jest prosta: pakt Ribbentrop-Mołotow, czyli w istocie Hitler-Stalin, to był pakt dwóch wyjątkowo agresywnych imperializmów i totalitaryzmów.
Czy mord katyński był aktem zemsty? Tak, bo jego rzeczywistym motywem był odwet za rok 1920. Czy nie był to akt szowinizmu, wielkoruskiego szowinizmu? Tak, był. Już wtedy, w 1940 roku tak to należało określić. To nie były już lata 20., lecz czasy, gdy ten wielkoruski szowinizm zaczął dominować także w ramach komunizmu. I taka jest prawda – i taką tylko prawdę jesteśmy w stanie przyjąć.
Lata 1939-1941 na terenie, który obejmował więcej niż 50 procent terytorium przedwojennej Drugiej Rzeczypospolitej, to lata nie tylko mordów na oficerach. To także tysiące egzekucji działaczy politycznych, w tym, co ciekawe, i działaczy lewicy, którzy w pierwszej chwili myśleli, że oto nadchodzą dobre czasy; szybko się skończyły, przed sowieckimi plutonami egzekucyjnymi. To niszczenie polskiej inteligencji, to wywiezienie setek tysięcy ludzi do Kazachstanu, na Zabajkale, do republik w północnej Europie, republik autonomicznych. To obozy i śmierć dzieci, kobiet i mężczyzn. Taka jest prawda o tych czasach i jest w naszym interesie, także politycznym, żeby o tym pamiętać – szczególnie wtedy, gdy 1 września, w 70. rocznicę wybuchu II wojny światowej na Westerplatte, w miejscu, które jest symbolem, słyszymy o planie nowej architektury Europy.
Mówiłem przed kilkoma godzinami na zjeździe Polskiego Towarzystwa Historycznego, że miejsce Polski w tej nowej architekturze musi być niezwykle ciasne; z natury rzeczy można powiedzieć. Nie próbujmy się więc w to miejsce wpisywać!
Szukajmy Europy partnerskiej, w której naszemu krajowi należy się miejsce wynikające z jego wielkości i historii. Od historii bowiem nie da się uciec. Nasz świat to – dla dziś żyjących pokoleń – oczywiście przede wszystkim przyszłość, ale jej nie da się oddzielić od przeszłości.
Pojednanie w Europie, rozumianej w tym momencie szeroko, jest potrzebne. Ale podstawą tego pojednania musi być niejednokrotnie twarda prawda. Powtarzam raz jeszcze: Polska nie ma powodów do odrabiania lekcji pokory. Polska zachowała się tak, jak należało się zachować. Niech lekcję pokory odrabiają ci, którym niejedna taka lekcja się należy. W imię czego? Właśnie w imię przyszłości”.

linki:
wystąpienie Bronisława Komorowskiego:
http://www.prezydent.pl/a...-na-polska.html
(strona usunięta - nic dziwnego, bo wstyd)

wystąpienie Lecha Kaczyńskiego:
http://www.prezydent.pl/a...schodzie,1.html
(strona jest - nic dziwnego, bo przynosi chlubę mówcy)
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 01 Kwi 2008
Posty: 17446
Skąd: Polska
Wysłany: 17 Wrzesień 2014, 11:00    [Cytuj]

75. rocznica sowieckiej agresji na Polskę



Pomiędzy 2 a 3 w nocy polski ambasador w Moskwie został wezwany do Komisariatu Spraw Zagranicznych. O świcie 17 września jednostki Armii Czerwonej uderzyły na Polskę realizując tajne porozumienie zawarte między Moskwą a Berlinem.

Rosjanie zgromadzili nad granicą Rzeczpospolitej siły, które pod względem uzbrojenia znacznie przekraczały niemieckie. Prowadzone przez czerwonoarmistów działania zostały zaplanowane jako część regularnej operacji wojennej z udziałem jednostek pancernych i lotnictwa.

Rosjanie próbowali uniemożliwić ewakuację polskich jednostek, zarządzoną przez dowództwo. Między 18 a 19 września trwały ciężkie walki o Wilno, między 20 a 21 o Grodno. Rosjanie, chcąc złamać opór obrońców, posuwali się do wykorzystania jeńców jako żywych tarcz.

W dniach 29-30 września polskie wojsko pod dowództwem gen. Wilhelma Orlika-Rückemanna rozbiły Rosjan w bitwie pod Szackiem. Samodzielna Grupa Operacyjna „Polesie” stoczyła zwycięskie starcia z agresorem pod Jabłonią i Milanowem.

Na terytoriach zajętych przez Rosjan dochodziło do morderstw, grabieży i gwałtów. Ofiarami prześladowań stali się urzędnicy, katoliccy duchowni, leśnicy, inteligencja, ziemiaństwo i bogatsi chłopi. Walkę z sowietami kontynuowała polska partyzantka.

mat
http://www.pch24.pl

Aby ustawić sprawy we właściwej proporcji, przypomnijmy:
Liczba ofiar Sowietów – to około 150 tysięcy.
Liczba ofiar niemieckich – to około 5 470 000-5 670 000 Polaków i Żydów – obywateli polskich.

Niemcy w sposób masowy i systematyczny mordowali całe narody (Żydów i Cyganów wręcz na skalę przemysłową), Sowieci zaś nie podejmowali się planowej eksterminacji całych narodowości (wyjątek zrobiono dla polskich elit), a skala ofiar była spowodowana bardziej warunkami życia będącymi konsekwencją represji.

Zobacz więcej:
http://marucha.wordpress....ema-okupacjami/

Oryginalny wpis na Marucha: http://marucha.wordpress....esji-na-polske/

http://niezaleznemediapod...lske/#more-6988
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 01 Kwi 2008
Posty: 17446
Skąd: Polska
Wysłany: 17 Wrzesień 2014, 19:28    [Cytuj]

Koniec świata 17 września. Wkroczenie Armii Czerwonej do Lwowa

Jak wyglądało wkroczenie Armii Czerwonej do Lwowa we wrześniu 1939 r. i początek sowieckiej okupacji tego miasta - wspomina Adam Macedoński, artysta plastyk, twórca Instytutu Katyńskiego w Polsce.

"Był świadkiem wkroczenia Sowietów na polską ziemię. Doświadczył dziesiątków lat czerwonej niewoli. Walczył o prawdę o Zbrodni Katyńskiej. 10 kwietnia 2010 roku z powodu chwilowej choroby nie poleciał do Smoleńska" - taką zapowiedzią zaczyna się wywiad rzeka Anny Zechenter z Adamem Macedońskim, opublikowany przez krakowskie Wydawnictwo AA w książce "Pod czerwoną okupacją". Przedstawiamy jej fragmenty.

Ostatnie wakacje

Anna Zechenter: Przeżył Pan, jako dziecko, koniec, upadek swojego świata, bo urodził się Pan przecież i dorastał w polskim Lwowie. We wrześniu 1939 roku najpierw uderzyły na Polskę Niemcy, a 17 września Kresy Wschodnie zajęli Sowieci. Do Lwowa weszli kilka dni później, 22 września...

Adam Macedoński: Trudno uwierzyć, jak nagle się nam całe życie rozpadło. Jeszcze parę miesięcy wcześniej byłem z moją siostrą Wandą u wuja Józefa Grabca, brata matki, w Berezowicy Wielkiej na wakacjach, jeszcze pływałem w Serecie, jeszcze piekłem kukurydzę z miejscowymi ukraińskimi dziećmi, z którymi się dobrze dogadywałem, bo w szkole we Lwowie uczyli nas ukraińskiego - takie były przepisy na terenach, gdzie mieszkali Rusini. Ponieważ brat matki ożenił się z Ukrainką, więc kuzynki z Berezowicy były z pochodzenia półkrwi Ukrainkami, o czym później nie chciały nawet pamiętać, bo się napatrzyły na straszne rzezie na Polakach - w latach 1943 i 1944 Ukraińcy wymordowali tamtejszych mieszkańców. Wolały więc zapomnieć o swoich ukraińskich korzeniach.

Te ostatnie wakacje na Kresach, takie beztroskie, w sielankowym świecie... My, dzieci, nie przeczuwaliśmy nadciągającej apokalipsy. Dom wujostwa - lepiankę z klepiskiem - otaczały drzewa owocowe, skakaliśmy na słomę w stodole, goniliśmy się po ścierniskach. Strasznie kłuło mnie w nogi, więc kuzynki się przekomarzały po ukraińsku: "Na czym stoisz? Na bodiaku. A czoho tebe ne kołe? Bo ja w chodaku! (Na czym stoisz? Na bodziaku. A dlaczego cię nie kole? Bo ja w chodakach). Chodziliśmy nad Seret, rzeka miała piaszczyste dno, czyściutkie, wodę przejrzystą z mnóstwem ryb. Ukrainki pływały w koszulach, które nadymały się jak balony, a mężczyźni w długich kalesonach z troczkami.

Czaban - tak Rusini mówili na pastucha - nauczył mnie piec kukurydzę nad ogniskiem rozniecanym z krowiego łajna, bo drewna tam brakowało. Pokazywał mi, jak jeździć na koniu bez siodła, raz mi dał do picia horiłku - gorzałkę, po której strasznie mi się kręciło w głowie. (...)

Wróciliśmy z końcem lata 1939 do Lwowa. Rok wcześniej kupiliśmy mieszkanie w świetnym miejscu na Łyczakowie, obok Parku Głowackiego i cmentarza Łyczakowskiego: dwa pokoje z kuchnią, z łazienką, na pierwszym piętrze, z oknami na Łyczakowską. Kiedy się tam przeprowadziliśmy w 1938 roku, szedłem właśnie do drugiej klasy w szkole im. Szymona Zimorowica przy ulicy Zimorowica, słynnego poety barokowego.

"Wojna, wojna!"

Nagle słyszymy w radiu, że wybuchła wojna. Wyły syreny, ponieważ Niemcy atakowali Lwów już pierwszego dnia z powietrza. Poszedłem do mojej szkoły podstawowej przy Zimorowica, żeby się zapisać do trzeciej klasy, ale tam nam powiedzieli, że nie będzie lekcji. Pamiętam, z jaką radością biegłem z kolegami do domu, wołając: "wojna, wojna!".

Myśmy się strasznie cieszyli, bo byliśmy wychowani w micie zwycięstwa. Pierwsza wojna, o którą się Polacy modlili, dała nam niepodległe państwo. Uczyłem się piosenek: "Nasze małe żołnierzyki na placówkach stoją / i śpiewają bolszewikom, / że się ich nie boją. / Nic a nic". Kształtowało nas pokolenie, które przeżyło i odrodzenie Polski, i rok 1920. Znajomy mojego ojca był w Rosji podczas przewrotu bolszewickiego, opowiadał o okrucieństwach komunizmu.

Ciągle się wspominało Orlęta Lwowskie - młodych obrońców polskiego Lwowa z czasów wojny polsko-ukraińskiej 1918-1919 i polsko-bolszewickiej z 1920 roku. Dzieci walczyły wtedy o miasto na wszystkich ulicach, do boju szły całe szkolne klasy, całe podwórka. Najmłodszy obrońca miał dziewięć lat, czterdziestu - od dziesięciu do dwunastu lat, ponad siedemdziesięciu - po trzynaście, ponad stu - po czternaście. Piętnasto- i szesnastolatków było ponad tysiąc. Dorośli nam opowiadali o czternastoletnim Jurku Bitschanie, że walczył w pierwszym szeregu, że zginął na cmentarzu Łyczakowskim, tuż przed nadejściem odsieczy dla Lwowa.

Myśleliśmy z kolegami, że teraz my będziemy dokonywać bohaterskich czynów. Przecież znów jest wojna, więc dostaniemy karabiny i pójdziemy bronić Lwowa - jak nasi ojcowie - i zwyciężymy, oczywiście.

Ponieważ miasto było bombardowane, wszystkie okna trzeba było zaklejać taśmami na krzyż, żeby szyby nie popękały. Kiedy bomby spadały, myśmy gonili po podwórkach i ulicach, a rodzice za nami, żeby nas zapędzić do domu. Ilekroć zaczynał się nalot, biło się młotkiem w szyny kolejowe - dźwięk niósł się daleko.

Pewnego razu podczas nalotu wszyscy z naszego domu zbiegli do piwnicy. Jedna z bomb spadła na stację kolejową Łyczaków, niedaleko szkoły - wszystkie świece w piwnicy zgasły od podmuchu. Wtedy pierwszy raz z innymi dziećmi doświadczyliśmy, co znaczy strach. Kiedy światło zgasło, wszystko zaczęło się chwiać w posadach, jakby dom miał runąć. I węgiel przesypywał się spod jednej ściany pod drugą. Starsi w pierwszym odruchu uciekli do wyjścia, a my zostaliśmy, bo się baliśmy w tych ciemnościach ruszyć z miejsca, tylko wrzeszczeliśmy. Dorośli od razu połapali dzieci i wynieśli. Wszyscy dosłownie płakaliśmy ze szczęścia, że nas nie zasypało. Wtedy po raz pierwszy doświadczyłem, jak potężny może być strach - i instynkt życia. Przecież dorośli w pierwszym odruchu pobiegli do wyjścia, dopiero po sekundzie się zreflektowali i po nas zawrócili.

Mój ojciec w tym czasie dowoził żywność na linię frontu - przecież Lwów bronił się prawie tak długo, jak Warszawa, do 21 września. Zawsze wracał do domu spocony, bo było gorąco, golił się, zmieniał koszulę i znowu jechał. A raz się rozpłakał. Mama pyta, co się stało, więc ojciec wydusił z siebie przez łzy, że taka piękna młodziutka dziewczyna, może szesnastoletnia gimnazjalistka, została ranna w okopie. Kula trafiła ją w ramię. Ojciec chciał ją odwieźć do szpitala, a ona mu powiedziała, że to nic, że drugą ręką będzie strzelać.

Najgorszy był ten smród

W różnych wspomnieniach z 1939 roku moment wkroczenia Sowietów na ziemie polskie, zgodnie z niemiecko-sowieckim paktem Ribbentrop-Mołotow z 23 sierpnia 1939 roku, którym obaj najeźdźcy podzielili zawczasu Polskę między siebie, przedstawiany jest jak wtargnięcie Azjatów - dzikich i przerażających. Pamięta Pan czerwonoarmistów?

- Tamte wrażenia wryły mi się głęboko w pamięć. Kiedy Rosjanie weszli do Lwowa, to najgorszy był ten smród, który ze sobą przynieśli - straszny. Lwów jest pięknie położony na wzgórzach. Wszędzie ciągnęły się parki, ogrody, pełno kwiatów, krzewy bzu, kasztany jadalne. Miasto trochę zbliżone stylem życia do śródziemnomorskiego, bo codziennie było corso, wszyscy elegancko ubrani, spacerowali, spotykali się, kłaniali, zawierali znajomości, okazywali sobie wzajemny szacunek, prowadzili pogawędki

I nagle ten odór nadciągnął, taki straszny smród. Bolszewicy, którzy weszli, nie wyglądali jak armia - to była horda biedaków i żebraków, a do tego brudnych dzikusów. Płaszcze mieli postrzępione, niektórzy nosili takie długie, że po ziemi się za nimi wlokły, i szmaciane szpiczaste czapki. Nogi poowijane szmatami, niejeden szedł boso. I wszyscy byli strasznie niscy. Pamiętam taką scenę: moja matka patrzy przez okno, bo strzegła domu dzień i noc, spogląda więc przez firankę - bo ta dzicz strzelała w okna, jak tylko kogoś zauważyli - i nagle wykrzykuje do nas: "O Boże, to oni dzieci do wojska biorą!". Bo wszyscy bolszewicy byli uderzająco mali.
Zapamiętałem wygłodzoną hordę przeważnie skośnookich, bardzo niskich i chudych, zwyrodniałych pod względem fizycznym. Oszpeceni chorobami, niejednemu brakowało oka, albo nos miał całkiem zniekształcony, bo wśród nich panował syfilis. Śmierdzieli potem, rzygowinami - przecież pili wódkę z aluminiowych manierek. Jakie to jest szkodliwe: aluminium ze spirytusem! Nie mieli co jeść, tylko pili, więc z głodu zabierali dzieciom kanapki.

Tymczasem nadszedł dzień świętego Mikołaja, w szkole już nie było polskich nauczycieli - pamiętam Ukrainkę spod Winnicy, panią Tuszyńską, która znała polski i nas uczyła. "Dzieci, jaki mamy dzisiaj dzień?" - pyta 6 grudnia 1939 roku. "Świętego Mikołaja, proszę pani" - odpowiadamy chórem i z radością, bo spodziewaliśmy się, że coś dostaniemy. "A dlaczego się tak cieszycie?" - ciągnie Tuszyńska. "No bo święty Mikołaj przynosi podarunki" - my na to. A ona: "Dał wam już dzisiaj coś Mikołaj?", "Jeszcze nie proszę pani, jeszcze nie!". "To pomódlcie się do niego - mówi ona. - Może wam coś da". Nie bardzo wiedzieliśmy, o co jej chodzi i jak się mamy modlić. "Mówcie tak - pouczyła nas poważnie Tuszyńska - Kochany święty Mikołaju, daj nam prezent. Powtarzajcie tak, aż przyjdzie z prezentami". Byliśmy pewni, że przyjdzie - jak co roku - ktoś w przebraniu świętego Mikołaja i coś dostaniemy. No to zaczynamy: "Kochany święty Mikołaju, prosimy, podaruj nam coś ładnego". A tu nic. To my jeszcze raz: "Święty Mikołaju, przyjdź do nas!" - "No i co - triumfuje pani Tuszyńska. - Gdzie jest wasz Mikołaj?". "Nie wiemy" - byliśmy trochę zdezorientowani. "No to teraz spróbujcie poprosić: Kochany bat’ko Stalinie, daj prezenty". Połapaliśmy się natychmiast, jak to dzieci, o co chodzi i wołamy chórem "bat’kę Stalina". Drzwi się otwierają, wchodzi Sowiet w mundurze enkawudzisty, z czerwonym otokiem na czapce, wygolony i wyperfumowany tak, że w całej klasie perfumami zapachniało. Za nim dwóch sołdatów wnosi olbrzymi kosz, pełen czekoladek z krakowskich zakładów Adama Piaseckiego, także z lwowskiej firmy Parowa Fabryka Cukrów i Czekolady HAZET. Wszystko polskie, kradzione. A do tego czerwone chorągiewki.

Rodzice nie musieli dzieciom tłumaczyć, że to propaganda..

- Nie, nie. Przecież myśmy w tym wszystkim żyli, nikt nam nie musiał niczego tłumaczyć - pamiętaliśmy życie sprzed wejścia Sowietów. Rodzice ostrzegali nas: "Uważajcie, żeby was nie zabili, nie okradli, nie wychodźcie sami daleko od domu". (...)

We wrześniu 1939 roku Sowieci rozwiesili ogłoszenia, żeby wszyscy policjanci i urzędnicy policyjni zgłosili się na Zieloną Rogatkę, gdzie dostaną pracę i nowe dokumenty. Mój ojciec postanowił tam pójść, ale po drodze rozglądał się, czy nie ma jakiejś pułapki. No i zauważył, że ulica, która tam prowadziła, była zastawiona, ślepa, bez odwrotu, a za parkanami z obu stron dojrzał poukrywane stanowiska karabinów maszynowych. Odskoczył gdzieś w bok przez płot i udało mu się zawiadomić kolegów, żeby tam nie szli. Ale niektórzy jego znajomi zginęli. Tych, co przyszli, Sowieci rozstrzelali na miejscu. Od tego czasu ojciec się ukrywał.

-------------------------------------------

Fragmenty rozmowy Anny Zechenter z Adamem Macedońskim. "Pod czerwoną okupacją", Wydawnictwo AA, Kraków 201

Tytuł i śródtytuły pochodzą od redakcji serwisu Nowa Historia

http://nowahistoria.inter...wow,nId,1054505
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Coltrane


Dołączył: 01 Kwi 2008
Posty: 17446
Skąd: Polska
Wysłany: 19 Wrzesień 2014, 15:34    [Cytuj]

Różna pamięć

Historia warta przypomnienia. Nadesłał: Ryszard Wiszowaty.

…Współpraca Żydów z Sowietami, nazywana przez Polaków po prostu kolaboracją, była faktem, a nie mitem opartym na stereotypie żydokomuny i rzekomym poczuciu winy Polaków za ich udział w Holokauście. Z drugiej strony, według autora, najważniejszą przyczyną samosądów dokonywanych przez Polaków na Żydach, były właśnie wydarzenia okupacji sowieckiej. Była to więc ze strony Polaków odpowiedź na prawdziwą czy też wyimaginowaną współpracę z bolszewikami…

Tło historyczne po 17 IX 1939:


„RAPORT RTM. RYSZARDA WISZOWATEGO Z WALK DOWODZONEJ PRZEZ NIEGO GRUPY KAWALERII WE WRZEŚNIU 1939 R.”

Dnia 15. IX. 39 o godzinie 21-szej otrzymałem rozkaz od Dowódcy obrony rejonu Wołkowysk generała Przeździeckiego objęcia dowództwa nad 5 szwadronami marszowymi ośrodka kaw. Białystok plus bateria art. konnej jako szwadron 6-ty, gdyż sprzętu nie posiadała. Szwadrony te (1 szw. 1 p. uł. 1 szw. 2 p.uł.2 szw.10 p.uł i 1 szw. 9 p. s. k., którego w m. nie odnalazłem i który nie odnalazł się aż do końca wojny) stacjonowały w rej. Bobrowniki, 30 km. od Wołkowyska w kierunku na Białystok. Po objęciu dowództwa miałem do wykonania następujące zadanie: posunąć się na Białystok, przedrzeć się na tył nieprzyjaciela (Niemcy) i prowadzić walkę dywersyjną.

Dnia 16 IX wieczorem, kiedy pułk był już w marszu a patrole osiągnęły linię rzeki Płaski (25 km od Białegostoku), otrzymałem przez łącznika motocyklistę nowy rozkaz, który mi nakazywał marsz powrotny natychmiast przez Wołkowysk do Zaniemańska, gdzie nastąpi koncentracja wszystkich oddziałów kawalerii grupy obrony Rej. Wołkowysk (101 p. uł, 102 i 110). Natychmiast zarządziłem odwrót i nad ranem dnia 19 IX osiągnąłem Zaniemeńsk (nad Niemnem koło Mostów). Żadnych oddziałów w Zaniemeńsku już nie złapałem, lecz jeden z moich oficerów (por. Wasilewski 10 p. uł.) który został wysłany przeze mnie naprzód i tam się znajdował, poinformował mnie, że cała kawaleria poszła na Lidę. Zarządziłem odpoczynek, sam zaś udałem się do telefonu z zamiarem zebrania wiadomości (o tym, że bolszewicy przekroczyli naszą granicę, wiedziałem już od dn. 17-go).

Połączyłem się z Wołkowyskiem, tam urzędował już miejscowy komitet bolszewicki. Dzwonię na Lidy – powiedziano mi na poczcie, że cały garnizon Lidzki został zdemobilizowany i wojska żadnego tam nie ma. Nie chciało mi się w to wierzyć, lecz po południu tego samego dnia przekonałem się, że mówiono mi prawdę: masy żołnierzy bez broni zaczęły przechodzić most w Zaniemeńsku w kierunku Lidy. Zatrzymywałem, pytałem – wszyscy w jeden głos twierdzili, że zostali zwolnieni do domu, że ich dowódcy mówili, że wojny już nie ma, niektórzy byli już nawet zaopatrzeni w karty zwolnienia (coś w rodzaju przepustki z pieczęcią okrągłą garnizonu Lida).

Tego samego dnia udało mi się połączyć z Grodnem o godzinie 15-tej. Płk. Adamowicz komendant miasta poinformował mnie, że wszystkie oddziały ściągają do Grodna dokąd przybył już gen. Przeździecki i że Grodno będzie bronione, powiedział mi przy tym, że wieś Dubno (po drodze do Grodna) zajęta przez bolszewików, a w Skidlu (na trakcie Zaniemeńsk Grodno) znajduje się kilkunastu naszych oficerów na czele z płk. Szafranowskim, więzionych przez miejscowy Komitet bolszewicki i że Skidel obsadzony przez miejscowe bandy dywersantów.

O godz. 17-tej byłem już w marszu na Skidel. Jeszcze w Zaniemeńsku zabrałem ze sobą tabory (około 800 wozów) kwatery Głównej Dok. III pod dowództwem mjr. Korczyńskiego który prosił o wzięcie go pod opiekę. 6 km od Zaniemeńska we wsi Dubno dostałem ognia z kb. Szwadron straży przedniej zlikwidował ten incydent bardzo szybko. Bez dalszych przeszkód osiągnąłem Skidel o godz, 1-szej dnia 20 IX. Środek miasta był spalony, kilka domów w dalszych punktach było jeszcze w ogniu. Dowiedziałem się od ludności, że dnia poprzedniego wieczorem był tu jakiś oddział piechoty, odebrał uwięzionych oficerów, podpalił miasto i odszedł w niewiadomym kierunku. Zakwaterowałem pułk w najbliższych wsiach, sam z dwoma szwadronami stanąłem w Skidlu. Udałem się na centralę telefoniczną, by połączyć się z Grodnem, dostałem połączenie ze sztabem grupy, który stacjonował na dworcu kolejowym; nakazano mi maszerować do Grodna, Udałem się na kwaterę, by przygotować odpowiednie rozkazy, gdy o godzinie 4-ej zostałem wezwany do telefonu.

Mosty zawiadomiły mnie, że w Wołkowysku i Mostach są już oddziały bolszewickie – piechota i dużo czołgów, które mają natychmiast wyruszyć na Grodno. Zawiadomiłem dowództwo grupy w Grodnie, na co dostałem rozkaz utrzymania Skidla jak najdłużej, by dać czas na zorganizowanie Grodna. Prosiłem, by mi przysłano pomoc w postaci chociażby jednego działa, benzyny i amunicji p-panc, której miałem niewiele. Odpowiedział mi oficer sztabu grupy rtm. dypl. Łubiański, że wszystko to natychmiast wysyłają. Wydałem rozkazy do obrony około godz. 7-ej, gdy szwadrony zajęły wyznaczone im stanowiska rozległy się strzały w mieście.

Por. Wasilewski, który był przeznaczony do utrzymania porządku w mieście, zameldował mi, że strzela ludność cywilna do naszych żołnierzy – nakazałem wyłapywać takich i strzelać na miejscu. W ten sposób miasto zostało opanowane i porządek utrzymany. Około godz. 10-ej pokazały się czołgi bolszewickie w liczbie 14-cie – 6 dużych i 8 mniejszych, za nimi pokazał [się] nieduży oddział piechoty w sile około jednego plutonu. Zaczęła się walka, która trwała do godz. 18-tej. Czołgi wedrzeć się do miasta nie mogły, gdyż mostki na rzece przed miastem zostały podpalone – jedyne przejście było szosą z prawego skrzydła, którego broniła bateria dywizjonu artylerii konnej (szwadron 6-ty).

Piechota nie ruszała się wcale. Czołgi, co podchodziły bliżej, obrzucane granatami cofały się, powtarzając ten manewr po kilkadziesiąt razy, dwa czołgi mniejsze zostały na polu unieruchomione. Dopiero około godz.14-ej pękło mi prawe skrzydło, gdyż por. Liszewski został zabity, a szwadron jego pozostawił pole walki zupełnie. Czołgi wdarły się do miasta, za nimi piechota i dużo osób cywilnych z karabinami (Żydzi i chłopi), wycofałem się również do miasta, gdzie zaczęła się walka uliczna.

Żołnierze nie wytrzymują i zaczynają uciekać, gdyż ogień mają ze wszystkich stron z działek karabinów maszynowych i k.b., zostaje zabity ppor. Lisowski z 10 pułku. Por. Wasilewskiemu rannemu w nogę kazałem jeszcze przedtem się wycofać do Grodna. Ułanów zabitych liczę już ze 20-tu. Poszczególni dowódcy meldują brak amunicji – każę im wycofywać się.

W końcowej fazie walki zostaje zabity por. Krygier z 10 pułku i ciężko ranny por.Młynarski z 3 pułku (zmarł).

Na rynku w mieście pozostały 4 czołgi unieruchomione. Około godz. 18-ej pozostaje przy mnie 18-tu ludzi wraz z oficerami (ppor. Kretkowski z 2 pułku. ppor. Henoch z 21 pułku, pchor. Skolimowski z 10 pułku) i podoficerami. Zabierając rannych opuszczamy Skidel. Obiecana pomoc z Grodna nie nadeszła. Sam zostałem lekko ranny w rękę i nogę. O godz. 4-ej dnia 21. IX. Dotarłem do Grodna i zameldowałem się u dowódcy grupy gen. Przeździeckiego, który mi kazał pozbierać swój oddział i odejść do wsi Grandzicze na odpoczynek.

Przy dworcu kolejowym znalazłem koniowodnych szw. 1 pułku i 2 Pułku, ludzie ciągle dochodzili. [...]

Grodno przeładowane wojskiem i policją: oddziały maszerują ulicami w różnych kierunkach. Zaczynają padać strzały z okien i dachów. Na ulicy Orzechowej odezwał się z któregoś dachu karabin maszynowy.

Ludność miejscowa (Żydzi) strzela do naszych: bolszewicy są już pod miastem i kryją artylerię. Policja i cała masa koniowodnych opuszcza miasto. Na przedpolu walczy kawaleria spieszona, która opuszcza miasto około godz. 14-ej i kieruje się na Grandzicze. Grodno zostaje oddane. W tym samym czasie wszystkie tabory i koniowodni znajdują pomiędzy wzgórzami na polach przed Grandziczami. Bolszewicy przenoszą tam ogień artyleryjski. Powstaje nieopisany zamęt, wszystko rozlatuje się w różnych kierunkach [...].”

„RELACJA INŻ. GRAŻYNY LIPIŃSKIEJ, óWCZESNEJ DYREKTORKI ZESPOŁU SZKóŁ ZAWODOWYCH,
Z OBRONY GRODNA WE WRZEŚNIU 1939 R.„

Na czele obrony miasta staje stary jego wiceprezydent, Roman Sawicki.

Pierwszym naszym odruchem jest kopanie okopów i zapór przeciwczołgowych. Na zew megafonu zbierają się tysiączne rzesze ludzi z łopatami. Kopiemy rowy i robimy zapory na wszystkich możliwych drogach wiodących do miasta.

Nie mamy przecież wywiadu, nie wiemy, z jakiej strony i który z dwu wrogów na nas uderzy. Kopiemy także w mieście, wznosimy barykady na ulicach, balami zastawiamy oba mosty.

Tonący chwyta się słomki. Taką słomką, która długo nie krusząc się wyciągnęła nas z otchłani rozpaczy, był zasłyszany rano 18 września komunikat radiowy, nie wiadomo skąd pochodzący.

Jakiś amator-krótkofalowiec, pocieszyciel, prorok czy szaleniec, podał „komunikat prasowy” z oszałamiającymi wiadomościami, że „Niemcy są osaczone, bo po kolei wypowiadają im wojnę wszystkie państwa Europy i Ameryki, że Rosja pod presją całego świata jest zmuszona wycofać natychmiast swe wojska z Polski”.

Wiadomość ta wydaje nam się cudem, ale że tylko cud ocalić nas może, wierzymy. ów zasłyszany przez wielu komunikat radiowy zostaje natychmiast ogłoszony przez megafon na placu Batorego, tak jak i poprzednie zawiadomienia i rozkazy.

Rozbrzmiewa też rozkaz Sawickiego, żeby ochotnicy zgłaszali się do Rady Miejskiej po zaświadczenia i brali karabiny i naboje z koszar. Przed Radą Miejską kilka stolików, przy nich dziewczęta zapisujące ochotników, przed stołami długie kolejki zgłaszających się. Nie tylko mieszczanie chwytają za broń, bo również przyjeżdża rowerami lub furmankami młodzież z pobliskich wsi.

Ktoś mi mówi, że Żydzi, którzy do tej pory trzymali się na uboczu rozdrapują z koszar broń. Zaniepokojona tym udaję się do koszar i przychodzę właśnie w tej chwili, kiedy zajeżdża ciężarówka pełna młodzieży żydowskiej. Wszyscy Żydzi mają na rękach biało-czerwone wstążki, a zasugerowany tym jakiś naiwny kapitan rozdaje im karabiny i naboje. Wrzeszczę na niego: – Mamy już Niemców i Moskali, I pan jeszcze Żydów na nas zbroi! Za chwilę otrzymuje on telefon od Sawickiego, że broń może wydawać tylko okazicielom zaświadczeń Kady Miejskiej.

Sawicki przez megafony wzywa niepowołanych do natychmiastowego oddawania zabranej broni. Za niespełnienie rozkazu – kara śmierci. Skutek jest dobry, bo wielu zalęknionych Żydów i wielu lojalnych odnosi karabiny. Czynią to jednak nie wszyscy. Zatrzymują broń ci zorganizowani, którzy wiedzą więcej od nas i spodziewają się bolszewików, a nie Niemców.

Zarządzone są rewizje w podejrzanych domach. Z obydwu stron padają strzały – na szczęście nieliczne i zdaje się, że bez ofiar. Żadnych wyroków śmierci nie było, chociaż Żydzi będą potem szeroko głosić, że dwóch Żydów zginęło. O zabiciu Polaków nikt nie głosi – w następnych paru dniach zginie ich olbrzymia, niewiadoma i przez nikogo nie liczona masa.

Lekarz-Żyd – nie przejmuje się na razie rannym krasnoarmiejcem. Zapatrzony w młodych podoficerów pyta, czy nie potrzeba im czego, ładuje ich kieszenie papierosami, szczęka mu drga, płacze nad nimi, może za nimi.”

A tak przedstawiono rzeczywistość w jedynej możliwej obowiązującej wersji, bolszewickiej, którą w następnych latach powielali…Żydzi (sic!):

„O POGROMIE ŻYDOWSKIM W GRODNIE„

RAPORT PROKURATORA OBWODU BIAŁOSTOCKIEGO
DLA I SEKRETARZA KOMITETU OBWODOWEGO KP(B)B W BIAŁYMSTOKU IGAJEWA
DOTYCZĄCY ZAJŚĆ W GRODNIE Z 18-21 WRZEŚNIA 1939 R.

W sprawie pogromu żydowskiego w Grodnie w drugiej połowie września 1939 przed wkroczeniem do miasta jednostek RKKA.

We wrześniu 1939 przed zajęciem miasta Grodna przez jednostki RKKA antysemici zorganizowali pogrom żydowski. Pomysłodawcą pogromu był były wiceprezydent miasta Sawicki Roman (wycofał się z WP). Przy tym pogrom poprzedziły nawoływania antysemickie do zniszczenia Żydów, ich bojkotowania itd.

Na skutek pogromu tylko w mieście Grodnie zostało zabitych 25 Żydów, dużo osób tejże narodowości było poddanych biciu, znęcaniu się i aresztowaniom. Na przykład: przy pogromie w domu nr 9 na Placu Batorego sprawcy zabili męża i żonę Lipskich, Żydów; po czym wszystkich Żydów mężczyzn aresztowali. W komisariacie aresztowani byli ponownie bici i skierowani do więzienia.

Przy pogromie w domu nr 4 przy ul. Klasztornej sprawcy zabili Żyda Rubinowicza Daniłę – robotnika fabryki tytoniowej, pobili wszystkich Żydów w domu i aresztowali wszystkich mężczyzn. Wtargnąwszy się do domu nr 4 przy ul. Mieszczańskiej sprawcy zabili ojca i syna Pajginów, przy tym wykrzykując hasła antysemickie. W szeregu wypadków sprawcy ostrzelali okna domów zamieszkiwanych przez Żydów. Udając rozstrzeliwanie stawiali Żydów pod ścianę i strzelali do nich, by kule leciały nad głowami [fl 48] , Podobne fakty miały miejsce w większości dzielnic miasta, gdzie mieszkali Żydzi. Śledztwo stwierdziło, że udział w pogromie brali policjanci, żołnierze WP i antysemici z grona cywilów.”

Inne źródło:

„PROTOKóŁ (WYCIĄG) PRZESŁUCHANIA JECHELA SZLACHTERA,
WYZNANIE MOJŻESZOWE,
KUPIEC DRZEWNY, ZAM. OS. TOMASZóWKA NAD BUGIEM„

Po wkroczeniu bolszewików na terytorium państwa polskiego w 1939 r. zostały stworzone przez tychże samych bolszewików w okolicach pow. Lubomelskiego i Brzeskiego bandy składające się z całego szeregu przestępczych elementów, które miały na celu sianie terroru i dopuszczania się gwałtu na uchodźcach przybywających z okupacji niemieckiej.

Sam obserwowałem i widziałem działalność takich band kolo Tomaszówka, gdzie mieszkałem sam oraz Szacka. Bandy, które tam grasowały, składały się z Żydów, Ukraińców i Białorusinów, a na czele jednej z takich band stał Polak Stefan Studniarski, z osady Tomaszówka, zaś na czele drugiej stał Żyd z Szacka.

Wiem, że bandy te były nie tylko tworzone przez bolszewików, ale też były uzbrajane przez nich i kierowane. Organizatorem wspomnianych band oraz ich kierownikiem był kpt. Zorin z pogranicznej straży NKWD, który miał swoją siedzibę w osadzie Aleksandrowa k/Tomaszówki. Działalność tych band polegała na niszczeniu uciekającej z terenu niemieckiego inteligencji polskiej. Banda ta chwyciwszy polskiego inteligenta, oficera, niezwłocznie bez żadnego sądu dokonywała na nim mordu. Takie masowe mordy były popełniane na szosie wiodącej z Tomaszówki do Lubomli oraz na drodze z Tomaszówki do Polenca, w lasku sosnowym, w którym grzebano ciała pomordowanych, następnie w Szacku w odległości 200 mtr. od cmentarza znajdują się groby, masowo mordowanych Polaków w liczbie około 2 000 osób.

Ciała mordowanych grzebano w rowie koło szosy. Wiem, że bandy te zamordowały jednego porucznika, którego nazwiska nie pamiętam, a który mieszkał niedaleko od mojego domu. Pozostawił on żonę i dwoje dzieci, przodownika policji nadleśniczego Szacka, leśniczego oraz jego żonę.

Wkraczających bolszewików powitała ludność białoruska, ukraińska i żydowska życzliwie i ustosunkowała się przyjaźnie, wierząc, te hasła, jakie propaganda sowiecka rzuciła, zostaną zrealizowane i ze bolszewizm na ziemiach okupowanych stworzy idealne warunki życia.

Cały szereg osób zaofiarowało bolszewikom współpracę, w szczególności w Tomaszówce oddał się na usługi bolszewikom Icek Biały, Srul Kagan, Moszko Rychtman, Moszko Lichtensztejn i szereg innych. Wyżej wymienione osoby współpracowały z kpt. Zorinem z NKWD w organizowaniu band.

Ze wsi Pulmo wysługiwali się bolszewikom Ukraińcy Fiedor Zeniuk i Nikofor Gałuch. Banda, do której należał Gałuch zamordowała właściciela ziemskiego Filipowicza z Pulmo pow. Lubomelski, którego po śmierci jeszcze chłostano, a następnie po kilku dniach pogrzebano pod płotem. Kiedy armia gen. Trojanowskiego przechodziła przez te okolice, zwłoki Filipowicza zostały pogrzebane na cmentarzu. Po odejściu armii miejscowa ludność wykopała ponownie zwłoki i pogrzebała je pod płotem cmentarnym. Poza tym tenże sam Gałuch z bandą, do której należał, zamordował dwóch braci Dzięgielewskich, żandarmów, z których jeden do wojny był wójtem gm. Pulmo i Gołowno.

Wszystkie te mordy dokonywane były na rozkaz NKWD i w obecności funkcjonariuszy NKWD, klórzy się temu przypatrywali, byli też strażnicy graniczni NKWD. Wspomniane bandy dopuszczały się też rabunków mienia polskiego, które zwyczajnie dzieliły miedzy siebie i NKWD.

Po upływie dwóch, trzech miesięcy życzliwy stosunek ludności do bolszewików uległ zasadniczej zmianie, kiedy ludność stwierdziła, że propaganda sowiecka jest niczym innym, jak tylko kłamstwem i fałszem. W szczególności kiedy ludność widziała, jak bandy bezkarnie przy pomocy władz dopuszczają się mordów i rabunków oraz gdy rozpoczęły się aresztowania i legalna grabież.

Jaki był stosunek miejscowej ludności do systemu i państwa sowieckiego, świadczy o tym nastrój ludności podczas tzw. głosowania za przyłączeniem okupowanych przez bolszewików ziem polskich do ZSRR. Stwierdzam, że na podstawie tego, co widziałem i dokładnie ob serwowałem, że ludność była do tego głosowania wrogo usposobiona, nie chciała iść głosować, a tylko pod groźbą karabinów i obawy wywiezienia i aresztowania szła do lokali wyborczych. Kto nie chciał iśc głosować, ten był uważany za wroga ZSRR i musiał być przygotowany na najgorsze represje.

Cały aparat administracyjny i NKWD roztoczył skrupulatną opiekę nad każdym obywatelem i pilnował, aby udał się do lokalu głosowania. Ci, którzy nie poszli lub nie mogli pójść, zostali aresztowani i wywiezieni. Mogę stwierdzić z całą stanowczością, że co najmniej 90% głosujących głosowało za przyłączeniem, wbrew swojemu przekonaniu, a tylko nieliczna garstka elementów przestępnych i mętów społecznych była za reżimem, który ich wydostał z nizin społecznych i zrobił z nich dygnitarzy i panów.

Całe społeczeństwo zgodnie stwierdzało w swoich rozmowach, że tylko Polska jest prawowitym na tych ziemiach państwem i że Polska stwarzała ludziom pod stawę normalnej egzystencji i rozwoju. Po przeprowadzonym głosowaniu rozpoczęły się na szeroką skalę masowe aresztowania Polaków, w szczególności urzędników, nauczycieli, sędziów, prokuratorów, adwokatów, słowem całej inteligencji, następnie osadników. Poza tym aresztowano żydów, w szczególności zamożniejszych.

Przy aresztowaniach nikomu nigdy nie mówiono, za co go aresztują. Jaki był nastrój ludności, świadczy o tym fakt, że gdy do Brześcia przyjechała komisja niemiecka celem wywiezienia spod okupacji bolszewickiej osób pochodzenia niemieckiego, to żydzi zbierają olbrzymie sumy na łapówki, aby dostać się na terytoria pod okupacją niemiecką. Kiedy Niemcy pytali się, dlaczego tak usilnie starają się dostać pod okupację niemiecką, gdzie im grodzi zagłada, na to wszyscy żydzi twierdzili, że wolą w swoich domach pod okupacją niemiecką umierać, aniżeli pod okupacją sowiecką żyć.

Po wyjeździe komisji niemieckiej z Brześcia NKWD urządziło obławę, poaresztowało wszystkich uchodźców i wywiozło ich w głąb ZSRR. W marcu NKWD aresztowało mnie, moich dwóch synów oraz wyżej wymienione osoby, które mi pomagały w zakresie pomocy dla Polaków. Wszystkim zarzucono uprawianie szpiegostwa oraz udzielanie pomocy rządowi polskiemu przez udzielanie Polakom pomocy przy wyjeździe za granicę. Zarzucano nam, że w ten sposób my pomagamy w organizowaniu armii polskiej, która ma na celu wojnę z bolszewikami. Mnie aresztowano 28 marca 1940 w Brześciu n/ Bugiem, gdzie w tamtejszym więzieniu siedziałem do dnia 5 lutego 1941. [...]„

Za: M. Wierzbicki, Polacy i Żydzi w zaborze sowieckim. Stosunki polsko– żydowskie na ziemiach północno – wschodnich II RP pod okupacją sowiecką ( 1939 – 1941), Warszawa 2007, s. 354- 369.

Ps. „Współpraca Żydów z Sowietami, nazywana przez Polaków po prostu kolaboracją, była faktem, a nie mitem opartym na stereotypie żydokomuny i rzekomym poczuciu winy Polaków za ich udział w Holokauście. Z drugiej strony, według autora, najważniejszą przyczyną samosądów dokonywanych przez Polaków na Żydach, były właśnie wydarzenia okupacji sowieckiej. Była to więc ze strony Polaków odpowiedź na prawdziwą czy też wyimaginowaną współpracę z bolszewikami. Oczywiście współpraca i poparcie sowieckiego okupanta ze strony ludności żydowskiej miała zróżnicowany zasięg i charakter. Wierzbicki podaje zresztą bardzo wiele przykładów pomocy udzielanej przez Żydów, Polakom zagrożonym przez nowy reżim. Należy pamiętać, że wielu obywateli polskich pochodzenia żydowskiego zachowywało się po 17 września lojalnie wobec państwa polskiego, ponosząc tego srogie konsekwencje.

Pobocznym, ale niezwykle ciekawym elementem rozważań Marka Wierzbickiego, jest sprawa do tej pory właściwie zupełnie pomijana przez badaczy, a mianowicie polityka świadomego napuszczenia na siebie ludności polskiej i żydowskiej. Tak więc, przedwojenne animozje polsko – żydowskie, były dodatkowo podsycane przez bolszewików. Temu celowi służyło między innymi obsadzanie wielu eksponowanych stanowisk Żydami. Innym działaniem tego typu był wzmożony i bardzo często udany werbunek przez NKWD.”

http://niezaleznemediapod...miec/#more-7001
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
AnnaE


Dołączyła: 02 Lut 2007
Posty: 2156
Skąd: Śląsk
Wysłany: 17 Wrzesień 2016, 22:32    [Cytuj]

[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Informacje | TV Trwam | Radio Maryja na żywo |
Polecamy:informacje ktorych potrzebujesz Fundacja Skierniewice i Szkola Skierniewice
Korzystanie z forum oznacza pełną akceptację otrzymywania plików cookies.

phpBB by przemo  
Strona wygenerowana w 0,21 sekundy. Zapytań do SQL: 10